Medicalpress
Szpitale kliniczne pozostają filarem polskiego systemu ochrony zdrowia, leczą najtrudniejszych pacjentów, kształcą przyszłych lekarzy i prowadzą badania naukowe. Najnowsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli pokazuje jednak, że za utrzymaniem ciągłości świadczeń kryją się poważne problemy organizacyjne i finansowe. Najbardziej alarmującym ustaleniem jest organizacja czasu pracy personelu medycznego. W jednej z placówek lekarz świadczył pracę nieprzerwanie przez ponad 70 godzin.
Kontrola objęła dziesięć szpitali klinicznych z całej Polski i dotyczyła lat 2022–2024. NIK pozytywnie oceniła fakt, że wszystkie placówki zapewniały ciągłość leczenia oraz realizowały zadania dydaktyczne i naukowe. Jednocześnie wskazała szereg nieprawidłowości, które – zdaniem kontrolerów – wymagają pilnych zmian systemowych.

Największy problem? Organizacja pracy personelu

Najpoważniejsze zastrzeżenia NIK dotyczą czasu pracy lekarzy i pielęgniarek. Nieprawidłowości stwierdzono w dziewięciu z dziesięciu kontrolowanych szpitali. Kontrolerzy wykazali przypadki naruszania prawa do 11-godzinnego nieprzerwanego odpoczynku oraz wielokrotnego przekraczania dopuszczalnego czasu świadczenia pracy. Łącznie odnotowano 75 przypadków, w których lekarze lub pielęgniarki pracowali ponad 24 godziny bez przerwy. Rekordowy dyżur trwał aż 70 godzin i 10 minut.

Według NIK takie sytuacje nie są jedynie naruszeniem przepisów prawa pracy. Przemęczony personel oznacza również większe ryzyko popełnienia błędu medycznego, a tym samym zagrożenie dla bezpieczeństwa pacjentów.

Kontrolerzy zwracają uwagę, że problem wynika przede wszystkim z niedoborów kadrowych oraz powszechnego zatrudniania lekarzy na podstawie kontraktów cywilnoprawnych. W praktyce oznacza to brak jednego systemu monitorowania całkowitego czasu pracy lekarza, który często świadczy usługi jednocześnie w kilku placówkach.

NIK wraca do postulatu sprzed lat

To nie pierwszy raz, gdy Izba zwraca uwagę na konieczność uregulowania czasu pracy personelu medycznego. Podobne rekomendacje pojawiały się już w poprzednich kontrolach oraz były przedmiotem wystąpień Rzecznika Praw Obywatelskich.

Tym razem NIK ponownie apeluje o stworzenie centralnego systemu ewidencji czasu pracy obejmującego wszystkie formy zatrudnienia oraz wprowadzenie ustawowego limitu maksymalnego nieprzerwanego czasu wykonywania świadczeń przez personel medyczny.

Wnioski te wpisują się również w coraz intensywniejszą debatę prowadzoną przez samorząd lekarski, który od miesięcy postuluje wprowadzenie limitów łącznego czasu pracy lekarzy niezależnie od liczby miejsc zatrudnienia.

Szpitale działają, ale nie wszystkie radzą sobie finansowo

Raport pokazuje również ogromne różnice w kondycji finansowej szpitali klinicznych. Najlepiej ocenione placówki – m.in. w Gdańsku – utrzymywały dodatnie wyniki finansowe oraz stabilną płynność. Z kolei część jednostek, między innymi w Lublinie, Łodzi i Bydgoszczy, balansowała na granicy rentowności.

Najtrudniejsza sytuacja dotyczy Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Choć działalność medyczna przynosiła dodatni wynik operacyjny, szpital pozostaje obciążony ogromnym zadłużeniem odziedziczonym po konsolidacji placówek z 2019 roku. Koszty obsługi długu przekroczyły w 2024 roku 107 mln zł, a całkowite zobowiązania osiągnęły niemal 1,5 mld zł.

Jednocześnie niemal we wszystkich kontrolowanych jednostkach wzrosły zobowiązania krótkoterminowe, co – zdaniem NIK – zwiększa ryzyko pogorszenia stabilności finansowej szpitali w kolejnych latach.

Problemy z aparaturą i zamówieniami

Kontrola ujawniła również liczne nieprawidłowości dotyczące infrastruktury i aparatury medycznej. W części placówek stwierdzono zaniedbania techniczne, opóźnienia w obowiązkowych przeglądach sprzętu oraz nieefektywne wykorzystywanie kosztownej aparatury. W kilku szpitalach urządzenia przez długi czas pozostawały niewykorzystane z powodu awarii, opóźnień we wdrożeniu lub niewystarczającej liczby wykonywanych procedur.

NIK wskazała także naruszenia przepisów Prawa zamówień publicznych przy zakupie sprzętu medycznego oraz uchybienia w gospodarowaniu majątkiem publicznym.

Dobra wiadomość: dydaktyka i badania funkcjonują prawidłowo

Pozytywnie oceniono natomiast działalność dydaktyczną oraz badawczą wszystkich kontrolowanych szpitali. Placówki zapewniały odpowiednie warunki do kształcenia studentów kierunków medycznych, prowadzenia specjalizacji oraz realizacji badań klinicznych.

Kontrolerzy odnotowali jedynie pojedyncze uchybienia formalne, które nie miały wpływu na realizację zadań naukowych.

Potrzebne zmiany systemowe

Raport NIK pokazuje, że szpitale kliniczne nadal realizują swoje podstawowe zadania, jednak robią to często kosztem przeciążonego personelu i przy rosnących problemach organizacyjnych. Najwyższa Izba Kontroli nie ogranicza się do wskazania błędów poszczególnych placówek. Jej główny wniosek ma charakter systemowy – bez zmian w organizacji pracy personelu, lepszego monitorowania czasu pracy oraz poprawy zarządzania zasobami trudno będzie zapewnić długofalowe bezpieczeństwo pacjentów i stabilność funkcjonowania największych szpitali akademickich w Polsce.

Źródło: NIK

Polska ochrona zdrowia od lat funkcjonuje w stanie permanentnego napięcia. Pacjenci narzekają na kolejki, szpitale na niedobory finansowe, lekarze na przeciążenie pracą, a kolejne rządy próbują znaleźć równowagę pomiędzy rosnącymi oczekiwaniami społecznymi a ograniczonym budżetem. Tym razem jednak debata weszła na znacznie ostrzejszy poziom. Premier Donald Tusk zapowiedział szeroko zakrojoną kontrolę systemu, nie szczędząc przy tym wyjątkowo mocnych słów.
 
„Nikogo nie obwiniam, ale system jest naprawdę zwyrodniały. Przez całe lata był coraz bardziej nastawiony na śrubowanie wynagrodzeń części lekarzy. Doszło do takich dysproporcji, że są szpitale, w których koszty wynagrodzeń stanowią niemal całość wszystkich wydatków” – stwierdził szef rządu.

Tak zdecydowanej diagnozy nie słyszeliśmy od dawna. Premier wskazuje nie tylko na problem rosnących kosztów wynagrodzeń, ale również na brak przejrzystości w wydatkowaniu publicznych pieniędzy. Według rządu to właśnie transparentność ma stać się jednym z kluczowych elementów planowanej reformy.

W centrum uwagi znalazły się wynagrodzenia lekarzy zatrudnionych w publicznym systemie ochrony zdrowia. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, który ma umożliwić skuteczniejsze monitorowanie zarobków medyków. Jak zapowiedział premier: „Wczoraj Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, który wreszcie umożliwi agencji podległej Ministerstwu Zdrowia skuteczne kontrolowanie i monitorowanie wynagrodzeń lekarzy. Będzie to dotyczyło konkretnych osób i konkretnych płac”.

To zapowiedź zmian, które mogą wywołać ogromne emocje w środowisku medycznym. Od lat wiadomo, że część specjalistów pracuje jednocześnie w kilku miejscach, łącząc zatrudnienie w szpitalach publicznych, poradniach oraz sektorze prywatnym. Dla jednych jest to naturalna konsekwencja niedoborów kadrowych, dla innych przykład nieefektywności systemu, który nie potrafi racjonalnie zarządzać zasobami.

Pytanie brzmi jednak, czy sama kontrola wynagrodzeń rozwiąże problemy ochrony zdrowia. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że wysokie zarobki części lekarzy są często konsekwencją wieloletnich zaniedbań kadrowych. Polska nadal należy do krajów Unii Europejskiej z jedną z najniższych liczb lekarzy przypadających na mieszkańca. W efekcie system funkcjonuje dzięki pracy osób, które często realizują świadczenia w kilku placówkach jednocześnie.

Równolegle rząd zapowiada dokładne przyjrzenie się sposobowi wydawania publicznych pieniędzy. Premier poinformował, że zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kompleksowego audytu.

„Zwróciłem się do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kompleksowych kontroli. Chcę otrzymać szczegółowy raport oraz wnioski dotyczące miejsc, w których dochodziło do nadużyć. W uzasadnionych przypadkach sprawy będą kierowane również do prokuratury” – zapowiedział Donald Tusk.

Jeszcze większe emocje budzi jednak drugi wątek poruszony przez premiera. Chodzi o nieformalne ścieżki dostępu do świadczeń medycznych i wykorzystywanie znajomości w celu szybszego uzyskania pomocy.

Bezpośrednim impulsem do reakcji rządu stały się medialne doniesienia dotyczące Szpitala Południowego w Warszawie. Premier nie przesądza o winie kogokolwiek, ale zapowiada pełne wyjaśnienie sprawy

„Dzisiaj w mediach pojawiają się sugestie dotyczące Szpitala Południowego i korzystania z usług poza kolejnością czy z ułatwieniami, także w odniesieniu do polityków Koalicji Obywatelskiej. Każdy, kto znajdzie się w tej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć, jak było naprawdę. Oczekuję również od szpitala i samorządu warszawskiego precyzyjnych informacji. Jest też wystarczająco dużo sygnałów, żeby szpital podjął także decyzje personalne”.

Sprawa dotyka jednego z najbardziej wrażliwych obszarów polskiego systemu ochrony zdrowia. Większość pacjentów jest bowiem skłonna zaakceptować nawet długi czas oczekiwania, jeśli ma poczucie, że obowiązują wszystkich te same zasady. Gdy pojawia się podejrzenie, że o kolejności leczenia mogą decydować wpływy, znajomości czy pozycja społeczna, zaufanie do całego systemu gwałtownie spada.

Premier nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości.

„Znajomości nie mogą decydować o tempie dostępu do lekarza czy szpitala. System wymaga radykalnej naprawy i wspólnej odpowiedzialności wszystkich środowisk politycznych”.

To właśnie ten fragment wydaje się najważniejszy. Dyskusja o wynagrodzeniach, kontrolach i rejestrach umów jest istotna, ale dla pacjentów kluczowe pozostaje pytanie, czy proponowane działania przełożą się na realną poprawę dostępności świadczeń. Nawet najbardziej szczegółowy audyt nie skróci kolejek do specjalistów. Samo ujawnienie wysokości wynagrodzeń nie zwiększy liczby lekarzy ani pielęgniarek.

Najbliższe miesiące pokażą, czy zapowiadane przez rząd działania będą początkiem głębszej reformy, czy jedynie próbą uporządkowania najbardziej kontrowersyjnych obszarów systemu. Jedno wydaje się pewne. Debata o ochronie zdrowia coraz wyraźniej przestaje dotyczyć wyłącznie pieniędzy. Coraz częściej dotyka kwestii przejrzystości, równego dostępu i społecznego zaufania. A bez nich nawet najlepiej finansowany system nie będzie działał skutecznie.

Źródło: Gov.pl
Foto: Gov.pl

Szkolna opieka zdrowotna w Polsce od lat funkcjonuje jako element systemu, który teoretycznie istnieje i formalnie obejmuje większość uczniów. Najnowsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli w województwie świętokrzyskim pokazuje jednak wyraźnie, że między zapisami a rzeczywistością powstaje coraz większa luka. To nie jest już kwestia pojedynczych uchybień, ale powtarzalnego modelu, który w praktyce ogranicza dostęp dzieci i młodzieży do podstawowych świadczeń profilaktycznych.
Kontrola obejmująca lata szkolne 2021/2022–2024/2025 ujawnia, że w pięciu z sześciu skontrolowanych podmiotów organizacja pracy pielęgniarek odbiegała od obowiązujących standardów. Problem nie sprowadza się wyłącznie do braków kadrowych, choć te również są widoczne. Znacznie bardziej niepokojące jest to, w jaki sposób system próbuje sobie z nimi radzić. Skracanie czasu pracy pielęgniarek, łączenie dyżurów czy planowanie ich poza godzinami funkcjonowania szkół powoduje, że opieka zdrowotna przestaje być realnie dostępna wtedy, gdy uczniowie jej potrzebują.

W niektórych przypadkach pielęgniarki w czasie dyżurów szkolnych realizowały równolegle świadczenia w podstawowej opiece zdrowotnej. To rozwiązanie organizacyjne może poprawiać efektywność z perspektywy świadczeniodawcy, ale dla ucznia oznacza jedno: brak dostępu do opieki w kluczowym momencie.

Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z obszaru profilaktyki. Badania przesiewowe, które powinny stanowić fundament wczesnego wykrywania problemów zdrowotnych, były realizowane nierównomiernie lub wcale. W części szkół nie objęły wszystkich uczniów, a dokumentacja była niekompletna albo zawierała błędy. Zdarzały się sytuacje, w których badań nie przeprowadzono w ogóle dla wybranych grup.

To szczególnie problematyczne w kontekście wyników, które już udało się zebrać. Dodatnie wyniki badań przesiewowych odnotowano u 16 do 45 procent uczniów szkół podstawowych, a w szkołach ponadpodstawowych odsetek ten był jeszcze wyższy. Najczęściej dotyczyły wad wzroku, problemów z postawą, zaburzeń masy ciała czy nadciśnienia tętniczego. Skala tych zjawisk powinna uruchamiać mechanizmy dalszej diagnostyki i opieki. Tymczasem, jak wskazuje raport, w wielu przypadkach takie działania nie były podejmowane.

Powstaje w ten sposób system, który identyfikuje problem, ale nie reaguje na jego konsekwencje. Uczeń z nieprawidłowym wynikiem badania pozostaje w praktyce bez dalszego wsparcia, a jego stan zdrowia nie jest monitorowany. Dotyczy to także dzieci z nadwagą lub niedowagą, których sytuacja często nie podlega żadnej systematycznej kontroli.

Jeszcze wyraźniej niedostosowanie systemu widać w przypadku uczniów ze szczególnymi potrzebami. Obowiązujące regulacje nie uwzględniają w wystarczającym stopniu dzieci w spektrum autyzmu ani uczniów wymagających kształcenia specjalnego, którzy nie posiadają formalnego orzeczenia o niepełnosprawności. W praktyce oznacza to ograniczony dostęp do zwiększonego wymiaru opieki zdrowotnej, mimo że potrzeby tych grup są często większe niż w populacji ogólnej.

Równolegle ujawniają się problemy finansowe, które dodatkowo destabilizują system. Świadczeniodawcy wskazują na niedoszacowanie środków przekazywanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jednocześnie kontrola pokazuje, że część niedoborów wynika z błędów po stronie samych placówek, w tym niewłaściwego raportowania liczby uczniów czy nieuwzględniania ich potrzeb zdrowotnych. To oznacza, że system nie tylko jest niedofinansowany, ale także nieefektywnie zarządza dostępnymi zasobami.

Najbardziej niepokojące są jednak przypadki, w których podmioty medyczne próbowały przerzucać koszty na szkoły lub ich organy prowadzące. Żądanie dodatkowych środków za świadczenia finansowane publicznie, a w skrajnych sytuacjach grożenie zaprzestaniem ich realizacji, pokazuje, że napięcia finansowe zaczynają bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo zdrowotne uczniów.

Problemy nie kończą się na poziomie organizacji pracy i finansowania. Raport NIK wskazuje również na poważne braki w zakresie nadzoru i jakości danych. Dokumentacja medyczna była często prowadzona nierzetelnie, a dane przekazywane do instytucji centralnych zawierały błędy i niespójności. Żaden ze skontrolowanych świadczeniodawców nie prowadził systemowej oceny jakości udzielanych świadczeń. To szczególnie istotne, ponieważ właśnie na podstawie tych danych podejmowane są decyzje dotyczące kształtu systemu w skali kraju.

W efekcie powstaje błędne koło. Dane są niepełne lub nieprecyzyjne, więc decyzje systemowe opierają się na niepełnym obrazie rzeczywistości. To z kolei utrudnia skuteczne planowanie zmian i pogłębia istniejące problemy.

Raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia wątpliwości, że szkolna opieka zdrowotna wymaga nie tylko korekt, ale głębszej zmiany podejścia. Kluczowe znaczenie ma nie tylko poziom finansowania, ale także organizacja pracy, rzetelność danych i realny nadzór nad jakością świadczeń. Formalne zapewnienie opieki nie wystarcza, jeśli w praktyce nie przekłada się ono na dostępność i skuteczność działań. Pytanie, które pozostaje otwarte, dotyczy tego, czy system będzie w stanie przejść od modelu deklaratywnego do modelu rzeczywistej odpowiedzialności za zdrowie uczniów. Bo dziś, jak pokazuje kontrola, opieka zdrowotna w szkołach w wielu przypadkach istnieje głównie na papierze.

Źródło: NIK

W opublikowanym 12 czerwca raporcie NIK zaznaczyła, że w latach 2021–2024, pomimo wzrostu przychodów NFZ jego sytuacja finansowa nie poprawiła dostępu do świadczeń zdrowotnych. W tym okresie wpływy do budżetu NFZ rosły wolniej niż koszty. Choć przychody ogółem zwiększyły się o 8,3 proc., to jednak uwzględniając wskaźnik inflacji realnie zmalały, zaś koszty ogółem wzrosły o ponad 30 proc.

Wzrósł średni czas oczekiwania na diagnozę i rozpoczęcie terapii. Znacząco wydłużył się okresu potrzebny na tzw.wyzerowanie kolejki przy braku napływu nowych pacjentów. Pogłębiły się dysproporcje pomiędzy poszczególnymi oddziałami wojewódzkimi w liczbie i wartości świadczeń przypadających na określoną grupę uprawnionych, choć jednym z głównych celów „Strategii Narodowego Funduszu Zdrowia na lata 2019-2023” miało być właśnie wyrównywanie tych dysproporcji. Kontrola NIK wykazała także brak bieżącego monitorowania i nieprawidłowy nadzór Prezesa NFZ nad realizacją zadań przez oddziały wojewódzkie. Negatywnie oceniono sytuację finansową Funduszu, choć miały na nią wpływ działania od niego niezależne.

Kluczowe znaczenie dla sposobu realizacji ustawowych zadań NFZ, w szczególności dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, ma wielkość środków pozostających w dyspozycji Funduszu. Niedostateczna ilość nakładów, wadliwy sposób kontraktowania świadczeń oraz ich niewłaściwa wycena mogą zaburzyć prawidłowe gospodarowanie środkami. Tymczasem w latach 2021–2024, pomimo wzrostu przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia, jego sytuacja finansowa nie zapewniła polskim pacjentom poprawy dostępu do świadczeń zdrowotnych. W okresie objętym kontrolą wpływy do budżetu NFZ rosły bowiem wolniej niż koszty– choć przychody ogółem zwiększyły się o 8,3%, to jednak uwzględniając wskaźnik inflacji realnie zmalały,zaś koszty ogółem wzrosły o ponad 30%.W latach 2021–2024 (I półrocze) zrealizowane przychody NFZ z tytułu składki należnej brutto zawsze były niższe od wydatków na świadczenia zdrowotne, co oznacza, że nie pokrywały kosztów zakupionych usług medycznych. W latach, których dotyczyła kontrola, wskaźnik pokrycia kosztów wyniósł od 90 do 96,2%. Warto zaznaczyć, że niewystarczające przychody występowały mimo istotnego zwiększenia obciążeń z tytułu składki ubezpieczeniowej wybranych grup płatników, zwłaszcza prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą. Pomimo niższego wpływu środków z tytułu składki, Fundusz nie dokonywał odpisów aktualizujących jej wysokość, choć plan finansowy dawał taką możliwość.W ocenie NIK, takie odpisy byłyby, poza „rezerwą ogólną”, jednym z mechanizmów zabezpieczających NFZ przed nieprzewidzianymi, niekorzystnymi zjawiskami wpływającymi na jego stan finansów.

Raport NIK wskazuje, że system finansowania NFZ nie nadąża za rosnącymi potrzebami pacjentów, co skutkuje nierównym dostępem do świadczeń i wydłużającymi się kolejkami. Bez pilnej reformy – wzmocnienia budżetu, mechanizmów monitorowania i efektywnego finansowania – problem „białych plam” i zapadających kolejek będzie się pogłębiał. Izba zaleca wdrożenie bieżących analiz deficytów dostępu i lepszy nadzór nad programami zdrowotnymi – na korzyść pacjentów, którzy nie powinni być skazani na długie oczekiwanie tylko z powodu miejsca zamieszkania.

Wiecej informacji oraz pełna analiza dostępna jest na stronie: www.nik.gov.pl

Dostęp do specjalistów dziecięcych staje się w Polsce coraz trudniejszy. W czasie, gdy choroby cywilizacyjne zaczynają dotykać najmłodszych, system ochrony zdrowia nie nadąża za rosnącym zapotrzebowaniem na świadczenia. Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli odsłania skalę problemu: wydłużające się kolejki, dramatyczne różnice między regionami i brak mechanizmów, które mogłyby ten kryzys zatrzymać.

W latach 2021–2024 dostęp do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) dla dzieci finansowanej ze środków publicznych uległ drastycznemu pogorszeniu – alarmuje Najwyższa Izba Kontroli. Rosnące kolejki, braki kadrowe, a także niewystarczający nadzór i brak systemowych rozwiązań prowadzą do coraz większych trudności w dostępie do świadczeń dla najmłodszych pacjentów.

W zdecydowanej większości poradni AOS dla dzieci liczba oczekujących pacjentów wzrosła, a mediana czasu oczekiwania – zarówno w trybie stabilnym, jak i pilnym – znacząco się wydłużyła. Przykład? W poradni genetycznej dzieci czekają średnio o 223 dni dłużej niż trzy lata temu.

Co więcej, lekarze POZ decydują o „pilności” skierowań, często bez specjalistycznej wiedzy, co sprawia, że pilne przypadki bywają nadużywane, a naprawdę potrzebujące dzieci muszą czekać dłużej.

Brak równych szans – zależność od miejsca zamieszkania
Różnice regionalne są ogromne. Na wizytę u okulisty dziecięcego w woj. lubelskim w połowie 2024 roku czeka się średnio 36 dni, podczas gdy w woj. pomorskim – aż 400 dni. Niektórzy pacjenci muszą przejechać ponad 100 km, by dotrzeć do najbliższego specjalisty.

Brak reform – aneksy zamiast konkursów
Zamiast organizować konkursy na nowe placówki, oddziały wojewódzkie NFZ przedłużały istniejące umowy. Choć zgodne z prawem, takie podejście ogranicza konkurencję i dostępność świadczeń. NIK zauważa też liczne nieprawidłowości po stronie świadczeniodawców – niepełne harmonogramy przyjęć, źle zabezpieczona dokumentacja czy brak informacji dla pacjentów.

Zerwana komunikacja między POZ a AOS
Brakuje sprawnej współpracy między lekarzami rodzinnymi a specjalistami. Skierowania często są niekompletne, a specjaliści nie przekazują niezbędnych informacji z powrotem do POZ, co spowalnia proces leczenia dzieci.

Raport NIK powinien być alarmującym sygnałem dla decydentów – opieka specjalistyczna dla dzieci w Polsce wymaga natychmiastowych działań naprawczych. Potrzebne są nowe placówki, lepszy nadzór nad świadczeniodawcami, zachęty do relokacji kadry medycznej i poprawa komunikacji między lekarzami POZ a specjalistami. Jeśli nie podejmiemy zdecydowanych kroków, najmłodsi pacjenci będą coraz bardziej wykluczani z systemu ochrony zdrowia.

Źródło: www.nik.gov.pl

W obliczu narastających problemów z dostępnością leków oraz nielegalnym ich obrotem, Najwyższa Izba Kontroli (NIK) podjęła decyzję o przeprowadzeniu bezpośrednich kontroli w kluczowych instytucjach odpowiedzialnych za politykę lekową w Polsce. Celem jest ocena skuteczności działań państwa w zapewnieniu bezpieczeństwa lekowego obywateli.
Najwyższa Izba Kontroli rozpoczęła kontrole w Ministerstwie Zdrowia, Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym (GIF) oraz w Wojewódzkich Inspektoratach Farmaceutycznych. Decyzja ta wynika z analizy problemów związanych z bezpieczeństwem lekowym w kraju.

Kontrolerzy NIK skupią się na ocenie:

Ponadto, NIK zbada, jak przebiega współpraca GIF z innymi organami i instytucjami w zwalczaniu nielegalnego handlu lekami. Osobna część kontroli dotyczyć będzie realizacji wcześniejszych wniosków pokontrolnych – sprawdzone zostanie, czy zalecenia Izby z poprzednich kontroli zostały wdrożone i jakie przyniosły efekty.
 
Rozpoczęcie kontroli przez NIK w Ministerstwie Zdrowia i GIF to istotny krok w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa lekowego w Polsce. Wyniki tych działań mogą wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące polityki lekowej oraz skuteczności nadzoru nad rynkiem farmaceutycznym.

Źródło: NIK

Czterdzieści osiem godzin tygodniowo – tyle zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej może pracować lekarz. – Gdybyśmy chcieli stosować te przepisy, okazałoby się, że część placówek należy zamknąć z dnia na dzień z powodu deficytów kadrowych – ocenia prof. dr hab. n. med. Łukasz Krzych, kierownik Katedry Medycyny Stanów Nagłych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Problem przepracowania lekarzy jest dziś jednym z najpoważniejszych zmartwień służby zdrowia. 
Według danych GUS w 2022 roku liczba lekarzy, którzy mieszkają w Polsce i posiadają prawo wykonywania zawodu, wynosiła 158,9 tys. To nieco więcej niż rok wcześniej, jednak nie zmienia to faktu, że problemy kadrowe są nadal jedną z największych bolączek służby zdrowia. Według raportu Komisji Europejskiej „State of Health in th EU” Polska jest jednym z krajów o najniższej liczbie pracowników ochrony zdrowia w Unii w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców – w przypadku lekarzy jest to 3,4. To sporo mniej od średniej dla całej UE, która wynosi 4,1. Raport wskazuje, że w niektórych regionach, szczególnie wiejskich, można mówić o znacznym niedoborze lekarzy. 

Taka sytuacja przekłada się na większe obciążenie pracą medyków różnych specjalizacji. Choć zgodnie z unijną dyrektywą z 2003 roku lekarz nie może pracować ponad przyjęty czas pracy ustalony na 48 godz. tygodniowo, to jednak ten pułap jest w naszym kraju notorycznie przekraczany. 

– Unijne przepisy regulują, ile powinniśmy pracować w ciągu doby oraz w wymiarze tygodniowym, ile powinniśmy odpoczywać, niezależnie od funkcji, którą sprawujemy w szpitalu jako pracownicy ochrony zdrowia. Dotyczy to tak samo lekarzy, jak i pielęgniarek zatrudnionych na etatach. Gdybyśmy chcieli stosować te przepisy, okazałoby się, że niestety część placówek należy zamknąć z dnia na dzień z powodu deficytów kadrowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Łukasz Krzych, kierownik Katedry Medycyny Stanów Nagłych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym.

Niedobór kadr w polskiej ochronie zdrowia prowadzi do stanu, w którym zarówno lekarze, jak i pielęgniarki pracują w różnych placówkach na kilku etatach na różnych formach zatrudnienia. Jak wynika z badania PZWL przeprowadzonego na potrzeby „Raportu o wynagrodzeniach w sektorze medycznym”, 63,8 proc. lekarzy wskazuje na nadmierne obciążenie pracą jako czynnik pozapłacowy wpływający na niezadowolenie z wykonywanej pracy.

Co ciekawe, w tym samym badaniu tylko 34,8 proc. ankietowanych uważa, że ich zarobki są adekwatne do wysiłku i zaangażowania, jakie wkładają w pracę. Co istotne, 58,9 proc. badanych nie jest zadowolonych ze swoich łącznych zarobków, a dwie trzecie uważa, że zwiększenie ich wynagrodzenia jest możliwe poprzez podjęcie dodatkowej pracy w placówce publicznej lub prywatnej.

– W przeliczeniu na etat limit wynosi 140–160 godz. w wymiarze miesięcznym. Bardzo łatwo jest to przekroczyć, pracując chociażby w systemie dyżurowym, bo jeżeli pracujemy 24 godz., to de facto pozostaje nam jeszcze jeden, maksymalnie dwa dni pracy w tygodniu, żeby tę normę wypełnić, a w pozostałe dni pracy też ktoś musi pracować –tłumaczy prof. Łukasz Krzych. – Bardzo trudno jest znaleźć lekarza, który by pracował 140 czy 160 godz. miesięcznie, większość pracuje więcej, chociaż nie zawsze chce, czasem po prostu musi, żeby zagwarantować płynność pracy szpitala, jeżeli to jest duży szpital.

Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest deficyt kadrowy. Wymienia go również w swoim raporcie z sierpnia 2023 roku Najwyższa Izba Kontroli. Zdaniem instytucji kolejnymi nieprawidłowościami są: przepracowanie oraz zawieranie dodatkowych umów cywilnoprawnych z pracownikami na takiego samego rodzaju pracę. NIK zauważa, że są przypadki, w których kierownicy placówek nie próbowali skutecznie zaradzić tym problemom. W skontrolowanych przypadkach zdarzało się, że przerywano udzielanie świadczeń w poradniach, a także niektórych oddziałach szpitalnych. 

– Zmęczony lekarz to niebezpieczeństwo dla pacjenta, my nie chcemy być zmęczeni, bo wiemy, że wtedy jakość pracy i jakość świadczonych przez nas usług jest suboptymalna. Każdy z nas chciałby znaleźć czas dla siebie, swoich bliskich, ale jednak wciąż pamiętamy o tym, że pracujemy dla pacjentów i nasze decyzje muszą być w tym sensie wyważone. Zatem też decydujemy się sami na większą liczbę przepracowywanych godzin, żeby pomóc społeczeństwu, żeby pomóc pacjentowi, bo jednak wciąż wśród nas są osoby, które wybrały ten zawód z misji – mówi kierownik Katedry Medycyny Stanów Nagłych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym.

Według najnowszych danych GUS opublikowanych w sierpniu ub.r. wśród lekarzy uprawnionych do wykonywania zawodu dominującą grupę (ponad 20 proc.) stanowią osoby w wieku 50–59 lat. Dominacja tej grupy wieku jest większa wśród mężczyzn niż kobiet lekarzy. 

Według stanu na 31 grudnia 2022 roku (najaktualniejsze dane opublikowane przez GUS) najmniej lekarzy na tysiąc mieszkańców jest w województwie lubuskim (2,38). Nieco lepiej jest w opolskim (2,43). Najlepsze pod tym względem statystyki mają województwo łódzkie (4,28) oraz mazowieckie (4,14). 

źródło:biznes.newsferia.pl

11 stycznia br. w siedzibie Narodowego Instytutu Kardiologii (NIKard) odbyło się spotkanie wstępnie podsumowujące działania i aktywności zrealizowane w ramach projektu: „Telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca”. Wzięli w nim udział przedstawiciele ministerstwa zdrowia, ośrodków partnerskich, eksperci medyczni z ośrodków klinicznych z doświadczeniem w realizowaniu projektów z zakresu telemedycyny oraz pracownicy NIKard.
Celem projektu „Poprawa dostępu do usług opieki zdrowotnej w zakresie telemedycyny i e-zdrowia – Telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca” było podniesienie poziomu bezpieczeństwa zdrowotnego oraz poprawa jakości życia chorych z niewydolnością serca poprzez zapewnienie skoordynowanej opieki tradycyjnej i telemedycznej oraz działania edukacyjne. W ramach projektu testowano model telemedycznej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca, wykorzystując do tego dedykowaną platformę internetową. Środki na realizację projektu pochodzą z Programu Zdrowie w ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego 2014 – 2021 (85%) oraz budżetu państwa (15%). Jego całkowita wartość wynosi 2 557 720,00 zł.

Podczas wydarzenia podsumowano przebieg pilotażu, omówiono jego mocne i słabe strony oraz przedstawiono wstępne wyniki ankiety oceniającej satysfakcję pacjentów z udziału w projekcie. Lider projektu – Narodowy Instytut Kardiologii i przedstawiciele partnerów biorących udział w pilotażu (Łomżyńskie Centrum Medyczne, Przychodnia BaltiMed w Gdańsku, Centrum Medyczno – Diagnostyczne w Siedlcach) wymienili także spostrzeżenia powstałe podczas realizacji projektu.

Spotkanie otworzył prof. dr hab. n. med. Maciej Sterliński, Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych. Jak podkreślił w swoim wystąpieniu, Narodowy Instytut Kardiologii mocno angażuje się we wszelkiego rodzaju nowoczesne rozwiązania, które wspomagają i poprawiają opiekę nad chorymi, co przekłada się na poprawę rokowania pacjentów. – Z naszej perspektywy obserwujemy wzrost liczby chorych z niewydolnością serca. Progresja tej choroby staje się istotnym problemem społecznym, dlatego wprowadzanie takich rozwiązań jak telemonitoring pozwala na zapewnienie lepszej opieki nad tą grupą pacjentów – podkreślił prof. Sterliński.

Wykład inauguracyjny na temat rozwiązań telemedycznych w opiece nad chorymi z niewydolnością serca wygłosił płk. prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Paweł Krzesiński z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Wstępne podsumowanie przebiegu pilotażu projektu w Narodowym Instytucie Kardiologii omówiła dr n. med. Anna Drohomirecka, Koordynator Zespołu ds. Medycznych. W trakcie swojego wystąpienia podsumowała dotychczasowe działania przeprowadzone w projekcie. Udział w pilotażu wzięło w sumie 424 chorych z niewydolnością serca w średnim wieku 65 lat, przy czym najstarszy pacjent miał 93 lata. Dużym sukcesem było objęcie opieką licznej grupy pacjentów w wieku podeszłym. W ramach monitorowania chorzy wykonali ponad 142 tysiące pomiarów ciśnienia, tętna i masy ciała, z czego nieco ponad 30 tysięcy wykraczało poza ustalone limity normy dla danego chorego i wymagało analizy zespołu lekarskiego prowadzącego nadzór nad monitoringiem.

W dalszej części konferencji podsumowano realizację pilotażu w poszczególnych ośrodkach partnerskich oraz zalety i wady testowanego rozwiązania z punktu widzenia kadry medycznej i administracyjnej oraz pacjenta. Głos zabrali przedstawiciele wszystkich ośrodków (dr Andrzej Zapaśnik i Maria Koszałka z Przychodni BaltiMed w Gdańsku, dr n. o zdr. Bartosz Pędziński i dr Tomasz Janczarski z Łomżyńskiego Centrum Medycznego, dr Paweł Żuk z Centrum Medyczno – Diagnostycznego w Siedlcach.

Wszyscy prelegenci podkreślali konieczność dużego zaangażowania w ten rodzaj opieki zespołu lekarskiego oraz znaczną rolę personelu pielęgniarskiego i pomocniczego, np. koordynatorów medycznych. Ponieważ w pilotażu NIKard wykorzystano smartfony do przesyłania wyników pomiarów parametrów życiowych niezbędne było stałe wsparcie techniczne, w szczególności dla chorych mających mniejsze doświadczenie w obsłudze tego typu telefonu. Dużym wyzwaniem było przeszkolenie pacjentów, tak aby prawidłowo wykonywali pomiary ciśnienia, tętna i masy ciała oraz nauczyli się rozpoznawać niepokojące objawy, które mogą się pojawić w przebiegu choroby, prawidłowo na nie reagować.  

Z kolei Anna Małek, kierownik projektu, przedstawiła zalety i wady logistycznej strony pilotażu realizowanego w Narodowym Instytucie Kardiologii, podkreślając, jak dużym wyzwaniem logistycznym jest zorganizowanie dobrze funkcjonującego systemu teleopieki w oparciu o współpracę wielu ośrodków.  Natomiast dr hab. Dariusz Trzmielak, prof. UŁ, Zastępca Dyrektora ds. Nauki podzielił się swoimi spostrzeżeniami powstałymi podczas realizacji pilotażu w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

W dalszej części spotkania dr n. med. Anna Drohomirecka, Koordynator Zespołu ds. Medycznych przedstawiła wstępne wyniki ankiety oceniającej satysfakcję pacjentów z udziału w projekcie. Jak zaznaczyła, 96% pacjentów, którzy wypełnili ankietę, jest zadowolonych z zaproponowanych w projekcie rozwiązań (połowa z nich oceniła bardzo wysoko zaproponowane rozwiązanie). 83% chorych bardzo dobrze oceniło konieczność codziennych pomiarów parametrów życiowych. Z kolei 55% badanych zadeklarowało dalsze samodzielne pomiarów w przyszłości.

W trakcie konferencji podsumowującej pilotaż programu, zostały omówione przez kierowników medycznych wstępne wyniki realizacji projektu pn.: „Ograniczanie społecznych nierówności w zdrowiu poprzez stosowanie rozwiązań telemedycyny i e-zdrowia” w dziedzinie kardiologii również w pozostałych jednostkach będących beneficjentami programu: Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi (prof. dr hab. Agata Bielecka-Dąbrowa),  Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach  (prof. dr hab. Rafał Młynarski), SP ZOZ Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Rzeszowie (dr Mateusz Wiśniowski).  Spotkanie podsumował prof. Tomasz Zieliński, kierownik Kliniki Niewydolności Serca i Transplantologii NIKard, członek komitetu sterującego. Wszyscy zgodnie argumentowali celowość wprowadzenia rozwiązań telemedycznych do codziennej praktyki klinicznej w oparciu o doświadczenia zdobyte w trakcie realizacji pilotażu.

Pacjent pod stałą opieką lekarza
Rekrutacja do projektu: „Telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca” odbywała się wśród chorych z niewydolnością serca, leczonych w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej oraz w poradniach kardiologicznych realizujących projekt w ramach partnerstwa. Do pilotażu zakwalifikowano 424 pacjentów, którzy zostali objęci nie dłuższym niż 3-miesięcznym okresem monitoringu. W tym czasie samodzielnie dokonywali oni codziennych pomiarów masy ciała, ciśnienia oraz tętna za pomocą przeznaczonych do tego urządzeń: wagi i ciśnieniomierza, które dzięki sparowanemu z nimi smartfonowi z zainstalowaną aplikacją automatycznie przesyłały wyniki pomiarów na dedykowaną platformę telemedyczną. Z kolei analizą tych wyników zajmowali się specjaliści z Narodowego Instytutu Kardiologii. Jeśli pomiary te wykraczały poza wcześniej określone limity, były one oznaczone jako pomiar alarmujący. W uzasadnionych przypadkach zespół monitorujący kontaktował się z pacjentem. Jednocześnie wysyłana była informacja do poradni POZ, pod opieką której przebywa pacjent.

Pacjent zaangażowany w proces leczenia i edukację zdrowotną

Telemonitoring wymagał od pacjenta większego zaangażowania w proces leczenia, w którym samoobserwacja i umiejętność reagowania na niepokojące objawy miała kluczowe znaczenie. Intensywne angażowanie pacjentów w proces leczniczy, zwiększało ich poczucie odpowiedzialności za swoje zdrowie. Dodatkowo, zaproponowane w projekcie rozwiązania telemedyczne zmniejszyły obciążenie chorych związane z dojazdem do placówek medycznych, wyrównując przy tym szanse na dostęp do opieki lekarskiej osobom mniej sprawnym fizycznie lub zamieszkującym tereny wykluczone. Takie podejście nie ograniczało jednak bezpośredniego kontaktu z lekarzem. Pacjenci korzystali z zaplanowanych regularnych comiesięcznych wizyt i telekonsultacji lekarskich bądź pielęgniarskich, a w razie potrzeby umawiane były tradycyjne stacjonarne porady lekarskie lub pielęgniarskie.

 Poprzez realizację tego pilotażu wypracowaliśmy mechanizmy, z których część będzie mogła być wdrożona w rutynowej opiece nad pacjentami z niewydolnością serca. Zależy nam również na dalszej aktywizacji chorych i ich zaangażowaniu w proces leczniczy, dlatego dużo czasu przeznaczyliśmy na ich szkolenia i edukację – powiedziała dr n. med. Anna Drohomirecka, koordynator zespołu ds. medycznych z Narodowego Instytutu Kardiologii.

Współpraca z partnerami
Projekt realizowany jest przez Narodowy Instytut Kardiologii w partnerstwie z 11 placówkami POZ (CMD Sp. z o.o., przychodnie w: Siedlcach, Mińsku Mazowieckim, Łukowie, Wielgolesie, Sterdyni, Nurze, Żelechowie, Hołubli i Domanicach; Łomżyńskie Centrum Medyczne Sp. z o.o. oraz Przychodnia Baltimed Sp. z o.o., Sp. k. w Gdańsku) oraz Stowarzyszeniem Transplantacji Serca im. prof. Zbigniewa Religi.

źródło: Narodowy Instytut Kardiologii