Medicalpress
AI coraz śmielej wkracza do diagnostyki, badań klinicznych, zarządzania placówkami medycznymi i komunikacji z pacjentami. Podczas konferencji AI&MEDTECH CEE eksperci zgodnie podkreślali jednak, że o sukcesie technologicznej transformacji nie zdecydują same algorytmy, lecz jakość danych, odpowiednie regulacje, bezpieczeństwo pacjentów i umiejętne włączenie sztucznej inteligencji do codziennej praktyki klinicznej.
09 czerwca 2026 roku w Centrum Konferencyjnym ADN odbyła się VI edycja konferencji AI&MEDTECH CEE, poświęcona sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. Podczas konferencji przedstawiciele administracji publicznej, instytucji zdrowotnych, środowiska naukowego oraz firm technologicznych dyskutowali o możliwościach i wyzwaniach związanych z wdrażaniem AI.

Otwierając część merytoryczną, Tomasz Maciejewski, Podsekretarz Stanu Ministerstwa Zdrowia zaznaczył, że dyskusja o AI w medycynie nie dotyczy już odległej przyszłości. „Sztuczna inteligencja to już nie jest futurystyka. To już nie jest dyskusja o odległej przyszłości, bo to się już dzieje tu i teraz” – mówił.

Podczas rozmowy moderowanej przez Dianę Żochowską z Tomaszem Maciejewskim dyskutowano o tym, czy obecne polityki publiczne są w stanie nadążyć za tempem rozwoju technologii. Jednym z najważniejszych tematów była potrzeba tworzenia regulacji, które jednocześnie wspierają innowacje i gwarantują bezpieczeństwo pacjentów.

Istotnym wątkiem konferencji była rola państwa i instytucji publicznych w tworzeniu warunków dla bezpiecznego wdrażania AI. Ewelina Gładki, Kierująca realizacją budowy Platformy Usług Inteligentnych w Centrum e-Zdrowia zaprezentowała PUI jako centralny system umożliwiający podmiotom leczniczym korzystanie z certyfikowanych modeli AI bez konieczności samodzielnego budowania złożonej infrastruktury. Jak wskazano, celem platformy jest wsparcie diagnostyki, szczególnie w obszarach, w których występują niedobory specjalistów. „Sztuczna inteligencja ma pomóc i wesprzeć radiologa, aby mógł skupić się na tym, co najbardziej istotne” – podkreślała podczas prezentacji.

Joanna Miszczak, Kierownik Działu Raportów i Działu JGP, Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji omówiła zagadnienia związane z wyceną innowacyjnych wyrobów medycznych. Wskazała, że rozwój sztucznej inteligencji wymaga również zmian w mechanizmach finansowania i oceny nowych technologii. Temat finansowania systemu ochrony zdrowia został rozwinięty podczas rozmowy Diany Żochowskiej z Michałem Dzięgielewskim, Pełnomocnikiem Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Dyskusja dotyczyła możliwości finansowania rozwiązań cyfrowych oraz tworzenia zachęt dla placówek wdrażających innowacje.

W części dotyczącej polityk publicznych zwrócono uwagę na potrzebę strategicznego podejścia do rozwoju AI. Mariola Jóźwiak-Węclewska z Ministerstwa Cyfryzacji mówiła o polityce rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku, wskazując, że ochrona zdrowia jest jednym z kluczowych obszarów dla państwa. „Technologia ma służyć człowiekowi” – przypomniano podczas wystąpienia, podkreślając, że regulacje, finansowanie i współpraca nauki z biznesem muszą tworzyć spójny ekosystem wdrożeń.

Duże zainteresowanie wzbudziła debata Ligii Kornowskiej, Liderki Koalicji AI w Zdrowiu z udziałem Aleksandry Grajkowskiej, Digital & Innovation Head w Novartis poświęcona relacjom między sektorem farmaceutycznym a firmami technologicznymi. Uczestnicy zgodzili się, że sztuczna inteligencja zmienia sposób prowadzenia badań klinicznych, analizowania danych oraz projektowania nowych terapii. Jednocześnie podkreślano, że skuteczne wykorzystanie AI wymaga współpracy pomiędzy firmami farmaceutycznymi, startupami i dostawcami technologii.

Silnie wybrzmiał także temat odpowiedzialności. W dyskusji prowadzonej przez Ligię Kornowską z Jędrzejem Stępniowskim, Partnerem w kancelarii dotlaw oraz Danielem Kaźmierczakiem z Teleradiologia24, o poradniku nabywcy AI wskazywano, że nawet najlepszy algorytm nie zdejmuje odpowiedzialności z placówki i lekarza. To szczególnie ważne w kontekście zamawiania, oceny i wdrażania narzędzi AI w podmiotach leczniczych. Warto zaznaczyć, że konsultacje publiczne nad Poradnikiem Nabywcy AI już trwają. Więcej informacji jest na stronie www.aiwzdrowiu.pl

Druga część konferencji koncentrowała się na praktycznych zastosowaniach. Karolina Tądel z Ministerstwa Zdrowia podkreślała, że wdrożenia nie powinny zaczynać się od fascynacji technologią, lecz od dobrze zdefiniowanego problemu, jakości danych i procesu decyzyjnego. „Podejście od danych do decyzji jest kluczowe” – mówiła, zaznaczając, że AI nie naprawi automatycznie luk organizacyjnych, jeśli wcześniej nie zostaną opisane procesy i potrzeby systemu.

Maciej Szymczyk, CEO Medmetrix, zwrócił uwagę, że pacjent nie potrzebuje kolejnej aplikacji, lecz rozwiązań prowadzących do realnej poprawy doświadczeń związanych z leczeniem.

Ewa Owerczuk, wolontariuszka Fundacji K.I.D.S. przedstawiła konkurs „Dziecięcy Szpital Przyszłości”, pokazując, że innowacje mogą być rozwijane również dla najmłodszych pacjentów.
Zuzanna Nowak-Życzyńska z Agencji Badań Medycznych omówiła rolę ABM w finansowaniu innowacji cyfrowych oraz wspieraniu rozwoju nowych technologii medycznych.
Jakub Musiałek, CEO Pixel Technology przedstawił proces budowania modeli AI w medycynie, podkreślając znaczenie jakości danych oraz współpracy ekspertów klinicznych z zespołami technologicznymi.
Jakub Kozak, CEO i współzałożyciel Datlowe, przedstawił perspektywę wykorzystania danych do wcześniejszego zarządzania ryzykiem w szpitalach. W jego wystąpieniu AI została pokazana jako narzędzie, które może przekształcać dane w działania prewencyjne. „Porozmawiajmy o tym, jak możemy przekształcać dane w zapobieganie” – mówił, wskazując, że cyfryzacja szpitali nie powinna kończyć się na gromadzeniu informacji, ale prowadzić do lepszych decyzji operacyjnych i klinicznych. “Podmioty lecznicze każdego dnia generują ogromne ilości danych. AI może przynosić praktyczną wartość szpitalom, pacjentom i jakości opieki wtedy, gdy pomaga w sposób ciągły analizować te dane i przekładać je na działania podejmowane we właściwym czasie: umożliwiając wcześniejszą identyfikację ryzyk, skupienie uwagi tam, gdzie ma to największe znaczenie, oraz przejście od analizy retrospektywnej do ukierunkowanej prewencji”, powiedział.

Konferencja nie unikała także tematów trudnych. Milena Szuchnik-Kamińska, Radca Prawny w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta ostrzegała przed zjawiskiem „fałszywych lekarzy AI”, czyli systemów, które wyglądają jak konsultacja medyczna, ale nie podlegają takim samym zasadom jak lekarz czy świadczenie zdrowotne. „Ten lekarz nie istnieje. Nie ma prawa wykonywania zawodu. Nie podlega odpowiedzialności zawodowej. Nie obowiązuje go tajemnica lekarska” – mówiła.

Jędrzej Stępniowski, Partner w kancelarii DotLaw przedstawił konsekwencje wdrażania AI Act dla sektora ochrony zdrowia, wskazując na nowe obowiązki producentów i użytkowników systemów wysokiego ryzyka.

Regulacyjny wymiar wdrożeń AI omówił Tomasz Koeber z URPL, wskazując, że oprogramowanie wykorzystujące AI może być wyrobem medycznym, jeśli jego przewidziane zastosowanie obejmuje diagnozowanie, monitorowanie, przewidywanie lub wspieranie decyzji terapeutycznych. „Kluczowe jest przewidziane zastosowanie, czyli do czego oprogramowanie jest przeznaczone” – podkreślił.

Konrad Komornicki z UODO przypomniał o konieczności zachowania równowagi pomiędzy innowacyjnością a ochroną prywatności pacjentów.

Konferencję zamknął Wojciech Kusa z NASK, który mówił o suwerenności technologicznej i znaczeniu polskich modeli językowych. Wskazał, że AI staje się nową warstwą infrastruktury, podobnie jak kiedyś elektryczność, internet czy chmura.

Najważniejszym przesłaniem konferencji było przejście od entuzjazmu do dojrzałości. AI w ochronie zdrowia nie jest już wyłącznie obietnicą. Jest narzędziem, które może wspierać diagnostykę, zarządzanie, analizę danych i komunikację z pacjentem. Warunkiem sukcesu pozostaje jednak odpowiedzialne wdrażanie: oparte na danych, zgodne z regulacjami, bezpieczne dla pacjenta i podporządkowane zasadzie, że technologia ma wspierać człowieka, a nie go zastępować.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie www.aiwzdrowiu.pl

Źródło: inf pras

Jeszcze kilkanaście lat temu rdzeniowy zanik mięśni (SMA) był jedną z najcięższych chorób neurologicznych wieku dziecięcego. Dziś, dzięki przełomowym terapiom i programowi badań przesiewowych noworodków, coraz więcej pacjentów prowadzi aktywne życie, a SMA stopniowo staje się chorobą przewlekłą. Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Justyna Paprocka, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii dziecięcej, współczesne wyzwania nie dotyczą już wyłącznie dostępu do leczenia, ale przede wszystkim jego optymalizacji. Coraz większą rolę odgrywają medycyna personalizowana, biomarkery, terapie sekwencyjne oraz zapewnienie pacjentom kompleksowej opieki na każdym etapie życia.
Pani Profesor, jak dziś wygląda leczenie rdzeniowego zaniku mięśni i czym obecna sytuacja chorych różni się od tej sprzed kilku lat?

Zmiana w leczeniu pacjentów z SMA, której jesteśmy świadkami, jest naprawdę fundamentalna. Jeszcze stosunkowo niedawno rdzeniowy zanik mięśni był chorobą głównie dziecięcą, o ciężkim, często dramatycznym przebiegu. Dziś, dzięki ogromnemu postępowi terapeutycznemu, widzimy coś zupełnie nowego, a mianowicie rosnącą populację pacjentów dorosłych. To najlepszy dowód na skuteczność leczenia, ale jednocześnie początek zupełnie nowego etapu w myśleniu o tej chorobie. Coraz częściej mamy do czynienia z pacjentami, którzy żyją długo, a SMA przyjmuje charakter choroby przewlekłej, ustabilizowanej. To automatycznie zmienia nasze cele terapeutyczne. Nie koncentrujemy się już wyłącznie na ratowaniu życia, ale na jego jakości – na funkcjonowaniu ruchowym, oddechowym, społecznym. To z kolei wymusza rozwój długoterminowych strategii opieki nad pacjentami, zwłaszcza w zakresie rehabilitacji i wsparcia wielospecjalistycznego.

Czyli zmieniło się podejście do samej terapii?

Zdecydowanie tak. Przeszliśmy od pytania „czy leczyć?” do pytania „jak leczyć najlepiej?”. Pojawienie się przełomowych terapii – takich jak nusinersen, risdiplam czy terapia genowa onasemnogene abeparvovec – oraz ich refundacja w ramach programu lekowego całkowicie zmieniło krajobraz terapeutyczny. Obecnie w Polsce w programie lekowym leczymy 655 pacjentów nusinersenem i 474 risdiplamem, terapię genową otrzymało 85 dzieci. Nie dyskutujemy już więc o dostępności leczenia, ale o jego optymalizacji. Z tego względu coraz większego znaczenia nabierają koncepcje terapii sekwencyjnych i skojarzonych. Zastanawiamy się, kiedy zmienić leczenie, a kiedy łączyć różne terapie. Każda taka decyzja musi być bardzo precyzyjna i uwzględniać wiek pacjenta, jego stan funkcjonalny, a także historię wcześniejszego leczenia, w tym udział w badaniach klinicznych. Jest to nowe podejście, które sprawia, że leczenie staje się procesem ciągłego dostosowywania do zmieniającej się sytuacji pacjenta.

Czy to oznacza, że wchodzimy w erę medycynie spersonalizowanej w rdzeniowym zaniku mięśni?

Medycyna personalizowana to jeden z najważniejszych kierunków rozwoju. Odchodzimy od modelu „jedna terapia dla wszystkich chorych” i coraz wyraźniej zmierzamy w stronę leczenia szytego na miarę. Chcemy dobierać terapię nie tylko do rozpoznania, ale też do konkretnego pacjenta – jego wieku, fenotypu, dynamiki choroby i wcześniejszych doświadczeń terapeutycznych. Ogromną rolę odegrają tutaj biomarkery. Dziś najbardziej zaawansowanym kandydatem są neurofilamenty (łańcuchy lekkie), które zostały uznane przez Europejską Agencję Leków za biomarker rozwojowy. U dzieci obserwujemy wyraźną zależność – wysokie wartości neurofilamentów odpowiadają aktywnej chorobie, a ich spadek świadczy o skuteczności leczenia. U dorosłych sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo ta korelacja nie jest już tak wyraźna. Dlatego coraz częściej mówi się o biomarkerach złożonych, które będą łączyć parametry biologiczne, takie jak neurofilamenty, z oceną kliniczną i neuropsychologiczną.

W przyszłości biomarkery mogą pełnić trzy kluczowe funkcje – monitorować skuteczność leczenia, przewidywać przebieg choroby oraz pomagać w wyborze optymalnej terapii dla konkretnego pacjenta, także w kontekście decyzji o zmianie leczenia lub zastosowaniu terapii skojarzonych.

Jednym z przełomów w SMA jest także bardzo wczesne leczenie…

To prawda – leczenie presymptomatyczne, czyli jeszcze przed pojawieniem się jakichkolwiek objawów choroby, jest absolutnym przełomem. W Polsce jest to możliwe dzięki badaniom przesiewowym noworodków. Efekty takiego postępowania, kiedy staramy się wyprzedzać chorobę, są zdecydowanie najlepsze, co potwierdzają nasze doświadczenia kliniczne.

Obecnie idziemy jeszcze o krok dalej. Pojawiają się pierwsze doniesienia o leczeniu prenatalnym, czyli terapii rozpoczynanej jeszcze w czasie ciąży – podawanej matce, z myślą o dziecku. Dotyczy to bardzo szczególnej grupy przypadków, w których SMA zostaje rozpoznane już na etapie życia płodowego, na podstawie badań genetycznych – na przykład wtedy, gdy w rodzinie jest już chore dziecko i wykonuje się diagnostykę prenatalną. W tym kontekście mówimy o stosowaniu doustnego risdiplamu, podawanego jeszcze przed narodzinami, zanim choroba zdąży się ujawnić i doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń. Na razie jest to leczenie eksperymentalne, ale pierwsze wyniki są bardzo obiecujące. To podejście pokazuje, jak bardzo przesuwa się granica możliwości terapeutycznych w rdzeniowym zaniku mięśni.

A co z nowościami terapeutycznymi?

Tych zmian jest naprawdę dużo, biorąc pod uwagę, że SMA jest chorobą rzadką. Aktualnie mamy już dostęp do risdiplamu w formie tabletek, które znacząco ułatwiają codzienne funkcjonowanie pacjentów. Zarejestrowana jest wyższa dawka nusinersenu oraz terapia genowa podawana drogą dokanałową, przeznaczona dla starszych dzieci i dorosłych pacjentów. Ponadto rozwijane są nowe cząsteczki działające bezpośrednio na mięśnie i jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera koncepcja łączenia terapii – na przykład obecnych leków wpływających na białko SMN z terapiami ukierunkowanymi na mięśnie. To może być kolejny krok w zwiększaniu skuteczności leczenia.

Rozwój terapii niesie jednak nowe wyzwania systemowe…

Tak, i to bardzo poważne. Jednym z największych wyzwań jest dziś płynna tranzycja pacjentów z opieki pediatrycznej do systemu dla osób dorosłych. Liczba dorosłych pacjentów z SMA rośnie, natomiast liczba ośrodków przygotowanych do ich leczenia pozostaje niewystarczająca. To może wpływać na ciągłość terapii. Z jednej strony potrzebujemy standaryzacji, czyli jasnych wytycznych i algorytmów postępowania, które zapewnią pacjentom bezpieczeństwo i spójność terapii, ale z drugiej – musimy zachować elastyczność i możliwość dostosowania leczenia do konkretnego chorego.

Kolejnym wyzwaniem jest monitorowanie efektów leczenia. Potrzebujemy dobrze prowadzonych rejestrów, które pozwolą nam ocenić skuteczność i bezpieczeństwo terapii – szczególnie w przypadku terapii sekwencyjnych i skojarzonych – a także ich wpływ na jakość życia pacjentów. Jest to niezwykle ważne również w kontekście decyzji refundacyjnych, ponieważ mówimy o terapiach bardzo kosztownych.

Jakie są najważniejsze kierunki na najbliższe lata?

Bez wątpienia dalszy rozwój medycyny personalizowanej czyli terapii szytych na miarę, opartych na kompleksowych danych i biomarkerach. Równolegle będą rozwijać się strategie łączenia i sekwencjonowania terapii oraz bardzo wczesnej interwencji terapeutycznej. Ale równie ważne będzie zarządzanie odniesionym już sukcesem, bo będąca jego efektem, rosnąca liczba dorosłych pacjentów z SMA oznacza nowe wyzwania, m.in. ortopedyczne, społeczne i związane z jakością życia.

Ale największa, najważniejsza zmiana już się dokonała – dziś nie pytamy już, czy możemy pomóc pacjentowi z SMA, lecz pytamy o to, jak najlepiej prowadzić go przez całe jego życie. I to jest zupełnie nowy rozdział w historii tej choroby.

Źródło: inf pras

Najtrudniejsze przypadki ostrej białaczki limfoblastycznej u dzieci coraz częściej mogą być skutecznie leczone dzięki terapii CAR-T – jednej z najbardziej zaawansowanych metod współczesnej hematoonkologii. Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu, uznawana za lidera terapii CAR-T w Polsce, opracowała własną strategię tzw. spersonalizowanego pomostowania, która pozwala osiągać wyniki leczenia przewyższające rezultaty notowane w wielu zagranicznych ośrodkach.
Terapia CAR-T to jedna z najbardziej zaawansowanych metod leczenia nowotworów krwi. Polega na genetycznej modyfikacji limfocytów pacjenta w taki sposób, aby potrafiły one samodzielnie rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe. Zanim wyprodukowany w zagranicznym laboratorium „żywy lek” trafi z powrotem do chorego dziecka, mija około 4-5 tygodni. Ten czas oczekiwania ma kluczowe znaczenie – wyjaśnia kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, prof. Krzysztof Kałwak:

– Zindywidualizowane leczenie pomostowe wprowadzone w naszej klinice, oprócz standardowej chemioterapii, obejmuje również – dotąd uznawaną za „kontrowersyjną” – immunoterapię. Takie podejście pozwoliło na uzyskanie lepszych wskaźników przeżycia wolnego od choroby w porównaniu do ośrodków w Stanach Zjednoczonych oraz innych krajach Europy. Każdego pacjenta traktujemy indywidualnie, czyli jeśli trzeba, dostanie immunoterapię, na przykład blinatumomab (przeciwciało bispecyficzne) albo inotuzumab ozogamycyny (lek skierowany na cząsteczkę CD22, działający jak chemioimmunoterapeutyk). Jeśli jest w lepszym stanie i ma niski poziom tzw. „choroby resztkowej”, wystarczy leczenie podtrzymujące.

Kwalifikacja i precyzyjne przygotowanie do pobrania komórek

Terapia CAR-T nie jest leczeniem pierwszej linii. Rezerwuje się ją dla pacjentów w najcięższym stanie, opornych na standardową chemioterapię lub zmagających się ze wznową po wcześniejszym przeszczepieniu komórek krwiotwórczych. Warunkiem koniecznym jest również obecność antygenu CD19 na komórkach białaczkowych.

Gdy pacjent zostaje zakwalifikowany, proces rozpoczyna się od aferezy – zabiegu przypominającego dializę, trwającego od 3 do 5 godzin. Specjalistyczny sprzęt odwirowuje krew, separując z niej jednojądrzaste komórki z limfocytami – tłumaczy koordynatorka programu leczenia nawrotów ALL w Polsce, dr n. med. Monika Mielcarek-Siedziuk:

– Najlepiej, gdy pacjent trafia do nas zaraz przy rozpoznaniu. Wykonujemy wtedy aferezę na świeżym materiale, na nieosłabionych przez chemioterapię komórkach, więc mają one szansę zadziałać lepiej. Za każdym razem w sposób zindywidualizowany dobieramy terapię przed aferezą, aby zminimalizować ryzyko dysfunkcji limfocytów T.

Inżynieria genetyczna

Pobrany od pacjenta materiał zostaje zamrożony w oparach ciekłego azotu w temperaturze niemal -190°C i wysłany do specjalistycznych laboratoriów (najczęściej w Szwajcarii lub USA).

– W laboratorium komórki są rozmrażane, izoluje się z nich limfocyty T, a następnie przeprowadza najważniejszą procedurę: wprowadzenie przy pomocy wektora lentiwirusowego genu kodującego CAR (chimeryczny receptor antygenowy anty-CD19) – tłumaczy prof. Krzysztof Kałwak. – Dzięki temu komórka T nabiera możliwości precyzyjnego zabijania nowotworu oraz namnażania się i przetrwania w organizmie pacjenta przez miesiące, a nawet lata.

Podczas gdy lek powstaje za granicą, kluczową rolę odgrywa wspomniane leczenie pomostowe.

– Musimy pacjenta czekającego na terapię doprowadzić do najlepszego możliwego stanu (uzyskać najniższy poziom „choroby resztkowej”), aby optymalnie wykorzystać potencjał komórek CAR-T

– precyzuje dr Karolina Liszka z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. –  Przed samą infuzją chory przechodzi jeszcze krótką chemioterapię (tzw. protokół limfodeplecyjny), aby wyhamować działanie jego własnych, niezmodyfikowanych limfocytów i zrobić miejsce dla tych „zaprogramowanych” do walki z nowotworem.

Cud medycyny przypominający kroplówkę

Gotowy, innowacyjny lek jest szczytowym osiągnięciem inżynierii genetycznej, jednak jego podanie to po prostu szybka infuzja. Rozmrożony preparat trafia do krwiobiegu dziecka zaledwie w kilka minut. Oznaki skuteczności zwykle pojawiają się błyskawicznie. Według dr Mielcarek-Siedziuk już po 3-4 dniach we krwi pacjenta widać komórki CAR-T. Często towarzyszy temu podwyższona temperatura – objaw tzw. zespołu uwalniania cytokin (CRS).

– Paradoksalnie to doskonały znak świadczący o tym, że zmodyfikowane limfocyty napotkały antygen i rozpoczęły destrukcję białaczki – dodaje dr Mielcarek-Siedziuk.

Spektakularne statystyki „Przylądka Nadziei”

Od 2020 roku terapię CAR-T otrzymało w Polsce 55 pacjentów (46 we Wrocławiu, 9 w Bydgoszczy). Specjaliści nie mają wątpliwości, że spersonalizowane pomostowanie daje rewelacyjne efekty.
W grupie dzieci leczonych z powodu wznowy po wcześniejszej transplantacji przeżycie ogólne wynosi aż 87 proc., a przeżycie wolne od choroby – 70 proc. Z kolei w skali wszystkich leczonych pacjentów wskaźniki te utrzymują się na poziomie odpowiednio 80 proc. oraz 60 proc. Dla porównania, analogiczny wskaźnik w grupie amerykańskiej wynosi 50 proc.

Twarze Nadziei: Olek i Piotrek

Za każdą innowacją medyczną kryją się historie konkretnych pacjentów. Pierwszym dzieckiem w Polsce, które przeszło terapię CAR-T, był 11-letni Olek. Chłopiec nie odpowiadał na standardowe leczenie, a dziś – sześć lat po podaniu „żywego leku” – pozostaje całkowicie zdrowy. Kolejnym wyjątkowym pacjentem był 22-letni Piotrek, u którego z powodu złożonej historii choroby terapię zastosowano po raz drugi. Biorąc pod uwagę doskonałą reakcję jego organizmu na wcześniejszą modyfikację i ogromne ryzyko związane z tradycyjnym przeszczepem, lekarze zdecydowali się na kolejną infuzję. Odbyła się ona na początku 2026 roku i przyniosła wymarzony skutek, pozwalając pacjentowi na bezpieczny powrót do domu.

Polskie rekomendacje poszły w świat

Aby zapewnić jednolite i bezpieczne stosowanie terapii, Zespół Koordynacyjny ds. CAR-T we współpracy z Polskim Towarzystwem Onkologii i Hematologii Dziecięcej opracował kompleksowe wytyczne. Dokument, którego autorem jest między innymi prof. Krzysztof Kałwak, jest dziś fundamentem pracy polskich klinicystów. Dzięki znakomitym wynikom leczenia polskie standardy realnie kształtują globalne podejście do tej terapii. Dowodem tego są liczne cytowania w prestiżowych czasopismach naukowych oraz ścisła współpraca nawiązana z wiodącymi ośrodkami w Europie i Azji.

Źródło: inf pras

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu terapia CAR-T została zastosowana u pacjentów pediatrycznych już po raz pięćdziesiąty. Ten „okrągły” moment jest nie tylko kolejnym punktem na mapie innowacyjnych terapii w Polsce, ale też symbolem skali i tempa rozwoju Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej, znanej jako Przylądek Nadziei. Kilka dni wcześniej ośrodek podsumował dekadę pracy w nowej lokalizacji: ponad 8000 dzieci leczonych na oddziałach kliniki i kolejne tysiące wspieranych ambulatoryjnie, setki przeszczepień i wdrażanie technologii, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie w największych centrach na świecie.

CAR-T należy do najbardziej zaawansowanych metod leczenia nowotworów krwi. W uproszczeniu to immunoterapia „szyta na miarę”: pacjentowi pobiera się limfocyty T, następnie komórki są modyfikowane genetycznie tak, by rozpoznawały komórki nowotworowe, i wracają do organizmu jako precyzyjna broń przeciw chorobie.

Pięćdziesiąta pacjentka: szybciej niż kiedyś, zanim choroba zdąży wracać wielokrotnie

Pięćdziesiątą pacjentką była 9-letnia Antonina z Katowic, u której po przeszczepie szpiku doszło do nawrotu choroby. Zespół kliniki podkreśla, że w praktyce coraz częściej nie czeka się już na kolejne wznowy – CAR-T bywa wdrażane wcześniej, jako realna szansa na przerwanie złego scenariusza.
Przygotowanie do zabiegu trwa zwykle około miesiąca. W przypadku Tosi pobranie komórek odbyło się około dwóch miesięcy temu. Dziewczynka przyjechała do nas na krótką wizytę, podczas której jej komórki zostały wyizolowane i wysłane za granicę do zmodyfikowania, czyli uzbrojenia do walki z nowotworem – wyjaśnia prof. Krzysztof Kałwak.
Okres oczekiwania na gotowe komórki jest jednym z najbardziej wymagających elementów całego procesu. Chorobę trzeba w tym czasie utrzymać w ryzach – temu służy leczenie pomostowe, prowadzone w miejscu wcześniejszego leczenia pacjentki.
Pomostowanie jest kluczowe, żeby zmniejszyć „ładunek” nowotworu, czyli liczbę blastów białaczkowych. Trwa to czasami miesiąc, czasami dwa. Natomiast już przed samym podaniem zmodyfikowanych komórek stosuje się tak zwaną chemioterapię limfodeplecyjną, która ułatwia wszczepienie nowych komórek. To są dwa małe woreczki po 5–10 mililitrów, które są na wagę życia – dodaje prof. Kałwak.

Od „pierwszego razu w Polsce” do leczenia na skalę europejską

Wrocław był pionierem CAR-T w pediatrii w Polsce — to tutaj 3 marca 2020 roku po raz pierwszy w kraju podano tę terapię dziecku. Pierwszym pacjentem był Olek, który miał za sobą długi, wieloletni przebieg choroby i kolejne niepowodzenia leczenia.
Pierwszym pacjentem był Olek. Chłopiec przez 7 lat walczył nieskutecznie z ostrą białaczką limfoblastyczną. Miał za sobą kolejne wznowy, nieudane transplantacje i immunoterapię. Wreszcie, po zdobyciu akredytacji i środków finansowych, podaliśmy mu te pierwsze komórki – opowiada prof. Kałwak.
Po trzech miesiącach pacjent uzyskał ujemną chorobę resztkową. Dziś jest w bardzo dobrej formie, pozostając pod kontrolą ośrodka.
Dziś, praktycznie dorosły Olek, przyjeżdża do Przylądka raz na miesiąc. Otrzymuje wciąż immunoglobuliny, ponieważ terapia CAR-T działa tak dobrze, że jego organizm jeszcze ich nie produkuje. To jest tak zwany pożądany objaw uboczny – tłumaczy dr Monika Mielcarek-Siedziuk. – Z dotychczasowych obserwacji wynika, że większość pacjentów bardzo długo utrzymuje te namnożone komórki w swoim organizmie. Olek już prawie 6 lat.
W kolejce są kolejne dzieci kwalifikujące się do terapii; następne podania zapowiedziano na koniec grudnia i styczeń.

Liczby, które tłumaczą, skąd bierze się skuteczność
W grupie 50 dzieci leczonych CAR-T we Wrocławiu dominują pacjenci z ostrą białaczką limfoblastyczną B-komórkową (47 przypadków), a pozostała część to oporne na leczenie chłoniaki B-komórkowe (3 przypadki). Ośrodek przypomina też o realiach początków: pierwsza dziesiątka pacjentów otrzymała leczenie jeszcze przed refundacją – dzięki zbiórkom publicznym.
Zespół przedstawia również twarde wyniki leczenia, wskazując, że są one porównywalne z czołowymi ośrodkami na świecie, a w części parametrów je przewyższają.
Obserwujemy 3-letnie przeżycie całkowite na poziomie ok. 82% w całej grupie, a w grupie dzieci, które otrzymały terapię z powodu wznowy po transplantacji, wskaźnik ten wynosi aż 87% – podkreśla prof. Kałwak. – Co więcej, nasze 2-letnie przeżycie wolne od wznowy przekracza 66%. Dla porównania, analogiczny wskaźnik w grupie amerykańskiej wynosi 50%.
W Polsce – poza Wrocławiem – akredytację do CAR-T w białaczce u dzieci posiada również ośrodek w Bydgoszczy.

10 lat kliniki w nowej siedzibie: skala większa niż „jeden oddział”

Włączenie wątku 10-lecia kliniki pozwala zobaczyć CAR-T w szerszym obrazie: ośrodek jest nie tylko miejscem pojedynczych innowacji, ale jednym z największych centrów onkologii i transplantologii dziecięcej w regionie. W ciągu dekady w nowej lokalizacji Przylądek Nadziei przyjął ponad 8000 pacjentów na oddziałach, a kolejne tysiące korzystały z opieki ambulatoryjnej. Klinika dysponuje 70 łóżkami (onkologicznymi i przeszczepowymi) oraz trybem jednodniowym, w którym każdego dnia pomoc otrzymuje kilkadziesiąt dzieci.
Skala transplantacji jest jedną z tych, które realnie budują europejską pozycję ośrodka.
Niewątpliwie jesteśmy największym ośrodkiem onkologii i transplantologii dziecięcej w Polsce. Jeśli chodzi o Europę, w przypadku transplantacji, większy jest tylko ośrodek w Rzymie, więc rzeczywiście jesteśmy w ścisłej czołówce. Plasujemy się na 2–3 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę liczbę transplantacji u dzieci. Od 2015 roku w Przylądku przeprowadziliśmy ich ponad 750 – wylicza prof. Kałwak.

„Rak kiedyś był wyrokiem”. Perspektywa czterech dekad

W listopadowym materiale jest też bardzo mocny, „ludzki” wątek: spojrzenie z perspektywy lekarza, który pamięta czasy, gdy warunki sanitarne i powikłania infekcyjne potrafiły przekreślać szanse leczenia.
Niestety możliwości terapeutyczne były zupełnie inne, a przede wszystkim była ogromna ilość powikłań infekcyjnych i z tego powodu dzieci odchodziły. Kiedyś „rak” to był wyrok. Jak ktoś dowiadywał się o chorobie, to była tragedia – mogliśmy uratować zaledwie 20% dzieci – wspomina prof. Bernarda Kazanowska.
W przypadku białaczek i chłoniaków wyleczalność sięga nieprawdopodobnego poziomu 90–95% – dodaje.
Ten kontrast jest ważny, bo pokazuje, że przełom to nie tylko „nowy lek”, ale też infrastruktura, kontrola zakażeń, doświadczenie zespołu, organizacja i finansowanie.

Co dalej: terapia genowa i „akademickie CAR-T” jako kierunek dostępności

Wrocław rozwija także obszar terapii genowych. Ośrodek wdrożył już leczenie w rzadkim niedoborze odporności (RAG1-SCID), a w planach są kolejne wskazania oraz projekty międzynarodowe. Jednocześnie USK informował o przełomie u dorosłych pacjentów: w sierpniu 2025 roku podano pierwsze w Polsce komórki CAR-T wyprodukowane w ramach ośrodka akademickiego (bez udziału firm komercyjnych), co potencjalnie może skracać czas przygotowania i obniżać koszty.
Terapia CAR-T to symbol zmiany, jaka dokonuje się w medycynie. To już nie tylko leczenie, ale całkowita zmiana w leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi – podsumowuje Beata Freier. – Jesteśmy dumni, że to właśnie we Wrocławiu tworzymy polskie standardy nowoczesnej onkologii.

Źródło: USK we Wrocławiu

Onkologia kliniczna jeszcze kilka lat temu była jedną z najmniej popularnych dziedzin wśród absolwentów medycyny. Dziś sytuacja się zmienia – i to w imponującym tempie. Z najnowszych danych Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (CMKP) wynika, że aż 70 młodych lekarzy wybrało rezydenturę z onkologii klinicznej w jesiennym naborze 2025 roku. To rekordowy wynik, który plasuje tę specjalizację w pierwszej dziesiątce najczęściej wybieranych kierunków rozwoju zawodowego.
Rosnące zainteresowanie onkologią nie jest przypadkiem. Za zmianą postrzegania tej specjalizacji stoją konkretne działania edukacyjne i promocyjne, przede wszystkim inicjatywy Studenckiego Onko-Forum (SOF) działającego przy Narodowym Instytucie Onkologii. Organizacja od lat buduje pozytywny wizerunek zawodu onkologa, pokazując, że to nie tylko wymagająca, ale przede wszystkim dynamicznie rozwijająca się dziedzina medycyny, w której kluczowe znaczenie mają innowacje, interdyscyplinarna współpraca i postęp naukowy.

„Rekordowa liczba 70 nowych rezydentów to efekt konsekwentnej promocji tej specjalizacji i dowód, że inwestowanie w edukację oraz inspirujące spotkania ma realny wpływ na decyzje zawodowe młodych lekarzy” – mówi dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Systematyczny wzrost zainteresowania

Rekrutacja na rezydentury medyczne prowadzona jest dwa razy w roku – wiosną i jesienią. W 2025 roku widać wyraźny trend wzrostowy w obu edycjach naboru.

Dla porównania:
To jasny sygnał, że systematyczne działania promujące onkologię kliniczną przynoszą trwałe efekty i przyciągają coraz więcej młodych adeptów medycyny.

Już 15 listopada 2025 roku odbędzie się trzecia edycja międzynarodowej konferencji SOF „Science Non-Fiction: Nowa Era Onkologii”, organizowanej z okazji urodzin Marii Skłodowskiej-Curie. Wydarzenie połączy studentów medycyny, młodych lekarzy, naukowców i przedstawicieli startupów technologicznych.

W programie znajdą się wystąpienia światowej klasy ekspertów, m.in. prof. Silvii Formenti (Weill Cornell Medicine, Nowy Jork) i prof. Gerarda Evana (King’s College London), a także panele poświęcone terapiom celowanym, immunoterapii, chirurgii robotycznej oraz sesja „Pitch Your Idea”, podczas której młodzi badacze i startupy będą mogli zaprezentować swoje innowacyjne rozwiązania w onkologii.

„Chcemy pokazać, że onkologia to dziedzina przyszłości – łącząca naukę, technologię i pasję. Nasze działania inspirują młodych ludzi do odwagi w wyborze ścieżki zawodowej i pokazują, że w tej specjalizacji można realnie zmieniać życie pacjentów” – podkreśla Paulina Kalman, prezeska Studenckiego Onko-Forum.

Działania Studenckiego Onko-Forum – konferencje, warsztaty i projekty popularyzujące onkologię – realizowane są we współpracy z uczelniami medycznymi w całej Polsce. Ich efekty są wymierne:

„To niezwykle budujące widzieć, że nowa generacja lekarzy postrzega onkologię jako fascynującą i perspektywiczną dziedzinę. Dzięki takim inicjatywom, jak Studenckie Onko-Forum, budujemy przyszłość polskiej medycyny” – podsumowuje Beata Jagielska.

Rosnące zainteresowanie onkologią kliniczną to sygnał, że zmienia się świadomość młodych lekarzy i sposób, w jaki postrzegają tę dziedzinę. Dzięki zaangażowaniu środowisk akademickich, organizacji takich jak Studenckie Onko-Forum i nowoczesnym działaniom edukacyjnym, onkologia zyskuje nowe oblicze – pełne naukowych możliwości i realnego wpływu na życie pacjentów.

Źródło: CMKP

Polscy pacjenci z rezerwą patrzą na robotyzację stomatologii – tylko co dziesiąty zaufałby maszynie w fotelu dentystycznym. Jednak eksperci przekonują, że wkrótce ten opór stanie się anachroniczny. Roboty nie będą zastępować lekarzy, lecz staną się ich cyfrowymi asystentami, zapewniając precyzję niedostępną dla ludzkiej ręki. W implantologii czy chirurgii stomatologicznej zautomatyzowane systemy mają szansę zrewolucjonizować sposób pracy lekarzy – skrócić zabiegi, zmniejszyć ich inwazyjność i podnieść komfort pacjentów. „Robot nie wyręcza dentysty, tylko podnosi mu poprzeczkę” – podkreśla dr n. med. Piotr Przybylski, współautor badania UCE RESEARCH i Implant Medical.
Z badania UCE RESEARCH i Implant Medical wynika, że tylko 9% dorosłych Polaków obecnie poddałoby się zabiegowi stomatologicznemu przeprowadzanemu przez robota. – Wielu pacjentów kojarzy wizytę u dentysty z bólem i ze stresem. Perspektywa oddania się w ręce maszyny wzmacnia niepokój. Do tego dochodzi nieufność wobec AI i automatyzacji. Pacjent nie wie, jak taki robot działa, kto nim steruje i odpowiada za ewentualne błędy. Brakuje też rzeczywistych doświadczeń. Jeszcze nikt w Polsce nie widział robota w roli dentysty, więc trudno oczekiwać zaufania – mówi dr n. med. Piotr Przybylski, implantolog, współautor badania z Kliniki Implant Medical w Gnieźnie.

Aż 65% dorosłych Polaków jest przeciwnych takim zabiegom. – To przede wszystkim sygnał przywiązania do lekarza – człowieka. W większości przypadków pacjenci wyobrażają sobie, że robot samodzielnie wykona cały zabieg bez udziału dentysty. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Dziś istnieją tzw. roboty asystujące, czyli urządzenia, które działają pod pełną kontrolą lekarza i pomagają mu w precyzyjnym prowadzeniu narzędzia. Przykładem jest system Yomi, który od kilku lat ma certyfikat amerykańskiej FDA. W praktyce chirurg planuje zabieg w systemie 3D, a robot pilnuje, by wiertło poruszało się dokładnie po zaplanowanej trajektorii. Lekarz cały czas trzyma rękę na narzędziu. To jest więc robotyczny asystent chirurga – wyjaśnia implantolog.

Z kolei 26% osób nie ma jeszcze wyrobionego zdania na ww. temat. – To są pacjenci, którzy z góry nie odrzucają nowoczesnych technologii, ale nie wiedzą, jak działa takie urządzenie. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie tę grupę najłatwiej jest przekonać do nowych rozwiązań. Wystarczy edukacja i przejrzysta komunikacja. Jeśli pacjent zobaczy, że to lekarz steruje robotem i system działa jak precyzyjny GPS, a nie jak autonomiczny chirurg, to jego podejście szybko się zmieni. Dlatego kluczem będzie zaprezentowanie robotyki w praktyce, np. podczas pokazowych zabiegów czy kampanii edukacyjnych – komentuje dr n. med. Piotr Przybylski.

Jak przypominają autorzy badania, rok temu w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że system oparty na AI przeprowadził pierwszy w pełni zautomatyzowany zabieg stomatologiczny w ludzkiej jamie ustnej. – Faktycznie w 2024 roku firma Perceptive ogłosiła pierwszy taki zabieg, ale odbył się on w bardzo kontrolowanych warunkach. Robot wykonał ściśle zaplanowaną czynność, pod stałym nadzorem ludzi. Nie był to przypadek kliniczny z pełnym zestawem zmiennych, jak krwawienie, ślina czy ruch pacjenta. To dowód na to, że technicznie potrafimy to zrobić, co nie znaczy, że jesteśmy gotowi klinicznie czy prawnie – wyjaśnia ekspert z Implant Medical.

W Polsce obowiązuje surowe prawo medyczne, a tego typu systemy muszą uzyskać certyfikację MDR, której roboty implantologiczne jeszcze nie mają. – Dlatego pierwsze tego typu rozwiązania zobaczymy raczej w prywatnych klinikach i ośrodkach akademickich w formie asystujących systemów, a nie w pełni autonomicznych robotów. Realnie w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, tylko pozostanie pod nadzorem człowieka. Już teraz roboty najlepiej radzą sobie z procedurami wymagającymi maksymalnej precyzji i powtarzalności, jak wszczepianie implantów czy nawigowana osteotomia – zauważa ekspert.

Do tego autorzy badania informują, że obecnie w medycynie robot da Vinci jest wykorzystywany w zabiegach urologicznych (np. prostatektomia), ginekologicznych (np. operacje raka trzonu macicy) oraz w chirurgii ogólnej (np. operacje raka jelita grubego). W Polsce od 2022 roku NFZ refunduje operacje raka prostaty z wykorzystaniem robota, a od 2023 roku – również leczenie nowotworów błony śluzowej macicy i raka jelita grubego.

– W tych obszarach robot po prostu przewyższa ludzką rękę pod względem stabilności, precyzji i kąta prowadzenia narzędzi. Ale nadal potrzebna jest ludzka decyzja, ocena tkanek oraz korekta w czasie rzeczywistym. Nie wyobrażam sobie, żeby robot samodzielnie zdiagnozował stan przyzębia czy dobrał plan leczenia estetycznego. To wymaga wiedzy, doświadczenia i empatii – przekonuje dr n. med. Piotr Przybylski.

System Yomi wszczepił już 70 tysięcy implantów. – To ogromny wynik, który pokazuje, że ta technologia jest bezpieczna i skuteczna. Według danych producenta, średnio co 6 minut wprowadzany jest implant przy pomocy tego urządzenia w Stanach Zjednoczonych. W literaturze naukowej mamy solidne dowody na to, że robotyka zwiększa dokładność. Różnice w pozycjonowaniu implantu nie przekraczają 0,6-0,7 mm, co jest wynikiem lepszym niż przy tradycyjnej metodzie. Ale ostateczne wskaźniki przyjęcia implantów i długoterminowe sukcesy kliniczne są wciąż bardzo dobre nawet przy klasycznej technice – ocenia implantolog.

Zdaniem eksperta, dzięki robotyce, młody lekarz może osiągnąć precyzję operatora z wieloletnim doświadczeniem, a zabiegi są krótsze i mniej inwazyjne. W tym na pewno tkwi przyszłość. Takie rozwiązania mogą zmienić oblicze stomatologii. – Przechodzimy z etapu reaktywnego leczenia do zintegrowanego procesu cyfrowego – od skanu 3D, przez planowanie protetyczne, po precyzyjnie wykonany zabieg. Lekarz staje się projektantem, planistą, kontrolerem jakości, a nie tylko ręką wykonującą procedurę – wskazuje dr n. med. Przybylski.

Według autorów badania, robot nie zastąpi dentysty, tylko podniesie mu poprzeczkę. – Lekarz, który umie pracować w cyfrowym protokole, z nawigacją i robotyką, będzie po prostu lepszy. Z całą pewnością dentyści nie powinni się bać, że roboty zabiorą im pracę. One tylko zmienią jej charakter. Zniknie część powtarzalnych, manualnych czynności, ale wzrośnie znaczenie analizy, planowania i nadzoru. Dla stomatologa to ogromna szansa – mniej fizycznego obciążenia, większa precyzja, lepsze wyniki i zadowolenie pacjentów. Ale lekarz, który nie będzie potrafił pracować z technologią, może zostać zastąpiony przez tego, który będzie umiał – ostrzega znawca tematu.

Już dziś młodzi lekarze wchodzący w świat CAD/CAM, skanerów wewnątrzustnych czy tomografii 3D uczą się pracy w środowisku cyfrowym. – Dziś jesteśmy na etapie, który można porównać do początków komputerowej tomografii w gabinetach. Dwie dekady temu też wydawało się to zbyt kosztowne i skomplikowane. A dziś trudno sobie wyobrazić nowoczesną implantologię bez CBCT. Za kilka lat podobnie będzie z robotyką. Najpierw trafi do klinik premium, potem stanie się standardem w większych miastach, a z czasem znormalizuje się w całej branży – przewiduje dr n. med. Przybylski.

Jak podsumowuje ekspert, lekarze powinni jasno komunikować pacjentom, że robot tylko im pomaga. To inteligentny system wspomagający. Warto też pokazywać konkretne dane – dokładność, czas zabiegu i mniejsze ryzyko uszkodzenia struktur anatomicznych. Kiedy pacjent zobaczy, że wszystko jest zaplanowane komputerowo i nadzorowane przez człowieka, lęk zniknie. Wtedy robot staje się po prostu kolejnym narzędziem w rękach lekarza.

***
Opis metody analitycznej/badawczej
Badanie zostało przeprowadzone w połowie października br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na ogólnopolskiej próbie 1034 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Źródło: informacja prasowa

Nowa era chirurgii robotycznej staje się faktem. Podczas Międzynarodowej Konferencji Robotycznej WRSE12 – Central European Robotic Event, która odbyła się 24 października 2025 r. w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie, polska publiczność mogła po raz pierwszy zobaczyć w akcji robota chirurgicznego Toumai firmy MicroPort Medbot. Zdalny zabieg częściowej nefrektomii przeprowadził z Belgii prof. Alexandre Mottrie – światowy autorytet w dziedzinie chirurgii robotycznej i założyciel Orsi Academy. To historyczny moment dla polskiej medycyny, symboliczny krok w kierunku szerszego wdrożenia technologii robotycznych w krajowych szpitalach.
24 października 2025 roku w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie odbyła się Międzynarodowa Konferencja Robotyczna WRSE12 – Central European Robotic Event, podczas której polska publiczność mogła po raz pierwszy zobaczyć w akcji robota chirurgicznego Toumai firmy MicroPort Medbot.

Operację zdalną z wykorzystaniem systemu przeprowadził profesor Alexandre Mottrie, uznany autorytet w dziedzinie chirurgii robotycznej oraz CEO i założyciel Orsi Academy – jednego z wiodących europejskich centrów szkoleniowych w tej dziedzinie.

Pokaz w Warszawie był ważnym krokiem w rozwoju chirurgii robotycznej w Europie Środkowej i zapowiedzią nowego etapu w rozwoju innowacyjnych technologii medycznych w Polsce.

Prezentacja była efektem międzynarodowej współpracy pomiędzy polskim dystrybutorem MedGZ a producentem systemu – firmą Medbot. Wspólnie realizują oni cel, jakim jest wprowadzenie nowoczesnych technologii chirurgicznych do polskich szpitali.

System Toumai powstał z myślą o zapewnieniu maksymalnej precyzji, stabilności i ergonomii pracy chirurga, przy jednoczesnym zwiększeniu dostępności technologii robotycznych dla szpitali. Dzięki temu kolejne placówki w Polsce i Europie mogą korzystać z możliwości, jakie daje chirurgia wspomagana tymi technologiami.

Podczas konferencji prof. Mottrie przeprowadził zdalnie zabieg zabieg częściowej nefrektomii wspomagany robotycznie. Pacjent znajdował się w ośrodku medycznym w Belgii, natomiast chirurg kierował operacją z sali w warszawskim MSWiA, prezentując w praktyce możliwości systemu Toumai w zakresie precyzji i stabilnej komunikacji między ośrodkami.

Wydarzenie miało także charakter edukacyjny – jego celem było przybliżenie środowisku medycznemu korzyści i potencjału, jakie niesie ze sobą ta nowoczesna technologia oraz wymiana doświadczeń między ekspertami z Polski i Europy.

Toumai to symbol nowoczesności i precyzji, a jego debiut w Polsce potwierdza, że krajowy rynek jest gotowy na nową erę chirurgii robotycznej.

Źródło: Komunikat Prasowy

Czy można uczyć empatii, odporności psychicznej i refleksu diagnostycznego w świecie wirtualnym? Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach udowadnia, że tak. Ruszył tam innowacyjny projekt „NurseFormers – Pielęgniarka Przyszłości”, który całkowicie zmienia podejście do kształcenia pielęgniarek i pielęgniarzy. Zamiast klasycznych wykładów – symulatory, aplikacje mobilne i gry edukacyjne. Zamiast biernego słuchania – doświadczanie, interakcja i emocje.
Projekt zakłada połączenie technologii cyfrowych, elementów grywalizacji oraz narzędzi VR w procesie edukacyjnym. Studenci uczą się, jak diagnozować i opiekować się pacjentem w warunkach niemal rzeczywistych, ale bez ryzyka popełnienia błędu. Jednym z najbardziej innowacyjnych rozwiązań jest wykorzystanie symulatora niepełnosprawności w technologii VR. Dzięki niemu przyszli medycy mogą doświadczyć codziennych trudności osób z ograniczeniami wzroku, słuchu czy ruchu. W wirtualnym świecie stają się osobami starszymi, słabowidzącymi lub poruszającymi się na wózku. – „VR zostanie wykorzystana do szkolenia studentów w zakresie opieki nad osobami z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Symulator umożliwia przeniesienie się w sytuacje, w których studenci mogą doświadczyć wyzwań związanych z opieką nad pacjentami ze specjalnymi potrzebami” – podkreśla Przemysław Jędrusik, kierownik Centrum Kształcenia Zdalnego i Analiz Efektów Edukacyjnych ŚUM, współtwórca programu.

Symulator łączy świat wirtualny z fizycznym – uczestnicy zakładają kamizelki obciążające, specjalne spodenki ograniczające ruch, a nawet korzystają z wózka inwalidzkiego na platformie imitującej różne nawierzchnie. W efekcie mogą lepiej zrozumieć, jak czuje się pacjent z niepełnosprawnością i jak dostosować opiekę do jego potrzeb.

To jednak dopiero początek zmian. W ramach „NurseFormers” studenci wezmą udział w interaktywnych warsztatach cyfrowych wspieranych przez aplikację „Human Care – diagnostyka i opieka”. Program przeniesie ich do wirtualnej sali operacyjnej lub zabiegowej, gdzie będą musieli samodzielnie ocenić stan pacjenta, podjąć decyzję terapeutyczną i zareagować na zmieniające się parametry. A jeśli coś pójdzie nie tak – mogą powtórzyć scenariusz, aż do skutku.

Projekt obejmuje również zajęcia z zarządzania stresem i przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu. ŚUM stawia na przygotowanie przyszłych pielęgniarek nie tylko pod względem merytorycznym, ale i emocjonalnym – tak, by potrafiły dbać nie tylko o pacjentów, lecz także o własne zdrowie psychiczne.

Ciekawostką jest także gra edukacyjna „Body Wars”, która przekształca naukę anatomii w fabularną rozgrywkę. Gracze – czyli studenci – zdobywają punkty za prawidłowe decyzje medyczne, wykonują wirtualne wkłucia, pobrania krwi czy cewnikowania. W sumie 16 scenariuszy o łącznym czasie trwania około 16 godzin ma nie tylko uatrakcyjnić naukę, ale też przygotować do realnych wyzwań klinicznych. – „Narzędzia te umożliwią studentom rozwiązywanie wirtualnych przypadków medycznych, przeprowadzanie badań diagnostycznych i stawianie diagnoz w czasie rzeczywistym, co przyczyni się do zdobycia przez nich praktycznej wiedzy medycznej oraz podniesie ich umiejętności korzystania z technologii informatycznych w edukacji” – mówi Przemysław Jędrusik.

Śląski Uniwersytet Medyczny wchodzi więc w erę edukacji hybrydowej, w której technologia staje się sprzymierzeńcem empatii. To odpowiedź na współczesne wyzwania w zawodzie pielęgniarki – nadmierny stres, przeciążenie emocjonalne i konieczność ciągłego doskonalenia kompetencji. Wirtualna rzeczywistość i aplikacje mobilne nie zastąpią kontaktu z pacjentem, ale mogą pomóc zrozumieć jego świat i nauczyć, jak go wspierać skuteczniej.

Źródło: Śląski Uniwersytet Medyczny

Państwowy Instytut Medyczny MSWiA w Warszawie zakończył kolejny spektakularny sukces telemedycyny. 2 września 2025 roku prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski (kardiochirurg) oraz dr n. med. Paweł Wisz (urolog) przeprowadzili zdalnie dwa skomplikowane zabiegi — bypassy serca i radykalną prostatektomię — będąc fizycznie obecnymi w Belgii, podczas gdy pacjenci znajdowali się w salach operacyjnych instytutu w stolicy. Wydarzenie to znacznie wykracza poza standardy — łącząc Polskę i Belgię jako pierwszy taki przypadek w Europie.
Odległość między lekarzami a pacjentami wynosiła około 1300 km, a opóźnienie transmisji danych wynosiło zaledwie 30 milisekund, co jest wartością porównywalną z normalnym czasem reakcji podczas operacji stacjonarnych.

Dotychczasowy sukces telechirurgiczny zrealizowany 1 sierpnia, kiedy to ci sami specjaliści operowali z Gdańska, był zwiastunem nowego etapu w polskiej medycynie. Teraz, poprzez operacje z Belgii, udowodniono, że bariery geograficzne przestają mieć znaczenie w najnowocześniejszym leczeniu chirurgicznym.

Bezpieczeństwo pacjentów było priorytetem: podczas obu zabiegów zapewniono pełną obsadę chirurgiczną i anestezjologiczną na miejscu w Warszawie. Transmisja danych była zabezpieczona i obsługiwana przez specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, a wykorzystany robot medyczny posiadał certyfikat CE dopuszczający go do użytku w UE.

Zabiegi przeszły pomyślnie — pacjenci czują się dobrze i ich stan jest stabilny. W kontekście tych wydarzeń resort zdrowia oraz przedstawiciele MSWiA wskazują, że jest to początek transformacji medycyny w Polsce i Europie. Technologie te pozwalają na dostęp do specjalistów w warunkach, które jeszcze niedawno byłyby niemożliwe — nawet w czasach konfliktów lub kryzysów.

Korzyści edukacyjne i organizacyjne są nie do przecenienia. Młodzi lekarze mogą uczestniczyć w takich operacjach zdalnie, ucząc się precyzyjnych technik robotycznych pod okiem doświadczonych chirurgów. System ten umożliwia najlepszym ekspertom z różnych ośrodków przejęcie sterowania operacji w czasie rzeczywistym — co stanowi nowy standard w szkoleniu chirurgicznym.

Pionierskie operacje odbyły się w renomowanej w Belgii Orsi Academy, centrum szkoleniowym w zakresie chirurgii robotycznej, co podnosi rangę wydarzenia jako krok nie tylko technologiczny, ale i międzynarodowy — model współpracy transgranicznej w nowoczesnej medycynie.

Zdalne operacje przeprowadzone przez prof. Suwalskiego i dr Wisza to ogromny krok naprzód dla chorej pacjentury — dostęp do najwyżej klasy specjalistów nie musi już zależeć od ich fizycznej obecności. Zaprezentowana metoda może zrewolucjonizować standardy leczenia, szkolenia i ochrony personelu medycznego na całym świecie.

Źródło: GOV.PL