Medicalpress
To było 39 lat temu, 5 listopada – Serce zostało wycięte, a w klatce piersiowej pojawiła się ogromna, pusta przestrzeń, ponieważ serce pacjenta było przerośnięte, a serce dawcy mniejsze. Wydawało mi się wtedy, że to już nieodwracalny stan – nie można przecież wszczepić z powrotem wyciętego serca  – prof. Andrzej Bochenek wspomina pierwszy, udany przeszczep serca, który zapisał się na kartach historii medycyny.
5 listopada 1985 roku, pomimo sceptycyzmu środowiska medycznego i licznych przeszkód, prof. Zbigniew Religa, wraz z młodymi wtedy doktorami: prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą, przeprowadzili pierwszy udany przeszczep serca w Polsce. Operacja miała miejsce w Zabrzu. Pierwszy w Polsce udany przeszczep serca jest uważany za przełom w kardiochirurgii. Dla chorych z ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem serca transplantacja tego organu to szansa na nowe życie. O wspomnieniach mówi prof. Andrzej Bochenek, obecnie konsultant ds. kardiochirurgii American Heart of Poland.

– To medyczne osiągnięcie na skalę europejską było zasługą nie tylko odpowiednich kompetencji Zbigniewa Religi, ale również wymagało szczególnej odwagi i determinacji, a profesor Religa zdawał sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, jaką ponosił nie tylko wobec pacjentów i ich rodzin, ale także w stosunku do środowiska chirurgów – mówi prof. Andrzej Bochenek. Wybitny kardiochirurg wspomina, że choć pacjent nie żył długo po przeszczepie, to wydarzenie miało ogromne znaczenie dla przyszłości kardiochirurgii w Polsce.

Kluczowy podczas przeszczepu był zdrowy organ od dawcy
Tym pacjentem był 62-letni rolnik z Krzepic, cierpiący na zaawansowaną niewydolność serca. W chwili, gdy stan jego zdrowia stał się krytyczny z powodu ciężkiej choroby serca, transplantacja serca wydawała się jedynym ratunkiem. Jednak w Polsce, w tamtych czasach, procedura ta była niemal niemożliwa do przeprowadzenia. Po pierwsze dawca musiał być osobą stosunkowo młodą, ze zdrowym sercem, i w tamtych czasach uzyskanie zgody na pobranie organu od dawcy stanowiło duże wyzwanie.  Chociaż pojęcie śmierci mózgowej było już wówczas znane, to nie było powszechnie akceptowane wśród lekarzy, budziło wątpliwości natury etycznej. Dawcą podczas pierwszego udanego przeszczepu serca był młody mężczyzna, u którego po wypadku samochodowym stwierdzono właśnie śmierć mózgu.

Dawca leżał w jednej sali operacyjnej, w drugiej sali był biorca.
Pamiętam, że pogoda tego dnia była wredna, była mżawka, ale wszyscy byliśmy niesamowicie rozentuzjazmowani, wiedząc, że ten przeszczep serca się zdarzy lada moment. Każdy z nas miał swój udział w operacji – należało otworzyć klatkę piersiową, skaniulować tętnice i żyły oraz podłączyć pacjenta do krążenia pozaustrojowego. Ja stałem przy stole operacyjnym, gdzie leżał biorca, w międzyczasie profesor Religa i profesor Marian Zembala wycięli serce i weszli na salę operacyjną. Wtedy zamieniliśmy się miejscami. Byłem także pod wielkim wrażeniem tego, co robił pan profesor Religa, bo on chyba jako jedyny z naszego zespołu był tak naprawdę przygotowany technicznie – wiedział jak to robić – mówi profesor Andrzej Bochenek, American Heart of Poland.

Serce zaczęło bić, nerki zaczęły działać
– Profesor Religa przeprowadził ten zabieg z niezwykłą precyzją i spokojem. Operacja przeszczepienia serca trwała wiele godzin, przebiegła bez krwawienia. Serce zaczęło bić, nerki zaczęły działać, a pacjent został przeniesiony na salę pooperacyjną. Wszyscy odczuwaliśmy ogromną radość. W tamtej chwili wydawało się, że osiągnęliśmy status specjalistów w dziedzinie transplantologii, a tak naprawdę przed nami wciąż była długa droga – wspomina profesor Bochenek. Dziś, z perspektywy czasu, gdy opowiadamy o tych wydarzeniach młodym kardiochirurgom, traktujemy je niemal jak legendy o dinozaurach. Jednak patrząc na to z tej perspektywy, wcale nie są to czasy tak odległe, przecież pierwszy przeszczep serca miał miejsce w 1985 roku – mówi profesor.

W latach osiemdziesiątych szanse powodzenia takiej operacji wynosiły zaledwie 50 procent. 
– Ten pierwszy przeszczep na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako niezwykłe wydarzenie oraz zacięta walka o przetrwanie pacjenta. Pacjent przeżył, ale niestety pojawiły się powikłania – uszkodzone nerki i układ odpornościowy, a także problemy z krzepnięciem krwi. Ostatecznie te komplikacje doprowadziły do śmierci chorego. Nie posiadaliśmy jeszcze pełnej wiedzy na temat leków immunosupresyjnych, a zastosowanie ich było niezbędne, aby zapobiec odrzuceniu przeszczepu przez organizm biorcy. Ponadto pacjent był skierowany na transplantację zbyt późno, dziś takich pacjentów przygotowujemy wcześniej, korzystając z pomp wspomagających serce.  Mimo tego sam zabieg uznano za udany, a na jego podstawie wyciągnęliśmy wiele wniosków, które pomogły nam unikać podobnych powikłań podczas kolejnych zabiegów – podkreśla kardiochirurg.

Rozwój transplantologii serca w Polsce
– Era transplantologii w Polsce zaczęła się 39 lat temu i trzeba powiedzieć, że ojcem tej transplantologii serca na pewno jest pan profesor Religa. Dzisiaj żyjemy w kraju, który może nie jest liderem w ilości wykonywanych transplantacji, ale wykonujemy tych transplantacji w granicach 200, czasami 220 rocznie – to jest już bardzo dużo. Postęp jest kolosalny i ja mogę powiedzieć tylko jedno: cieszę się, że dożyłem tego, że to stał się normalny zabieg w naszej kardiochirurgii. To właśnie 5 listopada 1985 roku to wydarzenie otworzyło nowe perspektywy w dziedzinie kardiochirurgii– podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

Pierwszą transplantację serca w Polsce przeprowadził prof. Jan Moll już w 1969 roku, natomiast pierwszą udaną profesor Zbigniew Religa.
Najdłużej żyjącym w Polsce pacjentem po przeszczepie serca był Tadeusz Żytkiewicz, nauczyciel historii. Pana Tadeusza operował profesor Religa w 1987 roku, z przeszczepionym sercem przeżył 30 lat. Zmarł w wieku 91 lat, w 2017 roku.

źródło: AHOP

5 listopada 1985 roku, wbrew dezaprobacie środowiska medycznego, w obliczu niezliczonych przeszkód, prof. Zbigniew Religa wraz z prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep serca. Był to wielki sukces i przełom medycyny. Ten wyjątkowy dzień wspomina prof. dr hab. n. med. Andrzej Bochenek, który obecnie jest konsultantem ds. kardiochirurgii Grupy American Heart of Poland.
Pierwszy pacjent, u którego przeszczepiono serce w Zabrzu był rolnikiem z Krzepic i miał krańcową postać niewydolności serca. Dawcą był młody mężczyzna, u którego na skutek wypadku samochodowego stwierdzono śmierć mózgu.

– Pamiętam, jak wszyscy byliśmy niesamowicie rozentuzjazmowani, wiedząc że ten przeszczep serca się zdarzy lada moment. Czy byliśmy przygotowani? Wydaje mi się, że tak – na tyle, na ile można było być przygotowanym 37 lat temu, bez możliwości dostępu do nowoczesnej telekomunikacji, do internetu, do źródeł wiadomości, które obecnie pojawiają się natychmiast. Najbardziej z nas wszystkich był przygotowany oczywiście Zbigniew Religa, a my wszyscy staraliśmy się doczepić do tego „pędzącego pociągu”, którym był Pan Profesor – wspomina Andrzej Bochenek, konsultant ds. kardiochirurgii, współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
– Dzień był równie ponury jak dzisiaj. Za oknem była mżawka, ale entuzjazm, który był na salach operacyjnych, nie pozwalał na to, żeby zastanawiać się, jaka jest pogoda. Dawca był na jednej sali operacyjnej, na drugiej sali był odbiorca. Marian Zembala razem z prof. Religią przygotowywali serce do pobrania dawcy, ja byłem przy stole operacyjnym, gdzie leżał jego biorca. Do każdego z nas należała jakaś część tej operacji. Trzeba było otworzyć klatkę, skalibrować tętnice, żyły, podłączyć chorego do krążenia pozaustrojowego. W międzyczasie profesor Religa z Marianem Zembalą wycięli serce i pojawili się na sali operacyjnej. Zamieniliśmy się i ja asystowałem panu profesorowi do tego pierwszego przeszczepu. Oczywiście Marian Zembala też był razem z nami – mówi.
 
 – Pamiętam, pod jak ogromnym wrażeniem byłem całej sytuacji. Serce zostało wycięte i pojawiła się taka pusta jama w klatce piersiowej, bardzo duża, bo serce pacjenta było przerośnięte i niewydolne, a serce dawcy mniejsze. I zastanawiałem się, co my zrobimy, jeżeli nie uda się tego serca przeszczepić? Tutaj sytuacja była zero-jedynkowa – tego zniszczonego serca nie można by już było przecież wszczepić z powrotem. Trzeba było zrobić wszystko, żeby wszczepić nowe serce. I muszę powiedzieć, że pod największym wrażeniem byłem obserwując profesora, który z wielką precyzją i bez niepotrzebnego stresu idealnie wykonał ten zabieg. Nie było krwawienia operacyjnego. Po pewnym czasie serce zaczęło bić, nerki zaczęły pracować i chory został przewieziony na salę pooperacyjną. Entuzjazm był bardzo wielki. W tym momencie wydawało nam się, że już jesteśmy znawcami od transplantologii. Ale w rzeczywistości to była jeszcze bardzo długa droga – zaznacza profesor.
 
 – Niestety, pacjent był w bardzo złym stanie – nie z uwagi na serce, ale zniszczone nerki i układ odpornościowy. To spowodowało, że bardzo szybko pojawiły się powikłania. Nie mieliśmy jeszcze także pełnej wiedzy dotyczącej leków represyjnych. Oznaczanie preparatów represyjnych było bardzo utrudnione. Preparat trzeba by odwieźć do Warszawy, do jedynego chyba ośrodka w Polsce, który potrafił je oznaczać. To powodowało bardzo wiele problemów. Zbyt duże dawki cukru mogły powodować niewydolność nerek, zbyt małe mogły powodować odrzut. – tłumaczy Andrzej Bochenek.
 
– Dlatego ten pierwszy przeszczep pamiętam jako wielkie wydarzenie, ale też jako wielką walkę o to, by chory przeżył. To nie było takie proste, szczególnie w tamtych czasach, kiedy były np. problemy z dostępnością do krwi. Pamiętam, że niezwykle pomagała nam wtedy jednostka wojskowa, która znajdowała się w Zabrzu i żołnierze masowo przychodzili oddawać krew, żeby ratować chorych. Nie schodziliśmy z dyżurów czasami przez parę dni. Z perspektywy czasu myślę, że na pewno powodowało to różne stresy nie tylko u nas, ale też w rodzinie. Ale wówczas robiliśmy to z własnej, nieprzymuszonej woli. Bo byliśmy pełni zapału. Bo prof. Religa stwarzał takie wrażenie, że jeżeli te rzeczy nam się udadzą, to wkrótce my sami będziemy robili przeszczepy, to my będziemy przewodzić takim operacjom. To było niezwykle zachęcające dla młodych ludzi i pokazuje, jakim niezwykłym liderem był prof. Religa. Nie tylko sam bardzo ciężko pracował, potrafił też zachęcić ludzi, by pracowali razem z nim. – dodaje.
 
Jak podkreśla prof. Andrzej Bochenek, dzisiaj sytuacja w transplantologii zmieniła się diametralnie. Transplantacja stała się niemalże rutynową operacją. W samym tylko Zabrzu poziom wykonanych transplantacji można mierzyć w setkach, a może nawet tysiącach. Oczywiście są to nie tylko przeszczepy serca.

 – Kolejnym etapem, który także rozpoczęliśmy, był przeszczep płuc. Tym co obecnie stanowi największą przeszkodę dla transplantacji jest dostępność organów. Nie dotyczy to tylko Polski, ale całego świata. Dlatego intensywnie pracuje się nad metodami mechanicznego wspomagania. Takie badania rozpoczęliśmy również w Zabrzu. Pierwsze urządzenia do wspomagania, produkowane przez Fundację Rozwoju Kardiochirurgii, wielu pacjentom uratowały życie –  dzięki nim chory może doczekać do momentu, gdy pojawi się dawca i wykona się transplantację serca. Coraz częściej mówi się już o tym, że pewne urządzenia będą tzw. terapią docelową, czyli że wszczepienie niewielki maszynki wspomagającej serce może doprowadzić do tego, że pacjent wróci do normalnego życia – mówi współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
 – I to wszystko zaczęło się 37 lat temu. Pamiętam jak pierwszy raz pojawiłem się w gabinecie profesora, gdy wróciłem z Anglii. Powiedział wtedy: dobrze, że wróciłeś, bo są nam potrzebni tacy ludzie. Będziemy przeszczepiać serca, będziemy tworzyć urządzenia do wspomagania serca. Popatrzyłem się na profesora, na brudne wtedy jeszcze mury starego szpitala na Curie-Skłodowskiej i budującego się szpitala w Śląskim Ośrodku Kardiologii i pomyślałem sobie co to –  za przeproszeniem –za fantasta i wariat? W Polsce jeszcze nie robi się wystarczającej liczby operacji bypassów i zastawek, a on mi mówi o przeszczepach serca i urządzeniach do wspomagania?! Czas pokazał, że nie miałem wtedy racji. I do dzisiaj uważam, że tacy ludzie, tacy liderzy, którzy wybiegają ponad przeciętność, są nam bardzo potrzebni. Bo to dzięki prof. Relidze i dzięki. prof. Zembali, który bardzo zaangażował się w program transplantologii, polska transplantologii i polska kardiochirurga są teraz na światowym poziomie. – podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

źródło: AHoP

5 listopada 1985 roku, wbrew dezaprobacie środowiska medycznego, w obliczu niezliczonych przeszkód, prof. Zbigniew Religa wraz z prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep serca. Był to wielki sukces i przełom medycyny. Ten wyjątkowy dzień wspomina prof. dr hab. n. med. Andrzej Bochenek, który obecnie jest konsultantem ds. kardiochirurgii Grupy American Heart of Poland.
Pierwszy pacjent, u którego przeszczepiono serce w Zabrzu był rolnikiem z Krzepic i miał krańcową postać niewydolności serca. Dawcą był młody mężczyzna, u którego na skutek wypadku samochodowego stwierdzono śmierć mózgu.

– Pamiętam, jak wszyscy byliśmy niesamowicie rozentuzjazmowani, wiedząc że ten przeszczep serca się zdarzy lada moment. Czy byliśmy przygotowani? Wydaje mi się, że tak – na tyle, na ile można było być przygotowanym 37 lat temu, bez możliwości dostępu do nowoczesnej telekomunikacji, do internetu, do źródeł wiadomości, które obecnie pojawiają się natychmiast. Najbardziej z nas wszystkich był przygotowany oczywiście Zbigniew Religa, a my wszyscy staraliśmy się doczepić do tego „pędzącego pociągu”, którym był Pan Profesor – wspomina Andrzej Bochenek, konsultant ds. kardiochirurgii, współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
– Dzień był równie ponury jak dzisiaj. Za oknem była mżawka, ale entuzjazm, który był na salach operacyjnych, nie pozwalał na to, żeby zastanawiać się, jaka jest pogoda. Dawca był na jednej sali operacyjnej, na drugiej sali był odbiorca. Marian Zembala razem z prof. Religią przygotowywali serce do pobrania dawcy, ja byłem przy stole operacyjnym, gdzie leżał jego biorca. Do każdego z nas należała jakaś część tej operacji. Trzeba było otworzyć klatkę, skalibrować tętnice, żyły, podłączyć chorego do krążenia pozaustrojowego. W międzyczasie profesor Religa z Marianem Zembalą wycięli serce i pojawili się na sali operacyjnej. Zamieniliśmy się i ja asystowałem panu profesorowi do tego pierwszego przeszczepu. Oczywiście Marian Zembala też był razem z nami – mówi.
 
 – Pamiętam, pod jak ogromnym wrażeniem byłem całej sytuacji. Serce zostało wycięte i pojawiła się taka pusta jama w klatce piersiowej, bardzo duża, bo serce pacjenta było przerośnięte i niewydolne, a serce dawcy mniejsze. I zastanawiałem się, co my zrobimy, jeżeli nie uda się tego serca przeszczepić? Tutaj sytuacja była zero-jedynkowa – tego zniszczonego serca nie można by już było przecież wszczepić z powrotem. Trzeba było zrobić wszystko, żeby wszczepić nowe serce. I muszę powiedzieć, że pod największym wrażeniem byłem obserwując profesora, który z wielką precyzją i bez niepotrzebnego stresu idealnie wykonał ten zabieg. Nie było krwawienia operacyjnego. Po pewnym czasie serce zaczęło bić, nerki zaczęły pracować i chory został przewieziony na salę pooperacyjną. Entuzjazm był bardzo wielki. W tym momencie wydawało nam się, że już jesteśmy znawcami od transplantologii. Ale w rzeczywistości to była jeszcze bardzo długa droga – zaznacza profesor.
 
 – Niestety, pacjent był w bardzo złym stanie – nie z uwagi na serce, ale zniszczone nerki i układ odpornościowy. To spowodowało, że bardzo szybko pojawiły się powikłania. Nie mieliśmy jeszcze także pełnej wiedzy dotyczącej leków represyjnych. Oznaczanie preparatów represyjnych było bardzo utrudnione. Preparat trzeba by odwieźć do Warszawy, do jedynego chyba ośrodka w Polsce, który potrafił je oznaczać. To powodowało bardzo wiele problemów. Zbyt duże dawki cukru mogły powodować niewydolność nerek, zbyt małe mogły powodować odrzut. – tłumaczy Andrzej Bochenek.
 
– Dlatego ten pierwszy przeszczep pamiętam jako wielkie wydarzenie, ale też jako wielką walkę o to, by chory przeżył. To nie było takie proste, szczególnie w tamtych czasach, kiedy były np. problemy z dostępnością do krwi. Pamiętam, że niezwykle pomagała nam wtedy jednostka wojskowa, która znajdowała się w Zabrzu i żołnierze masowo przychodzili oddawać krew, żeby ratować chorych. Nie schodziliśmy z dyżurów czasami przez parę dni. Z perspektywy czasu myślę, że na pewno powodowało to różne stresy nie tylko u nas, ale też w rodzinie. Ale wówczas robiliśmy to z własnej, nieprzymuszonej woli. Bo byliśmy pełni zapału. Bo prof. Religa stwarzał takie wrażenie, że jeżeli te rzeczy nam się udadzą, to wkrótce my sami będziemy robili przeszczepy, to my będziemy przewodzić takim operacjom. To było niezwykle zachęcające dla młodych ludzi i pokazuje, jakim niezwykłym liderem był prof. Religa. Nie tylko sam bardzo ciężko pracował, potrafił też zachęcić ludzi, by pracowali razem z nim. – dodaje.
 
Jak podkreśla prof. Andrzej Bochenek, dzisiaj sytuacja w transplantologii zmieniła się diametralnie. Transplantacja stała się niemalże rutynową operacją. W samym tylko Zabrzu poziom wykonanych transplantacji można mierzyć w setkach, a może nawet tysiącach. Oczywiście są to nie tylko przeszczepy serca.

 – Kolejnym etapem, który także rozpoczęliśmy, był przeszczep płuc. Tym co obecnie stanowi największą przeszkodę dla transplantacji jest dostępność organów. Nie dotyczy to tylko Polski, ale całego świata. Dlatego intensywnie pracuje się nad metodami mechanicznego wspomagania. Takie badania rozpoczęliśmy również w Zabrzu. Pierwsze urządzenia do wspomagania, produkowane przez Fundację Rozwoju Kardiochirurgii, wielu pacjentom uratowały życie –  dzięki nim chory może doczekać do momentu, gdy pojawi się dawca i wykona się transplantację serca. Coraz częściej mówi się już o tym, że pewne urządzenia będą tzw. terapią docelową, czyli że wszczepienie niewielki maszynki wspomagającej serce może doprowadzić do tego, że pacjent wróci do normalnego życia – mówi współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
 – I to wszystko zaczęło się 37 lat temu. Pamiętam jak pierwszy raz pojawiłem się w gabinecie profesora, gdy wróciłem z Anglii. Powiedział wtedy: dobrze, że wróciłeś, bo są nam potrzebni tacy ludzie. Będziemy przeszczepiać serca, będziemy tworzyć urządzenia do wspomagania serca. Popatrzyłem się na profesora, na brudne wtedy jeszcze mury starego szpitala na Curie-Skłodowskiej i budującego się szpitala w Śląskim Ośrodku Kardiologii i pomyślałem sobie co to –  za przeproszeniem –za fantasta i wariat? W Polsce jeszcze nie robi się wystarczającej liczby operacji bypassów i zastawek, a on mi mówi o przeszczepach serca i urządzeniach do wspomagania?! Czas pokazał, że nie miałem wtedy racji. I do dzisiaj uważam, że tacy ludzie, tacy liderzy, którzy wybiegają ponad przeciętność, są nam bardzo potrzebni. Bo to dzięki prof. Relidze i dzięki. prof. Zembali, który bardzo zaangażował się w program transplantologii, polska transplantologii i polska kardiochirurga są teraz na światowym poziomie. – podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

źródło: AHoP

Z głębokim żalem żegnamy prof. Mariana Zembalę, wybitnego kardiochirurga, wieloletniego dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, kierownika Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii, Transplantologii, Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej SUM Wydziału Nauk Medycznych w Zabrzu, byłego ministra zdrowia. Profesor zmarł w sobotę, 19 marca 2022 roku.
Prof. Marian Zembala u boku swojego mentora, prof. Zbigniewa Religi, przeprowadził pierwszą w Polsce udaną transplantację serca. Jako pierwszy przeszczepił jednocześnie płuca i serce. Profesor Zembala sam przeszedł udar kilka lat temu, ale pozostał aktywny, promował przeszczepy i dawstwo narządów. 

Zmarł w wieku 72 lat.

Najważniejsze pełnione funkcje:
Wieloletni Dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu

Wieloletni Kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii, Transplantologii, Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej SUM Wydziału Nauk Medycznych  w Zabrzu.
Profesor Honorowy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach
Profesor Honoris Causa Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.
Minister Zdrowia (2015 rok)
Poseł  VIII kadencji 
Prezydent Europejskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów (2017 – 2018)
Prezydent Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Serca i Naczyń  (2010-2012)
Prezes  Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego (1997-1999)

W imieniu redakcji Medicalpress składamy wyrazy głębokiego współczucia rodzinie i bliskim Pana Profesora.

Z głębokim żalem żegnamy prof. Mariana Zembalę, wybitnego kardiochirurga, wieloletniego dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, kierownika Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii, Transplantologii, Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej SUM Wydziału Nauk Medycznych w Zabrzu, byłego ministra zdrowia. Profesor zmarł w sobotę, 19 marca 2022 roku.
Prof. Marian Zembala u boku swojego mentora, prof. Zbigniewa Religi, przeprowadził pierwszą w Polsce udaną transplantację serca. Jako pierwszy przeszczepił jednocześnie płuca i serce. Profesor Zembala sam przeszedł udar kilka lat temu, ale pozostał aktywny, promował przeszczepy i dawstwo narządów. 

Zmarł w wieku 72 lat.

Najważniejsze pełnione funkcje:
Wieloletni Dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu

Wieloletni Kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii, Transplantologii, Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej SUM Wydziału Nauk Medycznych  w Zabrzu.
Profesor Honorowy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach
Profesor Honoris Causa Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.
Minister Zdrowia (2015 rok)
Poseł  VIII kadencji 
Prezydent Europejskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów (2017 – 2018)
Prezydent Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Serca i Naczyń  (2010-2012)
Prezes  Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego (1997-1999)

W imieniu redakcji Medicalpress składamy wyrazy głębokiego współczucia rodzinie i bliskim Pana Profesora.