Medicalpress

Tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny została przyznana za odkrycia, które doprowadziły do rozwoju optogenetyki – metody pozwalającej za pomocą światła kontrolować aktywność wybranych komórek. Nagrodę otrzymali Karl Deisseroth, Peter Hegemann i Georg Nagel za odkrycia dotyczące kanałów jonowych wrażliwych na światło i optogenetyki.


W dużym uproszczeniu naukowcy znaleźli sposób, by wybrane komórki – na przykład neurony – uczynić wrażliwymi na światło. Dzięki temu można za pomocą impulsów świetlnych pobudzać je lub hamować i obserwować, jak wpływa to na działanie innych komórek oraz całych sieci neuronalnych.

– Odkrycie nagrodzone Noblem uosabia współpracę między naukami podstawowymi a klinicznym– tłumaczy prof. Jerzy Mozrzymas, kierownik Katedry i Zakładu Biofizyki i Neurobiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, gdzie wykorzystuje się optogenetykę do badań naukowych. –  Najpierw Peter Hegemann i Georg Nagel odkryli u alg kanał jonowy aktywowany światłem. Przełom nastąpił, kiedy Karl Deisseroth wpadł na pomysł, żeby za pomocą metod genetycznych doprowadzić do wprowadzenia takich kanałów w wybranych komórkach nerwowych. Dzięki temu światłem możemy włączać i wyłączać określone neurony, a następnie obserwować ich wpływ na inne komórki w sieci neuronalnej. Otworzyło to zupełnie nowe możliwości poznawania funkcji poszczególnych neuronów.

Optogenetyka pozwoliła neurobiologom badać poszczególne typy neuronów z precyzją, która wcześniej była nieosiągalna. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ komórki nerwowe są niezwykle zróżnicowane, a nawet w niewielkich strukturach mózgu występuje wiele ich rodzajów, pełniących odmienne funkcje.


Metoda umożliwia również kontrolowanie aktywności określonych neuronów u żywych zwierząt. Naukowcy mogą dzięki temu sprawdzać, jak konkretne obwody mózgu wpływają na zachowanie, procesy uczenia się czy tworzenie śladów pamięciowych.


Znaczenie odkrycia nie ogranicza się jednak do badań podstawowych. Trwają już badania nad wykorzystaniem optogenetyki w medycynie, m.in. do przywracania wzroku w niektórych chorobach siatkówki – na przykład w zwyrodnieniu barwnikowym siatkówki, przy którym obumierają komórki fotoreceptorowe. Światłoczułe białka wprowadza się do komórek siatkówki oka (innych niż fotoreceptory), aby umożliwić siatkówce  reagowanie na światło.


– To odkrycie otwiera zatem nowy rozdział nie tylko w neurobiologii, ale także w medycynie i innych naukach biologicznych. Pozwala coraz lepiej rozumieć mechanizmy prawidłowego i patologicznego funkcjonowania mózgu, a w przyszłości wiedza ta może prowadzić do rozwoju nowych metod terapii – podkreśla prof. Mozrzymas.


Dla naukowców z Katedry i Zakładu Biofizyki i Neurobiologii UMW odkrycia tegorocznych noblistów mają także bardzo praktyczny wymiar. Optogenetykę wykorzystują w swoich badaniach od blisko pięciu lat. Koncentrują się m.in. na molekularnych mechanizmach uczenia się i pamięci oraz związanych z nimi zmianach zachodzących w synapsach – miejscach, w których neurony komunikują się ze sobą.


– Szczególnie interesują nas synapsy hamujące – mówi dr Grzegorz Wiera, prof. UMW. – Można je porównać do „hamulców” układu nerwowego – ograniczają aktywność neuronów i pomagają zachować właściwą równowagę pomiędzy pobudzeniem a hamowaniem. Jednocześnie same mogą zmieniać siłę swojego działania. Ta zdolność, nazywana plastycznością synaptyczną, ma znaczenie m.in. dla uczenia się i pamięci. Optogenetyka to ogromny przełom w badaniach neurobiologicznych. W naszym laboratorium pozwala nam kontrolować aktywność poszczególnych neuronów hamujących i badać, w jaki sposób zmieniają się tworzone przez nie synapsy. Bez tej techniki nie moglibyśmy prowadzić naszych badań z taką precyzją.


Dobrym przykładem skali wyzwania jest hipokamp – struktura mózgu odgrywająca kluczową rolę m.in. w procesach pamięci. Występuje w nim kilkadziesiąt rodzajów neuronów hamujących. Optogenetyka pozwala naukowcom wybierać konkretne ich populacje, kontrolować ich aktywność i sprawdzać, jaką funkcję pełnią w całej sieci neuronalnej.


Badania te rozwijane są obecnie w ramach dwóch dużych projektów Narodowego Centrum Nauki OPUS. Prof. Jerzy Mozrzymas kieruje projektem dotyczącym molekularnych mechanizmów plastyczności synaps GABAergicznych w hipokampie, a dr  Grzegorz Wiera, prof. UMW  prowadzi natomiast projekt poświęcony plastyczności GABAergicznej i jej znaczeniu dla procesów zachodzących podczas uczenia się i pamięci. W obu projektach naukowcy wykorzystują techniki optogenetyczne – narzędzia, których rozwój umożliwiły odkrycia tegorocznych noblistów.


Dorobek Katedry i Zakładu Biofizyki i Neurobiologii UMW był wielokrotnie nagradzany. Zespół ma na koncie m.in. w bieżącym roku wyróżnienie w konkursie im. Jerzego Konorskiego, przyznawaną za najlepszą polską pracę z dziedziny neurobiologii. W poprzednich edycjach tego konkursu publikacje tego zespołu były już kilkakrotnie nagradzane i wyróżniane za wkład w badaniach nad procesami hamowania w mózgu.

Źródło: UMW

Foto: UMW

Karl Deisseroth, Peter Hegemann i Georg Nagel otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycia, które doprowadziły do rozwoju optogenetyki. Metoda pozwala naukowcom za pomocą światła uruchamiać lub hamować wybrane komórki nerwowe. Dzięki temu można znacznie dokładniej sprawdzać, jak poszczególne neurony i obwody w mózgu odpowiadają za pamięć, emocje czy zachowanie.

Historia tegorocznego Nobla zaczęła się od badań nad jednokomórkowymi glonami. Peter Hegemann i Georg Nagel badali, w jaki sposób organizmy te reagują na światło. Kluczowe okazały się światłoczułe białka nazywane channelrhodopsinami. Pod wpływem światła otwierają one kanały w błonie komórkowej i umożliwiają przepływ jonów.

Naukowcy zorientowali się, że mechanizm ten można wykorzystać również w innych komórkach. Jeśli odpowiedni gen zostanie wprowadzony do neuronu, komórka nerwowa może stać się wrażliwa na światło.

Ten pomysł rozwinął Karl Deisseroth. W 2005 roku jego zespół pokazał, że neurony wyposażone w światłoczułe białko można pobudzać za pomocą światła. W kolejnych badaniach metoda zaczęła być stosowana u żywych zwierząt. Tak rozwinęła się optogenetyka.

Po co sterować neuronami światłem?

Mózg składa się z ogromnej liczby komórek nerwowych tworzących skomplikowaną sieć. Samo zaobserwowanie, że jakiś obszar mózgu jest aktywny, nie zawsze pozwala stwierdzić, za co dokładnie odpowiada.

Optogenetyka daje badaczom znacznie większą kontrolę. Mogą wybrać konkretną grupę neuronów, pobudzić ją światłem lub zahamować jej działanie i obserwować reakcję organizmu.

W ten sposób można na przykład sprawdzać, które obwody nerwowe uczestniczą w tworzeniu wspomnień, wywoływaniu określonych zachowań czy regulowaniu emocji. Metoda stała się również ważnym narzędziem w badaniach nad chorobami neurologicznymi i zaburzeniami psychicznymi.

Nie oznacza to jednak, że lekarze mogą już leczyć choroby mózgu, „świecąc” na neurony pacjenta. Optogenetyka pozostaje przede wszystkim niezwykle ważnym narzędziem badawczym. Trwają jednak prace nad jej potencjalnymi zastosowaniami medycznymi. Jednym z badanych kierunków jest wykorzystanie światłoczułych białek do przywracania reakcji na światło u osób z niektórymi chorobami prowadzącymi do utraty wzroku.

Tegoroczny Nobel nagradza więc nie gotową terapię, ale metodę, która dała naukowcom zupełnie nowy sposób badania mózgu. Pozwala nie tylko obserwować pracę neuronów, ale także precyzyjnie wpływać na ich aktywność i sprawdzać, jakie są tego skutki.

Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny otwiera tegoroczny tydzień noblowski. Laureaci podzielą między siebie nagrodę w wysokości 12 mln koron szwedzkich.

Polscy naukowcy powołali we Wrocławiu Polskie Towarzystwo Glejowe – Polish Glia Network. Główne cele to tworzenie platformy bezpośrednich spotkań i wymiany doświadczeń, ułatwienie wspólnych inicjatyw naukowych w kraju i wzrost roli polskich badaczy gleju na arenie międzynarodowej.

Komórki glejowe współdecydują o tym, jak działa mózg. Zapewniają neuronom wsparcie energetyczne, chronią włókna nerwowe i regulują komunikację między komórkami, wpływają również na pamięć i sposób, w jaki mózg reaguje na stres. Dlatego poznanie gleju może pomóc wyjaśnić mechanizmy oraz wskazać nowe cele terapeutyczne chorób neurodegeneracyjnych i zaburzeń psychicznych. To właśnie wokół tych pytań polscy naukowcy budują Polish Glia Network – napisali twórcy stowarzyszenia.

– Polska dołącza do krajów, w których regionalne sieci badaczy gleju już powstały, takich jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Nasza inicjatywa pomoże nam w wymianie doświadczeń ze środowiskiem międzynarodowym oraz pozwoli włączyć się w struktury europejskie, które w ostatnim czasie bardzo mocno się rozwijają – powiedział dr Michał Ślęzak z Centrum P4Health w Łukasiewicz – PORT, gospodarza założycielskiego spotkania.

Jedną z ważnych inicjatyw jest projekt COST EU-Glia, finansowany przez Komisję Europejską, którego inauguracja miała miejsce w tym miesiącu, w Brukseli.

– Projekt ten, obejmujący przedstawicieli większości krajów Europy, ma na celu wsparcie badań gleju przez nawiązywanie nowych kontaktów badawczych, wspólne inicjatywy i podnoszenie świadomości społecznej znaczenia badań mózgu – dodał dr Ślęzak.

Przygotowania do powołania Polskiego Towarzystwa Glejowego odbyły się pod koniec września br. z inicjatywy Centrum Doskonałości P4Health w instytucie Łukasiewicz – PORT we Wrocławiu i Warsaw Glia Community, towarzystwa powstałego przed dwoma laty. Powołano na nim 9-osobowy zarząd Polish Glia Network, który zajmie się budowaniem struktury stowarzyszenia o charakterze ogólnopolskim.

Gośćmi spotkania byli prof. Joao Relvas z Uniwersytetu w Porto, Sekretarz Generalny Międzynarodowej Organizacji Badań Mózgu (IBRO) i członek zarządu Fundacji Network Glia, oraz prof. Kerstin Lenk z Politechniki w Grazu, liderka projektu COST EU-Glia.

Wśród założycieli ogólnopolskiego stowarzyszenia znaleźli się przedstawiciele: Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Politechniki Wrocławskiej, Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN, Instytut Podstaw Informatyki PAN, Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, Instytutu Farmakologii im. J. Maja PAN, Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, SGGW oraz Sieci Badawczej Łukasiewicz – PORT. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Choroby neurologiczne, psychiczne i neurorozwojowe dotykają milionów osób, ograniczają ich samodzielność i aktywność zawodową, a także angażują całe rodziny. Mimo postępu diagnostyki i leczenia pacjenci nadal mówią o zagubieniu, wielomiesięcznym oczekiwaniu na pomoc, stygmatyzacji oraz braku koordynacji. Eksperci przekonują, że inwestowanie w zdrowie mózgu przynosi nie tylko korzyści zdrowotne, ale również wymierne oszczędności dla państwa. Ministerstwo Zdrowia zapowiada natomiast prace nad Narodową Strategią Neurologiczną, wprowadzenie koordynatorów opieki oraz rozwój sieci neurologicznej.

Zdrowie mózgu przez lata pozostawało w cieniu innych priorytetów systemu ochrony zdrowia. Tymczasem konsekwencje chorób neurologicznych i psychicznych nie kończą się na rozpoznaniu i leczeniu konkretnej jednostki chorobowej. Wpływają na możliwość nauki, pracy, utrzymania relacji, samodzielnego funkcjonowania, a w wielu przypadkach również na życie zawodowe i zdrowie opiekunów.

– Schorzenia neurologiczne, psychiczne i neurorozwojowe stają się jednym z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i gospodarczych XXI wieku. Nie są jedynie problemem medycznym, ale czynnikiem, który determinuje rozwój społeczny, rozwój rynku pracy, systemów opieki społecznej i konkurencyjność naszej gospodarki – powiedziała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspertka w obszarze zarządzania ochroną zdrowia, rektor Uczelni Łazarskiego.

Według przytoczonych przez nią światowych szacunków z chorobami neurologicznymi żyje około 3 miliardów ludzi, czyli blisko co trzeci mieszkaniec świata. W ciągu ostatnich 25 lat liczba lat życia utraconych z powodu obciążenia chorobami mózgu wzrosła o ponad 20 proc. Problem będzie narastał wraz ze starzeniem się społeczeństwa.

– Koszty bezpośrednie leczenia tych chorób najczęściej są istotnie niższe od kosztów społecznych związanych z utratą produktywności zarówno samego chorego, jak i opiekunów oraz kosztów związanych z prezenteizmem. To właśnie sprawia, że choroby mózgu są ogromnym wyzwaniem nie tylko dla polityki zdrowotnej, ale także dla polityk publicznych – podkreśliła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Pacjent po diagnozie często zostaje sam

Za statystykami kryją się doświadczenia osób, które po pierwszych objawach i rozpoznaniu próbują odnaleźć się w rozproszonym systemie. W ich wypowiedziach powtarzają się samotność, lęk, niewiedza, brak informacji oraz wielomiesięczne oczekiwanie na diagnostykę i leczenie.

– W epilepsji czas nie jest tylko jednostką, którą odmierzamy zegarkiem. To pierwsze minuty udzielanej pomocy, tygodnie oczekiwania na diagnozę i dni, w których uczymy się żyć z leczeniem. To także lata, w których chcemy uczyć się, realizować marzenia, pracować i być częścią społeczeństwa. Zadbajmy o to, aby osoby z epilepsją nie traciły czasu na niewiedzę, zbyt długie oczekiwanie i uprzedzenia, bo każda minuta ma znaczenie – powiedziała Mirella Rajewska, pacjentka.

Jak podkreślała, zakończenie napadu padaczkowego nie oznacza końca problemów. Kolejnym etapem staje się oczekiwanie na diagnozę i skuteczne leczenie. Niektórzy pacjenci czekają tygodniami lub miesiącami, a zdarzają się również przypadki wieloletniego poszukiwania właściwego rozpoznania. Nadal nie wdrożono też zapowiadanego od kilku lat systemu ośrodków specjalizujących się w leczeniu padaczki.

Trudności organizacyjne dotyczą również osób ze stwardnieniem rozsianym. Nowoczesne leczenie pozwala wielu pacjentom zachować aktywność zawodową i rodzinną, jednak kluczowe pozostaje jego szybkie rozpoczęcie.

– Dzisiaj pacjent, który słyszy diagnozę stwardnienia rozsianego, mierzy się z utrudnieniami w wejściu do programu lekowego. A w naszej chorobie kluczowe jest to, żeby jak najszybciej rozpocząć leczenie – powiedziała Aleksandra Kot, pacjentka ze stwardnieniem rozsianym.

Pacjenci ze stwardnieniem rozsianym zmagają się także z niezrozumieniem wynikającym z niewidocznego charakteru wielu objawów. Zmęczenie, zaburzenia równowagi, ból czy trudności z pamięcią i koncentracją nie zawsze są dostrzegalne dla otoczenia.

– Potrzebujemy systemu, który nie będzie dodatkowym obciążeniem, tylko wsparciem. Nadal zbyt często spotykamy się z niezrozumieniem. Słyszymy: „Przecież wyglądasz zdrowo, nie wyglądasz na chorą”. Musimy uświadamiać, że wiele objawów stwardnienia rozsianego jest niewidocznych. Nie chcemy współczucia. Chcemy po prostu pracować, rozwijać swoje pasje i wychowywać dzieci – podkreśliła Aleksandra Kot.

Choroba dotyczy całej rodziny

Szczególnie wyraźnie problem niewidoczności opiekunów ujawnia się w przypadku chorób otępiennych. Bliscy często przez wiele lat przejmują odpowiedzialność za bezpieczeństwo, leczenie i codzienne funkcjonowanie chorego, nie otrzymując odpowiedniego wsparcia psychologicznego, organizacyjnego ani finansowego.

– Przez osiem lat żyłam w cieniu choroby Alzheimera i demencji. Opiekowałam się trojgiem chorych osób. Żeby profilaktyka mogła być częścią naszego życia społecznego, zawodowego i prywatnego, potrzebna jest wiedza. Tej wiedzy nie ma. Nadal wielu osobom choroba Alzheimera kojarzy się wyłącznie z zapominaniem. To nie jest tylko choroba zapominania – powiedziała Marta Lau.

– Marzyłabym o tym, żeby zdrowie mózgu było takim samym projektem strategicznym, jakim jest CPK albo elektrownia jądrowa. Bo nie przydadzą nam się towary z CPK ani energia, jeśli na pokładzie będziemy mieć osoby chore albo osoby, które będą musiały się nimi zajmować. O tym naprawdę trzeba pamiętać – dodała Marta Lau.

Problemem pozostaje nie tylko niewystarczające wsparcie systemowe, ale również sposób, w jaki osoby z diagnozą neurologiczną lub psychiatryczną są postrzegane przez otoczenie. 

– Wiele osób robi wszystko, żeby „nie było po nich widać”, że coś się dzieje, bo wiedzą, że ocena, z którą będą musiały się zmierzyć, jest dla nich zbyt trudna – powiedziała Urszula Szybowicz, prezes Fundacji Nie Widać Po Mnie.

Alex von Fire, która przeszła drogę od diagnozy schizofrenii paranoidalnej, przez nawracające hospitalizacje, depresję i próbę samobójczą, do wieloletniej remisji i aktywnego życia zawodowego, wskazywała, że wstyd i strach przed odrzuceniem wciąż powstrzymują wiele osób przed szukaniem pomocy.

– Wiem, z czym mierzą się osoby chorujące psychicznie. To jest wstyd. Ogromny. I strach przed tym, że nie zostaniemy zaakceptowani. Strach przed ostracyzmem. Strach przed stygmatyzacją. To wszystko nadal istnieje. Chcę zdjąć z osób chorujących psychicznie ten wstyd, żeby nie bały się i nie wstydziły swojej choroby. Chcę też zniwelować stygmatyzację, bo nie powinno już być na nią miejsca w naszym społeczeństwie – powiedziała.

Leczenie to nie wszystko. Potrzebna jest opieka połączona

Podobne poczucie osamotnienia może towarzyszyć osobom po udarze. Nawet pacjenci, którzy zachowali sprawność ruchową i możliwość pracy, często zmagają się z długotrwałym lękiem przed kolejnym epizodem.

– Po udarze zmienia się przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Przed takim wydarzeniem człowiek zakłada, że jego ciało będzie działało. Że ręka się podniesie, noga zrobi kolejny krok, a słowa pojawią się wtedy, kiedy będą potrzebne. Po udarze ta pewność znika. Zaczyna się obserwowanie samego siebie. Czy ta ręka nie jest dzisiaj słabsza? Czy lekki zawrót głowy nie jest tylko skutkiem zmęczenia? Czy to już kolejny epizod? – mówił Marcin Ruciński, prezes Europejskiego Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Sercowo-Naczyniowymi.

Zwrócił uwagę, że wsparcie psychologiczne powinno być stałym elementem opieki poudarowej, a nie pomocą oferowaną dopiero w momencie głębokiego kryzysu. Problemem pozostaje również rozdzielenie opieki neurologicznej, kardiologicznej i podstawowej.

– Choroby serca i mózgu nie funkcjonują w dwóch oddzielnych światach. Z perspektywy pacjenta wszystko jest ze sobą połączone. Pacjent często trafia pomiędzy poradnie i specjalizacje. Neurolog koncentruje się na mózgu, kardiolog na sercu, lekarz rodzinny na ogólnym stanie zdrowia. Każdy wykonuje swoją część pracy najlepiej jak potrafi, ale pacjent pozostaje z tym wszystkim sam – powiedział.

Potrzebę ściślejszego połączenia neurologii i psychiatrii podkreślali również eksperci.

– W zasadzie w każdym wystąpieniu pacjentów pojawiały się słowa: zagubienie, wstyd, stygmatyzacja i strach. Towarzyszą im także zaburzenia psychiczne – depresja, lęk czy bezsenność. Problemy ze zdrowiem psychicznym w chorobach mózgu nie są wyjątkiem. Jeżeli występują u ponad połowy pacjentów, stają się realnym problemem i podstawą oddziaływań lekarskich – powiedział prof. Adam Wichniak z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Jego zdaniem konieczne jest stworzenie kolejnego, wysokospecjalistycznego poziomu opieki, na którym neurolodzy współpracowaliby z psychiatrami i ekspertami innych dziedzin.

– W kontekście naszego dzisiejszego spotkania niezwykle ważny byłby trzeci poziom opieki. To jest ten poziom, na którym neurologzy współpracowaliby z psychiatrami oraz specjalistami innych dziedzin. Bez wątpienia taki poziom specjalistycznej opieki, adresowany do pacjentów ze szczególnym obrazem chorobowym, byłby bardzo ważny – powiedział prof. Adam Wichniak.

Dane ZUS pokazują, że leczenie się opłaca

W 2012 roku wydatki ZUS na świadczenia z tytułu niezdolności do pracy związane z zaburzeniami psychicznymi wynosiły około 5 mld zł, a w przypadku chorób układu nerwowego niespełna 3 mld zł. W 2024 roku było to odpowiednio około 10 mld zł i blisko 4 mld zł. Oznacza to wzrost o 100 proc. w psychiatrii i 26 proc. w neurologii.

Jeszcze bardziej widoczne różnice dotyczą absencji chorobowej. W przypadku zaburzeń psychicznych liczba dni nieobecności w pracy wzrosła z 19 mln w 2017 roku do 34 mln w 2025 roku, czyli o około 75 proc. W neurologii zmniejszyła się natomiast z blisko 20 mln do około 13 mln, a więc o jedną trzecią.

– To jest sukces wczesnej diagnostyki i skutecznego leczenia chorób neurologicznych. Jeszcze dwadzieścia lat temu takich możliwości terapeutycznych nie mieliśmy – powiedział dr Jakub Gierczyński, ekspert systemu ochrony zdrowia, członek Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

Jako szczególnie wyraźny przykład wskazał stwardnienie rozsiane. Według danych ZUS liczba dni absencji chorobowej z tego powodu zmniejszyła się z 244 tys. w 2012 roku do 207 tys. w 2025 roku. To o 37 tys. dni mniej, czyli łącznie około 100 lat absencji chorobowej.

– To jest sukces medycyny. Dostęp do skutecznej terapii stwardnienia rozsianego przekłada się nie tylko na rokowanie pacjenta, ale również na utrzymanie jego aktywności zawodowej, społecznej i rodzinnej – podkreślił dr Jakub Gierczyński.

Jednocześnie wydatki ZUS na renty z powodu stwardnienia rozsianego spadły z 207 mln zł do 202 mln zł, a nakłady na rehabilitację wzrosły z 4 mln do 6 mln zł.

Narodowa Strategia Neurologiczna i koordynatorzy opieki

Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia poinformowali o rozpoczęciu intensywnych prac nad Narodową Strategią Neurologiczną. Pierwszy szkic dokumentu ma zostać przedstawiony do konsultacji na początku jesieni, z udziałem środowiska klinicznego i organizacji pacjenckich.

– Rozpoczęliśmy intensywne prace nad Narodową Strategią Neurologiczną. Myślę, że na początku jesieni będziemy mogli przedstawić pierwszy szkic do konsultacji. Chcemy włączyć w ten proces zarówno przedstawicieli organizacji pacjenckich, jak i grono eksperckie – powiedziała Dominika Glanowska z Departamentu Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia.

Jednym z planowanych rozwiązań jest rozwój funkcji koordynatora opieki neurologicznej, który miałby pomagać pacjentowi przechodzić przez kolejne etapy diagnostyki i leczenia.

– Odpowiadamy na potrzebę wsparcia pacjentów poprzez rozwój funkcji koordynatora opieki neurologicznej. Myślę, że jest to coś, co rzeczywiście wszyscy obserwujemy jako potrzebę w systemie i tych koordynatorów opieki neurologicznej chcemy włączyć do systemu – powiedziała Dominika Glanowska.

Ministerstwo Zdrowia wraz z Krajową Radą ds. Neurologii pracuje także nad finansowaniem kompleksowej opieki obejmującej inwazyjną diagnostykę przedoperacyjną i leczenie operacyjne padaczki u dzieci i dorosłych. W planowanych rozwiązaniach uwzględniono również świadczenia związane z głęboką stymulacją mózgu, przede wszystkim dla pacjentów z chorobą Parkinsona.

Resort deklaruje także rozwój sieci udarowej oraz usieciowienie opieki neurologicznej.

– Staramy się, żeby opieka koordynowana była możliwa i żeby rzeczywiście udało się wdrożyć postulowane przez środowisko usieciowienie opieki neurologicznej – powiedziała Dominika Glanowska.

Gotowe rozwiązania czekają na wdrożenie

Zdaniem środowiska neurologicznego najważniejsze kierunki zmian są już od dawna wypracowane. Priorytetami pozostają wdrożenie zintegrowanej opieki nad pacjentami po udarze, rozwój Krajowej Sieci Neurologicznej oraz realizacja Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych.

– My jako środowisko neurologów od dawna mamy przygotowaną agendę najważniejszych działań do wdrożenia w polskim systemie ochrony zdrowia. To jest konsensus całego środowiska – konsultanta krajowego, Krajowej Rady i Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Wiemy, które rozwiązania mogą przynieść pacjentom największe korzyści zdrowotne – podkreślił prof. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii.

Jak zaznaczył, szczególnie pilne jest wczesne rozpoznawanie zaburzeń otępiennych i jak najszybsze kwalifikowanie pacjentów do nowych terapii.

– Tam, gdzie możemy dziś uzyskać największą korzyść zdrowotną dla pacjentów, jest wczesne rozpoznawanie i ustalanie przyczyn zaburzeń otępiennych oraz jak najwcześniejsze włączanie chorych do programu lekowego. Liczę na to, że już wkrótce stanie się on częścią naszych możliwości terapeutycznych – powiedział.

Eksperci zwracali jednak uwagę, że dostęp do nowoczesnych terapii musi iść w parze z odpowiednim finansowaniem oraz sprawną organizacją opieki.

– Pacjent może mieć prawo do leczenia, ale szpital musi mieć środki, żeby to leczenie rzeczywiście zapewnić – podkreśliła prof. Alina Kułakowska.

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz zaznaczyła z kolei, że równie ważne jest planowanie liczby miejsc w programach lekowych oraz utworzenie Krajowej Sieci Neurologicznej, która skróci drogę pacjenta od pierwszych objawów do rozpoznania i rozpoczęcia leczenia.

Od leczenia chorób do zarządzania zdrowiem mózgu

Eksperci zgodnie wskazują, że odpowiedź na rosnące obciążenie chorobami mózgu nie może ograniczać się do zwiększania liczby świadczeń. 

– Pacjenci z chorobami mózgu potrzebują nie tylko lekarza. Potrzebują rehabilitacji, wsparcia psychologicznego, pomocy społecznej, a w późniejszych etapach także opieki długoterminowej. Dlatego konieczne jest stworzenie zintegrowanej sieci ośrodków prowadzących pacjenta przez kolejne etapy diagnostyki i leczenia – powiedziała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Znacznej części ryzyka można zapobiegać poprzez kontrolę nadciśnienia, cukrzycy i otyłości, niepalenie, aktywność fizyczną, odpowiednią dietę oraz przeciwdziałanie izolacji społecznej. Jak podkreśliła prof. Alina Kułakowska, działania profilaktyczne nie powinny być dzielone na osobne zalecenia dla mózgu, serca czy chorób nowotworowych.

– Do tej pory za mało mówiliśmy i wciąż zbyt mała jest świadomość społeczna dotycząca tego, że również chorobom mózgu i chorobom układu nerwowego możemy zapobiegać. W maju tego roku Polskie Towarzystwo Neurologiczne, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne i Polskie Towarzystwo Onkologiczne wspólnie opracowały „Dziesiątkę Zdrowia”, czyli 10 podstawowych działań, które są uniwersalne. Nie ma profilaktyki dla mózgu, dla serca czy przeciwko rakowi – jest po prostu dekalog zachowań, które powinny obowiązywać każdego człowieka – powiedziała prezes PTN.

Ostatecznie wyzwaniem pozostaje przełożenie gotowych rekomendacji na realne zmiany dostępne dla pacjenta niezależnie od miejsca zamieszkania.

– Musimy zjednoczyć środowiska, przełamywać milczenie i budować system, który widzi człowieka, a nie tylko jednostkę chorobową. Tylko wspólnie będziemy mogli zmieniać tę rzeczywistość – podkreśliła Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu.

– Jeżeli chcemy budować nowoczesne państwo dobrobytu, musimy przejść od leczenia chorób mózgu do świadomego zarządzania zdrowiem mózgu w całym cyklu życia człowieka. Musimy patrzeć na problemy zdrowotne przez pryzmat ich przeciwdziałania, wczesnego wykrywania oraz dbania o to, aby efekty terapeutyczne uzyskane dzięki nowoczesnej opiece zdrowotnej były jak najtrwalsze – podsumowała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie relacji z Posiedzenia Parlamentarnego Zespółu ds. Chorób Centralnego Układu Nerwowego z dnia 28.07.26

Różne grupy leków psychiatrycznych mają specyficzny wpływ na aktywność elektryczną mózgu, co widać w zapisie EEG – potwierdzili naukowcy z IBD PAN. Pracę na ten temat opublikowało czasopismo z grupy „Lancet” – „eBioMedicine”.

Odkrycie to może zostać wykorzystane do monitorowania pacjentów i śledzenia efektów ich leczenia.

Analiza przeprowadzona przez zespół naukowców z Pracowni Neurofizjologii Umysłu Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN pod kierunkiem prof. Jana Kamińskiego objęła ponad 24 tys. zapisów EEG pacjentów z dwóch warszawskich jednostek: Instytutu Psychiatrii i Neurologii oraz psychiatrycznego Szpitala Nowowiejskiego. Wyniki badań były zanonimizowane, a zbierano je przez ponad 20 lat.

Jak podkreślili naukowcy, jest to największa tego typu analiza na świecie. Do tej pory poszczególne zespoły badawcze skupiały się bowiem na monitorowaniu wpływu jednego określonego leku na aktywność elektryczną mózgu, a ich prace obejmowały stosunkowo niewielkie grupy pacjentów. „Zazwyczaj badano nieco ponad 100 osób i jedną substancję leczniczą. My wyodrębniliśmy 14 grup leków stosowanych w różnych schorzeniach m.in. depresji, schizofrenii czy padaczce i przetestowaliśmy je na ponad 24 tys. zapisów EEG. Nikt wcześniej nie zrobił takich dużych analiz” – zaznaczył prof. Jan Kamiński.

Dodał, że analizy jego zespołu objęły praktycznie każdą cechę sygnału spoczynkowego EEG, jaka jest opisana w literaturze. „Uwzględniliśmy praktycznie wszystko, co może stanowić zmienną w tym badaniu, stąd wzięła się ogromna liczba ponad 75 tys. parametrów” – podkreślił badacz.

Dodatkową zaletą badania jest wzięcie pod uwagę innych czynników, które mogą wpływać na sygnał EEG, by lepiej wyodrębnić efekty samych leków.

„Podział na płcie był mniej więcej równy w każdej z badanych grup, dobieraliśmy je względem płci, zaburzeń i rozkładu wieku. W grupie osób zażywających leki oraz kontrolnej (osoby przed rozpoczęciem leczenia – PAP) płeć, wiek i zaburzenia, mają ten sam rozkład” – skomentowała doktorantka Magdalena Szponar, pierwsza autorka pracy w „eBioMedicine”, cytowana w informacji prasowej przesłanej PAP.

Wyniki analiz potwierdziły rezultaty wcześniejszych badań, a jednocześnie uzupełniły luki informacyjne. Potwierdzono na przykład, że benzodiazepiny (silne leki psychotropowe o działaniu przeciwlękowym, uspokajającym, nasennym – PAP) powodują wzrost mocy fal mózgowych beta, które często towarzyszą czuwaniu, skupieniu uwagi i aktywnemu przetwarzaniu informacji. Z kolei antydepresanty z grupy SSRI (inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny – PAP) zwiększają synchronizację fal gamma pomiędzy różnymi obszarami mózgu. Procesy te odgrywają kluczową rolę w integrowaniu informacji sensorycznych, świadomym postrzeganiu, pamięci operacyjnej oraz procesach uwagi.

Wśród nowych obserwacji znalazły się m.in. te, że benzodiazepiny obniżają moc fal theta, które są wskaźnikiem m.in. wysokiego zaangażowania emocjonalnego. Można wnioskować, że wiąże się to ze zmniejszeniem niepokoju. Natomiast leki przeciwpsychotyczne (stosowane m.in. w leczeniu schizofrenii) zwiększają synchronizację fal theta, jednocześnie zmniejszając synchronizację fal beta, co może wskazywać na obniżenie ogólnego poziomu pobudzenia mózgu i potencjalnie sprzyjać ograniczeniu procesów związanych z powstawaniem halucynacji.

Najwięcej nowych informacji udało się ustalić w przypadku leków przeciwpadaczkowych. – Zaobserwowaliśmy, że pod wpływem tych leków zwiększa się siła sygnału EEG w paśmie theta, a jednocześnie zmniejsza w paśmie alfa. Można to interpretować jako spowolnienie aktywności mózgu – powiedział PAP prof. Kamiński. Jak wyjaśnił, leki przeciwepileptyczne sprawiają, że kanały w błonie komórek nerwowych, które generują potencjały czynnościowe, stają się mniej pobudliwe. W efekcie neurony są mniej skłonne do generowania gwałtownej, nadmiernie zsynchronizowanej aktywności, która może prowadzić do napadów padaczkowych.

Ustalenia naukowców z Instytutu Nenckiego dają innym badaczom i lekarzom punkt odniesienia, co do tego, jak powinien wyglądać zapis aktywności mózgu przy zażywaniu określonych leków. Dzięki temu można będzie potencjalnie sprawdzić, czy dany pacjent przyjmuje przepisane leki oraz czy działają one zgodnie z przyjętymi założeniami.

„Mogę sobie wyobrazić, że ktoś testuje nowy lek z grupy SSRI, rejestruje EEG i sprawdza, jak zmienia się aktywność mózgu pacjenta. Jeśli tak, jak wykazały nasze analizy, może stwierdzić, że lek jest skuteczny” – wyjaśnił prof. Kamiński.

Co istotne, wyniki te zostały udostępnione na stronie BrainwavesRX, która jest internetową bazą danych oraz interaktywnym narzędziem, umożliwiającym klinicystom i naukowcom badanie wpływu powszechnie stosowanych leków psychotropowych na elektryczną aktywność mózgu.

„Koncepcja badania EEG – zapisu aktywności umysłu człowieka – liczy już ponad 100 lat. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z przestarzałą metodą badawczą. Wraz z liczbą danych oraz możliwościami analizy tego sygnału, jej wartość się zwiększa. To bardzo bogaty sygnał, dużo się w nim dzieje, ale żeby zbudować jakieś algorytmy, które skutecznie zgeneralizują pewne zjawiska potrzebujemy dużo danych” – podsumował prof. Kamiński. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Pojawiły się nowe terapie na chorobę Alzheimera, ale żeby pacjenci mogli z nich skorzystać konieczne jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania tego schorzenia – ocenia prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

„Możemy mówić o początku nowej ery w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera. Przez wiele lat dysponowaliśmy przede wszystkim lekami łagodzącymi objawy otępienia. Obecnie po raz pierwszy pojawiły się terapie wpływające na jeden z mechanizmów rozwoju choroby (Alzheimera – przyp. PAP), które mogą spowalniać jej postęp u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów” – powiedziała prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz, cytowana w materiałach prasowych przysłanych PAP. W jej ocenie jest to bardzo ważna zmiana, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia.

Jak wyjaśniła specjalistka, nowe terapie mogą być stosowane wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo z łagodnym otępieniem w przebiegu choroby Alzheimera i po potwierdzeniu obecności patologicznych złogów beta-amyloidu, które odkładają się w mózgu.

„Jeżeli pacjent trafia do neurologa dopiero wtedy, gdy otępienie jest już zaawansowane, nie ma możliwości zastosowania tych leków. Ponadto wczesne rozpoznanie daje pacjentom czas na wdrożenie interwencji niefarmakologicznych, ma więc bardzo istotne znaczenie” – podkreśliła neurolog. Dodała, że obecnie duża część pacjentów otrzymuje rozpoznanie zbyt późno – często dopiero wtedy, gdy zaburzenia poznawcze wyraźnie ograniczają codzienne funkcjonowanie.

„Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, a także odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów” – oceniła prof. Sienkiewicz-Jarosz.

Przypomniała, że do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo specjalistycznego badania PET (pozytonowa tomografia emisyjna). Badania te nadal są podstawą diagnostyki i potwierdzenie w jednym z nich obecności blaszek amyloidowych jest konieczne do wdrożenia terapii przeciwciałami antyamyloidowymi. „Jednak coraz większe znaczenie zyskują biomarkery oznaczane we krwi, przede wszystkim fosforylowane białko tau, a zwłaszcza p-tau217. To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do zastosowania u większej liczby pacjentów” – wyjaśniła specjalistka.

Zaznaczyła zarazem, że biomarkery nie zastępują oceny klinicznej i są badaniem dodatkowym, służącym określeniu etiologii zaburzeń poznawczych. Nie rekomenduje się sprawdzania ich u osób zdrowych bez zaburzeń pamięci. Natomiast u osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, badania biomarkerów mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny.

„Warto też pamiętać, że w ramach programu »Moje Zdrowie« u osób w wieku 60 lat lub starszych przewidziano ocenę funkcji poznawczych. Dzięki temu lekarz rodzinny ma szansę zauważyć niepokojące objawy i skierować pacjenta do dalszej diagnostyki” – podkreśliła neurolog. Program ten jest dostępny dla wszystkich osób ubezpieczonych po 20. roku życia – w wieku 20–49 lat badania kontrolne przysługują co pięć lat, a od 50. roku życia – co trzy lata.

„Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby oraz wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostycznej – od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia” – tłumaczyła prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

W jej opinii drugim ogromnym wyzwaniem pozostają kadry. Według dostępnych danych w Polsce jest nieco ponad cztery tysiące neurologów, a około jedna trzecia pracujących specjalistów osiągnęła już wiek emerytalny. „Rosnąca liczba pacjentów z chorobami otępiennymi i innymi schorzeniami neurologicznymi będzie wymagała nie tylko większej liczby lekarzy, ale również pielęgniarek neurologicznych, neuropsychologów, logopedów, fizjoterapeutów, terapeutów zajęciowych i pracowników socjalnych” – wymieniała specjalistka. Podkreśliła, że nowoczesna opieka neurologiczna musi być zespołowa i kompleksowa.

Jej zdaniem ogromne znaczenie ma również zabezpieczenie odpowiednich środków na diagnostykę i leczenie chorób neurologicznych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jest to warunek tego, aby pacjenci mogli w pełni korzystać z możliwości współczesnej medycyny, podsumowała prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Mózg i jelita pozostają w ciągłej, dwukierunkowej komunikacji, która zachodzi dzięki współdziałaniu układu nerwowego, hormonalnego oraz odpornościowego. Ta skomplikowana sieć sygnałów, określana jako oś jelita–mózg, odgrywa istotną rolę w regulacji wielu procesów zachodzących w organizmie – od trawienia i odpowiedzi immunologicznej po funkcje poznawcze, emocje i reakcję na stres. Światowy Dzień Mózgu to dobra okazja, by zwrócić uwagę na tę niezwykłą zależność i znaczenie zdrowia jelit dla prawidłowego funkcjonowania całego organizmu.

Oś jelita–mózg, czyli dwukierunkowa autostrada informacji

Oś jelita–mózg to system komunikacji łączący przewód pokarmowy z centralnym układem nerwowym. Dzięki niej organizm nieustannie wymienia informacje dotyczące m.in. stanu odżywienia, procesów trawienia, poziomu stresu czy reakcji immunologicznych.

Komunikacja ta odbywa się trzema głównymi drogami. Pierwszą z nich jest droga neuronalna, w której kluczową rolę odgrywa nerw błędny – jedna z najważniejszych struktur łączących jelita z mózgiem. Drugą stanowią mechanizmy hormonalne, obejmujące m.in. hormony stresu, takie jak kortyzol, oraz substancje regulujące apetyt i samopoczucie. Trzecia droga związana jest z układem odpornościowym – poprzez działanie cytokin i innych mediatorów zapalnych[1].

Ta dwukierunkowa komunikacja sprawia, że emocje mogą wpływać na pracę jelit, a kondycja przewodu pokarmowego może oddziaływać na nasze samopoczucie, koncentrację czy odporność na stres.

Mikrobiota jelitowa – ważny element komunikacji z mózgiem

W osi jelita–mózg szczególne miejsce zajmuje mikrobiota jelitowa, czyli ogromny ekosystem mikroorganizmów zamieszkujących przewód pokarmowy. Bakterie jelitowe uczestniczą w wielu procesach zachodzących w organizmie – wspierają funkcjonowanie bariery jelitowej, regulują odpowiedź immunologiczną i produkują związki biologicznie aktywne, które mogą wpływać na pracę układu nerwowego.

Coraz częściej mówi się więc nie tylko o osi jelita–mózg, ale o osi mikrobiota–jelita–mózg, podkreślając rolę mikroorganizmów w tym skomplikowanym systemie komunikacji. Bakterie jelitowe mogą wpływać m.in. na produkcję krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych (SCFA), które uczestniczą w regulacji procesów zapalnych i mogą oddziaływać na funkcjonowanie mózgu.

Mikrobiota jelitowa jest jednym z elementów, które pomagają utrzymać prawidłową komunikację pomiędzy jelitami a mózgiem. Jej różnorodność i równowaga mają znaczenie dla funkcjonowania układu odpornościowego, metabolizmu oraz produkcji substancji wpływających na układ nerwowy. Zaburzenia składu mikrobioty mogą zakłócać tę komunikację i być jednym z czynników wpływających na rozwój lub nasilenie niektórych dolegliwości zarówno ze strony przewodu pokarmowego, jak i układu nerwowego – mówi dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca, przedstawicielka Biocodex Microbiota Foundation.

Kiedy komunikacja zostaje zaburzona?

Prawidłowe funkcjonowanie osi jelita–mózg zależy od wielu czynników – m.in. diety, stylu życia, poziomu stresu, jakości snu oraz stosowanych leków. Zaburzenia równowagi mikrobioty jelitowej, określane jako dysbioza, mogą wpływać na przebieg procesów zapalnych, odporność organizmu oraz sposób przekazywania sygnałów pomiędzy jelitami a mózgiem[2].

Badania naukowe wskazują, że zaburzenia osi jelita–mózg mogą mieć związek z wieloma problemami zdrowotnymi[3], w tym chorobami przewodu pokarmowego, zaburzeniami metabolicznymi oraz wybranymi zaburzeniami neurologicznymi i psychicznymi. Nie oznacza to jednak prostego związku przyczynowo-skutkowego – jest to złożona sieć zależności, w której wiele czynników wzajemnie na siebie oddziałuje.

Współczesna neurologia coraz częściej dostrzega znaczenie komunikacji pomiędzy układem nerwowym a pozostałymi strukturami organizmu. Mózg nie funkcjonuje w izolacji – jego praca zależy również od sygnałów płynących z całego ciała, w tym z przewodu pokarmowego. Zrozumienie roli osi jelita–mózg otwiera nowe możliwości w badaniu mechanizmów powstawania i przebiegu niektórych chorób neurologicznych, a także w poszukiwaniu nowych metod wspierania zdrowia mózgu – komentuje prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Psychobiotyki – wsparcie poprzez mikrobiotę?

W ostatnich latach coraz większe zainteresowanie naukowców budzą psychobiotyki, czyli wybrane probiotyki i prebiotyki, które dzięki oddziaływaniu na mikrobiotę jelitową mogą wspierać prawidłową komunikację między jelitami a mózgiem. Probiotyki to korzystne dla organizmu żywe mikroorganizmy, natomiast prebiotyki to naturalne składniki pożywienia, przede wszystkim błonnik pokarmowy, które nie są trawione przez organizm, ale stanowią pożywkę dla dobroczynnych bakterii jelitowych. Wspierając rozwój tych mikroorganizmów, pomagają utrzymać równowagę mikrobioty i jej prawidłowe funkcjonowanie[4].

Mechanizm ich działania jest wielokierunkowy i obejmuje m.in. wpływ na odpowiedź immunologiczną, metabolizm bakterii jelitowych oraz produkcję związków uczestniczących w komunikacji z układem nerwowym. Wybrane szczepy probiotyczne mogą wspierać organizm w sytuacjach związanych ze stresem oraz wpływać na wybrane objawy dotyczące nastroju, jednak potrzebne są dalsze badania pozwalające dokładniej określić ich zastosowanie.

Coraz lepiej rozumiemy, że wsparcie zdrowia psychicznego wymaga spojrzenia na organizm całościowo – uwzględniającego nie tylko pracę samego mózgu, ale również wpływ innych układów, w tym przewodu pokarmowego. W przyszłości wiedza na temat mikrobioty może pomóc w jeszcze bardziej spersonalizowanym podejściu do profilaktyki i wspierania zdrowia – dodaje dr Kinga Kazimierska-Gęca.

Jak wspierać zdrową oś jelita–mózg?

Na funkcjonowanie osi jelita–mózg wpływają codzienne wybory. Jednym z najważniejszych elementów jest dieta wspierająca różnorodność mikrobioty jelitowej. Produkty bogate w błonnik – warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe, rośliny strączkowe – stanowią pożywkę dla korzystnych bakterii jelitowych. Wyniki badań sugerują, że dieta sprzyjająca prawidłowemu funkcjonowaniu mikrobioty jelitowej może wspierać zdrowie psychiczne poprzez wpływ na mechanizmy związane z osią jelita–mózg, w tym regulację odpowiedzi organizmu na stres[5].

Znaczenie mają również regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu oraz skuteczne sposoby radzenia sobie ze stresem. Przewlekłe napięcie psychiczne może wpływać zarówno na funkcjonowanie mózgu, jak i przewodu pokarmowego.

Warto pamiętać także o racjonalnym stosowaniu antybiotyków, które – choć w wielu sytuacjach są niezbędne – mogą wpływać na skład mikrobioty jelitowej.

Zdrowa oś jelita–mózg to efekt współdziałania wielu elementów. Dbanie o mikrobiotę, aktywność fizyczną, regenerację i równowagę psychiczną stanowi ważny element troski o zdrowie całego organizmu.

O Fundacji i Instytucie Biocodex Microbiota

Fundacja i Instytut Biocodex Microbiota to organizacje non-profit, których misją jest szerzenie wiedzy o mikrobiocie człowieka i jej znaczeniu dla zdrowia.

Instytut organizuje projekty edukacyjne, kampanie społeczne i inicjatywy naukowe, wspierające odpowiedzialne stosowanie antybiotyków. Poprzez popularyzację badań, szkolenia i działania medialne, Instytut zachęca do refleksji nad wpływem leków na mikrobiom, promując jednocześnie podejście One Health i globalną solidarność w walce z opornością.

Misją Biocodex Microbiota Foundation jest odkrywanie nowych perspektyw i rozwiązań dla zdrowia ludzkiego poprzez badanie złożonych interakcji między mikrobiotą a organizmem człowieka.


[1] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/os-jelita-mozg-jaka-role-odgrywa-mikrobiota

[2] Cryan, J. F., et al. (2019). The Microbiota-Gut-Brain Axis. Physiological Reviews, 99(4), 1877–2013.
DOI: 10.1152/physrev.00018.2018

[3] Carabotti, M., et al. (2015). The gut-brain axis: interactions between enteric microbiota, central and enteric nervous systems. Annals of Gastroenterology, 28(2), 203–209

[4] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/os-jelita-mozg-jaka-role-odgrywa-mikrobiota

[5] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/pro/zywnosc-psychobiotyczna-modulacja-mikrobioty-jelitowej-w-celu-zmniejszenia-stresu

źródło: Biocodex Foundation

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu jednym z największych osiągnięć medycyny było wydłużenie życia. Dziś coraz częściej pojawia się nowe wyzwanie – jak sprawić, aby dłuższe życie oznaczało również dłużej zachowaną sprawność mózgu? Wraz ze starzeniem się społeczeństw rośnie liczba osób cierpiących na choroby neurodegeneracyjne, które stopniowo odbierają pamięć, zdolność myślenia i samodzielność. To właśnie procesy zachodzące u podstaw tych schorzeń bada dr Lidia Wróbel – stypendystka 25. edycji programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki w kategorii habilitacyjnej, kierująca laboratorium w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie.

Gdy komórki przestają usuwać uszkodzone białka

Demencja jest jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny i starzejących się społeczeństw. Na świecie żyje z nią już ponad 55 milionów osób,[1] a według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia liczba ta wzrośnie do około 78 milionów w 2030 roku i ponad 139 milionów do 2050 roku[2]. Choroba Alzheimera odpowiada za większość przypadków demencji, jednak mimo intensywnych badań naukowcy wciąż nie dysponują powszechnie dostępną terapią, która skutecznie zatrzymywałaby lub odwracała rozwój choroby.

Jednym z procesów leżących u podstaw chorób neurodegeneracyjnych jest zaburzenie naturalnego systemu usuwania uszkodzonych białek z komórek nerwowych. Zamiast zostać rozłożone i usunięte, białka tworzą toksyczne agregaty, które zakłócają funkcjonowanie neuronów i prowadzą do ich stopniowego obumierania. W efekcie mózg traci zdolność prawidłowego działania, a u pacjentów pojawiają się problemy z pamięcią, myśleniem, orientacją czy kontrolą ruchu.

To właśnie mechanizmy odpowiedzialne za utrzymanie „porządku” w komórkach nerwowych oraz przyczyny ich zaburzeń bada dr Lidia Wróbel. Lepsze zrozumienie tych procesów może w przyszłości stanowić podstawę do opracowania skuteczniejszych terapii choroby Alzheimera, Parkinsona i innych chorób neurodegeneracyjnych.

Jak neurony dbają o porządek?

W laboratorium kierowanym przez dr Lidię Wróbel naukowcy analizują mechanizmy degradacji białek, czyli procesy odpowiadające za utrzymanie komórek nerwowych w dobrej kondycji. W zdrowym mózgu uszkodzone lub niepotrzebne białka są na bieżąco rozkładane i usuwane. Dzięki temu neurony mogą prawidłowo funkcjonować przez wiele lat.

Badaczka wraz z zespołem stara się zrozumieć, dlaczego z wiekiem lub w warunkach choroby ten naturalny system przestaje działać. Zespół bada, jakie mechanizmy zawodzą podczas stresu komórkowego i co sprawia, że w neuronach zaczynają gromadzić się toksyczne agregaty białek prowadzące do ich obumierania.

Od badań podstawowych do nowych terapii

Badania dr Lidii Wróbel mają charakter podstawowy, jednak ich znaczenie może wykraczać daleko poza laboratorium. Wyniki badań prowadzonych na modelach chorób neurodegeneracyjnych pokazują, że poprawa działania mechanizmów odpowiedzialnych za usuwanie uszkodzonych białek może chronić neurony przed obumieraniem i poprawiać funkcjonowanie mózgu.

Aby jednak opracować skuteczne metody leczenia, naukowcy muszą najpierw dokładnie zrozumieć, dlaczego naturalny system oczyszczania komórek przestaje działać. Badania prowadzone przez dr Lidię Wróbel dostarczają właśnie tej wiedzy – fundamentalnej dla projektowania przyszłych terapii choroby Alzheimera, Parkinsona i innych chorób neurodegeneracyjnych.

Moim największym marzeniem jest, aby wyniki moich badań i odkryć przyczyniły się – za kilka lub kilka naście lat – do opracowania terapii spowalniającej rozwój chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Parkinsona. Wierzę, że to marzenie dzielę z wieloma naukowcami – mówi dr Lidia Wróbel.

Nauka dla zdrowego starzenia się społeczeństwa

Światowa Organizacja Zdrowia przewiduje, że w kolejnych dekadach liczba osób żyjących z demencją będzie gwałtownie rosła. Oznacza to, że jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej medycyny staje się nie tylko wydłużanie życia, ale również zachowanie sprawności mózgu na dłużej.

Badania dr Lidii Wróbel pokazują, że odpowiedzi na to wyzwanie mogą kryć się w podstawowych procesach zachodzących wewnątrz komórek nerwowych. Lepsze zrozumienie mechanizmów degradacji białek może w przyszłości przyczynić się do opracowania terapii, które spowolnią rozwój chorób neurodegeneracyjnych i pozwolą dłużej zachować niezależność oraz dobrą jakość życia.

***

O stypendystce programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki  Dr Lidia Wróbel specjalizuje się w biologii komórki i biologii molekularnej, koncentrując swoje badania na mechanizmach odpowiedzialnych za utrzymanie homeostazy białek (proteostazy) oraz ich roli w rozwoju chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Alzheimera i choroba Parkinsona. W prowadzonym przez siebie laboratorium bada procesy degradacji białek w neuronach oraz czynniki, które prowadzą do zaburzeń tych mechanizmów w przebiegu starzenia i chorób układu nerwowego.

Karierę naukową rozpoczęła podczas studiów magisterskich z biotechnologii w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Pracę magisterską realizowała w laboratorium prof. Barta Braeckmana na Uniwersytecie w Gandawie w Belgii w ramach programu Erasmus. Stopień doktora nauk biologicznych uzyskała w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego PAN, prowadząc badania pod kierunkiem prof. Agnieszki Chacińskiej w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie. W trakcie studiów doktoranckich odbyła prestiżowe staże naukowe na Uniwersytecie we Freiburgu oraz Monash University w Melbourne.

Po uzyskaniu stopnia doktora rozwijała karierę naukową jako stażystka podoktorska w Cambridge Institute for Medical Research oraz UK Dementia Research Institute na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie w zespole prof. Davida Rubinszteina prowadziła badania nad mechanizmami odpowiedzialnymi za czyszczenie komórek z toksycznych agregatów białkowych oraz ich znaczeniem w chorobach neurodegeneracyjnych. Od 2024 roku kieruje Laboratorium Proteostazy Komórkowej w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie.

Jej dorobek naukowy obejmuje ponad 20 publikacji w prestiżowych czasopismach międzynarodowych, takich jak Nature, Nature Communications, Science Advances czy Neuron. Jest laureatką licznych grantów i wyróżnień, w tym EMBO Installation Grant, grantu SONATA oraz SONATA BIS Narodowego Centrum Nauki oraz EMBO Long-Term Fellowship. Za swoją rozprawę doktorską otrzymała Nagrodę im. Jerzego Drabikowskiego za najlepszą pracę doktorską.

O programie L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki  

Celem programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki prowadzonego w Polsce od 2001 roku jest promowanie osiągnięć naukowych utalentowanych badaczek, zachęcanie ich do kontynuacji prac zmierzających do rozwoju nauki oraz udzielenie wsparcia finansowego. Partnerami programu są Polski Komitet do spraw UNESCO, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polska Akademia Nauk oraz UNGC Network Poland. Do 2025 roku w Polsce wyróżniono 137 naukowczyń. Wyboru, co roku dokonuje Jury pod przewodnictwem prof. Ewy Łojkowskiej. 

Polska jest jednym ze 118 krajów, w których co roku przyznawane są stypendia dla utalentowanych naukowczyń. Program Dla Kobiet i Nauki jest częścią globalnej inicjatywy For Women in Science, która powstała dzięki partnerstwu L’Oréal i UNESCO. Międzynarodowa nagroda przyznawana jest co roku w Paryżu w ramach For Women in Science Week pięciu laureatkom, których odkrycia dostarczają odpowiedzi na kluczowe problemy ludzkości.


[1] https://www.gov.pl/web/psse-kamien-pomorski/swiatowy-miesiaca-choroby-alzheimera

[2] https://iris.who.int/server/api/core/bitstreams/8d77bf72-3b8b-4fbd-af48-d4734ccf53c1/content

źródło: inf. prasowa

W Polsce każdego roku ok. 6 mln pacjentów korzysta z opieki medycznej z powodu chorób neurologicznych, a wraz ze starzeniem się społeczeństwa liczba osób wymagających takiej opieki będzie rosła. Mówimy więc o problemie, który bezpośrednio lub pośrednio dotyczy niemal każdej rodziny. Jednocześnie neurologia przeżywa okres dynamicznego rozwoju. Pojawiają się nowe metody diagnostyczne i terapie, które jeszcze kilka lat temu wydawały się nieosiągalne. Dlaczego równie ważna jak dostęp do nowoczesnego leczenia pozostaje profilaktyka i co każdy z nas może zrobić dla zdrowia swojego mózgu? Z okazji Światowego Dnia Mózgu mówi o tym prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Pani Profesor, 22 lipca obchodzimy Światowy Dzień Mózgu. Czy zdrowie mózgu powinno być obecnie jednym z najważniejszych priorytetów zdrowia publicznego?

Zdecydowanie tak. Choroby mózgu należą do największych współczesnych wyzwań medycznych, społecznych i ekonomicznych. Żyjemy coraz dłużej i jest to niewątpliwie ogromne osiągnięcie współczesnej medycyny, ale wiek nadal pozostaje głównym niemodyfikowalnym czynnikiem ryzyka wielu chorób o ogromnym wpływie społecznym, niosących za sobą ryzyko niepełnosprawności, złej jakości życia, a nawet śmierci. Są to m.in. udar mózgu, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona oraz inne choroby neurozwyrodnieniowe. Wraz z wiekiem rośnie ryzyko padaczki, której etiologia u osób starszych w ponad 50% przypadków jest związana z chorobami naczyniowymi mózgu. Bardzo ważna jest wiedza nie tylko o profilaktyce, ale też o podstawowych objawach tych chorób, co pozwala na ich wczesne rozpoznanie i wdrożenie leczenia. W przypadku udaru mózgu szybka reakcja może uratować zdrowie, a nawet życie pacjenta.

Czy mamy wpływ na zdrowie naszego mózgu?

Tak, i jest to wpływ bardzo istotny. Nie możemy zmienić swojego wieku ani uwarunkowań genetycznych, ale na wiele innych czynników ryzyka możemy skutecznie oddziaływać. Szczególne znaczenie ma kontrolowanie czynników ryzyka naczyniowego. Regularne pomiary ciśnienia tętniczego, kontrolowanie stężenia cholesterolu i glukozy, aktywność fizyczna i zdrowa dieta to podstawa. Właściwe leczenie nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, otyłości i zaburzeń lipidowych zmniejsza ryzyko nie tylko udaru mózgu, ale także zaburzeń poznawczych i otępienia. Bardzo ważny jest codzienny styl życia. Zaleca się dietę bogatą w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste i ryby, regularną aktywność fizyczną, odpowiednią ilość snu, unikanie tytoniu
i innych wyrobów nikotynowych oraz alkoholu. Nie wolno też zapominać o aktywności intelektualnej i społecznej. Czytanie książek, nauka nowych umiejętności, zwłaszcza nauka nowego języka, rozwijanie zainteresowań i utrzymywanie relacji z innymi ludźmi pomagają budować tzw. rezerwę poznawczą, która pozwala mózgowi dłużej zachować sprawność. Szacuje się, że poprzez ograniczanie modyfikowalnych czynników ryzyka można zapobiec lub opóźnić pojawienie się objawów nawet w około 45 proc. przypadków otępienia w skali globalnej, jest więc o co walczyć.

Nie wszystkim chorobom mózgu potrafimy jednak zapobiegać.

To prawda. W przypadku wielu schorzeń neurologicznych, takich jak choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane czy padaczki genetyczne lub o nieustalonej przyczynie, nie dysponujemy obecnie swoistymi metodami profilaktyki. Brak możliwości całkowitego zapobiegania nie oznacza jednak, że zdrowy styl życia nie ma znaczenia. Te same zasady, uzupełnione o ograniczanie przewlekłego stresu, wspierają funkcjonowanie mózgu oraz całego organizmu. U osób, które już chorują neurologicznie, takie działania pomagają dłużej zachować sprawność, poprawiają jakość życia i wspierają efekty leczenia.

Polskie Towarzystwo Neurologiczne prowadzi wspólne działania profilaktyczne z Polskim Towarzystwem Kardiologicznym i Polskim Towarzystwem Onkologicznym. Dlaczego zdecydowali się Państwo na taką współpracę?

Choroby neurologiczne, choroby układu krążenia i nowotwory odpowiadają za znaczną część zgonów, niepełnosprawności oraz utraconych lat życia w zdrowiu. Jednocześnie ich najważniejsze czynniki ryzyka są w znacznej części wspólne i modyfikowalne. Dlatego jako przedstawiciele neurologii, kardiologii i onkologii mówimy jednym głosem: należy odejść od myślenia o profilaktyce wyłącznie w kategoriach pojedynczych chorób. Profilaktyka nie powinna być dzielona na „profilaktykę mózgu”, „profilaktykę serca” czy „profilaktykę raka”. Dlatego w maju tego roku prezesi wszystkich trzech Towarzystw podpisali wspólne stanowisko w sprawie wzmocnienia profilaktyki chorób przewlekłych, a wraz z nim „10-tkę zdrowia”, czyli zestaw zasad wspólnych dla serca, mózgu i ryzyka onkologicznego. Za tym apelem stoją liczby. Polska wydaje na profilaktykę 1,7 proc. budżetu zdrowotnego, przy średniej unijnej 4 proc.; w przeliczeniu na mieszkańca to 22 euro wobec 202. Jednocześnie zgonów możliwych do uniknięcia mamy o ponad 60 proc. więcej niż wynosi średnia unijna. Te dwa fakty należy czytać razem. Profilaktyka nie może być traktowana wyłącznie jako koszt, ponieważ jest to inwestycja w dłuższe życie Polaków w zdrowiu, lepszą jakość życia, większą samodzielność i odporność społeczeństwa. Mamy wiedzę, narzędzia i dowody naukowe. Teraz potrzebujemy konsekwentnych decyzji, które uczynią profilaktykę jednym z najważniejszych priorytetów polskiej polityki zdrowotnej.

Profilaktyka to perspektywa lat. A jeśli udar już się zdarzy – co powinien wiedzieć każdy?

Że liczy się czas i że mierzy się go w godzinach od pierwszego objawu, a nie w dniach. Udar jest stanem nagłym dokładnie tak samo jak zawał serca. Najprostszą podpowiedzią jest akronim FAST, po angielsku „szybko”: F jak face (opadający kącik ust, wykrzywiona twarz); A jak arms (opadające ramię, osłabienie jednej strony ciała); S jak speech (nagłe zaburzenia mowy albo rozumienia); T jak time (natychmiastowy telefon pod 112). Trzy rzeczy, o których się zapomina: objawy udaru zwykle nie bolą, więc łatwo je zbagatelizować, a jeżeli ustępują samoistnie, to nie powód do ulgi, tylko sygnał alarmowy – nie wolno czekać do rana ani dzwonić najpierw do przychodni.

W ostatnim czasie dużo mówi się o chorobie Alzheimera. Czy rzeczywiście stoimy u progu przełomu?

Możemy mówić o początku nowej ery w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera. Przez wiele lat dysponowaliśmy przede wszystkim lekami łagodzącymi objawy otępienia. Obecnie po raz pierwszy pojawiły się terapie wpływające na jeden z mechanizmów rozwoju choroby, które mogą spowalniać jej postęp u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów. To bardzo ważna zmiana, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Nowe terapie mogą być stosowane wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo z łagodnym otępieniem w przebiegu choroby Alzheimera, po potwierdzeniu obecności patologii amyloidowej. Jeżeli pacjent trafia do neurologa dopiero wtedy, gdy otępienie jest już zaawansowane, nie ma możliwości zastosowania tych leków. Ponadto wczesne rozpoznanie daje pacjentom czas na wdrożenie interwencji niefarmakologicznych, ma więc bardzo istotne znaczenie. Niestety, obecnie duża część pacjentów otrzymuje rozpoznanie zbyt późno, często dopiero wtedy, gdy zaburzenia poznawcze wyraźnie ograniczają codzienne funkcjonowanie. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, a także odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów.

W jaki sposób można wcześniej rozpoznawać chorobę Alzheimera?

Do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo specjalistycznego badania PET. Badania te nadal są podstawą diagnostyki i potwierdzenie w jednym z nich patologii amyloidowej jest konieczne do wdrożenia terapii przeciwciałami antyamyloidowymi. Jednak coraz większe znaczenie zyskują biomarkery oznaczane we krwi, przede wszystkim fosforylowane białko tau, a zwłaszcza p-tau217. To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do zastosowania u większej liczby pacjentów. Biomarkery nie zastępują jednak oceny klinicznej i są badaniem dodatkowym, służącym określeniu etiologii zaburzeń poznawczych. Nie rekomenduje się ich oceny u osób zdrowych bez zaburzeń pamięci.

Warto też pamiętać, że w ramach programu „Moje Zdrowie” u osób w wieku 60 lat lub starszych przewidziano ocenę funkcji poznawczych. Dzięki temu lekarz rodzinny ma szansę zauważyć niepokojące objawy i skierować pacjenta do dalszej diagnostyki. U osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, badania biomarkerów mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny. Sam program jest dostępny dla wszystkich ubezpieczonych po 20. roku życia: w wieku 20–49 lat badania kontrolne przysługują co pięć lat, a od 50. roku życia – co trzy lata.

Jakie największe wyzwania stoją dzisiaj przed polską neurologią w zakresie diagnostyki i leczenia choroby Alzheimera?

Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby oraz wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostycznej – od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia. Niewątpliwie będzie tutaj potrzebna pewna referencyjność ośrodków, ale także ich ścisła współpraca. Drugim ogromnym wyzwaniem pozostają kadry. Według dostępnych danych w Polsce jest nieco ponad cztery tysiące neurologów, a około jedna trzecia pracujących specjalistów osiągnęła już wiek emerytalny. Rosnąca liczba pacjentów z chorobami otępiennymi i innymi schorzeniami neurologicznymi będzie wymagała nie tylko większej liczby lekarzy, ale również pielęgniarek neurologicznych, neuropsychologów, logopedów, fizjoterapeutów, terapeutów zajęciowych i pracowników socjalnych. Nowoczesna opieka neurologiczna musi być zespołowa i kompleksowa, a w neurologii podobnie jak w onkologii i kardiologii wzrośnie rola koordynatorów opieki.

Czy postęp terapeutyczny dotyczy wyłącznie choroby Alzheimera?

Absolutnie nie. Neurologia jest dziedziną, w której w ostatnich latach pojawiło się bardzo wiele nowych terapii w chorobach uważanych dotychczas za nieuleczalne, albo prowadzące do znacznej niesprawności. Znacząco poprawił się dostęp do nowoczesnego leczenia stwardnienia rozsianego, choroby Parkinsona, spastyczności i dystonii, rdzeniowego zaniku mięśni oraz innych chorób nerwowo-mięśniowych. Rozwijają się możliwości leczenia padaczek lekoopornych i migreny. Dla wielu pacjentów nowe terapie oznaczają możliwość powrotu do aktywności zawodowej i rodzinnej albo dłuższe zachowanie samodzielności. Coraz lepiej rozumiemy również biologiczne mechanizmy chorób neurodegeneracyjnych, dlatego możemy spodziewać się kolejnych terapii modyfikujących ich przebieg.

Czy polscy pacjenci mają do tych terapii realny dostęp?

W znacznej części tak, i dzieje się to przede wszystkim przez programy lekowe. Neurolodzy
i neurolodzy dziecięcy prowadzą ich dziś 22 i to one są podstawowym źródłem dostępu polskich pacjentów do innowacyjnych terapii. Właśnie dlatego niepokoją nas problemy z finansowaniem programów lekowych. Liczba pacjentów w tych programach rośnie z roku na rok i jest to wzrost przewidywalny: w wielu z nich jesteśmy w stanie podać konkretne liczby na podstawie dotychczasowych obserwacji, a tam, gdzie zmieniają się kryteria kwalifikacji – oszacować je. Chodzi o to, żeby znalazło to odbicie w planach finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia z wyprzedzeniem. Zabezpieczenie odpowiednich środków na diagnostykę i leczenie chorób neurologicznych jest warunkiem tego, aby móc w pełni korzystać z możliwości współczesnej medycyny.

Jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać z okazji Światowego Dnia Mózgu?

Chciałabym, abyśmy zaczęli traktować zdrowie mózgu tak samo poważnie jak zdrowie serca. Neurologia daje dziś coraz więcej możliwości – potrafimy wcześniej rozpoznawać wiele chorób i coraz lepiej rozumiemy mechanizmy ich rozwoju, dysponujemy też skuteczniejszym leczeniem niż jeszcze kilka lat temu. Jednocześnie ogromny wpływ na zdrowie mózgu mają nasze codzienne decyzje oraz warunki, w których żyjemy, pracujemy i starzejemy się.

Edukacja zdrowotna nie powinna być traktowana jako dodatek. Znaczenie ma wszystko, o czym mówiłam – od profilaktyki po umiejętność rozpoznania niepokojących objawów i szybkiego reagowania. Najskuteczniejsza terapia nie pomoże pacjentowi, który trafi do neurologa zbyt późno, a w przypadku udaru mózgu o możliwości skutecznego leczenia często decyduje natychmiastowe wezwanie pomocy. Dlatego podstawowa wiedza o profilaktyce, objawach alarmowych i zasadach postępowania w sytuacji zagrożenia zdrowia powinna być przekazywana już od najmłodszych lat. Światowy Dzień Mózgu jest też doskonałą okazją, aby przypomnieć, że na dbanie o zdrowie mózgu nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno.

Źródło: inf pras

Pisanie, rzucanie piłką czy korzystanie z narzędzi wydają się dla jednej ręki znacznie łatwiejsze niż dla drugiej. Przez lata sądzono, że odpowiada za to wrodzona specjalizacja mózgu. Wyniki nowego badania wskazują jednak, że większe znaczenie może mieć doświadczenie zdobywane podczas codziennego wykonywania tych samych ruchów.
Najnowsze badanie naukowców z University of California, Los Angeles (UCLA), opublikowane na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS), wskazuje jednak, że decydujące znaczenie może mieć coś znacznie prostszego – wieloletnia praktyka.

Czy dominująca ręka rzeczywiście jest sprawniejsza?

Większość ludzi posługuje się na co dzień przede wszystkim jedną ręką – najczęściej prawą. To właśnie nią piszemy, używamy sztućców, nożyczek czy narzędzi, rzucamy piłkę i wykonujemy wiele innych precyzyjnych czynności.

Dotychczas dominowało przekonanie, że lepsza sprawność ręki dominującej wynika z wrodzonej specjalizacji dominującej półkuli mózgu odpowiedzialnej za kontrolę ruchów. Autorzy nowego badania postanowili sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest.

Badacze porównali różne rodzaje ruchów

Zespół kierowany przez dr. Ahmeta Araca przeprowadził serię eksperymentów z udziałem zdrowych, praworęcznych dorosłych.

W pierwszym uczestnicy wykonywali ruchy sięgania do wyznaczonych punktów w trzech różnych warunkach:
Ruchy rejestrowano za pomocą systemu kamer analizujących trójwymiarową trajektorię kończyny.

W drugim eksperymencie uczestnicy pisali litery i cyfry najpierw dłonią, a następnie… długopisem przymocowanym do łokcia – części ciała, która praktycznie nigdy nie służy do pisania.

Sama siła nie wystarczy

Okazało się, że podczas zwykłego sięgania oraz wykonywania ruchów z dodatkowym ciężarem przewaga ręki dominującej była niewielka lub wręcz nieobecna. Obie kończyny radziły sobie podobnie, mimo że zadanie było fizycznie trudniejsze.

Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy badani musieli wykonywać bardziej złożone ruchy przypominające korzystanie z narzędzia. W tym przypadku ręka dominująca wyraźnie przewyższała niedominującą pod względem precyzji prowadzenia ruchu.

Zdaniem autorów sugeruje to, że przewaga nie wynika z ogólnej „lepszej kontroli ruchu”, ale z doświadczenia zdobywanego podczas wykonywania konkretnych czynności przez wiele lat.

Pisanie łokciem zaskoczyło naukowców

Jeszcze bardziej wymowne okazały się wyniki eksperymentu z pisaniem.

Gdy uczestnicy pisali łokciem, przewaga strony dominującej całkowicie zniknęła. Zarówno prawy, jak i lewy łokieć radziły sobie równie słabo.
Co więcej, po treningu oba łokcie poprawiały swoje umiejętności w podobnym stopniu. Po zakończeniu ćwiczeń osiągały nawet lepsze wyniki niż niedominująca dłoń przed rozpoczęciem nauki.

– Dominująca ręka nie jest sprawniejsza dlatego, że jedna półkula mózgu lepiej kontroluje ruch. Jest sprawniejsza, ponieważ przez całe życie ćwiczymy złożone ruchy wymagane podczas pisania czy korzystania z narzędzi. Gdy odbierzemy tę przewagę doświadczenia i każemy wykonywać zadanie częścią ciała, która nigdy wcześniej tego nie robiła, przewaga znika – wyjaśnia dr Ahmet Arac, neurolog z David Geffen School of Medicine na UCLA i autor korespondencyjny publikacji.

Co oznaczają wyniki badania?

Autorzy podkreślają, że ich wyniki nie podważają biologicznych podstaw preferencji jednej ręki. Wcześniejsze badania wskazują, że skłonność do używania prawej lub lewej ręki pojawia się już w życiu płodowym i ma podłoże rozwojowe.

Nowe badanie sugeruje jednak, że większa sprawność ręki dominującej jest przede wszystkim efektem wieloletniego doskonalenia konkretnych umiejętności, a nie wrodzonej przewagi jednej półkuli mózgu w sterowaniu wszystkimi ruchami.

Zdaniem naukowców może to zmienić sposób myślenia o tym, jak uczymy się złożonych czynności manualnych oraz jak mózg tworzy i utrwala precyzyjne wzorce ruchowe.

Możliwe znaczenie dla rehabilitacji

Choć badanie przeprowadzono wyłącznie u zdrowych dorosłych, jego wyniki mogą okazać się istotne dla rehabilitacji neurologicznej. Lepsze zrozumienie mechanizmów uczenia się precyzyjnych ruchów może w przyszłości pomóc w opracowywaniu skuteczniejszych metod terapii osób po udarach mózgu lub innych schorzeniach wymagających ponownego nabywania sprawności ruchowej.

Źródła:Arac A, Lee NYHJ, Krakauer JW. Arm dominance is an emergent effect of practice executing complex trajectory shapes required by tools and objects. Proceedings of the National Academy of Sciences. 2026;123(27):e2601569123. doi:10.1073/pnas.2601569123.
UCLA Health. Study explains why your dominant hand is better at everyday tasks. 30 czerwca 2026.

Zdolność do kontrolowania impulsów, np. decyzji o korzystaniu z hazardu, wiąże się z konkretnymi procesami neurobiologicznymi, które można modyfikować. Uczestnicy badania z udziałem m.in. UJ po stymulacji określonego regionu mózgu podejmowali bardziej racjonalne decyzje. W przyszłości techniki neuromodulacji mogą być uzupełnieniem psychoterapii.

 
Media społecznościowe, zakupy online, gry komputerowe czy hazard internetowy wykorzystują mechanizmy nagrody zakorzenione głęboko w naszym mózgu. U części osób prowadzą do utraty kontroli nad zachowaniem i rozwoju uzależnień behawioralnych.

Naukowcy od lat próbują zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie potrafią powstrzymać takie impulsywne decyzje, podczas gdy inni wielokrotnie powtarzają działania przynoszące szkody. W publikacji na łamach czasopisma Psychophysiology (DOI: 10.1111/psyp.70227) badacze analizują rolę w tym procesie brzuszno-przyśrodkowej kory przedczołowej (vmPFC). Jest to struktura położona w przedniej części mózgu, odgrywająca ważną rolę w ocenie wartości nagród, przewidywaniu konsekwencji działań oraz hamowaniu niekorzystnych impulsów. Badania neurologiczne wykazały wcześniej, że osoby z uszkodzeniami tego obszaru mają trudności z przewidywaniem skutków swoich decyzji i częściej angażują się w zachowania ryzykowne. Podobne zaburzenia aktywności vmPFC obserwuje się u osób cierpiących na uzależnienie od hazardu czy innych uzależnień behawioralnych.

Badania międzynarodowego zespołu naukowców z udziałem m.in. prof. Mirosława Wyczesanego z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Markusa Junghöfera i dr. Thomasa Krokera z Uniwersytetu w Münster pokazują, że nieinwazyjna stymulacja określonego obszaru mózgu może poprawiać zdolność do podejmowania rozsądnych decyzji oraz zwiększać kontrolę nad ryzykownymi zachowaniami.

Prof. Mirosław Wyczesany wyjaśnia, że ta wykorzystana w badaniu metoda polega na przepuszczaniu bardzo słabego prądu elektrycznego przez wybrane rejony mózgu za pomocą elektrod umieszczonych na skórze głowy. „Nie powoduje ona bólu ani zmian w tkankach, lecz może przejściowo zwiększać lub zmniejszać pobudliwość neuronów” – mówi prof. Wyczesany, cytowany w prasowym komunikacie UJ.

W eksperymencie wykorzystano trzy rodzaje stymulacji: pobudzającą (anodalną), hamującą (katodalną) oraz pozorowaną, pełniącą funkcję placebo. W badaniu uczestniczyły 72 zdrowe osoby. Po zakończeniu stymulacji wykonywały one zadanie przypominające grę hazardową. W każdej rundzie uczestnicy otrzymywali informację o prawdopodobieństwie wygranej, a następnie decydowali, jaką kwotę chcą postawić. Po dokonaniu wyboru poznawali wynik – zysk lub stratę. Równocześnie rejestrowano aktywność ich mózgu za pomocą elektroencefalografii (EEG), co pozwalało śledzić procesy zachodzące w ułamkach sekundy podczas podejmowania decyzji i oceniania rezultatów.

W badaniu uwzględniono zarówno sytuacje korzystne, jak i niekorzystne z matematycznego punktu widzenia. W części prób gracz statystycznie mógł zyskać. W innych próbach ryzyko straty przewyższało szanse wygranej. Wyniki pokazały, że osoby poddane pobudzającej stymulacji regionu vmPFC podejmowały bardziej racjonalne decyzje. Gdy szansa wygranej była wysoka, stawiały większe kwoty. Kiedy natomiast ryzyko straty rosło, ograniczały wysokość zakładów. Uczestnicy poddani stymulacji hamującej wykazywali odwrotną tendencję – częściej podejmowali nadmierne ryzyko.

Szczególnie ważne były wyniki dotyczące prób, gdy ryzyko straty przewyższało szanse wygranej. W takich próbach osoby po pobudzającej stymulacji traciły wyraźnie mniej pieniędzy niż uczestnicy z grupy kontrolnej (bez faktycznej stymulacji). Efekt ten pojawiał się już od początku eksperymentu, co sugeruje, że stymulacja nie tylko poprawiała uczenie się, ale przede wszystkim wzmacniała zdolność do hamowania impulsywnych decyzji.

Badacze zauważyli również ciekawy efekt dotyczący przetwarzania informacji zwrotnej. Po pobudzającej stymulacji uczestnicy trafniej przewidywali spodziewane wyniki. Gdy był zgodny z oczekiwaniami, reagowali spokojniej i oceniali go mniej emocjonalnie. Natomiast nieoczekiwane zdarzenia, szczególnie niespodziewane zyski lub straty, wywoływały silniejsze reakcje. Zdaniem autorów oznacza to głębsze przetwarzanie informacji i skuteczniejsze uczenie się na podstawie własnych doświadczeń. Mózg lepiej rozpoznawał sytuacje, w których rzeczywistość odbiegała od przewidywań, co pozwalało szybciej aktualizować strategie działania.

Z perspektywy psychologii jest to istotne, bo jedną z głównych cech uzależnień behawioralnych jest trudność w wyciąganiu wniosków z negatywnych konsekwencji. Osoba uzależniona od hazardu może wielokrotnie przegrywać pieniądze, a mimo to kontynuować grę. Jeśli stymulacja vmPFC rzeczywiście poprawia zdolność przewidywania skutków działań i uczenia się na błędach, mogłaby w przyszłości wspierać terapię takich zaburzeń.

Autorzy podkreślają jednak, że badanie przeprowadzono na zdrowych uczestnikach, a nie na pacjentach. Nie można więc automatycznie zakładać, że podobne efekty wystąpią u osób cierpiących na patologiczny hazard lub inne uzależnienia. Ponadto technika tDCS nie działa wyłącznie na jeden punkt mózgu, a wpływa również na sąsiednie obszary, co utrudnia precyzyjne określenie źródła efektów. Podobne rezultaty badacze replikowali już w innych badaniach własnych, ale konieczne są dalsze prace kliniczne, które zweryfikują skuteczność tej metody w praktyce terapeutycznej.

„Choć do rutynowego wykorzystania stymulacji mózgu w terapii osób uzależnionych od hazardu jeszcze daleka droga, wyniki sugerują, że w przyszłości nieinwazyjne techniki neuromodulacji mogą stać się cennym uzupełnieniem psychoterapii” – podsumowuje profesor Wyczesany.

Źródło: Nauka w Polsce

Sztuczna inteligencja „słyszy” więcej niż człowiek – stwierdzili polscy naukowcy. Opracowali oni metodę, która pozwala wcześnie wykrywać demencję na podstawie analizy mowy za pomocą AI. Mowa może najwcześniej zmieniać się pod wpływem choroby.
Zespół badaczy z Akademii Leona Koźmińskiego (ALK), ośrodka badawczego WarsawIQ i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie opracował metodę, która analizuje za pomocą sztucznej inteligencji sposób mówienia pacjentów. Rozwiązanie może w przyszłości wspierać lekarzy w przesiewowej, bezinwazyjnej ocenie pogorszenia funkcji poznawczych.

Wczesne wykrywanie demencji jest jednym z największych wyzwań wobec starzenia się społeczeństw. Liczba osób z demencją na świecie może wzrosnąć z 57,4 mln w 2019 r. do 152,8 mln w 2050 r. W Polsce, podobnie jak w wielu krajach europejskich, skala problemu będzie rosła wraz ze starzeniem się populacji. Liczba osób z otępieniem w Polsce może wzrosnąć z ok. 525 tys. w 2018 r. do ponad miliona w 2050 r. – podano w publikacji, która ukazała się w czasopiśmie „Frontiers in Neuroinformatics”.

Naukowcy ocenili, że jednym z największych problemów w walce z demencją jest jej późne rozpoznanie. Kiedy pacjent lub jego bliscy zauważają pierwsze wyraźne objawy otępienia – problemy z pamięcią, trudności w codziennym funkcjonowaniu albo zmiany osobowości – proces chorobowy bywa już zaawansowany. Okazuje się, że najwcześniej może zmieniać się mowa chorych: pojawiają się dłuższe pauzy, mniejsza płynność wypowiedzi, powtórzenia, błędy, uproszczenia składniowe i trudności w doborze słów.

Badacze sprawdzili, jak nagrania mowy analizują różne typy sztucznej inteligencji. System łączy m.in. model HuBERT, który bierze pod lupę akustyczne właściwości głosu, zestaw parametrów eGeMAPS wyodrębnianych za pomocą openSMILE oraz modele Whisper i GPT-4o, które pozwalają przekształcać mowę w tekst i analizować cechy językowe wypowiedzi.

Algorytm nie analizuje więc tylko tego, co mówi pacjent, lecz także to, jak mówi: tempo artykulacji, pauzy, stabilność głosu, płynność, składnię, powtórzenia i spójność wypowiedzi. To szczególnie ważne, ponieważ subtelne zmiany w mowie mogą być trudne do wychwycenia w codziennym kontakcie, ale możliwe do opisania ilościowo przez systemy uczenia maszynowego.

„Nie chodzi o to, aby komputer zastąpił lekarza. Chodzi o to, aby lekarz otrzymał dodatkowy, obiektywny sygnał – oparty na danych, możliwy do zebrania podczas zwykłej rozmowy. Mowa jest niezwykle bogatym źródłem informacji o funkcjonowaniu poznawczym człowieka. Sztuczna inteligencja pozwala dostrzec w niej wzorce, które dla nas pozostają zbyt subtelne” – powiedział współautor badania, dr Karol Chlasta z Katedry Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym ALK, cytowany w komunikacie ALK przesłanym PAP.

Badacze podkreślili, że analiza mowy może być wykonywana zdalnie, często i stosunkowo niskim kosztem. Może więc być wykorzystywana w telemedycynie, opiece nad seniorami, przez lekarzy pierwszego kontaktu i terapeutów mowy. Została jednak zaprojektowana jako rozwiązanie przesiewowe wspierające wczesne wykrywanie pogorszenia funkcji poznawczych, a nie narzędzie formalnej diagnozy klinicznej.

„Wystarczy nagranie audio – wykonane smartfonem, tabletem albo w ramach teleporady. To otwiera drogę do częstszego, bardziej dostępnego monitorowania zmian poznawczych, zwłaszcza tam, gdzie dostęp do specjalistycznej diagnostyki jest ograniczony” – wyjaśnił dr Chlasta.

Badanie zostało przeprowadzone w ramach konkursu organizowanego podczas międzynarodowej konferencji poświęconej akustyce, mowie i przetwarzaniu sygnałów (International Conference on Acoustics, Speech, and Signal Processing, ICASSP) w 2025 r. w Indiach. Zespoły rywalizowały tam w analizie nagrań mowy pod kątem przewidywania poziomu funkcji poznawczych i wsparcia rozpoznawania demencji. Polacy zajęli 10. miejsce na 80 grup badawczych z całego świata. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce
„Płonący mózg” albo „lodowy szpikulec wbity w głowę” – tak migrenę opisują niektórzy pacjenci. Choroba dotyczy milionów ludzi na świecie i dla wielu z nich oznacza coś znacznie więcej niż silny ból głowy. Nowe badanie naukowców ze Stanford Medicine sugeruje, że pod wspólną nazwą „migrena” mogą kryć się różne biologiczne podtypy choroby, widoczne w obrazowaniu mózgu.
Jak opisują autorzy publikacji opublikowanej w czasopiśmie „Cephalalgia”, wykorzystanie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) pozwoliło wyodrębnić dwa różniące się między sobą podtypy migreny. Zdaniem badaczy może to w przyszłości pomóc lepiej przewidywać przebieg choroby i dobierać bardziej indywidualne leczenie.

Migrena to przewlekła choroba neurologiczna, która może wiązać się z silnym bólem, nudnościami, zaburzeniami widzenia, nadwrażliwością na światło, dźwięk, zapachy, a także z istotnym ograniczeniem codziennego funkcjonowania. Mimo ogromnego wpływu choroby na życie pacjentów, jej rozpoznawanie i leczenie nadal opiera się przede wszystkim na opisie objawów zgłaszanych przez pacjenta.

Jak zwrócił uwagę prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine, decyzje terapeutyczne w migrenie bywają dziś obarczone dużą niepewnością.

– Obecnie decyzje dotyczące leczenia migreny są gorsze niż metoda prób i błędów. To jak rzucanie lotkami w ciemności – powiedział prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine zajmujący się badaniami nad migreną (tłum. red.).

Dwa biologiczne podtypy migreny

Badanie objęło 111 pacjentów z migreną, w tym 75 z migreną przewlekłą i 36 z migreną epizodyczną, oraz 51 osób z grupy kontrolnej bez migreny. Naukowcy zebrali szczegółowe dane kliniczne, a następnie wykonali dwa rodzaje rezonansu magnetycznego: obrazowanie strukturalne mózgu, pozwalające ocenić budowę wybranych obszarów mózgu, oraz funkcjonalny rezonans magnetyczny oceniający aktywność i przepływ sygnałów pomiędzy różnymi obszarami mózgu.

Zamiast z góry zakładać, jakie mechanizmy biologiczne odpowiadają za różnice między pacjentami, naukowcy zastosowali podejście eksploracyjne i obliczeniowe. Mówiąc prościej: pozwolili algorytmom wyszukać w danych wzorce, które mogłyby dzielić osoby z migreną na bardziej jednorodne biologicznie grupy.

– Postanowiliśmy zebrać jak najwięcej danych i „rzucić nimi o ścianę” – a właściwie o ścianę obliczeniową – żeby zobaczyć, co się utrzyma – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Analiza pozwoliła wyodrębnić dwa podtypy migreny. Pierwszy z nich był pod względem obrazowania mózgu bardziej zbliżony do osób zdrowych i wiązał się z łagodniejszym przebiegiem choroby. Drugi podtyp charakteryzował się wyraźniejszymi zaburzeniami połączeń pomiędzy korą mózgową a strukturami podkorowymi oraz większym obciążeniem klinicznym. Pacjenci z tej grupy byli starsi, chorowali dłużej, mieli dłużej trwające napady i większą niesprawność związaną z migreną. Jednocześnie – co szczególnie interesujące – liczba dni z bólem głowy nie różniła się istotnie pomiędzy obiema grupami.

To ważna obserwacja, ponieważ w praktyce klinicznej migrenę często klasyfikuje się według liczby dni z bólem głowy w miesiącu. Migrena przewlekła oznacza co najmniej 15 dni z bólem głowy miesięcznie, natomiast migrena epizodyczna występuje rzadziej. Taki podział jest potrzebny, ale może nie wystarczać do uchwycenia biologicznej różnorodności choroby.
 
Mózg może reagować inaczej na bodźce

Jak opisują autorzy pracy, u pacjentów należących do drugiego podtypu obserwowano bardziej nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy obszarami mózgu odpowiedzialnymi m.in. za uwagę, przetwarzanie bodźców wzrokowych, ruch oraz struktury związane z przetwarzaniem bólu i emocji.

Według prof. Cowana wyniki sugerują, że mózg części pacjentów z migreną może reagować na codzienne bodźce sensoryczne w sposób bardziej nasilony niż u osób bez migreny.

– Z ewolucyjnego punktu widzenia ma sens, że mózg wywołuje ból w odpowiedzi na określone bodźce sensoryczne – ból sprawia, że chcemy się wycofać, a niektóre nowe bodźce mogą być potencjalnie niebezpieczne. Jednak u osób z migreną mózg wydaje się reagować zbyt intensywnie, wywołując ból w odpowiedzi na codzienne doświadczenia sensoryczne – zaznaczał prof. Cowan (tłum. red.).

Nie tylko funkcja, ale też struktura mózgu

Badacze zwracają uwagę, że bardziej obciążony podtyp migreny wykazywał nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy sieciami związanymi m.in. z uwagą, ruchem i przetwarzaniem bodźców wzrokowych oraz strukturami podkorowymi, takimi jak wzgórze, jądra podstawy, hipokamp czy ciało migdałowate. Według autorów może to odzwierciedlać odmienny sposób przetwarzania bodźców sensorycznych i bólu u części pacjentów z migreną.

Różnice dotyczyły jednak nie tylko aktywności funkcjonalnej mózgu, ale również jego struktury. U bardziej obciążonego podtypu obserwowano m.in. zmniejszenie objętości niektórych obszarów kory mózgowej, szczególnie w regionach czołowych, ciemieniowych, skroniowych oraz wyspie. Są to obszary związane m.in. z przetwarzaniem bólu, integracją bodźców sensorycznych, kontrolą poznawczą i reakcjami emocjonalnymi.

Autorzy podkreślają jednak, że to właśnie funkcjonalne połączenia pomiędzy regionami mózgu wydawały się najważniejszym elementem różnicującym oba podtypy migreny. Dane strukturalne dostarczały informacji uzupełniających i wskazywały na dodatkowy, częściowo niezależny wymiar różnorodności biologicznej migreny.

 
Czy takie badania mogą zmienić leczenie?

Na razie wyniki mają przede wszystkim znaczenie naukowe i nie oznaczają, że funkcjonalny rezonans magnetyczny stanie się rutynowym badaniem wykonywanym u osób z migreną. Autorzy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania oraz potwierdzenie wyników w większych grupach pacjentów.

Naukowcy ze Stanford Medicine pracują już nad kolejnymi metodami klasyfikacji migreny, m.in. opartymi na biomarkerach krwi i szczegółowych cechach klinicznych. Chcą także sprawdzić, czy wyodrębnione podtypy mogą przewidywać odpowiedź na leczenie.

– Możliwe, że będziemy w stanie zidentyfikować pacjenta na podstawie związku pomiędzy określonymi cechami klinicznymi a wzorcem widocznym w obrazowaniu mózgu i powiedzieć: „To osoba, która ma pięć dni bólu głowy miesięcznie, ale już teraz naprawdę skorzystałaby z leczenia profilaktycznego” – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Autorzy badania podkreślają, że migrena jest chorobą bardzo heterogenną i prawdopodobnie obejmuje różne mechanizmy biologiczne. Nowe wyniki sugerują, że klasyfikacja oparta wyłącznie na liczbie dni z bólem głowy może nie wystarczać do pełnego zrozumienia choroby.

Źródła: J. Sridhar i wsp., Neuroimaging-based subtyping of migraine identifies clinically distinct phenotypes, „Cephalalgia”, 2026; Stanford Medicine News Center, Brain imaging reveals migraine headache subtypes, Stanford Medicine researchers find.