Medicalpress
Wysokie temperatury mogą wpływać na działanie niektórych leków i zwiększać ryzyko odwodnienia, spadków ciśnienia czy bolesnych reakcji skórnych po ekspozycji na słońce. Eksperci przypominają jednak, że upały nie są powodem do samodzielnego przerywania terapii. Wyjaśniają, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do kontaktu z lekarzem oraz jak bezpiecznie przejść przez okres wysokich temperatur.
Wysoka temperatura, intensywne słońce i przyjmowane leki – jeśli nie zachowamy ostrożności, takie połączenie może stanowić zagrożenie dla zdrowia. Niektóre leki zwiększają ryzyko odwodnienia, utrudniają organizmowi oddawanie ciepła lub sprawiają, że nawet krótka ekspozycja na promieniowanie UV kończy się bolesnym oparzeniem skóry. Nie oznacza to jednak, że można je samodzielnie odstawić. Warto wiedzieć, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do szybkiej reakcji oraz jak bezpiecznie przejść przez okres upałów, nie przerywając skutecznego leczenia.

Lato to czas, kiedy do gabinetów lekarzy rodzinnych częściej trafiają pacjenci z osłabieniem, zawrotami głowy, omdleniami czy bolesnymi zmianami skórnymi po przebywaniu na słońcu. Choć wiele osób wiąże takie dolegliwości wyłącznie z upałem, w rzeczywistości często są one efektem połączenia wysokiej temperatury z przyjmowanymi lekami.

Niektóre preparaty zwiększają utratę wody z organizmu, inne ograniczają jego zdolność do schładzania się, a jeszcze inne powodują, że skóra staje się wyjątkowo wrażliwa na promieniowanie UV. To dlatego ta sama temperatura dla jednej osoby będzie jedynie nieprzyjemna, a u innej może doprowadzić do poważnych powikłań.

Upały nie są powodem, żeby przerywać zalecone leczenie. Mogą być natomiast sygnałem, że warto uważniej obserwować swój organizm i w razie niepokojących objawów skontaktować się
z lekarzem. To najbezpieczniejsze rozwiązanie – podkreśla Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Nie tylko odwodnienie. Niektóre leki mogą nasilać skutki upałów

Podczas upałów organizm broni się przed przegrzaniem, zwiększając wydzielanie potu. Wraz z nim tracimy wodę i elektrolity. U większości zdrowych osób wystarczy regularne nawadnianie, aby utrzymać prawidłową gospodarkę wodno-elektrolitową. Niektóre grupy leków mogą jednak wpływać na sposób, w jaki organizm radzi sobie z wysoką temperaturą. Mogą nasilać utratę płynów, ograniczać wydzielanie potu lub zaburzać naturalne mechanizmy termoregulacji.

Szczególną ostrożność podczas upałów powinny zachować osoby przyjmujące:

Nie oznacza to, że są to leki niebezpieczne. Wręcz przeciwnie – są one niezbędnym elementem leczenia wielu chorób przewlekłych. Wysokie temperatury mogą jednak sprawić, że organizm będzie reagował inaczej niż na co dzień.

Najbardziej narażeni są seniorzy. Wraz z wiekiem słabnie odczuwanie pragnienia, dlatego wiele osób starszych nie uzupełnia płynów w ilości, jakiej potrzebuje organizm. To właśnie oni najczęściej trafiają do lekarzy z zawrotami głowy, spadkami ciśnienia czy pogorszeniem pracy nerek będącym następstwem odwodnienia.

Lekarz rodzinny radzi: Nie czekaj, aż pojawi się uczucie pragnienia. W czasie upałów pij regularnie niewielkie ilości wody. Jeśli wystąpią silne osłabienie, zawroty głowy, omdlenie, bardzo ciemny mocz lub wyraźnie zmniejszy się jego ilość, nie bagatelizuj tych objawów i skontaktuj się z lekarzem.

Boli kolano po pracy w ogrodzie? Uważaj na żel przeciwbólowy

Nie każdy wie, że reakcję na słońce mogą wywoływać nie tylko tabletki. Problemem bywają również preparaty stosowane miejscowo, po które sięgamy niemal odruchowo. Weekend na działce, praca w ogrodzie czy dłuższy spacer często kończą się bólem kolana, barku albo łokcia. Wiele osób sięga wtedy po żel przeciwbólowy i… wraca na słońce. Tymczasem właśnie niektóre z takich preparatów mogą być przyczyną bardzo silnych reakcji skórnych.

Jednym z najlepiej poznanych przykładów są żele zawierające ketoprofen. Po ich zastosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wrażliwa na promieniowanie UV. Nawet krótka ekspozycja na słońce może wywołać silne zaczerwienienie, obrzęk, pęcherze, a nawet rozległe zmiany przypominające oparzenie. Podobne reakcje mogą wystąpić także podczas stosowania niektórych antybiotyków, zwłaszcza
z grupy tetracyklin (np. doksycykliny), leków stosowanych w zaburzeniach rytmu serca, takich jak amiodaron, czy części leków zawierających hydrochlorotiazyd.

Warto pamiętać, że reakcje fototoksyczne nie zawsze pojawiają się od razu. Czasem rozwijają się dopiero kilka lub kilkanaście godzin po zakończeniu ekspozycji na słońce.

Lekarz rodzinny radzi: Jeżeli po przebywaniu na słońcu pojawi się intensywne zaczerwienienie skóry, pieczenie, pęcherze lub ból nieproporcjonalny do czasu spędzonego na słońcu, należy przerwać ekspozycję na promieniowanie UV i skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Przed wakacyjnym wyjazdem warto również sprawdzić w ulotce leku, czy może on zwiększać wrażliwość na światło.

Największym błędem jest samodzielne odstawianie leków

Internet pełen jest porad sugerujących, że podczas upałów należy ograniczyć lub całkowicie odstawić niektóre leki. Eksperci przestrzegają przed takim postępowaniem.

Leczenie nadciśnienia tętniczego, niewydolności serca, cukrzycy czy innych chorób przewlekłych powinno być prowadzone zgodnie z zaleceniami lekarza.

Samodzielne odstawianie czy zmiana dawkowania leków to bardzo zły pomysł. Jeżeli podczas upałów pojawiają się nietypowe objawy: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie albo bolesne zmiany skórne po słońcu, nie powinno się ich bagatelizować. To sygnał, by skonsultować się z lekarzem – podkreśla Wojciech Pacholicki.

Jak bezpiecznie przejść przez okres upałów?

Wysokie temperatury nie są przeciwwskazaniem do stosowania leków, ale powinny skłonić do większej uważności. Warto regularnie się nawadniać, unikać przebywania na słońcu między godziną 11.00 a 16.00, nosić przewiewną odzież i nakrycie głowy oraz stosować kremy z filtrem.

Osoby przyjmujące leki powinny dodatkowo obserwować swój organizm. Szczególną uwagę warto zwrócić na nietypowe objawy takie jak: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie, zaburzenia koncentracji, zmniejszenie ilości oddawanego moczu, bardzo ciemny mocz czy bolesne zmiany skórne po kontakcie ze słońcem. To symptomy, których nie należy bagatelizować.

Lekarz rodzinny radzi: Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowanego leczenia, najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa z lekarzem rodzinnym. Latem, podobnie jak przez cały rok, nie warto samodzielnie zmieniać terapii. Znacznie bezpieczniej jest zapytać, jak stosowane leki mogą zachowywać się w wysokich temperaturach i na co zwrócić szczególną uwagę.

Źródło: inf pras

Przed wakacjami do przychodni rodzinnych wraca ten sam problem – rodzice proszą o zaświadczenia lekarskie dla dzieci wyjeżdżających na kolonie, półkolonie i obozy sportowe. Jak podkreślają eksperci Federacji Porozumienie Zielonogórskie, w większości przypadków takie dokumenty nie są wymagane przez przepisy, a ich żądanie wynika wyłącznie z wewnętrznych formularzy przygotowanych przez organizatorów. To niepotrzebnie obciąża zarówno rodziców, jak i system ochrony zdrowia.
Jest czerwcowe popołudnie. W poczekalni czekają pacjenci z infekcjami, po recepty i na konsultacje wyników badań. Do gabinetu wchodzi zdenerwowana mama z dokumentami
w ręku. – „Potrzebuję tylko pieczątkę. Bez niej syn nie pojedzie na obóz”. Dla rodzica to ostatni punkt na liście przed wakacjami. Dla lekarza rodzinnego często początek rozmowy, która nie ma wiele wspólnego z medycyną. Sezon zaświadczeń w pełni!

Co roku przed rozpoczęciem sezonu urlopowego do przychodni trafiają rodzice dzieci wyjeżdżających na kolonie, półkolonie czy obozy sportowe. Przynoszą formularze przygotowane przez organizatorów i proszą o podpis lekarza. Problem polega na tym, że takie zaświadczenia nie mają ani uzasadnienia medycznego, ani podstawy prawnej. Mimo to presja jest ogromna.

„Rodzice słyszą, że bez podpisu lekarza dziecko nie zostanie przyjęte na kolonie.
W efekcie trafiają do przychodni przekonani, że muszą uzyskać takie zaświadczenie. Tymczasem jest to bezprawny wymóg”
– mówi Anna Osowska, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

„Bo organizator tak wymaga”

Scenariusz zwykle wygląda podobnie. Organizator wypoczynku przygotowuje własny formularz. Na końcu pojawia się miejsce na podpis lekarza. Rodzic nie chce ryzykować, więc zgłasza się do przychodni. Lekarz wyjaśnia, że nie ma podstaw do wystawienia dokumentu. Rodzic wraca do organizatora. Organizator ponownie odsyła go do lekarza. W ten sposób powstaje problem, którego można byłoby uniknąć, gdyby wymagania organizatorów były zgodne z obowiązującymi przepisami.

„Sam fakt, że ktoś przygotował formularz z miejscem na pieczątkę, nie oznacza jeszcze, że lekarz ma obowiązek go podpisać. Organizator może wpisać do dokumentu wiele rzeczy, ale to nie tworzy podstawy prawnej do wydania zaświadczenia” – podkreśla ekspertka.

Karta kwalifikacyjna i wyjątki od reguły

Przepisy przewidują kartę kwalifikacyjną uczestnika wypoczynku. To rodzic lub opiekun przekazuje w niej informacje o stanie zdrowia dziecka, przyjmowanych lekach, alergiach czy przebytych chorobach.

Mimo to część organizatorów, bezprawnie  oczekuje dodatkowych zaświadczeń lekarskich.

Wątpliwości najczęściej pojawiają się przy obozach sportowych. Sama nazwa nie oznacza jednak, że dziecko musi posiadać dodatkowe orzeczenie lekarskie. Przepisy dotyczące wypoczynku dzieci i młodzieży nie przewidują odrębnych zaświadczeń na obozy sportowe. Większość wakacyjnych wyjazdów ma charakter rekreacyjny i nie wymaga kwalifikacji medycznej. Wyjątkiem są sytuacje określone w przepisach, dotyczące między innymi zawodników uczestniczących we współzawodnictwie sportowym organizowanym przez polskie związki sportowe. W takich przypadkach obowiązują odrębne zasady kwalifikacji zdrowotnej wynikające z ustawy o sporcie.

Do przychodni zgłaszają się również osoby, które mają pracować jako wychowawcy kolonijni lub opiekunowie grup. Zdarza się, że organizatorzy oczekują od nich zaświadczeń lekarskich, choć przepisy dotyczące wypoczynku dzieci i młodzieży nie nakładają takiego obowiązku. Status wychowawcy określają odrębne przepisy związane z wykonywaną funkcją. „Przepisy dotyczące wypoczynku dzieci i młodzieży nie przewidują obowiązku uzyskania zaświadczenia od lekarza potwierdzającego zdolność do pełnienia funkcji wychowawcy” – mówi Anna Osowska.

O obowiązkach decydują przepisy, nie formularz

„Warto pamiętać, że o obowiązkach rodziców, uczestników i organizatorów decydują przepisy, a nie wzór formularza przygotowanego przez organizatora” – podkreśla ekspertka. Lekarze rodzinni od lat zwracają uwagę na potrzebę ograniczania zbędnych obowiązków administracyjnych w ochronie zdrowia. Każde lato pokazuje jednak, że wokół kolonii, obozów i półkolonii nadal funkcjonuje wiele błędnych przekonań. Przed wizytą w przychodni warto sprawdzić, czy wymagane przez organizatora zaświadczenie lekarskie rzeczywiście wynika z obowiązujących przepisów. Pozwala to uniknąć niepotrzebnych wizyt, oszczędza czas rodziców i personelu medycznego.

Źródło: inf pras

 
Ponad 3,7 mln osób wypełniło ankietę programu „Moje Zdrowie”, a ponad 1,6 mln zrealizowało indywidualny bilans zdrowia, wynika z podsumowania pierwszego roku działania programu profilaktycznego. Eksperci podkreślają, że projekt nie tylko zwiększył zainteresowanie profilaktyką zdrowotną, ale także pozwolił wcześniej wykrywać choroby cywilizacyjne i kierować pacjentów do dalszej diagnostyki. Zdaniem lekarzy kluczowym elementem programu pozostaje indywidualna rozmowa z pacjentem oraz tworzenie spersonalizowanego planu zdrowotnego.
Fundacja MY PACJENCI podsumowała rocznicę funkcjonowania programu profilaktycznego w formie debaty ekspertów, którzy komentowali zaprezentowane przez Profesor Agnieszkę Mastalerz – Migas, Konsultant Krajową w dziedzinie medycyny rodzinnej oraz Macieja Karaszewskiego, Dyrektora Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia dane dotyczące realizacji programu oraz wskazywali na oczekiwane/zasadne/oczekiwane modyfikacje.

Maciej Karaszewski, Dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia jako sukces programu uznaje jego bardzo duży zasięg populacyjny – w ciągu niespełna roku 3, 6 miliona osób wypełniło ankietę, a ponad 1,6 miliona zrealizowało indywidualny bilans zdrowia, co stanowi 72 % ankiet. W grupach wiekowych 20 – 39 lat ankietę wypełniło ponad milion osób. Założenie przy uruchomieniu programu było takie, że do końca 2025 skorzysta z niego 600 tysięcy osób –  ankiet wypełnionych na koniec 2025 było 2,3 miliona, gdzie  w całym programie PROFILAKTYKA 40 plus udział wzięło 1,2 miliona osób. Łączny koszt realizacji programu to 800 milionów złotych. Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY PACJENCI wskazuje, że ilość zgłoszeń do programu obala stereotyp, że Polacy nie chcą korzystać z profilaktyki, wskazując też, że w sondzie przeprowadzonej przez Fundację wśród osób, które z niego skorzystało, oceniony został pozytywnie, szczególnie zaś ankieta czyli moment wejścia do programu.     

Jakie są cele programu MOJE ZDROWIE?

Głównym celem programu Moje Zdrowie jest zbudowanie modelu kompleksowej profilaktyki dostępnej dla każdego w jego przychodni POZ oraz zachęcanie do kontrolowania swojego zdrowia. Z programu może skorzystać każda ubezpieczona dorosła osoba, która ukończyła 20 lat – co 5 lat w okresie życia od 20 do 49 lat i co 3 lata, gdy ukończy 49 lat.

Program Moje zdrowia składa się z poniższych elementów:

– kwestionariusz bilansu
– badania laboratoryjne
– wizyta podsumowująca z utworzeniem Indywidualnego Planu Zdrowotnego
– interwencje prozdrowotne
– budowania nawyku badań profilaktycznych
– długoterminowe wsparcie monitorowania zdrowia pacjentów

Lekarze specjaliści medycyny rodzinnej podkreślają, że kluczowym elementem programu jest wizyta podsumowująca, która jest indywidualnym świadczeniem medycznym, kończącym się opracowaniem Indywidualnego Planu Zdrowotnego. Pacjent może otrzymać także dwie porady edukacyjne. To jeden z najlepszych programów profilaktycznych w Europie. I decyduje o tym właśnie jego unikalna konstrukcja, czyli to indywidualne spotkanie omawiające wyniki badań i  inne rekomendacje dla danej osoby – ocenia dr Michał Sutkowski, Prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych.   

Zdaniem dr n. med. Aleksandra Biesiady, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej – „Moje Zdrowie” to nie tylko badania diagnostyczne, które stanowią jeden z elementów programu. To przede wszystkim okazja do kompleksowej oceny stanu zdrowia pacjenta, umożliwiająca identyfikację chorób oraz czynników ryzyka ich wystąpienia. To także przestrzeń do indywidualnej edukacji zdrowotnej i dopasowania zaleceń do potrzeb pacjenta. Dla wielu osób udział w programie to impuls do zmiany stylu życia i poprawy zdrowia.

Michał Dzięgielewski, Pełnomocnik Prezesa NFZ, podkreśla, że program trafił do ludzi młodych, którzy nie chodzą zazwyczaj do lekarza i nie było dla nich oferty profilaktycznej.

Po wykonaniu badań pacjent wraca do placówki POZ, gdzie odbywa się wizyta podsumowująca. Podczas niej lekarz, pielęgniarka lub położna przygotowują indywidualny plan zdrowotny.

Najczęstsze choroby wykrywane w programie „Moje Zdrowie”

Lekarze wskazują, że w programie „Moje Zdrowie najczęściej diagnozowane są choroby cywilizacyjne. Do najważniejszych należą: choroba otyłościowa, zaburzenia lipidowe, nadciśnienie oraz cukrzyca. Pacjenci najczęściej otrzymywali recepty na zaburzenia lipidowe, nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, niedoczynność i nadczynność tarczycy. 3670 pacjentów otrzymało kartę DILO. Problemem jest fakt, że z ponad 65 000 (grypa, pneumokoki, półpasiec, RSV) wystawionych w ramach Indywidualnego Planu Opieki Medycznej recept na szczepienia aż 22 480 nie zostało zrealizowanych. W ankiecie wstępnej do programu prawie 30 % podało, że ma objawy obniżonego nastroju lub utratę zainteresowania codziennymi aktywnościami, a aż 40 % odczuwa przewlekłe zmęczenie i problemy ze snem.

Wykonano prawie 600 000 badań anty HCV, 185 000 liporoteiny oraz prawie 76 000 testów FIT OC.

Wielu pacjentów wymaga dalszego leczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, a część trafia do opieki koordynowanej, gdzie możliwe są konsultacje ze specjalistami. Pozostałe osoby otrzymują skierowania do dalszej diagnostyki lub leczenia w AOS.  Najczęściej wystawiano skierowania na kolonoskopię, USG brzucha, gastroskopię, USG tarczycy i RTG klatki piersiowej.

Sukces programu to przede wszystkim efekt ogromnego zaangażowania zespołów POZ. Lekarze, pielęgniarki, położne, koordynatorzy, profilaktycy, a także pracownicy rejestracji i administracji łączyli działania profilaktyczne z bieżącą opieką nad pacjentami, co w praktyce przełożyło się na lepsze rozpoznawanie potrzeb zdrowotnych, większą dostępność badań i wzrost świadomości pacjentów w zakresie zdrowia i działań sprzyjających jego utrzymaniu – podkreśla Profesor Agnieszka Mastalerz – Migas, Konsultant Krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Co można zrobić lepiej?

Pacjenci i eksperci są zgodni, że nie ma sensu wykonywać badań na przykład poziomu glukozy na czczo u osób chorujących na cukrzycę czy anty HCV u osób, które przeszły to zakażenie – zamiast tego zasadne jest wprowadzenie nowoczesnych badań diagnostycznych, które aktualnie są dostępne jedynie dla pacjentów objętych opieka koordynowaną. „Mamy NT-proBNP, który wiemy, z czym się wiąże, jak możemy monitorować tego pacjenta i jakie mamy ryzyko zgonu. W Polsce jedną z najbardziej kosztownych jednostek leczenia są pacjenci z niewydolnością serca, więc dodanie tego badania mogłoby program jeszcze wzmocnić – mówiła prof. Agnieszka Pawlak z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA. Wskazywane jest także badanie UACR, które jest zalecane do wykonania u osób chorujących na cukrzycę oraz nadciśnienie tętnicze jako kluczowe badanie diagnostyczne wykrywające wcześnie przewlekłą niewydolność nerek. Istnieje silny związek pomiędzy przewlekłą chorobą nerek, cukrzycą, chorobami układu sercowo-naczyniowego oraz zaburzeniami metabolicznymi.  

Szacuje się, że cukrzyca typu 2 i nadciśnienie tętnicze stanowią przyczynę 80% przypadków niewydolności nerek. Aby pakiet badań mógł być bardziej zindywidualizowany niezbędne jest wdrożenie narzędzi cyfrowych, które to umożliwią, co podkreśla dr Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego. Joanna Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia apeluje o umożliwienie lekarzom POZ dostępu/wglądu w informacje czy pacjent wykonuje badania profilaktyczne poza POZ (typu mammografia czy test HPV HR) oraz o zbieranie przez system większej ilości kompletnych danych z tego typu programów by móc badać ich dokładny wymiar w zakresie dalszej ścieżki pacjenta, już poza POZ.   

Program MOJE ZDROWIE po roku – liczby – dane Centrum e-Zdrowia: 

 
– 3 739 583 osoby wypełniło ankietę
– 95 proc. ankiet zostało podjętych przez placówki POZ
– lekarze zlecili 61,2 proc. badań podstawowych oraz 38,8 proc. badań rozszerzonych
– najwięcej ankiet wypełniono w województwie mazowieckim, a najmniej w lubuskim i opolskim
– prawie 62 proc. ankiet wypełniły kobiety
– co piąta osoba, która wypełniła ankietę, ma 30-39 lat, a prawie co piąta 40-49.  
– 53 proc. pacjentów wybrało tradycyjny sposób zapisów w przychodni POZ, 26 proc. osób skorzystało z IKP, a 21 proc. z aplikacji moje IKP

Ocena satysfakcji

Fundacja My Pacjenci przeprowadziła sondę internetową oceny satysfakcji odbiorców programu Moje Zdrowie. Badanie pokazuje, że uczestnicy programu „Moje Zdrowie” generalnie pozytywnie oceniają udział w programie, szczególnie w zakresie prostoty procesu, możliwości wykonania badań profilaktycznych oraz omówienia wyników z personelem medycznym. Najwyżej oceniono proces wypełniania ankiety (NPS 58,34) oraz wizyty omawiające wyniki badań (NPS 48,15). Uczestnicy doceniali przede wszystkim możliwość wykonania badań bez konieczności wcześniejszej wizyty lekarskiej, dostępność profilaktyki oraz szansę na kontrolę stanu zdrowia.  „Badanie pokazuje, że program ma potencjał do wzmacniania postaw prozdrowotnych i budowania większej świadomości zdrowotnej. Pacjenci często wskazywali, że udział w programie był impulsem do wykonania badań, których wcześniej nie realizowali oraz pozwolił im lepiej zrozumieć własny stan zdrowia” – komentuje Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji My Pacjenci.

Źródło: inf pras

Ferie zimowe to dla wielu osób pierwszy w roku moment intensywnej aktywności fizycznej. Narty, snowboard czy długie spacery w górskim terenie sprzyjają ruchowi i regeneracji, ale mogą też stać się źródłem urazów, jeśli organizm nie jest odpowiednio przygotowany. Eksperci podkreślają, że zimowy wypoczynek nie powinien oznaczać przerwy od dbania o zdrowie – przeciwnie, to właśnie codzienne nawyki, rozsądne decyzje i profilaktyka decydują o bezpieczeństwie, dobrej formie i jakości odpoczynku.

Zimowe aktywności na stoku angażują całe ciało. Pracują uda, biodra, kolana i mięśnie stabilizujące kręgosłup. Jeśli przez większą część roku dominowała praca siedząca, organizm potrzebuje czasu, by bezpiecznie wejść w taki wysiłek. Nagły skok aktywności, nawet z najlepszymi intencjami, bywa dla niego sporym obciążeniem.

Ruch to zdrowie – przygotuj swoje ciało

Dlatego przed wyjazdem warto przez kilka tygodni włączyć krótkie, regularne ćwiczenia. Przysiady, wykroki, ćwiczenia równowagi oraz wzmacnianie mięśni brzucha i pleców pomagają przygotować stawy i mięśnie na obciążenia, które czekają nas na stoku. Nie chodzi tu o trening wyczynowy, ale rozsądne przygotowanie organizmu do intensywniejszego ruchu.

Podobnie jest już na miejscu. Tak jak zakładamy kask, dbając o bezpieczeństwo głowy, warto pomyśleć o całym układzie ruchu. Bezpieczna jazda to nie tylko sprzęt, ale też sprawne, przygotowane ciało. Przed pierwszym zjazdem dobrze poświęcić kilka minut na rozgrzewkę. Wystarczy chwila przy wyciągu, żeby rozruszać stawy, pobudzić mięśnie nóg i lekko podnieść tętno. To prosty nawyk, który realnie zmniejsza ryzyko urazu.

Alkohol na stoku zwiększa ryzyko urazu

Podczas przerwy w zjazdach często pojawia się pokusa, żeby sięgnąć po alkohol „na rozgrzewkę”. W rzeczywistości alkohol nie rozgrzewa. Osłabia koncentrację, spowalnia reakcje i sprawia, że gorzej kontrolujemy ruchy. W sportach zimowych to szczególnie niebezpieczne połączenie. Zmęczenie po kilku godzinach jazdy, spadek koncentracji i przecenianie własnych możliwości to najczęstsze tło urazów na stokach. Alkohol ten mechanizm tylko pogłębia. Jeśli chcemy jeździć bezpiecznie, warto oddzielić czas jazdy od spożycia alkoholu.

Co sezon na stokach dochodzi do wielu urazów, najczęściej kolan, barków i kończyn dolnych. Ryzyka nie da się wyeliminować całkowicie, ale można je ograniczyć. Przygotowanie fizyczne, rozgrzewka, odpowiedni sprzęt i świadome decyzje zwiększają bezpieczeństwo i pozwalają skupić się na tym, co w zimowych sportach najważniejsze – przyjemności z ruchu.

Zdrowe nawyki nie biorą urlopu

Jak podkreśla Joanna Szeląg, specjalistka medycyny rodzinnej, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie: „Widzimy, że wiele urazów to efekt nagłego skoku aktywności po długim czasie bez ruchu. Do tego dochodzą ryzykowne decyzje i zachowania. Zdrowie opiera się na profilaktyce i codziennych nawykach.”

Profilaktyka to proces, działa cały rok. Nasza rutyna, czyli poziom aktywności fizycznej czy sposób korzystania z alkoholu, mają znaczenie nie tylko podczas ferii. Wpływają na zdrowie długofalowo. Jak zwraca uwagę ekspertka PZ: „W POZ, w ramach NFZ, w programie Moje Zdrowie pomagamy ocenić styl życia biorąc pod uwagę między innymi aktywność fizyczną i spożycie alkoholu. Na podstawie analizy ankiety i badań zalecamy pacjentom indywidualne działania profilaktyczne.”

Urlop i odpoczynek są ważnym elementem work-life balance. Dobrze zaplanowany czas wolny powinien wspierać zdrowie. W dużej mierze od nas zależy czy po feriach wrócimy w dobrej formie, z nową energią –  gotowi na kolejne wyzwania.

Źródło: Komunikat Prasowy

Zespół sercowo-nerkowo-metaboliczny (CRM) staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych współczesnej Europy, a skala problemu w Polsce rośnie z roku na rok. Wzajemne przenikanie się chorób metabolicznych, nerkowych i sercowo-naczyniowych sprawia, że miliony pacjentów trafiają do systemu opieki zdrowotnej z zaawansowanymi powikłaniami, których można byłoby uniknąć dzięki odpowiedniej profilaktyce i wczesnym badaniom diagnostycznym. Mimo dostępności nowoczesnych terapii – w tym flozyn, refundowanych i dostępnych nawet bezpłatnie dla osób powyżej 65. roku życia – nadal jedynie około 20 procent pacjentów, którzy powinni je otrzymywać, korzysta z tego leczenia.

Eksperci podkreślają, że poprawa sytuacji wymaga nie tylko rozszerzenia dostępu do prostych badań pozwalających wykryć powikłania na bardzo wczesnym etapie, ale również gruntownej zmiany świadomości – zarówno wśród pacjentów, jak i personelu medycznego. Choroby metaboliczne, cukrzyca, niewydolność serca i przewlekłe choroby nerek nie rozwijają się w izolacji. Tworzą błędne koło, które nieleczone prowadzi do przedwczesnych zgonów, udarów, zawałów i ciężkiej niewydolności narządowej.

W tym kontekście eksperci z zakresu diabetologii, kardiologii, nefrologii, medycyny rodzinnej i zdrowia publicznego wzywają do spójnego, kompleksowego podejścia do CRM, opartego na edukacji, standardach klinicznych i wykorzystaniu nowoczesnych terapii, których skuteczność została jednoznacznie potwierdzona w badaniach.

Groźne powikłania cukrzycy.

Cukrzyca w Polsce dotyczy ok. 3 mln osób, a wraz ze stanem przedcukrzycowym nawet 8 mln. Ministerstwo Zdrowia prognozuje 4,2 mln chorych do 2030 r., a zachorowania mogą objąć nawet co 10. Polaka. Cukrzyca często prowadzi do powikłań sercowych i nerkowych, przez co wielu pacjentów równocześnie wymaga opieki kardiologicznej i nefrologicznej, generując duże obciążenie zdrowotne i systemowe. Wzajemne nakładanie się zaburzeń metabolicznych, chorób serca i chorób nerek określane mianem zespołu sercowo – nerkowo – metabolicznego (ang. CRM) stanowi jedno z największych wyzwań zdrowotnych współczesnej Europy. Ich wpływ na zdrowie publiczne stale rośnie, co powinno skłaniać do zdecydowanych i pilnych działań. Kluczowe znaczenie ma wczesne wykrywanie nieprawidłowości, zwiększanie świadomości zarówno wśród pacjentów, jak i personelu medycznego, skuteczne hamowanie postępu choroby oraz wdrażanie efektywnego leczenia. Takie podejście daje szansę na ograniczenie powikłań, poprawę jakości życia i zapewnienie pacjentom możliwie najdłuższego, zdrowego życia. Prof. Karolina Kędzierska-Kapuza, z Centrum Diabetologicznego PIM MSWiA, wyjaśnia –  Najważniejsze, aby uświadomić sobie, że te schorzenia nie występują niezależnie, ale wpływają na siebie nawzajem, tworząc błędne koło. Przykładowo cukrzyca, która jest chorobą metaboliczną, powoduje szereg zaburzeń, które doprowadzają m.in. do nasilenia miażdżycy i uszkodzenia serca. Chore serce, które zmaga się z chorobą wieńcową czy niewydolnością, doprowadza do uszkodzenia nerek. Nerki gorzej pracują, gorzej filtrują toksyny z organizmu, a to powoduje, że podnosi się ciśnienie i z kolei to wtórnie obciąża mięsień sercowy. To wszystko zwiększa ryzyko zdrowotne i doprowadza pacjenta do przedwczesnej śmierci.

Dr Monika Zamarlik z Federacji Diabetyków wskazuje, że pacjenci cukrzycowi mają niestety bardzo małą świadomość powikłań tej choroby, innych niż problemy z oczami czy stopa cukrzycowa. Wiedzą, że powinni mieć dobre poziomy glikemii, nie do końca jednak zdają sobie sprawę z konsekwencji glikemii nieprawidłowej, takich jak problemy z nerkami i problemy sercowo-naczyniowe.

Takiego zdania jest również prof. Anna Jeznach-Steinhagen  z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, a przecież co trzeci pacjent, który ma cukrzycę typu 2, cierpi na chorobę sercowo-naczyniową i nadal większość pacjentów z tego powodu umiera. Te powikłania mogą się pojawić wcześniej, już nawet na etapie nadwagi i otyłości, tym bardziej że w Polsce mamy 18 milionów osób z nadwagą i oraz 8 do 11 milionów ze stanem przedcukrzycowym.

Proste badania, które pozwalają wcześniej wykryć powikłania.

Lekarze, zarówno POZ, jak i specjaliści, powinni dążyć do tego, aby powikłania wykrywać na bardzo wczesnym etapie. Jest to możliwe m.in. poprzez zbadanie u zdiagnozowanego pacjenta diabetologicznego markerów uszkodzenia nerek:

Warto, aby te badania wykonywać raz w roku, może je zlecić lekarz pierwszego kontaktu, o ile (w przypadku UACR) realizuje ścieżkę nefrologiczną w opiece koordynowanej – badanie powinno być dostępne w każdej placówce POZ. Podstawowa Opieka Zdrowotna w ostatnich latach otrzymała od decydentów sporo narzędzi do tego, aby odpowiadać na choroby cywilizacyjne. Można wymienić choćby opiekę koordynowaną czy programy profilaktyczne dla coraz młodszych grup wiekowych. Dr Aleksander Biesiada z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej uważa –  przez bardzo długi czas budowaliśmy medycynę rodzinną w Polsce, pozbawiając ją różnych narzędzi, a to diagnostycznych, a to preskrypcyjnych i sprowadziliśmy ją przez to niestety do miejsca, które ma za zadanie tylko zreferować pacjenta i „wypchnąć” go dalej w głąb systemu. I teraz trzeba ten wizerunek zmienić, uświadomić np. na jakie badania może skierować lekarz POZ. Próbujemy to robić poprzez edukację, zarówno samych zespołów lekarskich czy pielęgniarskich, jak i pacjenta. Bez intensywnej roli podstawowej opieki zdrowotnej nie uda nam się takich schorzeń jak CRM wyhamować odpowiednio wcześnie.

Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY Pacjenci, na podstawie raportu „Pacjent z chorobą przewlekłą w systemie ochrony zdrowia”  wskazuje, że leczenie choroby przewlekłej u 43 proc. pacjentów prowadzone jest przez lekarza w poradni specjalistycznej. Podkreśla, że najważniejsza jest edukacja, ponieważ pacjenci czas nie traktują lekarza POZ jako specjalisty, ponadto nie wiedzą jakie badania taki lekarz może nam zlecić. Natomiast wskazują, że gdyby lekarz POZ miał szeroki wachlarz badań diagnostycznych, zdecydowaliby się na prowadzenie przewlekłej choroby u tego lekarza. Ponad połowa pacjentów uważa, że byłoby to bezpieczne i wygodne.

Niewydolność serca – chorujemy na cukrzycę, umieramy na serce.

Dr Filip Pawliczak, specjalista chorób wewnętrznych w trakcie specjalizacji z kardiologii, sekretarz Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi podkreśla, że niewydolność serca to choroba o wielu twarzach i bardzo poważnym rokowaniu, czasem gorszym niż w niektórych chorobach nowotworowych. Ta, która rozwija się w przebiegu zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego ma nawet w badaniach widoczną zachowaną funkcję skurczową lewej komory, czyli serce ma odpowiednią siłę do wypchnięcia krwi przez aortę do reszty ciała. Ekspert komentuje – Pacjenci tacy rozwijają już objawy niewydolności, mają ograniczenie tolerancji wysiłku. Dochodzi do przebiegu nadciśnienia, do usztywnienia ścian mięśnia lewej komory, do powiększenia lewego przedsionka i cała architektura serca na poziomie komórkowym ulega pewnej degradacji. Natomiast warto zwrócić uwagę, że zarówno pacjenci w stanie przedcukrzycowym, jak i z cukrzycą, mogą w przebiegu swojego życia rozwijać bardzo różne powikłania sercowo-naczyniowe, które nie zawsze prowadzą do takiej samej niewydolności serca. U niektórych rozwinie się migotanie przedsionków, u innych będzie to choroba wieńcowa i to może być powodem rozwoju niewydolności serca.

Prof. Agnieszka Pawlak z Kliniki Kardiologii PIM MSWiA dodaje, że dla kardiologa każdy pacjent cukrzycowy jest już na pierwszym etapie niewydolności serca, bo to pacjent z czynnikami ryzyka. I brak działania na tym etapie zbierze żniwo w postaci przedwczesnych zgonów, udarów i zawałów serca. Natomiast tu również jest do dyspozycji badanie diagnostyczne, marker uszkodzenia mięśnia sercowego – NT-proBNP, który wskazuje poziom wydzielanego przez komory serca konkretnego peptydu. Wysoki poziom NT-proBNP może świadczyć o zwiększonym obciążeniu serca.

Działania do wykonania, aby poprawić sytuację chorych na zespół sercowo- nerkowo-metaboliczny.

Eksperci wskazują na dwa aspekty, które mogłyby zdecydowanie poprawić sytuację pacjentów i personelu medycznego w kwestii zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego.

Pierwszym z nich jest odpowiednie leczenie,  w tym dostępnymi lekami z grupy flozyn, tym bardziej że można je stosować u pacjentów już na wczesnym etapie uszkodzenia nerek. Leczenie może odsunąć w czasie widmo schyłkowej niewydolności nerek czasami o dziesiątki lat. Flozyny znajdują swoje zastosowanie zarówno w leczeniu cukrzycy, jak i   chorób serca, chronią również nerki. Dostępne badania potwierdzają wysoki profil bezpieczeństwa flozyn oraz poprawę rokowania u pacjentów, zmniejszoną liczbę hospitalizacji czy poprawę jakości życia, rozumianą często jako możliwość wstania z łóżka czy przygotowania sobie posiłku. Prof. Anna Jeznach-Steinhagen podkreśla, że w przypadku pacjenta z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym, leczenie flozynami jest pierwszym wyborem. Tymczasem w Polsce flozynami leczonych jest jedynie 20 proc. pacjentów, którzy powinni ją otrzymywać.

Drugi aspekt to tzw. brak łączenia kropek w przypadku zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego. Dotyczy to zarówno pacjentów, którzy nie mają świadomości powikłań nadwagi, otyłości czy w konsekwencji cukrzycy, jak i lekarzy, którzy nie patrzą na pacjenta całościowo. Dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, Senator RP, podkreśla: Powinniśmy zmierzać do tego, aby traktować problem w sposób spójny, kompleksowy, a mamy do czynienia z taką fragmentaryzacją leczenia. Trzeba to wszystko tłumaczyć pacjentowi i stosować w leczeniu CRM standardy, wytyczne, oparte na badaniach klinicznych, metaanalizach, gdzie mamy ewidentną redukcję śmiertelności i wydłużenie życia.

Źródło: Komunikat Prasowy

Z najnowszego raportu Fundacji MY PACJENCI wynika, że osoby z chorobami przewlekłymi wciąż napotykają poważne bariery w dostępie do kompleksowej opieki zdrowotnej. Choć większość badanych korzysta z publicznego systemu opieki zdrowotnej, rośnie liczba pacjentów, którzy równolegle leczą się prywatnie – głównie z powodu problemów z dostępnością świadczeń i braku poczucia ciągłości opieki w ramach POZ.

Według danych zawartych w raporcie, aż 91% pacjentów z chorobami przewlekłymi korzystało z publicznej opieki zdrowotnej w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, jednak 76% z nich równocześnie leczyło się prywatnie. Najczęściej dotyczy to chorób takich jak nadciśnienie, cukrzyca, depresja czy niedoczynność tarczycy – schorzeń, które powinny być skutecznie prowadzone w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Ponad połowa pacjentów (63%) uważa, że leczenie choroby przewlekłej można kontynuować w POZ, a 58% – że lekarz rodzinny jest w stanie bezpiecznie prowadzić takie leczenie. Jednak aż 30% pacjentów wskazuje, że zakres usług dostępnych w POZ nie odpowiada ich rzeczywistym potrzebom zdrowotnym.

Koordynacja leczenia – konieczne wzmocnienie roli POZ

Z raportu wynika, że nadzór nad leczeniem choroby przewlekłej najczęściej sprawuje lekarz specjalista (43%), a podstawowa opieka zdrowotna pełni funkcję wspierającą. Jak wskazują eksperci, może to wynikać z niedostatecznej liczby placówek realizujących opiekę koordynowaną, ograniczonego wyboru „ścieżek” w tym modelu oraz niskiej świadomości pacjentów, którzy nie wiedzą, jakie możliwości oferuje POZ.

Niepokojące są również dane dotyczące diagnostyki. Większość pacjentów kardiologicznych i diabetologicznych nie wykonuje badań kontrolnych w ramach POZ, a odsetek pacjentów, którzy wykonali badanie nefrologiczne UACR, wynosi zaledwie 6% (wśród chorych nefrologicznie – tylko 4%).

– „Pacjenci często nie wiedzą, jakie badania mogą wykonać w POZ, dlatego część z nich wykonuje je komercyjnie. To ważny sygnał dla płatnika, by lepiej komunikować zakres świadczeń dostępnych w ramach publicznej ochrony zdrowia” – podkreśla Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji MY PACJENCI.

Czego oczekują pacjenci od POZ?

Zdecydowana większość badanych domaga się rozszerzenia możliwości diagnostycznych.
88% pacjentów uważa, że lekarz POZ powinien mieć możliwość zlecania większej liczby badań, a 82% deklaruje, że chętniej korzystałoby z POZ, gdyby było tam dostępnych więcej badań diagnostycznych.

Jak zauważa prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej, tak wysokie oczekiwania mają często charakter deklaratywny, jednak nie można ich ignorować. –„Pacjenci wskazują także potrzebę konsultacji psychologicznych i dietetycznych w POZ, ale nie zawsze z nich korzystają. W zakresie diagnostyki jednak podejmujemy konkretne działania, aby badania dostępne w ramach opieki koordynowanej były oferowane w każdym POZ” – mówi profesor.

Niepokojące są również opinie dotyczące jakości opieki – 42% pacjentów nie zauważa poprawy dostępności, a 45% nie dostrzega zmian w jakości usług POZ w ostatnich latach.
– „Choć wdrożono wiele zmian, pacjenci nie odczuwają realnej poprawy jakości opieki. Brak komunikacji i widocznych efektów sprawia, że reformy nie przekładają się na doświadczenie pacjenta” – komentuje Magdalena Kołodziej.

Wnioski i rekomendacje: czas na realne wzmocnienie POZ

Eksperci podkreślają, że podstawowa opieka zdrowotna, a zwłaszcza opieka koordynowana, wymaga zdecydowanego wsparcia organizacyjnego i finansowego. Potrzebne są działania wzmacniające kompetencje lekarzy POZ, szersza promocja nowego modelu opieki oraz skuteczna komunikacja skierowana do pacjentów.

Tomasz Zieliński z Federacji Porozumienie Zielonogórskie zwraca uwagę, że nie uda się poprawić funkcjonowania POZ bez lepszego wykorzystania dostępnych mechanizmów wsparcia. – „Niewystarczające finansowanie opieki koordynowanej, trudności w wykorzystaniu środków unijnych (FEnIKS, FERS) czy brak inwestycji w edukację pacjentów powodują, że potencjał POZ pozostaje niewykorzystany. Musimy pokazać pacjentom, że mogą leczyć się skutecznie i bezpiecznie blisko domu” – podkreśla.

Zaufanie pacjentów do lekarzy rodzinnych pozostaje wysokie – to kapitał, który warto wzmacniać. Kluczowe jest zapewnienie specjalistom medycyny rodzinnej realnych narzędzi diagnostycznych i stabilnego finansowania, które umożliwi szybką reakcję na potrzeby chorych przewlekle.

Raport Fundacji MY PACJENCI pokazuje jasno: pacjenci chcą leczyć się w podstawowej opiece zdrowotnej, ale oczekują lepszej dostępności, komunikacji i jakości usług. Wzmocnienie POZ – zarówno kadrowe, finansowe, jak i w zakresie edukacji pacjentów – to nie tylko konieczność systemowa, ale również inwestycja w zdrowie społeczeństwa.

Źródło: Komunikat Prasowy

System Monitorowania Kształcenia (SMK) opublikował wyniki pierwszego etapu wiosennego naboru na szkolenia specjalizacyjne dla lekarzy i lekarzy dentystów. Z 3905 poprawnie złożonych wniosków, 3043 osoby zostały zakwalifikowane – w tym 2070 w trybie rezydenckim. Największym zainteresowaniem cieszyły się medycyna rodzinna, radiologia, anestezjologia i psychiatria.
W wiosennym postępowaniu kwalifikacyjnym na szkolenia specjalizacyjne złożonych zostało łącznie 3905 poprawnych formalnie wniosków. W ramach pierwszego etapu rekrutacji 3043 osób zostało zakwalifikowanych na wolne miejsca specjalizacyjne: w tym 2070  – w ramach rezydentury i 973 – w trybie pozarezydenckim.

Dziś w Systemie Monitorowania Kształcenia (SMK) zostały opublikowane listy rankingowe lekarzy i lekarzy dentystów zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych do rozpoczęcia specjalizacji. W tym postępowaniu są dostępne 4263 miejsca w trybie rezydenckim i 7227 miejsc w pozarezydenckim.

W jednym wniosku lekarz lub lekarz dentysta ubiegający się o specjalizację mógł dokonać maksymalnie 15 wyborów wskazując dziedzinę, województwo i tryb (rezydencki lub pozarezydencki). Do każdego wariantu wyboru lekarz mógł wskazać w preferowanej kolejności nie więcej niż 3 jednostki.

Dziedziny, które były najbardziej popularne wśród lekarzy (biorąc pod uwagę liczbę złożonych wniosków w trybie rezydenckim z uwzględnieniem specjalizacji podanej przy pierwszym wyborze):
  1. medycyna rodzinna – 235
  2. radiologia i diagnostyka obrazowa – 206
  3. anestezjologia i intensywna terapia – 197
  4. dermatologia i wenerologia – 196
  5. kardiologia – 183
  6. okulistyka – 174
  7. endokrynologia – 156
  8. chirurgia stomatologiczna – 142
  9. psychiatria – 131
  10. położnictwo i ginekologia – 102
Dziedziny priorytetowe, które cieszyły się największym zainteresowaniem wśród lekarzy w tym postępowaniu (biorąc pod uwagę liczbę złożonych wniosków w trybie rezydenckim z uwzględnieniem specjalizacji podanej przy pierwszym wyborze):
  1. medycyna rodzinna – 235
  2. anestezjologia i intensywna terapia – 197
  3. psychiatria – 131
  4. pediatria – 97
  5. psychiatria dzieci i młodzieży – 96
  6. choroby wewnętrzne – 80
  7. neurologia – 67
  8. chirurgia ogólna – 52
  9. chirurgia onkologiczna 48
  10. geriatria 39
I ETAP POSTĘPOWANIA
Lekarz w terminie 5 dni od dnia publikacji list rankingowych potwierdza za pomocą SMK przyjęcie wskazanej specjalizacji. Brak potwierdzenia uznawany będzie za odstąpienie od postępowania konkursowego w pierwszym etapie i zwolnienie przyznanego miejsca specjalizacyjnego. Lekarz, który nie potwierdził przyjęcia miejsca specjalizacyjnego oraz lekarz, który znalazł się na liście lekarzy niezakwalifikowanych w pierwszym etapie, jest uwzględniany w drugim etapie postępowania.

II ETAP POSTĘPOWANIA
Wyniki kwalifikacji w drugim etapie zostaną opublikowane w dniu następnym po zakończeniu potwierdzania przyjęcia miejsca specjalizacyjnego w SMK oraz na stronach internetowych organów prowadzących postępowanie kwalifikacyjne. Lekarz zakwalifikowany w drugim etapie postępowania potwierdza przyjęcie miejsca specjalizacyjnego, za pomocą SMK w terminie 5 dni od dnia opublikowania listy rankingowej. Brak potwierdzenia uznaje się za odstąpienie lekarza od postępowania kwalifikacyjnego. Decyzja ta ma charakter ostateczny, jeżeli nie zostanie ogłoszony trzeci etap postępowania.
Listy lekarzy zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych zostaną niezwłocznie opublikowane w SMK i na stronach internetowych organów prowadzących postępowanie kwalifikacyjne.

EWENTUALNY – DODATKOWY (trzeci) ETAP POSTĘPOWANIA
W przypadku, gdy po ogłoszeniu ostatecznych list lekarzy zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych do odbywania szkolenia specjalizacyjnego pozostaną niewykorzystane miejsca rezydenckie, Minister Zdrowia może podjąć decyzję o przeprowadzeniu dodatkowego etapu postępowania kwalifikacyjnego.

W dodatkowym etapie postępowania kwalifikacyjnego mogą być przyznawane wyłącznie miejsca rezydenckie w priorytetowych dziedzinach medycyny, z puli miejsc szkoleniowych, które nie zostały wykorzystane na wcześniejszych etapach postępowania kwalifikacyjnego.

Minister Zdrowia poinformuje na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia o przeprowadzeniu albo nieprzeprowadzeniu dodatkowego etapu postępowania kwalifikacyjnego w terminie 5 dni od dnia ogłoszenia ostatecznych list lekarzy zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych do odbywania szkolenia specjalizacyjnego.

W dodatkowym etapie postępowania kwalifikacyjnego mogą wziąć udział osoby, które spełnią następujące warunki:
1) nie zostaną zakwalifikowane w postępowaniu kwalifikacyjnym (w dodatkowym etapie nie biorą udziału osoby, które potwierdziły przyjęcie miejsca po I albo II etapie postępowania kwalifikacyjnego);
2) wskazały chociaż jeden wariant wyboru obejmujący tryb rezydencki i priorytetową dziedzinę medycyny oraz nie zostały zakwalifikowane na wcześniejszych etapach postępowania na ten wariant (jeżeli dana osoba została zakwalifikowana na dany wariat na wcześniejszych etapach postępowania i nie potwierdziła przyjęcia miejsca, wariant ten nie jest brany pod uwagę w dodatkowym etapie postępowania kwalifikacyjnego).

Materiał pochodzi z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (źródło)
Światowy Dzień Zdrowia, obchodzony każdego roku 7 kwietnia, w 2025 roku przebiega pod hasłem „Healthy beginnings, hopeful futures” czyli „Zdrowe początki, pełne nadziei przyszłości”. Tegoroczna kampania, zainicjowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), skupia się na zdrowiu matek i noworodków oraz potrzebie zapewnienia im dostępu do bezpiecznej, jakościowej i dostępnej opieki – niezależnie od miejsca zamieszkania czy sytuacji życiowej.
WHO podkreśla, że każdego roku blisko 300 000 kobiet umiera z powodu komplikacji związanych z ciążą lub porodem, ponad 2 miliony noworodków umiera w pierwszym miesiącu życia, a około 2 miliony dzieci rodzi się martwych. To oznacza jedną możliwą do uniknięcia śmierć co 7 sekund. Organizacja wzywa do globalnej mobilizacji w celu zapewnienia dostępu do wysokiej jakości opieki dla kobiet i dzieci, zwłaszcza w najuboższych krajach oraz w sytuacjach kryzysowych.

Organizacja apeluje do rządów, instytucji i środowisk medycznych na całym świecie o intensyfikację działań systemowych, które pozwolą ograniczyć śmiertelność matek i noworodków oraz zadbać o długoterminowe zdrowie kobiet – nie tylko w czasie ciąży i porodu, ale także w późniejszych latach życia.

W krajach o niskich i średnich dochodach, nierówności w dostępie do opieki, brak personelu i sprzętu oraz niestabilność systemów ochrony zdrowia pozostają barierą nie do pokonania – bez solidarności międzynarodowej i politycznej woli zmiany.
 
Bez ludzi nie ma systemu. 7 kwietnia to także Dzień Pracownika Ochrony Zdrowia
W Polsce 7 kwietnia obchodzimy również Dzień Pracownika Ochrony Zdrowia – święto wszystkich osób, które na co dzień troszczą się o zdrowie i bezpieczeństwo innych. To lekarze, pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci, diagności, psycholodzy, rejestratorki, salowe, technicy – wszyscy, którzy tworzą opiekę zdrowotną „dla ludzi i z ludźmi”.
 
To właśnie dzięki nim „zdrowe początki” – czyli bezpieczne narodziny, pierwsza diagnoza, skuteczna interwencja – zamieniają się w realną szansę na długie, dobre życie. Bez ludzi nie będzie systemu. Bez systemu – nie będzie zdrowego społeczeństwa.
 
Redakcja Medical Press dołącza się do tych apeli i wyraża wdzięczność wszystkim pracownikom ochrony zdrowia – tym, którzy ratują, wspierają, słuchają i towarzyszą od pierwszego dnia życia aż po kres drogi.
Źródło: WHO