Medicalpress

Od drugiego kwartału 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadzi nowy sposób rozliczania nadwykonań w części ambulatoryjnych świadczeń diagnostycznych kosztochłonnych. Zmiany dotyczą czterech obszarów diagnostyki: tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii oraz kolonoskopii. Zgodnie z zarządzeniem Prezesa NFZ z 31 marca 2026 r. nowe zasady obejmą świadczenia udzielane od 1 kwietnia 2026 r., natomiast badania wykonane w pierwszym kwartale tego roku zostaną rozliczone na dotychczasowych zasadach.

Zmiany są efektem konsultacji społecznych projektu przedstawionego przez Fundusz w marcu. Ostateczna wersja rozwiązań została zmodyfikowana po uwagach środowiska medycznego i organizacji świadczeniodawców. Najważniejsza korekta dotyczy wysokości współczynników finansowania nadwykonań – zostały one podniesione względem pierwotnej propozycji.

Nowe przepisy zostały wprowadzone zarządzeniem nr 34/2026/DSOZ zmieniającym wcześniejsze regulacje dotyczące zawierania i realizacji umów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej.

Nielimitowane świadczenia, ale inne rozliczanie nadwykonań

Podstawowa zasada pozostaje bez zmian – diagnostyka w tych obszarach nadal ma charakter świadczeń nielimitowanych. Oznacza to, że placówki mogą wykonywać badania także po wyczerpaniu wartości kontraktu zawartego z NFZ. Zmienia się natomiast sposób finansowania świadczeń wykonanych ponad wartość umowy.

Po przekroczeniu kwoty określonej w kontrakcie zastosowanie będzie miał współczynnik korygujący, czyli stawka degresywna. W praktyce oznacza to, że nadwykonania nie będą finansowane w pełnej wysokości ceny świadczenia.

W ostatecznej wersji regulacji ustalono następujące poziomy finansowania:
W zarządzeniu zapisano również, że rozliczenie tych świadczeń będzie następować na wniosek świadczeniodawcy składany do końca miesiąca następującego po zakończeniu okresu rozliczeniowego, w którym nastąpiło przekroczenie wartości kontraktu.

Jednocześnie wprowadzono istotną zmianę organizacyjną: rozliczenie nadwykonań ma następować po zakończeniu roku, a nie – jak dotychczas – po zakończeniu kwartału.

Zmiany po konsultacjach społecznych

Projekt nowych zasad finansowania nadwykonań został opublikowany przez NFZ w marcu 2026 r. i skierowany do konsultacji publicznych. W toku konsultacji napłynęły uwagi od ponad 240 podmiotów – w tym organizacji świadczeniodawców, samorządów zawodowych oraz konsultantów krajowych.

Jak wynika z uzasadnienia zarządzenia, najczęściej zgłaszane zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim:
W odpowiedzi na te uwagi Fundusz zdecydował się zmodyfikować projekt. Najważniejszą zmianą było podwyższenie proponowanych współczynników finansowania nadwykonań. W pierwotnej propozycji zakładano poziom 40 proc. wartości świadczenia, ostatecznie jednak podniesiono go do 50 proc. w diagnostyce obrazowej i 60 proc. w endoskopii.

Dodatkowo uwzględniono postulaty dotyczące przesunięcia terminu wejścia zmian w życie. Początkowo miały one obowiązywać od początku roku, ostatecznie jednak zdecydowano o ich wprowadzeniu od 1 kwietnia 2026 r.

Wyłączenia ze zmian

Nowy sposób rozliczania nadwykonań nie obejmie wszystkich świadczeń diagnostycznych. Zmiany dotyczą wyłącznie czterech procedur zaliczanych do ambulatoryjnych świadczeń diagnostycznych kosztochłonnych.

Jednocześnie z regulacji wyłączono kilka grup pacjentów i programów zdrowotnych. Nowe zasady nie obejmują świadczeń udzielanych:
W przypadku pacjentów onkologicznych diagnostyka jest finansowana w ramach pakietu onkologicznego i podlega odrębnym zasadom rozliczeń.

Jak podkreśla wiceprezes NFZ Jakub Szulc:
„W momencie, kiedy posługujemy się kartą DiLO, to wchodzimy również w rygor określonych terminów, jeśli chodzi o konieczność przeprowadzenia diagnostyki i rozpoczęcia leczenia”.

Z kolei prezes NFZ Filip Nowak zaznacza, że wprowadzane zmiany mają wzmocnić priorytet pacjentów onkologicznych w dostępie do diagnostyki:
„Obecnie wprowadzane rozwiązania to przywrócenie priorytetu pacjentom onkologicznym. Pamiętajmy, że dziś wciąż część pacjentów jest poza DiLO, a zmiany, które wprowadzamy, pomogą tych pacjentów włączyć do szybkiej ścieżki onkologicznej i sprawią, że najbardziej potrzebujący dostaną pomoc w pierwszej kolejności”.

Rosnące koszty diagnostyki

Jednym z głównych powodów wprowadzenia nowych zasad rozliczeń jest rosnąca presja na budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. W ostatnich latach wydatki na diagnostykę ambulatoryjną wzrosły znacznie szybciej niż liczba wykonywanych świadczeń.
Jak wskazuje NFZ, w ciągu czterech lat – między 2021 a 2025 rokiem – średni koszt finansowanych badań wzrósł bardzo dynamicznie:
Jednocześnie liczba wykonywanych świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wzrosła jedynie o około 20 proc., podczas gdy ich wartość zwiększyła się o ponad 150 proc.

Jak podkreśla prezes NFZ Filip Nowak:
„Największy udział w świadczeniach nielimitowanych mają świadczenia w zakresie Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej. Na przestrzeni lat liczba wykonanych świadczeń w tym zakresie wzrosła zaledwie o 20%, ale ich wartość aż o 152%. Kupujemy więc tylko nieco więcej świadczeń za ogromne pieniądze”.

Dodatkowym obciążeniem dla budżetu Funduszu są koszty wynikające z ustawowych podwyżek wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Według danych NFZ w 2026 r. skumulowany koszt rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji związanych m.in. z finansowaniem wzrostu wynagrodzeń przekroczy 70 mld zł, czyli ponad jedną trzecią planu finansowego Funduszu.

Diagnostyka jako rynek kontraktów

Fundusz zwraca również uwagę na specyfikę rynku diagnostyki obrazowej i endoskopii. W wielu pracowniach badania wykonywane są przez lekarzy zatrudnionych na kontraktach, a wynagrodzenie specjalistów często stanowi procent wartości procedury.

Według NFZ aż 95 proc. personelu lekarskiego w tych obszarach pracuje w formule kontraktowej.

Jak podkreśla wiceprezes NFZ Jakub Szulc:
„Propozycja, z którą wychodzimy, ma dać narzędzia pracodawcom do zapanowania nad galopującymi stawkami na medycznym rynku pracy. Musimy bowiem dbać o jak najbardziej racjonalne wydatkowanie środków przy budżecie, którym dysponujemy”.

Nieprawidłowości w rozliczeniach badań

Dodatkowym impulsem do zmian były wyniki kontroli przeprowadzonych przez NFZ w pracowniach diagnostyki obrazowej. Kontrole wykazały przypadki nieprawidłowego rozdzielania badań wykonywanych u jednego pacjenta.

Jak wskazuje Fundusz, zdarzały się sytuacje, w których pacjent wymagający badania kilku odcinków kręgosłupa był kierowany na kilka oddzielnych badań rezonansu magnetycznego w krótkich odstępach czasu, często na podstawie kilku oddzielnych skierowań.

Tymczasem – jak podkreśla NFZ – w wielu przypadkach diagnostyka mogłaby zostać wykonana podczas jednego badania.

W trakcie kontroli stwierdzono tego rodzaju nieprawidłowości w ponad 8,2 tys. badań rezonansu magnetycznego spośród około 12 tys. analizowanych przypadków. W efekcie koszt badań został zawyżony o ponad 1 mln zł, przy łącznej wartości świadczeń wynoszącej około 4,9 mln zł.

Zespół ekspertów i nowe standardy

Wraz z wprowadzeniem nowych zasad finansowania nadwykonań prezes NFZ powoła również specjalny zespół ekspertów. W jego skład wejdą przedstawiciele środowiska medycznego, w tym konsultant krajowa w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej prof. Edyta Szurowska.
Zespół ma przygotować m.in.:
Fundusz zapowiada również stały monitoring realizacji świadczeń diagnostycznych, aby ocenić rzeczywiste skutki wprowadzonych zmian dla dostępności badań.

Oczekiwany efekt finansowy

Według szacunków NFZ zmiana sposobu rozliczania nadwykonań w czterech obszarach ambulatoryjnej diagnostyki kosztochłonnej pozwoli uwolnić około 625 mln zł rocznie.
Środki te – jak deklaruje Fundusz – mają zostać wykorzystane przede wszystkim na utrzymanie priorytetowego dostępu do diagnostyki dla pacjentów wymagających pilnej interwencji medycznej, w tym chorych onkologicznych.

Źródła: Narodowy Fundusz Zdrowia – komunikat „Zmiany w finansowaniu nadwykonań po konsultacjach społecznych” (31.03.2026); Zarządzenie nr 34/2026/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z 31 marca 2026 r. zmieniające zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju ambulatoryjna opieka specjalistyczna.

W Polsce narasta kryzys wokół domowej wentylacji mechanicznej. Z wielu regionów kraju napływają sygnały o wstrzymaniu – od 15 stycznia br. – przyjęć nowych dorosłych pacjentów kwalifikowanych do respiratoterapii domowej. To sytuacja bez precedensu od kilkunastu lat. Organizacje pacjenckie i świadczeniodawcy ostrzegają, że konsekwencją może być powstanie nowej kolejki chorych zmuszonych do długotrwałej hospitalizacji, blokowanie łóżek – w tym na oddziałach intensywnej terapii – oraz realne zagrożenie dla ciągłości leczenia.
Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” mówi wprost o narastającym kryzysie i domaga się pilnych wyjaśnień ze strony resortu zdrowia.
Po raz pierwszy od kilkunastu lat otrzymujemy tak alarmujące informacje. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni i nie rozumiemy, dlaczego Minister Zdrowia doprowadziła do tej sytuacji. Oczekujemy pilnych wyjaśnień i przede wszystkim działania – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Pacjenci gotowi do wypisu nie mogą wrócić do domu

Do Koalicji napływają sygnały od rodziców, opiekunów, lekarzy i zespołów medycznych, że pacjenci – mimo stabilnego stanu klinicznego – nie są wypisywani ze szpitali, ponieważ świadczeniodawcy posiadający kontrakty z NFZ wstrzymali przyjęcia nowych dorosłych chorych do domowej opieki długoterminowej.
W praktyce oznacza to wstrzymanie wypisów osób, które mogłyby kontynuować leczenie w warunkach domowych, blokowanie łóżek szpitalnych oraz ograniczanie przyjęć kolejnych pacjentów z uwagi na brak możliwości zapewnienia im dalszej opieki po zakończeniu hospitalizacji. Szczególnie niepokojąca jest sytuacja na oddziałach intensywnej terapii oraz pulmonologii.
Długotrwała hospitalizacja pacjentów, którzy mogliby przebywać w domu, wiąże się z ryzykiem zakażeń wewnątrzszpitalnych, powikłań, utraty samodzielności i pogorszenia stanu funkcjonalnego. To również dodatkowe obciążenie dla personelu oraz koszt dla systemu ochrony zdrowia.

15 tysięcy pacjentów pod opieką. Tysiące bez gwarancji finansowania

Jak informował wcześniej serwis, powołując się na materiał źródłowy Newserii, w Polsce z domowej wentylacji mechanicznej korzysta obecnie ok. 15 tys. pacjentów z przewlekłą niewydolnością oddechową. Szacuje się jednak, że od 2 do 5 tys. z nich pozostaje bez realnej gwarancji finansowania świadczeń.
Pod opieką w tej chwili w naszym kraju jest około 15 tys. pacjentów z przewlekłą niewydolnością oddechową – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Robert Suchanke, prezes Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. – Z naszych prognoz wynika, że między 2 a 5 tys. pacjentów jest pozbawionych finansowania w kraju. Ta liczba będzie rosła, ponieważ nie będzie przyjęć, czyli można domniemywać, że pod koniec roku mogłaby urosnąć o kilka tysięcy. Zaległości w systemie za 2025 rok to jest kwota powyżej 150 mln zł, a jeszcze mamy lata poprzednie, gdzie toczą się sprawy sądowe.
Według danych świadczeniodawców w 2025 roku pod opieką pozostawało ok. 5 tys. pacjentów ponad obowiązujące limity kontraktowe, a wykonane świadczenia nie zostały rozliczone. Oznacza to finansowanie opieki z własnych środków podmiotów realizujących świadczenia – przy braku gwarancji refundacji ze strony NFZ. Narastające zatory płatnicze przekładają się dziś na decyzję o wstrzymaniu przyjęć nowych dorosłych pacjentów.

Domowa wentylacja to element systemu, nie „opcjonalna” usługa

Domowa wentylacja mechaniczna funkcjonuje w Polsce od ponad 20 lat i stanowi element opieki nad chorymi z przewlekłą niewydolnością oddechową, w tym z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). To jedna z najczęstszych przyczyn hospitalizacji pulmonologicznych. Według danych Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc na POChP choruje w Polsce ponad 2 mln osób.
Zajmujemy się pacjentami wymagającymi wsparcia w oddychaniu od 2003 roku. To są pacjenci, którzy są w domach na respiratorach i bez nich nie mogą żyć, bo albo pogorszy im się stan zdrowia, albo po prostu umrą. Dla pacjenta z POChP zasadniczą i najważniejszą rzeczą jest, żeby szybko trafić do szpitala i po ustabilizowaniu stanu jak najszybciej wyjść z niego do domu, ponieważ unika się zakażeń wewnątrzszpitalnych – podkreśla Robert Suchanke. – To świadczenie jest pod każdym względem niesamowite, bo pozwala ludziom przebywać nie w szpitalu, tylko w otoczeniu bliskich i jest ekonomicznie uzasadnione dla całego systemu (…) Od kilku lat borykamy się z problemami finansowymi, a fundusz limituje nam to świadczenie poprzez ograniczanie płatności.
Świadczeniodawcy zwracają uwagę, że formalnie nie jest to świadczenie ratujące życie, co powoduje jego limitowanie, mimo że w praktyce brak respiratora w domu oznacza dla wielu pacjentów gwałtowne pogorszenie rokowania.
Centrala NFZ jako przyczynę tych nadwykonań wskazuje to, że nie trzymamy się kontraktów, czyli przyjmujemy pacjentów poza limit kontraktów. Gdyby sobie wyobrazić, że nie przyjmujemy tych pacjentów, to mamy zapchane szpitale. To jest rocznie kilka tysięcy pacjentów, którzy musieliby w tym szpitalu zostać na respiratorach. (…) Jeśli my tym pacjentom nie pomożemy, nie damy im respiratora w domu, to ograniczymy im bardzo mocno komfort, szanse na przeżycie i wydłużenie czasu życia – zaznacza prezes OZŚWM.

Niewdrożony model finansowania

W tle kryzysu pozostaje niewdrożony model finansowania wentylacji domowej, opracowany w 2023 roku przy udziale ekspertów oraz Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Rozwiązanie to było szeroko omawiane podczas konferencji „Opieka długoterminowa w Polsce – dziś i jutro” w listopadzie 2025 roku, jednak do dziś nie zostało wprowadzone.
Nie rozumiemy, dlaczego resort zdrowia tak długo zwleka z wprowadzeniem modelu, który mógłby częściowo rozwiązać zaistniały problem. Przecież przygotowano go przy udziale ekspertów i uzyskano szerokie porozumienie wszystkich interesariuszy. Dzisiejsza sytuacja przeczy idei wzmacniania opieki domowej i odwracania piramidy świadczeń – wskazuje Magdalena Osińska-Kurzywilk.
Również świadczeniodawcy podkreślają, że nowy model – zakładający m.in. wykorzystanie telemedycyny i telemonitoringu – miał uporządkować ścieżki opieki i zwiększyć bezpieczeństwo chorych.
Od trzech lat ten nowy model leży gotowy w ministerstwie. Niezrozumiałe jest dla nas, dlaczego nie może się doczekać wprowadzenia – mówi Robert Suchanke.

Narastające potrzeby zdrowotne

Dane epidemiologiczne wskazują, że liczba osób z chorobami układu oddechowego systematycznie rośnie. W połączeniu z zanieczyszczeniem powietrza i postępującymi zmianami demograficznymi oznacza to zwiększone zapotrzebowanie na opiekę domową, w tym respiratoterapię.
Świadczeniodawcy szacują, że w 2026 roku szpitale zakwalifikują do domowej wentylacji kolejnych ok. 2 tys. pacjentów. Bez dostosowania planów finansowych do realnych potrzeb populacyjnych i bez rozliczenia nadwykonań z 2025 roku system może stanąć przed ryzykiem zablokowania oddziałów intensywnej terapii oraz chorób płuc.
Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” skierowała pisma do Minister Zdrowia oraz Prezesa NFZ, domagając się pilnych wyjaśnień, przywrócenia przyjęć nowych pacjentów oraz wznowienia prac nad wdrożeniem nowego modelu świadczenia.
Pacjenci i ich rodziny mają prawo do bezpieczeństwa i ciągłości opieki. Jest to również w dobrze pojętym interesie systemu ochrony zdrowia. Każdy dzień zwłoki będzie generował jeszcze więcej problemów. To również źle wydane pieniądze na ochronę zdrowia – podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk.

Źródła: Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”; Newseria

15 stycznia świadczeniodawcy wstrzymali przyjęcia nowych pacjentów. Już teraz ponad 15 tys. pacjentów w Polsce korzysta z domowej wentylacji mechanicznej, jednak ok. 5 tys. z nich pozostaje bez gwarancji finansowania świadczeń – wskazuje Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. Nierozliczone nadwykonania za 2025 rok przekraczają 150 mln zł, a świadczeniodawcy ostrzegają, że bez zmian w polityce NFZ i dialogu z Ministerstwem Zdrowia zagrożona jest ciągłość opieki nad chorymi z przewlekłą niewydolnością oddechową, w tym pacjentami z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc.
 Pod opieką w tej chwili w naszym kraju jest około 15 tys. pacjentów z przewlekłą niewydolnością oddechową – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Robert Suchanke, prezes Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. – Z naszych prognoz wynika, że między 2 a 5 tys. pacjentów jest pozbawionych finansowania w kraju. Ta liczba będzie rosła, ponieważ nie będzie przyjęć, czyli można domniemywać, że pod koniec roku mogłaby urosnąć o kilka tysięcy. Zaległości w systemie za 2025 rok to jest kwota powyżej 150 mln zł, a jeszcze mamy lata poprzednie, gdzie toczą się sprawy sądowe.

Wentylacja mechaniczna w warunkach domowych funkcjonuje w Polsce od ponad 20 lat i jest elementem opieki nad pacjentami z przewlekłą niewydolnością oddechową, którzy po ustabilizowaniu stanu zdrowia w szpitalu wracają do domu. Najliczniejszą grupę stanowią chorzy z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). Według danych Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc choruje na nią w Polsce ponad 2 mln osób i jest ona jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji pulmonologicznych.

 Zajmujemy się pacjentami wymagającymi wsparcia w oddychaniu od 2003 roku. To są pacjenci, którzy są w domach na respiratorach i bez nich nie mogą żyć, bo albo pogorszy im się stan zdrowia, albo po prostu umrą. Dla pacjenta z POChP zasadniczą i najważniejszą rzeczą jest, żeby szybko trafić do szpitala i po ustabilizowaniu stanu jak najszybciej wyjść z niego do domu, ponieważ unika się zakażeń wewnątrzszpitalnych – podkreśla Robert Suchanke. – To świadczenie jest pod każdym względem niesamowite, bo pozwala ludziom przebywać nie w szpitalu, tylko w otoczeniu bliskich i jest ekonomicznie uzasadnione dla całego systemu, bo opieką zajmują się najbliżsi, my ich wspomagamy poprzez pomoc w wizycie lekarskiej, rehabilitanckiej i pielęgniarskiej, natomiast cała opieka przechodzi na rodzinę. Od kilku lat borykamy się z problemami finansowymi, a fundusz limituje nam to świadczenie poprzez ograniczanie płatności.

W 2025 roku – jak wskazuje OZŚWM – pod opieką świadczeniodawców pozostawało około 5 tys. pacjentów ponad obowiązujące limity kontraktowe, a wykonane świadczenia nie zostały do dziś rozliczone. Oznacza to, że podmioty realizujące opiekę domową finansują ją z własnych środków, ponosząc koszty personelu, sprzętu i wizyt, bez gwarancji refundacji ze strony NFZ. Prowadzi to do narastających zatorów płatniczych i ryzyka utraty płynności finansowej.

Związek zwraca uwagę, że część sporów o rozliczenie nadwykonań trafia do sądów, a w przypadku korzystnych wyroków NFZ musi regulować należności wraz z odsetkami, co – zdaniem świadczeniodawców – generuje dodatkowe koszty dla systemu.

– Centrala NFZ jako przyczynę tych nadwykonań wskazuje to, że nie trzymamy się kontraktów, czyli przyjmujemy pacjentów poza limit kontraktów. Gdyby sobie wyobrazić, że nie przyjmujemy tych pacjentów, to mamy zapchane szpitale. To jest rocznie kilka tysięcy pacjentów, którzy musieliby w tym szpitalu zostać na respiratorach. Nie ma kolejek oczekujących, bo staramy się jak najszybciej ich przyjmować. To szpital ich do nas kieruje, my jesteśmy kontynuacją leczenia, nie wybieramy sobie pacjentów. Niestety nie jest to formalnie świadczenie ratujące życie, przez co jest limitowane i chcielibyśmy to zmienić – tłumaczy prezes OZŚWM. – Jeśli my tym pacjentom nie pomożemy, nie damy im respiratora w domu, to ograniczymy im bardzo mocno komfort, szanse na przeżycie i wydłużenie czasu życia.

Jak podkreśla, od początku 2026 roku brakuje planów rzeczowo-finansowych NFZ, które odzwierciedlałyby rzeczywistą liczbę pacjentów pozostających pod opieką świadczeniodawców. Oznacza to, że formalne limity nie przystają do potrzeb zdrowotnych populacji. Według szacunków OZŚWM w 2026 roku szpitale zakwalifikują do domowej respiratoterapii kolejnych ok. 2 tys. pacjentów, a świadczeniodawcy nie mają dziś narzędzi, by w sposób bezpieczny i legalny zwiększać zakres udzielanych świadczeń.

W tej sytuacji Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej poinformował o wstrzymaniu przyjęć nowych dorosłych pacjentów od 15 stycznia 2026 roku. Jak podkreśla, decyzja ta jest ostatecznością wymuszoną brakiem zabezpieczenia finansowego świadczeń, mimo wielomiesięcznych prób nawiązania dialogu z nowym kierownictwem resortu zdrowia i wypracowania rozwiązań systemowych. Związek zaznacza, że dalsze przyjmowanie pacjentów bez gwarancji finansowania groziłoby przerwaniem ciągłości opieki nad osobami już leczonymi. OZŚWM podkreśla jednocześnie, że wstrzymanie przyjęć nie dotyczy pacjentów pediatrycznych.

 Dzieci są rozliczane z innego funduszu i gwarantowane jest rozliczenie, ale one stanowią nie więcej niż 10 proc. naszej populacji chorych. Niestety z momentem, kiedy kończą 18. rok życia, wchodzą również w rozliczenia dorosłych, czyli wpadają w nadwykonania – wyjaśnia Robert Suchanke. – Jeśli nie zmieni się polityka ministerstwa i Narodowego Funduszu Zdrowia, to niestety grozi to zablokowaniem wielu oddziałów intensywnej opieki medycznej i wielu oddziałów chorób płuc, bo pacjenci z POChP trafiają właśnie tam.

OZŚWM ostrzega, że ryzyko to dotyczy szczególnie regionów o wysokiej zachorowalności. Jako przykład wskazywana jest Małopolska, gdzie – według danych związku – ok. 500 pacjentów pozostaje pod opieką świadczeniodawców poza kontraktem, a wieloletnie zaległości w rozliczeniach zwiększają ryzyko przerwania leczenia. Związek zwraca uwagę, że w regionie małopolskim problem może być dodatkowo nasilany przez wysokie poziomy zanieczyszczenia powietrza, które sprzyjają chorobom układu oddechowego. POChP jest chorobą postępującą i śmiertelną, a do głównych czynników ryzyka należą palenie, także e-papierosów, oraz zanieczyszczenie powietrza.

Świadczeniodawcy zwracają też uwagę na niezrozumiałą decyzję o wstrzymaniu prac nad nowym modelem świadczenia, opracowanym przy udziale Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz towarzystw naukowych, który zakładał m.in. wykorzystanie telemedycyny i telemonitoringu. Związek podkreśla, że nowy model miał uporządkować ścieżki opieki i zwiększyć bezpieczeństwo chorych, a także pozwolić na efektywniejsze zarządzanie środkami publicznymi poprzez lepsze dopasowanie zakresu wizyt do potrzeb pacjentów.

 Od trzech lat ten nowy model leży gotowy w ministerstwie. Niezrozumiałe jest dla nas, dlaczego nie może się doczekać wprowadzenia – podkreśla prezes Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej.

Związek apeluje o pilne spotkanie z ministrem zdrowia i podjęcie decyzji w sprawie rozliczenia nadwykonań z 2025 roku, dostosowania planów finansowych na 2026 rok do rzeczywistych potrzeb oraz wznowienia prac nad nowym modelem świadczenia.

Źródło: Newseria

System ochrony zdrowia w Polsce czeka rekordowy zastrzyk finansowy – blisko 18 miliardów złotych trafi do placówek medycznych jeszcze w tym roku. To efekt przyjęcia szerokiego wariantu rekomendowanego przez AOTMiT, rozliczeń nadwykonań oraz wsparcia dla szpitali przekraczających ryczałt. Minister zdrowia Izabela Leszczyna podkreśla: celem jest nie tylko wzrost wynagrodzeń, ale też poprawa dostępności i jakości świadczeń. Szczegóły przedstawiono podczas konferencji prasowej z udziałem szefów AOTMiT i NFZ.
W ciągu najbliższych miesięcy do polskiego systemu ochrony zdrowia trafi łącznie blisko 18 miliardów złotych. Jak poinformowali podczas konferencji prasowej minister zdrowia Izabela Leszczyna, prezes AOTMiT Daniel Rutkowski i prezes NFZ Filip Nowak, środki te pozwolą na szeroko zakrojone wzmocnienie placówek medycznych i poprawę sytuacji pracowników ochrony zdrowia.

Rekomendacja AOTMiT – najszerszy wariant wsparcia
Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowała trzy możliwe warianty zwiększenia finansowania. Minister zdrowia zatwierdziła ten najbardziej kompleksowy – uwzględniający:

– Chcemy, by rosnące nakłady na ochronę zdrowia realnie przekładały się na dostępność świadczeń i jakość opieki nad pacjentem – podkreśliła minister Leszczyna.
Łączny koszt zatwierdzonego wariantu to 16,94 mld zł, co oznacza wzrost finansowania świadczeń o 11% w skali roku. NFZ przygotuje około 35 tysięcy aneksów do umów, a każda placówka otrzyma nową stawkę ryczałtową do końca lipca.

Gdzie trafią dodatkowe środki?


Wynagrodzenia pracowników medycznych

Ponad 9 mld zł rocznie przeznaczono na wzrost płac. Od lipca 2025 r. minimalne wynagrodzenie zasadnicze wzrośnie o ponad 14% w stosunku do 2024 r., a aż o 44% względem 2022 r.

– Skumulowane koszty ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w latach 2022–2025 to ponad 133 mld zł – zaznaczył prezes AOTMiT.

Taryfikacja świadczeń – ponad 1,2 mld zł rocznie

Lepsze wyceny obejmą m.in.:
Szpitale powiatowe i II poziomu zabezpieczenia
Do placówek I i II poziomu (sieci szpitali) trafi 600,7 mln zł. Dzięki wyższym stawkom NFZ zyskają one dodatkowe środki za już wykonane świadczenia, co oznacza lepsze warunki leczenia i krótsze kolejki.

Wsparcie dla priorytetowych obszarów opieki
Większe finansowanie obejmie:

Nadwykonania w programach lekowych i chemioterapii
Na ten cel przeznaczono 756 mln zł.

Premie za przekroczenie ryczałtu

Szpitale, które przekroczyły limity w 2024 r., otrzymały wyższe środki na 2025 r. – łączny wzrost ryczałtu wyniósł 2,5 mld zł.
Dodatkowo, 372 szpitale – głównie powiatowe – otrzymają premię 300 mln zł.

To największy w ostatnich latach pakiet finansowego wsparcia dla systemu ochrony zdrowia. Jego celem jest poprawa jakości opieki, skrócenie kolejek i zabezpieczenie warunków pracy dla personelu medycznego – również poza dużymi miastami. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, to dopiero początek działań ukierunkowanych na zrównoważony rozwój całego systemu.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia
Foto: Ministerstwo Zdrowia

– Niestety, pacjenci zdiagnozowani w ostatnim kwartale tego roku nie otrzymają leczenia, ponieważ ośrodki neurologiczne zrealizowały już kontrakty na programy lekowe, a NFZ zapowiedział, że nie zapłaci za leczenie pacjentów nadplanowych. To oznacza, że do końca roku nie mamy możliwości kwalifikowania do programów lekowych nowo zdiagnozowanych pacjentów. To samo dotyczy pacjentów pediatrycznych, którzy skończyli 18 lat i powinni przejść z leczenia w ośrodkach neurologii dziecięcej do ośrodków dla dorosłych – mówi prof. dr hab. n. med. Iwona Kurkowska-Jastrzębska, kierownik II Kliniki Neurologicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
W neurologii obecnie funkcjonuje 17 programów lekowych, dotyczących leczenia m.in. stwardnienia rozsianego (SM), rdzeniowego zaniku mięśni (SMA), choroby Parkinsona, dystonii ogniskowych i spastyczności poudarowej za pomocą toksyny botulinowej, choroby Pompego, choroby Fabry’ego czy migreny. W przewlekłych chorobach neurologicznych leczenie powinno być włączane jak najszybciej po diagnozie. Pacjent nie powinien czekać na rozpoczęcie terapii, bo choroba postępuje, a im później podjęte jest leczenie, tym mniej jest ono skuteczne.

– Niestety, pacjenci zdiagnozowani w ostatnim kwartale tego roku nie otrzymają leczenia, ponieważ ośrodki neurologiczne zrealizowały już kontrakty na programy lekowe, a NFZ zapowiedział, że nie zapłaci za leczenie pacjentów nadplanowych. To oznacza, że do końca roku nie mamy możliwości kwalifikowania do programów lekowych nowo zdiagnozowanych pacjentów. To samo dotyczy pacjentów pediatrycznych, którzy skończyli 18 lat i powinni przejść z leczenia w ośrodkach neurologii dziecięcej do ośrodków dla dorosłych – mówi prof. dr hab. n. med. Iwona Kurkowska-Jastrzębska, kierownik II Kliniki Neurologicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

 
Pani Profesor, neurologia i oddziały neurologiczne od lat borykają się z różnymi trudnościami, związanymi ze zbyt niskim finansowaniem. Ostatnio te problemy nasiliły się. Skąd to wynika?
Pierwszym problemem są opóźnienia w płatnościach za nadwykonania w nielimitowanych świadczeniach gwarantowanych. Narodowy Fundusz Zdrowia, w świetle przepisów, ma obowiązek zapłacić szpitalom za wszystkie te nadwykonania, więc zrobi to, choć nie wiadomo kiedy. W tym momencie opóźnienia sięgają już 6 miesięcy. Opóźnienia w zapłatach od NFZ pogłębiają problemy finansowe szpitali i oddziałów neurologicznych, które i tak nie są w zbyt dobrej kondycji. Ale jest to przede wszystkim problem dla dyrektorów i osób zarządzających szpitalami. Mamy natomiast drugi, chyba poważniejszy, problem, bo obciążający zarówno szpitale, jak i dotykający bezpośrednio pacjentów. Chodzi o kwestię płatności za realizację programów lekowych.

Na czym polega ten problem?
W zeszłym roku, podobnie jak w poprzednich latach, dostaliśmy informację o tym, że NFZ będzie płacił za nadwykonania w programach lekowych i faktycznie większość z tych zobowiązań została uregulowana. Do tej pory NFZ płacił za leki w programach lekowych, nawet jeśli w programie uczestniczyło więcej pacjentów niż planowano i koszty leków przewyższały sumę zapisaną w kontrakcie. W tym roku NFZ zapowiedział, że nie zapłaci nic więcej ponad to, co znajduje się w kontrakcie na realizację programu lekowego.

W naszym ośrodku już teraz mamy w programach lekowych więcej pacjentów niż przewiduje kontrakt. Kontrakty nie zakładają zwiększenia liczby pacjentów, choćby o 5-10%, choć wiadomo, że będzie to następować. Naturalnym jest, że pacjentów przybywa z roku na rok. Terapie w przewlekłych chorobach neurologicznych stosowane są dożywotnio, więc teoretycznie tylko, gdy jakiś pacjent zrezygnuje, rozwinie działania niepożądane terapii lub umrze, to „wypada” z programu, natomiast wciąż są diagnozowane nowe osoby. A trzeba wziąć pod uwagę, że zachorowalność np. na stwardnienie rozsiane rośnie i jest to trend obserwowany od kilku lat w całej Europie i Ameryce Północnej. W Polsce każdego roku mamy już 2 tys. nowych rozpoznań SM. Tylko w naszym szpitalu każdego roku diagnozujemy 60-70 nowych przypadków stwardnienia rozsianego. Do tego dochodzą pacjenci zgłaszający się do nas na leczenie, zdiagnozowani w innych ośrodkach, w tym w ośrodkach pediatrycznych. Takich pacjentów przybywa wręcz lawinowo, bo stwardnienie rozsiane jest coraz częściej rozpoznawane u nastolatków i u dzieci. Jeśli ośrodki pediatryczne „przetrzymują” swoich pacjentów z SM powyżej 18 roku życia, bo nie mają ich gdzie przekierować, to siłą rzeczy nie mogą przyjmować nowych dzieci, które potrzebują pomocy i leczenia.

Wracając do naszego szpitala – sumując pacjentów z SM zdiagnozowanych u nas oraz zdiagnozowanych w innych ośrodkach, którzy zgłaszają się do nas do programu lekowego, mamy ponad 100 nowych pacjentów każdego roku. Są to przede wszystkim młodzi ludzie uczący się i pracujący. Liczba osób leczonych w naszym ośrodku wzrosła z 200 pacjentów leczonych 6-7 lat temu do ponad 1100 osób obecnie. Leczenie części z nich już teraz kredytujemy i aktualnie NFZ zalega nam z płatnościami za świadczenia w programie leczenia SM na około miliona złotych. Jeśli będziemy przyjmować kolejnych chorych, to będziemy planowo powiększać ten deficyt. Niestety nie stać nas na to i z powodów finansowych musimy odmawiać leczenia pacjentom, którzy mają spełnione wszystkie kryteria kwalifikacji do programu lekowego, a w oparciu o obecne zalecenia jesteśmy zobowiązani do rozpoczęcia leczenia jak najszybciej po rozpoznaniu.  

Co w takiej sytuacji?
Staramy się znaleźć pacjentom inny ośrodek. Dzwonimy po całym województwie mazowieckim, ale wszędzie, w całym kraju, sytuacja wygląda podobnie. W dużych ośrodkach pokończyły się kontrakty, a w mniejszych, gdzie jakieś środki jeszcze zostały, czasami nie ma personelu do obsługi programów lekowych. Próbujemy jednak pacjentów gdzieś przekierowywać, ale jest to absurd, żeby pacjent był zmuszony jeździć na leczenie np. 100, 200 czy 300 km od swojego miejsca zamieszkania.

Trzeba pamiętać, że większość leków stosowanych w programach lekowych w neurologii, jak enzymatyczne terapie zastępcze w chorobach Pompego i Fabry’ego czy terapie modyfikujące przebieg SMA, to są bardzo drogie leki, których pacjent raczej sobie sam nie kupi. Nie wyobrażam sobie, że z powodu opóźnienia w płatnościach dziecko z SMA nie otrzyma terapii genowej, bo minie czas na jej podanie. Zresztą to samo dotyczy leczenia dorosłych pacjentów z SMA np. terapią doustną – oni też nie mogą czekać na rozpoczęcie leczenia, bo choroba postępuje. W stwardnieniu rozsianym nie wiem, czy nie będę zmuszona do tego, żeby proponować pacjentom, żeby kupili sobie leki do końca roku i czekali na włączenie do programu lekowego w nowym roku. Ale jest to nierówne traktowanie chorych, niezgodne z Konstytucją. Pozostaje więc nadzieja, żeby w czasie oczekiwania na leczenie nie było rzutu choroby. Jest to niedorzeczne i niemoralne, ale niestety w tym momencie mamy związane ręce i nie widzę żadnego rozwiązania. Choć wiele osób wciąż wyobraża sobie chorych na SM jako osoby niepełnosprawne, na wózkach czy chodzących o kulach, to tak nie jest. Dzięki nowym terapiom, mamy pacjentów z SM w pełni sprawnych, pracujących i wychowujących dzieci. Ale każdy rzut choroby może to zmienić na zawsze. Liczymy na to, że decydenci zrozumieją, jak dramatyczna jest to sytuacja, zarówno dla pacjentów, jak i dla nas lekarzy, i Narodowy Fundusz Zdrowia zmieni swoją decyzję. Inaczej chorzy zdiagnozowani w ostatnim kwartale roku zostaną na kilka – być może kluczowych dla nich – miesięcy bez leczenia. Jako środowisko neurologów nie chcemy do tego dopuścić.

źródło: PTN