Medicalpress

Precyzyjne dotarcie do niewielkiej zmiany położonej głęboko w płucu, pobranie materiału bez operacji i powrót pacjenta do domu jeszcze tego samego dnia. Tak ma coraz częściej wyglądać diagnostyka chorób płuc w Mazowieckim Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Modernizacja za ponad 104 mln zł przyniosła placówce między innymi nawigację bronchoskopową, diagnostykę molekularną NGS i nowe wyposażenie torakochirurgiczne. W przypadku raka płuca, w którym czas od wykrycia podejrzanej zmiany do ustalenia rozpoznania ma bezpośredni wpływ na możliwość rozpoczęcia właściwego leczenia, znaczenie tej inwestycji nie sprowadza się jednak do zakupu nowoczesnego sprzętu.

Rak płuca pozostaje jednym z największych problemów polskiej onkologii. Szczególnym wyzwaniem jest nie tylko liczba zachorowań i zgonów, ale także konieczność przeprowadzenia diagnostyki, która odpowie na coraz więcej pytań. Dziś nie wystarczy bowiem stwierdzić, że pacjent ma nowotwór płuca. Trzeba pobrać odpowiedniej jakości materiał, określić typ nowotworu, a w wielu przypadkach również jego charakterystykę molekularną, ponieważ od niej może zależeć wybór leczenia.

Właśnie w tym kierunku poszła modernizacja Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Jeden z 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w Polsce zakończył cztery projekty o łącznej wartości przekraczającej 104 mln zł. Największy z nich, wart ponad 69 mln zł, objął infrastrukturę oraz wyposażenie służące diagnostyce i leczeniu onkologicznemu.

Łącznie ponad 32,6 mln zł przeznaczono na roboty budowlane, 29,4 mln zł na sprzęt medyczny, a 18,7 mln zł na sprzęt informatyczny i oprogramowanie. Trzy czwarte finansowania inwestycji pochodziło z Krajowego Planu Odbudowy, pozostałe środki zapewnił Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Lista zakupionego wyposażenia jest długa, ale z perspektywy pacjenta ważniejsze od liczby nowych urządzeń jest to, co dzięki nim może zmienić się w przebiegu diagnostyki.

Jedną z najważniejszych inwestycji jest system nawigacji bronchoskopowej. Klasyczna bronchoskopia ma swoje ograniczenia, szczególnie gdy podejrzana zmiana jest niewielka i znajduje się w obwodowych częściach płuca. Nawigacja pozwala precyzyjniej dotrzeć do takich zmian i pobrać materiał do badania. Według informacji przekazanych przez placówkę skuteczność pobrania materiału może sięgać 90 proc.

Ośrodek dysponuje także możliwością wykonywania biopsji gruboigłowej pod kontrolą tomografii komputerowej. W obu przypadkach cel jest podobny: zdobyć materiał niezbędny do rozpoznania przy możliwie najmniejszym obciążeniu chorego.

„Najważniejsze w tych procedurach jest to, że są one mało inwazyjne. Nie operujemy pacjenta, nie narażamy na ciężkie powikłania, a uzyskujemy diagnozę” – wyjaśnia dr n. med. Jacek Nasiłowski, kierownik II Oddziału Chorób Płuc.

Zmiana dotyczy jednak nie tylko samej techniki wykonywania badania. Część diagnostyki bronchoskopowej może być obecnie prowadzona w trybie do 12 godzin. Dla pacjenta oznacza to możliwość przejścia procedury i opuszczenia szpitala tego samego dnia zamiast kilkudniowej hospitalizacji.

To różnica istotna także z punktu widzenia organizacji systemu. Rozwój diagnostyki jednodniowej może ograniczać wykorzystanie łóżek przez osoby, których stan nie wymaga całodobowego pobytu, a jednocześnie zwiększać przepustowość specjalistycznego ośrodka. W onkologii płuca ma to dodatkowe znaczenie. Nowoczesne urządzenie samo w sobie nie skraca bowiem ścieżki pacjenta, jeśli po badaniu trzeba długo czekać na kolejne etapy diagnostyki.

Drugim ważnym elementem inwestycji jest system sekwencjonowania nowej generacji, czyli NGS. To technologia szczególnie istotna we współczesnej diagnostyce molekularnej nowotworów. W raku płuca wyniki badań molekularnych mogą decydować o kwalifikacji do terapii ukierunkowanych na określone zaburzenia występujące w komórkach nowotworowych. Im bardziej leczenie onkologiczne staje się personalizowane, tym większe znaczenie ma możliwość wykonania odpowiednich badań na materiale pobranym podczas diagnostyki.

Inwestycja objęła również torakochirurgię. Ośrodek pozyskał system obrazowania z wykorzystaniem zieleni indocjaninowej, który może wspomagać chirurgów podczas precyzyjnych, oszczędzających resekcji płuca.

„W ramach projektu pozyskaliśmy system do obrazowania z zastosowaniem zieleni indocjaninowej, który umożliwia precyzyjne wykonanie resekcji określanych jako segmentektomie, dzięki czemu chorzy szybciej wracają do zdrowia, mają mniejsze dolegliwości bólowe, a efekty leczenia są lepsze” – mówi doc. dr hab. Dariusz Sagan, torakochirurg.

Segmentektomia polega na usunięciu anatomicznego segmentu płuca zamiast większej części narządu. Możliwość zastosowania leczenia oszczędzającego zależy jednak od konkretnej sytuacji klinicznej, między innymi lokalizacji i zaawansowania nowotworu. Nie każdy pacjent z rakiem płuca będzie więc kandydatem do takiego zabiegu.

Skala modernizacji pokazuje jednocześnie, jak bardzo w ciągu ostatnich dekad zmieniła się pneumonologia i torakochirurgia. Prof. Tomasz Grodzki, porównując obecne możliwości diagnostyczne z okresem, kiedy podstawowymi narzędziami były zdjęcie rentgenowskie i sztywny bronchoskop, określił różnicę krótko: „To jest niebo a ziemia, to jest przepaść”.

Nowy sprzęt nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów diagnostyki raka płuca. O jego rzeczywistej wartości będzie decydowało między innymi to, ilu pacjentów będzie mogło z niego skorzystać, jak szybko otrzymają wynik i czy kolejne elementy ścieżki, od pobrania materiału przez diagnostykę patomorfologiczną i molekularną po decyzję terapeutyczną, będą ze sobą odpowiednio skoordynowane.

Znaczenie Otwocka jest przy tym większe niż typowego szpitala powiatowego czy wojewódzkiego. Mazowieckie Centrum jest jednym z zaledwie 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w kraju. Dysponuje 301 łóżkami w zakresie chorób płuc i chirurgii klatki piersiowej, a w jego zespole pracuje 119 lekarzy, w tym 41 specjalistów chorób płuc.

„To jest ogromny ośrodek, ośrodek monoprofilowy, który jest w skali kraju wyjątkowy. Takich ośrodków jest tylko trzydzieści. Ten jest jednym z tych, które radzą sobie najlepiej” – mówił prof. Rafał Krenke, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc.

Modernizacja nie kończy planów placówki. Centrum zapowiada utworzenie Dziennego Pododdziału Diagnostyki Bronchoskopowej oraz Oddziału Dziennego Chemioterapii i Immunoterapii. Chce również rozwijać badania przesiewowe z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej w grupach ryzyka oraz sieć poradni specjalistycznych.

Ten kierunek może być równie ważny jak zakup najnowocześniejszych urządzeń. W przypadku raka płuca przewagę daje bowiem nie tylko coraz bardziej precyzyjne leczenie, lecz przede wszystkim możliwość wykrycia choroby na etapie, na którym można zastosować leczenie radykalne. Jeśli rozwój diagnostyki małoinwazyjnej, molekularnej i jednodniowej zostanie połączony z wcześniejszym wykrywaniem zmian oraz sprawnym przechodzeniem pacjenta pomiędzy kolejnymi etapami opieki, modernizacja za ponad 104 mln zł może oznaczać coś więcej niż technologiczny skok jednego szpitala. Może stać się przykładem tego, jak powinna zmieniać się organizacja diagnostyki jednego z najbardziej śmiertelnych nowotworów w Polsce.

Źródło: Mazowieckie Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy

Nowoczesne leczenie raka płuca zaczyna się od właściwie zaplanowanej diagnostyki molekularnej. W dobie rosnącej liczby biomarkerów i terapii ukierunkowanych molekularnie kluczowe staje się wykonywanie kompleksowych badań genetycznych oraz sprawna organizacja całej ścieżki diagnostycznej. O tym, dlaczego diagnostyka powinna opierać się na technologiach NGS, kiedy warto wykonać biopsję płynną i jakie zmiany są dziś najbardziej potrzebne w polskim systemie ochrony zdrowia, mówi dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej oraz kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Genomiki Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, w rozmowie z MedicalPress. 

Panie Doktorze, w niedrobnokomórkowym raku płuca ocenia się dziś wiele biomarkerów predykcyjnych, dla których dostępne są terapie ukierunkowane molekularnie. Czy wykonywanie pojedynczych oznaczeń ma jeszcze uzasadnienie, czy diagnostyka powinna od początku opierać się na panelach NGS?

W raku płuca liczba markerów rzeczywiście jest duża. Zgodnie z obecnymi programami lekowymi oceniamy osiem markerów, natomiast ich liczba wzrasta, jeżeli uwzględnimy bardziej rozszerzoną diagnostykę, wykonywaną na przykład na potrzeby badań klinicznych lub w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL).

Schemat diagnostyczny raka płuca już od dawna powinien być ukierunkowany na diagnostykę zaawansowaną, opartą na panelach NGS. Laboratoria, które nie miały dostępu do tej technologii, wykonywały jednak proste testy jednogenowe. Niestety, mimo rozwoju i rozbudowy programów lekowych, nadal istnieją laboratoria, które ograniczają diagnostykę wyłącznie do takich oznaczeń.

Diagnostyka jednogenowa ma istotne ograniczenia. Przede wszystkim kolejne testy zużywają materiał tkankowy, którego w raku płuca często jest bardzo mało. W efekcie diagnostyka prowadzona etapami może nie zostać ukończona, ponieważ materiał wyczerpie się przed wykonaniem wszystkich potrzebnych oznaczeń.

Badania oparte na sekwencjonowaniu nowej generacji pozwalają natomiast uzyskać jednocześnie wyniki dotyczące wielu markerów z jednej porcji materiału. Jeden test, jedna próbka i kompleksowy wynik – bez konieczności wykonywania kolejnych oznaczeń.

Obecnie w diagnostyce raka płuca ocenia się między innymi zmiany w genach EGFR, ALK, ROS1, KRAS G12C i BRAF V600 oraz fuzje genów NTRK1, NTRK2 i NTRK3. Trzeba przy tym pamiętać, że nie wszystkie te oznaczenia polegają na poszukiwaniu prostych zmian genetycznych. W przypadku genów takich jak KRAS czy EGFR analizujemy między innymi określone substytucje, niewielkie delecje lub insercje. Z kolei w przypadku ALK, ROS1 czy genów NTRK konieczne jest wykrywanie fuzji genowych, najlepiej na poziomie RNA.

Ważne jest również to, aby badanie pozwalało wykrywać wiele różnych wariantów fuzji, także nowych, wcześniej nieopisanych. Dlatego diagnostyka raka płuca wymaga nowoczesnych technologii, takich jak NGS. Tradycyjne testy jednogenowe, oparte na metodzie PCR lub badaniu FISH, mają znacznie mniejszy zakres analizy i nie zapewniają tak kompleksowej oceny materiału.

Czy obecny model diagnostyki w Polsce jest przygotowany na rosnącą liczbę biomarkerów w raku płuca? I dlaczego materiał tkankowy tak szybko się wyczerpuje, jeśli nie stosujemy zaawansowanych badań metodą NGS?

Można powiedzieć, że obecny model diagnostyki powoli dochodzi do granic swoich możliwości. Dziś w programach lekowych w raku płuca oceniamy osiem markerów, ale już wiadomo, że w najbliższych latach dołączą kolejne, między innymi dotyczące genów HER2, MET, FGFR czy RET. Niewykluczone, że w przyszłości rutynowo oceniane będą również sygnatury genomowe, takie jak niestabilność mikrosatelitarna (MSI) czy HRD. Tego typu diagnostyki nie da się już prowadzić za pomocą testów jednogenowych.

Obecnie, w ramach finansowania NFZ, dostępny jest panel NGS umożliwiający wykonanie zaawansowanych badań genetycznych w raku płuca. Na dziś rozwiązanie to odpowiada jeszcze potrzebom klinicznym, ale wraz z pojawianiem się nowych biomarkerów konieczne będzie przejście na jeszcze bardziej zaawansowane badania, czyli kompleksowe profilowanie genomowe (CGP).

Drugim problemem jest ilość materiału tkankowego. Około 30% próbek pobieranych od chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca stanowi materiał bardzo skąpy – czasami na tyle, że nie można wykonać badania genetycznego albo materiał okazuje się niediagnostyczny.

Trzeba pamiętać, że zanim materiał trafi do laboratorium genetycznego, jest wykorzystywany przez patomorfologa do postawienia rozpoznania oraz wykonania badań immunohistochemicznych, w tym między innymi oznaczenia ekspresji PD-L1. Już na tym etapie część materiału zostaje zużyta.

Dlatego, jeżeli materiał trafia już do diagnostyki molekularnej, powinien zostać wykorzystany możliwie najbardziej efektywnie. Zamiast wykonywać kolejne testy jednogenowe i stopniowo wyczerpywać próbkę, znacznie lepiej od razu przeprowadzić szerokie badanie metodą NGS. Dzięki temu z jednej porcji materiału uzyskujemy kompletną informację o wszystkich istotnych biomarkerach, bez ryzyka, że materiał skończy się przed zakończeniem diagnostyki.

Kiedy należy rozważyć wykonanie kompleksowego profilowania genomowego (CGP) i dlaczego tak ważne jest objęcie tych badań finansowaniem publicznym dla wybranych grup chorych?

Kompleksowe profilowanie genomowe można powiedzieć, że jest docelowym badaniem genetycznym, które spełnia oczekiwania diagnostyczne w raku płuca. Jest ono wykonywane z wykorzystaniem technologii NGS, jednak w porównaniu z prostym panelem obejmującym kilka genów daje znacznie większe możliwości diagnostyczne. 

Przede wszystkim pozwala przeanalizować jednocześnie kilkaset genów, nawet ponad 500, a każdy z nich oceniany jest z większą dokładnością niż w przypadku prostych paneli hotspotowych. Oznacza to, że nawet w obrębie tego samego genu kompleksowe profilowanie genomowe może wykryć więcej zmian niż standardowe badanie NGS.

CGP umożliwia również ocenę sygnatur genomowych, takich jak niestabilność mikrosatelitarna (MSI), ładunek mutacyjny guza (TMB) czy zaburzenia związane z deficytem rekombinacji homologicznej (HRD). Markery te mają coraz większe znaczenie nie tylko przy kwalifikacji do terapii ukierunkowanych molekularnie, ale także w przewidywaniu skuteczności immunoterapii. Badanie dostarcza również informacji o innych zmianach genetycznych, które mogą mieć znaczenie prognostyczne lub predykcyjne, a także pomaga lepiej scharakteryzować nowotwór.

To właśnie dlatego kompleksowe profilowanie genomowe jest tak wartościowym narzędziem. Pozwala podczas jednego badania uzyskać możliwie pełną charakterystykę molekularną nowotworu i na tej podstawie podjąć najbardziej racjonalną decyzję terapeutyczną.

Rak płuca jest nowotworem, który bardzo często rozpoznawany jest w stadium zaawansowanym. W takich sytuacjach nie ma czasu na wieloetapową diagnostykę i wykonywanie kolejnych badań. Dlatego uważam, że kompleksowe profilowanie genomowe powinno być dostępne przede wszystkim dla chorych z nieoperacyjnym, zaawansowanym rakiem płuca. Dzięki temu pacjent może jak najszybciej otrzymać pełną informację molekularną, a onkolog od początku zaplanować najbardziej odpowiednie leczenie.

Coraz więcej mówi się o biopsji płynnej. Dlaczego jest ona tak ważna w diagnostyce raka płuca i w jakich sytuacjach powinna być wykonywana?

Biopsja płynna odgrywa w raku płuca niezwykle ważną rolę. Jest to badanie zmian somatycznych nowotworu wykonywane na podstawie próbki krwi obwodowej. Analizujemy w niej krążące DNA nowotworowe uwalniane do krwiobiegu przez komórki nowotworowe.

Największe znaczenie ma u pacjentów, u których nie dysponujemy odpowiednim materiałem tkankowym. Może się zdarzyć, że materiału jest zbyt mało, jest on niediagnostyczny albo został niewłaściwie zabezpieczony i nie nadaje się do wykonania badań molekularnych. W takiej sytuacji pobranie krwi i wykonanie biopsji płynnej często jest jedyną możliwością uzyskania informacji o profilu molekularnym nowotworu.

Wcześniej wspominałem, że około 30% materiałów pobranych od chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca nie pozwala na wykonanie pełnej diagnostyki genetycznej. To właśnie dla tej grupy pacjentów biopsja płynna może mieć kluczowe znaczenie, ponieważ umożliwia kwalifikację do leczenia ukierunkowanego molekularnie.

Drugim bardzo ważnym zastosowaniem biopsji płynnej jest monitorowanie odpowiedzi na leczenie. U pacjentów otrzymujących terapie celowane z czasem mogą pojawić się mutacje odpowiedzialne za rozwój oporności na leczenie. Zamiast ponownie wykonywać inwazyjną biopsję tkanki, wystarczy pobrać krew i ocenić, czy pojawiły się nowe zmiany genetyczne.

Klasycznym przykładem jest mutacja oporności EGFR T790M, która może pojawić się u chorych leczonych inhibitorami EGFR pierwszej i drugiej generacji. Jej wykrycie w biopsji płynnej pozwalało zakwalifikować pacjenta do leczenia inhibitorami trzeciej generacji, przełamującymi ten mechanizm oporności. Był to jeden z pierwszych przykładów praktycznego wykorzystania biopsji płynnej w onkologii.

Co istotne, biopsja płynna może ujawnić rozwijającą się oporność molekularną jeszcze zanim progresja choroby będzie widoczna w badaniach obrazowych. Oznacza to, że jesteśmy w stanie wcześniej wykryć rozwój oporności i odpowiednio wcześnie zmodyfikować leczenie.

Mechanizmy oporności nie dotyczą jednak wyłącznie genu EGFR. Mogą pojawiać się również u chorych z zaburzeniami w genach ALK, ROS1 czy NTRK. Choć pacjentów z tymi zmianami jest znacznie mniej niż chorych z mutacjami EGFR, również oni wymagają monitorowania w trakcie leczenia. Wraz z rosnącą liczbą pacjentów otrzymujących terapie ukierunkowane molekularnie znaczenie biopsji płynnej będzie systematycznie rosło.

Dzięki biopsji płynnej można ustalić przyczynę progresji choroby, zidentyfikować mechanizm oporności i dobrać kolejne leczenie, które pozwoli ponownie uzyskać kontrolę nad nowotworem.

Jakiej skali wykonywania biopsji płynnej można spodziewać się w Polsce?

Szacujemy, że mogłoby to być około trzech tysięcy badań rocznie. Oczywiście liczba ta może się zmienić wraz ze wzrostem dostępności tej metody i jej finansowania, jednak obecnie wydaje się mało prawdopodobne, aby przekroczyła około pięciu tysięcy badań rocznie.

Trzeba pamiętać, że u większości pacjentów odpowiedni materiał tkankowy pozwala wykonać pełną diagnostykę molekularną. Biopsja płynna jest więc badaniem uzupełniającym, przeznaczonym przede wszystkim dla chorych, u których diagnostyka tkankowa nie jest możliwa lub nie dostarcza wystarczających informacji.

Jak z Pana perspektywy powinna wyglądać modelowa ścieżka diagnostyczna pacjenta z nowo rozpoznanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca – od pobrania materiału do rozpoczęcia leczenia?

Do tej pory rozmawialiśmy przede wszystkim o diagnostyce molekularnej, ale trzeba pamiętać, że pierwszym etapem jest zawsze diagnostyka patomorfologiczna, czyli postawienie rozpoznania. Ponieważ rak płuca bardzo często rozpoznawany jest już w stadium zaawansowanym, cały proces diagnostyczny powinien być maksymalnie uporządkowany i prowadzony równolegle.

Najważniejszym rozwiązaniem systemowym byłoby wprowadzenie obowiązkowego skierowania jednoczasowego na badania patomorfologiczne i genetyczne. Innymi słowy, lekarz podejrzewający raka płuca powinien od razu wystawić skierowanie na oba rodzaje badań.

Dzięki temu patomorfolog, jeżeli potwierdzi rozpoznanie niedrobnokomórkowego raka płuca, może natychmiast zabezpieczyć materiał do diagnostyki molekularnej i przekazać go do laboratorium genetycznego. Nie tracimy wówczas kolejnych dni czy nawet tygodni na wystawienie dodatkowego skierowania i rozpoczęcie kolejnego etapu diagnostyki.

Równie ważne jest, aby u każdego chorego z niedrobnokomórkowym rakiem płuca wykonywać badania molekularne metodą NGS. To obecnie najbardziej wiarygodna metoda oceny biomarkerów i nie powinniśmy opierać diagnostyki wyłącznie na testach jednogenowych.

Równolegle z badaniami molekularnymi powinny być wykonywane również badania predykcyjne, takie jak oznaczenie ekspresji PD-L1. Nie ma uzasadnienia, aby czekać na wynik badań genetycznych i dopiero wtedy rozpoczynać ocenę ekspresji PD-L1. Te procesy powinny przebiegać jednocześnie, aby pacjent jak najszybciej otrzymał komplet wyników niezbędnych do podjęcia decyzji terapeutycznej.

Czy Pana zdaniem warto stworzyć system monitorowania wykonywanych badań biomarkerów, w tym oznaczeń PD-L1, aby lepiej śledzić przebieg diagnostyki i leczenia pacjentów?

Zdecydowanie tak. Doświadczenia z ostatnich lat pokazały, jak dużą wartość ma centralna ewidencja wykonywanych badań. Dzięki temu wiadomo, jakie badania zostały już wykonane, przez kogo i kiedy.

Taki system pozwoliłby uniknąć niepotrzebnego powtarzania badań, co w praktyce nadal się zdarza. Często sami pacjenci nie wiedzą, jakie oznaczenia mieli już wykonane, a dostęp do pełnej informacji usprawniłby zarówno diagnostykę, jak i dalsze leczenie.

Oczywiście stworzenie takiego rozwiązania nie jest proste od strony organizacyjnej, jednak centralna ewidencja badań biomarkerów mogłaby znacząco poprawić koordynację opieki nad pacjentami i zwiększyć efektywność całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego.

Wspomniał Pan o obowiązkowym skierowaniu jednoczasowym na badania patomorfologiczne i molekularne. Dlaczego takie rozwiązanie nadal nie jest standardem w całej Polsce? I dlaczego warto je wdrożyć we wszystkich ośrodkach?

Trudno mi odpowiedzieć, dlaczego nie jest to jeszcze powszechna praktyka, bo wydaje się, że jest to rozwiązanie korzystne zarówno dla pacjenta, jak i dla całego procesu diagnostycznego. Pacjent trafia do klinicysty z podejrzeniem raka płuca i już podczas tej samej wizyty można wystawić obowiązkowe skierowanie jednoczasowe na badania patomorfologiczne i genetyczne oraz uzyskać świadomą zgodę na wykonanie diagnostyki. Wszystkie te formalności można załatwić równocześnie.

Być może problemem jest liczba dokumentów i kwestie administracyjne. W dużych ośrodkach onkologicznych takie rozwiązanie na ogół już funkcjonuje, ponieważ na miejscu dostępna jest zarówno patomorfologia, jak i diagnostyka molekularna. Wystarczy decyzja zespołu i taki model można wdrożyć praktycznie od razu.

Większe trudności dotyczą mniejszych ośrodków, które nie dysponują własnym zapleczem patomorfologicznym i genetycznym. Tam najwięcej czasu traci się na organizację całego procesu – przekazywanie materiału, dokumentacji i uzgadnianie współpracy pomiędzy poszczególnymi jednostkami.

Problemem bywa również brak wiedzy organizacyjnej. Klinicysta nie zawsze wie, z którym laboratorium patomorfologicznym współpracuje jego szpital ani do którego laboratorium genetycznego powinien trafić materiał. Z kolei laboratoria genetyczne nie zawsze wiedzą, które pracownie patomorfologii obsługują poszczególne szpitale. To powoduje niepotrzebne opóźnienia.

A czas w raku płuca ma ogromne znaczenie. Jeżeli diagnostyka molekularna nie zostanie wykonana odpowiednio szybko, pacjent może nie zdążyć skorzystać z leczenia ukierunkowanego molekularnie i konieczne będzie rozpoczęcie standardowej chemioterapii.

Dlatego uważam, że obowiązkowe skierowanie jednoczasowe powinno stać się standardem we wszystkich ośrodkach. Znacząco usprawniłoby ono ścieżkę diagnostyczną i poprawiło dostęp pacjentów do nowoczesnego leczenia.

Na zakończenie chciałbym zapytać o przyszłość. Czy rozwój diagnostyki molekularnej będzie postępował w takim tempie, że za kilka lat kompleksowe profilowanie genomowe stanie się standardem również w Polsce?

Zdecydowanie zmierzamy w kierunku coraz szerszego wykorzystania diagnostyki molekularnej. W wielu nowotworach, w tym w raku płuca, staje się ona podstawą podejmowania decyzji terapeutycznych. Równocześnie rozwijają się technologie diagnostyczne, które pozwalają analizować coraz większą liczbę genów z coraz większą dokładnością.

Kompleksowe profilowanie genomowe jest obecnie najwyższym standardem diagnostyki molekularnej. W przypadku raka płuca badanie to jest już wykonywane i finansowane w części krajów europejskich, między innymi w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii czy w niektórych regionach Włoch. Jest również stosowane w Stanach Zjednoczonych.

Jestem przekonany, że również w Polsce stanie się ono w najbliższych latach standardem. Nasze laboratoria są przygotowane do wykonywania takich badań. Potrzebne jest przede wszystkim zapewnienie odpowiedniego finansowania. Gdy tylko ono się pojawi, wdrożenie kompleksowego profilowania genomowego do rutynowej diagnostyki będzie mogło nastąpić bardzo szybko.

Na zakończenie chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną i aktualną informację. Od 23 lipca mamy pełne finansowanie biopsji płynnej w raku płuca. Do tej pory zaawansowana diagnostyka molekularna z wykorzystaniem biopsji płynnej nie była finansowana przez NFZ.

Obecnie, w związku z nowym zarządzeniem NFZ, do konsultacji trafiła propozycja wprowadzenia produktu rozliczeniowego umożliwiającego wykonywanie biopsji płynnej w lecznictwie szpitalnym w trybie ambulatoryjnym. Obejmuje ona trzy zakresy badań – proste, złożone i zaawansowane.

To bardzo ważna zmiana, ponieważ pacjenci, u których nie ma możliwości wykonania diagnostyki z materiału tkankowego, będą mogli skorzystać z zaawansowanych badań molekularnych opartych na biopsji płynnej. To kolejny istotny krok w rozwoju diagnostyki raka płuca w Polsce i warto o nim mówić, bo niewiele osób jeszcze o tym wie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marek Kustosz, redaktor MedicalPress.pl

Diagnostyka molekularna stała się jednym z najważniejszych elementów współczesnej onkologii. O tym, jak zmieniła leczenie nowotworów, kiedy wystarczą proste badania genetyczne, a kiedy potrzebne jest kompleksowe profilowanie genomowe, oraz dlaczego kluczowe znaczenie ma organizacja całej ścieżki diagnostycznej, mówi prof. Artur Kowalik, kierownik Zakładu Diagnostyki Molekularnej i Zakładu Inżynierii Genetycznej Świętokrzyskiego Centrum Onkologii w Kielcach, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka, w rozmowie z MedicalPress.

Panie Profesorze, diagnostyka molekularna całkowicie zmieniła współczesną onkologię. Co sprawiło, że badania genetyczne z narzędzia stosowanego w wybranych przypadkach stały się jednym z filarów nowoczesnego leczenia?

Prof. Artur Kowalik: Trzeba jasno powiedzieć, że to efekt ogromnego postępu nauk podstawowych – przede wszystkim w poznawaniu biologii nowotworów oraz rozwoju technologii wysokoprzepustowego sekwencjonowania. Dzięki temu poznaliśmy molekularne mechanizmy rozwoju nowotworów, a z tej wiedzy skorzystała farmakoterapia. Przemysł farmaceutyczny zaczął opracowywać nowoczesne leki, które blokują nieprawidłowo działające białka kodowane przez zmutowane geny.

To z kolei sprawiło, że aby właściwie leczyć chorych, konieczne stało się wykonywanie badań genetycznych i sprawdzanie, czy określone zmiany molekularne są obecne w komórkach nowotworowych. Dlatego zapotrzebowanie na badania genetyczne systematycznie rośnie i będzie rosło nadal. W badaniach przedklinicznych znajduje się dziś wiele tysięcy nowych leków, kilkaset jest już w badaniach klinicznych, a kilkadziesiąt – w najbardziej zaawansowanych fazach badań.

Wszystko to jest konsekwencją ogromnego postępu badań podstawowych – od projektu poznania genomu człowieka, który otworzył zupełnie nowe możliwości, po wielkie projekty poświęcone genomom nowotworów. To właśnie one stworzyły podstawy rozwoju nowoczesnych terapii celowanych.

Jaką rolę odgrywają dziś badania genetyczne w procesie podejmowania decyzji terapeutycznych? Na ile ich wynik wpływa na wybór konkretnego leczenia?

Wynik badania genetycznego jest dziś jednym z najważniejszych elementów, które onkolog bierze pod uwagę przy podejmowaniu decyzji terapeutycznych. Oczywiście analizuje cały obraz kliniczny pacjenta, ale to właśnie wynik badania genetycznego wskazuje – w zależności od sytuacji – czy dana mutacja występuje i czy otwiera drogę do zastosowania terapii ukierunkowanej molekularnie.

Badania genetyczne pełnią jednak znacznie szerszą rolę. Po pierwsze, mają znaczenie predykcyjne, czyli pozwalają dobrać odpowiednie leczenie. Po drugie, są wykorzystywane w profilaktyce, na przykład przy kwalifikacji nosicieli mutacji BRCA1 i BRCA2 do działań zmniejszających ryzyko rozwoju nowotworów.

Po trzecie, badania genetyczne pomagają w rozpoznaniu nowotworu. Dotyczy to między innymi mięsaków, w których klasyczne badanie histopatologiczne nie zawsze pozwala jednoznacznie określić typ nowotworu. Analiza genetyczna umożliwia wówczas jego właściwą klasyfikację. Są również sytuacje, w których wiemy, że pacjent ma nowotwór, ale nie udaje się ustalić ogniska pierwotnego. Także w takich przypadkach badania genetyczne mogą być bardzo pomocne.

Można więc powiedzieć, że współczesna diagnostyka genetyczna pełni trzy podstawowe funkcje: służy do doboru leczenia, wspiera profilaktykę oraz pomaga w rozpoznaniu i klasyfikacji nowotworów.

W praktyce klinicznej pojawia się dziś wiele pojęć: badania pojedynczych genów, sekwencjonowanie nowej generacji (NGS), panele genowe czy kompleksowe profilowanie genomowe (CGP). Jak uporządkować te metody i czym się one różnią?

Wydaje się, że ten system jest już stopniowo porządkowany. Obecnie możemy mówić o trzech poziomach badań: prostych, złożonych i zaawansowanych, różniących się zarówno zakresem analiz, jak i wykorzystywaną technologią.

Wybór odpowiedniej metody zależy przede wszystkim od potrzeb klinicznych. Jeżeli w danym nowotworze trzeba ocenić dużą liczbę markerów, jak ma to miejsce na przykład w raku płuca, zasadne jest zastosowanie sekwencjonowania nowej generacji (NGS), które pozwala w jednym badaniu ocenić wiele markerów jednocześnie.

Natomiast w nowotworach, w których do podjęcia decyzji terapeutycznej wystarczy ocena jednej lub dwóch zmian genetycznych, nie ma potrzeby wykonywania szerokiego panelu. Dobrym przykładem jest czerniak, w którym często wystarczy oznaczenie mutacji BRAF V600E.

To właśnie potrzeba kliniczna powinna decydować o zakresie wykonywanego badania. Jeżeli dostępnych jest wiele terapii zależnych od różnych zmian molekularnych, potrzebne są bardziej rozbudowane testy. Jeżeli wystarczy ocena pojedynczej mutacji, należy wykonać badanie prostsze.

W Polsce taki system jest obecnie stopniowo budowany. Dysponujemy badaniami prostymi, pozwalającymi wykrywać pojedyncze mutacje, badaniami złożonymi obejmującymi kilkanaście lub kilkadziesiąt genów oraz badaniami zaawansowanymi analizującymi jeszcze szersze panele. Trwają również konstruktywne rozmowy dotyczące wprowadzenia czwartego poziomu badań, który w wybranych nowotworach i ściśle określonych wskazaniach umożliwi analizę około 500 genów.

Kiedy warto wykonać kompleksowe profilowanie genomowe? W których nowotworach taka diagnostyka może przynieść pacjentom największe korzyści?

Kompleksowe profilowanie genomowe (CGP), czyli badanie obejmujące około 500 genów oraz różnego rodzaju sygnatury genomowe, nie jest przeznaczone dla wszystkich pacjentów ani wszystkich typów nowotworów. Obecnie tworzone są podstawy jego wdrożenia w ściśle określonych wskazaniach.

Jednym z nich są nowotwory o nieznanym ognisku pierwotnym, kiedy wiemy, że pacjent ma nowotwór, ale nie potrafimy ustalić, z jakiego narządu się wywodzi. Kolejnym przykładem są mięsaki, w których klasyczne badanie histopatologiczne nie zawsze pozwala jednoznacznie określić podtyp nowotworu. W takich przypadkach szerokie badanie genetyczne, obejmujące ocenę mutacji i fuzji genowych, może znacząco ułatwić postawienie właściwego rozpoznania i rozpoczęcie odpowiedniego leczenia.

Są także wybrane przypadki raka jajnika. Jeżeli nie stwierdza się mutacji BRCA1 i BRCA2, warto poszukiwać innych cech genomowych, takich jak obecność sygnatury HRD.

Co lekarz otrzymuje w wyniku kompleksowego profilowania genomowego? Jakie informacje, poza samym wykryciem mutacji, pomagają dobrać odpowiednią terapię?

Kompleksowe profilowanie genomowe dostarcza nie tylko informacji o obecności mutacji, ale także wielu dodatkowych danych, które mogą mieć znaczenie przy wyborze leczenia. Mówimy tutaj między innymi o różnych sygnaturach genomowych.

Jedną z nich jest ładunek mutacji (TMB), który – choć nie jest samodzielnym wskaźnikiem – w połączeniu z innymi markerami może pomóc przewidzieć odpowiedź na immunoterapię.

Kolejnym przykładem są markery umożliwiające zastosowanie leczenia niezależnie od lokalizacji nowotworu, określane jako tumor agnostic. Należą do nich między innymi określone fuzje genowe. Jeżeli zostaną wykryte, leczenie można wdrożyć niezależnie od typu nowotworu.

Bardzo istotnym markerem jest również niestabilność mikrosatelitarna (MSI). Jest to marker predykcyjny odpowiedzi na immunoterapię i można powiedzieć, że obecnie należy do najlepszych spośród dostępnych. W przeciwieństwie do ładunku mutacji, który jedynie określa liczbę mutacji, w przypadku niestabilności mikrosatelitarnej otrzymujemy informację o konkretnym, nieprawidłowo działającym mechanizmie naprawy DNA. Powoduje on powstawanie bardzo dużej liczby neoantygenów, dzięki czemu po zastosowaniu immunoterapii układ odpornościowy ma znacznie większą szansę ponownie rozpoznać i skutecznie eliminować komórki nowotworowe.

Coraz częściej mówi się o biopsji płynnej. Jaką rolę odgrywa ona we współczesnej diagnostyce nowotworów i jakie są jej najważniejsze zalety oraz ograniczenia?

Biopsja płynna polega na pobraniu próbki krwi, wyizolowaniu osocza i analizie krążącego DNA nowotworowego (ctDNA), które jest uwalniane do krwiobiegu przez komórki nowotworowe.

Jest to jednak narzędzie uzupełniające, a nie zastępujące diagnostykę tkankową. Zawsze rozpoczynamy od badania materiału tkankowego, natomiast biopsję płynną wykorzystujemy wtedy, gdy materiału nie można pobrać, jest go zbyt mało lub został już wyczerpany. Tak jest między innymi w raku płuca, gdzie analiza mutacji z wykorzystaniem biopsji płynnej stanowi cenne uzupełnienie diagnostyki. Metoda ta znajduje również zastosowanie w raku piersi, na przykład w ocenie mutacji ESR1, które mogą być czynnikiem predykcyjnym przy podejmowaniu decyzji o zmianie leczenia hormonalnego.

Biopsja płynna nadal nie ma takiej czułości jak analiza materiału tkankowego. Wynika to z biologii nowotworu – nie w każdym przypadku do krwiobiegu uwalnia się wystarczająca ilość DNA, aby możliwe było wykrycie wszystkich zmian molekularnych.

Podsumowując, biopsja płynna jest metodą komplementarną wobec diagnostyki tkankowej, a w sytuacji braku odpowiedniego materiału może być ostatnią szansą na wykonanie badania genetycznego i rozpoczęcie właściwego leczenia.

Jak biopsja płynna wypada pod względem kosztów w porównaniu z analizą materiału tkankowego?

Badanie metodą biopsji płynnej jest droższe od analizy materiału tkankowego. Z drugiej strony ma swoje zalety – jest nieinwazyjne i pozwala szybciej uzyskać wynik, ponieważ nie wymaga przygotowania materiału tkankowego. Analiza tej samej liczby markerów z wykorzystaniem biopsji płynnej jest jednak około trzykrotnie do pięciokrotnie bardziej kosztowna niż badanie materiału tkankowego. Dlatego konieczna jest odpowiednia wycena tej procedury. Mimo wyższych kosztów pozostaje ona bardzo ważnym narzędziem diagnostycznym, ponieważ w wielu przypadkach może umożliwić rozpoczęcie właściwego leczenia.

Od wielu miesięcy eksperci podkreślają znaczenie równoległego prowadzenia diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej. Dlaczego jest to tak ważne z punktu widzenia pacjenta i co sprawia, że nadal nie jest powszechną praktyką?

Nie ma z tym problemu w dużych, kompleksowych ośrodkach referencyjnych. Trudności pojawiają się przede wszystkim tam, gdzie diagnostyka i leczenie są rozproszone, a w jednym miejscu nie funkcjonują zakład patomorfologii i laboratorium genetyczne.

Jednoczasowe skierowanie materiału do badania histopatologicznego i molekularnego ma ogromne znaczenie, ponieważ skraca czas diagnostyki. Jeżeli już na etapie badania histopatologicznego istnieje duże prawdopodobieństwo rozpoznania nowotworu, warto równolegle zlecić także badanie genetyczne. Dzięki temu oba procesy przebiegają jednocześnie, a lekarz otrzymuje kolejne wyniki bez konieczności ponownego kierowania pacjenta na diagnostykę molekularną.

Problem pojawia się w ośrodkach, które nie dysponują własnym laboratorium genetycznym, a często również zakładem patomorfologii, i korzystają z usług zewnętrznych. Wówczas po uzyskaniu wyniku badania histopatologicznego materiał musi zostać ponownie przekazany do laboratorium genetycznego, co wydłuża cały proces diagnostyczny.

Dlatego uważam, że rozwiązaniem są kompleksowe ośrodki, w których cała diagnostyka odbywa się w jednym miejscu. W takich jednostkach problem praktycznie nie występuje.

Jak powinna wyglądać optymalna ścieżka diagnostyczna pacjenta onkologicznego? Na których etapach system traci dziś najwięcej czasu i jakie rozwiązania mogłyby to zmienić?

W moim odczuciu najwięcej czasu tracimy na organizacji całego procesu diagnostycznego. Dobrym przykładem rozwiązania tego problemu są Lung Cancer Units, czyli ośrodki, w których cała diagnostyka prowadzona jest kompleksowo. Pacjent trafia do takiego ośrodka, gdzie wykonywane są wszystkie niezbędne badania, a następnie otrzymuje pełne rozpoznanie wraz z oceną czynników predykcyjnych. Dzięki temu jest przygotowany do rozpoczęcia odpowiedniego leczenia – chirurgicznego albo systemowego, w tym immunoterapii lub terapii ukierunkowanej molekularnie.

Badania molekularne są jednym z końcowych elementów całego procesu diagnostycznego. Wcześniej pacjent przechodzi badania obrazowe, badanie histopatologiczne i ocenę stopnia zaawansowania choroby. Diagnostyka genetyczna powinna być jednak prowadzona równolegle, tak aby wszystkie wyniki były dostępne w momencie podejmowania decyzji terapeutycznej.

Najlepsze efekty osiąga się wtedy, gdy cała diagnostyka odbywa się pod jednym dachem. Taki model funkcjonuje w wielu ośrodkach w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Po ustaleniu rozpoznania i planu leczenia część terapii mogłaby być prowadzona bliżej miejsca zamieszkania pacjenta, w ośrodkach o niższym stopniu referencyjności. Natomiast w sytuacji wymagającej bardziej złożonej diagnostyki lub zmiany leczenia chory powinien ponownie trafiać do ośrodka referencyjnego.

W jakich nowotworach wykonanie badań molekularnych przed rozpoczęciem leczenia powinno być dziś standardem postępowania?

Badania genetyczne powinny być wykonywane u wszystkich chorych, u których istnieje możliwość zastosowania terapii ukierunkowanej molekularnie. Dotyczy to przede wszystkim nowotworów w stadium zaawansowanym, jeżeli program lekowy przewiduje takie leczenie.

Coraz więcej terapii ukierunkowanych molekularnie znajduje zastosowanie również w leczeniu okołooperacyjnym, dlatego badania genetyczne powinny być wykonywane także na wcześniejszych etapach choroby. Dotyczy to również nowotworów o dużym ryzyku rozsiewu lub agresywnym przebiegu. Nie powinniśmy czekać do momentu wystąpienia przerzutów, jeżeli wynik badania może wcześniej wpłynąć na wybór najwłaściwszego leczenia.

Co może zrobić pacjent, jeśli ma wątpliwości, czy jego diagnostyka przebiega prawidłowo? Kiedy warto porozmawiać z lekarzem o jej rozszerzeniu lub zasięgnąć opinii innego ośrodka?

Pacjent ma prawo wybrać ośrodek, w którym będzie się leczył – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jeżeli uważa, że w innym miejscu może uzyskać bardziej odpowiednie leczenie, powinien rozważyć taką możliwość.

Jeżeli chory przeszedł już kilka linii leczenia, warto porozmawiać z lekarzem prowadzącym o tym, czy wykonanie bardziej zaawansowanego badania genetycznego mogłoby jeszcze wpłynąć na dalsze postępowanie. To właśnie lekarz, znając sytuację kliniczną pacjenta, może ocenić, czy rozszerzona diagnostyka będzie miała znaczenie i czy jej wynik będzie można wykorzystać przy wyborze leczenia.

Nie jestem zwolennikiem wykonywania bardzo kosztownych badań na własną rękę. Zdarza się, że pacjenci przynoszą gotowe raporty, z których później niewiele wynika albo które nie są w pełni wykorzystywane w procesie leczenia. Dlatego pierwszym krokiem zawsze powinna być rozmowa z lekarzem prowadzącym. Jeżeli nadal pozostają wątpliwości, warto skonsultować się w innym, bardziej doświadczonym ośrodku i zapytać, czy wykonanie rozszerzonego badania genetycznego mogłoby w danej sytuacji zmienić sposób leczenia.

Jak wyobraża sobie Pan Profesor rozwój diagnostyki molekularnej w najbliższych latach? Które kierunki będą miały największe znaczenie dla praktyki klinicznej?

Z obserwacji rynku wynika, że technologie wysokoprzepustowe, w tym sekwencjonowanie nowej generacji (NGS), stają się coraz bardziej wydajne. Jednocześnie stopniowo spadają koszty ich wykonywania, dlatego należy spodziewać się coraz szerszego wykorzystania bardziej zaawansowanych badań genetycznych.

Będzie to również konsekwencją dynamicznego rozwoju farmakoterapii. Wystarczy spojrzeć na raka płuca – praktycznie co kilka miesięcy pojawiają się nowe leki lub nowe schematy leczenia, które wymagają oznaczenia kolejnych markerów molekularnych.

Dużą rolę odegrają także systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Będą wspierały analizę oraz interpretację wyników badań, choć – przynajmniej na obecnym etapie – nie zastąpią specjalistów.

Myślę, że w ciągu najbliższych pięciu lat zapotrzebowanie na diagnostykę genetyczną może wzrosnąć nawet dwukrotnie. Coraz częściej wykonywane będą także bardziej złożone badania zamiast testów oceniających pojedyncze geny.

Na znaczeniu zyskają również nowe metody diagnostyczne, między innymi badania metylacji DNA. Coraz większą rolę będzie odgrywać biopsja płynna – nie tylko w wykrywaniu mutacji, ale także w analizie zmian epigenetycznych, które pomagają różnicować nowotwory.

Biopsja płynna w najbliższych latach nie zastąpi jednak diagnostyki opartej na materiale tkankowym. Będzie natomiast coraz szerzej wykorzystywana jako jej uzupełnienie – zarówno w diagnostyce, jak i monitorowaniu leczenia oraz przebiegu choroby, zwłaszcza wtedy, gdy pobranie materiału tkankowego nie jest możliwe lub nie może być wykonywane wielokrotnie.

Projektowane zmiany w zarządzeniu Prezesa NFZ odnoszą się również do możliwości finansowania biopsji płynnej w raku płuca. Jak ocenia Pan Profesor proponowane rozwiązania?

To bardzo potrzebny kierunek zmian, ale uważam, że powinien on objąć również finansowanie zaawansowanych badań genetycznych. Biopsja płynna jest badaniem kosztownym, a w diagnostyce raka płuca wymaga wykonania panelu badań, którego obecny model refundacji nie pozwala odpowiednio sfinansować.

Dlatego uważam, że w zarządzeniu powinien znaleźć się odrębny produkt dotyczący zaawansowanego badania genetycznego w diagnostyce raka płuca z wykorzystaniem biopsji płynnej. To umożliwiłoby właściwe finansowanie tej procedury.

Gdyby miał Pan wskazać jedną zmianę, która najszybciej poprawiłaby dostęp pacjentów do nowoczesnej diagnostyki molekularnej w Polsce, co byłoby dziś najważniejsze?

Najważniejsze byłoby zapewnienie pacjentom dostępu do kompleksowych ośrodków diagnostycznych możliwie jak najbliżej miejsca zamieszkania. To właśnie zmieniłoby najwięcej.

Zaawansowane badania genetyczne wymagają prawidłowego pobrania materiału, właściwego rozpoznania patomorfologicznego, wyboru odpowiedniej próbki oraz doświadczenia genetyków laboratoryjnych, którzy potrafią wykonać badanie metodą NGS i prawidłowo zinterpretować jego wynik, przygotowując użyteczny raport dla onkologa.

Największą korzyść przyniosłaby więc względna centralizacja tego pierwszego, najbardziej wymagającego etapu diagnostyki. Takie ośrodki powinny być jednak dostępne możliwie blisko miejsca zamieszkania chorego, aby pacjent nie musiał podróżować przez pół Polski, a materiał biologiczny nie był wielokrotnie przekazywany między różnymi jednostkami.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marek Kustosz, redaktor MedicalPress.pl

Od 1 lipca 2026 r. obowiązuje nowa lista leków refundowanych, która rozszerza dostęp do nowoczesnego leczenia dla pacjentów z różnymi nowotworami. Wśród nowych terapii znalazły się m.in. immunoterapia, leczenie okołooperacyjne oraz terapie ukierunkowane molekularnie stosowane w raku płuca, jelita grubego, wątroby, endometrium, gruczołu krokowego, szpiczaku plazmocytowym i raku nosowej części gardła. Eksperci podkreślają, że kolejne decyzje refundacyjne wzmacniają rolę medycyny precyzyjnej i diagnostyki molekularnej w codziennej praktyce klinicznej.
To już trzecia w tym roku aktualizacja zapowiedziana przez Ministerstwo Zdrowia. Refundacje obejmą zarówno immunoterapię, leczenie okołooperacyjne czy leczenie konsolidujące, jak i terapie ukierunkowane molekularnie, czyli dobierane do określonych cech biologicznych nowotworu. Dla pacjentów oznacza to nie tylko dostęp do nowych leków, ale przede wszystkim większą możliwość dopasowania leczenia do konkretnego rozpoznania, stadium choroby, wyników badań molekularnych i dotychczasowego przebiegu terapii. 

O tym, co te decyzje oznaczają w codziennej praktyce klinicznej i dla samych pacjentów, mówią eksperci NIO – lekarze na co dzień zajmujący się leczeniem nowotworów, których dotyczą najnowsze zmiany refundacyjne. 

Nowe możliwości przed operacją, po leczeniu i w terapii celowanej

Największy obszar zmian dotyczy raka płuca. Na liście znalazły się aż cztery nowe propozycje terapii dla tej grupy chorych. Pierwszą z nich jest niwolumab stosowany w leczeniu okołooperacyjnym dorosłych pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, w II, IIIA lub IIIB stopniu zaawansowania, u których ekspresja PD-L1 na komórkach nowotworowych wynosi co najmniej 1%.

– Leczenie okołooperacyjne oznacza terapię prowadzoną zarówno – przed zabiegiem, jak i po  zabiegu chirurgicznym i wymaga ścisłej współpracy onkologa i chirurga klatki piersiowej.  Wyniki badania rejestracyjnego CheckMate77T wskazują, że takie podejście istotnie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby, jak również zmniejsza ryzyko zgonu związanego z rakiem płuca – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej.

Od 1 lipca w leczeniu okołooperacyjnym dostępny będzie również  durwalumab – możliwe będzie kwaliifikowanie chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, niezależnie od statusu PD-L1.

– Takie wskazania refundacyjne umożliwią również kwalifikację chorych, u których nie stwierdzono ekspresji PD-L1 n komórkach nowotworu. Szacuje się, że dotyczy to nawet 40% chorych – mówi dr Knetki-Wróblewska. 

Trzecia nowość na liście dotyczy drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Refundacją objęto durwalumab jako leczenie konsolidujące po zakończonej jednoczasowej radykalnej chemioradioterapii. Tego rodzaju leczenie ma za zadanie utrwalić efekt wcześniejszej terapii i wydłużyć czas kontroli choroby. Wyniki badania ADRIATIC zmieniły dotychczasowy standard postępowania w tej grupie chorych, warto podkreślić, że przez wiele lat nie obserwowano istotnej poprawy wyników leczenia w tej populacji. 

Czwartym lekiem, który został uwzględniony w najnowszej liście jest adagrasib.  Doustny lek aktywny u chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca i patogennym wariantem G12C w genie KRAS u których doszło do niepowodzenia wcześniejszego leczenia przeciwnowotworowego. To kolejne wskazanie dla terapii ukierunkowanych molekularnie — skutecznych jedynie u chorych, u których zidentyfikowano precyzyjnie określony czynnik predykcyjny. Warto zatem podkreślić istotne znaczenie diagnostyki molekularnej opartej na NGS, która powinna stanowić nieodłączny element diagnostyki prowadzonej przed kwalifikacja do leczenia chorych z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca. 

Rak jelita grubego — immunoterapia w określonej grupie chorych

Nową opcją refundowaną będzie również skojarzenie niwolumabu z ipilimumabem w pierwszej linii leczenia pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego z potwierdzoną niestabilnością mikrosatelitarną wysokiego stopnia lub zaburzeniami mechanizmów naprawy uszkodzeń DNA typu niedopasowania, czyli tzw. MSI-H/dMMR.

To grupa chorych, u których biologia nowotworu wskazuje na szczególną rolę immunoterapii. W praktyce oznacza to, że wynik badania molekularnego może bezpośrednio decydować o wyborze leczenia już na początku terapii systemowej.

– W leczeniu raka jelita grubego coraz większe znaczenie ma nie tylko lokalizacja nowotworu, ale też jego profil molekularny. U pacjentów z MSI-H lub dMMR immunoterapia może być leczeniem szczególnie istotnym, ponieważ wykorzystuje specyficzną podatność biologiczną guza. To dobry przykład tego, jak diagnostyka molekularna przekłada się na realną decyzję terapeutyczną — mówi prof. Lucjan Wyrwicz kierujący Kliniką Onkologii i Radioterapii 

Skojarzona immunoterapia

W leczeniu dorosłych pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym refundacją zostanie objęte skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem. To immunoterapia, której celem jest pobudzenie odpowiedzi układu odpornościowego przeciwko komórkom nowotworowym.

– Często rozpoznajemy chorobę w stadium choroby zaawansowanej. Skojarzona immunoterapia z wykorzystaniem durwalumabu z tremelimumabem daje lekarzom kolejne narzędzie, które może wspierać terapię u pacjentów z tym trudnym do leczenia nowotworem, w grupie chorych u których występują przeciwwskazania do powszechnie dziś stosowanego połączenia z udziałem terapii antyangiogennej  — kontynuuje prof. Wyrwicz. 

Rak wątrobowokomórkowy przez lata pozostawał jednym z trudniejszych obszarów leczenia systemowego. Nowe opcje terapeutyczne są szczególnie ważne w sytuacji, gdy choroba jest zaawansowana i leczenie miejscowe albo operacyjne nie jest możliwe lub nie jest wystarczające.

Immunoterapia będzie także dostępna dla pacjentek chorujących na raka endometrium. Refundacją zostanie objęty dostarlimab w pierwszej linii leczenia pierwotnie zaawansowanego lub nawrotowego raka endometrium z pMMR/MSS.

To ważna informacja, ponieważ w przypadku tego typu nowotworu, ocena statusu MMR/MSI staje się jednym z elementów planowania leczenia. Nowa refundacja oznacza poszerzenie dostępu do immunoterapii dla pacjentek z określonym profilem biologicznym choroby, u których leczenie systemowe jest potrzebne już na samym początku postępowania.

Intensyfikacja leczenia hormonalnego

Dla dorosłych pacjentów z przerzutowym, wrażliwym na kastrację rakiem gruczołu krokowego refundacją zostanie objęty darolutamid stosowany w skojarzeniu z terapią deprywacji androgenów. Deprywacja androgenów, czyli leczenie hamujące wpływ męskich hormonów płciowych na rozwój nowotworu, od lat pozostaje podstawą leczenia zaawansowanego raka gruczołu krokowego. Dodanie do niej tzw. Inhibitora szlaku receptora androgenowego jest formą intensyfikacji leczenia — ma na celu lepszą kontrolę choroby i opóźnienie jej dalszego postępu.

 Ta forma leczenia była już dostępna dla chorych  z przerzutowym rakiem gruczołu krokowego, ale dodanie do programu lekowego kolejnego leku z tej grupy pozwoli na większą indywidualizację leczenia oraz wybór leku najlepiej dopasowanego dla danego pacjenta z uwzględnieniem jego chorób współistniejących oraz przyjmowanych leków  – podkreśla prof. Jakub Kucharz, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Układu Moczowego .

Szpiczak plazmocytowy — nowa opcja od drugiej linii leczenia

W hematoonkologii nową refundowaną terapią będzie belantamab mafodotin w leczeniu opornego lub nawrotowego szpiczaka plazmocytowego już od drugiej linii terapii.

– Szpiczak plazmocytowy jest chorobą przewlekłą, w której u wielu pacjentów dochodzi do nawrotu choroby lub oporności czyli utraty odpowiedzi na wcześniejsze leczenie. Dlatego szczególne znaczenie mają kolejne skuteczne linie terapii. Objęcie refundacją belantamabu oznacza poszerzenie możliwości leczenia u chorych, którzy wymagają dalszego postępowania po wcześniejszych terapiach – mówi dr Agnieszka Druzd-Sitek z Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego. W leczeniu szpiczaka kluczowy jest dostęp do nowoczesnych terapii już od wczesnych linii leczenia, co wiąże się z większą skutecznością, czyli możliwością uzyskania dłuższej remisji choroby — dodaje specjalistka.

Technologia o wysokim poziomie innowacyjności

Na liście znalazł się także toripalimab dedykowany leczeniu pacjentów z rakiem nosowej części gardła w przypadku nawrotu choroby po leczeniu radykalnym lub stwierdzeniu przerzutów odległych. To terapia wskazana jako technologia lekowa o wysokim poziomie innowacyjności.

– Rak nosowej części gardła należy do nowotworów rzadkich, ale klinicznie bardzo wymagających – wyjaśnia dr Bartosz  Spławski, Koordynator w Klinice Nowotworów Głowy i Szyi 

W takich chorobach dostęp do nowych terapii ma szczególne znaczenie, ponieważ liczba standardowych opcji leczenia bywa ograniczona.

-To dobra i potrzebna zmiana, ponieważ pacjenci z rzadkimi nowotworami rejonu głowy i szyi często mają mniej dostępnych opcji terapeutycznych niż chorzy na nowotwory występujące częściej. W takich sytuacjach każda decyzja refundacyjna poszerzająca dostęp do nowoczesnej terapii ma realne znaczenie: daje lekarzom dodatkowe narzędzie, a pacjentom większą szansę na skuteczniejsze leczenie. To korzyść nie tylko dla pojedynczego chorego, ale także dla całego systemu opieki, który dzięki takim decyzjom może lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami — dodaje dr Spławski

Kierunek: leczenie coraz bardziej dopasowane do pacjenta 

Duża liczba nowych leków oraz obecność terapii onkologicznych w kolejnych aktualizacjach listy refundacyjnej pokazują, że onkologia pozostaje jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów współczesnej medycyny. To także dowód na to, że postęp naukowy coraz szybciej przekłada się na konkretne możliwości leczenia dostępne dla pacjentów. Zmienia się również samo podejście do terapii — od leczenia opartego głównie na rozpoznaniu narządowym w stronę postępowania coraz lepiej dopasowanego do biologii choroby, wyników badań molekularnych i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

To kierunek, który realnie poszerza możliwości współczesnej medycyny. Więcej refundowanych terapii oznacza więcej scenariuszy leczenia, więcej decyzji podejmowanych z uwzględnieniem indywidualnych cech nowotworu i większą szansę na to, by pacjent otrzymał leczenie najbardziej odpowiednie na danym etapie choroby.

Warto dodać, że Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało również wdrażanie nowych rozwiązań cyfrowych w systemach gabinetowych, które podczas przepisywania leków refundowanych mają ułatwiać lekarzom dostęp m.in. do informacji o cenach, dostępnych zamiennikach, lekach poniżej limitu finansowania, lokalnej produkcji oraz statystykach. 

Źródło: NIO
Foto: NIO

Z okazji Dnia Służby Zdrowia Koalicja Onkozdrowia Kobiet zwraca uwagę na kluczowe wnioski raportu „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna”. Analiza pokazuje wyraźnie: choć dostęp do terapii w ostatnich latach się poprawia, to system wciąż nie nadąża w najważniejszym miejscu – na etapie diagnostyki.
Autorzy raportu podkreślają, że punktem wyjścia dla skutecznego leczenia powinno być pełne rozpoznanie biologii choroby. Tymczasem w praktyce nadal zdarza się, że decyzje terapeutyczne podejmowane są bez kompletnej diagnostyki molekularnej i immunohistochemicznej, w tym oznaczeń czynników predykcyjnych takich jak PD-L1. Oznacza to, że pacjentki nie zawsze otrzymują leczenie najlepiej dopasowane do swojego nowotworu, a system ponosi koszty terapii, które mogą być mniej efektywne.

Rak trzonu macicy i rak płuca – dwa przykłady systemowych słabości

Skala problemu najlepiej widoczna jest na przykładzie raka trzonu macicy. W 2022 roku w Polsce odnotowano 5995 nowych przypadków i 1755 zgonów, a kraj osiągnął najwyższy w Unii Europejskiej wskaźnik umieralności – 10,6 zgonów na 100 tys. kobiet przy średniej unijnej wynoszącej 6,2. Co szczególnie niepokojące, wzrost liczby zgonów utrzymuje się od lat, mimo że leczenie operacyjne jest szeroko dostępne. Zestawienie tych danych prowadzi do wniosku, że problem nie leży wyłącznie w dostępności świadczeń, ale także w ich organizacji i jakości – w tym w rozproszeniu leczenia oraz niewystarczającym wykorzystaniu diagnostyki.

Jeszcze wyraźniej znaczenie diagnostyki widać w raku płuca, który stał się najczęstszą przyczyną zgonów onkologicznych kobiet i odpowiada już za około 17% zgonów, wyprzedzając raka piersi. Jednocześnie liczba kobiet leczonych z powodu tego nowotworu dynamicznie rośnie, co wpisuje się w obserwowany trend tzw. feminizacji raka płuca. W tym przypadku czas i jakość diagnostyki mają kluczowe znaczenie – to od nich zależy możliwość zastosowania terapii celowanych i immunoterapii. W praktyce jednak proces diagnostyczny bywa rozciągnięty w czasie, rozproszony między ośrodkami i nie zawsze obejmuje pełne badania.

Dodatkowym wyzwaniem pozostaje sposób prowadzenia diagnostyki. W wielu ośrodkach nadal stosowany jest model etapowego testowania pojedynczych markerów – choć w części, głównie większych placówek, wykonywane są już ograniczone panele badań. W praktyce oznacza to jednak niespójność systemu i uzależnienie zakresu diagnostyki od miejsca leczenia, przy jednoczesnym ograniczonym dostępie do wysokoprzepustowych metod profilowania molekularnego. Tymczasem diagnostyka powinna być personalizowana, a lekarz – w oparciu o obraz kliniczny pacjentki – powinien mieć dostęp do pełnego spektrum badań umożliwiających optymalne leczenie. Z danych NFZ za 2022 rok wynika, że jedynie około jedna trzecia pacjentów onkologicznych w Polsce miała wykonane badania molekularne, a zaawansowaną diagnostykę przeprowadzono zaledwie u 8–12% chorych.

W efekcie pacjentka może utracić szansę na kwalifikację do najlepiej dopasowanego leczenia. Oznacza to nie tylko ryzyko gorszych wyników klinicznych, ale także nieefektywne wykorzystanie środków publicznych.

Jednym z kluczowych ograniczeń pozostaje brak refundacji wysokoprzepustowych badań genetycznych, takich jak sekwencjonowanie nowej generacji (NGS), w tym kompleksowe profilowanie genomowe (CGP). Metody te umożliwiają jednoczesną analizę setek genów (nawet 300–500) oraz ocenę istotnych wskaźników, takich jak niestabilność mikrosatelitarna (MSI) czy obciążenie mutacyjne guza (TMB), które mają bezpośrednie znaczenie dla doboru terapii.

Choć nie każda pacjentka wymaga tak szerokiej diagnostyki, brak dostępu do niej w uzasadnionych klinicznie przypadkach ogranicza możliwość zastosowania najbardziej odpowiedniego leczenia. Jednocześnie system refundacyjny wciąż nie obejmuje części kluczowych technologii diagnostycznych – takich jak płynna biopsja i analiza krążącego DNA nowotworowego (ctDNA), badania wykonywane na świeżym materiale w trybie ambulatoryjnym czy kompleksowe profilowanie genomowe jako odrębna procedura.

Jak wskazują również analizy ekspertów, m.in. raport Polskiej Grupy Raka Płuca (2025), obecny model finansowania diagnostyki nie nadąża za rozwojem medycyny precyzyjnej, co w praktyce ogranicza dostęp pacjentek do nowoczesnych, skuteczniejszych terapii.

Diagnostyka to inwestycja, nie koszt

Raport wskazuje na fundamentalny problem systemowy: brak spójności między wytycznymi klinicznymi a koszykiem świadczeń finansowanych ze środków publicznych. W efekcie nowoczesna diagnostyka – choć rekomendowana – nie zawsze jest standardem w praktyce klinicznej. Dotyczy to m.in. testów wielogenowych i kompleksowego profilowania       genomowego (CGP), które w wielu krajach europejskich są stosowane od lat, podczas gdy w Polsce nadal dominują modele ograniczonej diagnostyki. Co istotne, kluczowe znaczenie ma nie koszt pojedynczego badania, lecz konsekwencje braku pełnej diagnostyki. Niedopasowane leczenie oznacza nie tylko gorsze wyniki kliniczne, ale także wyższe koszty dla systemu – związane z nieskuteczną terapią, kolejnymi liniami leczenia oraz wydłużonym procesem opieki nad pacjentką. Odpowiednio dobrana diagnostyka stanowi więc fundament trafnych decyzji terapeutycznych i efektywnego wykorzystania środków publicznych.

Eksperci zwracają również uwagę na konieczność lepszej organizacji systemu, w tym rozwój wyspecjalizowanych ośrodków kompetencji, szczególnie w obszarach takich jak rak płuca, gdzie diagnostyka i leczenie wymagają wysokiej koordynacji. Brak takiego podejścia oznacza nie tylko dłuższą ścieżkę pacjentki, ale także niższą efektywność całego systemu.

Problem ten wpisuje się w szerszy obraz zdrowia kobiet w Polsce. Nowotwory pozostają jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów – odpowiadają za 42% zgonów kobiet w wieku 45–64 lata i 27% w grupie 25–44 lata. Polska znajduje się również wśród krajów OECD o najwyższym poziomie utraconych lat życia z powodu nowotworów, co pokazuje skalę wyzwań systemowych. Jednocześnie długość życia kobiet w Polsce pozostaje o około 2–2,5 roku niższa niż średnia unijna.

Nowoczesna diagnostyka to lepsze decyzje terapeutyczne

Eksperci zwracają uwagę, że skuteczność leczenia onkologicznego kobiet zależy od całego procesu – od profilaktyki, przez diagnostykę, aż po jakość życia w trakcie i po terapii. W Polsce nadal niewystarczający pozostaje udział w badaniach przesiewowych, takich jak mammografia, a jednocześnie zbyt rzadko uwzględnia się konsekwencje leczenia, w tym m.in. menopauzę indukowaną terapią onkologiczną. To pokazuje, że poprawa wyników leczenia wymaga podejścia systemowego – obejmującego zarówno wcześniejsze wykrywanie chorób, dostęp do nowoczesnej diagnostyki, jak i kompleksową opiekę nad pacjentką.

Najważniejsze kierunki zmian wskazane w raporcie Koalicji Onkozdrowia Kobiet obejmują:

Nie możemy mówić o nowoczesnym leczeniu onkologicznym bez nowoczesnej diagnostyki. Dziś w Polsce wciąż zdarza się, że decyzje terapeutyczne podejmowane są bez pełnego obrazu biologii choroby. Tymczasem w wielu krajach Europy takie podejście jest standardem od lat. Polki nie mogą na to dłużej czekać – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe i inicjatorka Koalicji Onkozdrowia Kobiet.

Źródło danych: raport „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna”, Warszawa 2025
Źródło: Komunikat Prasowy

Diagnostyka genetyczna z wykorzystaniem sekwencjonowania następnej generacji (NGS) może w najbliższych latach stać się jednym z ważniejszych elementów systemowej odpowiedzi na wyzwania związane z chorobami rzadkimi w Polsce. Podczas posiedzenia Rady Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji z 23 marca 2026 r. pozytywnie oceniono zasadność zakwalifikowania dwóch nowych procedur diagnostycznych do koszyka świadczeń gwarantowanych ambulatoryjnej opieki specjalistycznej: małych oraz średnich paneli celowanych NGS stosowanych w diagnostyce chorób rzadkich o podłożu germinalnym. Rada wydała również pozytywną opinię dotyczącą wprowadzenia badania genetycznego metodą NGS w kierunku hipercholesterolemii rodzinnej u dzieci i młodzieży do 18. roku życia.
Decyzje te wpisują się w szerszą dyskusję dotyczącą roli nowoczesnej diagnostyki molekularnej w systemie ochrony zdrowia – zarówno w kontekście chorób rzadkich, jak i chorób uwarunkowanych genetycznie, których wczesne rozpoznanie może mieć istotny wpływ na dalsze postępowanie medyczne.

Choroby rzadkie i problem długiej ścieżki diagnostycznej

Choroby rzadkie definiuje się jako schorzenia występujące u mniej niż 5 osób na 10 000 mieszkańców. Są to zwykle choroby ciężkie, przewlekłe i w dużej części uwarunkowane genetycznie. W klasyfikacji ORPHA przypisano już ponad sześć tysięcy takich jednostek chorobowych.

Szacuje się, że około 80 proc. chorób rzadkich ma podłoże genetyczne, a około 70 proc. ujawnia się w wieku dziecięcym. Część z nich manifestuje się już w okresie noworodkowym. Diagnostyka tych chorób jest jednak złożona i wieloetapowa. W praktyce wielu pacjentów przechodzi wieloletnią ścieżkę diagnostyczną, w której właściwe rozpoznanie stawiane jest dopiero po licznych konsultacjach specjalistycznych. Zdarza się, że prawidłową diagnozę ustala dopiero ósmy specjalista, a wcześniej pacjenci otrzymują kilka błędnych rozpoznań.

Proces diagnostyczny w chorobach rzadkich obejmuje zwykle kompleksową ocenę kliniczną, analizę wcześniejszej dokumentacji medycznej, badanie przedmiotowe, badania obrazowe oraz – w wielu przypadkach – rozszerzoną diagnostykę laboratoryjną i konsultacje specjalistyczne. Szczególną rolę odgrywa w tym kontekście diagnostyka genetyczna.

Sekwencjonowanie następnej generacji jako narzędzie diagnostyczne

Sekwencjonowanie następnej generacji (NGS) jest obecnie jedną z najbardziej zaawansowanych technologii analizy materiału genetycznego. Metoda ta umożliwia jednoczesne odczytywanie bardzo dużej liczby fragmentów DNA lub RNA, pozwalając analizować miliony cząsteczek w jednym badaniu.

Technologia ta umożliwia analizę materiału genetycznego z dokładnością do pojedynczego nukleotydu, co sprawia, że stała się kluczowym narzędziem diagnostyki chorób o złożonym podłożu genetycznym. W praktyce klinicznej NGS może być realizowane w różnych formach, w tym jako panele celowane obejmujące określone zestawy genów, sekwencjonowanie eksomu (WES) lub sekwencjonowanie całego genomu (WGS).

W przypadku diagnostyki chorób rzadkich szczególne znaczenie mają panele celowane, które umożliwiają równoczesną analizę wielu genów związanych z określoną grupą schorzeń. Pozwala to znacząco skrócić proces diagnostyczny i zwiększyć prawdopodobieństwo ustalenia molekularnej przyczyny choroby.

Zakres planowanych świadczeń diagnostycznych

Analizy przedstawione Radzie Przejrzystości wskazują, że zapotrzebowanie na badania genetyczne z wykorzystaniem paneli NGS w Polsce może wynosić około 8–10 tysięcy badań rocznie.

Szacunkowo:
Świadczenia te miałyby być realizowane w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, przede wszystkim w poradniach genetycznych. W każdym przypadku wykonanie badania powinno być poprzedzone szczegółową oceną kliniczną oraz konsultacją genetyczną.

Zgodnie z propozycją prof. dr hab. n. med. Anny Latos-Bieleńskiej, konsultant krajowej w dziedzinie genetyki klinicznej, czas oczekiwania na wynik badania nie powinien przekraczać 60 dni roboczych, a w trybie pilnym – 20 dni.

Skuteczność diagnostyczna paneli NGS

W analizach przedstawionych Radzie zidentyfikowano szereg badań oceniających skuteczność diagnostyczną paneli NGS w różnych grupach chorób rzadkich.

W przypadku małych paneli genowych skuteczność diagnostyczna w analizowanych badaniach obserwacyjnych wynosiła od około 15,8 proc. do 94 proc., w zależności od analizowanej choroby oraz liczby genów objętych badaniem.

Najwyższe wartości skuteczności obserwowano m.in.:
W przypadku średnich paneli NGS obejmujących od kilkudziesięciu do ponad tysiąca genów skuteczność diagnostyczna była również zróżnicowana i zależała przede wszystkim od precyzji fenotypu klinicznego oraz wcześniejszej ścieżki diagnostycznej pacjenta. W analizowanych badaniach wynosiła ona od około 11 proc. do ponad 80 proc.

Niezależnie od obszaru klinicznego badania te charakteryzowały się bardzo wysoką trafnością analityczną, z czułością i swoistością najczęściej mieszczącymi się w przedziale 96–100 proc.

Wytyczne i doświadczenia innych krajów

Analiza przeprowadzona na potrzeby stanowiska Rady obejmowała również przegląd wytycznych towarzystw naukowych oraz doświadczeń międzynarodowych.

Zidentyfikowano dziewięć wytycznych opracowanych przez trzynaście towarzystw naukowych i instytucji, w których sekwencjonowanie NGS wskazywane jest jako podstawowe narzędzie diagnostyczne w chorobach rzadkich o podłożu genetycznym.

Wytyczne podkreślają, że diagnostyka genetyczna powinna być poprzedzona dokładną oceną kliniczną, a interpretacja wyników powinna odbywać się w ramach zespołu multidyscyplinarnego z udziałem genetyków klinicznych oraz specjalistów laboratoryjnych.

Panele NGS są finansowane ze środków publicznych w większości analizowanych państw europejskich. W części krajów refundowane są wyłącznie klasyczne panele genowe, w innych stosuje się panele wirtualne oparte na sekwencjonowaniu eksomu lub całego genomu.

We wszystkich analizowanych systemach ochrony zdrowia obowiązuje zasada, że badanie genetyczne powinno być wykonywane tylko wtedy, gdy jego wynik może mieć realny wpływ na dalsze postępowanie kliniczne.

Wpływ finansowy na system ochrony zdrowia

Zgodnie z analizą wpływu na budżet przedstawioną Radzie Przejrzystości finansowanie paneli NGS w diagnostyce chorób rzadkich wiązałoby się z dodatkowymi wydatkami płatnika publicznego.

W trzyletnim horyzoncie analizy obejmującym lata 2026–2028 łączne koszty oszacowano na około 71,3 mln zł, z czego:
Jednocześnie analizy ekonomiczne wskazują, że w wielu przypadkach zastosowanie paneli NGS może prowadzić do ograniczenia kosztów całego procesu diagnostycznego poprzez skrócenie ścieżki diagnostycznej oraz zmniejszenie liczby wykonywanych badań.

Warunki organizacyjne proponowane przez Radę

Rada Przejrzystości uznała zasadność włączenia paneli NGS do koszyka świadczeń gwarantowanych, jednocześnie wskazując na potrzebę wprowadzenia określonych warunków organizacyjnych.

Zaproponowano m.in., aby:
Rada wskazała również, że w przypadku znanej mutacji w rodzinie właściwym postępowaniem powinno być wykonanie testu celowanego, a nie szerokiego panelu genowego.

Badanie NGS w kierunku hipercholesterolemii rodzinnej u dzieci

Podczas tego samego posiedzenia Rada Przejrzystości pozytywnie oceniła również wprowadzenie badania genetycznego w kierunku hipercholesterolemii rodzinnej u pacjentów do 18. roku życia.

Hipercholesterolemia rodzinna jest najczęstszą genetycznie uwarunkowaną chorobą układu krążenia. Nieleczona prowadzi do przyspieszonego rozwoju miażdżycy tętnic i wczesnych powikłań sercowo-naczyniowych.

Obecnie badania przesiewowe w kierunku tej choroby prowadzone są w podstawowej opiece zdrowotnej na podstawie oznaczeń lipidogramu. Wprowadzenie badania genetycznego metodą NGS miałoby stanowić bardziej czułe narzędzie diagnostyczne uzupełniające dotychczasowe badania przesiewowe.

Szacowane koszty finansowania tego świadczenia wyniosą:
Rada zwróciła również uwagę, że warto rozważyć włączenie tego badania do małego panelu badań NGS stosowanych w diagnostyce chorób rzadkich, mimo że heterozygotyczna postać hipercholesterolemii rodzinnej nie spełnia formalnej definicji choroby rzadkiej.

Źródło: Protokół z posiedzenia Rady Przejrzystości AOTMiT nr 12/2026 z dnia 23 marca 2026 r.
Zdaniem Prof. Piotra Rutkowskiego, Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rak płuca jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, gdzie problemy systemowe w onkologii są szczególnie widoczne – mimo dostępnych narzędzi i wiedzy medycznej tempo poprawy jest dramatycznie wolne. Podstawowe wyzwania są wciąż te same: dominacja palenia tytoniu jako głównego czynnika ryzyka, rosnące znaczenie zanieczyszczenia powietrza, brak powszechnego i skutecznego screeningu oraz niewystarczająca organizacja i kompleksowość ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, która mogłaby znacznie skrócić czas od podejrzenia do leczenia.
Rak płuca pozostaje w Polsce największym wyzwaniem wśród wszystkich nowotworów – zarówno pod względem zachorowalności, jak i liczby zgonów. Choć ostatnie lata przyniosły rozwój nowych terapii oraz coraz szerszy dostęp do leczenia skojarzonego, w statystykach wciąż niewiele się zmienia. Wskaźniki pięcioletnich przeżyć zbliżają się do poziomu około 20% (ok. 18% u kobiet, ok. 15% u mężczyzn), co – jak zwracali uwagę eksperci – plasuje nas wśród państw o najgorszych wynikach w Unii Europejskiej. Każdego roku na raka płuca zachorowuje ponad 21 tysięcy, a umiera ponad 22 tysiące Polek i Polaków, a przewidywania epidemiologiczne nie są optymistyczne: liczby te będą nadal rosły.
 
Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rak płuca jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, gdzie problemy systemowe w onkologii są szczególnie widoczne – mimo dostępnych narzędzi i wiedzy medycznej tempo poprawy jest dramatycznie wolne. Podstawowe wyzwania są wciąż te same: dominacja palenia tytoniu jako głównego czynnika ryzyka, rosnące znaczenie zanieczyszczenia powietrza, brak powszechnego i skutecznego screeningu oraz niewystarczająca organizacja i kompleksowość ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, która mogłaby znacznie skrócić czas od podejrzenia do leczenia.
 
Dlaczego wykrywamy raka płuca zbyt późno? Profilaktyka i NDTK
 
Późne rozpoznanie pozostaje kluczowym powodem utrzymujących się niskich wskaźników przeżycia w raku płuca w Polsce. Jak podkreślał prof. Witold Rzyman, Konsultant Krajowy w dziedzinie Chirurgii Klatki Piersiowej, mimo ogromnych postępów w farmakoterapii i technologiach medycznych statystyki poprawiają się minimalnie, ponieważ choroba wciąż rozpoznawana jest zbyt późno: – Ze 100 osób, które zachorowały w 2020 roku, w tej chwili żyje około 20. Osiemdziesiąt z nich zmarło, połowa w ciągu dwóch pierwszych lat. Dane populacyjne pozostają nieubłagane — około 55% pacjentów trafia do systemu w stadium IV, a kolejne 20–25% w stadium III. Jedynie około 15%-20% chorych kwalifikuje się do leczenia radykalnego.
 
Na tę sytuację nakładają się zmieniające się trendy epidemiologiczne. Zachorowalność wśród mężczyzn zaczyna się stabilizować, natomiast u kobiet rośnie, co — jak zauważyła dr Katarzyna Stencel, Kierownik Oddziału Onkologii Klinicznej Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii — jest konsekwencją dynamicznej ewolucji rynku produktów nikotynowych: – Komercja idzie naprzód – już nie tylko papierosy, ale piękne, kolorowe urządzenia w eleganckich etui. Długofalowe skutki tej konsumpcji poznamy dopiero za jakiś czas, ale pacjentów nam raczej nie ubędzie. Coraz większą rolę odgrywa również zanieczyszczenie powietrza, będące dziś drugim najważniejszym czynnikiem ryzyka raka płuca, zwłaszcza u osób niepalących.
 
Eksperci byli zgodni: bez populacyjnego programu niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) nie uda się odwrócić trendu późnych rozpoznań. Doświadczenia Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Korei Południowej, ale także polskiego pilotażu, pokazują, że regularne badania przesiewowe pozwalają wykrywać raka w jego najwcześniejszych, bezobjawowych stadiach, kiedy leczenie ma największą skuteczność. NDTK charakteryzuje się bardzo wysoką efektywnością — wykrywalność zmian nowotworowych na poziomie około 3% jest trzykrotnie wyższa niż w przypadku mammografii, jednej z najlepiej ugruntowanych metod screeningu.
 
Polski pilotaż NDTK potwierdził te obserwacje. Dane z Dolnośląskiego Centrum Onkologii pokazały, że dzięki niskodawkowej tomografii odsetek pacjentów kwalifikujących się do leczenia operacyjnego wzrósł z około 15% do 20–25%. To wyraźna zmiana w kierunku wcześniejszych stadiów choroby, w których możliwe jest leczenie radykalne. Kluczową kwestią jest także właściwa częstotliwość badań. Jak zaznaczył prof. Rzyman: – Co 12 miesięcy – to jedyne właściwe rozwiązanie. Inne modele to eksperymenty prowadzone w wybranych ośrodkach, ale nie standard populacyjny.
 
Od strony systemowej program NDTK jest już na bardzo zaawansowanym etapie wdrożenia. Karta świadczenia gwarantowanego przeszła wszystkie konsultacje i została zaakceptowana przez NFZ, AOTMiT oraz Ministerstwo Zdrowia. 9 grudnia resort zdrowia skierował projekt rozporządzenia do konsultacji społecznychJesteśmy właściwie na prostej do wdrożenia programu – podkreślił prof. Rzyman.
 
Lung Cancer Units – organizacja, która może zmienić wszystko
 
Zgodnie z dokumentami przygotowywanymi w Ministerstwie Zdrowia, docelowa sieć Lung Cancer Units miałaby objąć około dziewiętnastu wyspecjalizowanych ośrodków. W ocenie ekspertów to dopiero punkt wyjścia – liczba ta powinna w przyszłości wzrosnąć, tak aby pacjenci w różnych regionach kraju mieli porównywalny dostęp do diagnostyki i leczenia. Kluczowe nie jest jednak to, ile ośrodków powstanie, lecz jakie standardy będą musiały spełniać. LCU mają być jednostkami gwarantującymi wysoki wolumen procedur, pełne zaplecze diagnostyczne, dostęp do nowoczesnych terapii oraz sprawnie działające konsylia wielodyscyplinarne. Jak podkreślono, ośrodek wykonujący „dwie czy pięć torakotomii rocznie” nie może zapewnić jakości odpowiadającej współczesnym wymaganiom onkologii.
 
Największym oczekiwaniem związanym z LCU jest radykalne skrócenie ścieżki diagnostycznej. Dziś w wielu miejscach proces ten trwa nawet sześć miesięcy, a jedynie nieliczne ośrodki są w stanie zamknąć go w około trzech miesiącach. Model LCU zakłada, że czas od podejrzenia choroby do rozpoczęcia leczenia powinien wynosić maksymalnie sześć tygodni. Taka organizacja oznacza nie tylko szybsze rozpoznanie, lecz także ujednolicenie jakości diagnostyki, sprawny przepływ materiału i wyników oraz stałą współpracę specjalistów, co bezpośrednio przekłada się na trafniejsze decyzje terapeutyczne.
 
Warunkiem powodzenia całego projektu jest jednak systemowe raportowanie jakości i czasu wykonywania procedur. Bez rzetelnych danych nie da się ani monitorować pracy ośrodków, ani identyfikować obszarów wymagających poprawy. Prof. Witold Rzyman podsumował to jednoznacznie: – Bardzo dobra baza danych jest warunkiem sine qua non. Bez niej nie stworzymy skutecznych lung cancer unitów.
 
LCU mają więc przełożyć nowoczesną medycynę na praktykę: zapewnić szybkie i kompletne rozpoznanie, jednoznaczną odpowiedzialność za proces leczenia i realne wyrównywanie różnic regionalnych. W opinii ekspertów ich wdrożenie może być najbardziej systemową zmianą w polskiej onkologii od lat – pod warunkiem, że za koncepcją pójdą jasne standardy, finansowanie i wymóg raportowania wyników.
 
Patomorfologia i diagnostyka molekularna — fundament, który wciąż się kruszy
 
Mimo ogromnego postępu technologicznego i szerokiej dostępności nowoczesnych terapii, patomorfologia i diagnostyka molekularna pozostają jednym z największych hamulców leczenia raka płuca w Polsce. W opinii prof. Renaty Langfort kluczowym problemem jest zatrzymanie procesu akredytacji zakładów patomorfologii. Pilotaż, wprowadzony dwa lata temu, realnie poprawił standardy: wymuszał prawidłowe procedury utrwalania materiału, stosowanie odpowiedniej formaliny, kontrolę czasu od pobrania do obróbki oraz wykonywanie badań predykcyjnych w sposób umożliwiający uzyskanie tzw. wyniku kompleksowego. Dziś jednak certyfikaty wygasają, a kontynuacji programu wciąż nie ma.
 
Jak podkreśliła Prof. Renata Langfort, Kierownik Zakładu Patomorfologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie – Akredytacja patomorfologii jest absolutnie niezbędna. Jej podstawowym założeniem było to, aby pacjent otrzymywał tak zwany wynik kompleksowy – żeby wychodząc ze szpitala miał wykonane wszystkie konieczne badania, istotne do rozpoczęcia leczenia. Wstrzymanie akredytacji wiąże się z tym, że badania patomorfologiczne przestają być finansowane, a zakłady, które nie otrzymały środków, nie wykonują pełnej diagnostyki predykcyjnej.
 
W efekcie wiele ośrodków wykonuje jedynie podstawowe testy, bo pełna diagnostyka – IHC, FISH, NGS, PD-L1 – nie jest finansowana w placówkach bez akredytacji. Szpitale, które nie prowadzą leczenia raka płuca, nie widzą powodu, by inwestować w kosztowne badania, co powoduje wielotygodniowe opóźnienia i konieczność kierowania pacjentów do kolejnych laboratoriów. Logistyka dodatkowo komplikuje sytuację: materiał pobierany w jednym miejscu trafia do oceny histopatologicznej w innym, a następnie do badań molekularnych jeszcze gdzie indziej. Każdy transfer wydłuża czas i zwiększa ryzyko utraty cennej tkanki. Prof. Langfort ujęła to jednoznacznie – Zaczyna się błędne koło i wędrowanie materiału. To powoduje straty czasu, a często brakuje wystarczającej ilości materiału, by wykonać NGS.
 
Niedobór materiału to jedno z najpoważniejszych wyzwań diagnostycznych w raku płuca. Dlatego standardem światowym – i rekomendacją Polskiej Grupy Raka Płuca – jak podkreślał Prof. Dariusz M. Kowalski, Sekretarz generalny PGRP – jest panel NGS jako badanie pierwszego wyboru. Testy pojedyncze (EGFR, ALK, ROS1, BRAF, MET, RET) powinny być stosowane jedynie w szczególnych sytuacjach. Coraz większe znaczenie zyskuje również płynna biopsja (ctDNA), zwłaszcza gdy materiału tkankowego jest niewystarczająco dużo lub u pacjenta dochodzi do progresji choroby. Jej szerokie zastosowanie wymaga jednak pełnej dostępności laboratoriów wykonujących analizę krążącego DNA.
 
Istotnym narzędziem, które może skrócić ścieżkę diagnostyczną o wiele tygodni, jest tzw. zgoda warunkowa na wykonanie badań molekularnych – podpisywana przez pacjenta jeszcze przed pobraniem materiału. Prof. Piotr Rutkowski zaznaczył – To kwestia organizacyjna szpitala, nie NFZ. To skraca proces diagnostyczny o tygodnie. Mimo to w wielu ośrodkach zgoda ta nadal nie jest stosowana, co oznacza konieczność ponownych wizyt, opóźnienia i dodatkowe obciążenie dla pacjentów.
 
Konsekwencje braków w diagnostyce widać w danych populacyjnych. Według dokumentu „Misja Rak Płuca 2025” w Polsce brakuje rocznie 4–8 tysięcy badań NGS, co oznacza, że nawet jedna czwarta pacjentów nigdy nie otrzymuje leczenia celowanego – mimo że mogłoby ono znacząco poprawić rokowanie.
 
Chirurgia raka płuca – ogromny potencjał minimalnie inwazyjnych technik, niewykorzystana robotyka
 
Chirurgia pozostaje kluczowym elementem leczenia radykalnego, a w ostatnich latach w Polsce nastąpił znaczący postęp w zakresie technik małoinwazyjnych. Coraz szersze zastosowanie znajduje wideotorakoskopia (VATS), która w wielu ośrodkach stała się standardem postępowania. Jak wskazywał prof. Witold Rzyman, – Ponad 55% zabiegów w 2024 roku wykonano metodą wideotorakoskopową. Najlepsze ośrodki osiągają 85%.
 
Ten poziom zbliża Polskę do najbardziej rozwiniętych systemów ochrony zdrowia w Europie, a korzyści dla pacjentów są jednoznaczne: mniejszy uraz operacyjny, krótsza hospitalizacja, szybsza możliwość wdrożenia leczenia uzupełniającego oraz mniejsze ryzyko powikłań.
Równolegle rozwija się chirurgia robotowa, która w wielu krajach stała się już standardem w torakochirurgii. W Polsce jednak jej zastosowanie jest ograniczone barierami systemowymi. Choć technologia jest dostępna, operacje robotyczne wykonuje zaledwie kilka ośrodków, i to najczęściej dzięki środkom własnym lub dlatego, że roboty są wykorzystywane także w innych specjalnościach.
 
W szczegółowej analizie problemu prof. Rzyman zauważył – Mamy w tej chwili pięć ośrodków, które wykonują operacje robotyczne, pomimo tego, że jest to procedura, która nie jest refundowana. To jest procedura droższa, ale też niewątpliwie jest to procedura przyszłości. Wniosek, który był złożony w AOTMiT, był dwustopniowo oceniany – był oceniany pozytywnie najpierw przez Radę Przejrzystości, następnie, nie wiadomo czemu, była druga ocena, która wypadła negatywnie, w tym sensie, że nie była rekomendowana. Zarządzeniem prezesa ostatecznie robotyka nie jest skierowana do refundowania.
 
Ośrodki torakochirurgiczne, nawet te o najwyższych kompetencjach i dużym doświadczeniu, nie mogą uzyskać finansowania na zakup robotów, ponieważ nie mają możliwości rozliczania procedur w ramach systemu publicznego. Eksperci podkreślali, że jest to przykład bariery systemowej, trudnej do uzasadnienia w sytuacji, gdy robotyka dynamicznie rozwija się w chirurgii ogólnej, urologii czy ginekologii, podczas gdy torakotomia – jedna z najbardziej inwazyjnych operacji wykonywanych w onkologii – nadal nie może korzystać z nowoczesnych, minimalnie inwazyjnych narzędzi najwyższej generacji.
 
Leczenie okołooperacyjne i radykalne – ogromny postęp naukowy, który wymaga perfekcyjnej organizacji
 
Ostatnia dekada przyniosła prawdziwy przełom w leczeniu niedrobnokomórkowego raka płuca we wczesnych i miejscowo zaawansowanych stadiach. Polska dysponuje dziś szerokim dostępem do terapii okołooperacyjnych. Nowoczesne leczenie neoadjuwantowe (stosowane przed operacją, aby zmniejszyć masę guza i poprawić skuteczność zabiegu) oraz adjuwantowe (podawane po operacji, by zmniejszyć ryzyko nawrotu) stało się elementem codziennej praktyki klinicznej, a immunoterapia i terapie celowane zmieniły rokowania chorych, dla których jeszcze kilka lat temu możliwość trwałego wyleczenia była niewielka.
 
W praktyce klinicznej dostępne są obecnie liczne opcje terapeutyczne: neoadjuwantowa immunochemioterapia z niwolumabem, pembrolizumab stosowany w schemacie okołooperacyjnym, adjuwantowy atezolizumab lub pembrolizumab, a także ozymertynib jako leczenie uzupełniające u chorych z mutacją EGFR. Jak wskazywał dr Mateusz Polaczek, Kierownik III Kliniki Chorób Płuc i Onkologii, Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, wprowadzenie tych terapii nie tylko poprawiło efekty leczenia, ale również wymusiło podniesienie jakości diagnostyki. – Leczenie okołooperacyjne niejako wymusza pełną diagnostykę przedoperacyjną. Zwiększamy odsetek chorych, u których przed podjęciem decyzji terapeutycznej zostanie wykonana pełna ocena zaawansowania. Coraz więcej pacjentów ma PET, ma zweryfikowany stopień zaawansowania przedoperacyjnie – zarówno we wnęce, jak i w śródpiersiu. Krótko mówiąc: cały zestaw badań diagnostycznych i lepszego przygotowania do operacji jest dziś po prostu konieczny, bo chory ma realną szansę na leczenie okołooperacyjne.
 
Efekt kliniczny terapii okołooperacyjnych jest widoczny szczególnie w trzecim stopniu zaawansowania, gdzie jeszcze niedawno odsetek nawrotów sięgał około 70%. Dziś, dzięki immunoterapii i leczeniu celowanemu, w wybranych podgrupach chorych można osiągać nawet 70% trwałych wyleczeń. Tak duża zmiana rokowań w raku płuca jest zjawiskiem bez precedensu.
 
Równie istotnym elementem współczesnego leczenia radykalnego stała się jednoczasowa radiochemioterapia i konsolidacja durwalumabem. Prof. Dariusz M. Kowalski tłumaczył, że program lekowy całkowicie zmienił praktykę kliniczną – Przed erą tak zwanego durwalumabu, kiedy program lekowy umożliwił zastosowanie leczenia konsolidującego durwalumabem w populacji chorych otrzymujących leczenie radykalne z udziałem radioterapii i chemioterapii, chorzy kwalifikowani do leczenia jednoczasowego, które jest leczeniem optymalnym w Polsce, stanowili około 10%. Program lekowy wymógł konieczność stosowania leczenia jednoczasowego, po to aby móc zastosować durwalumab, i doprowadziło to do tego, że w chwili obecnej, jeżeli mamy chorego z rakiem niedrobnokomórkowym płuca w trzecim stopniu zaawansowania kwalifikującego się do leczenia radykalnego metodą radiochemioterapii, to prawie 40% chorych – czyli czterokrotnie więcej niż przedtem – otrzymuje takie leczenie.
 
To przykład, jak właściwie skonstruowany program lekowy może poprawić jakość leczenia nie tylko poprzez refundację nowej terapii, lecz także przez wymuszenie optymalnej organizacji postępowania.
 
Rokowanie pacjenta zależy nadal od kodu pocztowego
 
Dostęp do nowoczesnych terapii w raku płuca zależy dziś przede wszystkim od jakości organizacji opieki, a jednym z najważniejszych elementów tej organizacji są zespoły wielodyscyplinarne. Właściwie funkcjonujące MDT wciąż nie są standardem w całym kraju, co przekłada się na duże różnice w diagnostyce, kwalifikacji do leczenia i wynikach terapii. Jak podkreślała dr Katarzyna Stencel – Nie wyobrażam sobie nie usiąść do jednego stołu z pulmonologiem, torakochirurgiem i radioterapeutą. Konsultacje kaskadowe nie są dopuszczalne.
 
Brak takiej współpracy w wielu ośrodkach sprawia, że nawet szeroka dostępność nowoczesnych terapii nie przekłada się na ich wykorzystanie w praktyce. Prof. Dariusz M. Kowalski podkreślił, że – Dziś trafiają do nas pacjenci po jednej, dwóch, trzech nieskutecznych liniach leczenia, często bez diagnostyki molekularnej.
 
Mimo że w teorii Polska zapewnia szeroki dostęp do innowacyjnego leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca, w praktyce korzystają z niego głównie chorzy leczeni w dużych, wyspecjalizowanych ośrodkach. To właśnie tam funkcjonują aktywne programy lekowe, pełna diagnostyka molekularna, doświadczone zespoły MDT oraz wypracowane ścieżki diagnostyczne. W mniejszych szpitalach wiele z tych elementów wciąż nie jest dostępnych, co automatycznie powoduje, że chorzy nie kwalifikują się do terapii celowanych czy immunoterapii. Dr Stencel obrazowała tę nierówność jednoznacznie: „Cały czas powtarzamy: świetne ośrodki, świetne leczenie. Ale mówimy o dużych ośrodkach. W innych częściach kraju nadal pacjent nie ma takiego dostępu. Rokowanie pacjenta zależy od kodu pocztowego.
 
Konsekwencje tej dysproporcji są widoczne każdego dnia. Prof. Kowalski wskazał, że spośród pierwszorazowych chorych zgłaszających się do ośrodka wysokospecjalistycznego trzech na pięciu pacjentów przyjeżdża w stanie sprawności WHO 3, po wcześniejszym, nieskutecznym leczeniu systemowym i bez wykonanych badań molekularnych. Tacy chorzy często nie kwalifikują się już do żadnego leczenia przyczynowego. To problem nie medyczny, lecz organizacyjny – wynikający z braku koordynacji, fragmentaryzacji opieki i różnic regionalnych, które prowadzą do realnego „onkologicznego wykluczenia”.
 
Na te nierówności nakłada się także luka terapeutyczna. Choć Polska jest jednym z liderów regionu w refundacji immunoterapii i nowoczesnych leków na NDRP, kilka kluczowych terapii wciąż pozostaje poza zasięgiem chorych. Dotyczy to m.in. inhibitorów BRAF plus MEK, leków ukierunkowanych na insercję w egzonie 20 genu EGFR, terapii celowanych na mutację MET exon 14 skipping oraz inhibitorów RET. W wielu krajach Europy Zachodniej leki te są standardem pierwszej linii.  Dr Stencel podkreślała – Świat leczy w pierwszej linii tym leczeniem celowanym. My wciąż czekamy nawet na refundację w drugiej linii.
 
Brak dostępu do tych terapii oznacza, że chorzy z rzadkimi mutacjami genetycznymi mają realną szansę na leczenie jedynie wtedy, gdy trafią do dużego ośrodka prowadzącego badania kliniczne – a to niewielka część populacji.
 
Istotnym wyzwaniem pozostaje również rak drobnokomórkowy płuca, który mimo postępu w NDRP nadal jest nowotworem o bardzo złym rokowaniu. Eksperci wskazywali, że terapie konsolidujące, stosowane już w wielu krajach, mogłyby wydłużyć życie pacjentów nawet o kilkanaście miesięcy. W raku drobnokomórkowym brakuje nam leczenia konsolidującego. To diametralnie zmienia rokowanie – prawie dwa lata dodatkowego życia. – mówiła dr Stencel. W przeciwieństwie do wielu innych innowacji, wprowadzenie takiego leczenia nie wymagałoby przebudowy organizacji systemu – wystarczyłaby decyzja refundacyjna.

Perspektywa na 2026 rok

ońcówka 2025 roku przyniosła pierwsze długo wyczekiwane sygnały systemowych zmian, o które środowisko ekspertów zabiega od wielu lat. 9 grudnia Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji publicznych projekt rozporządzenia w sprawie programu przesiewowego z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK). To krok o fundamentalnym znaczeniu — screening oparty na NDTK jest najskuteczniejszym narzędziem wczesnego wykrywania raka płuca, a jego populacyjne wdrożenie może już w pierwszych latach istotnie zwiększyć odsetek rozpoznań w I i II stadium choroby. To właśnie te stadia dają pacjentom największą szansę na trwałe wyleczenie.

Równolegle Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że jeszcze w grudniu lub na początku stycznia do konsultacji trafi rozporządzenie dotyczące organizacji Lung Cancer Units — ośrodków wyspecjalizowanych, które mają zapewniać pełną diagnostykę, szybkie konsylia i kompleksowe prowadzenie pacjenta. Oznacza to, że po raz pierwszy od lat oba kluczowe elementy systemu — wczesne wykrywanie poprzez NDTK oraz wysokiej jakości, zintegrowana opieka w ramach LCU — mogą zostać wprowadzone niemal równolegle.

Jeżeli proces legislacyjny zostanie przeprowadzony zgodnie z zapowiedziami, a zmiany zostaną właściwie wdrożone w terenie, rok 2026 może stać się momentem przełomowym: rokiem realnej poprawy ścieżki diagnostycznej, większej liczby pacjentów kwalifikowanych do leczenia radykalnego i stopniowego wyrównywania dramatycznych różnic regionalnych. To, co od lat było postulatem ekspertów, organizacji pacjentów i środowiska klinicznego, zaczyna przybierać formę konkretnych działań regulacyjnych i systemowych.

Zmiany te — jak podkreślali uczestnicy debaty — nie wymagają przełomowych technologii ani ogromnych nakładów finansowych. Wymagają odważnych decyzji, dobrej organizacji i konsekwentnego wdrażania rozwiązań, które w wielu krajach Europy od dawna stanowią standard nowoczesnej opieki nad chorymi na raka płuca. Jeśli te kroki zostaną skutecznie zrealizowane, rok 2026 może stać się pierwszym rokiem, w którym krzywa przeżyć zacznie realnie rosnąć.

Artykuł oparty na wypowiedziach ekspertów z debaty online PTO & Medicalpress, 9 grudnia 2025 r.

 źródło: PTO/Medicalpress
 
Listopad przypomina, że potrafimy skutecznie leczyć raka płuca. Nowoczesne terapie są coraz bardziej dostępne. Aby nie tracić cennego czasu i szans pacjentów na wyleczenie lub dłuższe przeżycie, potrzebujemy ujednoliconego standardu postępowania, finansowania kompleksowych badań molekularnych i jednoczasowych skierowań na badania predykcyjne – apelują eksperci i pacjenci.  – Nie powinno być miejsca na marnotrawstwo czasu, pieniędzy i życia ludzi. Potrzebna jest optymalizacja ścieżki diagnostyki predykcyjnej, aby pacjent otrzymał leczenie bez zbędnej zwłoki – mówi Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.
Ostatnie dwie dekady to diametralna poprawa w zakresie przeżyć chorych na nowotwory płuca – o jakiej jeszcze na początku XX wieku nie marzyło się ani lekarzom, ani badaczom. Co ważne, dzięki innowacjom medycznym oraz dobrym decyzjom refundacyjnym pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca mają obecnie w Polsce możliwość leczenia na europejskim poziomie w ramach programu lekowego B.6. Problemem pozostaje dostęp do szybkiej, kompletnej i zgodnej ze standardami diagnostyki predykcyjnej (badań molekularnych i immunohistochemicznych) – elementu niezbędnego do zakwalifikowania danego pacjenta do skutecznej terapii.      

Nie powinno być miejsca na marnotrawstwo czasu, pieniędzy i życia ludzi. Potrzebna jest optymalizacja ścieżki diagnostyki predykcyjnej, aby pacjent otrzymał leczenie bez zbędnej zwłoki – mówi Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Innowacje działają
– Ostatnie lata przyniosły pacjentom z niedrobnokomórkowym rakiem płuca diametralną zmianę w podejściu do leczenia w oparciu o spersonalizowaną terapię w zależności od zmian patogennych, które występują w komórkach nowotworowych. Kluczem do poprawy wyników leczenia są terapie ukierunkowane molekularnie i immunoterapia, stosowane także okołooperacyjnie. Ta zmiana realnie przekłada się na wydłużenie przeżycia i lepszą jakość życia chorych. – podkreśla prof. Ramlau.

Bezprecedensowy rozwój medycyny oraz decyzje refundacyjne Ministerstwa Zdrowia zmieniły obraz choroby oraz szanse pacjentów na długie przeżycie. Skuteczność nowoczesnego leczenia jest jednak warunkowana zastosowaniem właściwej terapii dopasowanej do cech charakterystycznych nowotworu. Te cechy to m.in. obecność ekspresji białka PD-L1 czy kluczowych biomarkerów tj. EGFR, KRAS, BRAF, ALK, ROS1, NTRK, RET, MET, HER2. 

Niedrobnokomórkowy rak płuca jest tak różnorodny, że można powiedzieć, że ma indywidualną „twarz” każdego pacjenta. Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia leczenia chorego bez pełnej wiedzy o biologii guza i molekularnym profilu nowotworu – o obecności konkretnych mutacji, rearanżacji genowych oraz poziomu ekspresji białek, które determinują skuteczność zastosowanej terapii. Tylko mając pełen obraz raka, na bazie badań obrazowych, histopatologicznych i predykcyjnych, możemy dobrać leczenie celowane lub immunoterapię w sposób rzeczywiście spersonalizowany, ograniczyć niepotrzebne “przeleczenie” chorego nieskutecznymi w jego przypadku terapiami, a tym samym zmaksymalizować szansę pacjenta na długie przeżycie – dodaje prof. Ramlau.

Diagnostyka jako „wąskie gardło” do poprawy

Jak oceniają eksperci Misji Rak Płuca, w tym organizacje pacjentów, zbyt wielu chorych trafia do leczenia bez pełnej diagnostyki predykcyjnej i wskazują na brak jednolitego, powszechnie stosowanego schematu ścieżki diagnostycznej w raku płuca. Według danych opublikowanych na stronach Centrum eZdrowia – w 2024 roku 10 521 pacjentów miało przeprowadzona badania molekularne (z ok. 22 tys. u których co roku diagnozuje się raka płuca). W okresie styczeń-sierpień roku 2025 przebadano 9 052 pacjentów. Diagnostyka molekularna jest rozliczana w ramach programów lekowych, tymczasem w opinii ekspertów badania molekularne i immunohistochemiczne powinny być wykonywane przed podjęciem decyzji o leczeniu.

Aktualne zalecenia ekspertów Misji Rak Płuca opublikowane we wrześniu 2025 r. jednoznacznie wskazują na konieczność ustandaryzowania tego procesu:
  1. ocena patomorfologiczna – potwierdza diagnozę i umożliwia określenie podtypu nowotworu raka płuca: drobnokomórkowy/niedrobnokomórkowy i dalej płasko/niepłaskonabłonkowy, nieokreślony (NOS) czy wielkokomórkowy.
  2. badanie predykcyjne: immunohistochemiczne oraz panel badań molekularnych wskazują konkretne cechy charakterystyczne danego nowotworu i pozwalają dobrać właściwą terapię. Wykorzystanie panelu badań molekularnych nowej generacji NGS/CGP, pozwala na jednorazową i jednoczesną ocenę występowania wszystkich mutacji i cech nowotworu, która mają wpływ na podjęcie decyzji o zastosowaniu najbardziej skutecznego leczenia.
  3. płynna biopsja/ctDNA niezbędna w razie niedoboru materiału tkankowego lub jego nieagnostycznego charakteru do przeprowadzenia badań molekularnych (problem ten dotyczy nawet 30% pacjentów z rakiem płuca).
– Za ponad 1/5 zgonów onkologicznych w Polsce odpowiada rak płuca, aby poprawić te statystyki potrzebujemy dostępu do pełnej diagnostyki – podkreśla Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY, sygnatariusz Misji Rak Płuca.

Kompleksowa diagnostyka molekularna to leczenie bez zbędnej zwłoki, które się opłaca
Badania molekularne w wielu ośrodkach realizowane są sekwencyjnie, czyli jedno po drugim, oceniając każdorazowo pojedynczą zmianę lub kilka zmian. Takie podejście zabiera cenny czas do rozpoczęcia leczenia, a nierzadko wywołuje sytuację, w której, zanim pacjent rozpocznie leczenie, brakuje materiału (tkanki nowotworowej) do dalszych badań. To z kolei powoduje konieczność przeprowadzenia kolejnej biopsji – co jest dodatkowym kosztem, obciążeniem dla pacjenta i stratą cennego czasu. A gdy czas upływa zdarza się, że pacjent progresuje i wówczas jego stan zdrowia może go zdyskwalifikować do otrzymania odpowiedniej terapii.

Stąd postulat realizacji badań z wykorzystaniem kompleksowego profilowania genomowego NGS CGP, które ocenia wszystkie mutacje w trakcie jednego badania. Dzięki jego zastosowaniu w ciągu 21 dni pacjent i lekarz mają w ręku pełne rozpoznanie. Stosowanie diagnostyki NGS CGP w określaniu rzadkich wariantów NDRP daje pełną wiedzę o charakterze nowotworu i pozwala precyzyjnie dobierać terapię już od I linii leczenia oraz zaplanować kolejne kroki.
Sekwencjonowanie nowej generacji to obecnie podstawowa metoda diagnostyki molekularnej ze względu na szybkość i możliwość oceny wszystkich wariantów patogennych związanych z kwalifikacją do aktywnego leczenia, jak również ze względu na małe ilości materiału biologicznego. W przypadku raka płuca nie możemy opierać się na badaniach wykonywanych pojedynczo, dlatego NGS powinno być standardem postępowania w całym kraju. – zaznacza prof. Rodryg Ramlau.

Każdy pacjent, u którego występują zaburzenia molekularne, a nie wykonano w jego przypadku pełnej diagnostyki predykcyjnej, otrzymuje terapię „w ciemno” – często mniej skuteczną lub całkowicie nieskuteczną wobec biologii nowotworu. To oznacza nie tylko dramat osobisty pacjenta i jego rodziny, ale także ogromne koszty dla systemu:
Z kolei kompleksowa i szybka diagnostyka (NGS/CGP, PD-L1, biopsja płynna) pozwala dobrać leczenie spersonalizowane (celowane, immunokompetentne) od razu na początku drogi – ograniczając liczbę hospitalizacji, przyspieszając dobór terapii i wydłużając przeżycie pacjentów. To inwestycja, która zwraca się zarówno w wymiarze zdrowotnym, jak i ekonomicznym. Każdy miesiąc zwłoki w diagnostyce kosztuje nie tylko życie pacjentów, ale też miliony złotych dla systemu – ponieważ leczenie w zaawansowanych stadiach choroby jest wielokrotnie droższe i mniej skuteczne niż terapie wdrożone na jak najwcześniejszym etapie.

Niedrobnokomórkowy rak płuca charakteryzuje się bardzo wysoką różnorodnością mutacji genetycznych, których obecność definiuje zastosowanie konkretnych terapii. Badania CGP NGS realizowane są już m.in. w krajach takich jak Austria, Węgry, Francja, Chorwacja, Dania, Portugalia, Francja czy Wielka Brytania.

Dla pacjenta czas oczekiwania na wynik badania molekularnego to często czas niepewności, strachu i pogarszającego się stanu zdrowia. Każdy dzień zwłoki oznacza ryzyko, że choroba będzie postępować, a leczenie, które mogłoby być skuteczne, nie zostanie już wdrożone. Dlatego tak ważne jest, by diagnostyka molekularna była prowadzona kompleksowo – w jednym etapie, z wykorzystaniem metod nowej generacji. To nie jest luksus, to konieczność. NGS daje pacjentowi realną szansę na szybsze rozpoczęcie właściwego leczenia i na dłuższe życie – mówi Aleksandra Wilk.

Eksperci Misji Rak Płuca apelują o wprowadzenie ogólnopolskiego, spójnego schematu diagnostyki niedrobnokomórkowego raka płuca, obowiązującego każdą placówkę zakwalifikowaną w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej do kategorii SOLO I, II lub III, która stawia diagnozę raka płuca (NDRP) oraz pełne finansowanie kompleksowych predykcyjnych badań molekularnych oraz immunohistochemicznych (w tym PD-L1), jako wyodrębnionego świadczenia.

Jednoczasowe skierowanie warunkowe – gotowe rozwiązanie do zaadaptowania
Kluczowym elementem usprawnienia procesu diagnostycznego obok szerokiego stosowania badań diagnostycznych jest jednoczasowe, warunkowe skierowanie na badania molekularne wystawiane razem ze skierowaniem na badania patomorfologiczne. Takie rozwiązanie znacznie skraca czas realizacji diagnostyki oraz ogranicza konieczność kolejnych wizyt, co jest szczególnie ważne ze względu na braki kadrowe jak i czas potrzebny do podjęcia decyzji o leczeniu. Dzięki jednoczesnemu skierowaniu na badanie patomorfologiczne i molekularne, lekarz onkolog i cały zespół wielodyscyplinarny, który prowadzi pacjenta, będzie miał pełen obraz choroby, co pozwoli optymalnie zaplanować leczenie i wykorzystać aktualne możliwości terapeutyczne.

– Leczenie raka płuca wymaga planowania i dobrej organizacji – musi być nastawione na człowieka, nie na procedurę. Jednoczasowe, warunkowe skierowanie na badania molekularne jest z powodzeniem stosowane w Narodowym Instytucie Onkologii – czas, aby stało się standardem w całym kraju – podkreśla prof. Rodryg Ramlau.

Co zyskuje pacjent, co zyskuje system?
Rak płuca odpowiada za 12% zachorowań onkologicznych i aż 22% zgonów nowotworowych. U ok. 85% chorych występuje niedrobnokomórkowy rak płuca (NDRP), gdzie badania molekularne i immunohistochemiczne są podstawą decyzji terapeutycznych. Jednak nadal tylko połowa pacjentów z tej grupy ma wykonywane badania molekularne zgodnie ze standardami. W konsekwencji niewielu z nich poddawanych jest optymalnej terapii.

Największy potencjał dla poprawy statystyk wskaźników przeżycia w Polsce tkwi w zwiększeniu odsetka wczesnych wykryć, m.in. dzięki wdrożeniu powszechnego programu przesiewowego w grupach ryzyka z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) oraz zapewnieniu kompleksowej oceny biomarkerów i zmian molekularnych. Diagnostyka predykcyjna gwarantuje mniej „pustych” terapii, dzięki podawaniu wyłącznie leczenia o potwierdzonej skuteczności, które jest ukierunkowane na dane zmiany molekularne. To także krótszy czas do rozpoczęcia terapii, mniej ponownych biopsji, hospitalizacji i powikłań.

– Dzięki refundacjom innowacyjnych terapii pacjenci mogą żyć dłużej oraz w zdecydowanie lepszej jakości życia. Aby jednak mogli odnieść korzyść kliniczną musimy skupić się w pierwszej kolejności na dostępie do pełnej diagnostyki – by każdy chory miał szansę na najlepsze leczenie od pierwszej linii, w każdym miejscu w kraju – co jest zgodne z założeniami Narodowej Strategii Onkologicznie i Krajowej Sieci Onkologicznej. Jednolity schemat postępowania – dobre jakościowo pobranie materiału, jednoczasowe skierowanie warunkowe oraz wykonanie niezbędnych badań czynników predykcyjnych zdecydowanie skrócą ścieżkę pacjenta i zwiększą dostęp do skutecznych terapii – niezależnie od miejsca zamieszkania i miejsca leczenia pacjenta. – dodaje Aleksandra Wilk.

Kluczowe rozwiązania usprawniające proces diagnostyki raka płuca:
     
źródło: PGRP
Od 1 lipca 2025 r. pacjenci z nowotworami związanymi z mutacjami BRCA1 i BRCA2 (m.in. rak piersi, jajnika, trzustki, prostaty, jajowodu, otrzewnej) mogą wykonać badania genetyczne z krwi w trybie ambulatoryjnym — bez konieczności hospitalizacji. Wystarczy udać się do szpitala na jedno pobranie krwi i tego samego dnia wrócić do domu, a koszt pokryje w całości NFZ
Wszystkie badania genetyczne wykonane metodą NGS (sekwencjonowanie DNA/RNA), niezbędne dla kwalifikacji do terapii celowanych, są w pełni refundowane przez NFZ. Co istotne, obejmuje to także sytuacje, gdy badanie wykaże brak kwalifikacji do danego programu terapeutycznego.

Nowa regulacja obejmuje także pacjentów z innymi nowotworami, takimi jak:

Cel zmian

Opinie ekspertów i szczegóły operacyjne

Wiceminister zdrowia, prof. Urszula Demkow, oraz dr Andrzej Tysarowski z NIO‑PIB podkreślają, że ambulatoryjny tryb badania zmniejszy bariery dla pacjentów, co jest istotne dla szybkiego wdrożenia leczenia ukierunkowanego molekularnie.

NFZ zaktualizował zarządzenie prezesa, umożliwiając rozliczanie badań genetycznych BRCA w ramach umów szpitalnych w trybie ambulatoryjnym, uwzględniając technikę NGS.

Co dalej?

Ministerstwo Zdrowia i NFZ wprowadziły od 1 lipca 2025 r. znaczącą zmianę – refundowane badania genetyczne BRCA można teraz wykonać ambulatoryjnie, z pobraniem krwi, bez hospitalizacji. Refundacja obejmuje testy NGS i dotyczy szerszej grupy nowotworów. To kluczowy krok ku szybszej diagnostyce i diagnostyce precyzyjnej, odpowiadający na oczekiwania środowiska onkologicznego. Kolejnym etapem zmian ma być wsparcie diagnostyki HRD i dalsze rozszerzenie opieki molekularnej.

Wskazówki dla pacjentów
  1. Poproś lekarza o skierowanie na badanie BRCA w trybie ambulatoryjnym.
  2. Umów termin w szpitalu lub poradni z umową z NFZ.
  3. Pobranie krwi odbywa się tego samego dnia — brak hospitalizacji.
  4. Wynik pozwala na kwalifikację do terapii celowanych takich jak inhibitory PARP.

Źródło: www.gov.pl

Czy zawał serca to największe zagrożenie dla zdrowia Polaków? Prof. Krzysztof J. Filipiak przekonuje, że dziś jeszcze większym wyzwaniem stają się udary mózgu – równie częste, lecz znacznie trudniejsze w leczeniu i często kończące się trwałym inwalidztwem. W rozmowie z PAP prof. Filipiak mówi o tym, jak ważna jest profilaktyka, wskazuje kluczowe czynniki ryzyka oraz zwraca uwagę na wyzwania organizacyjne, które utrudniają skuteczne leczenie udarów. Przestrzega: Polska świetnie radzi sobie z leczeniem zawałów – ale neurologia dopiero nadrabia wieloletnie zaległości.
Gdyby wyeliminować u każdego pacjenta pięć czynników ryzyka: nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe, cukrzycę, palenie papierosów oraz nadwagę lub otyłość – ryzyko zawału serca bądź udaru mózgu zmniejszyłoby się o 90 proc. – powiedział prof. Krzysztof J. Filipiak, kardiolog.

To jednocześnie prewencja niektórych chorób nowotworowych – wskazał ekspert, który jest także specjalistą chorób wewnętrznych, hipertensjologiem, farmakologiem klinicznym, prezesem Polskiego Towarzystwa Postępów Medycyny – Medycyna XXI.

Mira Suchodolska: Jako kardiolog ma pan dużo roboty?

Prof. Krzysztof J. Filipiak: Tak, bardzo dużo, co wynika z faktu, że choroby układu krążenia nadal są pierwszą przyczyną zgonów w Polsce.
Co ciekawe, ten trend nie ulega zmianie. Był taki moment, kiedy sądziliśmy, że tak jak w społeczeństwach Europy Zachodniej, pierwszą przyczyną zgonów będą nowotwory, ale dokonała się swoista rewolucja w postępie onkologii – weszły nowe leki, dzięki czemu zamieniamy wiele chorób nowotworowych w choroby przewlekłe.
To powoduje, że osoby z wywiadem onkologicznym umierać będą coraz częściej na powikłania sercowo-naczyniowe – zawały i udary – a nie na chorobę podstawową.
Nic też nie wskazuje na to, żeby przez następne dekady jakaś grupa schorzeń nas wyprzedziła.

Z tego, co pamiętam, to za 38 proc. zgonów odpowiadają choroby sercowo-naczyniowe, podczas gdy choroby nowotworowe za 24 proc., więc przepaść jest olbrzymia.

Prof. Krzysztof J. Filipiak: To prawda, te liczby robią wrażenie, ale trzeba pamiętać, że do tych chorób zaliczamy nie tylko zawały serca, ale także udary mózgu. Co więcej – dzisiaj większym problemem niż zawały, stają się właśnie udary. Z zawałami dobrze sobie radzimy, potrafimy je dobrze leczyć, więc wydłużamy życie naszym pacjentom. Natomiast udary występują u ludzi dekadę, dwie dekady później niż zawał serca. Dlatego, choć udało się zredukować śmiertelność z powodu zawału serca, takich sukcesów nie mamy z udarami mózgu, które skutkują zgonem lub trwałym inwalidztwem i koniecznością opieki osób trzecich.

Skąd się biorą te udary?

Prof. Krzysztof J. Filipiak: Udary mózgu i zawały serca mają dokładnie taką samą etiologię, czynniki ryzyka ich wystąpienia są identyczne.
To nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe, cukrzyca, palenie papierosów oraz nadwaga / otyłość. W przypadku udaru niedokrwiennego mózgu dochodzi kilka innych czynników ryzyka – w tym niezdiagnozowane / nieleczone migotanie przedsionków.
Gdyby wyeliminować u każdej osoby te czynniki ryzyka – co zostało potwierdzone w różnych badaniach epidemiologicznych na świecie – ryzyko zawału bądź udaru zmniejszyłoby się o 90 proc.

To dlaczego jedni dostają zawału, a inni udaru?

Prof. Krzysztof J. Filipiak: W pewnym uproszczeniu, pomijając czynniki genetyczne, dlatego, że niektóre z tych czynników mają statystycznie większą wagę w poszczególnych dekadach życia człowieka. Np. jeżeli jesteśmy osobą młodą, to większe znaczenie mają zaburzenia lipidowe, palenie papierosów, otyłość, klasyczne czynniki ryzyka zawału serca. U osób starszych coraz większą wagę spośród czynników ryzyka zyskuje nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, cukrzyca, które – jeśli nie są kontrolowane – przełożą się na zwiększone ryzyko udaru mózgu.
Jednak – powtórzę – jeśli mamy pod kontrolą wszystkie te czynniki ryzyka, zapobiegamy zarówno zawałowi serca, jak i udarowi mózgu.
Jest to jednocześnie prewencja chorób nowotworowych, bo przynajmniej dwa czynniki ryzyka – palenie papierosów i otyłość – są jednocześnie bardzo istotnymi czynnikami ryzyka chorób nowotworowych.
Jak widać, przestrzegając prostych zasad, niwelujemy główne przyczyny zgonów w Polsce.

Dlaczego tkanka tłuszczowa jest onkogenna?

Prof. Krzysztof J. Filipiak: Bo to nie jest taki prosty tłuszcz, ale bardzo intensywnie pracujący gruczoł endokrynny, który wydziela różne hormony, które mogą modyfikować zarówno procesy aterogenezy, czyli prowadzić do miażdżycy, zawału i udaru, jak i również wpływać na czynniki wzrostu (insulina), co prowadzi do łatwiejszego inicjowania procesów kancerogenezy, niekontrolowanego rozrostu pewnych linii komórkowych. Zarówno w aterogenezie, jak i w nowotworzeniu odgrywa również rolę przewlekły proces zapalny, a ten nieodłącznie związany jest z nadmiarem tkanki tłuszczowej.

Powiedział pan, że z zawałami serca sobie dobrze radzimy i chorzy wychodzą z nich w zasadzie bez albo prawie bez szwanku. Co powinno się zdarzyć albo czego nie wiemy, czego nie robimy, żeby ludzi z powodzeniem wyciągać także z udarów?

Prof. Krzysztof J. Filipiak: O kontroli czynników ryzyka już mówiłem, przypomnę więc jeszcze, że przy udarze mózgu dochodzi jeszcze jeden dodatkowy czynnik, który nie jest istotny dla przyczyn zawału serca, czyli specyficzne zaburzenie rytmu serca o nazwie migotanie przedsionków – bardzo wiele udarów niedokrwiennych jest nim spowodowanych, zwłaszcza, jeśli nie zostało zdiagnozowane i nie podlegało leczeniu.
Natomiast jeżeli się wcześniej zdiagnozuje migotanie (a często występuje ono bezobjawowo) i poda przewlekle leki przeciwkrzepliwe, pacjent udaru niedokrwiennego mózgu nie dostanie.
Bardzo się cieszę, że w szeroko rozumianej prewencji do użytku wchodzą urządzenia określane w piśmiennictwie anglosaskim mianem „health self-management”, czyli zarządzaniem własnym zdrowiem. To na przykład inteligentne smartwatche, które potrafią badać tętno, są w stanie zinterpretować nawet krótkie jednokanałowe zapisy EKG z opuszki palca i są w stanie zaalarmować „hej, masz migotanie przedsionków”. Taki pacjent szybciej zgłasza się do lekarza, żeby za pomocą profesjonalnych badań potwierdzić lub zaprzeczyć takiej diagnozie.
Popularyzacja tego typu urządzeń może w przyszłości przyczyni się także do zmniejszenia częstotliwości występowania udaru mózgu.

To wspaniale, ale bardziej interesuje mnie to, dlaczego lekarze są w stanie postawić na nogi pacjentów po zawale, natomiast ci po udarach wychodzą ze szpitali mniej lub częściej bardziej niepełnosprawni.

Prof. Krzysztof J. Filipiak:.: Jestem kardiologiem i muszę jeszcze raz podkreślić, że Polska to kraj, w którym mamy fantastycznie zorganizowaną kardiologię inwazyjną. Jeżeli chodzi o organizację kardiologii inwazyjnej, mamy jedną z najlepszych sieci pracowni hemodynamicznych w Europie i możemy w szybkim czasie dowieźć pacjenta do pracowni kardiologii inwazyjnej w każdym miejscu Polski, otworzyć naczynie i leczyć przyczynowo ten zawał. Faktycznie, bardzo często jest tak, że pacjent wychodzi z tego bez szwanku, albo z niewielką niewydolnością serca.
W przypadku udaru niedokrwiennego mózgu też moglibyśmy pomyśleć o lepszym rokowaniu pacjenta, gdyby istniała sieć analogicznych 24-godzinnych ośrodków, gdzie byłyby wykonywane zabiegi w świeżym udarze mózgu, ale wolałbym pozostawić temat tej optymalnej organizacji leczenia udarowego koleżankom i kolegom neurologom.
Aktualnie ośrodki, które uczestniczą w programie leczenia inwazyjnego udaru mózgu, są na pewno nieadekwatne do skali występowania udarów mózgu, a samo środowisko neurologiczne w Polsce nie wykształciło jeszcze odpowiedniej liczby neurologów inwazyjnych.
Postawiłbym trochę paternalistycznie brzmiącą tezę, że neurologia powtarza ścieżki kardiologii, tylko z 30-, 40-letnim opóźnieniem. My kiedyś leczyliśmy zawał serca metodą leżenia w łóżku. Później mieliśmy niesamowity przełom, bo weszły do użytku leki trombolityczne, czyli, jak czasem tłumaczę studentom, środki będące takim farmakologicznym „kretem”, podawanym do naczyń w celu rozpuszczenia zakrzepu na pękniętej blaszce. Przy czym tę epokę kardiologia ma już za sobą, bo kardiologia inwazyjna wyparła leczenia trombolityczne w świeżym zawale serca. A neurologia stosunkowo niedawno weszła w fazę leczenia trombolitycznego, a dekadę leczenia inwazyjnego – w skali ogólnopolskiej – dopiero rozpoczyna.

Spory nacisk kładzie pan na profilaktykę, więc chciałabym zapytać o te dziedziny medycyny, które przez nasz system są traktowane bardzo po macoszemu, a mam tu na myśli stomatologię i ginekologię. Zwłaszcza ta pierwsza została de facto sprywatyzowana, a wiadomo, że od nieleczonych zębów mogą się zaczynać różne choroby, te kardiologiczne także.

Prof. Krzysztof J. Filipiak: Mimo wszystko nie porównywałbym stomatologii z ginekologią, bo jeśli z tezą o faktycznej prywatyzacji usług dentystycznych się zgadzam, to jeśli chodzi o ginekologię pragnę zauważyć, że wciąż większość kobiet korzysta z usług ginekologów w ramach NFZ, a prawie wszystkie rodzą dzieci w szpitalach posiadających kontrakty z NFZ.
Nowoczesna ginekologia, nowe procedury, nowe metody operacyjne rozwijają się w ośrodkach akademickich, nie są sprywatyzowane.
Natomiast jeśli chodzi o leczenie zębów. Cóż, przychylałbym się do tezy, że na początku transformacji ustrojowej pod koniec ubiegłego wieku stomatologię uznano za taką dziedzinę medycyny, którą można sprywatyzować i zaoszczędzić na świadczeniach medycznych. Mówię o tym z ubolewaniem, gdyż choroby stomatologiczne, zwłaszcza periodontologiczne, czyli związane z błoną śluzową i z przyzębiem, prowadzą do powikłań kardiologicznych, neurologicznych, czy nawet okulistycznych, dlatego że są powikłaniami związanymi z procesem zapalnym.
Przysłuchiwałem się kiedyś ekspertom dyskutującym o tym, co poszło nie tak w polskiej transformacji zdrowia – podkreślali, że to nawet nie tyle chodzi o samą prywatyzację stomatologii, co wyprowadzenie prewencji stomatologicznej ze szkół. Ja jestem jeszcze z tego pokolenia, gdzie lekarz dentysta był w każdej placówce. Dobrze, że wychowanie zdrowotne, w którym mowa także o higienie jamy ustnej, znalazło się w programie nauczania edukacji zdrowotnej, szkoda tylko, że jako przedmiot fakultatywny, gdyż powinno być obowiązkowe.
Inwestycja w prewencję i profilaktykę zawsze dla państwa jest bardzo korzystna, także w zakresie wydatków na ochronę zdrowia, ale ta korzyść pojawia się po dekadzie, po dwóch. Myślę, że to jest nasza główna bolączka – że politycy, niezależnie od opcji politycznej, która akurat sprawuje władzę, nie są zainteresowani inwestowaniem pieniędzy w coś, co przyniesie korzyści w tak odłożonym czasie. Oni myślą kategoriami swojej kadencji politycznej i następnych wyborów.

Rozmawiała: Mira Suchodolska
 
Źródło materiału: Wszystko co Najważniejsze, PAP/Mira Suchodolska/MB
DNA Medical Group – firma specjalizująca się w badaniach genetycznych jako pierwsza w Europie wdroży najnowszą technologię w zakresie badań genetycznych. Nowoczesne i innowacyjne sekwenatory, które firma w pierwszej kolejności wprowadzi na rodzimy rynek, mają potencjał zrewolucjonizować diagnostykę genetyczną, dzięki redukcji czasu oczekiwania na wyniki i obniżeniu kosztów badań. Celem medycznej spółki jest zwiększenie dostępności badań genetycznych dla placówek medycznych w całym kraju. DNA Medical Group jednocześnie planuje debiut na giełdzie, rozważając różne scenariusze, w tym odwrotne przejęcie.
Dzięki strategicznej współpracy z Salus BioMed spółka DNA Medical Group została wyłącznym dystrybutorem sekwenatorów nowej generacji – NGS, które wykorzystują najnowszą światową technologię sekwencjonowania genomu. DNA Medical Group to jak dotąd jedyny dystrybutor tej technologii w Europie. W pierwszej kolejności spółka wprowadzi ją na rodzimy rynek. Dzięki temu Polska stanie się jednym ze światowych pionierów w stosowaniu najbardziej zaawansowanych metod sekwencjonowania DNA, co przełoży się m.in. na znaczne skrócenie czasu oczekiwania na wyniki badań oraz precyzję diagnostyczną na najwyższym poziomie.

Cieszymy się, że pod marką własną będziemy mogli wprowadzić nową, rewolucyjną technologię do Polski, a w dalszych krokach również do innych krajów Europy. Nasze sekwenatory działające w technologii sekwencjonowania nowej generacji, nie tylko obniżą koszty badań genetycznych, ale też umożliwiają ich szerokie stosowanie zarówno w dużych ośrodkach klinicznych, jak i w mniejszych, lokalnych placówkach i szpitalach. To krok milowy, który mam nadzieję, uczyni nowoczesną diagnostykę bardziej dostępną, co w efekcie może znacząco poprawić jakość opieki zdrowotnej w całym kraju – mówi Izabela Czuraj, prezes DNA Medical Group.

Przełomowa technologia, której wyłączonym dystrybutorem na terenie Polski została DNA Medical Group, umożliwia przeprowadzanie analiz obejmujących cały genom człowieka. Pozwala ona na jeszcze dokładniejsze badania genetyczne, które są kluczowe m.in. w diagnostyce chorób nowotworowych, chorób dziedzicznych oraz w medycynie spersonalizowanej. Często zdarza się, że takie badania to jedyna skuteczna metoda diagnostyczna. Dają one możliwość zapobiegania chorobom, a nawet całkowitego uniemożliwienia rozwoju choroby, co może wpłynąć na wydłużenie życia pacjenta. Firma przewiduje także, że zawarcie nowej współpracy wpłynie pozytywnie m.in. na jej przyszłe wyniki finansowe i możliwości rozwoju.

W naszych dalszych planach jest uruchomienie w Polsce tzw. DemoLab – miejsca, w którym każdy specjalista będzie mógł przejść profesjonalne szkolenie w zakresie obsługi najnowszej technologii badań genetycznych. Z pewnością będzie to miało przełożenie na rozwój branży. Bycie wyłącznym dystrybutorem nowoczesnych sekwenatorów, a w dalszym kroku – stworzenie DemoLab to ogromna szansa nie tylko dla nas, ale i dla całego sektora medycznego w kraju. Chcemy to maksymalnie wykorzystać – dodaje Izabela Czuraj.

Medyczna spółka przeniosła się także do nowej siedziby w Łodzi przy ul.  Siewnej 15. Było to konieczne, ponieważ po podpisaniu umowy na zakup i dystrybucję nowych sekwenatorów, nie byłaby w stanie pomieścić się pod dotychczasowym adresem. Nowa placówka nie tylko zapewnia większą przestrzeń operacyjną, ale również otwiera możliwość potencjalnej rozbudowy laboratoriów i działów badawczo-rozwojowych.
DNA Medical Group jest firmą med-tech skupiającą się na badaniach genetycznych WES (sekwencjonowanie całego eksomu – części DNA człowieka, w którym zapisana jest informacja genetyczna na temat ludzkiego organizmu), WGS (sekwencjonowanie genomu) i NIPT (przesiewowe badanie prenatalne). Spółka wkrótce rozszerzy ofertę o panele genetyczne.

W planach DNA Medical Group jest pozyskanie finansowania od inwestorów na dalszy rozwój, skalowanie biznesu i prowadzenie działań edukacyjnych oraz wejście na giełdę, nad czym spółka intensywnie pracuje. Jednym z możliwych scenariuszy jest odwrotne przejęcie, które mogłoby przyspieszyć proces debiutu.

Według Vision Research Reports – wielkość światowego rynku testów genetycznych oszacowano na około niespełna 9 miliardów dolarów w 2023 r. i przewiduje się, że do 2033 r. osiągnie on wartość niespełna 65 miliardów dolarów.

***
O spółce:
DNA Medical Group obecne na rynku od czerwca 2023 r. specjalizuje się w badaniach genetycznych. Firmę wyróżnia holistyczne podejście do usług badawczych. Jako jedyna w Polsce oferuje pełny zakres badań WES (sekwencjonowanie całego eksomu) i WGS (sekwencjonowanie genomu) w przystępnej cenie, bez korzystania z zagranicznych podwykonawców. DNA Medical Group jest również producentem polskiego testu NIPT (badanie przesiewowe, mające na celu oszacować ryzyko wystąpienia u dziecka wad genetycznych). Firma posiada jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie laboratoriów w Polsce. W zlokalizowanej w Łodzi placówce spółka zatrudnia około 20 wysokiej klasy specjalistów.
 
źródło: DNA Medical
Rak płuca jest główną przyczyną zgonów onkologicznych w Polsce zarówno u mężczyzn jak i u kobiet: w 2021 roku odpowiadał za 22 proc. z nich oraz 13 proc. nowych rozpoznań. Choć do naszego kraju docierają kolejne, przełomowe i skuteczne terapie, to według ekspertów dostęp do nich pozostaje bardzo ograniczony – w minimalnym stopniu jest bowiem wykorzystywany potencjał nowoczesnej diagnostyki genetycznej. Wydatki na diagnostykę genetyczną stanowią zaledwie pół procenta wszystkich nakładów na leczenie nowotworów w Polsce.
 
W ciągu ostatnich pięciu lat w Polsce zanotowano poprawę wskaźników przeżywalności na raka płuca, choć nie jest ona tak wyraźna, jak w innych krajach, np. Szwecji, Dani, Austrii czy na Węgrzech. W przypadku tego nowotworu jesteśmy bowiem świadkami globalnej rewolucji w sposobie i efektywności jego leczenia, polegającej na odejściu od chemioterapii na rzecz immunoterapii oraz terapii celowanych. Eksperci wskazują, że problem w Polsce polega na tym, że dostęp do tych innowacji wciąż nie jest powszechnie wykorzystywany.

„Leczenie raka płuca bez wykonania kompleksowej diagnostyki genetycznej już na samym początku procesu terapeutycznego nie przełoży się na korzyści kliniczne pacjentów. W określonych podtypach tego nowotworu występuje bardzo wiele zaburzeń molekularnych (w tym rzadkich),tzw. mutacji, które możemy wykryć przez różne panele badań genetycznych. Na obecną chwilę nie dysponujemy optymalnymi narzędziami, aby móc włączyć odpowiednio spersonalizowaną terapię” – tłumaczy Aleksandra Wilk, dyrektorka sekcji raka płuca Fundacji „To Się Leczy”.

Ekspertka przyznaje, że zaawansowana diagnostyka genetyczne staje się obecnie europejskim standardem w procesie diagnostyczno-terapeutycznym pacjentów onkologicznych. Kompleksowe profilowanie genomowe metodą CGP-NGS pozwala jednocześnie wykryć ponad kilkaset mutacji, nie tylko z tkanki – w przypadku jej braku możliwe jest zastosowanie biopsji płynnej czy badania z krwi obwodowej. Tymczasem wciąż powszechnie stosowane w Polsce testy jednogenowe wymagają każdorazowego zużycia kolejnych porcji materiału tkankowego, przez co pacjenci najczęściej tracą szansę na leczenie zgodnie z aktualnymi standardami.

„W efekcie wielu pacjentów z rakiem płuca musi liczyć na szczęście: wykonuje się kilka testów jednogenowych w nadziei, że akurat trafnie zidentyfikują one jedno z trzech podstawowych zaburzeń genetycznych. W razie niepowodzenia pacjent kierowany jest na chemioterapię tym samym tracąc szansę na dostęp do efektywnego nowoczesnego leczenia celowanego bądź immunokompetentnego od samego początku procesu terapeutycznego. Ścieżka pacjenta onkologicznego w Polsce postawiona jest więc na głowie: dysponujemy coraz większą liczbą fantastycznych terapii, jednak nie potrafimy przez ograniczenia diagnostyki optymalnie z nich skorzystać” – ocenia Aleksandra Wilk.

Tymczasem już ponad rok minął od czasu, kiedy Polskie Towarzystwo Onkologiczne przygotowało tzw. Kartę Świadczenia Opieki Zdrowotnej. Dotyczy ona kompleksowego profilowania genomowego (CGP) metodą wysokoprzepustowego sekwencjonowania następnej generacji (NGS) w diagnostyce genetycznej pacjentów onkologicznych. We wrześniu zeszłego roku Karta otrzymała pozytywną opinię prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, który rekomendował zakwalifikowanie świadczenia w raku płuca oraz jajnika jako gwarantowanego z zakresu leczenia szpitalnego i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Jednak do dziś resort zdrowia – mimo tej rekomendacji – nie podjął decyzji o refundacji świadczenia.

„Z niecierpliwością czekamy na odpowiedź ministerstwa zdrowia i NFZ, ponieważ dostarczyliśmy tym instytucjom wszystkie niezbędne dane, związane z jasnymi kryteriami dotyczącymi kwalifikacji pacjentów czy laboratoriów” – mówi dr Andrzej Tysarowski, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Personalizowanej.

W przypadku chorych na raka płuca bardzo ważne jest, aby diagnostyka była wykonywana kompleksowo i maksymalnie dokładnie.
„Należy pamiętać, że CGP jest bardziej zaawansowaną metodą diagnostyczną niż standardowe testy NGS. Jego szerszy zakres i zdolność do wykrywania różnych typów mutacji sprawiają, że jest to narzędzie bardziej wszechstronne w diagnostyce raka płuca. W wielu przypadkach, szczególnie w zaawansowanych stadiach choroby, CGP może dostarczyć informacji, które mogą być kluczowe dla wyboru optymalnej terapii jak również do jej monitorowania” – zwraca uwagę Aleksandra Wilk

U znacznej grupy pacjentów z rakiem płuca istnieje problem z pozyskaniem materiału tkankowego do diagnozowania.

„Tymczasem technologia kompleksowego profilowania genomowego pozwala na wykonanie badania genetycznego o dużym zakresie analizy na materiale z tzw. płynnej biopsji, czyli pozyskiwanego z krwi obwodowej, w którym oceniane są pozakomórkowe kwasy nukleinowe pochodzące z komórek nowotworu (ctDNA). Takie rozwiązanie to często jedyna droga, aby u pacjenta wdrożyć nowoczesne leczenie celowane” – wyjaśnia dr Andrzej Tysarowski.

Polscy pacjenci z rakiem płuca nie są całkowicie pozbawieni dostępu do diagnostyki genetycznej, jednak stosowane dziś i finansowane ze środków publicznych testy jednogenowe czy małe panele NGS (pozwalające na wykrycie kilkunastu mutacji) nie są wystarczające, by zapewnić pacjentom np. z rakiem płuca dostęp do innowacyjnych terapii. Terapii nie tylko dostępnych w ramach programu lekowego, ale także w ramach wczesnego dostępu, ratunkowego dostępu do technologii lekowych czy też badań klinicznych.

„Obecnie ścieżka pacjenta w Polsce jest o kilka tygodni dłuższa niż w większości krajów zachodnioeuropejskich. A to przecież właśnie szybkie postawienie diagnozy daje realną szansę na wdrożenie najbardziej efektywnej klinicznie terapii oraz ustalenie optymalnej sekwencji leczenia, co przełoży się na maksymalizację uzyskiwanych korzyści klinicznych dla pacjenta.” – podkreśla ekspertka Fundacji „To Się Leczy”.

„Bez wprowadzenia do koszyka świadczeń gwarantowanych nowego świadczenia w postaci kompleksowego profilowania genomowego pozwalającego zbadać nawet kilkaset genów, nie będzie to możliwe” – dodaje.

Źródło: PAP MediaRoom
Pomimo ogromnego postępu, jaki dokonał się w ostatnich latach w obszarze diagnostyki molekularnej i medycyny personalizowanej to nadal polscy pacjenci onkologiczni, nie mają do niej realnego dostępu. Mimo że gotowe rozwiązania zostały już dawno przygotowane i przedstawione Ministerstwu Zdrowia przez ekspertów, to brakuje decyzji po stronie resortu. – Bez dostępu do zaawansowanej diagnostyki molekularnej nie możemy skutecznie leczyć pacjentów z rakiem płuca, rakiem jajnika czy rakiem piersi – apelują eksperci z Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej.
Dlatego organizacje pacjentów i środowisko medyczne jednym głosem alarmują:
 
Choć medycyna personalizowana daje nam możliwość wydłużenia życia pacjentów dzięki celowanym
i personalizowanym terapiom onkologicznym, a czasem wręcz leczenia radykalnego z intencją wyleczenia, to nadal większość chorych nie ma do nich dostępu.

Według danych NFZ zaledwie niewielka grupa pacjentów onkologicznych ma wykonywane badania genetyczne. Większość z nich, jeśli już jest badana, to w kierunku jednej lub dwóch mutacji, co ogranicza szansę na włączenie optymalnego leczenia, gdyż tych mutacji może być więcej i mogą zostać niewykryte. Koszyk świadczeń gwarantowanych nie uwzględnia wielkoskalowych badań molekularnych, które zgodnie z aktualnymi wytycznymi diagnostyczno – terapeutycznymi przygotowanymi przez zespół ekspertów z Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, są niezbędne w przypadku pacjentów z rakiem jajnika i rakiem płuca – zwraca uwagę dr n med. Andrzej Tysarowski Prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej, Kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii.

Dlatego jedną z pilnych i oczekiwanych przez pacjentów onkologicznych zmian, o które postuluje środowisko ekspertów i pacjentów jest wprowadzenie zaproponowanego przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne nowego świadczenia opieki zdrowotnej – „Badania kompleksowego profilowania genomowego (CGP), wykonywanego metodą wysokoprzepustowego sekwencjonowania następnej generacji (NGS) w diagnostyce molekularnej pacjentów z nowotworami złośliwymi”, które już we wrześniu 2023 roku uzyskało pozytywną rekomendację Prezesa AOTMiT.

Niestety do dziś Ministerstwo Zdrowia nie podjęło decyzji o jego refundacji, mimo że wymagania stawiane przez AOTMIT jak twierdzą eksperci, zostały spełnione.

 – Zarówno wytyczne diagnostyczno terapeutyczne, jak i kryteria kwalifikacji zostały przez nas jasno opisane, wyjaśniliśmy, jak powinno wyglądać postępowania diagnostyczno-terapeutyczne z wykorzystaniem NGS, w przypadku raka płuca i raka jajnika oraz nowotworów rzadkich (jak mięsaki), bo o te nowotwory chodzi przede wszystkim. Uważam, że nie powinniśmy czekać na wdrożenie standardu organizacyjnego, ta sprawa wymaga pilnego rozwiązania, bo bez diagnostyki molekularnej postawienie właściwego rozpoznanie w części nowotworów, a dotyczy to głównie nowotworów płuca i jajnika oraz mięsaków, nie jest obecnie możliwe – apeluje Prof. Piotr Rutkowski Kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, Pełnomocnik Dyrektora ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy Warszawa, Przewodniczący Zespołu Ministra Zdrowia ds. Narodowej Strategii Onkologicznej, Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Przewodniczący Rady Agencji Badań Medycznych
 
Zdaniem onkologicznych organizacji pacjentów każdy kolejny dzień zwłoki w decyzji to stracone szanse pacjentów na skuteczne leczenie i wyrok, od którego nie można się odwołać.

– Nie może być mowy o nowoczesnym leczeniu bez właściwej diagnostyki. Jeśli chcemy, by pacjenci onkologiczni mogli korzystać z innowacyjnych terapii celowanych w optymalnym zakresie, pilnie potrzebujemy decyzji Ministerstwa Zdrowia zarówno w zakresie nowego świadczenia, jak i likwidacji istniejących absurdalnych barier dla już refundowanych paneli NGS. Szybsze rozpoczęcie prawidłowo dobranego do indywidualnych cech nowotworu leczenia to większa szansa na uzyskanie korzystnych rezultatów. Pacjenci onkologiczni powinni być zaopiekowani nie tylko pod kątem dostępności do celowanych leków innowacyjnych, ale również pod kątem nowoczesnej diagnostyki molekularnej – przekonuje Dorota Korycińska, Prezeska Zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska, która od lat walczy o poprawę warunków leczenia pacjentów, i dodaje – Kompleksowe profilowanie genomowe, umożliwia oznaczenie nawet kilkuset mutacji jednocześnie, co jest szczególnie istotne u pacjentów z rakiem płuca, w którym tych zmian molekularnych jest najwięcej, ale i rakiem jajnika. Dziś pacjentki z rakiem jajnika nie mogą być skutecznie leczone.
 
– W przypadku raka jajnika wytyczne kliniczne jasno wskazują, że diagnostyka genetyczna nie powinna ograniczać się wyłącznie do sprawdzenia wystąpienia mutacji w genach BRCA1/2, ale objąć wszystkie możliwe mutacje czy zaburzenia, które mogą wpływać na proces naprawy DNA. U pacjentek z deficytem rekombinacji homologicznej (HRD) innym niż BRCA niezbędne jest zastosowanie kompleksowego profilowania genomowego. Dzięki postępom w leczeniu wiemy, że inhibitory PARP, które stosowane są z największym powodzeniem u pacjentek z mutacją w genach BRCA1/2 są również skuteczne u szerszej grupy – u pacjentek z HRD – zaznacza dr n med. Andrzej Tysarowski.

Na problem dostępu do diagnostyki molekularnej, a tym samym do skutecznego leczenia personalizowanego zwraca uwagę też Aleksandra Wilk, Dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji To się Leczy.

– Mimo że w raku płuca mamy refundowane liczne terapie celowane o udowodnionej skuteczności, to nie jesteśmy w stanie osiągnąć optymalnych wyników leczenia, ponieważ do stosowania tych leków niezbędna jest sprawna i nowoczesna diagnostyka genetyczna. Stosowane i finansowane ze środków publicznych testy jednogenowe i NGS (małe panele) nie są wystarczające, by zapewnić pacjentom z rakiem płuca dostęp do innowacyjnych terapii. W raku płuca mamy najwięcej możliwych mutacji, więc szerokie panele są tu niezbędne. Istnieje grupa pacjentów, u których nie ma wystarczającego materiału do badania, gdyż albo nie można pobrać tkanki bądź jej ilość jest niewystarczająca do wykonania badania. W takich przypadkach jedyną szansą jest kompleksowe profilowanie genomowe w postaci biopsji płynnej. W codziennej pracy na infolinii pacjenckiej lub na grupach wsparcia spotykam się z historiami pacjentów z rakiem płuca, także młodych, którzy tylko dzięki zastosowaniu kompleksowego profilowania genomowego i wykryciu rzadkiej mutacji mogą dziś być leczeni w badaniach klinicznych czy w ramach RDTL. Dzięki temu żyją i są aktywnymi uczestnikami życia społecznego. Bez nowoczesnej diagnostyki molekularnej nie byłoby to możliwe. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce dostęp do innowacyjnych terapii celowanych np. w programach lekowych raka płuca czy jajnika oraz innych nowotworów nie idzie w parze z dostępem do nowoczesnych metod diagnostycznych, które pozwoliłyby z tych skutecznych terapii korzystać w optymalnym zakresie.

– Wdrożenie kompleksowego profilowania genomowego jako odrębnego świadczenia gwarantowanego pozwoli na wykorzystanie w pełni przez pacjentów z rakiem płuca i jajnika refundowanych innowacyjnych terapii ukierunkowanych molekularnie, które dziś nie są w pełni wykorzystywane. Liczymy zatem na szybką decyzję Pani Minister, pozwalającą wprowadzić odrębne świadczenie do koszyka i zapewnienie polskim pacjentom dostępu do nowoczesnych metod diagnostycznych – dodaje Aleksandra Wilk.

Nie tylko brak wielkoskalowych badań molekularnych w koszyku świadczeń gwarantowanych jest barierą w dostępie do skutecznego leczenia

Absurdalne zdaniem ekspertów i stojące w absolutnej sprzeczności z wieloletnim trendem odwracania piramidy świadczeń oraz oczekiwaniem przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ, dotyczącym zmniejszania liczby pobytów wykonywanych w warunkach szpitalnych jest aktualne zarządzenie Prezesa NFZ ws. leczenia szpitalnego dotyczące i rozliczania badania NGS z krwi wyłącznie w warunkach szpitalnych (na oddziale).

Zgodnie z rekomendacjami towarzystw naukowych coraz więcej badań genetycznych w onkologii powinno wykonywać się metodą NGS z materiału świeżego, czyli pełnej krwi obwodowej lub ctDNA (wolno krążącego DNA nowotworowego obecnego w osoczu pacjenta, kiedy nie ma możliwości przebadać tkanki).

– Tymczasem zgodnie z tymi zapisami, aby rozliczyć badanie NGS z materiału świeżego, z umowy na leczenie szpitalne pacjent musi być hospitalizowany. Tylko tak placówka może pokryć koszty badania genetycznego, którego wykonanie optymalizuje wydatkowanie środków finansowych na leczenie systemowe. Dla płatnika wiąże się to z wykonywaniem zbędnych hospitalizacji, zwielokrotnionymi kosztami na powielane badania genetyczne, czy też zwiększonymi kosztami związanymi z zastosowaniem wcześniej terapii, która nie była optymalna dla pacjenta. W przypadku chociażby pacjentów z rakiem piersi, często skutkuje to stosowaniem dwuetapowej diagnostyki z wykorzystaniem poradni genetycznych i w pierwszej sekwencji prostych testów molekularnych (mutacje założycielskie) bądź podwójnego testowania – najpierw tkanki, później krwi. Wszystko to znacząco wydłuża czas i zwiększa koszt diagnostyki genetycznej – zwraca uwagę dr n med. Andrzej Tysarowski Prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej, Kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii.

– Wspólnie z klinicystami od dłuższego czasu postulujemy o możliwość wykonania badania NGS z krwi obwodowej także w trybie ambulatoryjnym, co ograniczy ogólne koszty hospitalizacji i skróci ścieżkę pacjenta, przyspieszając tym samym otrzymanie przez pacjenta skutecznej terapii. Powstała nawet gotowa propozycja kosmetycznej zmiany Zarządzenia Prezesa NFZ, która w prosty sposób rozwiąże ten problem. Przedstawiliśmy ją na spotkaniu z Minister Izabelą Leszczyną. Niestety tak jak w przypadku kompleksowego profilowania genomowego Ministerstwo Zdrowia milczy, a pacjenci umierają – puentuje Dorota Korycińska, Prezeska Zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska.

 
źródło: PKMP