Medicalpress

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określanej jako „Lex szarlatan”, i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie zapowiedział własną inicjatywę legislacyjną, która ma penalizować świadome zniechęcanie pacjentów do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. Ministerstwo Zdrowia krytycznie ocenia tę decyzję i przekonuje, że uchwalone przepisy dawały państwu narzędzia do szybkiej ochrony pacjentów przed pseudomedycyną i dezinformacją.

Decyzję dotyczącą ustawy prezydent ogłosił 20 sierpnia. Jak podkreślił, sam cel regulacji – ochrona pacjentów przed osobami żerującymi na chorobie, strachu i desperacji – uważa za słuszny. Jego zastrzeżenia dotyczą jednak sposobu, w jaki ustawa miałaby ten cel realizować.

Prezydent wskazał przede wszystkim na wątpliwości konstytucyjne związane z zakresem uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta oraz możliwością nakładania sankcji i blokowania działalności jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sądu.

– Państwo musi chronić pacjentów przed oszustami, którzy żerują na chorobie i ludzkim strachu, szczególnie przed tymi, którzy dla zysku odciągają ludzi od skutecznego leczenia – podkreślił Karol Nawrocki.

Prezydent: cel słuszny, ale środki budzą wątpliwości

Zdaniem prezydenta uchwalone przepisy zbyt szeroko ujmują grupę podmiotów, które mogłyby zostać objęte sankcjami. W jego ocenie istnieje ryzyko, że obok osób faktycznie zagrażających zdrowiu pacjentów restrykcje mogłyby dotknąć także przedsiębiorców zajmujących się m.in. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną.

Karol Nawrocki argumentował również, że proponowane rozwiązania mogą ograniczać prawo do skutecznej obrony. Szczególne zastrzeżenia budzi możliwość wykonania określonych decyzji, w tym blokad i kar, zanim sprawa zostanie prawomocnie oceniona przez sąd.

W jego ocenie problemem jest również brak obowiązkowego udziału niezależnych ekspertów medycznych w ocenie, czy doszło do dezinformacji lub praktyki pseudomedycznej.

Prezydent zapowiedział więc skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, który ma ocenić zgodność jej przepisów z ustawą zasadniczą.

Własny projekt prezydenta: odpowiedzialność karna za odciąganie od leczenia

Równocześnie Karol Nawrocki zapowiedział własny projekt nowelizacji Kodeksu karnego.

Zgodnie z przedstawionymi założeniami odpowiedzialności mieliby podlegać ci, którzy dla zysku lub innych korzyści świadomie zniechęcają pacjentów do leczenia metodami opartymi na nauce.

Prezydent przekonywał, że o winie i karze powinien decydować niezawisły sąd po przeprowadzeniu pełnego postępowania. Projekt ma jednocześnie wzmacniać rolę Rzecznika Praw Pacjenta, umożliwiając mu udział w działaniach prokuratury i w postępowaniu sądowym.

– Potrzebujemy przepisów, które skutecznie zablokują działalność oszustów, ale nie będą uderzały w uczciwych ludzi – argumentował prezydent.

Ministerstwo Zdrowia: państwo zostało pozbawione narzędzi szybkiej reakcji

Decyzję prezydenta krytycznie oceniła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Jak podkreśliła, nowelizacja była przygotowywana przy udziale lekarzy, ekspertów, organizacji pacjenckich oraz Rzecznika Praw Pacjenta, a jej nadrzędnym celem było zwiększenie bezpieczeństwa osób chorych.

– Pacjent ma być bezpieczny, a państwo ma mieć narzędzia, żeby stanąć po jego stronie. I właśnie tych narzędzi zostaliśmy dziś pozbawieni – komentowała minister zdrowia.

Resort wskazuje, że ustawa miała umożliwić Rzecznikowi Praw Pacjenta szybsze reagowanie na niebezpieczne praktyki, wydawanie publicznych ostrzeżeń oraz nakazywanie natychmiastowego wstrzymania działań zagrażających pacjentom.

Jednym z najważniejszych elementów zmian miało być również zwiększenie kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych praw pacjentów lub stosowanie praktyk pseudomedycznych możliwe byłoby nałożenie sankcji do 1 mln zł, a za brak współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta – do 100 tys. zł.

Spór o to, kogo obejmowałyby przepisy

Ministerstwo Zdrowia odrzuca argument, że „Lex szarlatan” miałoby być wymierzone w szeroką grupę legalnie działających przedsiębiorców.

Według resortu firmy oferujące np. zioła, masaże czy inne legalne usługi nie byłyby objęte sankcjami tylko z powodu charakteru działalności. Problem pojawiałby się wtedy, gdy podmiot oferowałby wyleczenie ciężkiej choroby za pomocą niesprawdzonej metody lub nakłaniał pacjenta do rezygnacji z leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.

Resort podkreśla, że ustawa miała dotyczyć przede wszystkim sytuacji, w których pacjent jest świadomie wprowadzany w błąd i narażany na utratę zdrowia lub życia.

Rejestr dezinformacji i ostrzeżenia dla pacjentów

Jednym z elementów uchwalonych przepisów było utworzenie jawnego rejestru podmiotów rozpowszechniających dezinformację medyczną w celu uzyskania korzyści majątkowej lub osobistej.

Przewidywano również możliwość przekierowywania użytkowników z niektórych stron internetowych na stronę Rzecznika Praw Pacjenta, gdzie dostępne byłyby ostrzeżenia i zweryfikowane informacje zdrowotne.

Z perspektywy resortu rozwiązania te miały ograniczyć sytuacje, w których chorzy trafiają na fałszywe autorytety i rezygnują z diagnostyki lub skutecznego leczenia pod wpływem pseudomedycznych przekazów.

Ochrona pacjentów pozostaje wspólnym celem, spór dotyczy narzędzi

W stanowiskach obu stron pojawia się wspólny punkt: potrzeba skuteczniejszej ochrony pacjentów przed osobami i podmiotami, które dla zysku oferują niesprawdzone terapie lub odciągają chorych od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną.

Różnica dotyczy przede wszystkim modelu działania państwa.

Ministerstwo Zdrowia opowiada się za silnymi uprawnieniami administracyjnymi pozwalającymi Rzecznikowi Praw Pacjenta reagować szybko, zanim dojdzie do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Prezydent wskazuje natomiast, że sankcje powinny być bardziej precyzyjnie opisane i w większym stopniu opierać się na odpowiedzialności karnej oraz rozstrzygnięciach sądowych.

Dalszy los uchwalonej ustawy zależy teraz od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Niezależnie od tego prezydent zapowiedział wniesienie własnego projektu przepisów dotyczących działalności osób świadomie odciągających pacjentów od terapii o potwierdzonej skuteczności.

Spór o „Lex szarlatan” będzie więc prawdopodobnie toczył się dalej – już nie wokół pytania, czy pacjentów należy chronić przed pseudomedycyną, lecz jak zrobić to skutecznie, szybko i jednocześnie z zachowaniem gwarancji prawnych dla osób i podmiotów objętych postępowaniem.

opracowanie: redakcja Medicalpress

Program lekowy raka płuca B.6. należy dziś do najbardziej rozbudowanych w polskim systemie refundacyjnym. Obejmuje dziesiątki schematów terapeutycznych, a tylko w ostatnich miesiącach pojawiły się w nim kolejne możliwości leczenia. Teraz Ministerstwo Zdrowia wspólnie z ekspertami pracuje nad jego kompleksową przebudową. Kierunek zmian jest szerszy: leczenie ma rozpoczynać się wcześniej, zwiększać szanse na terapię radykalną, a sam program ma być prostszy i bardziej elastyczny. Eksperci zwracają jednak uwagę, że wykorzystanie dostępnych możliwości będzie zależało także od szybkiej diagnostyki i wcześniejszego wykrywania raka płuca.

Możliwości leczenia raka płuca w Polsce w ostatnich latach znacząco się poszerzyły. Kolejne terapie celowane i immunoterapia są dostępne na różnych etapach choroby – od leczenia okołooperacyjnego po zaawansowaną chorobę nowotworową. Wraz z rozwojem możliwości terapeutycznych coraz większego znaczenia nabiera jednak sposób organizacji leczenia.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmianę podejścia, która ma koncentrować się nie tylko na udostępnianiu kolejnych leków, ale przede wszystkim na rozpoczynaniu skutecznego leczenia możliwie wcześnie i zwiększaniu odsetka pacjentów, u których możliwe jest postępowanie z intencją radykalną.

Źródło: MZ

W ostatnich miesiącach wprowadziliśmy do refundacji, do programów lekowych nowe leki, nowe terapie, które mogą być stosowane w leczeniu zarówno niedrobnokomórkowego raka płuca, ale też drobnokomórkowego raka płuca. Jak Państwo wiecie, ten drugi typ nowotworu szczególnie jest niebezpieczny i też nie było bardzo dużo opcji terapeutycznych do tej pory w tym drobnokomórkowym raku płuca. Drugi element jest taki, że podejście nasze zakłada przesunięcie całego procesu leczenia na jak najwcześniejszy jego etap, czyli na przykład stosowanie schematów od pierwszej linii leczenia albo stosowanie leczenia okołooperacyjnego, czyli podawanie terapii przed operacją i po operacji – powiedziała Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia.

Jak wskazała, nowe podejście jest wypracowywane wspólnie z ekspertami i ma znaleźć odzwierciedlenie również w konstrukcji programu lekowego B.6.

W związku z nowymi badaniami i też tym, co się dzieje na forum europejskim, w innych krajach, tak żeby dostosować do tego nowego podejścia, przebudowujemy wspólnie z ekspertami w tym obszarze, program B.6, który jest dedykowany leczeniu raka płuca. Wzmacniamy też działania profilaktyczne – powiedziała Katarzyna Kacperczyk.

40 schematów leczenia. Program wymaga nowej konstrukcji

Program B.6 należy dziś do największych programów lekowych w polskim systemie refundacyjnym. Jego rozwój w ostatnich latach oznacza nie tylko dostęp do kolejnych terapii, ale również coraz większą złożoność zasad kwalifikacji i prowadzenia leczenia.

Ten program lekowy jest jednym z największych, jeśli chodzi o liczebność pacjentów, jak również jednym z najbardziej kosztochłonnych programów lekowych w całym systemie refundacyjnym. Mamy wydatki na poziomie prawie już półtora miliarda złotych, gdzie jest leczonych 14 tysięcy pacjentów. Pod tym względem jedynie rak piersi go wyprzedza – powiedział Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia.

Najbardziej rozbudowana jest część programu dotycząca niedrobnokomórkowego raka płuca. Dostępne możliwości obejmują dziś leczenie na różnych etapach choroby – od terapii przed- i okołooperacyjnych po leczenie choroby zaawansowanej, dobierane m.in. na podstawie charakterystyki molekularnej nowotworu.

Obecnie w ramach samego podtypu niedrobnokomórkowego raka płuca mamy 40 różnych schematów leczenia, właśnie na różnym etapie leczenia i stopniu zaawansowania klinicznego. Mamy nie dość, że leczenie przedoperacyjne, okołooperacyjne, mamy również leczenie wyłącznie pooperacyjne, mamy również leczenie zaawansowanego nowotworu z różnymi mutacjami, z różnymi biomarkerami, jak również z kilkoma liniami leczenia. Ja myślę, że nie ma, proszę Państwa, takiego drugiego programu lekowego – powiedział Mateusz Oczkowski.

Przebudowa B.6 ma więc dotyczyć nie tylko zakresu dostępnych terapii, ale również samej konstrukcji programu. Planowane jest odejście od jednego rozbudowanego układu na rzecz bardziej modułowej struktury, uporządkowanie kryteriów leczenia i sprawozdawczości oraz ujednolicenie części wskazań. Celem jest stworzenie zasad łatwiejszych do stosowania w codziennej praktyce klinicznej.

Te zmiany struktury programu lekowego są nie mniej ważne niż nowe leki, czy nie mniej ważne niż modyfikacje stosowania immunoterapii. Program lekowy powinien być przyjazny dla obu stron, m.in. poprzez łatwość interpretacji zapisów programu, jak również racjonalność, rozsądek w wykonywaniu badań kontrolnych – powiedział prof. Maciej Krzakowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej i konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej.

Jednym z praktycznych elementów tej przebudowy ma być ujednolicenie kryteriów dotyczących terapii o podobnych mechanizmach działania. Ma to ograniczyć sytuacje, w których zbliżone technologie mają odmienne zapisy programu, a tym samym różne możliwości ich zastosowania u pacjentów.

Ujednoliciliśmy wskazania, bo ja nie widzę tutaj jakichkolwiek przeciwwskazań, aby tożsame technologie, z bardzo podobnymi lekami o takich samych mechanizmach działania, miały różne określone wskazania – wskazał prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz Polskiej Grupy Raka Płuca.

Uporządkowanie programu ma mieć także wymiar systemowy. Przy kilkudziesięciu dostępnych schematach zasady kwalifikacji powinny umożliwiać podobne prowadzenie chorego niezależnie od tego, do którego ośrodka trafi.

Musimy mieć świadomość, że aby pacjenci we wszystkich ośrodkach w Polsce byli leczeni w identyczny albo w porównywalny sposób, musimy doprowadzić do przejrzystości tego programu – podkreślił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Immunoterapia: możliwość ponownego zastosowania leczenia

Jedną z istotnych zmian w programie B.6 ma być możliwość ponownego zastosowania immunoterapii u wybranych pacjentów. Dotychczas chorzy, którzy otrzymali immunoterapię w ramach leczenia radykalnego, a następnie doszło u nich do progresji choroby, nie mogli ponownie skorzystać z tej formy leczenia i otrzymywali chemioterapię. Planowane zmiany mają otworzyć możliwość ponownego zastosowania immunoterapii w określonych sytuacjach klinicznych.

W tym momencie Ministerstwo zrobiło naprawdę ogromny przełom w leczeniu tych pacjentów, bo zarówno po leczeniu radykalnym, jak i immunoterapii, którą otrzymywali pacjenci przez dwa lata, jeżeli nastąpi wznowa po tych sześciu miesiącach, ci pacjenci mają szansę ponownie otrzymać leczenie innowacyjne, immunoterapię zamiast chemioterapii. Uważam, że to jest naprawdę ogromna szansa dla wielu pacjentów – powiedziała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.

Zmianie mają również ulec zasady dotyczące czasu prowadzenia immunoterapii w zaawansowanej chorobie. Leczenie ma być ograniczone do 24 miesięcy, z możliwością powrotu do programu w przypadku późniejszej progresji. Jednocześnie wprowadzenie tzw. wakacji terapeutycznych ma ograniczyć konieczność regularnych wizyt części pacjentów w ośrodkach i zwiększyć możliwości kwalifikowania kolejnych chorych.

Dzięki rozwiązaniom, takim jak wakacje terapeutyczne, będziemy mogli zrekrutować aż 20 proc. dodatkowych pacjentów w aktywnym leczeniu – powiedział Mateusz Oczkowski.

Coraz ważniejsze leczenie z intencją radykalną

Zmiana podejścia do raka płuca nie ogranicza się jednak do leczenia choroby zaawansowanej. Coraz większą rolę w programie odgrywają terapie stosowane przed i po operacji, których celem jest zwiększenie skuteczności leczenia radykalnego.

To właśnie przesuwanie nowoczesnych terapii na wcześniejsze etapy choroby jest jednym z kierunków, który – według ekspertów – może przełożyć się na poprawę odsetka pięcioletnich przeżyć.

Program lekowy umożliwił leczenie nie tylko chorych z intencją paliatywną, ale z intencją radykalną, czyli mamy szeroki wachlarz możliwości leczenia tak zwanego okołooperacyjnego, który w naszym odczuciu jest jedynym kierunkiem, który zwiększy odsetek chorych, u których doprowadzimy do radykalnego leczenia dzięki współpracy z chirurgią. To poprawi w sposób jednoznaczny te źle wyglądające odsetki pięcioletnich przeżyć naszych pacjentów w perspektywie tego, jak to wygląda w innych krajach unijnych – powiedział prof. Rodryg Ramlau.

Jak zaznaczył prezes PGRP, mimo poszerzenia możliwości leczenia systemowego w Polsce nadal nie więcej niż 20 proc. chorych jest operowanych z intencją radykalną. Dlatego zwiększenie liczby pacjentów kwalifikowanych do takiego postępowania pozostaje jednym z najważniejszych celów.

Pamiętajmy o tym, że doprowadziliśmy w postępowaniu paliatywnym dzięki nowoczesnym terapiom do leczenia bardzo zbliżonego do leczenia chorób o charakterze przewlekłym u części tych chorych. Natomiast to, do czego dążymy, to poprawa odsetka chorych, których będziemy w stanie wyleczyć z tej jednostki chorobowej – zaznaczył prof. Ramlau.

Najlepszy program nie wystarczy bez szybkiej diagnostyki

Rozbudowywanie możliwości terapeutycznych uwidacznia jednocześnie kolejny problem. Aby pacjent mógł skorzystać z odpowiednio dobranego leczenia, nowotwór musi zostać wystarczająco wcześnie rozpoznany, a diagnostyka – w tym molekularna – przeprowadzona sprawnie i kompleksowo.

Zdaniem prof. Ramlaua to właśnie diagnostyka, a nie dostępność leków, staje się obecnie jednym z podstawowych wyzwań w opiece nad chorymi na raka płuca.

Cały czas w Polsce mamy przede wszystkim podstawowy dylemat już nie dostępności do leków (…). Natomiast mamy problem z diagnostyką naszych chorych. Od pierwszych objawów choroby do rozpoznania raka płuca cały czas mijają często cztery i więcej miesięcy, co jest dramatem dla tych chorych, bo z momentu choroby, którą możemy leczyć w sposób radykalny, chory przechodzi niestety do fazy leczenia paliatywnego. To jest kolejne wyzwanie, które jest przed nami – podkreślił prof. Ramlau. 

Znaczenie diagnostyki rośnie wraz z liczbą terapii kierowanych do precyzyjnie określonych grup pacjentów. Jednym z rozwiązań zwiększających możliwości wykonania diagnostyki molekularnej jest płynna biopsja, szczególnie istotna wtedy, gdy pobranie odpowiedniego materiału tkankowego nie jest możliwe lub uzyskany materiał okazuje się niewystarczający.

W końcu mamy biopsję płynną z możliwością zastosowania zarówno w leczeniu szpitalnym, jak i ambulatoryjnym. Na tym nam bardzo zależało, ponieważ mamy bardzo dużo pacjentów, którzy niestety przez brak materiału albo materiał niediagnostyczny tracą możliwość wdrożenia i zastosowania terapii w szybkim czasie – powiedziała Aleksandra Wilk.

Wcześniejsze wykrycie ma otwierać drogę do wyleczenia

Rozbudowie możliwości leczenia ma towarzyszyć wzmocnienie wczesnego wykrywania raka płuca. Ma to szczególne znaczenie w kontekście coraz większej roli terapii stosowanych na wcześniejszych etapach choroby, w tym leczenia okołooperacyjnego.

Od 1 października wprowadzamy jako program profilaktyczny możliwość skorzystania z niskodawkowej tomografii komputerowej, co mamy nadzieję, że pozwoli nam na szybszą diagnozę, szybsze wykrywanie nowotworów we wczesnym stadium i połączenie z tym nowym podejściem w zakresie leczenia – powiedziała wiceminister Katarzyna Kacperczyk.

Wczesne wykrycie choroby i dostęp do leczenia okołooperacyjnego są ze sobą bezpośrednio powiązane. Im wcześniej zostanie rozpoznany rak płuca, tym większa jest grupa pacjentów, u których można rozważyć postępowanie radykalne i wykorzystać możliwości oferowane przez nowe terapie.

Od dostępu do leków do całej ścieżki pacjenta

Planowana przebudowa B.6 pokazuje zmianę wyzwań stojących przed systemem leczenia raka płuca. Kolejne refundacje pozostają istotne, ale wraz z rosnącą liczbą dostępnych terapii coraz większego znaczenia nabiera ich właściwe wykorzystanie: przejrzyste kryteria programu, sprawna kwalifikacja, możliwość sekwencyjnego stosowania leczenia, odpowiednia diagnostyka molekularna oraz wcześniejsze rozpoznawanie choroby.

Te zmiany (…) miały jeden wspólny mianownik: żeby ułatwić życie, ułatwić pracę nam i ułatwić leczenie chorym. I to nam przyświecało – powiedział prof. Maciej Krzakowski. 

Kierunek zmian zakłada więc połączenie kilku elementów: profilaktyki i wczesnego wykrywania, sprawnej diagnostyki, leczenia radykalnego i okołooperacyjnego oraz dostępu do terapii w chorobie zaawansowanej. Ostatecznym miernikiem ich znaczenia będzie to, czy większa liczba chorych będzie mogła rozpoczynać właściwie dobrane leczenie na wcześniejszym etapie choroby i czy przełoży się to na poprawę wyników leczenia raka płuca w Polsce.

źródło: redakcja Medicalpress
Foto: MZ

Projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta został przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów. Nowe przepisy będą lepiej chronić przed pseudomedycznymi praktykami, narażającymi zdrowie i życie pacjentów.
Projekt zmian przepisów został przygotowany z inicjatywy Rzecznika Praw Pacjenta, we współpracy z Ministerstwem Zdrowia, które prowadzi proces legislacyjny. Konieczność wprowadzenia nowych regulacji wynika z narastającego problemu szarlatanerii i oszustw, wymierzonych w osoby zmagające się z problemami zdrowotnymi.

 Państwo ma obowiązek chronić pacjentów wszędzie tam, gdzie zagrożone jest ich zdrowie lub życie. Celowe wprowadzanie w błąd pacjenta, szerzenie dezinformacji, czy wykorzystywanie trudnych życiowo sytuacji do bezwzględnego zarabiania pieniędzy nigdy nie powinno mieć miejsca. Przygotowana ustawa ma postawić tamę procederom polegającym na przypisywaniu działania leczniczego preparatom oraz reklamowaniu usług i metod jako świadczeń zdrowotnych, mimo że w rzeczywistości nie są one skuteczne w leczeniu chorób, a wręcz szkodliwe dla pacjenta  podkreśla minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Projekt nowelizacji został przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów, a następnie trafi pod obrady Rady Ministrów.

 Ze względu na wagę regulacji, projekt nowelizacji poddany był szerokim konsultacjom społecznym – został wysłany do ponad 120 instytucji i organizacji, a każdy zainteresowany mógł zająć stanowisko w sprawie proponowanych zmian. Zgłoszono ponad cztery tysiące uwagi, które zostały bardzo dokładnie przeanalizowane. W efekcie został wypracowany projekt przepisów, które zapewnią pacjentom odpowiednią ochronę przed niebezpiecznymi działaniami osób, które cynicznie wykorzystują pacjentów w celach biznesowych oraz wprowadzają pacjentów świadomie w błąd, siejąc dezinformację medyczną. Naszym obowiązkiem jest skutecznie chronić pacjentów przed niebezpiecznymi praktykami  dodaje Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.

Szarlatani narażają zdrowie i życie pacjentów

Najważniejszym celem nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta jest bezpieczeństwo pacjentów. Nowelizacja pozwoli eliminować takie praktyki jak:

Ministerstwo Zdrowia i Rzecznik Praw Pacjenta dostrzegają pilną potrzebę wyeliminowania wskazanych powyżej procederów w celu chronienia pacjentów przed działaniami, które zagrażają ich zdrowiu i życiu.

Nowe przepisy odpowiedzią na technologiczne możliwości oszustów

Konsultacje prowadzone w ramach prac nad nowelizacją, jak również sygnały docierające od pacjentów i mediów, jasno wskazują na potrzebę uregulowania obszaru związanego z działalnością tzw. szarlatanów oraz upowszechnianą dezinformacją medyczną. Niebezpieczne praktyki wymierzone w pacjentów nasiliły się wraz z rozwojem nowych kanałów komunikacji oraz narzędzi AI, wykorzystywanych na szeroką skalę przez oszustów medycznych.  

Lepsze wsparcie dla środowiska medycznego

Projekt ustawy jest także istotny dla środowiska medycznego, które coraz częściej musi mierzyć się z konsekwencjami działań szarlatanów i konsekwencjami dezinformacji medycznej. Medycy muszą podejmować szczególne wysiłki we wspieraniu pacjentów w walce o zdrowie, które zostało nadszarpnięte przez niesprawdzone terapie, preparaty lub zaniechanie podjęcia właściwego, zgodnego z nauką leczenia. Środowiska medyczne dawały wielokrotnie wyraz wsparcia dla nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

Lex szarlatan ogranicza działalność pseudomedyczną

Projektowe zmiany nie zakazują prowadzenia działalności gospodarczej żadnego rodzaju. Zakazane ma być natomiast niezgodne z prawdą przypisywanie (sugerowanie, deklarowanie) oferowanym w ramach działalności usługom lub metodom cech zgodnego z aktualną wiedzą medyczną świadczenia zdrowotnego, skutecznego w leczeniu chorób. Przepisy mają pomóc w przeciwdziałaniu takim procederom narażającym życie i zdrowie pacjentów.

Nowe kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta dla lepszej ochrony pacjentów

W świetle projektu nowych przepisów prowadzeniem postępowań w sprawach tzw. praktyk pseudomedycznych będzie zajmował się Rzecznik Praw Pacjenta, który posiada odpowiednie zasoby merytoryczne oraz doświadczenie. Rozwiązania prawne w tym zakresie bazują na przepisach dot. praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów, które Rzecznik Praw Pacjenta stosuje od lat, a tego rodzaju postępowań Rzecznik prowadzi kilkaset rocznie.  Projektowane przepisy przewidują skuteczne rozwiązania chroniące obywateli przez pseudomedycyną, w tym: wysokie kary pieniężne, do 1 mln zł, nakładane na oszustów medycznych; nakaz zaniechania niezgodnych z przepisami praktyk z rygorem natychmiastowej wykonalności; instytucję tzw. ostrzeżenia publicznego – ostrzeżenia Rzecznika Praw Pacjenta skierowanego do obywateli, publicznej wiadomości, że działania określonego podmiotu mogą być niebezpieczne; decyzje zabezpieczające – nakazujące danemu podmiotowi, do czasu zakończenia postępowania, powstrzymanie się od określonych praktyk mogących stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia pacjentów.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

W centrum dyskusji znalazła się rola koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynacja – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia – pozwala pacjentowi poruszać się po złożonym systemie bez poczucia zagubienia. W minionym roku przeszkolono ponad 2 tys. osób, a ponad 1 tys. koordynatorów ukończyło certyfikowane szkolenia, wzmacniając kompetencje zespołów odpowiedzialnych za prowadzenie pacjentów.
Współpraca, koordynacja i jakość opieki coraz wyraźniej wyznaczają kierunek rozwoju polskiej onkologii. Wnioski płynące z konferencji „Onkologia – razem możemy więcej!”, która odbyła się 4 lutego 2026 r. w Światowym Dniu Raka w Centrum Edukacyjno-Konferencyjnym Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie, pokazują, że systemowe zmiany zaczynają przekładać się na realną poprawę ścieżki pacjenta – od podejrzenia choroby po leczenie i rehabilitację.

Wydarzenie, zorganizowane wspólnie przez Narodowy Instytut Onkologii, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Fundacja TO SIĘ LECZY, stało się przestrzenią rozmowy o tym, jak nowoczesna onkologia – oparta na współpracy wielu środowisk – może skuteczniej odpowiadać na potrzeby pacjentów. Patronat honorowy Ministerstwa Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta dodatkowo podkreślił systemowy charakter dyskusji.

Konkretne dane zamiast deklaracji
Jednym z najmocniejszych akcentów konferencji były dane pokazujące postęp w organizacji opieki onkologicznej. Jak podkreślano, w 2025 roku ponad 400 tys. pacjentów otrzymało kartę Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), co oznacza wzrost o 22 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. To nie tylko statystyka – karta DiLO stała się narzędziem umożliwiającym monitorowanie całej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Jak zaznaczyła Dyrektor NIO-PIB dr hab. Beata Jagielska, „zielona karta” to dziś nie tylko formalne otwarcie szybkiej ścieżki, ale realne narzędzie kontroli jakości procesu leczenia. – Tzw. zielona karta to nie tylko szybka ścieżka onkologiczna. Pozwala także na monitorowanie prawidłowości ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Równie istotny jest czas. Dane pokazują, że ponad 77 proc. pacjentów rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni od konsylium.– Ponad 77 proc. pacjentów onkologicznych rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni i co ważne, to leczenie rozpoczyna się po konsylium. – wskazywała dyr. Jagielska.

Dane te pokazują, że skracanie czasu do rozpoczęcia terapii przestaje być wyłącznie postulatem, a zaczyna być standardem organizacyjnym.

Koordynacja jako realne wsparcie pacjenta
W centrum dyskusji znalazła się rola koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynacja – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia – pozwala pacjentowi poruszać się po złożonym systemie bez poczucia zagubienia. W minionym roku przeszkolono ponad 2 tys. osób, a ponad 1 tys. koordynatorów ukończyło certyfikowane szkolenia, wzmacniając kompetencje zespołów odpowiedzialnych za prowadzenie pacjentów.

– Ostatnie lata pokazują, że dzięki współpracy – na prawdę razem możemy więcej. Będziemy wspierać zmiany i rozwiązania, które się już rozpoczęły oraz nowe inicjatywy, w tym obszar profilaktyki. – podkreślała Minister Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. 

Aleksandra Wilk z Fundacji TO SIĘ LECZY podkreślała, że pacjenci coraz częściej chcą być aktywnymi uczestnikami procesu leczenia, brać udział w konsyliach i rozumieć decyzje terapeutyczne. To zmiana, która wymaga nie tylko dobrej organizacji, ale także jasnej komunikacji i poszanowania praw pacjenta.

Jakość konsyliów i standaryzacja ścieżek
Ważnym elementem poprawy jakości opieki są konsylia wielodyscyplinarne (MDT). Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące przygotowały checklisty i ujednolicone ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla poszczególnych nowotworów, co ma ułatwić pracę zespołów i zapewnić pacjentom porównywalny standard leczenia niezależnie od miejsca zamieszkania.

– Czas diagnostyki jest ważny. Nie spoczywamy więc na laurach. W 2026 r. musimy doprecyzować te dane, zobaczyć jakie one są w określonych ośrodkach – zapowiedziała dr hab. Beata Jagielska. – Na pewno poprosimy SOLO III o bardzo ścisłą współpracę z pozostałymi ośrodkami, tak abyśmy mogli skutecznie podejmować działania na rzecz dotrzymania terminów. W planach jest również stworzenie specjalnej, dedykowanej ścieżki dla pacjentów z podejrzeniem nowotworu, która w przystępny sposób wyjaśni dostępne możliwości: od karty DiLO, przez terminy diagnostyczne, konsylium, po rozpoczęcie leczenia.

Równolegle rozwijane są rozwiązania cyfrowe – od e-DiLO po narzędzia telekonsultacyjne – które mają wspierać współpracę między ośrodkami o różnym stopniu referencyjności w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

Ważnym sygnałem systemowej dojrzałości zmian w onkologii jest także krok wykonany na poziomie legislacyjnym. Jak poinformowała podczas konferencji dyrektor Agnieszka Molenda-Wiśniewska z Ministerstwo Zdrowia, Rządowe Centrum Legislacji opublikowało projekty rozporządzeń Ministra Zdrowia w sprawie wskaźników jakości opieki onkologicznej dla poszczególnych poziomów zabezpieczenia opieki onkologicznej Krajowej Sieci Onkologicznej. – Wdrażamy już teraz wskaźniki opieki onkologicznej dla poszczególnych poziomów zabezpieczenia opieki onkologicznej Krajowej Sieci Onkologicznej – mówiła.

Jak podkreślała, publikacja projektów rozporządzeń to jeden z kluczowych kroków w kierunku realnej standaryzacji opieki onkologicznej w całym kraju — nie tylko na poziomie deklaracji, ale mierzalnych, porównywalnych kryteriów jakości.

Diagnostyka patomorfologiczna i molekularna jako fundament
Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że bez wysokiej jakości diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej nie ma dziś mowy o skutecznej, spersonalizowanej terapii. Wprowadzane w części ośrodków jednoczasowe, warunkowe kierowanie na badania molekularne pozwala skrócić czas diagnostyki i szybciej kwalifikować pacjentów do odpowiedniego leczenia. Eksperci wskazywali jednak na konieczność uczynienia tego rozwiązania standardem ogólnokrajowym, powiązanym z jasnym systemem finansowania i kontroli jakości.

– Podstawą diagnostyki nowotworów jest diagnostyka patomorfologiczna i molekularna. Trzeba ją traktować jako inwestycję, ponieważ bez niej nie można zakwalifikować pacjenta do skutecznego leczenia – podkreślała dr hab. Monika Durzyńska.

Z kolei prof. Piotr Rutkowski zwracał uwagę na organizacyjny wymiar diagnostyki molekularnej. – Obecnie udało się w ponad 40 szpitalach wprowadzić warunkowe skierowanie na diagnostykę molekularną – od razu podpisanie zgody przyspiesza czas diagnostyki. Chcielibyśmy, aby było to rozwiązanie systemowe, w całym kraju.

Pacjent po leczeniu nie zniknie z systemu
Nowym, istotnym elementem zapowiadanych zmian jest Paszport Pacjenta Onkologicznego – narzędzie, które ma porządkować opiekę po zakończeniu leczenia. Dokument ma zawierać zalecenia dotyczące badań kontrolnych, rehabilitacji, możliwych powikłań oraz historię choroby, stanowiąc naturalną kontynuację karty e-DiLO.

– Tworzone jest nowe rozwiązanie Paszport Pacjenta Onkologicznego zawierający konkretne zalecenia dla pacjentów po zakończeniu leczenia dotyczące postępowania, badań kontrolnych, rehabilitacji, możliwych powikłań, ale także historię choroby” – mówiła dr n. med. Paulina Jagodzińska-Mucha.

Równolegle rozwijany jest Narodowy Portal Onkologiczny https://onkologia.pacjent.gov.pl/pl (dostępny od ponad 7 miesięcy), który gromadzi w jednym miejscu sprawdzone informacje dla pacjentów, w tym wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne dla poszczególnych nowotworów. To odpowiedź na potrzebę rzetelnej wiedzy w świecie przepełnionym niesprawdzonymi treściami.

Symbol, który ma znaczenie
Konferencję poprzedziło symboliczne odsłonięcie 25. Dzwonu Życia – znaku zakończenia leczenia i początku nowego etapu. W Światowym Dniu Walki z Rakiem ten gest przypomniał, że za każdą procedurą i wskaźnikiem stoi człowiek, a celem onkologii jest nie tylko skuteczna terapia, ale także przywracanie pacjentom poczucia bezpieczeństwa i sprawczości.

Wspólny kierunek
„Onkologia – razem możemy więcej!” to nie tylko hasło konferencji, ale coraz wyraźniej rysujący się kierunek zmian. Dane, rozwiązania systemowe i głosy ekspertów pokazują, że współpraca – między instytucjami publicznymi, środowiskiem klinicznym i organizacjami pacjentów – zaczyna przynosić mierzalne efekty. Kolejnym wyzwaniem pozostaje utrzymanie tempa zmian i ich równomierne wdrażanie w całym kraju, tak aby każdy pacjent miał dostęp do opieki opartej na tych samych standardach.

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie konfernecji: 

https://www.youtube.com/watch?v=bAioWUFeajs 
Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej (OZŚWM) alarmuje, że kontrakty na domową wentylację mechaniczną na 2026 rok są niedoszacowane. W 2023 roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji opracowała nowy model świadczenia, który mógłby ograniczyć liczbę pacjentów pozostających poza kontraktami NFZ. Do rozmów nad nowym modelem powrócono dopiero w maju 2025 roku. Niestety obecne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia zatrzymało ten proces i nie znajduje czasu nawet na spotkanie w tej sprawie.
Członkowie OZŚWM dokonali analizy propozycji finansowania świadczeń na 2026 rok. Obraz, jaki wyłania się, jest bardzo niepokojący. Dane przekazane Związkowi przez świadczeniodawców jednoznacznie wskazują, że niedoszacowanie ma charakter systemowy i dotyczy całego kraju. Plany nie zabezpieczają wszystkich pacjentów już objętych opieką, ani tym bardziej nowych chorych, którzy w najbliższym roku będą wypisywani ze szpitali i kwalifikowani do dalszej specjalistycznej opieki w warunkach domowych.

„Problemem są istotne rozbieżności pomiędzy rzeczywistą liczbą pacjentów objętych świadczeniem a wielkością zaproponowanych planów rzeczowo – finansowych w poszczególnych województwach. Brak jednolitych zasad finansowania tego samego świadczenia w skali kraju prowadzi do chaosu organizacyjnego oraz narusza zasadę równego dostępu do opieki zdrowotnej. Pacjenci z identycznymi wskazaniami klinicznymi mogą spotkać się z diametralnie różnymi decyzjami administracyjnymi wyłącznie z powodu miejsca zamieszkania” – tłumaczy Maciej Sikora z zarządu OZŚWM.

Z analiz OZŚWM wynika, że ponad 7000 pacjentów zostanie w przyszłym roku bez gwarancji finansowania z NFZ. Z tej liczby ponad 5000 pacjentów to osoby już dzisiaj znajdujące się w domach pod respiratorami. Z pespektywy świadczeniodawców oznacza to realne ryzyko wstrzymania przyjęć nowych pacjentów kwalifikowanych przez szpitale do leczenia respiratorem w domu w 2026 roku.

„Brak urealnienia planów finansowych na 2026 rok będzie miało bezpośrednie konsekwencje kliniczne i organizacyjne. Wstrzymanie przyjęć nowych pacjentów do opieki domowej oznacza wydłużanie pobytów w oddziałach szpitalnych, blokowanie łóżek intensywnej terapii i oddziałów internistycznych oraz wzrost kosztów ponoszonych przez publiczny system ochrony zdrowia. Jednocześnie pacjenci i ich rodziny zostaną pozbawieni możliwości leczenia w środowisku domowym, które w wielu przypadkach jest jedyną realną szansą na względnie normalne funkcjonowanie” – zaznacza Marcin Warzecha, sekretarz Związku.

W kontekście zaplanowanego finansowania oraz pojawiających się w przestrzeni publicznej informacji o trudnej sytuacji budżetowej NFZ, Związek zwraca uwagę na brak jasnej odpowiedzi resortu zdrowia, w jaki sposób Minister Zdrowia zamierza zabezpieczyć pacjentów wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych po 1 stycznia 2026 roku.

W związku z powyższym Związek skierował oficjalne pismo do Ministerstwa Zdrowia, w którym przedstawił skalę niedoszacowania kontraktów na 2026 rok oraz konsekwencje braku zabezpieczenia finansowania świadczeń domowej wentylacji mechanicznej. Wskazano na ryzyko przerwania ciągłości leczenia tysięcy pacjentów oraz dalszego obciążania szpitali opieką, która mogłaby być bezpiecznie realizowana w warunkach domowych.

OZŚWM podkreśla, że tylko w tym roku wielokrotnie przedstawiał w resorcie zdrowia rozwiązania pozwalające uporządkować system i racjonalnie wykorzystać dostępne środki, w tym wypracowany z udziałem ekspertów klinicznych i środowiska pacjentów nowy model opieki. Model ten pozostaje jednak niewdrożony, mimo że jego celem jest poprawa bezpieczeństwa pacjentów, stabilizacja finansowania oraz ograniczenie kosztownej hospitalizacji.

„Apele do nowej Minister Zdrowia o spotkanie pozostają bez odpowiedzi. Dalsze odkładanie decyzji oznacza przerzucenie odpowiedzialności na świadczeniodawców i szpitale, a w konsekwencji – na pacjentów i ich rodziny, którzy mogą usłyszeć, że w systemie nie ma dla nich miejsca. Nie tego oczekiwaliśmy od nowego kierownictwa resortu zdrowia” – konkluduje sytuację Robert Suchanke, prezes OZŚWM.

 
Źródło informacji: OZŚWM
W dniu 21 listopada 2025 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Funduszu Medycznym, która przewiduje przekazanie dodatkowo ok. 3,6 mld zł z Funduszu Medycznego na rzecz Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) w 2025 roku, co ma zasilić finansowanie świadczeń zdrowotnych (poprzez zmianę limitu finansowania dla dzieci i młodzieży).
Nowe przepisy mają wejść w życie 15 grudnia 2025 roku.

Ustawa ma na celu zabezpieczenie finansowania NFZ do końca roku 2025 — w obliczu trudności budżetowych. W uzasadnieniu projektu wskazano, że limity finansowania świadczeń pediatrycznych zostały znacząco zaniżone w ostatnich latach — np. NFZ w 2024 r. pokrył nadwykonania dla dzieci w wysokości ok. 2,4 mld zł.
Ustawa przewiduje także utworzenie dwóch nowych subfunduszy w ramach Funduszu Medycznego:

Dzięki dodatkowym środkom NFZ będzie miał lepszą możliwość rozliczenia i finansowania świadczeń pediatrycznych wykonanych ponad limity kontraktowe (tzw. nadwykonań) dla dzieci i młodzieży — co może przełożyć się na skrócenie kolejek lub uniknięcie ograniczeń w usługach dla najmłodszych.Wejście w życie w połowie grudnia oznacza, że w ostatnim miesiącu roku system ochrony zdrowia ma mieć stabilniejsze podstawy finansowe. Nowe subfundusze mogą otworzyć dodatkowe ścieżki finansowania np. inwestycji w infrastrukturę medyczną czy leczenia chorób rzadkich. Podwyższenie minimalnych wpłat państwa na Fundusz Medyczny w latach 2025–2029 wskazuje na długofalowe zwiększone zaangażowanie finansowe w system ochrony zdrowia — co może być sygnałem dla placówek, że finansowanie będzie bardziej przewidywalne.

Ustawę musi podpisać Prezydent RP.

źródło: Medicalpress, MZ, GOV
Lipiec 2025 r. przynosi znaczące zmiany w opiece zdrowotnej kobiet. Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Ministerstwo Zdrowia wprowadzają nowy model kompleksowego leczenia endometriozy, a także poszerzają program profilaktyki raka szyjki macicy o nowoczesne badania genetyczne. Dodatkowo zmienia się finansowanie badań genetycznych w onkologii oraz wprowadzone zostają nowe rozwiązania w podstawowej opiece zdrowotnej.
Endometrioza: kompleksowa opieka i bezpłatne zabiegi

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Minister Zdrowia Izabeli Leszczyny, od 1 lipca pacjentki z endometriozą mogą skorzystać z kompleksowego i w pełni refundowanego modelu leczenia tej przewlekłej choroby.
„Dziś pacjentki z endometriozą zyskały lepszy dostęp do specjalistycznej, bezpłatnej opieki – od pierwszej wizyty po skomplikowane zabiegi operacyjne” – ogłoszono w oficjalnym komunikacie Ministerstwa Zdrowia.

NFZ zmienia sposób finansowania świadczeń i obejmuje refundacją także zabiegowe leczenie głęboko naciekającej endometriozy. Program będzie realizowany w siedmiu wyspecjalizowanych ośrodkach, które uzyskały pozytywną opinię konsultanta krajowego i zostały zatwierdzone przez oddziały wojewódzkie Funduszu. Wśród nich znalazły się m.in. Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki, Katowickie Centrum Onkologii czy Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Pacjentki będą mogły skorzystać z diagnostyki, w tym specjalistycznych badań USG, zabiegów operacyjnych, konsultacji wielospecjalistycznych i opieki pooperacyjnej. Aby zostać objętą programem, wystarczy skierowanie od lekarza ginekologa. „Dzięki finansowaniu terapii z budżetu NFZ panie skorzystają ze specjalistycznego leczenia bezpłatnie. Wystarczy ubezpieczenie w ramach Funduszu” – przypomina NFZ.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada również prace nad rozwiązaniami dla pacjentek z mniej zaawansowaną postacią choroby, które będą mogły liczyć na wsparcie poradni ginekologiczno-położniczych.

Profilaktyka raka szyjki macicy: nowa ścieżka diagnostyczna

Nowości pojawiły się także w programie „Profilaktyka raka szyjki macicy”. Od lipca kobiety w wieku 25–64 lat mogą skorzystać z dwóch nowoczesnych badań: testu HPV HR (wysokiego ryzyka), który wykrywa onkogenne typy wirusa HPV (16 i 18), oraz cytologii na podłożu płynnym (LBC). To odpowiedź na statystyki – co roku około 3 tys. kobiet w Polsce słyszy diagnozę raka szyjki macicy, a regularne badania mogą uratować życie.

„Po pobraniu materiału z szyjki macicy na podłoże płynne do badania przesiewowego, w pierwszej kolejności, trafi on do laboratorium na badania genetyczne HPV HR. Wykrycie obecności DNA lub RNA wysokoonkogennych typów wirusów brodawczaka ludzkiego (HPV) w wymazie pobranym z szyjki macicy spowoduje, że w drugim kroku – w razie konieczności – z już raz pobranego materiału – zostanie wykonana cytologia na podłożu płynnym” – wyjaśnia NFZ.

Nowy model oznacza dokładniejsze badanie i ogranicza ryzyko błędnego odczytu. „W lipcu będziemy mieć podpisane wszystkie umowy z placówkami, które będą realizowały nową ścieżkę diagnostyczną w programie profilaktyki raka szyjki macicy” – poinformował Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ. „W większości regionów już zakończyliśmy zawieranie umów. W kilku czekamy na zamknięcie drogi odwoławczej”.

Badania będą dostępne zarówno w poradniach ginekologiczno-położniczych mających umowę z NFZ, jak i w placówkach POZ – także za pośrednictwem wykwalifikowanej położnej. Wzrośnie również wycena pobrania materiału cytologicznego przez położne, zgodnie z rekomendacją Prezesa AOTMiT.

Wprowadzone zmiany są częścią szerszego pakietu działań „Świadoma, bezpieczna ja”, który obejmuje różne aspekty zdrowia kobiet i ma wzmocnić ich bezpieczeństwo zdrowotne.

Badania genetyczne: bez hospitalizacji, z szerszym zakresem

Na mocy nowego zarządzenia Prezesa NFZ, badania genetyczne w nowotworach BRCA-zależnych będą mogły być wykonywane ambulatoryjnie – bez konieczności hospitalizacji. Pacjent przyjdzie do szpitala na pobranie krwi i tego samego dnia wróci do domu.

Fundusz będzie również rozliczał badania wykonane techniką sekwencjonowania DNA i RNA (NGS). Badania będą finansowane także wtedy, gdy nie zakończą się kwalifikacją do terapii lekowej – co jest szczególnie ważne z punktu widzenia pacjentów onkologicznych.

Zarządzenie rozszerza również finansowanie diagnostyki genetycznej dla pacjentów z nowotworem złośliwym dróg żółciowych oraz rakiem urotelialnym.

Zmiany w POZ: nowe finansowanie i motywatory

Duże zmiany dotyczą także podstawowej opieki zdrowotnej. Od 1 lipca wzrasta wycena świadczeń, szczególnie w odniesieniu do pielęgniarki szkolnej, co jest elementem priorytetowego potraktowania medycyny szkolnej.

Zwiększone zostaną również stawki za opiekę nad pacjentem z chorobą przewlekłą, a POZ realizujące opiekę koordynowaną otrzymają ryczałt za koordynatora – minimum 7,6 tys. zł miesięcznie. NFZ zapowiada prace nad długofalowym modelem finansowania tego zadania.

Nowością będą też kwartalne motywatory finansowe dla POZ za aktywne zachęcanie pacjentów do badań w ramach programu profilaktyki raka jelita grubego. Odrębnie wycenione zostanie również świadczenie w postaci lipidogramu w badaniu przesiewowym dotyczącym hipercholesterolemii rodzinnej, realizowane w ramach bilansu 6-latka.

Zmiany ogłoszone przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ pokazują spójną strategię wzmacniania opieki zdrowotnej nad kobietami i poprawy jakości diagnostyki onkologicznej. To ważny krok w stronę nowoczesnej, dostępnej i skutecznej profilaktyki oraz leczenia – zwłaszcza w obszarach, które przez lata były niedofinansowane lub zbyt słabo zorganizowane.

Więcej informacji o dostępnych programach profilaktycznych i badaniach przesiewowych można znaleźć na stronie Narodowego Funduszu Zdrowia: nfz.gov.pl/dla-pacjenta/programy-profilaktyczne

Źródło: MZ, NFZ

Trwająca reforma systemu refundacyjnego w ochronie zdrowia wywołuje coraz większe napięcia w środowisku lekarskim. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) ostro skrytykowało część propozycji zawartych w projekcie nowelizacji ustawy refundacyjnej. W opinii lekarzy planowane zmiany zagrażają dostępowi pacjentów do terapii oraz niepotrzebnie komplikują codzienną praktykę kliniczną. Czy ustawodawca weźmie pod uwagę głos środowiska medycznego?
W swoim stanowisku z 18 czerwca 2025 r. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) odniosło się do projektu ustawy o zmianie przepisów dotyczących refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Zdaniem samorządu lekarskiego niektóre zapisy mogą realnie ograniczyć dostęp pacjentów do leczenia refundowanego, a także zwiększyć obciążenia administracyjne dla lekarzy.

Szczególną krytykę środowiska medycznego wzbudził projektowany art. 6 ust. 2b ustawy refundacyjnej. Zgodnie z nim minister zdrowia mógłby wskazać specjalizacje lekarskie uprawnione do wystawiania recept na leki refundowane. W praktyce oznaczałoby to, że np. lekarz POZ mógłby nie być uprawniony do wypisania recepty na lek refundowany stosowany w leczeniu chorób specjalistycznych.

Refundacja to prawo pacjenta, nie przywilej lekarza – podkreśla Prezydium NRL, ostrzegając, że zmiany mogą wymusić na pacjentach konieczność umawiania wielu wizyt tylko po to, by uzyskać refundowaną receptę od lekarza konkretnej specjalizacji.

NRL przypomina również, że podobne ograniczenia obowiązywały w przeszłości w odniesieniu do recept na darmowe leki dla seniorów i dzieci, jednak po licznych protestach środowiska zostały zniesione w grudniu 2024 roku. Powrót do takiego modelu jest – zdaniem lekarzy – niezrozumiały.

Dodatkowe wątpliwości budzi planowane wprowadzenie obowiązku weryfikacji danych pacjenta i jego wcześniejszych recept w systemie informatycznym (art. 96a ust. 5a ustawy Prawo farmaceutyczne). Lekarze alarmują, że przepis ten nie uwzględnia specyfiki wystawiania recept dla siebie i najbliższej rodziny, a także może prowadzić do sytuacji, w której niemożność połączenia z systemem narazi lekarza na odpowiedzialność, mimo że działa w interesie pacjenta.

Samorząd podkreśla, że projekt ustawy pomija jeden z kluczowych postulatów lekarzy: automatyzację procesu refundacji i zdjęcie z lekarzy obowiązku oznaczania poziomu odpłatności. To – jak zauważa NRL – uprościłoby system i wyeliminowało błędy oraz nieporozumienia w codziennej praktyce.

Środowisko lekarskie apeluje do ustawodawcy o uwzględnienie zgłoszonych zastrzeżeń. Prezydium NRL wskazuje, że nadrzędnym celem powinno być uproszczenie procedur refundacyjnych i zapewnienie pacjentom równego, nieskrępowanego dostępu do terapii. W dobie cyfryzacji ochrona zdrowia potrzebuje systemowych rozwiązań, które wspierają – a nie obciążają – lekarzy i pacjentów.

Źródło: Naczelna Izba Lekarska (NIL)

Istnieją przesłanki sugerujące, że piwo bezalkoholowe może stanowić wstęp do spożywania alkoholu przez młodzież. Badania wskazują, że aż 78% młodzieży próbowało piwa za zgodą rodziców, a 50% nieletnich miało dostęp do piwa 0%[4]. Choć piwo bezalkoholowe nie zawiera alkoholu, jego smak, zapach i opakowanie są niemalże identyczne z wersją alkoholową, co może prowadzić do oswajania się z rytuałem picia i w konsekwencji do sięgania po alkoholowe odpowiedniki. Jest to swego rodzaju budowanie nawyku. – wskazuje dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, Kierownik Zakładu Psychiatrii Środowiskowej WUM, prowadzący także własny ekspercki podcast na YouTube i Spotify.
Piwo zero staje się napojem coraz częściej wybieranym przez Polki i Polaków, jak podaje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego jego udział w sprzedaży piwa wzrósł do 6,5%. Nie oznacza to jednak, że społeczeństwo rezygnuje z picia napojów alkoholowych. Przeciętny Polak wypija rocznie ok. 87 litrów piwa, przy czym aż 54% spożywanego w kraju alkoholu jest pod postacią piwa (dane KCPU).
 
Powodem do niepokoju nie jest fakt wzrostu konsumpcji piwa zero, lecz to, że piwo jest napojem, od którego zaczyna się inicjacja alkoholowa nieletnich, co potwierdzają dane międzynarodowego badania ESPAD, niezmienne od pierwszej jego edycji. Picie napojów alkoholowych wśród nieletnich jest na tyle rozpowszechnione, że w czasie ostatnich 30 dni przed badaniem piło 39,1% piętnasto-szesnastolatków i 73,3% siedemnasto-osiemnastolatków (dane ESPAD z 2024)[1] roku. Widać jednocześnie pozytywne zjawiska, chociażby fakt, zmniejszania się odsetka uczniów określających swój dostęp do zakupu alkoholu jako bardzo łatwy. Młodzież jest też coraz bardziej zorientowana w zakresie ryzyk zdrowotnych i społecznych związanych z piciem alkoholu. Niemniej jednak, problem wczesnej inicjacji alkoholowej i jej konsekwencji zarówno dla zdrowia psychicznego i fizycznego nieletnich oraz późniejszych dorosłych nie zniknął i nie zniknie samoistnie, zwłaszcza jeśli reklama piwa i jego ekspozycja w sklepach będą nadal wszechobecne, jak ma to miejsce aktualnie.
 
W opublikowanym kilka dni temu raporcie[2] branża piwna określa piwa zero jako „zdrowszą alternatywę”, co w kontekście osób dorosłych jest prawdą, jednak jak alarmują eksperci (psychiatrzy, terapeuci uzależnień, pediatrzy) oraz agendy takie jak Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, intensywna reklama i promocja piwa może być furtką do inicjacji alkoholowej nieletnich, poprzez budowanie przyzwyczajeń do smaku, marki czy samego „rytuału”.

W  stanowisku Ministerstwa Zdrowia[3] można przeczytać, że „badania naukowe, jednoznacznie wskazują na związek pomiędzy ekspozycją na reklamy napojów alkoholowych a piciem i upijaniem się, w szczególności wśród dzieci młodzieży. Wyniki badań jednoznacznie pokazują, że ekspozycja na reklamy alkoholu znacząco zwiększa ryzyko picia alkoholu przez nieletnich. W przypadku reklam telewizyjnych, których odbiorcą była młodzież, prawdopodobieństwo picia konkretnych marek napojów alkoholowych było aż pięciokrotnie większe, niż w przypadku młodzieży, która nie widziała reklam”.

 
Potwierdza to dr hab. Andrzej Silczuk, psychiatra, psychoterapeutaIstnieją przesłanki sugerujące, że piwo bezalkoholowe może stanowić wstęp do spożywania alkoholu przez młodzież. Badania wskazują, że aż 78% młodzieży próbowało piwa za zgodą rodziców, a 50% nieletnich miało dostęp do piwa 0%[4]. Choć piwo bezalkoholowe nie zawiera alkoholu, jego smak, zapach i opakowanie są niemalże identyczne z wersją alkoholową, co może prowadzić do oswajania się z rytuałem picia i w konsekwencji do sięgania po alkoholowe odpowiedniki. Jest to swego rodzaju budowanie nawyku. – mówi ekspert.
 
W opinii Polaków reklama piwa bezalkoholowego pozwala omijać ograniczenia dla reklamy alkoholu oraz powoduje, że zwykłe piwo odbierane jest jako mniej szkodliwe (50,7%)[5].
 
– W 2022 roku w telewizji wyemitowano 2972 godziny reklam piwa, co odpowiada 124 dniom ciągłej emisji. Taka ekspozycja wpływa na postrzeganie piwa jako nieszkodliwego napoju, co może prowadzić do wcześniejszej inicjacji alkoholowej wśród młodzieży. Badania ostatnich lat wskazują na to, że piwo jest pierwszym i najczęstszym wyborem inicjacji alkoholowej wśród nieletnich – wskazuje dr Silczuk.

Reklama alkoholi mocnych (np. wódki, whisky, wina i innych wysokoprocentowych napojów) jest zakazana zgodnie z Ustawą o wychodzeniu w trzeźwości, ta sama ustawa pozwala jednak na reklamę piwa, które również zawiera alkohol. To nielogiczne i niebezpieczne. Alkohol etylowy, niezależnie od formy, ma takie same właściwości uzależniające i szkodliwe dla zdrowia. Dopuszczanie reklamy piwa, a zakazywanie reklamy innych alkoholi, tworzy fałszywe poczucie bezpieczeństwa spożywania piwa i może prowadzić do bagatelizowania ryzyka związanego z jego spożywaniem. Taka polityka może przyczyniać się do zwiększenia konsumpcji alkoholu w społeczeństwie, w szczególności stwarzać okoliczności sprzyjające próbowaniu alkoholu przez młodych alarmuje dr Andrzej Silczuk.

I dodaje – Wczesna inicjacja alkoholowa zwiększa ryzyko uzależnienia i innych problemów zdrowotnych w dorosłości. Młodzież, która zaczyna pić alkohol w młodym wieku, jest bardziej narażona na problemy z nauką, zachowaniami ryzykownymi oraz zaburzeniami psychicznymi a także powstawaniem różnorakich chorób.Na poziomie społecznym i ekonomicznym prowadzi to do zwiększenia obciążenia systemu opieki zdrowotnej i społecznej.

Zdaniem Doktora piwo bezalkoholowe i inne napoje bezalkoholowe sygnowane markami alkoholowymi powinny podlegać podobnym restrykcjom jak ich alkoholowe odpowiedniki. Obejmuje to zakaz reklamy, ograniczenia w ekspozycji w sklepach (do wydzielonych miejsc) oraz zakaz sprzedaży osobom niepełnoletnim. Takie działania mogą pomóc w ograniczeniu inicjacji alkoholowej wśród młodzieży i zmniejszeniu ryzyka uzależnień w przyszłości.

De facto, jak podkreślała niedawno w Senacie Anna Puchacz-Kozioł z Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom zgodnie z obowiązującą Ustawą o Wychowaniu w Trzeźwości, art. 13 ust. 3, zabrania promocji towarów, które wykorzystują podobieństwo w jakikolwiek sposób do napojów alkoholowych, co oznacza, że piwa zero nie powinny być reklamowane. Zapis ten nie jest jednak w praktyce stosowany, co według KCPU jest niezrozumiałe.

Przyszedł czas na zmiany. Pierwszy krok został wykonany – resort zdrowia przedstawił niedawno projekt zmiany ustawy o Wychowaniu w Trzeźwości[6], który jest obecnie konsultowany.

Polecamy podcast Doktora Silczuka nt. piw zero:
https://www.youtube.com/watch?v=OgRhyBxbPiI

 
Bibliografia:
[1] Badanie ESPAD 2024 https://kcpu.gov.pl/uzywanie-substancji-psychoaktywnych-przez-polska-mlodziez/#tresc
[2] https://www.browary-polskie.pl/wp-content/uploads/2025/04/2025-Raport-Piwa-Bezalkholowe-NAB_FIN.pdf
[3] https://www.gov.pl/web/zdrowie/petycja-z-26-czerwca-2023-r-w-sprawie-wprowadzenia-zakazu-reklamy-alkoholu-w-mediach-publicznych
[4] Raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje, 2024
[5] Wyniki badania IBRIS 2024 https://strefabiznesu.pl/piwo-pod-ostrzalem-nawet-bezalkoholowe-nie-jest-swiete/ar/c3p2-27048037
[6] https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12395551
Tysiąc dzieci – tysiąc historii, które mogły się dalej toczyć dzięki transplantacji. Centrum Zdrowia Dziecka osiągnęło właśnie niezwykły kamień milowy: ponad 1000 udanych przeszczepów wątroby u najmłodszych pacjentów. To nie tylko liczby, ale także dowód wieloletniego zaangażowania, kompetencji i współpracy setek specjalistów.
Tysiąc przeszczepień, tysiąc dzieci i rodzin, które zyskały szansę na życie – Centrum Zdrowia Dziecka dołączyło do grona światowych liderów transplantologii dziecięcej.

Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” (IPCZD) ogłosił wykonanie tysięcznej transplantacji wątroby u dziecka. To czyni go trzecim ośrodkiem w Unii Europejskiej realizującym takie zabiegi na tak dużą skalę. CZD dołącza tym samym do światowej czołówki ośrodków zrzeszonych w sieci TransplantChild, obok takich placówek jak King’s College Hospital w Londynie, Bicêtre Hospital w Paryżu, St. Luc w Brukseli, a także ośrodków w USA – UPMC w Pittsburghu oraz UCLA Medical Center w Los Angeles.

Ponad trzy dekady doświadczenia
Historia przeszczepów wątroby w Centrum Zdrowia Dziecka sięga 1990 roku. Jak przypomniał prof. Piotr Kaliciński, kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów IPCZD:

Pierwszą transplantację wątroby u dziecka przeprowadziliśmy 1 marca 1990 roku. Przez pierwsze dziesięć lat wykonaliśmy 43 transplantacje. Obecnie tyle operacji wykonujemy rocznie. Przełomem było wdrożenie, wraz z Kliniką Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, programu rodzinnych przeszczepów.

To właśnie w CZD zrealizowano także pierwszy w Polsce rodzinny przeszczep wątroby (1999 r.) oraz pierwszy skojarzony przeszczep wątroby i nerki (2000 r.).

Od noworodków po nastolatków
Dzięki doświadczeniu zespołu możliwe jest wykonywanie przeszczepów nawet u najmłodszych dzieci. W komunikacie Ministerstwa Zdrowia podano:

Zespół Instytutu przeprowadza transplantacje nawet u noworodków z masą 3000 g. Najmłodszy biorca miał 7 dni, zaś dawca 11 dni. Obecnie pacjent ma ponad 20 lat. Chociaż rodzi się coraz mniej dzieci, to lista oczekujących na przeszczep wcale się nie zmniejsza. Wiele wcześniaków nadal wymaga tego typu pomocy.

Połowa przeszczepów wątroby pochodzi od żywych dawców, a czas oczekiwania zwykle nie przekracza kilku miesięcy.

Narodowy program i komfortowe leczenie
Sukces transplantologii dziecięcej w Polsce to efekt nie tylko zaangażowania klinik, ale także wsparcia systemowego. Dzięki środkom z Narodowego Programu Medycyny Transplantacyjnej, w 2016 roku przy IPCZD powstał Ośrodek Transplantacji Dziecięcej. Jak zaznaczył dyrektor Instytutu, dr n. med. Marek Migdał: – Dzięki sprawnemu systemowi kwalifikacji, przygotowania i prowadzenia po transplantacji dzieci z Polski nie muszą szukać pomocy za granicą. Polscy lekarze szkolą również kolegów z sąsiednich krajów. Mamy umowę z dwoma ośrodkami w Ukrainie. Swoim doświadczeniem dzielimy się z lekarzami z Kijowa i Lwowa.

Wsparcie i współpraca
Podczas uroczystości z okazji tysięcznej transplantacji w IPCZD gościli przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia – dyrektor Departamentu Nadzoru i Kontroli Rafał Główczyński oraz naczelnik Wydziału Transplantologii i Krwiolecznictwa Magdalena Kramska. W wystąpieniach podkreślano znaczenie Narodowego Programu Medycyny Transplantacyjnej oraz kolejnych etapów systemowego wspierania rozwoju tej dziedziny.

CZD zaznacza również wagę współpracy z fundacjami i partnerami społecznymi. W komunikacie podziękowano m.in. Fundacji Polsat, Fundacji TVN, Fundacji Radia ZET, Fundacji WOŚP oraz Fundacji ForArt, z którą od lat organizowane są koncerty charytatywne na rzecz dzieci leczonych w Instytucie.

Źródła: CZD, MZ

Projekt rozporządzenia Ministra Zdrowia, który wprowadza program badań profilaktycznych „Moje zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej” został przekazany do konsultacji publicznych.
Kompleksowy program profilaktyczny w maju tego roku zastąpi pilotaż „Profilaktyka 40+”. Ma być dostępny dla szerszej grupy osób, oparty na kompleksowym wywiadzie i realizowany w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej. Wyniki badań będą analizowane przez personel medyczny i posłużą do przygotowania Indywidualnego Planu Zdrowotnego.

Pacjenci w wieku 20-49 lat będą mieć wykonywane profilaktyczne badania bilansowe raz na 5 lat, natomiast w przypadku pacjentów powyżej 49 roku życia będą one przeprowadzane raz na 3 lata.

Dokładny wywiad i analiza wyników badań

Podstawą do wykonania badań ma być ankieta, którą będzie można wypełnić samodzielnie za pośrednictwem internetowego konta pacjenta (IKP) lub w placówce POZ z pomocą personelu. Na podstawie odpowiedzi pacjent otrzyma zestaw badań diagnostycznych, który będzie szerszy niż w dotychczasowym programie „Profilaktyka 40+”. Po wykonanych badaniach pacjent spotka się z personelem medycznym i omówi wyniki. Dowie się, jakie zidentyfikowano czynniki ryzyka rozwoju chorób i otrzyma zalecenia dotyczące:
Zakres wizyty podsumowującej będzie uzależniony od wyników badań oraz wieku pacjenta.

Wszystkie wyniki badań będą raportowane do IKP i – za zgodą pacjenta – będą mieli do nich dostęp inni lekarze, w tym specjaliści.

U osób 60+ będzie dostępne dodatkowe badanie w kierunku diagnostyki chorób otępiennych, na które pacjent może zostać skierowany podczas wizyty podsumowującej bilans.

„Z wiekiem nasze zdrowie wymaga większej kontroli. Jeśli wyniki badań wykażą problemy zdrowotne, to lekarz ustali indywidualny plan dalszej diagnostyki i leczenia dla pacjenta” – podsumowuje ministra Izabela Leszczyna.

Planowane badania laboratoryjne

Czytaj projekt:

https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12395802/katalog/13116994#13116994

źródło: Ministerstwo Zdrowia

Choroby układu krążenia pozostają jednym z kluczowych wyzwań zdrowotnych w Polsce i całej Unii Europejskiej, wpływając zarówno na jakość życia pacjentów, jak i kondycję gospodarczą państw. Temat ten znalazł się w centrum dyskusji podczas konferencji Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego pt. „Gdzie bije serce systemu – kardiologia wyzwaniem czy szansą?”. Wydarzenie zgromadziło ekspertów, decydentów oraz przedstawicieli sektora medycznego, którzy debatowali nad przyszłością opieki kardiologicznej oraz możliwościami poprawy efektywności systemu.
Stan polskiej kardiologii na tle Europy
 
Podstawą dyskusji był raport „Stan polskiej kardiologii na tle Unii Europejskiej. W kontekście Polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej”, który wskazuje, że choroby sercowo-naczyniowe są główną przyczyną zgonów w UE. Według danych Eurostatu, w 2021 roku odnotowano 1,71 mln zgonów spowodowanych tymi schorzeniami, co stanowi ponad 32% wszystkich przypadków śmiertelnych. Dla porównania, nowotwory złośliwe odpowiadały za 21% zgonów.
 
W Polsce natomiast każdego roku choroby sercowo-naczyniowe są przyczyną około 180 tysięcy zgonów, stanowiąc aż 37% wszystkich przypadków śmiertelnych. Jednak 80% przedwczesnych zgonów można by uniknąć poprzez wprowadzenie nawet niewielkich zmian w stylu życia.
 
Te dane jednoznacznie wskazują na konieczność podjęcia działań mających na celu odwrócenie negatywnych trendów. Polska Prezydencja w Radzie UE stanowi doskonałą okazję do intensyfikacji współpracy międzynarodowej oraz wdrażania skutecznych rozwiązań systemowych – podkreślił prof. Przemysław Mitkowski, past prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Wpływ chorób układu krążenia na gospodarkę
 
Pierwsza część debaty poświęcona była społeczno-ekonomicznym konsekwencjom chorób sercowo-naczyniowych. Eksperci zwrócili uwagę na odpływ pacjentów z rynku pracy oraz jego negatywne skutki dla gospodarki. Dyskusja koncentrowała się także na wpływie ustawy o Krajowej Sieci Kardiologicznej na dostęp do specjalistycznej opieki oraz roli opieki koordynowanej w poprawie efektywności leczenia. Jednym z kluczowych zagadnień była konieczność premiowania jakości i skuteczności terapii kardiologicznych.
 
Polska kardiologia uchodzi za jedną z najlepszych w Europie i jest jedną z najlepszych. Jednak systemowo można to udoskonalić, położyć większy nacisk na koordynację i profilaktykę – wskazała Katarzyna Kacperczyk, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia.
 
To szczególnie istotne w kontekście budzących trwogę danych.  W Polsce bowiem standaryzowane współczynniki umieralności przed 65. rokiem życia były wyższe od średniej unijnej, wynosząc 70,0 na 100 tys. mieszkańców w porównaniu do 42,4 w UE. Wśród osób powyżej 65. roku życia różnica była jeszcze bardziej wyraźna – w Polsce wskaźnik ten osiągnął 2 487,7 na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy średnia dla UE wynosiła 1 586,1.
 
Mamy niewykorzystywany potencjał w zakresie leczenia pacjentów kardiologicznych na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej. Konieczne jest ścisłe zaangażowanie zarówno środowiska kardiologów, jak i lekarzy POZ, a finansowanie powinno być uzależnione od efektów klinicznych – zaznaczył Konrad Korbiński, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia.
 
Koszty pośrednie i wpływ na system ubezpieczeń społecznych
 
Raport wskazuje również na znaczące koszty społeczne i finansowe chorób układu krążenia. W 2023 roku wydatki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na świadczenia związane z niezdolnością do pracy z powodu tych schorzeń wyniosły 3,67 mld zł, co stanowi 7,5% całkowitych kosztów niezdolności do pracy, z czego aż o 80% wzrosły koszty związane z chorobami sercowo – naczyniowymi na przestrzeni lat 2012 – 2023.
 
Wprowadzenie innowacyjnych terapii może znacząco obniżyć te koszty, umożliwiając pacjentom powrót do aktywności zawodowej. To aspekt, który powinien być kluczowy w polityce zdrowotnej, bo te zależności widać – podkreślił dr Piotr Winciunas, naczelny lekarz ZUS.
 
Kardiologia jako inwestycja w przyszłość
 
W 2022 roku Narodowy Fundusz Zdrowia przeznaczył około 67,6 mld zł na świadczenia szpitalne, z czego wydatki na leczenie kardiologiczne wyniosły jedynie 6,1 mld zł, co stanowiło zaledwie 9% całkowitego budżetu na lecznictwo szpitalne. Podobnie finansowanie świadczeń kardiologicznych w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) oraz rehabilitacji stanowiło odpowiednio 7% i 3% ogólnych wydatków NFZ na te obszary.
 
Uczestnicy debaty podkreślili, że przyszłość opieki kardiologicznej powinna opierać się na kompleksowych rozwiązaniach systemowych. Wdrożenie Krajowej Sieci Kardiologicznej ma na celu zapewnienie pacjentom spójnej i efektywnej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, eliminując bariery w dostępie do opieki.
 
Pacjenci często błądzą w systemie, nie mając klarownej ścieżki leczenia. KSK to realna szansa na uporządkowanie procesu terapeutycznego oraz optymalizację kosztów leczenia – zaznaczyła Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.
 
Innowacje w kardiologii – bariery i szanse
 
Druga część konferencji koncentrowała się na roli innowacji w kardiologii oraz barierach ich wdrażania. Eksperci podkreślili znaczenie nowych technologii diagnostycznych, leczenia genetycznego oraz nowoczesnych metod farmakoterapii. Dyskusja dotyczyła również uproszczenia procedur regulacyjnych, które umożliwiłyby szybsze wprowadzanie skutecznych terapii.
 
Nowoczesne technologie mogą znacząco zwiększyć efektywność leczenia i poprawić wydajność systemu ochrony zdrowia. Kluczowe jest jednak odpowiednie finansowanie oraz uproszczenie procesów refundacyjnych – zauważył Michał Byliniak, dyrektor generalny Infarmy.
 
Rekomendacje i dalsze działania
 
Eksperci podkreślili, że kardiologia nie powinna być traktowana jako koszt, lecz jako inwestycja w zdrowie społeczeństwa. Wskazali na kluczowe kierunki działań, obejmujące zwiększenie nakładów na profilaktykę i edukację zdrowotną, wzmocnienie systemu opieki kardiologicznej poprzez lepszą koordynację świadczeń oraz wdrożenie nowoczesnych rozwiązań telemedycznych. Konieczna jest również harmonizacja polityk zdrowotnych w ramach Unii Europejskiej, jak i zwiększenie finansowania na innowacyjne terapie i badania kliniczne.

 – Wiemy, co może poprawić efektywność systemu ochrony zdrowia i ograniczyć negatywne skutki zdrowotne oraz ekonomiczne. Teraz kluczowe jest konsekwentne wdrażanie tych rozwiązań – podsumował prof. Robert Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
źródło: PTK
Od 4 marca br. wszedł w życie nowy przepis Ministerstwa Zdrowia – obowiązek korzystania z aplikacji AP KOLCE przy rejestrowaniu pacjentów na wybrane świadczenia medyczne. Nowe przepisy ponadto poszerzają listę monitorowanych specjalizacji medycznych. Co to oznacza w praktyce?
Nowe przepisy w opinii resortu zdrowia wpłyną na sposób prowadzenia kolejek do lekarzy, konkretnie przyśpieszą wizytę.

Dane NFZ pokazują, że w pierwszym półroczu 2024 roku liczba wizyt lekarskich nieodwołanych przez pacjentów wyniosła 764 tysiące (stanowi to 4,6 proc wszystkich zaplanowanych świadczeń). Dzięki aplikacji AP KOLCE („Aplikacja Kolejki Centralne”) zostanie ograniczone tzw. „no-show” – nie przychodzenie przychodzenia na umówione wizyty lekarskie.

Aplikacja AP KOLCE usprawni system
Wprowadzenie centralnej aplikacji AP KOLCE usprawni nie tylko proces zarządzania listami pacjentów oczekujących na wizytę do specjalisty, ale także ograniczy długie (kilka miesięcy) kolejki do tychże specjalistów w publicznej służbie zdrowia.

Bez wątpienia szykuje się rewolucja. Obecnie, na wizytę do lekarza chory oczekuje nawet kilkanaście miesięcy, co w przypadku postępującej przypadłości jest kluczowe w procesie leczenia i wyleczenia. Pacjenci zmuszeni są korzystać z prywatnych usług, na które bardzo wiele osób po prostu nie stać. 

Jak podkreśla resort zdrowia, wprowadzenie nowych przepisów rejestracyjnych pozwoli na wyeliminowanie między innymi rejestrowania kilkakrotnie tego samego pacjenta, na to samo świadczenie do kilku placówek medycznych. Do tej pory takie zdarzenia były nagminne.

Działanie aplikacji AP KOLCE i scentralizowana baza danych, umożliwi NFZ identyfikowanie i ewentualnie blokowanie tego typu wielokrotnych zapisów przez jedną i tą samą osobę na ten sam rodzaj świadczenia. Taki mechanizm ma w sposób zdecydowany nie tylko dać gwarancję bardziej sprawiedliwego dostępu pacjenta do lekarza, ale także wyraźnie wpłynąć na skrócenie kolejek.
 
Rejestracja do lekarza na nowych zasadach – harmonogram przyjęć pacjentów  
W myśl nowo obowiązujących przepisów, obowiązkiem świadczeniodawców, do których należą przychodnie i poradnie specjalistyczne, jest prowadzenie harmonogramu przyjęć pacjentów (udostępnionej przez NFZ) w centralnej aplikacji AP KOLCE.

Oznacza to, że dane o zapisanych pacjentach, jak i wolnych terminach wizyt będą gromadzone w jednym systemie. Do tej pory takim obowiązkiem były objęte tylko cztery specjalizacje: kardiologia, endokrynologia, onkologia, ortopedia i traumatologia narządu ruchu. Obecnie MZ rozszerzył wykaz o kolejne osiem specjalizacji, i tak do systemu wpłyną poradnie:
Jednakże obowiązek prowadzenia list będzie wchodził w życie, w różnych terminach:
Nowe przepisy nie zwiększą biurokracji
NFZ zapewnia, że wprowadzone nowe przepisy w żaden sposób nie przedłożą się na zwiększenie biurokracji a nawet przyczynią się do jej zmniejszenia – wpisywanie terminów do aplikacji ma zastąpić dotychczasowe sprawozdania papierowe oraz raporty cząstkowe.

Nowe przepisy dają Funduszowi wgląd do bieżących, aktualizowanych w czasie rzeczywistym danych o liczbie oczekujących, w tym najbliższych wizytach w skali kraju. NFZ zaznacza, że ułatwi to monitorowanie nieprawidłowości – czytamy w uzasadnieniu projektu rozporządzenia.  

Chcąc sprawniej reagować na rosnące wciąż kolejki do specjalistów, Fundusz zapowiada szczegółowe analizy czasów oczekiwania na wizytę.

Jak działa aplikacja AP KOLCE
Stworzona przez NFZ aplikacja AP KOLCE jest narzędziem informatycznym i służy do obsługi list oczekujących na wybrane świadczenia medyczne. Od teraz (tj. 4 marca br.) lekarze, jak i rejestracje poradni specjalistycznych mają obowiązek wprowadzenia do systemu danych każdego zapisanego pacjenta, terminu jego wizyty, w tym informację o pierwszym wolnym terminie dla nowych zgłoszeń.

AP KOLCE wprowadza także udogodnienie w postaci sms przypominającego, w którym pacjent zostanie poinformowany o terminie zaplanowanej wizyty. Dzięki temu, będzie czas na ewentualne odwołanie wizyty. Tym samym na zwolnione miejsce będzie mogła wskoczyć kolejna osoba.

Bardzo ważne jest to, że centralna baza terminów pozwoli kierować pacjentów tam, gdzie oczekiwanie na wizytę jest najkrótsze. Zmniejszy to nierówności w dostępie do specjalistów w różnych regionach kraju.

W opinii ekspertów, pacjenci pierwsze rezultaty zmian powinni zauważyć już w najbliższych miesiącach, wraz z włączaniem kolejnych specjalizacji do systemu AP KOLCE.
 

Żródła: bankier.pl, finanse.wp.pl
Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress