Medicalpress
Zapewnienie odpowiedniego dostępu naczyniowego – tzw. „linii życia” – jest jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pacjentów hemodializowanych. Jakość dostępu bezpośrednio wpływa na skuteczność leczenia, ryzyko powikłań oraz komfort życia chorych. Pod koniec 2025 roku w Wojewódzkim Szpitalu Wielospecjalistycznym im. dr. Jana Jonstona w Lesznie uruchomiono ośrodek dostępów naczyniowych, który ma istotnie wzmocnić opiekę nad pacjentami z regionu.
Nowy ośrodek powstał we współpracy z doświadczonymi specjalistami, w tym chirurgiem naczyniowym, i docelowo będzie wykonywał około 50 zabiegów wytworzenia przetoki tętniczo-żylnej miesięcznie.

Dializa ratuje życie

Przewlekła choroba nerek może dotyczyć ponad 4,7 mln Polaków, z czego około 21 tysięcy wymaga regularnych dializ. Dializa to procedura ratująca życie, polegająca na oczyszczaniu krwi z toksyn, nadmiaru wody i produktów przemiany materii za pomocą tzw. „sztucznej nerki”. Jedna sesja hemodializy trwa minimum cztery godziny i musi być wykonywana trzy razy w tygodniu.

Fundament skutecznej hemodializy

Z punktu widzenia bezpieczeństwa i skuteczności leczenia preferowanym dostępem naczyniowym u pacjentów hemodializowanych jest przetoka tętniczo-żylna (AVF – arteriovenous fistula). Powstaje ona w wyniku chirurgicznego połączenia tętnicy z żyłą, najczęściej w obrębie przedramienia lub ramienia. Dzięki temu żyła poszerza się i wzmacnia, umożliwiając wielokrotne i bezpieczne nakłucia.

Zgodnie z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego co najmniej 80% pacjentów dializowanych powinno korzystać z przetoki tętniczo-żylnej. Tymczasem w Polsce odsetek ten wynosi około 52%. Jednocześnie obserwuje się niepokojący wzrost liczby pacjentów dializowanych z wykorzystaniem cewników naczyniowych, które wiążą się z wyższym ryzykiem zakażeń i powikłań.

Dostęp naczyniowy to fundament leczenia nerkozastępczego. Bez niego dializa nie jest możliwa, a jego jakość bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo pacjenta, skuteczność terapii i jakość życia – podkreśla prof. dr hab. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Odpowiedź na realne potrzeby regionu

Nowy ośrodek w Lesznie ma zapewnić kompleksową, specjalistyczną opiekę pacjentom z miasta oraz okolicznych powiatów. Placówka już rozpoczęła działalność i przygotowuje się do zwiększenia skali świadczonych usług.

Do współpracy zaproszono doświadczonych specjalistów, w tym chirurga naczyniowego lek. med. Jakuba Turka, co pozwala budować ośrodek oparty na wysokich kompetencjach oraz interdyscyplinarnej współpracy.

– Tworzenie ośrodka dostępów naczyniowych to odpowiedź na realne potrzeby pacjentów w naszym regionie. Chcemy, aby chorzy mogli korzystać z niezbędnych procedur blisko miejsca zamieszkania, bez konieczności poszukiwania pomocy w odległych ośrodkach – mówi Anna Jackowska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Wielospecjalistycznego w Lesznie.

Współpraca systemowa kluczem do rozwoju

Uruchomienie ośrodka było możliwe dzięki kontraktowi z Narodowym Funduszem Zdrowia, który finansuje procedury związane z dostępem naczyniowym. To przykład skutecznej współpracy pomiędzy szpitalem, płatnikiem publicznym oraz środowiskiem medycznym.

To duży sukces szpitala w Lesznie i realna pomoc dla pacjentów dializowanych. W imieniu pacjentów dziękuję Pani Dyrektor Annie Jackowskiej za podjętą inicjatywę oraz Panu Pawłowi Kurzakowi, Dyrektorowi Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, za zrozumienie wagi tego projektu i wsparcie jego realizacji – komentuje Jakub Janiak, przewodniczący Nefron, członek Pracodawców dla Zdrowia oraz Dyrektor Zarządzający Fresenius NephroCare Polska, prowadzącej sieć 69 ośrodków dializ w całej Polsce.

Dalszy rozwój ośrodka oraz pełne zabezpieczenie potrzeb pacjentów z regionu będzie zależeć od skali finansowania świadczeń. Już dziś jednak projekt pokazuje, że systemowe wzmocnienie opieki nad osobami dializowanymi jest możliwe, gdy wszystkie strony działają wspólnie.

Źródło: inf pras

Fresenius Medical Care (FME), dostawca produktów i usług dla osób cierpiących na choroby nerek, udostępnił najnowsze dane na temat skali zastosowania hemodiafiltracji (HDF) w sieci ośrodków dializ prowadzonych przez Fresenius NephroCare Polska. Dane pokazują, że na koniec maja 31,4% pacjentów sieci korzystało z HDF, podczas gdy średnia w Polsce wynosi 12%. HDF to jedna z najbardziej zaawansowanych metod dializy, która oczyszcza krew z szerszego zakresu toksyn niż klasyczna hemodializa, a klinicznie potwierdzono, że chroni także układ sercowo-naczyniowy.
„HDF pozwala usuwać zarówno małe toksyny, jak również większe cząsteczki związane z przewlekłym stanem zapalnym i powikłaniami sercowo‑naczyniowymi. Zakres oczyszczania organizmu jest szerszy niż w przypadku standardowej hemodializy. Korzyści widać już w trakcie zabiegu – mniej spadków ciśnienia, skurczów i zmęczenia oraz większą stabilność hemodynamiczną. W dłuższej perspektywie HDF poprawia gospodarkę wapniowo-fosforanową i kontrolę niedokrwistości” – tłumaczy dr Wojciech Marcinkowski, Dyrektor Medyczny Fresenius NephroCare Polska.

Hemodiafiltracja (HDF) jest dostępna we wszystkich 69 ośrodkach dializ prowadzonych przez Fresenius NephroCare Polska. Firma stosuje HDF od blisko dwóch dekad, nieprzerwanie gromadząc doświadczenie kliniczne, rozwijając standardy kwalifikacji pacjentów oraz szkoląc zespoły medyczne.

Działanie HDF i wpływ na układ sercowo-naczyniowy

Dializa zastępuje podstawowe funkcje nerek w przypadku ich niewydolności. Podczas zabiegu z organizmu usuwane są toksyny oraz nadmiar płynów. Klasyczna hemodializa opiera się na dyfuzji i dobrze usuwa drobne cząsteczki, takie jak mocznik, kreatynina, potas i fosforany. Zabieg jest jednak mało skuteczny w usuwaniu większych cząsteczek.

Hemodiafiltracja łączy dwa mechanizmy oczyszczania krwi: dyfuzję i konwekcję. Dzięki temu umożliwia usuwanie nie tylko małych, ale także średnich cząsteczek toksyn mocznicowych związanych ze stanem zapalnym oraz powikłaniami sercowo-naczyniowymi. Substancje te mogą przyczyniać się do uszkodzenia śródbłonka naczyń i zwiększać ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Usuwając szerszy zakres toksyn, HDF może zatem pomóc w zmniejszeniu obciążenia układu sercowo-naczyniowego związanego z niewydolnością nerek.

Korzyści związane ze stosowaniem HDF są przedmiotem badań naukowych. Międzynarodowe badanie CONVINCE, opublikowane w 2023 roku na łamach „The New England Journal of Medicine”, wykazało redukcję ryzyka śmiertelności o 23% u pacjentów leczonych hemodiafiltracją wysokoprzepływową w porównaniu z klasyczną hemodializą. Dane kliniczne wskazują także na mniejszą częstość spadków ciśnienia podczas zabiegów oraz lepszą tolerancję dializy.

Poza parametrami klinicznymi badania wskazują również, że pacjenci dializowani metodą HDF mogą doświadczać lepszego samopoczucia po zabiegu, wyższego poziomu energii między sesjami dializacyjnymi oraz poprawy jakości snu. Poprawa stanu klinicznego chorych, w tym poprawa wyników biochemicznych i redukcja śmiertelności, została udowodniona przy zastosowaniu hemodiafiltracji wysokoprzepływowej z objętością konwekcji co najmniej 23 litrów na zabieg.

Bariery w zwiększeniu dostępności HDF w Polsce

Chociaż stosowanie HDF jest w Polsce refundowane od 2018 roku, dostęp do tej metody jest bardziej ograniczony niż w większości krajów europejskich. Kwalifikacja odbywa się wyłącznie indywidualnie na podstawie oceny ścisłych kryteriów klinicznych przez lekarza prowadzącego. Do wskazań należą m.in. niestabilność hemodynamiczna z udokumentowanymi spadkami ciśnienia, źle kontrolowane nadciśnienie tętnicze objętościowo-zależne, a także amyloidoza lub ciąża. Niektóre kryteria bywają trudne do zweryfikowania. Na przykład regularność przyjmowania leków opiera się głównie na deklaracjach pacjenta. Skuteczna hemodiafiltracja wymaga również spełnienia warunków technicznych, w tym sprawnego dostępu naczyniowego, dializatorów high-flux oraz zwykle przynajmniej 4-godzinnego trwania zabiegu.

W rezultacie odsetek pacjentów leczonych tą metodą w Polsce wynosi zaledwie 12%, co jest zdecydowanie poniżej średniej w innych krajach Europy (raport „Aktualny stan leczenia nerkozastępczego w Polsce – 2025”). W europejskiej sieci placówek Fresenius Medical Care odsetek pacjentów poddawanych hemodiafiltracji wynosi 73,4%. W niektórych krajach, takich jak Wielka Brytania, Irlandia, Rosja, Ukraina, Słowenia, Słowacja, Serbia, Czechy, Bośnia i Hercegowina, przekracza 90%.

„Kluczowe znaczenie dla rozwoju hemodiafiltracji w naszej sieci ma dostępność tej metody w codziennej pracy stacji dializ. Wszystkie nasze ośrodki posiadają niezbędną aparaturę oraz wdrożone procedury medyczne i organizacyjne. Szersze wykorzystanie hemodiafiltracji w Polsce zależy jednak nie tylko od dostępności sprzętu. Jako społeczność nefrologiczna domagamy się nie tylko wzrostu refundacji w celu wsparcia szybszego rozwoju tej metody, ale przede wszystkim zmian kryteriów kwalifikacji. W tych obszarach jest ciągle wiele do zrobienia” – podkreśla Jakub Janiak, Dyrektor Zarządzający Fresenius NephroCare Polska.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej firmy pod adresem www.freseniusmedicalcare.com

  
W Polsce Fresenius Medical Care pod marką Fresenius NephroCare Polska prowadzi obecnie 69 ośrodków dializ, w których leczy się prawie 6.000 pacjentów z przewlekłą chorobą nerek. Wszystkie stacje dializ są wyposażone w urządzenia do hemodializy, hemodiafiltracji, a specjalistyczną opiekę zapewnia zespół prawie 1.800 pracowników (lekarze – nefrolodzy, pielęgniarki dializacyjne, technicy).

Źródło: inf pras

Hantawirusy, mimo że mogą wywoływać ciężkie choroby u ludzi, nie są obecnie uznawane za realne źródło pandemii podobnej do COVID-19 – poinformowała PAP dr n. med. Barbara Sobala-Szczygieł ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

 
Jak wyjaśniła specjalistka chorób zakaźnych, hantawirusy są wirusami odzwierzęcymi, których głównym rezerwuarem są gryzonie. Do zakażenia człowieka dochodzi najczęściej drogą wziewną, poprzez kontakt z aerozolem zawierającym cząsteczki wirusa obecne w moczu, kale lub ślinie zwierząt.

Ryzyko rośnie m.in. podczas sprzątania zamkniętych przestrzeni – takich jak piwnice, stodoły czy magazyny – oraz w trakcie prac leśnych i rolniczych. Rzadziej zakażenia obserwowano w następstwie ugryzienia.

Dr Sobala-Szczygieł wskazała, że hantawirusy wywołują u ludzi dwa główne zespoły kliniczne: gorączkę krwotoczną z zespołem nerkowym (HFRS), typową dla Europy i Azji, oraz hantawirusowy zespół sercowo-płucny (HCPS/HPS), występujący w obu Amerykach. Oba schorzenia wiążą się z uszkodzeniem śródbłonka naczyń i zwiększoną ich przepuszczalnością, spadkiem liczby płytek krwi oraz ryzykiem wstrząsu, jednak różnią się dominującym zajęciem narządów – w HFRS przede wszystkim nerek, a w HCPS płuc i układu krążenia.

Początek choroby ma zwykle nieswoisty charakter. Jak podkreśliła ekspertka, obejmuje on m.in. gorączkę, dreszcze, bóle mięśni, ból głowy, osłabienie, nudności, wymioty i ból brzucha. W dalszym przebiegu może dochodzić do ciężkich powikłań – w HFRS do ostrej niewydolności nerek, a w HCPS do gwałtownego pogorszenia stanu z obrzękiem płuc, niedotlenieniem i wstrząsem.

Z przekazanych informacji wynika również, że obecnie nie ma powszechnie zatwierdzonego leczenia przeciwwirusowego hantawirusowych zakażeń. Leczenie ma charakter wspomagający i obejmuje m.in. kontrolę gospodarki płynowej i elektrolitowej, leczenie wstrząsu, tlenoterapię, wentylację mechaniczną oraz – w przypadku uszkodzenia nerek – dializoterapię.

Kluczowym czynnikiem ograniczającym potencjał pandemiczny hantawirusów jest – jak zaznaczyła dr Sobala-Szczygieł – bardzo niska zdolność transmisji między ludźmi. „Dla większości hantawirusów transmisja człowiek–człowiek nie jest typowa” – wskazała. Dodała, że jedynie pojedyncze ogniska zakażeń w Argentynie i Chile wiązano z bezpośrednim kontaktem z chorym, co dotyczyło wirusa Andes.

W ocenie specjalistki brak istotnej transmisji międzyludzkiej oraz brak dowodów na szerzenie się zakażeń przez osoby bezobjawowe sprawiają, że hantawirusy nie są obecnie rozpatrywane jako przyczyna kolejnej globalnej pandemii.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

W polskim systemie ochrony zdrowia dializoterapia jest jednym z tych obszarów, które na poziomie danych wydają się uporządkowane i stabilne. Liczba pacjentów, skala finansowania i dostępność świadczeń nie odbiegają od standardów krajów rozwiniętych. Jednocześnie w praktyce coraz wyraźniej widać, że formalna dostępność leczenia nie zawsze oznacza jego realną osiągalność – szczególnie w przypadku osób starszych, niesamodzielnych oraz mieszkańców domów pomocy społecznej. To właśnie na styku organizacji świadczeń, transportu i opieki długoterminowej ujawniają się napięcia, których nie widać w statystykach.
System w liczbach – stabilność i rosnąca skala

Z perspektywy instytucji publicznych obraz dializoterapii jest stosunkowo spójny. Jak wskazywał Dawid Stachurski, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, „leczenie nerkozastępcze hemodializą i dializą otrzewnową w 2024 roku rozpoczęło około 5700 pacjentów. Pośród osób rozpoczynających leczenie przy pomocy dializoterapii zdecydowana większość stanowią pacjenci, którzy ukończyli 65. rok życia, to jest ponad 62% ogółu pacjentów”.

Łączna liczba chorych utrzymuje się na wysokim poziomie. „Na koniec 2024 roku dializowano łącznie 20 970 pacjentów, z czego ponad 20 tysięcy metodą hemodializy, a 772 metodą dializy otrzewnowej” – wskazał przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia, zaznaczając jednocześnie niewielki wzrost rok do roku.

Równolegle rosną wydatki publiczne. Jak podkreślał Tomasz Kołakowski z Narodowego Funduszu Zdrowia, „wydatki w ciągu ostatnich lat sukcesywnie rosną, proporcjonalnie mniej więcej do liczby osób dializowanych”. System finansowania obejmuje trzy główne zakresy świadczeń: dializoterapię otrzewnową oraz dwa warianty hemodializoterapii – standardową i z zapewnieniem dyżuru całodobowego.

Struktura wydatków jest przy tym wyraźnie nierównomierna. „Najmniejsze wydatki w 2025 roku były na dializoterapię otrzewnową, to było nieco ponad 90 milionów złotych. Na hemodializoterapię zwykłą to 1,137,5 miliona, natomiast na hemodializoterapię z zapewnieniem dyżuru blisko 800 milionów złotych. Łączne wydatki na dializy to ponad 2 miliardy w roku ubiegłym” – wyliczał Kołakowski.

Dominującą metodą leczenia pozostaje hemodializa, co ma bezpośrednie przełożenie na organizację opieki. „Średnia wieku pacjenta oscyluje między 51 a 52 lata dla dializy otrzewnowej, natomiast dla hemodializoterapii są to wyraźnie pacjenci starsi, około 65 lat. Generalnie dializoterapia otrzewnowa jest bardziej dedykowana pacjentom aktywnym zawodowo, natomiast zabiegi hemodializoterapii są dla pozostałej populacji” – wskazał przedstawiciel NFZ. Jednocześnie, jak dodał, „liczba stacji dializ oscyluje około 280 miejsc udzielania świadczeń”.

Ten obraz potwierdza, że system funkcjonuje w sposób przewidywalny i zabezpiecza leczenie dużej grupy pacjentów. Nie odpowiada jednak na pytanie, jak wygląda dostęp do świadczenia z perspektywy chorego.

Dostępność w praktyce – między kontraktem a dojazdem

Rzeczywisty dostęp do dializoterapii nie wynika wyłącznie z liczby placówek czy wysokości finansowania. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku pacjentów starszych, obciążonych wielochorobowością, mieszkających poza dużymi ośrodkami lub w domach pomocy społecznej.

W takich sytuacjach o możliwości leczenia decyduje nie tylko kontrakt z NFZ, ale także geografia i organizacja transportu. Pacjent, który trzy razy w tygodniu musi pokonać kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę, spędza często kilka dodatkowych godzin w drodze. Dla osób w podeszłym wieku lub w złym stanie ogólnym jest to istotne obciążenie.

Choć obowiązek zapewnienia transportu jest wpisany w świadczenie, jego standard i organizacja nie są szczegółowo uregulowane. W praktyce prowadzi to do dużego zróżnicowania jakości. W przypadku części pacjentów oznacza to wieloosobowe transporty, wydłużone trasy, oczekiwanie na innych chorych i brak dostosowania warunków przewozu do stanu zdrowia.

W tym kontekście coraz wyraźniej widać, że dostępność świadczeń nie może być oceniana wyłącznie ilościowo. Liczba stacji dializ czy zawartych kontraktów nie oddaje rzeczywistego dostępu do leczenia. Istotne znaczenie ma ich rozmieszczenie, czas dojazdu oraz profil pacjentów. Koncentracja świadczeń w dużych ośrodkach, choć uzasadniona ekonomicznie, może oznaczać dodatkowe obciążenia dla pacjentów z mniejszych miejscowości.

Domy pomocy społecznej – luka między systemami

Najbardziej złożona sytuacja dotyczy mieszkańców domów pomocy społecznej. Formalnie DPS nie jest podmiotem leczniczym i nie kontraktuje świadczeń zdrowotnych, a jego mieszkańcy korzystają z opieki zdrowotnej na zasadach ogólnych. W praktyce oznacza to funkcjonowanie na styku dwóch systemów – ochrony zdrowia i pomocy społecznej.

Mieszkaniec DPS pozostaje pacjentem systemu ochrony zdrowia, jednak organizacyjne konsekwencje leczenia, w tym transport, opieka po zabiegu i wsparcie w codziennym funkcjonowaniu, w dużej mierze spoczywają na placówce. W przypadku dializoterapii, wymagającej regularnych dojazdów, ten model szczególnie wyraźnie ujawnia swoje ograniczenia.

Odrębnym, ale powiązanym problemem pozostaje kwestia kadr medycznych. Domy pomocy społecznej od lat wskazują na trudności w zapewnieniu odpowiedniej liczby pielęgniarek, przy jednoczesnym wzroście potrzeb zdrowotnych mieszkańców. Jednocześnie obowiązujący model organizacyjny nie przewiduje ich finansowania w ramach systemu świadczeń zdrowotnych. W praktyce oznacza to utrzymywanie się luki pomiędzy potrzebami mieszkańców a możliwościami placówek.

W przypadku domów dla osób przewlekle psychicznie chorych problem ten ma dodatkowy wymiar. Obecność personelu medycznego jest istotna nie tylko z punktu widzenia opieki, ale także bezpieczeństwa i realizacji działań przewidzianych przepisami. W praktyce zabezpieczenie tych potrzeb opiera się często na rozwiązaniach zewnętrznych, które nie zawsze odpowiadają charakterowi całodobowej opieki.
Dializoterapia pokazuje, że samo zapewnienie świadczenia nie jest równoznaczne z zapewnieniem realnego dostępu do leczenia. Kluczowe znaczenie mają organizacja transportu, rozmieszczenie placówek oraz powiązanie systemu ochrony zdrowia z opieką społeczną. W kontekście starzejącej się populacji pacjentów staje się to jednym z istotnych wyzwań systemowych. 

Artykuł powstał na podstawie zapisu posiedzenia Podkomisji stałej do spraw rodziny (posiedzenie nr 11 z dnia 12 marca 2026 r.), poświęconego dializoterapii w Polsce – ze szczególnym uwzględnieniem osób starszych oraz mieszkańców domów pomocy społecznej, w kontekście niedofinansowania i nieaktualnej wyceny świadczeń.