Medicalpress
Chociaż diagnostyka z zastosowaniem wszczepialnych rejestratorów zdarzeń to procedura diagnostyczna, w wielu przypadkach nie tylko ułatwia, co wręcz warunkuje możliwość postawienia rozpoznania i zastosowania skutecznego, celowanego leczenia. To szczególnie istotna możliwość między innymi w przypadku bezobjawowego migotania przedsionków, prewencji udaru niedokrwiennego mózgu – mówi prof. Marcin Grabowski, Kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Komentarz eksperta

Głównym przełomem 2024 roku, jeśli chodzi o wszczepialne rejestratory zdarzeń w Polsce, jest wyczekiwana od kilkunastu lat decyzja Ministerstwa Zdrowia o objęciu tej grupy urządzeń diagnostycznych refundacją.

Rejestratory zdarzeń są obecnie refundowane zarówno u pacjentów z udarem kryptogennym, jak i u pacjentów z omdleniami o niejasnych przyczynach. Podstawą do refundacji jest udokumentowana diagnostyka, wykluczająca najbardziej prawdopodobne przyczyny omdleń.

Chociaż diagnostyka z zastosowaniem wszczepialnych rejestratorów zdarzeń to procedura diagnostyczna, w wielu przypadkach nie tylko ułatwia, co wręcz warunkuje możliwość postawienia rozpoznania i zastosowania skutecznego, celowanego leczenia. To szczególnie istotna możliwość między innymi w przypadku bezobjawowego migotania przedsionków, prewencji udaru niedokrwiennego mózgu.

Ta grupa urządzeń jest także wykorzystywana jako podstawa do oceny skuteczności prowadzonego leczenia zaburzeń rytmu serca czy też zasadności zastosowania leczenia przeciwkrzepliwego w prewencji udaru mózgu. W tym wskazaniu ostatnie badania nie okazały się jednak konkluzywne – to przykład tego, że w medycynie nadmiar danych niekiedy nie ułatwia rozstrzygnięcia zasadności określonego postępowania.

Warto zaznaczyć, że omawiana metoda diagnostyczna jest wyjątkowa, ponieważ w obliczu braku wykrycia arytmii może naprowadzić lekarza prowadzącego na inne niż pierwotnie podejrzewane kardiologiczne tło objawów występujących u pacjenta (może wskazać przyczyny neurologiczne, endokrynologiczne, psychogenne, etc.).

W kontekście technologicznym jesteśmy obecnie w dobie rozwoju i upowszechniania miniaturowych, wstrzykiwalnych i małoinwazyjnych rejestratorów arytmii, które mogą monitorować pracę serca pacjenta nawet przez wiele lat. 

Głównym trendem, jeśli chodzi o potencjał rozwoju tej grupy wyrobów medycznych, jest automatyczne przetwarzanie danych rejestrowanych przez te urządzenia. Wszczepialne rejestratory zdarzeń mogą, jak wspomniano, nawet przez wiele lat, rejestrować dane o rytmie serca pacjenta, incydentach napadowych zaburzeń rytmu lub utrwalonych zaburzeniach rytmu serca. Kluczem do efektywnej diagnostyki i późniejszego skutecznego leczenia jest właściwa analiza tych danych. Dziś dzieje się to ze wsparciem sztucznej inteligencji, która dzięki zastosowaniu odpowiednich algorytmów różnicuje i analizuje zarejestrowane informacje, przedstawiając lekarzowi do oceny wybrane, istotnie klinicznie fragmenty zapisów (epizody arytmii).

Kolejną pomocną możliwością, stającą się już standardem, jest funkcja komunikacji pomiędzy wszczepialnymi rejestratorami zdarzeń a smartfonem pacjenta, oparta na technologii Bluetooth.
 
źródło: Asocjacja Rytmu Serca PTK
Wprowadzenie refundacji telemonitoringu oznacza dla pacjentów z wszczepionymi urządzeniami, takimi jak kardiowerter-defibrylator, wzmocniony nadzór ze strony lekarzy. Każdy taki pacjent wymaga stałej, określonej kontroli co pół roku w punkcie kontroli. Teraz będzie objęty stałą obserwacją i natychmiast, jeżeli będą występowały jakieś nieprawidłowości, czy to w pracy urządzenia, czy związane z rytmem serca, czy z ryzykiem zaostrzenia niewydolności serca, będzie wysyłany alarm i będzie możliwa dużo szybsza interwencja lekarzy specjalistów u tych pacjentów. – podkreśla prof. Marcin Grabowski, kierownik Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Telemonitoring urządzeń wszczepialnych to technologia pozwalająca na zmniejszenie ryzyka zaostrzeń niewydolności serca, a także ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych u pacjentów kardiologicznych. Od kwietnia 2023 roku ta nowoczesna usługa medyczna wejdzie do pakietu świadczeń refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia dla pacjentów z niewydolnością serca. – Jest to normalna, standardowa opieka, którą trzeba zapewniać takim pacjentom, która technologicznie od lat była już dostępna, natomiast nie była refundowana. – komentuje prof. dr hab. n. med. Marcin Grabowski, kierownik  Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Telemonitoring urządzeń wszczepialnych umożliwia śledzenie na odległość parametrów zdrowotnych pacjentów z urządzeniami takimi jak rozruszniki serca czy kardiowertery. Dzięki temu lekarze mogą w czasie rzeczywistym monitorować pracę urządzeń, a także otrzymywać dane dotyczące stanu zdrowia pacjentów, co z kolei pozwala na szybką reakcję w przypadku wystąpienia nieprawidłowości. To innowacyjne urządzenie wielkości telefonu automatycznie wysyła parametry z rozrusznika prosto do szpitala czy przychodni, gdzie są one poddawane stałej kontroli.

Wprowadzenie refundacji telemonitoringu oznacza dla pacjentów z wszczepionymi urządzeniami, takimi jak kardiowerter-defibrylator, wzmocniony nadzór ze strony lekarzy. Każdy taki pacjent wymaga stałej, określonej kontroli co pół roku w punkcie kontroli. Teraz będzie objęty stałą obserwacją i natychmiast, jeżeli będą występowały jakieś nieprawidłowości, czy to w pracy urządzenia, czy związane z rytmem serca, czy z ryzykiem zaostrzenia niewydolności serca, będzie wysyłany alarm i będzie możliwa dużo szybsza interwencja lekarzy specjalistów u tych pacjentów. – podkreśla prof. Marcin Grabowski.

Wprowadzenie refundacji to korzystna zmiana dla pacjentów oraz lekarzy. Pacjenci nie będą musieli ponosić dodatkowych kosztów, a lekarze będą mieli stały dostęp do danych dotyczących pracy urządzeń i parametrów zdrowotnych pacjentów, co pozwala na zniwelowanie ryzyka zgonu z jakiejkolwiek przyczyny aż o 64 proc.
 
Na ten moment istnieje dobra baza wyjściowa do wprowadzenia telemonitoringu. Zdaniem profesora Grabowskiego personel medyczny jest świadomy i przygotowany do świadczenia tej usługi, ale ośrodki wciąż potrzebują czasu na wypracowanie zespołu oraz pewnych ścieżek decyzyjnych i organizacyjnych.

Telemonitoring powinien być zapewniony, a przynajmniej zaproponowany każdemu pacjentowi, który ma wszczepione takie urządzenie, pamiętając przy tym, że nie każdy pacjent musi wyrazić na to zgodę. Być może, aby każdy miał swobodny dostęp do tej usługi, trzeba będzie rozszerzyć zespół o personel prowadzący centrum monitorowania, a także postarać się, aby każdy ośrodek spełniał kryteria techniczne, organizacyjne oraz merytoryczne opieki nad pacjentem. – dodaje prof. Marcin Grabowski. – Ośrodek, który może wykonywać telemonitoring, spełnia kryteria i który ma telemonitoring u siebie, powinien proponować go większości, jak nie wszystkim pacjentom.

Dziś w Polsce z różnego rodzaju rozrusznikami serca żyje ponad 0,5 mln Polaków.
 
źródło: redakcja Medicalpress, autor Julia Stelmach
Wprowadzenie refundacji telemonitoringu oznacza dla pacjentów z wszczepionymi urządzeniami, takimi jak kardiowerter-defibrylator, wzmocniony nadzór ze strony lekarzy. Każdy taki pacjent wymaga stałej, określonej kontroli co pół roku w punkcie kontroli. Teraz będzie objęty stałą obserwacją i natychmiast, jeżeli będą występowały jakieś nieprawidłowości, czy to w pracy urządzenia, czy związane z rytmem serca, czy z ryzykiem zaostrzenia niewydolności serca, będzie wysyłany alarm i będzie możliwa dużo szybsza interwencja lekarzy specjalistów u tych pacjentów. – podkreśla prof. Marcin Grabowski, kierownik Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Telemonitoring urządzeń wszczepialnych to technologia pozwalająca na zmniejszenie ryzyka zaostrzeń niewydolności serca, a także ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych u pacjentów kardiologicznych. Od kwietnia 2023 roku ta nowoczesna usługa medyczna wejdzie do pakietu świadczeń refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia dla pacjentów z niewydolnością serca. – Jest to normalna, standardowa opieka, którą trzeba zapewniać takim pacjentom, która technologicznie od lat była już dostępna, natomiast nie była refundowana. – komentuje prof. dr hab. n. med. Marcin Grabowski, kierownik  Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Telemonitoring urządzeń wszczepialnych umożliwia śledzenie na odległość parametrów zdrowotnych pacjentów z urządzeniami takimi jak rozruszniki serca czy kardiowertery. Dzięki temu lekarze mogą w czasie rzeczywistym monitorować pracę urządzeń, a także otrzymywać dane dotyczące stanu zdrowia pacjentów, co z kolei pozwala na szybką reakcję w przypadku wystąpienia nieprawidłowości. To innowacyjne urządzenie wielkości telefonu automatycznie wysyła parametry z rozrusznika prosto do szpitala czy przychodni, gdzie są one poddawane stałej kontroli.

Wprowadzenie refundacji telemonitoringu oznacza dla pacjentów z wszczepionymi urządzeniami, takimi jak kardiowerter-defibrylator, wzmocniony nadzór ze strony lekarzy. Każdy taki pacjent wymaga stałej, określonej kontroli co pół roku w punkcie kontroli. Teraz będzie objęty stałą obserwacją i natychmiast, jeżeli będą występowały jakieś nieprawidłowości, czy to w pracy urządzenia, czy związane z rytmem serca, czy z ryzykiem zaostrzenia niewydolności serca, będzie wysyłany alarm i będzie możliwa dużo szybsza interwencja lekarzy specjalistów u tych pacjentów. – podkreśla prof. Marcin Grabowski.

Wprowadzenie refundacji to korzystna zmiana dla pacjentów oraz lekarzy. Pacjenci nie będą musieli ponosić dodatkowych kosztów, a lekarze będą mieli stały dostęp do danych dotyczących pracy urządzeń i parametrów zdrowotnych pacjentów, co pozwala na zniwelowanie ryzyka zgonu z jakiejkolwiek przyczyny aż o 64 proc.
 
Na ten moment istnieje dobra baza wyjściowa do wprowadzenia telemonitoringu. Zdaniem profesora Grabowskiego personel medyczny jest świadomy i przygotowany do świadczenia tej usługi, ale ośrodki wciąż potrzebują czasu na wypracowanie zespołu oraz pewnych ścieżek decyzyjnych i organizacyjnych.

Telemonitoring powinien być zapewniony, a przynajmniej zaproponowany każdemu pacjentowi, który ma wszczepione takie urządzenie, pamiętając przy tym, że nie każdy pacjent musi wyrazić na to zgodę. Być może, aby każdy miał swobodny dostęp do tej usługi, trzeba będzie rozszerzyć zespół o personel prowadzący centrum monitorowania, a także postarać się, aby każdy ośrodek spełniał kryteria techniczne, organizacyjne oraz merytoryczne opieki nad pacjentem. – dodaje prof. Marcin Grabowski. – Ośrodek, który może wykonywać telemonitoring, spełnia kryteria i który ma telemonitoring u siebie, powinien proponować go większości, jak nie wszystkim pacjentom.

Dziś w Polsce z różnego rodzaju rozrusznikami serca żyje ponad 0,5 mln Polaków.
 
źródło: redakcja Medicalpress, autor Julia Stelmach
Zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia. Mimo to aż 60 proc. osób, które mają za wysokie stężenie cholesterolu, nie jest tego świadoma. – Dlatego zdecydowaliśmy, że rok 2023 będzie Rokiem Walki z Hipercholesterolemią – ogłosili prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.
Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce. Jego skalę zwiększa bardzo niska świadomość występowania tego czynnika ryzyka – tylko 2 osoby na 10 wiedzą, jakie mają stężenie cholesterolu całkowitego i/lub cholesterolu LDL.
Zmniejszyć ryzyko kolejnego zawału
– Pomimo ciągłej edukacji przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii zaburzeń lipidowych jest nadal niewystarczająca. Przekłada się to na zbyt późne podjęcie leczenia, stosowanie nieodpowiednich dawek statyn i brak zalecenia leczenia skojarzonego. W wyniku tego tylko 24 proc. pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17 proc. dla chorych bardzo wysokiego ryzyka. To też jest powodem, że nawet co 5-7 pacjent po zawale może mieć kolejny incydent w ciągu 12 miesięcy, a wyniki badania LIPIDOGRAM wskazują, że leczenie obniżające stężenie cholesterolu LDL otrzymuje w Polsce tylko mniej niż 60 proc. osób po udarze niedokrwiennym – wyliczał prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, w trakcie konferencji prasowej poświęconej temu problemowi.

Podczas spotkania przytoczono najnowsze dane z programu KOS-zawał. Wynika z nich, że mediana stężenia cholesterolu LDL u pacjentów z zawałem to 115 mg/dl, a po 12 miesiącach: 75 mg/dl, czyli wciąż za dużo.

– Musimy pamiętać, że obniżając LDL-C do 50-60 mg/dl możemy uzyskać nawet regresję blaszki miażdżycowej, a na pewno jej stabilizację, co ma kolosalne znacznie dla dalszych losów pacjenta – przekonywał prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Z kolei prof. Robert Gil, prezes elekt PTK, zwrócił uwagę, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat istotnie zwiększyła się wiedza wśród kardiologów interwencyjnych w zakresie potrzeby włączania leków hipolipemizujacych, w odpowiednio wysokich dawkach, jeszcze na oddziale.

– To niezwykle ważne, bo to przecież kardiolodzy interwencyjni w większości odpowiadają za wypis pacjentów do domu po zawale – mówił prof. Gil. Dlaczego to tak ważne? Eksperci zwrócili uwagę, że jeśli jakieś leki trafią do karty wypisowej ze szpitala, to pacjent będzie jest z dużym prawdopodobieństwem przyjmował także później, co poprawi rokowanie.
Informacje o cholesterolu w szpitalnej karcie wypisowej
Eksperci jednogłośnie przyznali, że mimo zmian na lepsze wciąż jest wiele do zrobienia w zakresie budowania świadomości społecznej na temat zaburzeń lipidowych. Dlatego rok 2023 ogłosili Rokiem Walki z Hipercholesterolemią. Na przestrzeni najbliższych miesięcy odbędą się m.in. liczne wydarzenia edukacyjne dla lekarzy i pacjentów. W najbliższych dniach zostanie opublikowane stanowisko eksperckie dotyczące leczenia zaburzeń lipidowych po zawale serca. Znajdzie się w nim m.in. postulat, by każdy pacjent po OZW miał w karcie wypisowej zawarte informacje o tym, jakie powinien mieć docelowe stężenie cholesterolu, w jaki sposób należy dążyć do tego celu i co dalej w sytuacji, gdy się nie udaje.

– Będziemy rozmawiać z producentami oprogramowania, by dodawanie takich informacji stało się łatwiejsze dla lekarzy – dodaje prof. Mitkowski.

Ewa Kurzyńska
źródło: infowire, PulsMedycyny
Zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia. Mimo to aż 60 proc. osób, które mają za wysokie stężenie cholesterolu, nie jest tego świadoma. – Dlatego zdecydowaliśmy, że rok 2023 będzie Rokiem Walki z Hipercholesterolemią – ogłosili prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.
Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce. Jego skalę zwiększa bardzo niska świadomość występowania tego czynnika ryzyka – tylko 2 osoby na 10 wiedzą, jakie mają stężenie cholesterolu całkowitego i/lub cholesterolu LDL.
Zmniejszyć ryzyko kolejnego zawału
– Pomimo ciągłej edukacji przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii zaburzeń lipidowych jest nadal niewystarczająca. Przekłada się to na zbyt późne podjęcie leczenia, stosowanie nieodpowiednich dawek statyn i brak zalecenia leczenia skojarzonego. W wyniku tego tylko 24 proc. pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17 proc. dla chorych bardzo wysokiego ryzyka. To też jest powodem, że nawet co 5-7 pacjent po zawale może mieć kolejny incydent w ciągu 12 miesięcy, a wyniki badania LIPIDOGRAM wskazują, że leczenie obniżające stężenie cholesterolu LDL otrzymuje w Polsce tylko mniej niż 60 proc. osób po udarze niedokrwiennym – wyliczał prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, w trakcie konferencji prasowej poświęconej temu problemowi.

Podczas spotkania przytoczono najnowsze dane z programu KOS-zawał. Wynika z nich, że mediana stężenia cholesterolu LDL u pacjentów z zawałem to 115 mg/dl, a po 12 miesiącach: 75 mg/dl, czyli wciąż za dużo.

– Musimy pamiętać, że obniżając LDL-C do 50-60 mg/dl możemy uzyskać nawet regresję blaszki miażdżycowej, a na pewno jej stabilizację, co ma kolosalne znacznie dla dalszych losów pacjenta – przekonywał prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Z kolei prof. Robert Gil, prezes elekt PTK, zwrócił uwagę, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat istotnie zwiększyła się wiedza wśród kardiologów interwencyjnych w zakresie potrzeby włączania leków hipolipemizujacych, w odpowiednio wysokich dawkach, jeszcze na oddziale.

– To niezwykle ważne, bo to przecież kardiolodzy interwencyjni w większości odpowiadają za wypis pacjentów do domu po zawale – mówił prof. Gil. Dlaczego to tak ważne? Eksperci zwrócili uwagę, że jeśli jakieś leki trafią do karty wypisowej ze szpitala, to pacjent będzie jest z dużym prawdopodobieństwem przyjmował także później, co poprawi rokowanie.
Informacje o cholesterolu w szpitalnej karcie wypisowej
Eksperci jednogłośnie przyznali, że mimo zmian na lepsze wciąż jest wiele do zrobienia w zakresie budowania świadomości społecznej na temat zaburzeń lipidowych. Dlatego rok 2023 ogłosili Rokiem Walki z Hipercholesterolemią. Na przestrzeni najbliższych miesięcy odbędą się m.in. liczne wydarzenia edukacyjne dla lekarzy i pacjentów. W najbliższych dniach zostanie opublikowane stanowisko eksperckie dotyczące leczenia zaburzeń lipidowych po zawale serca. Znajdzie się w nim m.in. postulat, by każdy pacjent po OZW miał w karcie wypisowej zawarte informacje o tym, jakie powinien mieć docelowe stężenie cholesterolu, w jaki sposób należy dążyć do tego celu i co dalej w sytuacji, gdy się nie udaje.

– Będziemy rozmawiać z producentami oprogramowania, by dodawanie takich informacji stało się łatwiejsze dla lekarzy – dodaje prof. Mitkowski.

Ewa Kurzyńska
źródło: infowire, PulsMedycyny
Obraz niewydolności serca w Polsce jest poważny. Rewolucja w schemacie terapii niewydolności serca i ostatnie decyzje refundacyjne Ministra Zdrowia sprawiają jednak, że możemy zaproponować naszym chorym w Polsce rozwiązania realnie poprawiające ich stan, długość i jakość życia. Stawiamy na współpracę, bo tylko tak możemy poprawić los osób dotkniętych niewydolnością serca w Polsce – uznali eksperci Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i liderzy organizacji pacjentów podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji obchodów Dnia Świadomości Niewydolności Serca 2022, która odbyła się 3 czerwca 2022 roku w Łodzi.
Niewydolność serca w Polsce w 2022 roku:
 
Poważny problem
Według ostatnich szacunków na niewydolność serca może cierpieć nawet 1,2 mln osób w Polsce. Dokładne dane nie są znane, ponieważ wiele osób dotkniętych niewydolnością serca pozostaje niezdiagnozowanych. Niewydolność serca rozwija się skrycie: najczęściej daje odczuwalne objawy wtedy, kiedy stadium schorzenia jest zaawansowane. Późna diagnostyka znacząco negatywnie wpływa na rokowania.

– W niższych niż IV klasach NYHA przeżycie 5-letnie pacjentów z niewydolnością serca nie przekracza 60 proc. Niewydolność serca jest główną przyczyną hospitalizacji chorych po 65. roku życia w Polsce. Co czwarty chory wymaga ponownej hospitalizacji w ciągu miesiąca od wypisu ze szpitala po zakończeniu hospitalizacji z powodu zaostrzenia niewydolności serca. W przedpandemicznym 2019 roku leczenie szpitalne niewydolności serca pochłonęło 1 588 mln zł, co stanowiło aż 95 proc. wszystkich środków przeznaczonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) na diagnostykę i terapię niewydolności serca. Niewydolność serca to problem jednocześnie: trudny, kosztowny i wieloaspektowy – wyliczał prof. UJ dr hab. n. med. Paweł Rubiś, FHFA z Oddziału Klinicznego Chorób Serca i Naczyń w Collegium Medicum UJ.

Spirala długu
Eksperci Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podkreślali, że złe rokowania w niewydolności serca na przestrzeni ostatnich dwóch lat dodatkowo pogorszyła pandemia COVID-19 i zjawisko pogłębiającego się „długu kardiologicznego”, określanego jako spodziewane suboptymalne efekty terapii kardiologicznej, w tym: gorszą jakość życia i gorsze rokowania pacjentów niż byłby możliwe do osiągnięcia w optymalnych warunkach diagnostyki i terapii kardiologicznej.

– Warto przypomnieć, że „dług zdrowotny” w zakresie kardiologii istniał jeszcze przed pandemią COVID-19. Był związany, między innymi, ze znaczącą skalą zachorowań na schorzenia sercowo-naczyniowe i niedostosowanymi do potrzeb klinicznych możliwościami systemu polskiej opieki zdrowotnej. Pacjenci napotykali na kolejki do specjalistów, do procedur diagnostyki, mieli problemy z dostaniem się do wysokospecjalistycznych ośrodków, w których wykonywane są najbardziej skomplikowane procedury. Pandemia COVID-19, zwłaszcza w pierwszym okresie, spowodowała duże dalsze ubytki w możliwościach diagnozowania i leczenia pacjentów ze schorzeniami serca i naczyń. Były one związane między innymi z ograniczeniami w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, brakiem odpowiednich zasobów w systemie ochrony zdrowia, ale także z obawami pacjentów przed zgłaszaniem się do szpitali, zaniechaniem kontynuowania rozpoczętej przed pandemią diagnostyki i terapii w niewydolności serca czy stresem spowodowanym pandemią. Niezależnie od przyczyn skutki tego zjawiska odczuwamy dziś i, niestety, będziemy odczuwać w kolejnych latach – zaznaczyła prof. Małgorzata Lelonek, kierownik Zakładu Kardiologii Nieinwazyjnej Katedry Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Przełomowe szanse
Ponury obraz niewydolności serca w Polsce rozjaśniły w ostatnim czasie nowe szanse. Środowisko kardiologów mówi w ich kontekście o „rewolucji” i „przełomie”.

– Przy okazji Światowego Dnia Świadomości Niewydolności Serca pragniemy przypomnieć: niewydolność serca to istotnie poważne, nieuleczalne i trudne z wielu względów schorzenie. Nie musi być jednak wyrokiem! Niewydolności serca można skutecznie zapobiegać a rozwinięte już schorzenie coraz skuteczniej leczyć. W obszarze niewydolności serca jesteśmy obecnie świadkami wyjątkowego przełomu w zakresie technologii wspierających: profilaktykę, diagnostykę, terapię i opiekę nad pacjentami z tym schorzeniem. Nowe innowacyjne narzędzia: leki, urządzenia, aplikacje czy techniki zabiegowe okazują się skuteczne, bezpieczne; poprawiają rokowanie pacjentów i korzystnie wpływające na jakość życia. Z zadowoleniem przyjęliśmy w maju 2022 roku decyzję Ministra Zdrowia o refundacji flozyn w terapii niewydolności serca. Inhibitory SGLT2 – flozyny – mają potwierdzone w badaniach klinicznych efektywność i bezpieczeństwo. Działają już od pierwszych dni terapii, co ma istotne znaczenie w schorzeniu o tak poważnym rokowaniu, jakim jest niewydolność serca. Dziś dzięki szybko działającej terapii mamy realną szansę uratować życie wielu naszym chorym. Nie mniej istotne jest to, że flozyny poprawiają jakość życia naszych pacjentów i przedłużają ich życie. To fenomenalne wręcz możliwości – wskazała prof. Małgorzata Lelonek.

Aktualne cele
Zdaniem ekspertów Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego do skutecznej walki z niewydolnością serca w Polsce potrzeba wdrożenia większej liczby najbardziej efektywnych metod i narzędzi – o potwierdzonym bezpieczeństwie i skuteczności, sprawdzonych w warunkach klinicznych.

– Mamy nadzieję, że już wkrótce wielu pacjentom z implantowanymi układami do elektroterapii będziemy mogli zaoferować opiekę kardiologiczną w postaci telemonitoringu urządzeń wszczepialnych. Zdalna kontrola pacjentów ze stymulatorami, kardiowerterami-defibrylatorami i układami do terapii resynchronizującej doskonale sprawdza się od kilkunastu lat, także w Polsce. Pacjenci objęci tą formą nadzoru kardiologicznego czują się bezpieczniej i mają lepsze rokowania. Potwierdzają to badania kliniczne. Dziś, niestety, telemonitoring nie jest wciąż jeszcze świadczeniem refundowanym. Czekamy na zmiany: pandemia COVID-19 pokazała, jak cenna i oczekiwana to forma opieki – mówił prof. Marcin Grabowski, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym.

Prof. Jadwiga Nessler wskazała na konieczność rozszerzenia elementów opieki koordynowanej w niewydolności serca: – Elementy opieki koordynowanej w niewydolności serca, takie jak: instytucja pielęgniarki niewydolności serca, wsparcie zespołu multidyscyplinarnego, ośrodki kompleksowego leczenia niewydolności serca, idea 1-dniowej hospitalizacji czy szersze wykorzystanie rehabilitacji kardiologicznej i telemedycyny mogą efektywnie zredukować poziom obciążeń spowodowanych niewydolnością serca. Wiele z tych pomysłów zawierała idea programu KONS – Programu kompleksowej opieki w niewydolności serca. Widzimy, że jego składowe są implantowane do koncepcji Krajowej Sieci Kardiologicznej. Jako Środowisko Kardiologiczne uważamy jednak, że zauważalną efektywność z zastosowania wymienionych rozwiązań będziemy w stanie osiągnąć wdrażając je w skali ogólnopolskiej. To ważna potrzeba i pilny cel: rozszerzyć opiekę koordynowaną w niewydolności serca w najszerzej możliwej skali klinicznej i terytorialnej.

Wspólna sprawa
Podobnego zdania byli liderzy organizacji działających na rzecz pacjentów kardiologicznych.
– Jako Porozumienie Organizacji Kardiologicznych dołożyliśmy wielu starań, by poprzez kampanie edukacyjne, raporty merytoryczne i bieżącą współpracę ze środowiskiem naukowym i klinicznym oraz decydentami zwiększać szanse pacjentów z niewydolnością serca w Polsce na lepszą jakość i dłuższe życie. W naszych działaniach niezmiernie istotny jest aspekt współpracy. Niewydolność serca zaczyna się od pacjenta, ale w żadnym razie na nim nie kończy. Schorzenie to dotyka pośrednio także: rodzinę chorego, jego najbliższe otoczenie, lekarzy, pielęgniarki, ośrodki, ale poprzez różne obciążenia, w tym także o charakterze systemowo-finansowym, inne, obce osoby! Niewydolność serca to sprawa nas wszystkich! – w tym stwierdzeniu nie ma krztyny przesady – zaznacza dr n. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.
 
– Aby dodatkowo zwiększyć skuteczność naszych działań, jako organizacje pacjenckie od kilku lat podejmujemy współpracę z innymi stowarzyszeniami i organizacjami na poziomie europejskim. Jako Stowarzyszenie jesteśmy członkiem koalicji The Global Heart Hub – organizacji realizującej ogólnoeuropejskie kampanie świadomościowe, implementowane w poszczególnych państwach członkowskich. Naszym celem jest współpraca, wymiana doświadczeń, czerpanie z najlepszych wzorców. Tak wesprzemy pacjentów lepiej, szybciej i skuteczniej; na szczeblach europejskim, ogólnopolskim i lokalnym – dodała Agnieszka Wołczenko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń EcoSerce.

Zgodził się także Marcin Ruciński, prezes Stowarzyszenia Pacjentów i Przyjaciół Kliniki Kardiologii na Banacha, który przypominał – Pacjenci bywają przerażeni diagnozą niewydolności serca i zagubieni w systemie opieki zdrowotnej. Potrzebują wsparcia w szerokim zakresie: podczas pobytu w szpitalu, na etapie wdrażania terapii (kiedy rodzi się mnóstwo pytań) i później, w momencie „układania sobie codziennego życia” z chorobą. Społeczność niewydolności serca to grupa powiększająca się: chcemy, powinniśmy i możemy być w niej dla siebie wzajemnym wsparciem! Poprawa jakości leczenia nie tylko podczas hospitalizacji, ale również i potem jest profitem dla nas wszystkich to znaczy dla samych pacjentów, ich bliskich oraz całego systemu medycznego. Pacjenci nie mogą być sami – i samotni – ze swoją chorobą!
 
źródło: ANS PTK
Obraz niewydolności serca w Polsce jest poważny. Rewolucja w schemacie terapii niewydolności serca i ostatnie decyzje refundacyjne Ministra Zdrowia sprawiają jednak, że możemy zaproponować naszym chorym w Polsce rozwiązania realnie poprawiające ich stan, długość i jakość życia. Stawiamy na współpracę, bo tylko tak możemy poprawić los osób dotkniętych niewydolnością serca w Polsce – uznali eksperci Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i liderzy organizacji pacjentów podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji obchodów Dnia Świadomości Niewydolności Serca 2022, która odbyła się 3 czerwca 2022 roku w Łodzi.
Niewydolność serca w Polsce w 2022 roku:
 
Poważny problem
Według ostatnich szacunków na niewydolność serca może cierpieć nawet 1,2 mln osób w Polsce. Dokładne dane nie są znane, ponieważ wiele osób dotkniętych niewydolnością serca pozostaje niezdiagnozowanych. Niewydolność serca rozwija się skrycie: najczęściej daje odczuwalne objawy wtedy, kiedy stadium schorzenia jest zaawansowane. Późna diagnostyka znacząco negatywnie wpływa na rokowania.

– W niższych niż IV klasach NYHA przeżycie 5-letnie pacjentów z niewydolnością serca nie przekracza 60 proc. Niewydolność serca jest główną przyczyną hospitalizacji chorych po 65. roku życia w Polsce. Co czwarty chory wymaga ponownej hospitalizacji w ciągu miesiąca od wypisu ze szpitala po zakończeniu hospitalizacji z powodu zaostrzenia niewydolności serca. W przedpandemicznym 2019 roku leczenie szpitalne niewydolności serca pochłonęło 1 588 mln zł, co stanowiło aż 95 proc. wszystkich środków przeznaczonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) na diagnostykę i terapię niewydolności serca. Niewydolność serca to problem jednocześnie: trudny, kosztowny i wieloaspektowy – wyliczał prof. UJ dr hab. n. med. Paweł Rubiś, FHFA z Oddziału Klinicznego Chorób Serca i Naczyń w Collegium Medicum UJ.

Spirala długu
Eksperci Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podkreślali, że złe rokowania w niewydolności serca na przestrzeni ostatnich dwóch lat dodatkowo pogorszyła pandemia COVID-19 i zjawisko pogłębiającego się „długu kardiologicznego”, określanego jako spodziewane suboptymalne efekty terapii kardiologicznej, w tym: gorszą jakość życia i gorsze rokowania pacjentów niż byłby możliwe do osiągnięcia w optymalnych warunkach diagnostyki i terapii kardiologicznej.

– Warto przypomnieć, że „dług zdrowotny” w zakresie kardiologii istniał jeszcze przed pandemią COVID-19. Był związany, między innymi, ze znaczącą skalą zachorowań na schorzenia sercowo-naczyniowe i niedostosowanymi do potrzeb klinicznych możliwościami systemu polskiej opieki zdrowotnej. Pacjenci napotykali na kolejki do specjalistów, do procedur diagnostyki, mieli problemy z dostaniem się do wysokospecjalistycznych ośrodków, w których wykonywane są najbardziej skomplikowane procedury. Pandemia COVID-19, zwłaszcza w pierwszym okresie, spowodowała duże dalsze ubytki w możliwościach diagnozowania i leczenia pacjentów ze schorzeniami serca i naczyń. Były one związane między innymi z ograniczeniami w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, brakiem odpowiednich zasobów w systemie ochrony zdrowia, ale także z obawami pacjentów przed zgłaszaniem się do szpitali, zaniechaniem kontynuowania rozpoczętej przed pandemią diagnostyki i terapii w niewydolności serca czy stresem spowodowanym pandemią. Niezależnie od przyczyn skutki tego zjawiska odczuwamy dziś i, niestety, będziemy odczuwać w kolejnych latach – zaznaczyła prof. Małgorzata Lelonek, kierownik Zakładu Kardiologii Nieinwazyjnej Katedry Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Przełomowe szanse
Ponury obraz niewydolności serca w Polsce rozjaśniły w ostatnim czasie nowe szanse. Środowisko kardiologów mówi w ich kontekście o „rewolucji” i „przełomie”.

– Przy okazji Światowego Dnia Świadomości Niewydolności Serca pragniemy przypomnieć: niewydolność serca to istotnie poważne, nieuleczalne i trudne z wielu względów schorzenie. Nie musi być jednak wyrokiem! Niewydolności serca można skutecznie zapobiegać a rozwinięte już schorzenie coraz skuteczniej leczyć. W obszarze niewydolności serca jesteśmy obecnie świadkami wyjątkowego przełomu w zakresie technologii wspierających: profilaktykę, diagnostykę, terapię i opiekę nad pacjentami z tym schorzeniem. Nowe innowacyjne narzędzia: leki, urządzenia, aplikacje czy techniki zabiegowe okazują się skuteczne, bezpieczne; poprawiają rokowanie pacjentów i korzystnie wpływające na jakość życia. Z zadowoleniem przyjęliśmy w maju 2022 roku decyzję Ministra Zdrowia o refundacji flozyn w terapii niewydolności serca. Inhibitory SGLT2 – flozyny – mają potwierdzone w badaniach klinicznych efektywność i bezpieczeństwo. Działają już od pierwszych dni terapii, co ma istotne znaczenie w schorzeniu o tak poważnym rokowaniu, jakim jest niewydolność serca. Dziś dzięki szybko działającej terapii mamy realną szansę uratować życie wielu naszym chorym. Nie mniej istotne jest to, że flozyny poprawiają jakość życia naszych pacjentów i przedłużają ich życie. To fenomenalne wręcz możliwości – wskazała prof. Małgorzata Lelonek.

Aktualne cele
Zdaniem ekspertów Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego do skutecznej walki z niewydolnością serca w Polsce potrzeba wdrożenia większej liczby najbardziej efektywnych metod i narzędzi – o potwierdzonym bezpieczeństwie i skuteczności, sprawdzonych w warunkach klinicznych.

– Mamy nadzieję, że już wkrótce wielu pacjentom z implantowanymi układami do elektroterapii będziemy mogli zaoferować opiekę kardiologiczną w postaci telemonitoringu urządzeń wszczepialnych. Zdalna kontrola pacjentów ze stymulatorami, kardiowerterami-defibrylatorami i układami do terapii resynchronizującej doskonale sprawdza się od kilkunastu lat, także w Polsce. Pacjenci objęci tą formą nadzoru kardiologicznego czują się bezpieczniej i mają lepsze rokowania. Potwierdzają to badania kliniczne. Dziś, niestety, telemonitoring nie jest wciąż jeszcze świadczeniem refundowanym. Czekamy na zmiany: pandemia COVID-19 pokazała, jak cenna i oczekiwana to forma opieki – mówił prof. Marcin Grabowski, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym.

Prof. Jadwiga Nessler wskazała na konieczność rozszerzenia elementów opieki koordynowanej w niewydolności serca: – Elementy opieki koordynowanej w niewydolności serca, takie jak: instytucja pielęgniarki niewydolności serca, wsparcie zespołu multidyscyplinarnego, ośrodki kompleksowego leczenia niewydolności serca, idea 1-dniowej hospitalizacji czy szersze wykorzystanie rehabilitacji kardiologicznej i telemedycyny mogą efektywnie zredukować poziom obciążeń spowodowanych niewydolnością serca. Wiele z tych pomysłów zawierała idea programu KONS – Programu kompleksowej opieki w niewydolności serca. Widzimy, że jego składowe są implantowane do koncepcji Krajowej Sieci Kardiologicznej. Jako Środowisko Kardiologiczne uważamy jednak, że zauważalną efektywność z zastosowania wymienionych rozwiązań będziemy w stanie osiągnąć wdrażając je w skali ogólnopolskiej. To ważna potrzeba i pilny cel: rozszerzyć opiekę koordynowaną w niewydolności serca w najszerzej możliwej skali klinicznej i terytorialnej.

Wspólna sprawa
Podobnego zdania byli liderzy organizacji działających na rzecz pacjentów kardiologicznych.
– Jako Porozumienie Organizacji Kardiologicznych dołożyliśmy wielu starań, by poprzez kampanie edukacyjne, raporty merytoryczne i bieżącą współpracę ze środowiskiem naukowym i klinicznym oraz decydentami zwiększać szanse pacjentów z niewydolnością serca w Polsce na lepszą jakość i dłuższe życie. W naszych działaniach niezmiernie istotny jest aspekt współpracy. Niewydolność serca zaczyna się od pacjenta, ale w żadnym razie na nim nie kończy. Schorzenie to dotyka pośrednio także: rodzinę chorego, jego najbliższe otoczenie, lekarzy, pielęgniarki, ośrodki, ale poprzez różne obciążenia, w tym także o charakterze systemowo-finansowym, inne, obce osoby! Niewydolność serca to sprawa nas wszystkich! – w tym stwierdzeniu nie ma krztyny przesady – zaznacza dr n. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.
 
– Aby dodatkowo zwiększyć skuteczność naszych działań, jako organizacje pacjenckie od kilku lat podejmujemy współpracę z innymi stowarzyszeniami i organizacjami na poziomie europejskim. Jako Stowarzyszenie jesteśmy członkiem koalicji The Global Heart Hub – organizacji realizującej ogólnoeuropejskie kampanie świadomościowe, implementowane w poszczególnych państwach członkowskich. Naszym celem jest współpraca, wymiana doświadczeń, czerpanie z najlepszych wzorców. Tak wesprzemy pacjentów lepiej, szybciej i skuteczniej; na szczeblach europejskim, ogólnopolskim i lokalnym – dodała Agnieszka Wołczenko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń EcoSerce.

Zgodził się także Marcin Ruciński, prezes Stowarzyszenia Pacjentów i Przyjaciół Kliniki Kardiologii na Banacha, który przypominał – Pacjenci bywają przerażeni diagnozą niewydolności serca i zagubieni w systemie opieki zdrowotnej. Potrzebują wsparcia w szerokim zakresie: podczas pobytu w szpitalu, na etapie wdrażania terapii (kiedy rodzi się mnóstwo pytań) i później, w momencie „układania sobie codziennego życia” z chorobą. Społeczność niewydolności serca to grupa powiększająca się: chcemy, powinniśmy i możemy być w niej dla siebie wzajemnym wsparciem! Poprawa jakości leczenia nie tylko podczas hospitalizacji, ale również i potem jest profitem dla nas wszystkich to znaczy dla samych pacjentów, ich bliskich oraz całego systemu medycznego. Pacjenci nie mogą być sami – i samotni – ze swoją chorobą!
 
źródło: ANS PTK