Medicalpress
Rosnąca liczba zakażeń wirusem małpiej ospy w Afryce spowodowała, że w połowie sierpnia br. Światowa Organizacja Zdrowia po raz drugi uznała mpox za zagrożenie dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. WHO uspokaja, że nie ma powodów do paniki, transmisja wirusa jest pod kontrolą, a małpia ospa nie jest nowym COVID-19, jednak ważne jest, aby kraje europejskie zawczasu wypracowały systemowe metody reagowania na potencjalne kryzysy zdrowotne i były przygotowane do wdrożenia działań zapobiegających transmisji wirusa. W tym kontekście ogromne znaczenie mają szczepienia ochronne przeciwko ospie prawdziwej, które okazały się skuteczne również w przypadku mpox.

Małpia ospa (monkeypox, mpox) jest odzwierzęcą chorobą zakaźną wywoływaną przez MPXV. Przenosi się między ludźmi głównie poprzez bezpośredni, bliski kontakt, ale zachorować można również po styczności z zakażonymi zwierzętami lub skażonymi materiałami. Występuje w kilku wariantach (tzw. klady Ia i Ib oraz II), które różnią się zakaźnością, rozpowszechnieniem geograficznym i powodują zachorowania o różnym przebiegu klinicznym.

Do tej pory małpia ospa występowała głównie w środkowej Afryce, ale w 2022 roku odnotowano globalnie duży wzrost liczby zakażeń. Epidemia mpox, która dotarła wówczas także do Europy, spowodowana była kladem II wirusa. Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, od 2022 roku do 8 sierpnia br. łącznie 29 krajów w UE/EOG zgłosiło do ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób) ponad 22 tys. potwierdzonych przypadków zachorowań na małpią ospę. Większość z nich (93 proc.) została zarejestrowanych właśnie w 2022 roku, a główną drogą przenoszenia zakażenia między ludźmi były kontakty seksualne. Przebieg kliniczny większości zachorowań był łagodny, odsetek hospitalizacji wyniósł jedynie 7 proc. Według danych ECDC na całym świecie od 2022 roku do końca lipca br. zaraportowano ponad 100 tys. potwierdzonych zachorowań na mpox w 120 państwach, w tym ponad 200 wywołanych nią zgonów.

W większości przypadków mpox obserwuje się łagodne lub umiarkowanie nasilone objawy – podobne do tych, które występują przy grypie – a zachorowania kończą się całkowitym wyzdrowieniem. Jednak – choć przebieg choroby na ogół jest niegroźny – w niektórych przypadkach może być ona śmiertelna.

 Zdecydowana większość pacjentów przechodzi chorobę wysypkową, z wykwitami, bąblami, które później ropieją na skórze. U większości to są typowe objawy. Natomiast występują również powikłania, które mogą przejść w postać płucną, zajęcie centralnego układu nerwowego, ale jak do tej pory zdarza się to zdecydowanie bardzo rzadko i dotyczy głównie osób z obniżoną odpornością, które mają już jakieś inne schorzenia wpływające na obniżenie odporności. Wtedy choroba zwykle trwa dłużej, ma cięższy przebieg i może też doprowadzić do zgonu–mówi dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.

W tej chwili niepokój WHO budzi przede wszystkim stosunkowo nowa odmiana wirusa (klad Ib), która została wykryta w Demokratycznej Republice Konga pod koniec 2023 roku i rozpowszechniła się już w tych krajach Afryki, gdzie dotąd nie notowano zachorowań. Ogniska małpiej ospy występują obecnie w kilkunastu państwach (m.in. Burundi, Rwandzie, Ugandzie i Kenii), a jeden przypadek tego szczepu pod koniec sierpnia br. odnotowano także w Szwecji. Jak wynika z danych WHO AFRO, od początku tego roku do początku września br. łącznie 15 krajów afrykańskich zgłosiło ok. 6 tys. potwierdzonych przypadków mpox (wszystkie klady łącznie). Rzeczywista liczba zakażeń w tych krajach może być jednak dużo wyższa niż oficjalne meldunki epidemiologiczne, a na przebieg kliniczny choroby mają wpływ czynniki takie jak niedożywienie oraz niski poziom bądź brak opieki medycznej.

Rosnąca liczba zakażeń wirusem spowodowała, że w połowie sierpnia br. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) po raz drugi uznała małpią ospę za zagrożenie dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym, nadając jej status PHEIC (najwyższy stopień alertu zdrowotnego na poziomie międzynarodowym). WHO uspokaja, że pomimo ogniska epidemii w centralnej Afryce nie ma powodów do paniki, transmisja wirusa jest pod kontrolą, a małpia ospa nie jest nowym COVID-19. Jednak ważne jest, aby kraje europejskie wypracowały zawczasu systemowe metody reagowania na potencjalny kryzys oraz były przygotowane do wykrywania nowych zakażeń i wdrożenia działań zapobiegających transmisji wirusa.

– Małpia ospa wywołuje pewne poczucie zagrożenia, ponieważ to jest coś nowego, a na dodatek ospa, więc to budzi groźne skojarzenia. Natomiast w rzeczywistości nie jest to choroba, która stanowi aż tak duże zagrożenia dla zdrowia publicznego jak na przykład COVID-19 czy inne bardzo zaraźliwe, łatwo szerzące się choroby wirusowe i zakaźne. Wynika to z faktu, że małpią ospą po prostu znacznie trudniej jest się zarazić. Ona nie szerzy się drogą kropelkową, więc nie można się zarazić poprzez kaszel czy wejście do jednego pomieszczenia z osobą zakażoną. Musi nastąpić bezpośredni kontakt z chorym – i to takim, u którego występują już objawy, czyli głównie wysypka skórna bądź na błonach śluzowych. Krótko mówiąc, konieczny jest bardzo bezpośredni kontakt, najczęściej do takiego zarażenia dochodzi w wyniku kontaktów seksualnych – mówi dr n. med. Bernard Waśko.

W Polsce konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych przygotował już wytyczne postępowania na wypadek wykrycia zakażeń małpiej ospy, z którymi można się zapoznać na stronie Ministerstwa Zdrowia. W połowie września mpox była też przedmiotem dyskusji podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego, a europosłowie podkreślali konieczność przygotowania na potencjalne sytuacje kryzysowe w obszarze zdrowia. Europejska komisarz ds. zdrowia Stella Kyriakides podkreśliła też, że UE aktywnie wspiera kraje afrykańskie w walce z epidemią małpiej ospy i jak do tej pory, we współpracy z lokalnymi władzami, dostarczyła ponad 200 tys. dawek szczepionki do Demokratycznej Republiki Konga. Zapewniła także, że koordynowana jest także akcja przekazywania szczepionek przez państwa członkowskie – w sumie ponad 565 tys. szczepionek trafi do krajów afrykańskich. Są to szczepionki przeciwko ospie prawdziwej, która okazała się skuteczna również w przypadku mpox.

 Nie ma chyba lepszego dowodu na skuteczność polityki szczepień niż właśnie ospa prawdziwa, która została dzięki nim całkowicie wyeliminowana. W Polsce ostatni przypadek ospy prawdziwej był zarejestrowany w latach 60., po czym po ok. 10 latach zrezygnowano z powszechnych szczepień, ponieważ uznano, że tej choroby już po prostu nie ma. Została wyeliminowana właśnie dlatego, że dzięki szczepieniom nie było już osób nosicieli, nie było już osób, które by ją rozprzestrzeniały – mówi dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH–PIB. – Mamy w Polsce osoby, urodzone mniej więcej do 1980 roku, które były jeszcze zaszczepione szczepionką na ospę prawdziwą. Ona daje 70–80 proc. odporności, zabezpiecza przed zachorowaniem albo znacznie łagodzi przebieg choroby. Natomiast po 1980 roku nie było już szczepień na ospę, więc niezaszczepione pozostają stosunkowo młode osoby, dla których nie jest to duże zagrożenie. Wszystkie starsze osoby powinny być z kolei zaszczepione na ospę prawdziwą i ta szczepionka w dużym stopniu, nie w pełni, ale jednak chroni przed ciężkim przebiegiem małpiej ospy.

Zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia i konsultanta krajowego w dziedzinie chorób zakaźnych, opublikowanymi pod koniec sierpnia br., szczepienia ekspozycyjne i poekspozycyjne zaleca się osobom narażonym, m.in. u osób z bliskiego kontaktu, personelu medycznego i laboratorium, które mogły mieć kontakt z materiałem zakaźnym.

W profilaktyce mpox ważne jest unikanie kontaktów z osobami chorymi i potencjalnych ognisk zakażenia. Diagnostyka małpiej ospy opiera się na testach PCR, które dzięki detekcji materiału genetycznego wirusa identyfikują ją jednoznacznie. Z kolei w leczeniu stosuje się powszechnie dostępne środki objawowe: leki przeciwwirusowe, przeciwgorączkowe, przeciwświądowe i przeciwbólowe.

źródło:Newseria.pl

JOYSBIO, jeden z czołowych światowych producentów zestawów szybkich testów, opracował dwa nowe testy na małpią ospę, których wyniki są dostępne po zaledwie 15 minutach. Oba testy są obecnie poddawane ocenie klinicznej w Europie i wykazują obiecujące wyniki w grupie zakażonych pacjentów. 

JOYSBIO, jeden z czołowych światowych producentów zestawów szybkich testów z przepływem bocznym, ma zaszczyt ogłosić stworzenie dwóch testów na małpią ospę, których wyniki uzyskuje się w czasie do 15 minut.

JOYSBIO niedawno wprowadził na rynek szybki test na obecność przeciwciał małpiej ospy oraz szybki test na obecność przeciwciał IgM/IgG małpiej ospy, obydwa posiadające atest CE-IVD. Test antygenowy umożliwia zbadanie próbek ludzkiej surowicy, osocza, krwi pełnej, wymazu z gardła, śliny lub wysięku ze zmian skórnych pod kątem występowania przeciwciał wirusa małpiej ospy. W teście na przeciwciała IgM/IgG występowanie przeciwciał wytworzonych przez ludzki organizm po zakażeniu wirusem małpiej ospy bada się na podstawie kilku kropel krwi.

Oba testy są obecnie poddawane ocenie klinicznej w Europie i wykazują obiecujące wyniki w grupie zakażonych pacjentów. Więcej informacji można uzyskać pod adresem https://en.joysbio.com/monkeypox-rapid-test-kit/.

„Tuż po pandemii COVID-19 staje przed nami kolejne globalne wyzwanie w dziedzinie zdrowia, czyli wirus małpiej ospy – powiedział Rick Zhang, dyrektor ds. rozwoju w JOYSBIO. – Na szczęście dysponujemy lekami na małpią ospę, które mogą ograniczyć rozrost bolesnych zmian skórnych i prawdopodobieństwo zgonu. Mamy również szczepionkę przeciwko tej chorobie, ponieważ wirus ten jest znany od dawna. Ale zanim zaczniemy leczyć pacjentów, należy ich prawidłowo zdiagnozować. Małpia ospa wywołuje objawy zbliżone do wielu innych rodzajów ospy. Nasze testy będą dla ochrony zdrowia przydatnym narzędziem, zwłaszcza w kontekście ograniczonego dostępu do testów PCR”.

Historyczny wskaźnik śmiertelności w przypadku małpiej ospy wynosił od 0,1% do 11% w ogólnej populacji, ale skrajnie wysokie wartości osiąga wśród dzieci. Właściwa diagnoza to zawsze pierwszy krok do przeżycia. Opracowane przez JOYSBIO szybkie testy antygenowe i na obecność przeciwciał małpiej ospy pozwolą na szybsze uzyskanie odpowiedzi oraz zapewnią pracownikom opieki zdrowotnej i populacji większą ochronę.

Zhang powiedział: „W JOYSBIO zajmujemy się szybkim reagowaniem na wszystkie choroby zakaźne dotykające ludzi. Będziemy doskonalić nasze testy i opracowywać nowe adekwatnie do potrzeb. Im szybciej dowiemy się o chorobie, tym szybciej będziemy mogli podjąć działania zapobiegające rozprzestrzenianiu się choroby i leczenie”.

JOYSBIO

JOYSBIO (Tianjin) Biotechnology Co., Ltd. to chińska firma biotechnologiczna kładąca duży nacisk na badania i rozwój, która opracowuje, produkuje i dostarcza wysokiej jakości zestawy testowe do szybkiej diagnostyki medycznej in vitro (IVD), jak również rewolucyjne dostosowywane zestawy odczynników na całym świecie. JOYSBIO została założona przez zespół profesjonalistów mających wiele lat wspólnego doświadczenia w zakresie technologii, marketingu/sprzedaży, działalności operacyjnej i produkcji w swojej branży. JOYSBIO jest czołowym na świecie twórcą i producentem zestawów do testów z przepływem bocznym, który podczas epidemii COVID-19 dostarczył ponad 200 milionów sztuk zestawów szybkich testów na SARS-COV-2.

 

 

Źródło informacji: PR Newswire

JOYSBIO, jeden z czołowych światowych producentów zestawów szybkich testów, opracował dwa nowe testy na małpią ospę, których wyniki są dostępne po zaledwie 15 minutach. Oba testy są obecnie poddawane ocenie klinicznej w Europie i wykazują obiecujące wyniki w grupie zakażonych pacjentów. 

JOYSBIO, jeden z czołowych światowych producentów zestawów szybkich testów z przepływem bocznym, ma zaszczyt ogłosić stworzenie dwóch testów na małpią ospę, których wyniki uzyskuje się w czasie do 15 minut.

JOYSBIO niedawno wprowadził na rynek szybki test na obecność przeciwciał małpiej ospy oraz szybki test na obecność przeciwciał IgM/IgG małpiej ospy, obydwa posiadające atest CE-IVD. Test antygenowy umożliwia zbadanie próbek ludzkiej surowicy, osocza, krwi pełnej, wymazu z gardła, śliny lub wysięku ze zmian skórnych pod kątem występowania przeciwciał wirusa małpiej ospy. W teście na przeciwciała IgM/IgG występowanie przeciwciał wytworzonych przez ludzki organizm po zakażeniu wirusem małpiej ospy bada się na podstawie kilku kropel krwi.

Oba testy są obecnie poddawane ocenie klinicznej w Europie i wykazują obiecujące wyniki w grupie zakażonych pacjentów. Więcej informacji można uzyskać pod adresem https://en.joysbio.com/monkeypox-rapid-test-kit/.

„Tuż po pandemii COVID-19 staje przed nami kolejne globalne wyzwanie w dziedzinie zdrowia, czyli wirus małpiej ospy – powiedział Rick Zhang, dyrektor ds. rozwoju w JOYSBIO. – Na szczęście dysponujemy lekami na małpią ospę, które mogą ograniczyć rozrost bolesnych zmian skórnych i prawdopodobieństwo zgonu. Mamy również szczepionkę przeciwko tej chorobie, ponieważ wirus ten jest znany od dawna. Ale zanim zaczniemy leczyć pacjentów, należy ich prawidłowo zdiagnozować. Małpia ospa wywołuje objawy zbliżone do wielu innych rodzajów ospy. Nasze testy będą dla ochrony zdrowia przydatnym narzędziem, zwłaszcza w kontekście ograniczonego dostępu do testów PCR”.

Historyczny wskaźnik śmiertelności w przypadku małpiej ospy wynosił od 0,1% do 11% w ogólnej populacji, ale skrajnie wysokie wartości osiąga wśród dzieci. Właściwa diagnoza to zawsze pierwszy krok do przeżycia. Opracowane przez JOYSBIO szybkie testy antygenowe i na obecność przeciwciał małpiej ospy pozwolą na szybsze uzyskanie odpowiedzi oraz zapewnią pracownikom opieki zdrowotnej i populacji większą ochronę.

Zhang powiedział: „W JOYSBIO zajmujemy się szybkim reagowaniem na wszystkie choroby zakaźne dotykające ludzi. Będziemy doskonalić nasze testy i opracowywać nowe adekwatnie do potrzeb. Im szybciej dowiemy się o chorobie, tym szybciej będziemy mogli podjąć działania zapobiegające rozprzestrzenianiu się choroby i leczenie”.

JOYSBIO

JOYSBIO (Tianjin) Biotechnology Co., Ltd. to chińska firma biotechnologiczna kładąca duży nacisk na badania i rozwój, która opracowuje, produkuje i dostarcza wysokiej jakości zestawy testowe do szybkiej diagnostyki medycznej in vitro (IVD), jak również rewolucyjne dostosowywane zestawy odczynników na całym świecie. JOYSBIO została założona przez zespół profesjonalistów mających wiele lat wspólnego doświadczenia w zakresie technologii, marketingu/sprzedaży, działalności operacyjnej i produkcji w swojej branży. JOYSBIO jest czołowym na świecie twórcą i producentem zestawów do testów z przepływem bocznym, który podczas epidemii COVID-19 dostarczył ponad 200 milionów sztuk zestawów szybkich testów na SARS-COV-2.

 

 

Źródło informacji: PR Newswire

Światowa Organizacja Zdrowia, po zebraniu komitetu nadzwyczajnego, uznała w zeszłym tygodniu małpią ospę za globalne zagrożenie dla zdrowia publicznego  pomimo że eksperci WHO nie byli zgodni w ocenie sytuacji. Dlatego dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus po raz pierwszy podjął decyzję o wprowadzeniu globalnego alertu mimo braku konsensusu wśród ekspertów zasiadających w komitecie.
W Polsce sytuacja jest stabilna, choć  ze względu na doświadczenia związane z COVID-19  małpia ospa budzi społeczny niepokój. Jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego, niekoniecznie wywoła ona jednak nową epidemię, ponieważ nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2. Pewne jest jednak, że w nadchodzących latach takich chorób odzwierzęcych będzie się pojawiać coraz więcej.

– To, że w nasze, ludzkie środowisko wkraczają wirusy, które pochodzą nawet z obszarów odległych geograficznie, jest normalne we współczesności. Żyjemy w zglobalizowanym społeczeństwie, jesteśmy połączeni szlakami komunikacyjnymi transportu regionalnego, transportu międzykontynentalnego, chętnie przemieszczamy się z powodów turystycznych, edukacyjnych, biznesowych, szukając pracy. To wszystko powoduje, że jesteśmy wektorem najprzeróżniejszych patogenów  bakterii wirusów, grzybów i pasożytów – mówi dr Aneta Afelt, pracownik Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

Według danych WHO od początku stycznia do 21 lipca br. odnotowano ponad 15,3 tys. potwierdzonych laboratoryjnie i 72 prawdopodobnych przypadków małpiej ospy (w tym pięć zgonów) w 74 krajach świata. Prawie 3/4 zakażeń, zgłoszonych w ciągu ostatnich czterech tygodni, odnotowano w Europie.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) podaje, że do 21 lipca br. w 27 krajach UE wystąpiło prawie 8,7 tys. potwierdzonych przypadków tej choroby  najwięcej w Hiszpanii, Niemczech, Francji, Holandii, Portugalii i we Włoszech. Z kolei poza UE największymi ogniskami są w tej chwili Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Kanada i Brazylia. Wszystkie wymienione kraje odpowiadają łącznie za ponad 88 proc. przypadków małpiej ospy zgłoszonych na całym świecie  wynika z danych WHO. Niepokojący jest jednak fakt, że w ostatnim tygodniu aż 26 krajów zgłosiło wzrost tygodniowej liczby przypadków, przy czym najwyższy odnotowano we Francji.

W Polsce  według danych ECDC z 21 lipca br.  potwierdzonych przypadków małpiej ospy było dokładnie 40. „Pacjent zero” pojawił się już 10 czerwca br. w Warszawie, ale  jak informował niedawno wiceminister zdrowia Waldemar Kraska  na razie sytuacja w Polsce jest stabilna, a osoby zakażone małpią ospą przechodzą ją dość łagodnie. Mimo to MZ zamówiło już tysiąc szczepionek przeciwko tej chorobie dla pracowników służby zdrowia.

Ze względu na doświadczenia związane z COVID-19 rosnąca liczba zachorowań na małpią ospę budzi społeczny niepokój. Jednak  jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego  na razie patogen nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2 i niekoniecznie wywoła następną, globalną epidemię.

– Małpia ospa przemieszcza się poprzez kontakty intymne, jak do tej pory wykazano. Tak więc jest wiele parametrów, które decydują o tym, czy jakaś inwazja patogenu przyjmie charakter epidemiczny lub pandemiczny. Nasze zachowanie też wpływa na tę transmisję – mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

W raporcie z 21 lipca br. WHO wskazuje, że „za wyjątkiem krajów obszarów Afryki Zachodniej i Środkowej trwająca epidemia małpiej ospy nadal dotyka głównie mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami, którzy zgłosili niedawno stosunek z jednym lub wieloma partnerami”. Transmisja patogenu odbywa się bowiem głównie przez płyny ustrojowe, ale może do niej dość także poprzez kontakt ze skażonymi przedmiotami (jak np. pościel), a w sprzyjających warunkach  przy bezpośrednim, przedłużonym kontakcie twarzą w twarz z osobą zakażoną  może się też przenosić drogą kropelkową. Niewykluczone jest więc, że wirus może zainfekować tzw. grupy wysokiego ryzyka, w tym dzieci, kobiety w ciąży i osoby z obniżoną odpornością. Między innymi dlatego w piątek, 22 lipca br. Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła już stosowanie szczepionki Imvanex przeciwko ospie prawdziwej w celu rozszerzenia jej zastosowania o ochronę osób dorosłych przed małpią ospą.

Małpia ospa to zakaźna, odzwierzęca choroba zakaźna wywoływana przez wirus ospy małpiej (MPXV) należący do rodzaju Orthopoxvirus  tego samego, do którego należy też wirus ospy prawdziwej, która w 1980 roku została uznana przez WHO za całkowicie wyeliminowaną. Obecnie rządom poszczególnych państw zaleca się „podnoszenie świadomości wśród lekarzy i szpitali, podejmowanie środków ochronnych i edukowanie obywateli, jak chronić się przed infekcją”. 

Choroba do tej pory występowała głównie w zachodniej i środkowej Afryce. Kilka miesięcy temu pojawiła się jednak w krajach europejskich i od tego czasu dość szybko się rozprzestrzenia. Na ogół ma jednak łagodny przebieg. Według WHO najbardziej charakterystyczne symptomy to gorączka i ból głowy, obrzęk węzłów chłonnych oraz wysypka lub zmiany skórne, które zaczynają się na twarzy i mogą się rozprzestrzeniać na resztę ciała. Objawy zazwyczaj trwają od dwóch do czterech tygodni.

– Ten wirus został zidentyfikowany w Afryce Środkowej w latach 70. Dopiero niedawno pojawiły się informacje o tym, że zaczął szybko ewoluować, a po drugie  zaczął być wyprowadzany poza swoją naturalną niszę ekologiczną w Afryce – mówi dr Aneta Afelt.

Podobnie jak COVID-19 małpia ospa to tzw. zoonoza, a więc choroba odzwierzęca (przeniesiona ze zwierzęcia na człowieka). Jednak wirusy, które wywołują obie te choroby, znacząco się od siebie różnią.

– Przypadek małpiej ospy jest inny niż wirusa SARS-CoV-2. To są dwa różne patogeny. SARS-CoV-2 to jest wirus RNA, natomiast wirus małpiej ospy to z kolei wirus DNA. To oznacza, że jest nieco bardziej  nazwijmy to  zaawansowany, ewolucyjnie bardziej rozwinięty – mówi ekspertka.

Co ciekawe, wirus małpiej ospy faktycznie po raz pierwszy został odkryty u małp. Jednak największym rezerwuarem u zwierząt są gryzonie, głównie wiewiórki i szczury.

– Wbrew pozorom wirus małpiej ospy nie jest transmitowany przez małpy, ale przez gryzonie, np. przez szczury. To powoduje, że jego odległość do człowieka jest mniejsza niż w przypadku wirusa SARS-CoV-2, w przypadku którego pierwotnymi nosicielami były nietoperze – mówi dr Aneta Afelt. – Natomiast jest jasne, że między nietoperzem a formą, która przeszła na człowieka, były zwierzęta pośrednie. I jak dużo tych zwierząt pośrednich było, tego jeszcze nie wiemy, trwają badania.

Jak wskazuje, można się spodziewać, że w nadchodzących latach tzw. zoonoz, czyli chorób odzwierzęcych, będzie się pojawiać coraz więcej. Wynika to  m.in. z łatwości przemieszczania się w zglobalizowanym społeczeństwie.

– Jako społeczność nabraliśmy dużego apetytu na to, żeby poznać świat, ale również żeby mieć ten świat u siebie w domu, np. na talerzu. Przywykliśmy w Polsce do tego, że mamy awokado, mamy inne egzotyczne owoce, egzotyczne warzywa i mięso, jak np. mięso krokodyla, strusia. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z globalnym transportem ludności, zwierząt, żywności, towarów wszelkiego rodzaju, co niestety uruchamia drogi transmisji różnego rodzaju patogenów na różnych etapach ich faz życiowych  mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

źródło: newseria

Światowa Organizacja Zdrowia, po zebraniu komitetu nadzwyczajnego, uznała w zeszłym tygodniu małpią ospę za globalne zagrożenie dla zdrowia publicznego  pomimo że eksperci WHO nie byli zgodni w ocenie sytuacji. Dlatego dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus po raz pierwszy podjął decyzję o wprowadzeniu globalnego alertu mimo braku konsensusu wśród ekspertów zasiadających w komitecie.
W Polsce sytuacja jest stabilna, choć  ze względu na doświadczenia związane z COVID-19  małpia ospa budzi społeczny niepokój. Jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego, niekoniecznie wywoła ona jednak nową epidemię, ponieważ nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2. Pewne jest jednak, że w nadchodzących latach takich chorób odzwierzęcych będzie się pojawiać coraz więcej.

– To, że w nasze, ludzkie środowisko wkraczają wirusy, które pochodzą nawet z obszarów odległych geograficznie, jest normalne we współczesności. Żyjemy w zglobalizowanym społeczeństwie, jesteśmy połączeni szlakami komunikacyjnymi transportu regionalnego, transportu międzykontynentalnego, chętnie przemieszczamy się z powodów turystycznych, edukacyjnych, biznesowych, szukając pracy. To wszystko powoduje, że jesteśmy wektorem najprzeróżniejszych patogenów  bakterii wirusów, grzybów i pasożytów – mówi dr Aneta Afelt, pracownik Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

Według danych WHO od początku stycznia do 21 lipca br. odnotowano ponad 15,3 tys. potwierdzonych laboratoryjnie i 72 prawdopodobnych przypadków małpiej ospy (w tym pięć zgonów) w 74 krajach świata. Prawie 3/4 zakażeń, zgłoszonych w ciągu ostatnich czterech tygodni, odnotowano w Europie.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) podaje, że do 21 lipca br. w 27 krajach UE wystąpiło prawie 8,7 tys. potwierdzonych przypadków tej choroby  najwięcej w Hiszpanii, Niemczech, Francji, Holandii, Portugalii i we Włoszech. Z kolei poza UE największymi ogniskami są w tej chwili Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Kanada i Brazylia. Wszystkie wymienione kraje odpowiadają łącznie za ponad 88 proc. przypadków małpiej ospy zgłoszonych na całym świecie  wynika z danych WHO. Niepokojący jest jednak fakt, że w ostatnim tygodniu aż 26 krajów zgłosiło wzrost tygodniowej liczby przypadków, przy czym najwyższy odnotowano we Francji.

W Polsce  według danych ECDC z 21 lipca br.  potwierdzonych przypadków małpiej ospy było dokładnie 40. „Pacjent zero” pojawił się już 10 czerwca br. w Warszawie, ale  jak informował niedawno wiceminister zdrowia Waldemar Kraska  na razie sytuacja w Polsce jest stabilna, a osoby zakażone małpią ospą przechodzą ją dość łagodnie. Mimo to MZ zamówiło już tysiąc szczepionek przeciwko tej chorobie dla pracowników służby zdrowia.

Ze względu na doświadczenia związane z COVID-19 rosnąca liczba zachorowań na małpią ospę budzi społeczny niepokój. Jednak  jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego  na razie patogen nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2 i niekoniecznie wywoła następną, globalną epidemię.

– Małpia ospa przemieszcza się poprzez kontakty intymne, jak do tej pory wykazano. Tak więc jest wiele parametrów, które decydują o tym, czy jakaś inwazja patogenu przyjmie charakter epidemiczny lub pandemiczny. Nasze zachowanie też wpływa na tę transmisję – mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

W raporcie z 21 lipca br. WHO wskazuje, że „za wyjątkiem krajów obszarów Afryki Zachodniej i Środkowej trwająca epidemia małpiej ospy nadal dotyka głównie mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami, którzy zgłosili niedawno stosunek z jednym lub wieloma partnerami”. Transmisja patogenu odbywa się bowiem głównie przez płyny ustrojowe, ale może do niej dość także poprzez kontakt ze skażonymi przedmiotami (jak np. pościel), a w sprzyjających warunkach  przy bezpośrednim, przedłużonym kontakcie twarzą w twarz z osobą zakażoną  może się też przenosić drogą kropelkową. Niewykluczone jest więc, że wirus może zainfekować tzw. grupy wysokiego ryzyka, w tym dzieci, kobiety w ciąży i osoby z obniżoną odpornością. Między innymi dlatego w piątek, 22 lipca br. Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła już stosowanie szczepionki Imvanex przeciwko ospie prawdziwej w celu rozszerzenia jej zastosowania o ochronę osób dorosłych przed małpią ospą.

Małpia ospa to zakaźna, odzwierzęca choroba zakaźna wywoływana przez wirus ospy małpiej (MPXV) należący do rodzaju Orthopoxvirus  tego samego, do którego należy też wirus ospy prawdziwej, która w 1980 roku została uznana przez WHO za całkowicie wyeliminowaną. Obecnie rządom poszczególnych państw zaleca się „podnoszenie świadomości wśród lekarzy i szpitali, podejmowanie środków ochronnych i edukowanie obywateli, jak chronić się przed infekcją”. 

Choroba do tej pory występowała głównie w zachodniej i środkowej Afryce. Kilka miesięcy temu pojawiła się jednak w krajach europejskich i od tego czasu dość szybko się rozprzestrzenia. Na ogół ma jednak łagodny przebieg. Według WHO najbardziej charakterystyczne symptomy to gorączka i ból głowy, obrzęk węzłów chłonnych oraz wysypka lub zmiany skórne, które zaczynają się na twarzy i mogą się rozprzestrzeniać na resztę ciała. Objawy zazwyczaj trwają od dwóch do czterech tygodni.

– Ten wirus został zidentyfikowany w Afryce Środkowej w latach 70. Dopiero niedawno pojawiły się informacje o tym, że zaczął szybko ewoluować, a po drugie  zaczął być wyprowadzany poza swoją naturalną niszę ekologiczną w Afryce – mówi dr Aneta Afelt.

Podobnie jak COVID-19 małpia ospa to tzw. zoonoza, a więc choroba odzwierzęca (przeniesiona ze zwierzęcia na człowieka). Jednak wirusy, które wywołują obie te choroby, znacząco się od siebie różnią.

– Przypadek małpiej ospy jest inny niż wirusa SARS-CoV-2. To są dwa różne patogeny. SARS-CoV-2 to jest wirus RNA, natomiast wirus małpiej ospy to z kolei wirus DNA. To oznacza, że jest nieco bardziej  nazwijmy to  zaawansowany, ewolucyjnie bardziej rozwinięty – mówi ekspertka.

Co ciekawe, wirus małpiej ospy faktycznie po raz pierwszy został odkryty u małp. Jednak największym rezerwuarem u zwierząt są gryzonie, głównie wiewiórki i szczury.

– Wbrew pozorom wirus małpiej ospy nie jest transmitowany przez małpy, ale przez gryzonie, np. przez szczury. To powoduje, że jego odległość do człowieka jest mniejsza niż w przypadku wirusa SARS-CoV-2, w przypadku którego pierwotnymi nosicielami były nietoperze – mówi dr Aneta Afelt. – Natomiast jest jasne, że między nietoperzem a formą, która przeszła na człowieka, były zwierzęta pośrednie. I jak dużo tych zwierząt pośrednich było, tego jeszcze nie wiemy, trwają badania.

Jak wskazuje, można się spodziewać, że w nadchodzących latach tzw. zoonoz, czyli chorób odzwierzęcych, będzie się pojawiać coraz więcej. Wynika to  m.in. z łatwości przemieszczania się w zglobalizowanym społeczeństwie.

– Jako społeczność nabraliśmy dużego apetytu na to, żeby poznać świat, ale również żeby mieć ten świat u siebie w domu, np. na talerzu. Przywykliśmy w Polsce do tego, że mamy awokado, mamy inne egzotyczne owoce, egzotyczne warzywa i mięso, jak np. mięso krokodyla, strusia. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z globalnym transportem ludności, zwierząt, żywności, towarów wszelkiego rodzaju, co niestety uruchamia drogi transmisji różnego rodzaju patogenów na różnych etapach ich faz życiowych  mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

źródło: newseria

W dziewięciu krajach Europy: Anglii, Niemczech, Szwajcarii, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, we Włoszech, Belgii i Francji, a także w USA, Kanadzie i Australii wykryte zostały przypadki małpiej ospy. Warto znać podstawowe fakty o tej chorobie.
Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że człowiek nie tak łatwo może się nią zarazić. Druga, że charakteryzuje się znacznie mniejszą śmiertelnością niż ospa prawdziwa, która została wyeliminowana w ubiegłym wieku.

Jak sugeruje nazwa, chorobę wywołuje wirus ospy małpiej (MPV) należący do rodzaju Orthopoxvirus – tej samej, do której przynależy zarazek ospy prawdziwej. Ogniska choroby po raz pierwszy naukowcy zaobserwowali pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku właśnie u małp, hodowanych na potrzeby badań laboratoryjnych. Dopiero w 1970 r., w Demokratycznej Republice Konga zanotowano pierwszy przypadek zakażenia człowieka, w latach wzmożonej walki z ospą prawdziwą.

Od tamtego czasu chorobę widziano u ludzi w różnych afrykańskich krajach. Zdarzały się też związane z podróżami zakażenia poza Afryką. Np. w listopadzie i lipcu ubiegłego roku potwierdzono dwa przypadki w USA. Wcześniej, w 2003 roku, także w USA pojawiło się ognisko choroby. Wówczas przyczyną był transport grupy zwierząt, w tym gryzoni, z Ghany. Część z nich była hodowana obok nieświszczuków (piesków preriowych), które po zakażeniu, ale zanim ujawniły się objawy, zostały sprzedane jako egzotyczne maskotki. To te zwierzątka przeniosły z kolei chorobę na ludzi. Powstrzymano ją m.in. z pomocą licznych testów diagnostycznych, szczepień przeciw ospie prawdziwej, edukacji pacjentów i służby zdrowia i hodowców oraz ograniczeniom odnośnie sprowadzania zwierząt.

Nie tak trudno się chronić

Dochodzenie w sprawie wspomnianego ogniska choroby wykazało np., że zakażeniom sprzyjały ugryzienia, zadrapania przez zwierzęta, a także takie zachowania, jak ich głaskanie czy wpuszczanie do łóżka. Nie stwierdzono wtedy przypadku przeniesienia choroby z człowieka na człowieka. Inaczej jest obecnie.

W opublikowanym 23 maja komunikacie Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli poinformowało, że w zidentyfikowanych ostatnio ogniskach dominują przypadki małpiej ospy wśród mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami (MSM). Czytamy w nim również, że występujące w niektórych przypadkach zmiany skórne, mogą sugerować/wskazywać na transmisję zakażenia drogą kontaktów seksualnych. Ponadto, istnieje potencjalne ryzyko przeniesienia wirusa z człowieka na zwierzę.

Wirus małpiej ospy przedostaje się bowiem przez uszkodzenia skóry, nawet niewielkie, układ oddechowy czy błony śluzowe. Od zwierząt, oprócz zadrapań, ugryzień czy dotykania, można się zakazić przygotowując ich mięso, kontakt z płynami fizjologicznymi czy materiałem pochodzącym ze zmienionych chorobowo miejsc na ciele.

Zakażenie może jednak następować także od zainfekowanych osób. Między ludźmi jednak wirus przenosi się głównie na dużych kroplach śliny, a to sugeruje, że potrzebna jest mała odległość. Możliwe jest też przeniesienie  zarazka przez kontakt z płynami ciała zainfekowanej osoby czy przedmiotami, z którymi chory miał styczność przez dłuższy czas, np. ubraniami czy pościelą. Zapobieganie zakażeniu obejmuje więc przede wszystkim unikanie kontaktu z niebezpiecznymi zwierzętami, zainfekowanymi ludźmi oraz przedmiotami, z którymi chorzy mieli styczność. Pomoże też odpowiednia higiena, w tym tak proste zabiegi jak dokładne mycie rąk czy ich dezynfekcja. Personel medyczny naturalnie musi stosować odpowiednie zabezpieczenia osobiste. Ryzykowne mogą się okazać kontakty seksualne z wieloma osobami.

Przebieg małpiej ospy

Od momentu zakażenia choroba rozwija się przez okres od 5 do 21 dni, najczęściej jednak w czasie od tygodnia do dwóch. Objawy są raczej wyraźne i przypominają te, które towarzyszą ospie prawdziwej, choć są mniej nasilone. Najpierw pojawia się gorączka, dreszcze, ból głowy, bóle mięśni i poczucie osłabienia. Małpia ospa powoduje opuchliznę węzłów chłonnych, co odróżnia ją od ospy prawdziwej. Później pojawia się wysypka, zwykle najpierw na twarzy. Tam się zwykle koncentruje, choć może objąć różne miejsca na ciele. Zmiany mogą być płaskie lub nieco wypukłe i wypełnione przezroczystym lub żółtym płynem. Potem zasychają i odpadają.

W większości przypadków objawy ustępują same. Choroba trwa zwykle od tygodnia do dwóch. W niektórych przypadkach dochodzi jednak do powikłań, takich jak infekcje skóry, zapalenie płuc, dezorientacja, groźne infekcje oczu. Najbardziej zagrożone komplikacjami są noworodki, dzieci i osoby z osłabioną odpornością. Choroba powoduje śmierć u kilku proc. zakażonych. W przypadku obecnego szczepu eksperci mówią raczej o 1 proc., czyli wielokrotnie mniej, niż przy ospie prawdziwej (tu śmiertelność wynosiła od 30 do nawet ponad 90 proc.!).

Medycyna nie jest bezradna wobec małpiej ospy

Według oceny ryzyka przedstawionego przez ECDC ryzyko zachorowania oraz ciężkiego przebiegu choroby dla ogółu społeczeństwa jest niskie.

W przypadku zauważenia opisanych wyżej objawów, oprócz kontaktu z lekarzem, ważna jest samoizolacja w celu ochrony innych. Jeśli natomiast chodzi o leczenie, w Unii Europejskiej dopuszczony lek o nazwie „tekowirymat” przeznaczony do leczenia ewentualnych zakażeń ospą prawdziwą, krowią i właśnie małpią. Nie ma jednak danych na temat jego skuteczności u ludzi – w badaniach na zwierzętach lek ten w statystycznie znaczącym stopniu poprawiał przeżywalność po podawaniu śmiertelnej dawki wirusa małpiej ospy. Wiadomo natomiast, że środek ten jest przez człowieka dobrze tolerowany.

Specjaliści uważają, że być może pewną skuteczność wykazywałyby też inne leki przeciwwirusowe czy przeciwciała przeciwko wirusowi krowianki. Danych jednak jest niewiele. Jak przypominają eksperci z WHO, istnieje jednak kilka szczepionek skierowanych przeciwko ospie prawdziwej, które także do pewnego stopnia będą chroniły przed małpią ospą.

Być może osoby zaszczepione przeciwko ospie prawdziwej, kiedy szczepienia te były obowiązkowe, będą miały pewną ochronę. Warto jednak pamiętać, że szczepienia te przerwano w latach 80. w związku z eradykacją tej groźnej choroby, a ich skuteczność wygasała po kilku latach.

Szczególną uwagę warto zwrócić natomiast na relatywnie nową szczepionkę przeciw ospie prawdziwej, w Unii Europejskiej zarejestrowaną pod nazwą ImvanexTM, a w USA – Jynneos. Jej zadanie to ochrona przed ospą prawdziwą, ale w USA wskazanie do jej użycia to także ochrona przed ospą małpią. Ocenę tej szczepionki prowadzi obecnie Europejska Agencja Leków.

Na koniec warto zaznaczyć, że choć eksperci i zajmujące się zdrowiem agencje takie jak WHO czy ECDC traktują wirusa i obecne przypadki jak najbardziej poważnie, to specjaliści podkreślają, że nie ma obecnie powodów do większych obaw, a  zagrożenie ze strony małpiej ospy dla ludzkiej populacji oceniają jako niskie.

Źródło informacji: PAP Zdrowie

W dziewięciu krajach Europy: Anglii, Niemczech, Szwajcarii, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, we Włoszech, Belgii i Francji, a także w USA, Kanadzie i Australii wykryte zostały przypadki małpiej ospy. Warto znać podstawowe fakty o tej chorobie.
Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że człowiek nie tak łatwo może się nią zarazić. Druga, że charakteryzuje się znacznie mniejszą śmiertelnością niż ospa prawdziwa, która została wyeliminowana w ubiegłym wieku.

Jak sugeruje nazwa, chorobę wywołuje wirus ospy małpiej (MPV) należący do rodzaju Orthopoxvirus – tej samej, do której przynależy zarazek ospy prawdziwej. Ogniska choroby po raz pierwszy naukowcy zaobserwowali pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku właśnie u małp, hodowanych na potrzeby badań laboratoryjnych. Dopiero w 1970 r., w Demokratycznej Republice Konga zanotowano pierwszy przypadek zakażenia człowieka, w latach wzmożonej walki z ospą prawdziwą.

Od tamtego czasu chorobę widziano u ludzi w różnych afrykańskich krajach. Zdarzały się też związane z podróżami zakażenia poza Afryką. Np. w listopadzie i lipcu ubiegłego roku potwierdzono dwa przypadki w USA. Wcześniej, w 2003 roku, także w USA pojawiło się ognisko choroby. Wówczas przyczyną był transport grupy zwierząt, w tym gryzoni, z Ghany. Część z nich była hodowana obok nieświszczuków (piesków preriowych), które po zakażeniu, ale zanim ujawniły się objawy, zostały sprzedane jako egzotyczne maskotki. To te zwierzątka przeniosły z kolei chorobę na ludzi. Powstrzymano ją m.in. z pomocą licznych testów diagnostycznych, szczepień przeciw ospie prawdziwej, edukacji pacjentów i służby zdrowia i hodowców oraz ograniczeniom odnośnie sprowadzania zwierząt.

Nie tak trudno się chronić

Dochodzenie w sprawie wspomnianego ogniska choroby wykazało np., że zakażeniom sprzyjały ugryzienia, zadrapania przez zwierzęta, a także takie zachowania, jak ich głaskanie czy wpuszczanie do łóżka. Nie stwierdzono wtedy przypadku przeniesienia choroby z człowieka na człowieka. Inaczej jest obecnie.

W opublikowanym 23 maja komunikacie Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli poinformowało, że w zidentyfikowanych ostatnio ogniskach dominują przypadki małpiej ospy wśród mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami (MSM). Czytamy w nim również, że występujące w niektórych przypadkach zmiany skórne, mogą sugerować/wskazywać na transmisję zakażenia drogą kontaktów seksualnych. Ponadto, istnieje potencjalne ryzyko przeniesienia wirusa z człowieka na zwierzę.

Wirus małpiej ospy przedostaje się bowiem przez uszkodzenia skóry, nawet niewielkie, układ oddechowy czy błony śluzowe. Od zwierząt, oprócz zadrapań, ugryzień czy dotykania, można się zakazić przygotowując ich mięso, kontakt z płynami fizjologicznymi czy materiałem pochodzącym ze zmienionych chorobowo miejsc na ciele.

Zakażenie może jednak następować także od zainfekowanych osób. Między ludźmi jednak wirus przenosi się głównie na dużych kroplach śliny, a to sugeruje, że potrzebna jest mała odległość. Możliwe jest też przeniesienie  zarazka przez kontakt z płynami ciała zainfekowanej osoby czy przedmiotami, z którymi chory miał styczność przez dłuższy czas, np. ubraniami czy pościelą. Zapobieganie zakażeniu obejmuje więc przede wszystkim unikanie kontaktu z niebezpiecznymi zwierzętami, zainfekowanymi ludźmi oraz przedmiotami, z którymi chorzy mieli styczność. Pomoże też odpowiednia higiena, w tym tak proste zabiegi jak dokładne mycie rąk czy ich dezynfekcja. Personel medyczny naturalnie musi stosować odpowiednie zabezpieczenia osobiste. Ryzykowne mogą się okazać kontakty seksualne z wieloma osobami.

Przebieg małpiej ospy

Od momentu zakażenia choroba rozwija się przez okres od 5 do 21 dni, najczęściej jednak w czasie od tygodnia do dwóch. Objawy są raczej wyraźne i przypominają te, które towarzyszą ospie prawdziwej, choć są mniej nasilone. Najpierw pojawia się gorączka, dreszcze, ból głowy, bóle mięśni i poczucie osłabienia. Małpia ospa powoduje opuchliznę węzłów chłonnych, co odróżnia ją od ospy prawdziwej. Później pojawia się wysypka, zwykle najpierw na twarzy. Tam się zwykle koncentruje, choć może objąć różne miejsca na ciele. Zmiany mogą być płaskie lub nieco wypukłe i wypełnione przezroczystym lub żółtym płynem. Potem zasychają i odpadają.

W większości przypadków objawy ustępują same. Choroba trwa zwykle od tygodnia do dwóch. W niektórych przypadkach dochodzi jednak do powikłań, takich jak infekcje skóry, zapalenie płuc, dezorientacja, groźne infekcje oczu. Najbardziej zagrożone komplikacjami są noworodki, dzieci i osoby z osłabioną odpornością. Choroba powoduje śmierć u kilku proc. zakażonych. W przypadku obecnego szczepu eksperci mówią raczej o 1 proc., czyli wielokrotnie mniej, niż przy ospie prawdziwej (tu śmiertelność wynosiła od 30 do nawet ponad 90 proc.!).

Medycyna nie jest bezradna wobec małpiej ospy

Według oceny ryzyka przedstawionego przez ECDC ryzyko zachorowania oraz ciężkiego przebiegu choroby dla ogółu społeczeństwa jest niskie.

W przypadku zauważenia opisanych wyżej objawów, oprócz kontaktu z lekarzem, ważna jest samoizolacja w celu ochrony innych. Jeśli natomiast chodzi o leczenie, w Unii Europejskiej dopuszczony lek o nazwie „tekowirymat” przeznaczony do leczenia ewentualnych zakażeń ospą prawdziwą, krowią i właśnie małpią. Nie ma jednak danych na temat jego skuteczności u ludzi – w badaniach na zwierzętach lek ten w statystycznie znaczącym stopniu poprawiał przeżywalność po podawaniu śmiertelnej dawki wirusa małpiej ospy. Wiadomo natomiast, że środek ten jest przez człowieka dobrze tolerowany.

Specjaliści uważają, że być może pewną skuteczność wykazywałyby też inne leki przeciwwirusowe czy przeciwciała przeciwko wirusowi krowianki. Danych jednak jest niewiele. Jak przypominają eksperci z WHO, istnieje jednak kilka szczepionek skierowanych przeciwko ospie prawdziwej, które także do pewnego stopnia będą chroniły przed małpią ospą.

Być może osoby zaszczepione przeciwko ospie prawdziwej, kiedy szczepienia te były obowiązkowe, będą miały pewną ochronę. Warto jednak pamiętać, że szczepienia te przerwano w latach 80. w związku z eradykacją tej groźnej choroby, a ich skuteczność wygasała po kilku latach.

Szczególną uwagę warto zwrócić natomiast na relatywnie nową szczepionkę przeciw ospie prawdziwej, w Unii Europejskiej zarejestrowaną pod nazwą ImvanexTM, a w USA – Jynneos. Jej zadanie to ochrona przed ospą prawdziwą, ale w USA wskazanie do jej użycia to także ochrona przed ospą małpią. Ocenę tej szczepionki prowadzi obecnie Europejska Agencja Leków.

Na koniec warto zaznaczyć, że choć eksperci i zajmujące się zdrowiem agencje takie jak WHO czy ECDC traktują wirusa i obecne przypadki jak najbardziej poważnie, to specjaliści podkreślają, że nie ma obecnie powodów do większych obaw, a  zagrożenie ze strony małpiej ospy dla ludzkiej populacji oceniają jako niskie.

Źródło informacji: PAP Zdrowie