Medicalpress
Choć pacjenci rzadko mają z nimi bezpośredni kontakt, to właśnie od pracy histotechników i histotechnologów w dużej mierze zależy jakość diagnostyki patomorfologicznej. Narodowy Instytut Onkologii kontynuuje ogólnopolskie szkolenia i certyfikację tej grupy zawodowej w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej, wzmacniając kompetencje specjalistów odpowiedzialnych za przygotowanie materiału tkankowego do oceny mikroskopowej.
 
Diagnostyka zaczyna się wcześniej, niż wielu pacjentów może przypuszczać. Zanim materiał tkankowy trafi do oceny lekarza patomorfologa, musi zostać odpowiednio zabezpieczony, opracowany i wybarwiony. To właśnie od jakości pracy histotechników i histotechnologów, czyli specjalistów odpowiedzialnych za przygotowanie materiału tkankowego do badania mikroskopowego, zależy, czy powstanie preparat, który pozwoli na precyzyjną ocenę, rozpoznanie choroby i zaplanowanie najlepszego leczenia.

Dlatego tak ważne jest systematyczne wzmacnianie kompetencji osób, które odpowiadają za ten kluczowy etap procesu diagnostycznego. Przygotowanie merytoryczne histotechników i histotechnologów ma bardzo duży wpływ na jakość rozpoznania patomorfologicznego.

W miniony weekend w Narodowym Instytucie Onkologii odbyły się szkolenia dla histotechnologów. To kontynuacja działań rozpoczętych w maju 2025 r. ubiegłego roku. Wówczas w NIO odbyły się pierwsze ogólnopolskie kursy doszkalające i doskonalące z certyfikacją dla tej grupy zawodowej.

Szkolenia realizowane są w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej. Za ich merytoryczne przygotowanie odpowiada Zakład Patomorfologii Nowotworów Instytutu, a organizację koordynuje Krajowy Ośrodek Monitorujący, którego rolę pełni NIO. Ważną rolę w tym procesie odgrywają także Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące, wspierające rozwój i upowszechnianie jednolitych standardów diagnostyki patomorfologicznej w całym kraju. Obecna formuła rozwija działania ubiegłoroczne, kiedy szkolenia i warsztaty odbywały się w organizacji wyłącznie Krajowego Ośrodka Monitorującego.

To współpraca, która ma bardzo praktyczny wymiar. Uczestnicy rozwijają kompetencje potrzebne nie tylko do prawidłowego przygotowania i procesowania materiału, ale także do identyfikacji nieprawidłowości i błędów w fazie przedzakładowej oraz eliminowania błędów w trakcie technicznej obróbki materiału. Wpływa to na jakość opracowywanych preparatów, jakość rozpoznania patomorfologicznego oraz decyzje dotyczące wyboru odpowiedniej terapii.

Certyfikacja histotechników i histotechnologów to także ważny krok w budowaniu rangi tych zawodów. To specjaliści, których praca przez lata pozostawała mniej widoczna, choć ma bezpośredni wpływ na jakość diagnozy i decyzje terapeutyczne podejmowane przez zespoły kliniczne.

Duże zainteresowanie szkoleniami pokazuje, że środowisko jest gotowe do dalszego rozwoju, a jednostki diagnostyki patomorfologicznej widzą realną wartość inwestowania w wiedzę, kompetencje i standardy. Podczas ubiegłorocznych edycji kursów dla histotechników i histotechnologów certyfikaty otrzymało 112 pracowników Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej z całej Polski.

To także dopiero początek. Kolejne edycje szkoleń, najbliższe zaplanowane na wczesną jesień tego roku, oraz programy dla osób rozpoczynających pracę w zawodzie mają szansę stać się stałym elementem systemowego rozwoju diagnostyki patomorfologicznej w Polsce – z korzyścią dla personelu, lekarzy i przede wszystkim pacjentów.

Więcej informacji o szkoleniach, harmonogram i zasady rejestracji można znaleźć na stronie Krajowego Ośrodka Monitorującego: https://kom.nio.gov.pl/ 

Źródło: NIO
Foto: NIO

Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – PIB (NIO-PIB) jako pierwszy ośrodek onkologiczny w Polsce uzyskał prestiżową akredytację Organisation of European Cancer Institutes (OECI).
To jedno z najważniejszych europejskich wyróżnień potwierdzających najwyższe standardy w zakresie organizacji opieki onkologicznej, diagnostyki, leczenia, działalności naukowej i edukacyjnej oraz zarządzania jakością. Uzyskanie akredytacji stanowi ważny krok w umacnianiu pozycji polskiej onkologii w europejskim systemie jakości, współpracy klinicznej i badań nad nowotworami.
To niezwykle ważny moment dla całej społeczności Narodowego Instytutu Onkologii. Akredytacja OECI jest dla nas nie tylko wyróżnieniem, ale przede wszystkim zobowiązaniem do dalszego podnoszenia jakości leczenia, bezpieczeństwa pacjentów oraz skutecznego łączenia praktyki klinicznej z nauką. Ten sukces pokazuje, że polska onkologia funkcjonuje dziś zgodnie ze światowymi standardami – mówi Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB.
Trwający wiele miesięcy proces akredytacyjny obejmował wieloetapową analizę funkcjonowania Instytutu oraz intensywną pracę zespołów klinicznych, diagnostycznych, naukowych i administracyjnych. Proces koordynowali dr n. med. Małgorzata Symonides, Naczelny Specjalista ds. Monitorowania Jakości Klinicznej w NIO-PIB, oraz prof. Jakub Kucharz.

Najtrudniejsze w takim procesie jest wykazanie, że jakość stanowi codzienną praktykę całego zespołu, a nie jednorazowy projekt. Standardy OECI są ujednolicone dla wszystkich ocenianych ośrodków i obszarów działalności, dlatego dużym wyzwaniem było uwzględnienie specyfiki kraju i ośrodka, a także złożoności lokalnego systemu ochrony zdrowia oraz organizacji pracy. Z dumą mogę powiedzieć, że udało nam się temu sprostać – podkreśla dr n. med. Małgorzata Symonides.

Uzyskanie akredytacji ma szczególne znaczenie ze względu na skalę działalności i rolę Narodowego Instytutu Onkologii. NIO-PIB jest największym ośrodkiem onkologicznym w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Łączy diagnostykę, leczenie, profilaktykę, badania naukowe i kształcenie, a także uczestniczy w realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej, wdrażaniu Krajowej Sieci Onkologicznej, prowadzeniu Krajowego Rejestru Nowotworów i opracowywaniu wytycznych diagnostyczno-terapeutycznych.

Dla lekarzy i całych zespołów klinicznych ta akredytacja jest potwierdzeniem, że liczy się nie tylko pojedyncza procedura, lecz także cała droga pacjenta – od rozpoznania, przez decyzję terapeutyczną i leczenie skojarzone, aż po opiekę wspomagającą. To właśnie jakość tej drogi stanowi o realnej wartości nowoczesnej onkologii – zaznacza prof. Andrzej Kawecki, Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych.

Cieszy nas fakt, że akredytatorzy OECI pozytywnie ocenili także obszar naukowy działalności NIO. Akredytacja wzmacnia naszą międzynarodową pozycję jako instytutu badawczego i potwierdza potencjał naukowy polskiego ośrodka publicznego, który mimo ograniczonych zasobów finansowych ma szansę stanąć ramię w ramię z najważniejszymi centrami onkologicznymi w Europie – dodaje prof. Michał Mikula, Zastępca Dyrektora ds. Naukowych.

Organisation of European Cancer Institutes (OECI) to międzynarodowa organizacja non-profit utworzona w 1979 roku w Wiedniu. Obecnie zrzesza ponad 180 ośrodków onkologicznych z Europy i innych części świata, wspierając rozwój kompleksowej, interdyscyplinarnej i skoncentrowanej na pacjencie opieki onkologicznej, a także badań naukowych i innowacji. W latach 90. funkcję prezydenta OECI pełnił prof. Andrzej Kułakowski, nestor polskiej onkologii, współtwórca polskiej chirurgii onkologicznej i lekarz przez całe życie zawodowe związany z Instytutem.

Uzyskanie akredytacji OECI przez NIO-PIB może stać się ważnym impulsem dla dalszego rozwoju systemów jakości w polskiej onkologii, wdrażania europejskich standardów oraz ubiegania się o akredytację OECI przez kolejne ośrodki onkologiczne w Polsce – mówi prof. Iwona Ługowska, President-Elect OECI, pełnomocnik Dyrektora ds. Współpracy Międzynarodowej oraz kierownik Centrum Doskonałości Medycyny Precyzyjnej, podkreślając jednocześnie, że dla zachowania pełnej transparentności procesu akredytacyjnego nie brała udziału w pracach związanych z akredytacją NIO – ani po stronie OECI, ani po stronie Instytutu.

Dzięki członkostwu w OECI wielu przedstawicieli Instytutu aktywnie uczestniczy w licznych europejskich inicjatywach dotyczących badań naukowych, rozwoju innowacji oraz organizacji opieki onkologicznej, współtworząc kierunki rozwoju nowoczesnej onkologii w Europie.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Rosnąca liczba pacjentów onkologicznych i dynamiczny rozwój terapii wymagają nie tylko nowoczesnych technologii, ale przede wszystkim dobrze przygotowanych kadr medycznych. Narodowy Instytut Onkologii i Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego intensyfikują współpracę, by rozwijać system kształcenia lekarzy i odpowiadać na potrzeby współczesnej onkologii.
 
Jako instytucja zaangażowana w koordynację i monitorowanie wdrażania Narodowej Strategii Onkologicznej, Narodowy Instytut Onkologii wspiera działania służące budowaniu nowoczesnego, skutecznego i dostępnego systemu opieki onkologicznej w Polsce – także poprzez dostęp do wyedukowanych, wysokokompetentnych kadr. To jeden z kluczowych elementów Strategii, która w obszarze inwestycji w kadry zakłada zarówno zwiększenie liczby specjalistów w dziedzinach onkologicznych, jak i podnoszenie jakości kształcenia medycznego.

W tym zakresie Narodowy Instytut Onkologii od wielu lat aktywnie współpracuje z Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego, a obszar ten w ostatnim czasie stał się przedmiotem rozmów dyrektorów i ekspertów obu jednostek.

Dialog o potrzebach w kształceniu kadr w onkologii

Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej i pełnomocnik dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii ds. kształcenia podyplomowego, spotkał się w ostatnich dniach z dyrektorem-rektorem Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego prof. Krzysztofem Filipiakiem, by rozmawiać o tym, jak dynamika zmian w diagnostyce i terapiach onkologicznych musi iść w parze z pozyskiwaniem i rozwojem kadr.

Dyskusja profesorów dotyczyła m.in. aktualnych potrzeb kadrowych w onkologii klinicznej, zmian demograficznych oraz rosnącej liczby pacjentów wymagających kompleksowej opieki onkologicznej. Podczas spotkania omówiono również kierunki aktualizacji programu specjalizacji oraz możliwości usprawnienia procesu szkolenia. To szczególnie ważne w kontekście wyzwań stojących przed systemem ochrony zdrowia, nowotwory pozostają bowiem drugą, po chorobach układu krążenia, przyczyną zgonów w Polsce.

Onkologia kliniczna należy do dziedzin, w których potrzeby kadrowe będą systematycznie rosły. Mamy coraz więcej pacjentów wymagających leczenia wieloetapowego, prowadzonego przez długi czas i często z udziałem różnych specjalistów. Dlatego tak ważne jest, aby liczba lekarzy wybierających tę specjalizację się zwiększała, ale i aby ci, którzy wybierają tę wymagającą specjalizację, kształcili się adekwatnie do aktualnych standardów opieki onkologicznej 

Onkologów brakuje, ale jest korzystna zmiana

W Polsce jest obecnie 1274 lekarzy specjalistów onkologii klinicznej, z czego 1258 aktywnie wykonuje zawód. Kolejnych 480 lekarzy odbywa szkolenie specjalizacyjne. Zdaniem prof. Krzakowskiego, liczba lekarzy wybierających onkologię kliniczną powinna wzrosnąć o co najmniej 20 proc. Wydaje się, że zmiana w tym obszarze, choć powoli, następuje. W zeszłym roku na specjalizację z onkologii klinicznej zgłosiła się rekordowa w ostatnich latach liczba chętnych, co uplasowało ją wśród 10 najchętniej wybieranych specjalizacji.

Rozpoczęliśmy proces aktualizacji programów specjalizacji. Wspólnie z konsultantami krajowymi, którzy są przewodniczącymi zespołów ekspertów są tworzone nowe programy wszystkich specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych. Te zmiany są konieczne, by programy specjalizacyjne nadążały za zmianami w medycynie i odpowiadały na potrzeby pacjentów oraz systemu ochrony zdrowia. W onkologii klinicznej szczególnie ważne jest, by szkolenie było nowoczesne, praktyczne i prowadzone w ścisłej współpracy z ośrodkami, które mają największe doświadczenie w leczeniu chorych na nowotwory. W te potrzeby wpisuje się współpraca CMKP i NIO w zakresie kształcenia kadr.

O przyszłości współpracy NIO i CMKP

Niedawno właśnie obszar jakości i perspektyw kształcenia młodych onkologów był przedmiotem rozmów prof. Krzysztofa Filipiaka z dr hab. n. med. Beatą Jagielską, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii, prof. Jarosławem Regułą, wybitnym ekspertem w dziedzinie gastroenterologii, oraz prof. Michałem F. Kamińskim, kierownikiem Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO i Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Onkologii Klinicznej CMKP.

Dla Narodowego Instytutu Onkologii współpraca z CMKP ma znaczenie strategiczne, ponieważ pozwala łączyć potencjał dużego ośrodka onkologicznego z systemowym kształceniem podyplomowym lekarzy. W praktyce oznacza to, że rozwój kadr odbywa się tam, gdzie lekarze mają dostęp do zaawansowanej diagnostyki, leczenia wielodyscyplinarnego i doświadczenia zespołów, które na co dzień opiekują się pacjentami onkologicznymi.

Eksperci omówili zakres współpracy, osiągnięcia oraz plany naukowe i dydaktyczne. To właśnie ten obszar pozostaje jednym z najważniejszych zadań Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Onkologii Klinicznej CMKP, działającej w strukturach NIO, która prowadzi kształcenie podyplomowe lekarzy w zakresie chorób układu pokarmowego oraz onkologii klinicznej. Jej działalność jest ściśle związana z pracą Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO.

Nauka przez codzienną praktykę kliniczną

Znaczenie kliniki w systemie kształcenia podyplomowego wynika z faktu, że lekarze szkolą się w warunkach codziennej pracy wysokospecjalistycznego ośrodka. Mają kontakt z pacjentami wymagającymi diagnostyki chorób przewodu pokarmowego, profilaktyki raka jelita grubego, leczenia zmian przednowotworowych i nowotworowych oraz opieki prowadzonej we współpracy wielu specjalistów.

W gastroenterologii i gastroenterologii onkologicznej kształcenie lekarzy musi być prowadzone blisko praktyki klinicznej. Choroby przewodu pokarmowego wymagają dziś nie tylko wiedzy internistycznej i onkologicznej, ale także rozumienia nowoczesnej endoskopii czy profilaktyki. Takie środowisko pozwala budować kompetencje potrzebne w realnej, interdyscyplinarnej opiece nad pacjentem – i takie środowisko w klinice zapewniamy.

Zaplecze kliniki tworzą zespoły zajmujące się m.in. gastroenterologią ogólną, gastroenterologią onkologiczną, diagnostyką i leczeniem endoskopowym, ultrasonografią, zaburzeniami motoryki przewodu pokarmowego oraz profilaktyką raka jelita grubego. Dzięki temu szkolenie lekarzy obejmuje nie tylko pojedyncze procedury, ale cały proces opieki nad pacjentem – od rozpoznania, przez decyzje terapeutyczne, po dalsze prowadzenie i monitorowanie efektów leczenia.

Na tym jednak nie koniec – klinika prowadzi także działalność naukową. Jej główne kierunki badawcze obejmują badania przesiewowe w kierunku raka jelita grubego, rozwój diagnostyki endoskopowej oraz leczenie endoskopowe nowotworów przewodu pokarmowego. To ważne uzupełnienie pracy klinicznej, ponieważ pozwala kształcić lekarzy w oparciu o aktualne standardy oraz doświadczenie zespołu zaangażowanego w rozwój nowoczesnych metod postępowania, a także pokazać, że obok kariery klinicznej istnieje również ścieżka naukowa, która realnie przekłada się na rozwój medycyny.

Współpraca CMKP i NIO ma wieloletnią tradycję i zawsze była oparta na przekonaniu, że dobre kształcenie lekarzy musi wyrastać z codziennej praktyki klinicznej. W gastroenterologii, szczególnie tej związanej z onkologią, ogromne znaczenie ma możliwość uczenia się w ośrodku, który łączy doświadczenie diagnostyczne, terapeutyczne i naukowe. To właśnie takie środowisko pozwala przekazywać młodym lekarzom nie tylko wiedzę, ale także sposób myślenia o pacjencie i odpowiedzialności za cały proces leczenia.

Narodowy Instytut Onkologii oraz jego zaangażowana, doświadczona kadra od lat aktywnie uczestniczą w dyskusji o rozwoju młodych lekarzy i jakości kształcenia w onkologii. Wynika z niej jasno, że inwestycja w kadry medyczne nie oznacza wyłącznie zwiększania liczby lekarzy w systemie. Równie istotna jest jakość szkolenia, dostęp do doświadczonych zespołów, możliwość pracy w ośrodku referencyjnym oraz kontakt z nowoczesnymi metodami diagnostyki i leczenia. W tym sensie współpraca NIO i CMKP wpisuje się bezpośrednio w cele Narodowej Strategii Onkologicznej, w której rozwój kompetencji kadr medycznych jest jednym z warunków poprawy dostępności i jakości leczenia onkologicznego.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Rak pęcherza moczowego pozostaje jednym z tych nowotworów, które w statystykach widać wyraźnie, ale w debacie publicznej przez długi czas zajmowały miejsce na drugim planie. Tymczasem co roku rozpoznaje się w Polsce około 7–8 tysięcy nowych przypadków, a liczba zgonów sięga 3–4 tysięcy. To choroba, która dotyczy przede wszystkim mężczyzn, wiąże się z wysokim odsetkiem nawrotów i wymaga nie tylko leczenia, ale także wieloletniego nadzoru. Problemem nie jest już wyłącznie sam dostęp do terapii. Coraz wyraźniej widać, że jednym z najsłabszych ogniw systemu pozostaje etap wcześniejszy: rozpoznanie pierwszych objawów, reakcja pacjenta, czujność lekarza podstawowej opieki zdrowotnej i sprawne skierowanie do diagnostyki urologicznej.
Największe opóźnienia powstają jeszcze przed rozpoznaniem

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje fakt, że wielu pacjentów trafia do systemu zbyt późno. Dotyczy to zarówno momentu zgłoszenia się do lekarza, jak i dalszego przechodzenia przez ścieżkę diagnostyczną. Dr hab. n. med. Jakub Kucharz, prof. NIO-PIB, kierownik Oddziału Zachowawczego w Klinice Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, zwraca uwagę, że pacjenci bardzo często trafiają do specjalistów już w zaawansowanym stadium choroby. Jak dodaje, wynika to nie tylko z późnej zgłaszalności do lekarza, ale także z ograniczeń w dostępie do urologa oraz z częstych obciążeń współistniejących, które dodatkowo komplikują leczenie.

To właśnie na tym etapie rozstrzygają się późniejsze szanse chorego. Prof. Kucharz podkreśla, że w analizach ścieżki pacjenta z rakiem urotelialnym jako dwa najbardziej problematyczne odcinki wyraźnie wyłaniają się czas od wystąpienia objawów do zgłoszenia się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz czas od wizyty u lekarza rodzinnego do konsultacji urologicznej. W jego ocenie to właśnie tutaj koncentrują się opóźnienia, które później rzutują na stadium zaawansowania choroby w momencie rozpoznania.

Krwiomocz to sygnał alarmowy, ale nie jedyny

W praktyce klinicznej najważniejszym objawem alarmowym pozostaje krwiomocz. Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że „takim objawem wysoce niepokojącym, który powinien zwrócić uwagę już na etapie diagnostyki u lekarzy rodzinnych, jest bezbólowy nawracający krwiomocz, który powinien być sygnałem alarmowym i zmusić pacjentów, aby zgłosili się na diagnostykę pogłębioną do poradni lub oddziałów urologicznych”. Ten sygnał wciąż jednak zbyt często nie uruchamia wystarczająco szybkiej reakcji.

Eksperci zwracali uwagę, że problem nie polega wyłącznie na braku wiedzy pacjentów. Równie istotna jest czujność po stronie systemu ochrony zdrowia. Prof. Kucharz zaznacza, że potrzebna jest „edukacja nie tylko społeczeństwa, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, tak aby zachowywali odpowiednią czujność onkologiczną”. Jak dodaje, w praktyce klinicznej sposób myślenia powinien być bardzo prosty: „jeśli widzimy pacjenta z jakimikolwiek niepokojącymi objawami, najpierw należy wykluczyć nowotwór, a dopiero później rozważać inne przyczyny”.

Ta zasada ma szczególne znaczenie właśnie w raku pęcherza, ponieważ objawy bywają bagatelizowane lub tłumaczone bardziej pospolitymi przyczynami. Krwinkomocz czy krwiomocz są nieraz interpretowane jako skutek leczenia przeciwzakrzepowego, infekcji, intensywnego wysiłku fizycznego czy kamicy układu moczowego. Taki tok rozumowania może wydawać się logiczny, ale równocześnie osłabia czujność onkologiczną.

Prof. Kucharz zwraca uwagę, że nie można uspokajać się wyłącznie dlatego, że pacjent nie prezentuje klasycznego krwiomoczu. „To nie jest tak, że krwiomocz czy krwinkomocz to jedyny objaw. Pamiętajmy, że szereg innych dolegliwości – takich jak ból, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza czy nawracające infekcje dróg moczowych – również wymaga diagnostyki” – podkreśla. Jak dodaje, brak krwiomoczu nie powinien usypiać czujności diagnostycznej: „jeżeli chory ma objawy niepokojące, nie możemy się uspokoić tylko dlatego, że nie ma krwiomoczu. Taki pacjent wymaga diagnostyki, w tym badania cystoskopowego i wykluczenia przyczyny onkologicznej”.

Nie ma prostego screeningu, więc kluczowa pozostaje wczesna diagnostyka objawowa

Rak pęcherza moczowego należy do tych nowotworów, dla których nie istnieje dziś prosty i skuteczny program badań przesiewowych na poziomie populacyjnym. Jak przypominała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia Agnieszka Molenda-Wiśniewska, w praktyce jedynym badaniem, które może zwrócić uwagę na problem już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, pozostaje badanie ogólne moczu. To właśnie ono może ujawnić obecność krwiomoczu i stać się punktem wyjścia do dalszej diagnostyki.

Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że w takiej sytuacji kolejnym krokiem powinno być badanie obrazowe, ale wykonane w sposób pozwalający na rzeczywistą ocenę pęcherza moczowego. „Kolejnym badaniem po badaniu ogólnym moczu, które wskazuje na obecność krwiomoczu makroskopowego albo mikroskopowego, jest badanie USG. Apelujemy do lekarzy rodzinnych, aby zlecali je z pełnym pęcherzem moczowym, ponieważ tylko wypełniony pęcherz sprawia, że badanie może być diagnostyczne” – zaznacza.

Jednocześnie eksperci przypominają, że mimo wielu lat badań nadal nie udało się opracować prostego markera, który mógłby stać się podstawą populacyjnego screeningu raka pęcherza. Jak mówi dr Syryło, „cały czas trwają poszukiwania uniwersalnego markera – zarówno w moczu, jak i we krwi – który pozwoliłby na wczesne wykrywanie raka urotelialnego. Na razie nie mamy jednak markerów o takiej czułości i swoistości, które umożliwiałyby wprowadzenie powszechnych badań przesiewowych”.

System ma narzędzia, ale nie zawsze wykorzystuje je odpowiednio wcześnie

W praktyce oznacza to, że ciężar wczesnego wykrywania nadal opiera się głównie na czujności klinicznej i sprawności organizacyjnej systemu. A z tym, bywa różnie. Dr Bernard Waśko z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i członek Krajowej Rady Onkologicznej przypominał, że właśnie w tej „przedszpitalnej” części ścieżki kryją się największe rezerwy poprawy. Jego zdaniem jeden z kluczowych problemów polega na niewystarczającym wykorzystaniu karty DILO na odpowiednio wczesnym etapie. Jak podkreślał, w części województw karta bywa zakładana dopiero w szpitalu, przed konsylium, co podważa jej sens jako narzędzia przyspieszającego diagnostykę. „Mamy w Polsce bardzo zróżnicowaną sytuację. Mamy wiele do zrobienia w tej części przedszpitalnej diagnostyki, ale mamy do tego narzędzia i zróbmy tak, żeby te narzędzia były stosowane” – mówił.

Rak pęcherza moczowego jest chorobą, w której czas ma wyjątkowo duże znaczenie. Dr Syryło zwraca uwagę, że Polska nie odstaje znacząco od ośrodków europejskich, jeśli chodzi o wyposażenie czy możliwości techniczne. „Problem dotyczy przede wszystkim czasu – zarówno momentu, w którym pacjent trafia do urologa, jak i czasu potrzebnego do podjęcia leczenia radykalnego” – zaznacza. Jak dodaje, diagnostyka pogłębiona, wymagająca badań obrazowych, często się wydłuża, a pacjenci nierzadko zbyt długo oczekują również na sam zabieg. Tymczasem – podkreśla ekspert – cystektomia radykalna powinna zostać wykonana możliwie szybko: „najpóźniej w ciągu około 90 dni, czyli trzech miesięcy. Jeżeli czas oczekiwania jest dłuższy, przekłada się to bezpośrednio na gorsze wyniki leczenia”.

To nie jest jedna choroba i nie wystarcza jedno podejście terapeutyczne

Rak pęcherza moczowego jest chorobą wyraźnie niejednorodną. Jak przypomina dr Syryło, około 70 proc. przypadków stanowią nowotwory powierzchowne, natomiast około 30 proc. – nowotwory naciekające, które wiążą się z odmiennym rokowaniem i wymagają innej strategii leczenia. W wielu przypadkach podstawową metodą terapii pozostaje elektroresekcja przezcewkowa guza pęcherza moczowego wykonywana w oddziałach urologii, która na tym etapie bywa leczeniem wystarczającym. W postaciach naciekających konieczne jest jednak leczenie radykalne, w tym cystektomia, czyli jedna z najbardziej rozległych operacji w urologii.

W tym kontekście środowisko kliniczne coraz częściej zwraca uwagę na potrzebę objęcia refundacją cystektomii wykonywanej z wykorzystaniem chirurgii robotycznej. Dr Syryło podkreśla, że „pacjenci odnoszą z zastosowania tej metody największą korzyść”, apelując jednocześnie do decydentów o rozważenie finansowania tej techniki. Przy tak rozległym zabiegu potencjalne korzyści wynikające z zastosowania chirurgii robotycznej mogą mieć dla chorych szczególne znaczenie.

Nowoczesne leczenie jest dostępne szerzej niż kilka lat temu, ale nadal niepełnie

Nie oznacza to jednak, że w ostatnich latach nie nastąpił postęp. Przeciwnie – rak pęcherza moczowego przestał być obszarem całkowicie pomijanym w nowoczesnym leczeniu systemowym. Prof. Kucharz przypomina, że jeszcze kilka lat temu możliwości terapeutyczne w raku urotelialnym były bardzo ograniczone. „Jeszcze niedawno nie mieliśmy żadnej nowoczesnej terapii dla tych chorych. Program lekowy w ogóle nie istniał w tej chorobie” – zauważa.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. „Pojawiło się wiele nowych możliwości leczenia i można powiedzieć, że znacząca część wartościowych opcji terapeutycznych jest już dostępna dla naszych pacjentów” – podkreśla onkolog.

W tym sensie system przeszedł wyraźną zmianę. Ministerstwo Zdrowia wskazywało, że program lekowy B.141 obejmuje kilka opcji terapeutycznych, zależnie od stopnia zaawansowania choroby: leczenie uzupełniające, podtrzymujące, immunoterapię w chorobie miejscowo zaawansowanej lub przerzutowej, terapie celowane oraz leczenie skojarzone w pierwszej linii u wybranych pacjentów. Z przedstawionych danych wynikało również, że liczba chorych włączanych do programu systematycznie rośnie: z nieco ponad 300 pacjentów w 2023 roku do 894 osób w 2024 roku, a po 11 miesiącach 2025 roku już do 1375 pacjentów. Wydatki na ten obszar przekroczyły 140 mln zł.

Środowisko kliniczne przyznaje, że dostęp do leczenia poprawił się w ostatnich latach w sposób znaczący, ale jednocześnie nie ukrywa, że nadal pozostają istotne luki. Jedną z nich jest pełna dostępność terapii skojarzonych w pierwszej linii leczenia zaawansowanego raka urotelialnego. Organizacje pacjenckie zwracały uwagę, że to właśnie ten brakujący element mógłby dopełnić obecny program lekowy i jeszcze bardziej zbliżyć polską praktykę do aktualnych standardów międzynarodowych. Wśród rozwiązań wskazywano przede wszystkim schemat łączący immunoterapię pembrolizumabem z koniugatem przeciwciało–lek enfortumabem wedotyną, który w badaniach klinicznych wykazał wyraźną poprawę wyników leczenia w porównaniu z dotychczasowym standardem terapii. W sytuacji, gdy takie leczenie ma już ugruntowaną pozycję w międzynarodowych wytycznych i wykazuje przewagę pod względem przeżycia całkowitego lub czasu wolnego od progresji choroby, długie oczekiwanie na decyzję refundacyjną przekłada się na realne konsekwencje dla pacjentów.

Warto przy tym zauważyć, że poprawa dostępu do nowych terapii nie rozwiązuje wszystkich problemów automatycznie. Prof. Kucharz słusznie zaznacza, że na ocenę wpływu nowych refundacji na przeżycie czy czas wolny od nawrotu potrzebny jest dłuższy okres obserwacji. Zmiany w programie lekowym są stosunkowo świeże, w dużej mierze z ostatnich 2–3 lat, dlatego skutki systemowe będą widoczne dopiero z czasem. Nie zmienia to jednak faktu, że kierunek zmian jest oceniany jako ważny i potrzebny.

Chirurgia robotyczna i radioterapia

Równolegle do leczenia systemowego rozwija się również chirurgia robotyczna. Ministerstwo informowało, że liczba takich operacji rośnie, a zabiegi są koncentrowane w głównych ośrodkach, co ma sprzyjać zarówno jakości leczenia, jak i bezpieczeństwu chorych. Przy najbardziej złożonych operacjach znaczenie ma nie tylko dostęp do technologii, ale także doświadczenie zespołu oraz pełne zaplecze diagnostyczne i pooperacyjne.

W dyskusji pojawił się też wątek radioterapii, o którym – jak zauważył prof. Krzysztof Składowski, konsultant krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej – mówi się przy raku pęcherza rzadziej niż o chirurgii czy leczeniu systemowym. Nie oznacza to jednak, że radioterapia nie ma znaczenia. Profesor przypominał, że nie jest to metoda pierwszego wyboru w leczeniu zasadniczym, ale pozostaje ważną opcją uzupełniającą po nieradykalnych zabiegach oraz w leczeniu nieoperacyjnych nawrotów. „To leczenie może przynieść naprawdę ewidentny zysk w postaci długiego przeżycia, wieloletniego nawet przeżycia” – mówił.

Rak pęcherza to choroba przewlekła także po zakończeniu leczenia

Osobnym, ale bardzo istotnym problemem jest przewlekły charakter tej choroby. Jak przypominała przedstawicielka resortu zdrowia, rak pęcherza moczowego wiąże się z bardzo wysokim odsetkiem nawrotów, sięgającym 50–70 proc., zwłaszcza w postaciach nienaciekających. To oznacza, że pacjent nie znika z systemu po zakończeniu leczenia radykalnego. Wymaga wieloletnich kontroli, nadzoru urologicznego i onkologicznego, a niekiedy ponownych interwencji. W 2023 roku w Polsce leczonych lub monitorowanych było 58 tysięcy pacjentów z tym rozpoznaniem, a liczba ta w ciągu pięciu lat wzrosła o około 20 proc.

To właśnie dlatego dyskusja o raku pęcherza nie może ograniczać się do samej dostępności do leków. Równie ważne są organizacja diagnostyki, jakość ścieżki pacjenta, sprawność współpracy między POZ, AOS i leczeniem szpitalnym oraz to, czy system faktycznie wychwytuje chorych na etapie, kiedy nowotwór jest jeszcze ograniczony do pęcherza. Z perspektywy klinicznej i zdrowia publicznego to właśnie tu znajduje się największy potencjał poprawy wyników.

Bez edukacji i czujności onkologicznej system nadal będzie reagował zbyt późno

Nieprzypadkowo więc tak mocno wybrzmiewał wątek edukacji. Dotyczy on nie tylko pierwszych objawów, ale także czynników ryzyka. Jednym z najważniejszych pozostaje palenie tytoniu, nadal zbyt rzadko kojarzone społecznie z rakiem pęcherza moczowego. Tymczasem eksperci przypominali, że to właśnie tytoń jest głównym czynnikiem etiologicznym tej choroby. Zwracano też uwagę na narażenia zawodowe, zwłaszcza w grupach mających kontakt z substancjami chemicznymi, w tym w przemyśle chemicznym, petrochemicznym czy w służbach narażonych na ekspozycję na dym i związki toksyczne.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz choroby, która z jednej strony jest dziś lepiej leczona niż jeszcze kilka lat temu, ale z drugiej nadal zbyt często rozpoznawana zbyt późno. I być może właśnie w tym tkwi sedno problemu. W raku pęcherza moczowego nie wystarczy już mówić tylko o kolejnych technologiach i refundacjach, choć one pozostają ważne. Równie ważne jest to, czy pacjent z pierwszym objawem trafi do właściwej diagnostyki odpowiednio wcześnie, czy lekarz nie zbagatelizuje sygnału ostrzegawczego, czy system nie zatrzyma chorego w kolejkach i rozproszonej ścieżce, zanim w ogóle rozpocznie się leczenie.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii „Rozpatrzenie informacji na temat systemu opieki nad pacjentami z podejrzeniem lub rozpoznaniem raka pęcherza moczowego”, 26 marca 2026 r.; cytowane wypowiedzi pochodzą z tego posiedzenia.
Tylko co piąty Polak regularnie wykonuje badania profilaktyczne w kierunku nowotworów, mimo że niemal dziewięciu na 10 wie, iż wczesne wykrycie choroby zwiększa szanse na wyleczenie – wynika z badania opinii publicznej zrealizowanego na zlecenie enel-med. Aż 27 proc. respondentów deklaruje, że nie bada się w ogóle pod kątem chorób onkologicznych. Odpowiedzią na tę lukę między świadomością a działaniem ma być uruchomione w Warszawie Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej, które chce sprawnie przeprowadzać pacjentów przez diagnostykę i kolejne kroki profilaktyki.
– Mamy w Polsce lukę między świadomością a działaniem profilaktycznym. 89 proc. respondentów deklaruje, że jest świadomych profilaktyki, szczególnie profilaktyki onkologicznej. Wiedzą, że ona zwiększa możliwości wyleczenia. Natomiast ta świadomość niestety nie napędza działania, tylko 21 proc. respondentów poddaje się profilaktyce, ze szczególnym uwzględnieniem onkologii, natomiast 27 proc. w ogóle nie bada się pod kątem narażeń onkologicznych – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Jacek Rozwadowski, prezes enel-med.

Najskuteczniejszą odpowiedzią na choroby nowotworowe jest dobrze zorganizowana profilaktyka i regularne badania. Wyniki badań pokazują jednak, że mimo rosnącej wiedzy o chorobach nowotworowych profilaktyka nadal nie jest priorytetem dla dużej części społeczeństwa.

– Częstą przyczyną jest strach przed diagnozą. W przypadkach onkologicznych to duży stres. Bardzo istotna jest także podstępność niektórych nowotworów – komórki nowotworowe nie dają na początku objawów bólowych, tak że jeżeli nas nic nie boli, to po prostu nie zamierzamy się wybrać do lekarza. To ból często napędza nasze decyzje prozdrowotne – tłumaczy Jacek Rozwadowski.

Z badania zleconego przez enel-med wynika, że bariery, które najczęściej zatrzymują profilaktykę w kierunku chorób onkologicznych na etapie decyzji, to przede wszystkim brak objawów (36 proc.), lęk przed diagnozą i koszty (po 22 proc. wskazań), co także zniechęca do regularnych kontroli zdrowia.

W naukowych analizach strach przed diagnozą opisuje się jako tzw. lęk nowotworowy, który może prowadzić do unikania badań mimo świadomości ryzyka.

– Nie wynika to z tego, że jesteśmy niedbali, tylko bardzo chcemy wierzyć, że póki niczego nie wiemy, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Badanie i diagnoza kojarzą nam się z czymś ostatecznym, a tak naprawdę to jest początek. Na początku mamy skierowanie na badania i wyznaczoną dalszą ścieżkę i na żadnym z tych etapów nie jest powiedziane, że to będzie katastrofa, natomiast my to tak interpretujemy – mówi Sylwia Bartczak, psycholożka z enel-med. – Lęk antycypacyjny na pewno jest główną przyczyną unikania badań. Jeżeli coś nas bardzo przeraża i bardzo się tego boimy, to staramy się tego unikać.

W chorobach nowotworowych zwlekanie z badaniami może oznaczać, że zostaną one wykryte w zaawansowanym stadium, co pogarsza rokowania.

– Nowotwory wykryte wcześnie stwarzają największe możliwości osiągnięcia sukcesu, czyli wyleczenia. Wcześnie najczęściej oznacza bezobjawowo. Mamy przykłady nowotworów, które wykrywamy przypadkowo, na przykład guzy nerki, ale kluczowe jest, by nowotwory mogące stanowić zagrożenie dla życia Polaków wykrywać na odpowiednio wczesnym etapie i ograniczyć się do wykrywania tylko takich nowotworów – podkreśla prof. dr hab. n. med. Jakub Dobruch, urolog, enel-med, konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej. – Wraz z upływem lat, a pracuję w urologii od 2000 roku, obserwuję bardzo pozytywne zjawisko: wykrywamy nowotwory wcześniej, leczymy mniej chorych dotkniętych nowotworami zaawansowanymi. Nadal niemała grupa mężczyzn trafia do nas z powodu zaawansowanych, co najmniej miejscowo, nowotworów gruczołu krokowego. 

W odpowiedzi na te wyzwania enel-med otworzył w Warszawie Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej, które ma porządkować ścieżkę diagnostyczną pacjenta i ograniczać konieczność samodzielnego planowania wielu etapów badań w różnych miejscach. Zgodnie z założeniami placówka łączy diagnostykę obrazową, zaplecze laboratoryjne oraz konsultacje specjalistyczne, a także wsparcie psychologiczne dla pacjentów, którzy odwlekają badania ze względu na stres i obawy.

 Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej wyciąga rękę do wszystkich tych, którzy są świadomi, a trudno im podjąć skuteczną akcję. W jednym miejscu skumulowaliśmy sprzęt, specjalistów, ścieżki dedykowane konkretnym nowotworom, konkretnym grupom wiekowym i płciom, tak że mamy nadzieję, że pomagamy trochę rozświetlić ten mętny obraz poruszania się w profilaktyce onkologicznej – podkreśla Jacek Rozwadowski.

Jak wyjaśnia, centrum porządkuje i upraszcza ścieżkę diagnostyczną. Pacjent ma wiedzieć, jakie badania są rekomendowane, kiedy i dlaczego, oraz jak szybko może je wykonać. Oferta została zbudowana zgodnie z wiedzą o najczęstszych potrzebach diagnostycznych kobiet i mężczyzn oraz nowotworach o największym znaczeniu epidemiologicznym. Uruchomiono programy obejmujące m.in. diagnostykę raka piersi, chorób ginekologicznych, prostaty i układu moczowego, raka płuc, raka jelita grubego oraz żołądka.

– Chcielibyśmy, żeby to centrum było pierwszym z kilku kolejnych, które będziemy otwierać. To jest po prostu potrzeba czasu, żeby takie dedykowane, specjalistyczne centra powstawały. Gros schorzeń nowotworowych we wczesnym stadium po prostu umyka nam w standardowej profilaktyce. Regularność jest tutaj kluczem do sukcesu – mówi prezes enel-med.

Mimo postępu w diagnostyce i rosnącej wiedzy medycznej Polaków problem ma również wymiar systemowy. Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z 2025 roku zwraca uwagę na niewystarczającą zgłaszalność do programów badań przesiewowych, mimo finansowania działań edukacyjnych i promocyjnych. W przypadku badań w kierunku raka szyjki macicy zgłaszalność spadła z 16 proc. w 2019 roku do 11 proc. w 2023 roku, a w przypadku raka piersi zmniejszyła się z 39 proc. do 27 proc. Tymczasem bez wzrostu zgłaszalności do badań przesiewowych trudno będzie osiągnąć cele Narodowej Strategii Onkologicznej,
w tym poprawę wyników leczenia i ograniczenie liczby zgonów możliwych do uniknięcia dzięki wcześniejszemu wykryciu choroby.

Źródło: Newseria

Po sześciu miesiącach funkcjonowania Krajowej Sieci Onkologicznej widać już coś więcej niż tylko nowy schemat organizacyjny. Z wypowiedzi dyrektorów szpitali, konsultantów krajowych i przedstawicieli młodego pokolenia lekarzy podczas briefingu w Narodowym Instytucie Onkologii przebija jedno wspólne przesłanie: system zaczyna realnie zmieniać codzienność pacjentów. Jednocześnie wciąż jest w fazie „rozruchu”, w której każdy błąd, luka i niedoróbka od razu stają się testem wiarygodności tej reformy.
Eksperci nie mają wątpliwości, że fundamentem KSO jest poczucie bezpieczeństwa pacjenta i jego stały dostęp do specjalistycznej opieki. Dyrektorzy ośrodków podkreślali, że w ich szpitalach pacjenci onkologiczni są przyjmowani planowo, a priorytetem pozostaje „bezpieczeństwo i stały dostęp do specjalistycznej opieki onkologicznej”. Pytanie, które powinniśmy zadawać dziś, brzmi: czy ten standard uda się utrzymać w całym kraju, również poza dużymi, wysokospecjalistycznymi centrami?

Wyraźnie widać, że Krajowa Sieć Onkologiczna została pomyślana nie jako kolejny dokument, lecz jako układ naczyń połączonych. Jak podkreśla dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii i przewodnicząca Krajowej Rady Onkologicznej, „w centrum Krajowej Sieci Onkologicznej jest pacjent, ale nic z tego, co udało nam się wypracować, nie wydarzyłoby się bez równorzędnej współpracy między ośrodkami”. To współdziałanie Krajowego Ośrodka Monitorującego, wojewódzkich ośrodków monitorujących i ośrodków SOLO I–III sprawia, że standardy – przynajmniej w założeniu – przestają być zapisami „na papierze”, a stają się narzędziem codziennej pracy.

Jednym z najciekawszych wątków, które wybrzmiały podczas briefingu, jest rola podstawowej opieki zdrowotnej. To właśnie POZ ma być pierwszym, krytycznym etapem ścieżki onkologicznej. Jak mówiła dyrektor Białostockiego Centrum Onkologii Magdalena Borkowska, „nie wyobrażamy sobie, aby POZ nie współpracował z nami. To tam pacjent pojawia się z pierwszym niepokojem onkologicznym”. BCO wypracowało – choćby w raku piersi – „specjalne łącza i szybką informację zwrotną, która trafia do nas natychmiast”. W praktyce oznacza to próbę „uszczelnienia” systemu: ścieżka pacjenta zostaje jasno opisana, a lekarze rodzinni dostają konkretne narzędzia nawigowania pacjenta po systemie.

W Gdańsku ten sam kierunek widać w danych. Dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego dr n. o zdr. Jakub Kraszewski przypomniał, że „ponad 50% kart DILO od lat wystawia POZ – to naturalne, bo to pierwsza linia kontaktu”. UCK nie ogranicza się jednak do apeli – organizuje konferencje dla lekarzy rodzinnych, jeździ do przychodni, stawia na kontakt bezpośredni, który, jak podkreślił dyrektor, „działa najlepiej”. Nowością jest też funkcja edukatora KSO, który codziennie odwiedza przychodnie i tłumaczy zasady ścieżek oraz możliwości Sieci. To ciekawy przykład przełożenia centralnych założeń na bardzo konkretną pracę „w terenie”.

Jeżeli czymś Krajowa Sieć Onkologiczna radykalnie zmienia polską onkologię, to jest to wprowadzenie do systemu nowej, dziś już kluczowej postaci: koordynatora opieki onkologicznej. Jak zauważył prof. Mariusz Bidziński, „koordynatorzy to jeden z fundamentów dzisiejszej rzeczywistości onkologicznej. Pacjent, który dowiaduje się o ciężkim schorzeniu, jest zagubiony; to koordynator przeprowadza go przez skomplikowany proces leczenia”. W tle toczy się praca u podstaw – w NIO od 2024 roku, „na mocy umowy z Ministerstwem Zdrowia”, prowadzone są szkolenia dla koordynatorów, obejmujące zarówno wiedzę merytoryczną, jak i komunikację z pacjentem. „Do tej pory przeszkoliliśmy blisko tysiąc osób. W 2026 roku liczę na kolejny cykl szkoleń” – podsumował profesor. Tu rodzi się kolejne pytanie: czy system będzie w stanie utrzymać i rozwijać tę grupę zawodową, bez której tak naprawdę nie da się mówić o skoordynowanej opiece?

Drugim filarem praktycznej zmiany są standaryzacja ścieżek i check-listy. To brzmi technicznie, ale dla pacjenta oznacza prostą rzecz: mniejszą przypadkowość leczenia. Magdalena Janus-Hibner z łódzkiego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika przypomniała, że „check-listy i ścieżki pacjenta nie są dokumentami ‘do szuflady’. W wielu ośrodkach SOLO I po raz pierwszy stworzyły kompletny, uporządkowany model postępowania”. Dzięki porozumieniom z dwudziestoma ośrodkami SOLO I w regionie łódzkim udało się zbudować wspólną platformę komunikacji i „pacjenci coraz wyraźniej odczuwają, że niezależnie od miejsca leczenia obowiązuje ten sam wysoki standard kliniczny”. To deklaracja, która – jeśli potwierdzą ją dane z kolejnych miesięcy – może być jedną z najważniejszych zmian systemowych ostatnich lat.

W centrum działania Krajowej Sieci Onkologicznej znalazła się także komunikacja. Profesor Piotr Rutkowski podkreślił, że jednym z kluczowych narzędzi stał się uruchomiony w maju Narodowy Portal Onkologiczny. „Portal odwiedziło już prawie ćwierć miliona użytkowników – czyli więcej niż wynosi liczba nowych rozpoznań nowotworów rocznie” – mówił, zwracając uwagę, że serwis dociera nie tylko do chorych, lecz także do całego społeczeństwa, m.in. z przekazem o profilaktyce. Po raz pierwszy publicznie dostępne stały się także standardy diagnostyczno-terapeutyczne: „przygotowaliśmy 27 wytycznych, dostępnych na portalu Onkologia.gov.pl oraz stronie Krajowego Ośrodka Monitorującego kom.nio.gov.pl. Każdy lekarz i pacjent może sprawdzić, jak diagnostyka i leczenie powinny wyglądać”. Transparentność i możliwość porównania realnej praktyki ze standardem to krok, który może wyraźnie zmniejszyć różnice pomiędzy regionami – o ile pacjenci i lekarze faktycznie zaczną z tych narzędzi korzystać.

Jednym z tematów, który zwykle zostaje „w cieniu”, a tu wybrzmiał mocno, jest patomorfologia. Prof. Andrzej Marszałek zwrócił uwagę, że dopiero dzięki Krajowej Sieci Onkologicznej udało się systemowo zająć zarówno brakami kadrowymi, jak i standaryzacją badań. Przez lata narastał niedobór kadr, bo „lata temu zatrzymano kształcenie histotechników”. Teraz, po wprowadzeniu standardów i określeniu ról, „w bardzo krótkim czasie przeszkolić ponad 150 osób z technicznego zakresu przygotowywania i obróbki materiału”. Równolegle do kształcenia doszły bezprecedensowe inwestycje: „ponad 120 milionów złotych trafiło do jednostek diagnostyki patomorfologicznej. Tego w Polsce po prostu nigdy nie było”. To nie jest tylko kwestia sprzętu. Jak podkreślał profesor, „nic w onkologii nie jest tak groźne, jak złe rozpoznanie” – a patomorfolodzy stają się pełnoprawną częścią zespołów wielodyscyplinarnych, współdecydując o wyborze terapii.

Duża część dyskusji dotyczyła także tego, jak mierzyć skuteczność całego systemu. Dyrektor Beata Jagielska przypomniała, że oprócz ustawowego systemu jakości KSO wprowadza własny, oparty na twardych wskaźnikach. Zestawy dla raka piersi i jelita grubego zostały już zatwierdzone, kolejne – dla raka jajnika, płuca i prostaty – są w przygotowaniu. Pierwsze dane są obiecujące: „ponad 75 procent pacjentów rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni od konsylium”. Warto jednak pamiętać, że pozostałe 25 procent to nie zawsze „opóźnienia” – często konieczne są dodatkowe kwalifikacje, zmiany w stanie klinicznym czy po prostu brak zgłoszenia się pacjenta.

Szczególnie interesująco wyglądają dane o leczeniu „jak najbliżej domu”. Jak wylicza dyrektor Jagielska, „w SOLO I blisko 60 procent pacjentów pozostaje na miejscu, w SOLO II jest to około 80 procent, a w SOLO III ponad 90 procent”. To sygnał, że mechanizmy kierowania pacjentów zaczynają działać zgodnie z założeniami – i jednocześnie test dla mniejszych ośrodków, które muszą utrzymać jakość leczenia na poziomie centrów wysokospecjalistycznych.

Analityka i rozliczenia przestały być tłem, a stały się jednym z narzędzi realnej zmiany. Jak mówił dyrektor Jakub Kraszewski, „zaczęliśmy między innymi sprawdzać, jak skuteczne jest działanie choćby w obszarze konsyliów. Wiemy już, że ponad 20% z nich nie odbywa się albo odbywa się nieprawidłowo, więc mamy jasny sygnał, gdzie trzeba poprawić procesy”. W regionach powstają rozwiązania informatyczne rejestrujące elektronicznie „cały ruch pacjentów — konsyliów, zdarzeń, przekierowań pomiędzy ośrodkami”. Jeżeli ten model się utrzyma, po raz pierwszy będziemy mogli mówić o onkologii opartej nie tylko na intuicji i doświadczeniu, ale także na systematycznie zbieranych danych.

Osobnym, ale kluczowym wątkiem są kadry. Dane z CMKP pokazują, że onkologia kliniczna przestaje być „niechcianą” specjalizacją. W 2023 roku wiosenny nabór wybrało zaledwie 7 lekarzy, w 2025 roku już 27; w jesiennej turze liczba rezydentów wzrosła z 60 do 70, a rok do roku – z 84 do 97 osób. Paulina Kalman, lekarka i prezeska Studenckiego Onko-Forum, tłumaczy tę zmianę przede wszystkim zmianą postrzegania specjalizacji: „onkologia przestała być postrzegana jako dziedzina bezradności. To najszybciej rozwijająca się gałąź medycyny, z dostępem do nowych terapii i realną możliwością wyleczania pacjentów”. Do tego dochodzi aktywność środowiska studenckiego – warsztaty, konferencje, wymiana doświadczeń – która realnie wpływa na wybory zawodowe młodych lekarzy.

Po pół roku działania Krajowej Sieci Onkologicznej widać więc zarówno obiecujące wskaźniki, jak i miejsca wymagające pilnej poprawy: niewłaściwie prowadzone konsylia, konieczność dalszej edukacji POZ, utrzymania jakości w mniejszych ośrodkach. Sieć „dojrzewa, uczy się, udoskonala – tak jak robiły to najlepsze systemy onkologiczne w Europie”. Najważniejsze, by w tym procesie nie zgubić tego, co dziś jest jej najmocniejszą stroną: pacjenta, który – jak podkreślali uczestnicy briefingu – jest „lepiej prowadzony, lepiej zaopiekowany i bezpieczniejszy niż kiedykolwiek wcześniej”. Prawdziwym testem będzie to, czy za kolejne sześć miesięcy te słowa nadal będą można powtórzyć, opierając się już nie tylko na pierwszym entuzjazmie, lecz także na twardych, długofalowych danych.

Źródło: NIO

Od lipca 2025 roku kobiety w Polsce zyskały dostęp do przełomowego narzędzia w walce z rakiem szyjki macicy – testu HPV HR oraz cytologii na podłożu płynnym (LBC), które oficjalnie włączono do Programu Profilaktyki Raka Szyjki Macicy. Zmiana ta oznacza nie tylko unowocześnienie metod diagnostycznych, ale i realną szansę na wykrycie zmian przedrakowych na bardzo wczesnym etapie, zanim dojdzie do rozwoju nowotworu.

„To moment, na który czekało środowisko medyczne, eksperci zdrowia publicznego i, przede wszystkim, polskie pacjentki” – podkreślono podczas wspólnej konferencji prasowej Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Onkologii, która odbyła się w siedzibie NIO-PIB w Warszawie. Wdrażany test molekularny HPV HR, uznawany za najbardziej precyzyjne narzędzie w wykrywaniu wirusa brodawczaka ludzkiego wysokiego ryzyka, staje się główną metodą przesiewową w ogólnopolskim programie profilaktycznym.

Wprowadzenie tej zmiany to praktyczna realizacja Rozporządzenia Ministra Zdrowia, które rozszerza zakres badań przesiewowych o nowoczesne, skuteczniejsze metody diagnostyczne. Kobiety w wieku 25–64 lat mogą od teraz korzystać z badań opartych na światowych standardach. Test HPV HR wykrywa obecność wirusa na długo przed pojawieniem się jakichkolwiek zmian, a w połączeniu z cytologią LBC tworzy precyzyjny i bezpieczny model profilaktyki.

Podczas konferencji prasowej minister zdrowia Izabela Leszczyna podkreśliła znaczenie wprowadzonego rozwiązania. „Lipiec 2025 roku to bardzo dobry miesiąc dla zdrowia wszystkich kobiet w Polsce. Wprowadzamy badanie na HPV HR, czyli test, który wykrywa wirusa brodawczaka ludzkiego, odpowiedzialnego za bardzo groźne nowotwory raka szyjki macicy, ale także nowotwory głowy i szyi. To badanie jest finansowane przez NFZ”.

Minister zaznaczyła, że Polska może pochwalić się już dwoma filarami skutecznej profilaktyki raka szyjki macicy. „Po pierwsze w profilaktyce pierwotnej mamy szczepienia dla dziewcząt i chłopców, między 9. a 14. rokiem życia – szczepienia, które młode pokolenia uwolnią od raka szyjki macicy, raka głowy, raka szyi, tych nowotworów, które są wywoływane właśnie przez ten wirus. Teraz mamy także niezwykle ważną rzecz w profilaktyce wtórnej”.

„To jest absolutny przełom. To co mnie niezwykle cieszy to to, że w tej profilaktyce wtórnej wszystkie kobiety w Polsce będą mogły skorzystać z badania, które wykryje nie tylko zmiany nowotworowe, ale wykryje także wirusa, który może te zmiany dopiero spowodować. Wszystko w rękach pacjentek. Zgłaszajmy się do poradni ginekologiczno-położniczych, które mają umowy z NFZ. Będziemy namawiać także kolejne POZ-y, czyli te nasze przychodnie z lekarzami rodzinnymi, żeby to położna mogła pobierać tam materiał od kobiet. Badajmy się, bo naprawdę jesteśmy w stanie wyeliminować jedną z niezwykle groźnych chorób”.

Minister podkreśliła również, że dostęp do nowych badań jest szeroki – blisko 2700 placówek ma umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, co oznacza, że pacjentki w całym kraju będą mogły znaleźć miejsce, gdzie wykonają test.

Program profilaktyki nie wymaga skierowania. Wystarczy, że pacjentka zgłosi się do jednej z poradni ginekologicznych lub wybranych placówek POZ, które mają podpisaną umowę z NFZ.

Prof. Andrzej Nowakowski, kierownik Poradni Profilaktyki Raka Szyjki Macicy Narodowego Instytutu Onkologii, przypomniał podczas konferencji, że zmiany obejmują nie tylko sam rodzaj badania, ale także interwały czasowe między badaniami. „Zmieniamy nie tylko rodzaj badania – wymaz w kierunku wirusa HPV zastępuje klasyczną cytologię – ale także interwał czasowy między kolejnymi badaniami. Wynika to z ogromnej wartości diagnostycznej testu HPV. Ujemny wynik oznacza bardzo niskie ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy w ciągu kolejnych pięciu lat, dlatego kolejne badanie może być wykonywane właśnie w takim odstępie czasu”.

Nowy schemat zakłada, że w przypadku wyniku ujemnego kolejne badanie wykonywane będzie po 3 lub 5 latach, w niektórych przypadkach po roku. W przypadku wyniku dodatniego – wykonywana będzie cytologia płynna z tego samego materiału. Jeśli wynik będzie prawidłowy, badanie należy powtórzyć po roku. W przypadku stwierdzenia zmian dysplastycznych – pacjentka zostanie skierowana do dalszej diagnostyki.

Prof. Mariusz Bidziński, krajowy konsultant ds. ginekologii onkologicznej, mówił o konieczności zmiany podejścia do zdrowia publicznego. „Chcemy odwrócić dotychczasowy system, a profilaktyka jest podstawą tej zmiany. Wiele lat 'stawialiśmy’ na medycynę naprawczą. Czas, by ten model odwrócić. Zdrowie to inwestycja i wszyscy musimy to rozumieć. Jeśli mamy do dyspozycji tak czułe narzędzia, ci, którzy z nich korzystają – a jest ich coraz więcej – mogą czuć się bezpiecznie. Dla mnie, jako ginekologa onkologicznego, ta zmiana to wielkie święto. Uzyskałem nowe narzędzie, które jest niezwykle istotne w działaniach profilaktycznych”.

Narodowy Instytut Onkologii odegrał kluczową rolę w procesie wdrożenia tej zmiany. To właśnie NIO-PIB, pod kierownictwem prof. Nowakowskiego, przeprowadził w latach 2019–2023 pilotaż, w którym wzięło udział ponad 33 tysiące kobiet z całej Polski. „Wyniki jasno pokazały, że test molekularny HPV jest dwukrotnie skuteczniejszy” – wskazano podczas spotkania. Minister Leszczyna dodała: „Dziękuję wszystkim ekspertom, pracownikom Narodowego Instytutu Onkologii, a także zespołom Ministerstwa Zdrowia i NFZ. Ta współpraca zaowocowała tym, że mamy dziś bardzo nowoczesne badanie profilaktyczne”.

Dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB, przypomniała, że wdrażane rozwiązania są zgodne z zaleceniami WHO i wzorowane na najlepszych modelach z krajów zachodnich. „Polska stawia dziś kolejny krok w kierunku skuteczniejszej i bardziej precyzyjnej profilaktyki, opierając ją na nauce i nowoczesnych technologiach – z korzyścią dla zdrowia i życia tysięcy kobiet”.

Narodowy Instytut Onkologii rozpoczął już realizację programu w nowych ramach – pierwsze pacjentki zostały objęte badaniem HPV HR.

Zmiana modelu badań przesiewowych w kierunku raka szyjki macicy to nie tylko krok milowy dla polityki zdrowotnej, ale i symboliczny moment w długofalowej walce o zdrowie kobiet. To sygnał, że profilaktyka przestaje być dodatkiem do systemu – staje się jego fundamentem.

Źródło: MZ, NIO-PIB Fot. MZ