Medicalpress

Postępująca utrata pola widzenia może występować mimo prawidłowego obrazu gałki ocznej i braku ewidentnych nieprawidłowości w rezonansie magnetycznym. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku pacjenci z takimi zaburzeniami poddawani są specjalistycznej diagnostyce, a w wybranych przypadkach również małoinwazyjnemu odbarczeniu nerwu wzrokowego. Zabieg może zahamować pogarszanie się widzenia i dać lekarzom czas na dalszą diagnostykę przyczyny problemu.

Widzenie pogarsza się, ale badania nie pokazują oczywistej przyczyny

Charakterystycznym objawem może być stopniowa utrata widzenia obwodowego przy zachowanej zdolności czytania i rozpoznawania szczegółów. Pole widzenia stopniowo się zawęża, a u niektórych pacjentów proces ten postępuje bardzo szybko – nawet w ciągu kilku tygodni.

Problem polega na tym, że standardowa diagnostyka nie zawsze pozwala szybko ustalić przyczynę.

– Od kilkunastu lat zajmujemy się zaburzeniami widzenia o niejasnej etiologii, czyli takimi, w których przyczyna nie jest oczywista. Co ważne, nie wynikają one bezpośrednio z choroby gałki ocznej, a w takich przypadkach okuliści niewiele mogą pomóc – wyjaśnia dr hab. Tomasz Łysoń, kierownik Kliniki Neurochirurgii USK w Białymstoku.

Jednym z pacjentów był 53-letni pan Zbigniew z Ostródy. Zanim trafił do białostockich neurochirurgów, konsultował się z okulistami, neurologiem i neurochirurgami. Ostatecznie pojawiło się podejrzenie, że zaburzenia widzenia mogą mieć związek z nieprawidłowym ciśnieniem płynu mózgowo-rdzeniowego.

Jak ciśnienie płynu mózgowo-rdzeniowego może wpływać na wzrok?

Mózg znajduje się w zamkniętej przestrzeni czaszki, a organizm każdego dnia produkuje około pół litra płynu mózgowo-rdzeniowego. Jeżeli jego odpływ lub wchłanianie są zaburzone, może dojść do wzrostu ciśnienia wewnątrzczaszkowego.

Ma to znaczenie również dla narządu wzroku. Nerw wzrokowy otacza pochewka zawierająca płyn mózgowo-rdzeniowy. Wzrost ciśnienia może prowadzić do jej rozdęcia, obrzęku tarczy nerwu wzrokowego oraz ucisku samego nerwu, a w konsekwencji – do pogarszania się widzenia.

Jak wskazują lekarze z USK, tego rodzaju problemy częściej występują u osób z otyłością. Ich rozpoznanie wymaga niejednokrotnie współpracy okulistów, neurologów i neurochirurgów, a w wybranych przypadkach również laryngologów.

Dostęp do nerwu bez przecinania mięśni oka

Kilka lat temu neurochirurdzy z Białegostoku, wykorzystując doświadczenie w technikach endoskopowych stosowanych podczas operacji mózgu, kręgosłupa i oczodołu, opracowali małoinwazyjną metodę odbarczania nerwu wzrokowego. Polega ona na wykonaniu niewielkiego nacięcia pochewki nerwu.

– My przez niewielkie nacięcie spojówki, bez przecinania mięśni poruszających gałką oczną, docieramy do pochewki nerwu wzrokowego tuż za gałką oczną i wykonujemy w niej mikronacięcie. Płyn mózgowo-rdzeniowy może dzięki temu wypłynąć, przez co likwidujemy ucisk na nerw wzrokowy – tłumaczy dr hab. Tomasz Łysoń.

To właśnie brak konieczności przecinania mięśnia poruszającego gałką oczną jest jedną z istotnych cech stosowanej w Białymstoku techniki. W klasycznym dostępie chirurgicznym mięsień musi zostać przecięty, a następnie ponownie zszyty, co może wiązać się m.in. z przejściowymi zaburzeniami ustawienia oka i dłuższym gojeniem.

Sama operacja trwa niespełna godzinę, jednak – jak podkreślają specjaliści – jest wymagająca technicznie i wymaga odpowiedniego doświadczenia oraz specjalistycznego instrumentarium.

Zabieg może „kupić czas” na dalsze leczenie

U części chorych poprawa następuje bardzo szybko po odbarczeniu nerwu. Operacja nie zawsze oznacza jednak zakończenie leczenia, ponieważ nie usuwa w każdym przypadku pierwotnej przyczyny zaburzeń ciśnienia.

– Ten zabieg często kupuje nam czas. Jeżeli uda się odbarczyć nerw i poprawić widzenie, mamy możliwość dalszej, spokojnej diagnostyki i leczenia przyczyny problemu. U części pacjentów efekt utrzymuje się długotrwale, ale u niektórych konieczne jest dalsze postępowanie – zaznacza dr hab. Łysoń.

Dlatego szczególne znaczenie ma odpowiednio szybkie skierowanie pacjenta do specjalistycznego ośrodka. Długotrwały ucisk i uszkodzenie nerwu wzrokowego mogą bowiem doprowadzić do zmian, których nie uda się już odwrócić.

– Przyjeżdżają do nas pacjenci z całej Polski i zza granicy. I czasem zdarza się, że ten czas niedowidzenia trwa na tyle długo, że zmiany są nieodwracalne i już nie możemy pomóc – podkreśla Łukasz Lisowski, okulista z Kliniki Okulistyki USK.

53-letni pacjent przeszedł zabieg 19 sierpnia, a dwa dni później został wypisany do domu. Badanie kontrolne wykazało ustąpienie obrzęku tarczy nerwu wzrokowego. Po zagojeniu oka zostanie przeprowadzona pełna ocena okulistyczna, która pozwoli określić, w jakim stopniu poprawiło się jego widzenie, oraz zaplanować dalszą diagnostykę i ewentualne leczenie.

Białostocki zespół analizuje również wyniki stosowanej metody i prowadzi badania naukowe dotyczące rzadkich i trudnych diagnostycznie zaburzeń widzenia.

Źródło: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku / Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku

Bezpieczeństwo pacjenta nie kończy się w momencie zakończenia operacji. Narodowy Fundusz Zdrowia proponuje zmiany, które mają sprawić, że specjalistyczne zabiegi będą wykonywane wyłącznie w oddziałach dysponujących odpowiednim personelem, sprzętem i zapleczem do leczenia ewentualnych powikłań. Projekt ma uporządkować finansowanie świadczeń, ograniczyć tzw. „zabiegi walizkowe” i wzmocnić rolę wyspecjalizowanych ośrodków. Jednocześnie NFZ zapewnia, że celem nie jest ograniczenie dostępu do leczenia, lecz poprawa jego jakości i bezpieczeństwa.

Od lat jednym z największych wyzwań polskiego systemu ochrony zdrowia jest nie tylko dostępność leczenia, ale również jego jakość i organizacja. W dyskusjach o reformach najczęściej pojawiają się kolejki, finansowanie czy niedobór personelu. Tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia zwraca uwagę na problem, który dla pacjentów pozostaje niemal niewidoczny. Chodzi o miejsce wykonywania specjalistycznych zabiegów oraz zapewnienie choremu kompleksowej opieki także po zakończeniu operacji.

NFZ przedstawił projekt zmian zasad finansowania świadczeń szpitalnych. Przygotowano go we współpracy z ekspertami reprezentującymi chirurgię ogólną, ortopedię, neurochirurgię oraz urologię. Głównym założeniem jest koncentracja specjalistycznych procedur w oddziałach, które dysponują odpowiednią kadrą, całodobowym zabezpieczeniem specjalistycznym oraz zapleczem diagnostycznym.

Jak podkreśla prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak: „Chirurgia powinna być realizowana w oddziałach chirurgicznych. Stawiamy bezpieczeństwo pacjentów na pierwszym miejscu. Nad proponowanym rozwiązaniem pracowaliśmy od ok. dwóch lat wspólnie z gronem ekspertów klinicznych reprezentujących dziedziny zabiegowe: chirurgię ogólną, ortopedię i traumatologię narządu ruchu, neurochirurgię oraz urologię.”

Propozycja nie dotyczy wszystkich operacji wykonywanych przez chirurgów ogólnych. Obecnie oddziały chirurgii ogólnej mogą rozliczać około 230 grup świadczeń. Wśród nich znajdują się jednak procedury typowe dla innych specjalności, takie jak artroskopie, operacje kręgosłupa, wybrane zabiegi urologiczne czy bronchoskopie. To właśnie one mają zostać przeniesione do oddziałów specjalistycznych.

Zdaniem Funduszu obecny model nie zawsze gwarantuje pacjentom pełne bezpieczeństwo. W części szpitali specjalista wykonujący operację przyjeżdża jedynie na zaplanowany blok operacyjny, po czym opuszcza placówkę. W przypadku wystąpienia powikłań dalszą opiekę przejmuje personel, który nie uczestniczył w zabiegu i nie zawsze posiada doświadczenie w leczeniu danego schorzenia.

Nowe rozwiązania mają zmienić właśnie ten element systemu. Pacjent wymagający operacji ortopedycznej miałby trafiać na oddział ortopedii, osoba z chorobą wymagającą leczenia neurochirurgicznego do neurochirurgii, a pacjent urologiczny do oddziału urologii.

Jak wyjaśnia Anna Skowrońska, zastępca dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej w Centrali NFZ: „Dla pacjentów będzie to jasna informacja, gdzie dana procedura lub zabieg mogą zostać wykonane. Obecnie świadczenia te mogą być realizowane w różnych miejscach. Po zmianach pacjent wymagający artroskopii będzie kierowany na oddział ortopedii.”

To ważna zmiana również z punktu widzenia organizacji leczenia. Specjalistyczny oddział zapewnia bowiem nie tylko możliwość wykonania operacji, ale także dostęp do odpowiedniej diagnostyki, lekarzy obecnych przez całą dobę oraz szybkiego leczenia ewentualnych powikłań.

Na ten aspekt zwraca uwagę prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich prof. Wiesław Tarnowski. „Zawsze zadaję sobie pytanie: gdzie sam poszedłbym się operować? Nie wybrałbym placówki, w której chirurg pojawia się raz w tygodniu. Wybrałbym szpital, w którym specjalista jest obecny na co dzień, działa odpowiednie zaplecze i istnieje możliwość natychmiastowego leczenia powikłań. Sam zabieg to nie wszystko. Bezpieczeństwo pacjenta musi być zapewnione przez całą dobę.”

Eksperci podkreślają, że sukces leczenia operacyjnego nie zależy wyłącznie od technicznego wykonania zabiegu. Szczególnie dobrze widać to w ortopedii, gdzie efekty operacji ocenia się często po wielu latach.

Jak zaznacza konsultant krajowy w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu prof. Jarosław Czubak: „W ortopedii dobrego wyniku leczenia nie oceniamy po kilku miesiącach. Powinien być trwały przez kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt lat. Dlatego zabieg musi być wykonywany tam, gdzie pacjent ma zapewnione właściwe leczenie, również po operacji i w przypadku wystąpienia powikłań.”

Jednym z najczęściej komentowanych elementów projektu jest próba ograniczenia tzw. „zabiegów walizkowych”. To określenie odnosi się do sytuacji, w której lekarz przyjeżdża do szpitala wyłącznie po to, by wykonać serię zaplanowanych operacji, a następnie wraca do swojej macierzystej placówki.

Według NFZ taki model utrudnia zapewnienie ciągłości leczenia. Jak mówi zastępca prezesa Funduszu Jakub Szulc: „Tak zwane zabiegi walizkowe, gdy lekarz przyjeżdża do konkretnego szpitala tylko po to, żeby wykonać serię operacji, nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem pacjenta. Chcemy skierować system w przeciwną stronę – do koncentracji specjalistycznego leczenia i zapewnienia pacjentowi pełnej opieki w miejscu, w którym wykonywany jest zabieg.”

Projekt nie oznacza jednak ograniczenia liczby wykonywanych świadczeń. NFZ podkreśla, że zmieni się przede wszystkim miejsce ich realizacji. Fundusz zapowiada monitorowanie przepływu pacjentów pomiędzy placówkami, a w razie potrzeby zwiększenie finansowania oddziałów specjalistycznych przejmujących większą liczbę chorych.

Jednocześnie szpitale prowadzące oddziały chirurgii ogólnej mają skoncentrować się na procedurach należących do ich podstawowego profilu działalności, takich jak leczenie przepuklin, żylaków czy operacje pęcherzyka żółciowego.

Co więcej, Fundusz proponuje zwiększenie finansowania jednoczasowego leczenia obustronnej przepukliny pachwinowej o 40 procent. Rozwiązanie ma zachęcić szpitale do wykonywania jednej operacji zamiast dwóch oddzielnych hospitalizacji, co oznacza krótszy czas leczenia dla pacjenta i bardziej efektywne wykorzystanie zasobów systemu.

Projekt zarządzenia Prezesa NFZ znajduje się obecnie w konsultacjach społecznych, które potrwają do 14 sierpnia 2026 roku. Jeżeli proponowane rozwiązania zostaną przyjęte, nowe zasady finansowania mają wejść w życie 1 października 2026 roku.

Proponowane zmiany pokazują, że coraz większy nacisk kładzie się nie tylko na liczbę wykonywanych procedur, ale również na organizację całego procesu leczenia. To kierunek zgodny z obserwowanymi od lat trendami w wielu krajach europejskich, gdzie koncentracja specjalistycznych świadczeń w wyspecjalizowanych ośrodkach ma poprawiać jakość leczenia i ograniczać ryzyko powikłań. Ostateczny efekt reformy będzie jednak zależał od tego, czy uda się pogodzić bezpieczeństwo pacjentów z dostępnością świadczeń oraz możliwościami organizacyjnymi szpitali.

Źródło: NFZ

Udar mózgu kojarzy się przede wszystkim z osobami starszymi. Tymczasem każdego roku dotyka również dzieci i nastolatków, a jego rozpoznanie bywa znacznie trudniejsze niż u dorosłych. Właśnie dlatego sukces neurochirurgów z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach ma znaczenie wykraczające poza historię jednej pacjentki. Przeprowadzona u 15-letniej dziewczynki bezpośrednia rewaskularyzacja mózgu należy do najrzadziej wykonywanych zabiegów w neurochirurgii dziecięcej i może otworzyć nowy rozdział w leczeniu najmłodszych pacjentów z ciężkimi chorobami naczyń mózgowych.

Pacjentką była 15-letnia Maja, która w grudniu 2025 roku doznała rozległego urazu głowy w wypadku komunikacyjnym. Początkowo lekarze walczyli o jej życie z powodu krwiaka wewnątrzczaszkowego oraz wieloodłamowego złamania podstawy i sklepienia czaszki. Kilka dni później pojawiło się kolejne zagrożenie – udar niedokrwienny mózgu spowodowany krytycznym zwężeniem tętnicy szyjnej wewnętrznej.

Pierwszym etapem leczenia było wszczepienie stentu, co początkowo pozwoliło przywrócić prawidłowy przepływ krwi. Jednak po kilku miesiącach kontrolne badania wykazały ponowne zwężenie naczynia. Choć organizm dziewczynki wytworzył krążenie oboczne, szczegółowa diagnostyka obrazowa oraz neuropsychologiczna wykazała, że dopływ krwi do części mózgu nadal pozostawał niewystarczający. W tej sytuacji lekarze zdecydowali się na rozwiązanie stosowane u dzieci niezwykle rzadko – bezpośredni bypass mózgowy.

Gdy standardowe leczenie przestaje wystarczać

Zabieg polegał na wykonaniu zespolenia pomiędzy tętnicą skroniową powierzchowną a tętnicą środkową mózgu. W praktyce oznacza to stworzenie nowej drogi dopływu krwi, omijającej uszkodzony odcinek naczynia. To procedura znana od wielu lat w neurochirurgii dorosłych, jednak u dzieci wykonywana jest sporadycznie ze względu na bardzo małą średnicę naczyń oraz ogromne wymagania techniczne.

Operację przeprowadził zespół kierowany przez dr. Dariusza Szarka, specjalizującego się w chirurgii naczyń mózgowych i supermikrochirurgii. Do wykonania zespolenia wykorzystano nici o grubości ludzkiego włosa, co pokazuje skalę precyzji wymaganej podczas tego typu operacji.

Jeszcze do niedawna standardem leczenia dzieci wymagających rewaskularyzacji były przede wszystkim techniki pośrednie, polegające na ułożeniu na powierzchni mózgu fragmentu mięśnia lub opony twardej, aby pobudzić stopniowy rozwój nowych naczyń krwionośnych. Rozwój supermikrochirurgii sprawił jednak, że w wybranych przypadkach możliwe stało się wykonanie bezpośrednich zespoleń, które zapewniają natychmiastową poprawę ukrwienia mózgu.

Udar u dziecka to zupełnie inna choroba niż u dorosłego

Choć udar mózgu pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów i niepełnosprawności dorosłych, u dzieci występuje znacznie rzadziej. Jednocześnie jego przyczyny są zupełnie inne.

Jak zwracają uwagę specjaliści z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, u najmłodszych pacjentów za udary odpowiadają przede wszystkim choroby naczyń mózgowych, wady rozwojowe, urazy czy arteriopatie, a nie miażdżyca lub nadciśnienie tętnicze, które dominują u dorosłych. Z tego powodu diagnostyka i leczenie muszą być prowadzone indywidualnie, często z udziałem wielospecjalistycznego zespołu neurochirurgów, neurologów dziecięcych, radiologów interwencyjnych i neuropsychologów.

To również jedna z przyczyn, dla których podobne operacje wykonuje się tak rzadko. Każdy przypadek wymaga osobnej analizy korzyści i ryzyka oraz zastosowania technik, które jeszcze kilka lat temu nie były dostępne w neurochirurgii dziecięcej.

Znaczenie wykraczające poza jeden zabieg

Historia Mai zakończyła się pomyślnie. Nastolatka odzyskała sprawność, nie wymaga rehabilitacji i przygotowuje się do rozpoczęcia nauki w szkole średniej. Jednak z medycznego punktu widzenia sukces operacji ma znacznie szerszy wymiar.

Rozwój technik supermikrochirurgicznych sprawia, że dzieci z rzadkimi chorobami naczyń mózgowych, ciężkimi następstwami urazów czy wybranymi arteriopatiami mogą w przyszłości otrzymać nowe możliwości leczenia. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których klasyczne leczenie wewnątrznaczyniowe okazuje się niewystarczające lub ryzyko kolejnych udarów pozostaje wysokie.

Nie oznacza to oczywiście, że bezpośredni bypass stanie się standardem leczenia wszystkich dzieci po udarze. Eksperci podkreślają, że nadal będzie to procedura zarezerwowana dla starannie wyselekcjonowanych pacjentów. Jednak doświadczenie zdobyte przez zespół z Katowic pokazuje, że polskie ośrodki dysponują już kompetencjami pozwalającymi wykonywać najbardziej zaawansowane operacje naczyniowe mózgu u dzieci.

W dobie dynamicznego rozwoju neurochirurgii dziecięcej sukces GCZD można więc postrzegać nie tylko jako spektakularne osiągnięcie jednego zespołu, ale także jako dowód, że najbardziej zaawansowane techniki mikrochirurgiczne coraz śmielej znajdują zastosowanie również u najmłodszych pacjentów.

Źródło: Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach

Naukowcy z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego opracowali innowacyjny system sztucznej inteligencji, który w ciągu kilku sekund automatycznie analizuje morfologię tętniaków mózgu i może wspierać ocenę ryzyka ich pęknięcia. Wyniki badań opublikowano w prestiżowym czasopiśmie Radiology: Artificial Intelligence, a opracowana technologia została objęta międzynarodową ochroną patentową i jest przygotowywana do wdrożenia w praktyce klinicznej.

W prestiżowym czasopiśmie Radiology: Artificial Intelligence (Impact Factor >20) opublikowano wyniki badań dotyczących nowatorskiego zastosowania sztucznej inteligencji w diagnostyce tętniaków mózgu. Publikacja należy do najwyżej punktowanych prac naukowych w historii radiologii i neurochirurgii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, szpitala GUMed.

Artykuł prezentuje innowacyjny system sztucznej inteligencji, który umożliwia automatyczną analizę morfologii tętniaków mózgu. Opracowana i opatentowana technologia pozwala w ciągu kilku sekund uzyskać zaawansowane parametry dotyczące kształtu i budowy tętniaka, które mogą być wykorzystywane do oceny ryzyka jego pęknięcia oraz wspierać podejmowanie decyzji terapeutycznych przez radiologów, neurologów i neurochirurgów.

Ocena ryzyka pęknięcia tętniaka mózgu pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny naczyniowej. Stosowane obecnie narzędzia kliniczne, takie jak skala PHASES, opierają się głównie na danych demograficznych i klinicznych pacjenta, jednak ich skuteczność prognostyczna ma istotne ograniczenia. W ostatnich latach liczne badania wykazały, że morfologia tętniaka – obejmująca jego kształt, cechy geometryczne oraz parametry związane z przepływem krwi – jest jednym z najważniejszych wskaźników ryzyka pęknięcia. Dotychczas wykorzystanie tych danych w codziennej praktyce klinicznej było jednak utrudnione ze względu na konieczność wykonywania czasochłonnych pomiarów manualnych.

Badaniom przewodził Samuel D. Pettersson, student VI roku kierunku lekarskiego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, pierwszy autor publikacji oraz współtwórca opisywanej technologii. Rozwiązanie zostało opracowane we współpracy z profesorem Harvard Medical School oraz współwynalazcą związanym z Uniwersytetem Harvarda. Technologia jest obecnie objęta międzynarodową ochroną patentową, a prowadzone działania mają na celu jej wdrożenie do praktyki klinicznej.

Projekt realizowano przez trzy lata w ramach międzynarodowej współpracy naukowej obejmującej pięć ośrodków: Gdański Uniwersytet Medyczny i Uniwersyteckie Centrum Kliniczne, Beth Israel Deaconess Medical Center przy Harvard Medical School, Vienna General Hospital, Hospital das Clínicas Uniwersytetu w São Paulo oraz Buffalo General Hospital w Nowym Jorku.

Artykuł dostępny jest tutaj.

Źródło: GUM

Jednym z najpoważniejszych wyzwań w onkologii są guzy mózgu, których wykrycie dla pacjentów, jak też dla ich rodzin jest zwykle szokiem – alarmują eksperci z okazji przypadającego 8 czerwca Światowego Dnia Guzów Mózgu.
Dzień ten w 2000 r. zapoczątkowało Niemieckie Towarzystwo Pomocy Osobom z Guzem Mózgu (Deutsche Hirntumorhilfe) z siedzibą w Lipsku, by uświadomić, z jak dużymi problemami borykają się chorzy z guzami mózgu, a także ich rodziny. – Guz mózgu to nie tylko choroba pacjenta, choruje też cała rodzina, dlatego rozmowy o leczeniu prowadzone są często z chorym, jak i z jego najbliższą rodziną – wyjaśnił podczas spotkania z dziennikarzami dr hab. Tomasz Dziedzic z Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Warszawskiego Uniwersytety Medycznego.

Guzy mózgu w porównaniu do innych nowotworów, takich jak rak płuca, piersi czy jelita grubego, występują rzadko. Na świecie co roku guzy centralnego układu nerwowego wykrywane są u około 330 tys. osób. W USA pierwotne guzy mózgu diagnozuje się rocznie u 84 tys. pacjentów, a ponad 700 tys. osób żyje z tą chorobą.

W Polsce co roku pierwotne guzy mózgu wykrywane są u około 2,5 tys. osób. Według Krajowego Rejestru Nowotworów w 2022 r. (najnowsze dane) odnotowano 2375 przypadków zachorowań na pierwotne nowotwory złośliwe mózgu. Najczęściej były to glejaki – w 2022 r. wykryto je u 1783 chorych.

Dla pacjentów z guzem mózgu wyzwaniem jest zarówno terapia, która może powodować poważne powikłania, jak też życie codzienne. – Nadal jestem aktywny zawodowo – powiedział Konrad Drozdowski, pacjent chorujący na glejaka i ambasador niedawno zainicjowanej kampanii edukacyjnej „Widzimy się jutro. Glejak. Choruję. Jestem…”. – Nie jeżdżę jednak samochodem ani motocyklem, jedynie rowerem.
Wciąż podróżuję, ale jedynie wtedy, gdy dojazd jest niezbyt długi i odległy. I nie może to być podróż samolotem – opisał.

Chorzy z guzem mózgu są przede wszystkim poddawani zabiegom neurochirurgicznym, jeśli tylko guz jest operacyjny i nie będzie się wiązał ze zbyt dużym okaleczeniem neurologicznym. Guza mózgu nie zawsze udaje się usunąć w całości. Stosowana jest też radioterapia oraz chemioterapia, a od niedawna również terapia celowana (we wczesnych postaciach glejaka).

Guzy mózgu nie zawsze są złośliwe. Niektóre postacie są łagodne, ale też mogą wymagać operacji neurochirurgicznej, szczególnie wtedy gdy się rozrastają i zaczynają naciskać na sąsiednie tkanki. Są to najczęściej oponiaki umiejscowione w oponach mózgowych, gruczolaki przysadki oraz nerwiaki rozwijające się z osłonek nerwów czaszkowych.

Największym wyzwaniem dla neurochirurgów nie są jednak guzy pierwotne, lecz te, które powstają z przerzutów do mózgowia i rdzenia kręgowego. Takie guzy wykrywane są ponad 10-krotnie częściej i występują u 25 proc. chorych leczonych z przyczyn nowotworowych. Zwykle dochodzi do nich na skutek rozwoju raka płuca, czerniaka, raka nerki oraz raka piersi. W przypadku czerniaka przerzuty do mózgowia oraz rdzenia kręgowego występują u 40-60 proc. chorych, a raka płuca – u 40 proc. W raku piersi przerzuty do ośrodkowego układu nerwowego zdarzają się u 30 proc. pacjentek. Z kolei w raku nerki dochodzi do nich u 24 proc. chorych.

Zachorowalność na guzy mózgu będzie rosnąć. Jest to związane z coraz częściej występującymi nowotworami złośliwymi, które mogą powodować przerzuty do mózgu. Ale zwiększa się też zachorowalność na pierwotne guzy mózgu. Według International Agency for Research on Cancer w Europie do 2045 r. należy się spodziewać przyrostu liczby tych zachorowań o 7 tys., czyli do 75,5 tys.

Źródło: Nauka w Polsce

Każdego roku w Polsce diagnozowanych jest około 2 375 przypadków nowotworów mózgu, z czego aż 75% stanowią glejaki – to dane z najnowszego raportu „Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna”, opublikowanego we wrześniu 2025 roku przez Krajowy Rejestr Nowotworów (KRN) przy Narodowym Instytucie Onkologii.
Każdego roku 322 tyś. osób na świecie słyszy diagnozę nowotwór mózgu, w Polsce choroba dotyka nawet 2375 osób rocznie, z czego najczęściej rozpoznawalnym typem morfologicznym są glejaki (75% co daje 1783 pacjentów rocznie). Wskaźnik 5-letniego przeżycia pacjentów z glejakami w Polsce w latach 2010-2024 wynosił 28,2%, co jest jednym z niższych wyników w Europie. Zachorowalność na nowotwory mózgu rośnie po 30. roku życia osiągając maksimum w ósmej dekadzie życia i to mężczyźni chorują częściej niż kobiety. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu pt. „Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna” opublikowanego z początkiem września 2025 przez Krajowy Rejestr Nowotworów, działający przy Narodowym Instytucie Onkologii – Państwowym Instytucie Badawczym.

Pierwotne guzy mózgu i ośrodkowego układu nerwowego, choć są stosunkowo rzadkie to charakteryzują się znaczną śmiertelnością. Pomimo intensywnych badań nad ich etiologią, dotychczas nie zidentyfikowano żadnego czynnika ryzyka odpowiadającego za znaczącą część przypadków. Guzy te są uważane za szczególnie trudne do analizy ze względu na dużą różnorodność morfologiczną. Zgodnie z klasyfikacją Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 2021 roku wyróżnia się ponad 100 typów histopatologicznych tych nowotworów, z czego większość (80-90%) złośliwych guzów mózgu wywodzi się z komórek glejowych. „Glejaki są jednymi z najbardziej wymagających nowotworów zarówno pod względem diagnostyki, jak i leczenia. Dane z Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że mimo postępów medycyny, rokowania pacjentów z glejakiem – szczególnie wielopostaciowym, pozostają bardzo niekorzystne. – podkreśla dr hab. Joanna Didkowska, Krajowy Rejestr Nowotworów, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie Państwowy Instytut Badawczy współautorka raportu.

Glejaki są najczęstszymi pierwotnymi nowotworami mózgu i rdzenia kręgowego, a ich obecna klasyfikacja opiera się zarówno na cechach histopatologicznych, jak i molekularnych. Zgodnie z aktualną klasyfikacją WHO z 2021 roku, glejaki dzieli się na ograniczone (stopień G1) oraz rozlane i naciekające (stopnie G2-G4). Najważniejszymi cechami molekularnymi są mutacja IDH oraz kodelecja 1p/19q, które mają kluczowe znaczenie prognostyczne i diagnostyczne. Glejaki z mutacją IDH oraz kodelecją 1p/19q (typowe dla skąpodrzewiaków) cechują się lepszym rokowaniem niż guzy nie posiadające mutacji IDH (tzw. IDH-wildtype). „Glejaki cechuje duża tendencja do wznowy i wysokiej śmiertelności wśród pacjentów. Rozlane wysokozróżnicowane glejaki typu dorosłego pomimo, że na ogół rosną wolniej niż inne pierwotne guzy mózgu, to wzrost ten jest ciągły, infiltrujący zdrowe, otaczające tkanki bez wyraźnej granicy guza. Uniemożliwia to całkowitą resekcję guza i jest powodem wznów choroby prowadzących do postępujących deficytów neurologicznych i w rezultacie zgonu pacjenta.” – dodał dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic, Klinika Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej, Warszawski Uniwersytet Medyczny współautor raportu.

Glejaki ograniczone (stopień G1) to guzy charakteryzujące się niską agresywnością i powolnym wzrostem. Są to nowotwory, które najczęściej występują u młodszych pacjentów, głównie w wieku dziecięcym i mają korzystne rokowanie, szczególnie w przypadku możliwości pełnej resekcji chirurgicznej. W tej grupie guzów rzadko występują zmiany molekularne takie jak mutacje IDH czy fuzje genowe, które mogą mieć znaczenie prognostyczne w glejakach rozlanych. W przypadku tego typu glejaków leczenie operacyjne, polegające na całkowitej resekcji guza, daje możliwość długotrwałego przeżycia, choć w niektórych przypadkach mogą wystąpić nawroty choroby. Spośród pierwotnych, złośliwych guzów mózgu u dorosłych glejak wielopostaciowy jest najczęstszym i najbardziej agresywnym nisko zróżnicowanym guzem glejowym. Glejak w 4. stopniu złośliwości może rozwijać się szybko jako nowotwór pierwotny (glejak wielopostaciowy) lub powstawać w wyniku progresji guza o niższym stopniu złośliwości, w przypadku guzów posiadających mutację IDH (IDH-mutant). „Mutacje IDH są uważane za tak zwane mutacje kierujące (driver mutations), które zachodzą na wczesnym etapie onkogenezy i które mogą sprzyjać nabywaniu dalszych mutacji prowadzących w rezultacie do zezłośliwienia danej komórki. Zahamowanie mutacji IDH na wczesnym etapie onkogenezy może wydłużyć czas do nabywania kolejnych mutacji i w rezultacie zezłośliwienia komórek.” – podkreślił dr n. med. Tomasz Dziedzic, Klinika Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej, Warszawski Uniwersytet Medyczny współautor raportu.

Chociaż w 2021 roku klasyfikacja guzów mózgu została zaktualizowana (WHO 2021), zmiany te nie znalazły jeszcze pełnego odzwierciedlenia w danych z rejestrów nowotworów na świecie, które bazują na kodowaniu zgodnym z klasyfikacją WHO z 2016 roku. Krajowy Rejestr Nowotworów w Polsce zaczął kodować morfologię guzów mózgu zgodnie z nowymi rekomendacjami od 2022 roku korzystając z rekomendacji European Network of Cancer Registries. Raport pt. „Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna” został przygotowany przez zespół ekspertów: dr hab. Joannę Didkowską, dr Urszulę Wojciechowską, dr hab. Tomasza Dziedzica i dr Urszulę Sułkowską reprezentujących trzy ośrodki: Krajowy Rejestr Nowotworów oraz Zakład Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy, a także Klinikę Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Dokument zawiera kompleksową analizę epidemiologiczną dotyczącą nowotworów złośliwych mózgu obejmującą dane z międzynarodowych baz danych Global Cancer Observartory (GCO) International Agency for Research on Cancer) oraz krajowych: dane dotyczące zachorowań na guzy mózgu w Polsce pochodzą z Krajowego Rejestru Nowotworów i obejmują lata 2000-2022 ; dane dotyczące zgonów pochodzą z Głównego Urzędu Statystycznego.

Pełny raport dostępny jest na stronie: https://onkologia.org.pl/pl/publikacje

Źródło: Krajowy Rejestr Nowotworów

14 lipca 1975 roku szpital przy ulicy Banacha 1a w Warszawie przyjął pierwszych pacjentów. Tego samego dnia wykonano też pierwszy zabieg operacyjny. Po niemal 19 latach budowy najnowocześniejszy i największy wówczas szpital w Polsce został oficjalnie otwarty. Pół wieku później, Centralny Szpital Kliniczny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia w krajowej i europejskiej opiece szpitalnej.
Choć od sześciu lat formalnie jest częścią struktury UCK WUM, dla wielu pacjentów pozostaje po prostu „szpitalem na Banacha”. Od początku swojej działalności łączy funkcję wiodącego ośrodka leczniczego z intensywną aktywnością naukową i dydaktyczną. Kształci studentów Wydziału Lekarskiego, przyszłe pielęgniarki i inne osoby przygotowujące się do pracy w ochronie zdrowia.

UCK WUM, w którego skład wchodzi CSK, to jeden z największych szpitali w Polsce, o najwyższym stopniu referencyjności. Trafiają tu pacjenci w najtrudniejszych sytuacjach zdrowotnych z całego kraju. Od pierwszych chwil swojej działalności jednostka ta podąża za nowymi trendami naukowymi, inwestuje w najnowocześniejsze narzędzia diagnostyczne, nieustannie dokształca kadry i dba o najwyższy standard leczenia oraz skuteczną opiekę nad pacjentami.

Obecnie szpital dysponuje powierzchnią 85 tys. m². Na tym obszarze funkcjonuje 17 Klinik, Centralny Blok Operacyjny z 21 salami, 5 Zakładów, Izba Przyjęć, Apteka Szpitalna oraz Uniwersyteckie Centrum Medycyny Laboratoryjnej. Placówka oferuje 980 łóżek, a w 2024 roku przyjęła 66 866 pacjentów. Oprócz hospitalizacji realizowana jest także szeroka opieka ambulatoryjna – w 25 poradniach Przychodni Specjalistycznej Banacha przyjmowanych jest rocznie ponad 147 tysięcy pacjentów.

Na przestrzeni dekad to właśnie w tym szpitalu dokonywano licznych przełomów medycznych. W 1988 roku przeprowadzono tu pierwsze w Polsce jednoczasowe przeszczepienie nerki i trzustki. Cztery lata później – pierwszą laparoskopową operację wycięcia pęcherzyka żółciowego. W 2002 roku zrealizowano pierwsze przeszczepienie wątroby od żywego dorosłego dawcy dla żywego dorosłego biorcy, a w 2003 roku – pierwsze w Polsce pobranie nerki od żywego dawcy z wykorzystaniem małoinwazyjnej techniki videoskopowej.

W 2004 roku miała tu miejsce światowa premiera medyczna – jednoczesne przeszczepienie trzech jednostek krwi pępowinowej u pacjenta z ostrą białaczką limfoblastyczną z chromosomem Filadelfii. Sześć lat później wykonano wszczepienie obustronnych implantów pniowych u chorego z mnogimi guzami mózgu i całkowitą głuchotą.

Do niedawnych osiągnięć należy m.in. wdrożenie systemu OCS Heart – po raz pierwszy w historii polskiej transplantologii serca. Technologia ta pozwala wydłużyć czas transportu serca do 12 godzin. Również w 2024 roku szpital zainicjował pierwszy w Polsce program przeszczepienia jednej wątroby podzielonej między dwóch dorosłych biorców.

Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM to miejsce, w którym nowoczesna medycyna nieustannie kształtuje swoje granice. Jak podkreślają przedstawiciele placówki, „osiągnięcia medyczne i naukowe stanowią referencję dla innych ośrodków”. Dotyczy to szczególnie takich dziedzin jak transplantologia, neurochirurgia, kardiologia interwencyjna, otolaryngologia, onkologia oraz leczenie chorób rzadkich.

W ciągu 50 lat historii tego miejsca doszło do dziesiątek pionierskich operacji ratujących życie. „Wiele z nich w swoim czasie stanowiło milowe kroki w medycynie, które na zawsze zmieniły standardy leczenia i ratowania życia” – czytamy w jubileuszowym podsumowaniu. Dziś szpital na Banacha pozostaje jednym z fundamentów nowoczesnej opieki zdrowotnej w Polsce – i symbolem jej przyszłości.

Źródło: WUM Fot. WUM

Wakacje to dla wielu dzieci czas swobody, zabawy i beztroski. Niestety, z punktu widzenia lekarzy oznacza to również sezon wypadków i urazów. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu liczba dzieci trafiających na oddział chirurgii urazowo-ortopedycznej rośnie w tym okresie nawet trzykrotnie. Powód? Zabawy bez zabezpieczeń, jazda bez kasku, skoki do nieznanej wody – czyli szybka zabawa, która może skończyć się długotrwałą rehabilitacją, a czasem nawet trwałym kalectwem.
„Najczęściej są to pacjenci z urazami kończyn górnych i dolnych, które powstają wskutek upadków z roweru, hulajnogi, deskorolki czy podczas zabawy na trampolinie” – mówi dr hab. Wiktor Urbański, neurochirurg i kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK. „Letnie miesiące sprzyjają aktywności, ale niestety nie zawsze idzie za tym zachowanie zasad bezpieczeństwa, zwłaszcza u dzieci i nastolatków”.

Statystyki mówią same za siebie – w całym 2024 roku pod opiekę ortopedów USK we Wrocławiu trafiło 691 dzieci. Tymczasem tylko do trzeciej dekady czerwca 2025 roku leczono już 398 dzieci z urazami. Większość to niegroźne złamania, skręcenia czy stłuczenia, ale wraz z wiekiem pacjentów rośnie także skala obrażeń. U nastolatków i młodych dorosłych coraz częściej mamy do czynienia z poważnymi urazami głowy, kręgosłupa, czy wielonarządowymi obrażeniami.

„Wypadki przy wysokiej prędkości na hulajnodze, motocyklu czy rowerze, szczególnie w połączeniu z brakiem kasku, mogą skutkować urazami głowy, złamaniami kręgosłupa, a nawet trwałym kalectwem” – ostrzega dr Krzysztof Kołtowski, ortopeda i traumatolog dziecięcy z USK. Jak zaznacza, ofiarami są często nie tylko kierujący, ale też przypadkowi przechodnie, którzy nagle znajdą się na drodze rozpędzonego pojazdu.

Do jednych z najniebezpieczniejszych wakacyjnych aktywności należą skoki do wody. Szczególnie niebezpieczne są te wykonywane „na główkę”, w nieznanym miejscu lub do płytkiej wody. Dr Goutham Chourasia, zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK, przypomina: „W najgorszym przypadku może dojść do uszkodzenia rdzenia kręgowego i czterokończynowego porażenia. Liczne kampanie społeczne przynoszą efekty, bo jeszcze kilka lat temu w wakacje tak zwany skoczek trafiał się co najmniej raz w tygodniu, teraz to jest raczej jeden taki przypadek na miesiąc, ale i tak. To dalej o jeden przypadek za dużo”.

Wrocławski szpital dysponuje jedynym na Dolnym Śląsku Centrum Leczenia Urazów Wielonarządowych i Mnogich dla dzieci. Trafiają tu najmłodsi pacjenci z najcięższymi obrażeniami, którzy następnie przekazywani są pod opiekę odpowiednich specjalistów. To miejsce, w którym medycyna ratunkowa działa na najwyższym poziomie – także latem.

Zespół lekarzy zwraca również uwagę na inne niepokojące zjawisko: wzrost liczby wypadków związanych z zażyciem alkoholu lub substancji psychoaktywnych. Niestety, część przypadków dotyczy prób samobójczych wśród młodzieży. Dlatego, jak podkreślają specjaliści, wakacje to także czas, w którym warto rozmawiać – z dziećmi, z rodzeństwem, z przyjaciółmi. Jedna szczera rozmowa może okazać się kluczowa.

Choć w wakacje liczba nagłych przyjęć wzrasta, Oddział Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK nie przerywa zaplanowanych hospitalizacji. Część rodzin – świadomie lub intuicyjnie – wykorzystuje letnią przerwę na przeprowadzenie mniej skomplikowanych zabiegów, aby dzieci zdążyły dojść do siebie przed wrześniem. Lekarze przyznają, że przy prostych procedurach taka strategia może być sensowna, ale przestrzegają przed planowaniem dużych zabiegów chirurgicznych w okresie największych upałów – wysoka temperatura i trudniejsze warunki domowe mogą utrudnić gojenie ran.

„W przededniu wakacji apelujemy do rodziców i opiekunów o większą czujność, a do młodzieży o rozwagę. Wakacje to czas odpoczynku i nie powinien kończyć się na szpitalnym oddziale” – podsumowuje dr hab. Wiktor Urbański.

Pozostaje mieć nadzieję, że te słowa dotrą nie tylko do rodziców, ale przede wszystkim do młodych ludzi – bo choć dzieciństwo rządzi się swoimi prawami, to zdrowie i bezpieczeństwo muszą być priorytetem, niezależnie od pogody.

Źródło: USK we Wrocławiu

Studenckie Koło Naukowe Neurochirurgii ma zaszczyt zaprosić na wyjątkowe wydarzenie – Studencką Konferencję Neurochirurgiczną Mindflow. Tegoroczna edycja koncentruje się na interdyscyplinarnym podejściu w neurochirurgii, prezentując najnowsze osiągnięcia oraz innowacyjne metody stosowane w tej dynamicznie rozwijającej się dziedzinie.
Studencka Konferencja Neurochirurgiczna Mindflow odbędzie się w dniach 16-17 maja 2024 roku w Gdańsku.

Prelegenci

Podczas konferencji uczestnicy będą mieli okazję wysłuchać inspirujących wykładów wybitnych ekspertów z różnych obszarów neurochirurgii:

Warsztaty

Konferencja obejmuje również praktyczne warsztaty, które umożliwią uczestnikom rozwój kluczowych umiejętności niezbędnych w pracy neurochirurga:

To niepowtarzalna okazja, by poszerzyć swoją wiedzę o neurochirurgii w interdyscyplinarnym kontekście oraz nawiązać cenne kontakty z ekspertami i studentami z całej Polski.

Więcej informacji o wydarzeniu oraz szczegóły rejestracji znajdziesz na oficjalnych kanałach organizatorów.

Zachęcamy do śledzenia aktualności na temat konferencji!

Najnowszy na świecie mikroskop do operacji neurochirurgicznych ZEISS Kinevo 900 zakupił Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Legnicy. Kosztował blisko 2 mln zł, z czego 1,4 mln zł przekazał samorząd Województwa Dolnośląskiego, 300 tys. zł Fundacja KGHM Polska Miedź, a resztę stanowiły środki własne placówki.
– To niewątpliwie najlepszy dostępny na świecie mikroskop operacyjny dedykowany neurochirurgii – mówi Adam Druszcz, lekarz kierujący oddziałem neurochirurgicznym w legnickim szpitalu.

– Jego posiadanie znacznie poszerza nam możliwości przede wszystkim w zakresie operacji neuroonkologicznych. Będziemy stosować barwienie guza, które poprawi śródoperacyjną ocenę doszczętności operacji, czyli dzięki temu mikroskopowi będziemy dokładniej operować guzy mózgu, a więc dokładniej je usuwać.
 
– Stale dążymy do podnoszenia jakości opieki medycznej w dolnośląskich szpitalach. Jednym z elementów wprowadzanych zmian jest inwestowanie w nowoczesny sprzęt. Nowy mikroskop pozwoli neurochirurgom wykonywać skomplikowane i wymagające wielkiej precyzji zabiegi. W 2024 roku będziemy kontynuować rozwój legnickiego szpitala poprzez zakup nowoczesnego sprzętu – mówi Wicemarszałek Marcin Krzyżanowski.
 
– Bez współpracy i zrozumienia ze strony Fundacji KGHM Polska Miedź oraz Zarządu Województwa Dolnośląskiego nie kupilibyśmy tego mikroskopu – dodaje Anna Płotnicka – Mieloch, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. – To bardzo ważne, że nasi specjaliści mają do dyspozycji przy zabiegach operacyjnych najnowocześniejszy sprzęt medyczny na świecie.
 
Mikroskop jest w pełni zrobotyzowany (z pamięcią pozycji i funkcją automatycznego powrotu do ustawień i pozycji), pozwalający na pracę hybrydową (przez okulary mikroskopu lub w trybie 3D) z możliwością podłączenia w ciągu sekund unikalnego narzędzia do mikroinspekcji.
 
Jak wypada porównanie starego sprzętu z nowym mikroskopem?

– Nawet nie wolno ich porównywać – podkreśla Adam Druszcz. – Stary sprzęt był z innej rzeczywistości, powiem tak: przesiedliśmy się z Trabanta do Bentleya. Mamy dziś w naszym szpitalu najlepszy dostępny na świecie mikroskop. – Ten sprzęt znacznie znacznie ułatwi nam pracę, posiada wspaniałą optykę, daje bardzo dobry wgląd w pole operacyjne z możliwością nagrywania, robienia zdjęć śródoperacyjnie i dokumentowania całego procesu zabiegowego.
 
Mikroskopowi towarzyszy aparat USG który oprócz różnych funkcji umożliwia śródoperacyjne monitorowanie doszczętności zabiegów.

– Jest on uzupełnieniem neuronawigacji, pozwala na  śródoperacyjne lokalizowanie niewielkich zmian pod korą mózgu –  mówi Adam Druszcz. – Oczywiście mikroskop ten służy także do wszystkich innych zabiegów.  Warto podkreślić, że jest on jeszcze wyposażony w tzw. endoskop asystujący,  czyli mały endoskopowy mikroskop, który pozwala  zajrzeć tam, gdzie ten „duży” sprzęt nie zagląda. Ta dodatkowa kamera bywa bardzo przydatny zwłaszcza w złożonych strukturach podstawy czaszki.
 
Przy nowym mikroskopie mogą operować trzy osoby jednocześnie. Wizualizacja zabiegu jest przedstawiana na dwóch wysokiej jakości monitorach. Ma to również aspekt dydaktyczny, albowiem mogą go obserwować dodatkowe osoby.
 
W Oddziale Neurochirurgicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy wykonuje się około 200 operacji neuroonkologicznych rocznie, a wszystkich razem mikroskopowych 600-700. W 2023 r. w oddziale było leczonych ponad 900 pacjentów z całego Dolnego Śląska, albowiem dwa pozostałe ośrodki neurochirurgiczne znajdują się tylko we Wrocławiu i Wałbrzychu. Zespół lekarski liczy 5 neurochirurgów, któremu towarzyszy doświadczony personel pielęgniarski.

źródło: UM Woj. Dolnośląskiego