Medicalpress
Jogurt na śniadanie, ogórki kiszone do obiadu, a do tego porcja świeżych warzyw i owoców. Okazuje się, że taki sposób odżywiania może mówić o jakości naszej diety więcej, niż dotychczas sądzono. Naukowcy z Francji wykazali, że osoby częściej sięgające po produkty prawdopodobnie zawierające żywe mikroorganizmy zazwyczaj odżywiają się zdrowiej i dostarczają organizmowi więcej cennych składników odżywczych. Nie oznacza to jednak, że to same mikroorganizmy odpowiadają za ten efekt – są raczej elementem szerszego, zdrowego modelu żywienia.
Do takich produktów należą przede wszystkim naturalne jogurty, kefiry, niektóre sery, a także surowe warzywa i owoce oraz wybrane produkty fermentowane, w tym kiszonki. To właśnie one od lat znajdują się w centrum zainteresowania badaczy zajmujących się mikrobiotą jelitową i wpływem diety na zdrowie.

Niemal każdy je produkty zawierające żywe mikroorganizmy

Badanie opublikowane w czasopiśmie Nutrition Bulletin objęło blisko 3900 dzieci i dorosłych uczestniczących w reprezentatywnym francuskim badaniu żywieniowym INCA3. Naukowcy ocenili, jak często badani spożywali produkty zakwalifikowane jako zawierające niskie, średnie lub wysokie ilości żywych mikroorganizmów.

Okazało się, że niemal wszyscy uczestnicy sięgali po produkty zawierające średnie lub wysokie ilości żywych mikroorganizmów. Dotyczyło to 97,7 proc. dzieci oraz 98,4 proc. dorosłych. Średnie dzienne spożycie takich produktów wynosiło około 167 g u dzieci i ponad 215 g u dorosłych.

Najważniejszym źródłem produktów o średniej zawartości żywych mikroorganizmów były surowe owoce i warzywa. Z kolei do produktów o najwyższej zawartości zaliczano przede wszystkim jogurty oraz sery niepasteryzowane.

Co ciekawe, mimo rosnącej popularności żywności fermentowanej, we Francji znacznie rzadziej spożywano kefir, tofu, miso, kiszoną kapustę czy inne fermentowane dodatki do potraw.

Mniej kalorii, więcej wartości odżywczych

Choć produkty zawierające żywe mikroorganizmy dostarczały jedynie niewielką część dziennej energii, okazały się ważnym źródłem wielu składników odżywczych.

U dorosłych odpowiadały za ponad 20 proc. dziennego spożycia wapnia, witaminy A, witaminy D oraz ryboflawiny. Podobne zależności obserwowano również u dzieci. Oznacza to, że produkty te dostarczają organizmowi stosunkowo dużo wartości odżywczych w stosunku do swojej kaloryczności.

Im więcej takich produktów, tym lepsza dieta

Najciekawsze wnioski dotyczyły jednak ogólnego sposobu odżywiania.

Osoby, które najczęściej spożywały produkty zawierające żywe mikroorganizmy, jednocześnie jadły więcej warzyw, owoców i naturalnych produktów mlecznych. Rzadziej natomiast sięgały po słodzone napoje, słodycze, słone przekąski czy wysoko przetworzone dania.

Dorośli częściej wybierali również produkty pełnoziarniste oraz ryby, natomiast dzieci spożywały więcej roślin strączkowych. Analiza wykazała także, że ich sposób odżywiania lepiej odpowiadał francuskim zaleceniom żywieniowym i zapewniał wyższe spożycie wielu niezbędnych witamin oraz składników mineralnych.

Badacze podkreślają, że produkty zawierające żywe mikroorganizmy mogą być dobrym wskaźnikiem ogólnie zdrowszego modelu żywienia.

Dlaczego fermentowane produkty są tak cenne?

Rosnące zainteresowanie produktami fermentowanymi nie jest przypadkowe. Naturalne jogurty, kefiry, maślanki czy tradycyjne kiszonki są źródłem bakterii fermentacji mlekowej, które pomagają utrzymać prawidłową równowagę mikrobioty jelitowej. Dzięki temu mogą wspierać funkcjonowanie przewodu pokarmowego oraz ograniczać rozwój niepożądanych drobnoustrojów.

Fermentacja pozwala również zachować wiele cennych składników odżywczych obecnych w warzywach i produktach mlecznych. Kiszonki dostarczają m.in. witaminy C, błonnika oraz związków o właściwościach przeciwutleniających, natomiast fermentowane produkty mleczne są dobrym źródłem wapnia, białka oraz – w przypadku produktów zawierających odpowiednie szczepy – bakterii probiotycznych, których korzystny wpływ na zdrowie został potwierdzony w badaniach klinicznych.

Eksperci podkreślają jednak, że największe korzyści przynosi nie pojedynczy produkt, lecz całościowy sposób odżywiania. Regularne spożywanie warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych oraz naturalnych produktów fermentowanych sprzyja budowaniu wartościowej, różnorodnej diety, która wspiera prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

Co warto włączyć do codziennej diety?

Pamiętaj: samo spożywanie kiszonek czy jogurtów nie zastąpi zdrowej diety. Największe korzyści przynosi różnorodny jadłospis bogaty w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste i naturalne produkty fermentowane.

Źródło: Gazan R., Maillot M., Vieux F., Poinsot R., Drewnowski A. Association Between Dietary Live Microbes and Diet Quality Among Children and Adults in France. Nutrition Bulletin. 2026;51(2):245–257. DOI: 10.1111/nbu.70057

Ból brzucha przed ważnym egzaminem, nudności w czasie silnego stresu czy nagłe problemy jelitowe po trudnych doświadczeniach życiowych – wielu ludzi traktuje takie objawy jako chwilową reakcję organizmu. Tymczasem coraz więcej dowodów potwierdza, że relacja między mózgiem a jelitami jest znacznie głębsza. Najnowsza publikacja współtworzona przez prof. Agatę Mulak z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że na zdrowie przewodu pokarmowego wpływają nie tylko geny, dieta czy bakterie jelitowe, ale również kultura, relacje społeczne, status ekonomiczny i sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
Artykuł opublikowany w czasopiśmie American Gastroenterological Association Gastroenterology stanowi część aktualizacji Kryteriów Rzymskich V, najważniejszego międzynarodowego systemu klasyfikacji i diagnostyki zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych (Disorders of Gut–Brain Interaction, DGBI). To schorzenia, które jeszcze do niedawna określano jako czynnościowe zaburzenia przewodu pokarmowego, w tym m.in. zespół jelita nadwrażliwego.

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych należą dziś do najczęstszych problemów gastroenterologicznych. Szacuje się, że mogą dotyczyć nawet 42% populacji ogólnej. Jednocześnie pozostają ogromnym wyzwaniem diagnostycznym i terapeutycznym.

Pacjenci często przez lata słyszą, że „wyniki są prawidłowe”, mimo że objawy, takie jak bóle brzucha, wzdęcie, biegunka, zaparcie czy nudności, utrudniają codzienne funkcjonowanie

– Zmiana spojrzenia na patogenezę i przebieg zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych jest efektem holistycznego podejścia do zdrowia i choroby, zgodnego z modelem biopsychospołecznym, uwzględniającym interakcje czynników biologicznych, psychologicznych oraz społeczno-kulturowych – wyjaśnia prof. Agata Mulak z Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Nowe Kryteria Rzymskie podkreślają, że objawy nie są „wyłącznie psychiczne” ani „tylko jelitowe”. To efekt złożonych interakcji między układem nerwowym, odpornościowym, hormonalnym i mikrobiotą jelitową.

Oś jelito–mózg

W ostatnich latach naukowcy coraz częściej mówią o osi jelitowo–mózgowej, systemie dwukierunkowej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym a mózgiem. Jelita nie są już postrzegane wyłącznie jako narząd trawienia, ale jako aktywny element regulujący funkcjonowanie całego organizmu.

W komunikacji tej uczestniczą nerwy, hormony, komórki odpornościowe oraz mikrobiota jelitowa, czyli miliardy mikroorganizmów zamieszkujących przewód pokarmowy. To właśnie dlatego przewlekły stres może wpływać nie tylko na samopoczucie psychiczne, ale również na pracę jelit.

– Przewlekły stres zaburza komunikację między mózgiem a przewodem pokarmowym, wpływając na motorykę jelit, nadwrażliwość trzewną, przepuszczalność bariery jelitowej oraz skład mikrobioty – tłumaczy prof. Mulak.

Badania pokazują, że długotrwałe napięcie psychiczne może zwiększać nadwrażliwość jelit, zmieniać skład bakterii jelitowych i nasilać procesy zapalne. To z kolei przekłada się na większe nasilenie objawów i pogorszenie jakości życia pacjentów.

Samotność, presja i czynniki społeczno-kulturowe także wpływają na jelita

Jednym z najważniejszych elementów nowej publikacji jest zwrócenie uwagi na rolę czynników społeczno-kulturowych. To obszar, który jeszcze kilka lat temu był w gastroenterologii traktowany marginalnie.

Tymczasem naukowcy coraz lepiej rozumieją, że zdrowie jelit może zależeć także od warunków życia, poziomu bezpieczeństwa ekonomicznego, jakości relacji społecznych czy norm kulturowych dotyczących wyrażania emocji i choroby. – Czynniki społeczno-kulturowe wywierają istotny wpływ na poziom stresu, styl życia oraz to, jak postrzegamy objawy i jak na nie reagujemy – podkreśla badaczka.

Znaczenie mogą mieć m.in. przeciążenie pracą, przewlekła niepewność finansowa, brak wsparcia społecznego czy doświadczenie wykluczenia. W niektórych kulturach otwarte mówienie o problemach jelitowych jest społecznie tabuizowane, co może opóźniać zgłaszanie się po pomoc medyczną.

– Normy kulturowe kształtują interpretację i ekspresję dolegliwości oraz korzystanie z pomocy medycznej, co bezpośrednio wpływa na przebieg tych schorzeń i skuteczność leczenia – dodaje prof. Mulak.

Coraz więcej dowodów sugeruje, że zaburzenia osi jelitowo–mózgowej mogą mieć znaczenie także poza gastroenterologią. Naukowcy analizują ich związki z chorobami metabolicznymi, autoimmunologicznymi, a nawet neurologicznymi i psychiatrycznymi.

Mikrobiota jelitowa może wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego, metabolizm oraz aktywność mózgu. Dlatego zaburzenia jej równowagi są dziś badane m.in. w kontekście depresji, chorób neurodegeneracyjnych czy otyłości.

Medycyna przyszłości będzie bardziej holistyczna

Nowe podejście zmienia również sposób leczenia pacjentów. Coraz większe znaczenie ma budowanie relacji lekarza z pacjentem i indywidualne dopasowanie terapii do potrzeb konkretnej osoby.

 
– Dobra komunikacja lekarza z pacjentem, oparta na aktywnym słuchaniu, empatii i zaufaniu, stanowi podstawę skutecznego leczenia – zaznacza prof. Agata Mulak.
Eksperci podkreślają, że skuteczna terapia nie powinna ograniczać się wyłącznie do leków. Coraz częściej obejmuje także modyfikację diety, poprawę jakości snu, aktywność fizyczną, techniki redukcji stresu oraz wsparcie psychologiczne.

– Holistyczne podejście nie tylko zmniejsza nasilenie objawów, lecz także poprawia jakość życia chorych. W przyszłości można spodziewać się coraz bardziej spersonalizowanych terapii uwzględniających zarówno biologiczne, jak i psychospołeczne aspekty zdrowia – podsumowuje badaczka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Sociocultural Aspects of the Pathophysiology, Clinical Presentation, and Management of Disorders of Gut–Brain Interaction, Reuben K. Wong, Xiucai Fang, Uday C. Ghoshal, Purna C. Kashyap, Agata Mulak, Yeong Yeh Lee, Ami D. Sperber, Gerald Holtmann, Gastroenterology 2026

Źródło: inf pras

Kombucha przygotowana z zielonej herbaty i herbaty oolong wykazuje najwyższą aktywność antyoksydacyjną spośród badanych wariantów — wynika z analiz naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Badacze sprawdzili, jak pięć rodzajów herbaty wpływa na skład chemiczny, aromat i potencjalne właściwości biologiczne popularnego napoju fermentowanego. Wyniki pokazują, że kombucha nie jest jednym uniwersalnym produktem: jej charakter zależy w dużej mierze od surowca, z którego powstaje.
Interdyscyplinarny zespół naukowców porównał kombuchy przygotowane na bazie różnych rodzajów herbat: czarnej, zielonej, białej, oolong i pu-erh. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Food Chemistry.

Badanie może mieć znaczenie nie tylko dla konsumentów, ale także dla producentów napojów fermentowanych. Pokazuje, że dobór herbaty może być narzędziem projektowania kombuchy o określonym profilu smakowym, aromatycznym i chemicznym. To ważne w sytuacji, gdy rynek żywności fermentowanej szybko się rozwija, a konsumenci coraz częściej pytają nie tylko o smak, ale również o skład i potencjalne właściwości produktów.

– Rodzaj herbaty działa jak swoista matryca, która kształtuje przebieg fermentacji oraz końcowy skład kombuchy – wyjaśnia dr hab. Helena Moreira, prof. UMW z Katedry Podstaw Nauk Medycznych i Immunologii UMW. – Poszczególne herbaty różnią się zawartością polifenoli, katechin, kofeiny i innych związków bioaktywnych, które są następnie metabolizowane przez mikroorganizmy SCOBY. W efekcie fermentacja przebiega z różną dynamiką, a końcowe napoje różnią się zarówno profilem chemicznym, jak i aromatycznym.

Fermentacja, która zmienia skład napoju

 
Kombucha powstaje dzięki działaniu SCOBY – symbiotycznej kultury bakterii i drożdży, która fermentuje słodzoną herbatę. Podczas tego procesu słodzona herbata zmienia się w kwaśny, lekko musujący napój. Drożdże rozkładają cukry do alkoholu i dwutlenku węgla, a bakterie przekształcają je dalej w kwasy organiczne, głównie kwas octowy i glukonowy, odpowiedzialne za charakterystyczny kwaśny smak kombuchy.

Równolegle zmienia się również skład związków bioaktywnych obecnych w herbacie. Naukowcy obserwowali przemiany polifenoli, katechin i lotnych związków aromatycznych odpowiedzialnych za smak oraz zapach kombuchy.

– Jednocześnie dochodzi do przemian polifenoli i lotnych związków aromatycznych obecnych w herbacie. W efekcie napój zyskuje charakterystyczny kwaśny, lekko musujący smak oraz bardziej złożony aromat – tłumaczy prof. Helena Moreira.

Analizy wykazały wyraźny wzrost stężenia związków odpowiadających za nuty kwiatowe i owocowe, takich jak linalol czy 2-fenyloetanol. Są to substancje naturalnie występujące również w kwiatach i olejkach eterycznych. Jednocześnie część związków charakterystycznych dla świeżo zaparzonej herbaty zanikała w trakcie fermentacji, a ich miejsce zajmowały nowe metabolity produkowane przez bakterie i drożdże SCOBY.

Badacze wykorzystali zaawansowane techniki chromatograficzne oraz spektrometrię mas, aby dokładnie prześledzić zmiany zachodzące w napoju podczas fermentacji. Dzięki temu mogli porównać setki związków chemicznych obecnych w kombuchach przygotowanych z różnych rodzajów herbat.

– Najbardziej zaskakująca była skala zmian zachodzących podczas fermentacji oraz to, jak silnie zależały one od rodzaju zastosowanej herbaty – mówi naukowczyni. – Mimo identycznych warunków fermentacji uzyskaliśmy kombuchy o bardzo odmiennych profilach lotnych związków aromatycznych.

Zielona i oolong wypadły najlepiej

Badania pokazały również, że różne rodzaje kombuch mogą wykazywać odmienne właściwości biologiczne. Kombuchy przygotowane na bazie herbat zielonych i oolong charakteryzowały się najwyższą aktywnością antyoksydacyjną i największą zdolnością neutralizowania wolnych rodników.

Wolne rodniki to reaktywne cząsteczki mogące uszkadzać komórki i przyspieszać procesy starzenia, dlatego związki o działaniu antyoksydacyjnym są intensywnie badane pod kątem potencjalnego wpływu na zdrowie.

– Wyniki naszych badań wskazują, że rodzaj herbaty wpływa nie tylko na smak i aromat, ale także na aktywność biologiczną kombuchy – podkreśla prof. Helena Moreira. – Szczególnie interesujące wyniki uzyskaliśmy dla kombuch przygotowanych z herbat zielonych i oolong, które wykazywały najwyższy potencjał biologiczny.

Naukowcy zaznaczają jednak, że choć wyniki badań laboratoryjnych są obiecujące, nie można jeszcze jednoznacznie mówić o konkretnych efektach zdrowotnych u ludzi. Konieczne są dalsze badania kliniczne, aby jednoznacznie potwierdzić wpływ poszczególnych rodzajów kombuch na zdrowie człowieka.

Nie każda kombucha jest taka sama

Rosnące zainteresowanie kombuchą wpisuje się w szerszy trend badań nad żywnością fermentowaną. Fermentacja może zwiększać biodostępność składników bioaktywnych, prowadzić do powstawania nowych metabolitów i wpływać na mikrobiotę jelitową.

– Żywność fermentowana znajduje się obecnie w centrum zainteresowania nauki, ponieważ łączy tradycyjne technologie z nowoczesnym podejściem do zdrowia i żywienia – mówi prof. Helena Moreira. – Kombucha jest bardzo dobrym przykładem produktu, w którym skład chemiczny, aktywność biologiczna i profil sensoryczny są efektem złożonych interakcji pomiędzy surowcem a mikroorganizmami fermentacyjnymi.

Badania pokazują również, że kombucha nie jest jednym, uniwersalnym produktem. W praktyce każda herbata może stworzyć napój o innym charakterze, zarówno smakowym, jak i chemicznym. Kombucha z herbat zielonych charakteryzowała się bardziej świeżym i roślinnym profilem aromatycznym, oolong dawała wyraźniejsze nuty kwiatowe i owocowe, natomiast kombuchy z herbat czarnych i pu-erh miały cięższy, bardziej ziemisty i fermentacyjny aromat.

W praktyce oznacza to, że wybór herbaty może być jednym z kluczowych etapów projektowania kombuchy – zarówno pod względem smaku, jak i składu chemicznego. Wyniki badań laboratoryjnych wskazują na wyraźne różnice pomiędzy wariantami napoju, ale nie zastępują badań klinicznych potrzebnych do oceny ewentualnego wpływu na zdrowie człowieka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Matrix-dependent modulation of chemical composition, volatile profile, and biological activity of kombucha beverages from different tea types, Akshay K. Chandran, Marcelina Stach, Jacek Łyczko, Zbigniew Lazar, Joanna Kawa-Rygielska, Helena Moreira, Anna Szyjka, Ewa Barg, Joanna Kolniak-Ostek.

Źródło: inf pras
Z okazji przypadającego 29 maja Światowego Dnia Układu Pokarmowego eksperci zwracają uwagę na rosnące znaczenie badań nad osią mikrobiota–jelita–mózg. Coraz więcej danych wskazuje, że mikroorganizmy zamieszkujące nasze jelita mogą wpływać nie tylko na procesy trawienne, ale również na funkcjonowanie układu nerwowego, odpornościowego czy samopoczucie psychiczne. Choć wiedza na temat mikrobioty dynamicznie się rozwija, wiele mechanizmów tej zależności pozostaje nadal przedmiotem badań.
Mikrobiota jelitowa – ekosystem ważny dla zdrowia

Mikrobiota jelitowa to złożony ekosystem mikroorganizmów zasiedlających przewód pokarmowy człowieka – przede wszystkim bakterii, ale również wirusów, grzybów i archeonów. Szacuje się, że w jelitach człowieka żyją biliony drobnoustrojów, które wspólnie tworzą środowisko istotne dla utrzymania równowagi organizmu. Ich skład zależy m.in. od diety, stylu życia, wieku czy stosowanych leków, zwłaszcza antybiotyków.

Jeszcze kilkanaście lat temu mikrobiota była kojarzona głównie z procesami trawiennymi. Dziś wiadomo, że jej znaczenie może być znacznie szersze. Rozwój nowoczesnych metod badawczych pozwolił naukowcom dokładniej analizować mikroorganizmy zasiedlające jelita oraz ich potencjalny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.

Oś mikrobiota–jelita–mózg

Od kilku lat szczególne zainteresowanie naukowców budzi tzw. oś mikrobiota–jelita–mózg, czyli system wzajemnej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym, mikrobiotą jelitową i ośrodkowym układem nerwowym. Komunikacja ta odbywa się m.in. za pośrednictwem sygnałów nerwowych, hormonalnych, metabolicznych oraz immunologicznych.

Z perspektywy współczesnej medycyny oś mikrobiota–jelita–mózg stanowi przykład niezwykle złożonej sieci interakcji biologicznych, w której mikroorganizmy jelitowe uczestniczą w regulacji wielu procesów fizjologicznych. Jelita, wyposażone we własny układ nerwowy i pozostające w stałej komunikacji z mózgiem, tworzą środowisko, w którym sygnały metaboliczne, immunologiczne i neuroprzekaźnikowe wzajemnie się przenikają. W rezultacie mikrobiota staje się istotnym elementem wpływającym na homeostazę organizmu. Pomimo znaczącego postępu w badaniach, nadal nie wszystkie mechanizmy tej osi zostały w pełni poznane, co czyni ją jednym z kluczowych kierunków dalszych badań biomedycznych – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marek Waluga, Przewodniczący Rady Naukowej Biocodex Microbiota Foundation oraz Członek Zarządu Sekcji Neurogastroenterologii i Motoryki Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. 

Jelita często określane są mianem „drugiego mózgu”, ponieważ posiadają rozbudowany układ nerwowy, zdolny do niezależnego przetwarzania informacji. Naukowcy analizują dziś, w jaki sposób mikrobiota może wpływać na komunikację między jelitami a mózgiem, a także jak czynniki takie jak stres, dieta, aktywność fizyczna czy jakość snu oddziałują na funkcjonowanie całej osi.

Nowe kierunki badań

Coraz częściej mówi się również o potencjalnej roli tzw. psychobiotyków, czyli wybranych szczepów mikroorganizmów badanych pod kątem wpływu na funkcjonowanie osi jelito–mózg. Eksperci podkreślają jednak, że ich działanie jest szczepozależne, a wyniki badań wymagają dalszego potwierdzenia.

Obecnie prowadzone są intensywne badania nad wpływem mikrobioty na zdrowie metaboliczne, odporność, funkcjonowanie układu nerwowego oraz rozwój różnych chorób przewlekłych. Coraz większe znaczenie przypisuje się także stylowi życia i codziennym nawykom, które mogą wpływać na różnorodność mikrobioty jelitowej.

Badania nad osią mikrobiota–jelita–mózg pokazują, jak bardzo złożone i wielokierunkowe są zależności pomiędzy mikrobiotą a organizmem człowieka. To obszar, który może w przyszłości odegrać istotną rolę w bardziej spersonalizowanym podejściu do zdrowia i profilaktyki. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja społeczeństwa oraz popularyzacja wiedzy o mikrobiocie i jej znaczeniu dla organizmu – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Świadomość i edukacja

Eksperci zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania mikrobiotą wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Dalszy rozwój badań może w przyszłości przyczynić się do lepszego zrozumienia zależności między jelitami, mikrobiotą i mózgiem oraz opracowania nowych kierunków profilaktyki i terapii.

Światowy Dzień Układu Pokarmowego stanowi okazję do zwiększania świadomości na temat zdrowia jelit oraz roli mikrobioty w funkcjonowaniu całego organizmu. Eksperci podkreślają, że edukacja społeczeństwa i popularyzacja wiedzy naukowej są kluczowe dla lepszego zrozumienia znaczenia mikrobioty dla zdrowia człowieka.

Źródło: inf pras

Wiosna to dobry moment na „reset” organizmu – nie tylko poprzez dietę i aktywność fizyczną, ale także poprzez wsparcie mikrobioty jelitowej. Badania pokazują, że styl życia i sposób odżywiania mają kluczowy wpływ na jej skład, a tym samym na odporność, metabolizm i ogólny stan zdrowia.
Zimowe miesiące często oznaczają mniej ruchu, bardziej kaloryczną dietę oraz mniejszą ilość świeżych warzyw i owoców. Taki styl życia może prowadzić do zmian w składzie mikrobioty jelitowej. Wpływa na nią wiele czynników, jednak jednym z najważniejszych pozostaje sposób odżywiania. Badania pokazują, że nawet krótkotrwałe zmiany w diecie mogą znacząco oddziaływać na jej skład – zarówno pod względem różnorodności, jak i obecności konkretnych grup bakterii. Istotne jest przy tym nie tylko to, czy dieta opiera się na produktach roślinnych czy zwierzęcych, ale również, jakie składniki w niej dominują. Dieta bogata w tłuszcze i białko może prowadzić do zmniejszenia liczby korzystnych bakterii, w tym tych produkujących krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Z kolei zwiększenie podaży błonnika i składników o działaniu prebiotycznym sprzyja odbudowie ich populacji i wspiera równowagę mikrobioty.

Badania pokazują również, że mikroorganizmy jelitowe odgrywają kluczową rolę w regulowaniu procesów metabolicznych i immunologicznych, a ich równowaga jest silnie powiązana z codziennymi wyborami żywieniowymi. Jednocześnie współczesny styl życia – w tym wysoki udział żywności przetworzonej – może zaburzać równowagę mikrobioty, co w dłuższej perspektywie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wielu chorób przewlekłych.

Wiosna – dobry moment na zmianę nawyków

Wiosna to naturalny moment na wprowadzenie zmian w stylu życia i swoisty „restart” codziennych nawyków. Wraz z rosnącą dostępnością świeżych produktów łatwiej wzbogacić dietę o składniki, które wspierają mikrobiotę jelitową i pomagają przywrócić jej równowagę po zimie. Jednym z kluczowych elementów jest odpowiednia podaż błonnika pokarmowego. Produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce oraz rośliny strączkowe dostarczają substancji stanowiących pożywkę dla korzystnych bakterii jelitowych. W jelicie grubym błonnik ulega fermentacji, prowadząc do powstawania krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które wspierają procesy metaboliczne oraz prawidłowe funkcjonowanie bariery jelitowej.

Na funkcjonowanie mikrobioty wpływają także inne elementy stylu życia, takie jak regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu oraz ograniczenie wysoko przetworzonej żywności.

Sezonowa zmiana trybu życia może stanowić sprzyjający moment do modyfikacji codziennych nawyków zdrowotnych. Z perspektywy klinicznej obserwujemy, że nawet stopniowe, niewielkie interwencje dotyczące sposobu żywienia, aktywności fizycznej czy higieny snu mogą wspierać utrzymanie równowagi mikrobioty jelitowej. Kluczowe znaczenie ma tu regularne spożycie zróżnicowanych produktów roślinnych, stanowiących źródło błonnika pokarmowego oraz innych składników bioaktywnych, a także ograniczanie żywności wysokoprzetworzonej. Należy jednocześnie podkreślić, że modulacja składu i aktywności mikrobioty jest procesem długotrwałym i zależnym od wielu czynników środowiskowych oraz behawioralnych. Oczekiwane efekty wymagają systematyczności oraz konsekwentnego wdrażania prozdrowotnych zmian w stylu życia – komentuje dr n.med. Marcin Gabryel, specjalista w dziedzinie gastroenterologii, laureat Biocodex National Grant.

Mikrobiota to ważny element zdrowia

Rosnąca liczba badań pokazuje, że mikrobiota jelitowa jest ważnym elementem układanki w utrzymaniu zdrowia. Jej skład i funkcjonowanie mogą wpływać na procesy metaboliczne, odporność organizmu oraz regulację stanów zapalnych. Dlatego zagadnienie to zyskuje coraz większą uwagę zarówno w środowisku naukowym, jak i w działaniach z zakresu edukacji zdrowotnej.

Zainteresowanie mikrobiotą jelitową w ostatnich latach dynamicznie rośnie, a kolejne publikacje naukowe potwierdzają jej istotną rolę w funkcjonowaniu całego organizmu. Jednym z celów Biocodex Microbiota Foundation jest wspieranie rozwoju wiedzy w tym obszarze oraz jej upowszechnianie, tak aby zarówno lekarze, jak i pacjenci mieli dostęp do rzetelnych informacji na temat znaczenia mikrobioty dla zdrowia – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Wiosna może być więc dobrym momentem, aby wprowadzić drobne, ale konsekwentne zmiany w codziennym stylu życia: zwiększyć udział warzyw i produktów pełnoziarnistych w diecie, zadbać o ruch oraz regularny sen. To właśnie sezonowe, stopniowe „odświeżenie” nawyków może stanowić pierwszy krok w kierunku wspierania równowagi mikrobioty i ogólnego dobrostanu organizmu.

Źródło: Komunikat Prasowy

Alergie zwykle kojarzymy z układem odpornościowym, genetyką i środowiskiem. Coraz częściej jednak w tej układance pojawia się jeszcze jeden element: mikrobiota jelitowa. Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie International Journal of Molecular Sciences sugeruje, że przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO) może mieć związek z nasileniem objawów chorób atopowych, takich jak astma oskrzelowa, alergie pokarmowe czy przewlekła pokrzywka.
Praca przeglądowa powstała przy udziale naukowców i studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w tym członków Studenckiego Koła Naukowego Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Jelita a układ odpornościowy

SIBO (small intestinal bacterial overgrowth) oznacza nadmierne namnażanie bakterii w jelicie cienkim. Może powodować objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak wzdęcia, biegunki czy bóle brzucha. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że jego skutki mogą wykraczać poza układ trawienny.

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na układ odpornościowy poprzez tzw. oś jelito–odporność. W efekcie dysbioza jelitowa może sprzyjać nasileniu objawów chorób atopowych – dotyczących dróg oddechowych, skóry lub przewodu pokarmowego.

Analiza dostępnych badań pokazuje, że dodatnie wyniki testów oddechowych w kierunku SIBO częściej obserwuje się u pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi, zespołem aktywacji mastocytów oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną. Nie oznacza to jednak, że SIBO jest bezpośrednią przyczyną tych chorób.

– Szacuje się, iż w populacji ogólnej SIBO występuje do ok. 20% osób zdrowych, natomiast dla alergików brak jest jednoznacznych danych. Większość badań wskazuje jednak na korelację między dodatnim wynikiem testu oddechowego a objawami alergii – wyjaśnia dr Krzysztof Gomułka z Katedry i Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW. Jak podkreśla badacz, wiele dostępnych danych dotyczy dzieci, dlatego potrzebne są dalsze badania w populacji osób dorosłych.

Kiedy leczenie SIBO może pomóc?

Związek między SIBO a alergiami może mieć znaczenie praktyczne w leczeniu niektórych pacjentów.

– Największa szansa na poprawę objawów po diagnostyce i leczeniu SIBO może dotyczyć pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną – mówi dr Krzysztof Gomułka. Mechanizm tej zależności może działać w obie strony. Z jednej strony SIBO może prowadzić do tzw. „nieszczelności jelita”, która sprzyja stanowi zapalnemu i reakcjom alergicznym. Z drugiej strony przewlekły stan zapalny związany z atopią może zaburzać pracę jelit i sprzyjać namnażaniu bakterii.

Sygnał ostrzegawczy

Diagnostyka w kierunku SIBO nie jest jeszcze standardem u pacjentów z alergią. Są jednak sytuacje, w których warto ją rozważyć.

– Sygnałem ostrzegawczym może być nagłe pogorszenie przebiegu choroby alergicznej lub pojawienie się nowych objawów mimo stosowania dotychczasowego leczenia – podkreśla dr Krzysztof Gomułka. W takich przypadkach konieczna może być dokładniejsza ocena stanu pacjenta i rozszerzenie diagnostyki, w tym w kierunku SIBO.

Nowy kierunek badań nad alergią

Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć związek między SIBO a chorobami atopowymi. Jeśli przyszłe wyniki potwierdzą tę zależność, diagnostyka i leczenie zaburzeń mikrobioty jelitowej mogą stać się ważnym elementem terapii części pacjentów z alergiami.

Materiał powstał na podstawie artykułuInternational Journal of Molecular Sciences, Possible Crosstalk Between Small Intestinal Bacterial Overgrowth (SIBO) and Atopic Manifestations—A Short Overview, Michał Terlecki, Wiktoria Brzeczek, Martyna Kowalczyk, Emilia Kiełczyńska, Klaudia Kukla, Gabriela Osmulska, Krzysztof Gomułka

Źródło: Komunikat Prasowy

Osoby z prawidłowym BMI, czyli proporcją wagi do wzrostu, ale podwyższonym tzw. metabolicznym BMI, mogą być nawet pięciokrotnie bardziej narażone na poważne problemy metaboliczne, skutkujące m.in. otyłością i zwiększonym ryzykiem sercowo-naczyniowym – wynika z badań naukowców z Uniwersytetu w Göteborgu, opublikowanych w „Nature Medicine”. Nowy wskaźnik, oparty na analizie metabolitów we krwi, pozwala dokładniej ocenić zdrowie metaboliczne niż tradycyjny BMI. Naukowcy wykazali, że kluczową rolę w procesach związanych z przemianą materii spełnia mikrobiota jelitowa.

– Moje badania obejmowały głównie osoby w średnim wieku i Europejczyków. Musimy brać to pod uwagę, ponieważ może to nie być grupa reprezentatywna dla całej populacji. Jednak wzrost ryzyka był dość wyraźny. Osoby z pozornie normalną masą ciała, ale podwyższonym metabolicznym BMI, są obciążone od dwu- do pięciokrotnie wyższym ryzykiem stłuszczenia wątroby, które stanowi jedno z najgroźniejszych schorzeń metabolicznych. Upośledzenie funkcji wątroby może w najgorszym wypadku prowadzić do raka wątroby. Wiąże się ono również z bardzo wysokim ryzykiem cukrzycy typu 2. Zazwyczaj u osób z tym schorzeniem występuje insulinooporność, więc ich organizm nie radzi sobie dobrze z przetwarzaniem glukozy. Osoby te mają tendencję do gromadzenia większej ilości trzewnej tkanki tłuszczowej, czyli tkanki tłuszczowej wokół narządów wewnętrznych. W wielu przypadkach ich wyniki są zbliżone do osób, które mają BMI w górnej granicy normy – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Rima Chakarou, autorka badania przeprowadzonego na Uniwersytecie w Göteborgu w Szwecji, dziś badaczka w Szpitalu Uniwersyteckim w Lipsku w Niemczech.

Tradycyjny BMI (ang. Body Mass Index) to metoda oceny proporcji wagi do wzrostu. Oblicza się go, dzieląc masę ciała (w kilogramach) przez wzrost (w metrach) podniesiony do kwadratu. Wynik między 25 a 29,9 oznacza nadwagę, a powyżej 30 – otyłość. Badacze coraz częściej zwracają jednak uwagę na to, że wskaźnik ten jest powierzchowny i nieprecyzyjny.

 W dużej populacji może on być źródłem informacji o tym, czy jej przedstawiciele mają więcej, czy mniej tkanki tłuszczowej, ale nie mówi na przykład o tym, gdzie ta tkanka jest zlokalizowana ani jak wygląda metabolizm u tych osób. Jest to problematyczne, ponieważ są osoby bardzo szczupłe, które mogą jednak mieć problemy metaboliczne w postaci insulinooporności, stłuszczenia wątroby i przewlekłego stanu zapalnego rozwijającego się niepostrzeżenie – wskazuje Rima Chakaroun.

Z uwagi na to pojawiła się potrzeba opracowania precyzyjniejszego narzędzia, jakim jest właśnie metaboliczne BMI (metBMI) – oparte nie na podstawowych pomiarach, lecz na metabolomie.

 Wskaźnik ten opiera się na małych cząsteczkach zawartych we krwi. Cząsteczki te pozwalają się określić, jak poszczególne narządy współpracują ze sobą, jaki jest stan wątroby, tkanki tłuszczowej, a nawet jelit. W naszym badaniu przyjrzeliśmy się metabolitom, które zazwyczaj są powiązane z BMI, ulegając wzrostowi lub spadkowi wraz z tym wskaźnikiem, i użyliśmy ich do predykcji metabolicznego BMI. W ten sposób niejako uzyskaliśmy cechy charakterystyczne otyłości, czyli jak wygląda krew osoby, która teoretycznie jest otyła. Okazuje się, że można mieć cechy otyłości bez poziomu BMI, który by na nią wskazywał. Podsumowując, jest to więc raczej korekta tradycyjnego BMI, pozwalająca uzyskać informacje o zdrowiu metabolicznym w danym momencie – podkreśla badaczka.

Z badań przeprowadzonych w Szwecji pod kierownictwem Rimy Chakaroun, które zostały opisane w styczniu w „Nature Medicine”, wynika, że metaboliczne BMI jest silnie powiązane z mikrobiotą jelitową. Osoby z wyższym wskaźnikiem miały mikrobiotę jelitową o mniejszej różnorodności i mniejszym potencjale do rozkładu błonnika pokarmowego do kwasu masłowego – proces ten jest wiązany z łagodzeniem stanu zapalnego. Okazało się też, że po operacji bariatrycznej osoby z wyższym metBMI osiągały o 30 proc. niższą redukcję masy ciała.

 Mikrobiom jelitowy osób o podwyższonym metabolicznym BMI różni się od pozostałych. Występuje w nim mniej bakterii i są one generalnie mniej zróżnicowane, mniej jest również bakterii wytwarzających pożyteczne metabolity. Są to na przykład krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Wiele z metabolitów, które są istotne dla obliczania metabolicznego BMI, jest ściśle związanych z mikrobiomem jelitowym i wytwarzanych przez mikrobiom. Nasze jelita są więc wskaźnikiem, jak radzimy sobie w otoczeniu. Może się to wiązać z podwyższonym ryzykiem metabolicznym – wskazuje Rima Chakaroun.

Naukowcy przypuszczają, że zmiana profilu metabolicznego jest możliwa do osiągnięcia. Kluczem do tego ma być przede wszystkim zdrowy styl życia.

– Zawsze pożyteczne będą działania mające na celu zmniejszenie trzewnej tkanki tłuszczowej. Korzystne będzie każde takie działanie: zdrowa dieta, niepolegająca na nadmiernym ograniczeniu spożywanych kalorii, być może trening z obciążeniem. Chodzi o wszystkie czynniki, które zwiększają wytrzymałość organizmu i odporność na stres oraz wpływają na odbudowę mitochondriów, zarówno w tkance tłuszczowej, jak i w mięśniach. Uważam, że najważniejsze jest zrozumienie, że nie jest to wyłącznie kwestia genetyki. Metaboliczne BMI jest odzwierciedleniem stylu życia, odżywiania i tego, jak traktujemy nasz organizm. Na te czynniki mamy zazwyczaj większy wpływ niż na geny – kwituje ekspertka.

Według Światowej Organizacji Zdrowia jedna na osiem osób na świecie cierpi na otyłość. W 2024 roku 35 mln dzieci poniżej piątego roku życia miało nadwagę.

Źródło: Newseria

Coraz więcej badań pokazuje, że serce i jelita są ze sobą ściśle powiązane. To, co dzieje się w przewodzie pokarmowym, może wpływać na stan zapalny, metabolizm i ogólne rokowanie pacjentów z niewydolnością serca, którą zwykle kojarzymy z dusznością, obrzękami i szybkim męczeniem się. To właśnie tę perspektywę pokazują badacze z Uniwersytetu Medyczngo we Wrocławiu (UMW), autorzy przeglądu Gut microbiota’s role in heart failure, opublikowanego w 2025 roku w czasopiśmie Heart Failure Reviews.
W niewydolności serca dochodzi do zastoju krwi, a obrzęki, które widać na nogach czy w płucach, pojawiają się także w ścianie jelit, co sprawia, że bariera ochronna staje się mniej szczelna. W efekcie do krwiobiegu łatwiej przenikają metabolity bakterii jelitowych, co sprzyja przewlekłemu, słabo nasilonemu stanowi zapalnemu.

– U pacjentów z niewydolnością serca często obserwuje się dysbiozę jelitową, obejmującą spadek różnorodności mikrobioty oraz ubytek bakterii o działaniu przeciwzapalnym, w tym drobnoustrojów produkujących krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (SCFA) – zauważa autorka badania Kamila Florek z Instytutu Chorób Serca UMW.

Równowaga mikrobioty

Jednocześnie autorzy podkreślają, że dostępne dane istotnie różnią się pomiędzy populacjami, co wynika z wpływu czynników kształtujących mikrobiotę, takich jak uwarunkowania genetyczne, dieta, środowisko czy stosowane leczenie. Na obecnym etapie nie można więc wskazać jednego, jednoznacznego profilu mikrobioty charakterystycznego dla pacjentów z niewydolnością serca.

Jelita są miejscem powstawania wielu związków chemicznych, które oddziałują na cały organizm. Część z nich może wspierać barierę jelitową i działać ochronnie, inne natomiast, po przedostaniu się do krwi, mogą nasilać reakcję zapalną. Autorzy przeglądu zwracają uwagę m.in. na związki takie jak krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe czy TMAO (tlenek trimetyloaminy- ang. Trimethylamine N-oxide), podkreślając jednak, że ich działanie jest złożone i zależne od wielu czynników klinicznych.

Leki kardiologiczne i jelita

Relacja między sercem a jelitami nie jest jednostronna. Leczenie niewydolności serca może zmieniać skład mikrobioty jelitowej, a mikrobiota może wpływać na metabolizm i skuteczność leków.

– Leki takie jak ACEI/ARBoraz β-blokery korelują ze zwiększoną obfitością potencjalnie korzystnych bakterii produkujących maślan. Dane dotyczące inhibitorów SGLT2 pochodzą głównie z badań przedklinicznych i sugerują przesunięcie mikrobioty w kierunku „korzystniejszego” profilu, jednak ich znaczenie kliniczne u ludzi jeszcze pozostaje niewyjaśnione – zauważa współautor badania, dr hab. Mateusz Sokolski z Kliniki Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Instytutu Chorób Serca UMW.

Szczególną grupą są pacjenci z zaawansowaną niewydolnością serca, poddawani transplantacji serca lub mechanicznemu wspomaganiu krążenia. Bardzo istotny u pacjentów po transplantacjach narządowych jest wpływ mikrobioty jelitowej na metabolizm leków immunosupresyjnych, takich jak takrolimus czy mykofenolan mofetylu. Zmienność składu mikrobioty może przekładać się na różnice w ekspozycji na te leki, zwiększając ryzyko zarówno ich toksyczności, jak i niedostatecznej immunosupresji.

Drugim kluczowym obszarem jest wpływ mikrobioty na funkcjonowanie układu immunologicznego, w tym potencjalny związek z ryzykiem incydentów odrzucania przeszczepu. Ważnym kierunkiem dalszych badań pozostaje również rola metabolitów mikrobioty jelitowej w rokowaniu odległym. Dostępne, choć ograniczone dane sugerują, że podwyższone stężenie m.in. TMAO (N-tlenek trimetyloaminy), będącego produktem metabolizmu bakterii jelitowych, może wiązać się z szybszą progresją zmian w naczyniach wieńcowych przeszczepu oraz zwiększonym ryzykiem ostrego odrzucania serca.

 – Aktualnie prowadzimy w tym obszarze badania i niebawem planujemy publikację pierwszych wyników naszych obserwacji — zaznacza Kamila Florek.

Praktyczne zastosowanie

Autorzy przeglądu są ostrożni w formułowaniu zaleceń. Podkreślają, że choć rola mikrobioty jelitowej w niewydolności serca jest coraz lepiej udokumentowana, to na razie nie ma podstaw do rutynowych terapii ukierunkowanych na jelita u wszystkich pacjentów.

– Pomimo rosnącego zainteresowania rolą mikrobioty jelitowej, indywidualizacja interwencji ukierunkowanych na mikrobiotę u pacjentów z niewydolnością serca pozostaje obecnie koncepcją badawczą. Brakuje jednoznacznych kryteriów pozwalających zidentyfikować grupy chorych, które odniosłyby kliniczną korzyść z takich działań – podsumowuje dr hab. Mateusz Sokolski.

Opracowanie optymalnych strategii oraz ich wdrożenie do codziennej praktyki klinicznej pozostaje istotnym wyzwaniem badawczym. Nadal pierwszym krokiem jest zrozumienie mechanizmów patofizjologicznych łączących mikrobiotę jelitową z układem sercowo-naczyniowym.

Materiał powstał na podstawie artykułu w Heart Failure Reviews:
Gut microbiota’s role in heart failure. Kamila Florek, Katarzyna Komorowska, Jakub Ptak, Michał Jarocki, Joanna Gontarczyk, Roksana Mania, Anna Boluk, Ewa Żurawska-Płaksej, Łukasz Łaczmański, Mateusz Sokolski

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu