Medicalpress
Glejak, choroba do niedawna kojarzona z osobami starszymi, coraz częściej dotyka młodych dorosłych, aktywnych zawodowo. W tej grupie częściej diagnozuje się guzy o niższym stopniu złośliwości i – jak podkreślają lekarze – współczesna medycyna pozwala im dłużej zachować aktywność zawodową. Brak świadomości społecznej może utrudniać chorym codzienne funkcjonowanie w pracy i życiu społecznym. W badaniu przeprowadzonym w ramach kampanii „Widzimy się jutro” większość Polaków przyznaje, że niewiele wie na temat glejaka.
– Diagnozę glejaka słyszy co roku 1,5–1,8 tys. osób. Przede wszystkim są to osoby w wieku starszym, czyli generalnie z wiekiem zwiększa się ryzyko zachorowania. Zaczynamy jednak obserwować coraz więcej zachorowań w przypadku młodszych, aktywnych dorosłych, którzy pełnią role rodzinne, społeczne i zawodowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Rafał Stec, kierownik Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Glejaki stanowią 70–80 proc. pierwotnych nowotworów złośliwych ośrodkowego układu nerwowego. Choroba może się rozwijać przez długi czas bez charakterystycznych objawów, dlatego jej rozpoznanie bywa opóźnione. Specjaliści wyróżniają zarówno nowotwory o niskim stopniu złośliwości, które rosną wolniej, jak i agresywne postacie wymagające szybkiego leczenia.

 W przypadku guzów wolno rosnących, które częściej występują u młodych dorosłych, najczęstszym objawem jest pierwszy w życiu napad padaczkowy. To jest powodem wykonania dalszej diagnostyki obrazowej i postawienia rozpoznania – mówi dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic z Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – U osób starszych, 60–70-letnich, u których mamy guzy szybciej rosnące, pacjenci zgłaszają się z powodu wystąpienia niedowładu kończyn, zaburzeń mowy i pamięci. Te objawy czasami mogą wystąpić w sposób nagły, więc może się zdarzyć, że pacjenci trafiają na izbę przyjęć z podejrzeniem udaru.

Rodzaj zastosowanego leczenia zależy od wielu czynników, m.in. typu nowotworu, jego lokalizacji oraz stanu pacjenta. Dlatego dokładne określenie charakteru guza ma kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji terapeutycznych. Podstawowym badaniem wykorzystywanym w diagnostyce glejaków jest rezonans magnetyczny. W bardziej skomplikowanych przypadkach lekarze korzystają także z dodatkowych metod obrazowania, które pozwalają dokładniej określić charakter zmiany oraz zaplanować leczenie.

– W niektórych przypadkach ten obraz nie jest jednoznaczny i standardowe badanie rezonansu magnetycznego możemy poszerzyć o badanie perfuzji i spektroskopii, które dają więcej informacji na temat rodzaju guza. W przypadku guzów położonych w okolicach ważnych czynnościowo możemy zaplanować badania oceniające położenie ważnych ośrodków czynnościowych w mózgu za pomocą rezonansu czynnościowego, traktografii dróg istoty białej – tłumaczy dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic. – Po operacji, poza oceną neuropatologiczną materiału, podstawą diagnostyki jest również badanie molekularne, badanie genetyczne, żeby ocenić odpowiednie mutacje w obrębie guza, które nas ukierunkują na odpowiednie rozpoznania.

Współczesna diagnostyka glejaków coraz silniej się opiera na badaniach molekularnych. Znaczenie mają m.in. mutacje IDH oraz inne biomarkery pozwalające lepiej dopasować terapię do konkretnego pacjenta.

Eksperci podkreślają, że leczenie wymaga współpracy wielodyscyplinarnego zespołu specjalistów i indywidualnego podejścia do każdego chorego. Najczęściej obejmuje kilka metod stosowanych łącznie. W zależności od rodzaju nowotworu i stanu pacjenta wykorzystuje się leczenie operacyjne, radioterapię oraz terapię systemową. Coraz większą rolę odgrywa również indywidualne leczenie na podstawie cech biologicznych guza.

– W zasadzie leczenie glejaka w Polsce bardzo się pokrywa z leczeniem glejaka w Stanach Zjednoczonych, jeśli chodzi o standardy postępowania, natomiast mamy niedobór pewnego leku dostępnego dla naszych pacjentów. Wierzę w to mocno, że ten lek będzie niedługo refundowany i wyrównamy możliwości leczenia – wskazuje prof. Rafał Stec. – Od niedawna mamy lek zarejestrowany na glejaki o niskim stopniu złośliwości, który może znacznie wydłużyć życie pacjentom mającym specyficzną mutację. Tak jak klucz do zamka, ten lek blokuje aktywność mutacji i dzięki temu chorzy żyją dłużej, lepiej, bez dodatkowego leczenia agresywnego, jak radio- czy chemioterapia.

Leczenie glejaka może wpływać na codzienne funkcjonowanie pacjentów także długo po zakończeniu hospitalizacji. Chorzy często mierzą się z konsekwencjami neurologicznymi, które utrudniają pracę, samodzielność i życie społeczne. Jednocześnie wiele z tych problemów nie jest widocznych na pierwszy rzut oka.

– Diagnoza glejaka wywraca życie pacjenta do góry nogami, pojawiają się bardzo skomplikowane procedury medyczne, diagnostyka, a potem leczenie. Dostęp do nowoczesnych form terapeutycznych coraz bardziej pozwala tym pacjentom – do czego my jako lekarze czy psycholodzy również zachęcamy – jak najbardziej zachować swoją codzienność, pracować, jeśli tylko ich stan zdrowia na to pozwala, oraz pozostać aktywnymi społecznie – mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezeska Fundacji „W trosce o pacjenta”.

Jak wskazuje, pacjenci z glejakiem często mówią właśnie o potrzebie normalności, zachowaniu relacji, pracy i nawyków codziennego życia sprzed choroby. Diagnoza wpływa jednak nie tylko na zdrowie i aktywności, ale także poczucie bezpieczeństwa i przynależności.

– Tej chorobie często towarzyszą zaburzenia emocjonalne, lękowe czy depresyjne, w związku z tym profesjonalne wsparcie z zakresu psychoonkologii, pozwala pacjentowi nie tylko lepiej funkcjonować emocjonalnie, ale czasem też po prostu lepiej się leczyć – przekonuje Adrianna Sobol. – Psychoonkolog jest wsparciem nie tylko dla pacjenta, ale także dla rodziny, żeby poukładać to, nauczyć się żyć z diagnozą, nie pogubić się w tych emocjach.

Jak pokazują wyniki badania opinii publicznej, wiedza Polaków na temat glejaków pozostaje ograniczona. 77 proc. badanych ocenia, że za mało się mówi o tej chorobie, a 44 proc. słyszało jej nazwę, ale nie wie dokładnie, czym jest. Wielu respondentów nie potrafiło wskazać charakterystycznych objawów glejaka, a część błędnie zakłada, że nowotwory mózgu dotyczą wyłącznie osób starszych.

 Nasza wiedza jest dość powierzchowna, deklarujemy, że mamy bardzo dużą empatię i chcemy pomagać, ale jednocześnie nie wiemy, jak to robić, nie mamy praktycznych narzędzi do pomagania, nie wiemy, jak się komunikować, mamy bardzo dużo obaw dotyczących tego, w jaki sposób możemy rozmawiać i wspierać na co dzień osoby chore – mówi Ewa Eron z K+Research.

Badanie wskazuje, że ograniczona wiedza na temat glejaka może się przekładać na trudności w rozumieniu problemów, z jakimi chorzy mierzą się na co dzień.

– Pacjenci, którzy na co dzień borykają się z takimi objawami jak zaburzenia mowy i koncentracji, mogą mieć trudności w pracy. Badania pokazały, że praca jest miejscem, w którym osoba z diagnozą glejaka może być niezrozumiana i w jakiś sposób źle oceniana – wskazuje Ewa Eron.

Dlatego tegoroczna odsłona kampanii „Servier – Wyłącz Raka”, która odbywa się pod hasłem „Widzimy się jutro. Glejak. Choruję. Jestem…”, pokazuje życie z glejakiem z perspektywy pacjentów, którzy mimo diagnozy chcą pozostać obecni w życiu swoich rodzin, pracy i relacjach społecznych. Organizatorzy podkreślają, że celem akcji jest zwiększanie świadomości, empatii i praktycznej wiedzy o codziennym funkcjonowaniu osób chorych.

Źródło: Newseria

Fundacja Glioma-Center im. Hani Magiery rozpoczęła kampanię edukacyjną „Jak to?? Glejak?!”, której celem jest zwiększanie świadomości na temat objawów guzów mózgu oraz znaczenia szybkiej diagnostyki. Inicjatywa realizowana w maju – miesiącu budowania świadomości o guzach mózgu – przypomina, że symptomy takie jak nawracające bóle głowy, zaburzenia pamięci, problemy z mową czy równowagą nie powinny być bagatelizowane. W działania edukacyjne zaangażowali się eksperci, pacjenci oraz osoby publiczne dzielące się własnymi doświadczeniami związanymi z chorobą.
 
Maj – miesiąc budowania świadomości na temat guzów mózgu – staje się okazją do nagłośnienia znaczenia wczesnego rozpoznawania objawów choroby. Fundacja Glioma-Center im. Hani Magiery prowadzi kampanię edukacyjną „Jak to?? Glejak?!”, zachęcając do większej czujności i lepszego zrozumienia sygnałów, które może wysyłać organizm.
 
 
Według Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku w Polsce było 2424 przypadków guzów mózgu. W całej grupie nowotworów mózgu, 5-cio letnie przeżycia wynoszą dwadzieścia kilka procent. Dla samych glejaków jest niższe i zależne od stopnia złośliwości.

„Glejak często nie daje jednoznacznych objawów, dlatego tak ważne jest, by nie ignorować sygnałów, które mogą sugerować chorobę. Naszym celem jest pokazanie, że czujność to wyraz odpowiedzialności za własne zdrowie. Jeśli coś nas niepokoi – warto to po prostu skonsultować z lekarzem” – podkreśla prezeska Fundacji Glioma-Center, Magdalena Magiera.

Fundacja, jak co roku, podejmuje szereg działań mających na celu budowanie wiedzy i zwiększanie świadomości społecznej na temat guzów mózgu, w tym szczególnie glejaka.
W swoich komunikatach podkreśla, że glejak może dotknąć każdego – niemowlęta, dzieci, dorosłych oraz osoby starsze. Dlatego tak istotne jest, aby uważnie obserwować sygnały wysyłane przez organizm. Kluczową rolę odgrywa świadomość tego, które objawy mogą być niepokojące oraz kiedy należy skonsultować się ze specjalistą.

Do najczęstszych objawów, które mogą wskazywać na obecność guza mózgu, należą:

 
 
To co powinno obudzić czujność to występowanie dwóch lub więcej objawów jednocześnie i ich utrzymywanie się przez dłuższy okres czasu.

„Według danych amerykańskich nowotwory ośrodkowego układu nerwowego stanowią około 1–2% wszystkich nowych zachorowań onkologicznych w Stanach Zjednoczonych. Każdego roku w USA rozpoznaje się około 25 tysięcy nowych przypadków złośliwych guzów mózgu i rdzenia kręgowego. Najczęściej występującym złośliwym pierwotnym nowotworem mózgu u dorosłych jest glioblastoma, IDH-wildtype (WHO CNS grade 4 według aktualnej klasyfikacji WHO). Ze względu na agresywny przebieg choroby oraz niekorzystne rokowanie kluczowe znaczenie mają wczesne rozpoznanie pierwszych objawów neurologicznych, szybkie przeprowadzenie diagnostyki oraz niezwłoczne wdrożenie leczenia. Zwiększanie świadomości społecznej w tym zakresie może przyczynić się do wcześniejszego rozpoczęcia terapii oraz poprawy jakości życia pacjentów” – mówi dr hab. n. med. Karol Wiśniewski, prof. uczelni, Klinika Neurochirurgii i Onkologii Układu Nerwowego, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Szpital im N. Barlickiego.

W ramach kampanii edukacyjnej, we współpracy z brytyjską organizacją The Brain Tumour Charity, Fundacja przygotowała materiał edukacyjny przedstawiający objawy guzów mózgu w trzech grupach wiekowych: u niemowląt, dzieci i dorosłych oraz video animację podkreślający objawy choroby. Do tegorocznych obchodów miesiąca budowania świadomości na temat guzów mózgu, dołączyła również aktorka Małgorzata Ostrowska-Królikowska, które ma osobiste doświadczenia związane z chorobą. Wsparciem dla kampanii jest także zaangażowanie Adriana Szymaniaka, znanego z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, u którego w 2025 roku zdiagnozowano glejaka. Wraz z rodziną dzieli się on swoją historią, nagrywając materiały edukacyjne wskazujące objawy choroby.

Temat kampanii jest mi bardzo bliski, ponieważ sam choruję na guza mózgu i doskonale wiem co to oznacza dla człowieka gdy dostaje niespodziewanie taką diagnozę. Przez ten czas nabyłem dużo wiedzy i własnych doświadczeń, spotykając na swojej drodze dziesiątki innych osób w podobnej sytuacji. Wiele rozmów i wymiany wspólnych doświadczeń dzisiaj pozwalają mi zabierać głos na temat profilaktyki,  tak aby zwiększać świadomość w społeczeństwie i reagować, gdy zaczyna się dziać coś niepokojącego ze zdrowiem. Warto znać możliwe pierwsze objawy, słuchać własnego organizmu, nie bagatelizować tego. Szybka reakcja i podjęte działania naprawdę mają tu ogromne znaczenie dla skuteczności leczenia.  Gdy dowiedziałem się o tej kampanii, wiedziałem, że nie mogę przejść obok niej obojętnie.” – mówi Adrian Szymaniak.

Fundacja prowadzi stronę internetową, na której pacjenci, ich bliscy oraz wszystkie zainteresowane osoby mogą znaleźć rzetelne informacje na temat guzów mózgu, diagnostyki oraz możliwości wsparcia. W ramach kampanii uruchomiono dodatkową sekcję na stronie internetowej, dedykowaną specjalnie objawom. W maju Fundacja uruchomiła także bezpłatną infolinię pozwalającą porozmawiać o wszelkich niepokojących sygnałach.

Źródło: inf pras

Nowotwory mózgu u dzieci należą do najbardziej wymagających klinicznie chorób nie tylko ze względu na samo leczenie, ale także długofalowe konsekwencje dla rozwoju, funkcjonowania i jakości życia. W przypadku glejaków o niskim stopniu złośliwości, mimo relatywnie wolnego przebiegu choroby, leczenie często wiąże się z wieloletnią terapią, powikłaniami oraz koniecznością podejmowania trudnych decyzji terapeutycznych.

Komisja Europejska przyznała warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu dla toworafenibu w monoterapii u pacjentów od 6. miesiąca życia z nawrotowym lub opornym na leczenie glejakiem o niskim stopniu złośliwości (pLGG) związanym z zaburzeniami w genie BRAF. Wskazanie obejmuje pacjentów, u których choroba postępuje pomimo wcześniejszego leczenia systemowego.

Choroba przewlekła, wieloletnie leczenie

Pediatric low-grade glioma (pLGG) to najczęstszy nowotwór mózgu u dzieci. W Unii Europejskiej co roku rozpoznaje się ponad 800 nowych przypadków związanych z zaburzeniami genu BRAF, które odpowiadają za ponad połowę wszystkich zachorowań w tej grupie.

Choć guzy te mają zazwyczaj powolny przebieg, ich lokalizacja w ośrodkowym układzie nerwowym sprawia, że mogą prowadzić do poważnych powikłań, takich jak zaburzenia widzenia, trudności w mówieniu czy problemy z funkcjami motorycznymi. Choroba często ma charakter przewlekły, a dzieci zwłaszcza te, u których nie udało się uzyskać pełnej resekcji chirurgicznej wymagają długotrwałego leczenia i wielokrotnych interwencji terapeutycznych.

Do tej pory standard postępowania obejmował przede wszystkim leczenie chirurgiczne, chemioterapię oraz radioterapię, które choć skuteczne wiążą się z ryzykiem powikłań i długoterminowych następstw zdrowotnych.

Terapia celowana w określony mechanizm molekularny

Toworafenib jest inhibitorem kinaz RAF, działającym na zmienione formy białka BRAF oraz powiązane szlaki sygnałowe odpowiedzialne za wzrost i podział komórek. Zaburzenia w obrębie genu BRAF należą do najczęstszych zmian molekularnych obserwowanych w pLGG, co czyni je istotnym celem terapeutycznym.

Zastosowanie terapii celowanej oznacza podejście ukierunkowane na konkretny mechanizm biologiczny choroby, co odróżnia ją od tradycyjnych metod leczenia o szerszym, mniej selektywnym działaniu.

Dane z badania FIREFLY-1

Podstawą decyzji regulatora są wyniki badania II fazy FIREFLY-1, obejmującego 137 dzieci i młodych dorosłych z nawrotowym lub opornym na leczenie pLGG z zaburzeniami BRAF.

W badaniu odnotowano:
Profil bezpieczeństwa określono jako możliwy do kontrolowania, a większość działań niepożądanych miała łagodny lub umiarkowany charakter.

Kierunek zmian w leczeniu nowotworów dziecięcych

Nowotwory wieku dziecięcego nadal pozostają obszarem, w którym dostęp do nowych terapii jest ograniczony w ostatnich latach tylko niewielka część nowych leków była rozwijana z myślą o populacji pediatrycznej. Decyzje regulatorów dotyczące terapii ukierunkowanych molekularnie wpisują się w szerszy trend rozwoju leczenia spersonalizowanego również w tej grupie pacjentów.

Jak wskazuje prof. François Doz z Institut Curie, leczenie dzieci z glejakiem o niskim stopniu złośliwości często wiąże się z wieloletnią niepewnością i koniecznością podejmowania trudnych decyzji terapeutycznych, a nowe opcje leczenia mogą stanowić dodatkową możliwość postępowania w tej grupie chorych.

Kolejne badania w toku

Toworafenib jest obecnie oceniany również w badaniu III fazy FIREFLY-2, obejmującym pacjentów wymagających leczenia pierwszej linii. Wyniki tych badań będą miały znaczenie dla dalszej oceny roli tej terapii w praktyce klinicznej.

Źródło: Informacja prasowa Ipsen z 22 kwietnia 2026 r.; dane z badania FIREFLY-1.
Glejak wielopostaciowy pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej neuroonkologii. To najczęstszy i jednocześnie najbardziej agresywny pierwotny nowotwór mózgu u dorosłych, którego leczenie – mimo postępu technologicznego i terapeutycznego – wciąż przynosi ograniczone efekty. Trwające badania nad immunoterapią otwierają jednak nowe kierunki poszukiwań skuteczniejszych metod leczenia.
Nowotwory ośrodkowego układu nerwowego stanowią stosunkowo niewielki odsetek wszystkich zachorowań onkologicznych, ale ich znaczenie kliniczne jest szczególne. W Polsce odpowiadają za około 2% przypadków nowotworów złośliwych, co przekłada się na blisko 3000 nowych rozpoznań rocznie. Obejmują zarówno guzy pierwotne – takie jak glejaki czy oponiaki – jak i zmiany wtórne, będące przerzutami z innych narządów, najczęściej z płuca lub piersi.

W ostatnich latach istotnie zmieniło się podejście do klasyfikacji tych nowotworów. Aktualna klasyfikacja WHO z 2021 roku wprowadziła szerokie wykorzystanie diagnostyki molekularnej, która dziś stanowi jeden z kluczowych elementów rozpoznania i kwalifikacji do leczenia. Coraz większe znaczenie mają cechy genetyczne guza, które pozwalają nie tylko precyzyjniej określić jego typ, ale także przewidywać przebieg choroby i potencjalną odpowiedź na terapię.

Choroba o wyjątkowo agresywnym przebiegu

Glejak wielopostaciowy (glioblastoma, GBM) charakteryzuje się szybkim wzrostem, dużą zmiennością molekularną oraz naciekającym charakterem, który uniemożliwia całkowite chirurgiczne usunięcie guza bez ryzyka poważnych powikłań neurologicznych. Standard leczenia obejmuje maksymalnie bezpieczną resekcję, a następnie radioterapię i chemioterapię z zastosowaniem temozolomidu. Mimo tego rokowanie pozostaje niekorzystne – mediana przeżycia wynosi około 15 miesięcy, a odsetek trzyletnich przeżyć nie przekracza 10%.

Jednym z kluczowych mechanizmów odpowiadających za oporność glejaka na leczenie jest jego zdolność do unikania odpowiedzi immunologicznej organizmu.

– „Za agresywnym charakterem wzrostu guza oraz jego opornością na nowe metody terapii stoi między innymi unikalna właściwość komórek glejaka polegająca na hamowaniu aktywności układu odpornościowego gospodarza. W warunkach prawidłowych zasadniczą rolę w rozpoznawaniu i eliminacji komórek nowotworowych odgrywają limfocyty T, jednak w przypadku glejaka ich funkcja ulega istotnemu osłabieniu” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Wojciech Kaspera, kierownik projektu.

Jak podkreśla, komórki nowotworowe aktywnie wykorzystują mechanizmy immunosupresji:
– „Komórki guza wykazują ekspresję białek powierzchniowych, które modulują aktywność punktów kontroli odpowiedzi immunologicznej. Interakcja tych cząsteczek z receptorami na limfocytach T prowadzi do ich funkcjonalnej inaktywacji. W konsekwencji dochodzi do osłabienia odpowiedzi przeciwnowotworowej, co umożliwia dalszą progresję choroby”.

Projekt PIRG – próba przełamania immunosupresji

Jednym z projektów, który ma na celu zmianę tego niekorzystnego scenariusza, jest badanie PIRG (Pembrolizumab in Glioblastoma), finansowane przez Agencję Badań Medycznych. Jego celem jest ocena skuteczności immunoterapii u pacjentów z nowo rozpoznanym glejakiem wielopostaciowym.

Projekt realizowany jest przez Śląski Uniwersytet Medyczny we współpracy z Narodowym Instytutem Onkologii w Gliwicach oraz partnerami międzynarodowymi, w tym Institute of Cancer Research w Londynie. Badanie ma charakter wieloośrodkowy i obejmuje pacjentów na wczesnym etapie choroby.

Kluczową rolę w terapii odgrywa pembrolizumab – przeciwciało monoklonalne blokujące receptor PD-1 na limfocytach T.

– „Pembrolizumab jest przeciwciałem monoklonalnym blokującym receptor PD-1 na powierzchni limfocytów T. Zablokowanie interakcji pomiędzy PD-1 i PD-L1 może doprowadzić do przywrócenia aktywności przeciwnowotworowej limfocytów T i umożliwić skuteczniejszą kontrolę wzrostu guza” – tłumaczy prof. Wojciech Kaspera.

Jednym z najbardziej innowacyjnych elementów projektu jest zastosowanie leczenia w schemacie neoadjuwantowym, czyli jeszcze przed operacją.

– „Zakładamy, że wczesne włączenie inhibitora PD-1 może doprowadzić do aktywacji odpowiedzi immunologicznej jeszcze przed usunięciem guza, a także zwiększyć skuteczność dalszego leczenia, w tym radioterapii i chemioterapii” – podkreśla badacz.

W badaniu uczestniczy 36 pacjentów. Analizie poddawane są zarówno próbki krwi, jak i materiał tkankowy uzyskany podczas operacji, co pozwala lepiej zrozumieć zmiany zachodzące w mikrośrodowisku guza oraz identyfikować potencjalne biomarkery odpowiedzi na leczenie.

Immuno-PET – krok w stronę mniej inwazyjnej diagnostyki

Istotnym elementem projektu jest wykorzystanie technologii immuno-PET, umożliwiającej nieinwazyjne obrazowanie ekspresji PD-L1. W badaniu stosowany jest znakowany radioaktywnie atezolizumab, co pozwala na ocenę biologii guza jeszcze przed jego usunięciem.

– „Zastosowanie immuno-PET ukierunkowanego na szlak PD-1/PD-L1 pozwala na scharakteryzowanie guza przed jego resekcją i kwalifikację pacjenta do leczenia w sposób spersonalizowany, a także na monitorowanie skuteczności terapii” – wyjaśnia prof. Wojciech Kaspera.

Badania obrazowe realizowane są w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach pod kierunkiem prof. Gabrieli Kramer-Marek. Zespół odpowiada m.in. za opracowanie i standaryzację procedur oraz przygotowanie radioznacznika wykorzystywanego w badaniu.

Zastosowanie immuno-PET ma szczególne znaczenie w kontekście guzów mózgu, gdzie dotychczas podstawową metodą oceny molekularnej pozostaje biopsja stereotaktyczna. Nowe podejście może ograniczyć konieczność wykonywania procedur inwazyjnych i przyczynić się do rozwoju medycyny spersonalizowanej.

Kierunek: leczenie skojarzone i medycyna personalizowana

Wyniki projektu PIRG zostały opublikowane w czasopiśmie „Neuro-Oncology”, co potwierdza jego znaczenie naukowe i translacyjny charakter. Badanie łączy różne obszary medycyny – immunoterapię, leczenie chirurgiczne oraz nowoczesne techniki obrazowania i diagnostyki molekularnej.

Eksperci podkreślają, że to właśnie integracja różnych metod terapeutycznych może w przyszłości poprawić rokowanie pacjentów z glejakiem wielopostaciowym. Szczególnie istotną rolę odgrywają niekomercyjne badania kliniczne finansowane ze środków publicznych, które pozwalają rozwijać nowe strategie leczenia w obszarach o wysokiej, niezaspokojonej potrzebie medycznej.

Choć glejak wielopostaciowy nadal pozostaje chorobą o bardzo złym rokowaniu, rozwój immunoterapii oraz zaawansowanych metod diagnostycznych daje nadzieję na stopniową poprawę wyników leczenia i jakości życia pacjentów.
Źródło: Agencja Badań Medycznych; wszystkie wypowiedzi pochodzą z materiału Agencji Badań Medycznych

W neuroonkologii coś rzeczywiście zaczyna się poruszać. Sama obecność worasidenibu w tegorocznym zestawieniu TOP 10 ONKO, przygotowanym przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, nie jest tylko symbolicznym gestem wobec rzadkiej grupy nowotworów. To raczej sygnał, że po latach stagnacji w glejakach pojawia się wreszcie nowy język leczenia: bardziej molekularny, bardziej selektywny, bardziej świadomy biologii choroby. Jak mówił prof. Andrzej Kawecki, „worasidenib jest inhibitorem enzymów IDH1 i IDH2 stosowanym u chorych na rozlane glejaki o niskiej złośliwości z mutacją IDH. Nie ukrywam, że jego znaczenie jest duże, ponieważ jest to pierwszy lek od ponad dwudziestu lat, który wykazuje wyraźną aktywność w tej grupie guzów mózgu”. Zarazem jednak właśnie glejaki najlepiej pokazują, że pojedynczy lek, nawet ważny i długo wyczekiwany, nie rozwiązuje problemu sam z siebie. W tej grupie chorób równie ważne jak nowa terapia pozostają czas, jakość operacji, dostęp do diagnostyki molekularnej, rozsądna centralizacja leczenia i to, czy pacjent nie zgubi się po drodze między pierwszym objawem a właściwym ośrodkiem.

Postęp technologiczny nie przekłada się jeszcze na wyniki leczenia

To jeden z tych obszarów onkologii, w których kontrast między postępem technologicznym a wynikami leczenia jest szczególnie dotkliwy. Z jednej strony mamy coraz lepsze rezonanse, dokładniejsze klasyfikacje WHO, coraz bardziej zaawansowaną neurochirurgię, nowoczesną radioterapię, rozwijającą się biologię molekularną i pierwsze terapie celowane dla wybranych grup chorych. Z drugiej strony nadal istnieje grupa nowotworów, w których wyniki leczenia pozostają bardzo trudne. Dr n. med. Monika Drogosiewicz z Kliniki Onkologii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” przypomniała, że w Polsce rozpoznaje się rocznie około 300 nowotworów ośrodkowego układu nerwowego u dzieci, z czego około 30–40 stanowią glejaki o wysokim stopniu złośliwości. Jak zwraca uwagę ekspertka – są to drugie co do częstości występowania nowotwory złośliwe u dzieci.
Właśnie w tej grupie najlepiej widać, że nie można mówić o glejakach jak o jednej chorobie. W glejakach o niskim stopniu złośliwości wyniki leczenia są dziś bardzo dobre, a pięcioletnie i długofalowe przeżycia sięgają 95–96 proc. W praktyce oznacza to, że głównym problemem przestaje być samo przeżycie, a coraz częściej staje się nim jakość dalszego życia, skala neurologicznych następstw leczenia, ryzyko powikłań po radioterapii czy cena, jaką dziecko zapłaci w dorosłości za radykalne postępowanie we wczesnym wieku. Dr Drogosiewicz zauważa, że „w tej chwili doszliśmy do takiego miejsca, gdzie  nie martwimy się już o wyniki leczenia (…) martwimy się o jakość życia pacjentów i tutaj postęp będzie szedł w kierunku nie dodawania leków i nie dodawania metod, tylko ograniczenia”  leczenia tam, gdzie można to zrobić bez szkody dla skuteczności. W praktyce oznacza to między innymi niemal całkowite wycofanie radioterapii u części dzieci z glejakami o niskim stopniu złośliwości oraz coraz większe znaczenie leków biologicznych.
W przypadku glejaków o wysokim stopniu złośliwości wyniki leczenia pozostają znacznie gorsze. Jak wskazała dr Monika Drogosiewicz, przeżycia w tej grupie nowotworów nie przekraczają około 20 proc., przy czym dotyczy to głównie pacjentów, u których możliwe było przeprowadzenie radykalnego zabiegu chirurgicznego. W sytuacji, gdy guz jest nieoperacyjny, możliwości leczenia są bardzo ograniczone. Szczególnym przykładem są guzy pnia mózgu u dzieci, dawniej określane jako DIPG, które należą do najtrudniejszych w leczeniu nowotworów ośrodkowego układu nerwowego.

Diagnostyka molekularna zmienia sposób klasyfikacji i leczenia glejaków

Równocześnie w diagnostyce i leczeniu glejaków coraz większą rolę odgrywa diagnostyka molekularna. Pozwala ona dokładniej określić rokowanie oraz kwalifikować pacjentów do terapii celowanych. W przypadku dzieci ma to szczególne znaczenie, ponieważ część nowych opcji terapeutycznych może być stosowana wyłącznie u chorych z określonym profilem molekularnym. Przykładem są glejaki o niskim stopniu złośliwości z mutacją BRAF V600, w których od października 2025 r. refundowane są u dzieci trametynib i dabrafenib stosowane w pierwszej linii leczenia. Możliwość zastosowania leczenia celowanego zależy więc od wykrycia określonej zmiany molekularnej w guzie. Wśród rozwijanych terapii wymienia się również worasidenib, stosowany u chorych z mutacją IDH, oraz tovorafenib, który w badaniach obejmuje nowotwory z mutacjami i fuzjami BRAF. Jednocześnie w glejakach wysokiego stopnia złośliwości u dzieci możliwości leczenia pozostają ograniczone. Podejmowane są także próby łączenia leków oddziałujących na różne szlaki molekularne.
Właśnie dlatego tak mocno wraca w tej dyskusji temat diagnozy zintegrowanej. Dr Elżbieta Nowicka, przewodnicząca Polskiej Grupy Glejakowej przy PTOK i zastępca kierownika III Kliniki Radioterapii i Chemioterapii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach, mówi wprost, że rozpoznanie oparte wyłącznie na obrazie mikroskopowym już nie wystarcza. Dopiero połączenie klasycznej histopatologii z badaniami molekularnymi, genetycznymi i immunohistochemicznymi pozwala właściwie określić typ choroby, realne rokowanie i potencjalne cele terapeutyczne. W części przypadków u dorosłych może to oznaczać możliwość leczenia ukierunkowanego molekularnie, choć sama częstość tych zaburzeń pozostaje niewielka. Dr Nowicka przypomina, że w guzach glejowych u dorosłych mutacje czy zaburzenia pozwalające na takie leczenie występują zwykle u 2–4 proc. chorych. To mało, ale dla tych kilku procent dobrze wykonane badanie może zmienić wszystko. Stąd nacisk na współpracę neuropatologów, neurochirurgów i onkologów oraz na sprawne kierowanie pacjentów do leczenia uzupełniającego. W tym ujęciu nie chodzi już tylko o to, czy w kraju są dobre ośrodki – bo są – lecz o to, czy cały proces działa jak jeden organizm. 

Wyspecjalizowane ośrodki i organizacja leczenia

Jednym z kluczowych wyzwań w neuroonkologii pozostaje organizacja ścieżki pacjenta oraz zapewnienie ciągłości diagnostyki i leczenia. Coraz częściej wskazuje się na potrzebę integrowania różnych etapów terapii w jednym ośrodku – tak aby pacjent miał dostęp zarówno do leczenia neurochirurgicznego, jak i pełnej diagnostyki radiologicznej i molekularnej, radioterapii oraz nowoczesnych metod leczenia onkologicznego.
Jednym z proponowanych rozwiązań jest koncepcja brain tumor unit, czyli wyspecjalizowanego modelu opieki dla nowotworów ośrodkowego układu nerwowego, analogicznego do rozwiązań funkcjonujących już w innych obszarach onkologii.
Na znaczenie takiego podejścia zwraca uwagę prof. Maciej Harat, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neuroonkologicznego i koordynator Zakładu Neuroonkologii w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Jak podkreśla, dobrze zorganizowany ośrodek pozwala podejmować decyzje terapeutyczne interdyscyplinarnie od początku ścieżki leczenia, dzięki czemu pacjent nie pozostaje sam z pytaniem o dalsze postępowanie.
Prof. Harat zwraca jednocześnie uwagę, że w glejakach postęp terapeutyczny przez długi czas był bardzo ograniczony. Jak podkreśla, od ponad dwóch dekad nie pojawiły się nowe zarejestrowane terapie, które w istotny sposób zmieniłyby rokowanie chorych z glejakiem wielopostaciowym. Pięcioletnie przeżycia dorosłych pacjentów utrzymują się na poziomie około 5 proc. Jednocześnie – jak zaznacza – w ostatnich latach w krajach Europy Zachodniej zaczęły pojawiać się nowe metody diagnostyczne i terapeutyczne, które stopniowo poprawiają wyniki leczenia.
W Polsce również można zauważyć pewne zmiany, zwłaszcza w obszarze diagnostyki. W ostatnich latach istotnie poprawiła się dostępność podstawowych badań molekularnych. Analizy pozwalające lepiej określić rokowanie i możliwości leczenia, takie jak oznaczenie metylacji promotora genu MGMT, które jeszcze kilka lat temu były trudno dostępne, dziś mogą być wykonywane w rutynowej praktyce klinicznej i rozliczane w systemie publicznym.
Jednocześnie część nowoczesnych metod diagnostycznych i terapeutycznych, mimo że znajduje się w międzynarodowych rekomendacjach, pozostaje w Polsce ograniczona dostępnością. Dotyczy to m.in. obrazowania PET z wykorzystaniem radioznaczników aminokwasowych stosowanych w diagnostyce guzów mózgu. Jak zaznacza prof. Harat, rezonans magnetyczny nie zawsze pozwala w pełni określić zasięg choroby, natomiast badania PET umożliwiają identyfikację nacieku guza także poza obszarem widocznym w rezonansie. Może to mieć znaczenie zarówno dla planowania zakresu operacji, jak i dla bardziej precyzyjnego wyznaczania pola radioterapii.
Kolejnym przykładem terapii, która znajduje się w międzynarodowych rekomendacjach, a w Polsce pozostaje trudno dostępna, jest leczenie z wykorzystaniem zmiennego pola elektrycznego (tumor treating fields). Metoda ta została przebadana w badaniach III fazy i wykazała skuteczność zarówno u pacjentów z nowo rozpoznanym glejakiem, jak i w przypadku nawrotu choroby. W praktyce dostęp do tej terapii jest jednak w Polsce ograniczony i najczęściej możliwy jedynie w ramach badań klinicznych prowadzonych w wybranych ośrodkach. Tymczasem w wielu krajach europejskich metoda ta została już włączona do standardów leczenia.
Równolegle rozwój nowych technologii diagnostycznych i terapeutycznych powinien iść w parze z odpowiednią organizacją opieki nad pacjentem. Nawet najbardziej zaawansowane metody leczenia nie przyniosą pełnych efektów, jeśli chory nie trafi na czas do ośrodka dysponującego odpowiednim doświadczeniem i zapleczem technologicznym.
Niezależnie od rozwoju diagnostyki i nowych terapii kluczowym etapem leczenia glejaków pozostaje zabieg chirurgiczny. O możliwościach skutecznego leczenia w dużej mierze decydują warunki techniczne, w jakich wykonywana jest operacja, oraz doświadczenie zespołu operacyjnego. Współczesna neurochirurgia dysponuje narzędziami pozwalającymi zwiększyć precyzję resekcji guza i jednocześnie ograniczyć ryzyko trwałych powikłań neurologicznych.
Prof. Radosław Rola z Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie zwraca uwagę, że z punktu widzenia neurochirurga kluczowe są konkretne elementy zaplecza operacyjnego. Wśród nich wymienia m.in. wysokiej klasy mikroskop operacyjny, zastosowanie znaczników fluorescencyjnych takich jak kwas 5-aminolewulinowy, monitoring śródoperacyjny funkcji neurologicznych, systemy neuronawigacji oraz doświadczenie całego zespołu operacyjnego. Nie są to rozwiązania dodatkowe, lecz narzędzia, które bezpośrednio wpływają na zakres możliwej resekcji guza. Dzięki nim chirurg może dokładniej określić granice zmiany nowotworowej i zwiększyć zakres usunięcia tkanki nowotworowej, jednocześnie ograniczając ryzyko ciężkich deficytów neurologicznych.
Jednocześnie dostęp do części tych technologii nie jest w Polsce równomierny. W praktyce różnice między dużymi ośrodkami akademickimi a mniejszymi placówkami pozostają wyraźne, a finansowanie niektórych procedur i technologii nadal jest ograniczone. W efekcie miejsce zamieszkania pacjenta może w istotny sposób wpływać na dostęp do nowoczesnej diagnostyki i leczenia neurochirurgicznego.
Kwestia organizacji leczenia pojawia się także w dyskusji o centralizacji opieki nad chorymi z glejakami. W wielu analizach podkreśla się, że wyniki leczenia są zwykle lepsze w ośrodkach wykonujących większą liczbę takich operacji, ponieważ wraz z liczbą procedur rośnie doświadczenie zespołu i możliwości techniczne placówki.
Na ten aspekt zwraca uwagę dr hab. Tomasz Dziedzic, neurochirurg z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W jego ocenie większa liczba wykonywanych zabiegów przekłada się na lepsze przygotowanie zespołów i bardziej przewidywalne wyniki leczenia. Jednocześnie podkreśla on, że centralizacja opieki nie może polegać na kierowaniu wszystkich pacjentów z całego kraju do jednego lub dwóch ośrodków referencyjnych.
W wielu przypadkach długotrwałe leczenie poza miejscem zamieszkania stanowi poważne obciążenie dla pacjenta i jego rodziny. Dlatego – jak wskazuje ekspert – bardziej realistycznym rozwiązaniem jest regionalizacja opieki oparta na jasno określonych poziomach referencyjności, rzeczywistym doświadczeniu zespołów oraz analizie wyników leczenia.

Pierwsze objawy i opóźnienia diagnostyczne

Równie istotnym elementem jest wczesne rozpoznanie objawów oraz sprawne skierowanie pacjenta do odpowiedniego ośrodka diagnostycznego i leczniczego. W przypadku nowotworów mózgu pierwsze symptomy choroby mogą być niespecyficzne, co utrudnia szybkie postawienie diagnozy.
Jak zwraca uwagę prof. Magdalena Chrościńska-Krawczyk, kierownik Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, u dziecka guz mózgu przez pewien czas może objawiać się zmianą zachowania, trudnościami z koncentracją, pogorszeniem wyników w nauce, chwiejnością emocjonalną, zaburzeniami pamięci, pogorszeniem koordynacji ruchowej czy nasilającymi się bólami głowy. Szczególną uwagę powinny zwrócić tzw. czerwone flagi, takie jak poranne bóle głowy z towarzyszącymi nudnościami i wymiotami, bóle głowy wybudzające ze snu, zmiana charakteru dotychczasowych dolegliwości bólowych, narastająca senność, zaburzenia świadomości czy napady padaczkowe.
W teorii ścieżka diagnostyczna wydaje się przejrzysta: wywiad lekarski, odpowiednia czujność diagnostyczna i skierowanie do specjalisty. W praktyce jednak dostęp do konsultacji neurologicznej bywa ograniczony. Prof. Chrościńska-Krawczyk wskazuje na przykład poradni neurologii dziecięcej w Lublinie, gdzie zapisy na rok 2026 rozpoczęły się w grudniu, a już na początku stycznia wszystkie terminy na cały rok były zajęte. W sytuacji, gdy pacjent nie trafia bezpośrednio na szpitalny oddział ratunkowy, lecz próbuje przejść standardową ścieżkę ambulatoryjną, czas oczekiwania na konsultację może znacząco się wydłużyć.
Na znaczenie wczesnej diagnostyki zwraca uwagę również dr Michał Sutkowski, lekarz rodzinny i specjalista medycyny rodzinnej. Z jego perspektywy istotne jest wzmocnienie możliwości diagnostycznych podstawowej opieki zdrowotnej, tak aby lekarz rodzinny mógł szybciej kierować pacjenta na odpowiednią ścieżkę diagnostyczną. Nie chodzi przy tym o rutynowe zlecanie badań obrazowych każdemu pacjentowi z bólem głowy, lecz o stworzenie czytelnych i odpowiednio zróżnicowanych ścieżek konsultacyjnych, umożliwiających pilne skierowanie do specjalisty lub wykorzystanie narzędzi takich jak konsultacje zdalne.
Problem opóźnień diagnostycznych widoczny jest także w populacji dziecięcej. Jak wskazuje prof. dr hab. Dawid Larysz, neurochirurg kierujący Kliniką Chirurgii Głowy i Szyi Dzieci i Młodzieży w Olsztynie oraz pracujący w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach, pierwsze objawy guza mózgu bywają interpretowane jako zaburzenia neurorozwojowe lub problemy psychologiczne. Zanim dziecko trafi do właściwego ośrodka, może przejść przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne z rozpoznaniami takimi jak ADHD czy zaburzenia ze spektrum autyzmu, bez wykonania badań obrazowych. Dotyczy to zwłaszcza nowotworów rozwijających się powoli, które przez dłuższy czas nie powodują jednoznacznych objawów neurologicznych.
Ekspert zwraca również uwagę na problem pojawiający się u części pacjentów po zakończeniu leczenia. Dzieci, które przeżyły chorobę nowotworową mózgu, często wchodzą w dorosłość z deficytami rozwojowymi i nadal wymagają regularnych badań kontrolnych, niekiedy wykonywanych w znieczuleniu ogólnym. W takich przypadkach pojawia się trudność organizacyjna: system opieki pediatrycznej nie obejmuje już dorosłego pacjenta, natomiast w systemie opieki dla dorosłych znalezienie ośrodka wykonującego badania diagnostyczne w znieczuleniu u osoby z zaburzeniami rozwojowymi bywa bardzo trudne. 

Co naprawdę może zmienić rokowanie w glejakach

Na końcu pozostaje pytanie, co w przypadku glejaków mogłoby dziś oznaczać rzeczywistą zmianę jakościową w leczeniu. Z wypowiedzi specjalistów wyłania się odpowiedź stosunkowo spójna. Problem nie sprowadza się wyłącznie do liczby dostępnych leków, choć ich niedobór nadal pozostaje poważnym ograniczeniem. Nie chodzi również o pojedynczą refundację czy jedną nową technologię. Największy deficyt dotyczy powiązań między elementami systemu, które w Polsce w wielu miejscach już istnieją, ale nie zawsze tworzą spójny proces opieki.
Glejaki szczególnie wyraźnie pokazują, że nowoczesna onkologia nie opiera się wyłącznie na obecności pojedynczych wyspecjalizowanych ośrodków. Jej skuteczność zależy przede wszystkim od tego, czy pacjent – od momentu pojawienia się pierwszych objawów, przez diagnostykę, leczenie operacyjne i terapię uzupełniającą, aż po dalszą kontrolę – porusza się w systemie, który działa w sposób skoordynowany i przewidywalny.
W tym kontekście pojawienie się nowych terapii, takich jak worasidenib, ma znaczenie nie tylko farmakologiczne. Lek ten jest postrzegany jako jeden z pierwszych przykładów terapii ukierunkowanej molekularnie, która może realnie wpłynąć na przebieg wybranych postaci glejaków. Jednocześnie wielu specjalistów traktuje go jako zapowiedź szerszego kierunku rozwoju – sytuacji, w której kolejne leki celowane będą stopniowo zmieniać sposób leczenia tej grupy nowotworów.
Taki rozwój terapii mógłby w przyszłości przesunąć glejaki z obszaru chorób o bardzo ograniczonych możliwościach leczenia w stronę schorzeń, które można długofalowo kontrolować, wydłużając życie pacjentów i poprawiając jego jakość. Warunkiem wykorzystania tego potencjału pozostaje jednak uporządkowanie całego procesu opieki: od diagnostyki molekularnej i nowoczesnego obrazowania, przez leczenie operacyjne i terapię uzupełniającą, aż po wsparcie psychologiczne oraz długoterminowe prowadzenie chorych.
Obecnie nie istnieje jedno rozwiązanie, które mogłoby radykalnie zmienić rokowanie w tej chorobie. Coraz więcej danych wskazuje jednak, że bez precyzyjnej diagnostyki, wyspecjalizowanych ośrodków oraz dobrze zorganizowanej ścieżki pacjenta nawet najbardziej zaawansowane technologie będą wykorzystywane zbyt późno albo tylko w ograniczonej grupie chorych.

Artykuł powstał na podstawie dyskusji podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Centralnego Układu Nerwowego, Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Rzadkich oraz Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii pt. „Glejaki – postęp w neuroonkologii, który odmienia ludzki los”, które odbyło się 10 marca 2026 r.; źródło cytatu materiał prasowy PTOK
W Centrum Onkologii w Bydgoszczy przygotowania do rekrutacji pacjentów do eksperymentalnego badania klinicznego weszły w decydującą fazę. To rezultat największego w konkursie grantu naukowego Agencji Badań Medycznych – 74 miliony złotych – który przyznano zespołowi Zakładu Neuroonkologii i Radiochirurgii pod kierownictwem prof. Macieja Harata. Badanie ma ruszyć na początku 2026 roku i jest dedykowane pacjentom ze wznową glejaka wielopostaciowego – jednego z najgroźniejszych nowotworów mózgu.
„To ogromna radość – po pierwsze dlatego, że mamy realną szansę poprawić los pacjentów, którzy dziś mają bardzo ograniczone możliwości leczenia. Po drugie – to uznanie dla ciężkiej pracy mojego zespołu i Zarządu Centrum Onkologii, którzy pomogli doprowadzić projekt do perfekcji. Ale zaraz potem przyszło poczucie odpowiedzialności – teraz musimy to wszystko skutecznie i perfekcyjnie wdrożyć. To wielkie wyzwanie” – mówi prof. Maciej Harat.

Projekt zakłada zastosowanie trzech zaawansowanych metod terapeutycznych: obrazowania molekularnego PET z użyciem FET-tyrozyny, precyzyjnej radiochirurgii stereotaktycznej oraz terapii zmiennym polem elektrycznym. To ostatnie rozwiązanie jest zatwierdzoną metodą leczenia wznowy glejaka m.in. w USA i UE, jednak w Polsce pozostaje na razie niedostępne w ramach refundacji.

„Terapia opiera się na działaniu zmiennego pola elektrycznego, które zakłóca podział komórek nowotworowych. Pacjent nosi elektrody przymocowane do skóry głowy, połączone z lekkim urządzeniem. Co ważne – można z nim normalnie funkcjonować, pracować, a nawet jeździć na rowerze. To rozwiązanie nowej generacji, które dopiero od niedawna jest dostępne w Polsce dotychczas jedynie komercyjnie” – wyjaśnia prof. Harat.

Badanie będzie prowadzone wyłącznie w Centrum Onkologii w Bydgoszczy, a terapia zmiennym polem elektrycznym zostanie pozyskana z zewnętrznych ośrodków. „Chcemy zaatakować glejaka w te miejsca, które mogą ograniczać skuteczność terapii zmiennym polem elektrycznym. Wykorzystamy do tego PET znakowany tyrozyną i stereotaktyczną radiochirurgię. Poza tym zapewniamy chorym dostęp do terapii zmiennym polem elektrycznym, która jest zatwierdzoną metodą leczenia wznowy w USA i na terenie UE a wciąż nierefundowaną w Polsce. Łączymy trzy technologie, które dotąd badaliśmy we wstępnych naszych projektach i dały one bardzo obiecujące wyniki”.

Rekrutacja rozpocznie się w pierwszych tygodniach 2026 roku i potrwa przez trzy lata. Do badania zostanie zakwalifikowanych 92 dorosłych pacjentów z glejakiem wielopostaciowym IV stopnia, maksymalnie do trzeciej wznowy, o wielkości guza nieprzekraczającej 5 cm. „Pacjenci, w złym stanie sprawności, u których guz zajmuje większość mózgu, nie będą mogli uczestniczyć w badaniu. Duże znaczenie podczas kwalifikacji do badań będzie miało też dotychczas zastosowane leczenie. Pacjenci będą mogli zgłaszać się ze skierowaniem od swojego onkologa czy neurochirurga. Kwalifikację przeprowadzi zespół specjalistów Zakładu Neuroonkologii Centrum Onkologii” – zaznacza prof. Harat.

Zespół, który będzie prowadził badanie, liczy kilkanaście osób – to lekarze neuroonkolodzy, radiochirurdzy, badacze oraz koordynatorzy do spraw kontaktu z pacjentami. „Zespół jest dobrze zaplanowany. Poza mną jako głównym badaczem, w projekt zaangażowani są lekarze Zakładu Neuroonkologii: dr Maciej Blok, dr Magdalena Adamczak Sobczak czy prof. Bogdan Małkowski, a także koordynatorzy kontaktu z pacjentami. Łącznie jest to kilkanaście osób, które będą współpracować na co dzień, by zapewnić bezpieczeństwo i jakość całego badania. Liczymy, że miesięcznie będziemy mogli włączać 2–4 pacjentów”.

Niestety, pacjenci, u których glejaka dopiero zdiagnozowano, nie kwalifikują się do tego badania klinicznego. Choroba ta wciąż pozostaje jedną z najtrudniejszych do leczenia. „Glejak wielopostaciowy to najczęstszy złośliwy nowotwór mózgu u dorosłych – diagnozujemy go u około 1000–1500 osób rocznie. Rokowania są niestety trudne – mediana przeżycia to 12–16 miesięcy. Choroba często szybko wraca, a możliwości leczenia przy kolejnych wznowach są ograniczone” – mówi prof. Harat.

Wczesne objawy bywają niespecyficzne i łatwo je zbagatelizować. „Napad padaczkowy czy nagła utrata przytomności to jedne z pierwszych objawów. Ale także narastające bóle głowy, zaburzenia zachowania, widzenia, trudności z mową czy orientacją. Problem w tym, że nowotwór często nie daje wczesnych objawów. Gdy coś nas niepokoi – warto zgłosić się do lekarza rodzinnego i to omówić. Najczęściej niezbędny jest rezonans magnetyczny. Glejaka można zdiagnozować dość szybko, ale trudniej określić jego dokładne granice. To właśnie chcemy zmienić dzięki dokładniejszemu obrazowaniu”.

Nie ma profilaktyki ani jednoznacznych grup ryzyka. „Glejak może dotknąć każdego – od dzieci po osoby starsze. Najczęściej pojawia się w wieku 40–50 lat. Nie wiemy, co powoduje chorobę – nie ma potwierdzonych zależności z trybem życia, paleniem czy dietą”.

Prof. Harat podkreśla, że już niebawem pojawią się konkretne informacje dotyczące zapisów do badania. „Jeszcze raz jednak proszę o chwilę cierpliwości. Zdajemy sobie sprawę, że wielu chorych czeka na konkrety – i te już wkrótce się pojawią. Na stronie Centrum Onkologii zamieścimy wszystkie szczegóły dotyczące naboru do badania”.

Źródło: Centrum Onkologii w Bydgoszczy