Medicalpress
Ministerstwo Zdrowia kontynuuje rozmowy z samorządem lekarskim na temat reform systemu ochrony zdrowia. Podczas spotkania z przedstawicielami Naczelnej Rady Lekarskiej omawiano m.in. projekt ustawy o zawodzie lekarza, cyfryzację ochrony zdrowia, organizację pracy medyków oraz propozycje dotyczące wynagrodzeń. Resort podkreśla, że kierunek zmian pozostaje niezmienny i ma służyć przede wszystkim poprawie bezpieczeństwa pacjentów.
W spotkaniu uczestniczyli minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, wiceministrowie: Katarzyna Kacperczyk, Katarzyna Kęcka i Tomasz Maciejewski oraz dyrektorzy departamentów odpowiedzialni za omawiane procesy legislacyjne. Rozmowy dotyczyły m.in. projektu ustawy o zawodzie lekarza, cyfryzacji ochrony zdrowia, w tym rozwiązań zwiększających transparentność kolejek i zapisów na świadczenia, a także propozycji dotyczących wynagrodzeń i organizacji pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia.

– Zmiany są niezbędne. To zapowiadałam i absolutnie zdania nie zmieniam. Potrzebujemy limitów zarobków, czyli maksymalnej stawki godzinowej wynoszącej 240 złotych oraz wymogu zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym miejscu. Te kwestie nie budziły dziś większych emocji – byliśmy co do nich zgodni. Podkreślam jednak, że wszystkie rozwiązania wypracowywane w resorcie mają charakter propacjencki – podkreśla  minister zdrowia.

W trakcie spotkania rozmawiano również o uporządkowaniu zasad zatrudniania w ochronie zdrowia. Dyskusja objęła m.in. zasady zatrudniania lekarzy, w tym uporządkowanie umów B2B poprzez stworzenie jednolitych i transparentnych standardów ich zawierania, a także kwestie organizacji pracy, kontraktowania świadczeń oraz stabilności finansowej szpitali.

 Porządkujemy system dalej. Nie ma naszej zgody na mechanizmy, które destabilizują publiczną ochronę zdrowia, w tym na sytuacje, w których szpitale zawierają umowy ze spółkami. Publiczna ochrona zdrowia musi opierać się na przejrzystych zasadach i uczciwej konkurencji – podkreśla minister.

Uczestnicy spotkania uzgodnili również dalszą współpracę. Zapowiedzieli powołanie zespołu, na którego czele stanie wiceminister Tomasz Maciejewski. Zespół będzie prowadził prace nad rozwiązaniami dotyczącymi zarówno ustawy o izbach lekarskich, jak i ustawy o zawodzie lekarza, stanowiąc forum dalszego dialogu między resortem a samorządem lekarskim.

 Jestem przekonana, że lekarzom, podobnie jak nam, zależy na odbudowie zaufania do publicznej ochrony zdrowia, jasnych zasadach funkcjonowania systemu, a przede wszystkim na bezpieczeństwie pacjentów. Jesteśmy natomiast otwarci na rozmowę o tym, jak te zmiany wdrożyć w sposób odpowiedzialny –  podkreśla minister.

Ministerstwo Zdrowia podtrzymuje gotowość do dalszych rozmów ze środowiskiem lekarskim, jednocześnie konsekwentnie realizując działania służące budowie nowoczesnego, przejrzystego i stabilnego systemu ochrony zdrowia.

Źródło: MZ
Foto: MZ

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej poparło stanowisko Zarządu Głównego Związku Zawodowego Anestezjologów w sprawie projektu rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 15 stycznia 2026 r. dotyczącego wykazu grup zawodów, w których występują niedobory kadrowe. W centrum sporu znalazło się wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów objętych priorytetowym rozpatrywaniem wniosków o zezwolenie na pracę i wizę dla lekarzy spoza Unii Europejskiej.
Samorząd lekarski wskazuje, że zawody medyczne wymagają szczególnych kwalifikacji. W przypadku lekarzy spoza UE konieczna jest nostryfikacja dyplomu, a sama ścieżka kształcenia specjalizacyjnego w Polsce należy do najdłuższych w Europie. Uzyskanie specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w wielu państwach trwa około 2 lat, podczas gdy w Polsce proces ten zajmuje 6 lat. W ocenie samorządu oznacza to, że specjalizacje uzyskane poza UE nie mogą być uznawane bez pełnej weryfikacji.

Podkreślono również znaczenie znajomości języka polskiego na poziomie co najmniej B2. W specjalizacji, w której decyzje podejmowane są często w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia, precyzyjna komunikacja w zespole terapeutycznym ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów.

Prezydium NRL oceniło, że wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów objętych priorytetowym trybem rozpatrywania wniosków o pracę i wizę jest niezasadne. Argumentem ma być faktyczny brak osób spełniających wskazane kryteria, co w praktyce czyniłoby regulację przepisem martwym. Samorząd zwrócił także uwagę, że tego typu rozwiązania nie powinny powstawać bez wcześniejszych konsultacji z przedstawicielami środowiska lekarskiego.

W debacie pojawiają się również twarde dane. Z dokumentu Ministerstwa Zdrowia „Mapa potrzeb zdrowotnych na okres od 1 stycznia 2027 r. do 31 grudnia 2031 r.” wynika, że wskaźnik zastępowalności w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii jest dodatni i wynosi 397 w 2029 r., co oznacza prognozowaną poprawę sytuacji kadrowej w tej specjalizacji. Jeśli te prognozy się potwierdzą, teza o strukturalnym niedoborze może wymagać ponownej weryfikacji.

Istotnym kontekstem jest także realizowana reforma odwracania piramidy świadczeń, która prowadzi do zmniejszania liczby oddziałów zabiegowych w Polsce. To z kolei wpływa bezpośrednio na zapotrzebowanie na lekarzy anestezjologów. W ocenie samorządu lekarskiego okoliczności te powinny być brane pod uwagę przy planowaniu długofalowej polityki kadrowej.

Samorząd podkreśla jednoznacznie, że uproszczone ścieżki zatrudniania lekarzy spoza UE nie powinny mieć zastosowania wobec żadnej specjalizacji lekarskiej. W tle tej dyskusji nie chodzi wyłącznie o rynek pracy, ale o standardy bezpieczeństwa zdrowotnego i jakość kształcenia. Spór o anestezjologię jest więc w istocie sporem o to, jak państwo powinno reagować na realne potrzeby systemu, nie rezygnując z wysokich wymagań wobec zawodu lekarza.

Źródło: NIL

Projekt zmian w zasadach finansowania i organizacji opieki psychiatrycznej oraz leczenia uzależnień, przygotowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, miał porządkować system. W ocenie samorządu lekarskiego może jednak przynieść skutek odwrotny wprowadzić niejasności, ograniczenia organizacyjne i ryzyko interpretacji, które nie zawsze będą sprzyjać ani pacjentom, ani świadczeniodawcom. Przyjęte 9 stycznia 2026 r. stanowisko Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej pokazuje, że projektowane zapisy dotykają fundamentalnych kwestii: definicji stanu nagłego, granic telemedycyny, zasad dokumentowania diagnostyki psychologicznej oraz finansowania psychiatrii dzieci i młodzieży.
Już pierwszy z podniesionych problemów odsłania napięcie między językiem administracyjnym a realiami klinicznymi. Projekt NFZ zakłada, że każde orzeczenie sądu o przymusowym leczeniu powinno być traktowane jak sytuacja nagła, wymagająca natychmiastowego udzielenia świadczenia. Samorząd lekarski zwraca uwagę, że takie uproszczenie może być mylące. Przymus leczenia nie zawsze oznacza bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia a to właśnie ten element stanowi istotę „stanu nagłego” w medycynie. Zrównanie tych pojęć może prowadzić do automatyzmu decyzyjnego, który nie uwzględnia indywidualnej oceny klinicznej pacjenta.

Wątpliwości budzi także propozycja dotycząca testów psychologicznych. Projekt przewiduje ich formalne „umieszczanie” w harmonogramach zasobów, które z definicji odnoszą się do personelu i sprzętu. Dla samorządu lekarskiego to przykład regulacji, która nie przystaje do praktyki diagnostycznej. Testy psychologiczne nie są zwykłymi narzędziami podlegają ochronie prawa autorskiego i zasadom tajemnicy zawodowej. Ich pełne wyniki nie zawsze mogą być kopiowane ani przechowywane w dokumentacji medycznej. Próba administracyjnego ujednolicenia tego obszaru rodzi pytania o granice ingerencji płatnika w proces diagnozy.

Najbardziej odczuwalne skutki proponowanych zmian mogą jednak dotknąć telepsychiatrii. Projekt wprowadza wymóg fizycznej obecności personelu w określonej komórce organizacyjnej, co w praktyce wyklucza udzielanie teleporad przez specjalistów pracujących zdalnie, na przykład z domu. Samorząd lekarski przypomina, że taka forma wykonywania zawodu została dopuszczona zarówno w przepisach regulujących zawód lekarza, jak i w prawie pracy. W tym kontekście zarządzenie Prezesa NFZ jako akt podustawowy nie powinno ograniczać rozwiązań, które mają umocowanie w ustawach. Spór dotyczy więc nie tylko organizacji świadczeń, ale także hierarchii prawa i granic regulacyjnej roli płatnika.

W tle tych rozwiązań pojawia się jeszcze jeden, systemowy problem: finansowanie psychiatrii dzieci i młodzieży. Prezydium NRL zwraca uwagę, że projekt utrzymuje różne współczynniki dla świadczeń realizowanych w tej samej grupie pacjentów, bez jasnego uzasadnienia. Dlaczego jedne procedury wyceniane są wyżej, a inne niżej tego projekt nie wyjaśnia. W obszarze, który od lat uznawany jest za jeden z najbardziej niedofinansowanych i przeciążonych, brak transparentności mechanizmów finansowych budzi szczególne obawy.

Stanowisko samorządu lekarskiego nie jest prostym sprzeciwem wobec zmian. To raczej sygnał ostrzegawczy, że regulacje tworzone z perspektywy administracyjnej muszą uwzględniać złożoność praktyki klinicznej, praw pacjentów i realiów pracy personelu medycznego. W przeciwnym razie nawet dobrze intencjonowane porządkowanie systemu może prowadzić do kolejnych napięć tym razem już nie tylko na papierze, ale w codziennej pracy poradni psychiatrycznych.

Źródło: NIL

W polskiej debacie o zdrowiu publicznym pojawił się jeden z bardziej gorących punktów sporu pomiędzy ustawodawcą a środowiskiem medycznym. Projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, który ma dostosować krajowe przepisy do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zakłada zniesienie dotychczas obowiązującego całkowitego zakazu reklamy aptek i punktów aptecznych. Ten absolutny zakaz obowiązuje w Polsce od 2012 r., ale TSUE w wyroku z 19 czerwca 2025 r. uznał, że jest on sprzeczny z prawem UE i ogranicza wolność usług i przedsiębiorczości.
Reakcja środowiska lekarskiego była natychmiastowa i jednoznaczna. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) krytycznie ocenia projekt nowelizacji i ostrzega przed potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami dla zdrowia publicznego. W komunikacie samorząd lekarski przedstawia argumenty, które mają skłaniać nie tylko ustawodawców, lecz także opinię publiczną, do refleksji nad dalszym kierunkiem zmian.

Lekarze zwracają uwagę, że już dziś w Polsce obserwuje się wysoką konsumpcję leków, często bez realnych wskazań medycznych. W opinii przedstawicieli NRL zniesienie zakazu reklamy aptek może ten trend jeszcze pogłębić. Wskazują wprost, że: „umożliwienie reklamowania się aptek będzie sprzyjało dalszemu wzrostowi sprzedaży leków w Polsce, w tym także leków oferowanych w sprzedaży wysyłkowej”. 

W postrzeganiu lekarzy problem nie ogranicza się jedynie do liczby sprzedanych opakowań, lecz sięga głębiej w mechanizmy podejmowania decyzji przez pacjentów. „Zachęty sprzedażowe, nachalne reklamy i innego rodzaju działania promocyjne mogą negatywnie wpływać na decyzje zakupowe pacjentów i tym samym prowadzić do nadużywania leków, co stanowi realne zagrożenia dla ich zdrowia” – podkreślono w jednym z najnowszych stanowisk samorządu lekarskiego. 

Dla samorządu medycznego kluczowa jest także kwestia roli apteki w systemie ochrony zdrowia. Apteki mają być postrzegane przede wszystkim jako placówki ochrony zdrowia, a nie punkty handlowe nastawione na maksymalizację zysku. Leczenie farmakologiczne, argumentują lekarze, nie powinno być traktowane tak jak konsumpcja innych dóbr, które promuje się w reklamach skierowanych bezpośrednio do klienta. Decyzje o stosowaniu leków, ich zdaniem, powinny wynikać z rzeczywistych potrzeb zdrowotnych pacjentów, a nie z działań marketingowych. 

Projekt nowelizacji, który odpowiada na wyrok TSUE, przewiduje taką organizację reklamy, by była ona prowadzona „w ściśle określonych ramach”, m.in. bez zachęt sprzedażowych, bez kierowania przekazu do dzieci oraz bez wykorzystywania autorytetu osób publicznych czy medycznych. To sygnał, że ustawodawca próbuje znaleźć równowagę pomiędzy wymogami unijnymi a ochroną pacjenta.

Samorząd lekarski jednak wskazuje, że nawet przy formalnych ograniczeniach ryzyko komercjalizacji rynku leków pozostaje realne. Ich zdaniem reklama aptek, nawet jeśli ma charakter informacyjny, może przyczyniać się do nadmiernego stosowania leków dostępnych bez recepty i zbyt pochopnego sięgania po produkty lecznicze. Prezydium NRL apeluje o to, by system prawny utrzymał dotychczasowe ograniczenia tam, gdzie chodzi o zdrowie publiczne, a nie tylko swobodę komunikacji handlowej.

Ta debata przypomina szersze dylematy, z którymi mierzy się współczesna ochrona zdrowia: jak pogodzić wolność działalności z ochroną społeczną, jak zapewnić pacjentom dostęp do informacji, ale jednocześnie nie narażać ich na presję konsumpcyjną, która może prowadzić do nadużywania leków i komplikować zdrowotne decyzje. W tle tej dyskusji przewija się fundamentalne pytanie, które coraz częściej pojawia się w polityce zdrowotnej: czy apteka powinna być traktowana wyłącznie jako część rynku, czy przede wszystkim jako element systemu ochrony zdrowia?

Projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego wciąż znajduje się w toku legislacyjnym i wymaga dalszych prac parlamentarnych. Debata nad jego ostatecznym kształtem będzie testem na to, w jakim kierunku Polska chce rozwijać swój rynek leków, równocześnie dbając o bezpieczeństwo pacjentów i zdrowie publiczne.

Źródło: NRL

W siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej wybrzmiało mocne przesłanie: Polska nie poradzi sobie z kosztami zdrowotnymi i społecznymi alkoholu bez realnego ograniczenia jego dostępności. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) w oficjalnym stanowisku poparło kluczowe zapisy projektu ustawy zaostrzającej przepisy dotyczące reklamy, sprzedaży i spożycia napojów alkoholowych – w tym pełny zakaz reklamy piwa, wycofanie z rynku alkoholowych „saszetek” i „tubek” myląco podobnych do produktów dla dzieci, a także zakaz sprzedaży i spożycia na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych. Jednocześnie samorząd lekarski apeluje o powszechny, obowiązujący w całym kraju zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza miejscem jego podania. To, jak podkreślali eksperci podczas debaty w NIL, nie jest kwestią światopoglądu, ale bezpieczeństwa i zdrowia publicznego.
Reklama, cena i fizyczna dostępność – trzy dźwignie szkód alkoholowych

Lekarze popierają kierunek zmian przewidziany w projekcie: ograniczenie reklamy (w tym piwa), podniesienie barier cenowych, ograniczenie dostępności fizycznej i równoległa edukacja zdrowotna. Prezydium NRL podkreśla, że całkowity zakaz reklamy i promocji alkoholu to „pożądana metoda walki ze skutkami spożycia” w każdej grupie społecznej. Reklama z udziałem osób znanych, odwołująca się do korzyści finansowych czy „stylu życia”, utrwala przekonanie o rzekomo pozytywnych skutkach picia i normalizuje alkohol jako nieodłączny element relacji społecznych. W ocenie lekarzy, w przestrzeni publicznej „nie może być miejsca na prezentowanie rzekomych pozytywnych skutków płynących ze spożywania nawet niewielkich ilości alkoholu”.
Jednocześnie zwracają uwagę, że relatywnie niska cena napojów alkoholowych, wsparcie kampaniami promocyjnymi oraz wzrost wynagrodzeń czynią alkohol produktem „łatwym” – także dla młodszych konsumentów. Stąd tak istotny jest pakiet regulacji: od reklamy, przez cenę, po miejsca i godziny sprzedaży. 

Ochrona dzieci i młodzieży: koniec „mylenia” alkoholu z przekąskami

Projekt ustawy przewiduje zakaz wprowadzania na rynek form i opakowań, które wizualnie upodabniają alkohol do produktów bezpiecznych dla dzieci: saszetek, tubek, żeli czy granulek wyglądających jak musy owocowe lub przekąski. Prezydium NRL ocenia te rozwiązania jako potrzebne z punktu widzenia prewencji: atrakcyjne, „niewinne” formy sprzedaży oswajają najmłodszych z alkoholem i zacierają granice między napojem wysokiego ryzyka a zwykłym produktem spożywczym. Samorząd lekarski postuluje również doprecyzowanie przepisów zakazujących sprzedaży towarów „naśladujących” alkohol poprzez nazwę, kształt butelki czy opakowanie – bo takie praktyki negatywnie kształtują świadomość i nawyki społeczne od najwcześniejszych lat. 

Stacje paliw i placówki medyczne – miejsca szczególnego ryzyka

Lekarze popierają jednoznaczny zakaz sprzedaży, podawania i spożywania alkoholu na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych i w pomieszczeniach, gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych. Argument jest oczywisty: stacje paliw są elementem infrastruktury ruchu drogowego, a alkohol jest jednym z głównych czynników prowadzących do wypadków. Placówki medyczne powinny pozostać wolne od alkoholu zarówno symbolicznie, jak i praktycznie. Ograniczenie fizycznej dostępności to – jak podkreśla NRL – kluczowy element skutecznej profilaktyki. 

Noc bez alkoholu: apel o ogólnokrajowy zakaz sprzedaży poza lokalami

Choć projekt zasługuje na poparcie, Prezydium NRL wskazuje na lukę: brak ogólnopolskiego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos”. Samorząd ponawia apel, by wprowadzić rozwiązanie systemowe – w nocy alkohol dostępny byłby wyłącznie w lokalach z zezwoleniem (restauracjach, pubach), nie zaś w sklepach detalicznych. Zdaniem lekarzy to jedno z najskuteczniejszych narzędzi ograniczania szkód: od przemocy i wypadków, po ostre zatrucia i zaostrzenia chorób współistniejących. Jednocześnie NRL negatywnie ocenia długie vacatio dla reklamy piwa – przepis przejściowy pozwalający na jej utrzymanie do końca 2026 r. „wydaje się zbyt długi” i grozi „zalaniem” społeczeństwa przekazem reklamowym, zanim zakaz wejdzie w życie. 

Debata w NIL: to nie ideologia – to zdrowie publiczne i bezpieczeństwo

Eksperci uczestniczący w debacie zgodnie ocenili, że pełna dostępność alkoholu 24/7, niska cena i agresywny marketing przekładają się na rosnącą liczbę pacjentów z powikłaniami somatycznymi i psychiatrycznymi. Wskazywano, że Polska należy do krajów o najwyższym spożyciu w Europie – przeciętnie 11,9 litra czystego alkoholu rocznie na osobę, z dominującą rolą piwa. 
„Ograniczenie dostępności alkoholu w godzinach nocnych to nie restrykcja wobec dorosłych, ale element ochrony zdrowia publicznego” – mówił prof. Leszek Czupryniak. „Widzimy na oddziałach ludzi w wieku 40–50 lat, wyniszczonych chorobami alkoholowymi. Państwo musi działać, nie tylko mówić”. 
Dr Maria Libura akcentowała wymiar profilaktyczny: „Tego rodzaju regulacje mają służyć nie tylko ograniczeniu dostępu osobom już uzależnionym, ale też zatrzymaniu niebezpiecznych wzorców picia”. 
Z perspektywy psychiatrii i medycyny ratunkowej obraz jest równie niepokojący. „Jednym z objawów uzależnienia jest fakt, iż osoba nie panuje nad spożyciem – np. planuje sobie: dziś wypiję dwa piwa, po czym pije ich tyle, ile zdoła, aż padnie. W takiej sytuacji odcięcie dostępu w nocy zatrzyma to, będzie mniej takich przypadków, będziemy redukować szkody” – podkreślała dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz. 
Dr Marcin Karolewski zwracał uwagę na przeciążenie izb przyjęć i oddziałów psychiatrycznych: „Izby przyjęć szpitali psychiatrycznych pękają w szwach od agresywnych pacjentów pod wpływem alkoholu i substancji pobudzających, a także osób starszych z majaczeniem wynikającym ze złego stanu somatycznego”. 
Głos prezesa NRL spinał najważniejsze tezy. „Z perspektywy lekarzy widzimy dziś skutki braku odwagi w podejmowaniu decyzji o ograniczeniu dostępności alkoholu” – mówił Łukasz Jankowski. „To nie jest kwestia ideologii, tylko zdrowia i bezpieczeństwa obywateli. Alkohol trafia na izby przyjęć, na SOR-y, do oddziałów psychiatrycznych, na pogotowie. Każdy z tych przypadków to realny koszt dla systemu i tragedia dla rodziny. Państwo, które nie chroni swoich obywateli przed skutkami uzależnienia, samo przyczynia się do pogłębiania kryzysu zdrowotnego”. 

Rachunek społeczny i zdrowotny: koszty większe niż wpływy

Naczelna Izba Lekarska podkreśla, że alkohol jest jednym z największych, a zarazem najbardziej bagatelizowanych problemów zdrowotnych w Polsce. Wpływy z akcyzy nie równoważą ciężaru szkód – koszty zdrowotne i społeczne przekroczyły w 2024 r. 180 mld zł. Ograniczenie konsumpcji alkoholu przynosi natychmiastowe, mierzalne efekty: spadek liczby wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców, mniej hospitalizacji z powodu zatruć, odciążenie SOR-ów i zespołów ratownictwa medycznego, a także poprawę dostępności świadczeń dla innych pacjentów. 

Co dalej? Prawo musi nadążyć za dowodami – bez wyjątków i półśrodków

Środowisko lekarskie stoi na stanowisku, że obecny projekt ustawy wyznacza potrzebny kierunek, ale nie powinien poprzestawać na kompromisach osłabiających efekt zdrowia publicznego. Dlatego NRL domaga się ogólnokrajowego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos” oraz skrócenia okresów przejściowych dla reklamy piwa. W ocenie lekarzy tylko pełny pakiet interwencji – regulacja reklamy, cena, ograniczenie miejsc i godzin sprzedaży, ochrona placówek medycznych oraz konsekwentna edukacja – może odwrócić trend i realnie zmniejszyć obciążenie systemu opieki zdrowotnej. „Nie możemy dalej udawać, że to tylko ‘sprawa stylu życia’. To kwestia zdrowia publicznego, którą trzeba rozwiązać ustawowo” – podsumował prezes Łukasz Jankowski.

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel/ NIL
Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej postanowiło podnieść alarm: dwoma apelami lekarskie środowisko staje w obronie zdrowia publicznego, domagając się natychmiastowych i zdecydowanych działań. Pierwszy apel dotyczy zakazu nocnej sprzedaży alkoholu (poza lokalami gastronomicznymi), drugi – odejścia osób publicznych od udziału w reklamach trunków. To nie symboliczny gest – to wezwanie do realnych zmian, które mogą odciążyć system ochrony zdrowia i wpłynąć na nawyki społeczne.
W pismach NIL argumentuje się, że nocna sprzedaż alkoholu przyczynia się do przeciążenia SOR-ów, wydłużenia czasu oczekiwania na pomoc i zwiększenia liczby interwencji wobec osób nietrzeźwych. Wiceprezes NRL Klaudiusz Komor wskazuje, że wielu pacjentów trafia na izby przyjęć czy oddziały ratunkowe właśnie z powodu nadużycia alkoholu nocą.

Ponadto, według lekarzy, udział postaci świata kultury i sportu w reklamach alkoholu przyczynia się do wzmacniania pozytywnego wizerunku trunków w społeczeństwie, szczególnie wśród młodych osób. To wzorce, które – zdaniem lekarzy – zwykle działają intensywniej niż komunikaty zdrowotne.

Co postulują lekarze?

  1. Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza lokalami gastronomicznymi z pozwoleniem — dla wszystkich sklepów sprzedających alkohol do użytku domowego w godzinach nocnych.

  2. Władze NIL wskazują, że samorządy lokalne, które już wprowadziły ograniczenia, odnotowały malejącą liczbę interwencji służb i pacjentów nieprzytomnych z alkoholu. Lekarze postulują godzinowy limit – np. zakaz od 22:00 do 6:00 – jako rozsądne rozwiązanie. 

  3. Apel do osób kultury i sportu — by zaprzestały udziału w reklamach alkoholu.
    NIL podkreśla, że osoby publiczne pełnią rolę wzorców społecznych i ich wizerunek ma realny wpływ na postawy konsumenckie. 
    Klaudiusz Komor zwraca uwagę na przykłady zmian społecznych, gdzie postaci medialne pomogły przy promowaniu zdrowych stylów życia zamiast używek.

Czy takie propozycje mogą działać?

Ograniczenia godzin sprzedaży alkoholu są znaną strategią zdrowia publicznego rekomendowaną przez WHO i stosowaną w wielu krajach. Zmniejszają one dostępność fizyczną alkoholu, co – według danych – skutkuje spadkiem urazów, zatruć, agresji i hospitalizacji nocnych.

Apel NIL to tylko pierwszy krok – ale ważny. Lekarze wskazują jasno: to nie wina jednostkowa, ale struktury. Chcą, by temat regulacji sprzedaży, reklamy i odpowiedzialności społecznej wszedł do debaty publicznej. Jeśli społeczeństwo i politycy potraktują te postulaty poważnie, możliwe są realne korzyści: mniej pacjentów z urazami nocnymi, mniej bójek i zatruć, lepsze warunki pracy dla medyków. To także impuls do edukacji i zmiany kultury picia – mniej alkoholu jako element codzienności, więcej zdrowia i odpowiedzialności.

Źródło: NIL

Samorząd lekarski ponownie bije na alarm w sprawie tzw. uproszczonych trybów uzyskiwania prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty przez osoby spoza Unii Europejskiej. Podczas briefingu prasowego prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski szczegółowo przedstawił proces ich funkcjonowania, wyliczył związane z nimi zagrożenia i zapowiedział dwa oficjalne apele – do Prezydenta RP i Ministra Zdrowia – wzywające do całkowitej likwidacji tych przepisów.
Jak podkreślił, uproszczone tryby, wprowadzone jeszcze w czasie pandemii, umożliwiają dostęp do zawodu bez rzetelnej weryfikacji kwalifikacji, autentyczności dyplomu czy znajomości języka polskiego. „Sytuacja jest trudna dlatego, że stworzono ogromny bałagan – bałagan legislacyjny i bałagan faktyczny. Dzisiaj w Polsce możemy stwierdzić, że pracują cztery grupy lekarzy. Pierwsza to lekarze z pełnym prawem wykonywania zawodu, którzy podlegają pod izbę lekarską – są w naszym rejestrze. Druga to lekarze z warunkowym prawem wykonywania zawodu, a więc ci, którzy dostali zgodę Ministerstwa Zdrowia, a potem zgłosili się do izby i otrzymali warunkowe prawo wykonywania zawodu. Trzecia to ci lekarze, którzy warunkowego prawa wykonywania zawodu nie otrzymali, ale pracują w ramach zgody resortu. (…) Kolejna grupa to tak zwane prawo wykonywania zawodu na określony zakres czynności. (…) Wiemy już, że ministerstwo, jak podało w odpowiedzi na pytanie jednej z izb, nie ma narzędzi na przykład do weryfikacji dyplomu takiej osoby i jego autentyczności, co sprawia, że my poddajemy w wątpliwość już nie tylko znajomość języka polskiego wśród takich osób” – mówił prezes Jankowski.

Samorząd lekarski ostrzega, że brak nadzoru nad osobami zatrudnianymi w ramach uproszczonych trybów oznacza brak podległości organom odpowiedzialności zawodowej i brak wymogu przestrzegania Kodeksu Etyki Lekarskiej. Do Naczelnej Izby Lekarskiej trafiają skargi pacjentów, którzy nie mogą porozumieć się z lekarzem nieposługującym się językiem polskim. „Walimy głową w mur, w mur walą głową nasi pacjenci, którzy nie mogą dogadać się z lekarzem (…) na izbie przyjęć czy w poradni – a skargi tego typu wpływają do Naczelnej Izby Lekarskiej. Nie mamy więc wyboru i chcemy działać dwutorowo” – dodał Jankowski.

Pierwszy z ogłoszonych apelów (nr 8/25/P-IX) skierowany jest do Prezydenta RP i dotyczy weta wobec ustawy o zmianie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym oraz niektórych innych ustaw. Zdaniem NRL, procedowanie aktu prawnego naruszyło zasady legislacji – pominięto konsultacje z samorządem lekarskim, mimo że projekt przewidywał istotne zmiany w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Ustawa, uchwalona przez Sejm 5 sierpnia i przyjęta przez Senat 7 sierpnia 2025 r., przedłuża funkcjonowanie uproszczonych trybów.

NRL wskazuje, że zawody lekarza i lekarza dentysty wymagają wysokich kwalifikacji i bardzo dobrej znajomości języka polskiego. Brak tej znajomości grozi niewłaściwą diagnozą, błędami w dokumentacji medycznej i utrudnia prawidłową komunikację z pacjentem. W ocenie samorządu utrzymywanie alternatywnych ścieżek dostępu do zawodu oznacza dyskryminację lekarzy kształconych w Polsce i w UE, którzy muszą przejść rygorystyczne procesy edukacyjne i egzaminacyjne.

Drugi apel skierowany jest do Ministra Zdrowia i wzywa do natychmiastowej likwidacji uproszczonych trybów z zachowaniem praw nabytych osób, które już uzyskały uprawnienia na ich podstawie. NRL podkreśla gotowość do współpracy przy przygotowaniu nowych, rzetelnych przepisów.

„Rządzący, decydując się na utrzymanie tzw. uproszczonych trybów wykonywania zawodów, przejmują pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, którzy znajdą się pod opieką osób wykonujących zawód lekarza na podstawie decyzji Ministra Zdrowia – pomimo często niższych kwalifikacji tych osób, braku możliwości zweryfikowania ich wykształcenia oraz niepewnego poziomu przygotowania merytorycznego” – zaznacza Prezydium NRL.

Samorząd lekarski oczekuje niezwłocznej reakcji organów władzy, argumentując, że sprawa dotyczy fundamentalnego bezpieczeństwa pacjentów oraz przejrzystości systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Źródło: Naczelna Rada Lekarska Fot. NIL.org.pl fot.: Alicja Szczypczyk, Dział Komunikacji NIL

W polskim systemie ochrony zdrowia trwa spór, który z pozoru dotyczy przepisów technicznych, a w rzeczywistości dotyka samego fundamentu bezpieczeństwa pacjentów. Naczelna Rada Lekarska od miesięcy alarmuje, że tzw. „uproszczone tryby” dostępu do zawodu lekarza i lekarza dentysty – wprowadzone w czasie wojny w Ukrainie – nie gwarantują rzetelnej weryfikacji kwalifikacji medyków z zagranicy. Teraz, po decyzji Sejmu o utrzymaniu tych przepisów, samorząd lekarski mówi wprost: to skandal, a pełna odpowiedzialność za skutki spoczywa na rządzących.
Już 1 sierpnia 2025 r. Prezydium NRL domagało się uchylenia przepisów pozwalających na dostęp do zawodu w trybach warunkowych i ograniczonych, przypominając, że zostały one wprowadzone „wbrew wyraźnemu sprzeciwowi samorządu lekarskiego” i że „uproszczone zasady dostępu nie zapewniają rzetelnej weryfikacji kwalifikacji osób, które ubiegają się w Polsce o uprawnienia zawodowe”.

Stanowisko NRL jest konsekwentne: oba tryby powinny zostać „niezwłocznie uchylone, a nie doprecyzowane czy uszczelniane”. W praktyce bowiem pozwalają one na leczenie pacjentów osobom, których dyplomy i programy kształcenia nie są badane pod kątem zgodności z minimalnymi standardami unijnymi. Co więcej – w przypadku warunkowego prawa wykonywania zawodu – nie wymaga się nawet legalizacji dyplomu przez konsula RP ani apostille. Samorząd podkreśla również, że tryby te uniemożliwiają sprawowanie właściwego nadzoru nad lekarzami dopuszczonymi do pracy w ten sposób.

NRL ostrzega również przed konsekwencjami prawnymi. Osoby dopuszczone do leczenia w trybie uproszczonym mogą „pozostawać poza lekarskim samorządem zawodowym”, co oznacza brak obowiązku przestrzegania Kodeksu Etyki Lekarskiej i brak odpowiedzialności przed sądem lekarskim. „Udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osoby ‘zwolnione’ od nakazów i zakazów etyki zawodowej jest nie do zaakceptowania dla środowiska lekarskiego, a przede wszystkim jest ogromnym zagrożeniem dla pacjentów” – podkreśla NRL.

Oprócz krytyki samych trybów uproszczonych, Rada wskazuje też na wady legislacyjne nowych przepisów – od błędnie wskazanych organów właściwych do rozpatrywania wniosków, przez nieprecyzyjne terminy, po brak jasnych kryteriów dla decyzji odmownych. Zwraca uwagę na paradoks: osoby, których wnioski budzą wątpliwości i trafiają do sądów administracyjnych, mogą w praktyce wykonywać zawód nawet 8–10 lat, podczas gdy ci, którzy przeszli procedurę bez zastrzeżeń, mają prawo wykonywania zawodu tylko przez 5 lat.

NRL stanowczo sprzeciwiła się też przepisowi, który – w jej ocenie – „należy odczytywać jako próbę kolejnego przedłużania możliwości wydawania warunkowego prawa wykonywania zawodu lekarza obywatelom Ukrainy”. Przypomina, że możliwość ta wygasła 24 października 2024 r., a nowy zapis w praktyce omija wcześniejsze prawo.

W tle sporu toczy się jeszcze jedna batalia – o znajomość języka polskiego przez lekarzy. W odrębnym apelu NRL zażądała uchylenia punktu w obwieszczeniu Ministra Zdrowia, który uznaje za dowód znajomości języka polskiego dokumenty wydane w innych krajach UE. „Tymczasem pkt 3 ww. obwieszczenia dopuszcza potwierdzenie spełnienia wymogu odpowiedniej znajomości języka polskiego (…) za pomocą dokumentu wydanego przez bliżej nieokreślone zagraniczne podmioty, bez uprzedniej weryfikacji takiego dokumentu” – czytamy w dokumencie. Lekarze wskazują, że takie rozwiązanie stoi w sprzeczności z polskimi przepisami oraz z prawem unijnym (dyrektywy 2005/36/WE i 2013/55/UE), które wprost przewidują możliwość weryfikacji języka w przypadku zawodów mających wpływ na bezpieczeństwo pacjentów. Ich zdaniem brak rzetelnej weryfikacji może prowadzić do sytuacji, w której lekarz w Polsce będzie leczył pacjentów, nie znając ani języka, ani fachowej terminologii w stopniu wymaganym prawem.

Kulminacja konfliktu nastąpiła 6 sierpnia, dzień po tym, jak Sejm w ekspresowym tempie przyjął nowelizację, nie uwzględniając ani stanowiska NRL, ani uwag zgłaszanych w ogóle w konsultacjach – bo tych formalnie nie było. „Za absolutnie niedopuszczalny przyjmujemy upór rządzących dążących do utrzymania tzw. uproszczonych trybów wykonywania zawodu. Samo zaistnienie i utrzymywanie innych niż właściwe prawo wykonywania zawodu lekarza uprawnień (…) traktujemy jako skandaliczne” – napisało Prezydium. I dodało, że „rządzący, utrzymując tzw. tryby uproszczone, biorą pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, którzy trafią pod opiekę lekarza (…) często o niższych kwalifikacjach i braku wystarczającej znajomości języka polskiego”.

Sprawa jest już w Senacie, do którego ustawa trafiła w trybie ekspresowym. Tempo procedowania – jak alarmuje NRL – wskazuje, że rząd chce zamknąć temat jak najszybciej. Pytanie tylko, czy w tej pośpiechowej legislacji ktoś jeszcze pamięta, że w medycynie każde uproszczenie procedur naboru lekarzy ma swoją cenę.

Cytowane wypowiedzi pochodzą z komunikatów opublikowanych na stronie internetowej Naczelnej Rady Lekarskiej. Linki do pełnych treści dostępne poniżej.
(***)

Podczas briefingu prasowego, który odbył się 29 lipca 2025 r., prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Łukasz Jankowski, przedstawił stanowisko samorządu lekarskiego w sprawie niespełnionych obietnic rządu dotyczących reform w ochronie zdrowia. W ostrym, ale merytorycznym wystąpieniu, przypomniał o kluczowych zobowiązaniach składanych przez Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Sprawiedliwości – i wyraził rozczarowanie ich brakiem realizacji.
„Usłyszeliśmy wiele obietnic. Wiele słów. Tymczasem te obietnice pozostały jedynie w sferze mamienia nas pewną poprawą, która się nie ziściła. Zamiast wdrożenia obiecanych rozwiązań – znów gra na czas. Nowe zespoły, nowi ludzie, te same pytania. A pacjent i lekarz nadal bez ochrony” – powiedział prezes NRL. Jak dodał, „dzisiejsza konferencja ma konkretną przyczynę – chcemy pokazać, co nam przez te prawie dwa lata obiecywano, a czego nie dotrzymano ze strony rządzących”.

Wśród najważniejszych niespełnionych postulatów środowiska lekarskiego wskazano m.in. wprowadzenie tzw. klauzuli wyższego dobra, systemu no fault oraz reformy procesu refundacji leków. „Nie było spotkania w Ministerstwie Zdrowia, nie było spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości, na którym nie obiecywano by nam wprowadzenia klauzuli wyższego dobra” – zaznaczył Jankowski, przywołując kolejne przekładane terminy – od czerwca 2024, przez koniec 2024 roku, po wiosnę 2025. „Wiosną 2025 roku powołano w Ministerstwie Zdrowia zespół, który od nowa zaczął przyglądać się zapisom klauzuli wyższego dobra. (…) Systemu no fault do dziś nie mamy, nie mamy nawet realnej dyskusji o tym systemie”.

Podobne rozczarowanie dotyczy postulatu automatyzacji refundacji leków. „Od pierwszego dnia nowego rządu byliśmy informowani, że trwają prace nad automatyzacją procesu refundacji. (…) Automatyzacji procesu refundacji do tej pory się nie doczekaliśmy, co jest ogromnym problemem i dla lekarzy, i dla pacjentów” – mówił Jankowski. Przypomniał również o niespełnionej obietnicy wynagrodzenia lekarzy w wysokości trzech średnich krajowych. „To rząd zaczął z nami rozmowę o wynagrodzeniach. (…) To rząd obiecał lekarzom (…) trzy średnie krajowe na etacie”.

Prezes NRL zwrócił uwagę na brak realizacji wielu konkretnych punktów z „100 konkretów” rządowego programu dotyczących zdrowia. „Te postulaty ze stu konkretów, które dotyczyły zdrowia, one pozostały niespełnione” – wskazał, wymieniając m.in. brak centralnej e-rejestracji, niezrealizowane zniesienie limitów NFZ w lecznictwie szpitalnym czy brak postępów w poprawie dostępu do opieki geriatrycznej.

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej w opublikowanym stanowisku nr 64/25/P-IX wyraziło „głębokie zaniepokojenie stanem, w jakim znajduje się aktualnie system ochrony zdrowia”. Zarzuciło Ministerstwu Zdrowia brak kompleksowej strategii reform, niespójność działań oraz podejmowanie decyzji niepoprzedzonych rzetelną analizą. Podkreślono, że liczne apele środowiska lekarskiego pozostają bez odpowiedzi lub trafiają do zespołów roboczych, gdzie „mimo przychylności ostatecznie nie podlegają realizacji”.

Szczególnie silny sprzeciw budzi brak działań w obszarze bezpieczeństwa zawodowego lekarzy. „Pomimo tragicznych zdarzeń (…) nie wdrożono potrzebnych zmian, takich jak: ściganie z urzędu wszelkich przejawów agresji wobec personelu medycznego, objęcie lekarzy ochroną jak funkcjonariuszy publicznych, zastrzeżenie danych osobowych w rejestrach, penalizacja zakłócania porządku publicznego w placówkach medycznych czy wdrożenie ustandaryzowanej kontroli dostępu do placówek”.

Zastrzeżenia samorządu dotyczą także jakości kształcenia. „Doprowadzono do takiego poziomu, że na forach kosmetyczek i osób wykonujących medycynę estetyczną pojawiają się pytania, jak ukończyć medycynę – najlepiej w trybie online czy eksternistycznym – nie po to, żeby potem być lekarzem, tylko żeby na pewno bezpiecznie, prawnie móc wykonywać zabiegi z zakresu branży beauty i medycyny estetycznej” – mówił Jankowski. Samorząd sprzeciwia się także utrzymywaniu uproszczonych trybów uzyskiwania prawa wykonywania zawodu i dopuszczaniu do nauczania uczelni z negatywną oceną PKA.

Kolejne punkty, których realizacji domaga się samorząd lekarski, to likwidacja receptomatów działających bez nadzoru, wdrożenie standardu teleporady, walka z dezinformacją, poprawa wyceny świadczeń, zwłaszcza w stomatologii dziecięcej i opiece geriatrycznej. „Nie widzieliśmy nawet jednej kampanii, która promowałaby profilaktykę” – wskazał prezes NRL. „Ochrona zdrowia nad seniorem dziś zależy (…) od zasobności portfela seniora i jego rodziny, a nie od systemowego wsparcia dla takiego pacjenta”.

Do głównych zarzutów środowiska lekarskiego należy także „kreatywna księgowość” w obliczaniu nakładów na ochronę zdrowia. „Po kilku miesiącach już słyszeliśmy, że ta kreatywna księgowość zostanie utrzymana. Wciąż jesteśmy karmieni danymi kreatywnymi o tym, że na ochronę zdrowia wydajemy bardzo dużo, prawie 7%. (…) My ze swojej strony widzimy, jak tych pieniędzy brakuje już w lipcu” – stwierdził Jankowski.

Naczelna Rada Lekarska apeluje o jasną strategię reform, realne działania, a nie grę na czas. „Nie chcemy kolejnych medialnych burz i fałszywych narracji. Chcemy godnych warunków pracy, jasnych zasad prawnych i systemu, który służy pacjentom, a nie politycznym interesom” – zaznaczył prezes NRL.

Na pytanie dziennikarki o przyszłość relacji z nowym kierownictwem resortu, Jankowski odpowiedział: „Nie zamykamy się dziś na współpracę z ministerstwem, ale po deklaracji pana premiera mamy poczucie, że nowemu ministerstwu może być bardzo ciężko. (…) Dziś występujemy z dużą emocją, z rozżaleniem, z poczuciem w naszym środowisku bycia oszukanymi przez rządzących. Konkretne obietnice, wiele słów, zero konkretów i na te konkrety czekamy”.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z komunikatu opublikowanego na stronie NIL oraz briefingu prasowego z 29 lipca 2025 r. z udziałem Łukasza Jankowskiego, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel NIL

Naczelna Rada Lekarska zaapelowała do Ministerstwa Zdrowia, aby podjęło jak najszybciej działania legislacyjne mające na celu niezwłoczne uchylenie przepisów umożliwiających nabycie uprawnień do wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty w trybie uproszczonym. – Dziś pracować jako lekarz w Polsce może osoba, która nie ma wiedzy medycznej, ale ma sprawną drukarkę i wydrukuje sobie dyplom uczelni – argumentuje prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski.
Zafundowano nam tzw. warunkowe prawo wykonywania zawodu (wPWZ), tryby uproszczone, pracę „na zgodę Ministra Zdrowia” bez zgody izb lekarskich już w listopadzie 2020 roku. Od czterech lat nieustannie apelujemy do rządzących o zmianę przepisów, tej zmiany przepisów się nie doczekaliśmy (…) Otwarto szeroko drzwi do wykonywania zawodu lekarza w Polsce osobom spoza granic kraju dopuszczając do tego, że mamy w Polsce osoby, które pracują jako lekarz, nie są w rejestrze izby lekarskiej, nie podlegają odpowiedzialności zawodowej, nie podlegają Kodeksowi Etyki Lekarskiej, pracują bez żadnego nadzoru i bez żadnej kontroli – podkreślał kilka miesięcy temu prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, podczas briefingu prasowego w siedzibie NIL.
Warunkowe wykonywanie zawodu – kolejny problem systemu zdrowia
W czasie pandemii COVID-19 w 2020 roku, rząd zdecydował wprowadzić uproszczone procedury dla lekarzy spoza Unii Europejskiej. Działanie, które miało zaspokoić braki kadrowe, stało się przyczynkiem do obniżenia standardów weryfikacji kompetencji. Jak zaznacza NRL, nowe przepisy umożliwiły cudzoziemcom ubieganie się o tzw. warunkowe prawo wykonywania zawodu (wPWZ) bez konieczności nostryfikacji dyplomu, w tym bez zdawania egzaminów i przechodzenia standardowego procesu oceny kompetencji przez izby lekarskie.
Jak wskazuje prezes NRL, wskutek wprowadzenia procedur, pracować jako lekarz w Polsce może osoba, która nie ma wiedzy medycznej, ale ma sprawną drukarkę i wydrukuje sobie dyplom uczelni. – Dziś bycie lekarzem w Polsce zależy od oświadczenia, że ktoś zna język polski, co nie może być według przepisów zweryfikowane – czytamy na stronie NRL.
W tym momencie lekarz nieznający języka, o nieznanym doświadczeniu i jak wiemy nieweryfikowalnym dyplomie ma łatwiejszy dostęp do pacjentów, niż Polak absolwent uniwersytetu medycznego w UE – wskazuje w rozmowie z MedicalPress Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. Co więcej, nawet niż Polak, który skończył studia w PL. Dodajmy, że studia w UE mają szerszy program, niż te poza. Część tych lekarzy pracuje bez żadnego nadzoru i weryfikacji, rejestracji w izbach, nie mają ubezpieczenia, a w razie błędu w sztuce nie ma organu, który by ich weryfikował (jak rzecznik i sądy lekarskie w izbach). Totalna wolna amerykanka. To jest realne zagrożenie dla pacjentów.
Apel izb lekarskich o zmianę przepisów
Mimo że środowisko medyczne od jakiegoś czasu apeluje do rządzących o zmianę wadliwych przepisów, do tej pory nie doczekało się żadnej reakcji. Sytuacja zaczyna wyglądać poważnie, pojawiły się bowiem medialne doniesienia o przypadkach pracujących lekarzy bez odpowiednich kompetencji.
Jak czytamy w opublikowanym apelu Naczelnej Rady Lekarskiej do Ministerstwa Zdrowia, kwestionowane przepisy stworzyły niebezpieczne zjawisko polegające na tym, że pewna grupa osób udzielających w Polsce świadczeń zdrowotnych może pozostawać poza lekarskim samorządem zawodowym, a to oznacza, że nie obowiązuje ich Kodeks Etyki Lekarskiej, czyli że za swoje czyny nie ponoszą odpowiedzialności przed sądem lekarskim. – Udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osoby „zwolnione” od reżimu etyki zawodowej, jest nie do zaakceptowania dla środowiska lekarskiego, a przede wszystkim jest ogromnym zagrożeniem dla pacjentów – podkreślają w dokumencie lekarze, wskazując ponadto, że osoby, które uzyskały w uproszczonym trybie dostęp do zawodu lekarza, zwolniono spod ścisłego nadzoru merytorycznego. I tak, o ile lekarz posiadający dyplom polskiej uczelni medycznej w trakcie stażu podyplomowego pracuje pod bezpośrednim nadzorem, podobnie lekarz odbywający w Polsce specjalizację ma jasno określone zasady nadzoru przez kierownika specjalizacji i innych bardziej doświadczonych lekarzy, o tyle dla osób, które uzyskały uprawnienia w uproszczonych trybach przepisy nie ustanowiły reguł sprawowania nadzoru – oznacza to, że pracują samodzielnie albo nadzór nad ich pracą jest czysto iluzoryczny.
W opinii NRL uproszczone tryby nabywania uprawnień do wykonywania zawodu lekarza to nadzwyczajne obniżenie wymogów stawianych kandydatom ubiegającym się o możliwość wykonywania zawodu lekarza w Polsce, które wbrew oczekiwaniom ustawodawcy, nie dały zamierzonych efektów i po 4 latach funkcjonowania uproszczonego dostępu do zawodu lekarza sytuacja pacjentów w Polsce nie uległa oczekiwanej poprawie. – W tej sytuacji, kierując się troską o bezpieczeństwo pacjentów, samorząd lekarski apeluje do Ministra Zdrowia o podjęcie działań legislacyjnych zmierzających do uchylenia przepisów dotyczących warunkowego prawa wykonywania zawodu lekarza oraz prawa wykonywania zawodu lekarza przyznawanego na określony zakres czynności zawodowych, czas i miejsce zatrudnienia w podmiocie leczniczym – czytamy w podsumowaniu apelu.

Bezpieczeństwo pacjenta
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL) w pełni popiera stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej. Należy działać niezwłocznie, póki nie doszło do tragedii. – Nie posiadamy żadnych informacji o tym, że brak kompetencji doprowadził do uszczerbku na zdrowiu – powiedziała medicalpress, przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat.
 
Źródło: NIL 
Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress