Medicalpress
Przez lata skuteczność leczenia łuszczycy oceniano przede wszystkim przez pryzmat stanu skóry – liczby zmian, stopnia ich nasilenia czy powierzchni ciała objętej chorobą. Tymczasem dla samych pacjentów równie ważne, a często nawet ważniejsze, okazują się kwestie, których nie widać podczas badania dermatologicznego: poczucie stygmatyzacji, wpływ choroby na relacje z innymi ludźmi, życie zawodowe, zdrowie psychiczne czy zaufanie do lekarza.
To właśnie te aspekty znalazły się w centrum międzynarodowego projektu opublikowanego na łamach Journal of the European Academy of Dermatology and Venereology. Naukowcy z 22 krajów wspólnie z przedstawicielami organizacji pacjentów opracowali propozycję pierwszego międzynarodowego zestawu wyników leczenia łuszczycy, który ma odzwierciedlać nie tylko efekty terapii widoczne dla lekarza, ale przede wszystkim to, co jest ważne dla osób żyjących z chorobą.

Pacjent ma oceniać nie tylko skórę
Projekt jest częścią szerszej inicjatywy wdrażania opieki opartej na wartości (Value-Based Healthcare), której celem jest ocena skuteczności leczenia z perspektywy pacjenta. Autorzy podkreślają, że łuszczyca jest chorobą przewlekłą o charakterze ogólnoustrojowym, która wpływa nie tylko na skórę, ale również na funkcjonowanie społeczne, zdrowie psychiczne i ryzyko wielu chorób współistniejących.

W pracach uczestniczyło 35 ekspertów z 22 państw – 23 dermatologów oraz 12 przedstawicieli pacjentów. W trakcie spotkań i ankiet analizowano, jakie efekty leczenia rzeczywiście mają znaczenie dla osób żyjących z łuszczycą oraz w jaki sposób powinny być one oceniane w codziennej praktyce klinicznej.

Więcej niż ustępowanie zmian skórnych
Efektem prac było opracowanie zestawu 18 najważniejszych wyników leczenia oraz dwóch elementów opisujących doświadczenia pacjenta podczas opieki medycznej. Obejmują one pięć głównych obszarów:

Do najważniejszych elementów zaproponowanego zestawu należą między innymi:

Jedną z najważniejszych zmian było włączenie do zestawu dwóch nowych elementów zgłoszonych przez samych pacjentów – poczucia stygmatyzacji oraz liczby nawrotów choroby. Z kolei komunikację z personelem medycznym oraz zaufanie do opieki uznano za odrębną kategorię opisującą doświadczenia pacjenta.

Pacjenci i lekarze patrzą na chorobę inaczej
Jednym z najciekawszych wniosków badania okazały się różnice pomiędzy tym, co za najważniejsze uznają lekarze, a tym, na co zwracają uwagę pacjenci.

Osoby chorujące na łuszczycę zdecydowanie większą wagę przykładały do funkcjonowania psychospołecznego, relacji z otoczeniem, poczucia wykluczenia czy jakości komunikacji z lekarzem. Dermatolodzy częściej wskazywali natomiast na klasyczne wskaźniki kliniczne, takie jak ustępowanie zmian skórnych i kontrola objawów.

Autorzy podkreślają, że oba spojrzenia są potrzebne i powinny się wzajemnie uzupełniać.

„Łuszczyca wpływa na znacznie więcej niż tylko skórę. Aby pomiar wyników leczenia miał rzeczywiste znaczenie, musi odzwierciedlać to, z czym pacjenci naprawdę żyją – w tym stygmatyzację, dobrostan emocjonalny oraz poczucie pewności w opiece. Ta praca przybliża nas do stworzenia modelu, który oddaje tę rzeczywistość” – powiedziała prof. Jo Lambert. (tłum. red.)

Profesor Peter van de Kerkhof zwraca z kolei uwagę, że właśnie współpraca międzynarodowa umożliwiła stworzenie projektu uwzględniającego doświadczenia pacjentów z różnych systemów ochrony zdrowia.

„Międzynarodowa Rada Łuszczycy (International Psoriasis Council, IPC) powstała po to, by łączyć dermatologów ponad granicami. Kiedy prof. Lambert zwróciła się do nas z tym projektem, jego realizacja była naturalnym krokiem. Właśnie do takich międzynarodowych badań została stworzona nasza sieć współpracy.” (tłum. red.)

Kolejny krok – międzynarodowy konsensus
Autorzy podkreślają, że obecne opracowanie jest dopiero kolejnym etapem większego projektu. Następnym będzie międzynarodowe badanie metodą Delphi, którego celem będzie osiągnięcie konsensusu dotyczącego ostatecznej listy wyników leczenia. Po jej zatwierdzeniu zestaw ma zostać wdrożony do codziennej praktyki klinicznej i ułatwić wspólne podejmowanie decyzji terapeutycznych przez lekarza i pacjenta.
Jak podkreśla prof. Lambert:
„To właśnie badanie Delphi będzie prawdziwym sprawdzianem. Naszym celem jest stworzenie zestawu, który będzie jednocześnie wystarczająco rzetelny z naukowego punktu widzenia i na tyle praktyczny, aby można było stosować go podczas codziennych wizyt. Osiągnięcie tego celu wymaga globalnej współpracy, którą umożliwiły IPC i IFPA.” (tłum. red.)

Źródła:
Vyvey E., Soenen R., Oon H.H. i wsp. Building the Foundations for an International Patient-Centred Outcomes Set for Psoriasis: A Scoping Study. Journal of the European Academy of Dermatology and Venereology. 2026;40:1005–1018. doi:10.1111/jdv.70313.
International Psoriasis Council. What Matters Most to People with Psoriasis? IPC Members Help Shape a Global Answer. Opublikowano 8 czerwca 2026 r. Dostęp: https://psoriasiscouncil.org/ipc-news/what-matters-most-to-people-with-psoriasis/
U wielu pacjentów z dobrze kontrolowaną łuszczycą plackowatą dawkę nowoczesnych leków biologicznych można stopniowo zmniejszać, wydłużając odstępy między kolejnymi iniekcjami – bez utraty kontroli nad chorobą. Takie wnioski płyną z międzynarodowego badania BeNeBio, opublikowanego w „The Lancet Regional Health – Europe”. To pierwsze duże, randomizowane badanie kliniczne, które oceniło taką strategię w odniesieniu do inhibitorów interleukiny 17 i 23, czyli jednych z najnowszych i najskuteczniejszych terapii stosowanych u chorych na łuszczycę.
Wyniki są istotne nie tylko z punktu widzenia systemów ochrony zdrowia, ale także samych pacjentów. Redukcja dawki oznacza bowiem mniej iniekcji, mniejszą ekspozycję na lek, potencjalnie niższe ryzyko działań niepożądanych oraz znaczące oszczędności. Badacze podkreślają jednak wyraźnie: nie chodzi o samodzielne odstawianie lub „rozciąganie” leczenia, ale o stopniową, kontrolowaną i prowadzoną przez lekarza strategię u pacjentów z bardzo dobrze opanowaną chorobą.

Łuszczyca jest przewlekłą chorobą zapalną, która może obejmować skórę, paznokcie i stawy. W ostatnich dwóch dekadach leczenie biologiczne zasadniczo zmieniło rokowanie wielu chorych z umiarkowaną i ciężką postacią choroby. Inhibitory IL-17 i IL-23 pozwalają u wielu pacjentów osiągnąć bardzo dobrą lub niemal całkowitą kontrolę objawów. Jednocześnie są to terapie kosztowne, stosowane przewlekle, często przez wiele lat.

Autorzy badania postawili więc pytanie, czy wszyscy pacjenci, którzy dobrze odpowiedzieli na leczenie, rzeczywiście muszą przez cały czas otrzymywać pełną, zarejestrowaną dawkę leku. Dotychczas więcej danych dotyczyło redukcji dawkowania starszych terapii biologicznych, m.in. inhibitorów TNF alfa oraz ustekinumabu. W przypadku inhibitorów IL-17 i IL-23 dowody były ograniczone, mimo że w praktyce klinicznej takie próby bywały już podejmowane.

Badanie BeNeBio objęło 244 dorosłych pacjentów z łuszczycą plackowatą leczonych w 19 ośrodkach dermatologicznych w Holandii i Belgii. Wszyscy uczestnicy otrzymywali standardowe dawki jednego z leków biologicznych z grupy inhibitorów IL-17 lub IL-23 przez co najmniej sześć miesięcy i mieli stabilnie niską aktywność choroby. Do badania kwalifikowano osoby z PASI nieprzekraczającym 5 przez co najmniej sześć miesięcy oraz DLQI nieprzekraczającym 5 w chwili włączenia.

Pacjentów losowo przydzielono do dwóch grup. W jednej kontynuowano leczenie zgodnie ze standardową praktyką, a w drugiej zastosowano stopniową redukcję dawki poprzez wydłużanie odstępów między iniekcjami. Najpierw dawkę zmniejszano do około dwóch trzecich dawki standardowej, a jeśli aktywność choroby nadal pozostawała niska, do połowy dawki wyjściowej. Stan pacjentów oceniano co trzy miesiące, wykorzystując m.in. PASI i DLQI. W razie pogorszenia choroby możliwy był powrót do wcześniejszej skutecznej dawki.

Po 18 miesiącach trwałe zaostrzenia choroby wystąpiły u 4,0 proc. pacjentów w grupie redukcji dawki oraz u 1,6 proc. pacjentów leczonych standardowo. Różnica między grupami wyniosła 2,4 punktu procentowego i mieściła się w przyjętej granicy non-inferiority, co oznacza, że strategia redukcji dawki nie była gorsza od standardowego dawkowania pod względem ryzyka utrzymujących się zaostrzeń.

Co szczególnie ważne, po 18 miesiącach skuteczną redukcję dawki utrzymywało 73,2 proc. pacjentów z grupy redukcji. U części chorych udało się zmniejszyć dawkę do około dwóch trzecich dawki standardowej, a u ponad połowy – do połowy dawki wyjściowej. Skuteczność tej strategii była większa w grupie pacjentów leczonych inhibitorami IL-23 niż inhibitorami IL-17: po 18 miesiącach redukcja dawki była skuteczna odpowiednio u 83,9 proc. i 61,0 proc. pacjentów. Autorzy zaznaczają jednak, że badanie nie było projektowane do definitywnego porównywania poszczególnych leków lub klas leków.

Średnie wartości PASI i DLQI pozostawały niskie w obu grupach przez cały okres obserwacji. Po 18 miesiącach średni PASI wynosił 1,0 w grupie redukcji dawki i 0,8 w grupie standardowego leczenia, a średni DLQI odpowiednio 1,1 i 0,7. Nie odnotowano poważnych działań niepożądanych związanych z redukcją dawki.

Badacze zwracają uwagę, że krótkotrwałe zaostrzenia występowały częściej u pacjentów, u których zmniejszano dawkę – 15,9 proc. wobec 6,3 proc. w grupie standardowego leczenia. Nie jest to zaskakujące, ponieważ strategia redukcji dawki polegała na sprawdzaniu, jak daleko można bezpiecznie wydłużyć odstęp między iniekcjami. Kluczowe znaczenie miało regularne monitorowanie i możliwość szybkiego powrotu do wcześniejszego dawkowania. W większości przypadków kontrolę choroby udawało się odzyskać po ponownym zwiększeniu dawki.

Autorzy komunikatu Radboudumc podkreślają również aspekt praktyczny. Jak wyjaśnia dr Juul van den Reek, lekarka i epidemiolożka z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego Radboud: „Obniżyliśmy dawkę poprzez wydłużenie czasu między iniekcjami. Dzięki temu pacjenci potrzebują zastrzyków rzadziej. Niektórzy pacjenci wykonują iniekcję tylko raz na sześć miesięcy” [tłum. red.].

Z kolei prof. Elke de Jong, dermatolog i profesor chorób zapalnych skóry, zwraca uwagę na emocjonalny wymiar takiej decyzji: „Pacjenci obawiają się, że objawy powrócą. Często mają za sobą długą historię łuszczycy; niektórzy mieli objawy przez dwadzieścia lat, zanim rozpoczęli leczenie biologiczne” [tłum. red.]. Dlatego w badaniu pacjenci mogli w każdej chwili wrócić do standardowej dawki, jeśli było to konieczne lub jeśli tego chcieli.

Według informacji Radboudumc najnowsze leki biologiczne stosowane w łuszczycy kosztują około 17 tys. euro rocznie na pacjenta, a redukcja dawki może przynieść oszczędności sięgające do 8,5 tys. euro rocznie na jednego chorego. Osobna analiza kosztowej efektywności tej strategii ma zostać opublikowana w kolejnych pracach.

Znaczenie badania wykracza jednak poza kwestie finansowe. Wyniki BeNeBio wpisują się w szerszy kierunek rozwoju medycyny: personalizację leczenia nie tylko przez dobór odpowiedniego leku, ale także przez dobór minimalnej skutecznej dawki. U części pacjentów pełna dawka może być niezbędna, u innych – po uzyskaniu trwałej kontroli choroby – wystarczające może okazać się rzadsze podawanie leku. Warunkiem jest jednak dobra kwalifikacja, regularna kontrola i jasny plan powrotu do wcześniejszego dawkowania w razie pogorszenia.

Badanie ma też swoje ograniczenia. Było otwarte, czyli pacjenci i lekarze wiedzieli, kto otrzymuje leczenie w standardowej dawce, a u kogo ją redukowano. Wynikało to z pragmatycznego charakteru projektu, który miał jak najlepiej odzwierciedlać codzienną praktykę kliniczną. Autorzy podkreślają również, że uczestnicy badania mieli bardzo dobrze kontrolowaną łuszczycę – u większości PASI na początku obserwacji wynosił 0–1. Nie należy więc automatycznie przenosić tych wyników na wszystkich pacjentów leczonych biologicznie, zwłaszcza osoby z aktywną chorobą, niestabilną odpowiedzią na terapię lub istotnym zajęciem stawów.

Wnioski są jednak jednoznacznie zachęcające. U odpowiednio dobranych pacjentów z łuszczycą, u których uzyskano stabilnie niską aktywność choroby i dobrą jakość życia, stopniowe wydłużanie odstępów między dawkami inhibitorów IL-17 i IL-23 może być skuteczną i bezpieczną strategią. To ważny argument za dalszym rozwijaniem spersonalizowanego podejścia do leczenia łuszczycy – takiego, które uwzględnia nie tylko skuteczność terapii, ale także bezpieczeństwo, komfort pacjenta i racjonalne wykorzystanie zasobów systemu ochrony zdrowia.

Źródła: Van den Reek J.M.P.A. i wsp. Dose Reduction of IL17 and IL23 Inhibitors in Psoriasis (BeNeBio study): An International, Pragmatic, Multicentre, Randomised, Controlled, Non-Inferiority Trial. The Lancet Regional Health – Europe, 2026. DOI: 10.1016/j.lanepe.2026.101721.
Radboud University Medical Center, Newest medicines work just as well at half dosage for stable psoriasis, 2026.
Komisja Europejska zatwierdziła stosowanie leku deukrawacytynib w leczeniu aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów (ŁZS) u dorosłych pacjentów, którzy nie uzyskali odpowiedzi na wcześniejsze leczenie klasycznymi lekami modyfikującymi przebieg choroby (DMARD) lub nie tolerowali takiej terapii. To pierwsza w Unii Europejskiej terapia z grupy inhibitorów TYK2 dopuszczona do leczenia tej choroby.
Lek może być stosowany samodzielnie lub w połączeniu z metotreksatem. Preparat przyjmuje się raz dziennie doustnie.

Decyzja Komisji Europejskiej opiera się na wynikach dwóch badań III fazy – POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2 – obejmujących łącznie blisko 1300 pacjentów z aktywnym łuszczycowym zapaleniem stawów.

Łuszczycowe zapalenie stawów to przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która może obejmować zarówno stawy, przyczepy ścięgniste i kręgosłup, jak i skórę oraz paznokcie. Chorobie często towarzyszą ból, sztywność, zmęczenie i pogorszenie jakości życia. Szacuje się, że nawet około 30 proc. osób z łuszczycą może rozwinąć ŁZS.

Poprawa objawów stawowych i skórnych

W badaniach klinicznych oceniano skuteczność deukrawacytynibu w dawce 6 mg raz dziennie. Głównym punktem końcowym był odsetek pacjentów osiągających odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach leczenia, czyli co najmniej 20-procentową poprawę w zakresie aktywności choroby.

W badaniu POETYK PsA-1 odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach uzyskało 54,2 proc. pacjentów leczonych deukrawacytynibem (nazwa handlowa Sotyktu), w porównaniu z 34,1 proc. w grupie placebo. W badaniu POETYK PsA-2 odsetki wyniosły odpowiednio 54,2 proc. oraz 39,4 proc.

Korzyści obserwowano również przy bardziej rygorystycznych kryteriach odpowiedzi terapeutycznej. Odpowiedź ACR50 osiągnęło po 16 tygodniach od 24,7 proc. do 28,8 proc. pacjentów leczonych aktywnie, natomiast odpowiedź ACR70 – od 10,6 proc. do 11,6 proc.

Badacze oceniali także tzw. minimalną aktywność choroby (MDA), która uwzględnia jednocześnie kilka obszarów choroby, m.in. liczbę bolesnych i obrzękniętych stawów, aktywność zmian skórnych, ból, funkcjonowanie oraz zapalenie przyczepów ścięgnistych. Po 16 tygodniach taki stan osiągnęło od 19 proc. do 25,6 proc. pacjentów otrzymujących lek.

Według danych przedstawionych przez producenta poprawa utrzymywała się również do 52. tygodnia obserwacji.

Terapia celująca w szlak TYK2

Deukrawacytynib należy do grupy selektywnych inhibitorów kinazy tyrozynowej 2 (TYK2). Mechanizm działania leku różni się od klasycznych inhibitorów JAK.

Lek został zaprojektowany tak, aby wybiórczo hamować sygnalizację cytokin odgrywających istotną rolę w rozwoju łuszczycy i łuszczycowego zapalenia stawów, m.in. interleukiny 23, interleukiny 12 oraz interferonów typu 1.

Producent podkreśla, że deukrawacytynib wiąże się z domeną regulatorową TYK2, co ma zapewniać większą selektywność działania i odróżniać go od inhibitorów JAK1, JAK2 i JAK3.

Jakość życia i bezpieczeństwo

W badaniach oceniano również jakość życia związaną ze zdrowiem za pomocą kwestionariusza SF-36. Pacjenci leczeni deukrawacytynibem uzyskiwali poprawę parametrów fizycznych już po 16 tygodniach terapii, a efekt utrzymywał się do końca rocznej obserwacji.

Profil bezpieczeństwa obserwowany u pacjentów z ŁZS był zasadniczo zgodny z wcześniejszymi doświadczeniami ze stosowania leku w łuszczycy plackowatej.

Do najczęstszych działań niepożądanych należały infekcje górnych dróg oddechowych, zwiększenie aktywności kinazy kreatynowej, zakażenia wirusem opryszczki, owrzodzenia jamy ustnej, wysypki trądzikopodobne oraz zapalenie mieszków włosowych.

W charakterystyce produktu leczniczego zwrócono uwagę m.in. na ryzyko zakażeń, konieczność oceny w kierunku gruźlicy przed rozpoczęciem terapii, a także na ostrzeżenia dotyczące zdarzeń sercowo-naczyniowych, zakrzepicy żylnej i zatorowości płucnej.

Lek wcześniej zatwierdzony w łuszczycy

Sotyktu został po raz pierwszy zatwierdzony w Stanach Zjednoczonych w 2022 roku do leczenia umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej u dorosłych wymagających leczenia ogólnego lub fototerapii. W Unii Europejskiej takie wskazanie uzyskał w 2023 roku.

W marcu 2026 roku amerykańska FDA dopuściła lek także do leczenia aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów.

Producent prowadzi dalsze badania nad zastosowaniem deukrawacytynibu w innych chorobach reumatycznych i immunologicznych.

Źródło: Bristol Myers Squibb, komunikat prasowy; badania POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2.
W leczeniu umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy terapie iniekcyjne – w tym leki biologiczne – pozostają kluczowym elementem postępowania i w wielu przypadkach są standardem pozwalającym osiągnąć bardzo wysoką skuteczność. Jednocześnie najnowsze wyniki badań klinicznych wskazują, że coraz bardziej obiecujące efekty przynoszą także nowoczesne terapie doustne. W wybranych grupach pacjentów zaczynają one zbliżać się skutecznością do leczenia biologicznego, oferując przy tym większą wygodę stosowania.
Takie wnioski płyną z badań nad zasocitinibem – selektywnym inhibitorem kinazy TYK2 – którego skuteczność i bezpieczeństwo oceniono w dwóch randomizowanych, wieloośrodkowych badaniach III fazy programu Latitude PsO (3001 i 3002) – z udziałem pacjentów z łuszczycą plackowatą o nasileniu umiarkowanym do ciężkiego.

Skuteczność, która zbliża leczenie doustne do terapii biologicznych

W badaniach klinicznych oceniano m.in. odsetek pacjentów osiągających tzw. czystą lub prawie czystą skórę, czyli wynik 0 lub 1 w skali sPGA. Po 16 tygodniach leczenia uzyskano taki efekt u około 70 proc. chorych przyjmujących zasocitinib. Dla porównania, w grupie placebo odsetek ten wynosił około 11–13 proc., a w grupie otrzymującej apremilast – około 30 proc.

Podobny obraz wyłania się przy analizie bardziej wymagających punktów końcowych. Odpowiedź PASI 90, oznaczająca redukcję zmian skórnych o co najmniej 90 proc., osiągnęło ponad 50–60 proc. pacjentów leczonych zasocitinibem. Jeszcze bardziej restrykcyjny cel – całkowite ustąpienie zmian (PASI 100) – uzyskano u około jednej czwartej do jednej trzeciej chorych.

Co istotne, poprawa nie ograniczała się do parametrów umiarkowanych. Wskaźniki pełnego oczyszczenia skóry, które stają się coraz ważniejszym celem terapeutycznym, również były istotnie wyższe niż w grupach porównawczych.

Szybkość działania i trwałość efektu

Jednym z najbardziej praktycznych aspektów terapii jest tempo, w jakim pacjent zaczyna odczuwać poprawę. W przypadku zasocitinibu pierwsze istotne różnice względem placebo były widoczne już po 4 tygodniach leczenia.

Równie ważna jest trwałość odpowiedzi. U pacjentów, którzy uzyskali poprawę i kontynuowali terapię, efekt utrzymywał się długoterminowo – ponad 90 proc. z nich zachowało odpowiedź terapeutyczną w 60. tygodniu obserwacji.

Taki profil – szybki początek działania i utrzymanie efektu w czasie – ma znaczenie nie tylko kliniczne, ale również praktyczne, wpływając na adherencję i satysfakcję pacjentów.

Profil bezpieczeństwa zgodny z wcześniejszymi obserwacjami

W badaniach III fazy nie odnotowano nowych sygnałów bezpieczeństwa. Profil działań niepożądanych był zgodny z wcześniejszymi badaniami.

Najczęściej obserwowane zdarzenia niepożądane obejmowały infekcje górnych dróg oddechowych, zapalenie nosogardła oraz trądzik. Występowały one u niewielkiego odsetka pacjentów i miały zazwyczaj łagodny charakter.

Poważne działania niepożądane były rzadkie i dotyczyły około 3 proc. pacjentów w grupie leczonej zasocitinibem.

Mechanizm działania: selektywne hamowanie TYK2

Zasocitinib należy do nowej klasy leków celowanych, które oddziałują na konkretne szlaki zapalne odpowiedzialne za rozwój choroby. Hamuje kinazę TYK2 – enzym uczestniczący w przekazywaniu sygnałów immunologicznych, m.in. z udziałem interleukiny 23.

W odróżnieniu od klasycznych inhibitorów JAK, które wpływają szerzej na różne procesy biologiczne, selektywne hamowanie TYK2 pozwala oddziaływać bardziej precyzyjnie na mechanizmy zapalne, potencjalnie ograniczając ryzyko działań niepożądanych związanych z blokowaniem innych szlaków.

Łuszczyca jako choroba ogólnoustrojowa

Łuszczyca nie jest wyłącznie problemem dermatologicznym. To przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która wpływa na wiele aspektów funkcjonowania pacjenta. Objawy skórne – często widoczne i trudne do ukrycia – mogą prowadzić do wykluczenia społecznego, obniżenia jakości życia i problemów psychicznych.

Szacuje się, że na świecie z łuszczycą żyje około 64 milionów osób, z czego większość stanowi postać plackowata. U wielu pacjentów chorobie towarzyszy świąd, ból oraz pieczenie skóry, co dodatkowo nasila jej wpływ na codzienne funkcjonowanie.

Kierunek zmian w leczeniu

Rozwój terapii takich jak zasocitinib wpisuje się w szerszy trend upraszczania leczenia przy jednoczesnym zwiększaniu jego skuteczności. Dla części pacjentów możliwość osiągnięcia bardzo dobrej kontroli choroby za pomocą leku doustnego może mieć kluczowe znaczenie.

Obecnie lek pozostaje w fazie badań i nie został jeszcze dopuszczony do stosowania, jednak producent zapowiada rozpoczęcie procedur rejestracyjnych w najbliższym czasie.

Jeśli wyniki badań znajdą potwierdzenie w praktyce klinicznej, może to oznaczać istotną zmianę w podejściu do leczenia łuszczycy – od terapii wymagających iniekcji do wygodniejszych, ale równie skutecznych opcji doustnych.

Źródło: Takeda, informacja prasowa „Takeda’s Zasocitinib Delivered Rapid and Durable Skin Clearance in a Convenient Once-Daily Pill, Affirming Promise to Reshape Psoriasis Care”, 28 marca 2026 r.

Choroby zapalne skóry należą dziś do najczęstszych problemów zdrowotnych na świecie – szacuje się, że dotyczą ponad miliarda osób. Atopowe zapalenie skóry, łuszczyca czy trądzik nie tylko obniżają komfort życia, lecz także wymagają stałej kontroli i dostosowywania leczenia oraz pielęgnacji. Właśnie w tym obszarze pojawia się innowacyjna inicjatywa studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, którzy pracują nad rozwiązaniem łączącym prostotę codziennego użycia z potencjałem realnego wsparcia terapeutycznego.

Projekt realizowany w ramach Studenckiego Koła Naukowego Technologii Postaci Leku zakłada stworzenie inteligentnego plastra, który umożliwi monitorowanie jednego z kluczowych parametrów skóry – jej pH. Nad rozwiązaniem pracuje interdyscyplinarny zespół badaczek i studentek z Wydziału Farmaceutycznego UMW, a przedsięwzięcie uzyskało dofinansowanie w ramach Programu Funduszu Aktywności Studenckiej (FAST), prowadzonego przez Wrocławskie Centrum Akademickie.

Już na etapie koncepcji projekt wpisuje się w szerszy trend rozwoju narzędzi wspierających samokontrolę pacjenta i personalizację terapii. Jego punktem wyjścia jest obserwacja, że zmiany zachodzące w skórze można wykryć wcześniej, niż pojawią się widoczne objawy choroby.

pH skóry jako wczesny sygnał ostrzegawczy

Jednym z najważniejszych założeń projektu jest wykorzystanie pH skóry jako wskaźnika pozwalającego przewidywać zaostrzenia chorób dermatologicznych. Jak podkreślają autorki inicjatywy: „pH skóry to wskaźnik określający, czy jej powierzchnia ma odczyn bardziej kwaśny, obojętny czy zasadowy (…) U zdrowej skóry jest on zwykle lekko kwaśny, co chroni ją przed podrażnieniami, utratą wody oraz rozwojem bakterii i innych drobnoustrojów. Gdy pH skóry się zmienia, może to osłabiać jej naturalną barierę ochronną i sprzyjać nasileniu problemów skórnych”.

To właśnie ten moment – jeszcze przed pojawieniem się zaczerwienienia, świądu czy przesuszenia – może mieć kluczowe znaczenie dla skutecznej kontroli choroby. W praktyce oznacza to możliwość wcześniejszej reakcji: zmiany pielęgnacji, modyfikacji leczenia miejscowego lub konsultacji z lekarzem.

Z punktu widzenia klinicznego znaczenie pH skóry jest dobrze udokumentowane. Fizjologicznie utrzymuje się ono w zakresie lekko kwaśnym (ok. 4,5–5,5), co wspiera integralność bariery naskórkowej i ogranicza rozwój patogenów. W chorobach takich jak AZS czy łuszczyca obserwuje się często przesunięcie w kierunku wyższego, bardziej zasadowego pH. Taki stan sprzyja zwiększonej utracie wody przez naskórek, zaburzeniom mikrobiomu skóry oraz nasileniu stanu zapalnego. W trądziku zmiany pH mogą z kolei wpływać na aktywność bakterii Cutibacterium acnes i produkcję sebum.

Regularne monitorowanie tego parametru może więc pełnić rolę swoistego „czujnika” kondycji skóry – szczególnie u osób, które zmagają się z nawrotowym przebiegiem choroby i często testują różne metody leczenia lub pielęgnacji.

Proste rozwiązanie, duży potencjał

Odpowiedzią na tę potrzebę ma być cienki, elastyczny plaster wyposażony we wskaźnik zmieniający kolor w zależności od pH skóry. Dzięki temu użytkownik będzie mógł w prosty sposób ocenić, czy odczyn skóry pozostaje w normie, czy zaczyna się od niej odchylać.

Projekt zatytułowany „Inteligentny plaster monitorujący dla pacjentów z AZS, trądzikiem lub łuszczycą – system kontrolowania i wczesnego wykrywania zaostrzeń na podstawie zmian pH skóry” zakłada stworzenie rozwiązania maksymalnie intuicyjnego, niewymagającego specjalistycznej wiedzy ani dodatkowych urządzeń.

Jak zaznaczają badaczki, „to nieinwazyjne, a jednocześnie wygodne w codziennym użyciu rozwiązanie może pomóc dopasować do aktualnych potrzeb skóry zarówno leki, jak i kosmetyki”. W praktyce oznacza to możliwość szybkiego reagowania na zmiany i unikania działań, które mogłyby pogorszyć stan skóry – na przykład stosowania nieodpowiednich preparatów pielęgnacyjnych.

Od laboratorium do codziennego użycia

Na obecnym etapie projekt znajduje się w fazie eksperymentalnej. Zespół koncentruje się na doborze odpowiednich materiałów polimerowych oraz wskaźnika kolorystycznego, który będzie jednocześnie czuły, bezpieczny i stabilny. Istotne jest, aby wszystkie wykorzystane komponenty były już dostępne na rynku, przebadane i łagodne dla skóry.

Kluczowym wyzwaniem pozostaje opracowanie takiego rozwiązania, które zapewni wyraźną i jednoznaczną zmianę koloru w całym zakresie fizjologicznego pH, a jednocześnie nie będzie powodowało podrażnień. Równie ważny jest aspekt użytkowy – projekt obejmuje także przygotowanie opakowania z czytelną instrukcją oraz skalą kolorystyczną, która umożliwi samodzielną interpretację wyniku.

Twórczynie podkreślają, że zastosowanie plastra może wykraczać poza samą obserwację choroby. „Ma on służyć nie tylko do obserwacji stanu skóry, lecz także do oceny wpływu na jej kondycję kosmetyków, wody, stosowanych preparatów czy jakości powietrza”. Tym samym narzędzie może stać się elementem codziennego zarządzania chorobą i świadomego podejmowania decyzji dotyczących stylu życia oraz pielęgnacji.

Krok w stronę medycyny spersonalizowanej

W przypadku chorób skóry, które mają często charakter przewlekły i nawrotowy, możliwość bieżącego monitorowania stanu skóry może znacząco poprawić skuteczność terapii i komfort życia pacjentów.

Dla osób z AZS, łuszczycą czy trądzikiem codzienna pielęgnacja jest nieodłącznym elementem leczenia, ale jednocześnie źródłem niepewności. Dobór odpowiednich kosmetyków, reagowanie na zmiany środowiskowe czy ocena skuteczności stosowanych preparatów to proces wymagający czasu i doświadczenia. Narzędzie dostarczające obiektywnej informacji o stanie skóry może w tym kontekście pełnić rolę przewodnika, pomagającego podejmować bardziej świadome decyzje.

Pierwsze wyniki badań nad inteligentnym plastrem mają zostać zaprezentowane w ciągu najbliższego roku. Jeśli projekt zakończy się powodzeniem, może stać się przykładem tego, jak inicjatywy studenckie – wsparte zapleczem naukowym uczelni – przekładają się na konkretne rozwiązania odpowiadające na realne potrzeby pacjentów.

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, „Nasi studenci stworzą inteligentny plaster”, 2026.
Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła icotrokinrę – pierwszy doustny peptyd celujący w receptor interleukiny 23 (IL-23) w leczeniu umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej. Decyzja ta może oznaczać istotną zmianę nie tylko w dostępnych opcjach terapeutycznych, ale również w sposobie myślenia o leczeniu ogólnoustrojowym tej choroby.
Nowa terapia jest przeznaczona dla dorosłych oraz młodzieży od 12. roku życia (o masie ciała co najmniej 40 kg), którzy kwalifikują się do leczenia ogólnego lub fototerapii. To pierwsze rozwiązanie w tej klasie, które łączy precyzyjne działanie ukierunkowane molekularnie z wygodną, doustną formą podania.

Łuszczyca – choroba widoczna, ale wciąż niedoszacowana

Łuszczyca plackowata to przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która dotyka milionów osób na świecie. Objawia się powstawaniem charakterystycznych, łuszczących się zmian skórnych, ale jej konsekwencje wykraczają daleko poza skórę. Przewlekły stan zapalny wiąże się ze zwiększonym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2 czy otyłości, a także z istotnym obciążeniem psychicznym.

Szczególnie trudne dla pacjentów są zmiany w miejscach widocznych lub wrażliwych – na skórze głowy, dłoniach, stopach czy w okolicach intymnych. W takich przypadkach wpływ choroby na jakość życia jest nieproporcjonalnie duży.

Mimo to wielu chorych przez długi czas pozostaje na leczeniu miejscowym, często nieskutecznym w umiarkowanych i ciężkich postaciach choroby. Aktualne zalecenia International Psoriasis Council wskazują jasno, że brak odpowiedzi na dwa cykle leczenia miejscowego (po około cztery tygodnie) powinien skłaniać do rozważenia terapii ogólnoustrojowej. W praktyce moment ten bywa jednak istotnie opóźniany.

Nowy mechanizm, nowa forma

Icotrokinra jest pierwszym i jedynym doustnym peptydem zaprojektowanym tak, aby precyzyjnie blokować receptor IL-23 – jednego z kluczowych mediatorów procesu zapalnego w łuszczycy. Dotychczas terapie ukierunkowane na ten szlak były dostępne wyłącznie w postaci leków biologicznych podawanych w iniekcjach.

Nowa opcja terapeutyczna wpisuje się w szerszy trend w medycynie – przenoszenia wysoko selektywnych terapii celowanych do form doustnych, co może istotnie zmniejszyć barierę rozpoczęcia leczenia i poprawić jego akceptację przez pacjentów.

Skuteczność porównywalna z terapiami biologicznymi

Decyzja FDA opiera się na wynikach szerokiego programu badań klinicznych fazy 3 (ICONIC), obejmującego około 2500 pacjentów – zarówno dorosłych, jak i młodzież.

W badaniach wykazano wysoką skuteczność terapii. Około 70% pacjentów osiągnęło stan skóry „czystej lub prawie czystej”, natomiast 55% uzyskało odpowiedź PASI 90, oznaczającą co najmniej 90-procentową redukcję nasilenia choroby po 16 tygodniach leczenia. Co istotne, efekt ten obserwowano również w trudnych do leczenia lokalizacjach, takich jak skóra głowy czy okolice intymne.

To rozwiązanie łączy wysoką skuteczność z korzystnym profilem bezpieczeństwa, a jednocześnie – dzięki formie tabletki przyjmowanej raz dziennie – może realnie ułatwić pacjentom codzienne funkcjonowanie z chorobą.

Profil bezpieczeństwa i praktyczne znaczenie terapii

W analizach bezpieczeństwa częstość działań niepożądanych była zbliżona do placebo – różnica wynosiła około 1,1% w pierwszych 16 tygodniach terapii, a w obserwacji rocznej nie odnotowano nowych sygnałów bezpieczeństwa. Najczęściej zgłaszane działania niepożądane obejmowały m.in. ból głowy, nudności, kaszel, zmęczenie oraz zakażenia grzybicze.

Zmiana paradygmatu leczenia?

Pojawienie się icotrokinry może mieć znaczenie wykraczające poza jedną cząsteczkę. To kolejny krok w kierunku bardziej dostępnych, wygodnych i jednocześnie precyzyjnych terapii w chorobach zapalnych i autoimmunologicznych.

Dobór odpowiedniej terapii w łuszczycy to proces, który wymaga uwzględnienia wielu czynników – nie tylko skuteczności i bezpieczeństwa, ale także tego, jak leczenie wpisuje się w codzienne życie pacjenta. Pojawienie się nowej terapii ogólnoustrojowej może istotnie zmienić sposób myślenia o dostępnych opcjach leczenia.

Z perspektywy praktyki klinicznej szczególnie istotne może być skrócenie czasu, w którym pacjenci pozostają na nieskutecznym leczeniu miejscowym. Terapia doustna o wysokiej skuteczności może ułatwić wcześniejsze wdrożenie leczenia ogólnoustrojowego – bez konieczności natychmiastowego sięgania po iniekcje.

W dłuższej perspektywie może to przełożyć się nie tylko na lepszą kontrolę choroby, ale również na zmniejszenie jej ogólnoustrojowych konsekwencji.

Źródła: FDA approval of ICOTYDE™ (icotrokinra) ushers in new era for first-line systemic treatment of plaque psoriasis with a targeted oral peptide, Johnson & Johnson, 2026
FDA Approves Icotrokinra, First Oral IL-23 Inhibitor for Plaque Psoriasis, The American Journal of Managed Care, 2026

Przez lata łuszczyca była postrzegana głównie jako problem dermatologiczny – choroba widoczna na skórze, uciążliwa, ale ograniczona do jednego narządu. Dziś wiemy, że takie myślenie jest nie tylko uproszczone, ale po prostu nieprawdziwe. Łuszczyca jest przewlekłą, zapalną chorobą ogólnoustrojową, której skutki wykraczają daleko poza skórę i mogą dotyczyć stawów, układu sercowo-naczyniowego, metabolizmu, a także zdrowia psychicznego.
Współczesna dermatologia coraz wyraźniej odchodzi od traktowania łuszczycy jako „choroby placków na skórze”. Zrozumienie mechanizmów, które stoją za jej rozwojem, pozwala dziś nie tylko skuteczniej leczyć zmiany skórne, ale także wcześniej identyfikować powikłania i współchorobowości, które w dłuższej perspektywie mogą decydować o jakości i długości życia pacjentów.

Predyspozycja genetyczna i czynniki, które „uruchamiają” chorobę

Wiemy dziś, że do rozwoju łuszczycy konieczna jest predyspozycja genetyczna. Zidentyfikowano około 60 loci chromosomalnych, które zwiększają ryzyko zachorowania. Jeszcze kilkanaście lat temu ta liczba była znacznie mniejsza, a badania genetyczne wciąż poszerzają naszą wiedzę na temat dziedzicznego podłoża choroby. W praktyce klinicznej nadal jednak nie zawsze udaje się potwierdzić wywiad rodzinny – nie wszyscy członkowie rodziny byli diagnozowani, a łagodne postacie choroby mogły nigdy nie zostać rozpoznane.

Sama predyspozycja genetyczna nie oznacza jednak, że choroba musi się ujawnić. Do jej wystąpienia lub zaostrzenia często potrzebny jest dodatkowy bodziec środowiskowy. Klasycznym przykładem są infekcje, zwłaszcza paciorkowcowe zapalenie gardła. U młodych osób, szczególnie nastolatków, po przebytej anginie paciorkowcowej może dojść do nagłego wysiewu łuszczycy, często po raz pierwszy w życiu, zwykle w postaci drobnogrudkowej.

Nie tylko infekcje bakteryjne mogą jednak prowokować chorobę. Równie istotną rolę odgrywa stres, który pacjenci bardzo często wskazują jako czynnik poprzedzający pojawienie się pierwszych zmian lub ich wyraźne zaostrzenie. Znaczenie mają także leki – klasycznie wymienia się sole litu [nazwa do potwierdzenia w autoryzacji], beta-blokery oraz inne leki stosowane w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Choć niektóre grupy leków są uważane za „bezpieczniejsze”, w praktyce klinicznej niemal wszystkie preparaty hipotensyjne mogą potencjalnie wpływać na przebieg choroby.

Istotne są również leki przeciwmalaryczne, takie jak chlorochina czy hydroksychlorochina, szeroko stosowane m.in. w dermatologii i reumatologii. Alkohol jest czynnikiem, który wyraźnie nasila przebieg łuszczycy, natomiast palenie tytoniu ma szczególne znaczenie w łuszczycy krostkowej – postaci choroby na tyle odmiennej immunologicznie, że coraz częściej rozważa się jej wyodrębnienie jako osobnej jednostki chorobowej.

Zaburzenia immunologiczne i autoimmunologiczny charakter łuszczycy

Współczesna wiedza jednoznacznie klasyfikuje łuszczycę jako chorobę autoimmunologiczną. Zidentyfikowano już co najmniej cztery autoantygeny, przeciwko którym organizm pacjenta wytwarza odpowiedź immunologiczną. Choć odkrycia te mają ogromne znaczenie naukowe, na razie nie przekładają się bezpośrednio na codzienną praktykę kliniczną – nie dysponujemy rutynowymi testami pozwalającymi wykrywać te przeciwciała czy monitorować aktywność choroby w ten sposób.

Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie łuszczyca jest postrzegana jako przewlekła, układowa choroba zapalna, a nie wyłącznie schorzenie skóry.

Łuszczyca a choroby współistniejące – znacznie szerszy problem

Jednym z najlepiej udokumentowanych powiązań jest związek łuszczycy z łuszczycowym zapaleniem stawów. Równie istotne są jednak relacje z zespołem metabolicznym – otyłością, cukrzycą typu 2, nadciśnieniem tętniczym oraz zaburzeniami lipidowymi. Pacjenci z łuszczycą mają zwiększone ryzyko zawału serca i udaru mózgu, co sprawia, że choroba ta realnie wpływa na rokowanie długoterminowe.

Zwiększone jest także ryzyko nieswoistych zapaleń jelit, zwłaszcza choroby Leśniowskiego-Crohna. Opisywane są również zaburzenia okulistyczne oraz istotnie częstsze problemy natury psychicznej, w tym depresja i znaczące obniżenie jakości życia.

W kontekście chorób nerek sama łuszczyca nie została jednoznacznie uznana za czynnik uszkadzający nerki. Jednak częstsze występowanie cukrzycy i nadciśnienia, a także stosowanie niektórych leków – takich jak cyklosporyna czy przewlekle przyjmowane leki przeciwbólowe – może pośrednio zwiększać ryzyko przewlekłej choroby nerek.

Pojawiają się również doniesienia o zwiększonym ryzyku nowotworów, zwłaszcza chłoniaków skóry. W tym obszarze konieczna jest jednak szczególna czujność diagnostyczna, ponieważ wczesne postacie chłoniaków skórnych, takich jak ziarniniak grzybiasty, mogą klinicznie bardzo przypominać łuszczycę. Nawet badanie histopatologiczne bywa w początkowych stadiach niespecyficzne, co dodatkowo utrudnia rozpoznanie.

Jakość życia – aspekt często niedoszacowany

Badania jakości życia jednoznacznie pokazują, że pacjenci z łuszczycą funkcjonują gorzej niż osoby bez chorób skóry. Najczęściej wskazywane obszary to niższa satysfakcja z wyglądu zewnętrznego, problemy w życiu seksualnym, większe nasilenie stresu oraz mniejsza aktywność fizyczna. Ta ostatnia ma szczególne znaczenie, ponieważ regularny ruch i redukcja masy ciała mogą realnie poprawiać przebieg choroby i zmniejszać nasilenie zmian skórnych.

Jak dziś leczy się łuszczycę?

Dobór terapii zależy od stopnia nasilenia chorob (często ocenianej w skali PASI), powierzchni zajętej skóry (wskaźnik BSA) oraz wpływu objawów na jakość życia pacjenta. W łagodniejszych postaciach stosuje się leczenie miejscowe. Preferowaną opcją są obecnie preparaty łączone, zawierające glikokortykosteroid oraz pochodną witaminy D, dostępne w różnych postaciach – maści, żelu czy piany. Forma piany charakteryzuje się największą biodostępnością składników aktywnych i jest uznawana za najskuteczniejszą.

W leczeniu miejscowym coraz rzadziej stosuje się wyłącznie steroidy, zwłaszcza długoterminowo. Wyjątkiem są okolice o grubszej skórze, takie jak podeszwy stóp, lub skóra owłosiona głowy, gdzie często łączy się je z preparatami złuszczającymi. Uzupełnieniem terapii są inhibitory kalcyneuryny, stosowane poza wskazaniami rejestracyjnymi, szczególnie w okolicach twarzy i narządów płciowych, gdzie bezpieczeństwo ma kluczowe znaczenie.

Ważną rolę odgrywa również fototerapia, zwłaszcza UVB 311 nm, która jest metodą bezpieczną także u dzieci i kobiet w ciąży. Jej ograniczeniem pozostaje dostępność i konieczność regularnych wizyt w ośrodkach dysponujących odpowiednim sprzętem.

W przypadku umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy stosuje się leczenie ogólne, obejmujące m.in. metotreksat, cyklosporynę, acytretynę oraz apremilast, który niedawno ponownie stał się dostępny w Polsce [status refundacyjny do potwierdzenia w autoryzacji]. Leki biologiczne są finansowane w ramach programu lekowego B.47 i wymagają spełnienia określonych kryteriów – zarówno pod względem nasilenia choroby, jak i wcześniejszych prób leczenia innymi metodami.

Obecnie w programie dostępnych jest 11 leków biologicznych, należących do trzech głównych grup: inhibitorów TNF-α, inhibitorów interleukiny 17 oraz inhibitorów interleukiny 23. Wybór konkretnego preparatu zależy m.in. od planów prokreacyjnych, chorób współistniejących oraz bezpieczeństwa długoterminowego.

Łuszczycowe zapalenie stawów – nie zawsze w parze ze skórą

Szacuje się, że do 30% pacjentów z łuszczycą skóry rozwinie łuszczycowe zapalenie stawów. Co istotne, u większości z nich zmiany skórne wyprzedzają objawy stawowe, ale nasilenie zmian skórnych nie koreluje z ciężkością zajęcia stawów. Jednym z ważniejszych czynników prognostycznych są zmiany w aparacie paznokciowym, zwłaszcza onycholiza, która powinna skłaniać do szczególnej czujności i ewentualnej konsultacji reumatologicznej.

O autorce

Julia Nowowiejska-Purpurowicz – specjalistka dermatologii i wenerologii, adiunkt, związana z leczeniem pacjentów z chorobami zapalnymi skóry, w tym łuszczycą i atopowym zapaleniem skóry. W swojej praktyce klinicznej koncentruje się na nowoczesnych terapiach, leczeniu biologicznym oraz opiece nad pacjentami z chorobami przewlekłymi i współistniejącymi. Autorka i współautorka publikacji naukowych oraz współredaktorka monografii poświęconej współchorobowości w łuszczycy. Prowadzi także działalność edukacyjną skierowaną do lekarzy i pacjentów.

Źródło: Artykuł powstał na podstawie wykładu dr hab. Julii Nowowiejska-Purpurowicz, specjalistki dermatologii i wenerologii.

Międzynarodowa Rada ds. Łuszczycy (International Psoriasis Council – IPC) opublikowała zaktualizowane wytyczne dotyczące klasyfikacji ciężkości łuszczycy. To ważne ze względu na bardziej precyzyjne oceny choroby i skuteczniejszy dobór terapii. Zmiany te mogą realnie wpłynąć na praktykę kliniczną dermatologów w Polsce i na codzienne doświadczenia pacjentów.
 
Dotychczas ocena nasilenia łuszczycy opierała się głównie na wskaźnikach PASI (Psoriasis Area and Severity Index), BSA (Body Surface Area) oraz DLQI (Dermatology Life Quality Index). Choć szeroko stosowane, nie zawsze w pełni odzwierciedlały wpływ choroby na życie pacjenta. Przykładowo, zmiany łuszczycowe zajmujące mniej niż 10% powierzchni ciała mogły być klasyfikowane jako łagodne, nawet jeśli obejmowały twarz, dłonie czy okolice intymne – a więc miejsca szczególnie uciążliwe.

Nowe podejście IPC

W nowych tabelach IPC podkreślono, że ciężkość łuszczycy nie zależy wyłącznie od powierzchni zajętej skóry, ale także od lokalizacji zmian i ich wpływu na funkcjonowanie pacjenta.

Najważniejsze elementy nowej klasyfikacji:
Co to zmienia dla pacjenta?

Zmiana definicji nasilenia łuszczycy otwiera drogę do szerszego dostępu do nowoczesnych terapii, w tym leków biologicznych, również dla pacjentów, którzy do tej pory nie spełniali kryteriów „ciężkiej łuszczycy”. To szczególnie ważne dla osób z zajęciem miejsc wrażliwych – dłoni, stóp, twarzy czy paznokci – gdzie nawet niewielkie zmiany prowadzą do wykluczenia społecznego, trudności zawodowych i obniżenia jakości życia.

Nowe kryteria IPC przesuwają punkt ciężkości z samej powierzchni skóry na faktyczny wpływ choroby na życie pacjenta. To bardziej sprawiedliwe podejście, które pozwoli dostosować terapię do indywidualnych potrzeb chorego – podkreślają eksperci dermatologii.

Znaczenie w praktyce klinicznej

Wdrożenie nowych tabel IPC może w przyszłości wpłynąć na kryteria refundacyjne i dostępność terapii w Polsce. Coraz częściej mówi się, że to właśnie jakość życia pacjenta powinna być głównym wskaźnikiem przy wyborze leczenia.

Nowa klasyfikacja nasilenia łuszczycy opracowana przez IPC to krok w stronę bardziej spersonalizowanej i empatycznej medycyny. Zamiast sztywno opierać się na liczbach, lekarze będą mogli uwzględniać realny wpływ choroby na pacjenta, co daje szansę na szybszy dostęp do skutecznych terapii i lepszą kontrolę choroby.
 
Źródło: International Psoriasis Council
Październikowa lista refundacyjna Ministerstwa Zdrowia przynosi ważną zmianę dla pacjentów z chorobami przewlekłymi o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym. Do refundacji wprowadzono infliksymab w nowoczesnej formie podskórnej. Dotychczas lek ten był dostępny jedynie w postaci dożylnej, wymagającej hospitalizacji lub wizyty w ośrodku infuzyjnym. Nowa opcja terapeutyczna może znacząco poprawić komfort pacjentów, a także odciążyć system ochrony zdrowia.
Infliksymab to lek biologiczny należący do grupy inhibitorów TNF-α. Od lat stosowany jest w terapii chorób o podłożu zapalnym, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, łuszczycowe zapalenie stawów, choroba Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa czy łuszczyca plackowata. Skuteczność infliksymabu w tych wskazaniach jest dobrze udokumentowana, a w wielu przypadkach stanowi on podstawę leczenia biologicznego.

Nowością na liście refundacyjnej od 1 października 2025 roku jest podskórna forma leku (Remsima s.c.). Oznacza to, że pacjenci – po kwalifikacji lekarskiej – będą mogli przyjmować lek w sposób mniej uciążliwy, bez konieczności cyklicznych wizyt w szpitalu.

Wygoda dla pacjentów i odciążenie systemu

Dotychczas leczenie infliksymabem wiązało się z koniecznością odbywania wizyt w ośrodku infuzyjnym, co było czasochłonne i często stanowiło dodatkową barierę dla pacjentów z mniejszych miejscowości. Podskórna postać leku pozwala na większą elastyczność – w wielu przypadkach podanie może odbywać się samodzielnie w domu lub w warunkach ambulatoryjnych.

Zmiana ma również znaczenie systemowe. Mniejsza liczba wizyt infuzyjnych oznacza odciążenie personelu medycznego i infrastruktury szpitalnej, co pozwala lepiej wykorzystać zasoby ochrony zdrowia. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy kolejki do terapii biologicznych i presja na oddziały reumatologiczne czy gastroenterologiczne stale rosną.

Refundacja i kryteria dostępu

Resort zdrowia poinformował, że infliksymab podskórny zostanie objęty refundacją we wskazaniach, w których lek już był stosowany w postaci dożylnej – obejmie to m.in. reumatoidalne i łuszczycowe zapalenie stawów, choroby zapalne jelit, łuszczycę czy zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Szczegółowe kryteria włączenia i sposób realizacji świadczeń zostaną doprecyzowane w programach lekowych. Pytania pozostają jednak otwarte: czy wszyscy pacjenci stosujący obecnie infliksymab dożylny będą mogli przejść na formę podskórną, czy będzie to rozwiązanie dostępne przede wszystkim dla nowych chorych?

Podskórna forma infliksymabu to przykład, jak farmakoterapia ewoluuje w stronę rozwiązań bardziej przyjaznych pacjentowi. Zmniejszenie konieczności hospitalizacji, ułatwienie dostępu i potencjalne zwiększenie przestrzegania zaleceń terapeutycznych to realne korzyści płynące z tej zmiany.

Jednocześnie eksperci podkreślają konieczność monitorowania skuteczności i bezpieczeństwa nowej formy podawania, aby w praktyce klinicznej potwierdzić jej równorzędność z dotychczasowym leczeniem dożylnym.

Źródło: MZ

Otyłość jest od dawna uznawana za jeden z czynników zwiększających ryzyko rozwoju łuszczycy – przewlekłej choroby skóry o nawracającym charakterze. Ale nowe badania opublikowane w Journal of Investigative Dermatology podkreślają, że nie tyle masa całego ciała, ile rozkład tłuszczu – szczególnie nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha – może mieć kluczowe znaczenie. Co więcej, efekt ten wydaje się silniejszy u kobiet.
Badania wykazały, że tkanka tłuszczowa w centralnej części ciała jest silniej powiązana z ryzykiem wystąpienia łuszczycy niż tkanka tłuszczowa w całej objętości ciała. Odkrycie to może pomóc we wczesnym przewidywaniu ryzyka i ukierunkowaniu spersonalizowanych strategii profilaktyki łuszczycy.

Badacze z King’s College London przeanalizowali dane z ponad 330 000 uczestników UK Biobank, w tym ponad 9 000 osób z rozpoznaną łuszczycą. Wzięli pod uwagę 25 różnych miar adipności – od prostych wskaźników, takich jak obwód talii i stosunek talii do bioder, po more zaawansowane pomiary obrazowe. Wynik: miary związane z tłuszczem centralnym – np. obwód talii, stosunek talii do bioder, objętość tłuszczu trzewnego – były silniej powiązane z ryzykiem łuszczycy niż całkowita tkanka tłuszczowa.

Szczególnie interesujący jest fakt, że ten związek utrzymywał się niezależnie od obciążenia genetycznego. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś ma niskie ryzyko łuszczycy w oparciu o geny, wysoki poziom tłuszczu brzusznego może podnieść to ryzyko znacząco. Ponadto u kobiet efekt był mocniejszy – czynniki hormonalne, metaboliczne czy immunologiczne mogą odgrywać tu rolę.

Co to oznacza praktycznie?

Nowe dane dostarczają jasnego komunikatu: lokalizacja tkanki tłuszczowej ma znaczenie, a tłuszcz brzuszny to czynnik ryzyka łuszczycy niezależny od ogólnego poziomu tkanki tłuszczowej i obciążenia genetycznego. Szczególnie u kobiet występuje silniejszy związek między obwodem talii i tłuszczem centralnym a prawdopodobieństwem zachorowania na łuszczycę.
To odkrycie podkreśla konieczność zmiany podejścia zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu: dermatolodzy, lekarze pierwszego kontaktu i pacjenci powinni brać pod uwagę nie tylko BMI, ale także wskaźniki centralnej otyłości. Zdrowy styl życia, działania zmierzające do utraty tłuszczu okołotrzewnego, dieta i aktywność fizyczna – to elementy, które mogą realnie wpłynąć na ograniczenie ryzyka oraz poprawę jakości życia chorych.

Źródło: King’s College London

Jeszcze kilkanaście lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści i fototerapii. Dziś mówimy już o prawdziwej rewolucji – od klasycznych leków miejscowych, przez nowoczesne terapie biologiczne, aż po najnowsze doustne inhibitory TYK2. Europejska Agencja Leków (EMA) co roku dopuszcza kolejne preparaty, a celem leczenia – zgodnie z międzynarodowymi wytycznymi – jest osiągnięcie skóry niemal wolnej od zmian.
 
Łuszczyca nie jest już chorobą, z którą trzeba się pogodzić – dziś medycyna daje realną szansę na niemal całkowicie czystą skórę. Od maści i fototerapii, przez klasyczne leki doustne, aż po nowoczesne terapie biologiczne i najnowsze inhibitory TYK2 – wachlarz opcji terapeutycznych stale się poszerza. Decyzje Europejskiej Agencji Leków (EMA) i międzynarodowe wytyczne wyznaczają nowy cel: skuteczna kontrola choroby i lepsza jakość życia pacjentów.

Topiki – pierwszy krok w terapii

Podstawą leczenia łuszczycy o łagodnym nasileniu są leki miejscowe. To m.in. glikokortykosteroidy w kremach czy maściach oraz pochodne witaminy D3. Mają działanie przeciwzapalne i hamują nadmierne namnażanie komórek skóry. Coraz częściej stosuje się też terapie skojarzone, np. preparaty łączące steroid i kalcypotriol, co poprawia skuteczność i ogranicza działania niepożądane.

Fototerapia – światło jako lek

U pacjentów, u których topiki nie wystarczają, z pomocą przychodzi fototerapia. Najczęściej stosuje się promieniowanie wąskopasmowe UVB (NB-UVB). Badania potwierdzają, że nowoczesne domowe urządzenia są równie skuteczne jak leczenie w gabinecie – przy zachowaniu odpowiedniego nadzoru lekarskiego. To ważna alternatywa dla osób, które mają utrudniony dostęp do specjalistycznych ośrodków.

Leki doustne – klasyczne i nowoczesne

Kolejnym etapem są leki systemowe doustne.

Terapie biologiczne – precyzyjne uderzenie w zapalenie

Przełom w leczeniu łuszczycy przyniosły leki biologiczne, czyli przeciwciała monoklonalne działające wybiórczo na określone mediatory stanu zapalnego.

Dzięki tym lekom pacjenci coraz częściej osiągają PASI 90–100, czyli niemal całkowitą czystość skóry – coś, co jeszcze dekadę temu było nieosiągalne.

TYK2 – nowa era leków doustnych

Najświeższą nowością, zatwierdzoną przez European Medicines Agency (EMA) w marcu 2023 r., jest deukrawacytynib – pierwszy przedstawiciel inhibitorów TYK2 (Tyrosine Kinase 2). To lek doustny, który łączy zalety tabletek z mechanizmem działania zbliżonym do biologów.

TYK2 jest enzymem biorącym udział w przekazywaniu sygnałów zapalnych zależnych od IL-12, IL-23 i interferonów. Hamując go, deukrawacytynib skutecznie ogranicza proces zapalny w łuszczycy.

Dla kogo?

Badania kliniczne pokazały, że deukrawacytynib daje znacznie lepsze efekty niż apremilast, a profil bezpieczeństwa jest korzystny. To sprawia, że inhibitor TYK2 może stać się ważnym ogniwem pomiędzy klasycznymi lekami doustnymi a terapiami biologicznymi.

Cel leczenia 2025: Treat-to-Target

Wytyczne europejskie i międzynarodowe jasno wskazują: celem leczenia jest uzyskanie skóry czystej lub prawie czystej (≤1% powierzchni ciała zajętej zmianami) w ciągu pierwszych 3 miesięcy. Jeśli ten efekt nie jest osiągnięty, należy zmienić terapię. To podejście, określane jako Treat-to-Target, daje pacjentowi realną szansę na życie bez wstydu i bólu.

Leczenie łuszczycy w 2025 roku to paleta możliwości – od prostych maści, przez światło UVB, po nowoczesne biologiczne przeciwciała i innowacyjne inhibitory TYK2. Decyzje EMA sprawiają, że wachlarz opcji w Europie stale się poszerza. Dziś pacjent i lekarz mogą wspólnie wybrać terapię szytą na miarę – a perspektywa życia z czystą skórą staje się realna jak nigdy dotąd.

 
Sierpień to Międzynarodowy Miesiąc Świadomości Łuszczycy – choroby, która mimo że dotyka ponad milion osób w Polsce, wciąż pozostaje społecznie niedostatecznie zrozumiana. Kampania „Daj się odkryć”, organizowana przez Dominikę Jeżewską i Annę Tajkiewicz, kolejny raz oddaje głos osobom żyjącym z łuszczycą. Ich celem jest jedno: sprawić, by skóra przestała być źródłem wstydu, a stała się częścią rozmowy o empatii, akceptacji i odwadze. W tym roku projekt wybrzmiewa jeszcze mocniej – nie tylko w sieci i mediach, ale również na ulicach polskich miast, w mobilnych punktach diagnostycznych i przestrzeniach wystawienniczych.
Kampania, organizowana z inicjatywy dwóch kobiet chorujących na łuszczycę – Dominiki Jeżewskiej, edukatorki i twórczyni internetowej znanej jako Pani Łuska, oraz Anny Tajkiewicz, fotografki i psycholożki – stawia na autentyczność, odwagę i siłę społecznej empatii. Hasło przewodnie: „Dlaczego nim się zachwycasz, a boisz się, że ja cię zarażę?” zadaje trudne, ale konieczne pytanie, uderzając w rdzeń społecznych uprzedzeń.

Łuszczyca dotyka ponad 1 miliona Polaków. Wciąż jest jednak niedostatecznie zrozumiana i silnie stygmatyzowana. Chorzy bywają wykluczani, zawstydzani, pomijani. Kampania przypomina, że ich codzienność to nie tylko zmaganie się z objawami, ale też z oceną otoczenia.

Zachwyt dla jednych, dystans wobec drugich – a przecież wygląd to tylko warstwa

W tym roku kampania przybiera wyjątkowo wyrazistą formę. Bohaterowie zdjęć, osoby z łuszczycą, pozują w towarzystwie psów rasy dog niemiecki, których umaszczenie przypomina charakterystyczne zmiany skórne. Ten kontrastowy obraz – piękno „łaciatego” psa kontra lęk przed „łaciatym” człowiekiem – oddaje siłę wizualnego storytellingu.

 Wciąż zdarza się, że ktoś odsuwa się w autobusie, nie podaje ręki, unika kontaktu. A przecież łuszczyca nie zaraża. Tym projektem chcemy znormalizować jej widoczność i odebrać jej stygmat – mówi Dominika Jeżewska.

„Daj się odkryć” to nie tylko manifest społeczny – to zaproszenie do bycia widocznym. Do zabrania głosu w imieniu tysięcy ludzi, którzy każdego dnia chowają swoją skórę, marzenia i plany pod warstwą ubrań i niepewności.

 Wiele osób z łuszczycą rezygnuje z życia, odkłada swoje potrzeby na ‘kiedyś’. Ale ‘kiedyś’ często nie nadchodzi. Dlatego pokazujemy, że akceptacja siebie – także w zaostrzeniu choroby – to akt odwagi i miłości – dodaje Anna Tajkiewicz.

W czasie trwania kampanii na profilach organizatorek oraz partnerów pojawiają się zdjęcia, relacje i historie osób z łuszczycą. Głos oddany bohaterom kampanii wybrzmiewa w mediach społecznościowych, internecie i prasie. Przestrzeń cyfrowa i miejska zamienia się w miejsce edukacji, empatii i rozmowy o widzialności.

Kampania, która wychodzi do ludzi 

Tegoroczna edycja kampanii „Daj się odkryć” to nie tylko poruszające historie i mocny przekaz wizualny, ale też konkretne działania, które dosłownie oraz symbolicznie przybliżają temat łuszczycy do ludzi. Już 8 sierpnia w warszawskiej przestrzeni City Hall odbędzie się wydarzenie towarzyszące kampanii – centralnym punktem będzie wystawa fotograficzna prezentująca bohaterów projektu: osoby z łuszczycą, ich codzienność, emocje i drogę do samoakceptacji. W programie także rozmowy z uczestnikami, specjalistami, psychologami, dermatologami i aktywistami, którzy poruszą społeczne aspekty życia z widzialną chorobą skóry.

W tym roku kampania rozwija się również w kierunku mobilnych działań. Wspólnie z Fundacją Amicus „Daj się odkryć” wspiera projekt Dermabus – nowoczesne, mobilne centrum diagnostyczno-edukacyjne, które latem odwiedza miasta w całej Polsce umożliwiając mieszkańcom bezpłatne badania skóry pod kątem łuszczycy, AZS oraz innych przewlekłych schorzeń dermatologicznych. Pacjenci z potwierdzoną diagnozą otrzymają fachowe informacje i zostaną skierowani do specjalistycznych ośrodków dermatologicznych. Dermabus regularnie przemierza kraj, docierając także do mniejszych miejscowości, zwiększając dostępność do specjalistycznej pomocy. Trasa i lokalizacje dostępne są na stronie Fundacji Amicus: amicusfundacja.org/dermabus.

Ruch, który rośnie z roku na rok

To już kolejna odsłona kampanii, która z roku na rok dociera do tysięcy osób, budzi poruszenie w mediach i inspiruje kolejne osoby do pokazania swojej skóry. Autentyczne historie i mocne zdjęcia poruszają bardziej niż niejedna kampania komercyjna.

Kampania rozwija się w mediach społecznościowych pod hasztagiem #DajSięOdkryć i stale poszerza grono swoich bohaterów, partnerów i wspierających twórców. W kampanię zaangażowali się partnerzy, dla których zdrowie i edukacja to coś więcej niż PR-owe slogany. Wspierają ją m.in.: Genactiv, Cutis, LNE, Hello Zdrowie, ALAB Laboratoria, Eveline Cosmetics, Dexeryl, Fundacja Amicus, Manufaktura Zdrowia i Urody oraz Farmapol.

Kampania „Daj się odkryć” to coś więcej niż coroczna inicjatywa edukacyjna – to ruch społeczny, który skutecznie przełamuje stereotypy, daje przestrzeń dla niedoreprezentowanych głosów i dosłownie wychodzi do ludzi. Pokazuje, że łuszczyca to nie wyrok, a widoczna skóra nie wymaga ukrywania. Dzięki zaangażowaniu organizatorek, partnerów i bohaterów kampanii temat łuszczycy trafia tam, gdzie powinien – do społecznej świadomości, gabinetów lekarskich i codziennych rozmów. A to właśnie widoczność jest pierwszym krokiem do zmiany.

Źródło:Komunikat Prasowy

Jeszcze kilka lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści, sterydów i cierpliwego przeczekiwania zaostrzeń. Dziś coraz więcej mówi się o przełomie – nowoczesne terapie biologiczne pozwalają nie tylko złagodzić objawy, ale też skutecznie zahamować rozwój choroby, poprawić jakość życia i uniknąć groźnych powikłań. Problem? Nie każdy pacjent ma do nich dostęp.

Łuszczyca to nie tylko problem skóry – to przewlekła choroba zapalna, która może prowadzić do poważnych powikłań: chorób serca, cukrzycy, otyłości czy łuszczycowego zapalenia stawów. Jak podkreślają eksperci, odpowiednio dobrana terapia biologiczna może te ryzyka znacząco ograniczyć. Łuszczyca coraz rzadziej oznacza tylko silne sterydy i ryzyko skutków ubocznych. Dziś to przede wszystkim nowoczesne leki biologiczne i tabletki, które oferują nie tylko skuteczność, ale też poprawę jakości życia i łatwość stosowania.

– Leczenie biologiczne poprawia jakość życia pacjenta, hamuje rozwój powikłań i chorób współistniejących – mówił prof. Witold Owczarek, krajowy konsultant ds. dermatologii i wenerologii, podczas majowej debaty zorganizowanej przez Fundację AMICUS w Centrum Prasowym PAP.

Coraz więcej pacjentów w Polsce korzysta z biologików. Co ważne, są to leki bardzo skuteczne i bezpieczne, które pozwalają utrzymać remisję nawet przez wiele lat. Niektóre z nich można przyjmować raz na kilka tygodni w formie wygodnego zastrzyku podskórnego, a na horyzoncie pojawiły się nawet pierwsze doustne tabletki. To ogromna zmiana w komforcie leczenia.

System nie nadąża za potrzebami

Niestety, mimo rozwoju medycyny dostęp do nowoczesnych terapii wciąż bywa ograniczony. – Ośrodków leczących łuszczycę mamy oficjalnie czterdzieści, ale realnie ciężar spoczywa na dziesięciu – wskazywała prof. Irena Walecka, konsultant wojewódzki ds. dermatologii na Mazowszu. – Czasem więcej czasu spędzamy z dokumentami niż z pacjentem – dodała, zwracając uwagę na biurokrację, która obciąża personel i spowalnia leczenie.

Kolejną przeszkodą są opóźnienia w finansowaniu. – Szpital czeka nawet osiem miesięcy na zapłatę za leki. To zamraża pieniądze, zagraża płynności finansowej, a czasem kończy się wizytą komornika – alarmowała prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa ds. reumatologii.

Efekt? Coraz więcej pacjentów, mimo kwalifikacji do programu lekowego, słyszy w ośrodkach: „Brak środków. Proszę czekać”. Fundacja AMICUS potwierdza, że takie sygnały otrzymuje niemal codziennie.

Łuszczyca to także zdrowie psychiczne

To, co dzieje się z ciałem, wpływa też na psychikę. Według danych Fundacji AMICUS nawet 50 proc. pacjentów z łuszczycą i ŁZS zmaga się z objawami depresji. – Nie pamiętam, kiedy przespałam całą noc – mówiła Olga Pluta, pacjentka zmagająca się ze spondyloartropatią. – Z osoby aktywnej stałam się osobą, która walczy o każdy dzień bez bólu.

Leczenie biologiczne często przynosi nie tylko poprawę objawów skórnych czy stawowych, ale również lepsze samopoczucie, zmniejszenie depresji i większą aktywność zawodową. Według raportu AMICUS co dziesiąta osoba z łuszczycą straciła pracę z powodu choroby – skuteczne leczenie jest więc także inwestycją w gospodarkę.

Przyszłość leczenia – personalizacja i wygoda

Nowoczesne podejście do łuszczycy to nie tylko nowe leki, ale też zmiana myślenia. Coraz większą rolę odgrywa personalizacja leczenia – dopasowanie terapii do stylu życia pacjenta. Na przykład tabletki zamiast zastrzyków, dłuższe okresy między dawkami, a w przyszłości także leczenie wspierane przez sztuczną inteligencję, która pomoże przewidzieć, co u danego pacjenta zadziała najlepiej. Nowe leki nie tylko działają szybciej, ale też utrzymują efekty na dłużej. Niektóre z nich dają poprawę nawet na 10 lat. A to oznacza mniej nawrotów, mniej hospitalizacji, więcej normalnego życia.

Potrzebna zmiana systemowa

Eksperci są zgodni – aby więcej pacjentów mogło skorzystać z tych możliwości, potrzebne są zmiany w organizacji i finansowaniu leczenia. – Wydatki powinny być przemyślane, ale też racjonalne. Chodzi o to, by przy ograniczonych środkach pomóc jak największej liczbie osób.

– Bez terminowych płatności ze strony NFZ nawet najlepsze wsparcie Fundacji nie wystarczy – mówi Dagmara Samselska, prezeska AMICUS. Fundacja od lat działa na rzecz pacjentów, prowadząc edukację, infolinię, webinary i pomagając odnaleźć się w skomplikowanym systemie.

Przyszłość: genetyka i komórki odpornościowe

Na badawczych horyzontach jest terapia ukierunkowana na przywrócenie równowagi układu odpornościowego. Naukowcy z MedUni Vienna odkryli, że enzym SSAT upośledza komórki regulatoryjne (Treg), doprowadzając do nadmiernego zapalenia. Jeśli kontrola tego mechanizmu zostanie przełożona na terapię — może to otworzyć zupełnie nową ścieżkę leczenia łuszczycy

Co to oznacza dla pacjenta?

Nowoczesne leczenie łuszczycy to ogromny krok naprzód – większa skuteczność, mniejsze objawy, lepsza jakość życia i mniej powikłań. Ale żeby ten postęp był realny dla wszystkich, potrzebne są zmiany systemowe: mniej biurokracji, szybsze finansowanie, więcej ośrodków. Bo każda osoba z łuszczycą zasługuje na leczenie, które naprawdę działa – i daje nadzieję na normalne życie.

Źródło: PAP MediaRoom