Medicalpress

Nikotyna nie jest obojętna dla układu sercowo-naczyniowego, nawet jeśli jest dostarczana bez spalania tytoniu. Autorzy obszernego przeglądu opublikowanego w „Nature Reviews Cardiology” przeanalizowali dane dotyczące papierosów, fajek wodnych, wyrobów podgrzewanych, e-papierosów oraz doustnych produktów nikotynowych. Wskazują na wyraźne kontinuum szkodliwości: największe ryzyko wiąże się z produktami spalanymi, ale wyeliminowanie procesu spalania nie oznacza wyeliminowania niekorzystnego wpływu na naczynia. Jedyną opcją pozbawioną ryzyka związanego z używaniem produktów nikotynowych pozostaje całkowita abstynencja.

Praca zespołu kierowanego przez prof. Thomasa Münzela z University Medical Center Mainz, opublikowana 20 sierpnia 2026 r., łączy dane dotyczące mechanizmów biologicznych i biomarkerów z wynikami badań przedklinicznych i klinicznych dla różnych sposobów dostarczania nikotyny. Autorzy prześledzili procesy zachodzące w układzie sercowo-naczyniowym – od oddziaływania nikotyny na komórki ściany naczyń po zmiany sprzyjające miażdżycy i destabilizacji blaszki miażdżycowej.

Nikotyna sama w sobie oddziałuje na układ krążenia

Przez lata istotna część dyskusji dotyczącej alternatywnych produktów nikotynowych koncentrowała się na tym, w jakim stopniu ograniczenie lub wyeliminowanie spalania tytoniu zmniejsza związane z nimi szkody.

Nowy przegląd wskazuje, że ma to znaczenie – produkty spalane pozostają najbardziej szkodliwe – ale jednocześnie sama nikotyna aktywnie uczestniczy w procesach niekorzystnych dla układu sercowo-naczyniowego.

Nikotyna sprzyja aktywacji układu współczulnego, obciążeniu hemodynamicznemu, stresowi oksydacyjnemu i procesom zapalnym. Prowadzi również do zaburzeń funkcjonowania śródbłonka – wewnętrznej warstwy naczyń, która odgrywa kluczową rolę m.in. w regulacji ich napięcia.

– Chcieliśmy rozstrzygnąć kwestię, która od lat jest przedmiotem dyskusji: czy szkodliwość nikotyny wynika z palenia, czy też sama nikotyna jest toksyczna? Pokazujemy, że nikotyna aktywuje receptory na komórkach naczyń krwionośnych, co prowadzi do zahamowania działania enzymu odpowiedzialnego za utrzymanie naczyń w stanie rozkurczu. W efekcie w ścianie naczynia gromadzą się szkodliwe cząsteczki i uruchamia się samonapędzający cykl stanu zapalnego oraz tworzenia zakrzepów. Mechanizm ten działa niezależnie od sposobu dostarczania nikotyny – wyjaśnia prof. Thomas Münzel.

Nikotyna uderza w naczynia na dwa sposoby

Autorzy przeglądu opisują dwa niezależne mechanizmy oddziaływania nikotyny na ścianę naczynia.

Pierwszym jest jej wpływ na śródbłonek. Nikotyna ogranicza działanie prostacykliny – naturalnej substancji rozszerzającej naczynia – a jednocześnie pobudza uwalnianie endoteliny-1, jednego z najsilniejszych czynników powodujących ich skurcz.

Drugi mechanizm dotyczy bezpośredniego działania na komórki mięśni gładkich naczyń, które odpowiadają za regulację ich napięcia. Nikotyna blokuje kanały potasowe zależne od ATP i zaburza gospodarkę wapniową. W efekcie może sprzyjać zwężaniu naczyń nawet wtedy, gdy sam śródbłonek nie jest uszkodzony.

– Nikotyna nie tylko osłabia ochronną funkcję wyściółki naczynia, ale również bezpośrednio powoduje skurcz otaczających je mięśni. To dwa odrębne mechanizmy prowadzące do tego samego efektu: naczynie silniej się kurczy, słabiej rozkurcza i łatwiej dochodzi w nim do tworzenia zakrzepów – tłumaczy prof. Münzel.

Długotrwałe działanie tych procesów może sprzyjać rozwojowi dysfunkcji śródbłonka, miażdżycy i niestabilności blaszki miażdżycowej, a w konsekwencji zwiększać ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych.

Papierosy, podgrzewacze, e-papierosy i saszetki. Hierarchia szkodliwości

Jednym z najważniejszych elementów publikacji jest zestawienie dostępnych produktów zawierających nikotynę pod względem ich wpływu na naczynia.

Najwyżej w hierarchii szkodliwości znajdują się produkty, w których dochodzi do spalania – tradycyjne papierosy oraz fajki wodne. Kolejne są produkty podgrzewające tytoń, następnie urządzenia aerozolowe, czyli e-papierosy, a dalej doustne produkty nikotynowe, takie jak tytoń do żucia i saszetki nikotynowe. Na końcu tego kontinuum znajduje się całkowita abstynencja.

Nie oznacza to jednak, że produkty znajdujące się niżej w tej hierarchii można uznać za bezpieczne dla serca i naczyń.

– E-papierosy i urządzenia podgrzewające tytoń były początkowo przedstawiane jako alternatywy o mniejszym ryzyku niż tradycyjne papierosy, jednak nasze dane pokazują, że produkty te znajdują się na kontinuum ryzyka sercowo-naczyniowego, a nie poza nim. Wyeliminowanie spalania wyraźnie zmniejsza szkodliwość, ale jej nie usuwa – podkreśla prof. Thomas Münzel.

Dostępne badania wskazują, że e-papierosy, produkty podgrzewane oraz doustne produkty nikotynowe mogą zaburzać funkcję śródbłonka, zwiększać stres oksydacyjny i sztywność tętnic oraz aktywować szlaki współczulne i zapalne.

Autorzy zwracają jednocześnie uwagę na ograniczenia obecnej wiedzy. W przypadku e-papierosów oraz nowszych doustnych produktów nikotynowych brakuje jeszcze długoterminowych danych dotyczących występowania zdarzeń klinicznych. Interpretacja dostępnych badań wymaga więc ostrożności.

Dysfunkcja śródbłonka może być pierwszym sygnałem

Szczególną uwagę w publikacji poświęcono dysfunkcji śródbłonka jako wczesnemu wskaźnikowi szkodliwego wpływu na naczynia. Autorzy wskazują m.in. na zaburzenia rozszerzalności tętnic zależnej od przepływu, podwyższone stężenia białka C-reaktywnego o wysokiej czułości i interleukiny 6 oraz zwiększoną prędkość fali tętna.

Parametry te są związane ze zwiększonym ryzykiem zdarzeń sercowo-naczyniowych i pozwalają łączyć wyniki badań podstawowych z obserwacjami klinicznymi.

– Ten przegląd wypełnia istotną lukę w wiedzy, ponieważ po raz pierwszy zestawia istniejące dane dotyczące mechanizmów, biomarkerów i badań klinicznych dla różnych produktów, zamiast analizować każdy z nich osobno. Widać wyraźnie, że nikotyna aktywnie przyczynia się do dysfunkcji śródbłonka – najwcześniejszego etapu na drodze do rozwoju miażdżycy, nadciśnienia i niewydolności serca – a jedyną opcją pozbawioną ryzyka jest abstynencja – wskazuje prof. Filippo Crea, współautor publikacji.

Nie tylko nikotyna

Choć jednym z głównych wniosków przeglądu jest bezpośredni wpływ nikotyny na układ sercowo-naczyniowy, nie jest ona jedynym szkodliwym składnikiem produktów analizowanych przez badaczy.

W zależności od sposobu ich używania organizm może być narażony również na drobne cząstki, metale, aldehydy czy substancje aromatyzujące. Jak wskazują badania mechanistyczne i eksperymentalne, czynniki te mogą nasilać stres oksydacyjny i stan zapalny naczyń, zaburzać funkcjonowanie mitochondriów oraz śródbłonkowej syntazy tlenku azotu.

To również wyjaśnia, dlaczego wyeliminowanie spalania może zmniejszyć szkodliwość produktu, ale nie oznacza automatycznie braku niekorzystnego wpływu na układ sercowo-naczyniowy.

Szczególne obawy dotyczą młodych osób

Autorzy zwracają uwagę na szybko rozwijający się rynek nowych sposobów dostarczania nikotyny i związane z nim ryzyko uzależnienia wśród młodych ludzi. Nowoczesne urządzenia mogą dostarczać duże dawki nikotyny, co może ułatwiać wczesny rozwój zależności i prowadzić do wieloletniej ekspozycji.

Problem ma istotne znaczenie dla zdrowia publicznego. Według danych przytoczonych przez European Society of Cardiology w 2023 roku ponad miliard ludzi na świecie paliło tytoń. Bezpośrednie używanie tytoniu miało odpowiadać za około 5,81 mln zgonów, a bierne palenie za kolejne 1,66 mln. Blisko 40 proc. tych zgonów było związanych z chorobami układu sercowo-naczyniowego.

Autorzy wskazują również na wysoki potencjał uzależniający nikotyny.

– Toksyczny wpływ nikotyny na układ sercowo-naczyniowy na poziomie molekularnym, w połączeniu z jej dobrze udokumentowanym, wysokim potencjałem uzależniającym, przemawia za stworzeniem spójnych regulacji odnoszących się do nikotyny, zamiast obecnego systemu odrębnych przepisów dla poszczególnych produktów – mówi prof. Münzel.

Eksperci apelują o nowe podejście do produktów nikotynowych

Zdaniem autorów rozwój nowych produktów nikotynowych postępuje szybciej niż gromadzenie długoterminowych danych dotyczących ich bezpieczeństwa. Dlatego jednym z najważniejszych postulatów publikacji jest stworzenie bardziej spójnych regulacji obejmujących różne sposoby dostarczania nikotyny.

– Badanie to pokazuje, dlaczego ESC i Unia Europejska apelują o aktualizację regulacji dotyczących tytoniu i nikotyny jako integralnego elementu planu Safe Hearts. Dowody jasno wskazują, że nikotyny nie można uznać za nieszkodliwą. Musimy uwzględnić to w sposobie regulowania, promowania i komunikowania informacji o tych produktach, szczególnie w odniesieniu do młodych ludzi – podkreśla prof. Thomas F. Lüscher, prezydent European Society of Cardiology i współautor publikacji.

Autorzy wskazują na potrzebę zapobiegania rozpoczynaniu używania produktów nikotynowych, szczególnie przez młodych ludzi. Wśród działań, które ich zdaniem powinny stanowić element szerszej strategii zdrowia publicznego, wymieniają m.in. regulacje dotyczące substancji smakowych, politykę podatkową, monitorowanie biomarkerów oraz zapewnienie dostępu do opartych na dowodach metod wspierających wychodzenie z uzależnienia.

Materiał opracowany na podstawie komunikatu European Society of Cardiology oraz publikacji: Thomas Münzel, Marin Kuntic, John F. Keaney Jr, Julia Lurz, Filippo Crea, Thomas F. Lüscher, Sanjay Rajagopalan, Andreas Daiber, Nicotine-containing products and the cardiovascular system: mechanisms and global health implications, „Nature Reviews Cardiology”, 20 sierpnia 2026 r.

Przez wiele lat walka z wysokim cholesterolem kojarzyła się przede wszystkim z jednym momentem – przekroczeniem określonego wyniku w badaniu laboratoryjnym. Tymczasem współczesna kardiologia coraz wyraźniej odchodzi od myślenia wyłącznie o liczbach. Znaczenia nabiera całkowite ryzyko sercowo-naczyniowe pacjenta, jego wiek, obciążenia rodzinne oraz perspektywa zdrowia w kolejnych dekadach życia.

To właśnie ten kierunek wyznaczają zaktualizowane amerykańskie wytyczne dotyczące postępowania z zaburzeniami lipidowymi i profilaktyki miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej (ASCVD). Eksperci podkreślają, że najważniejszą zmianą nie jest pojawienie się nowych leków, lecz przesunięcie akcentu na wcześniejsze wykrywanie zaburzeń lipidowych oraz szybsze podejmowanie działań zapobiegających rozwojowi chorób układu krążenia.

Problem ma ogromną skalę. Według danych przywoływanych przez autorów zaleceń podwyższony poziom cholesterolu LDL dotyczy około jednej czwartej dorosłych Amerykanów. W Polsce sytuacja wygląda jeszcze poważniej – szacuje się, że podwyższony cholesterol całkowity lub LDL może występować nawet u 50-60 proc. dorosłych, czyli około 20 milionów osób.

Eksperci przypominają jednak, że samo stężenie LDL nie wyczerpuje problemu. Zaburzenia gospodarki lipidowej obejmują także inne lipoproteiny i tłuszcze obecne we krwi. Łącznie określa się je mianem dyslipidemii, która należy do najważniejszych czynników prowadzących do miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej. To właśnie ona pozostaje jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów na świecie.

Nowe rekomendacje wyraźnie podkreślają, że nie warto czekać, aż wyniki badań staną się jednoznacznie nieprawidłowe lub pojawią się pierwsze objawy choroby.

„Wiemy, że 80 proc. lub więcej chorób układu krążenia można zapobiec, a podwyższony poziom cholesterolu LDL stanowi istotną część tego ryzyka” podkreśla dr Roger Blumenthal, przewodniczący zespołu ekspertów opracowujących nowe wytyczne.

Podstawą postępowania nadal pozostaje zdrowy styl życia. Zbilansowana dieta, regularna aktywność fizyczna, redukcja masy ciała i zaprzestanie palenia tytoniu są pierwszym krokiem u większości pacjentów. Autorzy zaleceń zwracają jednak uwagę, że jeśli takie działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, decyzję o rozpoczęciu leczenia farmakologicznego warto podejmować wcześniej niż dotychczas.

Statyny nadal pozostają podstawą terapii obniżającej stężenie LDL. W nowych wytycznych większy nacisk położono jednak również na indywidualny dobór leczenia oraz wykorzystanie innych dostępnych terapii, takich jak ezetymib, kwas bempediowy, inhibitory PCSK9 czy inclisiran, szczególnie u osób z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym lub niewystarczającą odpowiedzią na leczenie.

Jedną z najbardziej zauważalnych zmian jest także podejście do badań przesiewowych u dzieci. Eksperci zalecają oznaczanie profilu lipidowego między 9. a 11. rokiem życia. U dzieci obciążonych rodzinnym występowaniem przedwczesnych chorób sercowo-naczyniowych diagnostykę można rozpocząć już około 2. roku życia. Tak wczesne wykrywanie zaburzeń lipidowych ma pozwolić ograniczyć wieloletnią ekspozycję naczyń krwionośnych na podwyższone stężenie aterogennych lipoprotein.

Autorzy wytycznych zwracają również uwagę na coraz większą rolę oceny długoterminowego ryzyka. W rekomendacjach znalazł się kalkulator PREVENT, który umożliwia oszacowanie prawdopodobieństwa wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych zarówno w perspektywie 10, jak i 30 lat. Uwzględnia on nie tylko stężenie cholesterolu, ale także wiek, wartości ciśnienia tętniczego oraz inne czynniki wpływające na ryzyko.

Takie podejście oznacza, że leczenie może zostać rozważone również u osób, których aktualne wyniki badań nie wydają się alarmujące, ale których przewidywane ryzyko rozwoju chorób serca w kolejnych latach jest podwyższone.

Wytyczne ponownie podkreślają również znaczenie wartości docelowych LDL. U osób z podwyższonym ryzykiem zalecanym celem pozostaje stężenie poniżej 100 mg/dl. Pacjenci z wysokim ryzykiem powinni dążyć do wartości poniżej 70 mg/dl, natomiast u osób z bardzo wysokim ryzykiem miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej zalecany poziom wynosi mniej niż 55 mg/dl.

„Ogólnie rzecz biorąc, im niższy poziom LDL, tym lepiej, szczególnie u osób zagrożonych zawałem serca lub udarem” – podkreśla kardiolog dr Pamela B. Morris z Medical University of South Carolina. Jak dodaje: „Badania kliniczne jasno pokazują, że obniżenie LDL-C do wartości niższych niż wcześniej zalecane przynosi wyraźne korzyści w redukcji incydentów sercowo-naczyniowych”.

Zmiany wpisują się w szerszy trend obserwowany w światowej kardiologii. Coraz większy nacisk kładzie się na zapobieganie chorobom, zanim dojdzie do pierwszego zawału czy udaru, zamiast koncentrować się wyłącznie na leczeniu ich następstw. Oznacza to również większą rolę lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, regularnych badań profilaktycznych oraz indywidualnej oceny ryzyka każdego pacjenta.

Choć nowe zalecenia zostały opracowane dla amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, wiele ich elementów odzwierciedla kierunek zmian obserwowany także w Europie. W praktyce oznacza to, że coraz więcej osób może usłyszeć od lekarza o potrzebie wcześniejszego leczenia zaburzeń lipidowych, nawet jeśli dotychczas uważały swoje wyniki za „wystarczająco dobre”. W świetle aktualnej wiedzy celem nie jest już jedynie poprawa wyniku badania laboratoryjnego, ale zmniejszenie ryzyka zawału serca, udaru mózgu i przedwczesnej śmierci w kolejnych dekadach życia.

Nowe amerykańskie wytyczne: https://www.ahajournals.org/doi/10.1161/CIR.0000000000001423

Źródło: Blumenthal RS, Morris PB, Gaudino M, et al. 2026

Mimo że dostęp do skutecznych, bezpiecznych i stosunkowo tanich terapii obniżających cholesterol jest dziś powszechny, liczba zawałów serca i zgonów sercowo-naczyniowych u młodych i w średnim wieku kobiet rośnie. To zjawisko coraz częściej skłania ekspertów do zadania niewygodnego pytania: czy obecny model profilaktyki rzeczywiście działa w tej grupie pacjentek?
Nowa publikacja autorstwa dr Michael’a C. Honigberg’a, opublikowana na łamach Journal of the American College of Cardiology, sugeruje, że problem może tkwić nie tyle w dostępności leczenia, ile w sposobie myślenia o ryzyku.

Im wcześniej, tym lepiej – i tym dłużej

Współczesna wiedza na temat miażdżycy nie pozostawia wątpliwości: to proces, który rozwija się latami, często od bardzo wczesnych etapów życia. Kluczową rolę odgrywa tu długotrwała ekspozycja na aterogenne lipoproteiny, przede wszystkim cholesterol LDL.

Coraz więcej danych wskazuje, że znaczenie ma nie tylko poziom LDL-C, ale również czas jego oddziaływania na organizm.

Im niższy poziom cholesterolu i im wcześniej zostanie osiągnięty – oraz im dłużej się utrzymuje – tym większa szansa na ograniczenie ryzyka sercowo-naczyniowego w przyszłości.

Badania kohortowe pokazują, że poziom cholesterolu w młodym wieku silnie koreluje z ryzykiem chorób serca wiele lat później. Z kolei analizy genetyczne wskazują, że osoby z naturalnie niższym LDL przez całe życie mają wyraźnie mniejsze ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych niż te, u których leczenie rozpoczyna się dopiero w średnim wieku.

Kalkulatory ryzyka nie widzą młodych kobiet

W praktyce klinicznej decyzje o leczeniu często opierają się na 10-letnim ryzyku sercowo-naczyniowym. Problem w tym, że takie podejście systemowo „gubi” młode kobiety.

Algorytmy silnie uwzględniają wiek i płeć, przez co wiele kobiet – nawet z podwyższonym LDL czy dodatkowymi czynnikami ryzyka – klasyfikowanych jest jako osoby o niskim ryzyku. W efekcie leczenie jest odkładane, często na lata.

To prowadzi do sytuacji, w której interwencja pojawia się dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana – albo po pierwszym incydencie sercowo-naczyniowym.

Paradoks prewencji

To zjawisko wpisuje się w tzw. paradoks prewencji opisany w 1981 r. przez brytyjskiego epidemiologa Geoffreya Rose’a. W największym uproszczeniu oznacza on, że większość zdarzeń sercowo-naczyniowych nie występuje w grupie osób z najwyższym ryzykiem, lecz wśród tych, które są klasyfikowane jako osoby o ryzyku niskim lub umiarkowanym.

Dlaczego tak się dzieje? Bo choć pojedyncza osoba z grupy wysokiego ryzyka ma większe prawdopodobieństwo zachorowania, to takich osób jest relatywnie niewiele. Znacznie liczniejsza jest grupa osób z niższym ryzykiem – i to właśnie w tej dużej populacji dochodzi łącznie do największej liczby zdarzeń.

W praktyce oznacza to, że narzędzia oparte wyłącznie na krótkoterminowej ocenie ryzyka nie są w stanie wychwycić wszystkich osób, które w przyszłości zachorują. Szczególnie dotyczy to młodszych kobiet, u których ryzyko w krótkim horyzoncie czasowym jest z natury niższe, mimo obecności istotnych czynników ryzyka, takich jak podwyższony poziom cholesterolu.

To prowadzi do sytuacji, w której część pacjentów nie kwalifikuje się do leczenia profilaktycznego według obowiązujących kryteriów aż do momentu wystąpienia pierwszego incydentu sercowo-naczyniowego.

Coraz więcej badań potwierdza, że wiele osób z pierwszym zawałem serca nie spełniało wcześniej kryteriów do wdrożenia leczenia statynami. To pokazuje, że obecne podejście do oceny ryzyka może wymagać zmiany – zwłaszcza jeśli celem jest rzeczywista prewencja, a nie tylko identyfikacja osób najwyższego ryzyka.

Niedoleczenie młodych kobiet

Szczególnie widoczne jest to w grupie kobiet w wieku rozrodczym. Dane pokazują, że nawet w przypadku znacznie podwyższonego poziomu LDL-C leczenie w tej grupie jest wdrażane rzadziej niż u mężczyzn.

Jednym z powodów jest obawa przed stosowaniem statyn u kobiet, które mogą zajść w ciążę. Historycznie leki te były obarczone ostrzeżeniami dotyczącymi potencjalnego działania teratogennego.

Dziś wiadomo, że dane te były oparte głównie na badaniach zwierzęcych i założeniach teoretycznych. Współczesne analizy nie potwierdzają zwiększonego ryzyka wad wrodzonych, a w 2021 roku amerykańska FDA usunęła tzw. „black box warning” z oznaczeń statyn.

Nie oznacza to, że statyny powinny być stosowane w ciąży, ale zmienia podejście do leczenia kobiet w wieku rozrodczym. Coraz częściej podkreśla się, że zamiast unikać terapii „na wszelki wypadek”, należy uwzględniać planowanie ciąży w decyzjach terapeutycznych.

Ryzyko specyficzne dla kobiet

Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że u kobiet występują czynniki ryzyka, które nie są w pełni uwzględniane w standardowych algorytmach.
Należą do nich m.in.:
Choć są one coraz częściej uznawane za istotne elementy ryzyka sercowo-naczyniowego, nadal brakuje jasnych wytycznych, jak powinny wpływać na decyzje terapeutyczne.

Czas na zmianę podejścia

Autor publikacji wskazuje, że potrzebna jest zmiana paradygmatu – odejście od modelu reaktywnego na rzecz podejścia bardziej proaktywnego.

Oznacza to:
To podejście lepiej odzwierciedla biologię choroby i może realnie wpłynąć na zmniejszenie liczby zdarzeń sercowo-naczyniowych w przyszłości.

Źródło: Honigberg M.C. Rethinking Cholesterol Management in Women. Journal of the American College of Cardiology. 2026;87(6):746–749. doi: 10.1016/j.jacc.2026.01.002 (dostęp: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC13073939/)

600 mieszkańców województwa opolskiego skorzystało w pierwszym roku realizacji programu badań medycznych „WygrajMY z miażdżycą” w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. Program jest elementem 5-letniego projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”, którego celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych w Polsce.
– Zbliżamy się do półmetka naszych badań, na które zaprosiliśmy dotychczas 600 z zaplanowanych 1500 mieszkańców województwa opolskiego z rozpoznaną miażdżycą. Sprawdzamy, czy ta miażdżyca rozwija się wielołożyskowo (w naczyniach krwionośnych w sercu, tętnicach kończyn dolnych, ośrodkowym układzie nerwowym). Wykonujemy u tych osób badania laboratoryjne, obrazowe (rezonans głowy i serca, tomografię serca i kończyn, usg) i inne (EKG, wskaźnik kostka-ramię, badanie dna oka, skład ciała). Omawiamy wyniki, zalecamy dalsze leczenie, żeby uczestnicy byli zaopiekowani pod kątem ryzyka sercowo-naczyniowego i miażdżycy – informuje kardiolog prof. Marek Gierlotka, główny badacz projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”. 

 żródło: USK w Opolu

Projekt realizowany jest przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu wspólnie z konsorcjantami: Uniwersytetem Opolskim, Polskim Towarzystwem Lipidologicznym i pacjencką Fundacją „To się leczy”, a finansowany z grantu z budżetu państwa pozyskanego w konkursie Agencji Badań Medycznych (18 mln zł). 

Od roku w Centrum Naukowo-Badawczym USK w Opolu każdego tygodnia pojawiają się dziesiątki pacjentów. Każdy z nich zostanie zaproszony ponownie po 3 latach na badania kontrolne. – Mamy już pierwsze doraźne efekty tego programu, bo uczestnicy otrzymują kompleksową specjalistyczną diagnostykę i propozycje optymalnego leczenia. Wiemy, że u części z nich ujawniono cukrzycę czy nadciśnienie, które wymagają leczenia, a ok. 20 osób w sytuacjach zagrażających zdrowiu zostało pilnie przekierowanych do szpitala– komentuje Marek Kustosz, prezes Fundacji To się leczy. – Już teraz możemy powiedzieć, że z takiego programu powinni móc korzystać wszyscy pacjenci w Polsce. 

– Badanie wielochorobowości miażdżycowej dotyczy rozpowszechnienia chorób sercowo-naczyniowych, będących najczęstszymi przyczynami zgonów. Wyniki tego projektu posłużą nam do skonstruowania modelu lepszej opieki nad pacjentami z chorobami serca, chorobami mózgu oraz chorobami naczyń obwodowych właśnie na tle miażdżycy – wyjaśnia specjalista medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Jacek Jóźwiak, prof. Uniwersytetu Opolskiego, badacz w projekcie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. 

Dyrektor ds. lecznictwa USK w Opolu dr n. med. Piotr Feusette zauważa, że w program zaangażowany jest wielu specjalistów z różnych dziedzin medycyny (kardiolodzy, chirurdzy naczyniowi, interniści, neurolodzy, radiolodzy, diagności laboratoryjni, pielęgniarki oraz wolontariusze zrekrutowani spośród studentów kierunku lekarskiego Uniwersytetu Opolskiego), ale także koordynatorzy badań klinicznych, statystycy, zajmujący się gromadzeniem i analizą danych. – Cały ten zespół pracuje z pacjentami oraz nad opracowaniem wyników tych badań, które są niezwykle ważne jeśli chodzi o prewencję i diagnostykę miażdżycy w Polsce – wskazuje dyrektor Feusette. – Jesteśmy dumni, że Opole akcentuje swoją obecność na polskiej mapie badań medycznych i oferuje mieszkańcom dostęp do nowoczesnej diagnostyki i leczenia. 

– To projekt ważny dla rozwoju dydaktyki opartej o jakościowe badania naukowe. Projekt interdyscyplinarny, więc jestem przekonany, że w najbliższych latach będzie podstawą do niejednego doktoratu i habilitacji. Istotne jest także oddziaływanie tego projektu na poprawę jakości życia społeczeństwa – ocenił prorektor Uniwersytetu Opolskiego ds. nauki dr hab. Daniel Pietrek, prof. UO.

 
źródło: USK w Opolu
Choroby układu sercowo naczyniowego pozostają główną przyczyną zgonów w Polsce i odpowiadają za około 140 tysięcy zgonów rocznie. Mimo to wiedza społeczeństwa na temat objawów, czynników ryzyka i profilaktyki pozostaje niewystarczająca. Wynika to z raportu przygotowanego przez Szkołę Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, który pokazuje że wielu Polaków nie potrafi rozpoznać kluczowych objawów zawału serca i nie zna podstawowych parametrów swojego zdrowia.
Choroby układu sercowo naczyniowego od lat pozostają najważniejszą przyczyną zgonów w Polsce. Co roku odpowiadają za około 140 tysięcy zgonów, jednak świadomość społeczna dotycząca ich objawów, czynników ryzyka i sposobów zapobiegania nadal jest niewystarczająca. Takie wnioski płyną z raportu „Postawy i wiedza Polaków na temat chorób układu sercowo naczyniowego” przygotowanego przez ekspertów Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Badanie przeprowadzono w styczniu 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1087 dorosłych mieszkańców Polski. Wyniki pokazują, że choć temat chorób serca jest powszechnie obecny w przestrzeni publicznej, poziom wiedzy Polaków wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Jak podkreśla dr n. med. Justyna Grudziąż Sękowska ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, ponad jedna trzecia dorosłych deklaruje niski poziom wiedzy na temat chorób sercowo naczyniowych. Jedynie co ósma osoba ocenia swoją wiedzę jako wysoką. To wyraźny sygnał, że potrzebne są systemowe działania edukacyjne.

Objawy znane tylko częściowo

Respondenci stosunkowo dobrze rozpoznają najbardziej klasyczne objawy problemów kardiologicznych, takie jak ból w klatce piersiowej czy kołatanie serca. Jednak inne sygnały alarmowe są znacznie rzadziej identyfikowane. Mniej niż połowa badanych wskazała na takie objawy jak ból promieniujący do ramion lub żuchwy czy omdlenia jako potencjalne symptomy zawału serca lub udaru mózgu. Brak świadomości tych objawów może opóźniać wezwanie pomocy medycznej w sytuacji zagrożenia życia. Eksperci zwracają uwagę, że w przypadku chorób sercowo naczyniowych czas reakcji ma fundamentalne znaczenie dla rokowania pacjenta.

Styl życia nadal niedoceniany

Badanie pokazało także, że choć Polacy stosunkowo dobrze rozpoznają klasyczne czynniki ryzyka, takie jak nadciśnienie tętnicze, otyłość czy palenie tytoniu, wiele innych zagrożeń pozostaje niedocenianych.

Zdaniem współautora raportu dr n. o zdr. Kuby Sękowskiego elementy stylu życia nadal bywają traktowane jako mniej istotne w profilaktyce chorób serca. Dotyczy to między innymi diety śródziemnomorskiej, odpowiedniej ilości snu czy technik redukcji stresu, które wciąż postrzegane są raczej jako dodatki niż jako integralna część profilaktyki kardiologicznej.

Polacy nie znają swoich parametrów zdrowotnych

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków raportu jest niski poziom wiedzy Polaków o własnym stanie zdrowia. Jedynie 43 procent respondentów deklaruje dokładną znajomość wartości swojego ciśnienia tętniczego, a mniej niż 30 procent zna poziom cholesterolu. Jak podkreślają autorzy raportu, bez znajomości tych podstawowych parametrów trudno mówić o skutecznej profilaktyce chorób układu krążenia.

Profilaktyka ma potencjał

Jednocześnie badanie pokazuje, że istnieje duży potencjał dla działań profilaktycznych. Aż trzy czwarte ankietowanych deklaruje gotowość do udziału w programach zapobiegania chorobom serca, a ponad połowa byłaby zainteresowana takimi programami prowadzonymi w formie online. Według ekspertów może to być ważna wskazówka dla twórców polityki zdrowotnej i instytucji publicznych. Nowoczesne programy edukacyjne wykorzystujące narzędzia cyfrowe mogą znacząco zwiększyć zasięg działań profilaktycznych.

Edukacja jako element polityki zdrowotnej

Zdaniem prof. Mateusza Jankowskiego ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP wyniki raportu wskazują na konieczność wzmacniania kompetencji zdrowotnych społeczeństwa.

Eksperci podkreślają również, że choroby sercowo naczyniowe nie dotyczą wyłącznie serca. Miażdżyca jest chorobą całego układu naczyniowego i może prowadzić do udaru mózgu, chorób naczyń obwodowych czy uszkodzenia nerek. Jak zwraca uwagę prof. Krzysztof J. Filipiak, wiele ważnych sygnałów ostrzegawczych wciąż bywa bagatelizowanych. Dotyczy to między innymi bezdechu sennego, niskiej aktywności fizycznej czy omdleń, które mogą wskazywać na poważne problemy kardiologiczne.

Wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia

Autorzy raportu podkreślają, że wyniki badania mogą być ważną wskazówką dla planowania nowych programów profilaktycznych oraz kampanii edukacyjnych. Szczególnie istotne jest dotarcie do młodszych dorosłych oraz do mężczyzn, którzy częściej deklarują niski poziom wiedzy o chorobach układu krążenia. W kontekście starzenia się społeczeństwa oraz rosnącej liczby pacjentów z chorobami przewlekłymi edukacja zdrowotna staje się jednym z kluczowych elementów polityki zdrowotnej.

Raport przygotowany przez Szkołę Zdrowia Publicznego CMKP pokazuje, że mimo ogromnej skali problemu chorób układu sercowo naczyniowego wiedza Polaków na ich temat wciąż jest niewystarczająca. Braki dotyczą zarówno rozpoznawania objawów stanów nagłych, jak i znajomości własnych parametrów zdrowotnych. Jednocześnie deklarowana przez społeczeństwo gotowość do udziału w programach profilaktycznych pokazuje, że odpowiednio zaprojektowane działania edukacyjne mogą odegrać kluczową rolę w poprawie zdrowia publicznego.

Źródło: CMKP

Przewlekłe stany zapalne związane z infekcjami jamy ustnej mogą odgrywać istotną rolę w rozwoju chorób sercowo-naczyniowych – wynika z badań fińskich naukowców opublikowanych na łamach „Journal of the American Heart Association”. Naukowcy wskazują, że w blaszkach miażdżycowych wykryto bakterie obecne m.in. w zębach i przyzębiu. Mogą one przez długi czas pozostawać „niewidoczne” dla układu odpornościowego, a w sprzyjających warunkach ulegać aktywacji i przyczyniać się do zawału serca.
Zespół badawczy z Finlandii analizował materiał pobrany z blaszek miażdżycowych u ok. 200 pacjentów – zarówno u osób poddanych zabiegom chirurgicznym, jak i u ofiar nagłej śmierci sercowej. W ponad 40 proc. próbek wykryto DNA bakterii typowych dla jamy ustnej, głównie paciorkowców powszechnie występujących w płytce nazębnej. Ich obecność była szczególnie częsta w zaawansowanych zmianach miażdżycowych oraz w blaszkach uznanych za niestabilne, które mogą pęknąć i doprowadzić do zawału.

– Bakterie tworzą biofilm. To chroni je przed oddziaływaniami środowiskowymi. Biofilm składa się z polisacharydów, białek i zewnątrzkomórkowego DNA i zawiera także fibryle amyloidowe. Stanowi to pewnego rodzaju tarczę, która chroni bakterie przed układem odpornościowym – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria prof. Pekka Karhunen z Uniwersytetu Tampere w Finlandii, współautor badania.

Badacze podkreślają, że bakterie są osadzone głęboko w strukturze blaszki miażdżycowej i otoczone biofilmem, który ogranicza ich wykrycie przez układ odpornościowy. W tej formie pozostają praktycznie niewidoczne dla układu odpornościowego i nie wywołują ostrych objawów zapalnych. Problem pojawia się w momencie ich aktywacji. Nie do końca jednak wiadomo, co ją może wywołać. Zdaniem naukowców w grę wchodzą różne czynniki fizjologiczne, nie tylko infekcje wirusowe, ale również reakcje ogólnoustrojowe towarzyszące chorobie lub silnemu stresowi.

 Wirus grypy typu A jest jednym z tych, które mogą aktywować biofilm bakteryjny. Wykazano, że zakażenie wirusem grypy typu A poprzedza na przykład pneumokokowe zapalenie płuc. Często także pacjenci z zawałem mięśnia sercowego cierpią na grypę typu A. Częstym zjawiskiem jest zachorowanie na grypę typu A na około tydzień przed zawałem – wskazuje prof. Pekka Karhunen.

Jak dodaje, także inne reakcje organizmu związane z infekcją mogą sprzyjać „przebudzeniu” bakterii.

 Aktywację biofilmu może wywoływać choćby gorączka w przebiegu infekcji wirusowej – w warunkach eksperymentalnych wykazano, że ciepło aktywuje uśpiony biofilm. Możliwe też, że czynnikiem wywołującym jest wydzielanie się noradrenaliny w sytuacji zagrożenia – dodaje naukowiec. – Nie znamy jednak dokładnej listy czynników odpowiedzialnych za aktywację. Konieczne są dalsze badania.

Wyzwaniem klinicznym jest ograniczona skuteczność antybiotyków wobec bakterii funkcjonujących w biofilmie. Leki te są projektowane głównie z myślą o bakteriach intensywnie rosnących, tymczasem w biofilmie drobnoustroje pozostają w stanie obniżonej aktywności metabolicznej.

– Bakterie są chronione, ponieważ nie rozrastają się w taki sposób, który mógłby być hamowany przez antybiotyki. Antybiotyki do pewnego stopnia mogą przeniknąć do biofilmu, ale wymaga to dość dużych stężeń – tłumaczy prof. Pekka Karhunen.

Autorzy badania zwracają uwagę, że obecnie nie ma metod obrazowania, które pozwalałyby w praktyce klinicznej wykrywać uśpione lub aktywujące się biofilmy bakteryjne w blaszkach miażdżycowych. To oznacza, że potencjalne ogniska zapalne mogą pozostawać niewykryte aż do momentu wystąpienia ostrego incydentu sercowo-naczyniowego.

– Przykładowo przeciwciała IgG są za duże, aby przeniknąć do biofilmu, do kanalików w jego strukturze. Jeśli jednak udałoby się opracować nanociała, zawierające znacznik radiologiczny, możliwe byłoby spenetrowanie biofilmu. Nikt jednak jeszcze nie opracował czegoś takiego – mówi naukowiec z Uniwersytetu Tampere.

Zdaniem naukowców wyniki te wzmacniają argumenty za tym, aby zdrowie jamy ustnej traktować jako istotny element profilaktyki chorób serca. Choroby sercowo-naczyniowe pozostają najczęstszą przyczyną zgonów w Europie, a zawał serca jest jednym z głównych powodów nagłych hospitalizacji.

 Chociaż wszyscy wiedzą, że zdrowie zębów ma znaczenie i choroby jamy ustnej są powiązane z ryzykiem zawału serca, na konferencjach międzynarodowych nie prezentuje się takich tematów – ocenia prof. Pekka Karhunen. – Przy takich zabiegach jak usunięcie zęba warto rozważyć profilaktykę antybiotykową. Sam wdałem się w dyskusję z fińskimi stomatologami na temat tego, czy podczas leczenia kanałowego należy stosować antybiotyki. Niezależnie od zdania na ten temat dbanie o zdrowie jamy ustnej jest bardzo ważnym elementem profilaktyki chorób serca.

Źródło: Newseria

Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku uruchomił nową, dotąd niedostępną w makroregionie metodę leczenia pacjentów z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. Do Kliniki Kardiologii, Lipidologii i Chorób Wewnętrznych z OINK zakupiono aparat do aferezy lipoprotein (a) oraz cholesterolu LDL. To rozwiązanie przeznaczone dla chorych, u których intensywne leczenie farmakologiczne nie pozwala osiągnąć bezpiecznych wartości lipidów.
Do tej pory pacjenci z północno-wschodniej Polski, kwalifikowani do tego typu terapii, musieli szukać pomocy m.in. w Gdańsku lub w Instytucie Kardiologii w Aninie. Uruchomienie procedury w Białymstoku znacząco skraca drogę do leczenia i poprawia dostępność terapii dla najbardziej obciążonych pacjentów.

Podczas konferencji prasowej 5 lutego prof. Anna Tomaszuk-Kazberuk, kierownik Kliniki Kardiologii, Lipidologii i Chorób Wewnętrznych z OINK, wyjaśniała mechanizm działania nowej metody.
„Jest to metoda mechanicznego usuwania cholesterolu i tak zwanej lipoproteiny (a), czyli cząsteczki podobnej do cholesterolu, która ma rdzeń tłuszczowy, ale zawiera dodatkowo białko działające promiażdżycowo i prozakrzepowo” – tłumaczyła.

Jak podkreślała, afereza znajduje zastosowanie przede wszystkim u pacjentów z hipercholesterolemią, u których stężenie cholesterolu LDL utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie mimo leczenia.
„Z leczenia będą mogli korzystać pacjenci, którzy mają najwyższe z możliwych ryzyko powikłań ze strony serca i dużych naczyń, czyli osoby po zawale lub udarze, chorzy z miażdżycą tętnic szyjnych lub kończyn dolnych oraz pacjenci zagrożeni wystąpieniem zawału, udaru, a nawet śmierci sercowej” – wskazywała prof. Tomaszuk-Kazberuk.

Szczególną grupę stanowią pacjenci z genetycznie uwarunkowaną hipercholesterolemią, u których standardowe leczenie farmakologiczne nie przynosi oczekiwanych efektów.
„Oni nie zapracowali na ten wysoki cholesterol, mają po prostu genetycznie uwarunkowany wysoki poziom cholesterolu LDL, czyli tzw. złego cholesterolu” – mówiła kierownik kliniki. – „I ten cholesterol powoduje u nich rozwój miażdżycy, która jest przyczyną wszelkiego zła w kardiologii, a więc zawału, udaru i innych powikłań”.

Jednym z pierwszych pacjentów, dla których afereza stanowi nową nadzieję terapeutyczną, jest 60-letni pan Grzegorz z Białegostoku. Przeszedł trzy zawały serca, pierwszy w wieku zaledwie 37 lat.
„Konsekwencją tych zawałów było różnorodne leczenie, od leczenia farmakologicznego poprzez angioplastykę, bajpasy, późniejsze problemy z sercem, bo takie są skutki tej choroby wieńcowej” – opowiadał podczas konferencji.

Jak podkreślał, mimo maksymalnych dawek statyn i leczenia w ramach programu lekowego, poziom cholesterolu nadal pozostawał wysoki.

„Ten cholesterol cały czas się u mnie odbudowywał. I żadne diety ani leki nie skutkowały tak, jak powinny skutkować” – mówił pacjent. – „Liczę, że będę żył lepiej, gdyż cholesterol, ten główny zabójca, główna przyczyna tej mojej choroby, będzie eliminowany z mojego organizmu”.

Afereza polega na podłączeniu pacjenta na około dwie godziny do aparatu przypominającego urządzenie do dializ. W trakcie zabiegu z krwi mechanicznie usuwany jest cholesterol LDL oraz lipoproteina (a). Jak podają lekarze, po jednym zabiegu stężenie tych parametrów obniża się średnio o około 60 proc., przy czym w piśmiennictwie opisywany jest zakres redukcji od 50 do 80 proc. Aby utrzymać efekt terapeutyczny, procedura musi być powtarzana co około dwa tygodnie.

Do tej pory pacjentom z ciężkimi zaburzeniami lipidowymi w Białymstoku oferowano dietę, modyfikację stylu życia, leczenie statynami oraz nowoczesne terapie w ramach programu lekowego NFZ B.101 „Leczenie pacjentów z zaburzeniami lipidowymi”. Afereza stanowi kolejny etap terapii dla chorych, u których dostępne metody nie pozwalają osiągnąć docelowych wartości cholesterolu.

Zespół realizujący zabiegi aferezy w USK w Białymstoku tworzą, obok prof. Anny Tomaszuk-Kazberuk, dr Paweł Muszyński, dr Dorota Pura, dr Caroline Sasinowski oraz dr Kinga Dudzińska. Uruchomienie tej procedury poszerza możliwości leczenia pacjentów z najwyższym ryzykiem sercowo-naczyniowym i wpisuje się w rozwój wysokospecjalistycznej opieki kardiologicznej w regionie.

Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku
Foto: Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku

W Rzeszowskim Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej American Heart of Poland wykonano pierwszy zabieg aterektomii rotacyjnej – nowoczesnej metody usuwania złogów miażdżycowych z naczyń krwionośnych. To kolejny krok w kierunku minimalnie inwazyjnego, precyzyjnego leczenia pacjentów z zaawansowaną miażdżycą kończyn dolnych, które pozwala uniknąć bardziej rozległych interwencji chirurgicznych i znacząco poprawia jakość życia chorych.
Podczas pionierskiego zabiegu lekarze usunęli zwapniałe i miękkie blaszki miażdżycowe niemal całkowicie zamykające światło tętnicy podkolanowej, co wcześniej powodowało silny ból i ograniczenie ruchomości. – Zastosowanie aterektomii rotacyjnej pozwoliło przywrócić prawidłowy przepływ krwi, a dolegliwości pacjentki ustąpiły – mówi lek. Grzegorz Bednarczyk, chirurg naczyniowy American Heart of Poland.

Aterektomia polega na wprowadzeniu do tętnicy cienkiego cewnika zakończonego mikroskopijnym frezem, który mechanicznie rozdrabnia złogi miażdżycowe. Usunięcie zwapniałych fragmentów przywraca drożność naczynia i poprawia ukrwienie kończyny. Cała procedura wykonywana jest w sposób mało inwazyjny, bez potrzeby klasycznej operacji i z minimalnym ryzykiem powikłań.

Wcześniej miałam poważne trudności z chodzeniem, a po zabiegu funkcja nogi uległa znaczącej poprawie – relacjonuje pacjentka, która jako pierwsza w regionie przeszła ten innowacyjny zabieg.

Aterektomia rotacyjna jest stosunkowo rzadką metodą, wymagającą wysokospecjalistycznego sprzętu oraz doświadczenia zespołu medycznego. Wprowadzenie jej w Rzeszowie to ważny krok dla pacjentów z Podkarpacia – umożliwia dostęp do terapii wcześniej dostępnych głównie w ośrodkach referencyjnych w Warszawie czy Krakowie. Zabiegi wykonywane są w ramach finansowania z Narodowego Funduszu Zdrowia, co oznacza, że pacjenci nie ponoszą dodatkowych kosztów.

To ogromny postęp dla naszego regionu. Dzięki nowoczesnym technologiom możemy leczyć skuteczniej i bezpieczniej, dając pacjentom szansę na szybki powrót do sprawności – podsumowuje lek. Bednarczyk. 

Aterektomia rotacyjna to innowacyjna metoda leczenia miażdżycy, która umożliwia precyzyjne oczyszczanie naczyń krwionośnych bez potrzeby otwartej operacji. Wprowadzenie tej techniki w Rzeszowskim Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej to istotny krok w kierunku nowoczesnej, mało inwazyjnej terapii chorób naczyń obwodowych i poprawy jakości życia pacjentów.

Źródło: Komunikat Prasowy


 
Już 150 mieszkańców województwa opolskiego skorzystało z badań diagnostycznych i konsultacji lekarskich w ramach programu „WygrajMY z miażdżycą”, prowadzonego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. Jego celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych.
– Rekrutację rozpoczęliśmy w kwietniu br. Wysyłamy listownie zaproszenia do osób, które mają wskazania do udziału w takich badaniach, tj. u których zdiagnozowano chorobę wywołaną miażdżycą, np. chorobę niedokrwienną serca lub kończyn dolnych, zawał serca, udar mózgu. Dotychczas wysłaliśmy 770 zaproszeń, na które odpowiedziało już blisko 200 osób, a 150 jest już po co najmniej pierwszej kompleksowej wizycie w naszym ośrodku. 20 osób już zakończyło udział w badaniach, otrzymało wyniki i wskazania lekarskie do dalszego stosowania.

Wszystkich pacjentów skontrolujemy ponownie po 3 latach – informuje kardiolog prof. Marek Gierlotka, główny badacz, który koordynuje pracami zespołu.

– Zainteresowanie udziałem w programem jest wysokie, ale wynik może być jeszcze lepszy, jeśli zgłoszą się do nas osoby, które już otrzymały zaproszenie, a z jakiś powodów zwlekały z zarejestrowaniem się. Zachęcamy do tego. Zaproszenia nie ulegają przeterminowaniu. Kolejne będziemy wysyłać sukcesywnie – kontynuuje prof. Gierlotka.

– Osoby włączone do programu, w zależności od wyników pierwszej konsultacji lekarskiej, są kierowane – po przeprowadzeniu obszernego wywiadu lekarskiego – na różnego rodzaju badania, wśród nich: bardzo szczegółowe badania laboratoryjne dotyczące miażdżycy i chorób kardiometabolicznych, analizę składu ciała, badanie dna oka, rezonans magnetyczny głowy oraz serca, USG Doppler tętnic szyjnych i kończyn czy tomografię komputerową serca  – wylicza dr hab. Jacek Jóźwiak, specjalista medycyny rodzinnej, prof. Uniwersytetu Opolskiego, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. – Analiza tych wyników pozwala ocenić, czy miażdżyca nie pojawiła się w innych naczyniach krwionośnych, co w przyszłości mogłoby skutkować groźnymi powikłaniami dla zdrowia i życia.

Dyrektor ds. lecznictwa USK w Opolu dr n. med. Piotr Feusette podkreśla, że w program zaangażowany jest szereg specjalistów z różnych dziedzin medycyny: kardiolodzy, chirurdzy naczyniowi, interniści, neurolodzy, radiolodzy, diagności laboratoryjni, pielęgniarki, koordynatorzy, ale także wolontariusze zrekrutowani spośród studentów kierunku lekarskiego. – Celem całego tego zespołu jest przeprowadzenie badań, postawienie diagnoz i wydanie rekomendacji. Z tej profilaktyki skorzysta w ciągu 2 lat łącznie 1500 osób. Ale z punktu widzenia naukowego równie ważne, jeśli nie ważniejsze, jest opracowanie wyników tych badań i na tej podstawie – zaleceń i rekomendacji dotyczących prewencji i diagnostyki miażdżycy w Polsce -komentuje dyrektor Feusette.

Program badań „WygrajMY z Miażdżycą” jest elementem 5-letniego projektu naukowego, na który Agencja Badań Medycznych przyznała dofinasowanie z budżetu państwa w wysokości 18 mln zł. Liderem projektu jest Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu, a konsorcjantami: Uniwersytet Opolski, Polskie Towarzystwo Lipidologiczne i ogólnopolska Fundacja „To się leczy”.

– Jesteśmy dumni, że możemy w Opolu prowadzić badania medyczne, których wyniki przełożą się na ogólnopolskie rekomendacje. To pole do rozwoju naukowego naszej kadry medycznej oraz studentów kierunku lekarskiego. Cieszę się także, że dzięki temu możemy oferować mieszkańcom województwa dostęp do szeroko zakrojonej profilaktyki i najnowocześniejszej diagnostyki – komentuje Dariusz Madera, dyrektor generalny USK w Opolu.

Źródło:Komunikat Prasowy

Badacze z Uniwersytetu Teksasu w Arlington (UTA) odkryli kluczowy enzym — IDO1 (indolamin-2,3-dioxygenaza 1), którego blokada przywraca prawidłowe przetwarzanie cholesterolu przez makrofagi (komórki układu odpornościowego). To przełomowe odkrycie może zrewolucjonizować leczenie chorób przewlekłych, takich jak miażdżyca, cukrzyca, nowotwory czy demencja.

Choroby przewlekłe, takie jak miażdżyca i cukrzyca typu 2, stanowią dziś jedno z największych wyzwań zdrowotnych na świecie – odpowiadają za miliony zgonów rocznie i generują ogromne koszty dla systemów ochrony zdrowia. Ich wspólnym mianownikiem jest przewlekły stan zapalny oraz zaburzenia metabolizmu lipidów i glukozy. Dotychczasowe terapie skupiają się głównie na łagodzeniu objawów i kontrolowaniu czynników ryzyka, jednak naukowcy od lat poszukują metod, które mogłyby działać u podstaw tych schorzeń.

Przełom w tym obszarze ogłosili właśnie badacze z University of Texas at Arlington, którzy zidentyfikowali enzym o nazwie IDO1 (indolamin-2,3-dioksygenaza 1) jako kluczowy element zaburzający gospodarkę cholesterolową w komórkach układu odpornościowego. Co najważniejsze – jego zablokowanie pozwala przywrócić naturalne mechanizmy kontroli cholesterolu, otwierając drogę do potencjalnego leczenia nie tylko miażdżycy i cukrzycy, ale także chorób nowotworowych, neurodegeneracyjnych i innych związanych z przewlekłym zapaleniem.

Odkrycie to może w niedalekiej przyszłości doprowadzić do opracowania innowacyjnych terapii działających u źródła problemu – na poziomie komórkowym i molekularnym.

Dlaczego to może powstrzymać miażdżycę i cukrzycę?

  1. Miażdżyca – złogi cholesterolowe w naczyniach powstają m.in. przez „zanieczyszczone” makrofagi. Przywrócona zdolność ich usuwania redukuje tworzenie blaszek miażdżycowych .

  2. Cukrzyca – przewlekłe zapalenie i zaburzenia lipidowe są wspólną osią wielu chorób metabolicznych. Regulacja metabolizmu makrofagów poprawia ogólny profil zapalny i lipidowy.

Stan zapalny i zakłócenia metabolizmu komórkowego odgrywają rolę także w:

Perspektywy i wyzwania

Odkrycie enzymu IDO1 i dowód, że jego blokada poprawia przetwarzanie cholesterolu w makrofagach, to przełom w walce z miażdżycą, cukrzycą i potencjalnie innymi chorobami związanymi z przewlekłym zapaleniem. Po raz pierwszy otwiera się możliwość leczenia chorób przewlekłych „u źródła” – na poziomie komórkowym i metabolicznym.

Źródło: News-Medical.net

Nadciśnienie tętnicze nazywane jest „cichym zabójcą” – przez długie lata może bowiem nie dawać objawów, a nieleczone prowadzi do poważnych powikłań. W Polsce z tą chorobą zmaga się nawet 10 milionów osób. – Spora część z nich nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia – mówi dr n. med. Tomasz Deptuch, kardiolog American Heart of Poland, przypominając o istotnej roli profilaktyki.
W Polsce problem nadciśnienia tętniczego dotyczy niemal co trzeciego dorosłego. Choroba ta jest jedną z głównych przyczyn zgonów z powodu chorób układu krążenia. Co gorsza, wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że już choruje.

– Wciąż spora część pacjentów pozostaje niezdiagnozowana, bo nie wykonuje regularnych pomiarów lub lekceważy pierwsze niecharakterystyczne objawy. A dane te są bardzo niepokojące, ponieważ nieleczone nadciśnienie może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia i życia – podkreśla dr n. med. Tomasz Deptuch, kardiolog American Heart of Poland.

Groźne powikłania

Nieuregulowane nadciśnienie tętnicze przez lata może nie dawać żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Czasem pojawia się ból głowy, uczucie kołatania serca, łatwe męczenie się, ale są to objawy na tyle niecharakterystyczne, że łatwo je zbagatelizować. Niestety, im dłużej choroba pozostaje nieleczona, tym większe spustoszenie sieje w organizmie.

– Nieleczone nadciśnienie prowadzi do rozwoju miażdżycy, niewydolności serca, migotania przedsionków, uszkodzenia nerek, a także zwiększa ryzyko udaru mózgu nawet 3-6 razy – wylicza ekspert American Heart of Poland.

Skąd bierze się nadciśnienie?

Przyczyny nadciśnienia są złożone, ale w dużej mierze zależą od stylu życia. Palenie papierosów, nadmierne spożywanie alkoholu, dieta bogata w tłuszcze nasycone, nadmiar soli, brak aktywności fizycznej, otyłość i przewlekły stres to najważniejsze czynniki ryzyka. Nie bez znaczenia są również predyspozycje genetyczne i zmiany hormonalne.

– W codziennej praktyce kardiologicznej widzimy, że zmiana nawyków ma ogromny wpływ na wartości ciśnienia. Pacjenci, którzy zaczynają się więcej ruszać, ograniczają sól i zrzucają zbędne kilogramy, często zauważają poprawę już po kilku tygodniach – mówi dr n. med. Tomasz Deptuch. Warto podkreślić, że modyfikacja stylu życia przynosi ogromne korzyści nie tylko w profilaktyce, ale także na każdym etapie rozwoju choroby nadciśnieniowej. Nigdy nie jest na nią za późno, nawet u osób z wieloletnim nadciśnieniem pozwala obniżyć wartości ciśnienia tętniczego, zmniejszyć dawki leków niezbędne do kontroli choroby a co najważniejsze – zredukować ryzyko zawału czy udaru.

Jak się chronić?

Lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego regularny pomiar ciśnienia tętniczego powinien być nawykiem nie tylko osób starszych, ale również młodych, szczególnie w rodzinach z obciążeniem genetycznym. Kardiolog American Heart of Poland przypomina też o podstawowych zasadach profilaktyki. Niezwykle istotna jest zdrowa, zbilansowana dieta, bogata w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, zdrowe tłuszcze roślinne i ryby. Równie ważne jest ograniczenie spożycia soli oraz tłuszczów nasyconych, które przyczyniają się do podwyższenia ciśnienia tętniczego i rozwoju miażdżycy. Nie można też zapominać o codziennej aktywności fizycznej – już 30 minut umiarkowanego ruchu dziennie, jak szybki spacer czy jazda na rowerze, potrafi znacząco obniżyć ryzyko chorób serca. Konieczna jest także rezygnacja z używek, takich jak papierosy czy alkohol. – Gdy ciśnienie przekracza prawidłowe wartości, konieczna jest konsultacja lekarska i – w razie potrzeby – wdrożenie odpowiedniego leczenia – zaznacza dr n. med. Tomasz Deptuch.

Świadomość ratuje życie

Światowy Dzień Nadciśnienia Tętniczego to doskonała okazja do tego, aby przypomnieć sobie o konieczności dbania o zdrowie układu krążenia. Nadciśnienie tętnicze można skutecznie kontrolować. –  Dzięki wczesnej diagnozie i konsekwentnemu leczeniu wielu powikłań można uniknąć, a jakość życia pacjenta znacząco się poprawia – podsumowuje kardiolog.

Źródło: Ahop.pl

Choroby serca i układu krążenia od lat pozostają jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych naszych czasów. Mimo postępu medycyny, wciąż zbyt wiele osób lekceważy pierwsze symptomy, które mogą świadczyć o rozwijającym się schorzeniu. Styl życia, stres, brak aktywności fizycznej oraz niezdrowa dieta to czynniki, które znacząco zwiększają ryzyko wystąpienia problemów z sercem. W ramach trwającego właśnie Tygodnia dla Serca warto przypomnieć, jak groźne mogą być choroby układu krążenia. Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), choroby sercowo-naczyniowe – w tym przede wszystkim choroba wieńcowa – są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji w krajach rozwiniętych. Co więcej, pozostają główną przyczyną zgonów na całym świecie. Jak rozpoznać pierwsze objawy choroby wieńcowej i na czym polega leczenie, mówi dr n. med. Wojciech Trendel, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
– Chorobę wieńcową możemy podzielić na dwie główne grupy tj. ostre zespoły wieńcowe (OZW) do których zaliczamy zawały serca i niestabilną dławicę piersiową oraz przewlekłe zespoły wieńcowe (PZW) wcześniej znane w piśmiennictwie jako stabilna choroba wieńcowa – mówi dr n. med. Wojciech Trendel. OZW to grupa chorób wymagającą pilnej lub natychmiastowej interwencji kardiologicznej, natomiast pacjenci z PZW pozostają pod opieką kardiologa lub lekarza rodzinnego. – Rozpoznanie i leczenie PZW są kluczowe dla poprawy jakości życia pacjentów oraz zmniejszenia ryzyka powikłań, w tym konwersji choroby do OZW, a w najgorszym (choć dalej często występującym) przypadku do śmierci sercowo-naczyniowej – dodaje kardiolog American Heart of Poland.

Dławica piersiowa typowym objawem
Typowym objawem choroby wieńcowej jest dławica piersiowa, wynikająca ze zmniejszonego, niewystarczającego w stosunku do zapotrzebowania na tlen, przepływu krwi przez tętnice wieńcowe (tętnice unaczyniające serce), zwykle spowodowanego ich zwężeniem. Jest to najczęstszy objaw kliniczny przewlekłych zespołów wieńcowych, charakteryzujący się bólem w klatce piersiowej (gniotącym, uciskającym, piekącym), który występuje podczas np. wysiłku fizycznego (stan zwiększonego zapotrzebowania) i ustępuje po odpoczynku lub przyjęciu leków rozszerzających tętnice wieńcowe. Ból jest najczęściej zlokalizowany w okolicy mostka i może promieniować do ramion, szyi, pleców czy żuchwy.

– W zależności od nasilenia objawów, dławica piersiowa może występować w różnym stopniu – od sporadycznych epizodów, po częste i długotrwałe bóle, które mogą ograniczać zdolność pacjenta do wykonywania codziennych czynności. Stopień nasilenia tych dolegliwości, zarówno w Polsce jak i globalnie, oceniany jest w skali Kanadyjskiego Towarzystwa Kardiologicznego (CCS). W niektórych przypadkach pacjenci mogą również skarżyć się na duszność, uczucie zmęczenia, zawroty głowy, omdlenia, a nawet bóle brzucha, szczególnie występujące po obfitym posiłku – wymienia dr n. med. Wojciech Trendel, American Heart of Poland. Do typowych czynników wywołujących zaostrzenie objawów choroby wieńcowej należą także stres powodujący wzrost ciśnienia krwi i przyspieszenie akcji serca, a przez to zwiększone zapotrzebowanie mięśnia sercowego na tlen oraz nagłe ochłodzenie (zmiana warunków pogodowych) czy palenie papierosów powodujące skurcz i zmniejszenie przepływu przez tętnice wieńcowe.

Wywiad, badania laboratoryjne i obrazowe
Jak podkreśla ekspert American Heart of Poland, rozpoznanie przewlekłych zespołów wieńcowych wymaga odpowiednich badań diagnostycznych. Podstawą wstępnej diagnozy jest wywiad kliniczny, w którym zwraca się uwagę na występowanie klasycznych objawów dławicy piersiowej, historię chorób serca, obecność czynników ryzyka – takich jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, palenie papierosów czy podwyższony poziom cholesterolu – oraz rodzinne predyspozycje do chorób sercowo-naczyniowych, zwłaszcza jeśli występowały one przedwcześnie (przed 55. rokiem życia u mężczyzn i przed 65. rokiem życia u kobiet).

Istotną rolę odgrywają również badania laboratoryjne, w tym morfologia krwi, lipidogram, oznaczenie poziomu glukozy oraz testy oceniające funkcję nerek – ich wyniki pomagają w ocenie ryzyka sercowo-naczyniowego oraz w identyfikacji chorób współistniejących. W diagnostyce wykorzystuje się także badania elektrokardiograficzne, takie jak spoczynkowe EKG, echokardiografia i EKG wysiłkowe, które pozwalają na wykrycie ewentualnych oznak niedokrwienia mięśnia sercowego.

Uzupełnieniem diagnostyki są badania obrazowe – od tomografii komputerowej, przez rezonans magnetyczny i różne testy obciążeniowe (m.in. echokardiografia z dobutaminą, echokardiografia wysiłkowa, scyntygrafia perfuzyjna), aż po inwazyjną koronarografię, która zarezerwowana jest przede wszystkim dla pacjentów z wysokim prawdopodobieństwem choroby wieńcowej.

Leczenie choroby wieńcowej
Leczenie przewlekłych zespołów wieńcowych jest złożone i obejmuje zarówno terapię farmakologiczną, jak i interwencje inwazyjne. – Zalecane jest podejście indywidualne, dostosowane do potrzeb każdego pacjenta, uwzględniając stopień zaawansowania choroby, objawy kliniczne oraz obecność chorób współistniejących – podkreśla kardiolog American Heart of Poland.
Celem terapii farmakologicznej jest łagodzenie objawów, zmniejszenie ryzyka powikłań oraz poprawa jakości życia. W leczeniu stosuje się m.in. leki przeciwpłytkowe (kwas acetylosalicylowy, inhibitory P2Y12), beta-blokery i nitraty łagodzące objawy dławicy oraz statyny obniżające poziom cholesterolu i ograniczające postęp choroby. Gdy leczenie farmakologiczne nie przynosi efektów, konieczne może być zastosowanie metod inwazyjnych, takich jak angioplastyka wieńcowa ze stentem lub operacja by-passów, szczególnie przy wielonaczyniowej chorobie lub zajęciu pnia lewej tętnicy wieńcowej.

Jakie mogą być powikłania?
Powikłania przewlekłych zespołów wieńcowych to przede wszystkim zawał serca, niewydolność serca oraz nagła śmierć sercowa. Zawał może być skutkiem postępu choroby wieńcowej i zablokowania przepływu krwi w tętnicach wieńcowych. Długotrwałe niedokrwienie prowadzi do uszkodzenia mięśnia sercowego, osłabienia jego funkcji i w efekcie – do niewydolności serca, objawiającej się dusznością, obrzękami nóg i spadkiem wydolności fizycznej. Nagła śmierć sercowa to zwykle efekt ciężkich zaburzeń rytmu, takich jak migotanie komór, które często pojawiają się na tle blizn po przebytym zawale.

Przewlekłe zespoły wieńcowe stanowią poważne wyzwanie dla współczesnej medycyny. Dzięki szerokiemu wachlarzowi dostępnych metod diagnostycznych oraz terapii, możliwe jest znaczne poprawienie jakości życia pacjentów oraz zmniejszenie ryzyka powikłań. Kluczowe pozostaje wczesne rozpoznanie choroby, indywidualne podejście do leczenia, a przede wszystkim świadomy udział pacjenta w całym procesie terapeutycznym.

źródło: AHP
Miażdżyca to poważna choroba, która dotyka miliony Polaków. Często rozwija się latami, nie daje wyraźnych objawów, ale prowadzi do bardzo groźnych powikłań: od amputacji kończyn, poprzez zawał serca, udar mózgu, a nawet nagły zgon – informuje prof. Marek Gierlotka, kierownik Oddziału i Kliniki Kardiologii USK w Opolu i UO, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Szczególnie groźna jest miażdżyca wielołożyskowa – czyli taka, która rozwija się równolegle w kilku obszarach ciała, często nierozpoznana na czas. I właśnie jej wczesnym diagnozowaniem będziemy się zajmować w naszym projekcie.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu wraz z konsorcjantami (Uniwersytet Opolski, Polskie Towarzystwo Lipidologiczne, ogólnopolska Fundacja „To się Leczy”) rozpoczynają projekt badawczy, którego wyniki pozwolą na opracowanie rekomendacji dla lekarzy różnych specjalizacji w celu zapobiegania chorobom sercowo-naczyniowym u Polaków i zgonom z ich powodu.

Rekomendacje powstaną w oparciu o badania diagnostyczne i konsultacje lekarskie, realizowane pod hasłem “WygrajMY z miażdzycą”, na które zaproszone zostanie 1500 osób z miażdżycą zdiagnozowaną w jednym z trzech obszarów naczyniowych (serce, mózg, kończyny dolne). Uczestnicy badań otrzymają indywidualne zalecenia dotyczące dalszego leczenia i profilaktyki.

1500 osób skorzysta z badań diagnostycznych i konsultacji lekarskich pn. „WygrajMY z miażdżycą”, których celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych. Badania te są elementem projektu naukowego, finansowanego z budżetu państwa przez Agencję Badań Medycznych. Celem tego projektu jest opracowanie zaleceń i rekomendacji dotyczących prewencji i diagnostyki miażdżycy w Polsce. Liderem projektu jest Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu, a konsorcjantami: Uniwersytet Opolski, Polskie Towarzystwo Lipidologiczne i ogólnopolska Fundacja „To się leczy”.

Miażdżyca to poważna choroba, która dotyka miliony Polaków. Często rozwija się latami, nie daje wyraźnych objawów, ale prowadzi do bardzo groźnych powikłań: od amputacji kończyn, poprzez zawał serca, udar mózgu, a nawet nagły zgon – informuje prof. Marek Gierlotka, kierownik Oddziału i Kliniki Kardiologii USK w Opolu i UO, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Szczególnie groźna jest miażdżyca wielołożyskowa – czyli taka, która rozwija się równolegle w kilku obszarach ciała, często nierozpoznana na czas. I właśnie jej wczesnym diagnozowaniem będziemy się zajmować w naszym projekcie.

Uczestnicy projektu skorzystają z szeregu bezpłatnych badań oraz konsultacji z lekarzami specjalistami, po których otrzymają indywidualne zalecenia profilaktyczne i zdrowotne do wdrożenia.

Badania, do których zaprosimy 1500 osób, będziemy prowadzić przez dwa lata w ramach 5-letniego projektu naukowego, który ma dać odpowiedź, jak lepiej zadbać o zdrowie Polaków i przygotować rekomendacje dla lekarzy różnych specjalizacji. Nasz projekt został wysoko oceniony na poziomie krajowym – zajął drugie miejsce w konkursie Agencji Badań Medycznych, co jest dla nas powodem do dumy – mówi kardiolog dr hab. Tomasz Osadnik, główny badacz projektu.

Gratuluję i dziękuję zespołowi zaangażowanemu w przygotowanie i wdrożenie naszego projektu. To szerokie grono specjalistów, realizujące kolejne wspólne przedsięwzięcie na rzecz pacjentów. Prowadząc w Opolu badania medyczne i naukowe, możemy proponować mieszkańcom województwa dostęp do najnowszej terapii i diagnostyki – podkreśla Dariusz Madera, dyrektor generalny USK w Opolu.

Cieszymy się, że młody opolski Wydział Lekarski i Instytut Nauk Medycznych będzie prowadził to badanie. Nie mamy wątpliwości, że dzięki temu powstaną ważne publikacje i zapewniony będzie rozwój wielu naszych naukowców – komentuje dr hab. Jacek Jóźwiak, prof. UO, dziekan Wydziału Lekarskiego.

Bazując na wynikach naszego projektu naukowego, chcemy przenieść siłę ciężkości z medycyny konwencjonalnej, w której zajmujemy się leczeniem pacjenta, na prewencyjną, w której inwestujemy w swoje zdrowie jak najwcześniej, by zapobiec chorobie. Obecnie pracujemy nad najnowszymi rekomendacjami, w których, wykorzystując wszystkie osiągnięcia diagnostyki i leczenia, będziemy wskazywać, jak prowadzić pacjentów, żeby nie doprowadzić do tego, żeby choroba powstała – wyjaśnia kardiolog prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

 – Nasza fundacja z dumą wspiera projekt „WygrajMY z miażdżycą”, który odpowiada na pilną potrzebę skutecznej profilaktyki i diagnostyki pacjentów z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. Mamy nadzieję, że rezultaty naszego badania przyczynią się do wypracowania nowych standardów opieki oraz wdrożenia trwałych rozwiązań w zakresie profilaktyki i ograniczania wielochorobowości – komentuje Marek Kustosz, prezes Fundacji „To się leczy”.

W przygotowanie i realizację projektu zaangażowani są specjaliści z różnych dziedzin medycyny (kardiologii, chirurgii naczyniowej, neurologii, medycyny rodzinnej, chorób wewnętrznych, radiologii, diagnostyki laboratoryjnej), ale także biolodzy, informatycy, statystycy, koordynatorzy badań klinicznych.

Główne cele projektu: