Medicalpress
Wcześniak słyszy świat inaczej. Dziecko urodzone przedwcześnie opuszcza środowisko o niemal stałym, filtrowanym widmie dźwięków, na który składa się rytm serca matki, jednostajny szum krwi oraz miękkie brzmienie głosu przenikającego przez płyn owodniowy. Jego intensywność jest przytłumiona w formie kojącej, przewidywalnej, niskoczęstotliwościowej. Po urodzeniu maluch trafia jednak do świata, w którym dźwięk już nie jest tłem, lecz siłą, która kształtuje jego biologię. Co wiemy na temat hałasu na intensywnej terapii noworodków, w którym każdy oddech, każdy ruch i każda decyzja mają znaczenie?
Wciąż zbyt mało mówi się o tym, jak duże znaczenie w życiu przedwcześnie urodzonego dziecka ma każdy decybel. Prawda jest taka, że w sali pełnej monitorów, respiratorów i pomp infuzyjnych zwyczajnie panuje hałas. A to on – obok niedojrzałych płuc i zbyt kruchego układu nerwowego – może zdecydować o tym, z jakim mózgiem, słuchem i potencjałem rozwojowym wcześniak wyjdzie ze szpitala.

Wcześniaki są szczególnie wrażliwe na dźwięki o wysokim natężeniu i zmiennym charakterze. Hałas wpływa na ich narząd słuchu i na całe funkcjonowanie organizmu – od oddychania po rytm snumówi Monika Sadłowska z Ecophon Saint-Gobain, od lat zajmująca się akustyką przestrzeni medycznych. Jej zdanie oddaje sedno problemu, który pozostaje w cieniu sprzętu, procedur i technologii.

Cisza w łonie matki chroni, hałas po urodzeniu zmienia wszystko

Środowisko, w którym powinno dojrzewać ucho dziecka, to świat płynu owodniowego, biologicznego wytłumienia i miękkich, przewidywalnych dźwięków. W badaniach określa się je jako środowisko o niewielkiej zmienności bodźców i dominacji niskich częstotliwości. To w takich warunkach dojrzewa narząd Cortiego, jeden z najbardziej delikatnych elementów ludzkiej anatomii.

Wcześniak trafia natomiast w przestrzeń akustyczną, która z perspektywy rozwojowej jest dla niego drastycznie obca. Eksperci opisują tę zmianę jako przejście z biologicznie znajomych dźwięków o niskim natężeniu do głośnego i nieprzewidywalnego środowiska szpitalnego, które nie tylko obciąża układ nerwowy, ale również modyfikuje tempo dojrzewania mózgu.

Charakterystyka dźwięku na oddziałach neonatologicznych jest specyficzna. Nie chodzi o jednostajny szum. W badaniach opisuje się ją jako środowisko o dużej zmienności, gdzie natężenie potrafi skakać w górę i w dół. W ułamkach sekund pojawiają się nagłe, ostre sygnały, a tło – choć stałe – bywa zbyt intensywne. To znacząco różni się od świata prenatalnego, w którym przewidywalność bodźca jest równie ważna, jak jego natężeniezaznacza Monika Sadłowska. – Wcześniaki reagują nie tylko na głośne dźwięki, ale przede wszystkim na te nagłe, przerywane, o charakterze alarmu. To one powodują skoki tętna, zaburzenia oddychania i zakłócenia snudodaje.

Co tak naprawdę słyszy wcześniak?

Źródła hałasu na oddziale są dobrze znane neonatologom, ale rzadko budzą zainteresowanie opinii publicznej. Starsze inkubatory osiągały wewnątrz 60–70 dB, co odpowiada głośności odkurzacza. Nowsze konstrukcje są cichsze – 45–50 dB, a w najlepszych modelach około 40 dB. Resuscytatory noworodkowe są praktycznie bezgłośne, respiratory generują jednostajny szum, natomiast rury doprowadzające gazy potrafią wytwarzać krótkie, nieregularne „bzyczenia”. Wentylacja nieinwazyjna przy wysokich przepływach osiąga około 50 dB, wentylacja inwazyjna bywa cichsza, ale to nie ona dominuje w profilu akustycznym oddziału.

Stresogenne są również alarmy pomp infuzyjnych – nagłe, przerywane, zaprojektowane tak, by zwracać uwagę dorosłych. Nie projektowano ich z myślą o układzie nerwowym 900-gramowego dziecka.

Poziomy hałasu w zamkniętym inkubatorze. Źródło: Lehman I, Królak-Olejnik B., „Dźwięk na oddziale intensywnej terapii i jego wieloaspektowy wpływ na rozwój noworodka”, Postępy Neonatologii, 2019;25(2)

Drugą warstwę hałasu tworzy sam człowiek. Pomiary poziomów hałasu wewnątrz inkubatora wykazują, że rozmowa przy inkubatorze to 55–67 dB, śmiech – do 85 dB, kaszel – 74 dB. Dynamiczne zamknięcie szuflady daje 89 dB, odłączanie gazów medycznych – 102 dB (Lehman I. i Królak-Olejnik B., Postępy Neonatologii, 2019). Te liczby rzadko robią wrażenie na dorosłych, którzy mogą bez trudu obniżyć swój własny próg wrażliwości. Ale dla wcześniaka każdy taki bodziec jest sygnałem alarmowym. W jego świecie dźwięk nie jest informacją – jest zakłóceniem.

Problem nie tylko w Polsce

Problem nie dotyczy wyłącznie polskich oddziałów. W kanadyjskim badaniu z 2022 roku poziom hałasu w oddziałach neonatologicznych wynosił średnio 58,2 dB w dzień, 53,6 dB wieczorem i 54,5 dB w nocy. Maksymalne wartości sięgały 83,5 dB, czyli tyle, ile ruchliwa ulica. Przez 90 procent czasu poziom dźwięku przekraczał rekomendowane 45 dB – wartość wskazaną przez Amerykańską Akademię Pediatrii jako granica bezpieczna dla rozwijającego się układu słuchu.

Najgłośniejsze momenty były zawsze związane z tymi samymi czynnikami: alarmami pomp, pracą respiratorów, wentylacją nieinwazyjną i ruchem personelu. Badacze zwracają uwagę na coś jeszcze – im więcej osób przebywało w sali, tym więcej było hałasu. To nie przypadek, lecz architektura akustyczna, która wzmacnia i odbija dźwięk, zamiast go tłumić.

Konsekwencje są jednak wielowymiarowe. Wcześniaki są nawet dziesięć razy bardziej narażone na uszkodzenie słuchu niż dzieci urodzone o czasie. Krytycznym progiem, po którego przekroczeniu rośnie ryzyko uszkodzenia komórek słuchowych, jest około 80 dB. Tymczasem przypadkowe zdarzenia na oddziale osiągają ten poziom bez wysiłku.

Jednocześnie hałas wpływa nie tylko na słuch. W obszernym artykule Lehman, Królak-Olejnik (2019) opisano zaburzenia mikrostruktury istoty białej, zmniejszoną objętość określonych obszarów mózgu i obniżone możliwości poznawcze w późniejszym wieku. Dzieci narażone na dźwięki powyżej 50 dB częściej mają zakłócony rytm snu, a sen jest dla wcześniaka procesem naprawczym i neuroregeneracyjnym. Rosną poziomy kortyzolu i glukozy, zwiększa się zapotrzebowanie na tlen, pojawiają się bezdechy. To wszystko dzieje się nie dlatego, że sprzęt jest głośny, ale dlatego, że dla ultra-wrażliwego organizmu każdy nagły sygnał jest zagrożeniem.

Dźwięk może również leczyć

Ekspozycja na głos matki, bicie jej serca, niskie częstotliwości znane z życia płodowego stabilizują parametry życiowe dziecka, poprawiają saturację, pogłębiają sen, wspierają przybieranie na wadze. W badaniach opisano, że te „znane dźwięki” mogą chronić przed negatywnymi skutkami środowiska zewnętrznego. – Nie wszystkie dźwięki są czymś, co trzeba wyeliminować. Mogą stać się częścią środowiska, które można świadomie ukształtować  – zaznacza Monika Sadłowska.

Najważniejszą interwencją okazuje się coś pozornie banalnego, czyli świadomość. – Kluczowe jest zrozumienie, jak hałas wpływa na rozwój wcześniaków. I równie ważne – odpowiednia akustyka pomieszczeń, materiały, które pochłaniają dźwięk i ograniczają jego odbiciadodaje ekspertka Ecophon Saint-Gobain. Jej słowa wskazują, że rozwiązania nie wymagają rewolucji technologicznej, lecz mądrego projektowania oddziałów.

W polskich zaleceniach neonatologicznych dopuszczalny poziom dźwięku określono na 40–45 dB w dzień i 35–40 dB w nocy. Istnieją również wymagania akustyczne co do projektowania nowych i modernizowanych oddziałów intensywnej terapii, które mówią o zapewnieniu odpowiednich materiałów wytłumiających dźwięk (norma PN-B-02151-4). To nie są zalecenia abstrakcyjne, lecz parametry, które mogą zdecydować o jakości rozwoju dziecka.

W Dniu Wcześniaka wiele mówi się o cudach medycyny i sile najmniejszych. Ale prawdziwym sprawdzianem troski jest to, czy potrafimy dostrzec elementy niewidzialne – takie jak dźwięk. Hałas nie jest tylko irytującym dodatkiem do technologicznej scenerii oddziałów. Jest jednym z czynników biologicznych, który może wspierać lub zakłócać rozwój. – Cisza, ta zaprojektowana, świadoma, mądra, staje się częścią terapii. Pytanie, które warto zadać 17 listopada, brzmi więc nie tylko: ile wcześniaków udało się uratować? Brzmi również: w jakim świecie dźwięku nauczyły się żyć? – podsumowuje ekspertka.

Żródło: Komunikat Prasowy

Sezon RSV dopiero się rozpoczął, a w polskich szpitalach już pojawiły się pierwsze przypadki hospitalizacji najmłodszych pacjentów. Rodzice niemowląt – zarówno wcześniaków, dzieci z chorobami przewlekłymi, jak i tych urodzonych o czasie – z niepokojem pytają, czy Ministerstwo Zdrowia zdecyduje się na sfinansowanie nowoczesnej profilaktyki opartej na jednodawkowym przeciwciele monoklonalnym. Obecnie tylko 1,5% populacji najmłodszych objętych jest programem lekowym, który wymaga nawet pięciu comiesięcznych podań starszej generacji przeciwciał. Eksperci podkreślają, że dostęp do nowoczesnej profilaktyki dla wszystkich niemowląt mógłby zmniejszyć liczbę hospitalizacji nawet o 90%.
Sezon zakażeń RSV już się rozpoczął. Są pierwsze przypadki hospitalizacji dzieci, a wystarczy 1 dawka przeciwciał na sezon, aby zabezpieczyć je przed RSV. W tej chwili tylko wybrane grupy dzieci, czyli 1,5% populacji niemowląt, mogą skorzystać z ochrony w ramach programu lekowego B.40 i tylko ta niewielka grupa może być zabezpieczona przed RSV przy pomocy przeciwciał starszej generacji, które podaje się co 30 dni do 5 razy w sezonie jesienno-zimowym. Zarówno rodzice wcześniaków, dzieci z wadami serca, jak i dzieci urodzonych o czasie z niecierpliwością czekają na dostęp do jednodawkowego przeciwciała monoklonalnego. Na profilach Fundacji Koalicja dla wcześniaka i Koalicji na rzecz profilaktyki zakażeń RSV pojawiło się w ostatnich dniach mnóstwo historii dotyczących infekcji RSV, opisywanych przez mamy, których dzieci ciężko chorowały i bardzo się obawiają kolejnych zachorowań. Koalicja RSV jest w nieustannym dialogu z Ministerstwem Zdrowia, które aktualnie przechodzi rekonstrukcję, dlatego apelujemy do nowego kierownictwa MZ o podjęcie decyzji dotyczącej ochrony zdrowia najmłodszych. Dla dobra dzieci musimy zdążyć przed sezonem. Nie czekajmy na wybuch infekcji, a pierwsze przypadki hospitalizacji najmłodszych już się pojawiły. Przez podanie przeciwciał monoklonalnych każdemu noworodkowi możemy uniknąć kosztownych hospitalizacji i powikłań związanych z przebytymi zakażeniami tym groźnym wirusem. Profilaktyka się opłaca, a jej efekty widać już w pierwszym sezonie stosowania w postaci redukcji liczby hospitalizacji.

RSV to nie przeziębienie, dziecko kaszle aż do braku oddechu i wymiotów. Wiem coś, bo przerobiłam temat dwa razy u jednego i tego samego dziecka w wieku 3 miesięcy i ok. 8 miesięcy.”

Mój Wcześniak z 34 TC nie dostał szczepionki na RSV, nikt nawet nie powiedział mi, że lepiej na ten wirus zaszczepić. Jak miał dwa miesiące zachorował na wirus RSV, lekarze kazali mi się przygotować na wszystko…”

Czy dziecko, które choruje na astmę wczesnodziecięcą i już 2x przechodziło bardzo ciężko RSV będzie mogło dostać ochronę? Syn ma 18 miesięcy i bardzo się obawiamy kolejnego zakażenia RSV i chcemy go chronić.

Ta ochrona powinna być obowiązkowa, nam prawie ten wirus zabrał córeczkę, ledwo uszła z życiem mając zaledwie miesiąc.”

To tylko niektóre komentarze rodziców, którzy chcieliby zapewnić odpowiednią ochronę w sezonie zakażeń RSV. Koalicja na rzecz profilaktyki zakażeń RSV, w skład której wchodzi 19 ekspertów i 15 organizacji pozarządowych, apeluje do MZ, aby wszystkie noworodki i niemowlęta były objęte ochroną przed groźnym wirusem RS.

Od ponad dwóch lat przedstawiamy argumenty ZA zastosowaniem jednodawkowego przeciwciała monoklonalnego nirsewimab, bo wyniki w krajach, które tę ochronę wprowadziły są spektakularne. Spada liczba infekcji, spada liczba hospitalizacji, zwłaszcza na oddziałach intensywnej terapii, ale jak widać to nie ma znaczenia i w Polsce dzieci w dalszym ciągu są narażone na niepotrzebny ból, stres i cierpienie. Co musi się wydarzyć, ile dzieci musi ciężko zachorować, żeby ktoś wreszcie podjął słuszną decyzję? Bo to, że profilaktyka zakażeń RSV się opłaca to wszyscy wiemy, opłaca się nie tylko medycznie, ale również kosztowo. Więc dlaczego proces wprowadzenia nirsewimabu w Polsce trwa latami? – podkreśla prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

RSV – wirus, który odbiera dzieciom oddech

Wirus RS (syncytialny wirus oddechowy) jest jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji niemowląt i małych dzieci w okresie jesienno-zimowym i może być dla nich śmiertelnie groźny. Zakażenie prowadzi do zapalenia oskrzelików i płuc. Często ich przebieg jest tak ciężki, że wymaga hospitalizacji, nawet w oddziałach intensywnej terapii, gdzie niezbędna jest tlenoterapia. Sezon RSV co roku przynosi przepełnione oddziały pediatryczne i dramat rodziców patrzących, jak ich dzieci walczą o życie. Nirsevimab, stosowany profilaktycznie, mógłby znacząco zmniejszyć ryzyko ciężkich zachorowań i poważnych powikłań związanych z RSV. Lekarze podkreślają, że jest to jedyna skuteczna metoda ochrony dzieci w pierwszych miesiącach życia, kiedy ryzyko ciężkiego przebiegu choroby jest najwyższe. W Polsce rodzice, lekarze i organizacje pacjenckie od miesięcy apelują o decyzję Ministerstwa Zdrowia, aby preparat był dostępny dla wszystkich dzieci, a nie tylko dla wąskich grup ryzyka.

Mieliśmy nadzieję, że w tym sezonie wszystkie dzieci w Polsce otrzymają nowoczesną ochronę przed RSV. W tej chwili z profilaktyki zakażeń RSV może korzystać jedynie 1,5% populacji – jedynie wcześniaki i dzieci z grup ryzyka. Ale mówimy tu o preparacie, który trzeba w sezonie zakażeń podać 5 razy w miesięcznych odstępach. Podanie im jednorazowo zabezpieczenia na cały sezon zakażeń jest efektywniejsze kosztowo i pozwoliłoby odciążyć poradnie i personel medyczny. Efektywność populacyjnej ochrony nirsewimabem jest znana, bo wiele krajów w Europie stosuje ją już od dwóch lat. Spadek liczby infekcji i hospitalizacji jest nawet 90% – podkreśla prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich, krajowa konsultant w dziedzinie neonatologii.

– Zakażenie RSV to zakażenie wirusowe bardzo groźne dla najmłodszych dzieci. Wirus powoduje spustoszenie w drogach oddechowych i dzieci duszą się bo mają trudności w oddychaniu. Drogi oddechowe są obrzęknięte, a dzieci mają kłopoty z łapaniem powietrza. Ich stan się pogarsza. Najciężej chore dzieci  trafiają do szpitala. Rodzice uważają, że mamy lek, który spowoduje, że dziecko za chwilę będzie dobrze oddychać, a tak nie jest. Nie mamy leku, którym moglibyśmy leczyć zakażenie RSV – podkreśla prof. dr hab. n. med. Jacek Wysocki, prezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologii w rozmowie z Koalicją na rzecz profilaktyki zakażeń RSV.

– W naszym szpitalu mamy właśnie pierwszy przypadek 3-miesięcznego dziecka, które trafiło do nas z dusznością i problemami z oddychaniem. Potwierdziliśmy infekcję RSV, dziecko wymaga tlenoterapii.  Pytanie, czy zaczyna się sezon? Musimy się temu bacznie przyglądać, ale także oczekujemy na wprowadzenie ochrony dla wszystkich niemowląt, nie tylko grup ryzyka. Polskie Towarzystwo Wakcynologii  już w lipcu 2024 roku wydało rekomendacje, które zalecają stosowanie zarówno szczepień kobiet w ciąży, jak i podawanie jednodawkowego przeciwciała monoklonalnego, aby zapobiegać infekcjom RSV u najmłodszych dzieci. Mam nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia podejmie właściwą decyzję i wdroży ochronę przed RSV dla wszystkich dzieci. Liczę, że stanie się to jak najszybciej, bo sezon zakażeń właśnie się zaczął – dodaje dr n. med. Ilona Małecka, członkini Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

RSV – dostępne możliwości profilaktyki 

Profilaktyka zakażeń RSV, która jest w tej chwili dostępna w Polsce to szczepienie kobiet w ciąży i program lekowy B.40. Kobieta zaszczepiona w ciąży przeciwko RSV wytwarza przeciwciała, które po 2 tygodniach przekazuje przez łożysko dziecku. Dziecko jest chronione przez ok. 5 miesięcy po urodzeniu. Szczepienie trzeba przyjąć między 32. a 36. tygodniem ciąży i teraz jest najlepszy moment, aby z niego skorzystać. Kobiety, które zaszczepią się na początku lub w trakcie sezonu zakażeń zapewniają swojemu dziecku ochronę przez te miesiące, kiedy infekcji RSV jest najwięcej.

Dzieci, które spełniają kryteria kwalifikacji mogą być zabezpieczone w ramach programu lekowego B.40. Są to wcześniaki, dzieci z wrodzonymi wadami serca, dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną, dzieci z mukowiscydozą i dzieci z SMA. W ramach programu trzeba przyjąć od 3 do 5 dawek leku w miesięcznych odstępach, co wiąże się z 5-krotną wizytą w poradni. Z pewnością wielu rodziców dzieci z grup ryzyka wolałoby zabezpieczyć dziecko jednodawkowym przeciwciałem monoklonalnym, gdyby była taka możliwość. 

Szczegółowe kryteria kwalifikacji do programu B.40 oraz mapę z listą ośrodków, które go realizują można znaleźć na stronie Fundacji Koalicja dla wcześniaka – www.koalicjadlawczesniaka.pl. 

Niestety z obowiązującego programu profilaktyki zakażeń RSV może skorzystać w tej chwili jedynie 1,5% dzieci. Szczepienie kobiet w ciąży też nie zapewni ochrony wszystkim dzieciom, bo ze szczepień korzysta jedynie ok. 30% ciężarnych. Tylko dostęp do profilaktyki dla wszystkich dzieci zagwarantowałby populacyjną ochronę i realne zmniejszenie liczby infekcji i hospitalizacji.

Świat medycyny oferuje w tej chwili przeciwciała monoklonalne przeciwko RSV dla wszystkich niemowląt. Można stosować taką strategię, że wiedząc, że jest to wirus, który pojawia się późną jesienią i w zimie, można byłoby wszystkim niemowlętom podać dawkę przeciwciał monoklonalnych, które będą chroniły dziecko przed zakażeniem. Są takie przeciwciała, które dają ochronę przez pięć, sześć miesięcy. Przeszkodą w tej chwili jest brak programu, który zapewniałby dostępność preparatu. Na całym świecie wychodzi się z założenia, że działania profilaktyczne nie mogą zależeć
od zamożności pacjenta i powinny być w rękach państwa. Nie może być nierówności w dostępie do profilaktyki
– dodaje prof. Jacek Wysocki.

Eksperci wielokrotnie podkreślali, że obie formy ochrony – szczepienia kobiet w ciąży i przeciwciała monoklonalne powinny być dostępne, aby zapewnić dzieciom zdrowie i prawidłowy rozwój
w przyszłości. 

RSV to nie zwykłe przeziębienie – to wirus, który każdego roku odbiera dzieciom oddech i wypełnia oddziały pediatryczne. Nowoczesna profilaktyka w postaci jednodawkowych przeciwciał monoklonalnych mogłaby uchronić tysiące niemowląt przed hospitalizacją i poważnymi powikłaniami. Rodzice, lekarze i organizacje pacjenckie apelują o decyzję Ministerstwa Zdrowia – bo zdrowie najmłodszych nie może zależeć od szczęścia urodzenia się w grupie ryzyka.

Źródło: Komunikat Prasowy

Kolejny kraj wydał rekomendacje dotyczące ochrony wszystkich niemowląt przed wirusem RS. Niemiecki Komitet ds. Szczepień (Standing Committee on Vaccination (STIKO) przy Instytucie Roberta Kocha zaleca, aby WSZYSTKIE niemowlęta były zabezpieczone przed wirusem RS. W Polsce podobne rekomendacje dotyczące RSV przygotowuje Polskie Towarzystwo Wakcynologii.
Syncytialny wirus nabłonka oddechowego (RSV) jest najczęstszą przyczyną infekcji dolnych dróg oddechowych, zwłaszcza u niemowląt i osób starszych. Dotychczas w Polsce programem profilaktyki objęte były tylko najmniejsze dzieci urodzone przedwcześnie, a to tylko 2 % całej populacji niemowląt. W ostatnim czasie zostały zarejestrowane nowe skuteczne metody zapobiegania zakażeniom RSV, które  eksperci nazywają „kamieniami milowymi” w profilaktyce – nowe przeciwciało monoklonalne i szczepionki przeciwko RSV dla kobiet w ciąży i seniorów. Ich stosowanie zalecane jest w Europie – w Austrii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburgu, Portugalii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, a na świecie w Chile i USA. Do tych krajów dołączyły teraz Niemcy.

Coraz więcej krajów widzi konieczność i społeczną potrzebę zabezpieczania wszystkich dzieci przed wirusem RS. Nowe możliwości terapeutyczne to umożliwiają i zdecydowanie warto korzystać z postępów medycyny. Mam nadzieję, że polskie Ministerstwo Zdrowia pójdzie w ślady innych krajów i wdroży Program Profilaktyki Zdrowotnej. Dokument przedstawiający ten Program przygotowało Polskie Towarzystwo Pediatryczne, poparło go 5 towarzystw naukowych oraz Koalicja RSV, w składzie której jest 15 ekspertów medycznych, tworzących radę naukową oraz 15 organizacji pozarządowych. Projekt ten zakłada ochronę wszystkich polskich niemowląt przed wirusem RS. Sezon zwiększonej zachorowalności już za kilka miesięcy – trzeba się do niego dobrze przygotować, aby uniknąć niepotrzebnych infekcji, hospitalizacji, stresu i wydatków z budżetu państwa. Opublikowane dane z Hiszpanii z ostatniego sezonu jesienno-zimowego dokumentują wysoką skuteczność wprowadzonej populacyjnej profilaktyki, która przełożyła się na ponad 90% spadek hospitalizacji w grupie niemowląt – powiedziała prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka, inicjatora Koalicji na rzecz profilaktyki zakażeń RSV.

Wirus RS – groźny dla najmłodszych
Wirus RS jest najczęstszą przyczyną infekcji dolnych dróg oddechowych u dzieci do 2. roku życia. Szacuje się, że wszystkie dzieci będą miały styczność z RSV przed ukończeniem 2. roku życia, ale najcięższe przypadki infekcji obserwowane są w pierwszych 6 miesiącach życia. Mogą one prowadzić do poważnych zaburzeń oddechowych wymagających pobytu dziecka w oddziale intensywnej terapii. W ponad 80% przypadków dzieci hospitalizowane z powodu RSV to te, które urodziły się o czasie i nie miały żadnych czynników ryzyka. Dlatego STIKO (Niemiecki Komitet ds. Szczepień) rekomenduje, aby wszystkie niemowlęta były chronione przed wirusem RS. Niemowlęta urodzone między kwietniem a wrześniem powinny zostać zabezpieczone jesienią, czyli na krótko przed rozpoczęciem sezonu wirusa RSV, a w przypadku noworodków urodzonych w okresie od października do marca zaleca się podanie ochrony jak najszybciej po urodzeniu. Najkorzystniej jest, aby noworodek otrzymał przeciwciało monoklonalne zabezpieczające przed wirusem RS w szpitalu zaraz po urodzeniu.

Skuteczność przeciwciała monoklonalnego – nirsewimabu
Badania kliniczne wykazały, że podanie nowego 1-dawkowego przeciwciała monoklonalnego nirsewimab może zapobiec około 80% chorób wymagających leczenia. Silna ochrona utrzymuje się aż do sześciu miesięcy. Zapobiega to zakażeniu wirusem RSV nie w pełni dojrzałego jeszcze układu odpornościowego niemowlęcia. Ochrona ma na celu przesunięcie ewentualnego zakażenia z okresu niemowlęcego do wczesnego dzieciństwa – kiedy organizm już znacznie lepiej radzi sobie z infekcją. Zdaniem ekspertów nirsewimab jest preparatem bezpiecznym dla niemowląt i podlega szczególnie wysokim wymogom bezpieczeństwa. W zeszłym roku to przeciwciało monoklonalne było powszechnie stosowane w Hiszpanii, Francji, Luksemburgu i USA. Co oznacza, że ​​dostępne są już dane z codziennej praktyki lekarskiej. Zdobyte doświadczenie nie tylko potwierdza wysoką skuteczność, ale także wysokie bezpieczeństwo nirsewimabu.

Dotychczas w Polsce wcześniaki, dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną i dzieci z wrodzonymi wadami serca otrzymywały 5-dawkowe przeciwciało monoklonalne, podawane co 30 dni.

Na szczęście postęp medycyny spowodował, że możemy teraz raz na sezon zabezpieczyć wszystkie niemowlęta, w tym wcześniaki i dzieci z wrodzonymi wadami serca przy pomocy jednodawkowych przeciwciał monoklonalnych, a także zaproponować szczepienia dla kobiet w ciąży. Potrzeba do tego woli politycznej i wdrożenia w życie zasady „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Miejmy nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia zadba o zdrowie polskich niemowląt, bo w sytuacji, gdy rodzi się ich tak dramatycznie mało, trzeba zadbać o bezpieczeństwo epidemiczne i zdrowie najmłodszych

źródło: Koalicja RSV

Tylko jedna czwarta zamieszczanych na opakowaniach informacji o dobroczynnym wpływie mlek modyfikowanych m.in. na rozwój mózgu czy układu odpornościowego odnosi się do naukowych dowodów, np. badań klinicznych – wykazało międzynarodowe badanie przeprowadzone w 15 krajach. Nawet jeśli mają takie odniesienia, to często okazywało się, że badania te są obarczone ryzykiem błędu statystycznego lub też ich bezstronność budzi wątpliwości. Choć badacze nie negują konieczności wprowadzania do diety mleka modyfikowanego w przypadkach uzasadnionych medycznie, to nierzetelne informacje uznają za chwyt marketingowy skierowany do podatnej grupy odbiorców, jaką są mamy niemowlaków.
Naukowcy z różnych krajów, również z Uniwersytetu Wrocławskiego, w latach 2020–2022 przeprowadzili badanie wiarygodności naukowej marketingu sztucznego mleka dla dzieci. Analizie poddano produkty sprzedawane w 15 krajach, m.in. w Australii, Kanadzie, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Japonii, Nigerii, Rosji, Pakistanie i Norwegii. Obejmowała ona wszystkie oświadczenia zdrowotne i żywieniowe, które łączyły produkt lub składnik produktu z potencjalnie korzystnym wpływem na normalne funkcjonowanie, wzrost i rozwój lub zdrowie konsumentów.

Korzystaliśmy z publicznie dostępnych stron internetowych, które zostały założone przez podmioty z branży i zawierały informacje na temat ich produktu, czyli mleka dla niemowląt. Każdy ze współpracowników z poszczególnych krajów zbierał dane dotyczące deklaracji zdrowotnych i żywieniowych odnoszących się do mleka dla niemowląt, a także składników, których dotyczą te deklaracje oraz odniesienia do literatury naukowej, która służyła na poparcie deklaracji – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Daniel Munblit, docent pediatrii i wykładowca w Imperial College London, jeden z autorów badania.

W ten sposób zweryfikowanych zostało niemal 760 produktów dla niemowląt, z czego ponad 600 zawierało co najmniej jedno oświadczenie żywieniowe i zdrowotne. Najczęstsze spotykane rodzaje oświadczeń dotyczyły wspomagania rozwoju mózgu, oczu i układu nerwowego, a także systemu immunologicznego. W zaledwie jednej czwartej przypadków (161 produktów) wskazano naukowe odniesienie na poparcie oświadczenia.

Zaobserwowaliśmy, że większość deklaracji nie ma poparcia naukowego. W większości przypadków podmioty z branży nie odwoływały się do żadnych dowodów naukowych – mówi dr Daniel Munblit. – Mamy na przykład do czynienia z deklaracją, że dane mleko dla niemowląt wspomaga rozwój układu odpornościowego, mózgu i rozwój poznawczy. Najczęściej te deklaracje nie zawierają odniesień do danych naukowych na poparcie takich stwierdzeń, a jeśli takie potwierdzenie się znajdzie, zazwyczaj odnosi się do badań klinicznych o dużym ryzyku błędu. Bardzo często deklaracje odwołują się do dowodów niskiej jakości lub wcale ich nie zawierają.

Badania kliniczne były poparciem dla informacji na opakowaniu w 56 proc. z tych 161 przypadków. Tylko 14 proc. z nich dotyczyło badań prospektywnych. Jednak aż 90 proc. było obarczonych dużym ryzykiem błędu statystycznego. Ponadto w 88 proc. przypadków autorzy badań byli opłacani przez sektor farmaceutyczny lub sami byli ich przedstawicielami.

W żadnym razie nie jesteśmy przeciwnikami preparatów takich jak mleko dla niemowląt. Nie twierdzimy, że są one złe. Są dzieci, których matki nie mogą karmić piersią, i potrzebują modyfikowanego mleka. Z drugiej strony jesteśmy zdecydowanie przeciwko marketingowi opartemu na wprowadzających w błąd deklaracjach i marketingowi skupionemu w dużym stopniu na populacjach szczególnie na niego podatnych. Matki, które urodziły swoje pierwsze dziecko, są właśnie taką grupą: nie mają odpowiedniego doświadczenia i mogą bardzo łatwo ulegać wpływom. Biorąc pod uwagę nasze wyniki w połączeniu z serią artykułów poświęconych karmieniu piersią opublikowanych w „The Lancet” i raportami WHO, które zostały przedstawione w zeszłym roku, możemy mówić o ogólnoświatowej skali zjawiska – twierdzi naukowiec z Imperial College London.

Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła uwagę w szczególności na produkty reklamowane jako hipoalergiczne lub organiczne i produkowane z mleka owczego lub koziego. Producenci niezgodnie z prawdą reklamowali swoje produkty m.in. jako bardzo podobne do mleka matki. Zarówno takie działania, jak i te, które wykazało międzynarodowe badanie, są niezgodne z założeniami Międzynarodowego Kodeksu Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece WHO z 1981 roku.

Nasza praca stanowi uzupełnienie badań dotyczących karmienia piersią, wydanych w czasopiśmie „The Lancet”, które opublikowano tydzień przed wydaniem naszego artykułu w „British Medical Journal”. Moim zdaniem mleko dla dzieci powinno być dostępne w opakowaniach, które nie zawierają deklaracji zdrowotnych i żywieniowych, ponieważ rodzice nie mają czasu, żeby zapoznać się ze wszystkimi stosownymi i dostępnymi dowodami na potwierdzenie takich deklaracji. Nie mają również czasu na szukanie wszystkich stosownych informacji, więc nie mogą dokonać świadomego wyboru – uważa dr Daniel Munblit.

Według analityków Global Market Insights światowy rynek preparatów mlekozastępczych przeznaczonych do żywienia niemowląt zamknął ubiegły rok z przychodami sięgającymi 73 mld dol. Do 2032 roku wycena rynku wzrośnie do 184 mld dol.

źródło:Newseria

Tylko jedna czwarta zamieszczanych na opakowaniach informacji o dobroczynnym wpływie mlek modyfikowanych m.in. na rozwój mózgu czy układu odpornościowego odnosi się do naukowych dowodów, np. badań klinicznych – wykazało międzynarodowe badanie przeprowadzone w 15 krajach. Nawet jeśli mają takie odniesienia, to często okazywało się, że badania te są obarczone ryzykiem błędu statystycznego lub też ich bezstronność budzi wątpliwości. Choć badacze nie negują konieczności wprowadzania do diety mleka modyfikowanego w przypadkach uzasadnionych medycznie, to nierzetelne informacje uznają za chwyt marketingowy skierowany do podatnej grupy odbiorców, jaką są mamy niemowlaków.
Naukowcy z różnych krajów, również z Uniwersytetu Wrocławskiego, w latach 2020–2022 przeprowadzili badanie wiarygodności naukowej marketingu sztucznego mleka dla dzieci. Analizie poddano produkty sprzedawane w 15 krajach, m.in. w Australii, Kanadzie, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Japonii, Nigerii, Rosji, Pakistanie i Norwegii. Obejmowała ona wszystkie oświadczenia zdrowotne i żywieniowe, które łączyły produkt lub składnik produktu z potencjalnie korzystnym wpływem na normalne funkcjonowanie, wzrost i rozwój lub zdrowie konsumentów.

Korzystaliśmy z publicznie dostępnych stron internetowych, które zostały założone przez podmioty z branży i zawierały informacje na temat ich produktu, czyli mleka dla niemowląt. Każdy ze współpracowników z poszczególnych krajów zbierał dane dotyczące deklaracji zdrowotnych i żywieniowych odnoszących się do mleka dla niemowląt, a także składników, których dotyczą te deklaracje oraz odniesienia do literatury naukowej, która służyła na poparcie deklaracji – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Daniel Munblit, docent pediatrii i wykładowca w Imperial College London, jeden z autorów badania.

W ten sposób zweryfikowanych zostało niemal 760 produktów dla niemowląt, z czego ponad 600 zawierało co najmniej jedno oświadczenie żywieniowe i zdrowotne. Najczęstsze spotykane rodzaje oświadczeń dotyczyły wspomagania rozwoju mózgu, oczu i układu nerwowego, a także systemu immunologicznego. W zaledwie jednej czwartej przypadków (161 produktów) wskazano naukowe odniesienie na poparcie oświadczenia.

Zaobserwowaliśmy, że większość deklaracji nie ma poparcia naukowego. W większości przypadków podmioty z branży nie odwoływały się do żadnych dowodów naukowych – mówi dr Daniel Munblit. – Mamy na przykład do czynienia z deklaracją, że dane mleko dla niemowląt wspomaga rozwój układu odpornościowego, mózgu i rozwój poznawczy. Najczęściej te deklaracje nie zawierają odniesień do danych naukowych na poparcie takich stwierdzeń, a jeśli takie potwierdzenie się znajdzie, zazwyczaj odnosi się do badań klinicznych o dużym ryzyku błędu. Bardzo często deklaracje odwołują się do dowodów niskiej jakości lub wcale ich nie zawierają.

Badania kliniczne były poparciem dla informacji na opakowaniu w 56 proc. z tych 161 przypadków. Tylko 14 proc. z nich dotyczyło badań prospektywnych. Jednak aż 90 proc. było obarczonych dużym ryzykiem błędu statystycznego. Ponadto w 88 proc. przypadków autorzy badań byli opłacani przez sektor farmaceutyczny lub sami byli ich przedstawicielami.

W żadnym razie nie jesteśmy przeciwnikami preparatów takich jak mleko dla niemowląt. Nie twierdzimy, że są one złe. Są dzieci, których matki nie mogą karmić piersią, i potrzebują modyfikowanego mleka. Z drugiej strony jesteśmy zdecydowanie przeciwko marketingowi opartemu na wprowadzających w błąd deklaracjach i marketingowi skupionemu w dużym stopniu na populacjach szczególnie na niego podatnych. Matki, które urodziły swoje pierwsze dziecko, są właśnie taką grupą: nie mają odpowiedniego doświadczenia i mogą bardzo łatwo ulegać wpływom. Biorąc pod uwagę nasze wyniki w połączeniu z serią artykułów poświęconych karmieniu piersią opublikowanych w „The Lancet” i raportami WHO, które zostały przedstawione w zeszłym roku, możemy mówić o ogólnoświatowej skali zjawiska – twierdzi naukowiec z Imperial College London.

Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła uwagę w szczególności na produkty reklamowane jako hipoalergiczne lub organiczne i produkowane z mleka owczego lub koziego. Producenci niezgodnie z prawdą reklamowali swoje produkty m.in. jako bardzo podobne do mleka matki. Zarówno takie działania, jak i te, które wykazało międzynarodowe badanie, są niezgodne z założeniami Międzynarodowego Kodeksu Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece WHO z 1981 roku.

Nasza praca stanowi uzupełnienie badań dotyczących karmienia piersią, wydanych w czasopiśmie „The Lancet”, które opublikowano tydzień przed wydaniem naszego artykułu w „British Medical Journal”. Moim zdaniem mleko dla dzieci powinno być dostępne w opakowaniach, które nie zawierają deklaracji zdrowotnych i żywieniowych, ponieważ rodzice nie mają czasu, żeby zapoznać się ze wszystkimi stosownymi i dostępnymi dowodami na potwierdzenie takich deklaracji. Nie mają również czasu na szukanie wszystkich stosownych informacji, więc nie mogą dokonać świadomego wyboru – uważa dr Daniel Munblit.

Według analityków Global Market Insights światowy rynek preparatów mlekozastępczych przeznaczonych do żywienia niemowląt zamknął ubiegły rok z przychodami sięgającymi 73 mld dol. Do 2032 roku wycena rynku wzrośnie do 184 mld dol.

źródło:Newseria

Soli niemowlętom nie należy w ogóle podawać, gdyż wystarczająca jej ilość znajduje się w mleku matki lub pokarmie modyfikowanym. Podanie zbyt dużej ilość soli na dobę zagrażałaby zdrowiu dziecka. Małym dzieciom, które już nie piją mleka matki, nie należy dosalać potraw.

Najlepszą, optymalną dietą dla niemowlęcia jest pokarm kobiecy. Niemowlę musi dostawać sól w mleku z piersi. Ono różni się tym od mleka krowiego, że ma niską zawartość sodu. Tzw. humanizacja mleka krowiego polega więc na m.in. obniżeniu zawartości białka i sodu oraz ustaleniu właściwego stosunku wapnia do fosforu. Doskonale wiemy, jakie jest zapotrzebowanie sodu na kilogram wagi. Jeden gram soli to jest 17 milimoli soli i sodu. Zapotrzebowanie u niemowlęcia wynosi 2 milimole na kilogram wagi. Ważące 4 kg niemowlę potrzebuje zatem 8 milimoli, czyli 300 do 500 miligramów soli na dobę w postaci mleka i płynów – tłumaczy prof. Andrzej Radzikowski, pediatra, specjalista chorób dziecięcych, gastroenterolog, wieloletni kierownik kliniki w dziecięcym Szpitalu Uniwersyteckim przy ul. Działdowskiej w Warszawie. Obecnie pracuje w Klinice Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Zgodnie z aktualnymi zaleceniami należy unikać dodawania soli kuchennej do diety niemowląt. WHO zaleca zmniejszone spożycie soli u dzieci, aby uniknąć szkodliwego wzrostu ciśnienia tętniczego w późniejszym wieku. Chociaż zalecenia te dotyczą dzieci > 2. r.ż., unikanie dosalania pokarmów we wczesnym okresie życia może mieć korzystne znaczenie w kształtowaniu prawidłowych preferencji żywieniowych w wieku późniejszym” – czytamy w Zasadach żywienia zdrowych niemowląt. Stanowisko Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, 2021.

Eksperci zalecają zatem niedosalanie posiłków i unikanie podawania bardzo słonych pokarmów, takich jak:

  •     pikle,
  •     solone mięsa,
  •     kostki rosołowe,
  •     zupy w proszku w późniejszych miesiącach życia dziecka.

Nie zapominajmy, że chipsy czy frytki nie są zalecane dzieciom również ze względu na wysoką zawartość soli.

„Zalecane spożycie sodu w diecie dziecka do 6. m.ż. wynosi około 120 mg i jest w całości pokrywane w ramach spożywanego mleka kobiecego lub mleka modyfikowanego. Dzieci w wieku 7.-11. m.ż. powinny spożywać nie więcej niż 0,2 g soli dziennie (czyli ok. 1 szczypta soli dziennie)” – wyjaśniają.

Brytyjski NHS przekonuje zaś, że dzieci w wieku:

  •     1 do 3 lat powinny spożywać nie więcej niż 2 g soli dziennie (0,8 g sodu),
  •     4 do 6 lat powinny spożywać nie więcej niż 3 g soli dziennie (1,2 g sodu),
  •     7 do 10 lat powinny spożywać nie więcej niż 5 g soli dziennie (2 g sodu),
  •     11 lat i powyżej powinny spożywać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu).

Dorośli natomiast powinni zjadać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu) – około 1 łyżeczki. W to wlicza się sól ‘niewidoczna”, a zatem ta zawarta w wędlinach, serze czy pieczywie.


Źródło: Serwis Zdrowie

 
Soli niemowlętom nie należy w ogóle podawać, gdyż wystarczająca jej ilość znajduje się w mleku matki lub pokarmie modyfikowanym. Podanie zbyt dużej ilość soli na dobę zagrażałaby zdrowiu dziecka. Małym dzieciom, które już nie piją mleka matki, nie należy dosalać potraw.

Najlepszą, optymalną dietą dla niemowlęcia jest pokarm kobiecy. Niemowlę musi dostawać sól w mleku z piersi. Ono różni się tym od mleka krowiego, że ma niską zawartość sodu. Tzw. humanizacja mleka krowiego polega więc na m.in. obniżeniu zawartości białka i sodu oraz ustaleniu właściwego stosunku wapnia do fosforu. Doskonale wiemy, jakie jest zapotrzebowanie sodu na kilogram wagi. Jeden gram soli to jest 17 milimoli soli i sodu. Zapotrzebowanie u niemowlęcia wynosi 2 milimole na kilogram wagi. Ważące 4 kg niemowlę potrzebuje zatem 8 milimoli, czyli 300 do 500 miligramów soli na dobę w postaci mleka i płynów – tłumaczy prof. Andrzej Radzikowski, pediatra, specjalista chorób dziecięcych, gastroenterolog, wieloletni kierownik kliniki w dziecięcym Szpitalu Uniwersyteckim przy ul. Działdowskiej w Warszawie. Obecnie pracuje w Klinice Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Zgodnie z aktualnymi zaleceniami należy unikać dodawania soli kuchennej do diety niemowląt. WHO zaleca zmniejszone spożycie soli u dzieci, aby uniknąć szkodliwego wzrostu ciśnienia tętniczego w późniejszym wieku. Chociaż zalecenia te dotyczą dzieci > 2. r.ż., unikanie dosalania pokarmów we wczesnym okresie życia może mieć korzystne znaczenie w kształtowaniu prawidłowych preferencji żywieniowych w wieku późniejszym” – czytamy w Zasadach żywienia zdrowych niemowląt. Stanowisko Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, 2021.

Eksperci zalecają zatem niedosalanie posiłków i unikanie podawania bardzo słonych pokarmów, takich jak:

  •     pikle,
  •     solone mięsa,
  •     kostki rosołowe,
  •     zupy w proszku w późniejszych miesiącach życia dziecka.

Nie zapominajmy, że chipsy czy frytki nie są zalecane dzieciom również ze względu na wysoką zawartość soli.

„Zalecane spożycie sodu w diecie dziecka do 6. m.ż. wynosi około 120 mg i jest w całości pokrywane w ramach spożywanego mleka kobiecego lub mleka modyfikowanego. Dzieci w wieku 7.-11. m.ż. powinny spożywać nie więcej niż 0,2 g soli dziennie (czyli ok. 1 szczypta soli dziennie)” – wyjaśniają.

Brytyjski NHS przekonuje zaś, że dzieci w wieku:

  •     1 do 3 lat powinny spożywać nie więcej niż 2 g soli dziennie (0,8 g sodu),
  •     4 do 6 lat powinny spożywać nie więcej niż 3 g soli dziennie (1,2 g sodu),
  •     7 do 10 lat powinny spożywać nie więcej niż 5 g soli dziennie (2 g sodu),
  •     11 lat i powyżej powinny spożywać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu).

Dorośli natomiast powinni zjadać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu) – około 1 łyżeczki. W to wlicza się sól ‘niewidoczna”, a zatem ta zawarta w wędlinach, serze czy pieczywie.


Źródło: Serwis Zdrowie

 
Światowa Organizacja Alergii ostrzega, że do 2032 roku co druga osoba będzie zmagała się z alergią. Już teraz co trzeci mieszkaniec Europy cierpi na choroby alergiczne. W Polsce, gdzie 40% populacji ma objawy alergii to narastający problem. Konsekwencją alergii często jest astma, jako następstwo alergii na mleko u niemowląt i małych dzieci. Przedstawiciele środowiska klinicystów, ekspertów zdrowia w dziedzinie alergologii, gastroenterologii, pediatrii i medycyny rodzinnej oraz specjalistów wspierających proces leczenia budują Koalicję Alergii na Mleko.
Wiek XXI coraz bardziej wpływa na środowisko, ale i na nasze zdrowie. Miarą rozwoju cywilizacyjnego i dobrobytu jest wysoka higienizacja, a także wręcz sterylne warunki życia, w których wychowują się młode pokolenia. Ceną tego trendu jest pandemia chorób alergicznych. Narastają lawinowo, zwłaszcza, że ryzyko jest przenoszone między pokoleniami, jeden rodzic jest alergikiem, u dziecka ryzyko wzrasta o 30 proc, jeżeli oboje — sięga ono już 60 proc. Jako pierwsza choroba alergiczna pojawia się alergia na białka mleka krowiego, która dotyczy głównie niemowląt i małych dzieci. Choroba zaczyna się najczęściej już pomiędzy 2. a 6. miesiącem życia. Stanowi ona jedną z najczęstszych dziecięcych alergii pokarmowych w krajach rozwiniętych, dotyka nawet ok. 6-8% maluchów.

Jedynym środkiem zaradczym jest długotrwała eliminacja z diety mleka krowiego i wszelkich produktów pochodnych. Aby zapewnić niemowlakowi prawidłowy rozwój, należy wprowadzić i stosować ścisłą dietę opartą na hipoalergicznych, najczęściej refundowanych preparatach mlekozastępczych, a gdy jest karmione piersią – eliminacyjną dietę u mamy. Wraz z wiekiem jedna postać alergii przeważnie ewoluuje w drugą i dochodzi do tzw. marszu alergicznego. Uczulenie na pokarmy we wczesnym dzieciństwie zwiększa ryzyko zachorowania na atopowe zapalenie skóry, alergiczny nieżyt nosa czy astmę oskrzelową aż czterokrotnie. Objawy astmy pojawiają się już u dzieci w 5-7 roku życia oraz u młodych dorosłych. Dodatkowym czynnikiem obciążającym jest zanieczyszczenie środowiska, higienizacja zaburzająca wykształcanie tolerancji alergenów i czynniki zaburzające mikrobiotę np. bardzo częsty w Polsce poród przez cesarskie cięcie.

 
Marsz alergiczny to potężne wyzwanie dla lekarzy, małych pacjentów, rodziców, opiekunów i całego systemu opieki zdrowotnej. Co to oznacza dla systemu? W latach 2017-2019 ponad 2 miliony pacjentów z diagnozą astmy korzystało ze świadczeń, z czego 660 tys. to dzieci. – wskazuje farmakooekonomista Michał Jachimowicz. Aby zminimalizować ryzyko wystąpienia marszu alergicznego, fundamentalna jest właściwa diagnoza i wdrożone leczenie – podkreśla Prof. Mieczysława Czerwionka-Szaflarska.

Na poziomie globalnym zjawisko obserwuje Światowa Organizacja Alergii (WAO), której celem jest podnoszenie świadomości na temat chorób alergicznych i ich wpływu na życie chorych. Jej flagową inicjatywą jest doroczny Światowy Tydzień Alergii, który w tym roku obchodzony jest w dniach 5 – 11 czerwca.
 
W związku z widocznymi w tym obszarze potrzebami w dniu 6 maja 2022 powołano Koalicję Alergii na Mleko, będącą nieformalnym zrzeszeniem przedstawicieli środowiska klinicystów, ekspertów zdrowia w dziedzinie alergologii, gastroenterologii, pediatrii i medycyny rodzinnej oraz specjalistów wspierających proces leczenia (m.in. dietetycy, psycholodzy). Wśród głównych zadań stojących przed Koalicją jest:
 
Inicjatywę wsparli czołowi eksperci tj.: prof. Mieczysława Czerwionka – Szaflarska, Konsultant Krajowa Gastroenterologii Dziecięcej; docent Andrea Horvath, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Sekcja Alergia na Pokarmy Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci; Docent Katarzyna Plata-Nazar, Katedra i Klinika Pediatrii, Gastroenterologii, Alergologii i Żywienia Dzieci, Gdański Uniwersytet Medyczny; dr Dagmara Pokorna-Kałwak, Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, Katedra Medycyny Rodzinnej.
 
Pomysłodawcą Koalicji Alergii na Mleko jest Reckitt. Firma Reckitt zobowiązuje się wspólnie z Ekspertami realizować programy ukierunkowane na wsparcie edukacji, mając na szczególnej uwadze świadomość zagrożeń związanych z alergią na mleko u niemowląt.
 
źródlo: komunikat
Światowa Organizacja Alergii ostrzega, że do 2032 roku co druga osoba będzie zmagała się z alergią. Już teraz co trzeci mieszkaniec Europy cierpi na choroby alergiczne. W Polsce, gdzie 40% populacji ma objawy alergii to narastający problem. Konsekwencją alergii często jest astma, jako następstwo alergii na mleko u niemowląt i małych dzieci. Przedstawiciele środowiska klinicystów, ekspertów zdrowia w dziedzinie alergologii, gastroenterologii, pediatrii i medycyny rodzinnej oraz specjalistów wspierających proces leczenia budują Koalicję Alergii na Mleko.
Wiek XXI coraz bardziej wpływa na środowisko, ale i na nasze zdrowie. Miarą rozwoju cywilizacyjnego i dobrobytu jest wysoka higienizacja, a także wręcz sterylne warunki życia, w których wychowują się młode pokolenia. Ceną tego trendu jest pandemia chorób alergicznych. Narastają lawinowo, zwłaszcza, że ryzyko jest przenoszone między pokoleniami, jeden rodzic jest alergikiem, u dziecka ryzyko wzrasta o 30 proc, jeżeli oboje — sięga ono już 60 proc. Jako pierwsza choroba alergiczna pojawia się alergia na białka mleka krowiego, która dotyczy głównie niemowląt i małych dzieci. Choroba zaczyna się najczęściej już pomiędzy 2. a 6. miesiącem życia. Stanowi ona jedną z najczęstszych dziecięcych alergii pokarmowych w krajach rozwiniętych, dotyka nawet ok. 6-8% maluchów.

Jedynym środkiem zaradczym jest długotrwała eliminacja z diety mleka krowiego i wszelkich produktów pochodnych. Aby zapewnić niemowlakowi prawidłowy rozwój, należy wprowadzić i stosować ścisłą dietę opartą na hipoalergicznych, najczęściej refundowanych preparatach mlekozastępczych, a gdy jest karmione piersią – eliminacyjną dietę u mamy. Wraz z wiekiem jedna postać alergii przeważnie ewoluuje w drugą i dochodzi do tzw. marszu alergicznego. Uczulenie na pokarmy we wczesnym dzieciństwie zwiększa ryzyko zachorowania na atopowe zapalenie skóry, alergiczny nieżyt nosa czy astmę oskrzelową aż czterokrotnie. Objawy astmy pojawiają się już u dzieci w 5-7 roku życia oraz u młodych dorosłych. Dodatkowym czynnikiem obciążającym jest zanieczyszczenie środowiska, higienizacja zaburzająca wykształcanie tolerancji alergenów i czynniki zaburzające mikrobiotę np. bardzo częsty w Polsce poród przez cesarskie cięcie.

 
Marsz alergiczny to potężne wyzwanie dla lekarzy, małych pacjentów, rodziców, opiekunów i całego systemu opieki zdrowotnej. Co to oznacza dla systemu? W latach 2017-2019 ponad 2 miliony pacjentów z diagnozą astmy korzystało ze świadczeń, z czego 660 tys. to dzieci. – wskazuje farmakooekonomista Michał Jachimowicz. Aby zminimalizować ryzyko wystąpienia marszu alergicznego, fundamentalna jest właściwa diagnoza i wdrożone leczenie – podkreśla Prof. Mieczysława Czerwionka-Szaflarska.

Na poziomie globalnym zjawisko obserwuje Światowa Organizacja Alergii (WAO), której celem jest podnoszenie świadomości na temat chorób alergicznych i ich wpływu na życie chorych. Jej flagową inicjatywą jest doroczny Światowy Tydzień Alergii, który w tym roku obchodzony jest w dniach 5 – 11 czerwca.
 
W związku z widocznymi w tym obszarze potrzebami w dniu 6 maja 2022 powołano Koalicję Alergii na Mleko, będącą nieformalnym zrzeszeniem przedstawicieli środowiska klinicystów, ekspertów zdrowia w dziedzinie alergologii, gastroenterologii, pediatrii i medycyny rodzinnej oraz specjalistów wspierających proces leczenia (m.in. dietetycy, psycholodzy). Wśród głównych zadań stojących przed Koalicją jest:
 
Inicjatywę wsparli czołowi eksperci tj.: prof. Mieczysława Czerwionka – Szaflarska, Konsultant Krajowa Gastroenterologii Dziecięcej; docent Andrea Horvath, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Sekcja Alergia na Pokarmy Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci; Docent Katarzyna Plata-Nazar, Katedra i Klinika Pediatrii, Gastroenterologii, Alergologii i Żywienia Dzieci, Gdański Uniwersytet Medyczny; dr Dagmara Pokorna-Kałwak, Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, Katedra Medycyny Rodzinnej.
 
Pomysłodawcą Koalicji Alergii na Mleko jest Reckitt. Firma Reckitt zobowiązuje się wspólnie z Ekspertami realizować programy ukierunkowane na wsparcie edukacji, mając na szczególnej uwadze świadomość zagrożeń związanych z alergią na mleko u niemowląt.
 
źródlo: komunikat