Medicalpress

Karl Deisseroth, Peter Hegemann i Georg Nagel otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycia, które doprowadziły do rozwoju optogenetyki. Metoda pozwala naukowcom za pomocą światła uruchamiać lub hamować wybrane komórki nerwowe. Dzięki temu można znacznie dokładniej sprawdzać, jak poszczególne neurony i obwody w mózgu odpowiadają za pamięć, emocje czy zachowanie.

Historia tegorocznego Nobla zaczęła się od badań nad jednokomórkowymi glonami. Peter Hegemann i Georg Nagel badali, w jaki sposób organizmy te reagują na światło. Kluczowe okazały się światłoczułe białka nazywane channelrhodopsinami. Pod wpływem światła otwierają one kanały w błonie komórkowej i umożliwiają przepływ jonów.

Naukowcy zorientowali się, że mechanizm ten można wykorzystać również w innych komórkach. Jeśli odpowiedni gen zostanie wprowadzony do neuronu, komórka nerwowa może stać się wrażliwa na światło.

Ten pomysł rozwinął Karl Deisseroth. W 2005 roku jego zespół pokazał, że neurony wyposażone w światłoczułe białko można pobudzać za pomocą światła. W kolejnych badaniach metoda zaczęła być stosowana u żywych zwierząt. Tak rozwinęła się optogenetyka.

Po co sterować neuronami światłem?

Mózg składa się z ogromnej liczby komórek nerwowych tworzących skomplikowaną sieć. Samo zaobserwowanie, że jakiś obszar mózgu jest aktywny, nie zawsze pozwala stwierdzić, za co dokładnie odpowiada.

Optogenetyka daje badaczom znacznie większą kontrolę. Mogą wybrać konkretną grupę neuronów, pobudzić ją światłem lub zahamować jej działanie i obserwować reakcję organizmu.

W ten sposób można na przykład sprawdzać, które obwody nerwowe uczestniczą w tworzeniu wspomnień, wywoływaniu określonych zachowań czy regulowaniu emocji. Metoda stała się również ważnym narzędziem w badaniach nad chorobami neurologicznymi i zaburzeniami psychicznymi.

Nie oznacza to jednak, że lekarze mogą już leczyć choroby mózgu, „świecąc” na neurony pacjenta. Optogenetyka pozostaje przede wszystkim niezwykle ważnym narzędziem badawczym. Trwają jednak prace nad jej potencjalnymi zastosowaniami medycznymi. Jednym z badanych kierunków jest wykorzystanie światłoczułych białek do przywracania reakcji na światło u osób z niektórymi chorobami prowadzącymi do utraty wzroku.

Tegoroczny Nobel nagradza więc nie gotową terapię, ale metodę, która dała naukowcom zupełnie nowy sposób badania mózgu. Pozwala nie tylko obserwować pracę neuronów, ale także precyzyjnie wpływać na ich aktywność i sprawdzać, jakie są tego skutki.

Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny otwiera tegoroczny tydzień noblowski. Laureaci podzielą między siebie nagrodę w wysokości 12 mln koron szwedzkich.

Przez dekady diagnoza wydawała się prosta: masa ciała podzielona przez wzrost do kwadratu, wynik powyżej 30 kg/m² – otyłość. BMI stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych wskaźników medycznych na świecie. Problem w tym, że dwie osoby z identycznym BMI mogą mieć zupełnie inny skład ciała, rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, stan metaboliczny i ryzyko zdrowotne.

Dlatego eksperci proponują zmianę sposobu myślenia o otyłości. Nie chodzi o wyrzucenie BMI do kosza, ale o odebranie mu roli ostatecznego arbitra. Sama liczba kilogramów w odniesieniu do wzrostu nie odpowiada bowiem na najważniejsze pytanie: czy nadmiar tkanki tłuszczowej już szkodzi zdrowiu konkretnego człowieka?

BMI zostaje, ale nie wystarcza

BMI ma ogromną zaletę jest proste. Do jego obliczenia wystarczą wzrost i masa ciała. Świetnie sprawdza się w badaniach populacyjnych i jako narzędzie przesiewowe, ale gorzej radzi sobie z oceną pojedynczego pacjenta.

Nie mówi, jaka część masy ciała przypada na tkankę tłuszczową, a jaka na mięśnie. Nie pokazuje też, gdzie tłuszcz jest zgromadzony. Tymczasem szczególnie istotne dla zdrowia jest nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicy brzucha i narządów wewnętrznych.

W 2025 roku międzynarodowa Komisja ekspertów „The Lancet Diabetes & Endocrinology” zaproponowała więc nowe podejście do rozpoznawania otyłości. Zamiast opierać diagnozę wyłącznie na BMI, eksperci proponują potwierdzenie nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej za pomocą dodatkowych pomiarów.

Mogą to być m.in. obwód talii, stosunek obwodu talii do bioder czy stosunek talii do wzrostu, a tam, gdzie jest to uzasadnione – bezpośrednie metody oceny składu ciała. BMI staje się więc początkiem diagnostyki, a nie jej końcem.

Otyłość kliniczna i przedkliniczna – co to oznacza?

Jeszcze ważniejszą zmianą jest rozróżnienie dwóch stanów: otyłości klinicznej i otyłości przedklinicznej. Otyłość kliniczna oznacza przewlekłą chorobę, w której nadmiar tkanki tłuszczowej już powoduje zaburzenia funkcjonowania tkanek lub narządów albo istotnie ogranicza codzienne funkcjonowanie.

Konsekwencje mogą dotyczyć wielu układów – od sercowo-naczyniowego i oddechowego, przez metaboliczny, po układ ruchu. W praktyce lekarz ma więc oceniać nie tylko rozmiar ciała pacjenta, ale również to, co nadmiar tkanki tłuszczowej robi z jego organizmem.

Otyłość przedkliniczna oznacza natomiast nadmierną ilość tkanki tłuszczowej przy zachowanej funkcji narządów i tkanek. Nie oznacza to jednak „zdrowej otyłości”. Taka osoba pozostaje narażona na zwiększone ryzyko rozwoju otyłości klinicznej oraz innych chorób w przyszłości i wymaga oceny tego ryzyka oraz odpowiedniej profilaktyki. To subtelna, ale bardzo istotna różnica. W jednym przypadku mamy już chorobę manifestującą się zaburzeniami funkcjonowania organizmu. W drugim – stan zwiększonego zagrożenia, któremu należy przeciwdziałać.

Dwie osoby, takie samo BMI, zupełnie inne zdrowie

Najlepiej znaczenie nowej klasyfikacji pokazują wyniki międzynarodowego badania opublikowanego w 2026 roku, obejmującego ponad 2,3 tys. pacjentów poddawanych operacjom metabolicznym i bariatrycznym w czterech ośrodkach w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji i Brazylii.

Według nowych kryteriów 73,8 proc. badanych miało otyłość kliniczną, a 26,2 proc. – przedkliniczną. Najciekawsze było jednak coś innego: rozkład BMI w obu grupach był podobny.

Oznacza to, że pacjent z wyższym BMI nie musiał automatycznie znajdować się w gorszej sytuacji klinicznej niż osoba z niższym wynikiem. Osoby z otyłością kliniczną miały natomiast większe obciążenie chorobami, wyższe szacowane ryzyko sercowo-naczyniowe oraz większe ryzyko zgonu oceniane przy użyciu stosowanych w medycynie skal.

A co z osobami z BMI poniżej 30?

Nowe podejście zwraca uwagę również na odwrotny problem. BMI może nie tylko przeceniać, ale również nie doszacowywać zagrożenia. Osoba może mieć BMI poniżej klasycznej granicy otyłości, a jednocześnie nadmierną ilość tkanki tłuszczowej, zwłaszcza zgromadzonej w okolicy brzucha, i związane z nią zaburzenia zdrowotne. Dlatego sama odpowiedź kalkulatora BMI nie powinna być traktowana jako pełna diagnoza.

Nowoczesna ocena pacjenta powinna uwzględniać zarówno ilość i rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, jak i stan metaboliczny, funkcjonowanie narządów, sprawność fizyczną oraz choroby współistniejące.

Nowa definicja może zmienić także dostęp do leczenia

To nie jest wyłącznie akademicka dyskusja o nazewnictwie. Sposób definiowania otyłości może mieć bardzo praktyczne konsekwencje od kwalifikacji do farmakoterapii po dostęp do chirurgii metabolicznej i bariatrycznej.

Jeżeli decyzja o intensywności leczenia opiera się głównie na BMI, dwóch pacjentów o podobnej masie ciała można potraktować podobnie, mimo że jeden z nich ma już poważne zaburzenia związane z otyłością, a drugi jeszcze ich nie rozwinął.

Nowe podejście przesuwa punkt ciężkości z pytania „ile ważysz?” na pytanie „jak nadmiar tkanki tłuszczowej wpływa na twoje zdrowie?”. W przypadku otyłości klinicznej celem leczenia ma być poprawa lub – jeśli to możliwe – ustąpienie zaburzeń wynikających z nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej oraz zapobieganie kolejnym powikłaniom.

W otyłości przedklinicznej nacisk przesuwa się natomiast na ograniczenie ryzyka rozwoju choroby i innych problemów zdrowotnych. Nie oznacza to automatycznie, że taka osoba nie wymaga leczenia. Decyzja powinna zależeć od jej indywidualnego profilu ryzyka i spodziewanych korzyści z terapii.

To nie koniec BMI

Hasło „koniec BMI” dobrze brzmi w nagłówkach, ale upraszcza rzeczywistość. BMI nadal jest szybkim, tanim i przydatnym narzędziem przesiewowym. Także najnowsze standardy leczenia otyłości nie proponują jego całkowitego porzucenia. Zmienia się raczej jego miejsce w procesie diagnostycznym.

BMI może powiedzieć lekarzowi: „przyjrzyj się temu pacjentowi dokładniej”. Nie powinno natomiast samo odpowiadać na pytanie: „czy ten pacjent jest chory i jakiego leczenia potrzebuje?”. Nowe kryteria również nie są ostatnim słowem nauki. Badacze zwracają uwagę, że istnieje kilka konkurencyjnych sposobów definiowania i klasyfikowania otyłości, a ich przydatność w codziennej praktyce klinicznej nadal jest oceniana.

Badania z 2026 roku przynoszą jednak coraz więcej danych wskazujących, że rozróżnienie otyłości klinicznej i przedklinicznej może nieść informacje, których sama wartość BMI nie pokazuje.

Ta zmiana może mieć jeszcze jeden ważny skutek: przesunięcie rozmowy o otyłości z wyglądu i kilogramów na zdrowie. Otyłość od lat obciążona jest społeczną stygmatyzacją. Pacjent często słyszy przede wszystkim, ile powinien schudnąć. Nowa koncepcja próbuje postawić inne pytanie: jakie procesy zachodzą w jego organizmie i w jaki sposób można poprawić jego zdrowie?

Dwie osoby ważące tyle samo nie muszą być w tej samej sytuacji klinicznej. Tak samo utrata określonej liczby kilogramów nie jest jedynym możliwym miernikiem skuteczności terapii.

W leczeniu otyłości coraz ważniejsze stają się więc nie tylko kilogramy i BMI, ale poprawa parametrów metabolicznych, funkcjonowania narządów, sprawności i jakości życia.

I być może właśnie na tym polega najważniejsza zmiana. Nie na tym, że BMI przestaje istnieć, lecz na tym, że przestajemy sprowadzać otyłość do jednej liczby.

Źródło: The Lancet Diabetes & Endocrinology

Branża pharma & medical wkracza w kolejny etap dynamicznych zmian. Rozwój nowych technologii, zmieniające się regulacje, rosnące oczekiwania pacjentów oraz presja na zwiększanie efektywności sprawiają, że organizacje muszą dziś działać szybciej, elastyczniej i podejmować decyzje w oparciu o dane oraz nowoczesne narzędzia.

Jednocześnie sektor mierzy się z wyzwaniami związanymi z dostępnością terapii, rosnącymi kosztami operacyjnymi, transformacją modeli sprzedaży i marketingu oraz koniecznością budowania organizacji gotowych na zmieniające się realia rynkowe.

Odpowiedzi na najważniejsze pytania stojące dziś przed branżą będzie można poznać podczas VIII Forum Pharma Planet 360°, które odbędzie się 4–5 listopada 2026 r. w Warszawie pod hasłem „Pharma under pressure: market, regulation, technology and people”. Wydarzenie zgromadzi liderów rynku, ekspertów oraz przedstawicieli całego ekosystemu pharma & medical, którzy wspólnie będą dyskutować o kierunkach rozwoju sektora i praktycznych rozwiązaniach odpowiadających na aktualne wyzwania.

Program VIII Forum Pharma Planet 360° obejmuje m.in.:

Swoimi doświadczeniami i najlepszymi praktykami podzielą się przedstawiciele czołowych firm rynku pharma & medical, m.in.: AstraZeneca, Aurovitas Pharma, Baxter, Bioton, Boehringer Ingelheim, Coloplast, Dr.Max, Farmacja Polska, Gemini Polska, Haleon, Merck, Neuca, Neuraxpharm, Novartis, Nutricia, Opella, Perrigo, Reckitt, Recordati Polska, Sandoz, Stada, Teva Pharmaceuticals, TZF Polfa, Urtica oraz USP Zdrowie.

Podczas dwóch dni Forum uczestnicy będą mieli okazję wziąć udział w inspirujących debatach, praktycznych case studies oraz licznych spotkaniach networkingowych, wymieniając doświadczenia z przedstawicielami największych firm i organizacji działających na rynku pharma & medical.

Więcej informacji o Forum: www.pharmaplanet.pl

Program Forum: www.pharmaplanet.pl/program-1-dzien

Dostępne są pakiety indywidualne oraz grupowe.

Zarezerwuj swoje miejsce już dziś! Masz pytania? Skontaktuj się z nami:

Anna Banaś: anna.banas@braveconferences.pl

Leczenie atopowego zapalenia skóry nie kończy się na stosowaniu leków i emolientów. Coraz większą rolę odgrywają również rozwiązania wspierające codzienną pielęgnację i odbudowę bariery skórnej. We współpracy ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym opracowano pierwszą polską linię specjalistycznej odzieży terapeutycznej dla pacjentów z AZS, która ma wspomagać terapię, ograniczać podrażnienia oraz zwiększać komfort dzieci i dorosłych zmagających się z chorobą.

Choroby skóry – problem, który dotyka setek tysięcy pacjentów

Choroby dermatologiczne dotykają coraz większej liczby pacjentów już od pierwszych lat życia. Na AZS choruje co 12. dziecko w grupie wiekowej 0–4 lat, a w przedziale 0–19 lat liczba chorych przekracza 400 tysięcy.

W przypadku AZS i chorób pokrewnych codzienna terapia opiera się na stałym protokole pielęgnacyjnym obejmującym nawilżanie skóry emolientami, a następnie zakładanie specjalistycznej odzieży medycznej mokrą, bezpośrednio po kąpieli. Dotychczas produkty tego rodzaju oferował wyłącznie jeden zagraniczny producent, co przekładało się na ograniczony dostęp i wysokie koszty ponoszone przez pacjentów oraz ich rodziny. Współpraca Gatta ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym to odpowiedź na tę lukę i zarazem pierwsze polskie rozwiązanie opracowane klinicznie z myślą o potrzebach grupy chorych.

Linia GATTA CARE ATOPIC SENSITIVE

Gatta Care Atopic Sensitive to linia specjalistycznej odzieży terapeutycznej obejmująca legginsy, golfy, kominiarki, rękawiczki i skarpetki dla dzieci, pełniące funkcję warstwy kontaktowej wspierającej codzienną pielęgnację skóry. Każdy element kolekcji został zaprojektowany z myślą o potrzebach pacjentów z wrażliwą, atopową skórą – tak, aby skutecznie minimalizować podrażnienia, redukować tarcie, poprawiać komfort termiczny oraz wspierać odbudowę bariery ochronnej naskórka.

– To nie jest zwykła odzież, ale element wspomagający terapię – podkreśla dr Hubert Arasiewicz, kierownik Oddziału Klinicznego Dermatologii i Leczenia Anomalii Naczyniowych dla Dzieci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego – Odpowiednia konstrukcja dzianiny może realnie wpływać na komfort pacjenta i wspierać proces leczenia.

Produkty znajdują zastosowanie zarówno w codziennej pielęgnacji, jak i podczas terapii dermatologicznych, w tym metody wet wrap, polegającej na aplikacji emolientów bezpośrednio na skórę z następczym zastosowaniem warstwy specjalnej odzieży tekstylnej. W procesie projektowania zastosowano miękkie szwy zewnętrzne, wyeliminowano wszelkie elementy mogące powodować podrażnienia, a do produkcji użyto starannie dobranych włókien wiskozy, poliamidu i elastanu, które zapewniają optymalną oddychalność, elastyczność i trwałość wyrobu.

Cała produkcja realizowana jest w Polsce, w zakładach grupy Gatta., co gwarantuje pełną kontrolę jakości na każdym etapie wytwarzania oraz umożliwia systematyczne doskonalenie produktu w oparciu o wiedzę kliniczną oraz rzeczywiste potrzeby użytkowników. W kolejnych etapach planowane jest uruchomienie dystrybucji bezpośrednio na oddziałach dermatologicznych dla dzieci, w formie tzw. ubrankomatu, co dodatkowo zwiększy dostępność produktów dla pacjentów wymagających specjalistycznej opieki.

– Marka Gatta od ponad 30 lat jest synonimem dbałości o jakość i komfort. Tym razem zdecydowaliśmy się pójść krok dalej i wykorzystać nasze kompetencje dla potrzeb medycznych. Jesteśmy dumni, że współpraca ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym zawiodła nas do miejsca, w którym możemy realnie wspierać pacjentów doświadczających chorób skóry – mówi Piotr Słupski, Członek Zarządu Ferax.

Źródło: inf pras

Pacjenci zmagający się z zaawansowaną postacią hallux rigidus (sztywnego palucha) zyskali dostęp do nowoczesnej metody leczenia oszczędzającego staw. W Szpitalu w Drawsku Pomorskim American Heart of Poland wykonano pierwsze zabiegi alloplastyki stawu śródstopno-paliczkowego palucha z wykorzystaniem implantów pokrytych bioaktywnym hydroksyapatytem. Świadczenia są realizowane w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Hallux rigidus a ograniczenia dotychczasowych metod

Choroba zwyrodnieniowa stawu śródstopno-paliczkowego palucha (MTP I), klinicznie określana jako hallux rigidus, należy do najczęstszych patologii degeneracyjnych w obrębie przodostopia. Postępujące zużycie chrząstki stawowej, tworzenie osteofitów oraz silny ból mechaniczny uniemożliwiają prawidłowe przetaczanie stopy, co drastycznie obniża komfort życia chorych.

Dotychczas standardem chirurgicznym w zaawansowanych stadiach tej choroby była artrodeza, czyli trwałe usztywnienie stawu. Choć zabieg ten skutecznie likwiduje ból, wiąże się z bezpowrotną utratą ruchomości, co zaburza biomechanikę chodu i ogranicza wybór obuwia.

Alternatywa oszczędzająca staw

Odpowiedzią współczesnej ortopedii na te ograniczenia jest alloplastyka stawu palucha, czyli wszczepienie endoprotezy, której zadaniem jest odtworzenie anatomii oraz zachowanie zakresu ruchomości.

W drawskim szpitalu zastosowano implanty pokryte hydroksyapatytem (HA) – naturalnym budulcem ludzkich kości i zębów, który fabrycznie nałożono na powierzchnię protezy.

Wszczepiony implant został zaprojektowany tak, aby od razu stabilnie trzymać się kości. Kluczową rolę odgrywa tu powłoka z hydroksyapatytu – substancji, która buduje nasze kości i zęby. Działa ona jak naturalny stymulator, który sprawia, że żywa tkanka kości pacjenta z czasem stopniowo wrasta w powierzchnię implantu, tworząc z nim trwałe, mocne połączenie – wyjaśnia lek. Artur Bednarz, ordynator Oddziału Ortopedycznego Szpitala w Drawsku Pomorskim, American Heart of Poland.

Wskazania i korzyści dla pacjenta

Wdrożenie procedury alloplastyki MTP I dedykowane jest pacjentom kwalifikowanym do leczenia operacyjnego ze względu na zaawansowane zmiany degeneracyjne, u których priorytetem jest zachowanie funkcji ruchowej stawu.

Kluczowe korzyści kliniczne:

Przede wszystkim utrzymanie ruchomości, co pozwala na zachowanie naturalnej funkcji stawu w przeciwieństwie do tradycyjnego usztywnienia. Zabieg zapewnia również skuteczną redukcję dolegliwości bólowych, które dotychczas utrudniały codzienne funkcjonowanie. Nowoczesna endoprotezoplastyka gwarantuje ponadto prawidłową biomechanikę, przyczyniając się do przywrócenia fizjologicznego wzorca chodu i odciążenia struktur sąsiednich – dodaje lek. Artur Bednarz, (może zamiast orydnator jego spechlaizacje) ordynator Oddziału Ortopedycznego Szpitala w Drawsku Pomorskim, American Heart of Poland.

Nowy standard opieki ortopedycznej w regionie

Wykonanie pierwszych zabiegów alloplastyki stawu palucha w Szpitalu w Drawsku Pomorskim poszerza zakres procedur ortopedii operacyjnej dostępnych na poziomie regionalnym. Realizacja tego typu świadczeń w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia umożliwia pacjentom z mniejszych ośrodków korzystanie z nowoczesnych metod leczenia.

Źródło: inf pras

Kilka miesięcy po uruchomieniu programu chirurgii robotycznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Krakowie wykonano setną operację z wykorzystaniem systemu Hugo RAS. Technologia, która początkowo była nowym elementem wyposażenia bloku operacyjnego, stała się już częścią codziennego leczenia pacjentów z nowotworami urologicznymi, ginekologicznymi oraz nowotworami przewodu pokarmowego.

Pierwsze zabiegi robotyczne w NIO-PIB w Krakowie przeprowadzono jesienią 2025 roku, po zakończeniu specjalistycznych szkoleń i certyfikacji zespołów. Wdrożenie operacji ginekologicznych sprawiło, że Instytut jako pierwszy ośrodek w Polsce zaczął wykorzystywać system Hugo RAS w trzech obszarach onkologii: urologii, chirurgii oraz ginekologii onkologicznej.

Uruchomienie robotyki nie zastąpiło dotychczasowych metod leczenia, ale poszerzyło możliwości wyboru techniki najlepiej dopasowanej do sytuacji konkretnego pacjenta. System zapewnia operatorowi stabilny obraz 3D, dużą precyzję ruchów i możliwość wykonywania złożonych procedur przez niewielkie nacięcia – dr hab. n med. Janusz Jaszczyński, Kierownik Bloku Operacyjnego w NIO-PIB w Krakowie.

W pierwszych doświadczeniach zespołów widoczne są korzyści typowe dla chirurgii małoinwazyjnej: mniejszy uraz operacyjny, szybsze uruchamianie pacjentów i krótszy pobyt w szpitalu. W części zabiegów ginekologicznych pacjentki mogą być gotowe do wypisu już następnego dnia po operacji.

Setna operacja pokazuje, że Instytut przeszedł od etapu wdrażania nowej technologii do budowania regularnego, wielospecjalistycznego programu chirurgii robotycznej. Równolegle doświadczenie zdobywają nie tylko operatorzy, ale całe zespoły uczestniczące w przygotowaniu i prowadzeniu zabiegów – anestezjolodzy, pielęgniarki operacyjne oraz personel techniczny.

Kolejnym etapem będzie dalsze zwiększanie liczby zabiegów, rozszerzanie zastosowania robota na inne procedury oraz szkolenie następnych operatorów. Ważna będzie również systematyczna ocena wyników leczenia i porównywanie chirurgii robotycznej z innymi metodami, tak aby technologia była wykorzystywana tam, gdzie przynosi pacjentom największą korzyść – podsumowuje dr Jaszczyński.

System Hugo RAS o wartości ponad 17 mln zł został zakupiony dzięki środkom Unii Europejskiej w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Jest częścią projektu modernizacji NIO-PIB w Krakowie o wartości blisko 139,5 mln zł, którego celem jest rozszerzenie zakresu oraz poprawa jakości leczenia oferowanego pacjentom w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

Źródło: NIO

Foto: NIO

Udar mózgu kojarzy się przede wszystkim z osobami starszymi. Tymczasem każdego roku dotyka również dzieci i nastolatków, a jego rozpoznanie bywa znacznie trudniejsze niż u dorosłych. Właśnie dlatego sukces neurochirurgów z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach ma znaczenie wykraczające poza historię jednej pacjentki. Przeprowadzona u 15-letniej dziewczynki bezpośrednia rewaskularyzacja mózgu należy do najrzadziej wykonywanych zabiegów w neurochirurgii dziecięcej i może otworzyć nowy rozdział w leczeniu najmłodszych pacjentów z ciężkimi chorobami naczyń mózgowych.

Pacjentką była 15-letnia Maja, która w grudniu 2025 roku doznała rozległego urazu głowy w wypadku komunikacyjnym. Początkowo lekarze walczyli o jej życie z powodu krwiaka wewnątrzczaszkowego oraz wieloodłamowego złamania podstawy i sklepienia czaszki. Kilka dni później pojawiło się kolejne zagrożenie – udar niedokrwienny mózgu spowodowany krytycznym zwężeniem tętnicy szyjnej wewnętrznej.

Pierwszym etapem leczenia było wszczepienie stentu, co początkowo pozwoliło przywrócić prawidłowy przepływ krwi. Jednak po kilku miesiącach kontrolne badania wykazały ponowne zwężenie naczynia. Choć organizm dziewczynki wytworzył krążenie oboczne, szczegółowa diagnostyka obrazowa oraz neuropsychologiczna wykazała, że dopływ krwi do części mózgu nadal pozostawał niewystarczający. W tej sytuacji lekarze zdecydowali się na rozwiązanie stosowane u dzieci niezwykle rzadko – bezpośredni bypass mózgowy.

Gdy standardowe leczenie przestaje wystarczać

Zabieg polegał na wykonaniu zespolenia pomiędzy tętnicą skroniową powierzchowną a tętnicą środkową mózgu. W praktyce oznacza to stworzenie nowej drogi dopływu krwi, omijającej uszkodzony odcinek naczynia. To procedura znana od wielu lat w neurochirurgii dorosłych, jednak u dzieci wykonywana jest sporadycznie ze względu na bardzo małą średnicę naczyń oraz ogromne wymagania techniczne.

Operację przeprowadził zespół kierowany przez dr. Dariusza Szarka, specjalizującego się w chirurgii naczyń mózgowych i supermikrochirurgii. Do wykonania zespolenia wykorzystano nici o grubości ludzkiego włosa, co pokazuje skalę precyzji wymaganej podczas tego typu operacji.

Jeszcze do niedawna standardem leczenia dzieci wymagających rewaskularyzacji były przede wszystkim techniki pośrednie, polegające na ułożeniu na powierzchni mózgu fragmentu mięśnia lub opony twardej, aby pobudzić stopniowy rozwój nowych naczyń krwionośnych. Rozwój supermikrochirurgii sprawił jednak, że w wybranych przypadkach możliwe stało się wykonanie bezpośrednich zespoleń, które zapewniają natychmiastową poprawę ukrwienia mózgu.

Udar u dziecka to zupełnie inna choroba niż u dorosłego

Choć udar mózgu pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów i niepełnosprawności dorosłych, u dzieci występuje znacznie rzadziej. Jednocześnie jego przyczyny są zupełnie inne.

Jak zwracają uwagę specjaliści z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, u najmłodszych pacjentów za udary odpowiadają przede wszystkim choroby naczyń mózgowych, wady rozwojowe, urazy czy arteriopatie, a nie miażdżyca lub nadciśnienie tętnicze, które dominują u dorosłych. Z tego powodu diagnostyka i leczenie muszą być prowadzone indywidualnie, często z udziałem wielospecjalistycznego zespołu neurochirurgów, neurologów dziecięcych, radiologów interwencyjnych i neuropsychologów.

To również jedna z przyczyn, dla których podobne operacje wykonuje się tak rzadko. Każdy przypadek wymaga osobnej analizy korzyści i ryzyka oraz zastosowania technik, które jeszcze kilka lat temu nie były dostępne w neurochirurgii dziecięcej.

Znaczenie wykraczające poza jeden zabieg

Historia Mai zakończyła się pomyślnie. Nastolatka odzyskała sprawność, nie wymaga rehabilitacji i przygotowuje się do rozpoczęcia nauki w szkole średniej. Jednak z medycznego punktu widzenia sukces operacji ma znacznie szerszy wymiar.

Rozwój technik supermikrochirurgicznych sprawia, że dzieci z rzadkimi chorobami naczyń mózgowych, ciężkimi następstwami urazów czy wybranymi arteriopatiami mogą w przyszłości otrzymać nowe możliwości leczenia. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których klasyczne leczenie wewnątrznaczyniowe okazuje się niewystarczające lub ryzyko kolejnych udarów pozostaje wysokie.

Nie oznacza to oczywiście, że bezpośredni bypass stanie się standardem leczenia wszystkich dzieci po udarze. Eksperci podkreślają, że nadal będzie to procedura zarezerwowana dla starannie wyselekcjonowanych pacjentów. Jednak doświadczenie zdobyte przez zespół z Katowic pokazuje, że polskie ośrodki dysponują już kompetencjami pozwalającymi wykonywać najbardziej zaawansowane operacje naczyniowe mózgu u dzieci.

W dobie dynamicznego rozwoju neurochirurgii dziecięcej sukces GCZD można więc postrzegać nie tylko jako spektakularne osiągnięcie jednego zespołu, ale także jako dowód, że najbardziej zaawansowane techniki mikrochirurgiczne coraz śmielej znajdują zastosowanie również u najmłodszych pacjentów.

Źródło: Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach

To nie tylko prestiżowe wyróżnienie dla jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich kardiolożek, ale również sygnał, że polska kardiologia coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Prof. Agnieszka Tycińska została wybrana na stanowisko President-Elect Association for Acute CardioVascular Care (ACVC) – jednej z największych i najbardziej wpływowych asocjacji działających w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC). Po zakończeniu obecnej kadencji obejmie funkcję prezesa organizacji, kierując europejską społecznością specjalistów zajmujących się leczeniem pacjentów w najcięższych stanach zagrożenia życia.

Wybór prof. Tycińskiej oznacza, że po raz pierwszy od wielu lat przedstawicielka polskiej kardiologii obejmie jedno z najwyższych stanowisk w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Dla polskich lekarzy to znacznie więcej niż sukces indywidualny. To potwierdzenie, że krajowe środowisko kardiologiczne odgrywa coraz większą rolę nie tylko we wdrażaniu europejskich standardów leczenia, ale także w ich współtworzeniu.

ACVC to organizacja, która wyznacza standardy leczenia najciężej chorych pacjentów

Association for Acute CardioVascular Care skupia specjalistów zajmujących się ostrą opieką kardiologiczną – obszarem medycyny, w którym decyzje terapeutyczne podejmowane są często w ciągu minut, a od ich trafności zależy życie pacjenta. Organizacja opracowuje wytyczne kliniczne, prowadzi programy edukacyjne, wspiera badania naukowe oraz rozwija standardy postępowania dotyczące m.in. ostrych zespołów wieńcowych, wstrząsu kardiogennego, nagłego zatrzymania krążenia, zatorowości płucnej czy ostrej niewydolności serca.

To właśnie rekomendacje ekspertów ACVC są później wykorzystywane przez lekarzy w całej Europie i stanowią podstawę organizacji nowoczesnej opieki nad pacjentami w oddziałach intensywnej terapii kardiologicznej.

Wieloletnia obecność w strukturach ESC

Wybór na stanowisko President-Elect nie jest przypadkowy. Prof. Agnieszka Tycińska od lat aktywnie działa w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Obecnie kieruje Komitetem Certyfikacji i Akredytacji ACVC oraz przewodniczy inicjatywie Women in ACVC. Jest również członkinią zarządu organizacji i współtworzy europejskie projekty edukacyjne oraz akredytacyjne.

Jej działalność naukowa i organizacyjna została zauważona także przez redakcję European Heart Journal, która poświęciła profesor specjalny materiał w cyklu „Leaders in Cardiology”. Podkreślono w nim jej wkład w rozwój intensywnej opieki kardiologicznej, działalność naukową oraz konsekwentne wzmacnianie pozycji polskiej kardiologii w strukturach europejskich.

Szansa dla polskiej kardiologii

Szczególnego znaczenia tej nominacji dodaje fakt, że prof. Agnieszka Tycińska jest jednocześnie prezesem elektem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Otwiera to nowe możliwości jeszcze silniejszego udziału polskich ekspertów w międzynarodowych projektach naukowych, pracach nad europejskimi wytycznymi oraz programach edukacyjnych.

To także szansa na większą obecność polskich ośrodków w badaniach klinicznych prowadzonych pod auspicjami ESC oraz rozwój międzynarodowej współpracy w obszarze ostrej opieki kardiologicznej. Choć decyzje ACVC mają charakter ekspercki, ich efekty przekładają się później na codzienną praktykę kliniczną – od organizacji oddziałów intensywnej terapii po standardy leczenia pacjentów z zawałem serca czy ostrą niewydolnością serca.

Coraz silniejsza pozycja Polski w europejskiej medycynie

W ostatnich latach przedstawiciele polskiej medycyny coraz częściej obejmują ważne funkcje w międzynarodowych organizacjach naukowych. To efekt nie tylko rosnącej liczby publikacji naukowych, ale także aktywnego uczestnictwa w pracach grup roboczych, tworzeniu wytycznych oraz organizacji europejskich projektów badawczych.

Wybór prof. Agnieszki Tycińskiej wpisuje się w ten trend. Jednocześnie pokazuje, że doświadczenia polskich ośrodków kardiologicznych są coraz częściej postrzegane jako wartościowy wkład w rozwój europejskiej medycyny.

Objęcie funkcji President-Elect oznacza również udział w wyznaczaniu strategicznych kierunków rozwoju ACVC na najbliższe lata. Po zakończeniu obecnej kadencji profesor stanie na czele organizacji, która skupia tysiące specjalistów zajmujących się leczeniem pacjentów wymagających najbardziej zaawansowanej opieki kardiologicznej.

Źródło: escardio.org

Niewydolność serca należy do najpoważniejszych wyzwań współczesnej kardiologii. Skuteczność jej leczenia zależy nie tylko od właściwie dobranej farmakoterapii, ale także od sprawnej współpracy interdyscyplinarnego zespołu medycznego. Istotną rolę odgrywa w nim personel pielęgniarski, którego kompetencje w zakresie specjalistycznej opieki nad pacjentami rozwija STEP-ONE – program opracowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW). Inicjatywa jest już realizowana w 11 krajach europejskich.

Niewydolność serca to przewlekła choroba, wymagającą systematycznego monitorowania objawów, edukacji zdrowotnej oraz ścisłej współpracy specjalistów reprezentujących różne dziedziny medycyny. Szczególne miejsce w tym modelu zajmują pielęgniarki i pielęgniarze. Towarzyszą pacjentom podczas kolejnych etapów terapii, pomagają im zrozumieć zalecenia medyczne oraz wspierają w kształtowaniu nawyków umożliwiających świadome i bezpieczne życie z chorobą.

Program STEP-ONE (Supportive Training and Essential Preparation for Optimal Nursing Education) powstał w ramach inicjatywy „Global ACT on HF – Accelerate Change Together” (Działajmy w obszarze niewydolności serca – razem przyspieszmy zmianę), realizowanej we współpracy z AstraZeneca Pharma Poland sp. z o.o. Jego celem jest wspieranie zintegrowanego, interprofesjonalnego modelu opieki oraz przygotowanie pacjentów do świadomego i możliwie samodzielnego zarządzania chorobą.

– Zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (European Society of Cardiology – ESC) jednoznacznie wskazują, że opieka nad pacjentem z niewydolnością serca powinna mieć charakter zespołowy i opierać się na współpracy kardiologa, lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz pielęgniarki lub pielęgniarza wyspecjalizowanych w tej dziedzinie. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, brakowało jednak certyfikowanej ścieżki kształcenia personelu pielęgniarskiego w tym zakresie. STEP-ONE powstał, aby wypełnić tę lukę i zapewnić odpowiednie przygotowanie do sprawowania opieki nad tą grupą chorych – wyjaśnia prof. Izabella Uchmanowicz, kierownik Zakładu Metodyki Badań Naukowych Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW, stojąca na czele interdyscyplinarnego zespołu odpowiedzialnego za merytoryczną część programu.

W rozwój STEP-ONE zaangażowane są również dr Magdalena Lisiak i dr Marta Wleklik. Program współtworzyli prof. Piotr Ponikowski oraz prof. Ewa A. Jankowska z Instytutu Chorób Serca UMW.

STEP-ONE nie jest pojedynczym kursem, lecz kompleksowym systemem edukacji i certyfikacji. Łączy materiały dydaktyczne, szkolenia praktyczne oraz platformę internetową umożliwiającą prowadzenie ujednoliconego procesu kształcenia w różnych krajach. Platforma, dostępna w językach polskim i angielskim pod adresem educardio.umw.edu.pl/nurses, zawiera materiały wideo, prezentacje i test egzaminacyjny, a po ukończeniu kursu automatycznie generuje certyfikat.

– W ramach programu opracowaliśmy również narzędzia wspierające codzienną praktykę kliniczną pielęgniarek i pielęgniarzy. Należą do nich formularze służące do oceny ryzyka niewydolności serca z zachowaną frakcją wyrzutową, a także listy kontrolne pomocne w edukowaniu pacjentów i ocenie stopnia optymalizacji leczenia farmakologicznego. Uczestnicy kursu otrzymują zatem nie tylko uporządkowaną wiedzę teoretyczną, lecz także rozwiązania, które mogą bezpośrednio wykorzystywać w pracy z pacjentami – dodaje prof. Izabella Uchmanowicz.

Jednym z elementów programu jest Heart Failure Handbook – przewodnik dla pacjentów i ich rodzin, przygotowany w językach polskim, angielskim i chorwackim. Publikacja zawiera najważniejsze informacje na temat samoopieki, farmakoterapii, aktywności fizycznej i stylu życia. Pomaga również rozpoznawać objawy, których wystąpienie powinno skłonić pacjenta do kontaktu z personelem medycznym.

Pierwszy kurs STEP-ONE odbył się pod koniec grudnia 2021 roku. Od tego czasu autorski program Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przekształcił się z lokalnej inicjatywy w międzynarodowy model kształcenia, rozwijany we współpracy z instytucjami ochrony zdrowia z 11 krajów europejskich. W formule Train-the-Trainers przygotowywani są liderzy, którzy następnie wdrażają program na poziomie lokalnym i prowadzą proces certyfikacji personelu pielęgniarskiego w swoich krajach.

Dotychczas kurs ukończyło ponad 100 osób. Jego absolwenci uzyskali certyfikat HF Nurse, potwierdzający kompetencje do sprawowania specjalistycznej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca.

– Jednym z największych atutów projektu jest jego interdyscyplinarność. STEP-ONE integruje wiedzę z zakresu kardiologii, pielęgniarstwa, geriatrii, psychologii zdrowia i informatyki. Dzięki temu uwzględnia nie tylko aktualne wytyczne kliniczne, ale również zagadnienia związane z komunikacją, edukacją terapeutyczną, uwarunkowaniami behawioralnymi oraz cyfrową dostępnością procesu kształcenia – ocenia prof. Izabella Uchmanowicz.

Założenia programu oraz wnioski płynące z jego wdrażania przedstawiono między innymi na łamach czasopism „European Journal of Cardiovascular Nursing” i „ESC Heart Failure”.

– Wyniki opublikowanych prac wskazują, że standaryzacja szkoleń oraz formalne potwierdzanie kompetencji personelu pielęgniarskiego sprzyjają lepszemu przestrzeganiu zaleceń przez pacjentów, zwiększają bezpieczeństwo terapii i mogą przyczyniać się do ograniczenia liczby hospitalizacji – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz.

Program zaprezentowano również podczas konferencji ACNAP 2024, organizowanej przez Association of Cardiovascular Nursing and Allied Professions, która działa w strukturach European Society of Cardiology. STEP-ONE przedstawiono jako przykład dobrej praktyki edukacyjnej oraz narzędzie wspierające profesjonalizację opieki pielęgniarskiej w skali międzynarodowej. Inicjatywa spotkała się z pozytywną oceną środowiska ESC.

Kolejnym etapem rozwoju przedsięwzięcia jest program STEP-TWO, rozszerzony między innymi o nowe moduły poświęcone ocenie klinicznej pacjenta.

Źródło: inf pras

Ministerstwo Zdrowia planuje zwiększyć liczbę miejsc na studiach medycznych w roku akademickim 2026/2027. Do konsultacji publicznych trafił projekt rozporządzenia przewidujący przyjęcie łącznie 12 210 studentów na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny. Resort argumentuje, że wyższe limity mają odpowiadać rosnącemu zapotrzebowaniu na kadry medyczne oraz możliwościom dydaktycznym uczelni.

Do konsultacji publicznych trafił projekt rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie limitu przyjęć na studia na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym na rok akademicki 2026/2027. Resort zdrowia zakłada dalszy wzrost liczby miejsc dla przyszłych lekarzy i lekarzy dentystów.

Zgodnie z projektem, limit przyjęć na kierunek lekarski wyniesie 10 705 miejsc, co oznacza wzrost o 1,91 proc. w porównaniu z rokiem akademickim 2025/2026, kiedy limit wynosił 10 504 miejsca. Z kolei na kierunku lekarsko-dentystycznym przewidziano 1 505 miejsc, czyli o ponad 4,4 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy limit wynosił 1 441 miejsc.

Łącznie uczelnie będą mogły przyjąć 12 210 studentów na oba kierunki.

Podział miejsc

Na kierunku lekarskim przewidziano:

  • 7 133 miejsca na studiach stacjonarnych prowadzonych w języku polskim,
  • 1 734 miejsca na studiach niestacjonarnych w języku polskim,
  • 1 838 miejsc na studiach prowadzonych w językach obcych.

Natomiast na kierunku lekarsko-dentystycznym limit obejmuje:

  • 885 miejsc na studiach stacjonarnych w języku polskim,
  • 349 miejsc na studiach niestacjonarnych,
  • 271 miejsc na studiach prowadzonych w językach obcych.

Limity dla 39 uczelni

Projekt rozporządzenia obejmuje 39 uczelni posiadających uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim, w tym 9 nadzorowanych przez Ministra Zdrowia oraz 30 nadzorowanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Limity zostały ustalone z uwzględnieniem możliwości dydaktycznych poszczególnych uczelni oraz zapotrzebowania na absolwentów kierunków medycznych.

Projekt określa również liczbę miejsc w podziale na studia stacjonarne i niestacjonarne prowadzone w języku polskim oraz na studia prowadzone w językach obcych.

Źródło: RCL

Zespół Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził pierwsze na świecie chimeryczne przeszczepienie wątroby. Innowacyjny zabieg, wykonany u 47-letniej pacjentki z zaawansowanym nowotworem wątroby, polegał na stworzeniu jednego funkcjonalnego narządu z dwóch fragmentów o różnym pochodzeniu genetycznym – własnej wątroby chorej oraz fragmentu narządu pobranego od zmarłego dawcy. Nowatorska metoda może otworzyć nowe możliwości leczenia pacjentów, którzy dotychczas nie kwalifikowali się do radykalnej operacji.
 
Po raz pierwszy w historii transplantologii jeden przeszczepiony narząd został zbudowany z dwóch fragmentów wątroby o odmiennym pochodzeniu genetycznym – własnego fragmentu pacjentki oraz fragmentu pobranego od zmarłego dawcy. Na zimnym stoliku utworzono z nich jeden funkcjonalny chimeryczny graft wątrobowy, który następnie wszczepiono chorej.

Na czym polega chimeryczne przeszczepienie

Operacja połączyła dwie najbardziej zaawansowane techniki współczesnej transplantologii – autotransplantację oraz allotransplantację. Ze względu na rozległość nowotworu klasyczna resekcja wątroby nie pozwalała na radykalne usunięcie zmian przy jednoczesnym zachowaniu wystarczającej ilości prawidłowo funkcjonującego miąższu – a od tego zależało przeżycie chorej po operacji.

Własna wątroba pacjentki została zatem usunięta z organizmu i poddana resekcji pozaustrojowej. W warunkach chirurgii ex situ, czyli „na bocznym stoliku”, usunięto większość wątroby zajętą przez nowotwór oraz przygotowano zdrową część narządu do ponownego wszczepienia. Pozostawiony własny fragment wątroby był jednak zbyt mały, aby samodzielnie zapewnić bezpieczną funkcję narządu. Został więc połączony na zimnym stoliku z odpowiednio przygotowanym fragmentem wątroby pobranym od zmarłego dawcy. W ten sposób powstał jeden chimeryczny graft, który następnie wszczepiono pacjentce.

Fragment pochodzący od dawcy pełnił rolę czasowego biologicznego wspomagania, umożliwiając regenerację i przerost własnej części wątroby chorej.

Kto wykonał innowacyjną operację

Prof. Michał Grąt opracował koncepcję operacji oraz był operatorem podczas wszystkich jej kluczowych etapów – hepatektomii, resekcji pozaustrojowej, wytworzenia chimerycznego graftu oraz jego wszczepienia. W etapie brzusznym operacji asystowali dr hab. Wacław Hołówko oraz lek. Maryla Turkot. Podczas resekcji pozaustrojowej i przygotowania chimerycznego graftu asystowali dr hab. Wacław Hołówko oraz lek. Agata Konieczka. Podział wątroby pobranej od zmarłego dawcy i przygotowanie fragmentu wykorzystanego do stworzenia chimerycznego graftu wykonali dr Konrad Kobryń oraz lek. Paweł Rykowski. Za znieczulenie pacjentki odpowiadał lek. Dawid Tomasik. W skład zespołu operacyjnego wchodziły również pielęgniarki operacyjne Ewelina Kamińska i Małgorzata Ponichtera oraz pielęgniarki anestezjologiczne Agata Małek i Joanna Podsiadła.

Dzięki bardzo dobrej regeneracji własnej części wątroby 18 maja 2026 roku, zaledwie tydzień po pierwszej operacji, możliwe było wykonanie drugiego zabiegu i usunięcie fragmentu graftu pochodzącego od zmarłego dawcy. W organizmie pacjentki pozostała wyłącznie jej własna, odpowiednio przerośnięta i prawidłowo funkcjonująca wątroba.
Obecnie pacjentka pozostaje w dobrym stanie.

Nowy kierunek w chirurgii wątroby i transplantologii

– Istotą tej operacji było stworzenie na zimnym stoliku jednego funkcjonalnego narządu złożonego z dwóch fragmentów wątroby o odmiennym pochodzeniu genetycznym. Fragment od zmarłego dawcy zapewniał chorej bezpieczną funkcję narządu w okresie, gdy własna część wątroby była jeszcze zbyt mała. Po uzyskaniu odpowiedniego przerostu mogliśmy usunąć część allogeniczną, pozostawiając pacjentkę z jej własną, prawidłowo funkcjonującą wątrobą. W praktyce oznacza to stworzenie nowej koncepcji leczenia wybranych chorych z zaawansowanymi nowotworami wątroby, u których dotychczas nie było możliwości radykalnego leczenia – mówi prof. Michał Grąt.

Chimeryczne przeszczepienie wątroby stanowi unikatowe połączenie chirurgii onkologicznej, transplantologii oraz chirurgii ex situ. Wykorzystuje doświadczenia zdobyte podczas autotransplantacji wątroby, przeszczepiania fragmentów narządu oraz zaawansowanych rekonstrukcji naczyniowych, tworząc całkowicie nową strategię leczenia.

Jest to kolejne przełomowe osiągnięcie Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby WUM. W ostatnich latach zespół kliniki jako pierwszy w Polsce przeprowadził między innymi pierwszą autotransplantację wątroby, pierwsze wspomagające przeszczepienie wątroby oraz rozwinął jedyny w kraju program przeszczepiania fragmentów wątroby od żywych dawców u dorosłych.

Źródło: WUM
Foto: WUM

Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od 1 lipca 2026 roku pełni funkcję rektora Uczelni Łazarskiego. W nowej kadencji zamierza rozwijać uczelnię jako nowoczesny, interdyscyplinarny ośrodek akademicki, łączący medycynę, prawo, biznes i nowe technologie. Jednym z priorytetów będzie wzmacnianie współpracy nauki z praktyką oraz kształcenie specjalistów odpowiadających na wyzwania współczesnego systemu ochrony zdrowia. 
Nowa Rektor jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego środowiska eksperckiego w obszarze ochrony zdrowia, autorką licznych publikacji naukowych i eksperckich oraz członkinią gremiów doradczych najważniejszych instytucji ochrony zdrowia w Polsce. W latach 2015–2025 była wiceprzewodniczącą Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie zasiada m.in. w Radzie Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Od ponad dwudziestu lat związana jest z Uczelnią Łazarskiego, gdzie pełni funkcję Dziekana Łazarski Executive Education oraz Dyrektora Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.

– Uczelnia Łazarskiego ma silne fundamenty, rozpoznawalną markę i społeczność, z której możemy być dumni. Moją ambicją jest rozwijać ten potencjał i uczynić naszą uczelnię jednym z najbardziej nowoczesnych i interdyscyplinarnych niepublicznych ośrodków akademickich w Europie Środkowo-Wschodniej – miejscem, które łączy prawo, biznes, medycynę i nowe technologie w jeden spójny ekosystem wiedzy, badań i innowacji. – mówi dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, Rektor Uczelni Łazarskiego.

Jednym z priorytetów nowej kadencji będzie jeszcze mocniejsza integracja nauki z praktyką, rozwój współpracy z biznesem i administracją publiczną oraz kształcenie absolwentów przygotowanych do rozwiązywania realnych problemów współczesnego świata.

– Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od lat udowadnia, że potrafi skutecznie łączyć świat nauki z potrzebami gospodarki i administracji publicznej. To właśnie takich liderów potrzebują dziś uczelnie – odważnych, otwartych na zmiany i potrafiących przekuwać wiedzę w realny wpływ na otoczenie. Jestem przekonana, że pod jej przewodnictwem Uczelnia Łazarskiego będzie wyznaczać kierunki rozwoju nowoczesnego szkolnictwa wyższego. – mówi Marta Rosińska-Kortas, Prezydent Uczelni Łazarskiego.

Uczelnia Łazarskiego od ponad 30 lat należy do grona najlepszych uczelni niepublicznych w Polsce. Kształci ponad 5 tys. studentów z kilkudziesięciu krajów na kierunkach z zakresu prawa, ekonomii, zarządzania oraz medycyny. Jej wysoką jakość potwierdzają czołowe miejsca w rankingach „Perspektyw”, „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej”, a także prestiżowe akredytacje krajowe i międzynarodowe. Od roku akademickiego 2026/2027 oferta uczelni poszerzy się o kierunek lekarsko-dentystyczny – pierwsze pięcioletnie studia stomatologiczne prowadzone przez niepubliczną uczelnię akademicką w Polsce.

Dr. hab. n. med. i n. o zdr., dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka: Dziekan Łazarski Executive Education oraz Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. W latach 2015–2025 wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia (członek rady od 2010 r.). Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej Polfy Tarchomin (2024–2026). Dyrektor programu MBA w Ochronie Zdrowia oraz MBA Healthcare Innovation & Technology, kierownik merytoryczny wielu certyfikowanych przez Uczelnię Łazarskiego programów szkoleniowych dedykowanych profesjonalistom medycznym, kadrze zarządzającej placówkami leczniczymi oraz pracownikom instytucji publicznych z sektora zdrowia.

Członkini Rady Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Inicjatorka i liderka Sektorowej Rady ds. Kompetencji w opiece zdrowotnej i opiece społecznej. Autorka licznych publikacji naukowych i eksperckich poświęconych ekonomiczno-społecznym aspektom ochrony zdrowia i nowoczesnym modelom jej organizacji i finansowania. Propagatorka koncepcji „Ochrony zdrowia nakierowanej na wartość” (Value Based Healthcare) oraz Hospital Based HTA.

Według miesięcznika MyCompany należy do 15 wpływowych kobiet, które zmieniają oblicze polskiej branży medycznej. Laureatka konkursu Sukces Roku 2022 w Ochronie Zdrowia w kategorii Zdrowie publiczne. Od lat w pierwszej dziesiątce LISTY STU najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia. W kolejnych edycjach plebiscytu Kobieta Rynku Zdrowia znalazła się wśród 50 najbardziej wpływowych kobiet działających w obszarze zdrowia. Wyróżniona prestiżową nagrodą „Wizjonerzy Zdrowia” w kategorii Ambasadorka Zdrowia oraz nagrodą ShEO AWARDS 2026 „WOMEN MASTERS OF HEALTH”. Integratorka ludzi i idei. Za propagowanie wzorów świadomego przywództwa pełnego empatii, szacunku i uważności laureatka pierwszej edycji konkursu „Sustainable Impact” w kategorii Lider.

Źródło: inf. pras.
Foto: Uczelnia Łazarskiego

Organoidy wątroby, czyli stworzone z komórek macierzystych struktury odtwarzające wybrane cechy budowy i funkcjonowania ludzkiego narządu, będą wykorzystywane przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej do diagnostyki chorób metabolicznych i testowania nowych terapii.
Organoidy wątroby to „miniaturowe modele” tego narządu, stworzone w laboratorium. Powstają z komórek macierzystych i mogą odtwarzać wybrane cechy budowy i funkcjonowania ludzkiej wątroby, stając się ważnym narzędziem nowoczesnej biomedycyny.

Naukowcy z Politechniki Wrocławskiej, którzy biorą udział w projekcie „Inteligentni agenci w medycynie precyzyjnej: od organoidu wątroby po predykcyjny model AI w diagnostyce chorób metabolicznych”, podkreślają, że organoidy mogą lepiej niż klasyczne hodowle komórkowe obrazować procesy zachodzące w tkance pod wpływem choroby, leku albo zmienionych warunków metabolicznych.

Kierująca projektem prof. Aleksandra Kuzan z Katedry Nauk Przedklinicznych, Farmakologii i Diagnostyki Medycznej Politechniki Wrocławskiej zwróciła uwagę, że w tradycyjnych, dwuwymiarowych hodowlach powstają warstwy komórek jednego typu, co nie oddaje złożoności ludzkiego ciała. – Z kolei sferoidy, choć trójwymiarowe, są zazwyczaj monokulturami. Organoidy wątroby tworzone w naszym projekcie będą zawierać nie tylko hepatocyty, ale całą gamę komórek tworzących funkcjonalną tkankę, która reaguje w sposób fizjologiczny. Dzięki temu model ten symuluje działanie rzeczywistego narządu znacznie lepiej niż jakiekolwiek dotychczasowe rozwiązania laboratoryjne – powiedziała prof. Kuzan.

Badaczka zwróciła uwagę, że standardowe dwuwymiarowe modele są obarczone dużym ryzykiem generowania wyników fałszywie dodatnich. – Przykładowo wiele leków, które wydają się zabijać komórki nowotworowe w modelu dwuwymiarowym nawet przy niskim stężeniu, całkowicie zawodzi w kontakcie ze złożoną strukturą trójwymiarową, która lepiej odzwierciedla naturalną oporność tkanek. Nasz projekt stawia więc na realizm, co pozwoli uniknąć błędnych wniosków już na etapie badań podstawowych – dodała.

Wrocławscy naukowcy chcą w swoim projekcie zbadać procesy towarzyszące schorzeniom wątroby, takie jak stan zapalny czy włóknienie. Występują one w chorobach związanych z nieprawidłową dietą, nadużywaniem alkoholu, uwarunkowaniami genetycznymi oraz zaburzeniami metabolicznymi.

Jak podano, zespół będzie analizować także procesy glikacji towarzyszące wielu zaburzeniom metabolicznym oraz warunki hipoksji, czyli niedotlenienia tkanek. Takie zjawisko może występować np. wewnątrz guzów nowotworowych.

Organoidy wątroby, w których zainicjowane zostaną zaburzenia metaboliczne, posłużą też do testowania fitofarmaceutyków, czyli związków pochodzenia roślinnego.

Jak podkreślono, drugim elementem projektu będzie wykorzystanie sztucznej inteligencji do opracowania danych z analiz biochemicznych, obrazowych, lipidomicznych i metabolomicznych. „Nie będzie to jedynie porządkowanie wyników, ale szukanie ukrytych zależności i wzorców. Chodzi o znalezienie tzw. »odcisku metabolicznego«, czyli zestawu cech, które pozwolą rozpoznać, w jakim stanie znajduje się badana tkanka i jakie procesy chorobowe w niej zachodzą” – podkreślili uczestnicy projektu.

Prof. Kuzan wskazała, że jednym z zadań modelu AI będzie przeprowadzenie precyzyjnej diagnostyki na podstawie dostarczonej próbki pacjenta. „Agent AI rozpozna, czy tkanka znajduje się w stanie zbliżonym do hipoksji, czy wykazuje cechy zaawansowanej glikacji lub stłuszczenia. Obecnie metody stosowane przez patomorfologów, oparte głównie na tradycyjnej histologii, są stosunkowo proste i mogą pomijać wiele istotnych informacji metabolicznych, które odpowiednio wyuczona AI będzie w stanie wychwycić” – wyjaśniała badaczka.

W realizację projektu, który otrzymał dofinansowanie w wysokości blisko 1,9 mln zł w ramach II edycji prowadzonego na Politechnice Wrocławskiej programu „Wsparcie zespołów badawczych”, zaangażowanych jest pięć wydziałów uczelni. Badania mają potrwać do końca 2027 roku.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce