Medicalpress

Uważne i powolne jedzenie wspiera wydzielanie hormonów sytości, poprawia odpowiedź insulinową i pomaga kontrolować apetyt. Dbajmy o tzw. higienę jedzenia, przeznaczmy na posiłek minimum 20 minut, w tym czasie odłóżmy telefon i nie zjadajmy z talerza wszystkiego – radzi prof. Wojciech Kolanowski.

Jedzenie to złożony proces biopsychospołeczny – podkreślają autorzy publikacji na łamach pisma „Nutrition”, prof. Wojciech Kolanowski – ekspert ds. żywienia z Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Przemyślu oraz dr Roberta Foligni z Uniwersytetu San Rafaele w Rzymie.

– Oznacza to, że posiłek nie tylko dostarcza organizmowi energii, ale reguluje wiele układów: hormonalny, nerwowy, metaboliczny i emocjonalny. Szczególnie ważne jest więc zwrócenie uwagi na uważne i wolniejsze jedzenie, które może wspierać wydzielanie hormonów sytości, takich jak GLP-1 i PYY, poprawiać odpowiedź insulinową oraz pomagać w lepszej kontroli apetytu – wyjaśnił PAP prof. Wojciech Kolanowski, pierwszy autor publikacji.

Przez dziesięciolecia dietetyka koncentrowała się na analizie wartości odżywczych jedzenia, zawartości białka, tłuszczów, węglowodanów, witamin i składników mineralnych, liczeniu kalorii. – Taki model nie wyjaśnia jednak wielu problemów zdrowotnych współczesnych społeczeństw. Coraz więcej badań wskazuje, że ogromne znaczenie ma również sposób spożywania posiłków: tempo jedzenia, otoczenie, emocje, regularność posiłków czy poziom naszej uwagi. Dlatego należy zadbać o tzw. higienę jedzenia, której przestrzeganie może przekładać się na zdrowie metaboliczne – zaznacza prof. Kolanowski.

Możemy to zrobić jeszcze zanim weźmiemy pierwszy kęs. Zapach świeżo przygotowanego obiadu, wygląd potrawy czy jej konsystencja uruchamiają tzw. fazę głowową trawienia. Mózg przygotowuje wtedy organizm do przyjęcia pokarmu, zwiększa wydzielanie śliny, enzymów trawiennych i hormonów odpowiedzialnych za gospodarkę energetyczną. Dzięki temu układ pokarmowy może efektywniej wykorzystać składniki odżywcze.

Jak pokazują badacze, kluczowe jest tempo spożywania posiłków. Każdemu zdarza się jeść w pośpiechu, np. między spotkaniami służbowymi i kolejnymi zadaniami. Tymczasem dokładne przeżuwanie pokarmu uruchamia szereg mechanizmów korzystnych dla organizmu. Drobniejsze rozdrobnienie pokarmu zwiększa powierzchnię jego kontaktu z enzymami trawiennymi, ułatwia dalsze etapy trawienia i poprawia przyswajanie składników odżywczych. Dłuższe żucie aktywuje też receptory znajdujące się w jamie ustnej, które za pośrednictwem nerwu błędnego przekazują do mózgu informację o spożywanym posiłku. Dzięki temu wcześniej czujemy się nasyceni i zmniejszamy ryzyko przejedzenia.

Powolne jedzenie wpływa również na wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za kontrolę apetytu, takich jak GLP-1 i PYY. Hormony te spowalniają opróżnianie żołądka, również zwiększają uczucie sytości oraz pomagają utrzymać prawidłowy poziom glukozy we krwi.

Autorzy publikacji podkreślają też rolę tzw. osi jelito–mózg. To rozbudowany system komunikacji między przewodem pokarmowym a mózgiem, obejmujący układ nerwowy, hormony i mikrobiotę jelitową. – Tempo jedzenia, sposób przeżuwania czy poziom stresu podczas posiłku wpływają na aktywność nerwu błędnego, który można określić jako główną „autostradę informacyjną” łączącą jelita z mózgiem. Gdy jemy spokojnie i świadomie, sygnały sytości są przekazywane skuteczniej, łatwiej nam kontrolować apetyt, a organizm efektywniej reguluje metabolizm – opisał prof. Kolanowski.

W kontekście higieny jedzenia znaczenie ma też otoczenie. Używanie telefonu, spoglądanie na ekran telewizora, ale nawet bałagan czy hałas z ulicy odciągają uwagę od posiłku i utrudniają rozpoznawanie sygnałów sytości – zwracają uwagę badacze.

Warto również zadbać o dopasowanie posiłków do rytmu dobowego. Organizm funkcjonuje zgodnie z biologicznym zegarem, który reguluje wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za metabolizm. Nieregularne posiłki, ich pomijanie, jedzenie o przypadkowych porach zaburzają ten system, zwiększają ryzyko insulinooporności, otyłości i zaburzeń gospodarki glukozowej. Dlatego jednym z filarów higieny jedzenia jest zachowanie możliwie stałych godzin spożywania posiłków oraz dostosowanie ich do naturalnego rytmu dnia.

Badacze radzą, aby każdy kęs przeżuwać dokładnie, około 20–30 razy, robić krótkie przerwy między kolejnymi kęsami, jeden posiłek jeść około 20–30 minut i bez rozpraszaczy, takich jak telefon, co pozwoli lepiej odbierać bodźce smakowe, zapachowe i termiczne. Podczas jedzenia warto również pamiętać o spokojnym oddychaniu, które zmniejszy napięcie autonomicznego układu nerwowego i aktywuje jego część przywspółczulną, poprawiając trawienie. Wiele osób ma też nawyk „zjadania wszystkiego” z talerza. To nie działa na naszą korzyść, bo jedzenie powinniśmy kończyć, gdy poczujemy sytość – a nie dopiero wtedy, gdy talerz będzie pusty. Ignorowanie naturalnego uczucia sytości prowadzi do przyrostu masy ciała i zaburzeń metabolicznych.

Źródło: Nauka w Polsce

Różne grupy leków psychiatrycznych mają specyficzny wpływ na aktywność elektryczną mózgu, co widać w zapisie EEG – potwierdzili naukowcy z IBD PAN. Pracę na ten temat opublikowało czasopismo z grupy „Lancet” – „eBioMedicine”.

Odkrycie to może zostać wykorzystane do monitorowania pacjentów i śledzenia efektów ich leczenia.

Analiza przeprowadzona przez zespół naukowców z Pracowni Neurofizjologii Umysłu Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN pod kierunkiem prof. Jana Kamińskiego objęła ponad 24 tys. zapisów EEG pacjentów z dwóch warszawskich jednostek: Instytutu Psychiatrii i Neurologii oraz psychiatrycznego Szpitala Nowowiejskiego. Wyniki badań były zanonimizowane, a zbierano je przez ponad 20 lat.

Jak podkreślili naukowcy, jest to największa tego typu analiza na świecie. Do tej pory poszczególne zespoły badawcze skupiały się bowiem na monitorowaniu wpływu jednego określonego leku na aktywność elektryczną mózgu, a ich prace obejmowały stosunkowo niewielkie grupy pacjentów. „Zazwyczaj badano nieco ponad 100 osób i jedną substancję leczniczą. My wyodrębniliśmy 14 grup leków stosowanych w różnych schorzeniach m.in. depresji, schizofrenii czy padaczce i przetestowaliśmy je na ponad 24 tys. zapisów EEG. Nikt wcześniej nie zrobił takich dużych analiz” – zaznaczył prof. Jan Kamiński.

Dodał, że analizy jego zespołu objęły praktycznie każdą cechę sygnału spoczynkowego EEG, jaka jest opisana w literaturze. „Uwzględniliśmy praktycznie wszystko, co może stanowić zmienną w tym badaniu, stąd wzięła się ogromna liczba ponad 75 tys. parametrów” – podkreślił badacz.

Dodatkową zaletą badania jest wzięcie pod uwagę innych czynników, które mogą wpływać na sygnał EEG, by lepiej wyodrębnić efekty samych leków.

„Podział na płcie był mniej więcej równy w każdej z badanych grup, dobieraliśmy je względem płci, zaburzeń i rozkładu wieku. W grupie osób zażywających leki oraz kontrolnej (osoby przed rozpoczęciem leczenia – PAP) płeć, wiek i zaburzenia, mają ten sam rozkład” – skomentowała doktorantka Magdalena Szponar, pierwsza autorka pracy w „eBioMedicine”, cytowana w informacji prasowej przesłanej PAP.

Wyniki analiz potwierdziły rezultaty wcześniejszych badań, a jednocześnie uzupełniły luki informacyjne. Potwierdzono na przykład, że benzodiazepiny (silne leki psychotropowe o działaniu przeciwlękowym, uspokajającym, nasennym – PAP) powodują wzrost mocy fal mózgowych beta, które często towarzyszą czuwaniu, skupieniu uwagi i aktywnemu przetwarzaniu informacji. Z kolei antydepresanty z grupy SSRI (inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny – PAP) zwiększają synchronizację fal gamma pomiędzy różnymi obszarami mózgu. Procesy te odgrywają kluczową rolę w integrowaniu informacji sensorycznych, świadomym postrzeganiu, pamięci operacyjnej oraz procesach uwagi.

Wśród nowych obserwacji znalazły się m.in. te, że benzodiazepiny obniżają moc fal theta, które są wskaźnikiem m.in. wysokiego zaangażowania emocjonalnego. Można wnioskować, że wiąże się to ze zmniejszeniem niepokoju. Natomiast leki przeciwpsychotyczne (stosowane m.in. w leczeniu schizofrenii) zwiększają synchronizację fal theta, jednocześnie zmniejszając synchronizację fal beta, co może wskazywać na obniżenie ogólnego poziomu pobudzenia mózgu i potencjalnie sprzyjać ograniczeniu procesów związanych z powstawaniem halucynacji.

Najwięcej nowych informacji udało się ustalić w przypadku leków przeciwpadaczkowych. – Zaobserwowaliśmy, że pod wpływem tych leków zwiększa się siła sygnału EEG w paśmie theta, a jednocześnie zmniejsza w paśmie alfa. Można to interpretować jako spowolnienie aktywności mózgu – powiedział PAP prof. Kamiński. Jak wyjaśnił, leki przeciwepileptyczne sprawiają, że kanały w błonie komórek nerwowych, które generują potencjały czynnościowe, stają się mniej pobudliwe. W efekcie neurony są mniej skłonne do generowania gwałtownej, nadmiernie zsynchronizowanej aktywności, która może prowadzić do napadów padaczkowych.

Ustalenia naukowców z Instytutu Nenckiego dają innym badaczom i lekarzom punkt odniesienia, co do tego, jak powinien wyglądać zapis aktywności mózgu przy zażywaniu określonych leków. Dzięki temu można będzie potencjalnie sprawdzić, czy dany pacjent przyjmuje przepisane leki oraz czy działają one zgodnie z przyjętymi założeniami.

„Mogę sobie wyobrazić, że ktoś testuje nowy lek z grupy SSRI, rejestruje EEG i sprawdza, jak zmienia się aktywność mózgu pacjenta. Jeśli tak, jak wykazały nasze analizy, może stwierdzić, że lek jest skuteczny” – wyjaśnił prof. Kamiński.

Co istotne, wyniki te zostały udostępnione na stronie BrainwavesRX, która jest internetową bazą danych oraz interaktywnym narzędziem, umożliwiającym klinicystom i naukowcom badanie wpływu powszechnie stosowanych leków psychotropowych na elektryczną aktywność mózgu.

„Koncepcja badania EEG – zapisu aktywności umysłu człowieka – liczy już ponad 100 lat. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z przestarzałą metodą badawczą. Wraz z liczbą danych oraz możliwościami analizy tego sygnału, jej wartość się zwiększa. To bardzo bogaty sygnał, dużo się w nim dzieje, ale żeby zbudować jakieś algorytmy, które skutecznie zgeneralizują pewne zjawiska potrzebujemy dużo danych” – podsumował prof. Kamiński. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

To nie tylko prestiżowe wyróżnienie dla jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich kardiolożek, ale również sygnał, że polska kardiologia coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Prof. Agnieszka Tycińska została wybrana na stanowisko President-Elect Association for Acute CardioVascular Care (ACVC) – jednej z największych i najbardziej wpływowych asocjacji działających w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC). Po zakończeniu obecnej kadencji obejmie funkcję prezesa organizacji, kierując europejską społecznością specjalistów zajmujących się leczeniem pacjentów w najcięższych stanach zagrożenia życia.

Wybór prof. Tycińskiej oznacza, że po raz pierwszy od wielu lat przedstawicielka polskiej kardiologii obejmie jedno z najwyższych stanowisk w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Dla polskich lekarzy to znacznie więcej niż sukces indywidualny. To potwierdzenie, że krajowe środowisko kardiologiczne odgrywa coraz większą rolę nie tylko we wdrażaniu europejskich standardów leczenia, ale także w ich współtworzeniu.

ACVC to organizacja, która wyznacza standardy leczenia najciężej chorych pacjentów

Association for Acute CardioVascular Care skupia specjalistów zajmujących się ostrą opieką kardiologiczną – obszarem medycyny, w którym decyzje terapeutyczne podejmowane są często w ciągu minut, a od ich trafności zależy życie pacjenta. Organizacja opracowuje wytyczne kliniczne, prowadzi programy edukacyjne, wspiera badania naukowe oraz rozwija standardy postępowania dotyczące m.in. ostrych zespołów wieńcowych, wstrząsu kardiogennego, nagłego zatrzymania krążenia, zatorowości płucnej czy ostrej niewydolności serca.

To właśnie rekomendacje ekspertów ACVC są później wykorzystywane przez lekarzy w całej Europie i stanowią podstawę organizacji nowoczesnej opieki nad pacjentami w oddziałach intensywnej terapii kardiologicznej.

Wieloletnia obecność w strukturach ESC

Wybór na stanowisko President-Elect nie jest przypadkowy. Prof. Agnieszka Tycińska od lat aktywnie działa w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Obecnie kieruje Komitetem Certyfikacji i Akredytacji ACVC oraz przewodniczy inicjatywie Women in ACVC. Jest również członkinią zarządu organizacji i współtworzy europejskie projekty edukacyjne oraz akredytacyjne.

Jej działalność naukowa i organizacyjna została zauważona także przez redakcję European Heart Journal, która poświęciła profesor specjalny materiał w cyklu „Leaders in Cardiology”. Podkreślono w nim jej wkład w rozwój intensywnej opieki kardiologicznej, działalność naukową oraz konsekwentne wzmacnianie pozycji polskiej kardiologii w strukturach europejskich.

Szansa dla polskiej kardiologii

Szczególnego znaczenia tej nominacji dodaje fakt, że prof. Agnieszka Tycińska jest jednocześnie prezesem elektem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Otwiera to nowe możliwości jeszcze silniejszego udziału polskich ekspertów w międzynarodowych projektach naukowych, pracach nad europejskimi wytycznymi oraz programach edukacyjnych.

To także szansa na większą obecność polskich ośrodków w badaniach klinicznych prowadzonych pod auspicjami ESC oraz rozwój międzynarodowej współpracy w obszarze ostrej opieki kardiologicznej. Choć decyzje ACVC mają charakter ekspercki, ich efekty przekładają się później na codzienną praktykę kliniczną – od organizacji oddziałów intensywnej terapii po standardy leczenia pacjentów z zawałem serca czy ostrą niewydolnością serca.

Coraz silniejsza pozycja Polski w europejskiej medycynie

W ostatnich latach przedstawiciele polskiej medycyny coraz częściej obejmują ważne funkcje w międzynarodowych organizacjach naukowych. To efekt nie tylko rosnącej liczby publikacji naukowych, ale także aktywnego uczestnictwa w pracach grup roboczych, tworzeniu wytycznych oraz organizacji europejskich projektów badawczych.

Wybór prof. Agnieszki Tycińskiej wpisuje się w ten trend. Jednocześnie pokazuje, że doświadczenia polskich ośrodków kardiologicznych są coraz częściej postrzegane jako wartościowy wkład w rozwój europejskiej medycyny.

Objęcie funkcji President-Elect oznacza również udział w wyznaczaniu strategicznych kierunków rozwoju ACVC na najbliższe lata. Po zakończeniu obecnej kadencji profesor stanie na czele organizacji, która skupia tysiące specjalistów zajmujących się leczeniem pacjentów wymagających najbardziej zaawansowanej opieki kardiologicznej.

Źródło: escardio.org

Pisanie, rzucanie piłką czy korzystanie z narzędzi wydają się dla jednej ręki znacznie łatwiejsze niż dla drugiej. Przez lata sądzono, że odpowiada za to wrodzona specjalizacja mózgu. Wyniki nowego badania wskazują jednak, że większe znaczenie może mieć doświadczenie zdobywane podczas codziennego wykonywania tych samych ruchów.
Najnowsze badanie naukowców z University of California, Los Angeles (UCLA), opublikowane na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS), wskazuje jednak, że decydujące znaczenie może mieć coś znacznie prostszego – wieloletnia praktyka.

Czy dominująca ręka rzeczywiście jest sprawniejsza?

Większość ludzi posługuje się na co dzień przede wszystkim jedną ręką – najczęściej prawą. To właśnie nią piszemy, używamy sztućców, nożyczek czy narzędzi, rzucamy piłkę i wykonujemy wiele innych precyzyjnych czynności.

Dotychczas dominowało przekonanie, że lepsza sprawność ręki dominującej wynika z wrodzonej specjalizacji dominującej półkuli mózgu odpowiedzialnej za kontrolę ruchów. Autorzy nowego badania postanowili sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest.

Badacze porównali różne rodzaje ruchów

Zespół kierowany przez dr. Ahmeta Araca przeprowadził serię eksperymentów z udziałem zdrowych, praworęcznych dorosłych.

W pierwszym uczestnicy wykonywali ruchy sięgania do wyznaczonych punktów w trzech różnych warunkach:
Ruchy rejestrowano za pomocą systemu kamer analizujących trójwymiarową trajektorię kończyny.

W drugim eksperymencie uczestnicy pisali litery i cyfry najpierw dłonią, a następnie… długopisem przymocowanym do łokcia – części ciała, która praktycznie nigdy nie służy do pisania.

Sama siła nie wystarczy

Okazało się, że podczas zwykłego sięgania oraz wykonywania ruchów z dodatkowym ciężarem przewaga ręki dominującej była niewielka lub wręcz nieobecna. Obie kończyny radziły sobie podobnie, mimo że zadanie było fizycznie trudniejsze.

Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy badani musieli wykonywać bardziej złożone ruchy przypominające korzystanie z narzędzia. W tym przypadku ręka dominująca wyraźnie przewyższała niedominującą pod względem precyzji prowadzenia ruchu.

Zdaniem autorów sugeruje to, że przewaga nie wynika z ogólnej „lepszej kontroli ruchu”, ale z doświadczenia zdobywanego podczas wykonywania konkretnych czynności przez wiele lat.

Pisanie łokciem zaskoczyło naukowców

Jeszcze bardziej wymowne okazały się wyniki eksperymentu z pisaniem.

Gdy uczestnicy pisali łokciem, przewaga strony dominującej całkowicie zniknęła. Zarówno prawy, jak i lewy łokieć radziły sobie równie słabo.
Co więcej, po treningu oba łokcie poprawiały swoje umiejętności w podobnym stopniu. Po zakończeniu ćwiczeń osiągały nawet lepsze wyniki niż niedominująca dłoń przed rozpoczęciem nauki.

Dominująca ręka nie jest sprawniejsza dlatego, że jedna półkula mózgu lepiej kontroluje ruch. Jest sprawniejsza, ponieważ przez całe życie ćwiczymy złożone ruchy wymagane podczas pisania czy korzystania z narzędzi. Gdy odbierzemy tę przewagę doświadczenia i każemy wykonywać zadanie częścią ciała, która nigdy wcześniej tego nie robiła, przewaga znika – wyjaśnia dr Ahmet Arac, neurolog z David Geffen School of Medicine na UCLA i autor korespondencyjny publikacji.

Co oznaczają wyniki badania?

Autorzy podkreślają, że ich wyniki nie podważają biologicznych podstaw preferencji jednej ręki. Wcześniejsze badania wskazują, że skłonność do używania prawej lub lewej ręki pojawia się już w życiu płodowym i ma podłoże rozwojowe.

Nowe badanie sugeruje jednak, że większa sprawność ręki dominującej jest przede wszystkim efektem wieloletniego doskonalenia konkretnych umiejętności, a nie wrodzonej przewagi jednej półkuli mózgu w sterowaniu wszystkimi ruchami.

Zdaniem naukowców może to zmienić sposób myślenia o tym, jak uczymy się złożonych czynności manualnych oraz jak mózg tworzy i utrwala precyzyjne wzorce ruchowe.

Możliwe znaczenie dla rehabilitacji

Choć badanie przeprowadzono wyłącznie u zdrowych dorosłych, jego wyniki mogą okazać się istotne dla rehabilitacji neurologicznej. Lepsze zrozumienie mechanizmów uczenia się precyzyjnych ruchów może w przyszłości pomóc w opracowywaniu skuteczniejszych metod terapii osób po udarach mózgu lub innych schorzeniach wymagających ponownego nabywania sprawności ruchowej.

Źródła:Arac A, Lee NYHJ, Krakauer JW. Arm dominance is an emergent effect of practice executing complex trajectory shapes required by tools and objects. Proceedings of the National Academy of Sciences. 2026;123(27):e2601569123. doi:10.1073/pnas.2601569123.
UCLA Health. Study explains why your dominant hand is better at everyday tasks. 30 czerwca 2026.
Organoidy wątroby, czyli stworzone z komórek macierzystych struktury odtwarzające wybrane cechy budowy i funkcjonowania ludzkiego narządu, będą wykorzystywane przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej do diagnostyki chorób metabolicznych i testowania nowych terapii.
Organoidy wątroby to „miniaturowe modele” tego narządu, stworzone w laboratorium. Powstają z komórek macierzystych i mogą odtwarzać wybrane cechy budowy i funkcjonowania ludzkiej wątroby, stając się ważnym narzędziem nowoczesnej biomedycyny.

Naukowcy z Politechniki Wrocławskiej, którzy biorą udział w projekcie „Inteligentni agenci w medycynie precyzyjnej: od organoidu wątroby po predykcyjny model AI w diagnostyce chorób metabolicznych”, podkreślają, że organoidy mogą lepiej niż klasyczne hodowle komórkowe obrazować procesy zachodzące w tkance pod wpływem choroby, leku albo zmienionych warunków metabolicznych.

Kierująca projektem prof. Aleksandra Kuzan z Katedry Nauk Przedklinicznych, Farmakologii i Diagnostyki Medycznej Politechniki Wrocławskiej zwróciła uwagę, że w tradycyjnych, dwuwymiarowych hodowlach powstają warstwy komórek jednego typu, co nie oddaje złożoności ludzkiego ciała. – Z kolei sferoidy, choć trójwymiarowe, są zazwyczaj monokulturami. Organoidy wątroby tworzone w naszym projekcie będą zawierać nie tylko hepatocyty, ale całą gamę komórek tworzących funkcjonalną tkankę, która reaguje w sposób fizjologiczny. Dzięki temu model ten symuluje działanie rzeczywistego narządu znacznie lepiej niż jakiekolwiek dotychczasowe rozwiązania laboratoryjne – powiedziała prof. Kuzan.

Badaczka zwróciła uwagę, że standardowe dwuwymiarowe modele są obarczone dużym ryzykiem generowania wyników fałszywie dodatnich. – Przykładowo wiele leków, które wydają się zabijać komórki nowotworowe w modelu dwuwymiarowym nawet przy niskim stężeniu, całkowicie zawodzi w kontakcie ze złożoną strukturą trójwymiarową, która lepiej odzwierciedla naturalną oporność tkanek. Nasz projekt stawia więc na realizm, co pozwoli uniknąć błędnych wniosków już na etapie badań podstawowych – dodała.

Wrocławscy naukowcy chcą w swoim projekcie zbadać procesy towarzyszące schorzeniom wątroby, takie jak stan zapalny czy włóknienie. Występują one w chorobach związanych z nieprawidłową dietą, nadużywaniem alkoholu, uwarunkowaniami genetycznymi oraz zaburzeniami metabolicznymi.

Jak podano, zespół będzie analizować także procesy glikacji towarzyszące wielu zaburzeniom metabolicznym oraz warunki hipoksji, czyli niedotlenienia tkanek. Takie zjawisko może występować np. wewnątrz guzów nowotworowych.

Organoidy wątroby, w których zainicjowane zostaną zaburzenia metaboliczne, posłużą też do testowania fitofarmaceutyków, czyli związków pochodzenia roślinnego.

Jak podkreślono, drugim elementem projektu będzie wykorzystanie sztucznej inteligencji do opracowania danych z analiz biochemicznych, obrazowych, lipidomicznych i metabolomicznych. „Nie będzie to jedynie porządkowanie wyników, ale szukanie ukrytych zależności i wzorców. Chodzi o znalezienie tzw. »odcisku metabolicznego«, czyli zestawu cech, które pozwolą rozpoznać, w jakim stanie znajduje się badana tkanka i jakie procesy chorobowe w niej zachodzą” – podkreślili uczestnicy projektu.

Prof. Kuzan wskazała, że jednym z zadań modelu AI będzie przeprowadzenie precyzyjnej diagnostyki na podstawie dostarczonej próbki pacjenta. „Agent AI rozpozna, czy tkanka znajduje się w stanie zbliżonym do hipoksji, czy wykazuje cechy zaawansowanej glikacji lub stłuszczenia. Obecnie metody stosowane przez patomorfologów, oparte głównie na tradycyjnej histologii, są stosunkowo proste i mogą pomijać wiele istotnych informacji metabolicznych, które odpowiednio wyuczona AI będzie w stanie wychwycić” – wyjaśniała badaczka.

W realizację projektu, który otrzymał dofinansowanie w wysokości blisko 1,9 mln zł w ramach II edycji prowadzonego na Politechnice Wrocławskiej programu „Wsparcie zespołów badawczych”, zaangażowanych jest pięć wydziałów uczelni. Badania mają potrwać do końca 2027 roku.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Polska onkologia odnotowała kolejny ważny sukces na arenie międzynarodowej. Prof. Iwona Ługowska, ekspertka w dziedzinie onkologii precyzyjnej i badań klinicznych, objęła funkcję prezydenta Organisation of European Cancer Institutes (OECI) na lata 2026–2029. To pierwsza kobieta z Polski i pierwsza Polka od niemal trzech dekad, która stanęła na czele organizacji wyznaczającej standardy jakości i współpracy w europejskiej onkologii.
Prof. Iwona Ługowska, Pełnomocnik Dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego ds. Współpracy Międzynarodowej oraz kierownik Centrum Doskonałości Medycyny Precyzyjnej, 19 czerwca objęła funkcję prezydenta Organisation of European Cancer Institutes (OECI) na lata 2026–2029.  Prof. Ługowska jest pierwszą Polką na czele OECI. W latach 1997–1999 funkcję prezydenta OECI pełnił prof. Andrzej Kułakowski, nestor polskiej onkologii, współtwórca polskiej chirurgii onkologicznej i wieloletni dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Historyczny moment podczas warszawskich Oncology Days

OECI, czyli Organisation of European Cancer Institutes, to organizacja non-profit utworzona w 1979 roku, której misją jest walka z nierównościami w dostępie do diagnostyki i opieki onkolicznej. Misja ta realizowana jest dzięki najważniejszemu programowi akredytacyjnemu dedykowanemu onkologii czyli OECI Acreditation & Designation. OECI zrzesza członków w Europie, Ameryce Południowej, Azji i Afryce. Do tej pory 180 członkom przyznano 77 akredytacji, jedynym ośrodkiem w Polsce, który do tej pory uzyskał akredytację w Polsce, jest NIO-PIB. 
Prof. Iwona Ługowska funkcję prezydenta OECI, jednej z najważniejszych europejskich organizacji onkologicznych, objęła w czasie OECI Oncology Days, którego współgospodarzem jest w tym roku Narodowy Instytut Onkologii. 

 Objęcie funkcji prezydenta OECI to dla mnie ogromny zaszczyt i wyraz zaufania europejskiego środowiska onkologicznego. Ten moment ma szczególne znaczenie także dlatego, że nastąpił w Warszawie, podczas Oncology Days, których współgospodarzem był Narodowy Instytut Onkologii. To symboliczne potwierdzenie, że polska onkologia jest aktywną częścią europejskiej debaty o jakości, innowacjach i przyszłości opieki nad pacjentami onkologicznymi — mówi prof. Iwona Ługowska, nowa prezydent OECI

Tegoroczne Oncology Days miały więc dla NIO i całej polskiej onkologii wymiar szczególny. Były nie tylko przestrzenią międzynarodowej debaty o przyszłości leczenia nowotworów, ale także momentem potwierdzającym rosnącą rolę polskiego ośrodka i naszych specjalistów w europejskiej współpracy onkologicznej.

Mandat zaufania i odpowiedzialności

Funkcja prezydenta OECI oznacza udział w wyznaczaniu strategicznych kierunków działania organizacji — w obszarze jakości leczenia, akredytacji, badań naukowych, innowacji, medycyny precyzyjnej, współpracy międzynarodowej oraz rozwoju sieci onkologicznych.

To rola nie tylko reprezentacyjna, ale przede wszystkim strategiczna: związana z odpowiedzialnością za wzmacnianie współpracy między instytutami i przekładanie doświadczeń najlepszych ośrodków na rozwiązania, które mogą poprawiać opiekę nad pacjentami.

 Przyjmuję tę funkcję z poczuciem misji. Przed nami czas, w którym szczególnie ważne będą jakość i dostępność opieki onkologicznej oraz współpraca między ośrodkami w Europie i poza nią – podkreśla prof. Ługowska.

Prezydentura prof. Iwony Ługowskiej rozpoczyna nowy rozdział – zarówno w historii OECI, otwierając kolejne możliwości – i podkreślając, że przyszłość leczenia nowotworów będzie budowana przez jakość, interdyscyplinarność, innowacje i konsekwentne myślenie o pacjencie.

 Przyszłość będzie zależała od naszej zdolności do współpracy: między ośrodkami, krajami, specjalnościami i środowiskami. Tylko w ten sposób możemy budować opiekę, która odpowiada na rzeczywiste potrzeby pacjentów — nowoczesną, dostępną, skoordynowaną i opartą na najwyższych standardach. Chciałabym, aby czas mojej prezydentury w OECI był okresem wzmacniania tej wspólnej odpowiedzialności i przekładania europejskiego. I światowego  doświadczenia na konkretne rozwiązania dla chorych — podsumowuje prof. Iwona Ługowska.

Sylwetka prof. Iwony Ługowskiej

Prof. Iwona Ługowska jest specjalistką onkologii klinicznej i ekspertką w dziedzinie onkologii precyzyjnej. W Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie pełni funkcję Pełnomocnika Dyrektora ds. Współpracy Międzynarodowej, kieruje Centrum Doskonałości Onkologii Precyzyjnej oraz koordynuje działalność Polish Cancer Mission Hub.

Prof. Ługowska odegrała pionierską rolę w rozwoju badań klinicznych wczesnych faz w Polsce, tworząc w Narodowym Instytucie Onkologii pierwszy w kraju Oddział Badań Wczesnych Faz. Kierowała ponad 80 badaniami klinicznymi, w tym badaniami typu first-in-human, koncentrując się przede wszystkim na onkologii precyzyjnej i innowacyjnych strategiach terapeutycznych.

19 czerwca 2026 została prezydentem OECI – Organisation of European Cancer Institutes, jest także członkinią Zarządu EURACAN. Aktywnie uczestniczy w realizacji najważniejszych europejskich inicjatyw, w tym Misji UE w zakresie walki z rakiem oraz Europejskiego Planu Walki z Rakiem. W latach 2019–2023 przewodniczyła ESMO Educational Publishing Working Group, a w latach 2019–2021 zasiadała w Zarządzie European Organisation for Research and Treatment of Cancer. Jest autorką licznych publikacji naukowych i rozdziałów w podręcznikach, w tym w „ESMO Handbook of Immuno-Oncology” oraz „Handbook of Targeted Therapies and Precision Oncology”.

Ukończyła studia MBA w London School of Economics. Otrzymała również prestiżowe międzynarodowe stypendia, w tym ESMO-ECCO Fellowship w 2010 roku oraz stypendia Netherlands Institute for Health Sciences – NIHES. Ukończyła kurs ECCO-AACR-EORTC-ESMO „Methods in Clinical Cancer Research” oraz uczestniczyła w programie Talent in Oncology – GLOW. Jej międzynarodowe doświadczenie obejmuje staże w Memorial Sloan Kettering Cancer Center w Nowym Jorku, odbywane w ramach nagrody IDEA ASCO, Sir Bobby Robson Clinical Cancer Centre w Newcastle oraz Policlinico Gemelli w Rzymie.

Jej osiągnięcia zostały uhonorowane licznymi nagrodami i wyróżnieniami, w tym Orłem Nauki „Wprost” w 2023 roku, nagrodą ASCO IDEA Award w 2010 roku, tytułem „Kobieta Sukcesu Mazowsza” w 2019 roku oraz Złotym Krzyżem Zasługi, przyznanym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2022 roku.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Najwybitniejsi eksperci onkologii z Europy, przedstawiciele czołowych instytutów badawczych, organizacji naukowych i instytucji zdrowia publicznego spotkają się w Warszawie podczas Gala Dinner organizowanego w ramach Oncology Days 2026. Wydarzenie, przygotowywane wspólnie przez Organisation of European Cancer Institutes (OECI) oraz Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie PIB, będzie także okazją do uroczystego wręczenia Instytutowi prestiżowego certyfikatu akredytacji OECI, pierwszego takiego wyróżnienia dla ośrodka onkologicznego w Polsce.
Gala Dinner organizowany jest w ramach Oncology Days 2026, przygotowywanej przez Organisation of European Cancer Institutes (OECI) wspólnie z Narodowym Instytutem Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie PIB. Wydarzenie odbędzie się 18 czerwca 2026 roku o godz. 20.00 w Arkadach Kubickiego w Warszawie i zgromadzi liderów europejskiej oraz światowej onkologii, przedstawicieli instytucji medycznych, środowiska naukowego oraz administracji publicznej.

Międzynarodowa ranga wydarzenia

Wśród gości i uczestników wydarzenia znajdą się m.in.:

Certyfikat akredytacji OECI dla Narodowego Instytutu Onkologii

Podczas wieczoru odbędzie się uroczyste wręczenie certyfikatu akredytacji OECI dla Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie PIB. NIO jest pierwszym ośrodkiem w Polsce, który uzyskał tę prestiżową europejską akredytację, potwierdzającą najwyższe standardy jakości leczenia, badań naukowych oraz organizacji opieki onkologicznej.

Arkady Kubickiego – wyjątkowa przestrzeń historyczna

Gala Dinner odbędzie się w Arkadach Kubickiego – jednej z najbardziej prestiżowych i reprezentacyjnych przestrzeni wydarzeniowych w Warszawie, położonej u podnóża Zamku Królewskiego. To unikalne miejsce łączy historyczny charakter z nowoczesną funkcjonalnością, tworząc wyjątkową oprawę dla spotkań o międzynarodowej randze.

Źródło: NIO

Kardioonkologia to stosunkowo młoda dziedzina medycyny, której rola w kompleksowej opiece nad pacjentami z roku na rok zyskuje na znaczeniu.Narodowy Instytut Onkologii rozwija ten obszar intensywnie od 2012 roku. Ten fakt został dostrzeżony przez International Cardio-Oncology Society (IC-OS), które powierzyło Instytutowi organizację Global Cardio-Oncology Summit w 2028 roku. Kandydatura Warszawy wygrała z prestiżowymi konkurentami z czterech kontynentów.
Global Cardio-Oncology Summit to najważniejsze doroczne spotkanie organizowane przez International Cardio-Oncology Society (IC-OS), skupiające na kilka dni środowisko kardioonkologiczne całego świata w jednym miejscu. W poprzednich latach kongres odbywał się m.in. w Nashville, Vancouver, Londynie, Tampie, São Paulo, Toronto, Madrycie, Minneapolis i Kapsztadzie. Przyznanie Warszawie organizacji edycji 2028 jest ważnym międzynarodowym wyróżnieniem dla polskiej medycyny i nauki oraz potwierdzeniem rosnącej pozycji NIO-PIB w obszarze nowoczesnej, kompleksowej opieki nad chorymi na nowotwory.

Kandydatura Warszawy i NIO-PIB wygrała z kilkoma prestiżowymi konkurentami z czterech różnych kontynentów. Warto podkreślić, że procedura wyboru gospodarza Global Cardio-Oncology Summit odbywa się w kilku etapach. Jak pokazuje ponad dziesięcioletnia historia tego kongresu, do konkursu zgłaszają się ośrodki z całego świata, zazwyczaj znane centra onkologiczne lub uniwersytety. Za przygotowanie polskiej dokumentacji aplikacyjnej oraz koordynację procesu zgłoszeniowego odpowiadała spółka celowa Narodowego Instytutu Onkologii. 

NIO-PIB do współpracy zaprosi także między innymi: Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Inicjatywa ta podkreśla znaczenie integracji środowiska polskich towarzystw naukowych wokół zagadnień wymagających ścisłej współpracy wielu specjalizacji.

W piśmie gratulacyjnym skierowanym do prof. Sebastiana Szmita, prezesa IC-OS Poland Chapter, oraz dr hab. n. med. Beaty Jagielskiej, dyrektor NIO-PIB, władze International Cardio-Oncology Society (IC-OS) podkreśliły siłę polskiej kandydatury, wizję rozwoju kardioonkologii w Europie Środkowo-Wschodniej, zaangażowanie naukowe oraz rolę NIO-PIB w budowaniu interdyscyplinarnej opieki nad pacjentami onkologicznymi.

 Czuję dumę, ponieważ to do nas przyjadą eksperci ze wszystkich najważniejszych ośrodków onkologicznych na świecie, na wszystkichkontynentach. Oczy europejskiej onkologii będą zwrócone na Polskę i Warszawę. To dla nas ogromne wyróżnienie, ale jeszcze większezobowiązanie. Niemam jednak wątpliwości, że mu podołamy – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Sebastian Szmit, prezes IC-OS Poland Chapter, konsultant ds. kardioonkologii w NIO-PIB, kierownik Zakładu Kardioonkologii CMKP.

Global Cardio-Oncology Summit zgromadzi w Warszawie kilkuset czołowych ekspertów z zakresu onkologii, kardiologii, hematologii, radioterapii, nauk podstawowych oraz opieki nad pacjentami po leczeniu onkologicznym. To pierwszy globalny kongres medyczny z zakresu kardiologii i onkologii jaki odbędzie się w Polsce.

– To dla nas ogromne wyróżnienie i jednocześnie zobowiązanie. Global Cardio-Oncology Summit to miejsce, w którym spotykają się lekarze i badacze kształtujący przyszłość opieki nad pacjentem onkologicznym. Fakt, że Warszawa została wybrana, pokazuje, że polska kardioonkologia jest dziś dostrzegana na świecie. Chcemy, aby kongres był nie tylko wydarzeniem naukowym najwyższej rangi, ale także impulsem do budowania trwałego modelu współpracy między onkologią, hematologią i kardiologią — podkreśla prof. Szmit.

Kardioonkologia w NIO-PIB

Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie należy do ośrodków, które bardzo wcześnie dostrzegły znaczenie tej dziedziny. Historia kardioonkologii w Instytucie sięga 2012 roku, kiedy to dr hab. n. med. Beata Jagielska podjęła się utworzenia Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardioonkologii, późniejszej Kliniki Diagnostyki Onkologicznej, Kardioonkologii oraz Medycyny Paliatywnej. Dziś kardioonkologia w NIO-PIB funkcjonuje jako wyodrębniony obszar opieki klinicznej w formie pododdziału, rozwijany równolegle z działalnością naukową.

 Pozwolę sobie na odrobinę nostalgii i powiem, że dla mnie ta informacja jest ukoronowaniem wielu lat pracy naukowej i klinicznej. Kardioonkologię rozwijamy w Narodowym Instytucie Onkologii jako jeden z pierwszych ośrodków w Polsce od blisko 15 lat. Wraz z zespołem kierowanym przez pana dr. n. med. Sławomira Jaska zaczynaliśmy od przekonania, że pacjent onkologiczny potrzebuje nie tylko skutecznego leczenia nowotworu, ale również bezpiecznej, kompleksowej opieki nad sercem. Dziś to podejście staje się jednym z filarów nowoczesnej onkologii, a możliwość goszczenia światowego kongresu w Warszawie jest dowodem, że NIO-PIB ma w tym obszarze silną i rozpoznawalną pozycję. Rozpiera mnie duma i wiara w to, że pionierskie działania warte są każdego wysiłku – podkreśla dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Historia kardioonkologii w pigułce

Historia kardioonkologii jest stosunkowo krótka, ale bardzo dynamiczna. Za jeden z jej symbolicznych początków uznaje się rok 1996, kiedy prof. Daniela Cardinale z Europejskiego Instytutu Onkologii w Mediolanie użyła po raz pierwszy w literaturze medycznej pojęcia „kardioonkologia”. Przełom instytucjonalny nastąpił kilka lat później. W 2000 roku w MD Anderson Cancer Center w Houston powstał jeden z pierwszych na świecie ośrodków zajmujących się opieką kardiologiczną nad pacjentami onkologicznymi. Z czasem siły połączyły trzy ważne ośrodki: MD Anderson Cancer Center, Memorial Sloan Kettering Cancer Center w Nowym Jorku oraz wspomniany Europejski Instytut Onkologii w Mediolanie. Ich współpraca stała się jednym z fundamentów International Cardio-Oncology Society i nadała kardioonkologii globalny wymiar.

Międzynarodową pozycję polskiej kardioonkologii wzmacnia także udział polskich ekspertów w tworzeniu najważniejszych dokumentów wyznaczających standardy postępowania. Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Sebastian Szmit jest współautorem pierwszych wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczących kardioonkologii, opublikowanych w 2022 roku. Dokument, przygotowany przez European Society of Cardiology we współpracy z European Hematology Association, European Society for Radiotherapy and Oncology oraz International Cardio-Oncology Society, określa zasady profilaktyki, diagnostyki, monitorowania i leczenia powikłań sercowo-naczyniowych u pacjentów onkologicznych przed terapią przeciwnowotworową, w jej trakcie oraz po jej zakończeniu.

Kardioonkologia – dziedzina przyszłości

Kardioonkologia jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin współczesnej medycyny. Powstała na styku onkologii i kardiologii jako odpowiedź na rosnące potrzeby pacjentów, u których skuteczne leczenie nowotworu może wiązać się z ryzykiem powikłań sercowo-naczyniowych. Jej celem jest takie prowadzenie diagnostyki, leczenia i monitorowania chorego, aby terapia przeciwnowotworowa była możliwie najbardziej skuteczna, a jednocześnie bezpieczna dla serca.

Rozwój kardioonkologii jest także konsekwencją wielkiego postępu w leczeniu nowotworów. Coraz więcej pacjentów żyje dłużej po zakończonej terapii, dlatego coraz większego znaczenia nabiera nie tylko samo leczenie onkologiczne, lecz także jakość życia po chorobie, prewencja późnych powikłań oraz długofalowa opieka nad osobami, które przeszły leczenie przeciwnowotworowe – To wymaga ścisłej współpracy wielu specjalności i patrzenia na pacjenta w sposób całościowy – mówi prof. Szmit.

Polska na mapie światowej medycyny

Znaczenie kongresu wykracza poza samo wydarzenie naukowe. Global Cardio-Oncology Summit 2028 będzie okazją do zaprezentowania polskich doświadczeń klinicznych i naukowych, wzmocnienia międzynarodowej współpracy oraz dalszego rozwoju sieci ekspertów zajmujących się pacjentami onkologicznymi z chorobami sercowo-naczyniowymi lub ryzykiem ich wystąpienia.

Organizacja Global Cardio-Oncology Summit 2028 w Warszawie to także szansa na wzmocnienie pozycji Polski jako ważnego ośrodka rozwoju kardioonkologii w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie będzie miejscem wymiany wiedzy, prezentacji najnowszych badań i standardów postępowania oraz rozmowy o przyszłości opieki nad pacjentami. Dwa najbliższe kongresy odbędą się w Stanach
Zjednoczonych w roku 2026 i w Japonii w roku 2027.

Zanim Warszawa stanie się w 2028 roku gospodarzem światowego kongresu, przedsmakiem będzie polski kongres z udziałem międzynarodowych ekspertów – II edycja konferencji Summit on Cardio-Oncology Excellence, która odbędzie się 11 września 2026 roku. Za jej organizację – podobnie jak za przygotowanie kandydatury Warszawy do Global Cardio-Oncology Summit – odpowiadają prof. Sebastian Szmit oraz spółka celowa Narodowego Instytutu Onkologii. Rejestracja jest już otwarta www.cardiooncology.pl 

Źródło: NIO

Dr Paweł Dąbrowski z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu jest współautorem międzynarodowych badań, które pozwoliły po raz pierwszy odtworzyć genetyczny portret grupy neandertalczyków żyjących na terenie dzisiejszej Polski południowej. Analizy zębów odnalezionych w jaskini Stajnia w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej wykazały, że szczątki należały do co najmniej siedmiu osobników żyjących przed około 120–92 tys. lat. Wyniki opublikowane w prestiżowym czasopiśmie  „Current Biology” zmieniają sposób patrzenia na prehistorię Europy Środkowo-Wschodniej: nie jako peryferia świata neandertalczyków, lecz jako ważny obszar ich migracji, kontaktów biologicznych, społecznych i historii populacyjnej.

Praca „First multi-individual Neanderthal mitogenomes from north of the Carpathians” przynosi pierwszą tak szczegółową charakterystykę genetyczną wieloosobniczej grupy neandertalczyków z tej części Europy. Badania wykazały, że zęby odnalezione w jaskini Stajnia należały do co najmniej siedmiu, a być może nawet dziewięciu osobników żyjących w okresie pomiędzy120-92 tys. lat temu. To najstarszy tak dobrze rozpoznany genetycznie i antropologicznie  zespół kopalnych szczątków przedstawicieli Homo neanderthalensis w Europie Środkowej.

Odkrycie to ma znaczenie wykraczające poza opis pojedynczego stanowiska archeologicznego. Analiza mitochondrialnego DNA pokazała, że osobnicy ze Stajni należeli do linii genetycznej znanej również z innych części Eurazji, m.in. z południowo-wschodniej Francji, Półwyspu Iberyjskiego i Kaukazu. Wyniki wskazują więc, że linia ta była szeroko rozpowszechniona w epoce wielkich zlodowaceń, a obszar dzisiejszej Polski mógł stanowić ważną część  mapy neandertalskich migracji i powiązań populacyjnych.

Zęby, które opowiedziały historię.

– Badania objęły dziewięć zębów odkrytych w jaskini Stajnia, obecnie najważniejszym stanowisku paleolitycznym  w tej części Europy – tłumaczy współautor publikacji dr Paweł Dąbrowski, antropolog i anatom z Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który wraz z innymi  badaczami w międzynarodowym  zespole naukowym zajmował się opisem cech taksonomicznych zachowanych zębów. – Z ośmiu próbek udało się uzyskać pełne lub niemal pełne genomy mitochondrialne, czyli materiał genetyczny dziedziczony w linii matczynej. Dzięki temu ustalono zarówno minimalną liczbę osobników reprezentowanych przez szczątki, a w trzech przypadkach bliskie związki genetyczne pomiędzy nimi. W grupie były zarówno osoby dorosłe, jak i dzieci oraz – jak powiedzielibyśmy dziś – nastolatkowie. Warto tu wspomnieć, że w ocenie wieku biologicznego trzeba uwzględnić inne tempo rozwoju neandertalczyków. W stosunku do Homo sapiens rozwijali się oni szybciej, a więc był to gatunek o strategii szybkiego dojrzewania i szybkiej wymiany pokoleń. Wynikało to w dużej mierze z trudnych warunków, w jakich niewątpliwie żyli neandertalczycy. Musieli szybciej się usamodzielniać, żeby przetrwać.

Dr Paweł Dąbrowski zastrzega, że biologicznych „właścicieli” zbadanych próbek nie można traktować jako rodziny w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia, mimo rozprzestrzenienia ich w osadach jednej warstwy.  Lepszym określeniem w odniesieniu do tej grupy byłby raczej „klan”. Jednocześnie trzy próbki miały identyczne mitochondrialne DNA, co może oznaczać wspólne pochodzenie w linii matczynej i możliwe bliskie pokrewieństwo między częścią osobników.

Autorzy badań podkreślają jednak, że mitochondrialne DNA pokazuje tylko fragment historii populacyjnej. Dlatego wyniki interpretowano w zestawieniu z innymi danymi: archeologicznymi  i  paleontologicznymi. Ważnym elementem pracy było uporządkowanie chronologii materiału ze Stajni. Nie było to proste, ponieważ osady jaskiniowe zostały zaburzone przez procesy naturalne, w tym przemieszczenia warstw i oddziaływanie warunków klimatycznych. Dlatego autorzy  połączyli analizę morfologiczną zębów, datowanie radiowęglowe oraz sekwencjonowanie DNA. Takie interdyscyplinarne podejście pozwoliło lepiej określić wiek szczątków, liczbę osobników oraz ich przynależność taksonomiczną.  Potwierdzono, że wszystkie próbki pochodzą sprzed około 120–92 tys. lat, czyli z okresu ważnego dla historii neandertalczyków w Europie. W naukach o przeszłości Ziemi ten przedział zalicza się do tzw. MIS 5, jednego z morskich stadiów izotopowych używanych do opisu zmian klimatu w plejstocenie (nazwa pochodzi z badań obecności w szkieletach mikroorganizmów morskich z dennych osadów izotopów tlenu), w tym przypadku oznacza ono schyłek środkowego i początek późnego plejstocenu.

Ciekawe jest także samo miejsce, w którym odkryto tak wiele szczątków

– Jaskinia Stajnia jest pod tym względem ewenementem, bo dotychczas znajdowano tylko pojedyncze zęby neandertalczyków – podkreśla dr Paweł Dąbrowski. – Zagadką pozostaje, jaką pełniła funkcję w ówczesnym ekosystemie. Czy był to rodzaj przejściowego obozowiska, np. schroniska, w którym z jakichś powodów się spotykali? Ukształtowanie terenu wskazuje, że mógł to być doskonały punkt obserwacyjny przemieszczających się zwierząt, więc być może chodziło o całą strategię polowania. Jaskinia byłaby według tej koncepcji czymś w rodzaju myśliwskiej ambony ówczesnych łowców. Kolejna zagadka dotyczy stanu zachowania szczątków neandertalskich. Nie wiemy jednak, dlaczego spośród różnych biologicznych szczątków znaleziono tam tylko zęby, ale nie odkryto  innych części szkieletu. Można założyć, że po prostu się nie zachowały ze względu na kwaśny charakter podłoża jaskiniowego i wilgoć. W warunkach fosylizacji, tylko szkliwo  koron zębowych w zasadzie ma szanse na przetrwanie bez możliwości jego remodelowania, stając się  najtrwalszym dowodem istnienia określonego osobnika. Prawdopodobna jest  także inna hipoteza. Można ją nazwać kulinarną. Jaskinia mogła być  schronieniem ówczesnych zwierząt- głównie drapieżników, stanowiąc swoiste miejsce mięsnej uczty. W taki przypadku nasi ewolucyjni krewni byliby na niej głównym daniem.  Zatem po przejściu przez układ pokarmowy drapieżnika, po neandertalczykach mogły pozostać jedynie niestrawione do końca zęby. Miejmy nadzieję, że dalsze badania, w tym traseologiczne i histochemiczne  pozwolą wyjaśnić kolejne zagadki z przeszłości.

Pożegnanie z mitem jaskiniowca

Dr Paweł Dąbrowski przy każdej okazji walczy ze stereotypem neandertalczyka jako prymitywnego „kuzyna” Homo sapiens, postrzeganego stereotypowo jako „gorszego” od naszego gatunku pod każdym względem. Co ciekawe, autorem tego krzywdzącego wizerunku jest wrocławski naukowiec: Hermann Klaatsch, profesor anatomii i antropologii na Uniwersytecie w Breslau, który w 1908 roku dokonał rekonstrukcji tzw. chłopca z Le Moustier. Na skutek wadliwych interpretacji i innych błędów badawczych powstał stereotyp topornego jaskiniowca o masywnej sylwetce, zgarbionej postawie, grubych wałach nadoczodołowych, a także niezbyt rozgarniętego, co wynikało z zastosowanych zasad dziewiętnastowiecznej frenologii.

– Niestety, ten stereotyp wciąż jest obecny w powszechnej świadomości, choć mamy coraz więcej dowodów na to, że jest on krzywdzący – ubolewa dr Paweł Dąbrowski. – W rzeczywistości neandertalczycy byli bardzo sprawni, silni, potrafili szybko biegać – choć w przeciwieństwie do Homo sapiens, raczej  na krótkich dystansach, co było przydatne podczas polowania na duże zwierzęta. Specjalizowali się w produkcji broni łowieckiej  przeznaczonej do bezpośredniego ataku – specyficznych dzid do śmiertelnego kłucia i nadziewania ciał dużych zwierząt. Umieli też wykonywać zabiegi medyczne, m.in. zachowały się ślady nieprzypadkowych amputacji części kończyn, wygojonych miejsc złamań kości długich; nieobca im była opieka paliatywna –  zwłaszcza w przypadku schorzeń  narządu żucia, uniemożliwiających samodzielne spożywanie pokarmu. Jeden z badanych przez nas zębów z jaskini Stajnia nosił ślady celowego usunięcia- wybicia. Urazy korzenia i korony zębowej były niemalże identyczne z obserwowanymi na zębach trzonowych usuwanych „niewprawną” jeszcze ręką stomatologa. Pozbycie się tego zęba mogło wynikać z zaostrzających się zmian paradontopatycznych i towarzyszącej neuralgii.  Neandertalczycy charakteryzowali się  też złożonymi relacjami społecznymi  i kulturowymi. Potrafili komunikować się  drogą werbalną, na co wskazują dowody anatomiczne związane z budową kości gnykowej, stawu skroniowo-żuchwowego oraz podstawy czaszki. Prawdopodobnie rozwinięty aparat krtaniowy, zbliżony budową do „sapiętnego” wskazuje na zdolność do artykulacji. Choć technicznie był bardziej przystosowany do wymawiania samogłosek niż spółgłosek.

Jednocześnie dowody na działalność artystyczną neandertalczyków są niezwykle rzadkie. Być może jednak nie ozdabiali swoich jaskiń i rzadko wyrabiali „biżuterię”, bo nie mieli na taką aktywność czasu? Tryb życia, czas poświęcany na zdobycie pożywienia i związany z tym wysiłek, rozniecanie ognia, wytwarzanie narzędzi, opieka rodzinna, lecznictwo, rozród – to czynności, które wypełniały  czas aktywności dziennej. Jednocześnie ich ręce działały precyzyjne, o czym świadczy ukształtowanie kciuka i liczne wokół niego przyczepy mięśniowe, których już nie posiada człowiek współczesny. 

 
W genomie wielu współczesnych ludzi, zwłaszcza spoza Afryki, zachował się niewielki udział DNA neandertalskiego. Około 45 tysięcy lat temu doszło do trwałego kontaktu przedstawicieli obu gatunków na południu Europy lub nawet na Bliskim Wschodzie.  Neandertalczycy wchodzili z nami w bliskie relacje. Być może „produkcja” hybryd międzygatunkowych była strategią przetrwania pod koniec ostatniego zlodowacenia, odpowiedzią adaptacyjną  na zmieniające się warunki siedlisk,  zarówno z naszej, jak i z ich strony. To genetyczne dziedzictwo, rozpoznane przez  znakomitego genetyka ewolucyjnego Svante Pääbo z Instytutu Maxa Plancka w Lipsku wraz z zespołem, może mieć znaczenie m.in. dla cech związanych z odpornością, metabolizmem czy pigmentacją. To temu gatunkowi zawdzięczamy m.in. rozjaśnienie karnacji, niebieskie tęczówki, rudą barwę włosów, cechy rozwijające się przez tysiące lat po wymarciu neandertalczyka w Europie. Znacząco stłumiły  one nasze afrykańskie morfologiczne markery. Neandertalczycy odpowiadają też za insulinooporność i skłonność do cukrzycy typu II. Neandertalski gen  SLC16A11 wspierał u niego odkładanie  i transport lipidów  oraz szybką reakcję trzustki w warunkach głodu, poprzez wyrzut insuliny.

– Te cechy metaboliczne sprawdzały się u ruchliwego łowcy, nomady – w okresie niedoboru pożywienia – podkreśla dr Dąbrowski. –  Neandertalczyk najadał się na zapas, ale równie szybko zużywał te zapasy. U Homo sapiens w obecnych warunkach żywieniowych i przy trybie życia typu stułbia; taki metabolizm kompletnie się nie sprawdza. Tyjemy i chorujemy. To nasze przekleństwo. To także taka przestroga z głębokiej przeszłości:  jeśli chcesz przeżyć to ruszaj się jak twoi przodkowie. Związków genetycznych z tą wymarłą linią człowieka znamy coraz więcej, a wiele z nich zapewne wciąż czeka na dokładniejsze opisanie przez kolejnych specjalistów. Poznanie przeszłości jest niezwykle istotne, jeśli chcemy wiedzieć, kim jesteśmy i jaka jest nasza historia. Neandertalczycy są jej istotną częścią, a my, współcześni ludzie  stanowimy żywą spuściznę tamtych czasów.

Wśród autorów najnowszego badania szczątków z jaskini Stajnia znaleźli się naukowcy z wielu ośrodków, m.in. z Uniwersytetu Bolońskiego, Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka, Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Śląskiego, Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Dr Paweł Dąbrowski z UMW jest jednym z autorów publikacji łączącej perspektywę paleoantropologii, archeologii, genetyki ewolucyjnej.

Wyniki opublikowane w „Current Biology” pokazują, jak wiele informacji można uzyskać z niewielkich fragmentów, szczątków pozostających w podłożu post mortem, jeśli zostaną przebadane z użyciem nowoczesnych metod. W przypadku materiału z jaskini Stajnia zęby pozwoliły nie tylko potwierdzić obecność neandertalczyków na terenach dzisiejszej Polski, lecz także odtworzyć fragment historii ich gatunku  na obszarze Europy Środkowej. Badania będą kontynuowane. Planowana jest m.in. dalsza analiza DNA, tym razem jądrowego. Pozwoli ona na bardziej szczegółowe ustalenia dotyczące płci i stopnia pokrewieństwa grupy neandertalczyków z polskiej jaskini.

 
Źródło: Andrea Picin, Mateja Hajdinjak, Wioletta Nowaczewska, Maarten Blaauw, Alex Bayliss, Helen Fewlass, Timothy J. Heaton, Paula J. Reimer, John Richard Southon, Johannes van der Plicht, Lukas Wacker, Gregorio Oxilia, Rita Sorrentino, Antonino Vazzana, Erica Piccirilli, Stefano Benazzi, Marcin Binkowski, Paweł Dąbrowski, Adrian Marciszak, Paweł Socha, Krzysztof Stefaniak, Marcin Żarski, Andrzej Wiśniewski, Janet Kelso, Jean-Jacques Hublin, Adam Nadachowski, Sahra Talamo, „First multi-individual Neanderthal mitogenomes from north of the Carpathians”, Current Biology, 2026, t. 36, nr 9, s. 2442–2453.e7, DOI: 10.1016/j.cub.2026.03.069.

Źródło informacji: komunikat prasowy

Warszawski Uniwersytet Medyczny umocnił swoją pozycję w gronie najlepszych uczelni świata. W najnowszym rankingu Center for World University Rankings (CWUR) na 2026 rok WUM zajął 908. miejsce na świecie, poprawiając ubiegłoroczny wynik o osiem pozycji. Oznacza to, że uczelnia znajduje się wśród najlepszych 4,3 proc. spośród ponad 21 tys. ocenianych uniwersytetów globalnie. WUM uplasował się również na 335. miejscu w Europie, 9. miejscu w Polsce oraz 867. miejscu na świecie pod względem osiągnięć naukowych.
Center for World’s University Rankings oceniło 21291 uniwersytetów na świecie. Ranking opiera się na metodologii, która nie bierze pod uwagę ankiet przygotowywanych przez uczelnie, jak ma to miejsce w przypadku innych zestawień.

CWUR wykorzystuje siedem obiektywnych i kluczowych wskaźników pogrupowanych w cztery obszary:

1) Edukacja: na podstawie sukcesów akademickich absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
2) Zatrudnienie absolwentów: na podstawie sukcesów zawodowych absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
3) Kadra naukowa: mierzona liczbą pracowników naukowych, którzy otrzymali najwyższe wyróżnienia naukowe (10%)
4) Badania:
W Polsce pierwsze miejsce przypadło Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, drugie Warszawskiemu, a trzecie AGH.
Wśród monoprofilowych uczelni medycznych w pierwszej dziesiątce jest WUM (9 miejsce) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (8).

Pełen ranking CWUR znajduje się tu:

https://cwur.org/2026.php

Awans Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rankingu CWUR potwierdza rosnącą pozycję uczelni zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. Szczególne znaczenie ma fakt, że ranking opiera się na obiektywnych wskaźnikach związanych z jakością kształcenia, osiągnięciami absolwentów, potencjałem naukowym oraz wpływem prowadzonych badań. Wynik WUM pokazuje, że polskie uczelnie medyczne skutecznie konkurują z najlepszymi ośrodkami akademickimi na świecie, a rozwój działalności naukowej i edukacyjnej przekłada się na coraz silniejszą pozycję polskiej medycyny i nauki w międzynarodowym środowisku akademickim.

Źródło: inf pras

Każdego roku przemysł farmaceutyczny generuje tysiące ton niebezpiecznych odpadów chemicznych, których neutralizacja wiąże się z wysokimi kosztami i emisją zanieczyszczeń. W odpowiedzi na rosnące wyzwania środowiskowe naukowcy poszukują bardziej zrównoważonych metod produkcji leków. Nad jednym z takich rozwiązań pracuje mgr inż. Aleksandra Rudzka, stypendystka 25. edycji programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki w kategorii doktoranckiej, która bada wykorzystanie enzymów do tworzenia nowoczesnych i ekologicznych procesów chemicznych.
Stypendystka programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki opracowuje nowoczesne metody syntezy leków z wykorzystaniem enzymów – naturalnych katalizatorów, które pozwalają prowadzić reakcje chemiczne szybciej, selektywniej i przy znacznie mniejszym obciążeniu dla środowiska.
 
Farmaceutyczne odpady rosną szybciej niż możliwości ich neutralizacji
Produkcja leków należy dziś do najbardziej obciążających środowisko gałęzi przemysłu chemicznego. Procesy syntezy farmaceutyków wymagają wykorzystania ogromnych ilości rozpuszczalników i reagentów chemicznych, a ich efektem są tysiące ton odpadów, z których znaczna część klasyfikowana jest jako niebezpieczna.

W 2023 roku aż 70,4% odpadów generowanych przez przemysł farmaceutyczny stanowiły odpady niebezpieczne i prognozuje się, że wskaźnik ten utrzyma pozycję aż do 2033 roku[1]. Ich utylizacja jest nie tylko kosztowna – szacuje się, że neutralizacja odpadów medycznych i farmaceutycznych kosztuje nawet o 119% więcej niż utylizacja zwykłych odpadów o tej samej masie[2] – ale często wymaga również spalania w wysokich temperaturach, co wiąże się z emisją zanieczyszczeń oraz powstawaniem toksycznych produktów ubocznych. Rosnąca skala produkcji leków sprawia, że naukowcy coraz intensywniej poszukują bardziej zrównoważonych metod prowadzenia syntezy chemicznej.
 
Enzymy zamiast toksycznych reagentów
Badania mgr inż. Aleksandry Rudzkiej koncentrują się na wykorzystaniu biokatalizy, czyli prowadzeniu reakcji chemicznych z udziałem enzymów – naturalnych katalizatorów obecnych w organizmach żywych.

W przeciwieństwie do tradycyjnych metod chemicznych enzymy działają w łagodniejszych warunkach, nie wymagają stosowania wielu toksycznych substancji i pozwalają ograniczyć ilość odpadów powstających podczas produkcji. Dodatkowo cechują się bardzo wysoką selektywnością, dzięki czemu możliwe jest precyzyjne otrzymywanie pożądanych związków chemicznych.
Szczególnym obszarem zainteresowań badaczki jest synteza chiralnych bloków budulcowych – związków niezwykle ważnych w produkcji leków, ponieważ często tylko jedna z ich form przestrzennych wykazuje odpowiednie działanie biologiczne.
 
Zielona chemia przyszłości
Biokataliza jest obecnie uznawana za jedno z najbardziej perspektywicznych narzędzi zielonej chemii. Dzięki wykorzystaniu enzymów możliwe staje się projektowanie procesów chemicznych, które są jednocześnie wydajne, bezpieczniejsze i bardziej przyjazne środowisku.

Badania prowadzone przez mgr inż. Aleksandrę Rudzką pokazują, że nawet niewielkie zmiany w budowie enzymów lub warunkach reakcji mogą znacząco wpływać na skuteczność całego procesu. Lepsze zrozumienie tych mechanizmów może w przyszłości przyspieszyć rozwój nowoczesnych technologii produkcji leków i ograniczyć środowiskowe koszty działalności przemysłowej.
 
Nauka w służbie środowiska
Światowy Dzień Środowiska przypomina, że rozwój nowoczesnych technologii powinien iść w parze z odpowiedzialnością za środowisko naturalne. Badania prowadzone przez mgr inż. Aleksandrę Rudzką pokazują, że możliwe jest tworzenie skutecznych metod produkcji leków przy jednoczesnym ograniczaniu ilości toksycznych odpadów i zużycia niebezpiecznych substancji chemicznych.

Rozwijanie ekologicznych procesów chemicznych może w przyszłości pomóc nie tylko zmniejszyć wpływ przemysłu farmaceutycznego na środowisko, ale również zwiększyć bezpieczeństwo produkcji i obniżyć koszty związane z utylizacją niebezpiecznych odpadów.
 
***
O stypendystce programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki  
Mgr inż. Aleksandra Rudzka specjalizuje się w biokatalizie, koncentrując swoje badania na wykorzystaniu enzymów w reakcjach chemicznych o znaczeniu przemysłowym i farmaceutycznym. Jej kariera naukowa rozpoczęła się na Politechnice Warszawskiej, gdzie w 2020 roku ukończyła studia inżynierskie na kierunku Biotechnologia. Następnie kontynuowała edukację na tej samej uczelni, uzyskując w 2021 roku tytuł magistra inżyniera ze specjalnością Leki i Kosmetyki.

Od 2021 roku jest związana z Katedrą Biotechnologii Środków Leczniczych i Kosmetyków Politechniki Warszawskiej, gdzie prowadzi badania nad wykorzystaniem enzymów jako selektywnych i zrównoważonych narzędzi w syntezie związków bioaktywnych, w tym leków i półproduktów farmaceutycznych.

Uczestniczyła w realizacji projektów badawczych finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki oraz program IDUB Politechniki Warszawskiej, w ramach których rozwija nowe systemy biokatalityczne i bada ich zastosowanie w syntezie organicznej. Obecnie jest wykonawczynią w projekcie Opus finansowanym przez NCN.
 
Jej dorobek naukowy obejmuje 9 publikacji w renomowanych czasopismach naukowych, takich jak Angewandte Chemie International Edition oraz ACS Catalysis, a wyniki swoich badań prezentowała na 14 międzynarodowych konferencjach naukowych poświęconych biokatalizie i chemii medycznej.

O programie L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki  
Celem programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki prowadzonego w Polsce od 2001 roku jest promowanie osiągnięć naukowych utalentowanych badaczek, zachęcanie ich do kontynuacji prac zmierzających do rozwoju nauki oraz udzielenie wsparcia finansowego. Partnerami programu są Polski Komitet do spraw UNESCO, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polska Akademia Nauk oraz UNGC Network Poland. Do 2025 roku w Polsce wyróżniono 137 naukowczyń. Wyboru, co roku dokonuje Jury pod przewodnictwem prof. Ewy Łojkowskiej. Polska jest jednym ze 118 krajów, w których co roku przyznawane są stypendia dla utalentowanych naukowczyń. Program Dla Kobiet i Nauki jest częścią globalnej inicjatywy For Women in Science, która powstała dzięki partnerstwu L’Oréal i UNESCO. Międzynarodowa nagroda przyznawana jest co roku w Paryżu w ramach For Women in Science Week pięciu laureatkom, których odkrycia dostarczają odpowiedzi na kluczowe problemy ludzkości.
 
[1] https://www.custommarketinsights.com/report/pharmaceutical-waste-management-market/
[2] https://journalofethics.ama-assn.org/article/how-should-responsibility-proper-medication-disposal-be-shared/2022-10 

źródło: L’oreal

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu prowadzi wyjątkowe w skali kraju badania nad elektroporacją wapniową, czyli metodą, w której krótkie impulsy elektryczne pomagają wprowadzić jony wapnia do komórek nowotworowych. Zespół UMW, we współpracy z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu, jako pierwszy w Polsce zastosował tę technikę u pacjentów z miejscowo zaawansowanym rakiem trzustki. Badania mogą poszerzyć możliwości leczenia guzów litych, zwłaszcza wtedy, gdy standardowe metody są nieskuteczne albo niemożliwe do zastosowania.
Rak trzustki należy do nowotworów, które najtrudniej leczyć. Często zostaje rozpoznany zbyt późno, a jego położenie ogranicza możliwość zastosowania klasycznych metod ablacyjnych. Dlatego zespół UMW rozwija rozwiązania dla pacjentów z nieoperacyjnymi guzami litymi.

Elektroporacja wapniowa polega na tym, że do guza podaje się roztwór chlorku wapnia, a następnie działa się na komórki krótkimi impulsami elektrycznymi. W błonie komórkowej powstają czasowe mikrootwarcia, przez które jony wapnia gwałtownie napływają do komórki nowotworowej. Komórka traci równowagę, zużywa energię i obumiera. Metoda nie wymaga podania cytostatyku.

– Jony wapnia są w warunkach fizjologicznych jednym z najściślej regulowanych wtórnych przekaźników. Ich gwałtowny napływ do cytoplazmy, jaki wymuszamy poprzez elektroporację, rozregulowuje homeostazę wapniową: dochodzi do przeładowania mitochondriów jonami Ca²⁺, depolaryzacji wewnętrznej błony mitochondrialnej i niespecyficznych kanałów białkowych (megakanałów mPTP) w wewnętrznej błonie mitochondrialnej. Konsekwencją jest spadek produkcji ATP, jednocześnie pochłanianego przez transportery próbujące przywrócić równowagę jonową. Komórka wyczerpuje swoje zasoby energetyczne i ginie – głównie na drodze nekrozy, choć obserwujemy także cechy innych typów śmierci komórkowej, w tym apoptozy czy pyroptozy – wyjaśnia prof. Julita Kulbacka z Katedry i Zakładu Biologii Molekularnej i Komórkowej Wydziału Farmaceutycznego UMW.

Wrocławskie badania są przykładem przejścia od nauki do praktyki klinicznej. Ich podstawą były prace przedkliniczne prowadzone w UMW, między innymi w ramach projektu SONATA BIS 6 finansowanego przez NCN. Wyniki przeniesiono do kliniki dzięki współpracy naukowców z Wydziału Farmaceutycznego, chirurgów onkologicznych, radiologów oraz inżynierów biomedycznych.

Obecnie UMW prowadzi niekomercyjne badanie kliniczne IREC, finansowane przez Agencję Badań Medycznych. W badaniu bierze udział 70 pacjentów, a zespół porównuje trzy podejścia z użyciem elektroporacji. Zespół ocenia przede wszystkim jakość życia chorych i czas przeżycia wolny od progresji choroby.

– Pacjenci często trafiają do nas z innych ośrodków w Polsce, po wyczerpaniu standardowych linii leczenia. Obserwujemy redukcję dolegliwości bólowych, w tym tych o charakterze neuropatycznym, oraz stabilizację lub przyrost masy ciała. Z punktu widzenia chorego z nieoperacyjnym rakiem trzustki przekłada się to na realną poprawę jakości życia – mówi prof. Wojciech Kielan, kierownik II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej UMW.

Badania prowadzone przez UMW mają unikatowy charakter, ponieważ łączą biologię molekularną, farmację, chirurgię onkologiczną, radiologię i inżynierię biomedyczną. Uczelnia rozwija cały proces: od zrozumienia mechanizmu śmierci komórki nowotworowej, przez dobór parametrów impulsów elektrycznych, aż po zastosowanie procedury u pacjentów.

– Bez którejkolwiek z tych kompetencji nie udałoby się przejść drogi od mechanizmu molekularnego do urządzenia medycznego i protokołu klinicznego – podkreśla prof. Kulbacka. – Badania translacyjne w medycynie to nie kolejny punkt w strategii, to codzienna praca nad wspólnym językiem między dyscyplinami.

Pozycję wrocławskiego zespołu potwierdza aktywność międzynarodowa prof. Julity Kulbackiej, która została wybrana do zarządu International Society for Electroporation-Based Technologies and Treatments na kadencję 2024–2026 i pracowała w komitetach naukowych światowych kongresów elektroporacji.

Naukowcy UMW podkreślają, że elektroporacja wapniowa jest nadal metodą ocenianą w badaniach klinicznych i nie zastępuje leczenia standardowego. Jej rozwój może jednak stworzyć dodatkową możliwość terapeutyczną dla pacjentów, u których dotychczasowe metody nie przyniosły efektu albo nie mogą być zastosowane.

– Naszym celem nie jest zastąpienie istniejących metod, lecz poszerzenie możliwości dla chorych, dla których standardowe leczenie nie jest możliwe lub okazało się nieskuteczne – podsumowuje dr hab. Julia Rudno-Rudzińska. – Elektroporacja wapniowa jest jedną z dróg, jakimi onkologia idzie w kierunku terapii bardziej selektywnych, mniej toksycznych i dostępnych szerszej grupie pacjentów.

Źródło: UMW

Z okazji przypadającego 29 maja Światowego Dnia Układu Pokarmowego eksperci zwracają uwagę na rosnące znaczenie badań nad osią mikrobiota–jelita–mózg. Coraz więcej danych wskazuje, że mikroorganizmy zamieszkujące nasze jelita mogą wpływać nie tylko na procesy trawienne, ale również na funkcjonowanie układu nerwowego, odpornościowego czy samopoczucie psychiczne. Choć wiedza na temat mikrobioty dynamicznie się rozwija, wiele mechanizmów tej zależności pozostaje nadal przedmiotem badań.
Mikrobiota jelitowa – ekosystem ważny dla zdrowia

Mikrobiota jelitowa to złożony ekosystem mikroorganizmów zasiedlających przewód pokarmowy człowieka – przede wszystkim bakterii, ale również wirusów, grzybów i archeonów. Szacuje się, że w jelitach człowieka żyją biliony drobnoustrojów, które wspólnie tworzą środowisko istotne dla utrzymania równowagi organizmu. Ich skład zależy m.in. od diety, stylu życia, wieku czy stosowanych leków, zwłaszcza antybiotyków.

Jeszcze kilkanaście lat temu mikrobiota była kojarzona głównie z procesami trawiennymi. Dziś wiadomo, że jej znaczenie może być znacznie szersze. Rozwój nowoczesnych metod badawczych pozwolił naukowcom dokładniej analizować mikroorganizmy zasiedlające jelita oraz ich potencjalny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.

Oś mikrobiota–jelita–mózg

Od kilku lat szczególne zainteresowanie naukowców budzi tzw. oś mikrobiota–jelita–mózg, czyli system wzajemnej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym, mikrobiotą jelitową i ośrodkowym układem nerwowym. Komunikacja ta odbywa się m.in. za pośrednictwem sygnałów nerwowych, hormonalnych, metabolicznych oraz immunologicznych.

Z perspektywy współczesnej medycyny oś mikrobiota–jelita–mózg stanowi przykład niezwykle złożonej sieci interakcji biologicznych, w której mikroorganizmy jelitowe uczestniczą w regulacji wielu procesów fizjologicznych. Jelita, wyposażone we własny układ nerwowy i pozostające w stałej komunikacji z mózgiem, tworzą środowisko, w którym sygnały metaboliczne, immunologiczne i neuroprzekaźnikowe wzajemnie się przenikają. W rezultacie mikrobiota staje się istotnym elementem wpływającym na homeostazę organizmu. Pomimo znaczącego postępu w badaniach, nadal nie wszystkie mechanizmy tej osi zostały w pełni poznane, co czyni ją jednym z kluczowych kierunków dalszych badań biomedycznych – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marek Waluga, Przewodniczący Rady Naukowej Biocodex Microbiota Foundation oraz Członek Zarządu Sekcji Neurogastroenterologii i Motoryki Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. 

Jelita często określane są mianem „drugiego mózgu”, ponieważ posiadają rozbudowany układ nerwowy, zdolny do niezależnego przetwarzania informacji. Naukowcy analizują dziś, w jaki sposób mikrobiota może wpływać na komunikację między jelitami a mózgiem, a także jak czynniki takie jak stres, dieta, aktywność fizyczna czy jakość snu oddziałują na funkcjonowanie całej osi.

Nowe kierunki badań

Coraz częściej mówi się również o potencjalnej roli tzw. psychobiotyków, czyli wybranych szczepów mikroorganizmów badanych pod kątem wpływu na funkcjonowanie osi jelito–mózg. Eksperci podkreślają jednak, że ich działanie jest szczepozależne, a wyniki badań wymagają dalszego potwierdzenia.

Obecnie prowadzone są intensywne badania nad wpływem mikrobioty na zdrowie metaboliczne, odporność, funkcjonowanie układu nerwowego oraz rozwój różnych chorób przewlekłych. Coraz większe znaczenie przypisuje się także stylowi życia i codziennym nawykom, które mogą wpływać na różnorodność mikrobioty jelitowej.

Badania nad osią mikrobiota–jelita–mózg pokazują, jak bardzo złożone i wielokierunkowe są zależności pomiędzy mikrobiotą a organizmem człowieka. To obszar, który może w przyszłości odegrać istotną rolę w bardziej spersonalizowanym podejściu do zdrowia i profilaktyki. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja społeczeństwa oraz popularyzacja wiedzy o mikrobiocie i jej znaczeniu dla organizmu – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Świadomość i edukacja

Eksperci zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania mikrobiotą wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Dalszy rozwój badań może w przyszłości przyczynić się do lepszego zrozumienia zależności między jelitami, mikrobiotą i mózgiem oraz opracowania nowych kierunków profilaktyki i terapii.

Światowy Dzień Układu Pokarmowego stanowi okazję do zwiększania świadomości na temat zdrowia jelit oraz roli mikrobioty w funkcjonowaniu całego organizmu. Eksperci podkreślają, że edukacja społeczeństwa i popularyzacja wiedzy naukowej są kluczowe dla lepszego zrozumienia znaczenia mikrobioty dla zdrowia człowieka.

Źródło: inf pras