Medicalpress
Dziennikarz przyznaje, że odkąd sam musiał walczyć o sprawność, znacząco zmieniło się jego spojrzenie na życie i na problemy osób z niepełnosprawnościami. Uświadomił sobie, że na co dzień mierzą się one nie tylko z barierami fizycznymi i architektonicznymi, ale także z dużą nietolerancją. Zdaniem Michała Figurskiego wynika to nierzadko z braku wiedzy, lęku, stereotypowego postrzegania niepełnosprawności lub też z braku osobistych kontaktów z takimi osobami.
– Widzę, jaką sensacją na ulicy nadal potrafi być osoba z niepełnosprawnością, a osoba rozpoznawalna z niepełnosprawnością to jest jeszcze większa gratka dla mało rozgarniętego przechodnia. Ale wydaje mi się, że nie chodzi o żadne celebryctwo, tylko po prostu o jakąś inność. Ta inność od PRL-u była uliczną sensacją: patrzcie, czarny idzie, patrzcie, ktoś na wózku, o, jaka biedna osoba. Wtedy się uruchamia okropna, zaściankowa empatia, której bardzo nie lubię. I to ona chyba dzisiaj wkurza mnie najbardziej, pełna niezrozumienia, ale niestety jednak podszyta nietolerancją – mówi agencji Newseria Michał Figurski.

Jak zauważa, nietolerancja prowadzi do wykluczenia społecznego i izolacji, a także obniża poczucie własnej wartości osób z niepełnosprawnościami i zwiększa ryzyko stanów depresyjnych.

– Osoby nietolerancyjne nie wykazują odwagi, bo ja zatrzymałbym się i zapytał, skąd to spojrzenie, skąd takie komentarze, skąd te słowa. Ja nie mam z tym żadnego problemu. Wydaje mi się, że im bardziej my, osoby z niepełnosprawnościami zaakceptujemy fakt, że jest, jak jest, inaczej nie będzie, bo tak chciała natura, tym bardziej będziemy tkwili zamknięci we własnych barierach, a jeżeli te wewnętrzne runą, to i w tych zewnętrznych pojawią się pęknięcia – mówi.

Michał Figurski podkreśla, że z czasem zaakceptował swój brak sprawności i nauczył się żyć z chorobą. Nie ukrywa jednak, że codzienne funkcjonowanie wymaga od niego dużego wysiłku i nie brakuje momentów zwątpienia.

– Kiedyś wszystko przychodziło łatwo, a dzisiaj niektóre rzeczy przychodzą trudno. To, że teraz mogę sobie tutaj stać przed kamerą i się nie przewracać, było okupione wieloma godzinami rehabilitacji i ciężką pracą. Jestem wdzięczny tym, którzy chcieli mi pomóc, wytrzymywali różne moje stany zniechęcenia, poddania się, cierpienia. Do tego dochodzą jeszcze oczywiście ogromne koszty – tłumaczy.

Dyrektor kreatywny Radia Zet zaznacza, że w trakcie jego rehabilitacji i walki o sprawność kluczową rolę odegrała praca z psychologiem. Jego zdaniem osoby mierzące się z niepełnosprawnością nie powinny się zamykać w czterech ścianach i pozwalać, by definiowała je jedynie choroba. Muszą przełamywać swoje bariery, najlepiej pod okiem fachowców.

– Jeżeli choruje głowa, to choruje całe ciało. Nie ma mowy o skutecznym zdrowieniu bez zdrowego umysłu, to też jedna z lekcji, które wyciągnąłem w fundacji. Jeżeli mamy do czynienia z przypadkiem beznadziejnym, trochę jak ja kiedyś, czyli człowieka, który nie godzi się ze swoją chorobą, nie chce się leczyć i wpada w tendencję samobójczą, to jedynym, który może mu pomóc, jest psycholog, i mówimy o tym głośno – dodaje założyciel Fundacji Najsłodsi.

Jednocześnie zwraca on uwagę na szerszy problem społeczny, gdyż w Polsce nadal brakuje otwartej debaty o niepełnosprawności. Dopóki będzie ona traktowana jako temat niewygodny lub budzący sensację, osoby zmagające się z chorobą czy ograniczeniami ruchowymi będą narażone na wykluczenie. Zmiana może nastąpić jedynie poprzez edukację i większą obecność takich osób w przestrzeni publicznej.

Źródło: Newseria

Polska ochrona zdrowia od lat funkcjonuje w stanie permanentnego napięcia. Pacjenci narzekają na kolejki, szpitale na niedobory finansowe, lekarze na przeciążenie pracą, a kolejne rządy próbują znaleźć równowagę pomiędzy rosnącymi oczekiwaniami społecznymi a ograniczonym budżetem. Tym razem jednak debata weszła na znacznie ostrzejszy poziom. Premier Donald Tusk zapowiedział szeroko zakrojoną kontrolę systemu, nie szczędząc przy tym wyjątkowo mocnych słów.
 
„Nikogo nie obwiniam, ale system jest naprawdę zwyrodniały. Przez całe lata był coraz bardziej nastawiony na śrubowanie wynagrodzeń części lekarzy. Doszło do takich dysproporcji, że są szpitale, w których koszty wynagrodzeń stanowią niemal całość wszystkich wydatków” – stwierdził szef rządu.

Tak zdecydowanej diagnozy nie słyszeliśmy od dawna. Premier wskazuje nie tylko na problem rosnących kosztów wynagrodzeń, ale również na brak przejrzystości w wydatkowaniu publicznych pieniędzy. Według rządu to właśnie transparentność ma stać się jednym z kluczowych elementów planowanej reformy.

W centrum uwagi znalazły się wynagrodzenia lekarzy zatrudnionych w publicznym systemie ochrony zdrowia. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, który ma umożliwić skuteczniejsze monitorowanie zarobków medyków. Jak zapowiedział premier: „Wczoraj Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, który wreszcie umożliwi agencji podległej Ministerstwu Zdrowia skuteczne kontrolowanie i monitorowanie wynagrodzeń lekarzy. Będzie to dotyczyło konkretnych osób i konkretnych płac”.

To zapowiedź zmian, które mogą wywołać ogromne emocje w środowisku medycznym. Od lat wiadomo, że część specjalistów pracuje jednocześnie w kilku miejscach, łącząc zatrudnienie w szpitalach publicznych, poradniach oraz sektorze prywatnym. Dla jednych jest to naturalna konsekwencja niedoborów kadrowych, dla innych przykład nieefektywności systemu, który nie potrafi racjonalnie zarządzać zasobami.

Pytanie brzmi jednak, czy sama kontrola wynagrodzeń rozwiąże problemy ochrony zdrowia. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że wysokie zarobki części lekarzy są często konsekwencją wieloletnich zaniedbań kadrowych. Polska nadal należy do krajów Unii Europejskiej z jedną z najniższych liczb lekarzy przypadających na mieszkańca. W efekcie system funkcjonuje dzięki pracy osób, które często realizują świadczenia w kilku placówkach jednocześnie.

Równolegle rząd zapowiada dokładne przyjrzenie się sposobowi wydawania publicznych pieniędzy. Premier poinformował, że zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kompleksowego audytu.

„Zwróciłem się do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kompleksowych kontroli. Chcę otrzymać szczegółowy raport oraz wnioski dotyczące miejsc, w których dochodziło do nadużyć. W uzasadnionych przypadkach sprawy będą kierowane również do prokuratury” – zapowiedział Donald Tusk.

Jeszcze większe emocje budzi jednak drugi wątek poruszony przez premiera. Chodzi o nieformalne ścieżki dostępu do świadczeń medycznych i wykorzystywanie znajomości w celu szybszego uzyskania pomocy.

Bezpośrednim impulsem do reakcji rządu stały się medialne doniesienia dotyczące Szpitala Południowego w Warszawie. Premier nie przesądza o winie kogokolwiek, ale zapowiada pełne wyjaśnienie sprawy

„Dzisiaj w mediach pojawiają się sugestie dotyczące Szpitala Południowego i korzystania z usług poza kolejnością czy z ułatwieniami, także w odniesieniu do polityków Koalicji Obywatelskiej. Każdy, kto znajdzie się w tej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć, jak było naprawdę. Oczekuję również od szpitala i samorządu warszawskiego precyzyjnych informacji. Jest też wystarczająco dużo sygnałów, żeby szpital podjął także decyzje personalne”.

Sprawa dotyka jednego z najbardziej wrażliwych obszarów polskiego systemu ochrony zdrowia. Większość pacjentów jest bowiem skłonna zaakceptować nawet długi czas oczekiwania, jeśli ma poczucie, że obowiązują wszystkich te same zasady. Gdy pojawia się podejrzenie, że o kolejności leczenia mogą decydować wpływy, znajomości czy pozycja społeczna, zaufanie do całego systemu gwałtownie spada.

Premier nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości.

„Znajomości nie mogą decydować o tempie dostępu do lekarza czy szpitala. System wymaga radykalnej naprawy i wspólnej odpowiedzialności wszystkich środowisk politycznych”.

To właśnie ten fragment wydaje się najważniejszy. Dyskusja o wynagrodzeniach, kontrolach i rejestrach umów jest istotna, ale dla pacjentów kluczowe pozostaje pytanie, czy proponowane działania przełożą się na realną poprawę dostępności świadczeń. Nawet najbardziej szczegółowy audyt nie skróci kolejek do specjalistów. Samo ujawnienie wysokości wynagrodzeń nie zwiększy liczby lekarzy ani pielęgniarek.

Najbliższe miesiące pokażą, czy zapowiadane przez rząd działania będą początkiem głębszej reformy, czy jedynie próbą uporządkowania najbardziej kontrowersyjnych obszarów systemu. Jedno wydaje się pewne. Debata o ochronie zdrowia coraz wyraźniej przestaje dotyczyć wyłącznie pieniędzy. Coraz częściej dotyka kwestii przejrzystości, równego dostępu i społecznego zaufania. A bez nich nawet najlepiej finansowany system nie będzie działał skutecznie.

Źródło: Gov.pl
Foto: Gov.pl

Najwyższa Izba Kontroli oceniła funkcjonowanie programów „Asystent osobisty osoby z niepełnosprawnościami” oraz „Opieka wytchnieniowa” finansowanych z Funduszu Solidarnościowego. Z raportu wynika, że opóźnienia w podpisywaniu umów, problemy organizacyjne oraz nieprawidłowości w dokumentacji i rozliczeniach powodowały przerwy w dostępie do wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów. NIK wskazuje na konieczność zmian systemowych, które zapewnią ciągłość usług i większą przejrzystość wydatkowania środków publicznych.

Programy asystencji osobistej mają umożliwiać osobom z niepełnosprawnościami wykonywanie codziennych czynności i aktywne uczestnictwo w życiu społecznym. Z kolei opieka wytchnieniowa ma odciążać rodziny i opiekunów poprzez zapewnienie czasowego zastępstwa w opiece nad osobą wymagającą wsparcia. Z ustaleń kontroli wynika jednak, że realizacja tych programów nie zawsze przebiegała w sposób zapewniający ciągłość pomocy.

Jednym z głównych problemów wskazanych przez NIK były opóźnienia w zawieraniu umów pomiędzy ministrem właściwym do spraw zabezpieczenia społecznego lub jednostkami samorządu terytorialnego a organizacjami pozarządowymi realizującymi usługi. Umowy podpisywano nawet kilka miesięcy po zakończeniu poprzednich kontraktów, które wygasały z końcem roku kalendarzowego. W praktyce oznaczało to, że w pierwszych miesiącach kolejnego roku osoby z niepełnosprawnościami nie zawsze mogły korzystać ze wsparcia, a jego zakres był ograniczony. Opóźnienia powodowały także trudności organizacyjne po stronie realizatorów programów. Organizacje pozarządowe miały problemy z utrzymaniem zatrudnienia personelu oraz zapewnieniem stabilnego finansowania usług. Jedna z organizacji, aby utrzymać ciągłość działań, musiała korzystać z pożyczek, których kosztów nie można było pokryć ze środków Funduszu Solidarnościowego.

Jak podkreśla NIK, potrzeby osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów mają charakter ciągły i nie kończą się wraz z końcem roku budżetowego, dlatego wsparcie powinno być zapewnione bez przerw.

Nieprawidłowości w realizacji usług

Kontrola wykazała również nieprawidłowości w sposobie dokumentowania i rozliczania usług. W części przypadków stwierdzono, że niektóre usługi nie zostały wykonane lub zostały rozliczone podwójnie. W dokumentacji pojawiały się sytuacje, w których jeden asystent w tym samym czasie miał świadczyć pomoc w dwóch różnych miejscach albo wykonywać usługę dla tej samej osoby w ramach różnych programów. Zdarzały się także przypadki, gdy kilku asystentów jednocześnie wykazywało świadczenie usług na rzecz tej samej osoby z niepełnosprawnością. W trakcie kontroli jedna z organizacji skorygowała 279 godzin usług asystencji osobistej o wartości ponad 11 tys. zł i zwróciła nienależnie pobrane środki. W innym przypadku wykazano pokrywające się godziny usług pomiędzy różnymi organizacjami pozarządowymi.

Kontrolerzy wskazali również na nieprawidłowości w prowadzeniu dokumentacji finansowej. Jedna z organizacji nie prowadziła wyodrębnionej ewidencji księgowej dla środków z Funduszu Solidarnościowego, a w jednym roku w ogóle nie prowadziła ksiąg rachunkowych, mimo że była do tego zobowiązana. W sprawozdaniach z realizacji programów wykazywano koszty, które nie miały pełnego potwierdzenia w dokumentacji źródłowej. Wartość nieudokumentowanych wydatków oszacowano na ponad 372 tys. zł. Łączna wartość ustaleń kontroli wyniosła blisko 2,9 mln zł. W trakcie kontroli oraz po jej zakończeniu organizacje skorygowały część sprawozdań i zwróciły środki w wysokości ponad 86 tys. zł.

Kontrola Najwyższej Izby Kontroli pokazała, że programy wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów – mimo dużego znaczenia społecznego – nie zawsze są realizowane w sposób zapewniający ciągłość pomocy. Opóźnienia w podpisywaniu umów, problemy organizacyjne po stronie realizatorów oraz nieprawidłowości w dokumentowaniu i rozliczaniu usług powodowały przerwy w dostępie do asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej. NIK wskazuje, że konieczne są zmiany systemowe, w tym usprawnienie procedur finansowania, wzmocnienie nadzoru nad wydatkowaniem środków oraz wprowadzenie rozwiązań umożliwiających dłuższe planowanie usług, tak aby wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami było stabilne i dostępne bez przerw.

Źródło: NIK

Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie nie pozostawia złudzeń – Ministerstwo Zdrowia i NFZ nieskutecznie realizowały działania w zakresie wczesnej diagnostyki przewlekłej choroby nerek. Z programu pilotażowego „Profilaktyka 40 PLUS”, na który wydano 395 mln zł, skorzystało zaledwie 19 procent uprawnionych. Tymczasem koszty diagnostyki i leczenia pacjentów z PChN w badanym okresie przekroczyły 6 mld zł, z czego aż 92 procent pochłonęły dializy i przeszczepy.
W praktyce oznacza to, że pieniądze kierowane są przede wszystkim na leczenie skutków, a nie przyczyn choroby. Tymczasem – jak podkreślają eksperci – wczesne wykrycie PChN pozwala spowolnić jej rozwój i uniknąć dramatycznych konsekwencji. NIK zwraca uwagę, że choroby nerek rozpoznaje się w Polsce zaledwie u 5 procent pacjentów, a co roku z ich powodu umiera przedwcześnie około 80 tysięcy osób. „W latach 2022–2023 zmarło aż 154,5 tys. osób z powodu chorób nerek, co stawia pod znakiem zapytania skuteczność systemu opieki zdrowotnej” – czytamy w raporcie.

Niepokój budzą również inne dane. W latach 2022–2024 czas oczekiwania na wizytę u nefrologa niemal się podwoił, a dostęp do leczenia pozostaje nierówny w zależności od regionu. Poważnym problemem jest też starzejąca się kadra. Odsetek nefrologów powyżej 65. roku życia w tym czasie wzrósł z 14 do 20 procent, przy jednoczesnym spadku liczby lekarzy młodych. Choć zwiększono liczbę miejsc rezydenckich, w latach 2023–2024 obsadzono jedynie około 22–23 procent z nich, a w przypadku nefrologii dziecięcej miejsc zajęto zaledwie 20–41 procent.

NIK wskazuje również na brak skutecznych działań edukacyjnych i promocyjnych, które mogłyby zachęcić pacjentów do udziału w badaniach profilaktycznych. „Program pilotażowy ‘Profilaktyka 40 PLUS’ nie przyczynił się do zwiększenia świadomości na temat potrzeby wczesnej diagnostyki przewlekłej choroby nerek. Zainteresowanie Programem było niewielkie” – podsumowali kontrolerzy.

W swoich wnioskach NIK rekomenduje ministrowi zdrowia m.in. powiązanie programów profilaktycznych z badaniami medycyny pracy, zwiększenie liczby specjalistów w nefrologii, stworzenie mechanizmów zapewniających kontraktowanie świadczeń w regionach o najniższej dostępności, a także przeprowadzenie szeroko zakrojonych działań edukacyjnych. Podobne zadania w zakresie promocji profilaktyki i diagnostyki Izba powierza również NFZ.

Przewlekła choroba nerek to druga, po nadciśnieniu, najczęściej występująca choroba przewlekła w Polsce. Jej pierwsze stadia przebiegają bezobjawowo, dlatego bez odpowiedniej profilaktyki pacjenci dowiadują się o chorobie dopiero w momencie, gdy jedynym ratunkiem stają się dializy lub przeszczep. W obliczu rosnących kosztów leczenia i dramatycznych statystyk zgonów pytanie postawione przez NIK – dlaczego system nie postawił na skuteczną profilaktykę – staje się jeszcze bardziej palące.

Źródło: NIK