Medicalpress
Zapewnienie odpowiedniego dostępu naczyniowego – tzw. „linii życia” – jest jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pacjentów hemodializowanych. Jakość dostępu bezpośrednio wpływa na skuteczność leczenia, ryzyko powikłań oraz komfort życia chorych. Pod koniec 2025 roku w Wojewódzkim Szpitalu Wielospecjalistycznym im. dr. Jana Jonstona w Lesznie uruchomiono ośrodek dostępów naczyniowych, który ma istotnie wzmocnić opiekę nad pacjentami z regionu.
Nowy ośrodek powstał we współpracy z doświadczonymi specjalistami, w tym chirurgiem naczyniowym, i docelowo będzie wykonywał około 50 zabiegów wytworzenia przetoki tętniczo-żylnej miesięcznie.

Dializa ratuje życie

Przewlekła choroba nerek może dotyczyć ponad 4,7 mln Polaków, z czego około 21 tysięcy wymaga regularnych dializ. Dializa to procedura ratująca życie, polegająca na oczyszczaniu krwi z toksyn, nadmiaru wody i produktów przemiany materii za pomocą tzw. „sztucznej nerki”. Jedna sesja hemodializy trwa minimum cztery godziny i musi być wykonywana trzy razy w tygodniu.

Fundament skutecznej hemodializy

Z punktu widzenia bezpieczeństwa i skuteczności leczenia preferowanym dostępem naczyniowym u pacjentów hemodializowanych jest przetoka tętniczo-żylna (AVF – arteriovenous fistula). Powstaje ona w wyniku chirurgicznego połączenia tętnicy z żyłą, najczęściej w obrębie przedramienia lub ramienia. Dzięki temu żyła poszerza się i wzmacnia, umożliwiając wielokrotne i bezpieczne nakłucia.

Zgodnie z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego co najmniej 80% pacjentów dializowanych powinno korzystać z przetoki tętniczo-żylnej. Tymczasem w Polsce odsetek ten wynosi około 52%. Jednocześnie obserwuje się niepokojący wzrost liczby pacjentów dializowanych z wykorzystaniem cewników naczyniowych, które wiążą się z wyższym ryzykiem zakażeń i powikłań.

Dostęp naczyniowy to fundament leczenia nerkozastępczego. Bez niego dializa nie jest możliwa, a jego jakość bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo pacjenta, skuteczność terapii i jakość życia – podkreśla prof. dr hab. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Odpowiedź na realne potrzeby regionu

Nowy ośrodek w Lesznie ma zapewnić kompleksową, specjalistyczną opiekę pacjentom z miasta oraz okolicznych powiatów. Placówka już rozpoczęła działalność i przygotowuje się do zwiększenia skali świadczonych usług.

Do współpracy zaproszono doświadczonych specjalistów, w tym chirurga naczyniowego lek. med. Jakuba Turka, co pozwala budować ośrodek oparty na wysokich kompetencjach oraz interdyscyplinarnej współpracy.

– Tworzenie ośrodka dostępów naczyniowych to odpowiedź na realne potrzeby pacjentów w naszym regionie. Chcemy, aby chorzy mogli korzystać z niezbędnych procedur blisko miejsca zamieszkania, bez konieczności poszukiwania pomocy w odległych ośrodkach – mówi Anna Jackowska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Wielospecjalistycznego w Lesznie.

Współpraca systemowa kluczem do rozwoju

Uruchomienie ośrodka było możliwe dzięki kontraktowi z Narodowym Funduszem Zdrowia, który finansuje procedury związane z dostępem naczyniowym. To przykład skutecznej współpracy pomiędzy szpitalem, płatnikiem publicznym oraz środowiskiem medycznym.

To duży sukces szpitala w Lesznie i realna pomoc dla pacjentów dializowanych. W imieniu pacjentów dziękuję Pani Dyrektor Annie Jackowskiej za podjętą inicjatywę oraz Panu Pawłowi Kurzakowi, Dyrektorowi Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, za zrozumienie wagi tego projektu i wsparcie jego realizacji – komentuje Jakub Janiak, przewodniczący Nefron, członek Pracodawców dla Zdrowia oraz Dyrektor Zarządzający Fresenius NephroCare Polska, prowadzącej sieć 69 ośrodków dializ w całej Polsce.

Dalszy rozwój ośrodka oraz pełne zabezpieczenie potrzeb pacjentów z regionu będzie zależeć od skali finansowania świadczeń. Już dziś jednak projekt pokazuje, że systemowe wzmocnienie opieki nad osobami dializowanymi jest możliwe, gdy wszystkie strony działają wspólnie.

Źródło: inf pras

Fresenius Medical Care (FME), dostawca produktów i usług dla osób cierpiących na choroby nerek, udostępnił najnowsze dane na temat skali zastosowania hemodiafiltracji (HDF) w sieci ośrodków dializ prowadzonych przez Fresenius NephroCare Polska. Dane pokazują, że na koniec maja 31,4% pacjentów sieci korzystało z HDF, podczas gdy średnia w Polsce wynosi 12%. HDF to jedna z najbardziej zaawansowanych metod dializy, która oczyszcza krew z szerszego zakresu toksyn niż klasyczna hemodializa, a klinicznie potwierdzono, że chroni także układ sercowo-naczyniowy.
„HDF pozwala usuwać zarówno małe toksyny, jak również większe cząsteczki związane z przewlekłym stanem zapalnym i powikłaniami sercowo‑naczyniowymi. Zakres oczyszczania organizmu jest szerszy niż w przypadku standardowej hemodializy. Korzyści widać już w trakcie zabiegu – mniej spadków ciśnienia, skurczów i zmęczenia oraz większą stabilność hemodynamiczną. W dłuższej perspektywie HDF poprawia gospodarkę wapniowo-fosforanową i kontrolę niedokrwistości” – tłumaczy dr Wojciech Marcinkowski, Dyrektor Medyczny Fresenius NephroCare Polska.

Hemodiafiltracja (HDF) jest dostępna we wszystkich 69 ośrodkach dializ prowadzonych przez Fresenius NephroCare Polska. Firma stosuje HDF od blisko dwóch dekad, nieprzerwanie gromadząc doświadczenie kliniczne, rozwijając standardy kwalifikacji pacjentów oraz szkoląc zespoły medyczne.

Działanie HDF i wpływ na układ sercowo-naczyniowy

Dializa zastępuje podstawowe funkcje nerek w przypadku ich niewydolności. Podczas zabiegu z organizmu usuwane są toksyny oraz nadmiar płynów. Klasyczna hemodializa opiera się na dyfuzji i dobrze usuwa drobne cząsteczki, takie jak mocznik, kreatynina, potas i fosforany. Zabieg jest jednak mało skuteczny w usuwaniu większych cząsteczek.

Hemodiafiltracja łączy dwa mechanizmy oczyszczania krwi: dyfuzję i konwekcję. Dzięki temu umożliwia usuwanie nie tylko małych, ale także średnich cząsteczek toksyn mocznicowych związanych ze stanem zapalnym oraz powikłaniami sercowo-naczyniowymi. Substancje te mogą przyczyniać się do uszkodzenia śródbłonka naczyń i zwiększać ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Usuwając szerszy zakres toksyn, HDF może zatem pomóc w zmniejszeniu obciążenia układu sercowo-naczyniowego związanego z niewydolnością nerek.

Korzyści związane ze stosowaniem HDF są przedmiotem badań naukowych. Międzynarodowe badanie CONVINCE, opublikowane w 2023 roku na łamach „The New England Journal of Medicine”, wykazało redukcję ryzyka śmiertelności o 23% u pacjentów leczonych hemodiafiltracją wysokoprzepływową w porównaniu z klasyczną hemodializą. Dane kliniczne wskazują także na mniejszą częstość spadków ciśnienia podczas zabiegów oraz lepszą tolerancję dializy.

Poza parametrami klinicznymi badania wskazują również, że pacjenci dializowani metodą HDF mogą doświadczać lepszego samopoczucia po zabiegu, wyższego poziomu energii między sesjami dializacyjnymi oraz poprawy jakości snu. Poprawa stanu klinicznego chorych, w tym poprawa wyników biochemicznych i redukcja śmiertelności, została udowodniona przy zastosowaniu hemodiafiltracji wysokoprzepływowej z objętością konwekcji co najmniej 23 litrów na zabieg.

Bariery w zwiększeniu dostępności HDF w Polsce

Chociaż stosowanie HDF jest w Polsce refundowane od 2018 roku, dostęp do tej metody jest bardziej ograniczony niż w większości krajów europejskich. Kwalifikacja odbywa się wyłącznie indywidualnie na podstawie oceny ścisłych kryteriów klinicznych przez lekarza prowadzącego. Do wskazań należą m.in. niestabilność hemodynamiczna z udokumentowanymi spadkami ciśnienia, źle kontrolowane nadciśnienie tętnicze objętościowo-zależne, a także amyloidoza lub ciąża. Niektóre kryteria bywają trudne do zweryfikowania. Na przykład regularność przyjmowania leków opiera się głównie na deklaracjach pacjenta. Skuteczna hemodiafiltracja wymaga również spełnienia warunków technicznych, w tym sprawnego dostępu naczyniowego, dializatorów high-flux oraz zwykle przynajmniej 4-godzinnego trwania zabiegu.

W rezultacie odsetek pacjentów leczonych tą metodą w Polsce wynosi zaledwie 12%, co jest zdecydowanie poniżej średniej w innych krajach Europy (raport „Aktualny stan leczenia nerkozastępczego w Polsce – 2025”). W europejskiej sieci placówek Fresenius Medical Care odsetek pacjentów poddawanych hemodiafiltracji wynosi 73,4%. W niektórych krajach, takich jak Wielka Brytania, Irlandia, Rosja, Ukraina, Słowenia, Słowacja, Serbia, Czechy, Bośnia i Hercegowina, przekracza 90%.

„Kluczowe znaczenie dla rozwoju hemodiafiltracji w naszej sieci ma dostępność tej metody w codziennej pracy stacji dializ. Wszystkie nasze ośrodki posiadają niezbędną aparaturę oraz wdrożone procedury medyczne i organizacyjne. Szersze wykorzystanie hemodiafiltracji w Polsce zależy jednak nie tylko od dostępności sprzętu. Jako społeczność nefrologiczna domagamy się nie tylko wzrostu refundacji w celu wsparcia szybszego rozwoju tej metody, ale przede wszystkim zmian kryteriów kwalifikacji. W tych obszarach jest ciągle wiele do zrobienia” – podkreśla Jakub Janiak, Dyrektor Zarządzający Fresenius NephroCare Polska.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej firmy pod adresem www.freseniusmedicalcare.com

  
W Polsce Fresenius Medical Care pod marką Fresenius NephroCare Polska prowadzi obecnie 69 ośrodków dializ, w których leczy się prawie 6.000 pacjentów z przewlekłą chorobą nerek. Wszystkie stacje dializ są wyposażone w urządzenia do hemodializy, hemodiafiltracji, a specjalistyczną opiekę zapewnia zespół prawie 1.800 pracowników (lekarze – nefrolodzy, pielęgniarki dializacyjne, technicy).

Źródło: inf pras

Z okazji Dnia Raka Nerki (18 czerwca) eksperci alarmują: koszty leczenia drastycznie przerastają możliwości finansowe Polaków. Choć publiczny system refunduje podstawowe zabiegi, długie kolejki zmuszają chorych do szukania ratunku na własną rękę. Sytuację pogarsza fakt, że ten podstępny nowotwór aż w ponad 50% przypadków wykrywany jest przypadkowo.
Rak nerki (najczęściej rak nerkowokomórkowy – RCC) to jeden z najbardziej podstępnych nowotworów. W Polsce zapada na niego około 5 000 osób rocznie, a statystyki rosną w tempie 2–3% każdego roku. Ponieważ choroba przez długi czas nie daje żadnych objawów, ponad 50% przypadków wykrywanych jest przypadkowo, przy okazji rutynowych badań obrazowych (USG lub tomografii) wykonywanych z zupełnie innych powodów.

Dla pacjenta i jego bliskich diagnoza to początek dramatycznego wyścigu z czasem, w którym przeszkodą stają się nie tylko procedury medyczne, ale i barierę finansową.

Prywatna ścieżka kontra kolejka NFZ: Ile naprawdę kosztuje zdrowie?

W onkologii liczy się każdy dzień. Czas oczekiwania na kluczowe badania w ramach NFZ bywa mierzony w tygodniach, co skłania pacjentów do korzystania z prywatnej opieki medycznej. Koszt szybkiej diagnostyki (USG, tomografia z kontrastem, rezonans, konsultacje) to wydatek rzędu od 1 500 do nawet 10 000 zł.

Jeżeli pacjent decyduje się na skrócenie czasu oczekiwania na operację chirurgiczną, sam zabieg prywatnego usunięcia nerki (nefrektomia) to koszt około 20 000 zł. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w zaawansowanym stadium choroby, gdy konieczne jest leczenie systemowe poza restrykcyjnym programem lekowym B.10 NFZ.

Leczenie nowotworu to obciążenie, które dotyka całą strukturę domowego budżetu. Rodziny pacjentów zmagają się z tzw. kosztami ukrytymi, które narastają miesiąc po miesiącu.

Realne wydatki pacjentów i ich rodzin daleko wykraczają poza to, co pokrywa system publiczny. Dojazdy do wyspecjalizowanych ośrodków oddalonych o setki kilometrów, specjalistyczna dieta niskobiałkowa, leki osłonowe redukujące skutki uboczne terapii oraz prywatna rehabilitacja po ciężkiej operacji to stałe obciążenia. Dodatkowo dochodzi do tego utrata dochodu, gdy najbliższy opiekun musi zrezygnować z pracy, by zająć się chorym. – opowiada Katarzyna Kalińska, asystentka zarządu Pomagam.pl.

Crowdfunding medyczny jako odpowiedź na kryzys finansowy

Gdy pełne koszty walki z rakiem nerki zaczynają sięgać 200 000 – 400 000 zł, większość polskich rodzin staje pod ścianą. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że aż 43% Polaków dysponuje oszczędnościami nieprzekraczającymi 10 000 zł. Zaciąganie kredytów konsumenckich czy pożyczek w momentach kryzysowych rodzi ryzyko pętli zadłużenia.

W takich sytuacjach kluczowym wsparciem staje się crowdfunding, czyli zbiórki społecznościowe online. Badania opinii społecznej pokazują, że Polacy uznają zbiórki internetowe za najbardziej przejrzystą (ocena 3,39 w skali 1-5) i skuteczną metodę mobilizacji pomocy w trudnych sytuacjach życiowych. Platforma Pomagam.pl, będąca liderem w tym segmencie w Polsce, ułatwia natychmiastowe uruchomienie wsparcia, umożliwiając założenie darmowej zbiórki online – bez prowizji i opłat.

W Dniu Raka Nerki przypominamy, że walka z nowotworem to wyzwanie nie tylko medyczne, ale i społeczne. Tam, gdzie publiczna ochrona zdrowia nie jest w stanie zapewnić natychmiastowego lub pełnego finansowania, solidarność internetowa staje się realnym pomostem ratującym ludzkie życie.

Załóż darmową zbiórkę online: https://pomagam.pl/nowa-zbiorka

Źródło: inf pras

Podwyższone ciśnienie tętnicze, nieprawidłowości w badaniu moczu, objawy mogące świadczyć o chorobach nerek i brak regularnej profilaktyki – takie wnioski płyną z pierwszej w historii akcji badań przesiewowych w kierunku chorób nerek przeprowadzonej w Sejmie RP 28–29 kwietnia 2026 roku. Eksperci apelują o pilne wzmocnienie profilaktyki oraz zmiany systemowe w opiece nad pacjentem nefrologicznym.
 
28–29 kwietnia 2026 roku na terenie Sejmu RP przeprowadzono pierwszą w historii parlamentu akcję badań przesiewowych w kierunku chorób nerek. W badaniach udział wzięło aż 287 osób – parlamentarzystów oraz pracowników Sejmu i Senatu. Inicjatywa została zorganizowana przez organizację pacjencką Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN) oraz Polskie Towarzystwo Nefrologiczne (PTN) jako kontynuacja działań związanych z obchodami Światowego Dnia Nerek 2026. Akcja cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem – przez dwa dni do stoiska badań tworzyła się kolejka oczekujących.
 
Patronat nad tą prozdrowotną inicjatywą objęła Wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska. „Patronat Pani Wicemarszałek miał ogromne znaczenie nie tylko organizacyjne, ale również symboliczne. Pokazał, że zdrowie publiczne, profilaktyka i choroby nerek mogą być ważnym elementem debaty publicznej oraz realnym tematem zainteresowania instytucji państwowych” – podkreśla prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Partnerem merytorycznym badań i raportu z nich [w załączeniu] została DaVita Polska, zaproszona przez OSMN do klinicznej konsultacji opracowania wyników akcji badań.

Nerki nadal pozostają „niewidzialnym” problemem zdrowotnym

Wyniki dwudniowej akcji badań pokazały skalę problemów zdrowotnych związanych z chorobami nerek, nadciśnieniem tętniczym krwi i zaburzeniami metabolicznymi:
 
Jedna z uczestniczek miała wartość ciśnienia tętniczego 170/110 mmHg i została skierowana do pilnej konsultacji lekarskiej. U jednej osoby wykryto duży białkomocz wymagający dalszej diagnostyki nefrologicznej.

„Wyniki tej akcji są ważnym sygnałem ostrzegawczym. Pokazują, że nawet osoby posiadające dostęp do systemu opieki zdrowotnej i wysoką świadomość zdrowotną często nie wykonują regularnych badań profilaktycznych i nie wiedzą, jak bardzo nadciśnienie czy cukrzyca uszkadzają nerki” – podkreśla prof. Rajmund Michalski.

Badania przesiewowe w Sejmie RP były prowadzone przez wykwalifikowaną pielęgniarkę dializacyjną zgodnie z obowiązującymi standardami klinicznymi. Uczestnicy mogli wykonać badanie moczu metodą paskową – prostą i szybką metodą przesiewową pozwalającą wykryć m.in. białko, glukozę, leukocyty czy erytrocyty w moczu. Badani mieli również możliwość pomiaru ciśnienia tętniczego oraz konsultacji pielęgniarskiej dotyczącej interpretacji wyników i dalszej diagnostyki. Za realizację badań na terenie Sejmu odpowiadała mgr Edyta Kaczmarek – pielęgniarka nefrologiczna z ponad
30-letnim doświadczeniem zawodowym.

Organizatorzy akcji podkreślają jednak, że najważniejszy był nie tylko sam wynik badania, ale również jej wymiar edukacyjny.

„Wielu uczestników mówiło wprost, że od dawna nie wykonywało podstawowych badań profilaktycznych. Część osób nie wiedziała, że nadciśnienie tętnicze może uszkadzać nerki, inni byli zaskoczeni, jak dużo informacji można uzyskać dzięki prostemu badaniu moczu. Duża grupa osób nie zdawała sobie sprawy ze znaczenia prawidłowego nawodnienia organizmu” – mówi Edyta Kaczmarek.

„Małe badanie” – duży obraz problemu społecznego

Eksperci podkreślają, że choroby nerek pozostają jednym z najbardziej niedocenianych problemów zdrowotnych w Polsce. „Nerki nie bolą, dlatego my musimy mówić za nie głośno i stale. Przewlekła choroba nerek rozwija się po cichu, często przez wiele lat nie dając żadnych objawów. W efekcie wielu pacjentów trafia do nefrologa dopiero w stadium zaawansowanej niewydolności nerek. Nerki nie mogą dłużej pozostawać poza główną agendą zdrowotną” – mówi prof. Rajmund Michalski.

Według szacunków przewlekła choroba nerek może dotyczyć nawet 4,5–5 mln Polaków, a 90 proc. chorych nie ma świadomości swojej choroby. Najczęstszymi przyczynami uszkodzenia nerek pozostają cukrzyca i nadciśnienie tętnicze. Tymczasem – jak pokazują wyniki akcji w Sejmie – wiele osób nadal nie kojarzy tych chorób z ryzykiem rozwoju przewlekłej choroby nerek.

Eksperci wyraźnie zaznaczają, że choć akcja objęła stosunkowo niewielką grupę osób, jej wyniki dobrze pokazują trendy obecne w całym społeczeństwie.

„Badania przesiewowe mają ogromną wartość epidemiologiczną. Pokazują nie tylko indywidualne problemy zdrowotne, ale również kondycję zdrowotną społeczeństwa. Jeżeli wśród osób aktywnych zawodowo, wykształconych i funkcjonujących w centrum życia publicznego widzimy tak wiele nieprawidłowości, to oznacza, że problem jest znacznie szerszy” – wskazują organizatorzy akcji.

Organizatorzy podkreślają także, że potrzebne są zarówno działania profilaktyczne, jak i zmiany systemowe dotyczące leczenia pacjentów już chorujących na nerki. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki apeluje, aby zdrowie nerek stało się jednym z priorytetów zdrowia publicznego w Polsce.

„Przede wszystkim warto zwiększyć dostępność badań przesiewowych. Dodanie oznaczenia stężenia kreatyniny w surowicy krwi oraz wskaźnika UACR (albuminuria) do obowiązkowych badań medycyny pracy mogłoby znacząco podnieść wykrywalność chorób nerek. Niezmiernie ważna pozostaje także edukacja, szczególnie na temat związku nadciśnienia tętniczego, cukrzycy i chorób nerek” – komentuje Rajmund Michalski.

Nie zapominajmy o pacjentach już się leczących

Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że nowoczesna, kompletna nefrologia wymaga dziś równoczesnego myślenia o profilaktyce, wczesnym wykrywaniu choroby oraz dobrej organizacji leczenia osób już chorujących.

„Profilaktyka i nowoczesna opieka nad pacjentami nefrologicznymi powinny stać się dwoma równorzędnymi filarami polityki zdrowotnej państwa. Choroby nerek nie mogą dłużej pozostawać »cichą epidemią« — muszą zyskać należne znaczenie zarówno w świadomości społecznej, jak i w organizacji leczenia. Profilaktyka jest pierwszym krokiem, ale nie możemy zapominać o pacjentach już wymagających leczenia nerkozastępczego. Konieczne są zmiany systemowe poprawiające dostępność, koordynację i jakość opieki nefrologicznej w Polsce. To nie tylko inwestycja w zdrowie pacjentów, lecz także w budowanie wartości publicznej: lepsze wyniki leczenia, efektywniejsze wykorzystanie zasobów i większe bezpieczeństwo zdrowotne społeczeństwa” – podkreśla dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog, dyrektor medyczny DaVita Polska, konsultant merytoryczny raportu.

Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek (PChN) oraz osoby dializowane nadal mierzą się z poważnymi wyzwaniami systemowymi, wśród których najważniejsze to:

Eksperci przypominają również, że podstawowa diagnostyka chorób nerek jest prosta i szeroko dostępna. W wielu przypadkach wystarczą badanie ogólne moczu i oznaczenie stężenia kreatyniny w surowicy krwi.

Profilaktyka w miejscu pracy działa

Akcja badań w Sejmie RP pokazała również, jak dużą wartość mają badania przesiewowe organizowane bezpośrednio w miejscu pracy. Wielu uczestników podkreślało, że na co dzień nie znajduje czasu na wykonywanie badań, a możliwość udziału w akcji na terenie parlamentu była dla nich realną szansą na zadbanie o własne zdrowie.

Organizatorzy zapowiadają dalsze działania edukacyjne i profilaktyczne dotyczące zdrowia nerek w Polsce.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN)

OSMN (dawniej Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Dializowanych) powstało w 2004 roku. Od ponad 20 lat skupia pacjentów leczonych nerkozastępczo w ośrodkach dializ na terenie Polski. Członkiem Stowarzyszenia może zostać każdy obywatel Unii Europejskiej, a w szczególności osoby dializujące się, ich rodziny oraz opiekunowie, osoby z przewlekłą niewydolnością nerek, po przeszczepieniu nerek i osoby w predializie. OSMN promuje profilaktykę chorób nerek, zwłaszcza wśród osób z grupy ryzyka oraz ideę transplantacji, jako najlepszą metodę leczenia osób z niewydolnością nerek. Stowarzyszenie organizuje otwarte wykłady dotyczące profilaktyki PChN – wszystko to, by zatrzymać rozprzestrzenianie się tej cywilizacyjnej choroby, dotykającej ok. 12–14 proc. społeczeństwa.

Więcej informacji o OSMN: https://moje-nerki.pl/

Źródło: inf pras

Brak systemu, który umożliwiałby wczesne rozpoznanie przewlekłej choroby nerek (PChN), braki w obsadzie specjalistycznej kadry medycznej (lekarzy i pielęgniarek), niewykorzystany potencjał dializ otrzewnowych z powodu niedostatecznej świadomości medyków i pacjentów – to problemy, z którymi borykają się osoby dotknięte tym schorzeniem.
W Deklaracji Katowickiej, dokumencie programowym ogłoszonym podczas Krajowego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego, zawarte są priorytety i plan rozwoju polskiej nefrologii na najbliższe lata, w tym zwiększenie dostępu do dializ otrzewnowych. Ponadto, w marcu br. do Ministerstwa Zdrowia przekazany został projekt kompleksowej opieki nefrologicznej (KAOS), który zakłada uporządkowanie całej ścieżki pacjenta – od momentu rozpoznania przewlekłej choroby nerek, przez leczenie zachowawcze i nerkozastępcze, aż po transplantację nerki.

„To choroba, która na początku przebiega z niewielkimi objawami lub nawet bez. Mówi się, że nerki nie bolą” – podkreślała podczas konferencji „Przewlekła Choroba Nerek – niezbędne zmiany systemowe w opiece nad pacjentem” prof. Magdalena Krajewska z Katedry Nauk Klinicznych Niezabiegowych na Wydziale Medycznym Politechniki Wrocławskiej, konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii.

W Polsce na PChN choruje ok. 4,7 mln osób. To druga – po nadciśnieniu – najczęściej występująca choroba przewlekła w kraju. Alarmujący jest fakt, że zaledwie 5 proc. chorych jest świadomych swojej diagnozy. Ze względu na starzenie się społeczeństwa oraz choroby cywilizacyjne (cukrzyca, otyłość, nadciśnienie, które powodują PChN), szacuje się, że liczba ta wzrośnie do ponad 5 mln osób w ciągu najbliższych lat. 

Główne metody leczenia nerkozastępczego to: transplantacja nerek, hemodializa i dializa otrzewnowa. Hemodializa to zabieg oczyszczania krwi wykonywany poza organizmem przy użyciu specjalnego aparatu (sztucznej nerki) i dializatora. Zazwyczaj odbywa się trzy razy w tygodniu w stacji dializ.

Dializa otrzewnowa pozwala zaś na oczyszczanie krwi ze zbędnych produktów przemiany materii oraz nadmiaru płynów bezpośrednio w organizmie pacjenta przy wykorzystaniu naturalnej błony otrzewnowej w charakterze filtra. Do jamy brzusznej chirurgicznie wszczepia się na stałe miękki cewnik i wlewa się specjalny płyn dializacyjny. Toksyny i nadmiar wody przechodzą przez błonę otrzewnową do tego płynu, który po kilku godzinach jest usuwany i zastępowany nowym. Dializę otrzewnową można wykonywać w domu. 

„W Polsce na dializie otrzewnowej pozostaje mniej niż cztery procent pacjentów. W innych krajach jest to dziesięć, dwadzieścia procent, a mówi się, że powinno to być nawet czterdzieści czy pięćdziesiąt procent pacjentów” – zauważyła prof. Magdalena Krajewska.

Wśród przyczyn tego stanu rzeczy profesor Krajewska wymienia m.in. niedostateczną świadomość pacjentów i personelu medycznego oraz deficyt kadr – według danych samorządu lekarskiego jest to mniej niż 1500 osób.

Profesor Krajewska przypomniała, że podczas Krajowego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego uchwalona została Deklaracja Katowicka. Wyznacza ona nowe priorytety i plan rozwoju polskiej nefrologii na najbliższe lata, w tym zwiększenie dostępu do dializ domowych, szersze wykorzystanie telemedycyny oraz lepszą profilaktykę i wczesne wykrywanie przewlekłej choroby nerek. Najważniejsze postulaty to rozwój dializoterapii domowej, czyli leczenie metodami otrzewnowymi i hemodializami domowymi, co poprawia jakość życia pacjentów. Kolejne to: zastosowanie nowych klas leków w celu nefroprotekcji oraz spowalniania postępu niewydolności nerek oraz wielodyscyplinarna opieka, która ma polegać na zacieśnieniu współpracy nefrologów z diabetologami i kardiologami ze względu na ścisłe powiązanie chorób nerek z układem krążenia.

„Jeśli chronimy nerki to zapobiegamy udarom, zawałom i innym ciężkim powikłaniom, a także niepełnosprawności. Dlatego, że czynniki ryzyka są takie same: otyłość, nadciśnienie, cukrzyca. Gdyby trzy rodzaje dializowania były kontraktowane jednocześnie, to mielibyśmy zabezpieczoną kadrę. Trzeba włączyć do opieki dializacyjnej opiekunów pacjentów, aby pomagali osobom starszym w dializie otrzewnowej. Ważne jest też dostosowanie finansowania świadczeń do aktualnie istniejących specjalizacji” – podkreśla prof. Krajewska.

Elementem planowanej zmiany systemowej jest także projekt kompleksowej opieki nefrologicznej (KAOS), przygotowany przez środowisko nefrologiczne i przekazany do Ministerstwa Zdrowia w marcu br. Zakłada on uporządkowanie całej ścieżki pacjenta – od momentu rozpoznania przewlekłej choroby nerek, przez leczenie zachowawcze i nerkozastępcze, aż po transplantację nerki.

„Najważniejszą zmianą systemową, która musi zajść, jest przestawienie systemu opieki nad pacjentami nefrologicznymi (…) na system, który się skupia na profilaktyce, diagnostyce i wczesnym leczeniu, a nie na opłacaniu procedur, hospitalizacji i dializoterapii” – mówiła prof. Magdalena Krajewska.

Projekt przewiduje precyzyjny podział kompetencji między podstawową opieką zdrowotną a nefrologami. Pacjenci we wczesnych stadiach choroby byliby diagnozowani i monitorowani przede wszystkim w POZ, natomiast do specjalisty trafialiby w momencie, gdy wymaga tego stopień zaawansowania choroby. 

Prof. Katarzyna Krzanowska, kierownik Oddziału Klinicznego Nefrologii, Dializoterapii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego i konsultant na województwo małopolskie w dziedzinie nefrologii, zauważyła, że w diagnozowanie PChN powinna zostać włączona medycyna pracy. 

„Prowadzenie chorego powinno mieć miejsce już na poziomie Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Jeżeli mobilizuje się pacjenta, jeżeli mobilizuje się rodzina, to ten pacjent ma świadomość własnej choroby i jest odpowiedzialny za siebie w prowadzeniu terapii. I mało tego – ci pacjenci zdecydowanie szybciej robią badania kwalifikujące do przeszczepienia nerki i mają je szybciej. Chorzy, którzy mają dializy otrzewnowe, mogą normalnie pracować i się uczyć. Nie są obciążeni psychicznie szpitalem ani pobytem w nim. Oni po prostu żyją normalnie i mają kwalifikacje do przeszczepienia” – powiedziała prof. Krzanowska.

Prof. Katarzyna Krzanowska dodała, że lekarze i pacjenci walczą o przyznanie tzw. szybkiej ścieżki do kwalifikacji do transplantacji nerki.

„Teraz pacjenci dostają skierowanie do stacji dializ i zaczynają się umawiać na wizyty u specjalistów. Oczekiwania na wizytę u kardiologa, czekanie na badania to tak długi czas, że zanim pacjenci skończą robić wszystkie badania, to w zasadzie powinni zacząć je robić od początku” – powiedziała prof. Krzanowska.

Prof. Zbigniew Heleniak, Katedra i Klinika Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego, zauważył, że wskazana jest integracja opieki różnych specjalistów nad chorymi na PChN. 

„Nasi pacjenci umierają głównie z przyczyn sercowo-naczyniowych. Potrzebne jest dołączenie do kampanii edukacyjnych informacji nefrologicznych i PChN jako bardzo istotnego czynnika ryzyka. Moment, kiedy pacjent bezobjawowy może zostać >>wyłapany<< , to są badania w ramach medycyny pracy. W bardzo małym procencie jest wykorzystywana ścieżka koordynowana opieki nefrologicznej” – zaznaczył prof. Heleniak.

Punkt widzenia pacjenta chorego na PChN przedstawił prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Moje Nerki”, który 13 lat temu przeszedł przeszczep nerki: „Przede wszystkim pacjenci powinni być informowani przez lekarzy o możliwościach terapeutycznych. Taka informacja z punkt widzenia pacjenta jest bardzo ważna. Istotna z punktu widzenia naszych pacjentów jest też kwestia ścieżki do przeszczepu i dostępu do specjalistów. Są skazani sami na siebie, żeby w pół roku wykonać badania specjalistyczne co, ze względu na długość kolejek, często kończy się tym, że nie mogą zdążyć i zaczynają ścieżkę do przeszczepu od początku” – powiedział prof. Michalski.

Jak dodał prof. Michalski, trzecia kwestia ważna dla pacjentów dotyczy programów lekowych: „To, że programy lekowe są dostępne, nie znaczy jednak, że lekarze o nich informują i pacjenci zawsze wiedzą, czy w danym ośrodku taki program istnieje, jakie należy spełniać kryteria i jak się do takiego programu dostać” – powiedział prof. Rajmund Michalski.

Program lekowy to bezpłatna terapia finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zapewnia ona pacjentom dostęp do nowoczesnych, kosztownych leków, które ze względu na cenę nie są objęte standardową refundacją w aptekach.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Leczenie w domu pacjenta, zamiast wielu godzin spędzanych kilka razy w tygodniu na dojazdy do stacji dializ – taki cel przyświeca ekspertom nefrologii, którzy proponują zmiany w organizacji opieki nad osobami z niewydolnością nerek. Rekomendacje zakładają bardziej indywidualne podejście do terapii, w tym szerszy dostęp do dializy otrzewnowej. Propozycja zmian została już złożona w Ministerstwa Zdrowia.
 
Przewlekła choroba nerek (PChN) to schorzenie, które przez długi czas może rozwijać się bez wyraźnych objawów, przez co wielu pacjentów trafia do specjalisty dopiero w zaawansowanym stadium choroby. W Polsce dotyczy ona blisko 4,5 mln osób, a każdego roku ok. 21 tys. pacjentów wymaga leczenia dializami. W tym momencie możliwości zahamowania postępu choroby są już ograniczone, a konieczne staje się leczenie nerkozastępcze w postaci dializ lub przeszczepienia nerki. Łączne koszty diagnostyki i leczenia pacjentów z PChN w latach 2021-2024 (do 30 czerwca) przekroczyły 6 mld zł, z czego 92 proc. stanowiły koszty leczenia nerkozastępczego – dializoterapii i przeszczepień. Mimo skali problemu, choroba wciąż jest zbyt późno wykrywana i nie zajmuje należnego miejsca w priorytetach systemu ochrony zdrowia.

Podczas konferencji „Przewlekła choroba nerek – niezbędne zmiany systemowe w opiece nad pacjentami” eksperci podkreślili potrzebę lepszej profilaktyki, wcześniejszej diagnostyki oraz usprawnienia organizacji opieki nad pacjentami nefrologicznymi. Prof. Magdalena Krajewska, konsultant krajowa w dziedzinie nefrologii, przedstawiła także propozycję zmian w obszarze leczenia pacjentów nefrologicznych, którą przekazała do resortu zdrowia. Zakłada ona połączenie trzech odrębnie kontraktowanych świadczeń – hemodializy, dializy otrzewnowej oraz dializoterapii
z całodobowym zabezpieczeniem – w jeden kompleksowy zakres leczenia nerkozastępczego.

Wyzwania systemowe w leczeniu nerkozastępczym

Jak podczas debaty podkreślali eksperci, obecny model finansowania i kontraktowania świadczeń utrudnia pacjentom dostęp do dializy otrzewnowej, mimo że dla wielu chorych może być ona skuteczną i wygodną formą terapii. Problem wynika m.in. z tego, że część ośrodków posiada kontrakty na hemodializę, ale nie spełnia wymogów kadrowych niezbędnych do zawarcia odrębnego kontraktu na dializę otrzewnową. W efekcie dostępność do tej metody leczenia pozostaje ograniczona, a pacjenci nie zawsze mają możliwość wyboru terapii najlepiej dopasowanej do swoich potrzeb.

Chodzi o to, żeby (…) ośrodki nefrologiczne nie musiały zdobywać trzech kontraktów i żeby nie musiały do każdego tego świadczenia dawać osobnych lekarzy, bo to jest po prostu niemożliwe. Tych lekarzy nie ma. Nie ma też pielęgniarek. To nie przynosi dla płatnika żadnych dodatkowych obciążeń. To jest po prostu sytuacja, która uwolni potencjał ludzki, stworzy możliwość zaproponowania pacjentowi w każdym ośrodku wszystkich tych trzech metod dializy otrzewnowej, która absolutnie powinna być zwiększona i która absolutnie powinna być bardziej reprezentowana. Bo jest jej mniej niż 4 proc., a powinno być 20 proc. mówiła prof. Magdalena Krajewska. 

Gdy nerki przestają prawidłowo funkcjonować, ich pracę można zastąpić przeszczepieniem nerki lub leczeniem nerkozastępczym w postaci dializ. W przypadku hemodializy pacjent musi regularnie zgłaszać się do stacji dializ. Dializa otrzewnowa umożliwia natomiast – po odpowiednim przygotowaniu chorego – na prowadzenie terapii samodzielnie, w warunkach domowych.

Zdaniem ekspertów zmiany organizacyjne są niezbędne, ponieważ przewlekła choroba nerek (PChN) dotyczy w Polsce blisko 4,5 mln osób. Jednocześnie wielu pacjentów trafia pod opiekę nefrologia dopiero w zaawansowanym stadium schorzenia, co ogranicza możliwość leczenia i zwiększa ryzyko powikłań.

Niewykorzystany potencjał dializy otrzewnowej

Dializa otrzewnowa może być dostosowana do codziennego rytmu życia pacjenta. Część chorych wykonuje ją w nocy, co pozwala na zachowanie aktywności zawodowej i społecznej w ciągu dnia. Dla części pacjentów oznacza to także większą swobodę i możliwość przyjmowania większej ilości płynów, dzięki dłuższemu zachowaniu resztkowej funkcji nerek.

Ja byłem dializowany otrzewnowo, co pozwoliło mi normalnie pracować, funkcjonować. (…) To nam daje wolność. Wiem jakie ograniczenia dietetyczne, jeżeli chodzi o spożycie płynów, mają pacjenci hemodializowani – mówił Rajmund Michalski, prezes Stowarzyszenia „Moje Nerki”.

Eksperci podkreślali kliniczne zalety dializy otrzewnowej, wskazując m.in. krótszą drogę do przeszczepienia nerki, która pozostaje najlepszą metodą leczenia schyłkowej niewydolności nerek. Istotne znaczenie mają również korzyści dla pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi, dla których ta forma terapii może być bardziej korzystna klinicznie.

Pacjenci z chorobą sercowo-naczyniową, zwłaszcza z niewydolnością serca, bardzo często lepiej tolerują ten sposób leczenia nerkozastępczego, a co za tym idzie też ich przeżycie jest dłuższe – mówił prof. Zbigniew Heleniak z Katedry i Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego.

Chory nie musi kilka razy w tygodniu korzystać z wielogodzinnej opieki w stacji dializ, a przy braku powikłań zgłasza się do ośrodka jedynie na okresowe kontrole. Zdaniem ekspertów szersze wykorzystanie tej metody może przyczynić się do lepszego wykorzystania ograniczonych zasobów kadrowych w systemie ochrony zdrowia.

Po pierwsze jest oszczędność personelu: pielęgniarek i lekarzy. Po drugie, ci ludzie pracują, czyli nie wymagają transportu, nie płaci się im świadczenia rentowego, płacą podatki. Tylko że nikt tego nie liczy – mówiła prof. Magdalena Krajewska.

Wczesna diagnoza kluczem do świadomego wyboru leczenia

W opinii ekspertów jedną z przyczyn niewielkiego wykorzystania dializy otrzewnowej w Polsce jest zbyt późne rozpoznawanie przewlekłej choroby nerek. Wielu pacjentów trafia pod opiekę nefrologa
w zaawansowanym stadium choroby, co wymusza szybkie rozpoczęcie leczenia nerkozastępczego, najczęściej w postaci hemodializy.

Hemodializę da się zrobić z nagła. Pacjent przychodzi (…) i zaczynamy dializować. Już na tej hemodializie zostaje. (…) Nie ma szans na rozpoczęcie dializy otrzewnowej, jeśli [leczenie – przyp. red.] rozpoczynamy późno – mówiła prof. Krajewska. 

Zdaniem specjalistów z zakresu nefrologii, edukacja pacjentów powinna rozpoczynać się już na etapie leczenia przewlekłej choroby nerek. Pacjent powinien znać różnice między hemodializą, dializą otrzewnową i przeszczepieniem nerki zanim pojawi się konieczność rozpoczęcia leczenia nerkozastępczego.

Czasem się zdarza tak, że przychodzi pacjent i mówi: gdybym wiedział, że jest taka metoda, to bym się wolał dializować, ale nikt mi o tym nie powiedział – mówiła prof. Krajewska.

Rajmund Michalski, prezes Stowarzyszenia „Moje Nerki” podkreślał, że pacjent powinien otrzymać kluczowe informacje dotyczące choroby jeszcze na etapie opieki lekarza rodzinnego, zanim trafi do nefrologa. Zdaniem przedstawiciela organizacji pacjentów, dostęp do rzetelnej wiedzy o przewlekłej chorobie nerek oraz możliwościach leczenia, powinien stanowić element standardowej opieki w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ).

W związku z tym Stowarzyszenie „Moje Nerki” skierowało do Ministerstwa Zdrowia apel oraz prośbę o spotkanie poświęcone zmianom w opiece nefrologicznej.

Choroba, która przez lata nie daje objawów

[Przewlekła choroba nerek [PChN] – przyp. red.] to jest choroba, która na początku przebiega skąpoobjawowo albo bezobjawowo. Mówi się, że [nerki – przyp. red.] nie bolą. Potem się okazuje, że jesteśmy już na takim etapie, że leczenie, a naprawdę mamy teraz w rękach możliwości leczenia bardzo skuteczne, po prostu nie przynosi skutku. Jak w każdej chorobie – jeśli zaczniemy za późno, to efekty są mniejsze – mówiła podczas konferencji prof. Magdalena Krajewska.

Zdaniem nefrologów trzeba położyć nacisk na wczesne wykrywanie przewlekłej choroby nerek. Wskazują oni, że podstawowa opieka zdrowotna (POZ), program „Moje Zdrowie”, badania medycyny pracy oraz medycyna szkolna mogą stanowić kluczowe miejsca identyfikacji pacjentów bezobjawowych, zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian w nerkach.

Podstawą wczesnego wykrywania przewlekłe choroby nerek są proste i tanie badania, takie jak badanie moczu oraz oznaczenie stężenia kreatyniny. Eksperci apelowali przede wszystkim o wykorzystanie wskaźnika albumina/kreatynina (UACR), który umożliwia wykrycie choroby na bardzo wczesnym etapie jej rozwoju.

Nie mamy również możliwości w ramach podstawowej opieki zrobienia UACR-u. (…). A to jest nasza profilaktyka, to jest nasze zdrowie nerek, bo wtedy mamy leki, które – jeżeli włączymy na wczesnym etapie – kiedy jeszcze nie ma niewydolności narządu, a mamy już przewlekłą chorobę nerek, (…) to wtedy osiągniemy największy sukces i nie tylko przeżyją dłużej nerki bez dializoterapii, ale ten pacjent przeżyje znacząco dłużej – mówiła prof. dr n. med. Katarzyna Krzanowska – kierownik Oddziału Klinicznego Nefrologii, Dializoterapii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego.

Eksperci zwracali również uwagę na niewykorzystany potencjał ścieżki nefrologicznej w ramach opieki koordynowanej w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ). Obecnie obejmuje ona ok. 70 tys. pacjentów, podczas gdy z przewlekłą chorobą nerek (PChN) żyje w Polsce blisko 4,5 mln osób. Zdaniem prof. Katarzyny Krzanowskiej jedną z głównych barier w szerszym wdrożeniu tego modelu są braki kadrowe i trudności w zakontraktowaniu współpracy z nefrologami.

Kompleksowa opieka zamiast leczenia ostatniego etapu choroby

Późne rozpoznawanie przewlekłej choroby nerek nie wynika wyłącznie z problemów diagnostycznych. Jest także konsekwencją sposobu organizacji całego systemu opieki nad pacjentami nefrologicznymi.

Najważniejszą zmianą systemową, która musi zajść, jest przestawienie systemu opieki nad pacjentami nefrologicznymi (…) na system, który się skupia na profilaktyce, diagnostyce i wczesnym leczeniu, a nie na opłacaniu procedur, hospitalizacji i dializoterapii – mówiła prof. Magdalena Krajewska.

Elementem planowanej zmiany systemowej jest projekt kompleksowej opieki nefrologicznej (KAOS), przygotowany przez środowisko nefrologiczne i przekazany do Ministerstwa Zdrowia w marcu br. Zakłada on uporządkowanie całej ścieżki pacjenta – od momentu rozpoznania przewlekłej choroby nerek, przez leczenie zachowawcze i nerkozastępcze, aż po transplantację nerki.

Projekt przewiduje precyzyjny podział kompetencji między podstawową opieką zdrowotną a nefrologami. Pacjenci we wczesnych stadiach choroby byliby diagnozowani i monitorowani przede wszystkim w POZ, natomiast do specjalisty trafialiby w momencie, gdy wymaga tego stopień zaawansowania choroby.

Zdaniem autorów, wdrożenie tego modelu pozwoliłoby na istotną poprawę wczesnego wykrywania przewlekłej choroby nerek, bardziej efektywne wykorzystanie dostępnych zasobów systemu oraz ograniczenie liczby pacjentów trafiających do nefrologa dopiero wtedy, gdy konieczne jest rozpoczęcie dializoterapii.

Wcześniejsze rozpoznanie [oznacza, że – przyp. red.] nawet jeżeli choroba progresuje, progresuje pewnie wolniej. Jeżeli tego pacjenta znam od początku, mamy obecnie leczenie nefroprotekcyjne, które zwalnia postęp choroby, a także może ją czasami zatrzymać – mówił prof. Zbigniew Heleniak.

Równolegle Polskie Towarzystwo Nefrologiczne opracowuje tzw. Deklaracją Katowicką – strategiczny dokument, który ma wyznaczyć kierunki rozwoju opieki nefrologicznej w Polsce na najbliższą dekadę. Jego celem jest kompleksowe zdefiniowanie najważniejszych wyzwań związanych z przewlekłą chorobą nerek, identyfikacja kluczowych luk systemowych oraz wskazanie priorytetów rozwoju nefrologii w obszarach opieki nad pacjentami, finansowania świadczeń i badań naukowych.

Krótsza droga do transplantacji

Eksperci wskazują na pilną potrzebę usprawnienia ścieżki kwalifikacji do przeszczepienia nerki. Pacjenci w tym procesie muszą wykonać szereg specjalistycznych badań, jednak wydłużone terminy oczekiwania na konsultacje powodują, że część wyników traci ważność – jeszcze przed zakończeniem całej procedury kwalifikacji. W konsekwencji proces przygotowania do transplantacji ulega wydłużeniu, co opóźnia dostęp pacjenta do optymalnej metody leczenia.

To, o co my walczymy, to tak zwana szybka ścieżka do transplantacji nerki, czyli coś takiego jak DILO. Czyli mamy kartę, kartę powinien dostać pacjent, nie ma tego w naszym systemie. (…) Oczekiwanie na badania jest tak długie, że zanim skończą zrobić wszystkie badania, w zasadzie powinni zacząć od początku. (…) – mówiła prof. Katarzyna Krzanowska.

Czas ma znaczenie

Mimo że podczas konferencji poruszano wiele różnych zagadnień związanych z opieką nefrologiczną, eksperci byli zgodni co do najważniejszego celu: przewlekła choroba nerek powinna być rozpoznawana możliwie najwcześniej, a pacjenci powinni otrzymywać dostęp do właściwego leczenia we właściwym czasie i na odpowiednim etapie zaawansowania choroby.

Każdy obszar nefrologii, od (…) edukacji, profilaktyki, wyboru dializoterapii, szybkiej ścieżki do transplantacji – on powinien być zaopatrzony już, nie za 10 lat. (…) Bo za 10 lat to będziemy w zupełnie innym punkcie i każdy z nas może mieć chore nerki, może mieć chore serce i to będzie nas dotyczyć – podsumowała prof. Katarzyna Krzanowska.

Źródło: inf pras

Wprowadzenie nowoczesnego leczenia pierwotnej nefropatii IgA otworzyło nowe możliwości dla pacjentów narażonych na szybki postęp choroby. W praktyce ich dostęp do terapii jest jednak ograniczony – zależy nie tylko od wskazań medycznych, ale też m.in. od poziomu kontraktowania świadczeń i opóźnień w ich rozliczaniu. Część ośrodków warunkuje więc moment rozpoczęcia leczenia od czynników organizacyjnych i finansowych, co sprawia, że pacjenci nie mogą skorzystać z terapii, a ich choroba postępuje.
Pierwotna nefropatia IgA to przewlekła choroba nerek, w której dochodzi do odkładania się nieprawidłowych przeciwciał IgA w kłębuszkach nerkowych, odpowiedzialnych za filtrowanie krwi. Mimo, że ma status choroby rzadkiej to jest jedną z najważniejszych przyczyn niewydolności nerek, czego konsekwencjami są dializy lub konieczność przeszczepienia nerki. Pierwotna nefropatia IgA dotyka dwukrotnie więcej mężczyzn niż kobiet i zazwyczaj rozwija się pomiędzy 16. a 35. rokiem życia. Szacuje się, że w Polsce każdego roku diagnozuje się ponad kilkaset nowych przypadków. Choroba przez lata może rozwijać się bez wyraźnych objawów – diagnozowana jest późno, a do jej rozpoznania często dochodzi przypadkiem, podczas rutynowego badania moczu.

Leczenie nefropatii IgA przez wiele lat opierało się przede wszystkim na terapii wspomagającej – kontroli ciśnienia tętniczego, ograniczaniu białkomoczu oraz modyfikacji stylu życia. Celem było spowolnienie postępu choroby, jednak możliwości wpływania na jej przyczynę pozostawały ograniczone.

W ostatnim czasie pojawiły się jednak nowe możliwości terapeutyczne, ukierunkowane na mechanizmy immunologiczne odpowiedzialne za rozwój choroby. Należą do nich m.in. leki oddziałujące na proces powstawania i odkładania się nieprawidłowych przeciwciał IgA w nerkach, w tym budesonid, działający miejscowo, w obrębie jelita cienkiego. Jest to pierwszy i jedyny zarejestrowany lek ukierunkowany na modyfikację tej choroby. Terapie tego typu mogą wpływać na spowolnienie progresji schorzenia, opóźnić schyłkową niewydolność nerek, a także poprawić jakość życia pacjenta – pod warunkiem ich wdrożenia na odpowiednim etapie.

Systemowe wyzwania w dostępie do leczenia

W praktyce wykorzystanie nowoczesnych terapii pozostaje jednak ograniczone. Mimo, że lek zawierający budezonid jest refundowany w Polsce od 2025 roku w programie lekowym, dostępu do niego nie mają wszyscy pacjenci, którzy spełniają kryteria kliniczne. Dane dotyczące konkursów NFZ pokazują znaczące różnice w poziomie finansowania programu lekowego między województwami. W części regionów kwoty przeznaczone na leczenie wynoszą zaledwie kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie, co może być niewystarczające nawet do objęcia terapią jednego pacjenta. Jednocześnie w innych częściach kraju wartość kontraktów sięga znacznie wyższych poziomów – nawet kilku milionów złotych rocznie. Te różnice przekładają się na nierównomierną dostępność leczenia w skali kraju i ograniczoną możliwość skorzystania z terapii przez pacjentów.

Na dostępność terapii wpływa nie tylko poziom finansowania, ale również sposób rozliczania świadczeń. Z danych wynika, że opóźnienia w rozliczaniu oraz brak przewidywalności w zakresie terminu i skali rozliczanych nadwykonań mają bezpośredni wpływ na decyzje podejmowane przez administrację szpitali. W efekcie w części ośrodków włączanie nowych pacjentów do programu lekowego jest ograniczane lub odkładane w czasie, mimo że istnieją wskazania do rozpoczęcia leczenia.

Jest jeszcze jeden istotny aspekt, który w praktyce ogranicza możliwość skutecznego leczenia nefropatii IgA, a w dłuższej perspektywie może przekładać się na wyższe koszty związane z leczeniem konsekwencji choroby. Postępująca nefropatia IgA prowadzi do niewydolności nerek, co wymaga z kolei zastosowania leczenia nerkozastępczego, na przykład dializoterapii lub przeszczepu nerki. Roczny koszt samej dializy jednego pacjenta może sięgnąć kwoty 200.000 zł.  Z perspektywy długoterminowej efektywności systemu ochrony zdrowia kluczowe jest więc zapewnienie jak najszerszej grupie pacjentów z nefropatią IgA dostępu do terapii, które mogą ograniczyć konieczność leczenia nerkozastępczego lub istotnie odsunąć je w czasie.

Sytuacja pacjentów nefrologicznych w Polsce

Problem dostępności do nowoczesnego leczenia pierwotnej nefropatii IgA wpisuje się w szerszy kontekst funkcjonowania opieki nefrologicznej w Polsce. Jak wskazuje raport Najwyższej Izby Kontroli w latach 2021-2023 liczba pacjentów z rozpoznaniem niewydolności nerek wzrosła o prawie 15%. Zwiększona liczba pacjentów jest jedną z przyczyn dwukrotnego wydłużenia się czasu oczekiwania na wizytę w poradniach nefrologicznych. Kolejną kwestią jest również starzejąca się kadra specjalistów w dziedzinie nefrologii oraz problem braku zainteresowania tą dziedziną wśród absolwentów medycyny.

Dostęp do leczenia nefrologicznego jest nierówny w skali kraju. Różnice między województwami nie dotyczą tylko liczby ośrodków, ale też liczby lekarzy nefrologów i pacjentów przypadających na jednego lekarza. W przypadku pierwotnej nefropatii IgA te nierówności są szczególnie widoczne. Mimo pojawienia się nowoczesnych terapii, które mogą realnie wpłynąć na przebieg choroby, pacjenci nie wszędzie mają do nich taki sam dostęp. W praktyce okazuje się, że miejsce zamieszkania często decyduje o tym czy i kiedy chory zostanie włączony do leczenia. To duże wyzwanie na poziomie systemowym, zwłaszcza w chorobie, w której kluczowe znaczenie ma czas i szybkie wdrożenie terapii, zanim dojdzie do nieodwracalnych uszkodzeń nerekmówi prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Środowisko pacjentów podkreśla, że poprawa tej sytuacji wymaga nie tylko zapewnienia formalnej dostępności terapii, ale także zwiększenia stabilności finansowania i przewidywalności działania systemu, tak aby decyzje o leczeniu mogły być podejmowane w oparciu o potrzeby pacjenta, a nie ograniczenia organizacyjne.

Źródło: inf pras

Przewlekła obturacyjna choroba płuc od dawna nie jest już rozumiana wyłącznie jako choroba układu oddechowego. Coraz lepiej wiadomo, że to schorzenie o wyraźnym wymiarze ogólnoustrojowym, które wpływa nie tylko na płuca, ale także na serce, naczynia, mięśnie, kości i metabolizm. Znacznie rzadziej w tym kontekście mówi się o nerkach, choć właśnie one mogą być jednym z narządów szczególnie narażonych na długofalowe skutki przewlekłego stanu zapalnego, hipoksji, dysfunkcji śródbłonka i wielochorobowości towarzyszącej POChP. 

Autorzy nowego przeglądu opublikowanego w Respiratory Medicine zwracają uwagę, że przewlekła choroba nerek u pacjentów z POChP występuje częściej, niż dotąd sądzono, bywa niedostatecznie rozpoznawana i może istotnie pogarszać rokowanie.
 
POChP zwykle kojarzy się z dusznością, kaszlem, przewlekłym ograniczeniem przepływu powietrza i postępującym spadkiem wydolności fizycznej. Tymczasem u części chorych obraz kliniczny nie kończy się na układzie oddechowym. Choroba współistnieje z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, miażdżycą, niewydolnością serca, osteoporozą, niedożywieniem, sarkopenią czy zaburzeniami metabolicznymi. W tym gronie przewlekła choroba nerek nadal nie zawsze zajmuje należne jej miejsce, choć dostępne dane sugerują, że nie jest wcale zjawiskiem marginalnym.

Autorzy przeglądu przytaczają badania pokazujące, że pacjenci z POChP mają wyższe ryzyko rozwoju przewlekłej choroby nerek niż osoby bez tej diagnozy. W jednej z analiz ryzyko to było wyższe 1,61 raza nawet po uwzględnieniu znanych czynników klinicznych, a metaanaliza wykazała istotny związek między POChP a częstszym współwystępowaniem PChN. Co więcej, problem nie dotyczy wyłącznie jawnej, zaawansowanej niewydolności nerek. U części pacjentów z POChP zaburzenia funkcji nerek mogą rozwijać się „po cichu” i pozostawać nierozpoznane, zwłaszcza gdy podstawą oceny jest jedynie stężenie kreatyniny.

To zjawisko ma szczególne znaczenie w populacji osób z POChP, u których często obserwuje się obniżoną masę mięśniową, wyniszczenie lub sarkopenię. W takich warunkach kreatynina może sprawiać wrażenie prawidłowej, mimo że filtracja kłębuszkowa jest już zmniejszona. Dlatego autorzy przeglądu podkreślają znaczenie dokładniejszej oceny czynności nerek, uwzględniającej nie tylko kreatyninę, ale także cystatynę C. To właśnie ona może lepiej wychwytywać tzw. utajoną przewlekłą chorobę nerek, czyli sytuację, w której laboratoryjny obraz jest pozornie uspokajający, a rzeczywiste ryzyko pozostaje niedoszacowane.

Jeśli przewlekła choroba nerek nie zostanie odpowiednio wcześnie rozpoznana, zaczyna realnie wpływać na sposób leczenia chorego na POChP. Wpływa na bezpieczeństwo farmakoterapii, zwiększa podatność na zaburzenia elektrolitowe i kwasowo-zasadowe, komplikuje przebieg zaostrzeń, może ograniczać możliwości terapeutyczne i ostatecznie pogarszać rokowanie. W praktyce oznacza to, że pacjent z POChP i współistniejącą chorobą nerek to chory o znacznie wyższym stopniu złożoności klinicznej, wymagający bardziej uważnego monitorowania.

Nie tylko wspólne czynniki ryzyka

Najprostszym wyjaśnieniem współwystępowania POChP i PChN mogłoby być wskazanie wspólnych czynników ryzyka, przede wszystkim wieku i palenia tytoniu. I rzeczywiście, oba te elementy mają ogromne znaczenie. Zarówno POChP, jak i przewlekła choroba nerek częściej rozwijają się u osób starszych, a palenie tytoniu pozostaje jednym z najważniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka obu chorób. Jednak autorzy przeglądu przekonują, że taki sposób myślenia jest zbyt uproszczony. Coraz więcej danych wskazuje, że sam związek między płucami a nerkami nie sprowadza się tylko do palenia czy starzenia się organizmu, lecz może odzwierciedlać głębszy, wspólny mechanizm patofizjologiczny.

Jednym z jego najważniejszych elementów jest przewlekły stan zapalny. POChP nie ogranicza się do miejscowej patologii w oskrzelach i miąższu płucnym. Towarzyszy jej utrzymująca się aktywacja mediatorów zapalnych, stres oksydacyjny i uszkodzenie śródbłonka, które mogą oddziaływać ogólnoustrojowo. To właśnie śródbłonek cienka warstwa komórek wyściełająca naczynia krwionośne może stanowić wspólne ogniwo między chorobą płuc a pogarszającą się funkcją nerek. Według autorów dysfunkcja śródbłonka jest jednym z centralnych mechanizmów łączących rozedmę, naczyniowe konsekwencje POChP oraz uszkodzenie nerek.

Badacze zwracają uwagę, że najsilniejszy związek z pogarszaniem funkcji nerek obserwuje się w fenotypie rozedmowym. W niektórych badaniach właśnie rozedma, a nie tylko obniżone wartości FEV1, silniej wiązała się z uszkodzeniem nerek, sztywnością naczyń, upośledzoną funkcją śródbłonka i innymi powikłaniami naczyniowymi. W praktyce oznacza to, że sama spirometria nie wystarcza do oceny ryzyka i konieczne jest szersze spojrzenie na fenotyp choroby.

Drugim ważnym elementem wspólnego mechanizmu jest hipoksja. Przewlekłe upośledzenie wymiany gazowej, a także zaostrzenia POChP, prowadzą do spadku podaży tlenu do tkanek. Nerki są na takie warunki szczególnie wrażliwe. Długotrwała hipoksja sprzyja stresowi oksydacyjnemu, uszkodzeniu cewek nerkowych, włóknieniu śródmiąższu i pogarszaniu filtracji. Gdy do tego dochodzą nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, cukrzyca lub niewydolność serca, obciążenie układu nerkowego staje się jeszcze większe. W ten sposób tworzy się mechanizm błędnego koła: POChP sprzyja pogorszeniu funkcji nerek, a przewlekła choroba nerek z kolei nasila złożoność kliniczną POChP i pogarsza przebieg choroby.

Nie można też pominąć roli samego palenia tytoniu. Autorzy szeroko omawiają je jako czynnik wspólny dla obu schorzeń, ale zaznaczają, że nie tłumaczy ono całego problemu. Nawet po uwzględnieniu palenia w analizach epidemiologicznych POChP nadal pozostawała niezależnie związana z wyższym ryzykiem przewlekłej choroby nerek. Palenie niewątpliwie nasila oba procesy, uszkadza śródbłonek, zwiększa stres oksydacyjny i przyspiesza uszkodzenie naczyń, ale nie wyczerpuje biologicznego sensu tej zależności.

Choroba nerek, która zmienia przebieg POChP

Z klinicznego punktu widzenia najbardziej istotne jest jednak nie tyle samo istnienie związku między POChP a PChN, ile jego konsekwencje dla chorego. Autorzy przeglądu nie pozostawiają wątpliwości, że współistnienie obu schorzeń zwykle oznacza gorsze rokowanie. Dotyczy to większego ryzyka hospitalizacji, częstszych powikłań sercowo-naczyniowych, większego obciążenia wielochorobowością, a także wyższej śmiertelności.

Szczególnie niebezpiecznym momentem są zaostrzenia POChP. To one nasilają stan zapalny, zwiększają stres oksydacyjny i aktywację układu krzepnięcia, a jednocześnie pogarszają funkcję nerek. W czasie zaostrzeń rosną stężenia markerów zapalnych, kreatyniny i mocznika, spada eGFR, a u części pacjentów rozwija się ostre uszkodzenie nerek. Autorzy przytaczają dane wskazujące, że obecność ostrego uszkodzenia nerek podczas zaostrzenia istotnie zwiększa ryzyko zgonu w kolejnych miesiącach. To sprawia, że ocena czynności nerek u pacjenta hospitalizowanego z powodu zaostrzenia POChP nie powinna być traktowana wyłącznie jako rutynowy element diagnostyki laboratoryjnej, ale jako ważny wskaźnik rokowniczy.

Do tego dochodzą zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej i kwasowo-zasadowej. U pacjentów z zaawansowanym POChP często występują przewlekła hiperkapnia (stan, w którym we krwi jest zbyt dużo dwutlenku węgla (CO₂)), retencja płynów, hiponatremia (stan, w którym we krwi jest zbyt niskie stężenie sodu (Na⁺)) oraz złożone zaburzenia równowagi kwasowo-zasadowej. Jeśli równocześnie obecna jest przewlekła choroba nerek, zdolność organizmu do kompensacji tych zaburzeń staje się jeszcze mniejsza. Chory gorzej toleruje kwasicę oddechową, łatwiej dochodzi do kumulacji niekorzystnych efektów diuretyków, a błędy w leczeniu mogą szybciej prowadzić do destabilizacji całego układu krążeniowo-oddechowo-nerkowego.

Współistnienie PChN ma także znaczenie praktyczne dla farmakoterapii. Część leków stosowanych u chorych z POChP zwłaszcza niektóre antybiotyki, teofilina czy część leków przeciwcholinergicznych wymaga ostrożności przy upośledzonej filtracji. W niewydolności nerek wzrasta ryzyko kumulacji leku, działań niepożądanych i interakcji z innymi preparatami, których u chorych wielolekowych zwykle nie brakuje. 

Problem staje się jeszcze wyraźniejszy, gdy uwzględni się niedożywienie i sarkopenię. W POChP utrata masy mięśniowej nie należy do rzadkości, szczególnie w bardziej zaawansowanych fenotypach rozedmowych. W przewlekłej chorobie nerek ten proces również jest częsty. Współistnienie obu chorób może więc nasilać osłabienie mięśni, w tym mięśni oddechowych, pogarszać tolerancję wysiłku, zwiększać ryzyko zakażeń i zaostrzeń oraz obniżać jakość życia. W takim obrazie klinicznym chorego nie da się skutecznie prowadzić, koncentrując się wyłącznie na spirometrii i objawach oddechowych.

Potrzebna szersza ocena pacjenta z POChP

Jednym z najważniejszych praktycznych wniosków płynących z omawianego przeglądu jest potrzeba bardziej systematycznego monitorowania funkcji nerek u pacjentów z POChP. Autorzy podkreślają, że PChN nadal bywa niedostrzegana, a rutynowa ocena oparta jedynie na kreatyninie może nie wystarczać. W codziennej praktyce może to oznaczać potrzebę częstszego wyliczania eGFR, uwzględniania cystatyny C tam, gdzie jest to możliwe, oraz baczniejszej obserwacji pacjentów starszych, wyniszczonych, z rozedmą, wielochorobowością lub częstymi zaostrzeniami.

Chodzi o to, by nie przeoczyć problemu, który może wpływać na dobór leczenia, bezpieczeństwo farmakoterapii i rokowanie. To szczególnie ważne w opiece nad pacjentami z wielochorobowością, gdzie granice między specjalnościami coraz częściej okazują się niewystarczające. Pacjent z POChP rzadko ma jedną chorobę. Częściej jest to osoba z nakładającymi się problemami oddechowymi, sercowo-naczyniowymi, metabolicznymi i nerkowymi, które wzajemnie się nasilają.

Autorzy przeglądu sugerują także, że większej uwagi wymagają chorzy z fenotypem rozedmowym, z przewlekłą hipoksją, z albuminurią, obniżoną tolerancją wysiłku i nawracającymi zaostrzeniami. To właśnie u nich ryzyko powikłań nerkowych może być największe. Zwracają też uwagę na znaczenie szczepień ochronnych, racjonalnej antybiotykoterapii, ostrożnego stosowania leków moczopędnych, monitorowania elektrolitów oraz wsparcia żywieniowego. 

Przez wiele lat przewlekła choroba nerek nie należała do chorób współistniejących najczęściej kojarzonych z POChP. Ten sposób myślenia coraz wyraźniej się jednak zmienia. Dostępne dane wskazują, że związek między płucami a nerkami jest realny i klinicznie istotny. W praktyce oznacza to, że na pacjenta z POChP trzeba patrzeć całościowo, a nie przez pryzmat pojedynczych rozpoznań. Leczenie nie może ograniczać się do oddzielnego podejścia do chorób układu oddechowego, sercowo-naczyniowego czy nerek, bo w rzeczywistości są one ze sobą ściśle powiązane i wzajemnie na siebie wpływają.

Źródło: Stratan I., Covantsev S., Mathioudakis A.G., Corlateanu A. COPD and kidney disease: not so far apart? Respiratory Medicine (2026). https://doi.org/10.1016/j.rmed.2026.108761
Obawy przed uszkodzeniem nerek po podaniu kontrastu od lat towarzyszą badaniom obrazowym. Najnowsze wyniki opublikowane w czasopiśmie Neurology wskazują jednak, że u pacjentów z udarem niedokrwiennym mózgu leczonych trombektomią mechaniczną powikłania nerkowe są rzadkie, a ich ryzyko można ocenić jeszcze przed zabiegiem.
„Kontrast szkodzi nerkom” – to przekonanie od lat funkcjonuje wśród pacjentów, a czasem także wśród lekarzy. W praktyce klinicznej bywa powodem obaw przed badaniami obrazowymi i zabiegami, w których stosuje się środki kontrastowe. Najnowsze badanie opublikowane w czasopiśmie Neurology, którego współautorami są naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, pokazuje jednak, że w przypadku pacjentów z udarem niedokrwiennym mózgu leczonych trombektomią mechaniczną powikłania nerkowe po podaniu kontrastu są rzadkie. Co więcej, ryzyko ich wystąpienia można oszacować jeszcze przed zabiegiem.

Jak podkreśla prof. Maciej Guziński z Zakładu Radiologii Ogólnej, Zabiegowej i Neuroradiologii UMW, współautor publikacji, środki kontrastowe są kluczowe w diagnostyce i leczeniu chorób naczyniowych.

– Badania TK z kontrastem oraz zabiegi naczyniowe, w tym trombektomia w udarze mózgu, wymagają podania kontrastu jodowego, który pozwala dokładnie zobaczyć naczynia i szybko podjąć leczenie ratujące mózg lub życie – wyjaśnia prof. Guziński. – Naturalne jest jednak pytanie pacjentów i ich rodzin, czy kontrast jest bezpieczny dla nerek.

Skąd wzięły się obawy?

Pokontrastowe uszkodzenie nerek opisano po raz pierwszy w latach 50. XX wieku, gdy stosowane środki kontrastowe były znacznie mniej bezpieczne niż dziś. Przez dekady utrwaliło się przekonanie, że kontrast często prowadzi do poważnych powikłań.

– Od tego czasu ustalono jednak, że zagadnienie jest dużo bardziej złożone i zależne od wielu czynników, a nie tylko od ewentualnej nefrotoksyczności kontrastu – wyjaśnia dr Marta Nowakowska-Kotas z Kliniki Neurologii UMW, współautorka pracy.

Na ryzyko wpływają m.in. wiek pacjenta, choroby współistniejące czy ogólny stan zdrowia.

Pacjenci po udarze

Trombektomia mechaniczna jest dziś jedną z najskuteczniejszych metod leczenia udaru niedokrwiennego mózgu. Zabieg polega na mechanicznym usunięciu skrzepu z naczynia mózgowego
i przywróceniu przepływu krwi. Podczas procedury lekarze podają kontrast, aby dokładnie zobrazować naczynia i kontrolować przebieg zabiegu.

– Podczas trombektomii mechanicznej podaje się stosunkowo dużą ilość kontrastu, a jednocześnie są to często pacjenci starsi, z licznymi obciążeniami chorobowymi, przez co bardziej podatni na ostre uszkodzenie nerek – mówi lek. Michał Puła, rezydent radiologii, współautor publikacji.

Dlatego funkcja nerek u tych pacjentów jest szczególnie uważnie monitorowana.

Skala CAN-REST

Jednym z najważniejszych rezultatów badania było stworzenie wskaźnika CAN-REST, który pozwala jeszcze przed zabiegiem oszacować ryzyko pogorszenia funkcji nerek.

– Na podstawie zebranych danych wyselekcjonowano parametry, które umożliwiają wskazanie pacjentów z podwyższonym ryzykiem rozwinięcia tego powikłania – tłumaczy dr Nowakowska-Kotas.

Do najważniejszych czynników należą m.in. parametry filtracji nerkowej (GFR), poziom hemoglobiny, stężenie glukozy, choroby nerek w wywiadzie, stosowane leki oraz stan neurologiczny pacjenta.

Co istotne, analiza pokazała również, że sama ilość kontrastu użyta podczas zabiegu nie zwiększała znacząco dokładności prognozy.

– Można więc wnioskować, że już same informacje dostępne przed zabiegiem pozwalają wytypować pacjentów szczególnie narażonych na niekorzystne następstwa – podkreśla badaczka.

Czy kontrast jest bezpieczny?

Najważniejszy wniosek z badania jest uspokajający. 

– Ostre pogorszenie funkcji nerek po podaniu kontrastu zdarza się u około 5% pacjentów poddanych trombektomii. U zdecydowanej większości jest to jednak zaburzenie przejściowe, które ustępuje
w ciągu kilku dni. Trwalsze pogorszenie funkcji nerek dotyczy około pół procenta wszystkich pacjentów – wyjaśnia prof. Maciej Guziński.

W praktyce klinicznej oznacza to, że decyzja o podaniu kontrastu nie powinna opóźniać diagnostyki ani leczenia, zwłaszcza w sytuacjach nagłych.

– W przypadku udaru mózgu korzyści z wykonania badań i zabiegu zdecydowanie przewyższają potencjalne ryzyko. Trombektomia często pozwala uniknąć ciężkiej niepełnosprawności lub śmierci – podkreśla neurolog.

Nowe narzędzie prognostyczne CAN-REST może dodatkowo pomóc lekarzom jeszcze lepiej identyfikować pacjentów szczególnie narażonych na powikłania i odpowiednio wcześnie wdrażać działania zapobiegawcze.

Szybka diagnostyka i natychmiastowe leczenie ratują tkankę mózgową, sprawność pacjenta – i często jego życie.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Contrast-Associated Acute Kidney Injury After Thrombectomy for Ischemic Stroke, Prognostic Impact and CAN-REST Predictive Score, Neurology
Źródło: Komunikat Prasowy

12 marca na całym świecie obchodzony jest 20. Światowy Dzień Nerek. To święto ustanowione przez Międzynarodowe Towarzystwo Nefrologiczne i Międzynarodową Federację Fundacji Nerek, by zwiększać globalną świadomość na temat kluczowej roli, jaką nerki odgrywają dla ludzkiego zdrowia. Niestety, na choroby nerek zapada coraz więcej osób na całym świecie. Niechlubnie wśród nich króluje przewlekła choroba nerek (PChN). Dotyka już 850 milionów osób w skali globalnej, blisko 5 milionów z nich znajduje się w Polsce [1], pacjentów będzie przybywać, a system ich leczenia wymaga wielu usprawnień.
Nerki: mały wielki narząd
Tak niepozorne, a tak ważne! Cofając się do prehistorii – to nerki pozwoliły wyjść nam na ląd. Gdy życie zwierząt istniało tylko w oceanach, nerki kręgowców rozwinęły zdolność do zagęszczania moczu, co umożliwiło przetrwanie poza środowiskiem wodnym. Od tamtej pory nerki są jak biologiczna oczyszczalnia działająca 24/7. Dziennie u człowieka filtrują około 1800 litrów płynów, z czego to, co trzeba, wydalają w jedynie około 1-2 l moczu.

Ale nie tylko filtrują! Produkują hormony, regulują ciśnienie tętnicze, produkują erytropoetynę, która stymuluje wytwarzanie czerwonych krwinek, aktywują witaminę D, regulują równowagę metaboliczną organizmu. Mają wpływ na nastrój i koncentrację. Choć stanowią zaledwie 0,5% masy ciała, zużywają nawet 10% energii całego tlenu pobieranego przez organizm. A to dlatego, że pracują bez przerwy. Mają też ogromną rezerwę mocy. Można zupełnie normalnie funkcjonować tylko z jedną nerką (niektórzy nawet się tylko z jedną rodzą!). Problemy zaczynają się, gdy nerki utracą 70-80% swojej funkcji.

Z jakimi chorobami nefrologicznymi Polacy mierzą się najczęściej[2]?
„Ranking” zawiera poważne i bardzo poważne schorzenia. Niechlubne pierwsze miejsce dzierży tu przewlekła choroba nerek (PChN), która nie tylko zagraża życiu, ale także dotyczy blisko 5 mln osób w Polsce:

1. Przewlekła choroba nerek
Może się rozwijać przez wiele lat, a jej postęp długo może być niezauważony. Przebiega w 5 stadiach. W ostatnim wymaga leczenia nerkozastępczego. Dotyczy co 6. dorosłego Polaka. Rocznie z jej powodu umiera od 80 do 100 tys. Polaków.

2. Ostra niewydolność nerek
Nagła, lecz często odwracalna utrata funkcji nerek. Dotyczy nawet ~20% hospitalizowanych pacjentów i ponad połowy chorych na OIOM. Nie jest tak powszechna w populacji ogólnej jak PChN, ale jest bardzo częsta w praktyce szpitalnej i ma wysoką śmiertelność.

3. Kamica nerkowa
W wielu krajach rozwiniętych choruje na nią w ciągu życia ponad 10% populacji. Częstość rośnie wraz z dietą zachodnią, otyłością i odwodnieniem. To jedna z najczęstszych przyczyn bólu nerkowego i wizyt na SOR.

4. Choroba Bergera (nefropatia igA)
To przewlekła choroba immunologiczna, w której przeciwciała IgA odkładają się w kłębuszkach nerkowych, wywołując stan zapalny i uszkodzenie nerek. Jest to najczęstsza postać kłębuszkowego zapalenia nerek na świecie, dotykająca głównie młodych dorosłych (16-35 lat), często prowadząca do nadciśnienia, krwiomoczu i niewydolności nerek.

5. Infekcyjne choroby nerek
Powodowane przez bakterie, dotyczą układu moczowego i często „sięgają” aż do nerek. Stanowią istotny odsetek hospitalizacji nefrologicznych i powikłań zakażeń dróg moczowych.

Z jakimi problemami borykają się pacjenci najczęstszej choroby nerek w Polsce, tj. PChN?
Niestety problemy te są poważne, coraz bardziej alarmujące, a nefrologia od lat zdaje się nie przykuwać należytej uwagi decydentów. Oto lista największych bolączek pacjentów z przewlekłą chorobą nerek:

1. Dostępność kadr medycznych
Nefrologia jest najrzadziej wybieraną specjalizacją lekarską, brakuje też wykwalifikowanych kadr pielęgniarskich, bowiem w 2013 roku nefrologia przestała być specjalizacją dla tej grupy zawodowej.[3] Problem braku kadr jest szczególnie odczuwalny w Polsce powiatowej.
 
Rozwiązanie: podniesienie uprawień pielęgniarskich w leczeniu osób z PChN szczególnie w stacji dializ, co umożliwi uwolnienie czasu pracy nefrologa dotychczas wymaganego do „przebywania” w stacji dializ do zadaniowej realizacji świadczeń specjalistycznych takich, jak: zlecenie dializy, leczenie anemii nerkopochodnej, diagnostyka i leczenie chorób nerek w poradni nefrologicznej. Z kolei personel pielęgniarski stacji dializ mógłby dostać wsparcie od asystentów dializacyjnych. Dializoterapia to wysoce specjalistyczny zabieg, którego realizacja i nadzór leży w gestii personelu pielęgniarskiego i to ta grupa zawodowa może przejąć większą kliniczną odpowiedzialność, a wsparcie techniczne w fizycznej obsłudze realizacji zabiegu uzyskać od opiekunów medycznych po przeszkoleniu lub zmianie ich kompetencji na poziomie edukacji.

2. Problemy z wytwarzaniem dostępu naczyniowego
Aby rozpocząć leczenie dializami, pacjenci wymagają dostępu naczyniowego, umożliwiającego przetaczanie krwi do i z aparatu dializacyjnego. Złotym standardem pozostaje przetoka tętniczo-żylna, jednak w Polsce większość chorych zaczyna terapię od cewników naczyniowych. Wynika to z faktu, że zbyt mało ośrodków chirurgicznych wykonuje procedurę wytworzenia przetok i jest ona nieadekwatnie wyceniona, więc okupuje końce kolejek zabiegów. W efekcie opóźnienia w dostępie do optymalnego leczenia zwiększają ryzyko powikłań, takich jak infekcje czy zakrzepy, pogarszając rokowanie chorych.
 
Rozwiązanie: adekwatna wycena i przesunięcie realnych możliwości organizacji wytwarzania dostępów naczyniowych do stacji dializ oraz wyznaczenie standardów postępowania w tym zakresie.
 
3. Brak terminowej opieki wszystkich potrzebnych specjalistów
– Pacjenci z PChN to osoby z wielochorobowością. Większość z nich potrzebuje symultanicznej opieki: kardiologa, diabetologa, chirurga naczyniowego, dietetyka, psychiatry/psychologa, ortopedy. Tymczasem w stacji dializ te osoby nie mogą pracować, więc pacjenci, by skorzystać z ich pomocy, >>wpadają<< w zwykły system ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. – W praktyce oznacza to dłuższy czas oczekiwania na konsultacje, które są im potrzebne na porządku dziennym, często w trybie wyprzedzającym aktualne możliwości – tłumaczy dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog, transplantolog kliniczny, dyrektor medyczny DaVita Polska.
 
Rozwiązanie: poszerzenie wachlarza specjalizacji, które na co dzień mogą pracować z pacjentami w stacjach dializ i umożliwienie finansowania takiej organizacji opieki.

4. Zbyt długi czas wykonania badań do przeszczepienia nerki
Obecnie w Polsce przeprowadzenie badań i konsultacji trwa nawet 3 razy dłużej niż oczekiwanie na narząd (15 vs 6 miesięcy).[4] Przed transplantacją pacjenci muszą wykonać i skompletować wyniki kilkunastu badań i konsultacji. Robią to w zwykłym systemie, co często sprawia, że gdy ukończą ostatnie badania, te pierwsze przedawniają się.

Rozwiązanie: stworzenie szybkiej ścieżki postępowania na wzór tej działającej np. w przypadku pacjentów onkologicznych lub kardiologicznych.

5. Nieadekwatna wycena procedury dializoterapii
– Wycena dializoterapii w Polsce jest jedną z najniższych w Europie. I to nasz niechlubny wynik, który nie zmienia się od lat.[5] Brakuje dedykowanego podejścia do problemów pacjentów nefrologicznych, których liczba nieustannie rośnie. Stan ten się nie zmienia, gdyż PChN jest chorobą cywilizacyjną, pomimo coraz większej dostępności terapii spowalniajacych postęp przewlekłej choroby nerek – mówi Krzysztof Hurkacz, dyrektor generalny DaVita Polska.

Rozwiązanie: stworzenie przejrzystego i stale działającego systemu waloryzacji leczenia, który odpowie na wszystkie potrzeby pacjentów, a nie tylko na najbardziej podstawowe, tj. ratowanie życia.

– Profilaktyka i dobra organizacja leczenia osób już chorych – to powinny być dwa filary myślenia o nefrologii w Polsce. I o ile w przypadku prewencji w ostatnich latach poczyniono postęp (np. wprowadzenie Programu Profilaktyka 40+ i jego następcy z badaniami w kierunku zdrowia nerek, szersze zastosowanie flozyn w spowalnianiu postępu PChN, dodanie nefrologii do koszyka działań koordynowanych w POZ), o tyle podejście do leczenia osób potrzebujących terapii nerkozastępczej w zasadzie nie drgnęło. A wymagane zmiany nie wydają się trudne. Potrzebują tylko odpowiednich regulacji prawnych i przepisów, o całą resztę zadbają już podmioty realizując leczenie – komentują zgodnie Krzysztof Hurkacz, dyrektor generalny polskiego oddziału największego globalnego dostawcy usług dializacyjnych – DaVita i prof. Rajmund Michalski – prezes najstarszej i największej organizacji pacjentów nefrologicznych w Polsce – Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki (OSMN). 

DaVita i OSMN z okazji Światowego Dnia Nerek przygotowały szereg akcji edukacyjnych oraz profilaktycznych. 

Źródła:
[1] Jager K.J., et al. A single number for advocacy and communication-worldwide more than 850 million individuals have kidney diseases. Nephrol Dial Transplant. 2019;34(11):1803-1805 oraz https://www.gov.pl/web/krus/przewlekla-choroba-nerek-pchn–uwazaj-w-poczatkowej-fazie-nie-daje-objawow, dostęp: 10.03.2025
[2] Opracowanie własne DaVita na podstawie: wikipedia.com, mp.pl (Medycyna Praktyczna) oraz moje-nerki.pl, dostęp: 10.03.2026 r.
[3] I. Bączek, rynekzdrowia.pl, 02.05.2023, https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Dlugie-kolejki-do-nefrologa-Prof-Gellert-nie-chodzi-tylko-o-liczbe-specjalistow-ale-o-ich-zle-wykorzystanie,244957,14.html oraz Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 12 grudnia 2013 r. w sprawie wykazu dziedzin pielęgniarstwa oraz dziedzin mających zastosowanie w ochronie zdrowia, w których może być prowadzona specjalizacja i kursy kwalifikacyjne – https://www.dziennikustaw.gov.pl/D2013000156201.pdf
[4] Dane wewnętrzne DaVita
[5] Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych źródeł informacji (strony odpowiedników Ministerstwa Zdrowia lub Narodowego Funduszu Zdrowia w innych krajach Europy).
Źródło informacji: DaVita

Przewlekła choroba nerek rozwija się po cichu. Przez lata nie daje wyraźnych objawów, a kiedy zostaje rozpoznana, bywa już zbyt późno, by odwrócić jej przebieg. Tymczasem w Polsce z chorobą może żyć nawet ponad 5 milionów osób – a zdecydowana większość z nich nie ma o tym pojęcia. Eksperci nie mają wątpliwości: system ochrony zdrowia wciąż wykrywa tę chorobę zbyt późno, a konsekwencje zdrowotne i finansowe będą w kolejnych latach tylko rosły.

Jak podkreślała prof. Magdalena Krajewska, konsultant krajowa w dziedzinie nefrologii, przewlekła choroba nerek „to stan, do którego dochodzi w przebiegu wielu chorób nerek, ale przede wszystkim w przebiegu chorób cywilizacyjnych – nadciśnienia, cukrzycy, otyłości – których będzie coraz więcej”. To właśnie dlatego mówimy dziś nie o wąskim problemie jednej specjalizacji, lecz o narastającym wyzwaniu zdrowia publicznego.

Dane przywoływane przez ekspertów wskazują, że właściwą diagnozę ma zaledwie około 5 proc. chorych. Oznacza to, że ogromna większość osób żyje z chorobą, nie mając świadomości jej istnienia – aż do momentu, gdy pojawiają się poważne powikłania.

Prognozy epidemiologiczne nie pozostawiają wątpliwości, że skala zjawiska będzie rosła wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Jak wskazywała prof. Magdalena Krajewska, do 2034 roku liczba osób z przewlekłą chorobą nerek w Polsce może przekroczyć 5 milionów, a w populacji powyżej 60. roku życia schorzenie to dotyczy już niemal co piątej osoby. To oznacza, że system ochrony zdrowia będzie miał do czynienia nie z problemem marginalnym, lecz z jednym z najważniejszych przewlekłych obciążeń zdrowotnych najbliższych lat.

Nie chodzi jednak wyłącznie o samą niewydolność nerek. Choroba ta znacząco zwiększa ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych i bywa wskazywana jako jeden z najbardziej niedocenianych czynników ryzyka w medycynie. W praktyce oznacza to, że pacjent z obniżoną funkcją nerek może mieć gorsze rokowanie niż osoba z niektórymi nowotworami we wczesnym stadium. „Rozmawiamy o chorobie, która jest chorobą śmiertelną – to jest sprawa życia i śmierci” – podkreśla prof. Marcin Adamczak, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego. „Pacjent z eGFR około 30 (…) nie ma żadnych objawów poza nadciśnieniem tętniczym, a jego rokowanie co do przeżycia jest nawet dwa razy gorsze niż u chorego z nowotworem złośliwym bez przerzutów.”

Choroba, która przez lata nie daje objawów

Jednym z największych wyzwań w nefrologii pozostaje fakt, że przewlekła choroba nerek rozwija się długo bez wyraźnych symptomów. W początkowych stadiach pacjent może odczuwać jedynie niespecyficzne dolegliwości – zmęczenie, niewielkie obrzęki czy podwyższone ciśnienie tętnicze. Objawy te rzadko kojarzone są z chorobą nerek.

Choroba na początku jest chorobą bezobjawową albo skąpoobjawową” – tłumaczyła prof. Magdalena Krajewska.

Brak objawów nie oznacza jednak braku ryzyka, co potwierdzają także doświadczenia samych pacjentów. „Zachorowałam, gdy miałam 18 lat. Nie miałam objawów, a w dzień, w którym zachorowałam, następnego dnia musiałam mieć dializę.” – mówi Dorota Ligęza, wiceprezeska Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki. Zwraca przy tym uwagę, że choroby nerek mogą dotykać także bardzo młode osoby, dlatego jej zdaniem warto rozważyć wcześniejsze i bardziej systematyczne badania przesiewowe również wśród młodych ludzi.

Co istotne, brak objawów nie oznacza braku ryzyka. „Ryzyko chorób sercowo-naczyniowych zaczyna się już w momencie, kiedy objawy się jeszcze nie pojawiają, ale już mamy rozpoznanie przewlekłej choroby nerek” – podkreślała.

Z tego powodu kluczowe znaczenie ma diagnostyka laboratoryjna. Podstawowe badania pozwalające wykryć chorobę są stosunkowo proste: oznaczenie stężenia kreatyniny we krwi z wyliczeniem wskaźnika filtracji kłębuszkowej (eGFR), badanie ogólne moczu oraz oznaczenie stosunku albuminy do kreatyniny w moczu (ACR). To właśnie ten ostatni parametr – pozwalający wykryć niewielkie ilości białka w moczu – ma szczególne znaczenie dla wczesnego rozpoznania choroby.

Problem polega na tym, że w praktyce badanie to wykonywane jest zbyt rzadko. W wielu przypadkach przewlekła choroba nerek rozpoznawana jest dopiero w stadium trzecim lub czwartym, kiedy możliwości spowolnienia jej przebiegu są znacznie ograniczone.

System zaczyna reagować, ale wciąż zbyt późno

W debacie o przewlekłej chorobie nerek coraz wyraźniej wybrzmiewa przekonanie, że miejscem, w którym system powinien wychwytywać pacjenta najwcześniej, jest podstawowa opieka zdrowotna. To właśnie tam trafiają osoby z nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością czy chorobami serca – a więc z najważniejszymi czynnikami ryzyka uszkodzenia nerek.

Jak mówiła Magdalena Kramska, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, „Cały sposób myślenia o ścieżce pacjenta w systemie należy niewątpliwie rozpocząć od podstawowej opieki zdrowotnej, bo tutaj tak naprawdę wszystko się zaczyna – a jeśli się nie zaczyna, to powinno się zaczynać”.

Zdaniem prof. Krajewskiej to właśnie brak charakterystycznych symptomów sprawia, że choroba wymyka się rutynowej czujności diagnostycznej i najczęściej rozpoznawana jest dopiero w stadiach zaawansowanych, „czyli 3b do 5, właściwie wtedy, kiedy już powinniśmy rozpoczynać dializoterapię”.

To właśnie POZ ma być tym miejscem, w którym system po raz pierwszy zbiera kluczowe informacje o pacjencie i decyduje o dalszej ścieżce diagnostycznej oraz terapeutycznej. Jak podkreślała przedstawicielka resortu, „to powinien być ten pierwszy moment, w którym system jest w stanie pozyskać kluczowe informacje o pacjencie, tak aby później móc skierować go na odpowiednie poziomy leczenia. Pewne rzeczy już się zadziały, a pewne rzeczy dopiero planujemy”.

W ostatnich latach w Polsce wprowadzono elementy opieki koordynowanej w POZ, obejmujące także obszar nefrologii. W ramach tej ścieżki możliwe jest wykonywanie podstawowych badań diagnostycznych, monitorowanie pacjentów oraz konsultacje z nefrologiem. Dane wskazują jednak, że skala korzystania z tej formy opieki jest wciąż niewystarczająca.

Jednym z najważniejszych zapowiadanych kierunków zmian jest rozszerzenie diagnostyki dostępnej na wczesnym etapie. Magdalena Kramska zapowiedziała, że „jednym z najistotniejszych planowanych działań jest badanie stężenia albuminy do kreatyniny. Docelowo ma ono zostać przesunięte ze ścieżki nefrologicznej w podstawowej opiece zdrowotnej do ścieżki diagnostycznej, co pozwoli nam odpowiednio wcześnie i w odpowiedniej skali wykrywać pierwsze sygnały oraz symptomy tej choroby u pacjentów, a później odpowiednio nimi się zajmować”.

To ważna deklaracja, bo właśnie oznaczenie ACR jest dziś uznawane za jedno z kluczowych badań w wykrywaniu przewlekłej choroby nerek na etapie, gdy pacjent nie ma jeszcze wyraźnych objawów. Bez niego znaczna część chorych pozostaje poza systemem aż do czasu zaawansowanego pogorszenia funkcji nerek.

To właśnie brak oznaczania albuminurii (ACR) sprawia, że znaczna część chorych pozostaje poza systemem. Jak wskazywała konsultant krajowa, dane pokazują, że „połowa pacjentów nam ucieknie, jeśli nie będą mieli oznaczonej albuminurii”. W tym sensie spór o zakres badań przesiewowych nie dotyczy detalu organizacyjnego, lecz tego, ilu pacjentów zostanie wykrytych zanim choroba wejdzie w etap zaawansowany.

Resort zdrowia wiąże ten wątek także z szerszym podejściem do profilaktyki chorób przewlekłych. Jak wskazywała Magdalena Kramska, problem zaczyna się często jeszcze przed samym rozpoznaniem przewlekłej choroby nerek, bo jego źródłem bywają nierozpoznane wcześniej nadciśnienie tętnicze i cukrzyca. W tym kontekście program „Moje Zdrowie” ma służyć temu, by pacjent wcześniej trafiał do systemu z podstawowymi informacjami o swoim stanie zdrowia, a sam system mógł lepiej pokierować dalszą diagnostyką.

Prof. Krajewska zwracała jednak uwagę, że obecny zakres programu nadal nie odpowiada w pełni na potrzeby nefrologii. „Mamy teraz ‘Moje Zdrowie’, bo ‘40 plus’ nie działał (…)” – mówiła, dodając, że w programie nadal nie przewidziano możliwości wykonania badania ACR, czyli oznaczenia albuminy do kreatyniny w moczu, które jest jednym z podstawowych badań pozwalających wykrywać przewlekłą chorobę nerek na wczesnym etapie. Kierunek zmian wydaje się więc dość jasno zarysowany: większy nacisk na POZ, wcześniejsze wykrywanie i rozszerzenie katalogu badań wykonywanych zanim pacjent trafi do specjalisty.

Nierówności dostępu i brak specjalistów

Wczesna diagnostyka to tylko pierwszy etap problemu. Równie poważnym wyzwaniem pozostaje dostęp do specjalistycznej opieki nefrologicznej.

Choć liczba poradni nefrologicznych w Polsce rośnie, ich rozmieszczenie jest nierównomierne. W niektórych regionach kraju dostęp do specjalisty jest stosunkowo łatwy, w innych czas oczekiwania na wizytę pozostaje bardzo długi. Prof. Krajewska zwracała uwagę, że dane NFZ pokazują nie tylko wydłużenie czasu oczekiwania na poradę nefrologiczną, ale też bardzo nierównomierny dostęp do oddziałów nefrologicznych. Jak mówiła, „połowa oddziałów nefrologicznych znajduje się w czterech województwach”, podczas gdy druga połowa musi zabezpieczyć całą resztę kraju. 

Równocześnie rośnie liczba pacjentów wymagających leczenia nerkozastępczego. W ostatnich latach zwiększyła się liczba stacji dializ, a także liczba osób dializowanych. Wydatki na dializoterapię pochłaniają ogromną część budżetu przeznaczonego na nefrologię – według szacunków nawet około 96 proc. wszystkich nakładów.

Paradoks polega na tym, że znaczna część tych kosztów wynika z późnego wykrywania choroby. Wczesne leczenie i odpowiednia profilaktyka mogłyby w wielu przypadkach spowolnić postęp choroby lub nawet zapobiec konieczności dializoterapii.

Równie poważnym problemem jest niedobór kadr. Prof. Magdalena Krajewska nie pozostawiała w tej sprawie wątpliwości: „Lekarzy nefrologów jest zdecydowanie za mało”. Na tę lukę kadrową nakładają się dodatkowo nierówności regionalne w dostępie do leczenia. Konsultant krajowa zwracała uwagę, że w przypadku leczenia nefropatii IgA różnice między województwami są trudne do racjonalnego uzasadnienia, a terminy konkursów i okresy ich zawierania wyraźnie się między sobą różnią. To jeden z tych obszarów, w których formalna dostępność terapii nie zawsze przekłada się na równy dostęp pacjenta do leczenia.

Podobną diagnozę stawiał prof. Marcin Adamczak, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego, zwracając uwagę na skalę dysproporcji w porównaniu z innymi krajami Europy. „Nie mam wątpliwości, że w Polsce jest zdecydowanie za mało nefrologów w porównaniu z innymi krajami europejskimi. W stosunku do takich krajów jak Grecja czy Węgry nefrologów mamy trzy–cztery razy mniej, a w porównaniu z Niemcami – około dwa razy mniej. To nie są różnice rzędu 20 czy 30 procent, tylko różnice całych rzędów wielkości, które w oczywisty sposób utrudniają wczesną diagnostykę i wczesne, celowane leczenie chorób nerek.”

Nowe możliwości leczenia

Postęp terapeutyczny w nefrologii w ostatnich latach jest wyraźny. Do praktyki klinicznej wprowadzono nowe grupy leków, w tym inhibitory SGLT2, czyli flozyny, które wykazują działanie nefroprotekcyjne i mogą spowalniać postęp choroby nerek.

Ten kierunek dostrzega również Ministerstwo Zdrowia. Jak podkreślała Magdalena Kramska, „to, co należy podkreślić, to zwiększająca się liczba wskazań i refundacji, jeżeli chodzi o flozyny, czyli substancje, które pozwalają skutecznie wpływać na leczenie przewlekłej choroby nerek. Tutaj również widać intensyfikację prac”.

Znaczenie nowoczesnego leczenia polega dziś nie tylko na wprowadzaniu kolejnych cząsteczek, ale też na wcześniejszym włączaniu terapii u pacjentów z grup ryzyka. Jak podkreślała prof. Krajewska, celem wczesnego rozpoznania jest nie tylko samo nazwanie problemu, ale możliwość realnego spowolnienia jego przebiegu. „Możemy spowodować, że przewlekła choroba nerek, która z zasady jest postępująca, będzie rozwijała się wolniej albo nawet – jeśli zaczniemy odpowiednio wcześnie – w niektórych patologiach jesteśmy w stanie zapobiec terapii nerkozastępczej” – mówiła. Im później choroba zostaje rozpoznana, tym mniejsze są możliwości realnego zahamowania jej progresji.

Coraz większą rolę odgrywa także kompleksowe podejście do leczenia, obejmujące kontrolę ciśnienia tętniczego, leczenie zaburzeń metabolicznych oraz terapię chorób współistniejących. W wielu przypadkach odpowiednio wczesne wdrożenie leczenia pozwala znacząco opóźnić moment konieczności dializoterapii.

Jednocześnie eksperci zwracają uwagę na problem wielolekowości. Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek często cierpią na kilka chorób przewlekłych jednocześnie i przyjmują wiele leków. „Większość pacjentów z przewlekłą chorobą nerek to chorzy z wielochorobowością, czyli współwystępowaniem wielu schorzeń. Problem polega na tym, że przyjmują oni często wiele leków, a jeśli funkcja nerek jest już upośledzona, brak modyfikacji farmakoterapii może prowadzić do przyspieszenia pogorszenia funkcji nerek i nasilenia powikłań” – mówi dr hab. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny, ekspert w zakresie działań niepożądanych i interakcji lekowych.

Niewłaściwie dobrana farmakoterapia może przyspieszać pogorszenie funkcji nerek lub prowadzić do powikłań wymagających hospitalizacji. „Mamy dziś w Polsce do czynienia z tzw. hiperpolifarmakoterapią. Każde działanie niepożądane wynikające z niewłaściwego leczenia generuje ogromne koszty dla systemu ochrony zdrowia – szacuje się je na 6–8 tysięcy euro na jeden przypadek” – podkreśla specjalista.

W tym kontekście ekspert zwraca uwagę, że inwestycja w nowoczesne i właściwie dobrane leczenie może w dłuższej perspektywie ograniczać zarówno powikłania, jak i koszty systemowe. „Jeżeli nie wydamy pieniędzy na właściwą refundację i dostęp do skutecznych terapii, to system i tak wyda je później na leczenie powikłań.”

Przeszczepienie – najlepsza, ale wciąż niedostatecznie wykorzystywana metoda leczenia

Dla części pacjentów z zaawansowaną niewydolnością nerek najlepszą metodą leczenia pozostaje przeszczepienie narządu. W ostatnich latach liczba transplantacji nerek w Polsce zaczęła ponownie rosnąć. Jak wskazywała Magdalena Kramska, „w ostatnich latach obserwujemy zwiększającą się liczbę przeszczepień. W zeszłym roku, jeżeli chodzi o nerki, wykonano ich ponad 1200. To jest rzecz, która szczególnie cieszy”.

Jednocześnie resort nie ukrywa, że sam wzrost liczby przeszczepień nie rozwiązuje całego problemu. Mimo poprawy wyników wciąż istnieją bariery w kwalifikowaniu pacjentów do przeszczepienia. Proces kwalifikacji bywa długi i skomplikowany, a wielu pacjentów trafia na listę oczekujących zbyt późno. Z punktu widzenia zarówno pacjentów, jak i systemu ochrony zdrowia oznacza to konieczność dłuższego leczenia dializami, które są mniej korzystne dla zdrowia i jednocześnie znacznie droższe dla systemu.

To właśnie ten obszar ma być jednym z ważniejszych pól dalszych działań. Jak zapowiedziała Magdalena Kramska, „w tym roku chcielibyśmy skupić nasze działania systemowe w obszarze nerki na usprawnieniu procesu kwalifikacji do przeszczepienia. Wiemy od przedstawicieli pacjentów, że problemy z szybką ścieżką kwalifikacji do przeszczepienia nerki obiektywnie w systemie istnieją, dlatego chcielibyśmy zastanowić się, jak ten problem rozwiązać i zaproponować konkretne rozwiązania”.

W praktyce oznacza to, że obok profilaktyki i diagnostyki jednym z najważniejszych systemowych wyzwań pozostaje dziś uporządkowanie ścieżki prowadzącej pacjenta do przeszczepienia – tak, by nie trafiał do niej dopiero po długim okresie dializoterapii.

Choroba, która wymaga szerokiej koalicji

Coraz wyraźniej widać, że skuteczna walka z przewlekłą chorobą nerek nie może ograniczać się wyłącznie do działań nefrologów. Konieczna jest współpraca wielu środowisk: lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, specjalistów różnych dziedzin, diagnostów laboratoryjnych, organizacji pacjentów oraz instytucji odpowiedzialnych za finansowanie systemu ochrony zdrowia.

Kluczową rolę odgrywa także edukacja społeczeństwa. Wiele osób nie wykonuje podstawowych badań laboratoryjnych przez lata, ponieważ nie odczuwa żadnych dolegliwości. Tymczasem proste badania krwi i moczu mogą pozwolić na wykrycie choroby na etapie, gdy jej przebieg można jeszcze skutecznie spowolnić.

Dlatego coraz częściej pojawiają się postulaty wprowadzenia szerszych programów badań przesiewowych – zarówno w podstawowej opiece zdrowotnej, jak i w medycynie pracy czy w ramach badań profilaktycznych u młodych dorosłych.

„Około 4,7 miliona Polaków choruje na choroby nerek. Natomiast pacjent to jest ktoś, kto jest już zdiagnozowany i o tym wie – a to jest zaledwie około 5 procent” – mówi prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Jak dodaje, doświadczenia organizacji pacjenckich pokazują, że zainteresowanie badaniami profilaktycznymi jest bardzo duże. „Robimy co roku akcję edukacyjną w Krakowie, gdzie wykonujemy 1500 bezpłatnych badań kreatyniny. Zainteresowanie jest ogromne – zanim badania się rozpoczną, lista chętnych jest już właściwie pełna.”

Jeżeli system ochrony zdrowia nie zacznie wykrywać choroby wcześniej, liczba pacjentów wymagających dializ i przeszczepień będzie nadal rosnąć. A to oznacza nie tylko ogromne koszty dla systemu, lecz także poważne konsekwencje społeczne – utratę zdrowia, sprawności i możliwości pracy przez tysiące osób.

Artykuł powstał na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Pacjent z przewlekłą chorobą nerek w systemie opieki zdrowotnej. Stan obecny i rekomendacje zmian”, które odbyło się 9 marca 2026 r.
Choć pierwsze objawy pierwotnej hiperoksalurii dotyczą nerek, źródło choroby znajduje się w wątrobie. Nieleczona prowadzi do odkładania szczawianów w całym organizmie i ciężkich powikłań wielonarządowych, zagrażających życiu pacjenta. O istocie choroby, konieczności diagnostyki genetycznej, możliwościach leczenia i potrzebie opieki wielospecjalistycznej nad pacjentami mówi prof. dr hab. n. med. Katarzyna Krzanowska, kierująca Oddziałem Klinicznym Nefrologii, Dializoterapii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Pierwotna hiperoksaluria to rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba metaboliczna, której pierwsze sygnały pojawiają się w nerkach, choć jej przyczyna leży w zaburzeniach pracy wątroby. Nieleczona prowadzi do odkładania szczawianów w całym organizmie i groźnych powikłań wielonarządowych. O znaczeniu wczesnej diagnostyki genetycznej, nowoczesnych możliwościach terapii oraz konieczności skoordynowanej opieki specjalistycznej opowiada prof. Katarzyna Krzanowska ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Pani Profesor, pierwotna hiperoksaluria – co to za choroba?

Pierwotna hiperoksaluria (PH) to genetycznie uwarunkowana, ultra-rzadka choroba metaboliczna, dziedziczona autosomalnie recesywnie. Prawdopodobnie jest mocno niedodiagnozowana, stąd w oficjalnych statystykach występuje ultra rzadko. Wyróżniamy trzy typy pierwotnej hiperoksalurii, a jej istotą jest defekt genu kodującego enzym obecny w hepatocytach, czyli komórkach wątroby, kluczowy w przemianach metabolicznych szczawianów. W wyniku tego defektu dochodzi do nadprodukcji szczawianów, które organizm próbuje usuwać przez nerki. Skutkiem tego jest hiperoksaluria, czyli nadmierne wydalanie szczawianów z moczem. Początkowo choroba dotyczy głównie nerek, ale w zaawansowanych stadiach staje się chorobą ogólnoustrojową. Gdy pogarsza się funkcja nerek i spada przesączanie kłębuszkowe, nerki nie są w stanie usuwać szczawianów z organizmu, które zaczynają odkładać się w wielu narządach i tkankach. Rozwija się oksaloza, czyli układowa szczawianica. Najczęściej zajęte są:

Śmiertelność u pacjentów z PH jest istotnie wyższa niż w ogólnej populacji dializowanej, nawet niż w populacji ze schyłkową niewydolnością nerek.

Kto jest narażony na zachorowanie i jakie objawy powinny zaniepokoić lekarza pierwszego kontaktu?

Znany około 200 różnych mutacji w genie AGXT, które odpowiadają za najczęstszą i jednocześnie najcięższą postać pierwotnej hiperoksalurii, czyli za typ 1. Niektóre z tych mutacji dają o sobie znać już w dzieciństwie, inne mogą ujawnić się dopiero w wieku dorosłym. Zachorować można zatem w każdym wieku. Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym jest nawracająca kamica nerkowa, zwłaszcza występująca u dzieci, nastolatków i młodych dorosłych poniżej 25. roku życia, a także występująca w połączeniu z nefrokalcynozą lub postępującą niewydolnością nerek o niejasnej etiologii.

Jeżeli kamica ma charakter nawrotowy, a w badaniach obrazowych widzimy odkładanie wapnia w miąższu nerek, to absolutnie nie wolno poprzestać na leczeniu objawowym. Taki pacjent powinien być kierowany na pogłębioną diagnostykę, również genetyczną.

Jak wygląda diagnostyka i gdzie w Polsce są największe problemy?

Podstawowym badaniem jest określenie dobowego wydalania szczawianów z moczem oraz oznaczenie stężenia szczawianów w osoczu. Niezwykle ważna jest także pełna diagnostyka metaboliczna kamicy – z oceną również innych substratów i z analizą składu chemicznego kamieni nerkowych. Jeżeli stwierdzamy podwyższone wydalanie szczawianów, pacjent powinien bezwzględnie zostać skierowany na badania genetyczne. I tu pojawia się problem, bo niestety w Polsce diagnostyka genetyczna kamicy jest bardzo rzadko wykonywana, zwłaszcza u dorosłych.

W efekcie mamy pacjentów, którzy trafiają na krajową listę oczekujących na przeszczep nerki bez rozpoznania przyczyny niewydolności nerek. To ogromny problem systemowy.

Jakie mogą być konsekwencje braku rozpoznania?

Mieliśmy pacjentkę, u której nie rozpoznano pierwotnej hipeoksalurii i wykonano przeszczep nerki. Początkowo wszystko wyglądało dobrze, ale już w 14. dobie po transplantacji doszło do gwałtownego pogorszenia funkcji nerki. W takiej sytuacji zawsze wykonujemy biopsję, aby wykluczyć odrzucenie przeszczepu nowego narządu. I właśnie w biopsji stwierdziliśmy masywne odkładanie kryształów szczawianu wapnia w kanalikach nerkowych przeszczepionej nerki. To pokazuje, jak szybko może dojść do uszkodzenia przeszczepionej nerki, jeśli nie rozpoznamy pierwotnej hiperoksalurii przed wykonaniem transplantacji. Taka pacjentka nie powinna być kwalifikowana wyłącznie do przeszczepu nerki, lecz do jednoczasowego przeszczepu wątroby i nerki, ponieważ to wątroba jest źródłem nadprodukcji szczawianów.

Jakie są metody leczenia pierwotnej hiperoksalurii?

U pacjentów z PH konieczna jest bardzo wysoka podaż płynów, równomiernie rozłożona w ciągu doby i odpowiednia niskoszczawianowa dieta. U niektórych chorych, z określonymi mutacjami, skuteczna jest terapia pirydoksyną (witaminą B6). Stosujemy też leczenie zabiegowe kamicy metodami małoinwazyjnymi. W zaawansowanej chorobie nerek pacjent powinien być wcześnie kwalifikowany do leczenia nerkozastępczego, już w stadium 4. Hemodializa pozwala częściowo usuwać szczawiany, ale musi być prowadzona znacznie częściej, a sesje dializacyjne powinno być dłuższe niż standardowo.

Obecnie mamy już dostępne nowoczesne leczenie przyczynowe, które hamuje nadprodukcję szczawianów na poziomie molekularnym, bezpośrednio w wątrobie. Terapie oparte na interferencji RNA radykalnie zmieniają rokowanie pacjentów: pozwalają zahamować progresję choroby, zapobiegać oksalozie i chronić inne narządy. Dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie i leczenie w ramach programu lekowego zanim dojdzie do nieodwracalnego uszkodzenia narządów.

Jakie znaczenie mają zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w programie lekowym?

Proponowane zmiany są niezwykle istotne. Po pierwsze, umożliwiają leczenie pacjentów z pierwotną hiperoksalurią we wszystkich stadiach przewlekłej choroby nerek, a nie tylko do stadium 3. To bardzo ważne, bo dzięki temu będziemy mogli leczyć również pacjentów w stadiach 4 i 5 przewlekłej choroby nerek, czyli tych najbardziej zagrożonych ciężkimi powikłaniami wielonarządowymi, które często decydują o jakości i długości życia pacjentów. Po drugie, zmiany otwierają drogę do leczenia pacjentów po przeszczepie nerki, czyli takich jak nasza chora – dotychczas było tak, że przebyty przeszczep nerki był kryterium wykluczającym z programu lekowego. Trzecia zaproponowana zmiana umożliwia natomiast leczenie pacjentek w ciąży – jeśli lekarz prowadzący, a w zasadzie cały zespół terapeutyczny, podejmie taką decyzję.

Czy pacjenci z pierwotną hiperoksalurią wymagają opieki wielospecjalistycznej?

Zdecydowanie tak. Pierwotna hiperoksaluria to choroba przewlekła i wieloukładowa. Dlatego pacjenci powinni być pod opieką nefrologa i hepatologa, a także dietetyka oraz często również psychologa. Bo dieta niskoszczawianowa, edukacja i wsparcie psychiczne są integralną częścią leczenia. Ponadto w zależności od objawów w skład zespołu powinni wchodzić m.in. kardiolog, neurolog, reumatolog, dermatolog czy okulista.

Co należałoby zmienić systemowo, aby poprawić wykrywalność pierwotnej hiperoksalurii i sytuację pacjentów?

Przede wszystkim należy wzmocnić edukację lekarzy na temat tej choroby, i to nie tylko lekarzy pierwszego kontaktu, ale też urologów (do których najczęściej trafiają pacjenci z PH), kardiologów, neurologów, czy endokrynologów. Bardzo ważne jest opracowanie i wdrożenie algorytmów diagnostyki i leczenia kamicy nerkowej, w których w standardzie będą dla określonych grup pacjentów badania genetyczne i analiza składu chemicznego kamieni nerkowych. Konieczny jest także screening w kierunku pierwotnej hiperoksalurii (ale również innych chorób, jak np. mikroangiopatia zakrzepowa czy choroba Fabry’ego) wśród pacjentów z niewyjaśnioną przyczyną niewydolności nerek, znajdujących się na krajowej liście oczekujących na przeszczep tego narządu. Tacy pacjenci powinni być oznaczeni czerwonym wykrzyknikiem i powinny podlegać pogłębionej diagnostyce, zanim wykona się u nich transplantację. Dzięki tym działaniom moglibyśmy znacząco poprawić wykrywalność pierwotnej hiperoksalurii i wdrażać leczenie przyczynowe wtedy, gdy przynosi ono największe korzyści.

Źródło: Komunikat Prasowy

Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie nie pozostawia złudzeń – Ministerstwo Zdrowia i NFZ nieskutecznie realizowały działania w zakresie wczesnej diagnostyki przewlekłej choroby nerek. Z programu pilotażowego „Profilaktyka 40 PLUS”, na który wydano 395 mln zł, skorzystało zaledwie 19 procent uprawnionych. Tymczasem koszty diagnostyki i leczenia pacjentów z PChN w badanym okresie przekroczyły 6 mld zł, z czego aż 92 procent pochłonęły dializy i przeszczepy.
W praktyce oznacza to, że pieniądze kierowane są przede wszystkim na leczenie skutków, a nie przyczyn choroby. Tymczasem – jak podkreślają eksperci – wczesne wykrycie PChN pozwala spowolnić jej rozwój i uniknąć dramatycznych konsekwencji. NIK zwraca uwagę, że choroby nerek rozpoznaje się w Polsce zaledwie u 5 procent pacjentów, a co roku z ich powodu umiera przedwcześnie około 80 tysięcy osób. „W latach 2022–2023 zmarło aż 154,5 tys. osób z powodu chorób nerek, co stawia pod znakiem zapytania skuteczność systemu opieki zdrowotnej” – czytamy w raporcie.

Niepokój budzą również inne dane. W latach 2022–2024 czas oczekiwania na wizytę u nefrologa niemal się podwoił, a dostęp do leczenia pozostaje nierówny w zależności od regionu. Poważnym problemem jest też starzejąca się kadra. Odsetek nefrologów powyżej 65. roku życia w tym czasie wzrósł z 14 do 20 procent, przy jednoczesnym spadku liczby lekarzy młodych. Choć zwiększono liczbę miejsc rezydenckich, w latach 2023–2024 obsadzono jedynie około 22–23 procent z nich, a w przypadku nefrologii dziecięcej miejsc zajęto zaledwie 20–41 procent.

NIK wskazuje również na brak skutecznych działań edukacyjnych i promocyjnych, które mogłyby zachęcić pacjentów do udziału w badaniach profilaktycznych. „Program pilotażowy ‘Profilaktyka 40 PLUS’ nie przyczynił się do zwiększenia świadomości na temat potrzeby wczesnej diagnostyki przewlekłej choroby nerek. Zainteresowanie Programem było niewielkie” – podsumowali kontrolerzy.

W swoich wnioskach NIK rekomenduje ministrowi zdrowia m.in. powiązanie programów profilaktycznych z badaniami medycyny pracy, zwiększenie liczby specjalistów w nefrologii, stworzenie mechanizmów zapewniających kontraktowanie świadczeń w regionach o najniższej dostępności, a także przeprowadzenie szeroko zakrojonych działań edukacyjnych. Podobne zadania w zakresie promocji profilaktyki i diagnostyki Izba powierza również NFZ.

Przewlekła choroba nerek to druga, po nadciśnieniu, najczęściej występująca choroba przewlekła w Polsce. Jej pierwsze stadia przebiegają bezobjawowo, dlatego bez odpowiedniej profilaktyki pacjenci dowiadują się o chorobie dopiero w momencie, gdy jedynym ratunkiem stają się dializy lub przeszczep. W obliczu rosnących kosztów leczenia i dramatycznych statystyk zgonów pytanie postawione przez NIK – dlaczego system nie postawił na skuteczną profilaktykę – staje się jeszcze bardziej palące.

Źródło: NIK