Medicalpress
Medycyna nuklearna staje się jednym z kluczowych elementów nowoczesnej diagnostyki i leczenia, szczególnie w onkologii, hematologii i kardiologii. Podczas XIX Zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej eksperci oraz przedstawiciele organizacji pacjentów zwracali uwagę, że mimo dynamicznego rozwoju tej dziedziny jej potencjał w Polsce nadal ograniczają limity finansowania, nierówny dostęp do badań, braki kadrowe oraz niewystarczająca świadomość zarówno pacjentów, jak i części środowiska medycznego.
Podczas debaty odbywającej się w ramach tegorocznego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN) specjaliści reprezentujący różne dziedziny medycyny oraz organizacje pacjentów podkreślali, że medycyna nuklearna nie jest wyłącznie specjalistyczną diagnostyką obrazową. W onkologii, hematologii, endokrynologii i kardiologii staje się jednym z warunków nowoczesnego leczenia.

Pozwala ocenić nie tylko strukturę narządu, ale przede wszystkim jego funkcję, aktywność choroby i odpowiedź na terapię.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Leszek Królicki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej:

„Medycyna nuklearna, w odróżnieniu od tomografii komputerowej, od rezonansu magnetycznego, nawet od ultrasonografii, przedstawia zaburzenia czynnościowe. Przedstawia przepływ krwi, czynność układów receptorowych, mechanizmów transportujących i ten element stanowi bardzo ważny wkład w to, by wybrać właściwą metodę leczenia”.

Diagnostyka, która zmienia decyzje terapeutyczne

Współczesna medycyna nuklearna coraz częściej łączy diagnostykę z terapią. Badania PET-CT pomagają określić zaawansowanie choroby, monitorować skuteczność leczenia i zdecydować, czy terapię należy kontynuować, zmienić albo zintensyfikować. Szczególne znaczenie ma teranostyka — podejście, w którym ten sam cel molekularny służy najpierw do rozpoznania choroby, a następnie do jej leczenia.

„My jako medycy nuklearni możemy rzeczywiście zaproponować postawienie ostatecznej diagnozy. To nie wszystko: jesteśmy w stanie określić stopień zaawansowania choroby, a dopiero wtedy tak naprawdę klinicysta rozpoczyna właściwe leczenie — precyzyjne, takie, które ma szansę uratować życie czy przedłużyć pacjentowi życie” — mówi prof. dr hab. n. med. Zbigniew Adamczewski, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego XIX Zjazdu PTMN.

W hematologii znaczenie PET-CT jest już niepodważalne. Jak zaznacza prof. dr hab. n. med. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: „Współczesna hematologia nie może istnieć bez medycyny nuklearnej. Głównie mam na myśli badanie PET-CT, dlatego że leczenie nowotworów układu chłonnego, chłoniaków, ale też szpiczaka plazmocytowego, bez badania PET-CT właściwie nie jest współczesnym leczeniem”.

Limity, kolejki i utracony czas pacjenta

Największym problemem pozostaje dostępność. Rozszerzenie wskazań refundacyjnych zwiększyło liczbę pacjentów, którzy mogą skorzystać z badań PET-CT, ale nie rozwiązało problemu finansowania. Limity powodują, że pacjenci czekają, a lekarze szukają rozwiązań zastępczych.

„Co z tego, że limit kryterialny przejdzie pięciuset pacjentów, jeśli mamy pieniędzy na zrefundowanie jedynie trzystu. Czyli komu powiedzieć, kto jest bardziej chory, kto jest mniej chory?” — pyta dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, past prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, specjalista medycyny nuklearnej reprezentujący 4. Wojskowy Szpital Kliniczny oraz Dolnośląskie Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.

W opinii specjalistów opóźnienia mogą mieć bezpośrednie konsekwencje kliniczne. W raku płuca kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne oczekiwanie na badanie może oznaczać utratę szansy na leczenie radykalne.

„Może się okazać, że na przykład ten pacjent z rakiem płuca zamiast za dwa tygodnie ma badanie za trzy miesiące, a w tym czasie jego stopień zaawansowania może dramatycznie się zwiększyć i pacjent już nie będzie mógł być operowany” — mówi prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Także w hematologii czas ma znaczenie krytyczne. Badanie PET-CT wykonane zbyt późno może przestać być użyteczne.

„Jeżeli wynik przyjdzie za późno, to w zasadzie nie jesteśmy w stanie już go racjonalnie wykorzystać. Jeżeli badanie jest wykonane zbyt późno, jest wykonane bezsensownie” — podkreśla prof. Tomasz Wróbel.

Na znaczenie limitów z perspektywy pacjentów onkologicznych zwracał uwagę również Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

„Myślę, że to jest największy problem pacjentów — karta diagnostyki i leczenia onkologicznego miała ułatwić dostęp do diagnostyki, ale kiedy pacjent wypada z tej ścieżki, zaczyna się bardzo duży problem z limitami” — mówi Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Pacjent sam szuka miejsca na badanie

Z perspektywy pacjentów problemem jest nie tylko długość kolejek, ale też nierówny dostęp regionalny i brak koordynacji. Chorzy często sami szukają placówki, w której badanie można wykonać szybciej — nierzadko w innym mieście.

„Z perspektywy pacjentów ważnym problemem jest brak dostępności i równości w dostępności tego badania. Jest regionalnie nierówny” — mówi Joanna Frontczak-Kazana z Fundacji Onkologicznej Alivia, członkini prezydium Rady Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

Jak dodaje, system powinien prowadzić pacjenta przez diagnostykę, a nie przerzucać na niego odpowiedzialność za znalezienie świadczenia.

„Wciąż mamy brak koordynacji. Ponieważ ten dostęp jest nierówny, choć coraz lepszy, pacjenci muszą sami poszukiwać miejsc, w których ewentualnie mogliby takie badanie wykonać szybciej”.

Perspektywę pacjenta z rakiem prostaty przedstawił także przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator, wskazując, że dobrze wyjaśniona diagnostyka może budzić ciekawość, a nie lęk.

„Kiedy powiedziano mi, że będzie to badanie izotopami, podszedłem do tego z wielkim zaciekawieniem. Ani się nie bałem, ani nie przyjąłem tego z entuzjazmem — byłem ciekaw, jak to technicznie wygląda” — mówi przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator.

Jednocześnie zwrócił uwagę na szerszy problem profilaktyki i niskiej zgłaszalności mężczyzn na badania.

„Bardzo ciężko namówić, szczególnie panów, na jakiekolwiek badania, chociażby te pierwsze, przesiewowe” — podkreśla przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator.

Kardiologia też potrzebuje medycyny nuklearnej

Choć medycyna nuklearna najczęściej kojarzona jest z onkologią, jej znaczenie rośnie także w kardiologii. Badania SPECT i PET mogą pomagać m.in. w ocenie ukrwienia mięśnia sercowego, ryzyka kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz rokowania po zawale.

„Bardzo często pacjenci kardiologiczni nie mają bladego pojęcia, że tego typu badania mogą być wykorzystywane do obrazowania chociażby ukrwienia mięśnia sercowego czy oceny ryzyka przyszłych zdarzeń sercowo-naczyniowych” — mówi Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

Jak podkreśla, nowoczesna diagnostyka powinna być szerzej uwzględniana w standardzie opieki nad pacjentem kardiologicznym.

„My potrzebujemy ścieżki diagnostycznej maksymalnie rozbudowanej o wszystkie najnowsze technologie, które są dostępne w Europie, spełniają standardy i są rekomendowane w wytycznych” — dodaje Agnieszka Wołczenko.

To pokazuje, że wyzwaniem nie jest wyłącznie dostępność badań, ale także szersze uwzględnienie medycyny nuklearnej w ścieżkach diagnostycznych poza onkologią.

Odczarować słowo „nuklearna”

Jednym z wyzwań pozostaje również potrzeba dalszego szerzenia wiedzy o medycynie nuklearnej. Słowo „nuklearna” nadal budzi lęk, a pacjenci często obawiają się izotopów bardziej niż konsekwencji opóźnionej diagnostyki lub progresji choroby.

„Musimy odkłamać rzeczywistość strachu przed izotopem. Często brak świadomości powoduje, że pacjent boi się przyjść do medyków nuklearnych, ponieważ to są IZOTOPY. Nie przejmuje się wszystkimi innymi niekorzyściami, progresją choroby, a boi się izotopów” — wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Marek Ruchała, kierownik Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii.

Edukacja jest istotna także w odniesieniu do środowiska lekarskiego. Część lekarzy nadal nie kieruje pacjentów na badania medycyny nuklearnej, ponieważ nie zna pełnych możliwości tej dziedziny.

„Częściej jest tak, że lekarze nie kierują na te badania, ponieważ nie wiedzą, że mamy tak duże możliwości diagnostyczne, nie mówiąc już o terapeutycznych” — zaznacza prof. Rafał Czepczyński.

O potrzebie prostego, dobrze przygotowanego języka edukacji mówiła również Aleksandra Rudnicka, dziennikarka medyczna, rzeczniczka osób objętych opieką paliatywną i rzeczniczka Stowarzyszenia Onkologicznego Sanitas.

„Zauważyłam, że wiele placówek, które świadczą usługi medycyny nuklearnej, przygotowuje pacjentów. Informują o tym, co pacjenta czeka, czego nie powinien jeść, jak będzie wyglądało badanie. To bardzo ważne” — mówi Aleksandra Rudnicka.

Jak dodaje, oswojenie pacjenta z procedurą pomaga zmniejszyć lęk i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Strategiczna inwestycja, nie koszt

Eksperci wskazują, że medycyna nuklearna powinna zostać potraktowana jako strategiczny element systemu ochrony zdrowia. Jej rozwój oznacza szybszą diagnostykę, trafniejsze decyzje terapeutyczne, mniej nietrafionych terapii i lepsze wykorzystanie publicznych środków.

„Medycyna nuklearna w kontekście leczniczym jest traktowana po macoszemu. To jest rzeczywisty problem, bo przecież techniki medycyny nuklearnej to jest jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się części medycyny” — mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, chirurg onkolog, przedstawiciel Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Zdaniem przedstawicieli organizacji pacjentów rozmowa z decydentami powinna jasno pokazywać, że inwestycja w diagnostykę i leczenie to nie wydatek, ale sposób na ograniczenie późniejszych kosztów systemu.

„Warto rozmawiać językiem pieniędzy. Podkreślać, że wykorzystanie technik medycyny nuklearnej płatnikowi po prostu się opłaci, a wydatki w odniesieniu do całego procesu leczniczego będą niższe” — mówi Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska.

Medycyna nuklearna nie jest odległą przyszłością. To narzędzie, którego pacjenci potrzebują już dziś — w diagnostyce, kwalifikacji do leczenia, monitorowaniu terapii i coraz częściej również w samym leczeniu. Warunkiem jest jednak system, który pozwoli wykorzystać jej potencjał wtedy, kiedy dla pacjenta ma to największe znaczenie: na czas.

Żródło: inf pras

Dzień Dziadka to dobra okazja do tego, aby mówić o zdrowiu mężczyzn – zwłaszcza tych po 50. roku życia. Ta grupa najbardziej zagrożona zachorowaniem na raka prostaty, a jednocześnie najmniej skłonna do badań profilaktycznych i regularnych wizyt u lekarza. Tymczasem współczesna medycyna oferuje narzędzia, które pozwalają zapobiegać i leczyć nowotwory u mężczyzn skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Warunkiem jest jednak to, aby chorobę wykryć odpowiednio wcześnie, oraz aby pacjent miał realny dostęp do diagnostyki i nowoczesnego leczenia.
Rak prostaty (gruczołu krokowego) jest najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn w Polsce i jedną z głównych przyczyn zgonów onkologicznych. Każdego roku diagnozę tę słyszy ponad 20 tys. mężczyzn, a zdecydowana większość zachorowań dotyczy osób po 50. roku życia. Niepokoi, że nowotwory gruczołu krokowego charakteryzuje się najwyższą dynamiką wzrostu zachorowalności, a szczególnie duże przyspieszenie tempa wzrostu obserwowane jest w ostatniej dekadzie. Zachorowalność rośnie wraz ze starzeniem się społeczeństwa, jednak śmiertelność nie spada w takim tempie, jak pozwalałby na to postęp medycyny.

Eksperci podkreślają, że rak prostaty z punktu widzenia medycyny jest dziś chorobą, z którą można sobie dobrze radzić – pod warunkiem wczesnego wykrycia i sprawnie działającego systemu opieki medycznej. W stadium wczesnym możliwe jest leczenie radykalne, a nawet w chorobie zaawansowanej dostępne są terapie wydłużające życie i poprawiające jego jakość. Problem polega na tym, że postęp medyczny nie zawsze przekłada się na realne korzyści dla pacjentów, jeśli zawodzi organizacja i finansowanie leczenia onkologicznego.

Największa bariera: męska niechęć do badań

Rak prostaty przez długi czas może rozwijać się bezobjawowo albo dawać niespecyficzne dolegliwości, które łatwo zbagatelizować. Wielu mężczyzn latami odkłada wizytę u lekarza, wykonanie prostego badania PSA czy konsultację urologiczną. Skutkiem są rozpoznania stawiane zbyt późno – wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana. Konsekwencje tej postawy dotykają całe rodziny.

– „Mój tato zmarł z powodu zbyt późno rozpoznanego nowotworu gruczołu krokowego. Ciężka operacja, przerzuty do kości, a potem do płuc. Dziewięć lat życia z rozprzestrzeniającym się rakiem. Kiedy choroba onkologiczna wchodzi do domu, zmienia się życie nie tylko osoby chorej, ale całej rodziny” – mówi Beata Borucka, twórczyni Silver TV, córka pacjenta z rakiem prostaty.

Podobne doświadczenia opisuje Joanna, której ojciec choruje na raka prostaty: – „O tym, że tata choruje na raka prostaty, dowiedziałam się dopiero po kilku latach od diagnozy. Tata kurczowo trzymał się informacji, że jeszcze nie trzeba działać. Dziś choroba zaczęła postępować. Widzę, jak trudno jest mu pytać lekarzy o to, co naprawdę ważne. Gdybym wiedziała wcześniej, próbowałabym interweniować”.

Program „Moje Zdrowie” to realna szansa na wczesne wykrycie choroby

Kluczową rolę w odwracaniu tych dramatycznych scenariuszy odgrywa profilaktyka. Jednym z najważniejszych narzędzi jest program Moje Zdrowie, realizowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To bezpłatny bilans zdrowia dorosłego człowieka, dostępny dla każdej osoby ubezpieczonej w NFZ, która ukończyła 20 lat.

Z programu można korzystać:

Dla mężczyzn po 50. roku życia szczególnie istotne jest to, że w pakiecie badań znajduje się oznaczenie poziomu PSA, czyli podstawowego biomarkera raka prostaty. Program obejmuje również m.in. morfologię krwi, badanie stężenia glukozy, kreatyniny, lipidogram oraz – w zależności od wieku i czynników ryzyka – badania rozszerzone. Udział w programie jest prosty: wystarczy wypełnić ankietę zdrowotną (online w Internetowym Koncie Pacjenta lub w stacjonarnie w przychodni POZ), wykonać badania i odbyć podsumowującą wizytę u lekarza, zakończoną przygotowaniem indywidualnego planu zdrowotnego.

Terapia radioligandowa – przełom, który w Polsce wciąż nie jest dostępny

Jednym z największych przełomów ostatnich lat w leczeniu zaawansowanego raka prostaty jest terapia radioligandowa, wykorzystująca osiągnięcia medycyny nuklearnej. Metoda ta polega na precyzyjnym dostarczeniu promieniowania bezpośrednio do komórek nowotworowych, dzięki wykorzystaniu antygenu PSMA, który w dużej ilości występuje na komórkach raka prostaty. Terapia radioligandowa jest stosowana u pacjentów z rozsianym rakiem prostaty opornym na kastrację, u których zostały wyczerpane standardowe opcje leczenia. Badania kliniczne i doświadczenia z krajów Europy Zachodniej pokazują, że metoda ta wydłuża życie pacjentów, opóźnia progresję choroby, zmniejsza dolegliwości bólowe i pozwala zachować lepszą jakość życia, przy korzystnym profilu bezpieczeństwa.

W wielu krajach europejskich – m.in. w Niemczech, Francji, Włoszech czy krajach skandynawskich – terapia radioligandowa jest refundowana i stanowi element standardowej opieki onkologicznej. W Polsce pacjenci mają do niej dostęp jedynie w ramach procedury Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych (RDTL), co oznacza długą, niepewną i indywidualną ścieżkę administracyjną.

– „Terapia radioligandowa to jeden z największych przełomów w leczeniu zaawansowanego raka prostaty. W wielu krajach Europy jest już standardem, a w Polsce wciąż pozostaje wyjątkiem. Ale pacjenci z rakiem prostaty nie mają czasu czekać – dla nich każdy miesiąc ma znaczenie. Dlatego liczymy na jak najszybszą refundację i realne udostępnienie tej nowoczesnej metody leczenia chorym w Polsce” – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacja OnkoCafe.

– „Postęp medycyny nie poprawi statystyk przeżyć, jeśli nie pójdą za nim decyzje systemowe. Potrzebujemy równocześnie profilaktyki, sprawnej diagnostyki i dostępu do nowoczesnego leczenia – inaczej dziadkowie nadal będą przegrywać z chorobą, jaką jest rak prostaty” – dodaje.

To może być najważniejszy prezent

Ogromną rolę w dbaniu o zdrowie mężczyzn odgrywają ich bliscy, i coraz częściej są to także wnuki. – „Zabierz dziadka na badania, pomóż mu wypełnić ankietę programu Moje Zdrowie, porozmawiaj z nim o PSA. Profilaktyka to prezent, który naprawdę może uratować życie” – apeluje Anna Kupiecka.

Dzień Dziadka to dobry moment, aby zacząć rozmowę, która może zmienić przyszłość całej rodziny. Bo w raku prostaty czas ma znaczenie, a medycyna – jeśli tylko damy jej szansę – potrafi dziś naprawdę wiele.

Źródło: Komunikat Prasowy

Każdego roku tysiące pacjentów onkologicznych trafia na diagnostykę obrazową, której wynik decyduje o dalszym leczeniu. W Zakładzie Radiologii Narodowego Instytutu Onkologii (NIO-PIB), kierowanym przez dr hab. n. med. Larettę Grabowską-Derlatkę, wykonuje się ponad 10 tysięcy badań rocznie, a ich analiza wpływa na decyzje terapeutyczne w setkach przypadków tygodniowo. To jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie miejsc w Polsce – centrum wiedzy, doświadczenia i współpracy, które nie tylko wspiera proces leczenia, ale także wyznacza standardy nowoczesnej radiologii onkologicznej.
Badania obrazowe wykonywane, opisywane i analizowane przez 160 osobowy zespół Zakładu Radiologii Narodowego Instytutu Onkologii, wpływają na decyzje o dalszym leczeniu tysięcy pacjentów rocznie. Jednostka, kierowana przez dr hab. n. med. Larettę Grabowską-Derlatkę, należy do najbardziej zaawansowanych ośrodków diagnostyki obrazowej w Polsce – wykonuje ponad 10 tysięcy badań rocznie i wdraża procedury, które w wielu miejscach w kraju wciąż są niedostępne. Zakład jako jeden z nielicznych prowadzi spektroskopię MR piersi, posiada certyfikat American College of Radiology dla mammografii oraz współorganizuje międzynarodowe szkolenia w ramach European School of Radiology. To miejsce, które nie tylko wspiera leczenie, ale wyznacza standardy nowoczesnej radiologii onkologicznej w Polsce. O pracy Zakładu w związku ze Światowym Dniem Radiologii opowiadają dr hab. n. med. Laretta Grabowska-Derlatka i dr n.med. Irmina Morawska

Promienie X

Dokładnie 130 lat temu, 8 listopada 1895 roku, niemiecki fizyk Wilhelm Conrad Röntgen dokonał jednego z donioślejszych odkryć w historii nauki, za co w 1901 roku otrzymał pierwszą w historii Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Dla współczesnych niewidzialne promieniowanie, które potrafiło przenikać przez materię, w tym żywe tkanki, i tworzyć obrazy wnętrza ciała ,było prawdziwym cudem. Dzięki temu odkryciu, nazwanym początkowo „promieniami X”, po raz pierwszy w historii człowiek mógł zajrzeć do wnętrza organizmu bez konieczności interwencji chirurgicznej, co otworzyło w świecie medycyny zupełnie nowy rozdział. Odkrycie to stało się fundamentem diagnostyki obrazowej. Niemal od razu odkryto też terapeutyczny potencjał nowych promieni, co zainicjowało rozwój radioterapii.  

Miejsce, które wyznacza standardy

Od wykonania pierwszego zdjęcia rentgenowskiego, przedstawiającego dłoń pani Berthy Röntgen, żony naukowca, radiologia przeszła prawdziwą rewolucję i  stała się dziedziną niezwykle zaawansowaną. Jest nie tylko narzędziem diagnostycznym, ale także kluczowym elementem planowania leczenia, monitorowania jego skuteczności i podejmowania decyzji terapeutycznych. Dowodem tego jest codzienna praca Zespołu Zakładu Radiologii Narodowego Instytutu Onkologii, kierowanego przez dr hab. n. med. Larettę Grabowską-Derlatkę.

Zakład wykonuje rocznie blisko 10 000 badań, obejmujących rezonans magnetyczny, tomografię komputerową, zdjęcia RTG, badania ultrasonograficzne, mammografię, biopsje oraz konsultacje i lokalizacje zmian nowotworowych, czyli procedury umożliwiające precyzyjne wskazanie miejsca zmian w ciele pacjenta przed interwencją chirurgiczną lub terapią celowaną.

-To liczba, która odzwierciedla zarówno ogromne zapotrzebowanie kliniczne, jak i konieczność ciągłego rozwoju technologii i procedur diagnostycznych. Wszystko to sprawia, że pełnimy funkcję nie tylko jednostki diagnostycznej, ale także ośrodka badań naukowych i wdrażania innowacji w radiologii onkologicznej – mówi dr hab. n. med. Laretta Grabowska-Derlatka.

Zakład obejmuje: 3 pracownie rezonansu magnetycznego (MR), 3 pracownie rentgenodiagnostyki (RTG), 3 pracownie tomografii komputerowej (TK), 2 pracownie mammografii, pracownię ultrasonografii oraz ramię C wykorzystywane na Sali operacyjnej i 2 aparaty przyłóżkowe. Już w latach 90. Zakład wprowadził także rygorystyczne standardy kontroli jakości. We współpracy z Zakładem Fizyki Medycznej uzyskał prestiżowy certyfikat ACR (American College of Radiology) dla mammografii, a rozwój aparatury pozwolił na wykonywanie zaawansowanych procedur diagnostycznych, w tym biopsji i spektroskopii MR, a więc zaawansowanej techniki obrazowania, pozwalającej nie tylko zobaczyć struktury ciała, ale też zbadać chemiczny skład tkanek. Zakład jest jednym z nielicznych w kraju przeprowadzających to badanie.

 Spektroskopia MR piersi u kobiet z wysokim ryzykiem nowotworu jest w Polsce wciąż rzadko stosowana, ponieważ wymaga zaawansowanego sprzętu, dużego doświadczenia radiologa oraz precyzyjnej interpretacji wyników. Dzięki niej możemy nie tylko zobaczyć strukturę tkanek, ale także ocenić ich skład, co pozwala wykryć zmiany nowotworowe we wczesnym stadium, jeszcze zanim staną się widoczne w standardowej mammografii czy USG. To daje pacjentkom realną przewagę w walce z chorobą – podkreśla dr Irmina Morawska, radiolożka z Zakładu Radioterapii NIO-PIB.

Zakład aktywnie uczestniczy w badaniach klinicznych i programach skryningowych, prowadzi szkolenia i konferencje, w tym w ramach Sekcji Radiologii Onkologicznej, Sekcji Diagnostyki Obrazowej Piersi czy Sekcji Radiologii Gastroenterologicznej PLTR, a także współpracuje z fizykami medycznymi oraz międzynarodowymi konsorcjami badawczymi. Działalność naukowa i edukacyjna Zakładu także pozostaje na wysokim poziomie. Obejmuje wydawanie atlasów i materiałów dydaktycznych dla radiologów, rozwój radiologii cyfrowej oraz badania MR piersi u kobiet z wysokim ryzykiem zachorowania. 

 Na uwagę zasługuje także nasz ostatni sukces – wybór Zakładu Radiologii NIO-PIB do organizacji ESOR Teaching Staff Programme, prestiżowego stażu w ramach programu European School of Radiology (ESOR) dedykowanego kształceniu młodych radiologów. – podkreśla dr hab. n. med. Grabowska-Derlatka. W lipcu gościliśmy prof. Federicę Vernuccio z Uniwersytetu w Palermo, która zdecydowała się na poprowadzenie warsztatów właśnie w Warszawie. – kontynuuje ekspertka.

Celem wydarzenia było podniesienie kwalifikacji uczestników oraz przygotowanie przyszłych liderów edukacji medycznej zdobycie zaawansowanych umiejętności klinicznych, naukowych i dydaktycznych. – To wyjątkowo konkurencyjny program, a kandydaci przechodzą wymagający proces selekcji – to również dowód prestiżu naszego ośrodka i jego pozycji na arenie międzynarodowej – dodaje.

Eksperci Zakładu aktywnie działają i angażują się także w ramach struktur międzynarodowych towarzystw naukowych, takich jak Europejskie Towarzystwo Radiologiczne (European Society of Radiology, ESR) – między innymi w Komitecie ds. Planowania Programu, Europejskie Towarzystwo Radiologii Przewodu Pokarmowego i Jamy Brzusznej (European Society of Gastrointestinal and Abdominal Radiology, ESGAR) – w Komitecie ds. Członkostwa oraz w Zespole Koordynującym Młodych Członków ESGAR. Ponadto są członkami Komitetu Organizacyjnego 45. Kongresu Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego (PLTR), który odbędzie się w maju 2027 roku w Warszawie.

Precyzja, współpraca i odpowiedzialność

Współczesna radiologia to dziedzina, w której pracują lekarze różnych specjalizacji, technicy, a także specjaliści opisujący i analizujący obrazy diagnostyczne. Taki zespół współpracuje, aby zapewnić pacjentom dokładną diagnozę i optymalne planowanie terapii. W Zakładzie Radioterapii NIO liczy on blisko 160 osób, w tym lekarzy specjalistów, techników medycznych, fizyków medycznych, pielęgniarki, sanitariuszki oraz pracowników administracyjnych. To sprawnie działająca, złożona „maszyna”, w której każda decyzja ma znaczenie, a każdy członek zespołu odgrywa ważną rolę w tym, aby pacjent mógł otrzymać dokładną diagnozę i optymalne planowanie terapii.

W samym sercu tej maszyny stoi radiolog – lekarz, który łączy wiedzę medyczną z techniczną, precyzję z doświadczeniem klinicznym i umiejętność analitycznego myślenia z wrażliwością na potrzeby pacjenta. Ale jak wygląda sama praca radiologa i czym różni się od innych zawodów medycznych?

 Radiolog potrafi ‚czytać’ obrazy ciała ludzkiego — zdjęcia, przekroje i wizualizacje tworzone przez aparaty RTG, tomografy komputerowe, rezonanse magnetyczne czy ultrasonografy. Jego praca polega nie tylko na wykonaniu badania, ale przede wszystkim na jego interpretacji – czyli na znalezieniu tego, czego gołym okiem nie widać. Choć kontakt z pacjentem jest bezpośredni, jest on jednocześnie wyjątkowo specyficzny, bo w dużej mierze ‘rozmawiamy’ z wnętrzem organizmu. – wyjaśnia dr hab. n. med. Laretta Grabowska-Derlatka. To właśnie zadaniem radiologa jest wskazanie, czy i gdzie znajduje się zmiana chorobowa, jak jest duża i jaki ma charakter, a następnie skierowanie pacjenta na dalszą diagnostykę oraz obserwacja, jak zmienia się w czasie – dodaje.

Praca radiologa to więc ogromna odpowiedzialność – wymaga nie tylko doskonałej znajomości anatomii i fizjologii człowieka, ale także specjalistycznego wykształcenia, doświadczenia klinicznego, precyzji i nieustannej czujności. Każda decyzja, którą podejmuje, ma nieocenione znaczenie.

 Specjalizacja radiologiczna jest wymagająca, ale równocześnie niezwykle satysfakcjonująca. W naszej pracy każdy obraz to potencjalnie klucz do zdrowia pacjenta. W rękach radiologa spoczywa nie tylko analiza samego obrazu, ale też odpowiedzialność za dalsze decyzje medyczne, które mogą zaważyć na przebiegu leczenia – mówi dr Irmina Morawska.

Choć radiologia to dziedzina mocno techniczna i oparta na najnowocześniejszym sprzęcie, w centrum każdego badania zawsze stoi pacjent. Każde zdjęcie, każdy przekrój i każda analiza wykonana przez zespół Zakładu Radiologii NIO-PIB przekładają się na konkretne decyzje terapeutyczne – od wyboru metody leczenia po precyzyjne planowanie zabiegów chirurgicznych czy terapii celowanej.

 Światowy Dzień Radiologii to dla nas nie tylko święto zawodu, ale przede wszystkim przypomnienie, że każdy obraz i każda decyzja mają realne znaczenie właśnie dla pacjenta, który może mieć pewność, że jego leczenie opiera się na rzetelnych danych. Każda decyzja diagnostyczna, którą podejmujemy, może znacząco wpłynąć na przebieg choroby, dlatego dokładność i precyzja w naszym zawodzie mają fundamentalne znaczenie  podsumowuje dr hab. n. med. Grabowska-Derlatka. 

Źródło: NIO

Rak rdzeniasty tarczycy (MTC) to nowotwór rzadki, ale wyjątkowo groźny. Stanowi zaledwie około 5 procent wszystkich przypadków raka tarczycy, a odpowiada aż za 13,4 procent zgonów w tej grupie pacjentów. W zaawansowanym stadium, gdy choroba daje przerzuty, operacja przestaje być możliwa, a dostępne terapie – zarówno chemioterapia, jak i leki ukierunkowane molekularnie – przynoszą efekty jedynie w ograniczonym zakresie. Inhibitory kinazy RET, takie jak selperkatynib, działają skutecznie tylko u około jednej czwartej chorych z określonymi mutacjami, co oznacza, że większość pacjentów pozostaje bez realnych opcji skutecznego leczenia.
„Pacjenci z zaawansowanym rakiem rdzeniastym tarczycy od lat zmagają się problemem braku skutecznych opcji leczenia. Pomimo, że rak rdzeniasty to choroba rzadka, jest ona istotna klinicznie, bo odpowiada za nieproporcjonalnie dużą liczbę zgonów wśród chorych na raka tarczycy. W sytuacji kiedy nowotwór jest już rozsiany i operacja przestaje być możliwa, dostępne terapie celowane za pomocą inhibitorów kinaz pomagają tylko niewielkiej grupie pacjentów z określonymi mutacjami w onkogenie RET, a chemioterapia wykazuje niską skuteczność. Powoduje to, że pozostali pacjenci, czyli tak właściwie ich większość, mimo ogólnego postępu medycyny, wciąż nie ma realnych szans na trwałą kontrolę choroby. Dzięki projektowi, po raz pierwszy pojawi się szansa na zastosowanie leczenia, celowanej molekularnie radioterapii izotopowej, która precyzyjnie trafia w komórki nowotworowe i daje nadzieję na skuteczniejsze leczenie.” – mówi dr hab. n. med. Marta Opalińska z Katedry Endokrynologii Wydziału Lekarskiego UJ CM, Główna Badaczka projektu.

Właśnie dla takich pacjentów powstał innowacyjny projekt badania klinicznego, finansowany przez Agencję Badań Medycznych, w którym liderem jest Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum. Badacze chcą sprawdzić skuteczność nowej radioizotopowej terapii celowanej z wykorzystaniem cząsteczki [161Tb]Tb-CP04 – analogu gastryny znakowanego izotopem terbu-161. Ten radiofarmaceutyk wiąże się z receptorem CCK2, którego nadekspresję wykrywa się w ponad 90 procentach komórek raka rdzeniastego tarczycy, co pozwala na dostarczenie promieniowania bezpośrednio do komórek nowotworowych i ograniczenie uszkodzeń zdrowych tkanek.

„Najbardziej innowacyjną częścią projektu jest zastosowanie w badaniu dwóch radiofarmaceutyków [111In]In-CP04 oraz [161Tb]Tb-CP04, łączących precyzyjną ukierunkowaną molekularnie diagnostykę lokalizacyjną ze skuteczną terapią zgodnie z zasadami teranostyki. CP04 to peptyd, który selektywnie wiąże się z receptorami CCK2 występującymi w komórkach raka rdzeniastego tarczycy, co pozwala na celowane dostarczenie radioizotopu bezpośrednio do guza. Kluczowy jest również wybór izotopu terbu-161 jako pierwiastka terapeutycznego. Terb-161 emituje zarówno cząstki beta-minus, jak i wysokoenergetyczne elektrony Augera i elektrony konwersji, co umożliwia skuteczne niszczenie nawet mikroskopijnych ognisk nowotworowych, przy jednoczesnym ograniczeniu uszkodzeń zdrowych tkanek. To podejście otwiera zupełnie nowy rozdział w leczeniu MTC” – podkreśla dr hab. n. med. Marta Opalińska.

Plan badania zakłada rekrutację 30 dorosłych pacjentów z potwierdzonym, zaawansowanym MTC. Najpierw zostanie oceniona obecność receptora CCK2 za pomocą radioznacznika [111In]In-CP04. Pacjenci spełniający kryteria otrzymają cztery cykle terapii [161Tb]Tb-CP04 w odstępach 8–12 tygodni, a efekty leczenia będą oceniane klinicznie, biochemicznie i radiologicznie. Obserwacja potrwa trzy lata.

Projekt realizowany jest w konsorcjum z udziałem Narodowego Centrum Badań Jądrowych (POLATOM), Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach oraz Świętokrzyskiego Centrum Onkologii. Partnerem jest także Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.

„Naszym celem jest wdrożenie terapii, która nie tylko poprawi przeżywalność, ale też jakość życia pacjentów. Leczenie będzie mniej obciążające niż klasyczne systemowe leczenie onkologicznie dostępne w polskich ośrodkach klinicznych” – zaznacza prof. dr hab. n. med. Alicja Hubalewska-Dydejczyk, współpomysłodawczyni projektu.

Inicjatywa wpisuje się w światowy trend personalizacji leczenia nowotworów i rozwoju teranostyki. Jeśli wyniki badania potwierdzą skuteczność terapii, może ona stać się nową, realną opcją leczenia dla pacjentów z MTC, w tym tych, którzy dotąd nie mogli skorzystać z terapii celowanych z powodu braku mutacji RET.

Źródło: Agencja Badań Medycznych
Czy możliwe jest leczenie idealnie dopasowane do konkretnego pacjenta – skuteczne, bezpieczne i bez niepotrzebnych działań ubocznych? Właśnie taką obietnicę niesie teranostyka – podejście łączące diagnostykę i terapię, rozwijające się dynamicznie m.in. w obszarze medycyny nuklearnej. O filozofii leczenia precyzyjnego, jego historii, zastosowaniach klinicznych i przyszłości opowiada prof. Leszek Królicki, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny nuklearnej, jeden z najbardziej doświadczonych ekspertów tej dziedziny w Polsce.
 
Panie Profesorze, jak wskazuje Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej, ważnym trendem w dziedzinie medycyny nuklearnej i wielu innych dyscyplinach klinicznych, jest teranostyka. Skąd wywodzi się i na czym polega to podejście?
Warto zacząć od tego, że na przestrzeni lat podejście do leczenia ulegało zmianom. W XVIII-XIX wieku dominowała „medycyna przy łóżku pacjenta”, kiedy lekarz badał pacjenta i traktował chorego, ale także jego problemy,  jako całość. Upatrywano jednej zasadniczej przyczyny wszystkich chorób i jednego uniwersalnego remedium, które zadziała na wszystkie objawy. Pod koniec XIX i na początku XX wieku pojawiło się pojęcie „medycyny szpitalnej”. W tej filozofii zakładano, że ponieważ człowiek jest zbudowany z poszczególnych narządów, to chory jest określony narząd, a nie cały organizm, dlatego należy skoncentrować wysiłki na leczeniu tylko zmienionego chorobowo narządu. Następnie okazało się, że narządy są zbudowane z tkanek i komórek, a więc to one powinny być celem leczenia. Powstało pojęcie „medycyny molekularnej” czy „medycyny laboratoryjnej”. Stanowiła ona pierwszy przyczynek do medycyny precyzyjnej, ale jednocześnie zatraciła z pola widzenia pacjenta. Prof. N. D. Jewson ubolewał nad tym w swoich artykułach mówiąc, że wywiad lekarski, rozmowa z pacjentem stały się zaledwie dodatkiem do medycyny laboratoryjnej (Jewson, N.D. The disappearance of the sick-man from medical cosmology. 1976, Sociology).

Takie podejście nie było skuteczne?
Podejście to było oczywiście skuteczne. Co więcej, pozwoliło na powstanie nowej idei w medycynie – „medycyny opartej na faktach”. Ale medycyna oparta na faktach zakłada, że dana procedura diagnostyczna czy lecznicza powinna być skuteczna u przeważającej liczby chorych – nie wyklucza grupy pacjentów, u których określona procedura spowoduje jedynie powikłania lub nie będzie efektywna. Te ograniczenia medycyny opartej na faktach spowodowały powstanie nowej kosmologii – „medycyny precyzyjnej”. „Medycynę precyzyjną”, w której pacjent jest oceniany indywidualnie, zaczęto przeciwstawiać „medycynie opartej na faktach”, uwzględniającej udokumentowane statystycznie korzyści i populacyjną ocenę prawdopodobieństwa wystąpienia działań niepożądanych lub braku odpowiedzi na terapię. Pod koniec lat 20. XX wieku starano się poszukiwać takich procedur medycznych, które już na etapie diagnostyki pozwalają na ocenę czy dana strategia terapeutyczna będzie u danego pacjenta bezpieczna i efektywna klinicznie. Narodziły się takie dyscypliny jak: metabolomika, genomika, proteomika, radiogenomika (rodzina – „omnics”). I teranostyka – połączenie diagnostyki i terapii. Pierwsze fundusze na rozwój tej nowej idei w medycynie przekazał Barak Obama w 2015 roku.

Na czym teranostyka polega w praktyce?
Jeden z autorów ujął tą procedurę w sposób szczególnie obrazowy – „lecz to, co widzisz i patrz, jak leczysz”. Samo pojęcie zostało sformułowane w 2002 roku przez J. Funkhousera, chociaż filozofia ta była stosowana znacznie wcześniej – zwłaszcza w medycynie nuklearnej. W teranostyce chodzi o to, by najpierw wykazać, że dany lek będzie skuteczny u danego chorego i dopiero wtedy wdrożyć określoną terapię z jego zastosowaniem. Jeżeli na etapie diagnostyki wykażemy, że dana cząsteczka gromadzi się w zmianie patologicznej, będziemy mieli przesłanki ku temu, żeby zakładać, że określony lek o takiej samej lub bardzo zbliżonej strukturze chemicznej rzeczywiście okaże się skuteczny w leczeniu danego chorego.  

W jakich sytuacjach klinicznych stosowano to podejście?
Podejście teranostyczne towarzyszy medycynie nuklearnej już od lat 40. XX wieku, kiedy stosowano radioaktywny fosfor 32P w leczeniu białaczek, stront-89 (89Sr) w leczeniu przerzutów do kości, [131I]I-MIBG w leczeniu pheochromocytoma i neuroblastoma. W każdej z wymienionych procedur wykonywane jest początkowo badanie scyntygraficzne po podaniu swoistego znacznika i dopiero jeśli stwierdza się gromadzenie radiofarmaceutyku w obrębie zmiany chorobowej w odpowiednio dużym stopniu, podawana jest dawka lecznicza – czyli ta sama lub bardzo zbliżona substancja chemiczna, ale znakowana radioizotopem mającym na celu zniszczenie komórek chorobowych (emiterem promieniowania beta lub alfa).

A w jakich obszarach terarnostyka ma zastosowanie obecnie?
Podejście teranostyczne jest widoczne w różnych dziedzinach medycyny i w różnych jej aspektach, szczególnie w schorzeniach onkologicznych. Klasyczny przykład to weryfikacja wskazań do zastosowania chemioterapeutyku herceptyny. Historycznie wiadomo było, że herceptyna jest skuteczna w leczeniu raka gruczołu piersiowego, ale jedynie u części pacjentek. U około 20% chorych na raka piersi wyniki leczenia z zastosowaniem tego preparatu były rewelacyjne. U pozostałych wyniki były niezadowalające. Można powiedzieć, że stosując tę terapię narażano większość pacjentek na powikłania. Kiedy odkryto, że herceptyna działa na nowotwory, które wykazują obecność receptorów typu HER, można było zawęzić chorych do grupy, która z największym prawdopodobieństwem pozytywnie zareaguje na herceptynę. Obecnie przed zastosowaniem omawianego chemioterapeutyku komórki nowotworowe pobrane w trakcie biopsji są badane pod kątem obecności receptorów typu HER. Trwają prace, by można było wykonać takie badanie in vivo – wiemy, że każdy przerzut nowotworowy może charakteryzować się inną ekspresją układów receptorowych. Pierwsze radiofarmaceutyki, które będą w tym celu stosowane, są obecnie na etapie badań klinicznych. Taka strategia pozwoli na pełne podejście teranostyczne w odniesieniu nie tylko do pojedynczej zmiany nowotworowej, ale do wszystkich przerzutów.

Czy można podać inny przykład?
Tak. Bardzo ciekawe są badania nad leczeniem odczynu zapalnego u chorych po zawale serca. Zawał serca (jego martwica) jest pewnego rodzaju wyzwalaczem różnego rodzaju procesów patologicznych w mięśniu sercowym. Martwica staje się dla organizmu ciałem obcym i powoduje reakcje obronne. Prowadzi między innymi do wystąpienia odczynu zapalnego. Odczyn zapalny ograniczony wyłącznie do okolicy martwicy jest typowym procesem, świadczącym o prawidłowym przebiegu gojenia. Jeśli jednak proces zapalny rozszerza się i obejmuje znaczną objętość prawidłowego mięśnia sercowego, staje się już procesem chorobowym, powodującym włóknienie zdrowej części miocardium. W takiej sytuacji włączenie leków przeciwdziałających nadmiernej reakcji zapalnej będzie świetnym przykładem zastosowania idei teranostyki w kardiologii. Istnieją już przesłanki wskazujące, że możliwe będzie dokładne określenie zakresu procesu zapalnego z zastosowaniem metod radioizotopowych. Preparaty działające na tej samej zasadzie teranostycznej można zastosować także między innymi w ocenie schorzeń prowadzących do włóknienia płuc. To tylko wybrane obszary kliniczne, w których metody teranostyczne będą stosowane w codziennej praktyce lekarskiej i będą istotnie wpływały na jakość życia pacjentów oraz ich bliskich.

Wskazał Pan Profesor na korzyści kliniczne z zastosowania podejścia teranostycznego w różnych kluczowych obszarach medycyny. Czy teranostyka jest także filozofią efektywną kosztowo?
Oczywiście! Dzięki temu, że już na pierwszym etapie procesu diagnostyczno-terapeutycznego wiemy, dla jakiej grupy chorych dane leczenie będzie właściwe, unikamy podawania nieskutecznego postępowania. Nie tracimy czasu na nieefektywne procedury i nie narażamy chorych na powikłania i ich leczenie. A leczenie powikłań związanych z zastosowaną procedurą medyczną bywa nie tylko czasochłonne, ale i kosztowne. Z drugiej strony pacjenci, których od razu leczymy efektywnie, mają większą szansę na lepsze efekty terapii i lepszą jakość życia. Te aspekty przekładają się na większą aktywność społeczną i zawodową pacjentów. Także – gospodarczą. Nie do przecenienia jest wartość procedur z zakresu medycyny nuklearnej w stosowaniu teranostyki.

Na czym polega ta wartość?
Jak wspomniałem, radioizotopowe procedury teranostyczne polegają na stosowaniu w części leczniczej substancji znakowanych radioizotopem emitującym promieniowanie beta lub alfa. Substancja chemiczna jest nośnikiem radioizotopu, ma na celu swoiste połączenie się z komórką chorobową – tak, aby promieniowanie jonizujące emitowane przez radioizotop spowodowało zniszczenie komórek chorobowych. Promieniowanie beta działa na komórki położone w zasięgu dosłownie kilku milimetrów od miejsca emisji, natomiast promieniowanie alfa niszczy kilka/kilkanaście najbliższych komórek. Oceniono, że uszkodzenie komórki patologicznej możliwe jest już po połączeniu się z nią zaledwie 10 cząsteczek radiofarmaceutyku. W przypadku chemioterapeutyku podobny efekt wywołuje dopiero działanie co najmniej 1000 cząsteczek leku na komórkę. Metody radioizotopowe są więc precyzyjne i skuteczne oraz możliwie oszczędzające prawidłowe tkanki.

Czy leczenie oparte na idei teranostycznej jest w Polsce stosowane, dostępne?
Jak wspomniałem, filozofia ta jest stosowana w wielu dyscyplinach klinicznych, ale bez wątpienia możemy i powinniśmy stosować ją szerzej. Obecnie stosowane jest leczenie między innymi nowotworów typu neuroblastoma u dzieci z zastosowaniem [131I]I-MIBG, przerzutów nowotworowych do kości w przebiegu raka prostaty z zastosowaniem Radu-223, guzów neuroendokrynnych z zastosowaniem znakowanych analogów somatostatyny, wybranych schorzeń tarczycy i raka tarczycy z zastosowaniem Jodu-131. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będziemy mogli stosować podobną procedurę w leczeniu rozsianej formy raka prostaty. W tym przypadku stosowany jest szczególny peptyd – PSMA swoiście łączący się z komórkami nowotworowymi raka prostaty: po wykonaniu badania scyntygraficznego z zastosowaniem tego peptydu i wykazaniu, że gromadzi się on w odpowiednio dużym stopniu w zmianach przerzutowych raka, możliwe jest podanie radiofarmaceutyku znakowanego Lutetem-177 w celu terapeutycznym. Duże wieloośrodkowe badanie kliniczne (VISION) wykazało znaczną skuteczność i bezpieczeństwo tej terapii w grupie chorych, u których dotychczasowe formy leczenia (hormonoterapia, chemioterapia) okazały się zawodne. Problem ten jest szczególnie istotny ze względu na dane epidemiologiczne. Rak prostaty jest drugim co do częstości zachorowań nowotworem występującym u mężczyzn. Trwają badania kliniczne nad zastosowaniem idei teranostyki w leczeniu szpiczaków, raka piersi, czerniaka, guzów mózgu, innych schorzeń nowotworowych.

Panie Profesorze, uprzejmie dziękuję za komentarz.

Rozmawiała Marta Sułkowska

Źródło: materiał prasowy