Medicalpress
W ostatnich latach berberyna coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej jako „naturalny sposób” na poprawę metabolizmu. W mediach społecznościowych bywa zestawiana z lekami inkretynowymi, a nawet określana mianem „roślinnego Ozempiku”. Tego typu porównania sugerują prosty mechanizm działania i przewidywalny efekt. Przegląd Berberine in Bowel Health: Anti-Inflammatory and Gut Microbiota Modulatory Effects pokazuje jednak, że taka narracja jest zbyt dużym uproszczeniem, nie odzwierciedlającym ani mechanizmu działania berberyny, ani zakresu dowodów klinicznych.

Zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu podkreśla, że alkaloid ten nie działa jak lek hormonalny i nie aktywuje jednego, konkretnego receptora. Jej wpływ na metabolizm jest pośredni, rozproszony i silnie zależny od środowiska jelitowego.

Metabolizm zaczyna się w jelicie

Z perspektywy danych eksperymentalnych najlepiej udokumentowane są dziś mechanizmy związane z mikrobiotą jelitową oraz jej wpływem na stan zapalny i integralność bariery jelitowej. To właśnie na tym poziomie berberyna oddziałuje najsilniej.

– Najlepiej poznany jest poziom mikrobiotyczny oraz jego wpływ na barierę jelitową i procesy zapalne – wskazuje dr n. med. inż. Anna Duda-Madej. – Najbardziej zatem obiecująca pozostaje oś jelitowo-mózgowa, ale jej znaczenie kliniczne wymaga jeszcze wielu badań. W praktyce oznacza to, że berberyna nie „steruje” metabolizmem wprost, lecz moduluje warunki biologiczne, w których metabolizm się kształtuje.

Dlaczego efekty są tak różne

Jednym z kluczowych wniosków przeglądu jest podkreślenie roli zmienności osobniczej. Berberyna nie działa w oderwaniu od mikrobioty jelitowej, a jej efekty są w dużym stopniu zależne od składu i funkcji mikroorganizmów bytujących w jelicie.

– Berberyna nie działa w próżni mikrobiologicznej. Jej efekty są w dużym stopniu mikrobioto-zależne – zaznacza badaczka. Oznacza to, że u różnych osób dominować mogą odmienne efekty: przeciwzapalne, ochronne dla bariery jelitowej lub metaboliczne. U pacjentów po antybiotykoterapii lub z zaburzoną mikrobiotą odpowiedź może być słabsza lub opóźniona, co tłumaczy, dlaczego berberyna nie działa „tak samo” u wszystkich.

Biodostępność jako element biologicznej logiki

W przeglądzie pojawia się również wątek często uznawany za słabość berberyny, czyli jej niska biodostępność ogólnoustrojowa. Autorzy zwracają jednak uwagę, że w kontekście jelitowym może to sprzyjać jej działaniu.

– Niska biodostępność po podaniu doustnym sprawia, że berberyna intensywnie oddziałuje lokalnie w jelicie, gdzie zachodzi jej metabolizm z udziałem mikrobioty – wyjaśnia dr Duda-Madej. To właśnie ten lokalny metabolizm może prowadzić do powstawania bioaktywnych pochodnych i modulacji środowiska jelitowego, co pośrednio przekłada się na obserwowane efekty metaboliczne.

Dlaczego „uniwersalny suplement” to mit

Autorka przeglądu jednoznacznie dystansuje się od uproszczeń obecnych w przestrzeni medialnej: – Określenie “uniwersalny suplement metaboliczny” zupełnie nie jest trafne. Bardziej odpowiednia jest nazwa: modulator osi jelito–mikrobiota–układ immunologiczny – zaznacza dr Duda-Madej.

Zgodnie z informacjami podawanymi przez National Center for Complementary and Integrative Health, stosowanie berberyny wiąże się przede wszystkim z działaniami niepożądanymi ze strony przewodu pokarmowego, takimi jak nudności, bóle brzucha, wzdęcia, zaparcia czy biegunka.  Co istotne, berberyna wchodzi w interakcje z wieloma lekami, ponieważ hamuje aktywność enzymów uczestniczących w ich metabolizmie – m.in. z cyklosporyną, metforminą, lekami przeciwcukrzycowymi, przeciwzakrzepowymi oraz lekami o działaniu uspokajającym. Ponadto może być niebezpieczna w czasie ciąży i karmienia piersią, gdyż może wpływać na płód lub niemowlę, prowadząc do gromadzenia się bilirubiny i ryzyka uszkodzenia mózgu.

– Z tego powodu berberyna powinna być stosowana z dużą rozwagą i wyłącznie pod nadzorem lekarza – przestrzega badaczka.

Z naukowego punktu widzenia berberyna nie jest zamiennikiem leczenia farmakologicznego ani „naturalnym lekiem na wszystko”. Jest natomiast związkiem, który pozwala lepiej zrozumieć, jak bardzo metabolizm człowieka jest zakorzeniony w jelicie i jak silnie zależy od interakcji
z mikrobiotą.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Berberine in Bowel Health: Anti-Inflammatory and Gut Microbiota Modulatory Effect. Anna Duda-Madej, Szymon Viscardi, Jakub Piotr Łabaz, Ewa Topola, Wiktoria Szewczyk, Przemysław Gagat, International Journal of Molecular Sciences 2025

Źródło: Komunikat Prasowy

Radioterapia jest jedną z trzech podstawowych metod leczenia nowotworów i jednocześnie jest trudna do zrozumienia. Radioterapii jest poddawanych aż około 60% chorych na nowotwory, ale wokół tej zaawansowanej technologicznie, bezpiecznej i precyzyjnej formy leczenia wciąż narastają mity oraz nieuzasadnione obawy. Aby przybliżyć fakty i rozwiać najczęstsze wątpliwości, Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych (KSON) zorganizował webinar edukacyjny z okazji Europejskiego Dnia Praw Pacjentów. Gościem spotkania był Profesor Mateusz Spałek, specjalista z Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, który na co dzień wykorzystuje radioterapię w leczeniu chorych.
Podczas spotkania skupiono się na faktach dotyczących nowoczesnej radioterapii, omawiając jej skuteczność, bezpieczeństwo oraz rolę w kompleksowym postępowaniu przeciwnowotworowym. KSON, organizując tego typu inicjatywy, konsekwentnie wspiera edukację zdrowotną i promuje równy dostęp do wiedzy dla osób z niepełnosprawnościami — choroby nowotworowe mogą prowadzić do rozwoju niepełnosprawności.

Radioterapia jest to jedna z trzech podstawowych metod leczenia onkologicznego i znajduje zastosowanie u około 60% chorych na nowotwory na pewnym etapie leczenia, co dotyczy leczenia radykalnego lub paliatywnego. Radioterapia może uzupełniać leczenie chirurgiczne, może być metodą samodzielną, może być także skojarzona z chemioterapią, immunoterapią lub leczeniem celowanym. Jest cały szereg zastosowań radioterapii na różnych etapach leczenia. Może być realizowana z zewnątrz za pomocą przyśpieszaczy, od wewnątrz organizmu z wykorzystaniem brachyterapii. Wykorzystywana jest również niekiedy radioterapia śródoperacyjna.

Większość nowotworów można leczyć z wykorzystaniem radioterapii. Są nowotwory, które można wyleczyć z zastosowaniem radioterapii lub radiochemioterapii lub radioimmunoterapii. Do takich nowotworów należą – przykładowo – nowotwory narządów głowy i szyi (np. rak krtani), nowotwory ginekologiczne (np. rak szyjki macicy) oraz bardziej zaawansowane stadia raka płuca. – Radioterapia jest efektywna wtedy, kiedy jesteśmy w stanie podać wystarczającą dawkę do „zniszczenia” wszystkich komórek nowotworowych – powiedział podczas spotkania Profesor Mateusz Spałek. Na skuteczność radioterapii – oprócz dawki – wpływa wiele innych czynników. Należy wymienić stopień zaawansowania choroby nowotworowej oraz możliwość podania odpowiednio wysokiej dawki, co zależy – między innymi – od współwystępowania innych chorób lub wieku chorego. Istnieją również czynniki modyfikowalne, na które wpływ ma sam chory – przykładem jest palenie papierosów, które w istotny sposób pogarsza tolerancję radioterapii i obniża jej skuteczność – dodaje Profesor Spałek.

Dostępność radioterapii w Polsce
Nowoczesna radioterapia pozwala uniknąć niepotrzebnych, dodatkowych hospitalizacji chorych dzięki większej precyzji leczenia oraz możliwości podania wyższych dawek promieniowania i oszczędzenia zdrowych tkanek z ograniczeniem występowania powikłań i skutków ubocznych oraz skrócenia czasu leczenia (mniejsza ilość frakcji).

W Polsce mamy doskonały sprzęt do radioterapii. W Polsce popularna w ostatnich latach stała się radioterapia stereotaktyczna. Jest to metoda, która pozwala na podanie bardzo wysokiej dawki w jednej lub paru sesjach tylko w objętość samego nowotworu, dzięki postępowi technologicznemu. (…) Umożliwia leczenie np. wczesnego raka płuca bez przerzutów do węzłów chłonnych na równi skutecznie jak chirurgia – powiedział Profesor Mateusz Spałek. – Mamy doskonałą technologię do leczenia niewielkich przerzutów do mózgu i łagodnych nowotworów mózgu – np. Gamma Knife. Mamy dostęp do zminiaturyzowanych przyśpieszaczy do radiochirurgii, jak CyberKnife, czy też przyśpieszaczy liniowych dedykowanych radiochirurgii, jak Edge.

Ekspert zwrócił uwagę, że w Polsce dostępne są zaawansowane techniki radioterapii adaptacyjnej. – W trakcie zabiegu, gdy chorego układa się na stole terapeutycznym, przygotowany plan naświetlania jest codziennie adaptowany do aktualnej anatomii ciała – tłumaczył podczas spotkania.

CyberKnife dzięki systemowi „synchrony” umożliwia poprzez wykorzystanie obrazowania w czasie rzeczywistym, ciągłe monitorowanie ruchów osoby napromienianej (w tym oddychania). Oznacza to, że w przypadku przesunięcia się guza podczas terapii wiązki promieniowania będą i tak precyzyjnie na nim skupione.

W Polsce mamy również dostęp do protonoterapii – aktualnie jest jeden ośrodek, ale będą powstawać kolejne. Protonoterapia ma uzasadnienie w wybranych rodzajach nowotworów, które są umiejscowione w sąsiedztwie tzw. narządów krytycznych (narządy z największym ryzykiem powikłań popromiennych). Przyśpieszacz liniowy połączony z rezonansem magnetycznym jest również dostępny u nad w kraju.

Czy osoby z niepełnosprawnościami muszą szczególnie przygotowywać się do leczenia?
Zwykle nie. Leczenie jest tolerowane zwykle tak samo u większości chorych. Zmiany wynikają z czynników takich jak: stan zaawansowania nowotworu, wiek chorego, występowanie chorób współistniejących, ale nie stopnia sprawności. Niepełnosprawność może wpłynąć na techniczne aspekty już podczas samego napromieniania – przykładowo – przez brak możliwości wybrania konkretnej pozycji chorego na stole do radioterapii. – Ale dzięki bardzo doświadczonym zespołom techników, wybrana zostanie inna i komfortowa pozycja do utrzymania przez chorego – wyjaśnił Profesor Mateusz Spałek. To po stronie zespołu jest zaproponowanie rozwiązania, które zapewni osobie z niepełnosprawnością takie samo leczenie jak choremu w pełni sprawnemu.

Niezależnie od tego z jakim rodzajem niepełnosprawności przychodzi chory, są dostępne rozwiązanie techniczne, które umożliwiają zastosowanie radioterapii. Należy podkreślić, że niepełnosprawność nie wyklucza zastosowania tej metody leczenia.
I co ważne, chorzy mogą także w trakcie leczenia za pomocą radioterapii kontynuować pracę zawodową, jeśli pozwala na to ich stan ogólny. Radioterapia w trakcie samego leczenia (z małymi wyjątkami) nie powoduje istotnego pogorszenia jakości życia. Radioterapia nie wpływa na codzienne funkcjonowanie (z małymi wyjątkami). Na jakość życia wpływa sama choroba nowotworowa, a nie zastosowanie tej metody leczenia.

95% naszych chorych napromienianych jest w trybie ambulatoryjnym, podkreślał Profesor Mateusz Spałek. Najlepszym rozwiązaniem jest dla chorych jest to, aby poza sesją 15-20 minutową codziennie wrócić do rodziny i codziennych aktywności zawodowych.

Jakie są różnice pomiędzy poszczególnymi technikami radioterapii?
Teleradioterapia jest stosowania częściej, ponieważ ma szersze zastosowanie. Natomiast brachyterapię stosuje się tam, gdzie chcemy podwyższyć dawkę w środku samego guza, tam gdzie nowotwory są bardziej promieniooporne lub gdy napromienianie jest stosowane jako metoda wyłączna do wyleczenia danego nowotworu (np. rak stercza, nowotwory ginekologiczne lub rak skóry). Brachyterapia jest też kojarzona z teleradioterapią na przykład u zaawansowanego miejscowo raka prostaty.
W nowoczesnym leczeniu chorych na nowotwory coraz większą rolę odgrywa prehabilitacja, czyli przygotowanie do rozpoczęcia terapii. Zajmuje się tym zespół specjalistów – psychiatrzy i psycholodzy, dietetycy, fizjoterapeuci, technicy oraz specjaliści leczenia bólu. Wymienieni specjaliści wspólnie pomagają chorym możliwie najlepiej przygotować się do leczenia (np. przez zalecenia dietetyczne).

Mity o radioterapii
Co może poprawić dostęp do nowoczesnej radioterapii w Polsce?
Aktualnie realizowana jest Krajowa Sieć Onkologiczna, w ramach której lekarze różnych specjalizacji muszą ze sobą współpracować. W ramach konsylium muszą ustalić plan leczenia, w tym miejsce radioterapii i go realizować. Wprowadzenie koordynowanej opieki nad chorymi oraz wprowadzenie koordynatorów, którzy będą monitorować i wspierać chorych w systemie jest bardzo dobrym rozwiązaniem wspierającym chorych na nowotwory.

Piętą achillesową są obszary Polski, gdzie w promieniu 100 km nie ma żadnego ośrodka radioterapii. Nie ma, więc dostępnego tego leczenia w pobliżu domu i jest to istotne ograniczenie.

Brak kadr – największe ograniczenie w systemie ochrony zdrowia.  Jest konieczność inwestowania w kadry – zachęcanie młodych lekarzy do wyboru ścieżki związanej z onkologią (w tym radioterapią). Ważne jest również inwestowanie w kadry, które uczestniczą w procesie stosowania radioterapii – należą do ich fizycy medyczni, których jest bardzo mało oraz technicy elektoradiologii i pielęgniarki onkologiczne. Niestety specjalizacje onkologiczne nie cieszą się dużą popularnością.

Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych zachęca do przesyłania pytań i zagadnień, które warte są omówienia w kolejnych spotkaniach edukacyjnych, także tych dotyczących radioterapii, które podczas tego webinaru nie zostały poruszone. – Radioterapia leczy nowotwory skutecznie i bezpiecznie – na koniec podkreślił Profesor Mateusz Spałek.

Więcej o KSON: https://kson.pl/

Rozmowa z Prof. Mateuszem Spałkiem: https://www.facebook.com/share/r/1BEjoXSR2b/ 

Przypisy:
https://www.youtube.com/watch?v=X5ykmcCUH6k

https://medicalpress.pl/rynek/n-cybernetyczny-precyzyjne-i-bezpieczne-napromienianie-guzw-nowotworowych-przy-oszczdzeniu-zdrowych-tkanek-i-narzdw-krytycznych_JLynK2bA4K/

źródło: redakcja Medicalpress
Foto: NIO-PIB
Co palenie tytoniu ma wspólnego z rakiem pęcherza? Co może oznaczać krwiomocz? Czy rak pęcherza zawsze jest równoznaczny z radykalną cystektomią? To pytania, na które odpowiedzi szuka Fundacja Onkologiczna Życie z Rakiem w ramach kampanii edukacyjnej „Życie z rakiem pęcherza moczowego”. Organizatorzy obalają najczęstsze mity, a także prezentują historię Pana Kazimierza, który opowiada o życiu oraz leczeniu nowotworu.
Statystyki pokazują, że zapadalność na raka pęcherza moczowego rośnie z roku na rok. O ile w 2015 roku leczonych było ponad 44 000 pacjentów, o tyle w 2023 już 58 000.[1] Przewiduje się, że liczba zachorowań na ten nowotwór w ciągu najbliższych 10 lat wzrośnie aż o ok. 25 proc.[2] I mimo że według Krajowego Rejestru Nowotworów pod względem częstości rozpoznawania zajmuje on piąte miejsce u mężczyzn i czternaste u kobiet, jest jednym z raków o najwyższym odsetku umieralności – co druga osoba, u której zdiagnozowano raka pęcherza umrze z tego powodu[3]. Mimo, że rak pęcherza moczowego jest relatywnie często występującym nowotworem, a dodatkowo, liczba pacjentów systematycznie rośnie, w porównaniu do innych chorób onkologicznych mało o nim rozmawiamy. A to błąd! Im więcej każdy z nas będzie wiedział, tym ma większe szanse na zapobieżenie chorobie lub szybsze rozpoznanie objawów, ułatwiających diagnostykę – podkreśla Pola Król, prezeska Fundacji Życie z Rakiem. Co zatem warto wiedzieć?
 
FAKTY I MITY

KTO CHORUJE: Na raka pęcherza moczowego chorują tylko dojrzali mężczyźni
FAŁSZ
Rak pęcherza moczowego występuję najczęściej u mężczyzn powyżej 45. r.ż., natomiast nie oznacza to, że nie chorują także kobiety. Spośród wszystkich nowotworów występujących wśród kobiet, rak pęcherza moczowego stanowi 2,2 proc. przypadków.[4] Natomiast o ile wskaźnik zgonów z powodu tej choroby jest niższy niż wskaźnik zachorowalności u mężczyzn, o tyle u kobiet jest na tym samym poziomie.
 
PRZYCZYNY ROZWOJU: Palenie tytoniu jest głównym, znanym czynnikiem ryzyka rozwoju raka pęcherza moczowego
PRAWDA
Dokładne przyczyny rozwoju tego nowotworu nie zostały poznane, określono natomiast czynniki ryzyka wpływające na jego wystąpienie. Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że 50- 65 proc. przypadków zachorowania na raka pęcherza moczowego u mężczyzn i 20-30 proc. u kobiet, spowodowanych jest paleniem papierosów.[5] Wpływ ma również ekspozycja na pochodne składników chemicznych (szczególnie w przemyśle rafineryjnym, wulkanizacyjnym i garbarskim).
 
OBJAWY: Nawet jednorazowa obecność krwi w moczu może być objawem rozwoju choroby
PRAWDA
Krwiomocz, nawet jeśli pojawi się jedynie raz, powinien być sygnałem dla pacjenta do pilnej wizyty u lekarza. Nie zawsze musi towarzyszyć mu ból. Może to być jednorazowa sytuacja, którą pacjent uznana za incydentalną. Tymczasem, nawet jeśli krwiomocz ustąpił czy nie towarzyszył mu ból, powinien zawsze zostać skonsultowany ze specjalistą. Bagatelizowanie tej sytuacji opóźnia rozpoznanie choroby a tym samym zmniejsza możliwości skutecznego leczenia.
Do innych, niespecyficznych dla raka pęcherza moczowego, ale mogących pojawić się objawów, należą: częste oddawanie moczu; ból, pieczenie podczas oddawania moczu; uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza moczowego (parcie naglące); zatrzymanie moczu.
 
LECZENIE: Radykalna cystektomia to podstawa leczenia raka pęcherza
FAŁSZ
Usunięcie pęcherza moczowego jest postępowaniem z wyboru jedynie u 20-30 proc. pacjentów. W przypadku guza naciekającego mięsień pęcherza leczenia oszczędzające nie jest możliwe. U większości pacjentów standardem postępowania będzie podanie bezpośrednio po zabiegu TURBT (przezcewkowa resekcja guza pęcherza moczowego) pojedynczej wlewki chemioterapeutyku do pęcherza, co pozwoli uchronić przed nawrotem choroby i w większości przypadków oznacza zakończenie leczenia.
 
LECZENIE: Zaawansowany rak pęcherza moczowego może być skutecznie leczony
PRAWDA
Ostatnie lata przyniosły dostęp do nowoczesnych, skutecznych terapii stosowanych w zaawansowanej fazie tego nowotworu. Jedną z nich jest immunoterapia, którą można włączyć już na etapie leczenia okołooperacyjnego. Jest to forma terapii, która wykorzystuje układ odpornościowy pacjenta do niszczenia komórek nowotworowych. W ramach programu lekowego B.141.FM pacjenci z ekspresją PD-L1 > 1%, mogą otrzymać leczenie niwolumabem. Wymaga to dodatkowej diagnostyki – oceny ekspresji PD-L1 na etapie chemioterapii neoadjuwantowej i kwalifikacji do cystektomii. Niestety nie wszystkie ośrodki leczące raka pęcherza zlecą taką diagnostykę. Co oznacza, że mimo dostępu do skutecznego leczenia, wielu pacjentów straci szansę na dłuższe życie – dodaje Pola Król. Ta immunoterapia ratuje mi życie – mówi pan Kazimierz, żyjący z rakiem pęcherza moczowego. Nowotwór, na który ja zachorowałem, był bardzo złośliwy, więc niebezpieczeństwo nawrotu jest bardzo duże. Żeby organizm sobie poradził, zaproponowano mi immunoterapię, która przygotuje mój organizm do tego, aby walczyć z nowotworem, który będzie chciał wrócić.
 
Pacjent nic nie może
FAŁSZ
Edukacja i świadomość są pierwszymi krokami skutecznej profilaktyki. Wiedząc, jak możemy przeciwdziałać chorobie możemy podejmować świadome decyzje w zakresie naszego stylu życia. Wiedza na temat objawów wzmacnia czujność i pozwala szybciej zareagować w sytuacji tego wymagającej. Z kolei znajomość choroby i wiedza o możliwościach leczenia pozwoli pacjentowi przypilnować swojej terapii. Wiem jednocześnie, że edukacja jest procesem długofalowym, dlatego na ten moment chciałabym, abyśmy zapamiętali dwie rzeczy: palenie jest głównym czynnikiem wpływającym na rozwój choroby; krew w moczu to zawsze sygnał do konsultacji z lekarzem. Wierzę, że to dobre podstawy do dalszej rozmowy o raku pęcherza moczowego oraz pogłębiania świadomości społecznej w tym zakresie – podsumowuje Pola Król.
 
Więcej informacji na temat raka pęcherza moczowego, kampanii edukacyjnej oraz materiały video prezentujące historię Pana Kazimierza, znajdują się na profilu Fundacji Onkologicznej Życie z Rakiem: https://www.facebook.com/zyciezrakiem.fundacja
Patronat medialny nad kampanią „Życie z rakiem pęcherza moczowego” objął portal onkologiczny www.ZwrotnikRaka.pl
 
 
[1] Raport Rak pęcherza moczowego: https://www.mzdrowie.pl/wp-content/uploads/2024/10/raport-pecherz-2024-www-FINAL.pdf , str. 31, dostęp: 05.02.2025 r.
[2]Sytuacja pacjenta z rakiem pęcherza moczowego – aktualne wyzwania, Fundacja Wygrajmy Zdrowie, 2022: https://tosieleczy.pl/wp-content/uploads/2022/09/Rak_PECHERZA_raport_2022_wygrajmyzdrowie-1.pdf
[3]Raport „Nowotwory Złośliwe w Polsce 2021”, Krajowy Rejestr Nowotworów: https://onkologia.org.pl/sites/default/files/publications/2024-01/0_krn-2023-book-2024-01-22.pdf
[4] Krajowy Rejestr Nowotworów, https://onkologia.org.pl/sites/default/files/P%C4%99cherz_moczowy.pdf , dostęp: 05.02.2025 r.
[5] Krajowy Rejestr Nowotworów, https://onkologia.org.pl/sites/default/files/P%C4%99cherz_moczowy.pdf , dostęp: 05.02.2025 r.
źródło: Fundacja Życie z Rakiem
Migrena to jedna z najbardziej powszechnych, a jednocześnie najmniej zrozumianych chorób neurologicznych. Wciąż powielane na jej temat mity utrudniają pacjentom prawidłowe rozpoznanie choroby i opóźniają moment rozpoczęcia leczenia. W ramach akcji Migrena Wymaga Leczenia wyjaśniamy 5 najczęstszych mitów związanych z tą chorobą.
„Nie widać, że źle się czujesz”, „pewnie taka twoja uroda”, „weź coś przeciwbólowego i nie przesadzaj” – to tylko kilka przykładowych wypowiedzi, z którymi spotykają się osoby cierpiące na migrenę. Mimo, że ta choroba dotyka kilku milionów pacjentów w Polsce[1] i w znacznym stopniu obniża jakość ich życia, zdarza się, że wciąż jest bagatelizowana i traktowana jak niegroźna dolegliwość albo wymówka od obowiązków. Z tego powodu jednym z  celów akcji Migrena Wymaga Leczenia jest obalanie krzywdzących mitów na temat tej choroby. Jakie są te najczęstsze?

Mit 1. Migrena to tylko ból głowy
Migrena to zdecydowanie więcej niż „zwykły” ból głowy. Jest to przewlekła choroba neurologiczna, która objawia się napadowo. Typową cechą napadu jest jednostronny ból głowy trwający (bez leczenia) od 4 do 72 godzin u osób dorosłych (u dzieci 272 godzin), o pulsującym charakterze, średnim lub znacznym nasileniu, zwiększający się pod wpływem zwykłej aktywności fizycznej, z towarzyszącymi nudnościami lub wymiotami, zwiększoną wrażliwością na światło, hałas i zapachy[2]. U niektórych osób przed wystąpieniem ataku migreny pojawia się charakterystyczna aura, która najczęściej objawia się poprzez całkowicie odwracalne problemy np. ze wzrokiem, czuciem lub mową.

Przebiegłość bólu migrenowego polega również na tym, że gdy go czujesz, trudno sobie wyobrazić, że go nie ma i odwrotnie. Stąd wielu zdrowych nie traktuje migreny serio. A tymczasem z bólu migrenowego można być bladym jak ściana, zataczać się, mieć zaburzenia widzenia, wymiotować – tak o objawach swojej choroby mówi Anita, pacjentka[3].

Mit 2. Migrena to nic poważnego 
Migrena jest uznaną przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) chorobą, zaliczaną do neurologicznych chorób przewlekłych napadowych. Chociaż nie jest schorzeniem zagrażającym życiu, znacznie obniża jego jakość, często uniemożliwiając aktywność domową i zawodową, wyłączając z życia rodzinnego i społecznego[4]. Warto też wiedzieć, że migrena jest drugą w kolejności przyczyną utraty lat życia skorygowanych o niepełnosprawność[5], a niemal 50% chorych miewa do 4 silnych napadów bólu migrenowego w miesiącu[6]!

W poprzedniej pracy zdarzało mi się zasnąć na biurku z osłabienia po napadzie migreny. Od wielu lat pracuję w innej firmie, gdzie już wszyscy mnie znają i akceptują, razem z migreną. Nikogo nie dziwi więc telefon, że nie czuję się na siłach przyjść do biura i zostaję w domu. Zwykle nie na jeden dzień – dodaje kolejna pacjentka cierpiąca na migrenę od ponad 13 lat, której choroba przekłada się na aktywność zawodową[7].

Mit 3. Choroba dotyczy tylko dorosłych kobiet
Chociaż szacuje się, że największe rozpowszechnienie migreny występuje u osób w wieku 25-55 lat, czyli w okresie największej aktywności zawodowej i społecznej, ta choroba może dotknąć każdego, niezależnie od wieku czy płci. Na migrenę cierpi nawet 4-5% dzieci poniżej 12 lat, zarówno dziewczynek, jak i chłopców. Po okresie dojrzewania następuje zdecydowany wzrost liczby przypadków migreny u dziewcząt, a w wieku średnim migrena występuje u około 25% kobiet i około 10% mężczyzn[8].

Mit 4. Migrenę można wyleczyć środkami przeciwbólowymi
Migreny nie da się wyleczyć, możemy jednak skutecznie ją kontrolować. Zanim jednak lekarz zaproponuje odpowiednie leczenie w pierwszej kolejności należy ustalić. na jaki typ migreny cierpi pacjent. Pomocne jest prowadzenie dzienniczka bólów głowy, w którym zaznacza się liczbę dni z bólem głowy i inne informacje potrzebne do postawienia diagnozy oraz monitorowania choroby i jej leczenia. Pacjent powinien pokazać dzienniczek lekarzowi podczas wizyty.
Ze względu na odmienne podejście terapeutyczne, chorobę można podzielić się na dwa rodzaje: migrenę epizodyczną, czyli taką, w której napady bólu głowy, spełniającego kryteria migreny, pojawiają się do 14 dni w miesiącu (przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji) oraz migrenę przewlekłą, w której ból głowy pojawia się co najmniej 15 dni w miesiącu (przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji), w tym  co najmniej 8 dni w miesiącu to takie, w których ból głowy spełnia kryteria bólu migrenowego[9].

W farmakoterapii migreny można zastosować leczenie doraźne (przeciwbólowe) i profilaktyczne.  Osoby cierpiące na migrenę przewlekłą, czyli takie, które doświadczają częstych napadów bólu, mogą także skorzystać z refundowanego programu lekowego, w ramach którego stosuje się nowoczesne leczenie profilaktyczne. Migreny aktualnie nie da się wyleczyć, ale leki mogą pomóc w walce z bólem i kontrolowaniem choroby.   

Mit 5. Nie da się zapobiec migrenie
Gdy migrena nadchodzi, trzeba szybko rzucać wszystko, wracać do domu, jak do schronu, zasłonić okna, łyknąć leki i jak najszybciej zasnąć. Nigdy nie liczyłam ile dni z życia odebrał mi ten ból – mówi pacjentka z migreną Anita, która cierpi na tę chorobę od ponad 25 lat i nauczyła się radzić z jej objawami[10].   

Wiemy już, że oprócz leczenia doraźnego migreny dostępne jest także leczenie profilaktyczne. Dodatkowo warto pamiętać, że lepsze poznanie przebiegu choroby przez pacjenta może być pomocne w unikaniu czynników uznawanych za tzw. wyzwalacze migreny. Czasami napady jednak mogą być prowokowane przez czynniki zewnętrzne, takie jak zmiany frontu atmosferycznego, zbyt krótki albo zbyt długi sen, niektóre produkty spożywcze, takie jak np. wysokogatunkowe sery, niektóre owoce cytrusowe czy orzechy, a także leki czy alkohol. Zdarza się również, że winowajcą napadu migrenowego  jest stres – chociaż nie da się go całkowicie wyeliminować, warto nauczyć się jak sobie z nim radzić. Mogą w tym pomóc chociażby spacer, masaż czy ciepła, relaksująca kąpiel. Większość pacjentów potrafi jednak rozpoznać kiedy nadchodzi atak i ma na niego swój własny sposób. Najczęstsze objawy, które go poprzedzają (tzw. objawy prodromalne), to zmęczenie, ziewanie i apetyt na słodycze[11].

W razie wszelkich pytań dotyczących migreny i jej leczenia zgłoś się do lekarza neurologa.

W ramach akcji Migrena Wymaga Leczenia powstał wyjątkowy dokument, Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą. Jest to zbiór uniwersalnych wskazówek, które mogą być drogowskazem dla każdej osoby zmagającej się z migreną.

 

[1] Raport „Społeczne znaczenie migreny z perspektywy zdrowia publicznego i systemu ochrony zdrowia”. Opracowanie: Zakład Analiz Ekonomicznych i Systemowych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, Warszawa 2019

[2] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[3] Boląca główka to nie wymówka (teva.pl), stan z 10.10.2024

[4] Strona WHO: Migraine and other headache disorders (who.int), stan z 10.10.2024

[5] Steiner et al. “The Journal of Headache and Pain” – “Migraine remains second among the world’s causes of disability…”, 02.10.2020

[6] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[7] Każdy atak migreny przynosi mi stratę. Tracę czas, tracę spotkania z bliskimi, czasem tracę zawodowe możliwości. (teva.pl)

[8] Wysocka-Bąkowska M.M., „Neurologia Praktyczna”, „Nudności i wymioty wyzwaniem w terapii migreny…”, 2015

[9] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[10] Migrenę odziedziczyłam po mamie. Znałam jej historię, ale sama musiałam się nauczyć jak żyć… (teva.pl) , stan z 10.10.2024

[11] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023
źródło: Teva

Na temat jednego z najbardziej śmiercionośnych nowotworów wiadomo już wiele, ale wciąż wiedza ta nie jest wystarczająco powszechna. Dodatkowo, część krążących na jego temat opinii to szkodliwe mity, które mogą utrudnić profilaktykę lub wczesne rozpoznanie choroby. Nieprawdziwe informacje dotyczące raka żołądka oraz odpowiedzialnej za ok. 80 proc. zachorowań bakterii Helicobacter pylori postanowili zdemaskować twórcy kolejnej już odsłony kampanii „Servier – Wyłącz Raka”. Jednocześnie oprócz mitów popularyzują fakty, których znajomość może ratować życie.
Każdego roku w Polsce diagnozowanych jest ok. 5 tys. przypadków raka żołądka, częściej u mężczyzn i w większości przypadków w stadium zaawansowanym. Aż 90-99 proc. diagnoz stanowią tzw. gruczolaki, trudne do leczenia w późniejszych stadiach choroby. Przyczyną powstawania większości z nich jest bakteria Helicobacter pylori, którą można zakazić się drogą pokarmową, najczęściej jeszcze w dzieciństwie. Choć w ostatnich dekadach poprawiły się ogólne warunki sanitarno-higieniczne i możliwości skutecznego leczenia, zakażona tym patogenem jest nadal znaczna część społeczeństwa. To z kolei kluczowa informacja w kontekście profilaktyki raka żołądka.

FAKT: Helicobacter pylori jest czynnikiem powodującym zachorowania na raka żołądka.
Helicobacter pylori została uznana przez WHO za karcynogen, czyli czynnik rakotwórczy pierwszej grupy. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że związek Helicobacter pylori z rakiem żołądka jest udowodniony tak samo mocno, jak związek palenia tytoniu z rakiem płuc. Według ogólnoświatowych danych, bakteria odpowiada za ok. 80 proc. wszystkich zachorowań na raka żołądka.

MIT: Zakażenie Helicobacter pylori zawsze daje objawy.
Bakteria po dostaniu się do przewodu pokarmowego z reguły wywołuje krótkotrwałe, objawowe zapalenie. Jednak po jego zaniku wciąż bytuje w błonie śluzowej żołądka. Może wtedy nie dawać żadnych objawów swojej obecności, jednocześnie wywołując przewlekły stan zapalny prowadzący do zaniku błony śluzowej żołądka, a następnie jej metaplazji i dysplazji, czyli zmian w budowie tkanki komórkowej. To zaś pierwszy krok do rozwoju nowotworu – zwłaszcza, jeśli u pacjenta występują niekorzystne czynniki środowiskowe.
FAKT: Rak żołądka jest trudny do zdiagnozowania.
Im szybsza diagnoza nowotworu, tym większe szanse jego zwalczenia. Niestety rak żołądka na wczesnych etapach swojego rozwoju często nie daje żadnych objawów. Sygnałem zapalającym w naszej głowie czerwoną lampkę alarmową mogą być jednak objawy typowe dla infekcji Helicobacter pylori. To przede wszystkim objawy dyspeptyczne, czyli takie, które powodują dyskomfort związany z przyjmowaniem i trawieniem pokarmów: uczucie pełności, nawracające bóle brzucha, nudności czy wymioty. Z kolei objawy takie jak spadek masy ciała, silne bóle brzucha, niedokrwistość oraz krwawe wymioty to objawy już zaawansowanych zmian nowotworowych w żołądku.
MIT: Styl życia i dieta nie mają żadnego znaczenia dla zachorowalności na raka żołądka.
Wśród czynników ryzyka, które mogą sprzyjać występowaniu choroby, lekarze zgodnie wymieniają W tej sytuacji higieniczny tryb życia, unikanie używek i stosowanie zdrowej diety jak najbardziej mogą pomóc organizmowi w uniknięciu zachorowania na nowotwór żołądka.
FAKT: Przypadek wystąpienia raka żołądka u najbliższych członków rodziny powinien zwiększyć naszą czujność względem tej choroby.
Wystąpienie przypadków nowotworu żołądka w rodzinie, zwłaszcza u krewnych pierwszego stopnia, powinno motywować do regularnych badań w kierunku tej choroby. Zwiększone ryzyko zachorowania może wiązać się nie tylko z czynnikami genetycznymi, ale także rodzinnymi infekcjami Helicobacter pylori. Ich wykrycie i wyleczenie jest szczególnie istotne w przypadku, gdy w wywiadzie rodzinnym znajdują się chorzy na nowotwór żołądka.
MIT: Test na Helicobacter pylori z krwi jest miarodajny.
Test z krwi wykrywa przeciwciała, jakie organizm wytwarza w odpowiedzi na zakażenie Helicobacter pylori. Nie wykrywa jednak samej bakterii, nie daje również odpowiedzi, czy samo zakażenie już minęło, czy też dalej trwa. Dlatego za miarodajny w wykrywaniu obecności Helicobacter pylori należy uznać test z kału. Najlepiej wykonać go w profesjonalnym laboratorium diagnostycznym, ponieważ testy do samodzielnego przeprowadzenia mają znacznie niższą czułość i miarodajność niż te wykonywane w laboratoriach. W przeprowadzeniu diagnostyki sprawdzają się również testy oddechowe, które są jednak droższe i trudniej dostępne. Zaś najbardziej efektywną metodą diagnostyczną jest gastroskopia, ale nie zawsze istnieją wskazania do jej przeprowadzenia.

FAKT: Reinfekcja u osób, które podjęły się leczenia Helicobacter pylori, zdarza się bardzo rzadko.
Osoby, które przeszły przez proces eradykacji, czyli leczenia zakażenia, rzadko chorują ponownie. Taki przypadek obserwuje się jedynie u 4 proc. pacjentów. Fakt, że ktoś zachorował ponownie, bardzo często może świadczyć o tym, że tak naprawdę nigdy się nie wyleczył i nie wykonał ponownych testów diagnostycznych w laboratorium po zakończeniu leczenia.
MIT: Alternatywne metody, takie jak spożywanie miodu manuka czy siemienia lnianego, także mogą pomóc wyleczyć Helicobacter pylori.
Nie istnieją żadne badania ani inne dowody na to, aby alternatywne, domowe sposoby leczyły zakażenie Helicobacter pylori. Jedyną skuteczną i potwierdzoną naukowo metodą jest tylko i wyłącznie antybiotykoterapia. Oczywiście może się zdarzyć i zdarza się, że organizm sam zwalcza infekcję, ale są to rzadkie przypadki.
FAKT: Podstawowe zasady higieny pomagają uchronić się przed infekcją Helicobacter pylori.
Bakteria Helicobacter pylori jest bakterią o charakterze wysoce patogennym, a więc nie jest bardzo zaraźliwa. Można jednak zarazić się nią np. poprzez używanie wspólnych naczyń z nosicielem i niemycie rąk po kontakcie z taką osobą. Z tych właśnie powodów do zakażeń bakterią najczęściej dochodzi u dzieci, które często wsadzają sobie do ust palce i brudne przedmioty. Dlatego przestrzeganie podstawowych zasad sanitarnych takich jak dokładne mycie naczyń i. dłoni oraz niedzielenie się posiłkami może uchronić przed infekcją, nawet jeśli na co dzień mieszka się z osobą zakażoną.
MIT: Proces leczenia Helicobacter pylori zawsze jest trudny dla pacjenta.
Proces leczenia może przebiegać różnie, w zależności od organizmu i indywidualnych predyspozycji. Faktem jest, że do zwalczenia infekcji Helicobacter pylori stosowana jest złożona antybiotykoterapia, która trwa 14 dni. U niektórych pacjentów może być gorzej tolerowana, dlatego w tym czasie nie powinno się planować podróży czy też ważnych wydarzeń i uroczystości. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku zaawansowanej nietolerancji, przepisana farmakologia może zostać zmieniona na alternatywne środki, które są zwykle lepiej przyjmowane przez organizm. Należy też podkreślić, że dla części pacjentów antybiotykoterapia przebiega bezobjawowo i w żaden sposób nie wpływa na ich ogólne samopoczucie.
 
O kampanii „Servier – wyłącz raka”
Dotychczas odbyły się już 4 edycje programu, podczas których firma Servier koncentrowała się na profilaktyce raka jelita grubego. Wówczas na badania kolonoskopii zostało skierowanych ponad 1 300 pacjentów, a kampania dotarła do ponad 2 mln odbiorców. Każdą edycję wspiera strona www.wylaczraka.pl, na której publikowane są najnowsze doniesienia naukowe, materiały edukacyjne i wydarzenia związane z przebiegiem kampanii.
O Servier Polska
Firma Servier to globalna grupa farmaceutyczna zarządzana przez fundację. Założona, aby służyć zdrowiu, pragnie także wywierać znaczący wpływ społeczny, zarówno dla dobra pacjentów, jak i na rzecz zrównoważonego rozwoju świata. Dzięki wyjątkowej strukturze właścicielskiej firma może w pełni poświęcić się swojej misji w oparciu o długofalową wizję: współtworzenie postępu w medycynie w celu zaspokojenia potrzeb pacjentów. Ta misja inspiruje 21,4 tys. pracowników Grupy do codziennego wysiłku w celu jej realizacji.
Będąc światowym liderem w kardiologii, Grupa Servier dąży do osiągnięcia pozycji uznanego, wyspecjalizowanego i innowacyjnego podmiotu w onkologii poprzez skupienie się na trudnych w leczeniu nowotworach, w obszarach o niezaspokojonych potrzebach medycznych. Z tego względu Grupa przeznacza ponad połowę środków z budżetu badawczo-rozwojowego na rozwój leków onkologicznych.
Przyszłymi obszarami rozwoju będą także neurologia i choroby immunozapalne. W tych obszarach firma Servier koncentruje się na ograniczonej liczbie schorzeń, w przypadku których dokładne profilowanie pacjentów umożliwia stosowanie ukierunkowanych strategii terapeutycznych w ramach medycyny precyzyjnej. Firma Servier z siedzibą we Francji jest także szeroko obecna na świecie, w ponad 150 krajach, w Polsce od. ponad 30 lat. Dziś firma Servier Polsce zatrudnia 600 pracowników, z czego 250 w warszawskiej fabryce.
Firma Servier prowadząc swoją działalność w Polsce, wspiera działalność naukowo-badawczą oraz rozwój lokalnej, nowoczesnej produkcji leków. Blisko 100% opakowań leków firmy Servier przeznaczonych na polski rynek produkowanych jest w warszawskim Zakładzie Produkcyjnym Servier-Anpharm, są to głównie leki stosowane w kardiologii, cukrzycy i psychiatrii. Natomiast poprzez działalność edukacyjną wspiera ważne z punktu widzenia ochrony zdrowia cele społeczne. Od ponad dwóch dekad firma Servier regularnie prowadzi bezpłatne programy profilaktyczno-edukacyje w obszarach kardiologii, onkologii i depresji o zasięgu ogólnopolskim. Organizując trzy ogólnopolskie kampanie społeczne: Servier dla Serca, Servier – Wyłącz Raka i Forum Przeciw Depresji forma Servier jest aktywnie zaangażowana w zdrowotną edukację polskiego społeczeństwa i promocję profilaktyki.
Dodatkowe informacje można znaleźć na stronie internetowej Servier Polska: www.servier.pl oraz naszych profilach w mediach społecznościowych: Linkedin i Facebook

Źródło informacji: KPLUS Agency

Social media to jedna z przestrzeni, gdzie najczęściej dochodzi do obrażania i deprecjonowania osób chorych na otyłość. Jak mówią najnowsze badania, właśnie tam niemal połowa Polaków (48%)[1] dostrzega upokarzanie i zawstydzanie innych z powodu wyższej masy ciała. To zjawisko tzw. fatshamingu. W social mediach ewoluuje ono niepokojąco szybko, a niedawno przybrało formę hasztagu #fatshamingworks. Użytkownicy umieszczają go pod zdjęciami i filmami osób, które poprzez upokorzenie chcą „zmobilizować” do utraty kilogramów. Nie wnikając w przyczyny choroby, argumentują, że uświadomienie komuś „że się zaniedbał” sprawi, że „weźmie się za siebie”. Współczesna nauka obala ten mit: ten hasztag to niezwykle szkodliwy trend, który dyskryminuje chorych… i jeszcze bardziej pogłębia społeczny problem otyłości.
Wciąż zbyt mała świadomość, że otyłość to choroba
 
Otyłość została wpisana przez WHO na listę chorób już prawie 60 lat temu: w ICD-10 widnieje pod kodem E66. Dlaczego mimo to, tak trudno nam zaakceptować fakt, że ktoś mierzy się z chorobą, a nie z defektem wyglądu?
 
Ciągle zbyt mało osób wie, że otyłość to choroba. Choroba nawrotowa, z niezwykle długą listą powikłań (ponad 200). W jej trakcie dochodzi do zmian epigenetycznych, powstaje oporność w naturalnych procesach metabolicznych i często nie da się określić jej patogenezy. To w dużym skrócie znaczy, że otyłość to nie jest to wybór ani wina chorego. Ta choroba istotnie zmienia natomiast wygląd i przyjęło się, że jest pewnego rodzaju defektem wynikającym z zaniedbań osoby chorującej. Tymczasem wielu chorych odżywia się zdrowo, są aktywni fizycznie, a mimo to spadek masy ciała nie jest widoczny, choć robią wszystko, co samodzielnie mogą. Dlatego tu potrzeba wsparcia ze strony lekarza i zrozumienia ze strony społeczeństwa komentuje prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, Prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.
 
Hasztag jako systemowa forma przemocy
 
Hasztagi to wygodne narzędzia, dzięki którym możemy kategoryzować informacje w mediach społecznościowych. Niestety właśnie tę wygodną funkcję wykorzystują hejterzy do stygmatyzowania chorych na otyłość, dosłownie „przyklejając” im krzywdzącą etykietę #fatshmaingworks. Wystarczy, że ktoś jednorazowo użył go pod czyimś zdjęciem lub filmem w komentarzu i łatwo dotrzemy do całego profilu. Tak osoby, które padły ofiarą jednego hejtera, łatwo mogą pojawić się w wyszukiwarce kolejnego. To spirala, która potrafi błyskawicznie się nakręcić:
 
Głośno należy powiedzieć, że osoby stosujące ten hasztag, tworzą w social mediach systemową formę przemocy wobec chorych. Powodów takiego działania może być kilka: agresja powoduje u napastnika pożądane emocje: poczucie przejęcia kontroli, wyższości. To próba „ukarania” osób i grup, które uważa za gorsze. Tymczasem otyłości często towarzyszy depresja czy zaburzenia lękowe. Fatshaming jeszcze nikogo nie wyleczył z otyłości. Z powodu stygmatyzacji chorzy natomiast izolują się, zamykają w domach i porzucają lub w ogóle nie podejmują próby diagnostyki i ewentualnego leczenia. I to jest realny skutek takich ataków podkreśla Adrianna Sobol, psycholog, ekspertka współtworząca opracowanie „Jak wspierająco mówić o chorobie otyłościowej”.
 
Bywa też, że hasztagiem #fatshamingworks oznaczają swoje treści sami chorzy, prezentując przy tym efekty utraty masy ciała i zdjęcia „przed” i „po” jako dowód, że fatshaming faktycznie działa:
 
To bardzo niebezpieczne. Motywacja do zmiany powinna być pozytywna, a tu mamy dorozumiany komunikat: „nienawidziłem siebie, kiedy ważyłem więcej, ośmieszam to, jaki byłem”. W trudniejszym momencie, jeśli kilogramy powrócą, chory może mocno identyfikować się z piętnem, które sam na siebie nałożył. Strach przed powrotem do poprzedniej masy ciała powoduje podwyższony poziom stresu, czyli wydzielanie kortyzolu, a to pobudza apetyt.. Długotrwały fatshaming, także ten stosowany wobec samego siebie, może stać się podłożem zaburzeń poznawczych, którymi chory posługuje się wobec obrazu własnego ciała, a wtedy skuteczna walka o zdrowie staje się jeszcze trudniejsza dodaje Adrianna Sobol.
 
Jak bronić się przed fathamingiem?
 
Co można zrobić, gdy doświadcza się fatshamingu w social mediach?
 

Więcej o skutkach fatshamingu oraz o innych uprzedzeniach, z którymi mierzą się osoby chore na otyłość, można przeczytać w opracowaniu „Jak wspierająco mówić o chorobie otyłościowej. Praktyczny słownik”, które jest dostępne tu: https://ootylosci.pl/slownik-otylosci/

 
[1] Dane pochodzą z badania zrealizowanego w dniach 23–29.05.2023 roku, na zlecenie Novo Nordisk. Pełne wyniki badania zamieszczono w opracowaniu „Jak wspierająco mówić o chorobie otyłościowej. Praktyczny słownik”.

źródło: materiał prasowy

Coraz częściej występujące choroby cywilizacyjne, jak cukrzyca, otyłość czy choroby układu krążenia, oraz starzenie się społeczeństwa to czynniki, które w znacznym stopniu wpływają na liczbę osób dotkniętych problemem trudno gojących ran. Już dziś dotyczy on 0,5 mln Polaków. I nie jesteśmy niechlubnym wyjątkiem, bo szacuje się, że w krajach uprzemysłowionych rany przewlekłe występują w przypadku 1–1,5% populacji ogólnej i 3% populacji powyżej 60. roku życia[1]. Z tematem trudno gojących ran związanych jest wiele mitów, które powielane utrudniają zmierzenie się z tym wyzwaniem. Dziś rozprawimy się z najpopularniejszymi z nich.
Trudno gojące rany, inaczej rany przewlekłe, to uszkodzenia skóry lub tkanek podskórnych, które nie goją się we właściwym tempie mimo stosowanego leczenia. Jak w praktyce się je rozpoznaje? Przyjmuje się, że do tej grupy zaliczamy takie, których stan nie ulega poprawie przez okres 4-8 tygodni. Warto przy tym zwrócić uwagę na ilość wysięku, jego zapach, kolor, konsystencję, zaczerwienienie skóry wokół rany oraz miejscowo podwyższoną temperaturę. Do tej grupy ran zaliczamy m.in. odleżyny, owrzodzenia goleni (żylne, tętnicze lub mieszane), a także owrzodzenia w przebiegu zespołu stopy cukrzycowej będące powikłaniem cukrzycy. Stanowią one wyzwanie nie tylko ze względu na czas procesu gojenia, ale również możliwe powikłania, np. infekcje czy sepsę.

Dziś w literaturze medycznej wymienia się około 120 różnych rodzajów ran przewlekłych. Mogą być to m.in. rany pourazowe, po zabiegach chirurgicznych, odleżyny, rozległe rany oparzeniowe czy odmrożenia. Przy tym warto pamiętać, że każda rana może stać się trudno gojącą, jeżeli nie zostaną podjęte odpowiednie kroki skupione nie tylko na samym opatrywaniu rany i jej pielęgnacji z pomocą odpowiednio dobranych opatrunków czy środków do gojenia ran, ale przede wszystkim redukcji czynników prowadzących do powstawania rany oraz działaniu ,,od wewnątrz”, czyli m.in. odpowiednim nawodnieniu i odżywieniu organizmu. Choć w ostatnich latach podejście do leczenia ran ewaluowało i znacznie się rozwinęło, to jednak nadal panuje wiele mitów często utrudniających i opóźniających proces leczenia – mówi dr n. o zdr. Paulina Mościcka, pielęgniarka z Poradni Leczenia Ran w Bydgoszczy.

MIT 1. Wietrzenie rany to podstawa
Wśród pacjentów często można się spotkać z przekonaniem, że ranę należy wietrzyć lub wystawiać na działanie promieni słonecznych, żeby ją wysuszyć. Tymczasem okazuje się, że sucha rana goi się wolniej niż taka, która ma optymalnie wilgotne środowisko, ale też nie mokre. Wysuszenie może sprzyjać powstawaniu blizn. Jest też inny aspekt:

– Kiedy pacjenci suszą ranę, wystawiają ją na kontakt z drobnoustrojami. O ile nie są one groźne, kiedy skóra jest nieuszkodzona, o tyle w przypadku ubytku tkanki patogeny chorobotwórcze dostają się do rany, zasiedlają ją i tworzą warunki niesprzyjające jej gojeniu i odbudowie tkanek. Oczywiście w każdej ranie są bakterie i mogą spowodować rozwój infekcji. Dlatego ranę należy osłaniać, a nie wystawiać na działanie czynników zewnętrznych. Postępowanie miejscowe z raną przewlekłą jest uzależnione od czynnika sprawczego, to znaczy, że inaczej postępujemy w przypadku ran powstałych w wyniku zaburzeń w układzie tętniczym, czyli niedokrwienia kończyn dolnych, a inaczej w przebiegu nadciśnienia żylnego, jednak opisana ogólna zasada jest uniwersalna – wyjaśnia dr n. o zdr. Paulina Mościcka.

MIT 2. Moczenie skóry w okolicach rany nie zaszkodzi
Długotrwałe działanie wody to czynnik wpływający na naruszanie integralności skóry. Moczenie powoduje macerację skóry, czyli uszkodzenie jej powierzchniowych warstw i prowadzi do mikrourazów. To nic innego jak wrota dla patogenów chorobotwórczych, które przez uszkodzoną tkankę przedostają się do rany.

Wśród pacjentów z raną przewlekłą panuje przekonanie, że moczenie stóp np. w mydlinach jest korzystne. Wydaje się im, że taki proces zmiękczy skórę i tym samym wspomoże proces odbudowy. Jest to błędne przekonanie. Owszem, właściwa pielęgnacja rany i skóry wokół rany – m.in. jej regularne oczyszczanie czy kontrola wysięku – oraz higiena – mycie skóry – to podstawa, jednak rany nie należy nadmiernie moczyć, tak samo jak nie należy nadmiernie przesuszać. Z tego powodu powinniśmy również dbać o regularną zmianę pampersów oraz bielizny pacjentów. Do pielęgnacji skóry należy używać specjalistycznych preparatów tzw. emolientów, które m.in. stwarzają barierę ochronną. Natomiast rana przewlekła ze względu na swoje mikrośrodowisko wymaga utrzymania odpowiedniego poziomu wilgotności. Odpowiedni balans wilgotności jest bardzo istotny dla prawidłowego przebiegu gojenia i gwarantują go indywidualnie dobrane opatrunki specjalistyczne i ich zastosowanie konsultujemy ze specjalistą – lekarzem lub pielęgniarką – tłumaczy ekspertka z Poradni Leczenia Ran.

MIT 3. Liście kapusty przykładane na ranę wspomagają jej gojenie
W wielu źródłach internetowych możemy się spotkać z poradą, żeby na ranę przykładać liście kapusty. Jest to jednak kolejny, często powielany mit.

Ważne jest, aby zrozumieć, że rana przewlekła jest ubytkiem fragmentu tkanek. Nasza rola polega na stworzeniu w nim takich warunków, które będą sprzyjały procesom odbudowy. Korzystne warunki dla gojenia rany są zbliżone do warunków fizjologicznych. Dlatego bardzo ważne jest utrzymanie w mikrośrodowisku rany m.in.: odpowiedniej wilgotności, kwasowości, pH, temperatury. Takie warunki zapewniają opatrunki specjalistyczne, dopasowane indywidualnie do rodzaju rany. Liście kapusty nie mają w takim przypadku zastosowania – mówi dr n. o zdr. Paulina Mościcka.

MIT 4. Alkohol to najlepszy środek odkażający
Alkohol, choć powszechnie kojarzy się z odkażaniem, nie jest dobrym rozwiązaniem również w przypadku ran otwartych. Podrażnia ranę, wysusza skórę wymagającą silnego natłuszczenia i może uszkadzać tkanki. Ból, który w przypadku jego zastosowania odczuwają pacjenci, nie świadczy o odkażeniu, lecz właśnie o podrażnieniu.

Żeby usunąć drobnoustroje z łożyska rany należy stosować antyseptyki, które mimo że mają właściwości biobójcze, to nie uszkadzają tkanek. Naszym celem jest wyeliminowanie patogenów chorobotwórczych przy równoczesnym wspieraniu procesu gojenia. Warto przy tym dopasować stosowany antyseptyk do rodzaju opatrunku zawierającego substancję antybakteryjną, tak żeby ich działanie się nie wykluczało – dodaje dr Mościcka.

MIT 5. Czym częściej opatrujemy ranę, tym lepiej… i to wystarczy
Skoro powinniśmy szczególnie dbać o higienę ran, to czy nie warto zmieniać opatrunków jak najczęściej? Zdecydowanie nie! Opatrunek chroni ranę przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi oraz utrzymuje odpowiednie warunki w łożysku rany, np. temperaturę, wilgotność. Tym samym wspomaga procesy odbudowy tkanek i gojenia rany. Częstotliwość zmian opatrunku jest uzależniona od ilości produkowanego wysięku.

Proces gojenia rany przewlekłej jest złożony, składa się z dwóch dużych okresów: oczyszczania i odbudowy. W każdym z tych okresów istotne jest wspieranie procesu gojenia ,,z zewnątrz”, a także ,,od wewnątrz”. W okresie oczyszczania rana najczęściej obficie wydziela, często jest zainfekowana, nieprzyjemnie pachnie. Z wysiękiem chory traci wiele mikro- i makroelementów, m.in. białko. Tymczasem tworzenie się nowych komórek i proces gojenia wiążą się ze zwiększonym zużyciem energii i wymagają odpowiedniej, często zwiększonej ilości białka. W ten sposób powstaje tzw. „błędne koło”, ponieważ zapotrzebowanie na materiał budulcowy wzrasta, a chory go traci m.in. przez wzmożony wysięk. Dlatego oprócz oczyszczania powierzchni rany, działań przeciwbakteryjnych czy zabezpieczenia jej opatrunkiem specjalistycznym, istotne jest również nawodnienie organizmu i odpowiednia dieta. Odżywianie jest integralnym elementem wspierającym proces leczenia ran i odleżyn – trudno gojące rany częściej dotyczą niedożywionych pacjentów (niedożywienie sprzyja rozwojowi trudno gojących ran). W tych procesach biorą również udział arginina, aminokwas niezbędny w odbudowie uszkodzonej skóry, cynk odgrywający ważną rolę w różnych przemianach w organizmie – m.in. w procesie powstawania blizny – oraz antyoksydanty, czyli m.in. witaminy C i E, ważne w przewlekłych stanach zapalnych. Oczywiście w zależności od wielkości i głębokości rany zapotrzebowanie na składniki odżywcze może się zmieniać, dlatego dietę powinniśmy skonsultować z lekarzem lub dietetykiem klinicznym. W przypadku pacjentów z trudno gojącymi ranami dostarczenie odpowiedniej ilości składników odżywczych może być utrudnione, np. jeśli są to osoby leżące, którym trudniej przyjmować stałe pokarmy lub jeśli z różnych innych przyczyn nie są w stanie zjeść tradycyjnych produktów spożywczych w takiej ilości, aby pokryć swoje zapotrzebowanie na ww. składniki odżywcze. W takich przypadkach lekarz może zalecić wysokobiałkowe, wysokoenergetyczne doustne preparaty odżywcze. W codziennej praktyce zauważam zależność między stanem odżywienia pacjenta a przebiegiem procesu gojenia ran, więc warto myśleć i działać wieloaspektowo – podsumowuje dr n. o zdr. Paulina Mościcka.

Nutridrink Skin Repair – wsparcie żywieniowe w gojeniu ran*
Preparatem przeznaczonym do wsparcia żywieniowego pacjentów z odleżynami i trudno gojącymi ranami jest Nutridrink Skin Repair, dostępny wcześniej pod nazwą Cubitan. To doustny preparat odżywczy, który:
Stosowanie to 1-3 butelki preparatu dziennie przez minimum 21 dni, o ile lekarz lub dietetyk nie zaleci inaczej. Zalecony przez lekarza Nutridrink Skin Repair można kupić w aptekach i na www.posilkiwchorobie.pl.
 
*Nutridrink Skin Repair to żywność specjalnego przeznaczenia medycznego, do postępowania dietetycznego w przypadku odleżyn i innych trudno gojących ran. Stosować pod nadzorem lekarza.
 
[1]Opracowano na podstawie: M. Sopata, A. Jawień, B. Mrozikiewicz-Rakowska et al., Wytyczne postępowania miejscowego w ranach niezakażonych, zagrożonych infekcją oraz zakażonych. Przegląd dostępnych substancji przeciwdrobnoustrojowych stosowanych w leczeniu ran. Zalecenia Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran, „Leczenie Ran” 2020, 17 (1), https://ptlr.org/wp-content/uploads/2020/09/Konsensus-Antyseptyka.pdf (dostęp: 29.05.2023 r.).
źródło: Nutricia

Światowy Dzień Bez Tytoniu, obchodzony 31 maja, to doskonała okazja do zwrócenia uwagi na wpływ e-papierosów na zdrowie. W ostatnich latach coraz większy odsetek osób, dążących do zerwania z tradycyjnym paleniem, decyduje się sięgać po e-papierosy. Te urządzenia, znane również jako e-papierosy lub elektroniczne papierosy, wciąż cieszą się większą tolerancją społeczną i postrzegane są jako „mniej szkodliwe” alternatywy. W Światowym Dniu Bez Tytoniu warto zastanowić się nad tym, czy e-papierosy są rzeczywiście bezpieczną alternatywą. Przyjrzenie się temu zagadnieniu z perspektywy eksperta, dr. hab. n. med. Piotra Buszmana, prof. nadzw., Grupa American Heart of Poland może pomóc nam podjąć świadome decyzje dotyczące naszego zdrowia.

Główne różnice między tymi dwoma rodzajami palenia
Tradycyjne papierosy zawierają szereg szkodliwych substancji chemicznych, takich jak smoła, benzen, cyjanowodór i inne toksyny. E-papierosy również zawierają różne substancje chemiczne m.in. płyn z nikotyną, glikolem propylenowym, glicerolem i aromatami. Tradycyjne papierosy produkują dym i intensywny zapach, natomiast E-papierosy nie produkują dymu, ale wytwarzają parę – mówi dr hab. n. med. Piotr Buszman, prof. nadzw., Grupa American Heart of Poland.
Inna forma tego samego uzależnienia

E-papierosy często są wybierane przez palaczy jako „mniej szkodliwy” zastępnik dla tradycyjnych papierosów, który ma pomóc w przetrwaniu zerwania z nałogiem. Często jednak efektem takiej zamiany nie jest wcale faktycznie całkowite rzucenie palenia, a jedynie przestawienie się z jednej formy używki na drugą. 
Nie zapominajmy, że e-papierosy również zawierają nikotynę, która jest substancją uzależniającą. Zamiana zwykłego papierosa na jego elektroniczny substytut bez jakiegokolwiek planu odejścia od palenia będzie dalszym trwaniem w nałogu – zaznacza kardiolog American Heart of Poland. 
E-papierosy modne wśród młodzieży

Liczba palących w Polsce szacowana jest na ok. 8 milionów, a w skali globalnej jest to blisko 1,3 miliarda. Coraz większy odsetek w tym gronie stanowią osoby sięgające po e-papierosy. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce po e-papierosy sięga już co czwarty nastolatek, co sprawia, że nasz kraj znajduje się w pierwszej piątce krajów o najwyższym odsetku palących nieletnich w Europie. Częstotliwość stosowania e-papierosów wśród osób w wieku 15-18 lat jest przy tym znacznie większa niż w przypadku tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Jak podkreśla Piotr Buszman, jedno z bardzo istotnych zagrożeń stanowią właśnie moda i większe przyzwolenie społeczne dla e-papierosów.
W efekcie może się okazać, że skala palenia papierosów elektronicznych będzie przewyższać liczbę osób palących wyroby „tradycyjne”, a lekarze będą mieć do czynienia z całą rzeszą młodych ludzi, którzy już od nastoletnich lat systematycznie dostarczają do swojego organizmu nikotynę i inne szkodliwe substancje. A warto przy tym zauważyć, że badania nad wpływem długoterminowego użytkowania e-papierosów na zdrowie nadal są prowadzone – przestrzega specjalista American Heart of Poland. 
Zabójstwo dla serca
Palenie papierosów w pierwszej kolejności kojarzone jest z chorobami układu oddechowego. Ma ono jednak negatywny wpływ również na wiele innych narządów – w tym m.in. na serce. 
Dla naszego układu krążenia szkodliwa jest już sama nikotyna, którą zawierają zarówno klasyczne papierosy jak i te elektroniczne. Substancja ta podnosi ciśnienie, uszkadza naczynia krwionośne i śródbłonek, może także powodować destabilizację blaszki miażdżycowej. A pamiętajmy przy tym, nikotyna nie jest jedyną szkodliwą substancją, jaką zawierają e-liquidy – wyjaśnia Piotr Buszman, kardiolog inwazyjny.
Palenie tytoniu jest jednym z głównych czynników ryzyka rozwoju chorób serca, takich jak choroba wieńcowa, zawał serca, miażdżyca i nadciśnienie tętnicze. 
Substancje chemiczne obecne w dymie tytoniowym, takie jak nikotyna, tlenek węgla i inne toksyny, powodują uszkodzenie naczyń krwionośnych, prowadzące do zwężenia tętnic i ograniczenia przepływu krwi do serca. Długotrwałe palenie tytoniu prowadzi do uszkodzenia ścian naczyń krwionośnych, powodując ich stwardnienie i zmniejszenie elastyczności. To może prowadzić do zwiększonego ciśnienia krwi i rozwoju nadciśnienia tętniczego, co stanowi główny czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Ponadto palenie tytoniu może powodować zaburzenia rytmu serca, takie jak migotanie przedsionków i tachykardia. Nikotyna zawarta w papierosach może wpływać na impulsy elektryczne w sercu, co prowadzi do nieregularnego bicia serca – dodaje kardiolog.
Ważne jest, aby zauważyć, że te szkodliwe efekty palenia tytoniu na serce mogą być zmniejszane lub odwracane, jeśli osoba zdecyduje się rzucić palenie. Zaprzestanie palenia tytoniu jest kluczowym krokiem w ochronie zdrowia serca i zmniejszeniu ryzyka chorób serca.
źródło: Grupa American Heart of Poland

Na całym świecie na  stwardnienie rozsiane (SM) choruje ponad 2,8 mln osób, a w Polsce ok. 51 tysięcy. W naszym kraju  każdego miesiąca około 217 osób słyszy diagnozę SM. Mimo skali tej choroby to wciąż wokół stwardnienia rozsianego krąży wiele mitów, które wpływają na postrzeganie  życia osób chorych i ich bliskich. 30 maja na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień Stwardnienia Rozsianego. Ma on na celu podnoszenie świadomości o tej chorobie, walkę ze stereotypami i wsparcie pacjentów. Razem z ekspertami akcji „Pogromcy (S)M-itów” obalamy  najpopularniejsze mity na temat stwardnienia rozsianego. 

Każda osoba z SM będzie potrzebowała wózka inwalidzkiego – MIT

Diagnoza stwardnienia rozsianego jest najczęściej szokującym i trudnym momentem dla pacjentów i ich bliskich. Często pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi im na myśl, to zaawansowana niepełnosprawność fizyczna i konieczność poruszania się na wózku inwalidzkim jako nieunikniony, kolejny etap choroby.
Po usłyszeniu diagnozy, moja pierwsza myśl dotyczyła szybkiej i nieuchronnej niepełnosprawności ruchowej, której najbardziej się obawiałam. Wózek inwalidzki to skojarzenie utarte w naszym postrzeganiu choroby ze względu na występowanie w filmach, mediach. To nieprawdziwy obraz tej choroby. Duża część pacjentów na co dzień nie używa wózków inwalidzkich, zwłaszcza Ci, którzy zostali wcześnie zdiagnozowani i od razu rozpoczęli efektywne leczenie – wspomina Joanna Dronka-Skrzypczak, osoba chorująca na stwardnienie rozsiane, założycielka kanału edukacyjnego na temat życia z SM „O choroba”.
Jak podkreśla dr n. med. Elżbieta Jasińska, neurolog, z poradni neurologicznej Resmedica w Kielcach, adiunktka w Collegium Medicum Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach,  to skojarzenie związane jest z czasami, kiedy nie było efektywnego leczenia stwardnienia rozsianego. – Priorytetem w leczeniu pacjentów ze stwardnieniem rozsianym jest jak najdłuższe zachowanie sprawności fizycznej i poznawczej, dlatego tak istotny jest tutaj czas rozpoczęcia leczenia. Od pewnego czasu polscy pacjenci mają dostęp do terapii wysoko efektywnych,  których włączenie od momentu diagnozy pozwala na szybkie osiągnięcie efektu klinicznego poprzez zahamowanie procesu powstawania zmian patologicznych w centralnym układzie nerwowym, przy zachowaniu wysokiego profilu bezpieczeństwa oraz zapewnieniu wysokiej jakości życia pacjenta.

SM jest chorobą genetyczną – MIT

SM jest chorobą osób młodych, najczęściej uaktywnia się pomiędzy 20 a 50 rokiem życia. Dlatego też bardzo często zadawanym pytaniem przez nowo zdiagnozowanych pacjentów jest możliwość posiadania dzieci i ryzyko dziedziczenia choroby. Stwardnienie rozsiane ma etiologię wieloczynnikową i jej przyczyną jest wadliwe funkcjonowanie układu autoimmunologicznego. Czynnik genetyczny może wywoływać większą podatność na wystąpienie tej choroby u niektórych osób, natomiast w praktyce ryzyko, że dziecko osoby chorej na stwardnienie rozsiane też będzie miało SM, jest bardzo niskie i wynosi zaledwie kilka procent.
Stwardnienie rozsiane nie jest żadnym przeciwwskazaniem do rodzicielstwa. Pokutują jednak w tym temacie różne mity, m.in. że ciąża pogarsza przebieg SM. Obecnie wiemy, że SM nie wpływa negatywnie na płodność, przebieg ciąży ani porodu. Nie zwiększa też ryzyka poronień i nie wpływa negatywnie na masę ciała noworodka. Ważne jest, aby już na etapie wyboru leku ustalić, czy pacjentka planuje macierzyństwo i w jak odległej przyszłości. W zależności od planów pacjentki co do macierzyństwa dobierane są odpowiednie leki – dodaje dr n. med. Elżbieta Jasińska.
SM u wszystkich wygląda identycznie – MIT
Stwardnienie rozsiane jest nazywane chorobą o 1000 twarzy i  u każdego pacjenta przebiega inaczej. SM ma wiele różnych objawów, które w istotny sposób mogą wpływać na życie osób chorych, są to m.in. osłabienia siły mięśniowej, zaburzenia czucia, zaburzenia koordynacji, podwójne widzenie, zaburzenie ostrości widzenia. Ludzie doświadczają różnych objawów, w różnym czasie i ich intensywność i wpływ na życie jest niejednorodny. – Chorzy często słyszą „Na pewno masz SM? Nic po Tobie nie widać!”. Spowodowane jest to tym, że stwardnienie rozsiane nadal często postrzegane jest przez pryzmat zaawansowanej postaci choroby i widocznych zaburzeń ruchowych. Część bardzo dokuczliwych objawów, utrudniających codzienne funkcjonowanie, takich jak ból, zmęczenie, problemy ze wzrokiem, zaburzenia urologiczne i emocjonalne – pacjenci chorujący na SM są bardziej narażeni na wystąpienie depresji –  są niedostrzegalne dla społeczeństwa. Dzięki nowoczesnym terapiom i szybkiej diagnozie można znacząco opóźnić rozwój stwardnienia rozsianego. To, że choroby nie widać to nie oznacza, że jej nie mamówi Joanna Dronka – Skrzypczak.
Leczenie nie musi być wdrażane na wczesnym etapie choroby – MIT

Kolejnym,  bardzo niebezpiecznym mitem jest to, że skoro nie ma widocznych objawów lub choroba jest na wczesnym etapie, to nie ma potrzeby wdrażania leczenia. Stwardnienie rozsiane  jest chorobą, w której liczy się czas – opóźnienia w diagnostyce są równoznaczne ze znaczącym postępem choroby. Przyjmuje się, że pierwsze dwa lata od rozpoznania są kluczowe, dla poprawy funkcjonowanie pacjenta w perspektywie krótkoterminowej, jak i dalszego życia z chorobą. W ostatnim czasie doszło też do zmiany w podejściu do leczenia tej choroby. Pierwotnie panowało przekonanie o rozpoczynaniu terapii od leków o umiarkowanej skuteczności, mniej inwazyjnych, tzw. podejście eskalacyjne, co wynikało często z chęci uniknięcia leków o długim czasie działania na układ immunologiczny z obawy o możliwe występowanie skutków ubocznych w postaci rozwoju choroby onkologicznej. Dotychczasowe badania wykazały jednak, że działania niepożądane po lekach wysokoefektywnych występują znacznie rzadziej, niż myślano.  Obecnie, zgodnie ze stanowiskiem polskich ekspertów klinicznych oraz standardami europejskich instytucji naukowych:  rozpoczęcie terapii w 1 linii leczenia od wysoko efektywnych leków (tzw. HET, czyli – Highly Effective Treatment albo HETA Highly Effective Treatment Early Approach)  jest korzystniejsze niż podejście eskalacyjne, w którym terapię rozpoczyna się od leków o najmniejszej skuteczności. Ten model podejścia do terapii przynosi znacznie lepsze efekty leczenia dla chorych.

W radzeniu sobie z SM, oprócz wsparcia lekami modyfikującymi przebieg choroby, które wpływają na postęp choroby, zmniejszając liczbę rzutów i ilość zmian zapalnych w ośrodkowym układzie nerwowym, ważne jest także łagodzenie lub niwelowanie objawów towarzyszących chorobie czyli tzw. leczenie objawowe i rehabilitacja ruchowa. Terapia SM obejmuje więc kilka głównych kierunków działania, które wykorzystywane są najczęściej wspólnie. To koncepcja wielokierunkowego podejścia do pacjenta i dynamicznego dostosowywania strategii leczenia do konkretnej sytuacji klinicznej. 

Osoba z SM nie może uprawiać sportu ani być aktywnym zawodowo – MIT

Stwardnienie rozsiane jest chorobą przewlekłą, która będzie towarzyszyć pacjentowi do końca życia. Warto więc zwrócić uwagę na elementy codziennego życia, które mogą mieć wpływ na jej przebieg i które ułatwia jego kontrolowanie. Sporo kwestii związanych z codziennością, jak np. aktywność fizyczna czy zawodowa budzi wiele wątpliwości u pacjentów. Panuje mit, że osoby z SM, powinny zrezygnować ze sportu ze względu na możliwość przegrzania i występowania rzutów. Natomiast regularne i odpowiednie ćwiczenia mogą pomóc w walce z wieloma objawami stwardnienia rozsianego i poprawić ogólny stan zdrowia oraz samopoczucia. Aktywność fizyczna pozwala rozładować stres, który może przyczyniać się do nasilenia objawów choroby lub wręcz ją wywoływać. Aktywność fizyczna powinna być indywidualnie dobrana do możliwości i potrzeb osoby żyjącej z SM. Należy dostosować ją do ograniczeń fizycznych wynikających ze stwardnienia rozsianego lub innych współistniejących chorób. 

Wiele osób zaczyna chorować, będąc  na początku bądź  u szczytu swojej drogi zawodowej. Pojawia się wtedy wiele pytań i wątpliwości związanych z pracą – czy będę mógł być aktywny zawodowo, jak choroba wpłynie na moje funkcjonowanie w pracy, czy informować swoich przełożonych o diagnozie? Stwardnienie rozsiane nie oznacza konieczności rezygnacji z pracy. Wielu pacjentów, zwłaszcza tych z mniej zaawansowaną postacią choroby, mogą być dalej aktywni zawodowo. Praca może mieć także wpływ terapeutyczny, chory jest aktywny zarówno psychicznie jak i fizycznie, czuje się potrzebny i zmobilizowany do podejmowania kolejnych działań.
Bardzo istotny jest także fakt, że nowe terapie często dysponują trochę bardziej przyjaznymi i elastycznymi formami podania, np. poza szpitalem, w domu pacjenta. Pacjent samodzielnie przyjmujący lek nie wymaga też hospitalizacji i premedykacji, co pozwala mu rozwijać się zawodowo, pracować i ograniczyć liczbę zwolnień lekarskich. A to pozwala pacjentom prowadzić normalne, aktywne życie zawodowe i prywatne. Leki są też już dostępne w każdej formie, tj. tabletek, wlewów, ale też od niedawna iniekcji. Także wspólnie z lekarzem można dostosować leczenie do planów życiowych
i aktywności 
dodaje dr n. med. Elżbieta Jasińska.
Tak jak w przypadku innych chorób przewlekłych, tak i w przypadku SM chorzy powinni wzbogacać swoją wiedzę na temat choroby. Świadomość przebiegu choroby, jej rozwoju, leczenia, czy ewentualnych ograniczeń, daje poczucie sprawczości, poprawia funkcjonowanie w chorobie oraz znacznie poprawia kondycję psychiczną pacjenta. Ważne, by korzystać z rzetelnych źródeł informacji dostępnych w Internecie, ale też pytać swojego lekarza prowadzącego. Po diagnozie stwardnienia rozsianego w głowie kłębią się dziesiątki pytań. Wraz z upływem czasu oraz rozpoczęciem leczenia dochodzą nowe wątpliwości albo pojawiają się nowe obawy. Nie bójmy się pytać. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości, zachęcam, aby je rozwiać podczas rozmowy z lekarzem neurologiem czy innym specjalistą. Bardzo ważne jest także weryfikowanie usłyszanych czy przeczytanych informacji w rzetelnych źródłach – dodaje Dominika Czarnota-Szałkowska, Sekretarz Generalna Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego, organizacji, która w 2021 r. wspólnie z Fundacją SM-Walcz o siebie zainicjowała kampanię „Zapytaj o SM”.

Dedykowana pacjentom z SM baza wiedzy na temat różnych aspektów życia z chorobą znajduje się na stronie Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego oraz na stronie ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej „Zapytaj o SM”, która ma na celu budowanie świadomości na temat stwardnienia rozsianego oraz zachęcenie pacjentów do inicjowania partnerskiej komunikacji na temat swojej choroby.

źródło: „Pogromcy (S)M-itów”

Z okazji Światowego Dnia Świadomości Hipercholesterolemii Rodzinnej, który przypada 24 września, eksperci zwracają uwagę na najczęściej powtarzane mity o wysokim stężeniu cholesterolu, który stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia Polaków. Hipercholesterolemia, choć brzmi enigmatycznie, oznacza podwyższone stężenie cholesterolu LDL – nazywanego także „złym” cholesterolem.
 
Organizm człowieka potrzebuje cholesterolu w niewielkich ilościach do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania, a jeżeli jego stężenie zaczyna wykraczać poza normy, może to skutkować zmianami miażdżycowymi, które podwyższają ryzyko wystąpienia objawowych miażdżycowych chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca czy udarów mózgu. Miażdżyca latami rozwija się bezobjawowo i z tego powodu choroby sercowo-naczyniowe określane są mianem „cichych zabójców” – mówi prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Na powody, dla których choroby układu sercowo-naczyniowego pozostają główną przyczyną hospitalizacji i zgonów w Polsce[4] zwraca także uwagę prof. dr hab. n. med. Marlena Broncel, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Szpitala im. Wł. Biegańskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Cholesterol nie boli, dlatego niewiele osób wykonuje proste badanie z krwi, które może ujawnić jego wysokie stężenie. Wśród Polaków brakuje świadomości, kogo podwyższone stężenie cholesterolu może dotyczyć oraz jakie poważne konsekwencje dla zdrowia i życia niesie. O istocie problemu świadczy, chociażby to, że wśród świadomych choroby Polaków zaledwie 6% pacjentów stosuje skuteczne leczenie mające na celu obniżenie stężenia cholesterolu LDL do odpowiedniej dla pacjentów normy. Tymczasem hipercholesterolemię można łatwo zdiagnozować i skutecznie leczyć. Dlatego uwrażliwiamy Polaków na tę niewidzialną chorobę, wokół której narosło wiele szkodliwych mitów.
 
MIT #1: Wśród Polaków podwyższone stężenie cholesterolu występuje rzadko i od niedawna
Pierwsze dane dotyczące występowania hipercholesterolemii w Polsce pochodzą z badania Pol-MONICA, przeprowadzonego w latach 1984-1993. Już wtedy były to niepokojące liczby. Hipercholesterolemię stwierdzono u 70% kobiet i niemal 73% badanych mężczyzn[5]. Obecnie szacuje się, że podwyższone stężenie cholesterolu występuje u ok. 60% (20 mln) Polaków[6], z czego ok. 60%[7] z nich, nie jest świadomych swojego stanu zdrowia. Zaburzenia lipidowe w Polsce występują częściej niż w innych krajach Europy Zachodniej[8].
 
MIT #2: Podwyższone stężenie cholesterolu dotyczy tylko osób otyłych
Wbrew obiegowej opinii hipercholesterolemia nie dotyka tylko osób starszych, z nadwagą i złymi nawykami żywieniowymi. Wysokie stężenie cholesterolu występuje także u osób młodych, utrzymujących prawidłowy poziom aktywności fizycznej, szczupłych, a nawet – może być odziedziczone. Hipercholesterolemię rodzinną dziedziczy się w sposób dominujący i ryzyko jej wystąpienia u potomstwa wynosi 50%[9].
 
Osoby z hipercholesterolemią rodzinną należą do grupy dużego ryzyka wystąpienia incydentów sercowo-naczyniowych, czyli zawałów serca czy udarów mózgu[10]. Dlatego wczesna identyfikacja choroby, szczególnie u rodziców i w okresie dzieciństwa, jest kluczowa, gdyż umożliwia podjęcie odpowiednio wcześnie działań prewencyjnych (np. terapii hipolipemizującej) obniżających stężenie cholesterolu LDL, a w efekcie – także ryzyko wystąpienia zawału serca czy udaru mózgu.
 
MIT #3: Objawy wysokiego stężenia cholesterolu są widoczne
Hipercholesterolemia może przez długi okres rozwijać się bezobjawowo. Zazwyczaj wykrywa się ją przez przypadek. Najczęściej, gdy dochodzi do zawału serca lub udaru mózgu[11]. O bardziej charakterystycznych objawach hipercholesterolemii mówimy w przypadku hipercholesterolemii rodzinnej. Należą do nich: nawracające zapalenia i dolegliwości bólowe ścięgna Achillesa; żółtaki – inaczej złogi cholesterolu odkładające się w ścięgnach, w skórze łokci, kolan i pośladków; a także tzw. rąbek starczy rogówki, czyli biaława obwódka na oku u pacjentów poniżej 45 roku życia[12].
 
Regularne wykonywanie lipidogramu pozwala na wykrycie hipercholesterolemii jeszcze zanim pojawią się objawy, które świadczą o wieloletnich, niekorzystnych zmianach zachodzących w organizmie.
 
MIT #4: Stężenie cholesterolu ciężko jest kontrolować i modyfikować
Hipercholesterolemia, choć stanowi duże ryzyko chorób sercowo-naczyniowych jest jednocześnie najłatwiej modyfikowalnym czynnikiem ryzyka.
 
O tym, jak wygląda stan gospodarki lipidowej naszego organizmu mówi lipidogram, nazywany również profilem lub panelem lipidowym. To badanie, które polega na pobraniu próbki krwi, najczęściej z żyły łokciowej. Pozwala na oznaczenie stężenia cholesterolu całkowitego, LDL, HDL i trójglicerydów[13]. Choć jest to niedrogie i proste badanie pozwalające wykryć zaburzenia lipidowe, w Polsce wykonuje się często za późno – po wystąpieniu incydentu sercowo-naczyniowego.
 
Już sama zmiana stylu życia pozwala zredukować stężenie cholesterolu LDL o ok. 20%[14]. Jednak nie u każdej osoby zmagającej się z hipercholesterolemią jest to wystarczające rozwiązanie. O wdrożeniu farmakoterapii na podstawie badań decyduje lekarz. Niestety, mimo kilku dostępnych opcji leczenia, nie każdy z pacjentów osiąga cele terapeutyczne, co ma często związek z niestosowaniem się do zaleceń lekarzy lub nieodpowiednio dobranym leczeniem.
 
MIT #5: Normy dotyczące stężenia cholesterolu są uniwersalne dla każdego
Wartość docelowa, którą powinien osiągnąć pacjent z hipercholesterolemią, powinna być ustalona indywidualnie z lekarzem i opierać się m.in. na analizie ogólnego stanu zdrowia, w tym obecności czynników ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych (takich jak: zawał serca, udar mózgu czy choroba wieńcowa); zmian narządowych (np. przerost mięśnia lewej komory) oraz obecności chorób sercowo-naczyniowych[15]. Obecnie polskie wytyczne (opracowane przez sześć polskich Towarzystw Naukowych zajmujących się obszarem sercowo-naczyniowym) wskazują inne normy dla poszczególnych pięciu grup ryzyka chorób sercowo-naczyniowych (małe, umiarkowane, duże (<70 mg/dl), bardzo duże (<55 mg/dl) i ekstremalne (<40 mg/dl)[16].  
 
MIT #6: Dzięki diecie i aktywności fizycznej można wyleczyć hipercholesterolemię
Podstawą w leczeniu hipercholesterolemii jest modyfikacja stylu życia – zdrowa dieta i aktywność fizyczna. Jednak tak, jak w przypadku określenia norm dla stężenia cholesterolu – także leczenie jest kwestią, która wymaga indywidualnego dostosowania. W wielu przypadkach do zmiany trybu życia należy włączyć leczenie farmakologiczne, o którym – na podstawie badań oraz określeniu grupy ryzyka – decyduje lekarz. Na polskim rynku dostępnych jest kilka opcji leczenia. Standardem i podstawą leczenia farmakologicznego zaburzeń lipidowych są statyny. U części pacjentów stosowane są w skojarzeniu z ezetymibem. Statyny w połączeniu z ezetymibem podawane są w formie tabletek – dzięki nim można obniżyć stężenie cholesterolu LDL-C o około 65%[17]. Kolejny krok to terapia inhibitorami PCSK9 (podanie podskórnie co 2 do 4 tygodni[18]) lub małym interferującym RNA (siRNA, podawanym podskórnie dwa razy w roku)[19]. Stosuje się je u pacjentów, którzy nie osiągają celów terapeutycznych w odpowiedzi na leczenie statynami i ezetymibem[20]. Jednak to po stronie pacjenta pozostaje najważniejsza kwestia – przestrzeganie zaleceń związanych z leczeniem.
 
Szczególnej opieki i stałej kontroli stężenia cholesterolu LDL wymagają pacjenci z dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym oraz chorzy, którzy nie odpowiadają na leczenie[21]. W ich przypadku zaniechanie bądź niewłaściwe leczenie może mieć szczególnie dotkliwe konsekwencje – co trzeci z pacjentów po zawale nie przeżyje następnych 3 lat[22].
 
Warto pamiętać!
– Podstawowym orężem do walki z chorobami sercowo-naczynowymi jest kontrola czynników ryzyka, w tym „złego cholesterolu”. Każde obniżenie stężenia cholesterolu LDL o 1 mmol/L zmniejsza ryzyko incydentu sercowo-naczyniowego aż o 22%. Osiągnięcie celu terapeutycznego, którym jest utrzymanie właściwej dla nas wartości stężenia cholesterolu, wymaga zaangażowania wszystkich stron – klinicystów, którzy wspierają pacjentów w ich drodze po zdrowie, śledząc najnowsze wytyczne i rekomendacje; pacjentów – poprzez regularne badania profilaktyczne i stosowanie się do zaleceń lekarza, a także decydentów – dbających o systemowe podejście do kwestii kontrolowania stężenia cholesterolu LDL – podsumowuje prof. Przemysław Mitkowski.
 
– Regularnie wykonywany lipidogram pozwala na wczesne wykrycie hipercholesterolemii, a co za tym idzie – wdrożenie odpowiedniego leczenia hipolipemizującego. W jego efekcie możemy ograniczyć ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu i wielu innych schorzeń sercowo-naczyniowych. Niezależnie, czy mamy przesłanki do obaw o podwyższone stężenie cholesterolu, czy jesteśmy zdiagnozowani na obecność hipercholesterolemii, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – kiedy ostatni raz sprawdzaliśmy stężenie cholesterolu w organizmie? – mówi prof. Marlena Broncel i dodaje: – Mam nadzieję, że Światowy Dzień Hipercholesterolemii Rodzinnej zwiększy świadomość na temat hipercholesterolemii, zainspiruje do wykonania lipidogramu, aby w niedalekiej przyszłości doprowadzić do pozytywnej zmiany w obszarze kardiologii w Polsce.
 
– Z podwyższonym stężeniem cholesterolu zmaga się wielu Polaków, nieświadomych choroby jest ponad połowa z nich. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że brak podjęcia odpowiedniego postępowania terapeutycznego, to prosta droga do zawału lub udaru, a w najtragiczniejszym przypadku – śmierci. Dlatego warto edukować w zakresie profilaktyki związanej ze stężeniem cholesterolu, walczyć z mitami, mówić głośno, do czego może doprowadzić nieleczona lub niewłaściwie leczona hipercholesterolemia. Ograniczenie szkód związanych z zaburzeniami lipidowymi, a co za tym idzie, z miażdżycą i jej konsekwencjami jest niezwykle ważne zarówno z perspektywy indywidualnego pacjenta, jak i całego systemu opieki zdrowotnej – zwraca uwagę Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia „EcoSerce”, członkini Global Heart Hub.
 
 
[1] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[2] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent-Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108-113
[3] Postępowanie w rodzinnej hipercholesterolemii u dzieci i młodzieży. Stanowisko Forum Ekspertów Lipidowych, www.kardiologiapolska.pl, Kardiologia Polska 2013; 71, 10: 1099–1105; DOI: 10.5603/KP.2013.0276
[4] Roth GA, Mensah GA, Johnson CO, et al. Global Burden of Cardiovascular Diseases and Risk Factors, 1990–2019: Update from the GBD 2019 Study [published correction appears in J Am Coll Cardiol. 2021 Apr 20;77(15):1958–1959]. J Am Coll Cardiol. 2020;76(25):2982–3021.
[5] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[6] Badanie WOBASZ: Pająk A, Szafraniec K, Polak M, et al. Pol Arch Med Wewn. 2016; 126(9): 642–652
[7] Tamże
[8] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[9] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[10] https://www.kardiologia-i-diabetologia.pl/artykul/pacjenci-ekstremalnie-wysokiego-ryzyka-predysponowani-do-terapii-inhibitorem-pcsk-9
[11] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent–Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108–113
[12] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[13] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/141216,lipidy-i-lipidogram
[14] https://ncez.pzh.gov.pl/choroba-a-dieta/czy-warto-obnizac-poziom-cholesterolu/   
[15] Wytyczne PTL/KLRWP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[16] Tamże
[17] Tamże
[18] Tamże
[19] Tamże
[20] Tamże
[21] Tamże
[22] Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski, Zbigniew Strzelecki, Janusz Szymborski, 2015, https://bip.stat.gov.pl/files/gfx/bip/pl/zamowieniapubliczne/426/248/1/81_gp_rrl_2015_monografia_kardiologiczna.pdf 

źródło: Novartis

Z okazji Światowego Dnia Świadomości Hipercholesterolemii Rodzinnej, który przypada 24 września, eksperci zwracają uwagę na najczęściej powtarzane mity o wysokim stężeniu cholesterolu, który stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia Polaków. Hipercholesterolemia, choć brzmi enigmatycznie, oznacza podwyższone stężenie cholesterolu LDL – nazywanego także „złym” cholesterolem.
 
Organizm człowieka potrzebuje cholesterolu w niewielkich ilościach do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania, a jeżeli jego stężenie zaczyna wykraczać poza normy, może to skutkować zmianami miażdżycowymi, które podwyższają ryzyko wystąpienia objawowych miażdżycowych chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca czy udarów mózgu. Miażdżyca latami rozwija się bezobjawowo i z tego powodu choroby sercowo-naczyniowe określane są mianem „cichych zabójców” – mówi prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Na powody, dla których choroby układu sercowo-naczyniowego pozostają główną przyczyną hospitalizacji i zgonów w Polsce[4] zwraca także uwagę prof. dr hab. n. med. Marlena Broncel, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Szpitala im. Wł. Biegańskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Cholesterol nie boli, dlatego niewiele osób wykonuje proste badanie z krwi, które może ujawnić jego wysokie stężenie. Wśród Polaków brakuje świadomości, kogo podwyższone stężenie cholesterolu może dotyczyć oraz jakie poważne konsekwencje dla zdrowia i życia niesie. O istocie problemu świadczy, chociażby to, że wśród świadomych choroby Polaków zaledwie 6% pacjentów stosuje skuteczne leczenie mające na celu obniżenie stężenia cholesterolu LDL do odpowiedniej dla pacjentów normy. Tymczasem hipercholesterolemię można łatwo zdiagnozować i skutecznie leczyć. Dlatego uwrażliwiamy Polaków na tę niewidzialną chorobę, wokół której narosło wiele szkodliwych mitów.
 
MIT #1: Wśród Polaków podwyższone stężenie cholesterolu występuje rzadko i od niedawna
Pierwsze dane dotyczące występowania hipercholesterolemii w Polsce pochodzą z badania Pol-MONICA, przeprowadzonego w latach 1984-1993. Już wtedy były to niepokojące liczby. Hipercholesterolemię stwierdzono u 70% kobiet i niemal 73% badanych mężczyzn[5]. Obecnie szacuje się, że podwyższone stężenie cholesterolu występuje u ok. 60% (20 mln) Polaków[6], z czego ok. 60%[7] z nich, nie jest świadomych swojego stanu zdrowia. Zaburzenia lipidowe w Polsce występują częściej niż w innych krajach Europy Zachodniej[8].
 
MIT #2: Podwyższone stężenie cholesterolu dotyczy tylko osób otyłych
Wbrew obiegowej opinii hipercholesterolemia nie dotyka tylko osób starszych, z nadwagą i złymi nawykami żywieniowymi. Wysokie stężenie cholesterolu występuje także u osób młodych, utrzymujących prawidłowy poziom aktywności fizycznej, szczupłych, a nawet – może być odziedziczone. Hipercholesterolemię rodzinną dziedziczy się w sposób dominujący i ryzyko jej wystąpienia u potomstwa wynosi 50%[9].
 
Osoby z hipercholesterolemią rodzinną należą do grupy dużego ryzyka wystąpienia incydentów sercowo-naczyniowych, czyli zawałów serca czy udarów mózgu[10]. Dlatego wczesna identyfikacja choroby, szczególnie u rodziców i w okresie dzieciństwa, jest kluczowa, gdyż umożliwia podjęcie odpowiednio wcześnie działań prewencyjnych (np. terapii hipolipemizującej) obniżających stężenie cholesterolu LDL, a w efekcie – także ryzyko wystąpienia zawału serca czy udaru mózgu.
 
MIT #3: Objawy wysokiego stężenia cholesterolu są widoczne
Hipercholesterolemia może przez długi okres rozwijać się bezobjawowo. Zazwyczaj wykrywa się ją przez przypadek. Najczęściej, gdy dochodzi do zawału serca lub udaru mózgu[11]. O bardziej charakterystycznych objawach hipercholesterolemii mówimy w przypadku hipercholesterolemii rodzinnej. Należą do nich: nawracające zapalenia i dolegliwości bólowe ścięgna Achillesa; żółtaki – inaczej złogi cholesterolu odkładające się w ścięgnach, w skórze łokci, kolan i pośladków; a także tzw. rąbek starczy rogówki, czyli biaława obwódka na oku u pacjentów poniżej 45 roku życia[12].
 
Regularne wykonywanie lipidogramu pozwala na wykrycie hipercholesterolemii jeszcze zanim pojawią się objawy, które świadczą o wieloletnich, niekorzystnych zmianach zachodzących w organizmie.
 
MIT #4: Stężenie cholesterolu ciężko jest kontrolować i modyfikować
Hipercholesterolemia, choć stanowi duże ryzyko chorób sercowo-naczyniowych jest jednocześnie najłatwiej modyfikowalnym czynnikiem ryzyka.
 
O tym, jak wygląda stan gospodarki lipidowej naszego organizmu mówi lipidogram, nazywany również profilem lub panelem lipidowym. To badanie, które polega na pobraniu próbki krwi, najczęściej z żyły łokciowej. Pozwala na oznaczenie stężenia cholesterolu całkowitego, LDL, HDL i trójglicerydów[13]. Choć jest to niedrogie i proste badanie pozwalające wykryć zaburzenia lipidowe, w Polsce wykonuje się często za późno – po wystąpieniu incydentu sercowo-naczyniowego.
 
Już sama zmiana stylu życia pozwala zredukować stężenie cholesterolu LDL o ok. 20%[14]. Jednak nie u każdej osoby zmagającej się z hipercholesterolemią jest to wystarczające rozwiązanie. O wdrożeniu farmakoterapii na podstawie badań decyduje lekarz. Niestety, mimo kilku dostępnych opcji leczenia, nie każdy z pacjentów osiąga cele terapeutyczne, co ma często związek z niestosowaniem się do zaleceń lekarzy lub nieodpowiednio dobranym leczeniem.
 
MIT #5: Normy dotyczące stężenia cholesterolu są uniwersalne dla każdego
Wartość docelowa, którą powinien osiągnąć pacjent z hipercholesterolemią, powinna być ustalona indywidualnie z lekarzem i opierać się m.in. na analizie ogólnego stanu zdrowia, w tym obecności czynników ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych (takich jak: zawał serca, udar mózgu czy choroba wieńcowa); zmian narządowych (np. przerost mięśnia lewej komory) oraz obecności chorób sercowo-naczyniowych[15]. Obecnie polskie wytyczne (opracowane przez sześć polskich Towarzystw Naukowych zajmujących się obszarem sercowo-naczyniowym) wskazują inne normy dla poszczególnych pięciu grup ryzyka chorób sercowo-naczyniowych (małe, umiarkowane, duże (<70 mg/dl), bardzo duże (<55 mg/dl) i ekstremalne (<40 mg/dl)[16].  
 
MIT #6: Dzięki diecie i aktywności fizycznej można wyleczyć hipercholesterolemię
Podstawą w leczeniu hipercholesterolemii jest modyfikacja stylu życia – zdrowa dieta i aktywność fizyczna. Jednak tak, jak w przypadku określenia norm dla stężenia cholesterolu – także leczenie jest kwestią, która wymaga indywidualnego dostosowania. W wielu przypadkach do zmiany trybu życia należy włączyć leczenie farmakologiczne, o którym – na podstawie badań oraz określeniu grupy ryzyka – decyduje lekarz. Na polskim rynku dostępnych jest kilka opcji leczenia. Standardem i podstawą leczenia farmakologicznego zaburzeń lipidowych są statyny. U części pacjentów stosowane są w skojarzeniu z ezetymibem. Statyny w połączeniu z ezetymibem podawane są w formie tabletek – dzięki nim można obniżyć stężenie cholesterolu LDL-C o około 65%[17]. Kolejny krok to terapia inhibitorami PCSK9 (podanie podskórnie co 2 do 4 tygodni[18]) lub małym interferującym RNA (siRNA, podawanym podskórnie dwa razy w roku)[19]. Stosuje się je u pacjentów, którzy nie osiągają celów terapeutycznych w odpowiedzi na leczenie statynami i ezetymibem[20]. Jednak to po stronie pacjenta pozostaje najważniejsza kwestia – przestrzeganie zaleceń związanych z leczeniem.
 
Szczególnej opieki i stałej kontroli stężenia cholesterolu LDL wymagają pacjenci z dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym oraz chorzy, którzy nie odpowiadają na leczenie[21]. W ich przypadku zaniechanie bądź niewłaściwe leczenie może mieć szczególnie dotkliwe konsekwencje – co trzeci z pacjentów po zawale nie przeżyje następnych 3 lat[22].
 
Warto pamiętać!
– Podstawowym orężem do walki z chorobami sercowo-naczynowymi jest kontrola czynników ryzyka, w tym „złego cholesterolu”. Każde obniżenie stężenia cholesterolu LDL o 1 mmol/L zmniejsza ryzyko incydentu sercowo-naczyniowego aż o 22%. Osiągnięcie celu terapeutycznego, którym jest utrzymanie właściwej dla nas wartości stężenia cholesterolu, wymaga zaangażowania wszystkich stron – klinicystów, którzy wspierają pacjentów w ich drodze po zdrowie, śledząc najnowsze wytyczne i rekomendacje; pacjentów – poprzez regularne badania profilaktyczne i stosowanie się do zaleceń lekarza, a także decydentów – dbających o systemowe podejście do kwestii kontrolowania stężenia cholesterolu LDL – podsumowuje prof. Przemysław Mitkowski.
 
– Regularnie wykonywany lipidogram pozwala na wczesne wykrycie hipercholesterolemii, a co za tym idzie – wdrożenie odpowiedniego leczenia hipolipemizującego. W jego efekcie możemy ograniczyć ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu i wielu innych schorzeń sercowo-naczyniowych. Niezależnie, czy mamy przesłanki do obaw o podwyższone stężenie cholesterolu, czy jesteśmy zdiagnozowani na obecność hipercholesterolemii, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – kiedy ostatni raz sprawdzaliśmy stężenie cholesterolu w organizmie? – mówi prof. Marlena Broncel i dodaje: – Mam nadzieję, że Światowy Dzień Hipercholesterolemii Rodzinnej zwiększy świadomość na temat hipercholesterolemii, zainspiruje do wykonania lipidogramu, aby w niedalekiej przyszłości doprowadzić do pozytywnej zmiany w obszarze kardiologii w Polsce.
 
– Z podwyższonym stężeniem cholesterolu zmaga się wielu Polaków, nieświadomych choroby jest ponad połowa z nich. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że brak podjęcia odpowiedniego postępowania terapeutycznego, to prosta droga do zawału lub udaru, a w najtragiczniejszym przypadku – śmierci. Dlatego warto edukować w zakresie profilaktyki związanej ze stężeniem cholesterolu, walczyć z mitami, mówić głośno, do czego może doprowadzić nieleczona lub niewłaściwie leczona hipercholesterolemia. Ograniczenie szkód związanych z zaburzeniami lipidowymi, a co za tym idzie, z miażdżycą i jej konsekwencjami jest niezwykle ważne zarówno z perspektywy indywidualnego pacjenta, jak i całego systemu opieki zdrowotnej – zwraca uwagę Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia „EcoSerce”, członkini Global Heart Hub.
 
 
[1] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[2] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent-Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108-113
[3] Postępowanie w rodzinnej hipercholesterolemii u dzieci i młodzieży. Stanowisko Forum Ekspertów Lipidowych, www.kardiologiapolska.pl, Kardiologia Polska 2013; 71, 10: 1099–1105; DOI: 10.5603/KP.2013.0276
[4] Roth GA, Mensah GA, Johnson CO, et al. Global Burden of Cardiovascular Diseases and Risk Factors, 1990–2019: Update from the GBD 2019 Study [published correction appears in J Am Coll Cardiol. 2021 Apr 20;77(15):1958–1959]. J Am Coll Cardiol. 2020;76(25):2982–3021.
[5] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[6] Badanie WOBASZ: Pająk A, Szafraniec K, Polak M, et al. Pol Arch Med Wewn. 2016; 126(9): 642–652
[7] Tamże
[8] Wytyczne PTL/KLRwP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[9] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[10] https://www.kardiologia-i-diabetologia.pl/artykul/pacjenci-ekstremalnie-wysokiego-ryzyka-predysponowani-do-terapii-inhibitorem-pcsk-9
[11] Hipercholesterolemia – zmora dzisiejszych czasów. Co zrobić, by zapobiec jej konsekwencjom w świetle aktualnych zaleceń kardiologicznych, Katarzyna Arent–Piotrowska, Probl Hig Epidemiol 2018, 99(2): 108–113
[12] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/140975,hipercholesterolemia-rodzinna
[13] https://www.mp.pl/pacjent/cholesterol/hipercholesterolemia/141216,lipidy-i-lipidogram
[14] https://ncez.pzh.gov.pl/choroba-a-dieta/czy-warto-obnizac-poziom-cholesterolu/   
[15] Wytyczne PTL/KLRWP/PTK/PTDL/PTD/PTNT diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych w Polsce 2021, Lekarz POZ 04/2021
[16] Tamże
[17] Tamże
[18] Tamże
[19] Tamże
[20] Tamże
[21] Tamże
[22] Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski, Zbigniew Strzelecki, Janusz Szymborski, 2015, https://bip.stat.gov.pl/files/gfx/bip/pl/zamowieniapubliczne/426/248/1/81_gp_rrl_2015_monografia_kardiologiczna.pdf 

źródło: Novartis

W myśleniu o chorobie otyłościowej nadal przeważają stereotypy, które nie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jedynie 15% Polaków uważa, że otyłość to choroba, którą można, a nawet trzeba leczyć[1]. Powielane stereotypy przyczyniają się do ignorowania powagi tej choroby.  Odpowiadamy na 5 najczęściej pojawiających się pytań dotyczących otyłości i wyjaśniamy, dlaczego konkretne stereotypy nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Lekarze biją na alarm, ponieważ choroba otyłościowa dotyka coraz większej części społeczeństwa. Statystki pokazują, że stoimy u progu epidemii XXI. W Polsce na otyłość choruje 8 mln dorosłych, a w rankingach międzynarodowych zajmujemy niechlubne 5. miejsce pod względem liczby dzieci z otyłością. 

Dlaczego nie wystarczy jeść mniej, żeby wyleczyć się z otyłości?
„Jedz mniej!” taki zwrot jest często kierowany w stosunku do osób, które mierzą się z otyłością. Niestety sformułowanie to pada również z ust przedstawicieli ochrony zdrowia. Przeświadczenie, że otyłość jest jedynie wynikiem spożywania nadmiernej ilości pokarmu jest zarówno twierdzeniem niezgodnym z aktualną wiedzą medyczną, jak również wielkim uproszczeniem czynników chorobotwórczych prowadzących do rozwoju otyłości.

Badania naukowe jasno wskazują, że otyłość nie jest winą chorego. Jest to choroba rozwijająca się na tle zaburzeń związanych z funkcjonowaniem hormonów i neuroprzekaźników, które decydują o tym ile jemy, ile zużywamy energii, co jemy oraz kiedy. U chorego na otyłość dochodzi do zaburzenia homeostazy energetycznej organizmu, czyli tzw. równowagi energetycznej. Następuje zaburzenie wydatku energetycznego, na co chory nie ma żadnego wpływu. Zdrowy organizm sam decyduje o tym, jaką ilość pokarmu może spożywać, aby prawidłowo funkcjonować. U osób chorych na otyłość ta funkcja jest zaburzona
  wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Myśląc o chorobie otyłościowej często zapominamy o ogromnej roli hormonów w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Właśnie dzięki nim człowiek odczuwa sytość lub głód. Jednym z przykładów hormonu stymulującego mózg do jedzenia jest grelina, która decyduje za nas, kiedy musimy sięgnąć po pokarm. Hormon ten jest wydzielany przez komórki znajdujące się w żołądku każdego człowieka. Przy zburzeniach w jej wydzielaniu osoba chora będzie odczuwać nieustanny głód.

Dlaczego osoba chora nie powinna być obarczana winą za swój stan zdrowia?
Wiąże się to po części z omówionym wyżej przeświadczeniem „Jesz za dużo, więc sam sobie jesteś winien”. Posiadając aktualną wiedzę medyczną jesteśmy w stanie stwierdzić, że osoba chorująca na otyłość nie jest w stanie zapanować chociażby nad swoimi hormonami.

Obarczanie osobę chorą winą nigdy nie przynosi pozytywnych rezultatów. Nie wiemy, ile samodzielnych prób podejmowała osoba z otyłością, w celu redukcji masy ciała. Ponoszenie porażek w połączeniu z obarczaniem winą nie tylko wpływa na negatywną samoocenę takiej osoby, ale przyczynia się do jej zamknięcia na kontakt z otoczeniem. W konsekwencji prowadzi do osamotnienia w mierzeniu się z chorobą otyłościową. Kluczem do sukcesu w procesie terapeutycznym jest wsparcie osób bliskich. Udzielenie go będzie możliwe tylko wtedy, gdy uświadomimy sobie, że otyłość to poważna choroba.  zaznacza dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Zaburzenia pojawiające się w innych chorobach np. kardiologicznych, diabetologicznych, onkologicznych są zawsze traktowane z powagą i zrozumieniem. Natomiast w przypadku choroby otyłościowej istnieje tendencja do obarczania winą chorego za rozwój choroby.

Niestety, ale brak zrozumienia osoby zmagającej się z chorobą otyłościową, jest również zauważalny w systemie opieki zdrowotnej. Z badania opinii publicznej wynika, że 4 na 10 respondentów z otyłością spotkało się z niewłaściwym traktowaniem ze strony przedstawicieli ochrony zdrowia. Dotyczyło to zazwyczaj sprowadzania wszystkich problemów ze zdrowiem chorego jedynie do nadmiernej masy ciała oraz kierowania w stronę chorych stygmatyzujących komentarzy[2].

Dlaczego choroba otyłościowa nie jest wyłącznie defektem estetycznym?
Otyłość to choroba przewlekła, która nie leczona może doprowadzić do rozwoju ponad 200 różnych powikłań, jak np.: cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, schorzeń układu kostno-stawowego, nowotworów. Każdy układ bądź narząd zostaje dotknięty przez powikłania choroby otyłościowej. Badania wskazują, że otyłość znacznie zwiększa szansę zachorowania na nowotwory piersi i macicy wśród kobiet oraz nowotwory układu pokarmowego wśród obu płci. Jest to choroba dokonująca ogromnego spustoszenia w organizmie człowieka, którego nie widać gołym okiem. Natomiast, największą uwagę poświęca się efektom ubocznym otyłości, czyli nadmiernej masie ciała  tłumaczy prof. Lucyna Ostrowska, kierownik Zakładu Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Traktowanie otyłości jedynie jako defektu estetycznego jest niebezpieczne, ponieważ nie ukazuje w całości powagi tej choroby. Pierwszym etapem w procesie leczenia otyłości dla pacjenta jest uświadomienie sobie, że jego stan zdrowia nie jest jedynie kwestią wyglądu, ale może nieść za sobą poważne konsekwencje. Bez takiej świadomości osoba z chorobą otyłościową nie będzie miała szansy na uzyskanie pomocy od lekarza i podjęcie odpowiednich kroków w celu rozpoczęcia skoordynowanej terapii.  

Dlaczego rygorystyczna dieta jest zarówno niebezpieczną, jak i nieefektywną metodą leczenia?
Samodzielne próby poradzenia sobie z otyłością często kończą się odwrotnymi rezultatami od zamierzonych. 70% badanych spotkało się z sytuacją, gdy stosowana dieta nie przyniosła oczekiwanych efektów[3].
Rygorystyczna dieta nie tylko może doprowadzić do zaostrzenia choroby, ale również stanowić zagrożenie dla życia człowieka. Leczenie otyłości to długofalowy proces. W związku z tym nie można liczyć na szybkie rezultaty utraty masy ciała oraz powrotu do zdrowia. W szczególności w okresie wakacyjnym należy uważać, aby nie popaść w spiralę przekazów reklamowych obiecujących szybkie efekty utraty masy ciała.

Szczególne zagrożenie dla osób chorujących na otyłość stwarzają oferty na tzw. wczasy odchudzające, podczas których pacjent stosuję dietę 500 kcal, ponieważ robi sobie tym ogromną krzywdę. Efekt jest krótkotrwały, a konsekwencje takiej diety doprowadzają do zaostrzenia stanu chorobowego. Warzywa, owoce i woda działają moczopędnie, w wyniku tego masa ciała spada nawet o 4 kg. I mamy efekt zachwytu, aczkolwiek na wczasach nikt nie komunikuje, że głównie wydalany jest glikogen. Po powrocie wracamy do starych nawyków żywieniowych i glikogen szybko się odbudowuje, ściąga wodę, spowalnia przemianę materii i waga w zawrotnym tempie idzie do góry. Proces leczenia otyłości jest żmudny i długotrwały. Osoba, która chce poprawić stan swojego zdrowia musi uzbroić się w cierpliwość  – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański.

Dieta i aktywność fizyczna. Szansa na wyzdrowienie?
Średnia redukcja wyjściowej masy ciała bez wdrażania terapii farmakologicznej wynosi 3-5%. W przypadku chęci utraty wagi w okolicach 2-3 kg jest to możliwe do skorygowania za pomocą diety.

W przypadku choroby otyłościowej nie dieta, ale zmiana sposobu myślenia o żywieniu może sprawić, że pacjent trwale wprowadzi do swojego życia zasady terapii żywieniowej, które pozwolą mu w długim okresie osiągnąć zamierzone efekty. Jednak pamiętajmy o tym, że zanim ustalimy plan terapii niezbędna będzie wizyta u lekarza w celu postawienia dokładnej diagnozy. Niezmiernie ważna w procesie terapeutycznym jest motywacja chorego. Z mojego doświadczenia wiem, że skupienie swojej uwagi jedynie na chęci utraty kilogramów nie jest wystarczająco motywujące w dłuższej perspektywie czasowej. Największą motywacją dla pacjenta powinna być chęć powrotu do zdrowia ogólnego organizmu, tylko wtedy utrata zbędnych kilogramów będzie zadowalającym bonusem w procesie terapeutycznym  tłumaczy dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Aktywność fizyczna jest nieodłącznym elementem w procesie terapeutycznym osoby z chorobą otyłościową, aczkolwiek może ona zostać wprowadzona po uzyskaniu odpowiedniej diagnozy i uregulowaniu kwestii zdrowotnych we współpracy z lekarzem. Należy pamiętać, że aktywność ta powinna być dostosowana do stanu zdrowia osoby chorej.

 
[1] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18.02.2022 r. przez agencję badawczą SW Research. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
[2] j. w.
[3] j. w.

źródlo: Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości

W myśleniu o chorobie otyłościowej nadal przeważają stereotypy, które nie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jedynie 15% Polaków uważa, że otyłość to choroba, którą można, a nawet trzeba leczyć[1]. Powielane stereotypy przyczyniają się do ignorowania powagi tej choroby.  Odpowiadamy na 5 najczęściej pojawiających się pytań dotyczących otyłości i wyjaśniamy, dlaczego konkretne stereotypy nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Lekarze biją na alarm, ponieważ choroba otyłościowa dotyka coraz większej części społeczeństwa. Statystki pokazują, że stoimy u progu epidemii XXI. W Polsce na otyłość choruje 8 mln dorosłych, a w rankingach międzynarodowych zajmujemy niechlubne 5. miejsce pod względem liczby dzieci z otyłością. 

Dlaczego nie wystarczy jeść mniej, żeby wyleczyć się z otyłości?
„Jedz mniej!” taki zwrot jest często kierowany w stosunku do osób, które mierzą się z otyłością. Niestety sformułowanie to pada również z ust przedstawicieli ochrony zdrowia. Przeświadczenie, że otyłość jest jedynie wynikiem spożywania nadmiernej ilości pokarmu jest zarówno twierdzeniem niezgodnym z aktualną wiedzą medyczną, jak również wielkim uproszczeniem czynników chorobotwórczych prowadzących do rozwoju otyłości.

Badania naukowe jasno wskazują, że otyłość nie jest winą chorego. Jest to choroba rozwijająca się na tle zaburzeń związanych z funkcjonowaniem hormonów i neuroprzekaźników, które decydują o tym ile jemy, ile zużywamy energii, co jemy oraz kiedy. U chorego na otyłość dochodzi do zaburzenia homeostazy energetycznej organizmu, czyli tzw. równowagi energetycznej. Następuje zaburzenie wydatku energetycznego, na co chory nie ma żadnego wpływu. Zdrowy organizm sam decyduje o tym, jaką ilość pokarmu może spożywać, aby prawidłowo funkcjonować. U osób chorych na otyłość ta funkcja jest zaburzona
  wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Myśląc o chorobie otyłościowej często zapominamy o ogromnej roli hormonów w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Właśnie dzięki nim człowiek odczuwa sytość lub głód. Jednym z przykładów hormonu stymulującego mózg do jedzenia jest grelina, która decyduje za nas, kiedy musimy sięgnąć po pokarm. Hormon ten jest wydzielany przez komórki znajdujące się w żołądku każdego człowieka. Przy zburzeniach w jej wydzielaniu osoba chora będzie odczuwać nieustanny głód.

Dlaczego osoba chora nie powinna być obarczana winą za swój stan zdrowia?
Wiąże się to po części z omówionym wyżej przeświadczeniem „Jesz za dużo, więc sam sobie jesteś winien”. Posiadając aktualną wiedzę medyczną jesteśmy w stanie stwierdzić, że osoba chorująca na otyłość nie jest w stanie zapanować chociażby nad swoimi hormonami.

Obarczanie osobę chorą winą nigdy nie przynosi pozytywnych rezultatów. Nie wiemy, ile samodzielnych prób podejmowała osoba z otyłością, w celu redukcji masy ciała. Ponoszenie porażek w połączeniu z obarczaniem winą nie tylko wpływa na negatywną samoocenę takiej osoby, ale przyczynia się do jej zamknięcia na kontakt z otoczeniem. W konsekwencji prowadzi do osamotnienia w mierzeniu się z chorobą otyłościową. Kluczem do sukcesu w procesie terapeutycznym jest wsparcie osób bliskich. Udzielenie go będzie możliwe tylko wtedy, gdy uświadomimy sobie, że otyłość to poważna choroba.  zaznacza dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Zaburzenia pojawiające się w innych chorobach np. kardiologicznych, diabetologicznych, onkologicznych są zawsze traktowane z powagą i zrozumieniem. Natomiast w przypadku choroby otyłościowej istnieje tendencja do obarczania winą chorego za rozwój choroby.

Niestety, ale brak zrozumienia osoby zmagającej się z chorobą otyłościową, jest również zauważalny w systemie opieki zdrowotnej. Z badania opinii publicznej wynika, że 4 na 10 respondentów z otyłością spotkało się z niewłaściwym traktowaniem ze strony przedstawicieli ochrony zdrowia. Dotyczyło to zazwyczaj sprowadzania wszystkich problemów ze zdrowiem chorego jedynie do nadmiernej masy ciała oraz kierowania w stronę chorych stygmatyzujących komentarzy[2].

Dlaczego choroba otyłościowa nie jest wyłącznie defektem estetycznym?
Otyłość to choroba przewlekła, która nie leczona może doprowadzić do rozwoju ponad 200 różnych powikłań, jak np.: cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, schorzeń układu kostno-stawowego, nowotworów. Każdy układ bądź narząd zostaje dotknięty przez powikłania choroby otyłościowej. Badania wskazują, że otyłość znacznie zwiększa szansę zachorowania na nowotwory piersi i macicy wśród kobiet oraz nowotwory układu pokarmowego wśród obu płci. Jest to choroba dokonująca ogromnego spustoszenia w organizmie człowieka, którego nie widać gołym okiem. Natomiast, największą uwagę poświęca się efektom ubocznym otyłości, czyli nadmiernej masie ciała  tłumaczy prof. Lucyna Ostrowska, kierownik Zakładu Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Traktowanie otyłości jedynie jako defektu estetycznego jest niebezpieczne, ponieważ nie ukazuje w całości powagi tej choroby. Pierwszym etapem w procesie leczenia otyłości dla pacjenta jest uświadomienie sobie, że jego stan zdrowia nie jest jedynie kwestią wyglądu, ale może nieść za sobą poważne konsekwencje. Bez takiej świadomości osoba z chorobą otyłościową nie będzie miała szansy na uzyskanie pomocy od lekarza i podjęcie odpowiednich kroków w celu rozpoczęcia skoordynowanej terapii.  

Dlaczego rygorystyczna dieta jest zarówno niebezpieczną, jak i nieefektywną metodą leczenia?
Samodzielne próby poradzenia sobie z otyłością często kończą się odwrotnymi rezultatami od zamierzonych. 70% badanych spotkało się z sytuacją, gdy stosowana dieta nie przyniosła oczekiwanych efektów[3].
Rygorystyczna dieta nie tylko może doprowadzić do zaostrzenia choroby, ale również stanowić zagrożenie dla życia człowieka. Leczenie otyłości to długofalowy proces. W związku z tym nie można liczyć na szybkie rezultaty utraty masy ciała oraz powrotu do zdrowia. W szczególności w okresie wakacyjnym należy uważać, aby nie popaść w spiralę przekazów reklamowych obiecujących szybkie efekty utraty masy ciała.

Szczególne zagrożenie dla osób chorujących na otyłość stwarzają oferty na tzw. wczasy odchudzające, podczas których pacjent stosuję dietę 500 kcal, ponieważ robi sobie tym ogromną krzywdę. Efekt jest krótkotrwały, a konsekwencje takiej diety doprowadzają do zaostrzenia stanu chorobowego. Warzywa, owoce i woda działają moczopędnie, w wyniku tego masa ciała spada nawet o 4 kg. I mamy efekt zachwytu, aczkolwiek na wczasach nikt nie komunikuje, że głównie wydalany jest glikogen. Po powrocie wracamy do starych nawyków żywieniowych i glikogen szybko się odbudowuje, ściąga wodę, spowalnia przemianę materii i waga w zawrotnym tempie idzie do góry. Proces leczenia otyłości jest żmudny i długotrwały. Osoba, która chce poprawić stan swojego zdrowia musi uzbroić się w cierpliwość  – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański.

Dieta i aktywność fizyczna. Szansa na wyzdrowienie?
Średnia redukcja wyjściowej masy ciała bez wdrażania terapii farmakologicznej wynosi 3-5%. W przypadku chęci utraty wagi w okolicach 2-3 kg jest to możliwe do skorygowania za pomocą diety.

W przypadku choroby otyłościowej nie dieta, ale zmiana sposobu myślenia o żywieniu może sprawić, że pacjent trwale wprowadzi do swojego życia zasady terapii żywieniowej, które pozwolą mu w długim okresie osiągnąć zamierzone efekty. Jednak pamiętajmy o tym, że zanim ustalimy plan terapii niezbędna będzie wizyta u lekarza w celu postawienia dokładnej diagnozy. Niezmiernie ważna w procesie terapeutycznym jest motywacja chorego. Z mojego doświadczenia wiem, że skupienie swojej uwagi jedynie na chęci utraty kilogramów nie jest wystarczająco motywujące w dłuższej perspektywie czasowej. Największą motywacją dla pacjenta powinna być chęć powrotu do zdrowia ogólnego organizmu, tylko wtedy utrata zbędnych kilogramów będzie zadowalającym bonusem w procesie terapeutycznym  tłumaczy dr n. o zdr. Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Aktywność fizyczna jest nieodłącznym elementem w procesie terapeutycznym osoby z chorobą otyłościową, aczkolwiek może ona zostać wprowadzona po uzyskaniu odpowiedniej diagnozy i uregulowaniu kwestii zdrowotnych we współpracy z lekarzem. Należy pamiętać, że aktywność ta powinna być dostosowana do stanu zdrowia osoby chorej.

 
[1] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18.02.2022 r. przez agencję badawczą SW Research. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
[2] j. w.
[3] j. w.

źródlo: Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości