Medicalpress
Migrena nie jest „zwykłym bólem głowy”. To przewlekła choroba neurologiczna, która potrafi odebrać młodym ludziom zdolność do pracy, chęć planowania przyszłości i zakładania rodziny. Choć nowoczesne leczenie pozwala skutecznie kontrolować chorobę, dla większości pacjentów w Polsce pozostaje ono poza realnym zasięgiem.
Migrena dla laików to taki silniejszy „zwykły ból głowy”: coś uciążliwego, ale niekoniecznie poważnego, co można przeczekać z lekiem przeciwbólowym w ręku. Tymczasem z perspektywy neurologii i samych chorych migrena jest przewlekłą chorobą neurologiczną, która realnie odbiera ludziom zdolność do normalnego życia. W Polsce dotyka nawet czterech milionów osób, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza sferę zdrowia, wpływając na decyzje życiowe, sytuację zawodową i rodzinną. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) od lat umieszcza migrenę w czołówce chorób najbardziej negatywnie wpływających na jakość życia. Wśród wszystkich chorób zajmuje trzecie miejsce jako przyczyna wyłączania ludzi z aktywnego życia zawodowego i społecznego.

Jak podkreśla Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, migrena jest jedną z najczęstszych chorób neurologicznych – dotyka około 15 proc. populacji. Jej przyczyny nie są do końca poznane, dlatego zaliczana jest do tzw. idiopatycznych bólów głowy. Nie potrafimy jej wyleczyć raz na zawsze. Możemy jednak – i powinniśmy – skutecznie ją leczyć i kontrolować.

Największe nasilenie choroby przypada na okres szczytowej aktywności życiowej: między 25. a 35. rokiem życia. Migrena dotyczy przede wszystkim kobiet w wieku 20-50 lat, choć chorują także mężczyźni. Dla wielu pacjentek to właśnie choroba staje się jednym z niewidzialnych czynników wpływających na decyzje o macierzyństwie. Obawa przed utratą samodzielności, częstą absencją w pracy czy niemożnością sprawowania opieki nad dzieckiem sprawia, że migrena przestaje być wyłącznie problemem medycznym, a zaczyna determinować rzeczywistość.

„Charakterystyczną cechą migreny jest jej napadowość. Pomiędzy napadami pacjenci często czują się zupełnie zdrowi. Sam napad bywa jednak doświadczeniem skrajnie inwalidyzującym. Silnemu, zazwyczaj pulsującemu bólowi głowy towarzyszy nadwrażliwość na światło i dźwięki, nudności, wymioty, a nawet nasilanie się bólu przy najprostszej aktywności ruchowej, takiej jak chodzenie czy wchodzenie po schodach” – tłumaczy prof. Kułakowska. „W praktyce oznacza to całkowite wyłączenie z życia zawodowego i rodzinnego. Chory szuka ciszy, ciemności i snu, który często przerywa atak” – dodaje.

Jak podkreślano podczas „Forum bólów głowy”, konferencji z udziałem specjalistów z całego kraju, szczególnie dramatyczną postacią choroby jest migrena przewlekła. Rozpoznaje się ją wtedy, gdy ból głowy występuje przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego przynajmniej 8 dni spełnia kryteria bólu migrenowego. W Polsce cierpi na nią kilkaset tysięcy osób, głównie w wieku produkcyjnym.

Jednym z kluczowych wyzwań, zdaniem lekarzy, jest niedostateczne rozpoznawanie migreny. Choć jej diagnostyka opiera się na kryteriach klinicznych i w rękach neurologa jest stosunkowo prosta, wielu pacjentów latami funkcjonuje z błędnym rozpoznaniem „zwykłych bólów głowy”. Tymczasem – jak podkreśla prof. Kułakowska – migrena to choroba neurologiczna i powinna być rozpoznawana oraz prowadzona właśnie przez neurologów. Brak właściwej diagnozy oznacza brak właściwego leczenia, a to zwiększa ryzyko przejścia migreny epizodycznej w postać przewlekłą.

To szczególnie istotne, ponieważ już przy czterech napadach migreny w miesiącu zaleca się włączenie leczenia profilaktycznego. Nieleczona lub źle leczona migrena może bowiem prowadzić do trwałych zmian w ośrodkowym układzie nerwowym i paradoksalnie zwiększać częstość napadów. Wczesna interwencja nie jest więc luksusem, ale inwestycją w przyszłe zdrowie pacjenta.

Współczesna medycyna dysponuje szerokim wachlarzem możliwości terapeutycznych. Leczenie migreny obejmuje nie tylko przerywanie napadów, ale także profilaktykę. W tej pierwszej grupie mieszczą się zarówno klasyczne leki przeciwbólowe, jak i preparaty dedykowane migrenie, takie jak tryptany czy nowsze: gepanty. W cięższych postaciach choroby kluczowe znaczenie ma jednak leczenie zapobiegające napadom, które może diametralnie zmienić życie pacjenta.

Dostępne obecnie nowoczesne terapie profilaktyczne – w tym toksyna botulinowa oraz przeciwciała monoklonalne anty-CGRP – potrafią istotnie zmniejszyć liczbę dni z bólem głowy w miesiącu. U części chorych redukcja napadów sięga 50 procent, u niektórych dochodzi wręcz do ich całkowitego ustąpienia. Migrena, choć pozostaje chorobą na całe życie, może być dzięki nim skutecznie kontrolowana.

Problem, jaki podnoszono na „Forum bólów głowy”, polega jednak na tym, że w Polsce nowoczesne leczenie migreny przewlekłej jest dostępne niemal wyłącznie w ramach programu lekowego. Program ten, choć sam w sobie jest ogromnym krokiem naprzód, obarczony jest licznymi ograniczeniami administracyjnymi i organizacyjnymi. Jak wskazują dane, leczony jest w nim zaledwie niewielki odsetek pacjentów spełniających kryteria – kilka tysięcy osób.

Zdaniem prof. Kułakowskiej program wymaga pilnych zmian. Migrena jest chorobą przewlekłą, a tymczasem obecne zapisy ograniczają możliwość powrotu pacjenta do programu do dwóch razy w życiu. To rozwiązanie trudne do obrony zarówno medycznie, jak i etycznie, ponieważ u wielu chorych po przerwaniu skutecznej terapii dochodzi do nawrotu ciężkich objawów. Jak podkreśla ekspertka: leczenie, które działa, zostaje im po prostu odebrane.

Jak sygnalizują neurolodzy, jeszcze poważniejszym problemem jest brak refundacji leków stosowanych w migrenie epizodycznej i w profilaktyce poza programami lekowymi. Nowoczesne preparaty, w tym gepanty, są kosztowne i w całości finansowane z kieszeni pacjentów.

„Obowiązujące przepisy refundacyjne sprawiają, że nawet częściowa refundacja – na przykład 30-procentowa – bywa niemożliwa ze względów formalnych. W rezultacie wielu pacjentów nie korzysta z terapii, bo po prostu nie może sobie na nią pozwolić” – mówi prof. Kułakowska.

Zdaniem ekspertów zgromadzonych na „Forum bólów głowy”: z perspektywy systemu ochrony zdrowia to krótkowzroczność. Migrena generuje ogromne koszty pośrednie: absencję chorobową, spadek produktywności i obciążenie systemu świadczeń społecznych. Skuteczne leczenie profilaktyczne przynosi nie tylko poprawę jakości życia chorych, ale także realne korzyści ekonomiczne. Pacjent, który nie ma napadów, pracuje, płaci podatki i pełni swoje role społeczne.

Eksperci coraz głośniej podnoszą argument, że refundacja nowoczesnych leków profilaktycznych w ramach refundacji aptecznej byłaby rozwiązaniem korzystnym zarówno dla pacjentów, jak i dla państwa. Pozwoliłaby dotrzeć do znacznie większej grupy chorych, odciążyć programy lekowe i zmniejszyć niewidzialne koszty migreny, które dziś ponosimy wszyscy.

Migrena nie jest fanaberią ani „kobiecą przypadłością”. To ciężka, przewlekła choroba neurologiczna, która – jeśli pozostaje nieleczona – potrafi zrujnować życie. Właściwie rozpoznana i skutecznie leczona może jednak przestać być wyrokiem. Warunkiem jest dostęp do nowoczesnej terapii i system refundacyjny, który uwzględnia nie tylko koszty leków, ale także realne koszty braku leczenia.

 
Źródło informacji: PAP MediaRoom
Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy wykaz produktów leczniczych, które nie będą mogły być finansowane w ramach procedury ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). Na liście znalazło się 101 pozycji, w tym terapie stosowane m.in. w onkologii, neurologii, chorobach rzadkich oraz hematoonkologii. Resort podkreśla jednak, że pacjenci, którzy rozpoczęli leczenie przed wejściem w życie wykazu, zachowują możliwość kontynuowania terapii, o ile zostanie potwierdzona jej skuteczność i spełnione zostaną wymagane formalności.
RDTL to mechanizm umożliwiający finansowanie ze środków publicznych terapii, które nie są objęte refundacją, a które w indywidualnych przypadkach mogą stanowić jedyną dostępną opcję terapeutyczną dla pacjenta. Publikacja wykazu oznacza, że wskazane w nim produkty lecznicze nie mogą być finansowane w ramach tej procedury.

Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że pacjenci, którzy rozpoczęli leczenie produktem leczniczym objętym wykazem przed dniem jego obowiązywania, nie tracą automatycznie dostępu do terapii. Kontynuacja leczenia jest możliwa pod warunkiem udowodnienia skuteczności dotychczas stosowanego leczenia.

W takich przypadkach świadczeniodawca zobowiązany jest do przekazania informacji o kontynuacji terapii do właściwego miejscowo oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Dopiero spełnienie tego warunku pozwala na dalsze finansowanie leczenia rozpoczętego przed wejściem w życie wykazu.

Na liście znalazło się 101 pozycji.

Wśród leków, które nie będą podlegać finansowaniu w ramach procedury ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL) zgodnie z komunikatem Ministra Zdrowia z 16 stycznia 2026 r., znalazły się m.in.: Adynovi (rurioctocog alfa pegolum) stosowany w zapobieganiu krwawieniom u dzieci poniżej 12. roku życia z hemofilią A i B, Afinitor (everolimus) w leczeniu zaawansowanego raka piersi, Aimovig (erenumab) w migrenie przewlekłej, Brineura (cerliponase alfa) w leczeniu lipofuscynozy neuronalnej typu 2, Cresemba (isawukonazol) przy inwazyjnej aspergillozie i mukormykozie, a także trzy wersje leku erlotynib (firm Krka, Mylan i Vipharm) stosowane w niedrobnokomórkowym i drobnokomórkowym raku płuca. Na liście znalazły się również Lynparza (olaparib) w leczeniu raka endometrium oraz gruczolaka trzustki z mutacją BRCA1/2, Rybrevant (amivantamab) dla pacjentów z zaawansowanym rakiem płuca z mutacją insercyjną EGFR w eksonie 20, Zolgensma (onasemnogene abeparvovecum) w leczeniu SMA u pacjentów nieobjętych programem lekowym, a także Yervoy (ipilimumab) w raku przełyku oraz w monoterapii w czerniaku w drugiej linii leczenia.

Pełna lista znajduje się: TU

Opublikowany przez Ministerstwo Zdrowia wykaz oznacza istotne zmiany w funkcjonowaniu procedury RDTL, która dla wielu pacjentów stanowiła szansę na dostęp do terapii niedostępnych w standardowym systemie refundacyjnym. Choć nowe regulacje obejmują aż 101 produktów leczniczych, resort zapewnia ciągłość leczenia dla pacjentów już korzystających z tych terapii. Kluczowe znaczenie będzie miała teraz rola świadczeniodawców, którzy muszą udokumentować skuteczność leczenia i przekazać odpowiednie informacje do NFZ. Wśród leków objętych wykazem znalazły się zarówno nowoczesne terapie onkologiczne, jak i leki stosowane w chorobach rzadkich czy neurologicznych, co sprawia, że publikacja listy będzie uważnie obserwowana przez środowiska pacjenckie i ekspertów ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

„Płonący mózg” albo „lodowy szpikulec wbity w głowę” – tak migrenę opisują niektórzy pacjenci. Choroba dotyczy milionów ludzi na świecie i dla wielu z nich oznacza coś znacznie więcej niż silny ból głowy. Nowe badanie naukowców ze Stanford Medicine sugeruje, że pod wspólną nazwą „migrena” mogą kryć się różne biologiczne podtypy choroby, widoczne w obrazowaniu mózgu.
Jak opisują autorzy publikacji opublikowanej w czasopiśmie „Cephalalgia”, wykorzystanie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) pozwoliło wyodrębnić dwa różniące się między sobą podtypy migreny. Zdaniem badaczy może to w przyszłości pomóc lepiej przewidywać przebieg choroby i dobierać bardziej indywidualne leczenie.

Migrena to przewlekła choroba neurologiczna, która może wiązać się z silnym bólem, nudnościami, zaburzeniami widzenia, nadwrażliwością na światło, dźwięk, zapachy, a także z istotnym ograniczeniem codziennego funkcjonowania. Mimo ogromnego wpływu choroby na życie pacjentów, jej rozpoznawanie i leczenie nadal opiera się przede wszystkim na opisie objawów zgłaszanych przez pacjenta.

Jak zwrócił uwagę prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine, decyzje terapeutyczne w migrenie bywają dziś obarczone dużą niepewnością.

– Obecnie decyzje dotyczące leczenia migreny są gorsze niż metoda prób i błędów. To jak rzucanie lotkami w ciemności – powiedział prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine zajmujący się badaniami nad migreną (tłum. red.).

Dwa biologiczne podtypy migreny

Badanie objęło 111 pacjentów z migreną, w tym 75 z migreną przewlekłą i 36 z migreną epizodyczną, oraz 51 osób z grupy kontrolnej bez migreny. Naukowcy zebrali szczegółowe dane kliniczne, a następnie wykonali dwa rodzaje rezonansu magnetycznego: obrazowanie strukturalne mózgu, pozwalające ocenić budowę wybranych obszarów mózgu, oraz funkcjonalny rezonans magnetyczny oceniający aktywność i przepływ sygnałów pomiędzy różnymi obszarami mózgu.

Zamiast z góry zakładać, jakie mechanizmy biologiczne odpowiadają za różnice między pacjentami, naukowcy zastosowali podejście eksploracyjne i obliczeniowe. Mówiąc prościej: pozwolili algorytmom wyszukać w danych wzorce, które mogłyby dzielić osoby z migreną na bardziej jednorodne biologicznie grupy.

– Postanowiliśmy zebrać jak najwięcej danych i „rzucić nimi o ścianę” – a właściwie o ścianę obliczeniową – żeby zobaczyć, co się utrzyma – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Analiza pozwoliła wyodrębnić dwa podtypy migreny. Pierwszy z nich był pod względem obrazowania mózgu bardziej zbliżony do osób zdrowych i wiązał się z łagodniejszym przebiegiem choroby. Drugi podtyp charakteryzował się wyraźniejszymi zaburzeniami połączeń pomiędzy korą mózgową a strukturami podkorowymi oraz większym obciążeniem klinicznym. Pacjenci z tej grupy byli starsi, chorowali dłużej, mieli dłużej trwające napady i większą niesprawność związaną z migreną. Jednocześnie – co szczególnie interesujące – liczba dni z bólem głowy nie różniła się istotnie pomiędzy obiema grupami.

To ważna obserwacja, ponieważ w praktyce klinicznej migrenę często klasyfikuje się według liczby dni z bólem głowy w miesiącu. Migrena przewlekła oznacza co najmniej 15 dni z bólem głowy miesięcznie, natomiast migrena epizodyczna występuje rzadziej. Taki podział jest potrzebny, ale może nie wystarczać do uchwycenia biologicznej różnorodności choroby.
 
Mózg może reagować inaczej na bodźce

Jak opisują autorzy pracy, u pacjentów należących do drugiego podtypu obserwowano bardziej nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy obszarami mózgu odpowiedzialnymi m.in. za uwagę, przetwarzanie bodźców wzrokowych, ruch oraz struktury związane z przetwarzaniem bólu i emocji.

Według prof. Cowana wyniki sugerują, że mózg części pacjentów z migreną może reagować na codzienne bodźce sensoryczne w sposób bardziej nasilony niż u osób bez migreny.

– Z ewolucyjnego punktu widzenia ma sens, że mózg wywołuje ból w odpowiedzi na określone bodźce sensoryczne – ból sprawia, że chcemy się wycofać, a niektóre nowe bodźce mogą być potencjalnie niebezpieczne. Jednak u osób z migreną mózg wydaje się reagować zbyt intensywnie, wywołując ból w odpowiedzi na codzienne doświadczenia sensoryczne – zaznaczał prof. Cowan (tłum. red.).

Nie tylko funkcja, ale też struktura mózgu

Badacze zwracają uwagę, że bardziej obciążony podtyp migreny wykazywał nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy sieciami związanymi m.in. z uwagą, ruchem i przetwarzaniem bodźców wzrokowych oraz strukturami podkorowymi, takimi jak wzgórze, jądra podstawy, hipokamp czy ciało migdałowate. Według autorów może to odzwierciedlać odmienny sposób przetwarzania bodźców sensorycznych i bólu u części pacjentów z migreną.

Różnice dotyczyły jednak nie tylko aktywności funkcjonalnej mózgu, ale również jego struktury. U bardziej obciążonego podtypu obserwowano m.in. zmniejszenie objętości niektórych obszarów kory mózgowej, szczególnie w regionach czołowych, ciemieniowych, skroniowych oraz wyspie. Są to obszary związane m.in. z przetwarzaniem bólu, integracją bodźców sensorycznych, kontrolą poznawczą i reakcjami emocjonalnymi.

Autorzy podkreślają jednak, że to właśnie funkcjonalne połączenia pomiędzy regionami mózgu wydawały się najważniejszym elementem różnicującym oba podtypy migreny. Dane strukturalne dostarczały informacji uzupełniających i wskazywały na dodatkowy, częściowo niezależny wymiar różnorodności biologicznej migreny.

 
Czy takie badania mogą zmienić leczenie?

Na razie wyniki mają przede wszystkim znaczenie naukowe i nie oznaczają, że funkcjonalny rezonans magnetyczny stanie się rutynowym badaniem wykonywanym u osób z migreną. Autorzy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania oraz potwierdzenie wyników w większych grupach pacjentów.

Naukowcy ze Stanford Medicine pracują już nad kolejnymi metodami klasyfikacji migreny, m.in. opartymi na biomarkerach krwi i szczegółowych cechach klinicznych. Chcą także sprawdzić, czy wyodrębnione podtypy mogą przewidywać odpowiedź na leczenie.

– Możliwe, że będziemy w stanie zidentyfikować pacjenta na podstawie związku pomiędzy określonymi cechami klinicznymi a wzorcem widocznym w obrazowaniu mózgu i powiedzieć: „To osoba, która ma pięć dni bólu głowy miesięcznie, ale już teraz naprawdę skorzystałaby z leczenia profilaktycznego” – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Autorzy badania podkreślają, że migrena jest chorobą bardzo heterogenną i prawdopodobnie obejmuje różne mechanizmy biologiczne. Nowe wyniki sugerują, że klasyfikacja oparta wyłącznie na liczbie dni z bólem głowy może nie wystarczać do pełnego zrozumienia choroby.

Źródła: J. Sridhar i wsp., Neuroimaging-based subtyping of migraine identifies clinically distinct phenotypes, „Cephalalgia”, 2026; Stanford Medicine News Center, Brain imaging reveals migraine headache subtypes, Stanford Medicine researchers find.
Program lekowy leczenia migreny przewlekłej w Polsce działa od 2022 roku i w sensie formalnym oznacza ważny przełom: po latach starań pacjenci z najcięższą postacią choroby uzyskali dostęp do nowoczesnych terapii refundowanych ze środków publicznych. Z perspektywy klinicznej nie ma dziś większych wątpliwości, że leczenie dostępne w programie może realnie zmieniać życie chorych. Problem polega na tym, że między istnieniem programu a rzeczywistym dostępem do terapii rozciąga się cała strefa ograniczeń: administracyjnych, organizacyjnych, finansowych i systemowych. W efekcie rozwiązanie, które miało przynieść ulgę dużej grupie pacjentów, obejmuje dziś zaledwie margines potrzeb.
Migrena to nie „zwykły ból głowy”, lecz ciężka choroba przewlekła

To szczególnie uderzające, jeśli zestawić skalę programu ze skalą samej choroby. Jak podkreśla dr hab. n. med. Marta Waliszewska-Prosół z Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Centrum Neurologii i Neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, „mamy już dane polskie, które pokazują, że migrena obciąża pacjentów w Polsce w stopniu wyjątkowo dużym – jesteśmy jedną z najbardziej obciążonych populacji na świecie. Z najnowszego badania epidemiologicznego wynika, że rozpowszechnienie migreny w Polsce wynosi około 17,4%, co oznacza, że choruje około 6,5 miliona osób, a na migrenę przewlekłą około 750 tysięcy”. Sama liczba pokazuje, że nie mówimy o problemie niszowym ani o grupie pacjentów, którą można obsłużyć przy pomocy wąsko zaprojektowanego mechanizmu.

„Migrena jest chorobą przewlekłą i powinna być tak traktowana. To nie jest przypadłość, dolegliwość ani ‘zwykły ból głowy’. To choroba taka sama jak choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane czy padaczka – z określonym obrazem klinicznym, powikłaniami i przebiegiem. Jednym z jej powikłań jest rozwój migreny przewlekłej” – mówi dr hab. Waliszewska-Prosół.

To rozróżnienie ma znaczenie fundamentalne, bo właśnie z niedoszacowania choroby wyrasta wiele późniejszych problemów: zbyt późne rozpoznanie, samodzielne leczenie lekami dostępnymi bez recepty, wieloletnie funkcjonowanie bez właściwej profilaktyki, a wreszcie trafianie do programu dopiero wtedy, gdy choroba jest już mocno zaawansowana. Prof. dr hab. n. med. Izabela Domitrz, kierownik Kliniki Neurologii WUM, zwraca uwagę, że „dzienniczek bólu głowy jest dla nas bardzo dobrym narzędziem diagnostycznym – pozwala odróżnić migrenę przewlekłą od innych przyczyn bólu, takich jak nadużywanie leków. Specjalista nie ma problemu z rozpoznaniem migreny przewlekłej na tej podstawie, ale problem polega na tym, że pacjent na początku najczęściej nie ma takiego rozpoznania”. Jak dodaje, migrena najczęściej zaczyna się jako epizodyczna i dopiero z czasem przechodzi w przewlekłą, dlatego kluczowe staje się możliwie wczesne wychwycenie tego procesu i wdrożenie leczenia zanim dojdzie do dalszej progresji. Tymczasem, jak zaznacza ekspertka, „mniej niż 40% pacjentów ma postawione rozpoznanie przez lekarza, a część pacjentów w ogóle nie jest zdiagnozowana”.

To właśnie w tym miejscu zaczyna się paradoks całego systemu. Z jednej strony wiadomo, że migrena przewlekła może prowadzić do bardzo głębokiego upośledzenia codziennego funkcjonowania. Z drugiej – pacjenci przez długi czas pozostają poza skuteczną terapią.

„Migrena jest chorobą, która właściwie uniemożliwia życie człowieka, jeżeli występuje często i występuje w pełnym spektrum” – podkreśla dr n. med. Magdalena Boczarska-Jedynak, przewodnicząca Sekcji Bólu Głowy Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Jak zaznacza, ból głowy jest tylko jednym z elementów tej choroby. Już na kilka dni przed napadem pojawiają się objawy prodromalne – senność, zaburzenia koncentracji, nieustające ziewanie – które sprawiają, że pacjent „właściwie nie funkcjonuje, mimo że nie ma jeszcze żadnego bólu”.

Sam napad ma często skrajnie nasilony charakter: „to jest kłujący, pulsujący ból, określany przez pacjentów na 15 w skali do 10. Bardzo często mówią, że chcieliby, żeby ktoś im wtedy po prostu odrąbał głowę”. Towarzyszą mu nudności, wymioty oraz silna nadwrażliwość na światło, dźwięki i dotyk, co sprawia, że „właściwie niemożliwe jest jakiekolwiek funkcjonowanie”.

Co więcej, konsekwencje napadu nie kończą się wraz z ustąpieniem bólu – pacjent przez kolejne dni pozostaje wyczerpany, z zaburzeniami koncentracji i snu. „Jeżeli ktoś ma pełne spektrum napadu migreny raz w tygodniu, to właściwie nie ma dnia, żeby funkcjonował prawidłowo” – zaznacza.

Program jest, ale obejmuje zaledwie ułamek potrzebujących

W takim kontekście program lekowy B.133 miał być odpowiedzią skierowaną do pacjentów najciężej chorych. I rzeczywiście, jego powstanie było efektem wieloletnich starań środowiska klinicznego i pacjenckiego. Jak podkreślała dr Boczarska-Jedynak, program był kompromisem, który miał przynajmniej częściowo odblokować dostęp do leczenia dla tych chorych, którzy mają ponad 15 dni z bólem głowy w miesiącu i wcześniej wyczerpali możliwości starszej farmakoterapii doustnej. Tyle że kompromis, który miał być punktem wyjścia, w praktyce okazał się konstrukcją trudną do skalowania i zbyt sztywną wobec rzeczywistego obrazu klinicznego.

Najbardziej wymownym wskaźnikiem tej niewydolności jest liczba pacjentów objętych terapią. „Łącznie wszystkich pacjentów, którzy weszli do programu B.133 do połowy grudnia 2025 roku, było 3574. To stanowi 1% wszystkich pacjentów z migreną przewlekłą” – mówi dr Boczarska-Jedynak. I dodaje: „Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie wszyscy pacjenci trafią do programu i nie wszyscy spełnią kryteria włączenia, ale 1% to jest liczba, której nie wyobrażaliśmy sobie, walcząc o ten program”.

To rozminięcie między potencjałem programu a jego rzeczywistym zasięgiem widać także w oczekiwaniach, jakie towarzyszyły jego uruchomieniu. Prof. Izabela Domitrz mówi wprost: „My, rozpoczynając program, liczyliśmy na to, że w pierwszym roku jego trwania będzie 4 tysiące pacjentów. Tymczasem w pierwszym roku było ich 700. W drugim roku, czyli de facto po kilku latach funkcjonowania programu, mamy tyle, ile zakładaliśmy, że będzie w pierwszym roku”. Według ekspertki nawet przy bardzo ostrożnych założeniach grupa pacjentów, którzy powinni być objęci leczeniem, była szacowana na około 40 tysięcy. „Gdybyśmy mieli 40 tysięcy pacjentów w programie, uznalibyśmy, że to jest liczba realna i adekwatna” – zaznacza.

Sztywne zasady leczenia nie nadążają za wiedzą medyczną

Wynika z tego jasno, że problem nie leży w braku pacjentów, ale w samym modelu dostępu do leczenia. Program został zbudowany liniowo: pacjent musi najpierw udokumentować nieskuteczność co najmniej dwóch terapii doustnych, potem może wejść do pierwszej linii leczenia toksyną botulinową, a dopiero przy jej nieskuteczności może uzyskać dostęp do przeciwciał monoklonalnych. Taki układ coraz wyraźniej rozmija się zarówno z praktyką kliniczną, jak i z aktualnymi rekomendacjami. Dr Boczarska-Jedynak zwraca uwagę, że „światowe rekomendacje już się zmieniły i mówią jasno, że zarówno toksyna botulinowa, jak i przeciwciała monoklonalne są terapiami pierwszego rzutu. Decyzja powinna być decyzją kliniczną, opartą na obrazie pacjenta, a nie na sztywnej gradacji”.

Protokół programu B.133 – liniowość terapii
 
Źródło: Prezentacja w trakcie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Leczenia Chorób Neurologicznych oraz Parlamentarnego Zespołu ds. Neuroróżnorodności „Migrena przewlekła – wyzwania w zakresie leczenia i opieki nad pacjentem”, 25 marca 2025 r. Opracowanie: Dr Magdalena Boczarska-Jedynak.

W praktyce liniowość oznacza nie tylko formalny schemat, ale także kolejne miesiące zwłoki. A zwłoka w migrenie przewlekłej ma swoją cenę. Dr hab. Marta Waliszewska-Prosół ostrzega, że „włączając pacjentów do leczenia zbyt późno, sami generujemy koszty, które będą się tylko powiększać. U tych najciężej chorych dochodzi do zmian strukturalnych w mózgu, co powoduje, że nawet skuteczne terapie działają słabiej”. Zwraca też uwagę na zjawisko nadużywania leków przeciwbólowych, które staje się jednym z najpoważniejszych powikłań źle leczonej migreny. „Granica 15 dni z bólem głowy w miesiącu jest w dużej mierze teoretyczna. Większość pacjentów, którzy trafiają do programu, to pacjenci, których nazywamy ‘30 na 30’, czyli mają codzienny ból głowy. Bardzo często jest on dodatkowo uwikłany nadużywaniem leków przeciwbólowych. Zdarzają się pacjenci przyjmujący 700–800 tabletek przeciwbólowych miesięcznie, w tym preparaty zawierające opioidy. I trzeba jasno powiedzieć – głowa boli ich nadal”.

Migrena przewlekła nie jest wyłącznie problemem indywidualnego cierpienia, ale również problemem zdrowia publicznego. Jeszcze przed uruchomieniem programu lekowego dane wskazywały na ogromne koszty pośrednie związane z absencją i prezenteizmem, a także na znaczną niesprawność funkcjonalną pacjentów. Migrena należy do głównych przyczyn utraty sprawności do pracy, a chorzy tracą nie tylko dni zawodowe, ale również możliwość wykonywania obowiązków domowych i utrzymywania relacji społecznych. Prof. Domitrz podkreśla, że „migrena nie jest tylko bólem głowy – to choroba mózgu, która znacząco obniża jakość życia”. Jak dodaje, pacjenci często pozostają niewidzialni dla systemu, bo ich choroba bywa bagatelizowana, a oni sami nie zawsze mówią o niej wprost.

Właśnie dlatego niska liczba pacjentów objętych programem nie jest jedynie technicznym problemem refundacyjnym. Staje się wskaźnikiem systemowej niewydolności w obszarze rozpoznawania, kierowania i leczenia jednej z najczęstszych chorób neurologicznych. Prof. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, mówi wprost, że „program lekowy leczenia migreny przewlekłej wymaga zmian i w mojej ocenie jest drugim najważniejszym obszarem wymagającym fundamentalnych modyfikacji w neurologii – po programie leczenia miastenii”. 

Za niską dostępnością leczenia stoją nie tylko zapisy programu, ale także bariery systemowe, które ograniczają jego realną wydolność.

System dławi dostęp: biurokracja, kadry, pieniądze

Do tych ograniczeń dochodzi jeszcze kolejna grupa barier: administracyjnych i organizacyjnych. Program wymaga rozbudowanej dokumentacji, szczegółowej kwalifikacji, regularnych kontroli i comiesięcznych rozliczeń. Lekarze prowadzący pacjentów podkreślają, że nawet jeśli sama konsultacja i podanie leku nie zajmują dużo czasu, to olbrzymie obciążenie generuje cała otoczka biurokratyczna. Ośrodki nie mają zwykle dedykowanych zespołów prowadzących wyłącznie takich pacjentów, a harmonogramy poradni są już przeciążone innymi obowiązkami. Przy regularnych wizytach kontrolnych, ograniczonej liczbie specjalistów i sztywnych terminach raportowania system szybko dochodzi do granic wydolności.

Osobnym problemem pozostaje finansowanie. Formalnie program jest świadczeniem gwarantowanym, ale w praktyce – jak opisują klinicyści – jego realizacja bywa ograniczana przez bieżące możliwości finansowe ośrodka i ostrożność dyrekcji szpitali. To ograniczenie dobrze widać w codziennej praktyce klinicznej, co opisuje dr hab. Marta Waliszewska-Prosół: „Program jest formalnie gwarantowany, ale w praktyce limitowany. Ośrodek może włączyć miesięcznie jednego czy dwóch pacjentów, bo tylko na tyle pozwalają środki. Szpital często nie chce kupić większej liczby leków, ponieważ nie ma pewności, czy NFZ zwróci koszty. W efekcie w kolejkach do programu czekają dziesiątki pacjentów. W moim ośrodku we Wrocławiu to jest około stu osób gotowych do włączenia do leczenia, ale bariery administracyjne, logistyczne i finansowe uniemożliwiają ich przyjęcie”.

W ten sposób powstaje jeden z najbardziej dotkliwych paradoksów programu: terapie są skuteczne, lekarze wiedzą, komu mogłyby pomóc, pacjenci spełniają kryteria, ale system nie jest w stanie zapewnić płynnego dostępu do leczenia. To już nie kwestia medycyny, lecz architektury świadczenia. A jeśli program ma obejmować zaledwie kilka tysięcy osób i już przy tej liczbie napotyka na przeciążenie, trudno uznać go za model gotowy do odpowiedzi na rzeczywistą epidemiologię choroby. „Jeśli dziś, przy 2,5 tysiąca pacjentów, system już osiągnął granice wydolności, to nie jesteśmy w stanie leczyć w programie lekowym dziesiątek tysięcy chorych. Nawet gdybyśmy pracowali 48 godzin na dobę, ośrodki tego nie udźwigną” – mówi dr hab. Waliszewska-Prosół. „W obecnym modelu z najczęstszej choroby neurologicznej zrobiliśmy chorobę rzadką” – zauważa ekspertka.

Leczenie skuteczne, ale zbyt krótkie. Co dalej z pacjentem?

Szczególnie trudny do obrony z klinicznego i ludzkiego punktu widzenia pozostaje jednak czasowy charakter leczenia. Migrena przewlekła jest chorobą przewlekłą, tymczasem
program zakłada ograniczony czas terapii i bardzo restrykcyjne zasady powrotu do leczenia po nawrocie. Dr Boczarska-Jedynak przypomina, że pacjent, który dobrze odpowiada na przeciwciała monoklonalne, może otrzymywać je tylko przez 12 miesięcy, a następnie trafia do obserwacji. Jeśli dojdzie do nawrotu, może wrócić do programu tylko raz w życiu. Taki model coraz trudniej uzasadnić, skoro doświadczenie kliniczne pokazuje, że po odstawieniu skutecznej terapii liczba dni z bólem głowy często znów rośnie.

Mamy dziś bardzo skuteczne leki, które potrafią przywrócić pacjentom normalne życie. W tej sytuacji ograniczanie leczenia do dwóch lat jest po prostu niehumanitarne. Wytyczne mówią jasno – pacjentów należy leczyć tak długo, jak jest to konieczne, ponieważ po odstawieniu skutecznej terapii liczba dni z bólem głowy ponownie rośnie” – podkreśla dr hab. Marta Waliszewska-Prosół.

To nie jest wyłącznie problem statystyk i kryteriów refundacyjnych. To również problem bezpieczeństwa psychicznego pacjentów, którzy po miesiącach czy latach odzyskanego funkcjonowania zaczynają żyć z lękiem przed utratą terapii. Jedna z pacjentek mówi, że „program lekowy jest dla nas, pacjentów, czymś przełomowym – od momentu przyjęcia pierwszej dawki poznajemy zupełnie nową jakość życia. Natomiast jego zakończenie wiąże się z ogromnym lękiem. Zastanawiamy się, czy damy radę wrócić do pracy, czy poradzimy sobie z codziennym funkcjonowaniem. My już znamy życie bez bólu i nie chcemy wracać do tego, co było wcześniej”. Dodaje, że dla wielu osób prywatne finansowanie skutecznej terapii po zakończeniu programu jest po prostu nierealne, bo miesięczny koszt leczenia pozostaje poza zasięgiem domowego budżetu. Zwraca też uwagę na błędne koło, w którym łatwiej uzyskać doraźny lek przeciwbólowy niż realną pomoc specjalistyczną.

Ten lęk nie jest irracjonalny. Dr hab. n. med. Maria Łukasik, prof. Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy (PTBG), zwraca uwagę: „Migrena przewlekła bardzo często współwystępuje z zaburzeniami lękowymi i depresyjnymi. Dołożenie do tego stresu związanego z utratą leczenia, które realnie poprawiło jakość życia pacjenta, jest sytuacją, która nie powinna mieć miejsca”. Z kolei prof. Izabela Domitrz podkreśla, że środowisko kliniczne nie opiera się tu wyłącznie na deklaracjach pacjentów, ale widzi ten mechanizm w codziennej praktyce. „My nie tylko wierzymy w to, co mówią pacjenci – my to widzimy w praktyce. Dlatego walczymy o to, żeby leczenie w programie trwało tak długo, jak jest to pacjentowi potrzebne, a nie było ograniczone sztywnym czasem”.

Z tego wszystkiego wyłania się coraz bardziej spójny kierunek postulowanych zmian. Po pierwsze, środowisko oczekuje odejścia od sztywnej liniowości terapii i uznania toksyny botulinowej oraz przeciwciał monoklonalnych za równorzędne opcje pierwszej linii, wybierane na podstawie decyzji klinicznej. Po drugie, potrzebne jest wydłużenie leczenia i zniesienie arbitralnych ograniczeń czasowych, które nie odpowiadają naturze przewlekłej choroby. Po trzecie, konieczne jest umożliwienie ponownego włączenia pacjenta do programu, jeśli ponownie spełnia kryteria migreny przewlekłej. Po czwarte, trzeba uprościć administrację i ograniczyć obciążenia biurokratyczne po stronie ośrodków. Bez tego program nadal będzie działał daleko poniżej swojego potencjału.

Czy program lekowy to jeszcze właściwy model dla migreny przewlekłej?

Coraz częściej pojawia się jednak także pytanie bardziej zasadnicze: czy model programu lekowego w ogóle jest adekwatny do leczenia tak częstej choroby. Dr hab. Marta Waliszewska-Prosół podkreśla: „Musimy sobie jasno odpowiedzieć na pytanie, czy migrena powinna być leczona w ramach programu lekowego. Leki, które stosujemy, są dostępne na rynku, mogą być przepisywane przez neurologów. Przy 6,5 miliona pacjentów i setkach tysięcy chorych na migrenę przewlekłą nie jesteśmy w stanie skutecznie leczyć tej choroby w tak restrykcyjnym modelu”. W podobnym kierunku wypowiada się prof. Maria Łukasik, wskazując, że docelowo należałoby rozważyć wyjście leczenia migreny poza program lekowy i przeniesienie go do refundacji otwartej, co mogłoby zwiększyć wydolność systemu i objąć leczeniem znacznie większą grupę pacjentów.

Na razie jednak najbliższa wydaje się ścieżka zmian wewnątrz samego programu. Dorota Gołębiowska z Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia przyznała, że „wszyscy doszliśmy do tego samego wniosku, który został przedstawiony na początku – program lekowy wymaga przebudowy”. Jednocześnie zwróciła uwagę, że decyzja o tym, czy dany lek będzie finansowany w ramach programu lekowego czy refundacji aptecznej, nie należy wyłącznie do Ministerstwa Zdrowia, ale jest również rezultatem wniosku składanego przez podmiot odpowiedzialny. To pokazuje, że zmiana systemowa wymaga nie tylko zgody co do kierunku reformy, ale także aktywności regulatora, konsultantów, środowiska klinicznego i firm odpowiedzialnych za leki.

W tle tej całej dyskusji pozostaje jedna zasadnicza kwestia: migrena przewlekła wciąż zbyt często nie jest traktowana z powagą odpowiadającą jej rzeczywistemu ciężarowi. A przecież mówimy o chorobie, która może odbierać możliwość pracy, opieki nad dziećmi, uczestnictwa w życiu społecznym, a nawet elementarnego funkcjonowania przez znaczną część miesiąca. Dr Jakub Gierczyński z Prezydium Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta zwraca uwagę, że trudno znaleźć bardziej racjonalną terapię niż taka, która pozwala choremu odzyskać zdolność do pracy i normalnego życia. W tym sensie leczenie migreny przewlekłej nie jest kosztownym luksusem, lecz interwencją o bardzo wysokiej wartości zdrowotnej i społecznej.

To właśnie dlatego pytanie o przyszłość programu B.133 nie jest pytaniem technicznym. To pytanie o to, czy polski system ochrony zdrowia potrafi potraktować jedną z najczęstszych chorób neurologicznych zgodnie z jej rzeczywistą skalą i ciężarem. Dziś odpowiedź pozostaje niejednoznaczna. Program istnieje, działa i bywa dla pacjentów przełomem. Jednocześnie obejmuje zbyt mało osób, uruchamia leczenie zbyt późno, kończy je zbyt wcześnie i zbyt często przerzuca na chorych ciężar niepewności. Jeśli ma być rzeczywistą odpowiedzią na potrzeby pacjentów, musi przestać być mechanizmem wyjątkowym dla nielicznych, a zacząć działać jak narzędzie adekwatne do skali problemu.

Źródło: opracowanie redakcji Medicalpress na podstawie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Leczenia Chorób Neurologicznych oraz Parlamentarnego Zespołu ds. Neuroróżnorodności „Migrena przewlekła – wyzwania w zakresie leczenia i opieki nad pacjentem”, 25 marca 2025 r.; cytowane wypowiedzi pochodzą z tego posiedzenia.