Medicalpress

Stan psychiczny kobiety, a przede wszystkim poziom lęku, może mieć większe znaczenie dla jej poczucia gotowości do opieki nad noworodkiem niż ból czy fizjologiczne zmiany po porodzie – wynika z badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Badacze wskazują, że indywidualna ocena gotowości młodej mamy może pomóc lepiej dostosować opiekę i wsparcie w pierwszych dobach po porodzie.

Pierwsze dni po porodzie to czas ogromnych zmian – nie tylko fizycznych, ale również emocjonalnych. Choć w szpitalach standardem jest model rooming-in, w którym matka i noworodek pozostają razem przez całą dobę, nie każda kobieta już od pierwszych godzin czuje się gotowa do samodzielnej opieki nad dzieckiem.

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu postanowili sprawdzić, od czego zależy to poczucie gotowości. Wyniki opublikowane w „Journal of Clinical Medicine” pokazują, że większe znaczenie niż ból czy fizjologiczne zmiany po porodzie mają czynniki psychologiczne – przede wszystkim poziom lęku, a także zdolność radzenia sobie z trudnymi emocjami.

Gotowość to coś więcej niż umiejętności

W badaniu uczestniczyło 200 kobiet przebywających na oddziale położniczym 48–72 godziny po porodzie. Badacze oceniali ich deklarowaną gotowość do opieki nad noworodkiem w ciągu dnia i w nocy oraz gotowość do karmienia piersią. Analizowali także związek gotowości z poziomem bólu, lęku, nastroju, wsparcia społecznego, elastyczności psychologicznej oraz zmian parametrów krwi po porodzie.

Okazało się, że gotowość do opieki nad dzieckiem nie jest prostą konsekwencją dobrego stanu fizycznego ani posiadanego doświadczenia rodzicielskiego. To raczej subiektywne przekonanie kobiety o tym, czy w danym momencie ma wystarczające siły i zasoby, aby samodzielnie zająć się noworodkiem.

– Gotowość do opieki nad noworodkiem nie jest oceną kompetencji matki. To jej własne poczucie, czy w danym momencie – biorąc pod uwagę swój stan psychofizyczny – czuje się na siłach, aby samodzielnie zajmować się dzieckiem – wyjaśnia dr Anna Prokopowicz, kierownik Zakładu Podstaw Położnictwa.

Największe znaczenie miał lęk

Analiza wykazała, że kobiety odczuwające większy lęk w drugiej dobie po porodzie znacznie niżej oceniały swoją gotowość zarówno do samodzielnej opieki nad noworodkiem, jak i do karmienia piersią. Istotna okazała się również tzw. elastyczność psychologiczna, czyli zdolność adekwatnego działania w warunkach psychiczofizycznego dyskomfortu. Z kolei ból po porodzie oraz fizjologiczne obniżenie stężenia hemoglobiny miały zdecydowanie mniejsze znaczenie.

– Najważniejszym wnioskiem z naszego badania jest to, że o gotowości kobiety do opieki nad noworodkiem w większym stopniu decyduje jej stan psychiczny niż czynniki czysto fizyczne. Lęk okazał się znacznie silniejszym czynnikiem niż ból czy fizjologiczne zmiany po porodzie, dlatego warto poświęcać więcej uwagi dobrostanowi emocjonalnemu młodych mam – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz, dziekan Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW.

Karmienie piersią i opieka nad dzieckiem to nie to samo

Badanie potwierdziło, że kobiety deklarujące większą gotowość do karmienia piersią zazwyczaj czuły się również bardziej gotowe do opieki nad noworodkiem. Nie oznacza to jednak, że oba zjawiska są tożsame.

Autorzy zwracają uwagę, że część kobiet jest bardzo zmotywowana do karmienia piersią, ale jednocześnie nie czuje się gotowa do całodobowej opieki nad dzieckiem. Wyniki podważają więc powszechne założenie, że gotowość do karmienia automatycznie oznacza gotowość do samodzielnej opieki.

– Nasze wyniki pokazują, że gotowość do samodzielnej opieki nad noworodkiem może znacząco różnić się między kobietami już w drugiej dobie po porodzie. Z praktycznego punktu widzenia oznacza to, że nie warto opierać się wyłącznie na założeniu, iż sam fakt urodzenia dziecka oznacza gotowość do całodobowej opieki. Indywidualna ocena gotowości może stanowić prosty punkt wyjścia do rozmowy o potrzebnym wsparciu i umożliwić lepsze dostosowanie opieki do aktualnych możliwości matki – mówi dr Anna Prokopowicz.

Czas na bardziej indywidualną opiekę

Zdaniem autorek badania wyniki mogą mieć praktyczne znaczenie dla organizacji opieki poporodowej. Krótka ocena poziomu lęku lub poczucia gotowości mogłaby pomóc personelowi szybciej zidentyfikować kobiety potrzebujące dodatkowego wsparcia – zwłaszcza w pierwszych dobach po porodzie, kiedy zmęczenie i obciążenie emocjonalne są największe.

Szczególnie istotne może być dostosowanie pomocy do pory dnia. Chociaż gotowość do opieki dziennej i nocnej była silnie ze sobą powiązana, rozkład odpowiedzi sugerował, że najwyższe poziomy gotowości częściej deklarowano w odniesieniu do opieki dziennej niż nocnej. Oznacza to, że to właśnie noc może być momentem największego obciążenia i największego zapotrzebowania na wsparcie.

– Model rooming-in jest bardzo wartościowy, ale nie powinien zakładać, że każda kobieta od pierwszych godzin po porodzie dysponuje takimi samymi zasobami. Krótka ocena gotowości do opieki mogłaby pomóc wcześniej rozpoznać pacjentki potrzebujące dodatkowego wsparcia i lepiej dostosować opiekę do ich potrzeb – podsumowuje prof. Izabella Uchmanowicz.

Materiał powstał na podstawie publikacji: Maternal Readiness for Newborn Self-Care in the Early Postpartum Period: Associations with Maternal Psychophysical State and Declared Breastfeeding Readiness, Anna Prokopowicz, Kinga Tułacz, Kamila Drobina, Łukasz Lewandowski, Izabella Uchmanowicz

Źródło: mat. pras.

Niemal połowa Polek deklaruje, że w czasie ciąży lub po porodzie spotkała się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi swojego wyglądu. Najczęściej uwagi pochodzą od członków rodziny i partnerów, ale część kobiet doświadcza ich także ze strony personelu medycznego. Eksperci ostrzegają, że presja związana z wyglądem może negatywnie wpływać na samoocenę, zwiększać poziom stresu i sprzyjać rozwojowi zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej.

Kobiety, które doświadczyły krytyki, zapytano też o jej charakter. Najczęściej (w niemal 48% przypadków) były to komentarze dotyczące wagi lub rozmiaru ciała. Co trzecia ankietowana słyszała sugestie, że powinna szybciej schudnąć po ciąży (33,3%). Niemal tak samo często pojawiały się porównania do innych kobiet: „ona tak szybko wróciła do formy” (31,6%) i uwagi o wyglądzie skóry, czyli rozstępach i cellulicie (31,6%). Co czwarta kobieta odczuła presję dotyczącą szybszego powrotu do aktywności fizycznej (28,4%), co piąta komentarze na temat ubierania się (23,6%), a co szósta uwagi dotyczące wyglądu piersi (17,8%).

– Wyniki przedstawionego badania wskazują, że aż 45% kobiet doświadczyło krytycznych komentarzy dotyczących swojego wyglądu w czasie ciąży lub po porodzie. Jest to wynik niepokojący, ponieważ literatura psychologiczna jednoznacznie wskazuje, że negatywne komunikaty dotyczące wyglądu mogą obniżać samoocenę, nasilać niezadowolenie z własnego ciała, zwiększać poziom stresu oraz stanowić czynnik ryzyka wystąpienia zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej – mówi Jan Gosztyła, psycholog i psychoterapeuta z Akademickiego Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.

Krytyka a samoocena

Co czwarta kobieta biorąca udział w badaniu opinii SW Research (czyli 25,4%) przyznała, że w pełni akceptowała zmiany w ciele jako naturalny element macierzyństwa. Niemal połowa (49,6%) akceptowała je częściowo: niektóre zmiany przyjmowała z większą łatwością, inne były trudniejsze do zaakceptowania. Dla 16,8% zmiany ciała były trudnym przeżyciem, a 8,2% przyznało, że jej stosunek do własnego ciała zmieniał się z czasem, raz było lepiej, a raz gorzej. Oznacza to, że trzy czwarte kobiet zmagało się z jakimś poziomem braku akceptacji własnego ciała w jednym z najbardziej wyjątkowych momentów swojego życia.

–  Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się z innymi jest wpisane w ludzką naturę. Problem pojawia się wtedy, gdy porównania stają się miarą własnej wartości. „Ona już wróciła do formy”, „udało jej się schudnąć”, „kiedy ona ma czas i siłę ćwiczyć?” – takie komunikaty tworzą fałszywe wzorce, do których kobiety zaczynają się odnosić. Tymczasem każde ciało jest inne, każda ciąża przebiega inaczej, a każda kobieta potrzebuje własnego czasu na regenerację i adaptację do nowej roli. Jako społeczeństwo wciąż zbyt często oceniamy to, co widać na zewnątrz, zamiast docenić to, czego nie widać: wysiłek, proces regeneracji oraz ogrom pracy, jaką organizm kobiety wykonuje po porodzie. Powrót do formy jest sprawą głęboko indywidualną. Nikt z zewnątrz nie powinien wyznaczać jego tempa, a kobiety nie powinny czuć presji wynikającej z porównywania się z innymi – mówi Grzegorz Mikucki, socjolog.

Wspierający partner robi różnicę

Nieco mniej niż połowa kobiet biorących udział w badaniu SW Research (47,6%) oceniła, że partner w pełni akceptował zmiany jej ciała i że czuła się przy nim akceptowana i bezpieczna. Co czwarta (24,8%) przyznała, że raczej tak, choć zdarzały się sytuacje, które bolały. Co piąta (18%) stwierdziła, że partner był obojętny, a temat ciała w ogóle nie był między nimi poruszany. Dla 7,2% jego reakcje były trudne lub raniące.

Jak zauważa Beata Bożek z Hydrex Diagnostics, firmy, która od lat produkuje testy diagnostyczne, w tym testy ciążowe Pink, a niedawno wprowadziła do oferty kosmetyki dla kobiet w ciąży Pink Mama: „Kobiety, które czują się krytykowane za wygląd po porodzie, znacznie rzadziej szukają pomocy medycznej, rzadziej korzystają z fizjoterapii uroginekologicznej i rzadziej rozmawiają z partnerem o swoich potrzebach. Dlatego edukacja w tym obszarze jest tak ważna, i to nie tylko edukacja kobiet, ale też ich otoczenia: partnerów, rodziców, przyjaciół i specjalistów medycznych. Z tego powodu prowadzimy kampanię edukacyjną poświęconą akceptacji ciała w ciąży i po ciąży. Właśnie ukazał się raport z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marek Pink Mama i Pink, który wzbogaciliśmy komentarzami eksperckimi m.in. ginekolożki, urolożki, fizjoterapeutki, kosmetolożki, czy położnej.”

Źródło: inf pras

Stwardnienie rozsiane (SM) najczęściej rozpoznawane jest między 20. a 40. rokiem życia – czyli w okresie, w którym wiele kobiet podejmuje decyzję o macierzyństwie. Jeszcze niedawno diagnoza tej choroby oznaczała dla wielu pacjentek konieczność rezygnacji z planów macierzyńskich. Dziś, dzięki dynamicznemu rozwojowi neurologii i dostępowi do wysoko skutecznych terapii, sytuacja ta zmieniła się diametralnie. Kobiety z SM mogą prowadzić aktywne życie, realizować swoje ambicje oraz bezpiecznie zostać mamami. Eksperci podkreślają, że SM nie jest przeciwwskazaniem ani do zajścia w ciążę, ani do karmienia piersią, a odpowiednio prowadzone leczenie pozwala bezpiecznie przejść przez cały proces – od planowania ciąży po okres poporodowy. To temat, o którym warto mówić głośno i przełamywać stereotypy, a szczególną okazją, aby przypomnieć, że stwardnienie rozsiane nie przekreśla marzeń o macierzyństwie jest Dzień Matki.
Z dostępnych danych naukowych wynika jednoznacznie, że stwardnienie rozsiane nie wpływa negatywnie na biologiczną płodność kobiet. Co istotne, choroba ta nie jest chorobą dziedziczną, a dzieci osób chorujących na SM nie mają automatycznie zwiększonego ryzyka zachorowania. Warunkiem bezpiecznego macierzyństwa jest dobre zaplanowanie ciąży oraz ścisła współpraca pacjentki z neurologiem i ginekologiem-położnikiem. Właściwe przygotowanie i prowadzenie ciąży pozwala ograniczyć ryzyko rzutów choroby i innych powikłań zdrowotnych.

Dobre planowanie to podstawa

„Planowanie ciąży przy stwardnieniu rozsianym powinno być świadome i przemyślane. Bardzo ważne jest ustabilizowanie choroby przed ciążą. Oznacza to, że nie należy planować ciąży w okresie aktywnej choroby – gdy występują częste rzuty, progresja objawów lub aktywne zmiany w rezonansie magnetycznym. Przed ciążą wskazane jest wyciszenie SM, co można osiągnąć dzięki skutecznemu leczeniu immunomodulującemu. Najlepiej, aby okres stabilizacji choroby trwał przez około dwa lata poprzedzające poczęcie. Wówczas ciąża jest w pełni bezpieczna” – mówi dr n. med. Katarzyna Kurowska z II Kliniki Neurologicznej oraz Poradni Specjalistycznej Przyklinicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

W praktyce oznacza to konieczność indywidualnego doboru terapii modyfikującej przebieg SM z uwzględnieniem planów macierzyńskich pacjentki. Leki wysoko aktywne, bardzo skuteczne w hamowaniu progresji SM (np. przeciwciała monoklonalne) wymagają odstawienia na kilka miesięcy przed poczęciem. Ten okres, zwany „washout”, ma na celu całkowite usunięcie leku z organizmu, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa ciąży i rozwijającego się płodu. Długość tego okresu zależy od konkretnego leku i jego właściwości. Warto jednak podkreślić, że przy leczeniu dawkowanym raz na kilka miesięcy, kobieta przez cały ten czas jest chroniona przed rzutami i postępem SM, nawet wtedy, gdy lek nie jest już aktywnie przyjmowany. Dzieje się tak, ponieważ niektóre leki wywołują długotrwały efekt w organizmie, zapewniając ciągłą ochronę, mimo że ostatnia dawka została przyjęta wiele miesięcy wcześniej.

Ciąża działa ochronnie

„Ciekawym zjawiskiem obserwowanym u pacjentek z SM jest korzystny wpływ ciąży na przebieg choroby. Zmiany immunologiczne zachodzące w organizmie kobiety sprzyjają jej naturalnemu wyciszeniu, co przekłada się na zmniejszenie liczby rzutów, szczególnie w drugim i trzecim trymestrze. Jednak okres poporodowy – zwłaszcza pierwsze trzy miesiące po porodzie – wiąże się ze zwiększonym ryzykiem nawrotu choroby. Ale dobrą wiadomością jest to, że już sam fakt leczenia SM przed ciążą zmniejsza ryzyko pogorszenia stanu neurologicznego w ciąży i po porodzie o około 45%. Natomiast ryzyko powikłań ciążowych, depresji poporodowej oraz masa urodzeniowa dzieci mam z SM są podobne jak w populacji ogólnej” – wyjaśnia dr n. med. Katarzyna Kurowska.

Warto zaznaczyć, że stwardnienie rozsiane nie jest wskazaniem do cesarskiego cięcia. Decyzja o sposobie rozwiązania ciąży powinna opierać się wyłącznie na wskazaniach położniczych, a pacjentki z SM mogą korzystać z pełnego zakresu metod łagodzenia bólu porodowego – zarówno znieczulenia zewnątrzoponowego, podpajęczynówkowego, jak i ogólnego – bez zwiększonego ryzyka rzutu choroby.

Karmienie piersią i powrót do leczenia

Karmienie piersią jest rekomendowane u wszystkich mam, również u kobiet z SM, a wiele z leków może być bezpiecznie stosowanych w tym okresie. „Karmienie piersią jest oczywiście najlepszą opcją dla dziecka, ale ma też wiele pozytywnych skutków zdrowotnych dla kobiety – zmniejsza ryzyko depresji poporodowej, a w dłuższej perspektywie czasowej zmniejsza ryzyko nowotworu sutka i osteoporozy. A dla mam z SM ważne jest to, że zmniejsza ryzyko rzutu choroby w okresie poporodowym nawet o jedną trzecią” – podkreśla ekspertka.

Istotnym elementem opieki nad pacjentką jest także odpowiednio zaplanowany powrót do leczenia modyfikującego przebieg SM. W przypadku terapii wysoko skutecznych możliwe jest ich wznowienie już w ciągu kilku-kilkunastu dni po porodzie, w zależności od konkretnego leku oraz indywidualnej sytuacji klinicznej.

Ważne wsparcie i edukacja

Macierzyństwo w przebiegu choroby przewlekłej to nie tylko wyzwania medyczne, ale także psychologiczne i społeczne. Dlatego eksperci podkreślają rolę wsparcia psychologicznego oraz dostępu do rzetelnej wiedzy. Rozmowy ze specjalistą pomagają zmniejszyć lęk, radzić sobie z emocjami i podejmować świadome decyzje. Warto również korzystać z wiedzy i doświadczeń innych osób. Organizacje pacjentów i grupy wsparcia oferują nie tylko wiele cennych informacji, ale też możliwość rozmowy z innymi kobietami z SM, które zostały mamami. Warto uważać jednak na niesprawdzone informacje dostępne w Internecie, a swoją wiedzę opierać na rzetelnych źródłach i na zaleceniach lekarzy. Wiarygodne informacje na temat rodzicielstwa w SM można znaleźć w materiałach przygotowanych w ramach kampanii edukacyjnej NEUROzmobilizowani.

Na stronie www kampanii dostępny jest cykl krótkich materiałów wideo z udziałem dr n. med. Katarzyny Kurowskiej, omawiających najważniejsze aspekty planowania ciąży, porodu i opieki nad dzieckiem.

Źródło: inf pras

 
 
Czasem jedno słowo wystarczy, by opisać sens wielu lat starań, trudnych decyzji i emocjonalnych wzlotów i upadków. Dla Patrycji tym słowem było „mama”. Jej historia to nie tylko opowieść o determinacji i sile, ale także dowód na to, jak ogromną rolę w leczeniu niepłodności odgrywa dziś nowoczesna medycyna. W Światowy Dzień In Vitro przypominamy, że dla setek tysięcy par w Polsce to właśnie ta metoda jest jedyną szansą na upragnione rodzicielstwo.
Patrycja zawsze marzyła o tym, by usłyszeć to jedno, najważniejsze słowo: „mama”. Choć lata starań nie przyniosły cudu – nie poddawała się. Jej historia to przejmująca opowieść o determinacji – i o tym, jak dzięki osiągnięciom medycyny można spełniać marzenia. Mała Wandzia, podobnie jak dziesiątki tysięcy dzieci w Polsce, przyszła na świat dzięki leczeniu metodą in vitro. Światowy Dzień In Vitro, obchodzony 2 czerwca, to moment, by głośno mówić o szansie, którą ta metoda daje osobom zmagającym się z niepłodnością. W Polsce to nawet 1,5 miliona par. Dla wielu z nich in vitro to jedyna droga do rodzicielstwa.

Pragnienie bycia mamą, tak naturalne i bliskie wielu kobietom, towarzyszyło Patrycji od zawsze. Przez ponad dekadę dążyła do tego, aby stało się rzeczywistością.

Rodzicielstwo to największe marzenie tysięcy par. Coraz częściej na ich drodze pojawiają się przeszkody zdrowotne. Na szczęście współczesna medycyna pozwala je skutecznie diagnozować i leczyć. Historia pani Patrycji i jej rodziny pokazuje, że nawet po wielu latach, mimo ogromnego obciążenia emocjonalnego związanego z tak długim okresem starań, marzenie o dziecku może się spełnić – mówi lek. Piotr Lachowski, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności Invimed we Wrocławiu, lekarz prowadzący pacjentki.

To historia pełna nadziei, łez, niepewności i determinacji. Patrycja i jej mąż marzyli, by ich rodzina powiększyła się – lecz, pomimo starań, kolejne lata mijały bez upragnionego dziecka. Gdy naturalne metody zawiodły, rozpoczęli specjalistyczne leczenie. Przechodzili pogłębioną diagnostykę, kolejne procedury medyczne. Mimo wielu prób upragniona ciąża nie nadchodziła. Okazało się, że Patrycja mierzy się z endometriozą i insulinoopornością, a dodatkowo w wyniku powikłań po jednym z badań straciła zdrowy jajnik.

Nasze starania o dziecko trwały 11 lat. W czterech klinikach leczenia niepłodności odbyliśmy 6 procedur in vitro i 11 transferów zarodków – mówi Patrycja – Za tymi liczbami kryją się ogromne emocje: kolejne tygodnie i miesiące przynosiły nowe nadzieje, ale i chwile zwątpienia. Każda nieudana próba była ciosem, za którym szły trudne przeżycia, a pytania pozostawały bez odpowiedzi.

Czy ze mną coś nie tak?”, „Czy kiedyś się uda?”, „Czy zostaniemy rodzicami?” – te wątpliwości towarzyszyły im na co dzień, a miesiące zmieniały się w lata. Patrycja i jej mąż żyli w cyklach nadziei i rozczarowań. Przeżywali trudne momenty – łzy, bezradność, zmęczenie. Ale nigdy się nie poddali.

Wiele razy słyszałam, że „wystarczy odpuścić, a ciąża sama się pojawi”. Dla wielu kobiet zmagających się z niepłodnością to zdanie brzmi jak policzek. Bo jak odpuścić, kiedy pragnienie macierzyństwa wypełnia każdą myśl? – mówi Patrycja.

Przełom wydarzył się w 2024 roku. Patrycja i jej mąż dojrzewali do decyzji o poddaniu się po raz kolejny zapłodnieniu in vitro, które dla wielu par jest jedyną szansą na rodzicielstwo. Znaleźli klinikę leczenia niepłodności Invimed i tam zostali objęci ogólnopolskim refundowanym programem wsparcia in vitro. Poznali lekarza, przy którym poczuli się spokojnie i bezpiecznie.

Doktor wyczerpująco odpowiedział na wszystkie nasze pytania. Był konkretny i rzeczowy, uważnie nas słuchał. Od początku czuliśmy się zaopiekowani. Jasno przedstawił nam plan leczenia, szczegółowo omówił z nami każdy krok dbając o to, abyśmy wszystko dobrze zrozumieli – opowiada Patrycja.

I wtedy stało się coś, na co czekali od lat.

Po 11 latach starań usłyszałam upragnione słowa: jest Pani w ciąży – opowiada Patrycja – Szok, niedowierzanie, łzy – nie tylko radości, ale też strachu, by to marzenie nie zniknęło.

Moment potwierdzenia ciąży to najpiękniejsza chwila w naszej pracy. Bywa tak wzruszający, że emocje dosłownie ściskają gardło – mówi lek. Piotr Lachowski.

Dla Patrycji ciąża była spełnieniem marzeń, ale też ogromnym wyzwaniem – szczególnie po długim czasie starań, oczekiwań i niepewności. Przyznaje, że radość mieszała się z lękiem. Każdy, nawet najdrobniejszy objaw, odczytywała jako potencjalne zagrożenie, co prowadziło do wyczerpującego emocjonalnie sprawdzania informacji w internecie. W końcu postawiła sobie jasną granicę – i zdecydowała się jej trzymać.

Ciąża po in vitro różni się od tej poczętej spontanicznie przede wszystkim tym, że pacjentki mają za sobą często długą i trudną drogę. Ich wcześniejsze doświadczenia, związane z problemami z zajściem w ciążę, bywają źródłem traum. Ten bagaż emocjonalny potrafi obciążyć ciążę od samego początku. Z fizjologicznego punktu widzenia taka ciąża przebiega podobnie jak spontaniczna, choć zazwyczaj wymaga dodatkowego wsparcia hormonalnego – dodaje lekarz.

11 kwietnia 2025 roku to był piątek. Niebo nad Dolnym Śląskiem, gdzie mieszka rodzina, było lekko zachmurzone, a temperatura niezbyt wysoka. Ale dla tych dwojga ludzi to był najcieplejszy i najbardziej słoneczny dzień w ich życiu. Wówczas na świecie pojawiła się ich wyczekiwana córeczka. Dziś Patrycja z dumą mówi: – Zostałam mamą dzięki in vitro. Jestem wdzięczna medycynie, lekarzom, wsparciu najbliższych i swojej własnej sile, że wytrwałam.

– Dzięki postępom współczesnej medycyny, metoda in vitro daje milionom ludzi na całym świecie realną szansę na rodzicielstwo – nawet po wielu latach bezskutecznych starań – podkreśla lek. Piotr Lachowski. – Dla wielu par to często jedyna nadzieja, dlatego dostęp do nowoczesnych metod leczenia niepłodności jest kluczowy.

– Dziś patrzę na Nią. Oddycham z ulgą. I płaczę – z wdzięczności. Bo wiem, że ta droga – choć brutalnie trudna – nie była bez sensu. Wiem, że każda łza, każda walka, każdy transfer i każdy moment zwątpienia zaprowadziły mnie właśnie tutaj. Do Niej. Z całego serca dziękuję doktorowi Piotrowi Lachowskiemu i zespołowi kliniki za ogromne serce, za mądrość i wiedzę – napisała Patrycja po urodzeniu Wandzi.

Dziś Patrycja apeluje: każda kobieta powinna mieć prawo i szansę aby zostać mamą. Ona sama chce pomagać innym i tworzyć społeczność wsparcia dla kobiet przechodzących przez podobne doświadczenia. O swojej drodze do macierzyństwa, w tym o radzeniu sobie z trudnymi emocjami, mówi w wideo https://www.youtube.com/watch?v=5GK5UIbisw4 oraz na swoim profilu IQ Płodności na Instagramie. A jej obserwatorki komentują: „Dziękuję, że mówisz to głośno”, „Nie czuję się już sama”, „Twoja historia daje mi siłę”.

A wdrożony 1 czerwca 2024 Rządowy program leczenia niepłodności metodą in vitro na lata 2024–2028 to kompleksowe wsparcie dla par pragnących zostać rodzicami.

 
O ekspercie:
Lek. Piotr Lachowski specjalista ginekolog-położnik, lekarz z 20.-letnim doświadczeniem. Absolwent Akademii Medycznej we Wrocławiu, Wydziału Lekarskiego, posiada I i II stopień specjalizacji z położnictwa i ginekologii. Związany z kliniką leczenia niepłodności Invimed od 12 lat.
 
O klinikach leczenia niepłodności Invimed
Invimed to sieć klinik leczenia niepłodności, obecna na rynku od 24 lat. Dziś Invimed to 6 specjalistycznych placówek w: Warszawie (2 kliniki), Wrocławiu, Poznaniu, Gdyni i Katowicach. Wszystkie kliniki Invimed realizują rządowy program refundacji in vitro. 
 
Okazuje się, że 88% Polek doświadcza trudności z karmieniem piersią[1] i m.in. z tego powodu karmi piersią krócej niż planowało jeszcze w czasie ciąży. Bolesność piersi, brak pokarmu czy obawa, że dziecko się nie najada – to jedne z najczęstszych przyczyn wcześniejszego „odstawienia” malucha od piersi. Przeszkodą stają się też mity o restrykcyjnych wymaganiach wobec kobiet w okresie laktacji, dotyczące m.in. diety. Podczas Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, ustanowionego przez Światowe Porozumienie na rzecz Działań związanych z Karmieniem Piersią (WABA) ponad trzy dekady temu, wspólnie z ekspertkami – położną oraz dietetyczką – pokazujemy, jak poradzić sobie z trudnościami w okresie laktacji.
Wyjątkowa i pełna kompozycja składników odżywczych, wpływająca pozytywnie na układ odpornościowy dziecka i jego rozwój – tak w kilku słowach można opisać mleko mamy, które jest najlepszym pokarmem dla niemowlęcia. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia dziecko powinno być karmione wyłącznie piersią do szóstego miesiąca życia – to tzw. złoty standard. Karmić piersią można nawet do drugiego roku życia lub dłużej[2] – tak długo jak zechce tego mama i dziecko. Nie zawsze jednak się to udaje. Dlaczego?
 
Czy karmienie piersią to kwestia intuicji?
Wiele kobiet nie wierzy, że jest w stanie samodzielnie wykarmić swoje dziecko. Wydaje im się, że mają za mało pokarmu, żeby ich pociecha się najadała, lub nie mają go wcale[3]. Świeżo upieczone mamy często są przy tym niepewne i obawiają się o swoje maleństwo. Kobiety odczuwają też niedogodności fizjologiczne, jak np. ból brodawek i ich urazy, przepełnienie piersi czy trudności z przystawianiem niemowlęcia do piersi[4].

 Najwięcej stresu związanego z karmieniem piersią mamy doświadczają w pierwszych tygodniach po porodzie i karmienie malucha piersią nie zawsze przychodzi im z łatwością. Przeważnie te pierwsze trudności mijają stopniowo – wraz z nabywaniem doświadczenia. Kobiety często słyszą jednak, że karmienie piersią to kwestia intuicyjna. Nie jest to prawdą! Jeśli kobieta ma jakiekolwiek wątpliwości lub obawy związane z karmieniem malucha, najlepszym rozwiązaniem jest zasięgnięcie porady fachowca – położnej, doradcy laktacyjnego lub lekarza – mówi Kinga Kańduła, położna rodzinna, edukatorka ds. laktacji.  Z doświadczenia wiem, że wiele zależy od sposobu przystawiania dziecka do piersi. Nieprawidłowa technika przystawiania dziecka do piersi to jedna z przyczyn bolesności brodawek, która może też prowadzić do ich urazów, a którą często zgłaszają kobiety. Tej techniki też trzeba się nauczyć – tak jak wielu innych kwestii. Kobiety często obawiają się też, że mają za mało mleka, żeby odpowiednio odżywić dziecko. Tymczasem jedynie znikomy odsetek mam naprawdę nie jest w stanie wytworzyć dostatecznej ilości pokarmu. W kwestii karmienia mamy mają wiele wątpliwości i moglibyśmy je tutaj po kolei wymieniać. Najistotniejsze jest jednak to, że nie warto się poddawać po początkowych niepowodzeniach – dodaje położna.
 
Dieta eliminacyjna przechodzi do lamusa
Dieta eliminacyjna w kontekście kobiet karmiących piersią wciąż pojawia się w przestrzeni publicznej, wzbudzając niepokój świeżo upieczonych mam. Słyszą na przykład, że powinny unikać produktów potencjalnie alergizujących, jak mleko, jaja, ryby, orzechy, a ich dieta powinna być pełna wyrzeczeń. Tymczasem wyniki badań naukowych pokazują, że nie ma uzasadnienia do stosowania przez kobietę karmiącą diet eliminacyjnych bez określonych wskazań lekarskich[5]. Co więcej, czas laktacji to wysiłek dla organizmu kobiety – zapotrzebowanie energetyczne wzrasta średnio o 500 kcal/dobę (w zależności np. od masy ciała, wieku czy aktywności fizycznej)[6] – i dlatego warto wówczas zadbać o odpowiednią, pełnowartościową dietę.

 Dieta mamy karmiącej powinna być zbilansowana, pełnowartościowa i urozmaicona. Tylko co to znaczy w praktyce? – zapyta niejedna mama. Nie powinnyśmy „na wszelki wypadek” eliminować z diety poszczególnych grup produktów, np. produktów mlecznych, jaj, orzechów, produktów zawierających gluten czy ryb, które są uznawane za alergizujące. To również one dostarczają organizmowi mamy niezbędnych składników odżywczych. Eliminacja z diety tych produktów nie zmniejsza ryzyka alergii u dziecka, a może przyczyniać się do niedoborów niektórych składników odżywczych u mamy. Kolejny ważny punkt to skomponowanie diety na bazie pięciu lub sześciu posiłków składających się z produktów niskoprzetworzonych. Nie można też zapominać o nawodnieniu organizmu – przynajmniej 2 litry wody to podstawa. Ważnym elementem bilansowania diety jest także suplementacja między innymi kwasem foliowym, DHA czy witaminą D. Mleko matki dostosowuje się do potrzeb dziecka i jego skład w niewielkim stopniu zależy od diety mamy. Drogie Mamy, pamiętajcie, że zdrowa i dobrze czująca się mama, to szczęśliwe dziecko – radzi Karolina Łukaszewicz-Marszał, dietetyczka i ekspertka programu edukacyjnego Fundacji Nutricia „1000 pierwszych dni dla zdrowia”.
 
Mama w zgodzie ze sobą
Mimo że mamy pragną cieszyć się czasem z noworodkiem, to często doświadczają trudności, w tym zaburzeń nastroju, tzw. baby bluesa – szacuje się, że dotyczy on 40‑80% kobiet w okresie okołoporodowym[7].
 Bądźmy wobec siebie wyrozumiałe, nie obwiniajmy się, jeśli na naszej „mlecznej drodze” napotykamy trudności. Konsultujmy się ze specjalistami, jeśli tylko mamy taką możliwość. Sposobem na okresowe wsparcie laktacji może też być karmienie mieszane, czyli jednoczesne karmienie piersią i butelką z mlekiem modyfikowanym wybranym przy wsparciu pediatry lub z odciągniętym mlekiem mamy. Może być stosowane np. wtedy, kiedy mama ma zbyt mało pokarmu, a próby pobudzenia laktacji nie dają oczekiwanych rezultatów. To zdecydowanie lepszy wybór niż całkowita rezygnacja z podawania maluchowi mleka mamy – podsumowuje Karolina Łukaszewicz-Marszał.
 
Przykładowe przepisy dla mam w czasie laktacji – to wcale nie jest trudne!
MAKARON Z ŁOSOSIEM W SOSIE JOGURTOWYM Z MIĘTĄ
Czas przygotowania: 30 min
Wartość odżywcza jednej porcji 480 g: Białko: 40 g; Tłuszcze: 23 g; Węglowodany: 84 g; Błonnik: 4 g
Wartość energetyczna jednej porcji: 840 kcal
SKŁADNIKI NA TRZY PORCJE:
  • 3 szklanki suchego makaronu pełnoziarnistego (300 g)
  • 1 średnia cukinia (200 g)
  • 1 kawałek łososia dobrej jakości(350 g)
  • 1 cebula (80 g)
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka oliwy z oliwek (10 g)
  • 2 kubki jogurtu naturalnego typu greckiego (300 ml)
  • pieprz ziołowy, pieprz czarny, sól, świeża mięta
Na rozgrzaną patelnię wlać 1 łyżkę oliwy. Cebulę obrać i pokroić w kosteczkę, a następnie zeszklić na patelni. Dodać obrany i wyciśnięty w prasce czosnek. Cukinię umyć, odkroić oba końce i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Dodać do cebuli i doprawić pieprzem ziołowym. Smażyć 2-3 minuty na średnim ogniu.  Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu i odcedzić z wody – zostawiając ok 0,5 szklanki płynu z gotowania. Łososia umyć, osuszyć, doprawić solą, pokroić w kawałki i dodać na patelnię. Na patelnię z duszonymi warzywami i rybą dodać makaron, jogurt, mięte i wodę z makaronu.  Doprawić solą i pieprzem do smaku.
 
DOMOWA GRANOLA Z JOGURTEM NATURALNYM I OWOCAMI
Czas przygotowania: 20 min + schładzanie
Wartość odżywcza jednej porcji 480 g: Białko: 32 g; Tłuszcze: 36 g; Węglowodany: 95 g; Błonnik: 22 g
Wartość energetyczna jednej porcji: 840 kcal
SKŁADNIKI NA DUŻY SŁOIK GRANOLI:
  • 5 szklanek płatków owsianych górskich 500 g
  • 10 garści migdałów 300 g
  • 10 łyżek orzechów laskowych 150 g
  • 10 łyżek orzechów włoskich 150 g
  • 3 łyżki miodu pszczelego 75 g
  • 6 łyżek pestek dyni łuskanych 60 g
  • 2 łyżeczki cynamonu 10 g
Do podawania z granolą przykładowo możemy użyć:
  • 1 kubek jogurtu naturalnego 2% tłuszczu (200 g)
  • 2 i ½ garści malin 150 g
Piekarnik rozgrzać do 180°C. Przygotować wszystkie składniki, wsypać do miski, dodać miód i wszystko dobrze wymieszać. Blachę piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia, rozłożyć orzechy i posypać cynamonem (można dodać inną ulubioną przyprawę np. kardamon). Piec ok. 20-30 minut, aż do uzyskania złotego koloru przez wszystkie składniki. W międzyczasie można przemieszać granolę, tak, aby równomiernie się przypiekała. Po upieczeniu wyjąć, ostudzić, połamać na mniejsze kawałki i przygotować porcję. Resztę schować do słoika. Podawać z jogurtem i malinami lub innymi świeżymi owocami.
 
[1] Wyniki dotyczą matek dzieci w wieku 0-36 miesięcy oraz kobiet w pierwszej ciąży. Badanie przeprowadzone dla programu edukacyjnego „1000 pierwszych dni dla zdrowia” na grupie 3461 mam i kobiet w ciąży. 2020 r.
[2] Za: Karmienie naturalne, i co dalej? Wskazówki dla położnych, red. nauk. G. Iwanowicz-Palus, s. 4; WHO, Infant and young child feedinghttps://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/infant-and-young-child-feeding (dostęp:26.07.2023).
[3] Ocena zaburzeń nastroju u pacjentek po porodzie oraz czynników predysponujących do występowania tych zaburzeń, „Psychiatria” 2016, t. 13, nr 1, https://journals.viamedica.pl/psychiatria/article/view/45299/36544 (dostęp: 25.07.2023).
[4] Poradnik karmienia piersią według zaleceń Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, Warszawa 2021, https://1000dni.pl/sites/default/files/guides/poradnik-karmienie-piersia-268.pdf (dostęp: 25.07.2023).
[5] Za: Stanowisko Grupy Ekspertów w sprawie zaleceń żywieniowych dla kobiet w okresie laktacji – aktualizacja, „Standardy Medyczne. Pediatria” 2023, nr 3.
[6] Za: Tamże.
[7] Ocena zaburzeń nastroju…, dz. cyt.
źróło: Fundacja Nutricia

W 96% przypadków endometrioza skutkuje obniżeniem płodności. U co trzeciej kobiety zgłaszającej się do kliniki niepłodności endometrioza jest już zdiagnozowana, podejrzewana lub rozpoznawalna na etapie badań diagnostycznych. Bardzo ważny jest czas – im szybsze zdiagnozowanie i określenie stopnia choroby – tym większe szanse na macierzyństwo.  

Endometrioza obniża płodność kobiety 

Na endometriozę może zachorować każda kobieta w wieku rozrodczym. Na świecie ta choroba dotyka ponad 190 milionów kobiet, a u jednej  na pięć  chorych generuje problem z zajściem w ciążę – podkreśla dr Grzegorz Ziółkowski, specjalista ginekolog-położnik, InviMed Praga Warszawa.

Endometrioza to stan zapalny, który wpływa negatywnie na jakość komórek jajowych oraz tworzy niekorzystne środowisko dla rozwoju zarodka i powodzenie ich implantacji. Ogniska endometriozy mogą powodować m.in.: niedrożność jajowodów, uszkodzenia struktury jajników, zmniejszenie rezerwy jajnikowej.

Nawet niski stopień endometriozy może znacznie utrudniać zajście w ciążę. W przypadku starań o dziecko kluczowy jest czas. Tymczasem diagnostyka tego schorzenia średnio trwa ponad 7 lat – od pierwszych objawów do rozpoznania, a jeśli objawy rozpoczęły się w okresie dorastania – czas ten sięga nawet 12 lat – dodaje ekspert. 

Specjalne wytyczne w zakresie diagnostyki i leczenia endometriozy 

W 2022 roku Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE)* opublikowało  ponad  100 nowych wytycznych, które mają pomóc lekarzom w zapewnieniu najlepszego standardu opieki nad kobietami zmagającymi się z endometriozą. Ocenie specjalistów z ESHRE podlegały przede wszystkim metody leczenia chirurgicznego, medycznego oraz niefarmakologicznego endometriozy pod kątem niwelowania bólu i walki z niepłodnością.

Najnowsze wytyczne dotyczą przede wszystkim lepszej opieki nad pacjentkami w wieku rozrodczym, ze szczególnym uwzględnieniem pacjentek, które spodziewają się dziecka, bądź chcą zachować płodność. Ważna zmiana dotyczy bardzo młodych kobiet borykających się z endometriozą – określanej tutaj jako endometrioza młodzieńcza. Wyznaczono specjalne zalecenia dotyczące diagnozowania i leczenia młodych kobiet, które skarżą się na objawy sugerujące właśnie endometriozę – mówi dr Grzegorz Ziółkowski. Zmiany wytycznych ESHRE dotyczą również diagnozowania i leczenia endometriozy metodą laparoskopową, która do tej pory uznawana była za standardowe działanie. Zespół specjalistów uznał, że metoda laparoskopowa będzie stosowana w przypadkach, w których ustalenie rozpoznania jest niemożliwe lub leczenie okazuje się nieskuteczne – dodaje ekspert. 

Starania o dziecko po zdiagnozowaniu endometriozy

W leczeniu niepłodności po zdiagnozowaniu u kobiety endometriozy najczęściej stosuje się jedną z dwóch metod: w początkowym stadium schorzenia (I i/lub II stopień) można rozpocząć starania o dziecko od inseminacji domacicznej, która polega na bezpiecznym i bezbolesnym umieszczeniu w macicy próbki nasienia, które wcześniej zostało wyselekcjonowane i odpowiednio przygotowane w warunkach laboratoryjnych. Przy tej metodzie konieczne jest wcześniejsze przeprowadzenie stymulacji hormonalnej w 4 do 6 cykli. Warunkiem jej powodzenia jest drożność jajowodów oraz dobra jakość nasienia partnera. Para może zostać skierowana na 2 czy 3 procedury inseminacji domacicznej, których skuteczność po roku starań o ciążę sięgają ponad 20% – wyjaśnia dr n. med. Kinga Ziółkowska, specjalista ginekolog-położnik, InviMed Warszawa. Jeśli jednak próby inseminacji nie przyniosą oczekiwanego efektu, wtedy najczęściej zaleca się parom zastosowanie metody in vitro, która polega na połączeniu plemnika i komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych, poza organizmem kobiety. Zapłodnienie pozaustrojowe jest wdrażane przy wysokim (III i/lub IV) stopniu zaawansowania choroby. Tutaj bardzo ważny jest wiek kobiety i czas trwania choroby, im szybciej rozpoczniemy działania, tym większa szansa na powodzenie. Oba czynniki mają wpływ na jakość komórek jajowych pacjentki – mówi ekspertka. 

Karolina Rossmann-Klimowicz – moja droga do macierzyństwa z endometriozą

Cztery inseminacje, trzy transfery i dwukrotne zajście w ciążę – to droga do macierzyństwa Karoliny, u której w wieku 35 lat zdiagnozowano niepłodność wywołaną także przez endometriozę. W wieku 26 lat podczas USG dowiedziałam się, że mam cystę, a po dodatkowych badaniach, okazało się, że to endometrioza. Po latach bólu, cierpienia wywołanego przez to schorzenie, a także bezskutecznych starań o dziecko, pojawiła się nadzieja: procedura in vitro oraz odliczanie do transferu – który na szczęście nam się udał – wspomina Karolina Rossmann-Klimowicz, pacjentka kliniki leczenia niepłodności InviMed Katowice, obecnie szczęśliwa mama 5-letniej Kiary. Mam nadzieję, że każda kobieta, każda para – tak jak my, będzie mieć tyle szczęścia i trafi na lekarzy, którzy je wysłuchają i postarają się pomóc, nie tylko zapanować nad bólem, ale będą też częścią budowania ich rodziny – dodaje. 

Jakie objawy mogą świadczyć o endometriozie? 

Objawy są niejednoznaczne, stąd taka trudność w prawidłowym diagnozowaniu choroby. Najczęściej kobiety skarżą się na bardzo ostry ból w trakcie miesiączki. Dolegliwości są tak dotkliwe, że uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie, co praktycznie wyłącza kobietę z jakiejkolwiek aktywności – mówi dr n. med. Kinga Ziółkowska. Wiele kobiet skarży się również na ból odczuwalny podczas stosunków płciowych, biegunki, zaparcia czy ogólne osłabienie, a w ciężkich przypadkach może pojawić się krwisty mocz, krew w stolcu czy duszności. Warto dodać, że ogniska endometriozy najczęściej umiejscawiają się w obrębie narządów rodnych kobiety – w mięśniu macicy lub jajowodzie. Często można je także zlokalizować w pęcherzu moczowym, jelicie grubym czy na otrzewnej – dodaje ekspertka. 

żródło: Omega Communication

W 96% przypadków endometrioza skutkuje obniżeniem płodności. U co trzeciej kobiety zgłaszającej się do kliniki niepłodności endometrioza jest już zdiagnozowana, podejrzewana lub rozpoznawalna na etapie badań diagnostycznych. Bardzo ważny jest czas – im szybsze zdiagnozowanie i określenie stopnia choroby – tym większe szanse na macierzyństwo.  

Endometrioza obniża płodność kobiety 

Na endometriozę może zachorować każda kobieta w wieku rozrodczym. Na świecie ta choroba dotyka ponad 190 milionów kobiet, a u jednej  na pięć  chorych generuje problem z zajściem w ciążę – podkreśla dr Grzegorz Ziółkowski, specjalista ginekolog-położnik, InviMed Praga Warszawa.

Endometrioza to stan zapalny, który wpływa negatywnie na jakość komórek jajowych oraz tworzy niekorzystne środowisko dla rozwoju zarodka i powodzenie ich implantacji. Ogniska endometriozy mogą powodować m.in.: niedrożność jajowodów, uszkodzenia struktury jajników, zmniejszenie rezerwy jajnikowej.

Nawet niski stopień endometriozy może znacznie utrudniać zajście w ciążę. W przypadku starań o dziecko kluczowy jest czas. Tymczasem diagnostyka tego schorzenia średnio trwa ponad 7 lat – od pierwszych objawów do rozpoznania, a jeśli objawy rozpoczęły się w okresie dorastania – czas ten sięga nawet 12 lat – dodaje ekspert. 

Specjalne wytyczne w zakresie diagnostyki i leczenia endometriozy 

W 2022 roku Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE)* opublikowało  ponad  100 nowych wytycznych, które mają pomóc lekarzom w zapewnieniu najlepszego standardu opieki nad kobietami zmagającymi się z endometriozą. Ocenie specjalistów z ESHRE podlegały przede wszystkim metody leczenia chirurgicznego, medycznego oraz niefarmakologicznego endometriozy pod kątem niwelowania bólu i walki z niepłodnością.

Najnowsze wytyczne dotyczą przede wszystkim lepszej opieki nad pacjentkami w wieku rozrodczym, ze szczególnym uwzględnieniem pacjentek, które spodziewają się dziecka, bądź chcą zachować płodność. Ważna zmiana dotyczy bardzo młodych kobiet borykających się z endometriozą – określanej tutaj jako endometrioza młodzieńcza. Wyznaczono specjalne zalecenia dotyczące diagnozowania i leczenia młodych kobiet, które skarżą się na objawy sugerujące właśnie endometriozę – mówi dr Grzegorz Ziółkowski. Zmiany wytycznych ESHRE dotyczą również diagnozowania i leczenia endometriozy metodą laparoskopową, która do tej pory uznawana była za standardowe działanie. Zespół specjalistów uznał, że metoda laparoskopowa będzie stosowana w przypadkach, w których ustalenie rozpoznania jest niemożliwe lub leczenie okazuje się nieskuteczne – dodaje ekspert. 

Starania o dziecko po zdiagnozowaniu endometriozy

W leczeniu niepłodności po zdiagnozowaniu u kobiety endometriozy najczęściej stosuje się jedną z dwóch metod: w początkowym stadium schorzenia (I i/lub II stopień) można rozpocząć starania o dziecko od inseminacji domacicznej, która polega na bezpiecznym i bezbolesnym umieszczeniu w macicy próbki nasienia, które wcześniej zostało wyselekcjonowane i odpowiednio przygotowane w warunkach laboratoryjnych. Przy tej metodzie konieczne jest wcześniejsze przeprowadzenie stymulacji hormonalnej w 4 do 6 cykli. Warunkiem jej powodzenia jest drożność jajowodów oraz dobra jakość nasienia partnera. Para może zostać skierowana na 2 czy 3 procedury inseminacji domacicznej, których skuteczność po roku starań o ciążę sięgają ponad 20% – wyjaśnia dr n. med. Kinga Ziółkowska, specjalista ginekolog-położnik, InviMed Warszawa. Jeśli jednak próby inseminacji nie przyniosą oczekiwanego efektu, wtedy najczęściej zaleca się parom zastosowanie metody in vitro, która polega na połączeniu plemnika i komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych, poza organizmem kobiety. Zapłodnienie pozaustrojowe jest wdrażane przy wysokim (III i/lub IV) stopniu zaawansowania choroby. Tutaj bardzo ważny jest wiek kobiety i czas trwania choroby, im szybciej rozpoczniemy działania, tym większa szansa na powodzenie. Oba czynniki mają wpływ na jakość komórek jajowych pacjentki – mówi ekspertka. 

Karolina Rossmann-Klimowicz – moja droga do macierzyństwa z endometriozą

Cztery inseminacje, trzy transfery i dwukrotne zajście w ciążę – to droga do macierzyństwa Karoliny, u której w wieku 35 lat zdiagnozowano niepłodność wywołaną także przez endometriozę. W wieku 26 lat podczas USG dowiedziałam się, że mam cystę, a po dodatkowych badaniach, okazało się, że to endometrioza. Po latach bólu, cierpienia wywołanego przez to schorzenie, a także bezskutecznych starań o dziecko, pojawiła się nadzieja: procedura in vitro oraz odliczanie do transferu – który na szczęście nam się udał – wspomina Karolina Rossmann-Klimowicz, pacjentka kliniki leczenia niepłodności InviMed Katowice, obecnie szczęśliwa mama 5-letniej Kiary. Mam nadzieję, że każda kobieta, każda para – tak jak my, będzie mieć tyle szczęścia i trafi na lekarzy, którzy je wysłuchają i postarają się pomóc, nie tylko zapanować nad bólem, ale będą też częścią budowania ich rodziny – dodaje. 

Jakie objawy mogą świadczyć o endometriozie? 

Objawy są niejednoznaczne, stąd taka trudność w prawidłowym diagnozowaniu choroby. Najczęściej kobiety skarżą się na bardzo ostry ból w trakcie miesiączki. Dolegliwości są tak dotkliwe, że uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie, co praktycznie wyłącza kobietę z jakiejkolwiek aktywności – mówi dr n. med. Kinga Ziółkowska. Wiele kobiet skarży się również na ból odczuwalny podczas stosunków płciowych, biegunki, zaparcia czy ogólne osłabienie, a w ciężkich przypadkach może pojawić się krwisty mocz, krew w stolcu czy duszności. Warto dodać, że ogniska endometriozy najczęściej umiejscawiają się w obrębie narządów rodnych kobiety – w mięśniu macicy lub jajowodzie. Często można je także zlokalizować w pęcherzu moczowym, jelicie grubym czy na otrzewnej – dodaje ekspertka. 

żródło: Omega Communication