Medicalpress
Czy szklanka soku owocowego to zawsze zdrowy wybór? Od lat jest on postrzegany jako lepsza alternatywa dla słodzonych napojów gazowanych. Najnowsze badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Circulation pokazuje jednak, że częste picie soków owocowych w dzieciństwie – podobnie jak spożywanie napojów słodzonych cukrem – może wiązać się z większym ryzykiem rozwoju nadciśnienia tętniczego w dorosłym życiu. Jednocześnie naukowcy podkreślają, że zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku całych owoców.
Nie sama fruktoza, ale jej źródło ma znaczenie

Fruktoza od dawna budzi zainteresowanie naukowców badających wpływ diety na zdrowie sercowo-naczyniowe. Występuje zarówno w owocach, jak i sokach owocowych czy napojach słodzonych cukrem. Dotychczas nie było jednak jasne, czy to właśnie ilość spożywanej fruktozy odpowiada za zwiększone ryzyko chorób, czy może większe znaczenie ma produkt, z którego pochodzi.

Odpowiedzi na to pytanie postanowili poszukać naukowcy z Kanady i Stanów Zjednoczonych. W badaniu przeanalizowano dane pochodzące z projektu Growing Up Today Study (GUTS), obejmującego ponad 25 tysięcy uczestników, których obserwowano nawet przez 25 lat – od dzieciństwa aż do dorosłości. Średni wiek uczestników wynosił około 12 lat na początku badania i 36 lat pod koniec obserwacji.

Nadciśnienie rozwinęło się u 6 proc. uczestników

W trakcie obserwacji nadciśnienie tętnicze rozpoznano u około 6,3 proc. badanych. Naukowcy przeanalizowali ich sposób żywienia, uwzględniając między innymi spożycie napojów słodzonych cukrem, soków owocowych, całych owoców oraz całkowite spożycie fruktozy.

Najbardziej zaskakujący okazał się jeden z głównych wniosków.

Sama ilość spożywanej fruktozy nie wiązała się ze zwiększonym ryzykiem nadciśnienia. Znaczenie miało natomiast to, z jakiego produktu pochodziła.

Słodkie napoje i duże ilości soków zwiększały ryzyko

Osoby, które od dzieciństwa najczęściej piły napoje słodzone cukrem – co najmniej dwie porcje dziennie – miały o 52 proc. wyższe ryzyko rozwoju nadciśnienia tętniczego niż osoby spożywające je rzadziej niż trzy razy w tygodniu.

Podobną zależność zaobserwowano w przypadku soków owocowych. U osób pijących co najmniej półtorej porcji soku dziennie ryzyko nadciśnienia było o 35 proc. wyższe niż u tych, którzy sięgali po sok rzadziej niż raz w tygodniu.

Autorzy zwracają jednak uwagę, że nie oznacza to, iż każda szklanka soku jest szkodliwa. Niewielkie ilości soku nie wiązały się ze wzrostem ryzyka, natomiast problem pojawiał się przy jego regularnym, wysokim spożyciu.

Całe owoce to zupełnie inna historia

W przeciwieństwie do soków, spożywanie całych owoców nie zwiększało ryzyka nadciśnienia.

Zdaniem autorów może to wynikać z obecności błonnika, który spowalnia wchłanianie naturalnych cukrów oraz zwiększa uczucie sytości. Owoce dostarczają także polifenoli i wielu innych związków bioaktywnych, które korzystnie wpływają na układ sercowo-naczyniowy. Część tych składników jest tracona podczas produkcji soków.

To właśnie dlatego coraz więcej wytycznych żywieniowych zaleca wybieranie całych owoców zamiast ich płynnej postaci.

Niewielka zmiana może przynieść korzyści

Jednym z najciekawszych elementów badania była analiza pokazująca, co mogłoby się stać, gdyby uczestnicy zastąpili jedną porcję słodzonego napoju innym produktem.

Okazało się, że zamiana jednej porcji napoju słodzonego cukrem dziennie na:

Z kolei zastąpienie jednej porcji soku owocowego dziennie całym owocem wiązało się z 19 proc. niższym ryzykiem rozwoju nadciśnienia tętniczego.

Dlaczego płynne cukry działają inaczej?

Naukowcy przypominają, że napoje – zarówno słodzone cukrem, jak i soki – dostarczają znacznych ilości cukrów prostych w postaci płynnej. Organizm nie odczuwa ich w taki sam sposób jak cukrów obecnych w całych owocach.

Płynne kalorie słabiej sycą, dlatego łatwiej spożyć ich więcej, nie ograniczając ilości kolejnych posiłków. Nadmiar fruktozy metabolizowany jest przede wszystkim w wątrobie, gdzie może sprzyjać zwiększonej produkcji kwasu moczowego i zaburzeniom gospodarki lipidowej. Z czasem procesy te mogą wpływać na wzrost ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, w tym nadciśnienia.

Jednocześnie autorzy podkreślają, że sok owocowy nie jest odpowiednikiem słodkiego napoju gazowanego. Zawiera witaminy, składniki mineralne i polifenole, które częściowo mogą łagodzić niekorzystny wpływ cukrów. Dlatego kluczowe znaczenie ma przede wszystkim ilość spożywanego soku oraz jego miejsce w codziennej diecie.

Co wybrać zamiast słodkich napojów?

Całe owoce – dostarczają naturalnych cukrów, ale także błonnika, witamin i związków bioaktywnych.
Wodę – najlepszy napój do codziennego nawadniania organizmu.
Mleko – jest źródłem białka, wapnia i innych składników odżywczych, dlatego może być lepszym wyborem niż słodzone napoje.
Sok owocowy? Tak, ale z umiarem. 100-procentowy sok może być elementem zdrowej diety, jednak nie powinien zastępować całych owoców ani być spożywany w dużych ilościach każdego dnia.

Napoje słodzone cukrem warto traktować jako okazjonalny dodatek, a nie codzienny element jadłospisu.

Źródło: Nguyen M., AlEssa H.B., Glenn A.J. i wsp. Consumption of Fructose-Containing Food and Beverage Sources in Childhood Through to Adulthood and Risk of Hypertension: A Prospective Cohort Study. Circulation. 2026. DOI: 10.1161/CIRCULATIONAHA.125.077666.
Od 2026 roku polscy konsumenci zapłacą więcej za słodkie napoje i energetyki. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o zdrowiu publicznym oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, który przewiduje znaczące podwyższenie tzw. opłaty cukrowej. Oficjalnie – w imię zdrowia publicznego. W praktyce – również w celu zwiększenia wpływów budżetowych.
Opłata cukrowa, obowiązująca w Polsce od 2021 roku, miała zachęcić producentów do ograniczania zawartości cukru w napojach oraz zniechęcać konsumentów do ich kupowania. Jednak, jak wynika z uzasadnienia projektu, „dotychczasowe stawki nie były aktualizowane od momentu wprowadzenia opłaty, przez co ich wpływ na ograniczenie konsumpcji napojów słodzonych znacząco osłabł”. Rząd argumentuje, że konieczne jest „przywrócenie skuteczności tego instrumentu fiskalnego i zdrowotnego”.

Nowe stawki oznaczają, że opłata za litr napoju zawierającego do 5 gramów cukru lub słodzik wzrośnie z 0,50 zł do 0,70 zł. Jeszcze bardziej uderzy to w producentów napojów energetycznych – opłata za dodatek kofeiny lub tauryny ma wzrosnąć dziesięciokrotnie: z 0,10 zł do 1,00 zł za litr.

W efekcie przeciętna butelka popularnego napoju gazowanego, która dziś kosztuje około 4,75 zł, może po zmianach kosztować nawet 5,30 zł. Rząd liczy, że wyższe ceny ograniczą konsumpcję, szczególnie wśród młodzieży, która najczęściej sięga po słodzone napoje i energetyki.

Podwyżka ma wejść w życie 1 stycznia 2026 roku. Choć cel zdrowotny wydaje się uzasadniony – Polska od lat zmaga się z rosnącym problemem otyłości i cukrzycy typu 2 – to decyzja ta może też budzić pytania o proporcje między troską o zdrowie a fiskalnym pragmatyzmem. Według danych Ministerstwa Finansów wpływy z tytułu opłaty cukrowej sięgają setek milionów złotych rocznie, co czyni ją jednym z bardziej dochodowych narzędzi fiskalnych w systemie ochrony zdrowia.

Eksperci zdrowia publicznego przypominają jednak, że sama podwyżka cen nie wystarczy. Skuteczna polityka prozdrowotna wymaga równoczesnych działań edukacyjnych i realnego wsparcia profilaktyki. Tymczasem, jak zauważają ekonomiści, w praktyce duża część środków z opłaty cukrowej nie trafia bezpośrednio do programów zdrowotnych, a zasila ogólny budżet państwa.

Nowelizacja ustawy została przyjęta przez Radę Ministrów i skierowana do dalszych prac legislacyjnych. Jeżeli Sejm poprze projekt bez zmian, nowa stawka zacznie obowiązywać z początkiem 2026 roku.

Warto zatem zapytać – czy Polacy będą zdrowsi dzięki droższej coli, czy po prostu zapłacą więcej za ten sam poziom uzależnienia od cukru?

Źródło: KPRM