Medicalpress
Przez lata wiele osób zmagających się z nadmierną masą ciała słyszało: „wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Dziś wiemy już, że takie podejście jest zbyt dużym uproszczeniem.
– Otyłość jest chorobą przewlekłą, wynikającą z wielu czynników – metabolicznych, hormonalnych, środowiskowych i psychologicznych. Wymaga profesjonalnej diagnostyki oraz kompleksowego leczenia, tak jak każda inna choroba – podkreśla Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.
Niemal co trzeci dorosły Polak mierzy się z otyłością

Skala problemu jest ogromna. Nadwaga i otyłość dotyczą już około 58% dorosłych Polaków, a sama otyłość – ponad 28% społeczeństwa. Według definicji WHO nadwaga oznacza BMI wynoszące co najmniej 25 kg/m², natomiast otyłość – BMI na poziomie 30 kg/m² lub wyższym. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ otyłość nie jest jedynie większą masą ciała, ale przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniego leczenia i długofalowej opieki.

Dziecięca otyłość wymaga szybkiej i kompleksowej reakcji

Coraz częściej problem ten dotyczy również dzieci – szacuje się, że nadmierna masa ciała występuje u około jednej trzeciej najmłodszych pacjentów. Otyłość u dzieci to jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów, a jednocześnie temat, który wciąż wymaga większej uwagi. W przypadku najmłodszych nie chodzi wyłącznie o wagę, ale o ich rozwój, zdrowie, samopoczucie i relacje z rówieśnikami. Dlatego tak ważne jest, aby leczenie było prowadzone z wyczuciem, bez oceniania i stygmatyzacji – podkreśla Zofia Dymitrow.

Odpowiedzią na rosnące potrzeby pacjentów jest kompleksowy program leczenia otyłości realizowany na NFZ w ramach opieki koordynowanej w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie. Nad zdrowiem dzieci czuwa interdyscyplinarny zespół specjalistów, w którym kluczową rolę odgrywają pediatrzy – lekarze najlepiej znający fizjologię rozwijającego się organizmu i potrzeby najmłodszych pacjentów. Wspólnie z dietetykami, psychodietetykami, fizjoterapeutami i trenerami personalnymi pomagają dzieciom i ich rodzinom wprowadzać trwałe zmiany w codziennym życiu. Chcemy, aby droga do lepszego zdrowia była dla dziecka budowaniem pewności siebie i dobrych nawyków, a nie kolejnym źródłem kompleksów czy poczucia, że jest oceniane – wyjaśnia Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.

Nowe spojrzenie na leczenie otyłości

Otyłość to poważna choroba zwiększająca ryzyko wielu powikłań – między innymi chorób serca, zaburzeń metabolicznych, a także niektórych nowotworów.

–  Najlepsze efekty przynosi połączenie kilku elementów: leczenia, edukacji, odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej. Właśnie na takim kompleksowym podejściu opiera się program leczenia otyłości w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie – podkreśla Zofia Dymitrow.

Pacjent w centrum – jak wygląda droga leczenia?

– Program leczenia otyłości został zaplanowany tak, aby pacjent otrzymał wsparcie na każdym etapie w jednym miejscu. Takie podejście pozwala stworzyć indywidualny plan leczenia dopasowany do możliwości, wieku i stanu zdrowia. Pierwszym krokiem jest konsultacja lekarska, podczas której oceniany jest stan zdrowia, historia choroby oraz indywidualne potrzeby pacjenta. Następnie wykonywana jest profesjonalna analiza składu ciała, pozwalająca sprawdzić nie tylko masę ciała, ale także między innymi poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej – wyjaśnia ekspert. Kolejne etapy obejmują: edukację zdrowotną, konsultację dietetyczną, wsparcie fizjoterapeuty, współpracę z trenerem personalnym, pomoc psychologa lub psychodietetyka.

Dlaczego jeden specjalista to za mało?

Skuteczna walka z otyłością wymaga spojrzenia na pacjenta z wielu perspektyw. Samo ograniczenie kalorii często nie wystarcza, podobnie jak sama aktywność fizyczna czy leczenie farmakologiczne.

– Leki stosowane w terapii otyłości mogą skutecznie wspierać redukcję masy ciała, ale jednym z ich efektów może być również zmniejszenie masy mięśniowej. Dlatego tak ważna jest odpowiednio dobrana aktywność – szczególnie trening oporowy – oraz dbałość o właściwą podaż białka i prawidłowe nawyki żywieniowe. Wielu pacjentów próbowało już wcześniej schudnąć na własną rękę. Często kończyło się to jednak zniechęceniem. Pierwsze tygodnie aktywności fizycznej bywają trudne, męczące i frustrujące, szczególnie gdy osoba zmagająca się z nadwagą lub otyłością trafia do środowiska pełnego bardzo sprawnych fizycznie ludzi. W takich sytuacjach łatwo stracić motywację i utwierdzić się w przekonaniu, że zmiana jest poza zasięgiem – podkreśla Zofia Dymitrow.

Dlatego w kompleksowym leczeniu otyłości tak ważne jest wsparcie zespołu specjalistów, którzy pomagają dobrać realne cele i tempo zmian do możliwości konkretnego pacjenta. Dzięki temu pacjent nie zostaje sam z problemem. Otrzymuje nie tylko plan redukcji masy ciała, ale także wsparcie i narzędzia, które pomagają budować trwałe nawyki oraz utrzymać efekty przez lata.

Diagnostyka, która pomaga działać skutecznie

Leczenie rozpoczyna się od dokładnej oceny organizmu. W procesie diagnostycznym wykorzystywane są między innymi: profesjonalna analiza składu ciała, badania laboratoryjne, ultrasonografia tarczycy, ultrasonografia jamy brzusznej – wymienia.

Otyłość u dzieci – ważna jest cała rodzina

– Terapia może być prowadzona już u dzieci od 8. roku życia, jeśli istnieją odpowiednie wskazania. Kluczową rolę odgrywa jednak nie tylko dziecko, ale całe otoczenie – dlatego ważna jest edukacja rodziców i wspólna zmiana codziennych nawyków.

Nie chodzi tylko o kilogramy

Najważniejszym celem leczenia nie jest wyłącznie spadek masy ciała. Chodzi przede wszystkim o poprawę zdrowia, większą sprawność, lepsze samopoczucie i zmniejszenie ryzyka powikłań – podkreślają eksperci Grupy Scanmed.

Pacjent, który osiągnie założony cel terapeutyczny, nadal pozostaje pod opieką zespołu. Regularne wizyty kontrolne, konsultacje dietetyczne, wsparcie fizjoterapeuty i trenera oraz – jeśli jest taka potrzeba – kontynuacja farmakoterapii pomagają utrzymać osiągnięte rezultaty.

Program leczenia otyłości w realizowany w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie pokazuje, że droga do zmiany nie musi zaczynać się od kolejnej restrykcyjnej diety. Może zacząć się od rozmowy ze specjalistą i indywidualnie dobranego planu, który uwzględnia zdrowie, potrzeby i cele.

Kiedy warto poprosić o pomoc?

Wiele osób przez lata próbuje schudnąć samodzielnie. Często pojawia się efekt jo-jo, frustracja i poczucie porażki. Tymczasem brak trwałych efektów może być sygnałem, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie.

Źródło: inf pras

Ponad 80 proc. nastolatków na świecie nie osiąga zalecanego poziomu aktywności fizycznej. Eksperci zwracają uwagę, że to nie tylko kwestia braku odpowiednich nawyków, ale także warunków, w których żyją – dostępu do bezpiecznych miejsc zabawy, terenów rekreacyjnych czy zajęć sportowych. Europejski projekt B-Challenged ma pomóc tworzyć środowisko sprzyjające aktywności na świeżym powietrzu i zdrowemu stylowi życia, szczególnie w mniej uprzywilejowanych społecznościach.
– Tylko 7–30 proc. dzieci i młodzieży w wieku 5–17 lat na całym świecie wykazuje wystarczający poziom aktywności fizycznej, co w konsekwencji wiąże się z wyższym ryzykiem wystąpienia chorób niezakaźnych związanych ze stylem życia, takich jak otyłość, cukrzyca typu 2, a także problemów psychicznych – podkreśliła w rozmowie z agencją Newseria dr Teatske Altenburg, profesor nadzwyczajna w Amsterdam University Medical Center (Amsterdam UMC) i kierowniczka projektu B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia dzieci i młodzież powinny podejmować średnio co najmniej 60 minut dziennie aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności. Tylko niewielki odsetek dzieci i nastolatków w Polsce spełnia te zalecenia przez cały tydzień.

W Polsce tylko około połowy dzieci codziennie podejmuje aktywną zabawę na poziomie uznawanym za korzystny dla zdrowia. Dodatkowo jak pokazują badania Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie w ramach projektu „WF z AWF”, ponad 90 proc. dzieci nie jest wszechstronnie przygotowanych do prowadzenia aktywnego stylu życia, a jedynie 12–30 proc. potrafi poprawnie wykonywać podstawowe umiejętności ruchowe, takie jak bieganie, skakanie czy rzucanie piłką.

– Główną przyczyną braku aktywności fizycznej nie jest brak motywacji, ponieważ dzieci mają wewnętrzną motywację do aktywności – zwłaszcza uczniowie szkół podstawowych, którzy po prostu się bawią, najlepiej na świeżym powietrzu. Uważam jednak, że brakuje bezpiecznych, atrakcyjnych i dobrze utrzymanych przestrzeni, w których mogłyby się one bawić na świeżym powietrzu – stwierdziła badaczka z Amsterdam UMC. – Być może brakuje również odpowiednich, przystępnych cenowo zajęć pozalekcyjnych organizowanych dla dzieci – dodaje.

Coraz większą część wolnego czasu dzieci spędzają przed ekranami. Z raportu NASK wynika, że korzystają z internetu średnio niemal pięć godzin dziennie w dni powszednie, a w weekendy jeszcze więcej.

– Wiele dzieci doświadcza FOMO, czyli strachu przed tym, że coś je ominie, więc cały czas mówią o tym, co się dzieje online, i chcą być częścią rozmów na ten temat. Myślę więc, że są dwie strony medalu – jedna to za mało możliwości aktywności fizycznej i ograniczenia w dostępie do przestrzeni do tego przeznaczonych, a z drugiej atrakcyjność spędzania czasu w sieci – tłumaczy dr Teatske Altenburg.

Badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że dzieci mieszkające w mniej uprzywilejowanych dzielnicach częściej zmagają się z nadwagą i otyłością, rzadziej uczestniczą w zorganizowanych zajęciach sportowych i mają ograniczony dostęp do bezpiecznych miejsc zabawy.

– Jeżeli w okolicy brakuje terenów rekreacyjnych, ścieżek rowerowych czy bezpiecznych przestrzeni do zabawy, dzieci mają mniej okazji do codziennego ruchu – ocenia dr Anna Dzielska, adiunkt, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

To właśnie na tych obszarach koncentruje się europejski projekt badawczy B-Challenged realizowany w Danii, Niemczech, Polsce, Hiszpanii i Holandii. Skupia się on na dzieciach w wieku 6–12 lat mieszkających w dzielnicach, gdzie występują bariery w dostępie do infrastruktury sprzyjającej aktywności fizycznej. W Polsce jest to warszawska Praga-Północ.

– Projekt B-Challenged ma na celu wspieranie korzystnych dla zdrowia zachowań dzieci poprzez tworzenie lepszego środowiska do zabawy na świeżym powietrzu i prawidłowych zachowań żywieniowych. To ważne, ponieważ na zdrowie dzieci wpływają nie tylko ich indywidualne wybory, ale również warunki, w których żyją, uczą się i spędzają wolny czas – podkreśla dr Anna Dzielska.

W projekcie biorą udział nie tylko naukowcy i przedstawiciele samorządów lokalnych, ale także rodzice, nauczyciele i same dzieci.

– To, co wyróżnia projekt, to podejście oparte na współtworzeniu rozwiązań. Zamiast narzucać gotowe działania, angażujemy społeczności lokalne w ich projektowanie. Dzięki temu zwiększamy szanse, że proponowane zmiany będą skuteczne, akceptowane i trwałe – podkreśla kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

Badacze sprawdzają, jakie bariery utrudniają dzieciom zabawę na świeżym powietrzu i codzienny ruch. Następnie wspólnie z pozostałymi grupami uczestników programu przygotują rekomendacje zmian. Gotowe modele będą mogły być wdrażane także w innych miastach.

– Problemy związane ze zdrowiem dzieci i ich stylem życia są złożone i nie mogą być rozwiązane przez jedną instytucję czy jeden sektor. Naukowcy dostarczają wiedzy i dowodów naukowych, samorządy mają możliwość wprowadzania zmian w przestrzeni publicznej i lokalnej polityce, a mieszkańcy, w tym grupy, do których mają być kierowane te działania, najlepiej znają swoje potrzeby. Dopiero połączenie tych perspektyw pozwala tworzyć skuteczne rozwiązania – przekonuje dr Anna Dzielska.

– Zawsze należy konsultować z dziećmi elementy tworzone z myślą o nich. Projektowanie placu zabaw przyjaznego dla dzieci we współpracy z nimi powinno być wymogiem prawnym – dodaje dr Teatske Altenburg.

Źródło: Newseria

Zaledwie co piąty Polak jest wystarczająco aktywny fizycznie w czasie wolnym, mimo że brak ruchu należy do najważniejszych czynników ryzyka chorób przewlekłych. W odpowiedzi na ten problem Medicover uruchomił w Polsce pilotażowy model łączący opiekę medyczną, diagnostykę laboratoryjną i aktywność fizyczną w jednym miejscu. Celem jest nie tylko leczenie chorób, ale przede wszystkim ich skuteczna profilaktyka i budowanie zdrowych nawyków.
Zaledwie 21 proc. Polaków powyżej 15. roku życia spełnia zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej w czasie wolnym – wynika z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki. W sytuacji gdy brak ruchu staje się jednym z kluczowych czynników ryzyka zdrowotnego, dotychczasowy model opieki – rozdzielający leczenie, diagnostykę i aktywność fizyczną – przestaje być wystarczający. Medicover odpowiada na tę zmianę, wdrażając w Polsce nowy, zintegrowany koncept, który łączy opiekę medyczną, diagnostykę i aktywność fizyczną w jednym miejscu. To pierwszy tego typu model na rynku i krok w stronę podejścia, w którym zdrowie buduje się nie tylko w gabinecie, ale także poprzez codzienne nawyki i ruch. 

– Aktywność fizyczna to nie tylko wymiar sportowy, ale również medyczny. Widzimy dużą możliwość synergii pomiędzy nimi. To działa w dwie strony. Osoby trenujące są dziś coraz bardziej świadome, że nie sam trening pozwoli im osiągnąć cele. Profilaktyka i badania są bardzo dobrym uzupełnieniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Łukasz Wolski, dyrektor sieci Just GYM Box.

Z badania Ministerstwa Sportu i Turystyki „Poziom aktywności fizycznej Polaków w 2025 roku” wynika, że zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej spełnia co piąty Polak po 15. roku życia. Po uwzględnieniu aktywności związanej z przemieszczaniem się, np. chodzenia czy jazdy na rowerze, odsetek ten rośnie do 69 proc.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca dorosłym co najmniej 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo. Według analiz WHO osiągnięcie tego poziomu aktywności mogłoby zapobiec ponad 10 tys. przedwczesnych zgonów w krajach Unii Europejskiej rocznie oraz przynieść im oszczędności sięgające niemal 8 mld euro rocznie na wydatkach na ochronę zdrowia. Międzynarodowe wytyczne rekomendują odpowiednio dobrany wysiłek fizyczny jako część terapii m.in. chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2, otyłości, schorzeń narządu ruchu czy niektórych nowotworów.

 Ludzie, którzy borykają się z różnego rodzaju chorobami czy problemami zdrowotnymi, powinni również trenować i zadbać o aspekt medyczny nie tylko z perspektywy leków, ale bardziej holistycznie, czyli poprzez ruch – wskazuje Łukasz Wolski. – Ponad 80 proc. chorób cywilizacyjnych bierze się z otyłości, częściowo też z braku aktywności, więc to jest zajęcie się problemem od podstawy. Nie leczymy samych objawów, ale przyczynę, która się złożyła na to, że ktoś jest właśnie w takiej, a nie innej kondycji.

Raport NIZP-PZH „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania 2025” wskazuje, że dwie trzecie zgonów osób w wieku poniżej 75 lat jest związanych z przyczynami możliwymi do uniknięcia. Do najważniejszych czynników ryzyka należą m.in. otyłość, brak aktywności fizycznej, palenie tytoniu i nadużywanie alkoholu. W Polsce nadwagę ma ponad 53 proc. osób, a otyłość dotyczy blisko jednej czwartej społeczeństwa.

Z raportu Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025” wynika, że efekty pracowniczych programów zdrowotnych i wellbeingowych są lepsze, jeżeli obejmują aktywizację sportową pracowników. W badaniu naukowym „Zdrowa OdWaga” wskazano, że aktywność wspiera leczenie chorób cywilizacyjnych, dodatkowo obniżając absencję o ponad 30 proc. Programy aktywizujące pracowników przy jednoczesnym monitoringu ich stanu zdrowia, budujące nawyk regularnego treningu, przynoszą więc wymierne korzyści zarówno pracownikom, jak i organizacjom.

 Pakiet medyczny i pakiet sportowy to najpopularniejsze benefity pozapłacowe pozwalające wyróżnić się pracodawcy na rynku pracy. Natomiast połączenie tego typu usług w jedno daje jeszcze wymierny efekt w postaci optymalizacji kosztów – mówi Dominik Kurmanowski, dyrektor Działu Sprzedaży Korporacyjnej w Medicover.

Przykładem takiego podejścia jest nowy punkt Medicover w warszawskim Międzylesiu, uruchomiony we współpracy z Just GYM Box i Synevo. To pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, w ramach której opieka medyczna, diagnostyka laboratoryjna i infrastruktura sportowa funkcjonują w jednym, spójnym modelu. Integracja tych obszarów umożliwia lepszą koordynację działań profilaktycznych, diagnostycznych i wspierających proces leczenia.

 Pacjent zyskuje w jednym miejscu możliwość konsultacji swoich problemów zdrowotnych, wykonania badań laboratoryjnych i diagnostycznych oraz wykonywania zaleconych ćwiczeń w ramach rehabilitacji – tłumaczy Elżbieta Krasuska, dyrektor regionu ds. operacyjnych w Medicover.

– Do tej pory Medicover kojarzony był wyłącznie z opieką medyczną, dopiero od niedawna z benefitami związanymi z kartami sportowymi, natomiast tutaj mamy możliwość zobaczenia, jak te dwa światy się przenikają. W miejscu, gdzie jest klub sportowy, mamy jednocześnie dostęp do opieki medycznej, fizjoterapeutów, dietetyków i ortopedy – mówi Dominik Kurmanowski. – Jeśli mam nieleczoną kontuzję, to ona przeszkadza w osiąganiu założonego przeze mnie efektu i powoduje, że ćwiczenia nie są tak przyjemne. Dlatego formuła połączenia opieki medycznej z obiektem sportowym daje możliwość szybkiego usunięcia problemu i powoduje, że efekty przychodzą łatwiej.

 Diagnostyka jest nazywana królową badań, ponieważ na podstawie wyników krwi otrzymujemy informacje o stanie naszego zdrowia. Jest to bardzo istotne z punktu widzenia kolejnych kroków – zarówno rozpoznania choroby, jak i potwierdzenia, że wszystko jest z nami w porządku. Dlatego badania powinniśmy wykonywać rutynowo – przekonuje Arkadiusz Gawrych, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Synevo. – Połączenie diagnostyki, opieki medycznej i sportu może przynosić wyłącznie korzyści z punktu widzenia pacjenta. Trenując, może zadbać o siebie, wykonać badania, zweryfikować swój stan zdrowia i być z lekarzem w stałym kontakcie.

Model łączący profilaktykę, diagnostykę i aktywność fizyczną nie tylko wpisuje się w globalny trend integracji usług zdrowotnych, ale też wyznacza jego kierunek na polskim rynku. To podejście wykraczające poza tradycyjny model leczenia – stawia nacisk na aktywne budowanie zdrowia, zmianę nawyków i zapobieganie chorobom. Jak podkreślają przedstawiciele Medicover, warszawska placówka pełni rolę projektu pilotażowego i punktu odniesienia dla dalszego rozwoju. Zebrane doświadczenia mają stanowić fundament do skalowania tego modelu i wdrażania kolejnych lokalizacji w przyszłości.

– Widzimy dużą potrzebę takich rozwiązań i zasadność ich skalowania na inne rynki. Będziemy zbierać opinie pacjentów – zapowiada Elżbieta Krasuska.

– To rozwiązanie, które będzie dostępne w ramach proponowanych benefitów pozapłacowych zarówno w formie pakietu medycznego, jak i karty sportowej, ale także w formule, która łączy oba te produkty: Zdrowie Active – mówi Dominik Kurmanowski.

Źródło: Newseria

Leki z grupy analogów GLP-1 pomagają redukować masę ciała i leczą uszkodzone miejsca w organizmie. Ich wykorzystanie w leczeniu otyłości to rozsądne korzystanie z nauki. Leczeniu farmakologicznemu musi jednak towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i psychologiczna – mówili eksperci Kongresu Re_Mind.
Podczas Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind, eksperci rozmawiali m.in. o tym, w jaki sposób preparaty GLP-1 mogą obniżać apetyt i wspierać redukcję wagi w leczeniu otyłości. Prof. Paweł Bogdański, specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjologii, prodziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, zwrócił uwagę, że mówiąc o otyłości trzeba przede wszystkim odróżnić profilaktykę od leczenia.

– Naprawdę musimy zrobić wszystko, aby nie zachorować na otyłość. Średnio szansa na redukcję masy ciała u osoby z otyłością metodami niefarmakologicznymi wynosi 3-5 proc. wyjściowej masy ciała, a efekt nie jest trwały – zaznaczył prof. Paweł Bogdański.

Badania wykazywały, że wśród kobiet z BMI równym 30 zaledwie jedna na 124 ma szansę na samodzielnie zredukowanie masy ciała do prawidłowego poziomu za pomocą diety i aktywności fizycznej. Jeśli BMI wynosi 40, to taką szansę ma zaledwie 1 na 477 kobiet. U mężczyzn te statystyki kształtują się jeszcze mniej korzystnie. Przy BMI powyżej 30 tylko 1 na 210 mężczyzn ma szansę na samodzielną redukcję, a przy BMI powyżej 40, jeden na 1270.

– Mówiąc o leczeniu otyłości mówimy o leczeniu niezwykle groźnej, przewlekłej, nawracającej choroby, która samoistnie nie ustępuje. To biologiczna choroba, w której dochodzi do popsucia mechanizmów regulujących równowagę energetyczną. Jak popsują się mechanizmy biologiczne, przestanie działać ośrodek głodu, sytości, układ nagrody, jak przestają działać odpowiednie regulacje neurohormonalne, pacjent jest bezradny – wskazał ekspert Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Obecnie w leczeniu otyłości wykorzystuje się m.in. tzw. analogi GLP-1, które pierwotnie służyły do leczenia cukrzycy. – Inkretyny, analogi, to coś bardzo podobnego do substancji produkowanej w przewodzie pokarmowym. GLP-1 to cząsteczka, która jest produkowana w przewodzie pokarmowym w odpowiedzi na impuls jedzeniowy. Wiadomo było, że pomaga w obniżeniu poziomu glukozy. Potem tych odkryć było coraz więcej – opisał prof. Bogdański.

Jak powiedział, cząsteczki te wpływają korzystnie nie tylko na poziom cukru i ośrodek sytości, ale też na wiele miejsc w całym naszym organizmie. – Receptory dla tej naturalnie produkowanej substancji znajdują się w wielu miejscach, np. w wątrobie, tym samym chronią ją przed stłuszczeniem. Inkretyny w naczyniach krwionośnych i mięśniu sercowym chronią przed zawałem, zmniejszają ciśnienie tętnicze niezależnie od spadku masy ciała. Ich bardzo silny efekt przeciwzapalny powoduje, że u pacjentów z chorobą zwyrodnieniową stawów dolegliwości bólowe są mniejsze. Można powiedzieć, że oprócz tego, że pomagają redukować masę ciała, leczą te uszkodzone, zaburzone miejsca w naszym organizmie – opisywał prof. Bogdański.

Teorią set pointów mówi o tym, że organizm zapamiętuje najwyższą masę tłuszczową w życiu człowieka i różnymi metodami próbuje do niej wrócić, uruchamiając rozmaite mechanizmy w organizmie. – Współczesna nauka mówi o tym, że być może dzięki skutecznemu leczeniu stosowaniu analogów GLP-1, którymi dzisiaj dysponujemy, będziemy w stanie powoli ten set point przesuwać – powiedział ekspert. Jak mówił, potencjał tych leków jest tak duży, bo receptory GLP-1 znajdują się w wielu miejscach naszego organizmu; poprzez te receptory w korzystny sposób wpływają na nasz organizm.

Dla GLP-1 trzeba było jednak poszukać doskonałej podróbki, ponieważ te oryginalne cząsteczki były bardzo nietrwałe. – Gdybyśmy chcieli wykorzystać ten analog produkowany w przewodzie pokarmowym, musielibyśmy podłączyć komuś pompę, ponieważ średni czas życia tej cząsteczki to dwie minuty. Potem ta cząsteczka się rozpada. Praca naukowców była skupiona więc na tym, by stworzyć cząsteczkę, której życie będzie dłuższe – wyjaśnił ekspert.

Dzisiaj w Polce jest sześć zarejestrowanych preparatów opartych na analogach GLP-1, a w ciągu najbliższych pięciu lat szacuje się, że pojawi się 16 nowych. – To świetna wiadomość dla tych pacjentów chorych na otyłość, którzy dotychczas byli bezradni – zaznaczył prof. Bogdański.

Podkreślił jednak, że leki te badacze wciąż znają dość krótko; pełne rezultaty ich działania wciąż będą odkrywane. – Może się okazać, że droga, którą idziemy, nie jest optymalna, może będzie trzeba ją modyfikować; może pojawią się rozwiązania, które będą konieczne i potrzebne – zastrzegł.

Zaznaczył też, że leczeniu farmakologicznemu zawsze musi towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i bardzo często psychologiczna.

Prof. Aleksandra Łuszczyńska, psycholożka, która kieruje Centrum Badań Stosowanych nad Zachowaniami Zdrowotnymi i Zdrowiem w Uniwersytecie SWPS, zwróciła uwagę na problem, który pojawił w związku z pojawieniem tych leków.

– Mamy skutek uboczny w postaci wielkiego „hypu”, związanego z tymi lekami. Osoby z Europejskiego Towarzystwa Chorób z Otyłością mówią mi, że czują się w pewien sposób oszukane, dlatego że leki wyparły im wszystko. Wyparły im informacje o stylu życia, informacje dotyczące edukacji, informacje dotyczące tego, jaką dietę stosować – zauważyła prof. Aleksandra Łuszczyńska.

Jak zastrzegła, choć leki są przełomem w leczeniu, to żeby doprowadzić pacjenta do pełni zdrowia, potrzebna jest kompleksowa opieka.

Dodała, że pacjent powinien nauczyć się, iż jego dieta powinna zawierać dużą ilość błonnika, powinna być wysokobiałkowa, po to, żeby zabezpieczać przed redukcją masy kostnej. Pacjent powinien też utrzymywać aktywność fizyczną, żeby budować i utrzymywać masę mięśniową.

Eksperci odnieśli się też do mitów dotyczących stosowania leków opartych na analogach GLP-1, m.in. tego, że po odstawieniu powodują tzw. efekt jojo, a niektórzy określają ich użycie jako „drogę na skróty”.

Prof. Bogdański zaznaczył, że określenie efekt jojo jest trywializujące i wynika z niezrozumienia choroby otyłościowej. – W leczeniu każdej innej przewlekłej choroby, kiedy terapię się przerwie, choroba nawraca. Dlaczego nie mówimy o tym, że ktoś brał leki na nadciśnienie i gdy je odstawił, to ciśnienie wzrosło. Wtedy nie mówimy też, że ktoś ma efekt jojo – podkreślił.

– Mechanizmy działania leków (opartych na analogach GLP-1 – PAP) dalece wykraczają poza redukcję masy ciała. Zatem jak pacjent dostrzeże tę długą listę korzyści, on nie bierze leku na utratę kilogramów. On rozumie, że się chroni przed wizytami u specjalisty, że poprawił sobie lipidy, cukry, ciśnienie, że odstawił połowę leków. W którym momencie ktoś może powiedzieć, że to jest łatwizna? To jest rozsądne korzystanie z wiedzy i nauki – wskazał prof. Bogdański.

Trzydniowy Kongres i Festiwal Psychologiczny Re_Mind współorganizują Uniwersytet SWPS (USWPS), który jest też inicjatorem wydarzenia, a także Telewizja Polska i Miasto Wrocław.

Polska Agencja Prasowa i serwis Nauka w Polsce są w gronie patronów medialnych.

Źródło: inf pras

W ciągu dziesięciu lat wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wzrosły niemal trzykrotnie, jednak pacjenci nadal zmagają się z długimi kolejkami i ograniczonym dostępem do świadczeń. Autorzy raportu SGH Think Tank dla ochrony zdrowia przekonują, że dalsze zwiększanie nakładów nie wystarczy. Kluczowe staje się przesunięcie ciężaru systemu z leczenia skutków chorób na skuteczną profilaktykę i tworzenie warunków sprzyjających zdrowemu stylowi życia.
Wydatki na ochronę zdrowia w Polsce niemal się potroiły w ciągu dekady – z 107,6 mld zł w 2014 roku do 293,6 mld zł w 2024 roku, ale pacjenci wciąż zmagają się z długimi kolejkami i ograniczoną dostępnością świadczeń. Raport SGH Think Tank dla ochrony zdrowia „Nowa architektura finansowania ochrony zdrowia” wskazuje, że bez wzmocnienia profilaktyki i zmiany modelu finansowania dalszy wzrost nakładów nie przełoży się na poprawę efektów zdrowotnych ani ograniczenie chorób cywilizacyjnych.

Z opublikowanego w marcu br. raportu wynika, że całkowite wydatki na zdrowie w Polsce w 2024 roku stanowiły 8,1 proc. PKB. Poziom ten, pomimo wzrostu nominalnych nakładów, nadal pozostaje poniżej średniej w Unii Europejskiej i plasuje nasz kraj na jednym z końcowych miejsc unijnego zestawienia.

– Większość zasobów sektora skoncentrowana jest na medycynie naprawczej, czyli na chorobie, a sama definicja systemu ochrony zdrowia mówi, że głównym priorytetem powinno być zapobieganie chorobom, aby one nie obciążały zarówno obywatela w realizacji jego zadań, ambicji i celów, jak i systemu państwa poprzez zabezpieczenie zasobów, które będą musiały być zużyte do walki z chorobą podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego i dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautorka raportu.

Jak wynika z analizy przytoczonej w raporcie SGH Think Tank dla ochrony zdrowia, w 2022 roku w Polsce 88 tys. osób zmarło z przyczyn, którym można było zapobiec dzięki skutecznej profilaktyce, a kolejne 51 tys. z powodu chorób możliwych do uniknięcia przy odpowiedniej interwencji medycznej. Umieralność ta była wyższa niż średnia w krajach UE o 45 proc.

W raporcie wskazano, że działania zapobiegawcze są słabo finansowane i przegrywają z wydatkami na leczenie szpitalne i wysokospecjalistyczne. W dodatku ich efekty są odroczone w czasie i trudniejsze do bezpośredniego zmierzenia. Dotyczy to zarówno profilaktyki wtórnej, czyli badań przesiewowych, jak i pierwotnej, o której często zapominamy, a która obejmuje działania zapobiegające powstawaniu chorób, związane m.in. ze stylem życia, dietą czy warunkami środowiskowymi. Zdaniem ekspertki profilaktyka pierwotna musi znaleźć swoje właściwe miejsce w polityce państwa.

– Wymaga ona zbudowania zupełnie innego środowiska życia, w którym to, co otacza nas dookoła od pierwszych dni życia, będzie sprzyjało temu, że będziemy mogli żyć długo i w zdrowiu. Wymaga to bardzo wielu działań, tak naprawdę każdy resort ma coś do zrobienia, aby tworzyć prozdrowotne środowisko życia dla obywateli – ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Eksperci w raporcie podkreślają, że warunkiem skuteczności nowego podejścia jest podniesienie profilaktyki na poziom koordynacji rządowej. Natomiast zaangażowanie w tę politykę różnych ministerstw powodowałoby, że i jej finansowanie mogłoby pochodzić z ich budżetów.

– Dzisiaj powinniśmy spojrzeć na te elementy polityk państwa, które muszą podlec modyfikacji, aby Polak nie był stymulowany przez działania różnych branż, które skłaniają go do wyborów zagrażających zdrowiu. Przykładem jest chociażby szeroko rozumiana powszechna reklama wysokoprzetworzonej żywności i szeroki dostęp do takich produktów, niczym nieograniczony dla dzieci i młodzieży. W profilaktyce często mówimy o bardzo prostych interwencjach. Jedną z takich interwencji, która istotnie ogranicza rozwój otyłości wśród dzieci i młodzieży, jest powszechny szeroki dostęp do pitnej wody w każdej placówce edukacyjnej czy w każdym miejscu publicznym – wymienia dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego.

Jak podkreśla, to jedno z działań, które nie wymaga gigantycznych inwestycji, a które przysłuży się profilaktyce.

– Przykładem takiej interwencji jest zmiana podejścia do popularyzacji i promocji aktywności fizycznej. Ruch spontaniczny powinien być stałym elementem edukacji społeczeństwa – tłumaczy ekspertka. – Innym bardzo prostym przykładem jest wybieranie chodzenia po schodach zamiast wsiadania do windy, wiele możemy zrobić dla naszego zdrowia tu i teraz, nie czekając na regulacje systemowe. Jednak bez regulacji systemowych zbudowanie polityki państwa i środowiska życia sprzyjającego zdrowiu na pewno nie będzie możliwe.

Autorzy raportu proponują m.in. wyodrębnienie stabilnego strumienia środków na profilaktykę, powiązanego z długofalowymi celami zdrowotnymi oraz mierzalnymi efektami. Wśród rekomendacji pojawiają się także instrumenty fiskalne, takie jak podatki od produktów szkodliwych dla zdrowia, oraz mechanizmy zachęcające do wykonywania badań profilaktycznych.

– Podatki od grzechu mają zwiększać świadomość konsumenta na temat tego, co wkłada do koszyka. Nie ma wątpliwości, że dzisiaj zdrowa żywność jest istotnie droższa od żywności wysokoprzetworzonej, której wpływ na zdrowie jest bardzo negatywny. Poprzez instrumenty fiskalne państwo może zmienić relacje i zdemokratyzować dostępność do tej żywności, która jest pożądana w naszej codziennej diecie –
ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od 1 stycznia 2021 roku w Polsce obowiązuje tzw. opłata cukrowa (zwana również podatkiem cukrowym). Raport Instytutu Sobieskiego „Cukier – nałóg Polaków” przywołuje dane Centrum Monitorowania Rynku, z których wynika, że wprowadzenie tej opłaty przyczyniło się do istotnego wzrostu cen słodkich napojów bezalkoholowych – w przypadku napojów gazowanych o około 36 proc., a wód smakowych o blisko 22 proc. Popyt na te produkty spadł początkowo o około 20 proc., ale potem konsumenci przyzwyczaili się do wyższych cen lub zmienili preferencje. Rzeczywiste wpływy z podatku cukrowego są znacząco niższe, niż przewidywano. Przeciętny Polak spożywa rocznie blisko 45 kg cukru, czyli ok. 125 g dziennie.

– Towarzyszyło nam absolutne przekonanie, że to jest dobry kierunek i mówiliśmy sobie wtedy wprost, że pieniądze z podatku cukrowego powinny być przeznaczone na profilaktykę, w tym na edukację konsumencką, aby kompensować negatywne następstwa nieprawidłowych nawyków żywieniowych Polaków. Niestety tak się nie stało, środki z opłaty cukrowej trafiły do ogólnego budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia i niestety nie realizują tych celów – mówi ekspertka.

Raport Warsaw Enterprise Institute na temat opłaty cukrowej „Troska o zdrowie czy skok na kasę” przypomina, że w Polsce 96,5 proc. przychodów z opłaty trafia do ogólnego budżetu. W dużej mierze nie finansują więc edukacji, profilaktyki oraz leczenia chorób wynikających z niewłaściwych wyborów żywieniowych, w tym otyłości i nadwagi, tylko trafiają na ogólne potrzeby NFZ.

– Od wdrożenia opłaty cukrowej minęło już kilka lat, a nadal działania w obszarze profilaktyki i leczenia otyłości są dalekie od tego, czego potrzebuje polskie społeczeństwo – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Z danych przytaczanych w raporcie SGH wynika, że nadwagę ma ponad 53 proc. Polaków, a otyłość dotyczy blisko 25 proc. populacji, przy czym problem coraz częściej występuje u dzieci. Na cukrzycę choruje ok. 5,6 proc. społeczeństwa.

W Polsce kontrowersyjne pozostaje ustawodawstwo w zakresie podatku VAT na wodę i napoje. Obecnie woda butelkowana objęta jest podstawową stawką wynoszącą 23 proc., podobnie jak napoje gazowane czy alkohol. Z kolei napoje z dodatkiem co najmniej 20 proc. soku korzystają z preferencyjnej stawki 5 proc.

 Jestem zwolenniczką wzrostu nakładów zarówno na profilaktykę, jak i na leczenie, pod warunkiem że zmieniamy zasady alokacji tych środków i sposób organizacji systemu ochrony zdrowia. Bez zreformowania samego systemu profilaktyki pierwotnej, profilaktyki wtórnej oraz ścieżki pacjenta w procesie diagnozy i leczenia kolejne wzrosty finansowania mogą niestety prowadzić do tego, że za dużo więcej pieniędzy uzyskamy dokładnie tę samą niesatysfakcjonującą Polaków opiekę zdrowotną – mówi współautorka raportu.

Źródło: Newseria

Eksperymentalny lek surwodutyd może stać się nową opcją terapeutyczną dla osób z otyłością oraz metaboliczną stłuszczeniową chorobą wątroby (MASLD). Firma Boehringer Ingelheim poinformowała o pozytywnych wynikach dwóch globalnych badań III fazy, które wykazały istotną redukcję masy ciała, tkanki tłuszczowej trzewnej oraz zawartości tłuszczu w wątrobie. Wyniki zaprezentowano podczas Sesji Naukowych Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA 2026) i opublikowano na łamach prestiżowych czasopism naukowych. Eksperci podkreślają, że nowa terapia może odpowiadać na rosnące potrzeby pacjentów z otyłością i chorobami metabolicznymi, które zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2, schorzeń sercowo-naczyniowych oraz uszkodzenia wątroby.

– Firma Boehringer Ingelheim ogłosiła pozytywne wyniki dwóch globalnych badań fazy III dotyczących podwójnego agonisty receptorów glukagonu/GLP‑1 – surwodutydu (BI 456906) – SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD. Wyniki te wskazują, że surwodutyd może wspomagać redukcję masy ciała, a tym samym poprawę zdrowia metabolicznego, w dwóch odrębnych populacjach: u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą, bez cukrzycy typu 2 (SYNCHRONIZE‑1), oraz u osób dorosłych z nadwagą lub otyłością oraz chorobą stłuszczeniową wątroby związaną z dysfunkcją metaboliczną (MASLD) z cechami zapalenia i (lub) włóknienia (SYNCHRONIZE‑MASLD). Pełne wyniki badań SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD przedstawiono dzisiaj podczas Sesji Naukowych 2026 Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA) i jednocześnie opublikowano odpowiednio w czasopismach The New England Journal of Medicine oraz Nature Medicine.

Wyniki badania SYNCHRONIZE‑1

W 76‑tygodniowym badaniu fazy III SYNCHRONIZE‑1 oceniano surwodutyd u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą, bez cukrzycy typu 2. Pozytywne wstępne dane ogłoszone w kwietniu wskazywały, że w badaniu osiągnięto pierwszorzędowe punkty końcowe przy użyciu zmiennych oszacowania dotyczących schematu leczenia*, jak również dotyczących skuteczności†.1Utrzymującą się redukcję masy ciała o średnio 16,6% zaobserwowano przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności, przy statystycznie istotnej redukcji w porównaniu z 3,2% w grupie placebo (p<0,0001).

W badaniu dodatkowym utrata tkanki tłuszczowej zaobserwowana u pacjentów, u których wykonano pomiary metodą rezonansu magnetycznego podczas oceny wyjściowej oraz przy zakończeniu badania w trakcie leczenia, wykazała względne zmniejszenie zawartości tkanki tłuszczowej trzewnej nawet o 34,0%.2 Dodatkowa analiza wykazała, że masa beztłuszczowa odpowiadała za nie więcej niż 10,8% zmiany całkowitej masy tkanek przy zastosowaniu najwyższej dawki, co wskazuje, że redukcja masy ciała wynikała głównie ze zmniejszenia masy tkanki tłuszczowej. W tym samym badaniu dodatkowym zaplanowana z góry analiza wykazała, że u osób dorosłych leczonych surwodutydem nastąpiło zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie nawet o 63,1%, co dodatkowo wskazuje na korzystny wpływ surwodutydu na zdrowie metaboliczne.

„U osób z otyłością redukcja masy ciała stanowi dopiero część rozwiązania problemu. Występuje u nich zwiększone ryzyko rozwoju poważnych schorzeń związanych z otyłością i towarzyszącą jej dysfunkcją metaboliczną, w tym metabolicznych chorób wątroby, cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo‑naczyniowych. Istnieje pilna potrzeba opracowania terapii, które będą nie tylko skutecznie redukowały masę ciała, ale jednocześnie będą oddziaływały na te współistniejące schorzenia” – powiedział dr Lee Kaplan, dyrektor Instytutu Otyłości i Metabolizmu w Bostonie w stanie Massachusetts, USA, oraz przewodniczący komitetu wykonawczego programu badań SYNCHRONIZE. „Bardzo cieszy mnie, że dane te pokazują, iż podwójne agonistyczne działanie na receptory glukagonu i GLP‑1 przez surwodutyd stanowi obiecujące podejście terapeutyczne dla osób z otyłością oraz dla pacjentów ze związanymi z otyłością metabolicznymi chorobami wątroby, w tym MASLD i MASH”.

„Otyłość jest złożoną chorobą związaną z gospodarką metaboliczną organizmu. Nadmiar tkanki tłuszczowej trzewnej, zlokalizowanej głównie w obrębie jamy brzusznej, jest znanym czynnikiem przyczyniającym się do dysfunkcji metabolicznej i pozostaje ściśle związany z zaburzeniami czynności wątroby” – powiedział Shashank Deshpande, przewodniczący zarządu i dyrektor działu Human Pharma w Boehringer Ingelheim. „Poprzez oddziaływanie na otyłość, a jednocześnie na tkankę tłuszczową trzewną i tłuszcz wątrobowy, surwodutyd może potencjalnie na nowo zdefiniować możliwości ukierunkowanej terapii wspomagającej redukcję masy ciała, ponieważ naszym celem jest modyfikacja kluczowych czynników nasilających dysfunkcję metaboliczną, często związaną z otyłością”.

Zdrowie metaboliczne odnosi się do sposobu, w jaki organizm przetwarza składniki odżywcze i utrzymuje homeostazę. Otyłość, jako choroba złożona, wykracza poza samą masę ciała i wiąże się z zaburzeniami procesów metabolicznych. Nawet u trzech na cztery osoby z otyłością występuje choroba stłuszczeniowa wątroby związaną z dysfunkcją metaboliczną (MASLD), w której dochodzi do nadmiernego gromadzenia się tłuszczu w wątrobie. U około jednej trzeciej osób z otyłością może to prowadzić do rozwoju poważniejszego stadium choroby, określanego jako stłuszczeniowe zapalenie wątroby związane z dysfunkcją metaboliczną (MASH), które charakteryzuje się stanem zapalnym i uszkodzeniem wątroby.

Wyniki badania SYNCHRONIZE‑MASLD

Pozytywne wyniki badania fazy III SYNCHRONIZE‑MASLD dodatkowo potwierdzają potencjalną skuteczność surwodutydu w zakresie poprawy zdrowia metabolicznego, wykazując korzystny wpływ na redukcję masy ciała oraz ukierunkowane zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie. W badaniu SYNCHRONIZE‑MASLD oceniano stosowanie surwodutydu przez 48 tygodni u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą oraz MASLD z cechami zapalenia i (lub) włóknienia, zarówno z cukrzycą typu 2, jak i bez cukrzycy.

W badaniu tym osiągnięto równorzędne pierwszorzędowe punkty końcowe przy użyciu zmiennych oszacowania dotyczących schematu leczenia, jak również skuteczności, przy czym wyniki wykazały, że nawet u 84,2% uczestników leczonych surwodutydem wystąpiła względna redukcja zawartości tłuszczu w wątrobie o co najmniej 30% w przypadku użycia zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności – co stanowiło statystycznie istotną poprawę w porównaniu z 24,3% w grupie placebo (p<0,0001). W badaniu osiągnięto drugi równorzędny pierwszorzędowy punkt końcowy przy względnej redukcji masy ciała do 12,2%, przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności, w porównaniu z 1,0% w grupie placebo (p<0,0001). Dodatkowe szczegółowe wyniki dotyczące drugorzędowego punktu końcowego wykazały, że nawet 6 na 10 pacjentów (61,0%) osiągnęło normalizację zawartości tłuszczu w wątrobie (zawartość tłuszczu w wątrobie <5%) po 48 tygodniach przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności w porównaniu z 5,7% w grupie placebo.

Pozytywne trendy zaobserwowano również w odniesieniu do innych drugorzędowych punktów końcowych oceniających biomarkery związane z wątrobą, takie jak aktywność aminotransferazy alaninowej (ALT), sygnalizujące redukcję stanu zapalnego.

Zgodnie z oczekiwaniami dotyczącymi terapii opartych na GLP‑1, w badaniu SYNCHRONIZE‑1 najczęściej zgłaszanymi zdarzeniami niepożądanymi związanymi ze stosowaniem surwodutydu były zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego, które w większości przypadków miały nasilenie łagodne do umiarkowanego i zazwyczaj występowały w fazie zwiększania dawki. Zdarzenia występujące częściej niż w grupie placebo obejmowały nudności, wymioty, biegunkę i zaparcia. Odsetek pacjentów przerywających leczenie z powodu zdarzeń niepożądanych ze strony przewodu pokarmowego wynosił 19% w grupie leczonej surwodutydem w porównaniu z 2,9% w grupie placebo. Wyniki te były spójne w całym badaniu SYNCHRONIZE‑MASLD, a także zgodne ze znanymi efektami klasy leków. W żadnym z badań nie odnotowano żadnych nowych sygnałów dotyczących bezpieczeństwa.

Badania SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD wskazują łącznie na potencjalne korzyści wynikające z podwójnego agonistycznego działania na receptory glukagonu/GLP‑1 u osób z otyłością i pacjentów z MASLD oraz oznakami stanu zapalnego i (lub) włóknienia. Surwodutyd może wypełnić istniejącą potrzebę opracowania skutecznego leczenia tych schorzeń, ponieważ jego agonistyczne działanie na receptor GLP‑1 zmniejsza apetyt przy jednoczesnym zwiększaniu uczucia pełności i sytości. Z drugiej strony, uważa się, że agonistyczne działanie wobec glukagonu działa bezpośrednio na wątrobę, zmniejszając zawartość tłuszczu w tym narządzie, regulując jego funkcje metaboliczne, a także zmniejszając nasilenie stanu zapalnego i włóknienia. Surwodutyd jest lekiem eksperymentalnym i nie został jeszcze zatwierdzony do stosowania; jego skuteczność i bezpieczeństwo nie zostały ustalone.

Ponadto w ramach szerszego programu badań klinicznych opracowuje się zestaw badań fazy IIIb w celu wypełnienia istniejących kluczowych potrzeb osób z otyłością leczonych w warunkach rzeczywistej praktyki klinicznej. Na ten rok zaplanowano rozpoczęcie kolejnych badań: w badaniu SYNCHRONIZE‑HERA surwodutyd będzie oceniany pod względem wpływu na zdrowie kobiet; badanie ELEVATE‑LIVER pozwoli ocenić wpływ surwodutydu na utrzymanie czynności i struktury serca u osób z MASLD lub wczesną postacią MASH; natomiast w badaniu SYNCHRONIZE‑START oceniane będą metody dostosowywania dawek w warunkach rzeczywistej praktyki, w tym rozpoczynanie leczenia oraz zmiana leczenia z GLP‑1 RA, ze szczególnym uwzględnieniem tolerancji. Działania te uzupełnią badania SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD w ramach szerszego, globalnego programu badań fazy III dotyczącego nadwagi i otyłości, obejmującego kluczowe subpopulacje pacjentów. Surwodutyd jest również analizowany w dwóch globalnych badaniach klinicznych fazy III – LIVERAGE oraz LIVERAGE‑Cirrhosis – oceniających skuteczność i bezpieczeństwo stosowania tego leku u osób dorosłych z MASH i zwłóknieniem w stadium 2 lub 3 oraz u pacjentów z wyrównaną marskością wątroby w przebiegu MASH (ze zwłóknieniem w stadium 4).

Źródło: inf pras

Wskaźnik masy ciała (BMI) od dekad pozostaje jednym z najczęściej stosowanych narzędzi do oceny masy ciała i ryzyka zdrowotnego. Nowe badanie przeprowadzone w północnych Włoszech sugeruje jednak, że jego diagnostyczna precyzja może być znacznie ograniczona. Analiza z wykorzystaniem dokładnych pomiarów składu ciała wykazała, że ponad jedna trzecia dorosłych została zaklasyfikowana do niewłaściwej kategorii masy ciała, gdy oceny dokonywano wyłącznie na podstawie BMI. Wyniki badania wpisują się w coraz szerszą dyskusję naukową na temat roli tego wskaźnika w praktyce klinicznej i zdrowiu publicznym.
BMI – prosty wskaźnik, ogromny wpływ na decyzje zdrowotne
Wskaźnik masy ciała, czyli BMI (body mass index), jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych narzędzi oceny stanu odżywienia zarówno w praktyce klinicznej, jak i w badaniach epidemiologicznych. Jego popularność wynika przede wszystkim z prostoty obliczeń: BMI jest ilorazem masy ciała w kilogramach i kwadratu wzrostu wyrażonego w metrach. Na tej podstawie definiuje się cztery podstawowe kategorie: niedowagę, prawidłową masę ciała, nadwagę oraz otyłość.

Takie progi klasyfikacyjne stosują najważniejsze instytucje zdrowia publicznego na świecie, w tym m.in. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). W praktyce oznacza to, że BMI jest podstawą wielu decyzji medycznych, statystyk zdrowotnych, a nawet rozwiązań administracyjnych czy ubezpieczeniowych.

Jednocześnie od lat w środowisku naukowym pojawiają się wątpliwości dotyczące jego dokładności. BMI nie uwzględnia bowiem rzeczywistej struktury ciała – proporcji między tkanką tłuszczową, mięśniową i kostną ani rozmieszczenia tkanki tłuszczowej w organizmie. W rezultacie osoby o podobnym BMI mogą znacząco różnić się pod względem składu ciała i związanych z nim zagrożeń zdrowotnych.
Badanie z północnych Włoch: porównanie BMI z dokładną analizą składu ciała

Na te ograniczenia zwrócili uwagę badacze z Uniwersytetu w Weronie oraz Uniwersytetu Modeny i Reggio Emilia, którzy przeprowadzili szeroko zakrojone badanie oceniające trafność klasyfikacji BMI w populacji ogólnej dorosłych mieszkańców północnych Włoch. Wyniki pracy opublikowano w czasopiśmie naukowym Nutrients.

W analizie uwzględniono 1351 dorosłych osób w wieku od 18 do 98 lat. Około 60 procent uczestników stanowiły kobiety, a średni wiek badanej populacji wynosił 45,5 roku. Na podstawie klasycznego wskaźnika BMI uczestników zaklasyfikowano do czterech kategorii: niedowagi, prawidłowej masy ciała, nadwagi i otyłości.

Kluczowym elementem badania było jednak porównanie tych wyników z analizą rzeczywistej zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie. W tym celu wykorzystano metodę DXA (dual-energy X-ray absorptiometry), uznawaną za jedną z najdokładniejszych technik pomiaru składu ciała. Metoda ta pozwala określić nie tylko procent tkanki tłuszczowej, ale także rozmieszczenie poszczególnych jej komponentów.

Jedna trzecia dorosłych zaklasyfikowana nieprawidłowo

Porównanie obu metod przyniosło wyniki, które zdaniem autorów badania powinny skłonić do ponownej refleksji nad rolą BMI w ocenie stanu zdrowia populacji. Okazało się bowiem, że zgodność między klasyfikacją BMI a rzeczywistą zawartością tkanki tłuszczowej była stosunkowo niska.

Ogólnie rzecz biorąc, około 32,5 procent uczestników badania zostało zaklasyfikowanych do niewłaściwej kategorii masy ciała, gdy oceny dokonywano wyłącznie na podstawie BMI. Oznacza to, że niemal co trzeci dorosły znalazł się w kategorii niedowagi, nadwagi lub otyłości, która nie odpowiadała jego rzeczywistemu poziomowi tkanki tłuszczowej.

Największe rozbieżności dotyczyły skrajnych kategorii BMI. W grupie osób z niedowagą według BMI aż 68 procent zostało uznanych za błędnie sklasyfikowane – większość z nich w rzeczywistości mieściła się w zakresie prawidłowej zawartości tkanki tłuszczowej. W przypadku nadwagi ponad połowa badanych również została przypisana do tej kategorii niesłusznie.

Również w kategorii otyłości odnotowano znaczące różnice. Około jedna trzecia osób uznanych za otyłe na podstawie BMI okazała się mieć poziom tkanki tłuszczowej odpowiadający jedynie nadwadze.

Największe rozbieżności u młodych dorosłych i osób starszych

Analiza szczegółowa pokazała również, że skala błędnej klasyfikacji różniła się w zależności od wieku. Największy odsetek nieprawidłowych klasyfikacji dotyczył młodych dorosłych w wieku 18–39 lat oraz osób starszych powyżej 60. roku życia.

Wśród młodych dorosłych błędna klasyfikacja dotyczyła ponad 40 procent uczestników badania. Z kolei w grupie osób w wieku 60–79 lat odsetek ten wynosił około 39 procent. Wyniki te mogą mieć związek ze zmianami składu ciała zachodzącymi w ciągu życia.

Proces starzenia wiąże się z naturalnym wzrostem udziału tkanki tłuszczowej oraz stopniową utratą masy mięśniowej, określaną jako sarkopenia. Zmiany te mogą zachodzić bez znaczących zmian całkowitej masy ciała, a tym samym bez wyraźnej zmiany wartości BMI. W rezultacie osoby o podobnym BMI mogą mieć zupełnie różny poziom tkanki tłuszczowej i odmienne ryzyko zdrowotne.

Dlaczego BMI może wprowadzać w błąd

Zdaniem autorów badania główną przyczyną rozbieżności między BMI a rzeczywistym poziomem tkanki tłuszczowej jest konstrukcja samego wskaźnika. BMI opiera się wyłącznie na dwóch parametrach – masie ciała i wzroście – nie uwzględnia natomiast struktury organizmu.

W praktyce oznacza to, że osoby o dużej masie mięśniowej mogą być klasyfikowane jako osoby z nadwagą lub otyłością, mimo że ich poziom tkanki tłuszczowej jest prawidłowy. Z kolei osoby o prawidłowym BMI mogą mieć podwyższony poziom tkanki tłuszczowej, zwłaszcza trzewnej, co wiąże się z wyższym ryzykiem chorób metabolicznych.

Z tego powodu w ostatnich latach coraz częściej podkreśla się znaczenie wskaźników, które lepiej odzwierciedlają rozmieszczenie tkanki tłuszczowej. Należą do nich między innymi stosunek obwodu talii do wzrostu czy bezpośrednie pomiary składu ciała wykonywane metodami bioimpedancji lub densytometrii.

Konsekwencje dla systemów zdrowia publicznego

Autorzy badania zwracają uwagę, że niedokładności BMI mogą mieć znaczenie nie tylko kliniczne, ale także społeczne i ekonomiczne. W wielu krajach wskaźnik ten jest bowiem wykorzystywany w polityce zdrowotnej, programach profilaktycznych, a nawet w systemach ubezpieczeniowych.

Jeśli BMI zawyża częstość występowania nadwagi i otyłości, może prowadzić do nieprecyzyjnych ocen stanu zdrowia populacji oraz niepotrzebnego kierowania części osób do programów redukcji masy ciała. Z drugiej strony może także maskować rzeczywiste problemy zdrowotne u osób o prawidłowym BMI, ale niekorzystnym składzie ciała.

Dlatego badacze sugerują, aby w praktyce klinicznej BMI traktować raczej jako wskaźnik wstępny, który powinien być uzupełniany dodatkowymi pomiarami. Wśród najprostszych i najtańszych metod wskazuje się między innymi pomiary obwodu talii, stosunek talii do wzrostu czy analizę składu ciała.

Czy BMI wymaga rewizji?

Wnioski płynące z badania nie oznaczają, że BMI powinno zostać całkowicie porzucone. Autorzy podkreślają, że wskaźnik ten nadal może być użyteczny jako narzędzie przesiewowe, zwłaszcza w dużych badaniach populacyjnych.

Jednocześnie ich zdaniem wyniki analizy pokazują, że poleganie wyłącznie na BMI może prowadzić do błędnej oceny stanu zdrowia części populacji. Dlatego w przyszłości konieczne może być wprowadzenie bardziej złożonych modeli oceny masy ciała, które będą uwzględniały wiek, płeć, skład ciała oraz dystrybucję tkanki tłuszczowej.

Autorzy sugerują również potrzebę dalszych badań w innych populacjach europejskich oraz poza Europą. Pozwoliłoby to sprawdzić, czy podobna skala błędnej klasyfikacji występuje także w innych grupach etnicznych i regionach świata.

Źródła: Milanese C., Itani L., Cavedon V., El Ghoch M. The WHO BMI System Misclassifies Weight Status in Adults from the General Population in North Italy: A DXA-Based Assessment Study (18–98 Years). Nutrients 2025.; European Association for the Study of Obesity – materiały prasowe ECO 2026.

Prawie 40 proc. dzieci w trzeciej klasie szkoły podstawowej ma nadwagę lub otyłość, a u części nastolatków coraz częściej obserwuje się problemy ze zdrowiem psychicznym i cyberprzemocą – wynika z badań przedstawionych podczas panelu o zdrowiu dzieci i młodzieży na Kongresie Wyzwań Zdrowotnych.

 
O wynikach wieloletnich badań populacyjnych mówiła podczas drugiego dnia kongresu kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży dr Anna Dzielska. Wskazała, że analiza obejmuje zarówno najmłodsze dzieci w wieku wczesnoszkolnym, jak i młodzież.

Jak wynika z badania COSI (Childhood Obesity Surveillance Initiative), prowadzonego we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia w kilkudziesięciu krajach, problem nadmiernej masy ciała wśród dzieci w Polsce jest znaczący. – W trzeciej klasie szkoły podstawowej nadwagę lub otyłość ma prawie 40 proc. dzieci – dokładnie 36,5 proc. W pierwszej klasie jest to 27,5 proc., co pokazuje, że częstość występowania rośnie wraz z wiekiem – powiedziała dr Dzielska.

Według ekspertki problem częściej dotyczy chłopców. U około 20 proc. z nich wskaźniki masy ciała wskazują już na otyłość, a nie jedynie nadwagę.

W ramach badań prowadzono także obserwację długoterminową ok. 600 dzieci, u których – za zgodą rodziców – wykonano badania genetyczne. Ich celem było sprawdzenie, w jakim stopniu za nadwagę i otyłość odpowiadają właśnie czynniki genetyczne. – Wśród dzieci z nadwagą i otyłością niecałe 7 proc. miało potencjalnie patogenne warianty genetyczne związane z tym problemem, a prawie 20 proc. warianty o niepewnym znaczeniu – wskazała.

Badania objęły również poziom cholesterolu. Podwyższony cholesterol całkowity stwierdzono u około połowy dzieci z analizowanej grupy. Jedynie w ok. 3 proc. przypadków potwierdzono genetyczne podłoże hipercholesterolemii.

Badacze analizowali także poziom aktywności fizycznej dzieci. W badaniach ankietowych około 80 proc. rodziców deklarowało, że ich dzieci spełniają rekomendacje WHO dotyczące minimum 60 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności dziennie. Jednak pomiary wykonane za pomocą akcelerometrów pokazały znacznie niższy poziom aktywności. – Okazało się, że tylko około 45 proc. ośmiolatków faktycznie spełnia te rekomendacje – powiedziała dr Dzielska.

Aktywność częściej osiąga zalecany poziom w dni szkolne niż w weekendy. Według badaczki może to być związane z obowiązkowymi zajęciami wychowania fizycznego.

Problem dotyczy także snu. Około 80 proc. rodziców uważa, że ich dzieci śpią co najmniej dziewięć godzin na dobę. Tymczasem dane z pomiarów wskazują, że rzeczywisty sen jest krótszy i przerywany. Średni czas snu zbliża się do dziewięciu godzin, jednak około półtorej godziny stanowią wybudzenia lub okresy czuwania.

Drugim omawianym projektem było międzynarodowe badanie HBSC (Health Behaviour in School-aged Children), prowadzone w Polsce od lat 90. co cztery lata. Badanie wskazuje, że objawy psychosomatyczne – takie jak bóle głowy, bóle pleców, rozdrażnienie czy zdenerwowanie – występują bardzo często. – U połowy dziewcząt w wieku 11 lat dwa lub więcej takich objawów pojawia się częściej niż raz w tygodniu. Wśród 15-latek dotyczy to już trzech czwartych badanych – powiedziała dr Dzielska.

Zjawisku temu towarzyszą problemy z postrzeganiem własnego ciała. Według wyników badań Polska należy do krajów o najwyższym odsetku młodzieży przekonanej, że ma nadwagę – wśród około 50 państw uczestniczących w badaniu.

Eksperci zwrócili również uwagę na rosnącą rolę środowiska cyfrowego w życiu młodzieży. Z danych przedstawionych podczas panelu wynika, że około jedna czwarta nastolatków doświadcza cyberprzemocy, a co dziesiąty wykazuje symptomy nadużywania mediów społecznościowych. Jednocześnie w niektórych obszarach widoczne są pozytywne zmiany. Badania wskazują m.in. na spadek spożycia słodzonych napojów wśród młodzieży, co – zdaniem badaczy – może być efektem wprowadzonych w ostatnich latach regulacji.

Wyniki badań zostały zaprezentowane w trakcie panelu poświęconego wyzwaniom w zdrowiu dzieci i młodzieży podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych. Organizatorem wydarzenia jest Grupa PTWP, wydawca magazynu i portalu Rynek Zdrowia oraz organizator Europejskiego Kongresu Gospodarczego.(PAP)

Źródło: Naukawpolsce.pl

W momencie, gdy świat nauki coraz wyraźniej nazywa żywność ultraprzetworzoną jednym z głównych czynników współczesnego kryzysu zdrowia publicznego, w Polsce wciąż nie potrafimy jej nawet zdefiniować. Ta luka nie jest jedynie problemem terminologicznym. Przekłada się na brak realnych regulacji, rozproszenie odpowiedzialności między resortami i – w efekcie – na systemową bezradność wobec zjawiska, które dotyka już nie tylko jednostek, ale całych grup społecznych i kolejnych pokoleń.
Seria artykułów „Ultra-Processed Foods and Human Health”, opublikowana w 2025 roku na łamach The Lancet, nie pozostawia wątpliwości: żywność ultraprzetworzona nie jest neutralnym elementem współczesnej diety, lecz produktem systemu żywnościowego podporządkowanego maksymalizacji zysku, a nie zdrowiu populacji. Autorzy, analizując ponad sto długoterminowych badań, wskazują na jednoznaczny związek pomiędzy wysokim udziałem UPF w diecie a wzrostem ryzyka otyłości, cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych, depresji oraz przedwczesnej śmierci. W krajach wysokorozwiniętych produkty ultraprzetworzone dostarczają już ponad połowę energii spożywanej dziennie, a w grupach młodszych i mniej zamożnych – nawet do 80 procent.

Ten globalny kontekst coraz częściej przenika do polskiej debaty publicznej. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości wprost wskazywano, że Polska znajduje się w fazie bardzo szybkiej transformacji żywieniowej. Tania, masowo produkowana i intensywnie promowana żywność wypiera tradycyjne wzorce żywienia, a edukacja zdrowotna nie nadąża za skalą zmian. Jak padło z ust przewodniczącej zespołu Małgorzaty Niemczyk: „ta żywność wysoko przetworzona tak naprawdę dzisiaj jest killerem społeczności nie tylko naszych, wyrządza bardzo dużo szkód nie tylko zdrowotnych, ale również i gospodarczych”.

Jednocześnie to właśnie na poziomie państwa pojawia się zasadniczy problem: brak formalnej definicji żywności ultraprzetworzonej. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia otwarcie przyznają, że bez takiej definicji UPF podlega tym samym regulacjom co żywność tradycyjna, a działania resortu koncentrują się głównie na edukacji i podnoszeniu świadomości konsumentów. W praktyce oznacza to ograniczoną możliwość wprowadzania systemowych rozwiązań – od jednoznacznego znakowania produktów, przez regulacje marketingowe, po spójne narzędzia fiskalne.

Ten rozdźwięk był jednym z najmocniej wybrzmiewających wątków posiedzenia. Z jednej strony administracja publiczna wskazuje na brak podstaw prawnych do wyróżniania UPF, z drugiej – prowadzi prace nad nowelizacją tzw. rozporządzenia sklepikowego, które ma ograniczać dostęp dzieci do produktów o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu. W odpowiedzi na tę sprzeczność padło pytanie, które dobrze oddaje istotę problemu: jak skutecznie ograniczać coś, czego nie potrafimy nazwać?

Eksperci zdrowia publicznego podkreślali, że obecna strategia – oparta niemal wyłącznie na edukacji – nie wystarczy. Nawet najlepiej przygotowane kampanie informacyjne nie są w stanie konkurować z agresywnym marketingiem produktów ultraprzetworzonych, zwłaszcza tym skierowanym do dzieci i młodzieży. Wskazywano na influencerów, media społecznościowe i mechanizmy budowania mody na konkretne produkty, które działają szybciej i skuteczniej niż jakiekolwiek zalecenia żywieniowe. Jak zauważono, dzieci często wiedzą, że dany produkt jest „zły” lub „niezdrowy”, ale i tak po niego sięgają – bo jest popularny, rozpoznawalny i obecny w ich cyfrowym świecie.

W tym kontekście coraz częściej pojawia się porównanie do przemysłu tytoniowego. Autorzy publikacji w „The Lancet”, a także eksperci związani z World Health Organization, wskazują, że odpowiedzialność za skalę problemu nie może być przerzucana wyłącznie na konsumentów. UPF są produktem środowiska regulacyjnego, które przez lata pozwalało na intensywną promocję, brak przejrzystego znakowania i uprzywilejowanie interesów producentów. Bez ograniczenia marketingu, zwłaszcza wobec dzieci, oraz bez ochrony procesów decyzyjnych przed lobbingiem, zmiana wzorców żywieniowych pozostanie iluzją.

Podczas posiedzenia wielokrotnie powracał również temat opłaty cukrowej. Choć jest ona jednym z nielicznych narzędzi fiskalnych mających realny wpływ na wybory konsumenckie, jej kształt wciąż budzi kontrowersje. Przedstawiciele organizacji pacjenckich i eksperci żywieniowi wskazywali na brak spójnego stanowiska państwa oraz na potrzebę włączenia środowisk klinicznych i społecznych w proces konsultacji. Bez tego – jak argumentowano – opłata pozostanie instrumentem fiskalnym, a nie elementem polityki zdrowotnej.

Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z dyskusji o edukacji. Choć wszyscy uczestnicy zgadzali się co do jej znaczenia, coraz wyraźniej wybrzmiewał argument, że mówienie o zdrowym stylu życia nie idzie w parze z realnymi zmianami w instytucjach publicznych. Szkoły, szpitale, stołówki, kolonie i wydarzenia finansowane ze środków publicznych wciąż często reprodukują te same niekorzystne wzorce żywieniowe. Dzieci uczą się nie tyle z programów nauczania, ile z tego, co faktycznie znajduje się na stołach i w sklepikach.

Wypowiedzi ekspertów akademickich i klinicznych układały się w spójną diagnozę: brak strategii, brak koordynacji i brak sprawczości. Dokumenty i rekomendacje – w tym gotowe strategie redukcji otyłości – od lat pozostają na biurkach resortów, podczas gdy koszty zdrowotne i ekonomiczne nadwagi i otyłości rosną. Padały konkretne liczby: miliardy złotych wydawane na leczenie powikłań choroby otyłościowej i jednoczesny brak relatywnie niewielkich środków na długofalowe programy profilaktyczne.

W tle tej debaty wybrzmiewa pytanie zasadnicze: czy państwo nadal widzi swoją rolę jako aktywnego regulatora rynku żywności, czy ogranicza się do roli obserwatora i edukatora? Brak definicji żywności ultraprzetworzonej nie jest neutralny – to decyzja, która realnie kształtuje politykę zdrowotną. Dopóki UPF pozostają „niewidzialne” w systemie prawnym, dopóty trudno oczekiwać, że uda się zahamować epidemię chorób dietozależnych.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia nie przyniosło gotowych rozwiązań. Przyniosło jednak coś równie istotnego: wyraźne potwierdzenie, że problem został już nazwany na poziomie eksperckim i społecznym. Dziś nie chodzi o kolejne analizy, lecz o decyzję, czy zdrowie publiczne stanie się realnym priorytetem polityki państwa – także wtedy, gdy oznacza to konflikt z silnymi interesami rynku.

Źródła:
zapis posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości
www.thelancet.com
Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLRwP) wraz z Polskim Towarzystwem Badań nad Otyłością opublikowały zaktualizowane wytyczne diagnostyki i leczenia nadwagi oraz otyłości. Dokument — adresowany do praktyki POZ — obejmuje zarówno dzieci, jak i dorosłych i ma pomóc lekarzom szybciej rozpoznawać chorobę otyłościową, skuteczniej leczyć i konsekwentnie monitorować efekty terapii. To pierwsza tak szeroka aktualizacja od lat 2017–2018 i zarazem kompendium uszyte pod realia gabinetu rodzinnego.
Otyłość nie zwalnia tempa i coraz częściej trafia do gabinetów POZ jako choroba z licznymi powikłaniami metabolicznymi i sercowo-naczyniowymi. Pierwsza edycja wytycznych KLRwP powstała dekadę temu — od tego czasu zmieniło się niemal wszystko: mamy nowe dane o skuteczności interwencji niefarmakologicznych, lepsze narzędzia do oceny ryzyka i nową farmakoterapię, a także mocniejsze akcenty na opiekę długofalową oraz pracę zespołową. Aktualizacja z 2025 r. porządkuje to w jednym, praktycznym przewodniku dla lekarza rodzinnego.

Co wnosi aktualizacja

Nowe „Zasady postępowania…” stawiają na szybkość identyfikacji pacjenta z nadmierną masą ciała i natychmiastowe wdrożenie ścieżki postępowania w POZ. Struktura dokumentu odzwierciedla typowy przebieg wizyty: od rozpoznania i oceny ryzyka, przez dobór interwencji (styl życia, wsparcie behawioralne, farmakoterapia zgodna z aktualnymi wskazaniami), aż po kryteria kierowania do poradni specjalistycznych i do ośrodków chirurgii bariatrycznej. Zaktualizowane rekomendacje integrują dorosłych i pediatrię w jednym standardzie, co ma ułatwić przejście pacjentów między opieką dziecięcą a dorosłą.

W tle wytycznych KLRwP/PTBO są także prace środowiska otyłościologicznego (PTLO) porządkujące definicję choroby otyłościowej i algorytmy leczenia — lekarz rodzinny zyskuje więc spójny punkt odniesienia do codziennych decyzji terapeutycznych.

POZ jako „pierwsza linia” — i co z tego wynika

Lekarz rodzinny ma dziś szansę wyhamować kaskadę powikłań, jeśli zacznie działać wcześnie i schematycznie: standaryzowane pomiary, systematyczna kontrola, realistyczne cele i eskalacja terapii, gdy efekt jest niewystarczający. Nowe wytyczne pomagają tę ścieżkę usystematyzować. Co więcej, dokument porządkuje zasady pracy z rodziną pacjenta i wskazuje momenty, w których warto włączyć dietetyka, psychologa lub rehabilitację — czyli budować realną opiekę zespołową w warunkach POZ. 

Sama publikacja nie zmieni praktyki, jeśli wytyczne nie wejdą „pod palce” lekarzom. Potrzebne są: proste narzędzia (check-listy, algorytmy w gabinecie), szkolenia i zachęty płatnika, by opłacało się prowadzić długofalową, skoordynowaną opiekę nad chorym z otyłością. To w POZ rozstrzyga się, czy pacjent trafi na ścieżkę skutecznego leczenia — albo pozostanie z otyłością „leczoną doraźnie”. Aktualizacja KLRwP daje do tego podstawę merytoryczną; teraz czas na egzekucję i wsparcie systemowe.

ZABACZ NOWE WYTYCZNE

Źródło: KLRwP

Rodzice deklarują, że zdrowie dziecka jest dla nich priorytetem, ale codzienne nawyki pokazują coś innego. Z badania ARC Rynek i Opinia „Czy Polacy wychowują swoje dzieci w zdrowiu?”, przeprowadzonego na zlecenie Warty, wynika, że choć 80 proc. rodziców twierdzi, że dba o zdrowie rodziny, to w praktyce aż 63 proc. rzadko lub wcale nie rozmawia z dzieckiem o zdrowym stylu życia, a połowa nie wspiera regularnie aktywności fizycznej najmłodszych.
Najbardziej alarmujące są jednak dane dotyczące nadwagi i otyłości. Według ekspertów polskie dzieci tyją najszybciej w Europie – co trzecie dziecko w wieku wczesnoszkolnym ma nadmierną masę ciała, a aż 15 proc. ośmiolatków choruje na otyłość. Zderzenie tych statystyk z przekonaniem 82 proc. rodziców, że ich dzieci „nie mają problemów z wagą ani ruchem”, pokazuje, że wielu dorosłych nie zauważa problemu lub nie traktuje go wystarczająco poważnie.

„Zaskakuje mnie w raporcie, że aż 82% rodziców uważa, iż ich dzieci nie mają problemów z nadwagą czy brakiem ruchu, mimo że nasze dane i WHO pokazują, że aż co trzecie polskie dziecko ma nadwagę lub nadmierną masę ciała, a aż 15% ośmiolatków choruje na otyłość. Problem zaczyna się więc – od jego niezauważania” – komentuje prof. Wojciech Feleszko, pediatra i immunolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ekspert podkreśla też, że rezygnowanie z WF nie jest błahostką: „Niepokoi, że aż co trzeci rodzic wystawił dziecku nieuzasadnione zwolnienie z WF. Tymczasem wiemy, że ruch to nie tylko zdrowie fizyczne, ale i odporność, sen, koncentracja i profilaktyka zaburzeń psychicznych”.

Badanie pokazało także, że co czwarty rodzic czyta etykiety spożywcze tylko czasami, a 10 proc. nie zwraca na nie uwagi w ogóle. Takie podejście dotyczy nawet rodziców najmłodszych dzieci. „Choć mogłoby się wydawać, że dziś już każdy wie, jak wielkie znaczenie dla zdrowia ma odżywianie, w praktyce wygląda to inaczej. (…) To właśnie my, dorośli, decydujemy, co trafia na domowy stół. Nasze podejście do jedzenia – różnorodnego, smacznego i wartościowego – staje się dla dzieci lekcją na całe życie” – zauważa mgr Zuzanna Wędołowska, dietetyczka i psycholożka.

Rodzice nie zawsze też potrafią odpowiednio zabezpieczyć swoje dzieci na wypadek poważniejszych problemów zdrowotnych. 35 proc. badanych dzieci doznało kontuzji wymagającej rehabilitacji, a 44 proc. rodziców ponosi regularnie dodatkowe koszty związane z leczeniem lub rehabilitacją. „Kontuzje, poważne zachorowania czy dłuższa rehabilitacja mogą przydarzyć się każdemu, nawet jeśli na co dzień dbamy o zdrowie dziecka. Dlatego wsparcie finansowe, takie jak ubezpieczenie, to nie dodatek – to integralna część troski o zdrowie i bezpieczeństwo” – podkreśla Karolina Kołaszewska, ekspertka Warty.

Raport jasno pokazuje, że choć deklaracje rodziców są optymistyczne, praktyka odbiega od ideału. Polskie dzieci potrzebują więcej ruchu, zdrowszej diety, rozmów o stylu życia i lepszego wsparcia systemowego – także w postaci zabezpieczenia finansowego na wypadek choroby czy urazu.

Źródło informacji: Warta

Jak czują się Polacy? Z najnowszej edycji Europejskiego Sondażu Społecznego wynika, że mimo narastających problemów zdrowotnych – od otyłości po depresję – wielu z nas ocenia swoje zdrowie jako dobre lub bardzo dobre. Jednocześnie rzadziej niż inne narody europejskie uprawiamy sport, częściej chorujemy na nowotwory niż się z nich leczymy, a niemal co piąty z nas pali papierosy codziennie. Badanie przeprowadzone przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN w ramach międzynarodowego projektu pokazuje nie tylko aktualny stan zdrowia Polaków, ale też wieloletnie trendy. Wyniki te są istotnym sygnałem dla decydentów, systemu ochrony zdrowia oraz wszystkich, którzy myślą o długim i zdrowym życiu.
Jesteśmy w czołówce państw z największą nadwagą i otyłością. Rzadziej uprawiamy sport niż inni Europejczycy. Chociaż mniej z nas deklaruje złe samopoczucie, co dziesiąty Polak boryka się z objawami depresji. Wśród pacjentów onkologicznych mamy więcej chorych niż wyleczonych. A pijemy i palimy jak dawniej. – Czujemy się najlepiej od dekady – komentuje dr Michał Kotnarowski, socjolog, koordynator Europejskiego Sondażu Społecznego. Właśnie opublikowano dane o zdrowiu.

Europejski Sondaż Społeczny to jedyne badanie opinii publicznej, które od 23 lat ilustruje zmiany światopoglądowe w krajach Europy. Właśnie opublikowano dane z jego jedenastej rundy. Za jego realizację odpowiada Instytut Filozofii i Socjologii PAN. Co mówią o zdrowotnej kondycji Polaków?
 
Dane są dostępne pod linkiem: www.ess.ifispan.pl
 
Mało ruchu i więcej nadwagi – ramię w ramię z Węgrami w ogonie Europy
Pod względem aktywności fizycznej zajmujemy przedostatnie miejsce w Europie. Przez dekadę ograniczyliśmy gimnastykę i sporty z 3 do 2,7 dni w tygodniu. Gorzej od nas wypadają już tylko Węgrzy (średnio 2,4 dnia na aktywność fizyczną). Wzorzec wyznaczają Litwini, Niemcy, Finlandczycy, Szwajcarzy i Holendrzy, którzy na sport poświęcają średnio 4 dni w tygodniu. Wzrósł również odsetek Polaków, którzy deklarują brak aktywności fizycznej, z 34 do 36 proc. W tym niechlubnym rankingu zajmujemy obecnie piątą pozycję.
 
Zmagamy się też z lekką nadwagą. Uśredniona wartość BMI (stosunek masy ciała do wzrostu) Polaka wynosi 26,33, podczas gdy nadwaga zaczyna się od 25. – Przy założeniu, że ankietowani wskazali faktyczną masę ciała, nadwagę lub otyłość ma 60 proc. z nas. Razem z Węgrami jesteśmy na pierwszym miejscu w Europie. Najrzadziej ten problem występuje w Szwajcarii, Austrii, Francji i Włoszech. Przy czym warto zaznaczyć, że wskaźnik BMI wzrósł przez dekadę we wszystkich krajach Europy z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, Austrii i Szwecji, gdzie jego wartość spadła – komentuje socjolog, dr Michał Kotnarowski z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.
 
Wciąż nie znikamy też z czołówki społeczeństw otyłych. Co piąty z nas zmaga się z tym schorzeniem, a to daje nam 3 miejsce w Europie. Bardziej otyli są jedynie Islandczycy (25 proc.) i Finowie (21 proc.).
 
Przy małym ruchu i rosnącej nadwadze oraz otyłości, przez dekadę wzrosło nieznacznie deklarowane spożycie warzyw i owoców. Ponad jedna czwarta Polaków (28 proc.) sięga po owoce przynajmniej dwa razy dziennie, a 24 proc. deklaruje równie częste spożycie warzyw. W obu przypadkach jest to wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z 2015 rokiem. Najrzadziej warzywa i owoce spożywają Węgrzy, a najczęściej Portugalczycy i Włosi.
 
Co dziesiąty Polak ma problemy z samopoczuciem
Respondentów pytano także o oznaki depresji. Pytania dotyczyły m.in. poczucia smutku, samotności, przygnębienia, problemów ze snem czy braku motywacji do działania. Każdy ankietowany oceniał swoje samopoczucie na czterostopniowej skali – od „w ogóle nie” do „cały czas”. – Za niepokojącą uznawano sytuację, w której osoba udzielająca odpowiedzi przyznała się do częstego występowania co najmniej czterech z ośmiu objawów – tłumaczy socjolog i koordynator sondażu w Polsce.

Takie symptomy zgłosiło 11 proc. badanych – to ósmy najwyższy wynik w Europie. Więcej osób wykazujących podobne nasilenie symptomów odnotowano w siedmiu krajach, najwięcej w Portugalii (13 proc.), na Cyprze i w Grecji (po 12 proc.). Dla porównania, w takich krajach jak Norwegia, Finlandia, Austria, Irlandia, Holandia czy Szwajcaria odsetek ten nie przekroczył 5 procent.

W porównaniu z wynikami sprzed dekady, czujemy się lepiej. W 2015 roku na negatywne samopoczucie skarżyło się 13 proc. ankietowanych. Był to czwarty najwyższy wynik w Europie.
 
Jesteśmy chorobowymi średniakami Europy, ale walkę z nowotworami przegrywamy
Niemal trzy czwarte (68 proc.) Polaków ocenia stan swojego zdrowia jako bardzo dobry i dobry. Wyższą od nas ocenę stanu zdrowia zadeklarowali Irlandczycy (84 proc.), Grecy (83 proc.), Szwajcarzy (82 proc.), Austryjacy (78 proc.), Szwedzi (75 proc.) oraz Norwegowie (74 proc.). Najniższą zaś Litwini (55 proc.), Portugalczycy (57 proc.), Serbowie (58 proc.) oraz Chorwaci i Niemcy (po 61 proc.).
 
Polacy najczęściej skarżą się na ból pleców i szyi (32 proc.), najrzadziej zaś na schorzenia skóry (5 proc.). Silne bóle głowy oraz problemy z sercem i krążeniem deklaruje co ósma osoba. Co dwunasty respondent choruje na cukrzycę, a co piątemu doskwiera wysokie ciśnienie. – Na tle 24 badanych krajów jesteśmy chorobowymi średniakami. Na dolegliwości chorobowe skarżą się najczęściej Finowie, Niemcy i Belgowie, a najrzadziej Grecy, Węgrzy i Irlandczycy – mówi dr Michał Kotnarowski z Instytutu Filozofiii Socjologii PAN.
 
A jednocześnie, jak zwraca uwagę socjolog, jestesmy w czołówce krajów, w których chorych na nowotwór jest więcej niż wyleczonych – 8 proc. vs 4 proc. Dla porównania w takich krajach, jak Austria, Islandia, Finlandia, Holandia, Norwegia, Szwecja wyleczonych jest dwukrotnie i trzykrotnie więcej niż chorujących. Przykładowo w Norwegii ta proporcja wynosi 2 proc. chorych i 6 proc. wyleczonych. Z kolei najgorzej w Europie sytuacja wygląda na Węgrzech, gdzie 16 proc. społeczeństwa to pacjenci onkologiczni, a jedynie 3 proc. to osoby, które przeszły skuteczne terapie.
 
Trzeźwiejemy, ale powoli – 8 proc. z nas wciąż się upija, a papierosy w tle
Dane pokazują, że 2 proc. z nas spożywa alkohol codziennie, a jedna piąta (20 proc.) przynajmniej raz w tygodniu. Porównując dane sprzed dekady widać nieznaczną poprawę. Wtedy picie alkoholu co najmniej raz w tygodniu deklarowała jedna czwarta z nas (25 proc.).
 
Wśród pytań, które zadaliśmy było też to o spożywanie znacznej ilości alkoholu podczas jednej okazji. WHO określa to jako intensywne picie epizodyczne. To dawka czystego alkoholu, która odpowiada trzem piwom dla mężczyzn i czterem kieliszkom wina dla kobiet. Jeżeli przyjmiemy, że dawka ta oznacza upicie się, to dane wskazują, że co tydzień upija się 8 procent Polaków. Odsetek ten nie zmienił się od 2015 roku – komentuje dr Kotnarowski.
  
W Polsce codziennie pali papierosy co piąta osoba (21 proc.). Jesteśmy na dziewiątej pozycji w Europie. Największe uzależnienie od tytoniu deklarują Grecy (38 proc.), Serbowie (32 proc.) i Chorwaci (27 proc.). Najmniej zaś palą Szwedzi (4 proc.), Islandczycy (7 proc) i Norwegowie (9 proc.).
 
Dane można samodzielnie przeglądać na stronie: www.ess.ifispan.pl
 
Europejski Sondaż Społeczny
Europejski Sondaż Społeczny to jedyne badanie opinii publicznej, które od 23 lat ilustruje zmiany światopoglądowe w krajach Europy. Badanie jest realizowane metodą „twarzą w twarz”. Sondaż przynosi odpowiedzi na pytania dotyczące fundamentalnych wymiarów społecznych, w tym ludzkich wartości, preferencji politycznych czy charakterystyki społeczno-demograficznej. Europejski Sondaż Społeczny jest realizowany w ramach Europejskiego Konsorcjum Infrastruktury Badawczej w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Realizacja Europejskiego Sondażu Społecznego w Polsce jest możliwa dzięki finansowaniu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Najnowszą rundę badania przeprowadził zespół socjologów z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Źródło materiału: Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Specjalnie z okazji  Światowego Dnia Otyłości organizatorzy Kampanii Na wagę zdrowia przygotowali bezpłatny poradnik dla osób zmagających się z otyłością. Znajdziecie w nim odpowiedzi na pytania – Jak przygotować się do operacji bariatrycznej? Jak przez nią przejść i jak żyć zdrowo po operacji? Publikacja ułatwi też zrozumienie przyczyn i mechanizmów choroby otyłościowej, pomoże rozpoznać możliwości pomocy oferowane przez współczesną medycynę, a także pozwoli zredukować, poczucie niepokoju, niepewności i lęku, które towarzyszą każdej zmianie.

Otyłość to jedna z najgroźniejszych chorób cywilizacyjnych, poważna choroba przewlekła, mająca swoje skutki zdrowotne w obszarze wszystkich narządów człowieka. To także jedno z największych wyzwań współczesnej medycyny. Na świecie z nadwagą i otyłością zmaga się około 2,5 miliarda osób – dzieci i dorosłych. Według szacunków, w 2035 roku liczba ta osiągnie 4 miliardy. Epidemia otyłości dotyczy również Polski. Zgodnie z danymi publikowanymi przez NFZ, GUS oraz NIZP PZH – PIB, nadmierną masę ciała ma około 60 proc. dorosłych Polek i Polaków (około 20% ma otyłość), przy czym odsetek ten stale się zwiększa. Bardzo niepokoi fakt, że tempo wzrostu występowania nadwagi i otyłości wśród dzieci i młodzieży w naszym kraju należy do najwyższych w Europie. Z prognoz dla Polski wynika, że w 2035 roku ponad 35% dorosłych mężczyzn i ponad 25% dorosłych kobiet będzie chorowało na otyłość. Oznacza to, że już niedługo co trzeci mężczyzna w Polsce będzie otyły.

O kampanii

Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum założona w 2018 roku przez Ewę Matusiak i Elżbietę Brzozowską od lat działa na rzecz pacjentów i edukacji zdrowotnej, wspiera zmiany systemowe w ochronie zdrowia. Fundacja zainicjowała kampanię społeczną – Kampania Na wagę zdrowia, na rzecz profilaktyki i leczenia otyłości u dzieci i dorosłych – ponieważ zdrowie to sprawa wielkiej wagi, a wielka waga to duży problem zdrowotny. Jak mówi prezeska Fundacji Ewa MatusiakKampania powstała z ogromnej potrzeby wsparcia osób chorujących na otyłość i rodziców, których dzieci ważą za dużo, ale także systemu ochrony zdrowia, który powinien zapobiegać otyłości redukując obesitogenne środowisko i wpierać leczenie otyłości poprzez: monitorowanie glikemii, zapewnienie stałego dostępu do chirurgicznego leczenia, finansowanie nowoczesnych leków, zapewnienie dostępu do psychologów, zapewnienie możliwości korzystania z pomocy wykwalifikowanych dietetyków.

W ramach działań na stronie internetowej www.nawagezdrowia.pl udostępniliśmy serię  filmów – wywiadów z ekspertami (dietetykiem, psychologiem, chirurgiem, endokrynologiem, diabetologiem) będziemy zamieszczać także przydatne i co najważniejsze zweryfikowane pod kątem medycznym artykuły, planujemy wydać poradnik dla rodziców dzieci zmagających się z nadwagą i otyłością, chcielibyśmy wydać książeczkę edukacyjną skierowaną do dzieci – dlaczego słodycze nam szkodzą? Oczywiście wszystkie materiały będą dostępne bezpłatnie online. Planujemy także w ramach wsparcia chorych oraz rodziców dzieci z otyłością, prowadzenie grup wsparcia i infolinii pomocowej – dodaje Ewa Matusiak.

Jak mówią założycielki Fundacji strona to doskonałe źródło informacji dla osób, które myślą o operacji oraz dla tych, którzy są już po operacji, ale przybierają po kilku latach na wadze. Właśnie dla osób, które rozważają ten krok powstał bezpłatny poradnik „Chirurgiczne leczenie otyłości – czy to dla mnie?”, którego autorami są wybitni eksperci z rożnych dziedzin, jak: dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz Migas, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, psycholożka Agnieszka Węgiel, chirurdzy bariatrzy: prof. dr hab. n. med. Wiesław Tarnowski i prof. dr hab. n. med. Piotr Major, endokrynolog, prof. dr hab. n. med. Alina Kuryłowicz i dietetyczka Ludmiła Podgórska oraz Ela Brzozowska, która jako pacjentka dzieli się spostrzeżeniami  w oparciu o własne doświadczenia leczenia choroby otyłościowej.

Operacja nie jest okaleczeniem ani pójściem na łatwiznę. Jest odpowiedzialną decyzją, którą podejmujemy wspólnie z lekarzem, by zadbać o zdrowie. I na operacji nie kończy się leczenie otyłości – operacja to wielka szansa, czy dobrze ją wykorzystasz, zależy od wielu czynników, ale Ty też jesteś bardzo ważną częścią tej drogi. W ramach naszej kampanii mówimy o współodpowiedzialności za zdrowie – czytamy w poradniku, który jest dostępny na stronie www.nawagezdrowia.pl

Otyłość to choroba

Otyłość ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. Badania naukowe dowodzą, że istotnie zwiększa ona ryzyko wystąpienia ponad 200 różnych powikłań i chorób. To m.in. cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, udar mózgu, niewydolność serca, przewlekła choroba nerek, stłuszczenie wątroby, choroby pęcherzyka żółciowego, zapalenie trzustki, bezdech senny, choroby stawów i kości, zespół policystycznych jajników, niepłodność oraz niektóre nowotwory jak np. raka jelita grubego, piersi czy macicy. Z powodu tych konsekwencji, szacuje się, że otyłość skraca życie średnio o 10 lat. Ponadto, osoby z nadwagą i otyłością mogą zmagać się z problemami psychicznymi, takimi jak depresja czy lęki, często doświadczają też trudności w relacjach społecznych.

– Wiemy, że zdrowie jest najważniejsze, a otyłość jest chorobą, która rujnuje zdrowie, uruchamiając cały ciąg powikłań. Stąd nazwa naszej Kampanii – Na wagę zdrowia. Bo w leczeniu otyłości na szali stawiamy zdrowie – i psychiczne, i fizyczne. Otyłość to choroba i trzeba ją leczyć. Wiem to doskonale, bo kilka lat temu miałam operację bariatryczną. Będę zawsze chorować na otyłość i dziś chcemy razem z ekspertami i naszymi Partnerami edukować, wspierać pacjentów, którzy zmagają się z otyłością, którzy nie wiedzą czy operacja bariatryczna to dobry pomysł, czy to wystarczające narzędzie, czy potrzeba czegoś więcej – wiemy że tak! Potrzeba wsparcia, potrzeba edukacji, potrzeba wiedzy, potrzeba psychologa, potrzeba przyjaciela, który jest przy nas wtedy, kiedy zmagamy się z brakiem akceptacji samego siebie, z chorobą otyłościową, jej konsekwencjami i z podejmowaniem decyzji – zrobić operację czy nie robić. O tym wszystkim dowiecie się na naszej stronie internetowej i mediach społecznościowych – dodaje wiceprezeska Fundacji Elżbieta Brzozowska.

źródło: Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum