Medicalpress

W Polsce coraz więcej dzieci i dorosłych funkcjonuje z diagnozą ADHD, ale system wciąż nie nadąża za tą zmianą. Rosnąca świadomość społeczna nie idzie w parze z uporządkowaniem standardów diagnostycznych, dostępem do leczenia ani realnym wsparciem w edukacji i na rynku pracy. W efekcie to, co powinno być procesem medycznym i społecznym opartym na wiedzy, bywa polem niepewności, improwizacji i – w skrajnych przypadkach – systemowych absurdów.

Z danych organizacji społecznych wynika, że skala zgłoszeń rośnie lawinowo. Jeszcze półtora roku temu do jednej z fundacji zajmujących się dorosłymi z ADHD zgłaszało się około 10 osób miesięcznie z prośbą o pomoc w diagnostyce. Dziś jest to nawet 90 osób miesięcznie. Ten wzrost nie musi oznaczać „mody na ADHD”. Oznacza raczej, że osoby, które przez lata funkcjonowały bez rozpoznania, zaczęły szukać odpowiedzi na swoje trudności.

Problem w tym, że system nie oferuje im jednolitej, przejrzystej ścieżki. W praktyce klinicznej obserwuje się ogromne różnice w sposobie diagnozowania. Zdarzają się rozpoznania stawiane podczas kilkunastominutowej wizyty, bez pogłębionego wywiadu rozwojowego, a z drugiej strony – przypadki wielomiesięcznych, kosztownych procesów diagnostycznych, w których nie uwzględnia się opinii psychologicznych wykonanych poza daną placówką. W tle pozostaje pytanie fundamentalne: czy w Polsce istnieje minimalny, powszechnie uznany standard diagnostyczny ADHD u dorosłych?

Środowisko eksperckie wskazuje, że rekomendacje zostały opracowane i opublikowane, m.in. przez ekspertów związanych z Polskim Towarzystwem Psychiatrycznym. Resort zdrowia podkreśla jednak, że minister nie może narzucać lekarzom merytorycznych standardów postępowania – może określać jedynie standardy organizacyjne, a za treść kliniczną odpowiadają towarzystwa naukowe i samodzielni lekarze. Ten spór o zakres odpowiedzialności przekłada się na realne doświadczenie pacjentów: brak jednolitego wdrożenia zaleceń powoduje, że jakość diagnostyki bywa nierówna, a pacjent nie ma narzędzi, by ocenić, czy proces został przeprowadzony zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.

Równolegle trwa przebudowa psychiatrii środowiskowej. W obszarze dzieci i młodzieży wprowadzono trójstopniowy system referencyjny oraz standardy postępowania diagnostyczno-terapeutycznego, opracowane m.in. przy wsparciu środków europejskich. W przypadku dorosłych system centrów zdrowia psychicznego wychodzi z pilotażu i ma objąć całą populację. To krok w dobrą stronę, ale nie rozwiązuje problemu dostępności farmakoterapii.

Dorosłe osoby z ADHD nie mają dziś zagwarantowanej refundacji leków. Koszt terapii może sięgać 300–350 zł miesięcznie. Dla osób, które częściej doświadczają trudności zawodowych, epizodów bezrobocia czy współwystępujących uzależnień, jest to bariera realna. Eksperci podkreślają, że sama psychoedukacja i wsparcie psychologiczne nie zawsze wystarczą, a brak leczenia farmakologicznego zwiększa ryzyko wtórnych problemów zdrowotnych i społecznych.

Szczególnie wyraźnie widać systemowe napięcia w edukacji. Formalnie ADHD nie jest chorobą przewlekłą, lecz zaburzeniem neurorozwojowym. W praktyce oznacza to, że uczniowie z tą diagnozą często nie otrzymują orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, a tym samym nie mają prawa do nauczyciela współorganizującego proces kształcenia. W szkołach integracyjnych wsparcie bywa dostępne „przy okazji”, w szkołach masowych – najczęściej nie ma go wcale.

Jeszcze ostrzej problem widać przy egzaminach zewnętrznych. Komunikaty Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie wymieniają ADHD wprost jako podstawy do określonych dostosowań. W praktyce oznacza to, że wnioski o wydłużenie czasu pracy czy organizację egzaminu w osobnej sali bywają odrzucane, jeśli nie towarzyszy im inne rozpoznanie, np. spektrum autyzmu. Rodzice i prawnicy mówią wprost o sytuacjach, w których uczniowie z prawidłowo postawioną diagnozą ADHD napotykają „ścianę proceduralną”, mimo bogatej dokumentacji medycznej.

To właśnie ten kontekst sprawia, że w przestrzeni publicznej pojawia się coraz ostrzejsza krytyka polityki edukacyjnej. W ostatnich tygodniach szeroko komentowano spór wokół wsparcia dla uczniów z ADHD, w którym Ministerstwo Edukacji Narodowej oskarżane jest o ignorowanie problemu i odsyłanie rodziców do rozwiązań, które nie mają zastosowania do tej grupy. Media pisały o „walce o grupę uczniów”, którym system nie chce przyznać odrębnych mechanizmów wsparcia. Wrażenie chaosu pogłębia fakt, że część rodziców – aby uzyskać realną pomoc – decyduje się na poszukiwanie dodatkowych rozpoznań, co z kolei rodzi oskarżenia o „naddiagnozowanie”.

Podczas ostatniej debaty parlamentarnej poświęconej sytuacji dzieci i dorosłych z ADHD zaproszono przedstawicieli kilku resortów: zdrowia, edukacji, pracy i polityki społecznej oraz Rzecznika Praw Dziecka. Ostatecznie obecny był jedynie przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia. Brak reprezentantów innych resortów nie był jedynie organizacyjnym szczegółem. Pokazał on, że ADHD wciąż nie jest traktowane jako zagadnienie międzyresortowe, mimo że dotyka systemu ochrony zdrowia, edukacji, rynku pracy i zabezpieczenia społecznego.

W dyskusji wybrzmiał jeszcze jeden istotny wątek: konsekwencje braku wsparcia. Osoby z nieleczonym ADHD są bardziej narażone na uzależnienia, trudności w utrzymaniu pracy, problemy finansowe. Eksperci z obszaru leczenia uzależnień postulują wprowadzenie jednolitych narzędzi przesiewowych w poradniach oraz szybkiej ścieżki konsultacji psychiatrycznej dla pacjentów z podejrzeniem współwystępującego ADHD. To przykład myślenia systemowego, w którym ADHD nie jest „dodatkiem”, lecz czynnikiem wpływającym na skuteczność całego leczenia.

Dziś w Polsce trwa więc swoisty test dojrzałości państwa wobec neuroróżnorodności. Czy ADHD pozostanie rozpoznaniem, które w praktyce daje niewiele poza nazwą? Czy stanie się podstawą do stworzenia spójnych standardów diagnostycznych, refundacji leczenia, realnych dostosowań edukacyjnych i wsparcia w pracy?

Bez współpracy resortów, jasnych procedur i uznania, że ADHD to nie chwilowa moda, lecz trwały element krajobrazu zdrowia publicznego, odpowiedź na te pytania pozostanie niejednoznaczna. A koszt braku decyzji – jak podkreślają eksperci – może okazać się wyższy niż koszt wprowadzenia systemowych rozwiązań.

Źródło: zapis posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. ADHD pt. „Obecna sytuacja dzieci oraz dorosłych z ADHD”

Zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży wymaga dziś zdecydowanych i systemowych działań – również w edukacji. Planowane wprowadzenie do szkół nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna” to ważny krok w tym kierunku. Rzecznik Praw Obywatelskich apeluje do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zapewnienie możliwie szerokiego dostępu do tych zajęć. Redakcja MedicalPress przedstawia szczegóły tej inicjatywy oraz pytania, jakie RPO skierował do resortu edukacji.
Od 1 września 2025 roku do polskich szkół ma trafić nowy przedmiot: edukacja zdrowotna. To inicjatywa, która – jak podkreśla Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek – wpisuje się w konstytucyjny obowiązek państwa dotyczący ochrony zdrowia dzieci (art. 68 ust. 3 Konstytucji RP). RPO wystosował pismo do minister Barbary Nowackiej z pytaniami o sposób wdrożenia tej zmiany oraz o dalsze działania na rzecz edukacji o zdrowiu psychicznym.

Zdaniem RPO zdrowie psychiczne małoletnich powinno być traktowane jako kluczowy element polityki państwa. Przypomina również, że zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia psychicznego, troska o tę sferę należy do obowiązków publicznych instytucji.

Dlaczego edukacja zdrowotna jest potrzebna?

Eksperci alarmują, że liczba dzieci i młodzieży zmagających się z zaburzeniami psychicznymi rośnie. W latach 1997–2009 liczba pacjentów leczonych psychiatrycznie niemal się podwoiła. Problemem są m.in. depresja, zaburzenia nastroju, przemoc rówieśnicza i seksualna, neuroróżnorodność, a także uzależnienia – a szkoły wciąż nie mają narzędzi, by adekwatnie reagować.

Podczas obrad Komisji Ekspertów RPO ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego temat depresji wśród młodzieży był jednym z głównych punktów. Wszyscy zgromadzeni zgodzili się, że potrzeba działań prewencyjnych jest pilna i bezdyskusyjna.

Co obejmie edukacja zdrowotna?

Przedmiot ten ma poruszać zagadnienia dotąd marginalizowane w systemie edukacji: od zaburzeń nastroju, przez przemoc, po niepełnosprawność i zdrowie psychiczne. Dotychczas tego rodzaju tematy pojawiały się głównie w ramach wychowania do życia w rodzinie lub lekcji wychowawczych – i to nie zawsze systematycznie.

Choć według obecnych założeń edukacja zdrowotna ma być przedmiotem dobrowolnym, Rzecznik apeluje, by objąć nią jak największą liczbę uczniów i uczennic.

Pytania RPO do MEN

Rzecznik Marcin Wiącek zwrócił się do Ministerstwa Edukacji Narodowej z pytaniami:

Zdaniem RPO, edukacja o zdrowiu psychicznym nie powinna ograniczać się do sal lekcyjnych. To kwestia wymagająca wsparcia ze strony całego systemu – nauczycieli, rodziców, specjalistów.

Wprowadzenie edukacji zdrowotnej to istotny krok w kierunku budowania bardziej świadomego i odpornego psychicznie młodego pokolenia. Dobrze zaprojektowany program nauczania może realnie wpływać na poprawę jakości życia uczniów. Liczymy, że ministerstwo podejmie wyzwanie, jakim jest stworzenie powszechnego, równego dostępu do wiedzy o zdrowiu – nie tylko fizycznym, ale i psychicznym.

Źródło: Rzecznik Praw Obywatelskich

Neuroróżnorodność to naturalne zróżnicowanie ludzkich umysłów, które przejawia się w postrzeganiu i rozumieniu świata. Współczesne firmy i korporacje coraz częściej doceniają znaczenie tego aspektu i wykorzystują unikalne talenty osób neuroatypowych do rozwoju biznesu. Najnowsze badania sugerują, że osoby te mogą być znacznie bardziej produktywne od neurotypowych pracowników, jeśli znajdą się w sprzyjającym dla nich środowisku. Zatrudnienie takich osób może podnieść rentowność firmy nawet o 16 proc.

Neuroatypowość odnosi się do różnorodności w ludzkim poznaniu i jest naturalnym zjawiskiem. Koncepcja neuroróżnorodności koncentruje się na usuwaniu barier i wykorzystywaniu mocnych stron tych osób, takich jak kreatywność, myślenie analityczne czy wyobraźnia wzrokowo-przestrzenna. Wprowadzenie jej w miejscu pracy zmienia podejście do rekrutacji, organizacji pracy i zarządzania zespołami. Pozwala to największym międzynarodowym firmom, takim jak EY, SAP, JP Morgan czy Microsoft, zwiększyć produktywność, innowacyjność i konkurencyjność, jednocześnie tworząc środowisko pracy, które umożliwia neurozróżnicowanym współpracę i wykorzystanie ich potencjału. Skala zjawiska jest ogromna, bo neuroatypowa jest około 1/5 populacji.

Neuroróżnorodni w społeczeństwie i pracy 

Wiele różnic w naszym sposobie myślenia, odczuwania i działania może stanowić potencjał, który właściwie wykorzystany poprowadzi do lepszego funkcjonowania społeczeństwa, firm i organizacji. Dotychczas neuroatypowi, czyli np. osoby w spektrum autyzmu, z ADHD, dysleksją czy zespołem Tourette’a, byli postrzegani przez pryzmat ich ograniczeń. 

Temat neuroróżnorodności obecnie zyskuje na znaczeniu i częściej pojawia się w przekazach medialnych oraz portalach społecznościowych. Przedsiębiorstwa również zaczynają dostrzegać wartość neuroatypowości i budować na niej swoje przewagi konkurencyjne. Według raportu “Neuroróżnorodni w biurze”, blisko 40 proc. respondentów zauważyło działania związane z neuroróżnorodnością w swoich organizacjach, a aż 95 proc. uważa, że istnieje możliwość wprowadzenia zmian w ich własnych firmach. 

Osoby w spektrum mogą cechować się przede wszystkim większą skrupulatnością i dużą dokładnością wykonywania pracy. Neuronietypowy pracownik zapewnia zespołowi inne spojrzenie na projekt, ponieważ ma umiejętność skupienia uwagi na drobnych, pozornie nieistotnych szczegółach. Często tacy pracownicy są autorami innowacji, koderami, testerami gier. Co ciekawe, neuroróżnorodne zespoły testerów są o 30 proc. bardziej produktywne niż te “standardowe”. Organizacje, które zapewniają mentorów takim specjalistom, odnotowały 16 proc. wzrost rentowności, 18 proc. produktywności i 12 proc. lojalności klientów. 

Pomimo wzrostu świadomości społeczeństwa, osoby neuroróżnorodne pozostają w dużej mierze niewykorzystaną pulą talentów. W Stanach Zjednoczonych szacuje się, że 85 proc. osób ze spektrum autyzmu jest bezrobotnych, w porównaniu do 4,2 proc. całej populacji. Neuroatypowi znacznie rzadziej są również zatrudniani na stanowiskach kierowniczych czy dyrektorskich w porównaniu do osób typowych. 

 Niewykluczanie nikogo ze względu na przestarzałe normy społeczne powinno być w dzisiejszym świecie oczywistością. Dane wskazują, że osoby zróżnicowane neurologicznie są jedną z grup społecznych najbardziej narażonych na brak pracy. Bezrobocie wśród neutoatypowych dorosłych na świecie wynosi co najmniej 35 proc., co stanowi trzykrotność wskaźnika dla osób z fizycznymi niepełnosprawnościami i jest ośmiokrotnie wyższa niż dla osób neurotypowych. Co więcej, prawie 80 proc. badanych w spektrum deklaruje, że chce podjąć pracę zawodową, a finalnie zatrudnienie dostaje zaledwie co piąta osoba. Powinniśmy pamiętać, że neuroróżnorodność nie wybiera, zaburzenia w spektrum autyzmu dotykają wszystkie grupy społeczne i etniczne. Tworząc otwarte miejsce pracy, przyciągamy potencjalnych, chętnych do działania pracowników. Akceptacja w miejscu zatrudnienia to lepsze samopoczucie, a co za tym idzie również zaangażowanie i produktywność – komentuje Krzysztof Adamski, CEO BetterPOS i założyciel Fundacji Donateo. 

Doświadczanie przestrzeni przez neuroatypowych 

Należy mieć na uwadze, że osoby neuroatypowe mogą potrzebować innych warunków do pracy, dopasowanych akustycznie lub wizualnie. Niektórzy mogą również potrzebować wsparcia w kontaktach interpersonalnych, co może utrudniać czynności takie jak dojazd do pracy komunikacją miejską. 

Neurobiologia w modelu tzw. “triady neuroestetycznej” mówi o tym, że otoczenie istotnie wpływa na to, jak się czujemy i zachowujemy. Zgodnie z tym modelem, doświadczanie przestrzeni jest wypadkową działania trzech systemów, które w ludzkim umyśle odpowiadają za interpretację bodźców: sieci sensomotorycznej, systemu wiedzy i znaczenia oraz systemu emocji i oceny. Z tą świadomością możemy odpowiedzialnie kształtować przestrzenie, które wpływają na nasze zachowanie i emocje. 

Wyposażenie i lokalizacja miejsca pracy może mieć wpływ na decyzję o przyjściu osoby neuroatypowej do biura. Typowa, otwarta przestrzeń biurowa stanowi dla osób neuroatypowych duże wyzwanie, a w przypadku niektórych okazuje się niemożliwa. Obszary pracy warto więc podzielić na przestrzenie z określonymi funkcjonalnościami, jak np. strefa ciszy. Warto też umożliwić przypisanie biurek w miejscu o małej cyrkulacji ludzi. Takie grupy stanowisk powinny być złożone z maksymalnie czterech miejsc. Istotne jest również zapewnienie poczucia kontroli nad otoczeniem poprzez sterowanie oświetleniem i temperaturą. 

Odbiór, interpretacja i reakcja na bodźce u osób neuroatypowych przebiega inaczej. Zaburzenia rutyny i wysoki poziom stymulacji mogą powodować meltdown, czy zbyt intensywną reakcję, np. wybuch płaczu lub agresji. Ważne jest zapewnienie odciążenia sensorycznego. Prywatna przestrzeń z dostępem do światła dziennego uspokaja zmysły i pomaga się wyciszyć. 

Praca w zespole neuroróżnorodnym, który łączy osoby neurotypowe i neuroatypowe, wymaga odpowiedniego przygotowania pracowników i kadry zarządzającej oraz dostosowania wewnętrznych procesów w firmie. Takie przygotowanie może wymagać obecności mentora, który ma doświadczenie w pracy z osobami w spektrum i rozumie specyfikę danej branży. Każda z wprowadzanych zmian na rzecz neuroróżnorodnego środowiska pracy wpływa pozytywnie na cały zespół, a zmiany te można zacząć od zwiększenia świadomości zespołu. 

Donateo to platforma fundraisingu cyfrowego wprowadzająca innowacje technologiczne w zakresie płatności bezgotówkowych do sektora zbiórek charytatywnych. Powstała jako fintechowy projekt Krzysztofa Adamskiego, założyciela BetterPOS. Oferowane przez platformę rozwiązania to m. in. technologia online i offline w systemie mikrodonacji. Donateo, za pośrednictwem swojej aplikacji, wdraża mikrodonacje bezgotówkowe do punktów retail w Polsce. W 2023 roku z inicjatywy firmy powstała Fundacja Donateo, której przyświeca idea niesienia pomocy organizacjom dobroczynnym. 

źródło: Donateo