Medicalpress
Migrena należy do najczęstszych chorób neurologicznych. Choć dostępnych jest wiele metod leczenia, nie wszyscy pacjenci uzyskują zadowalającą kontrolę objawów. Dlatego naukowcy poszukują terapii, które mogłyby uzupełniać standardowe leczenie. Wyniki nowego badania zaprezentowanego podczas kongresu Federation of European Neuroscience Societies (FENS) Forum 2026 sugerują, że akupunktura ucha może zmniejszać nasilenie bólu migrenowego i ograniczać jego wpływ na codzienne funkcjonowanie. 
Czym jest aurikuloterapia?

Aurikuloterapia, nazywana również akupunkturą ucha, polega na stymulowaniu określonych punktów znajdujących się na małżowinie usznej. W badaniu wykorzystano półtrwałe igły umieszczane w punktach związanych z leczeniem migreny, a następnie nasiona gorczycy, które miały utrzymywać stymulację między kolejnymi sesjami.

Badacze chcieli sprawdzić, czy taka forma terapii może zmniejszyć ból migrenowy oraz poprawić codzienne funkcjonowanie pacjentek cierpiących na przewlekłą migrenę.

Randomizowane badanie z grupą kontrolną

Badanie przeprowadził zespół kierowany przez Fernandę Belle z University of Southern Santa Catarina (UNISUL) w Brazylii.

Do badania włączono 68 kobiet z rozpoznaną przewlekłą migreną. Wszystkie doświadczały napadów bólu głowy przez co najmniej 15 dni w miesiącu.

Uczestniczki losowo przydzielono do jednej z dwóch grup. Pierwsza otrzymywała aurikuloterapię zgodnie z protokołem leczenia migreny, natomiast w drugiej wykonywano zabieg pozorowany (sham), polegający na stymulacji punktów na uchu niezwiązanych z migreną.

Pacjentki nie wiedziały, do której grupy zostały zakwalifikowane. Oceniający wyniki również nie znali przydziału uczestniczek, co ograniczało ryzyko błędu.

Łącznie wykonano osiem sesji terapeutycznych w ciągu ośmiu tygodni.

Ból zmniejszył się w obu grupach

Nasilenie bólu oceniano za pomocą Kwestionariusza Bólu McGilla, natomiast wpływ migreny na codzienne życie przy użyciu skali HIT-6. Oceny przeprowadzano przed rozpoczęciem terapii, bezpośrednio po jej zakończeniu oraz po 30 dniach.

W grupie poddanej aurikuloterapii średni wynik oceny bólu zmniejszył się z 50,5 punktu przed rozpoczęciem leczenia do 44,7 po zakończeniu terapii oraz do 41 punktów po 30 dniach obserwacji. Oznaczało to zmniejszenie nasilenia bólu o około 11% po zakończeniu leczenia i o 18% miesiąc później.

Poprawę odnotowano jednak również w grupie otrzymującej zabieg pozorowany. Tam średni wynik zmniejszył się z 50,2 do 44,3 punktu po zakończeniu terapii i do 43,9 punktu po 30 dniach.

Podobnie wyglądały wyniki dotyczące wpływu migreny na codzienne funkcjonowanie. W obu grupach odnotowano poprawę wynoszącą około 8–10%.

Nie wykazano przewagi nad zabiegiem pozorowanym

Choć poprawa była widoczna, nie stwierdzono statystycznie istotnej różnicy pomiędzy grupą otrzymującą aurikuloterapię a grupą poddaną zabiegowi pozorowanemu. Oznacza to, że na podstawie obecnych wyników nie można jednoznacznie stwierdzić, że akupunktura ucha działa skuteczniej niż placebo.

Jak podkreśla Fernanda Belle: 
„Obie grupy poprawiały się z upływem czasu, co może sugerować, że sama stymulacja małżowiny usznej – nawet niespecyficzna – może wpływać na odczuwanie bólu. Na obecnym etapie nie możemy jednak stwierdzić, że aurikuloterapia była skuteczniejsza od zabiegu pozorowanego.”

Jednocześnie badaczka zaznacza, że efekt zmniejszenia bólu był bardziej wyraźny w grupie poddanej właściwej aurikuloterapii, dlatego badania będą kontynuowane z udziałem większej liczby uczestniczek.

Badacze obserwowali również zmiany w pracy mózgu

Oprócz oceny objawów naukowcy analizowali także zmiany zachodzące w korze przedczołowej mózgu przy użyciu hemoencefalografii (HEG). Jest to nieinwazyjna metoda wykorzystująca spektroskopię bliskiej podczerwieni do oceny przepływu krwi i utlenowania tkanek mózgowych.
W trakcie badania zaobserwowano zmiany poziomu utlenowania kory przedczołowej, jednak również w tym przypadku nie udało się wykazać jednoznacznych różnic pomiędzy obiema grupami.

Zdaniem autorów jest to jednak cenna obserwacja, pokazująca możliwość obiektywnego monitorowania zmian czynności mózgu u osób z przewlekłą migreną.

Dlaczego akupunktura ucha może działać?

Autorzy podkreślają, że mechanizm działania aurikuloterapii nadal nie jest do końca poznany.

Małżowina uszna jest unerwiona przez gałęzie nerwu błędnego, nerwu trójdzielnego oraz nerwów szyjnych, które uczestniczą w regulacji odczuwania bólu, reakcji autonomicznych i procesów zapalnych.

Jedna z hipotez zakłada, że stymulacja tych struktur może wpływać na tzw. oś neuroimmunologiczną – system wzajemnej komunikacji pomiędzy układem nerwowym i odpornościowym – modulując procesy związane z przewlekłym bólem i nadwrażliwością.

Potrzebne są kolejne badania

Autorzy podkreślają, że przedstawione wyniki mają charakter wstępny i pochodzą z trwającego projektu badawczego. Analizy zostaną powtórzone po włączeniu większej liczby uczestniczek.

Do wyników odniosła się również prof. Christina Dalla z National and Kapodistrian University of Athens, która nie brała udziału w badaniu. Zwróciła uwagę, że dobrze zaprojektowane randomizowane badania dotyczące metod wspomagających leczenie migreny są nadal rzadkością.
Ekspertka podkreśliła jednocześnie, że nawet jeśli skuteczność aurikuloterapii zostanie potwierdzona w przyszłości, będzie ona mogła stanowić jedynie uzupełnienie standardowego leczenia migreny, a nie jego zastępstwo.

Na obecnym etapie wyniki są więc obiecujące, ale nie pozwalają jeszcze uznać akupunktury ucha za metodę o potwierdzonej skuteczności w leczeniu przewlekłej migreny. Odpowiedzi na to pytanie mają przynieść kolejne, większe badania.

Źródło: Federation of European Neuroscience Societies (FENS); Ear acupuncture may reduce migraine pain, study suggests News Medical Life Sciences
Migrena może utrudniać nie tylko pracę, naukę czy codzienne obowiązki, ale także prowadzenie samochodu. W badaniu Mig-Drive, opublikowanym w Scientific Reports, ponad 70% kierowców z migreną deklarowało, że przynajmniej raz doświadczyło bólu głowy podczas jazdy. Objawom często towarzyszyły spadek koncentracji, niepokój i drażliwość, a trudne warunki drogowe, ostre światło, hałas czy intensywne zapachy mogły dodatkowo nasilać dolegliwości.
Migrena a prowadzenie samochodu

Prowadzenie auta wymaga stałej uwagi, szybkiego reagowania, przetwarzania wielu bodźców jednocześnie oraz dobrej koordynacji wzrokowo-ruchowej. Dla osób z migreną może to być szczególnie obciążające, ponieważ choroba często wiąże się z nadwrażliwością na światło, dźwięki, zapachy, ruch czy bodźce wzrokowe.

Autorzy badania podkreślają, że wpływ migreny na prowadzenie pojazdów pozostaje niedostatecznie rozpoznany zarówno w praktyce klinicznej, jak i w regulacjach dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Ponad 1300 kierowców z migreną

Badanie miało charakter wieloośrodkowy i przekrojowy. Objęło 2522 osoby z rozpoznaną migreną, z których 1333 miały aktywną historię prowadzenia samochodu. Średnia wieku kierowców wynosiła 36,75 roku, a 64,4% stanowiły kobiety.

Dane zbierano od maja do lipca 2024 roku w 40 ośrodkach, a ankiety przeprowadzało 57 neurologów podczas bezpośrednich rozmów z pacjentami.

Uczestników pytano m.in. o charakter migreny, objawy pojawiające się podczas jazdy, sytuacje drogowe nasilające dolegliwości, sposoby radzenia sobie z bólem, ograniczenie lub zaprzestanie prowadzenia auta oraz historię wypadków.

Ból głowy podczas jazdy nie był rzadkością

Kierowcy z migreną doświadczali bólu głowy średnio podczas 13% przejazdów. Aż 70,6% badanych przyznało, że przynajmniej raz w życiu wystąpił u nich ból głowy podczas prowadzenia samochodu.

Ataki pojawiające się w czasie jazdy trwały średnio 3,36 godziny. Ich nasilenie oceniano przeciętnie na 6 punktów, przy ogólnym nasileniu bólu migrenowego na poziomie 7,5 punktu.

Dla części pacjentów migrena realnie wpływała na mobilność. Z powodu choroby 1,7% badanych całkowicie przestało prowadzić samochód, a 9,2% ograniczyło częstotliwość jazdy.

Spadek koncentracji, niepokój i drażliwość

Najczęstszym problemem zgłaszanym podczas bólu głowy za kierownicą był spadek uwagi. Wskazało go 69% kierowców. Kolejne często zgłaszane objawy to niepokój lub pobudzenie, które występowały u 66% badanych, oraz drażliwość, zgłaszana przez 56% uczestników.

Autorzy badania zwracają uwagę, że właśnie tego typu objawy mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa jazdy. Migrena nie jest bowiem wyłącznie bólem głowy, ale zaburzeniem obejmującym także przetwarzanie bodźców, koncentrację i reakcję na otoczenie.

Co najbardziej przeszkadzało kierowcom?

W obecności bólu głowy kierowcy z migreną byli bardziej wrażliwi na różne warunki drogowe i środowiskowe. Szczególnie obciążające okazywały się trudne warunki pogodowe, takie jak śnieg, lód czy mgła.

Wśród czynników mogących wywoływać lub nasilać ból głowy podczas jazdy wymieniano m.in. ostre światło słoneczne padające z przodu, światła LED, światła drogowe, sygnały świetlne, dźwięki syren, hałas w ruchu ulicznym, głośną muzykę, zapach paliwa, dym papierosowy, korki oraz nierówne lub kręte drogi.

Szczególne znaczenie miały bodźce świetlne. Autorzy badania wskazują, że jasne światło słoneczne było jednym z najczęściej zgłaszanych czynników nasilających migrenę podczas jazdy.

Jak kierowcy radzili sobie z migreną?

Najczęściej stosowaną strategią było przyjęcie leków przeciwbólowych lub leków stosowanych w napadzie migreny, w tym tryptanów. Takie działanie deklarowało 58,8% badanych.

Ponad połowa kierowców, 51,9%, wyłączała muzykę, a 47,7% zakładało okulary przeciwsłoneczne. Część osób ograniczała ekspozycję na bodźce, starała się odpocząć lub przerwać jazdę.

Niepokojące jest jednak to, że 17,7% uczestników badania przyznało, że podczas napadu migreny kontynuowało jazdę bez podejmowania żadnych środków ostrożności.

Migrena i bezpieczeństwo na drodze

W badaniu 17,6% kierowców z migreną zgłosiło udział w co najmniej jednym wypadku drogowym w poprzednim roku. Autorzy podkreślają jednak, że wyniki należy interpretować ostrożnie. Badanie opierało się na deklaracjach pacjentów, nie obejmowało grupy kontrolnej i nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, że migrena bezpośrednio powoduje wypadki.

Analizy wskazały natomiast, że ból głowy podczas jazdy może pośrednio zwiększać ryzyko poprzez nasilenie wrażliwości na warunki drogowe i bodźce z otoczenia. Wśród kierowców, którzy mieli wypadek, średnia wieku była niższa niż u osób bez takiej historii.

Autorzy zwrócili też uwagę na szczególne grupy pacjentów, m.in. osoby z migreną przewlekłą, migreną z aurą oraz migreną przedsionkową, u których określone objawy mogą dodatkowo wpływać na komfort i bezpieczeństwo prowadzenia pojazdu.

Temat, o którym warto rozmawiać z lekarzem

Zdaniem autorów badania migrena powinna być postrzegana nie tylko jako zespół bólowy, ale także jako zaburzenie neurosensoryczne, które może wpływać na złożone czynności wymagające uwagi, koordynacji i szybkiego reagowania.

W praktyce oznacza to, że pacjenci z migreną powinni rozmawiać z lekarzem nie tylko o częstotliwości i nasileniu napadów, ale także o tym, jak choroba wpływa na codzienne funkcjonowanie — w tym prowadzenie samochodu.

Eksperci podkreślają, że ocena zdolności do prowadzenia pojazdów powinna być indywidualna i uwzględniać profil objawów pacjenta, typ migreny, obecność zawrotów głowy, zaburzeń widzenia, nadwrażliwości na światło oraz skuteczność leczenia.

Potrzebne są dalsze badania

Autorzy zaznaczają, że badanie miało ograniczenia. Zostało przeprowadzone w warunkach szpitalnych, bez udziału zdrowej grupy kontrolnej, a dane dotyczące jazdy i wypadków pochodziły z samoopisów pacjentów. Nie wykonywano również obiektywnych pomiarów w symulatorze jazdy ani testów neuropsychologicznych w czasie rzeczywistym.

Mimo to wyniki pokazują, że wpływ migreny na prowadzenie samochodu może być niedoceniany. Lepsza edukacja pacjentów, rozmowa o strategiach radzenia sobie z objawami oraz dostosowanie zaleceń do indywidualnego przebiegu choroby mogą pomóc ograniczyć ryzyko i poprawić jakość życia osób z migreną.

Źródło: Genc H, Ghouri R, Ozdemir AA, Ozge A, Dikmen PY, Ekizoglu E, Uc EY, Tasdelen B, Bolay H, Baykan B; Mig-Drive Study Group. Assessing the relationships between migraine and driving risks, challenges and coping strategies. Scientific Reports. 2026;16:19522.
Starzenie się społeczeństwa sprawia, że choroby neurologiczne stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych XXI wieku. Eksperci alarmują, że bez lepszej organizacji opieki, rozwoju profilaktyki i wdrożenia kompleksowych strategii liczba pacjentów z udarami, chorobami otępiennymi, chorobą Parkinsona czy migreną będzie dynamicznie rosła, generując ogromne koszty społeczne i ekonomiczne.
Już jedna na trzy osoby w krajach Unii Europejskiej cierpi na choroby mózgu. Udary mózgu, choroby otępienne i migreny są jednymi z najważniejszych wyzwań zdrowotnych dla współczesnej Europy, a liczba pacjentów nimi obarczonych będzie rosła w miarę starzenia się populacji Starego Kontynentu. O zadaniach, z jakimi muszą się w tej sytuacji zmierzyć środowisko kliniczne i decydenci, dyskutowali uczestnicy okrągłego stołu „Neurologia w Polsce w kontekście europejskiego planu zdrowia mózgu”, organizowanego przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych, Komitet Nauk Klinicznych Polskiej Akademii Nauk i Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Spotkanie, które odbyło się 22 czerwca br. w siedzibie Polskiej Akademii Nauk w Pałacu Staszica w Warszawie, otwiera cykl debat eksperckich organizowanych wspólnie przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych, Komitet Nauk Klinicznych Polskiej Akademii Nauk i Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego pod patronatem Rzecznika Praw Pacjenta, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, European Migraine & Headache Alliance (EMHA) i organizacji pacjentów Alzheimer Polska.

Po wdrożeniu europejskich planów w obszarze onkologii i chorób sercowo-naczyniowych Komisja Europejska analizuje możliwość stworzenia Europejskiego Planu Zdrowia Mózgu (European Brain Plan) – kompleksowej strategii odpowiadającej na wyzwania z zakresu zdrowia mózgu. W Polsce priorytet „Zdrowe serce, zdrowy mózg” został wskazany jako jeden z trzech najważniejszych dla Ministerstwa Zdrowia.

Przewodniczący Komisji Zdrowia SANT w Parlamencie Europejskim dr Adam Jarubas podkreślił, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen już w 2024 r. określiła neurologię jako europejski priorytet, do swojej misji włączył ją również komisarz ds. zdrowia i dobrostanu zwierząt Olivér Várhelyi:

„Doświadczenie opracowania i realizacji kompleksowych planów w obszarze chorób onkologicznych i sercowo-naczyniowych jest dla organów unijnych w Brukseli inspiracją do stworzenia analogicznego schematu postępowania w obszarze neurologii. By dać pewien europejski kontekst: jedna na trzy osoby w Unii Europejskiej cierpi na choroby mózgu. Z nieco większym nasileniem te schorzenia występują w Europie Zachodniej. To może mieć związek z szerszym dostępem do diagnostyki, większą oczekiwaną długością życia czy bardziej zaawansowanym starzeniem się tych społeczeństw. Mówiąc o chorobach neurologicznych, mamy przede wszystkim na myśli demencję – w Europie problem ten dotyczy ponad 9 milionów osób, a prognozy wskazują, że do 2050 roku będzie ich ponad 14 milionów, czyli o ponad połowę więcej. Siedem milionów osób zmaga się z chorobą Alzheimera, a prognozy wskazują, że w najbliższych pięciu latach liczba ta może się podwoić. Podobnie jest w przypadku choroby Parkinsona, na którą w tej chwili cierpi 10 milionów ludzi na świecie, a do 2050 roku może ich być dwukrotnie więcej. 13 osób na 10 tysięcy mieszkańców Europy zmaga się ze stwardnieniem zanikowym bocznym i tu również możemy mówić o tendencji wzrostowej. Trzeba pamiętać, że poza dramatem chorych i ich bliskich, choroby neurologiczne, w tym choroby mózgu, wiążą się z wymiernymi kosztami społeczno-gospodarczymi. Koszty choroby Alzheimera w Unii Europejskiej szacowane są na ponad 250 mld euro rocznie, a demencji – ok. 300 mld euro rocznie”.

Krajowy konsultant w dziedzinie neurologii prof. Bartosz Karaszewski zaznaczył, że choroby neurologiczne od dawna powinny być priorytetem dla zdrowia publicznego z uwagi na najbardziej znaczące DALY (ang. Disability-Adjusted Life Years – utrata jednego roku życia w pełnym zdrowiu, jedna z miar obciążenia chorobami w populacji) oraz fakt, że generują dla systemu większe koszty, niż pozostałe choroby razem wzięte. Pierwsza trójka chorób, które w największym stopniu wpływają na neurologiczne DALY, to udar mózgu, choroba Alzheimera i inne z przebiegiem otępiennym oraz migrena. Konsultant krajowy nawoływał do lepszego wykorzystania zasobów, którymi system już dysponuje: „To są po prostu liczby. To jest po prostu matematyka. Bo jeżeli uwzględnimy nie tylko DALY, ale także długość życia w niepełnosprawności, stopień niepełnosprawności i zaangażowanie opiekunów, to neurologia i choroby mózgu są dyscypliną medycyny najbardziej obciążającą populację europejską”.

Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prof. Alina Kułakowska podkreśliła, że największe wyzwania polskiej neurologii to rosnąca liczba pacjentów, niedobory kadr medycznych, niedoskonała organizacja opieki neurologicznej oraz brak działań profilaktycznych. Kluczowe jest więc utworzenie sieci neurologicznej z referencyjnością ośrodków, która zapewni rozwój skoordynowanej opieki: „Z punktu widzenia dobra pacjenta bardzo ważna jest interdyscyplinarność, ponieważ osobami z chorobami neurologicznymi opiekują się także psychiatrzy, geriatrzy czy interniści. Jednak to neurolog diagnozuje choroby i leczy najwięcej z nich. Neurolodzy realizują ponad 20 programów lekowych, ale problemem są niedoszacowane kontrakty. W tym roku znów możemy się spodziewać ogromnych nadwykonań. Cieszymy się zatem z sukcesów, jak rozwój diagnostyki i terapii. Jednak koszty leczenia spędzają nam sen z powiek, ponieważ chcielibyśmy, żeby pacjenci nie mieli problemu z dostępem do leczenia”.

Prezes-elekt Krajowej Rady ds. Neurologii przy Ministerstwie Zdrowia prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz wyraziła uznanie dla Krajowego Programu Działań Wobec Chorób Otępiennych i podkreśliła potrzebę stworzenia ścieżki pacjenta z objawami otępienia. Kluczowa jest wczesna diagnostyka, ponieważ przełomowe nowe terapie dla takich pacjentów muszą być włączane na początkowym etapie choroby. To jednak nie jedyne wyzwania, na które zwraca uwagę Krajowa Rada ds. Neurologii – podkreśla jej przewodnicząca: „Priorytetem jest zapewnienie pacjentom z padaczką lekooporną dostępu do leczenia operacyjnego czy odpowiedni zakres świadczeń ambulatoryjnych dla pacjentów z chorobą Parkinsona. Istotny jest także problem tranzycji pacjentów z opieki pediatrycznej do tej dedykowanej osobom dorosłym; musimy mieć na uwadze, że do części programów lekowych włącza się pacjentów, kiedy są dziećmi, a później oni nadal potrzebują tego leczenia. Co do kierunków na 2026 rok, konieczne jest wdrażanie priorytetu >>zdrowe serce, zdrowy mózg<<, który jest dopiero na początku realizacji, oczywiście – sieć neurologiczna, ale także współpraca z Centrum e-Zdrowia pod kątem opracowania odpowiedniego zakresu danych. Chodzi o takie dane, które pozwolą stwierdzić, jak wprowadzane zmiany wpływają na system”.

yły wiceminister zdrowia, a obecnie wiceprzewodniczący Senackiej Komisji Zdrowia, z zawodu lekarz neurolog Wojciech Konieczny uważa, że ważna jest odpowiednia konstrukcja krajowej sieci neurologicznej:

„Neurologia jako dziedzina medycyny powinna mieć rzeczywiście priorytetowe znaczenie. To musi być jednoznacznie zaznaczone, inaczej neurologia może zostać wyparta przez inne dziedziny i sprowadzona do funkcji konsultacyjnej. W Ministerstwie Zdrowia obserwowałem inercję systemu: jeśli jakiś jego element nie zostanie prosto zdefiniowany, różne polityczne zawirowania mogą wynaturzyć to, co realnie powinniśmy zrobić”.

Edyta Ekwińska, wiceprezes organizacji pacjentów Alzheimer Polska, określiła jako swój główny cel wsparcie osób z chorobą Alzheimera w uzyskaniu możliwości korzystania z programów lekowych:

„Europejska Agencja Leków dopuściła nowe leki i rekomenduje zorganizowanie dostępu do nich na zasadach programu lekowego. Pacjenci czekają na skuteczne leczenie od 25 lat. Choć te programy mają ograniczony zasięg, bo obejmą od 5 do 10 proc. chorych, nawet to może mieć ogromne znaczenie dla utrzymania ich na rynku pracy”.

Prezes Fundacji Chorób Mózgu Wojciech Machajek położył nacisk na rolę opiekunów osób z chorobami neurodegeneracyjnymi: „Wobec braku rozwiązań usprawniających dostęp do systemowej opieki, wobec problemów z organizacją opieki wytchnieniowej, opiekunowie nie są po prostu elementem systemu – oni ten system podtrzymują”.

Zaznaczył też, że z ogłoszonego 10 lat temu Dekalogu Polskiej Neurologii udało się zrealizować tylko jeden punkt – uczynić neurologię specjalizacją priorytetową. Nadal jednak mamy do czynienia z problemami w programach lekowych, jak wstrzymanie nowych włączeń pacjentów, kolejki nawet do 2 lat oczekiwania na wizytę, pogłębiająca się dysproporcja między dostępem a realnym zapotrzebowaniem.

Instytut Rozwoju Spraw Społecznych to obywatelski think-tank, który jest miejscem pogłębionej debaty, opracowywania analiz, formułowania propozycji rozwiązań i wymiany poglądów między wieloma środowiskami. Jego misją jest analizowanie zjawisk ekonomiczno-społecznych przez pryzmat kwestii zdrowia i opieki zdrowotnej, które mają wpływ na każdą dziedzinę życia i aktywności gospodarczej.

Źródło: PAP MediaRoom

Migrena nie jest „zwykłym bólem głowy”. To przewlekła choroba neurologiczna, która potrafi odebrać młodym ludziom zdolność do pracy, chęć planowania przyszłości i zakładania rodziny. Choć nowoczesne leczenie pozwala skutecznie kontrolować chorobę, dla większości pacjentów w Polsce pozostaje ono poza realnym zasięgiem.
Migrena dla laików to taki silniejszy „zwykły ból głowy”: coś uciążliwego, ale niekoniecznie poważnego, co można przeczekać z lekiem przeciwbólowym w ręku. Tymczasem z perspektywy neurologii i samych chorych migrena jest przewlekłą chorobą neurologiczną, która realnie odbiera ludziom zdolność do normalnego życia. W Polsce dotyka nawet czterech milionów osób, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza sferę zdrowia, wpływając na decyzje życiowe, sytuację zawodową i rodzinną. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) od lat umieszcza migrenę w czołówce chorób najbardziej negatywnie wpływających na jakość życia. Wśród wszystkich chorób zajmuje trzecie miejsce jako przyczyna wyłączania ludzi z aktywnego życia zawodowego i społecznego.

Jak podkreśla Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, migrena jest jedną z najczęstszych chorób neurologicznych – dotyka około 15 proc. populacji. Jej przyczyny nie są do końca poznane, dlatego zaliczana jest do tzw. idiopatycznych bólów głowy. Nie potrafimy jej wyleczyć raz na zawsze. Możemy jednak – i powinniśmy – skutecznie ją leczyć i kontrolować.

Największe nasilenie choroby przypada na okres szczytowej aktywności życiowej: między 25. a 35. rokiem życia. Migrena dotyczy przede wszystkim kobiet w wieku 20-50 lat, choć chorują także mężczyźni. Dla wielu pacjentek to właśnie choroba staje się jednym z niewidzialnych czynników wpływających na decyzje o macierzyństwie. Obawa przed utratą samodzielności, częstą absencją w pracy czy niemożnością sprawowania opieki nad dzieckiem sprawia, że migrena przestaje być wyłącznie problemem medycznym, a zaczyna determinować rzeczywistość.

„Charakterystyczną cechą migreny jest jej napadowość. Pomiędzy napadami pacjenci często czują się zupełnie zdrowi. Sam napad bywa jednak doświadczeniem skrajnie inwalidyzującym. Silnemu, zazwyczaj pulsującemu bólowi głowy towarzyszy nadwrażliwość na światło i dźwięki, nudności, wymioty, a nawet nasilanie się bólu przy najprostszej aktywności ruchowej, takiej jak chodzenie czy wchodzenie po schodach” – tłumaczy prof. Kułakowska. „W praktyce oznacza to całkowite wyłączenie z życia zawodowego i rodzinnego. Chory szuka ciszy, ciemności i snu, który często przerywa atak” – dodaje.

Jak podkreślano podczas „Forum bólów głowy”, konferencji z udziałem specjalistów z całego kraju, szczególnie dramatyczną postacią choroby jest migrena przewlekła. Rozpoznaje się ją wtedy, gdy ból głowy występuje przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego przynajmniej 8 dni spełnia kryteria bólu migrenowego. W Polsce cierpi na nią kilkaset tysięcy osób, głównie w wieku produkcyjnym.

Jednym z kluczowych wyzwań, zdaniem lekarzy, jest niedostateczne rozpoznawanie migreny. Choć jej diagnostyka opiera się na kryteriach klinicznych i w rękach neurologa jest stosunkowo prosta, wielu pacjentów latami funkcjonuje z błędnym rozpoznaniem „zwykłych bólów głowy”. Tymczasem – jak podkreśla prof. Kułakowska – migrena to choroba neurologiczna i powinna być rozpoznawana oraz prowadzona właśnie przez neurologów. Brak właściwej diagnozy oznacza brak właściwego leczenia, a to zwiększa ryzyko przejścia migreny epizodycznej w postać przewlekłą.

To szczególnie istotne, ponieważ już przy czterech napadach migreny w miesiącu zaleca się włączenie leczenia profilaktycznego. Nieleczona lub źle leczona migrena może bowiem prowadzić do trwałych zmian w ośrodkowym układzie nerwowym i paradoksalnie zwiększać częstość napadów. Wczesna interwencja nie jest więc luksusem, ale inwestycją w przyszłe zdrowie pacjenta.

Współczesna medycyna dysponuje szerokim wachlarzem możliwości terapeutycznych. Leczenie migreny obejmuje nie tylko przerywanie napadów, ale także profilaktykę. W tej pierwszej grupie mieszczą się zarówno klasyczne leki przeciwbólowe, jak i preparaty dedykowane migrenie, takie jak tryptany czy nowsze: gepanty. W cięższych postaciach choroby kluczowe znaczenie ma jednak leczenie zapobiegające napadom, które może diametralnie zmienić życie pacjenta.

Dostępne obecnie nowoczesne terapie profilaktyczne – w tym toksyna botulinowa oraz przeciwciała monoklonalne anty-CGRP – potrafią istotnie zmniejszyć liczbę dni z bólem głowy w miesiącu. U części chorych redukcja napadów sięga 50 procent, u niektórych dochodzi wręcz do ich całkowitego ustąpienia. Migrena, choć pozostaje chorobą na całe życie, może być dzięki nim skutecznie kontrolowana.

Problem, jaki podnoszono na „Forum bólów głowy”, polega jednak na tym, że w Polsce nowoczesne leczenie migreny przewlekłej jest dostępne niemal wyłącznie w ramach programu lekowego. Program ten, choć sam w sobie jest ogromnym krokiem naprzód, obarczony jest licznymi ograniczeniami administracyjnymi i organizacyjnymi. Jak wskazują dane, leczony jest w nim zaledwie niewielki odsetek pacjentów spełniających kryteria – kilka tysięcy osób.

Zdaniem prof. Kułakowskiej program wymaga pilnych zmian. Migrena jest chorobą przewlekłą, a tymczasem obecne zapisy ograniczają możliwość powrotu pacjenta do programu do dwóch razy w życiu. To rozwiązanie trudne do obrony zarówno medycznie, jak i etycznie, ponieważ u wielu chorych po przerwaniu skutecznej terapii dochodzi do nawrotu ciężkich objawów. Jak podkreśla ekspertka: leczenie, które działa, zostaje im po prostu odebrane.

Jak sygnalizują neurolodzy, jeszcze poważniejszym problemem jest brak refundacji leków stosowanych w migrenie epizodycznej i w profilaktyce poza programami lekowymi. Nowoczesne preparaty, w tym gepanty, są kosztowne i w całości finansowane z kieszeni pacjentów.

„Obowiązujące przepisy refundacyjne sprawiają, że nawet częściowa refundacja – na przykład 30-procentowa – bywa niemożliwa ze względów formalnych. W rezultacie wielu pacjentów nie korzysta z terapii, bo po prostu nie może sobie na nią pozwolić” – mówi prof. Kułakowska.

Zdaniem ekspertów zgromadzonych na „Forum bólów głowy”: z perspektywy systemu ochrony zdrowia to krótkowzroczność. Migrena generuje ogromne koszty pośrednie: absencję chorobową, spadek produktywności i obciążenie systemu świadczeń społecznych. Skuteczne leczenie profilaktyczne przynosi nie tylko poprawę jakości życia chorych, ale także realne korzyści ekonomiczne. Pacjent, który nie ma napadów, pracuje, płaci podatki i pełni swoje role społeczne.

Eksperci coraz głośniej podnoszą argument, że refundacja nowoczesnych leków profilaktycznych w ramach refundacji aptecznej byłaby rozwiązaniem korzystnym zarówno dla pacjentów, jak i dla państwa. Pozwoliłaby dotrzeć do znacznie większej grupy chorych, odciążyć programy lekowe i zmniejszyć niewidzialne koszty migreny, które dziś ponosimy wszyscy.

Migrena nie jest fanaberią ani „kobiecą przypadłością”. To ciężka, przewlekła choroba neurologiczna, która – jeśli pozostaje nieleczona – potrafi zrujnować życie. Właściwie rozpoznana i skutecznie leczona może jednak przestać być wyrokiem. Warunkiem jest dostęp do nowoczesnej terapii i system refundacyjny, który uwzględnia nie tylko koszty leków, ale także realne koszty braku leczenia.

 
Źródło informacji: PAP MediaRoom

Dla części osób z migreną zapach świeżych perfum, detergentów czy dym papierosowy nie są neutralnym elementem codzienności. W trakcie napadu migreny lub tuż przed nim mogą być odbierane jako wyjątkowo intensywne, drażniące albo wręcz trudne do zniesienia. U niektórych pacjentów określone wonie bywają także wskazywane jako czynnik poprzedzający lub wyzwalający ból głowy.

Zjawisko to określane jest mianem osmofobii – nadwrażliwości lub awersji wobec zapachów związanych z migreną. Nie chodzi wyłącznie o silniejsze odczuwanie woni. Charakterystyczne jest również to, że zapachy normalnie odbierane jako neutralne lub przyjemne mogą podczas napadu stać się nieprzyjemne i nasilać dyskomfort. W części publikacji pojęcie to pojawia się obok hiperosmii, czyli zwiększonej wrażliwości węchowej, choć oba zjawiska nie są tożsame.

Choć częściej mówi się o nadwrażliwości na światło czy dźwięki, reakcja na zapachy nie należy do rzadkości. Z opublikowanego w 2025 roku przeglądu systematycznego i metaanalizy obejmujących 58 badań z udziałem ponad 22 tys. pacjentów wynika, że niemal połowa osób z migreną doświadcza osmofobii. Ponad 40 proc. wskazuje natomiast konkretne zapachy jako potencjalny czynnik wyzwalający napad.

Perfumy najczęściej wskazywanym czynnikiem 

Najczęściej zgłaszanym czynnikiem zapachowym były perfumy – wskazało je 65 proc. pacjentów zgłaszających zapach jako wyzwalacz migreny. Dym tytoniowy lub inne rodzaje dymu wymieniało 36,3 proc., a środki czystości, wybielacze i chemiczne zapachy – 29 proc. Badacze zauważają, że choć określone substancje zapachowe są często wskazywane przez pacjentów, mechanizmy odpowiedzialne za tę zależność pozostają nie do końca poznane.

Metaanaliza wykazała również, że osoby doświadczające osmofobii częściej zgłaszały inne objawy sensoryczne związane z migreną. Dotyczyło to przede wszystkim nadwrażliwości na światło (fotofobii), nudności oraz aury migrenowej. Nie stwierdzono natomiast wyraźnego związku z nadwrażliwością na dźwięki.

Czy reakcja na zapachy może pomóc w rozpoznaniu migreny?

Autorzy pracy zwracają uwagę na możliwe znaczenie diagnostyczne tego objawu. Migrena nadal bywa mylona z bólem zatokowym, zwłaszcza gdy pacjent zgłasza jednocześnie uczucie zatkania nosa, wyciek wydzieliny czy uczucie rozpierania w obrębie twarzy. Tymczasem – jak przypominają badacze – wcześniejsze analizy wskazywały, że wielu pacjentów przekonanych o zatokowym charakterze bólu głowy w rzeczywistości spełnia kryteria rozpoznania migreny.

W ocenie autorów pytanie o reakcję na zapachy może stanowić dodatkowy element wywiadu lekarskiego, szczególnie u pacjentów zgłaszających nawracające bóle głowy o niejednoznacznym charakterze. Jednocześnie podkreślają oni, że rzeczywista częstość występowania osmofobii może być trudna do precyzyjnego oszacowania. Do analizy włączano badania różniące się definicją objawu, a większość danych pochodziła z deklaracji pacjentów, bez zastosowania obiektywnych testów oceniających funkcję węchu.

Badacze wskazują również na potrzebę dalszych analiz dotyczących mechanizmów neurologicznych łączących migrenę z reakcją na zapachy. Jedna z hipotez zakłada udział połączeń między układem trójdzielnym odpowiedzialnym za przewodzenie bodźców bólowych a korą węchową, jednak zależności te nie zostały dotychczas jednoznacznie wyjaśnione.

Indywidualne czynniki wyzwalające mają znaczenie 

U części pacjentów identyfikacja zapachów nasilających dolegliwości staje się elementem codziennego radzenia sobie z chorobą. Specjaliści zajmujący się migreną zwracają uwagę, że pomocne może być obserwowanie indywidualnych czynników wyzwalających napad – np. poprzez prowadzenie dzienniczka migrenowego – oraz ograniczanie ekspozycji na konkretne bodźce zapachowe, jeśli pacjent zauważa powtarzalną zależność. W praktyce może to oznaczać wybór bezzapachowych środków czystości lub kosmetyków, częstsze wietrzenie pomieszczeń czy unikanie szczególnie drażniących zapachów w okresach zwiększonej podatności na napady. 

Źródło: Briggs EE, Shah AH, Nguyen SA i wsp. Osmophobia in Patients With Migraine: A Systematic Review and Meta-Analysis, 2025, DOI: 10.1002/wjo2.70069
Niemal 28-procentowa redukcja masy ciała u części pacjentów, zachowanie funkcji mięśni mimo znacznej utraty kilogramów, potencjalne korzyści dla kobiet w okresie menopauzy oraz nowe dane dotyczące doustnej formy terapii – to część wyników zaprezentowanych podczas Europejskiego Kongresu Otyłości (ECO 2026), który odbywa się w dniach 12–15 maja w Stambule. W centrum uwagi znalazł się semaglutyd – agonista receptora GLP-1 stosowany w leczeniu otyłości.
Nowe analizy przedstawione przez Novo Nordisk obejmują zarówno wyniki badań klinicznych, jak i dane rzeczywiste (real-world evidence), pokazując nie tylko wpływ leczenia na redukcję masy ciała, ale również na skład ciała, sprawność fizyczną, zdrowie kobiet w okresie menopauzy oraz ryzyko wybranych chorób współistniejących.

Niemal 28 proc. redukcji masy ciała przy wyższej dawce

Jednym z najważniejszych doniesień kongresu były nowe analizy badania STEP UP, oceniającego skuteczność wyższej dawki semaglutydu – 7,2 mg – u osób żyjących z otyłością bez cukrzycy typu 2.

W trwającym 72 tygodnie badaniu uczestniczyło ponad 1400 dorosłych osób z BMI ≥30 kg/m². Uczestników losowo przydzielono do grup otrzymujących semaglutyd w dawce 7,2 mg, standardowej dawce 2,4 mg lub placebo, równolegle z interwencją dotyczącą stylu życia.

Jak wcześniej informowano, średnia redukcja masy ciała po 72 tygodniach wyniosła 20,7 proc. dla dawki 7,2 mg, 17,5 proc. dla dawki 2,4 mg oraz 2,4 proc. w grupie placebo. Dla przeciętnego uczestnika badania, ważącego około 113 kg przed rozpoczęciem terapii, oznaczało to utratę około 23 kg masy ciała.

Podczas ECO 2026 zaprezentowano jednak dodatkową analizę dotyczącą tzw. „wczesnych responderów”, czyli osób, które w ciągu pierwszych 24 tygodni leczenia straciły co najmniej 15 proc. masy ciała.

W grupie otrzymującej semaglutyd 7,2 mg takich pacjentów było 26,9 proc. i to właśnie oni osiągnęli największe efekty – średnio 27,7 proc. redukcji masy ciała po 72 tygodniach terapii. Dla porównania, w grupie dawki 2,4 mg wynik ten wyniósł 24,8 proc.

Jednocześnie analiza wskazuje, że również osoby, które nie uzyskały tak szybkiej odpowiedzi na leczenie, nadal osiągały klinicznie istotną utratę masy ciała – średnio 15,4 proc. przy dawce 7,2 mg.

„Otyłość jako choroba przewlekła wymaga długoterminowego, kompleksowego leczenia. Wczesna utrata masy ciała może wskazywać, kto prawdopodobnie osiągnie największe efekty terapii semaglutydem, ale ważne jest podkreślenie, że także osoby bez ‘wczesnej’ odpowiedzi nadal uzyskują znaczącą klinicznie redukcję masy ciała” – powiedział dr Dror Dicker z Uniwersytetu w Tel Awiwie (tłum. red.).

Utrata tkanki tłuszczowej przy zachowaniu funkcji mięśni

Jednym z częściej dyskutowanych tematów dotyczących leczenia agonistami GLP-1 pozostaje wpływ terapii na masę mięśniową. Obawy części pacjentów dotyczą tego, czy wraz z utratą kilogramów nie dochodzi do nadmiernej utraty mięśni.

Nowa analiza badania STEP UP, oparta na obrazowaniu MRI u podgrupy 55 uczestników, sugeruje, że większość utraty masy ciała podczas leczenia semaglutydem wynikała ze zmniejszenia ilości tkanki tłuszczowej.

Według przedstawionych danych około 84 proc. utraconej masy stanowiła redukcja tłuszczu, natomiast tłuszcz trzewny w obrębie jamy brzusznej zmniejszył się o ponad 30 proc. Jednocześnie masa mięśniowa zmniejszyła się jedynie o około 10 proc. względem wartości wyjściowych.

Badacze podkreślali również, że uczestnicy zachowali sprawność funkcjonalną mięśni. Oceniano ją m.in. przy pomocy testu wielokrotnego wstawania z krzesła w ciągu 30 sekund, który nie wykazał pogorszenia funkcji mięśniowej w porównaniu z placebo.

Autorzy analizy zwracają uwagę, że zarówno nadmiar tłuszczu trzewnego, jak i nacieczenie tłuszczowe mięśni są związane ze zwiększonym ryzykiem powikłań sercowo-metabolicznych.

Kobiety w menopauzie: skuteczność niezależnie od etapu życia

Kolejne prezentowane podczas ECO 2026 analizy dotyczyły kobiet żyjących z otyłością w różnych etapach życia reprodukcyjnego – od okresu przed menopauzą po postmenopauzę.

W analizie post hoc badania STEP UP oceniano skuteczność semaglutydu 7,2 mg w zależności od etapu menopauzalnego. Największą średnią redukcję masy ciała osiągnęły kobiety przed menopauzą – 22,6 proc. po 72 tygodniach terapii. U kobiet w okresie okołomenopauzalnym oraz po menopauzie wyniosła ona odpowiednio 19,7 proc. i 19,8 proc.

Znacząco zmniejszył się również obwód talii – wskaźnik pośrednio związany z ilością tłuszczu trzewnego i ryzykiem metabolicznym.

Badacze przedstawili także wyniki analiz badania SELECT, obejmującego osoby z nadwagą lub otyłością i współistniejącą chorobą sercowo-naczyniową bez cukrzycy. U kobiet w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym obserwowano redukcję ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych, takich jak zawał serca, udar mózgu czy zgon sercowo-naczyniowy.

Równolegle zaprezentowano dane rzeczywiste z amerykańskiego badania obejmującego ponad 34 tys. kobiet w okresie menopauzy. Kobiety stosujące semaglutyd miały niższe ryzyko migreny oraz depresji w porównaniu z osobami otrzymującymi wyłącznie hormonalną terapię menopauzalną. Autorzy zaznaczają jednak, że były to dane obserwacyjne, które pokazują zależności, ale nie pozwalają jednoznacznie potwierdzić związku przyczynowo-skutkowego.

Tabletka zamiast zastrzyku? Nowe dane o doustnym semaglutydzie

Podczas kongresu przedstawiono również nowe analizy badania OASIS 4 dotyczącego doustnej postaci semaglutydu w dawce 25 mg.

W badaniu osoby otrzymujące tabletkę osiągnęły średnio 17 proc. redukcji masy ciała po 64 tygodniach leczenia, wobec 2,7 proc. w grupie placebo.

Wśród tzw. wczesnych responderów – definiowanych jako osoby, które po 16 tygodniach terapii utraciły co najmniej 10 proc. masy ciała – średnia redukcja po zakończeniu badania wyniosła 21,6 proc. Jednocześnie niemal jedna trzecia uczestników leczonych doustnym semaglutydem spełniała kryteria wczesnej odpowiedzi na leczenie.

Osobna analiza wskazała również na poprawę sprawności fizycznej. Wśród osób z początkowo ograniczoną wydolnością ruchową niemal 8 na 10 uczestników osiągnęło klinicznie istotną poprawę funkcjonowania – obejmującą m.in. możliwość dłuższego stania, schylania się czy wykonywania codziennych czynności.

Doustna postać semaglutydu została już zatwierdzona przez amerykańską administrację FDA, natomiast obecnie oczekuje na decyzję Europejskiej Agencji Leków (EMA).

Źródło: materiały prezentowane podczas European Congress on Obesity (ECO) 2026, komunikaty firmy Novo Nordisk dotyczące badań STEP UP, SELECT i OASIS 4.
„Płonący mózg” albo „lodowy szpikulec wbity w głowę” – tak migrenę opisują niektórzy pacjenci. Choroba dotyczy milionów ludzi na świecie i dla wielu z nich oznacza coś znacznie więcej niż silny ból głowy. Nowe badanie naukowców ze Stanford Medicine sugeruje, że pod wspólną nazwą „migrena” mogą kryć się różne biologiczne podtypy choroby, widoczne w obrazowaniu mózgu.
Jak opisują autorzy publikacji opublikowanej w czasopiśmie „Cephalalgia”, wykorzystanie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) pozwoliło wyodrębnić dwa różniące się między sobą podtypy migreny. Zdaniem badaczy może to w przyszłości pomóc lepiej przewidywać przebieg choroby i dobierać bardziej indywidualne leczenie.

Migrena to przewlekła choroba neurologiczna, która może wiązać się z silnym bólem, nudnościami, zaburzeniami widzenia, nadwrażliwością na światło, dźwięk, zapachy, a także z istotnym ograniczeniem codziennego funkcjonowania. Mimo ogromnego wpływu choroby na życie pacjentów, jej rozpoznawanie i leczenie nadal opiera się przede wszystkim na opisie objawów zgłaszanych przez pacjenta.

Jak zwrócił uwagę prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine, decyzje terapeutyczne w migrenie bywają dziś obarczone dużą niepewnością.

– Obecnie decyzje dotyczące leczenia migreny są gorsze niż metoda prób i błędów. To jak rzucanie lotkami w ciemności – powiedział prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine zajmujący się badaniami nad migreną (tłum. red.).

Dwa biologiczne podtypy migreny

Badanie objęło 111 pacjentów z migreną, w tym 75 z migreną przewlekłą i 36 z migreną epizodyczną, oraz 51 osób z grupy kontrolnej bez migreny. Naukowcy zebrali szczegółowe dane kliniczne, a następnie wykonali dwa rodzaje rezonansu magnetycznego: obrazowanie strukturalne mózgu, pozwalające ocenić budowę wybranych obszarów mózgu, oraz funkcjonalny rezonans magnetyczny oceniający aktywność i przepływ sygnałów pomiędzy różnymi obszarami mózgu.

Zamiast z góry zakładać, jakie mechanizmy biologiczne odpowiadają za różnice między pacjentami, naukowcy zastosowali podejście eksploracyjne i obliczeniowe. Mówiąc prościej: pozwolili algorytmom wyszukać w danych wzorce, które mogłyby dzielić osoby z migreną na bardziej jednorodne biologicznie grupy.

– Postanowiliśmy zebrać jak najwięcej danych i „rzucić nimi o ścianę” – a właściwie o ścianę obliczeniową – żeby zobaczyć, co się utrzyma – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Analiza pozwoliła wyodrębnić dwa podtypy migreny. Pierwszy z nich był pod względem obrazowania mózgu bardziej zbliżony do osób zdrowych i wiązał się z łagodniejszym przebiegiem choroby. Drugi podtyp charakteryzował się wyraźniejszymi zaburzeniami połączeń pomiędzy korą mózgową a strukturami podkorowymi oraz większym obciążeniem klinicznym. Pacjenci z tej grupy byli starsi, chorowali dłużej, mieli dłużej trwające napady i większą niesprawność związaną z migreną. Jednocześnie – co szczególnie interesujące – liczba dni z bólem głowy nie różniła się istotnie pomiędzy obiema grupami.

To ważna obserwacja, ponieważ w praktyce klinicznej migrenę często klasyfikuje się według liczby dni z bólem głowy w miesiącu. Migrena przewlekła oznacza co najmniej 15 dni z bólem głowy miesięcznie, natomiast migrena epizodyczna występuje rzadziej. Taki podział jest potrzebny, ale może nie wystarczać do uchwycenia biologicznej różnorodności choroby.
 
Mózg może reagować inaczej na bodźce

Jak opisują autorzy pracy, u pacjentów należących do drugiego podtypu obserwowano bardziej nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy obszarami mózgu odpowiedzialnymi m.in. za uwagę, przetwarzanie bodźców wzrokowych, ruch oraz struktury związane z przetwarzaniem bólu i emocji.

Według prof. Cowana wyniki sugerują, że mózg części pacjentów z migreną może reagować na codzienne bodźce sensoryczne w sposób bardziej nasilony niż u osób bez migreny.

– Z ewolucyjnego punktu widzenia ma sens, że mózg wywołuje ból w odpowiedzi na określone bodźce sensoryczne – ból sprawia, że chcemy się wycofać, a niektóre nowe bodźce mogą być potencjalnie niebezpieczne. Jednak u osób z migreną mózg wydaje się reagować zbyt intensywnie, wywołując ból w odpowiedzi na codzienne doświadczenia sensoryczne – zaznaczał prof. Cowan (tłum. red.).

Nie tylko funkcja, ale też struktura mózgu

Badacze zwracają uwagę, że bardziej obciążony podtyp migreny wykazywał nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy sieciami związanymi m.in. z uwagą, ruchem i przetwarzaniem bodźców wzrokowych oraz strukturami podkorowymi, takimi jak wzgórze, jądra podstawy, hipokamp czy ciało migdałowate. Według autorów może to odzwierciedlać odmienny sposób przetwarzania bodźców sensorycznych i bólu u części pacjentów z migreną.

Różnice dotyczyły jednak nie tylko aktywności funkcjonalnej mózgu, ale również jego struktury. U bardziej obciążonego podtypu obserwowano m.in. zmniejszenie objętości niektórych obszarów kory mózgowej, szczególnie w regionach czołowych, ciemieniowych, skroniowych oraz wyspie. Są to obszary związane m.in. z przetwarzaniem bólu, integracją bodźców sensorycznych, kontrolą poznawczą i reakcjami emocjonalnymi.

Autorzy podkreślają jednak, że to właśnie funkcjonalne połączenia pomiędzy regionami mózgu wydawały się najważniejszym elementem różnicującym oba podtypy migreny. Dane strukturalne dostarczały informacji uzupełniających i wskazywały na dodatkowy, częściowo niezależny wymiar różnorodności biologicznej migreny.

 
Czy takie badania mogą zmienić leczenie?

Na razie wyniki mają przede wszystkim znaczenie naukowe i nie oznaczają, że funkcjonalny rezonans magnetyczny stanie się rutynowym badaniem wykonywanym u osób z migreną. Autorzy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania oraz potwierdzenie wyników w większych grupach pacjentów.

Naukowcy ze Stanford Medicine pracują już nad kolejnymi metodami klasyfikacji migreny, m.in. opartymi na biomarkerach krwi i szczegółowych cechach klinicznych. Chcą także sprawdzić, czy wyodrębnione podtypy mogą przewidywać odpowiedź na leczenie.

– Możliwe, że będziemy w stanie zidentyfikować pacjenta na podstawie związku pomiędzy określonymi cechami klinicznymi a wzorcem widocznym w obrazowaniu mózgu i powiedzieć: „To osoba, która ma pięć dni bólu głowy miesięcznie, ale już teraz naprawdę skorzystałaby z leczenia profilaktycznego” – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Autorzy badania podkreślają, że migrena jest chorobą bardzo heterogenną i prawdopodobnie obejmuje różne mechanizmy biologiczne. Nowe wyniki sugerują, że klasyfikacja oparta wyłącznie na liczbie dni z bólem głowy może nie wystarczać do pełnego zrozumienia choroby.

Źródła: J. Sridhar i wsp., Neuroimaging-based subtyping of migraine identifies clinically distinct phenotypes, „Cephalalgia”, 2026; Stanford Medicine News Center, Brain imaging reveals migraine headache subtypes, Stanford Medicine researchers find.
Fotofobia jest jednym z najbardziej charakterystycznych objawów migreny, ale słowo światłowstręt tylko częściowo oddaje to, czego doświadczają pacjenci. U wielu osób z migreną ekspozycja na światło może nasilać ból głowy, wywoływać dyskomfort, drażliwość, nudności, zmęczenie, zawroty głowy, uczucie napięcia, łzawienie albo ogólną potrzebę wycofania się z jasnego otoczenia. Dla części pacjentów obciążające są także migotanie, kontrastowe wzory, pasy czy intensywne zestawienia kolorów.
Dlatego fotofobię w migrenie coraz częściej rozumie się szerzej: nie jako prostą reakcję oka na światło, ale jako złożoną odpowiedź układu nerwowego na bodźce świetlne i wzrokowe. W efekcie osoba z migreną może czuć się gorzej w centrum handlowym, przy ekranie komputera, pod określonym typem oświetlenia, na tle kontrastowych wzorów albo w pomieszczeniu, które dla innych osób wydaje się zupełnie neutralne. 

Fotofobia nie jest jednym objawem

W literaturze fotofobia bywa definiowana różnie: jako nieprawidłowa wrażliwość na światło, ból lub dyskomfort oka pod wpływem światła, nasilenie bólu głowy przez światło albo szerzej jako awersja do światła. W migrenie to ostatnie ujęcie wydaje się szczególnie istotne, ponieważ doświadczenie pacjenta często wykracza poza sam ból.

Światło może zwiększać intensywność bólu głowy, ale może też uruchamiać szerszą reakcję organizmu. U części pacjentów pojawia się nie tylko potrzeba zasłonięcia oczu czy przejścia do ciemniejszego pomieszczenia, lecz także nudności, senność, zmęczenie, uczucie rozdrażnienia, niepokój, zawroty głowy, łzawienie, suchość w ustach, przyspieszone bicie serca, uczucie duszności albo napięcia. Takie objawy sugerują, że w fotofobii uczestniczą nie tylko drogi wzrokowe, lecz także szlaki związane z bólem, układem autonomicznym, emocjami i regulacją rytmu snu oraz czuwania.

Może się więc zdarzać, że pacjent unika światła także wtedy, gdy nie wiąże go bezpośrednio z nasileniem bólu głowy. Ekspozycja na światło może być odbierana jako nieprzyjemna, obciążająca i męcząca, a u części osób uruchamiać szerszą reakcję dyskomfortu. 

Gdy światło spotyka się z bólem

Jednym z ważnych mechanizmów fotofobii w migrenie jest interakcja między drogami wzrokowymi a układem odpowiedzialnym za ból.

Proces ten zaczyna się już na poziomie siatkówki. Oprócz czopków i pręcików, które odpowiadają za klasyczne widzenie, znajdują się w niej komórki zwojowe zawierające melanopsynę. Reagują one przede wszystkim na natężenie światła i uczestniczą m.in. w regulacji rytmu dobowego oraz odruchu źrenicznego, ale także w przekazywaniu informacji o świetle do głębszych struktur mózgu – niezależnie od świadomego widzenia obrazów.

Sygnały świetlne z siatkówki mogą następnie docierać do neuronów wzgórza uczestniczących w przetwarzaniu bodźców bólowych. W czasie napadu migreny sygnały bólowe pochodzą m.in. ze struktur unerwianych przez układ trójdzielno-naczyniowy i są przekazywane przez pień mózgu do wzgórza, a następnie do kory mózgowej, gdzie powstaje świadome odczucie bólu.

Oznacza to, że informacje wzrokowe i sygnały bólowe mogą być integrowane w obrębie tych samych struktur ośrodkowego układu nerwowego. W sytuacji, gdy neurony te są już pobudzone w przebiegu napadu migreny, dodatkowa stymulacja świetlna może prowadzić do dalszego zwiększenia ich aktywności i nasilenia percepcji bólu.

W trakcie napadu migreny nawet typowe bodźce, takie jak światło dzienne, ekran telefonu czy oświetlenie w pomieszczeniu, mogą być odbierane jako wyjątkowo trudne do tolerowania. 

Dlaczego wzory, migotanie i kontrasty mogą być tak męczące?

Osoby z migreną mogą reagować nie tylko na jasność, ale też na migotanie, wzory i kontrasty barwne, czyli bodźce wymagające bardziej zaawansowanego przetwarzania w mózgu.

W migrenie problemem może być nie tylko ilość światła, ale także jego struktura. Migotanie, pasy, regularne wzory, ostre kontrasty czy intensywne zestawienia kolorystyczne mogą powodować dyskomfort, ponieważ silnie angażują korę wzrokową.

U osób z migreną kora mózgowa, zwłaszcza obszary odpowiedzialne za analizę bodźców wzrokowych, może wykazywać zwiększoną pobudliwość. Oznacza to, że pewne bodźce są przetwarzane intensywniej, mniej efektywnie albo z większym kosztem dla układu nerwowego. Dlatego to, co dla jednej osoby jest tylko wzorem na koszuli, migoczącym światłem albo kontrastową grafiką, dla pacjenta z migreną może stać się realnym źródłem przeciążenia.

Podobnie działa migotanie. Nawet jeśli nie zawsze jest świadomie zauważane, może być rejestrowane przez układ nerwowy. Dlatego niektóre źródła sztucznego światła, ekrany albo dynamiczne obrazy mogą być dla osób z migreną bardziej obciążające.

Podwzgórze, emocje i objawy autonomiczne

Światło może wpływać także na struktury mózgu związane z regulacją funkcji autonomicznych i emocjonalnych. Szczególne znaczenie ma tu podwzgórze, które uczestniczy m.in. w regulacji snu, czuwania, apetytu, pragnienia, temperatury ciała oraz reakcji współczulnych i przywspółczulnych.

W tym kontekście ekspozycja na światło podczas migreny może wiązać się nie tylko z nasileniem bólu, ale również z pojawieniem się takich objawów jak nudności, senność, zmęczenie, ziewanie, uczucie rozdrażnienia, niepokoju, napięcia, zawroty głowy czy łzawienie. Fotofobia może więc obejmować reakcję całego organizmu, a nie tylko dyskomfort wzrokowy. 

Dlaczego to ma znaczenie w praktyce?

Migrena nie jest wyłącznie bólem głowy. To choroba układu nerwowego, w której często występuje nadwrażliwość na bodźce: światło, dźwięk, zapach, ruch, dotyk czy zmiany rytmu dobowego. Fotofobia jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych przejawów tej nadwrażliwości.

Szersze rozumienie fotofobii może pomóc lepiej rozmawiać o migrenie i jej objawach. Warto zwrócić uwagę na to, jakie bodźce nasilają dolegliwości u konkretnej osoby: jasne światło, światło słoneczne, ekran, migotanie, kontrastowe wzory, galerie handlowe, jazda samochodem nocą, światła LED, określone kolory, szybko zmieniający się obraz czy praca przy komputerze.

Nie chodzi jednak o całkowite unikanie bodźców wzrokowych. W niektórych przypadkach nadmierne ograniczanie ekspozycji na światło może wiązać się z większą wrażliwością. Kluczowe jest raczej rozpoznanie indywidualnych czynników obciążających i lepsze dopasowanie codziennego funkcjonowania, leczenia oraz strategii niefarmakologicznych.

Źródła:
Burstein R, Noseda R, Fulton AB. The Neurobiology of Photophobia. Journal of Neuro-Ophthalmology. 2019;39(1):94–102. doi: 10.1097/WNO.0000000000000766.
Wilkins AJ, Haigh SM, Mahroo OA, Plant GT. Photophobia in migraine: A symptom cluster? Cephalalgia. 2021;41(11–12):1240–1248. doi: 10.1177/03331024211014633.
Migrena od lat kojarzona jest przede wszystkim z napadami silnego bólu głowy, nudnościami, nadwrażliwością na światło i dźwięki oraz znacznym pogorszeniem jakości życia. Coraz więcej danych sugeruje jednak, że jej znaczenie kliniczne może wykraczać poza układ nerwowy. Duże badanie oparte na danych z UK Biobank pokazuje, że osoby z migreną mają wyższe długoterminowe ryzyko miażdżycowych chorób sercowo-naczyniowych, a szczególnie niekorzystne znaczenie może mieć współwystępowanie migreny i niezdrowego stylu życia.
Miażdżycowe choroby sercowo-naczyniowe, określane skrótem ASCVD, obejmują przede wszystkim chorobę wieńcową, udar niedokrwienny mózgu oraz chorobę tętnic obwodowych. To właśnie one pozostają jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów i niepełnosprawności. Autorzy pracy opublikowanej w The Journal of Headache and Pain postanowili sprawdzić, czy migrena wiąże się z długoterminowym wzrostem tego ryzyka, a jeśli tak, to czy większe znaczenie ma sama choroba, czy może stosowane w jej leczeniu leki doraźne.

Analiza objęła 265 794 uczestników UK Biobank, w tym 11 743 osoby z rozpoznaną lub zgłaszaną migreną oraz 254 051 osób bez migreny. Z badania wykluczono osoby z wcześniej rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową, tak aby ocenić ryzyko nowych zdarzeń w długiej obserwacji. Średni czas obserwacji wyniósł 12,9 roku, a w tym czasie odnotowano 24 038 nowych incydentów sercowo-naczyniowych, w tym 12 451 przypadków choroby wieńcowej, 3 608 udarów niedokrwiennych oraz 4 493 przypadki choroby tętnic obwodowych.

Migrena a ryzyko sercowo-naczyniowe w populacji ogólnej

Po uwzględnieniu szeregu czynników zakłócających, w tym wieku, płci, masy ciała, wykształcenia, dochodu, obciążeń rodzinnych, współistniejących chorób oraz elementów stylu życia, osoby z migreną miały wyższe ryzyko rozwoju ASCVD niż osoby bez migreny. W pełni skorygowanej analizie osoby z migreną miały o 12 proc. wyższe ryzyko rozwoju miażdżycowych chorób sercowo-naczyniowych niż osoby bez migreny. Po uwzględnieniu wszystkich analizowanych zmiennych różnica ta wyniosła 14 proc. To wzrost umiarkowany, ale istotny statystycznie i istotny klinicznie, zwłaszcza jeśli pamiętać, jak częsta jest migrena w populacji.

Najciekawsze wyniki dotyczyły kobiet. To właśnie u nich związek migreny z ryzykiem sercowo-naczyniowym był najwyraźniejszy. U kobiet z migreną ryzyko całkowitego ASCVD było większe o 19 proc., ryzyko choroby wieńcowej o 15 proc., a ryzyko udaru niedokrwiennego o 28 proc. Szczególnie wyraźny sygnał pojawił się w grupie kobiet poniżej 45. roku życia. W tej populacji migrena wiązała się z 60-procentowym wzrostem ryzyka ASCVD, a ryzyko choroby wieńcowej było wyższe o 68 proc. W analizach prowadzonych u mężczyzn taki związek nie był równie wyraźny dla całkowitego ryzyka ASCVD.

Zróżnicowanie ryzyka w zależności od płci i wieku

Autorzy poszli jednak krok dalej i spróbowali oszacować, jak ważnym czynnikiem prognostycznym jest migrena na tle innych znanych determinant ryzyka sercowo-naczyniowego. Wśród kobiet przed 45. rokiem życia migrena okazała się czwartym najistotniejszym predyktorem ASCVD spośród analizowanych zmiennych. Silniejszy wpływ miały jedynie stężenie hemoglobiny glikowanej, wskaźnik masy ciała i palenie tytoniu. Co istotne, w tej grupie migrena miała większą wartość predykcyjną niż poziom LDL oraz niektóre klasyczne elementy stylu życia, takie jak dieta, aktywność fizyczna czy spożycie alkoholu.

To nie oznacza oczywiście, że migrena jest ważniejsza od tradycyjnych czynników ryzyka w każdym ujęciu klinicznym. Wręcz przeciwnie badacze pokazali, że wśród osób z bardzo słabo kontrolowanymi klasycznymi czynnikami ryzyka, takimi jak ciśnienie tętnicze, glikemia, LDL i palenie, sam fakt występowania migreny nie zwiększał już istotnie ryzyka ponad to, które wynikało z tych podstawowych obciążeń. Innymi słowy, tradycyjne czynniki ryzyka nadal pozostają kluczowe i dominujące.

Styl życia jako czynnik wzmacniający ryzyko

Jednocześnie badanie przyniosło bardzo interesującą obserwację dotyczącą stylu życia. Autorzy oceniali cztery jego obszary: dietę, aktywność fizyczną, sen i spożycie alkoholu. Osoby przypisywano do grupy zdrowego, pośredniego lub niezdrowego stylu życia. Właśnie tutaj pojawił się wyraźny efekt współdziałania. W porównaniu z osobami bez migreny prowadzącymi zdrowy styl życia, osoby bez migreny, ale z niezdrowym stylem życia, miały wyższe ryzyko ASCVD. Jeszcze bardziej rosło ono wtedy, gdy niezdrowy styl życia współwystępował z migreną w tej grupie ryzyko było wyższe o około 51 proc. w porównaniu z osobami bez migreny prowadzącymi zdrowy tryb życia.

Co ważne, autorzy wykazali zarówno interakcję addytywną, jak i multiplikatywną między migreną a niezdrowym stylem życia. Oznacza to, że współwystępowanie obu tych czynników dawało większy efekt niż prosta suma ich pojedynczych wpływów. W praktyce oznacza to, że styl życia może mieć szczególne znaczenie u pacjentów z migreną i wpływać na ich długoterminowe ryzyko sercowo-naczyniowe.

Badacze sprawdzili również, czy za obserwowany wzrost ryzyka mogą odpowiadać leki stosowane doraźnie w migrenie, zwłaszcza tryptany, ale także NLPZ, paracetamol i dihydroergotamina. W tej analizie nie stwierdzono istotnego statystycznie związku między stosowaniem tych preparatów a całkowitym ryzykiem ASCVD ani jego głównych składowych. Wyniki te sugerują, że obserwowany związek dotyczy raczej samej migreny niż leczenia doraźnego, choć wymaga to dalszych badań.

Jak można tłumaczyć związek migreny z chorobami układu krążenia? Autorzy przypominają kilka możliwych mechanizmów biologicznych. Wśród nich wymieniają dysfunkcję śródbłonka, genetyczną podatność, zjawiska zakrzepowo-zatorowe, w tym potencjalną rolę przetrwałego otworu owalnego, a także mechanizmy związane z korowym rozprzestrzeniającym się zahamowaniem czynności bioelektrycznej mózgu, zwłaszcza w migrenie z aurą. Tego ostatniego wątku nie udało się jednak w tym badaniu przeanalizować osobno, ponieważ baza nie zawierała danych pozwalających odróżnić migrenę z aurą od migreny bez aury.

To zresztą jedna z najważniejszych słabości tej pracy. Rozpoznanie migreny opierało się częściowo na danych samoopisowych, co zawsze stwarza ryzyko błędnej klasyfikacji. Nie było też informacji o zmianach częstości napadów w czasie, o przebiegu choroby ani o aurze migrenowej. Analiza stylu życia i innych zmiennych opierała się głównie na danych wyjściowych, bez możliwości pełnego śledzenia ich zmian w trakcie wieloletniej obserwacji. Nie zmienia to faktu, że jest to jedno z większych i bardziej szczegółowych opracowań pokazujących, że migrena może mieć znaczenie również z perspektywy prewencji sercowo-naczyniowej.

Z praktycznego punktu widzenia wniosek z tego badania nie powinien prowadzić do alarmistycznych interpretacji. Migrena nie staje się nagle odpowiednikiem klasycznej choroby serca ani nie oznacza automatycznie wysokiego ryzyka zawału czy udaru. Dane sugerują jednak, że u części chorych, szczególnie u młodszych kobiet, może być markerem zwiększonej podatności naczyniowej. A to oznacza, że pacjent z migreną może wymagać nie tylko leczenia objawów bólu głowy, ale też starannej oceny ciśnienia tętniczego, glikemii, lipidów, masy ciała, palenia tytoniu, jakości snu, aktywności fizycznej i diety.

Wyniki sugerują, że migreny nie należy rozpatrywać w oderwaniu od całego profilu zdrowotnego pacjenta. Jej współwystępowanie z niezdrowym stylem życia może wiązać się z większym ryzykiem sercowo-naczyniowym niż każde z tych obciążeń analizowane osobno.

Źródło: Huang Y., Yan W., Jia Y. i wsp. Migraine and increased cardiovascular disease risk: interaction with traditional risk factors and lifestyle factors. The Journal of Headache and Pain 2025; 26:92. https://doi.org/10.1186/s10194-025-02002-6
Migrena od lat opisywana jest jako choroba wynikająca z indywidualnej podatności organizmu. Wiadomo, że kluczową rolę odgrywają mechanizmy neurologiczne, nadpobudliwość ośrodkowego układu nerwowego i skłonność do sensytyzacji. Wciąż jednak trudno odpowiedzieć na podstawowe pytanie: dlaczego napady pojawiają się w konkretnym momencie, a nie w innym.
W codziennym doświadczeniu pacjentów odpowiedź często wiąże się z otoczeniem – zmianą pogody, upałem, dusznym powietrzem, intensywnym światłem. Tego rodzaju obserwacje przez lata pozostawały na marginesie badań, traktowane jako subiektywne i trudne do uchwycenia. Tymczasem nowe analizy coraz wyraźniej pokazują, że środowisko może wpływać nie tylko na samopoczucie, ale także na dynamikę choroby.

Praca opublikowana w Neurology wpisuje te obserwacje w spójny model. Autorzy proponują spojrzenie, w którym migrena nie jest wyłącznie wynikiem stałej podatności biologicznej. Na tę podatność nakładają się warunki środowiskowe utrzymujące się przez dłuższy czas – takie jak temperatura czy wilgotność – a dopiero na tym tle pojawiają się krótkotrwałe zmiany, które poprzedzają napad.

„Wyniki sugerują, że u osób z predyspozycją do migreny czynniki środowiskowe mogą pełnić dwie funkcje: warunki takie jak temperatura i wilgotność modyfikują ryzyko, natomiast krótkotrwałe zmiany, np. wzrost stężenia zanieczyszczeń, mogą poprzedzać napad” – wskazuje dr Ido Peles z Uniwersytetu Ben-Guriona w Negewie w Beer Szewie (tłum. red.).

To przesunięcie perspektywy ma znaczenie praktyczne. Zamiast szukać jednego konkretnego czynnika, który zawsze poprzedza napad, badacze pokazują układ zależności, w którym liczy się zarówno to, co dzieje się w danym dniu, jak i to, jakie warunki panowały wcześniej.

Jedno badanie, wiele poziomów zależności

Analiza objęła ponad siedem tysięcy dorosłych pacjentów z migreną mieszkających w Beer Szewie i była prowadzona na przestrzeni ponad dwóch dekad. Dane medyczne zestawiono z informacjami o jakości powietrza i warunkach pogodowych, a aktywność choroby oceniano na podstawie wizyt z powodu ostrej migreny oraz zużycia tryptanów.

W krótkim horyzoncie czasowym większe znaczenie miały zmiany z dnia na dzień. Wyższe stężenia dwutlenku azotu oraz większa ekspozycja na promieniowanie słoneczne wiązały się z częstszymi wizytami wymagającymi interwencji medycznej. Najsilniejszy związek dotyczył ekspozycji z jednego lub dwóch dni poprzedzających zdarzenie.

W dłuższym okresie widoczny był inny wzorzec. Zarówno NO2, jak i drobne cząstki PM2.5 wiązały się z większym zużyciem leków przeciwmigrenowych. W tym ujęciu środowisko nie tyle poprzedza pojedynczy napad, ile wpływa na ogólną aktywność choroby.

Znaczenie warunków pogodowych

Wyniki stają się bardziej zrozumiałe, gdy uwzględni się warunki pogodowe. W okresach wysokiej temperatury i niskiej wilgotności zależność między NO2 a ryzykiem zaostrzeń była silniejsza. W chłodnych i wilgotnych tygodniach zimowych większe znaczenie miały drobne cząstki pyłu zawieszonego.

To pokazuje, że ten sam czynnik środowiskowy może działać inaczej w zależności od kontekstu. Wpływ zanieczyszczeń nie jest stały – zmienia się wraz z warunkami atmosferycznymi i sezonem. W praktyce oznacza to, że pojedynczy parametr, rozpatrywany w oderwaniu od reszty, nie daje pełnego obrazu ryzyka.

Zależności te mają swoje biologiczne uzasadnienie. Zanieczyszczenia powietrza, takie jak dwutlenek azotu (NO₂) czy drobne cząstki pyłu zawieszonego (PM2.5), mogą nasilać stres oksydacyjny i odpowiedź zapalną w organizmie. W efekcie dochodzi do pobudzenia tzw. układu trójdzielno-naczyniowego – sieci nerwów i naczyń krwionośnych odpowiadającej za przekazywanie bodźców bólowych w obrębie głowy. Jednym z kluczowych elementów tego procesu jest uwalnianie CGRP (calcitonin gene-related peptide) – neuropeptydu, który rozszerza naczynia krwionośne i nasila przewodzenie sygnałów bólowych. To właśnie ten mechanizm uznawany jest dziś za jeden z centralnych w patofizjologii migreny i stanowi cel nowoczesnych terapii.

Wcześniejsze rozpoznanie ryzyka

Autorzy zwracają uwagę na konsekwencje praktyczne. „Wyniki pokazują, że można z większym wyprzedzeniem identyfikować okresy zwiększonego ryzyka napadów” – mówi dr Peles. „Gdy prognozowane są warunki zwiększające ryzyko, można zalecać ograniczenie ekspozycji, stosowanie filtracji powietrza oraz wcześniejsze wdrożenie leczenia, aby zapobiec rozwojowi napadu” (tłum. red.).
W tym ujęciu migrena przestaje być wyłącznie chorobą wymagającą reakcji na objawy. Pojawia się przestrzeń dla działań wyprzedzających – opartych na prognozach środowiskowych i obserwacji własnych wzorców choroby.

Jak interpretować wyniki

Autorzy podkreślają, że badanie pokazuje zależność, a nie związek przyczynowo-skutkowy. Analiza opierała się na danych z systemu ochrony zdrowia i obejmowała przede wszystkim cięższe epizody migreny. Nie uwzględniała napadów łagodniejszych, które pacjenci leczą samodzielnie. Ekspozycja środowiskowa była określana na podstawie danych ze stacji monitorujących, bez uwzględnienia indywidualnych zachowań.

Te ograniczenia nie zmieniają jednak głównego wniosku. Migrena pozostaje chorobą o złożonym podłożu, w której czynniki środowiskowe nie są jedynie tłem, lecz jednym z elementów kształtujących jej przebieg.

Wraz ze wzrostem liczby dni z wysokim zanieczyszczeniem powietrza, fal upałów i zmienności klimatycznej znaczenie tego kontekstu będzie prawdopodobnie rosło. W praktyce klinicznej oznacza to konieczność uwzględnienia nie tylko samej choroby, ale także warunków, w jakich funkcjonuje pacjent – i tego, jak te warunki zmieniają się w czasie.

Źródła:
Peles I., Novack L., Gordon M. i wsp., Acute Environmental Triggers and Intermediate-Term Modulators of Emergency Migraine-Related Health Care Encounters, Neurology, 12 maja 2026; 106(9): e214936, DOI: 10.1212/WNL.0000000000214936.
American Academy of Neurology, Air pollution associated with increased migraine activity, komunikat prasowy, 15 kwietnia 2026.
W wielu rodzinach migrena pojawia się u kilku osób – u matki, córki, rodzeństwa. Przez lata traktowano to jako przypadkową zbieżność lub podobny styl życia. Współczesne badania pokazują jednak, że w wielu przypadkach za taką powtarzalnością stoi również czynnik genetyczny. Migrena jest złożonym zaburzeniem neurologicznym, którego rozwój zależy od współdziałania genów i środowiska. To właśnie genetyka pomaga dziś wyjaśnić, dlaczego choroba może przebiegać tak różnie – od typowych napadów bólu głowy po rzadkie postacie z aurą i objawami neurologicznymi.
Duży udział genów, ale bez prostego dziedziczenia

Przegląd badań podkreśla, że migrena ma silne podłoże genetyczne, choć nie oznacza to prostego, łatwego do prześledzenia wzorca dziedziczenia. Na podstawie badań rodzinnych i badań bliźniąt odziedziczalność migreny szacowano na 30 do 60 procent. Jednocześnie migrena z aurą wydaje się mieć wyższy komponent genetyczny niż migrena bez aury. Oznacza to, że predyspozycja do zachorowania jest w istotnym stopniu zakorzeniona w materiale genetycznym, ale jej ujawnienie zależy od współdziałania z wieloma innymi czynnikami.

Wśród nich wymienia się czynniki środowiskowe, metaboliczne, hormonalne, związane ze snem, stresem czy stosowanymi lekami. To właśnie ich wpływ może zakłócać homeostazę organizmu i wyzwalać napad migreny u osób biologicznie podatnych. Genetyka tłumaczy więc nie tylko samą podatność na chorobę, ale również różnorodność obrazu klinicznego i odmienną odpowiedź poszczególnych pacjentów na te same bodźce.

Genetyka tłumaczy różnice między pacjentami

Badacze podkreślają, że choć pewne mechanizmy migreny są wspólne dla różnych jej postaci, to różnorodność genetyczna ma wpływ na to, jak choroba manifestuje się u poszczególnych osób. Dotyczy to zarówno przyczyn, jak i konkretnych podgrup migreny, a także odpowiedzi na leczenie.

To ważna obserwacja kliniczna. W praktyce migrena nie jest jednorodnym zespołem objawów. U jednych pacjentów dominują napady z aurą, u innych bez aury. U jednych choroba ma charakter wyraźnie rodzinny, u innych wydaje się bardziej związana z nakładaniem się licznych drobnych czynników ryzyka. U jednych dobrze działają określone leki, u innych ich skuteczność jest ograniczona. Badacze sugerują, że właśnie genetyka może być jednym z narzędzi, które pomogą lepiej uporządkować tę kliniczną różnorodność.

Monogenowe i poligeniczne oblicza migreny

W rzadkich rodzinnych postaciach choroby, takich jak rodzinna migrena hemiplegiczna, pojedynczy patogenny wariant może mieć zasadnicze znaczenie dla rozwoju objawów. Dotyczy to genów związanych z transportem jonów i uwalnianiem neuroprzekaźników. Ich uszkodzenie sugeruje, że w centrum choroby znajduje się zwiększona podatność mózgu na zaburzenie równowagi między pobudzeniem a hamowaniem.

Takie mutacje wskazują na szczególną wrażliwość układu nerwowego na zachwianie homeostazy. Jeśli równowaga ta zostaje naruszona, może dojść do wyzwolenia zjawisk prowadzących do napadu migrenowego. Rzadkie, rodzinne postaci choroby są zatem niezwykle cenne badawczo, ponieważ pozwalają identyfikować białka i szlaki biologiczne mające zasadnicze znaczenie dla patofizjologii migreny.

Z drugiej strony większość przypadków migreny ma charakter poligeniczny. Oznacza to, że podatność na chorobę wynika z sumowania się wielu wariantów genetycznych, z których każdy zwiększa ryzyko tylko nieznacznie. Taki model lepiej tłumaczy powszechność choroby i dużą zmienność jej przebiegu.

Rodzinna migrena hemiplegiczna – najrzadsza, ale bardzo ważna

Rodzinna migrena hemiplegiczna jest chorobą niezwykle rzadką – jej częstość szacuje się na około 0,01 procent populacji. Objawy zwykle pojawiają się w młodym wieku, najczęściej między 12. a 17. rokiem życia. 

Najczęściej występują zaburzenia wzrokowe, takie jak błyski światła, mroczki czy charakterystyczne zygzakowate wzory w polu widzenia. Mogą pojawiać się także zaburzenia czucia w obrębie twarzy lub kończyn oraz trudności w mówieniu. W rodzinnej migrenie hemiplegicznej kluczowym elementem aury jest jednak objaw ruchowy – przejściowy niedowład jednej strony ciała, czyli hemipareza. 

Niedowład zwykle występuje równocześnie z innymi objawami neurologicznymi. W przeciwieństwie do typowej aury migrenowej może utrzymywać się znacznie dłużej – nawet przez wiele godzin lub dni – i czasem trwa dłużej niż sam ból głowy.

Ataki mogą mieć bardzo różne nasilenie. U części pacjentów występują jedynie kilka razy w życiu, u innych pojawiają się nawet co tydzień. W najcięższych przypadkach mogą towarzyszyć im poważne objawy neurologiczne, takie jak zaburzenia świadomości, drgawki czy obrzęk mózgu. Pierwszy taki epizod wymaga bardzo uważnej diagnostyki neurologicznej, ponieważ objawy mogą przypominać udar mózgu.

Napady mogą być wywoływane przez typowe czynniki migrenowe, takie jak stres, intensywny wysiłek fizyczny, określone pokarmy czy silne zapachy. W niektórych przypadkach epizody mogą zostać sprowokowane nawet niewielkim urazem głowy.

Badania genetyczne wykazały, że choroba ta jest heterogenna genetycznie i może być wywołana mutacjami w kilku różnych genach. Najważniejsze z nich to:
Każdy z tych genów koduje białko uczestniczące w regulacji pobudliwości neuronów lub w procesach synaptycznych. Wspólnym mianownikiem jest zwiększona podatność mózgu na zjawisko cortical spreading depression (CSD) – falę depolaryzacji neuronów rozchodzącą się w korze mózgowej, uznawaną za biologiczne podłoże aury migrenowej.

Kanały jonowe i równowaga pobudliwości mózgu

Pierwszym odkrytym genem odpowiedzialnym za rodzinną migrenę hemiplegiczną był CACNA1A, zlokalizowany na chromosomie 19. Koduje on podjednostkę kanału wapniowego typu P/Q (CaV2.1), obecnego w zakończeniach synaptycznych neuronów. Kanały te kontrolują napływ jonów wapnia do komórki i regulują uwalnianie neuroprzekaźników.

Większość mutacji w CACNA1A prowadzi do tzw. efektu gain of function, czyli zwiększenia aktywności kanału. Skutkuje to nasilonym napływem wapnia do neuronów, wzrostem transmisji glutaminergicznej i zwiększoną pobudliwością sieci neuronalnych. W modelach zwierzęcych takie mutacje powodują większą podatność na cortical spreading depression oraz zaburzenie równowagi między pobudzeniem a hamowaniem w korze mózgowej.

Podobną rolę odgrywają inne geny związane z rodzinną migreną hemiplegiczną. ATP1A2 koduje pompę sodowo-potasową w komórkach glejowych, która odpowiada za usuwanie jonów potasu z przestrzeni zewnątrzkomórkowej oraz wychwyt glutaminianu z synapsy. Mutacje w tym genie zaburzają ten proces, co sprzyja nadmiernemu pobudzeniu neuronów.

Z kolei SCN1A koduje kanał sodowy NaV1.1, odpowiedzialny za generowanie potencjałów czynnościowych w neuronach, zwłaszcza w interneuronach hamujących. Jego mutacje mogą prowadzić do zaburzeń równowagi między pobudzeniem a hamowaniem w sieciach neuronalnych.

Czwartym genem związanym z migreną hemiplegiczną jest PRRT2, którego produkt uczestniczy w procesach uwalniania neuroprzekaźników w synapsach. Mutacje tego genu mogą powodować utratę funkcji białka i zwiększoną pobudliwość neuronów.

Jak stawia się rozpoznanie

Rozpoznanie rodzinnej migreny hemiplegicznej opiera się przede wszystkim na obrazie klinicznym. Lekarz musi potwierdzić, że napady spełniają kryteria migreny z aurą, a dodatkowo obejmują odwracalny niedowład połowiczy.

Drugim ważnym elementem jest występowanie podobnych napadów u innych członków rodziny. Jeśli przynajmniej jeden krewny pierwszego lub drugiego stopnia doświadcza podobnych epizodów, rozpoznanie rodzinnej postaci choroby staje się bardziej prawdopodobne.

W wielu przypadkach wykonuje się również badania genetyczne, które mogą potwierdzić obecność mutacji w jednym z genów związanych z chorobą. Najczęściej stosuje się panele wielogenowe lub sekwencjonowanie całego egzomu, które umożliwiają analizę wielu genów jednocześnie.

Choroba rzadko prowadzi do trwałych powikłań

Pomimo dramatycznego przebiegu pojedynczych napadów długoterminowe rokowanie w wielu przypadkach jest stosunkowo dobre. U większości pacjentów nie dochodzi do trwałych deficytów neurologicznych między epizodami choroby.

Jednak ze względu na podobieństwo objawów do udaru mózgu każdy pierwszy epizod hemiplegiczny wymaga dokładnej diagnostyki neurologicznej. Nawet jeśli obraz kliniczny sugeruje migrenę, lekarze muszą wykluczyć inne poważne przyczyny nagłego niedowładu.

Dlaczego migrena jest tak zróżnicowana klinicznie

Jednym z najbardziej intrygujących wniosków z badań genetycznych jest ogromna zmienność objawów migreny. Nawet osoby z tą samą mutacją genetyczną mogą doświadczać zupełnie różnych postaci choroby – od sporadycznych epizodów bólu głowy po ciężkie napady neurologiczne.

Różnice te wynikają prawdopodobnie z działania wielu dodatkowych czynników. Po pierwsze, na przebieg choroby mogą wpływać inne warianty genetyczne, które modyfikują efekt głównej mutacji. Po drugie, znaczenie mają czynniki środowiskowe, takie jak stres, urazy, zaburzenia snu czy czynniki hormonalne. W efekcie obraz kliniczny migreny powstaje jako wynik interakcji wielu elementów biologicznych.

Co pokazały badania genomowe

Przełom w badaniach nad genetyką migreny przyniosły badania asocjacyjne całego genomu (GWAS). W przeciwieństwie do wcześniejszych badań koncentrujących się na pojedynczych genach, GWAS analizują miliony wariantów DNA u bardzo dużych grup pacjentów i osób zdrowych.

Pierwsze takie badanie w migrenie opublikowano w 2010 roku i wykazało jeden istotny locus genetyczny związany z chorobą. W kolejnych latach, wraz ze wzrostem liczebności badanych populacji, liczba wykrywanych loci systematycznie rosła. Przykładowo analiza z 2016 roku obejmująca niemal 60 tysięcy pacjentów z migreną i ponad 300 tysięcy osób z grupy kontrolnej wykazała 38 regionów genomu związanych z chorobą.

Jeszcze większe badania przeprowadzone w kolejnych latach doprowadziły do identyfikacji ponad 180 loci genetycznych zwiększających ryzyko migreny. Analizy funkcjonalne pokazały, że geny te są szczególnie aktywne w tkankach związanych z układem nerwowym oraz z układem naczyniowym. Potwierdziło to wcześniejszą koncepcję migreny jako choroby neuro-naczyniowej.

Co istotne, niektóre z odkrytych loci obejmują geny kodujące białka będące już celem nowoczesnych terapii przeciwmigrenowych. Dotyczy to między innymi układu CGRP, który jest dziś jednym z głównych celów nowych leków przeciwmigrenowych.

Skumulowane ryzyko genetyczne

Ponieważ pojedyncze warianty genetyczne mają niewielki wpływ na ryzyko choroby, naukowcy zaczęli analizować ich łączny efekt. Do tego celu wykorzystuje się tzw. poligeniczny wskaźnik ryzyka (polygenic risk score, PRS). Jest to suma wszystkich wariantów genetycznych zwiększających ryzyko migreny u danej osoby.

Badania pokazują, że osoby z wyższym PRS częściej chorują na migrenę, a także mają tendencję do wcześniejszego początku choroby. Wskaźnik ten może również odzwierciedlać pewne kontinuum biologiczne – od osób bez bólów głowy, przez sporadyczne epizody, aż po ciężkie postacie migreny z aurą.

Mimo odkrycia setek wariantów genetycznych nadal istnieje zjawisko tzw. brakującej odziedziczalności. Oznacza to, że znane warianty tłumaczą jedynie część genetycznego ryzyka choroby. Prawdopodobnie istnieją jeszcze setki innych zmian DNA o niewielkim wpływie, które nie zostały dotąd wykryte.

Wspólne genetyczne tło migreny i innych chorób

Genetyka migreny ujawniła również zaskakujące powiązania z innymi chorobami. Analizy porównujące dane z badań GWAS wskazują na częściowo wspólne podłoże genetyczne migreny i wielu innych schorzeń.

Dotyczy to między innymi:
Nie oznacza to, że jedna choroba bezpośrednio powoduje drugą. Raczej wskazuje na istnienie wspólnych mechanizmów biologicznych, które mogą zwiększać podatność na kilka różnych schorzeń jednocześnie.

Genetyka a odpowiedź na leczenie

Coraz większe zainteresowanie budzi także farmakogenetyka, czyli wpływ genów na skuteczność leczenia. Badania sugerują, że warianty genetyczne mogą wpływać na odpowiedź pacjentów na niektóre leki przeciwmigrenowe, w tym na tryptany czy werapamil. W przyszłości analiza profilu genetycznego pacjenta mogłaby pomóc w wyborze terapii najlepiej dopasowanej do jego biologii choroby.

Ku bardziej precyzyjnej medycynie migreny

W ciągu ostatnich piętnastu lat wiedza o genetyce migreny rozwijała się niezwykle dynamicznie. Badania nad rzadkimi, monogenowymi postaciami choroby pozwoliły zidentyfikować kluczowe białka odpowiedzialne za podatność mózgu na cortical spreading depression, a badania genomowe ujawniły setki drobnych wariantów DNA tworzących złożone sieci biologiczne sprzyjające migrenie. Szczególnie duży postęp dokonał się od 2018 roku, kiedy szerzej dostępne stały się dane z sekwencjonowania nowej generacji i dużych badań GWAS.

Mimo tych osiągnięć wiele pytań pozostaje otwartych. Potrzebne są dalsze badania, które pozwolą dokładniej zmapować genetyczne podłoże migreny i lepiej zrozumieć, jak poszczególne warianty DNA wpływają na funkcjonowanie układu nerwowego. Ich ostatecznym celem jest bardziej precyzyjne, spersonalizowane podejście do choroby – takie, w którym profil genetyczny pacjenta pomaga nie tylko lepiej wyjaśnić mechanizmy migreny, ale także uporządkować jej postacie i dobrać terapię o największej skuteczności i bezpieczeństwie.

Źródła:
  1. Kim J, Chu MK. Genetic Architecture of Migraine: From Broad Insights to East Asian Perspectives. Headache and Pain Research. 2025;26(2):116–129. doi:10.62087/hpr.2025.0003
  2. Szymanowicz O, Słowikowski B, Poszwa J, Goutor U, Wiszniewska M, Jagodziński PP, Kozubski W, Dorszewska J. CACNA1A Genetic Variants and Their Potential Involvement in Migraine Pathogenesis. International Journal of Molecular Sciences. 2025;26(16):8083. doi:10.3390/ijms26168083
  3. Grangeon L, Lange KS, Waliszewska-Prosół M, Onan D, Marschollek K, Wiels W, Mikulenka P, Farham F, Gollion C, Ducros A. Genetics of migraine: where are we now? The Journal of Headache and Pain. 2023;24(1):12. doi:10.1186/s10194-023-01547-8
  4. Jen JC. Familial Hemiplegic Migraine. In: GeneReviewsn Seattle (WA): University of Washington, Seattle; updated July 4, 2024.
  5. Sutherland HG, Jenkins B, Griffiths LR. Genetics of migraine: complexity, implications, and potential clinical applications. The Lancet Neurology. 2024. doi:10.1016/S1474-4422(24)00026-7
Migrena to jedna z najbardziej powszechnych, a jednocześnie najmniej zrozumianych chorób neurologicznych. Wciąż powielane na jej temat mity utrudniają pacjentom prawidłowe rozpoznanie choroby i opóźniają moment rozpoczęcia leczenia. W ramach akcji Migrena Wymaga Leczenia wyjaśniamy 5 najczęstszych mitów związanych z tą chorobą.
„Nie widać, że źle się czujesz”, „pewnie taka twoja uroda”, „weź coś przeciwbólowego i nie przesadzaj” – to tylko kilka przykładowych wypowiedzi, z którymi spotykają się osoby cierpiące na migrenę. Mimo, że ta choroba dotyka kilku milionów pacjentów w Polsce[1] i w znacznym stopniu obniża jakość ich życia, zdarza się, że wciąż jest bagatelizowana i traktowana jak niegroźna dolegliwość albo wymówka od obowiązków. Z tego powodu jednym z  celów akcji Migrena Wymaga Leczenia jest obalanie krzywdzących mitów na temat tej choroby. Jakie są te najczęstsze?

Mit 1. Migrena to tylko ból głowy
Migrena to zdecydowanie więcej niż „zwykły” ból głowy. Jest to przewlekła choroba neurologiczna, która objawia się napadowo. Typową cechą napadu jest jednostronny ból głowy trwający (bez leczenia) od 4 do 72 godzin u osób dorosłych (u dzieci 272 godzin), o pulsującym charakterze, średnim lub znacznym nasileniu, zwiększający się pod wpływem zwykłej aktywności fizycznej, z towarzyszącymi nudnościami lub wymiotami, zwiększoną wrażliwością na światło, hałas i zapachy[2]. U niektórych osób przed wystąpieniem ataku migreny pojawia się charakterystyczna aura, która najczęściej objawia się poprzez całkowicie odwracalne problemy np. ze wzrokiem, czuciem lub mową.

Przebiegłość bólu migrenowego polega również na tym, że gdy go czujesz, trudno sobie wyobrazić, że go nie ma i odwrotnie. Stąd wielu zdrowych nie traktuje migreny serio. A tymczasem z bólu migrenowego można być bladym jak ściana, zataczać się, mieć zaburzenia widzenia, wymiotować – tak o objawach swojej choroby mówi Anita, pacjentka[3].

Mit 2. Migrena to nic poważnego 
Migrena jest uznaną przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) chorobą, zaliczaną do neurologicznych chorób przewlekłych napadowych. Chociaż nie jest schorzeniem zagrażającym życiu, znacznie obniża jego jakość, często uniemożliwiając aktywność domową i zawodową, wyłączając z życia rodzinnego i społecznego[4]. Warto też wiedzieć, że migrena jest drugą w kolejności przyczyną utraty lat życia skorygowanych o niepełnosprawność[5], a niemal 50% chorych miewa do 4 silnych napadów bólu migrenowego w miesiącu[6]!

W poprzedniej pracy zdarzało mi się zasnąć na biurku z osłabienia po napadzie migreny. Od wielu lat pracuję w innej firmie, gdzie już wszyscy mnie znają i akceptują, razem z migreną. Nikogo nie dziwi więc telefon, że nie czuję się na siłach przyjść do biura i zostaję w domu. Zwykle nie na jeden dzień – dodaje kolejna pacjentka cierpiąca na migrenę od ponad 13 lat, której choroba przekłada się na aktywność zawodową[7].

Mit 3. Choroba dotyczy tylko dorosłych kobiet
Chociaż szacuje się, że największe rozpowszechnienie migreny występuje u osób w wieku 25-55 lat, czyli w okresie największej aktywności zawodowej i społecznej, ta choroba może dotknąć każdego, niezależnie od wieku czy płci. Na migrenę cierpi nawet 4-5% dzieci poniżej 12 lat, zarówno dziewczynek, jak i chłopców. Po okresie dojrzewania następuje zdecydowany wzrost liczby przypadków migreny u dziewcząt, a w wieku średnim migrena występuje u około 25% kobiet i około 10% mężczyzn[8].

Mit 4. Migrenę można wyleczyć środkami przeciwbólowymi
Migreny nie da się wyleczyć, możemy jednak skutecznie ją kontrolować. Zanim jednak lekarz zaproponuje odpowiednie leczenie w pierwszej kolejności należy ustalić. na jaki typ migreny cierpi pacjent. Pomocne jest prowadzenie dzienniczka bólów głowy, w którym zaznacza się liczbę dni z bólem głowy i inne informacje potrzebne do postawienia diagnozy oraz monitorowania choroby i jej leczenia. Pacjent powinien pokazać dzienniczek lekarzowi podczas wizyty.
Ze względu na odmienne podejście terapeutyczne, chorobę można podzielić się na dwa rodzaje: migrenę epizodyczną, czyli taką, w której napady bólu głowy, spełniającego kryteria migreny, pojawiają się do 14 dni w miesiącu (przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji) oraz migrenę przewlekłą, w której ból głowy pojawia się co najmniej 15 dni w miesiącu (przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji), w tym  co najmniej 8 dni w miesiącu to takie, w których ból głowy spełnia kryteria bólu migrenowego[9].

W farmakoterapii migreny można zastosować leczenie doraźne (przeciwbólowe) i profilaktyczne.  Osoby cierpiące na migrenę przewlekłą, czyli takie, które doświadczają częstych napadów bólu, mogą także skorzystać z refundowanego programu lekowego, w ramach którego stosuje się nowoczesne leczenie profilaktyczne. Migreny aktualnie nie da się wyleczyć, ale leki mogą pomóc w walce z bólem i kontrolowaniem choroby.   

Mit 5. Nie da się zapobiec migrenie
Gdy migrena nadchodzi, trzeba szybko rzucać wszystko, wracać do domu, jak do schronu, zasłonić okna, łyknąć leki i jak najszybciej zasnąć. Nigdy nie liczyłam ile dni z życia odebrał mi ten ból – mówi pacjentka z migreną Anita, która cierpi na tę chorobę od ponad 25 lat i nauczyła się radzić z jej objawami[10].   

Wiemy już, że oprócz leczenia doraźnego migreny dostępne jest także leczenie profilaktyczne. Dodatkowo warto pamiętać, że lepsze poznanie przebiegu choroby przez pacjenta może być pomocne w unikaniu czynników uznawanych za tzw. wyzwalacze migreny. Czasami napady jednak mogą być prowokowane przez czynniki zewnętrzne, takie jak zmiany frontu atmosferycznego, zbyt krótki albo zbyt długi sen, niektóre produkty spożywcze, takie jak np. wysokogatunkowe sery, niektóre owoce cytrusowe czy orzechy, a także leki czy alkohol. Zdarza się również, że winowajcą napadu migrenowego  jest stres – chociaż nie da się go całkowicie wyeliminować, warto nauczyć się jak sobie z nim radzić. Mogą w tym pomóc chociażby spacer, masaż czy ciepła, relaksująca kąpiel. Większość pacjentów potrafi jednak rozpoznać kiedy nadchodzi atak i ma na niego swój własny sposób. Najczęstsze objawy, które go poprzedzają (tzw. objawy prodromalne), to zmęczenie, ziewanie i apetyt na słodycze[11].

W razie wszelkich pytań dotyczących migreny i jej leczenia zgłoś się do lekarza neurologa.

W ramach akcji Migrena Wymaga Leczenia powstał wyjątkowy dokument, Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą. Jest to zbiór uniwersalnych wskazówek, które mogą być drogowskazem dla każdej osoby zmagającej się z migreną.

 

[1] Raport „Społeczne znaczenie migreny z perspektywy zdrowia publicznego i systemu ochrony zdrowia”. Opracowanie: Zakład Analiz Ekonomicznych i Systemowych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, Warszawa 2019

[2] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[3] Boląca główka to nie wymówka (teva.pl), stan z 10.10.2024

[4] Strona WHO: Migraine and other headache disorders (who.int), stan z 10.10.2024

[5] Steiner et al. “The Journal of Headache and Pain” – “Migraine remains second among the world’s causes of disability…”, 02.10.2020

[6] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[7] Każdy atak migreny przynosi mi stratę. Tracę czas, tracę spotkania z bliskimi, czasem tracę zawodowe możliwości. (teva.pl)

[8] Wysocka-Bąkowska M.M., „Neurologia Praktyczna”, „Nudności i wymioty wyzwaniem w terapii migreny…”, 2015

[9] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023

[10] Migrenę odziedziczyłam po mamie. Znałam jej historię, ale sama musiałam się nauczyć jak żyć… (teva.pl) , stan z 10.10.2024

[11] Domitrz I. „Migrena”, Medical Education sp. z o.o., Warszawa 2023
źródło: Teva

Chociaż z migreną zmaga się już ponad 8 milionów osób w Polsce[1], jedynie część z nich wie, że tę chorobę można i należy leczyć. Kluczem do doboru odpowiedniej terapii jest jednak szybka diagnoza i nauczenie się rozróżniania objawów migreny od mniej intensywnego bólu głowy. O tym, jak wygląda codzienne życie w cieniu choroby, jak skutecznie radzić sobie z jej objawami, a także na temat możliwości nowoczesnego leczenia rozmawiali eksperci oraz pacjenci podczas konferencji zorganizowanej z okazji Europejskiego Dnia Walki z Migreną (12 września) pod hasłem: Migrena wymaga leczenia.
Migrena to nie wymówka ani „zwykły” ból głowy – to poważna choroba neurologiczna, która w znacznym stopniu obniża jakość życia pacjentów, zmniejszając produktywność społeczną, rodzinną i zawodową. Choroba jest więc wyzwaniem nie tylko dla zmagających się z nią osób i ich bliskich, ale także dla zdrowia publicznego – szacuje się, że jest drugą najważniejszą przyczyną lat życia w niepełnosprawności na świecie i Europie zachodniej[2],[3].

Migrena to moje „czerwone światło”, kiedy ciało krzyczy „stop!”. Nauczyłam się z nią żyć, choć nie da się z nią zaprzyjaźnić. Ból, który towarzyszy mi od dzieciństwa, nauczył mnie pokory i szacunku do zdrowia” – mówi Paulina Sykut-Jeżyna, dziennikarka i prezenterka telewizyjna, która od lat zmaga się z migreną.

„Migrena charakteryzuje się nawracającymi napadami silnego bólu głowy, któremu towarzyszą dodatkowe objawy takie, jak m.in. nudności, wymioty, nadwrażliwość na dźwięk i na światło. Nawet trzykrotnie częściej z tą chorobą zmagają się kobiety, a pierwsze napady pojawiają się już w dzieciństwie lub wieku młodzieńczym. Migrena może być prowokowana przez czynniki środowiskowe, niektóre pokarmy i leki, a także zaburzenia rytmu biologicznego. Chociaż jest to choroba przewlekła, potrafimy jednak zminimalizować jej napady – aby jednak właściwie pomóc pacjentowi, istotna jest nie tylko szybka diagnoza, ale rozpoznanie postaci migreny”mówi dr n. med. Magdalena Boczarska-Jedynak, specjalista neurolog, lekarz medycyny bólu, prezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy.
 
Migrena? To się leczy!
Chorobę możemy podzielić na dwa najważniejsze typy, które będą wymagały innego podejścia terapeutycznego:
  1. Migrena epizodyczna, czyli taka w której napady bólu głowy, spełniającego kryteria migreny pojawiają się do 14 dni w miesiącu, przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji.
  2. Migrena przewlekła, w której ból głowy pojawia się co najmniej 15 dni w miesiącu, przy co najmniej 3-miesięcznej obserwacji, a dodatkowo co najmniej 8 dni są takimi, w których ból głowy występuje z innymi objawami i spełnione są kryteria rozpoznania migreny.
W zależności od rodzaju migreny lekarz ustala możliwości leczenia pacjenta – w każdym jednak przypadku celem terapii jest zmniejszenie częstotliwości i nasilenia bólu głowy, łagodzenie objawów, zmniejszenie niepełnosprawności związanej z bólem, a także zapobieganie progresji choroby. W leczeniu migreny epizodycznej stosuje się najczęściej środki przeciwbólowe (np. niesteroidowe leki przeciwbólowe przeciwzapalne oraz tryptany) – przy wyborze terapii lekarz powinien wziąć pod uwagę m.in. wiek pacjenta, choroby współistniejące oraz charakterystykę napadu migreny[4].

Leczenie profilaktyczne migreny w Polsce jest dostępne zarówno komercyjnie jak i w programie lekowym. O włączeniu leków profilaktycznych decyduje lekarz w porozumieniu z pacjentem. Preferencje pacjenta są bardzo ważne ponieważ, jak w każdej chorobie przewlekłej, powinien być przestrzegany zalecany schemat dawkowania leków. Pacjent musi więc zaakceptować zarówno drogę podania leku jak i częstotliwość kolejnych dawek. Dysponujemy lekami profilaktycznymi, które są przyjmowanie codziennie, co drugi dzień, raz w miesiącu a nawet co trzy miesiące. Każdy pacjent ma możliwość dogodnego dla siebie wyboru również w aspekcie sposobu podania leku np. doustnie lub w postaci iniekcji.

Jak natomiast wygląda bezpłatne leczenie migreny przewlekłej?
„Obecnie działa w Polsce program lekowy dla chorych na migrenę przewlekłą, w ramach którego stosuje się nowoczesne leczenie profilaktyczne. Pacjent może otrzymać toksynę botulinową, oczywiście w odpowiednich dawkach i przy zachowaniu stosownego odstępu czasu, a w razie jej nieskuteczności przeciwciała monoklonalne. Warto mówić więc o tym, że pacjenci mają dostęp do refundowanego, skutecznego leczenia migreny, które w znaczącym stopniu może wpłynąć na komfort ich życia” dodaje dr n. med. Magdalena Boczarska-Jedynak.

Monitorowanie migreny
Każdy pacjent chorujący na migrenę powinien prowadzić dzienniczek bólów głowy. Dzięki temu możliwe jest monitorowanie przebiegu choroby i efektów jej leczenia. Dzienniczki mogą być prowadzone w postaci papierowej (do pobrania np. na portalu www.migrena.pl), ale coraz częściej pacjenci korzystają z wersji elektronicznych (np. aplikacja mobilna Kompas Migreny). Wypełniony dzienniczek powinien być prezentowany lekarzowi na każdej wizycie.

Dekalog Migrenika
Z okazji Europejskiego Dnia Migreny 2024 podczas konferencji prasowej zaprezentowano również „Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą”. Jest to zbiór istotnych wskazówek dla pacjentów, które pomogą im w codziennym funkcjonowaniu z migreną.
 
Dekalog Migrenika – 10 zasad w walce o lepsze życie z chorobą
  1. Naucz się rozróżniać zwykły ból głowy od migreny.
  1. Nie odkładaj wizyty u lekarza, który potwierdzi diagnozę choroby.
  1. Bądź pod opieką neurologa i stosuj się do jego zaleceń, aby uniknąć migreny przewlekłej.
  1. Stosuj leki doraźne na początku napadu migreny, zanim ból się nasili.
  1. Pamiętaj, że masz prawo do odpowiedniego leczenia dobranego do postaci
    choroby i Twojego stylu życia.
  1. Zdobywaj wiedzę o chorobie ze sprawdzonych źródeł.
  1. Regularnie prowadź dzienniczek bólów głowy.
  1. Prowadź zdrowy styl życia i bądź aktywny fizycznie.
  1. Naucz się, jak radzić sobie ze stresem.
  1. Nie bądź obojętny na krzywdzące mity na temat migreny – edukuj innych!
 
 
 
[1] Raport „Społeczne znaczenie migreny z perspektywy zdrowia publicznego i systemu ochrony zdrowia”. Opracowanie: Zakład Analiz Ekonomicznych i Systemowych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, Warszawa 2019.
[2] Steiner TJ, et al. Migraine is the first cause of disability in under 50s: will health politicians now take notice? J Headache Pain 2018;19:17.
[3] Global, regional, and national incidence, prevalence, and years lived with disability for 328 diseases and injuries for 195 countries, 1990–2016: a systematic analysis for the GBD 2016. Lancet 2017;390:1211–1259.
[4] Stępień A i wsp. Rozpoznawanie i leczenie migreny 2024 – aktualizacja rekomendacji – opracowanie Grupy Ekspertów Sekcji Bólu Głowy Polskiego Towarzystwa Neurologicznego i Polskiego Towarzystwa Badania Bólu Ból 2024, Tom 25, Nr 1, s. 9–33– fragment tabeli XVIII Referencje dotyczące leczenia napadu migreny na podstawie kryteriów EBM.

źródło: mat. prasowy