Medicalpress

Leki przeznaczone dla polskich pacjentów mogą być nielegalnie pozyskiwane z aptek i ponownie wprowadzane do obrotu, również z przeznaczeniem na wywóz za granicę. Tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji może ograniczać dostępność potrzebnych terapii. O mechanizmach tego procederu oraz współpracy GIF, KAS i prokuratury dyskutowano podczas konferencji zorganizowanej 28 września w Ministerstwie Zdrowia.

Konferencję „Nielegalny wywóz leków – działania państwa na rzecz bezpieczeństwa pacjentów” zorganizował Główny Inspektorat Farmaceutyczny we współpracy z Ministerstwem Zdrowia. Spotkanie otworzył Łukasz Pietrzak, Główny Inspektor Farmaceutyczny.

W dyskusji uczestniczyli przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za nadzór nad rynkiem leków oraz wykrywanie i ściganie nieprawidłowości. Ministerstwo Zdrowia reprezentował Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji. W panelach uczestniczyli również przedstawiciele Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, Ministerstwa Finansów i Krajowej Administracji Skarbowej oraz Prokuratury Krajowej.

Kiedy lek zamiast do pacjenta trafia poza legalny system

Jednym z głównych tematów konferencji był tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji leków. To mechanizm, w którym produkty lecznicze przeznaczone dla pacjentów są niezgodnie z prawem pozyskiwane z rynku detalicznego, a następnie kierowane do dalszego obrotu, w tym za granicę.

W praktyce oznacza to, że lek, który powinien trafić z hurtowni do apteki, a następnie do pacjenta, zostaje wyprowadzony z legalnego łańcucha dystrybucji. Konsekwencją może być ograniczenie dostępności określonych produktów leczniczych dla pacjentów w Polsce.

Eksperci wyjaśnili, w jaki sposób działa ten mechanizm, jakie podmioty mogą być w niego zaangażowane oraz jak rozpoznawane są nieprawidłowości w obrocie lekami.

Współpraca instytucji w walce z nielegalnym procederem

Skuteczne przeciwdziałanie nielegalnemu wywozowi leków wymaga współpracy instytucji odpowiedzialnych za nadzór, kontrolę i ściganie przestępstw. Podczas konferencji przedstawiciele Inspekcji Farmaceutycznej, Krajowej Administracji Skarbowej i Prokuratury Krajowej przedstawili swoje zadania oraz sposób współdziałania w przypadku podejrzenia nieprawidłowości w obrocie produktami leczniczymi.

Omówiono działania nadzorcze, kontrolne i śledcze oraz wymianę informacji między instytucjami. Pokazano również, jak identyfikowane są mechanizmy wykorzystywane do nielegalnego pozyskiwania i dalszego obrotu lekami.

Dla pacjenta najważniejsza jest dostępność leczenia

Nielegalny obrót lekami nie jest wyłącznie problemem rynku farmaceutycznego. Jego konsekwencje mogą dotknąć przede wszystkim pacjentów, jeśli produkty lecznicze przeznaczone na polski rynek nie trafiają tam, gdzie są potrzebne.

Dlatego działania państwa koncentrują się zarówno na wykrywaniu nieprawidłowości, jak i ochronie legalnego łańcucha dystrybucji leków. Celem jest zapewnienie, aby produkty lecznicze przeznaczone dla polskich pacjentów były dla nich dostępne.

Fakty, kompetencje i odpowiedzi na pytania

W ostatniej części konferencji eksperci wyjaśnili najważniejsze wątpliwości związane z nielegalnym wywozem leków. Doprecyzowali również, jakie kompetencje mają poszczególne instytucje i jakie działania mogą podejmować w przypadku stwierdzenia.

Źródło: MZ

Jak wynika z raportu On Board Think Kong: „Zdrowie z AI”, około 17 mln Polaków pyta sztuczną inteligencję o zdrowie swoje lub bliskich. Raport został przygotowany we współpracy z agencją badawczą SW Research, odpowiedzialną za badanie na próbie 1000 Polaków.

W ciągu ostatniego roku AI o sprawy zdrowotne pytało 58 proc. dorosłych, a 27 proc. robiło to wielokrotnie. Odpowiedzi czatów coraz częściej przekładają się na konkretne decyzje: 19 proc. korzystających kupiło lek bez recepty lub suplement za sugestią AI, a 8,3 proc. zmieniło dawkowanie albo odstawiło lek bez konsultacji z lekarzem. Jednocześnie co czwarty korzystający nigdy nie sprawdza informacji od AI u lekarza, farmaceuty ani w innym wiarygodnym źródle.

Najmłodsi pytają AI najczęściej, ale po pięćdziesiątce robi to ponad 40 proc.

O zdrowie pytało AI 74,5 proc. osób do 24. roku życia i 72,3 proc. osób w wieku 25–34 lata.
W grupie 35–49 lat odsetek wynosi 65,9 proc. i to tu najwięcej osób pyta AI wielokrotnie. Wśród osób po 50. roku życia z AI w sprawach zdrowia korzysta 43,7 proc. Dochód, wykształcenie i wielkość miejscowości niewiele zmieniają – w każdej z tych grup odsetek pytających mieści się między 54 a 62 proc.

Połowa pyta o objawy, co trzecia osoba o leki albo wyniki badań

50,7 proc. korzystających z AI w sprawach zdrowia pyta o objawy, 36 proc. o leki i suplementy, a 33 proc. prosi o interpretację wyników badań. Wyniki badań częściej analizują z pomocą AI kobiety niż mężczyźni (40 wobec 26 proc.) oraz osoby po pięćdziesiątce (42 proc.). Najmłodsi częściej niż inni pytają o stres, sen i zdrowie psychiczne (32 proc.). 27 proc. korzystających wgrało do czatu wyniki własnych badań, zanim omówiło je z lekarzem.

– W ciągu ostatniego roku 6 na 10 dorosłych Polaków konsultowało z AI tematy zdrowotne,
a co czwarty odbywał takie rozmowy regularnie. Zjawisko to zatem już jest nie tylko powszechne, ale i niezależne od miejsca zamieszkania czy poziomu wykształcenia. Dzięki temu, pytanie o specyfikę konsultacji medycznych z AI pozwala nam niejako „na skróty” dotrzeć do wiedzy z jakimi problemami zdrowotnymi mierzą się różne obecnie różne pokolenia Polaków, bez konieczności bezpośredniego pytania o częstotliwość wizyty u danego specjalisty.
– mówi Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research.

Po rozmowie z AI prawie dwa razy więcej osób umawia wizytę, niż ją odwołuje

13,6 proc. korzystających – szacunkowo ok. 2 mln osób – umówiło wizytę u lekarza, na którą bez AI by nie poszło. Z zaplanowanej wizyty zrezygnowało 7,4 proc. U najmłodszych proporcja jest jeszcze wyraźniejsza: 27 proc. umówiło wizytę, a 8 proc. ją odwołało. Co dziewiąty korzystający pytał AI o wybór lekarza, przychodni lub szpitala.

Co piąty kupił lek lub suplement, bo tak podpowiedziała AI

Pytania o leki – ich działanie, dawkowanie, interakcje i skutki uboczne – zadawało 36 proc. korzystających. 19,2 proc. poszło dalej i kupiło lek bez recepty albo suplement na podstawie sugestii czatu. 8,3 proc., czyli co dwunasty korzystający, zmieniło dawkowanie albo odstawiło lek bez konsultacji z lekarzem, a 14,9 proc. potraktowało odpowiedź AI jak diagnozę.

70 proc. sprawdza odpowiedzi AI, ale regularnie robi to tylko 39 proc.

Zapytaliśmy, czy korzystający weryfikują informacje od AI u lekarza, farmaceuty albo w innym wiarygodnym źródle. 70 proc. robi to przynajmniej czasami, ale regularnie – zawsze lub
w większości przypadków – tylko 39 proc. Najczęstsza odpowiedź to „tylko czasami” (30,5 proc.). Co czwarty (25,4 proc.) nie sprawdza informacji od AI nigdy, a wśród osób po 50. roku życia
– co trzeci (33,4 proc.). Odpowiedź AI z lekarzem lub farmaceutą skonsultowało 17,2 proc.
korzystających.

Dla firm i organizacji to ważny sygnał, że sztuczna inteligencja powinna być dziś uwzględniana w strategiach komunikacji, nie tylko jako nowe narzędzie dotarcia do odbiorców, ale także jako pośrednik wpływający na sposób wyszukiwania, interpretowania i oceniania informacji.

Marki, które chcą skutecznie budować swoją wiarygodność, powinny zadbać o obecność rzetelnych i eksperckich treści również w ekosystemie AI, ponieważ to właśnie tam coraz częściej zaczyna się ścieżka pozyskiwania wiedzy przez konsumentów – komentuje Norbert Ofmański, konsultant public relations w On Board Think Kong.

Pełne wyniki raportu „Zdrowie z AI”, w tym dane w podziale na płeć i wiek, dostępne są na stronie: https://obtk.pl/zdrowieai/#wyniki

Raport „Zdrowie z AI”

Raport „Zdrowie z AI”, przygotowany przez OBTK (On Board Think Kong) we współpracy
z SW Research, analizuje rosnącą rolę sztucznej inteligencji w obszarze zdrowia oraz to, w jaki sposób Polacy wykorzystują narzędzia AI do poszukiwania informacji, interpretowania danych
i podejmowania decyzji dotyczących zdrowia. Badanie pokazuje nie tylko skalę korzystania
z AI, ale również sytuacje, w których odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję mogą wpływać na zachowania pacjentów – od umówienia wizyty lekarskiej, przez zakup leków i suplementów, po samodzielne modyfikowanie dawkowania.

Raport stanowi punkt wyjścia do dyskusji o zmieniającej się ścieżce pacjenta oraz o roli AI
w komunikacji zdrowotnej. Wyniki pokazują, z jakimi pytaniami Polacy zwracają się do sztucznej inteligencji, w jakim stopniu weryfikują uzyskane informacje oraz kiedy odpowiedź AI staje się elementem realnej decyzji dotyczącej zdrowia. W tym kontekście raport dostarcza danych istotnych zarówno dla sektora ochrony zdrowia, jak i ekspertów, instytucji oraz marek obecnych w cyfrowym środowisku informacji o zdrowiu.

Metodologia

Raport został opracowany przez OBTK (On Board Think Kong) na podstawie badania przeprowadzonego przez SW Research, z wykorzystaniem panelu SW Panel.

Badanie zrealizowano metodą CAWI w dniach 8–10 września 2026 roku na ogólnopolskiej
próbie 1000 dorosłych Polaków (18+). Próba jest reprezentatywna dla dorosłej populacji Polski pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości.

Pytania o tematy, sytuacje i sprawdzanie informacji zadano 576 osobom, które w ciągu 12 miesięcy korzystały z AI w sprawach zdrowia. Szacunki liczby osób (ok. 17 mln, ok. 2 mln) są przybliżone: odnoszą odsetki z badania do liczby dorosłych mieszkańców Polski i są obarczone błędem statystycznym. Wyniki dla grup poniżej 100 osób należy traktować orientacyjnie.

On Board Think Kong (https://obtk.pl) to agencja zrzeszona w międzynarodowej sieci agencji komunikacji marketingowej ECCO Global Communications Network obecnej w ponad 40
krajach, łącznie zatrudniającej ponad 1500 specjalistów w 50 biurach na całym świecie. Główne obszary specjalizacji to: Public Relations, korporacyjne doradztwo, content marketing & SEO, komunikacja w kanałach społecznościowych. Projekty On Board Think Kong wyróżniane są między innymi za kreatywność i skuteczność (Effie, Golden Drum, IPRA Golden Awards, IAC, Stevie Awards). W Polsce agencja należy do Związku Firm Public Relations.
On Board Think Kong jest też jedynym polskim członkiem brytyjskiego stowarzyszenia Content Marketing Association.

Źródło: inf pras

Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy wykaz produktów zagrożonych brakiem dostępności w Polsce. Na liście znalazły się 294 pozycje, w tym insuliny, leki stosowane w padaczce, astmie i POChP, psychiatrii czy onkologii. Samo umieszczenie produktu w wykazie nie oznacza jednak, że zniknął on z aptek. Lista jest przede wszystkim sygnałem, że jego dostępność wymaga szczególnego monitorowania i uruchamia mechanizmy mające chronić krajowe zapasy przed wywozem za granicę.

Nowe obwieszczenie ministra zdrowia zostało wydane 1 września 2026 r., a wykaz produktów zagrożonych brakiem dostępności ustalono na 9 września. Zastępuje on poprzednią listę z 8 lipca.

Lista liczy 294 pozycje. Już pierwsze strony dokumentu pokazują, jak różnorodnych grup terapeutycznych dotyczy problem. Znajdują się na niej m.in. insuliny, preparaty wziewne stosowane w chorobach układu oddechowego, leki przeciwpadaczkowe i stosowane w psychiatrii, ale także specjalistyczne środki żywieniowe i wyroby medyczne. Wśród wymienionych produktów są m.in. preparaty zawierające insulinę glargine, insulinę ludzką i insulinę glulizynową, walproinian sodu, salbutamol, formoterol czy ipratropium.

Na dalszych pozycjach znajdują się m.in. kolejne insuliny, karbamazepina, tamoksyfen, preparaty stosowane w leczeniu chorób obturacyjnych płuc, paliperydon i olanzapina stosowane w psychiatrii oraz filgrastym wykorzystywany m.in. u pacjentów onkologicznych.

Tak szeroki zakres może budzić niepokój pacjentów, ale nazwę wykazu trzeba interpretować ostrożnie. Obecność produktu na tzw. liście antywywozowej nie jest równoznaczna z informacją, że nie można go obecnie kupić w Polsce. Główny Inspektorat Farmaceutyczny podkreśla, że dostępność leków jest stale monitorowana na podstawie danych z różnych poziomów dystrybucji, w tym aptek, szpitali, hurtowni oraz informacji od podmiotów odpowiedzialnych. GIF publikuje ponadto cotygodniowe zestawienia dotyczące aktualnych i przewidywanych problemów z dostępnością konkretnych produktów.

Lista jest coraz dłuższa. W lutym 2026 r. obejmowała 273 pozycje, natomiast wykaz obowiązujący od początku czerwca liczył 286 pozycji. Wrześniowe obwieszczenie zawiera już 294. Sam wzrost liczby pozycji nie wystarcza jednak do stwierdzenia, że bezpieczeństwo lekowe w Polsce pogorszyło się w takim samym stopniu. Na wykaz wpływają bowiem zarówno bieżące problemy z dostawami, jak i sposób monitorowania rynku oraz konieczność zabezpieczenia konkretnych produktów przed odpływem z krajowego łańcucha dystrybucji.

Dla pacjenta najważniejsze jest nie samo pytanie, ile pozycji znajduje się na liście, ale czy problemy dotyczą właśnie jego terapii, czy dostępny jest odpowiednik oraz jak długo mogą potrwać ewentualne zakłócenia dostaw. Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku terapii przewlekłych, w których przerwanie leczenia lub niekontrolowana zmiana preparatu może mieć poważne konsekwencje. Dlatego pojawienie się leku w wykazie nie powinno być powodem do samodzielnego odstawienia terapii czy robienia zapasów, lecz sygnałem, że jego dostępność jest objęta szczególnym nadzorem.

Pełną listę można znaleźć: TU

Źródło: Dz.U. MZ

Żel przeciwbólowy zastosowany przed wyjściem na plażę może skończyć się poważną reakcją skórną, dziurawiec zwiększyć wrażliwość na słońce, a tabletka przeciwgorączkowa podana przy udarze cieplnym opóźnić właściwą pomoc. Latem znaczenie ma nie tylko to, jakie leki przyjmujemy, ale również kiedy i w jakich warunkach je stosujemy. Część popularnych wakacyjnych sposobów na oparzenia czy ochronę przed owadami także może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wakacyjna apteczka kojarzy się zwykle z zabezpieczeniem na wypadek drobnego urazu, oparzenia, bólu czy ukąszenia. Tymczasem latem problemem może stać się również lek, który przez pozostałą część roku stosujemy bez żadnych komplikacji. Wysoka temperatura, intensywne promieniowanie słoneczne, odwodnienie i zmiana codziennych nawyków sprawiają, że niektóre preparaty wymagają szczególnej ostrożności.

Jak zwraca uwagę mgr farm. Małgorzata Kanarkiewicz z „Apteki z Uśmiechem”, część wakacyjnych problemów nie wynika przy tym z zastosowania niewłaściwego produktu.

„Najczęściej problemem nie jest sam preparat, lecz niewłaściwy moment jego zastosowania albo połączenie go z innym produktem” – mówi farmaceutka.

Dobrym przykładem są przeciwbólowe i przeciwzapalne preparaty do stosowania na skórę. Fakt, że lek działa miejscowo, może dawać pacjentowi poczucie, że nie ma znaczenia, czy po jego zastosowaniu wyjdzie na słońce. W przypadku żeli zawierających ketoprofen takie założenie może mieć poważne konsekwencje.

Ketoprofen stosowany miejscowo może powodować reakcje nadwrażliwości na światło. Zmiany mogą pojawić się w miejscu, na które nanoszony był lek, i obejmować zaczerwienienie, obrzęk, pieczenie czy pęcherze. Co istotne, związek pomiędzy zmianami skórnymi a zastosowanym wcześniej preparatem nie zawsze jest dla pacjenta oczywisty.

„Pacjenci rzadko łączą nagłą wysypkę z żelem użytym kilka dni wcześniej. Zwykle podejrzewają nowy kosmetyk, proszek do prania albo alergię pokarmową” – wyjaśnia Małgorzata Kanarkiewicz.

W przypadku miejscowo stosowanego ketoprofenu ochrona przed promieniowaniem UV nie kończy się wraz z ostatnią aplikacją. Miejsce stosowania preparatu powinno pozostawać osłonięte przed słońcem podczas leczenia i przez dwa tygodnie po jego zakończeniu. Nie należy przy tym polegać wyłącznie na kosmetyku z filtrem. Znaczenie ma także fizyczne osłonięcie skóry.

Ketoprofen nie jest jedynym lekiem, który może skomplikować wakacyjny wypoczynek. Nadwrażliwość na światło może występować również przy stosowaniu niektórych antybiotyków, w tym doksycykliny i innych tetracyklin, fluorochinolonów, a także niektórych leków moczopędnych, retinoidów czy leków przeciwzapalnych. Reakcja może wyglądać jak nasilone oparzenie słoneczne albo przyjmować postać zmian skórnych.

Nie oznacza to oczywiście, że przed urlopem należy samodzielnie odstawić przepisany lek. Przeciwnie, decyzja o przerwaniu terapii bez konsultacji może nieść znacznie większe ryzyko. Jeżeli pacjent przyjmuje leki na stałe albo rozpoczyna nową terapię tuż przed wyjazdem, powinien sprawdzić informacje dotyczące ekspozycji na promieniowanie UV i w razie wątpliwości skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą.

Na liście preparatów, o których pacjenci mogą zapominać podczas takiej konsultacji, znajdują się również produkty ziołowe. Szczególnym przykładem jest dziurawiec. Preparaty zawierające jego skoncentrowane wyciągi mogą zwiększać wrażliwość skóry na światło, ale problem nie ogranicza się do wakacyjnej ekspozycji na słońce. Dziurawiec może wchodzić w interakcje z wieloma lekami, wpływając na skuteczność farmakoterapii.

„Dziurawiec nie jest obojętną herbatką. Farmaceuta powinien wiedzieć o wszystkich preparatach, także tych naturalnych” – podkreśla Kanarkiewicz.

Osobną kategorią wakacyjnych błędów są sytuacje, w których nie lek, lecz domowy sposób na dolegliwość okazuje się problemem. Nadal popularne jest smarowanie oparzonej słońcem skóry kefirem, śmietaną czy innymi produktami spożywczymi. Chwilowe uczucie chłodu nie oznacza jednak, że takie postępowanie jest właściwe. Produkty spożywcze nie są przeznaczone do stosowania na uszkodzoną skórę, a tłuste preparaty mogą utrudniać oddawanie ciepła. Nie powinno się również przykładać bezpośrednio do skóry lodu ani zamrożonych kompresów, ponieważ skrajnie niska temperatura sama może prowadzić do uszkodzenia tkanek.

Pierwszym zadaniem przy świeżym oparzeniu jest schłodzenie skóry.

„Najpierw trzeba przerwać działanie źródła ciepła i schłodzić skórę. Preparaty regenerujące mają zastosowanie później, na etapie gojenia” – tłumaczy farmaceutka.

To istotne również w kontekście popularnego pantenolu. Preparat może być pomocny w pielęgnacji i regeneracji skóry, ale nie powinien zastępować właściwego postępowania bezpośrednio po oparzeniu.

Szczególnej ostrożności wymaga natomiast sytuacja, gdy objawy po ekspozycji na słońce przestają przypominać zwykłe przegrzanie. Udar cieplny jest stanem zagrożenia życia. Wysoka temperatura ciała nie wynika wówczas z mechanizmu charakterystycznego dla gorączki w przebiegu infekcji, dlatego sięgnięcie po paracetamol lub ibuprofen nie rozwiązuje problemu, a może opóźnić działania, które rzeczywiście są potrzebne.

„Największym zagrożeniem jest stracony czas. Przy podejrzeniu udaru trzeba natychmiast zadzwonić pod numer 112, przenieść poszkodowanego w cień, zdjąć zbędną odzież i rozpocząć chłodzenie” – mówi Kanarkiewicz.

Niepokój powinny wzbudzić zwłaszcza zaburzenia świadomości, splątanie, nadmierna senność, drgawki czy utrata kontaktu. Osobie z zaburzeniami świadomości nie należy podawać płynów doustnie.

Nie wszystkie wakacyjne błędy mają jednak tak dramatyczne konsekwencje. Czasem chodzi o pozornie drobne szczegóły, jak jednoczesne stosowanie kremu przeciwsłonecznego i preparatu odstraszającego komary lub kleszcze. Jeżeli potrzebne są oba produkty, należy kierować się instrukcjami ich stosowania. Krem przeciwsłoneczny nakłada się jako pierwszy, a po jego wchłonięciu można zastosować repelent. Nie należy natomiast automatycznie ponawiać aplikacji środka odstraszającego owady za każdym razem, gdy dokładamy krem z filtrem, ponieważ częstotliwość stosowania obu produktów może być różna.

Wspólnym mianownikiem tych sytuacji jest przekonanie, że produkty dostępne bez recepty, kosmetyki czy preparaty ziołowe są na tyle dobrze znane, że nie wymagają szczególnej uwagi. Wakacje zmieniają jednak warunki, w których są stosowane. Lek, który przez wiele miesięcy nie powodował problemów, podczas wielogodzinnej ekspozycji na intensywne słońce może wymagać dodatkowych środków ostrożności.

Dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić nie tylko, czy w apteczce są plastry, środek przeciwbólowy i preparat na ukąszenia. Znacznie ważniejsze może okazać się sprawdzenie leków przyjmowanych na stałe i doraźnie pod kątem ekspozycji na słońce, wysokich temperatur oraz możliwych interakcji. Dotyczy to także suplementów i preparatów roślinnych.

„Wystarczą trzy minuty, żeby omówić przyjmowane leki, zioła, suplementy i zasady bezpiecznego korzystania ze słońca” – podsumowuje Małgorzata Kanarkiewicz.

Wakacyjna profilaktyka nie sprowadza się więc wyłącznie do wysokiego filtra SPF. Czasem najważniejszą ochroną przed słońcem okazuje się przeczytanie ulotki leku, a w razie wątpliwości krótka rozmowa z farmaceutą.

Źródło: Media dla Zdrowia

Branża pharma & medical wkracza w kolejny etap dynamicznych zmian. Rozwój nowych technologii, zmieniające się regulacje, rosnące oczekiwania pacjentów oraz presja na zwiększanie efektywności sprawiają, że organizacje muszą dziś działać szybciej, elastyczniej i podejmować decyzje w oparciu o dane oraz nowoczesne narzędzia.

Jednocześnie sektor mierzy się z wyzwaniami związanymi z dostępnością terapii, rosnącymi kosztami operacyjnymi, transformacją modeli sprzedaży i marketingu oraz koniecznością budowania organizacji gotowych na zmieniające się realia rynkowe.

Odpowiedzi na najważniejsze pytania stojące dziś przed branżą będzie można poznać podczas VIII Forum Pharma Planet 360°, które odbędzie się 4–5 listopada 2026 r. w Warszawie pod hasłem „Pharma under pressure: market, regulation, technology and people”. Wydarzenie zgromadzi liderów rynku, ekspertów oraz przedstawicieli całego ekosystemu pharma & medical, którzy wspólnie będą dyskutować o kierunkach rozwoju sektora i praktycznych rozwiązaniach odpowiadających na aktualne wyzwania.

Program VIII Forum Pharma Planet 360° obejmuje m.in.:

Swoimi doświadczeniami i najlepszymi praktykami podzielą się przedstawiciele czołowych firm rynku pharma & medical, m.in.: AstraZeneca, Aurovitas Pharma, Baxter, Bioton, Boehringer Ingelheim, Coloplast, Dr.Max, Farmacja Polska, Gemini Polska, Haleon, Merck, Neuca, Neuraxpharm, Novartis, Nutricia, Opella, Perrigo, Reckitt, Recordati Polska, Sandoz, Stada, Teva Pharmaceuticals, TZF Polfa, Urtica oraz USP Zdrowie.

Podczas dwóch dni Forum uczestnicy będą mieli okazję wziąć udział w inspirujących debatach, praktycznych case studies oraz licznych spotkaniach networkingowych, wymieniając doświadczenia z przedstawicielami największych firm i organizacji działających na rynku pharma & medical.

Więcej informacji o Forum: www.pharmaplanet.pl

Program Forum: www.pharmaplanet.pl/program-1-dzien

Dostępne są pakiety indywidualne oraz grupowe.

Zarezerwuj swoje miejsce już dziś! Masz pytania? Skontaktuj się z nami:

Anna Banaś: anna.banas@braveconferences.pl

Produkcja leków, tworzyw i substancji zapachowych wymaga reakcji, w których łatwo o pożar, wybuch lub toksyczne odpady. Międzynarodowy zespół z udziałem naukowców UJ pokazał, że w jednym z takich procesów bezpieczniejszym źródłem tlenu może być dwutlenek węgla.

Chemicy nie tylko łączą atomy w coraz większe cząsteczki. Czasem muszą przeciąć cząsteczkę w wybranym miejscu i do powstałych fragmentów przyłączyć tlen. Z takich fragmentów buduje się później leki, tworzywa, paliwa i substancje zapachowe. Reakcje tego rodzaju odpowiadają za blisko 30 proc. produkcji przemysłu chemicznego.

Jedna z podstawowych operacji polega na rozerwaniu szczególnie mocnego połączenia między dwoma atomami węgla. Chemicznymi „nożyczkami” bywa wówczas ozon. Inne metody wymagają związków metali ciężkich albo dużych ilości tlenu, zwiększających ryzyko pożaru. Poszukiwanie łagodniejszego rozwiązania jest więc również kwestią bezpieczeństwa fabryk i ich pracowników.

Międzynarodowy zespół badaczy sięgnął po substancję, która wydawała się do tego zupełnie nieodpowiednia: dwutlenek węgla. CO2 jest końcowym produktem spalania i bardzo niechętnie uczestniczy w kolejnych reakcjach. Atomy tlenu są w nim wyjątkowo silnie związane. Ta chemiczna bierność ma jednak zaletę – dwutlenek węgla jest niepalny i znacznie bezpieczniejszy od silnych utleniaczy.

Naukowcy przygotowali stały materiał zawierający niewielkie ilości żelaza. Po oświetleniu niebieskim światłem działa on jak pośrednik między CO2 a przetwarzaną substancją. Cząsteczka dwutlenku węgla przyczepia się do atomu żelaza i ulega wygięciu, przez co łatwiej odebrać jej tlen. W tym samym miejscu zatrzymywana jest cząsteczka przeznaczona do przecięcia. Tlen zostaje na nią przeniesiony, a po kilku kolejnych przemianach cząsteczka rozpada się na dwa użyteczne fragmenty.

Jak podkreśla Shoubhik Das z Uniwersytetu w Bayreuth, jeden z autorów badań, proces przebiega w temperaturze pokojowej i pod normalnym ciśnieniem, bez sprężonego tlenu i silnych utleniaczy. Wyniki opublikowano w czasopiśmie „Science”.

Metodę sprawdzono na 45 różnych substancjach. Nie były to wyłącznie proste cząsteczki przygotowane na potrzeby eksperymentu, lecz także pochodne leków i hormonów. W typowej próbie po 24 godzinach uzyskano 82 proc. oczekiwanego produktu. Reakcję przeprowadzono również w skali gramowej oraz w urządzeniu, przez które składniki przepływały w sposób ciągły. Katalizator wykorzystano dziesięć razy, a jego wydajność zmniejszyła się do 70 proc. W innym teście układ pracował ponad 21 dni.

Badacze musieli jeszcze dowieść, że tlen rzeczywiście pochodził z CO2. Zastosowali więc dwutlenek węgla zawierający nieco cięższą odmianę atomów tlenu. Działała ona jak niewidoczny znacznik. Odnaleziono ją później w kolejnych produktach reakcji, co potwierdziło drogę tlenu od gazu do otrzymanej substancji.

W badaniach uczestniczyli prof. Piotr Kuśtrowski z Wydziału Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dr Lulu Alluhaibi z Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS. W krakowskim synchrotronie prześwietlono katalizator wyjątkowo silną wiązką promieniowania rentgenowskiego. Pozwoliło to sprawdzić, co otacza atomy żelaza i czy materiał zachowuje swoją budowę podczas pracy.

Eksperymenty prowadzono w małej skali, a na wynik trzeba było czekać wiele godzin. Proces wymaga też chloroformu, z którego powstaje kłopotliwy chlorowany odpad. Autorzy sami wskazują ten element jako poważne ograniczenie środowiskowe, które musi zostać rozwiązane, aby myśleć o zastosowaniach na większą skalę. Osiągnięte wyniki pokazują jednak, że nawet tak trwałą cząsteczkę jak CO₂ można skłonić do oddania tlenu.

Jeśli uda się zastąpić problematyczny rozpuszczalnik, skrócić proces i zwiększyć jego skalę, metoda może ograniczyć stosowanie bardziej niebezpiecznych substancji. Korzyścią byłoby nie tylko mniej szkodliwych odpadów, lecz także bezpieczniejsze wytwarzanie produktów obecnych później w lekach, tworzywach i przedmiotach codziennego użytku. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

W Polsce działa już 546 gmin bez ani jednej apteki, a od 2017 roku z rynku zniknęło 2247 placówek. Związek Aptek Franczyzowych podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. deregulacji rynku aptecznego przedstawił propozycje zmian, które mają poprawić dostęp pacjentów do leków. Wśród postulatów znalazły się m.in. możliwość przenoszenia aptek po utracie lokalu, dziedziczenia i sprzedaży placówek wraz z zezwoleniem oraz zmiana zasad konkurencji na rynku.
Sztandarowym przykładem wadliwości aktualnych przepisów jest obowiązujący zakaz przenoszenia aptek. Przeniesiona placówka traktowana jest jak zupełnie nowy podmiot, a nowa apteka nie może powstać, jeżeli w promieniu 500 metrów działa inna i to nawet jeśli chodzi o aptekę obecną w tym samym miejscu od 20 lat.

– Jeżeli apteka się spali, a farmaceuta znajdzie lokal 50 metrów dalej, to prawo powie mu: nie. Pacjenci tracą sprawdzoną placówkę nie z powodów ekonomicznych, tylko czysto formalnych. Nikt na tym nie zyskuje ani pacjent, ani farmaceuta, ani budżet państwa. Proponujemy ciągłość zezwolenia przy zmianie lokalu, jeżeli przeniesienie wynika z utraty tytułu prawnego do lokalu albo jego zniszczenia. To prosta zmiana, która znacząco pomoże zarówno pacjentom jak i farmaceutom – mówi Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych.

Sukcesja: majątek życia wygasa razem z zezwoleniem

Drugim postulatem proponowanym przez Związek Aptek Franczyzowych jest odblokowanie sukcesji. Właściciel apteki indywidualnej nie może dziś sprzedać jej nikomu spoza wąskiego grona farmaceutów, a placówki nie można w praktyce przekazać dzieciom, jeżeli nie wybrały zawodu farmaceuty.

– Farmaceuta przed emeryturą, którego dzieci pracują w innych zawodach, ma dziś trzy opcje: sprzedać aptekę za ułamek wartości koledze farmaceucie, o ile takiego znajdzie i o ile tego kolegę stać, zamknąć ją, albo umrzeć z zezwoleniem w ręku. Majątek, wart czasami nawet kilka milionów złotych, budowany dekadami traci wartość, bo popyt został ustawowo zlikwidowany. To wywłaszczenie bez odszkodowania, tylko rozłożone w czasie. Chcemy realnej możliwości zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy ścisłym zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i pełnego nadzoru inspekcji. Bezpieczeństwo pacjenta zapewniają przepisy o wykonywaniu zawodu, nie struktura właścicielska – podkreśla Mariusz Kisiel.

Uczciwa konkurencja: egzekucja zamiast zakazów

Obecnie przedsiębiorcy apteczni podlegają dwóm wykluczającym się limitom antykoncentracyjnym, przy czym jeden z nich jest sztuczny. ZAF proponuje jasny i przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu, na wzór rozwiązań włoskich, gdzie po reformie z 2017 roku jeden właściciel może posiadać maksymalnie 20 procent aptek w prowincji. Według analiz Instytutu Finansów Publicznych taki próg oznaczałby w Polsce wzrost liczby aptek o około 660 placówek w perspektywie 15 lat, podczas gdy utrzymanie obecnych przepisów to dalszy spadek o około 750. Nie musimy wymyślać koła na nowo, w Europie te mechanizmy już działają, wymagają tylko odpowiedniego dostosowania do polskiego rynku.

Czego nie naprawi państwowe koło ratunkowe

W trakcie prac zespołu pojawiła się druga propozycja, zupełnie odmiennego projektu. Tak jak projekt ZAF był propozycją deregulacyjną, mającą na celu zwiększyć dostępność do aptek oraz konkurencyjność całego sektora i zabezpieczyć ceny przed nadmiernym wzrostem, tak projekt konkurencyjny zaprezentowany przez ZAPPA zawierał radykalne rozwiązania jeszcze bardziej ograniczające i tak mocno zablokowany już rynek apteczny. ZAPPA zaproponowała nałożenie na apteki nowego podatku w wysokości 2% od obrotu – co w krótkiej perspektywie czasu mogłoby doprowadzić do upadku kolejnych kilku tysięcy aptek. Przedstawiciele Izby Aptekarskiej wskazywali, że nawet 30% aptek miało problemy z rentownością w przeszłości – kolejny podatek to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Im mniej aptek, tym niższa dostępność leków oraz wyższe ceny. Już teraz ceny leków nierefundowanych rosną kilka razy szybciej niż inflacja. Z tego powodu, jak pokazują najnowsze badania nawet połowa mieszkańców terenów, gdzie ubytek aptek jest najbardziej zauważalny rezygnuje z zakupu potrzebnych leków – coraz więcej ludzi na leki po prostu nie stać. Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich wskazało natomiast że w latach 2020-24 liczba niezrealizowanych pozycji recept wzrosła o 22 mln. Kolejnym pomysłem ZAPPA jest pewnego rodzaju nacjonalizacja rynku, czyli powołanie państwowego przedsiębiorstwa skupiającego upadające apteki. To bezprecedensowy pomysł, który cofałby rynek o kilkadziesiąt lat. Rynek apteczny stałby się niewydolny i niedofinansowany, tak jak państwowa służba zdrowia. Ta propozycja obrazuje jednak jak trudna jest obecna sytuacja farmaceutów i pacjentów.

– Regulacja, która wymaga państwowego koła ratunkowego, jest złą regulacją. Skoro proponuje się państwową spółkę do skupowania aptek i fundusz pożyczkowy za pół miliarda złotych z budżetu, to autorzy tych pomysłów sami przyznają, że rynek pod rządami obecnych przepisów nie utrzyma aptek tam, gdzie są potrzebne. Problem białych plam będzie rósł, brakuje aptek w małych gminach, zamykają się apteki całodobowe w wielkich miastach. Co znamienne, spółka Skarbu Państwa ma być zwolniona z ograniczeń, które obowiązują wszystkich pozostałych uczestników rynku. Nie stać nas na ratowanie skutków złego prawa publicznymi pieniędzmi. Nie stać nas także na to by nakładać kolejny podatek na apteki, których duża część jest dzisiaj nierentowna i pozbawiona możliwości pozyskania wsparcia inwestycyjnego z zewnątrz. Stać nas na dobre prawo i zdrową deregulacje – podsumowuje Mariusz Kisiel.

Postulaty przedsiębiorców aptecznych przedstawione przez ZAF w trakcie posiedzenia komisji sejmowej ds. regulacji rynku aptecznego:

  1. Ciągłość zezwolenia przy przeniesieniu apteki do innego lokalu, gdy przyczyną jest utrata tytułu prawnego lub zniszczenie lokalu.
  2. Możliwość zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i nadzoru inspekcji farmaceutycznej.
  3. Przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu na wzór włoski.
  4. Zwolnienie z opłaty administracyjnej za wydanie zezwolenia podmiotom, które chciałyby otworzyć placówkę apteczną w gminie, w której nie funkcjonuje żadna apteka
  5. Zachowanie ograniczeń geograficznych i demograficznych jako element mobilizujący powstawanie aptek w lokalizacjach, które tego najbardziej potrzebują
  6. Zlikwidowanie niekonstytucyjnych ograniczeń z 2023 roku, które wzmocniły rozpoczętą ustawą tzw. Apteką dla Aptekarza z 2017 degradację rynku aptecznego.
Źródło: inf pras
Wysokie temperatury mogą wpływać na działanie niektórych leków i zwiększać ryzyko odwodnienia, spadków ciśnienia czy bolesnych reakcji skórnych po ekspozycji na słońce. Eksperci przypominają jednak, że upały nie są powodem do samodzielnego przerywania terapii. Wyjaśniają, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do kontaktu z lekarzem oraz jak bezpiecznie przejść przez okres wysokich temperatur.
Wysoka temperatura, intensywne słońce i przyjmowane leki – jeśli nie zachowamy ostrożności, takie połączenie może stanowić zagrożenie dla zdrowia. Niektóre leki zwiększają ryzyko odwodnienia, utrudniają organizmowi oddawanie ciepła lub sprawiają, że nawet krótka ekspozycja na promieniowanie UV kończy się bolesnym oparzeniem skóry. Nie oznacza to jednak, że można je samodzielnie odstawić. Warto wiedzieć, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do szybkiej reakcji oraz jak bezpiecznie przejść przez okres upałów, nie przerywając skutecznego leczenia.

Lato to czas, kiedy do gabinetów lekarzy rodzinnych częściej trafiają pacjenci z osłabieniem, zawrotami głowy, omdleniami czy bolesnymi zmianami skórnymi po przebywaniu na słońcu. Choć wiele osób wiąże takie dolegliwości wyłącznie z upałem, w rzeczywistości często są one efektem połączenia wysokiej temperatury z przyjmowanymi lekami.

Niektóre preparaty zwiększają utratę wody z organizmu, inne ograniczają jego zdolność do schładzania się, a jeszcze inne powodują, że skóra staje się wyjątkowo wrażliwa na promieniowanie UV. To dlatego ta sama temperatura dla jednej osoby będzie jedynie nieprzyjemna, a u innej może doprowadzić do poważnych powikłań.

Upały nie są powodem, żeby przerywać zalecone leczenie. Mogą być natomiast sygnałem, że warto uważniej obserwować swój organizm i w razie niepokojących objawów skontaktować się
z lekarzem. To najbezpieczniejsze rozwiązanie – podkreśla Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Nie tylko odwodnienie. Niektóre leki mogą nasilać skutki upałów

Podczas upałów organizm broni się przed przegrzaniem, zwiększając wydzielanie potu. Wraz z nim tracimy wodę i elektrolity. U większości zdrowych osób wystarczy regularne nawadnianie, aby utrzymać prawidłową gospodarkę wodno-elektrolitową. Niektóre grupy leków mogą jednak wpływać na sposób, w jaki organizm radzi sobie z wysoką temperaturą. Mogą nasilać utratę płynów, ograniczać wydzielanie potu lub zaburzać naturalne mechanizmy termoregulacji.

Szczególną ostrożność podczas upałów powinny zachować osoby przyjmujące:

Nie oznacza to, że są to leki niebezpieczne. Wręcz przeciwnie – są one niezbędnym elementem leczenia wielu chorób przewlekłych. Wysokie temperatury mogą jednak sprawić, że organizm będzie reagował inaczej niż na co dzień.

Najbardziej narażeni są seniorzy. Wraz z wiekiem słabnie odczuwanie pragnienia, dlatego wiele osób starszych nie uzupełnia płynów w ilości, jakiej potrzebuje organizm. To właśnie oni najczęściej trafiają do lekarzy z zawrotami głowy, spadkami ciśnienia czy pogorszeniem pracy nerek będącym następstwem odwodnienia.

Lekarz rodzinny radzi: Nie czekaj, aż pojawi się uczucie pragnienia. W czasie upałów pij regularnie niewielkie ilości wody. Jeśli wystąpią silne osłabienie, zawroty głowy, omdlenie, bardzo ciemny mocz lub wyraźnie zmniejszy się jego ilość, nie bagatelizuj tych objawów i skontaktuj się z lekarzem.

Boli kolano po pracy w ogrodzie? Uważaj na żel przeciwbólowy

Nie każdy wie, że reakcję na słońce mogą wywoływać nie tylko tabletki. Problemem bywają również preparaty stosowane miejscowo, po które sięgamy niemal odruchowo. Weekend na działce, praca w ogrodzie czy dłuższy spacer często kończą się bólem kolana, barku albo łokcia. Wiele osób sięga wtedy po żel przeciwbólowy i… wraca na słońce. Tymczasem właśnie niektóre z takich preparatów mogą być przyczyną bardzo silnych reakcji skórnych.

Jednym z najlepiej poznanych przykładów są żele zawierające ketoprofen. Po ich zastosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wrażliwa na promieniowanie UV. Nawet krótka ekspozycja na słońce może wywołać silne zaczerwienienie, obrzęk, pęcherze, a nawet rozległe zmiany przypominające oparzenie. Podobne reakcje mogą wystąpić także podczas stosowania niektórych antybiotyków, zwłaszcza
z grupy tetracyklin (np. doksycykliny), leków stosowanych w zaburzeniach rytmu serca, takich jak amiodaron, czy części leków zawierających hydrochlorotiazyd.

Warto pamiętać, że reakcje fototoksyczne nie zawsze pojawiają się od razu. Czasem rozwijają się dopiero kilka lub kilkanaście godzin po zakończeniu ekspozycji na słońce.

Lekarz rodzinny radzi: Jeżeli po przebywaniu na słońcu pojawi się intensywne zaczerwienienie skóry, pieczenie, pęcherze lub ból nieproporcjonalny do czasu spędzonego na słońcu, należy przerwać ekspozycję na promieniowanie UV i skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Przed wakacyjnym wyjazdem warto również sprawdzić w ulotce leku, czy może on zwiększać wrażliwość na światło.

Największym błędem jest samodzielne odstawianie leków

Internet pełen jest porad sugerujących, że podczas upałów należy ograniczyć lub całkowicie odstawić niektóre leki. Eksperci przestrzegają przed takim postępowaniem.

Leczenie nadciśnienia tętniczego, niewydolności serca, cukrzycy czy innych chorób przewlekłych powinno być prowadzone zgodnie z zaleceniami lekarza.

Samodzielne odstawianie czy zmiana dawkowania leków to bardzo zły pomysł. Jeżeli podczas upałów pojawiają się nietypowe objawy: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie albo bolesne zmiany skórne po słońcu, nie powinno się ich bagatelizować. To sygnał, by skonsultować się z lekarzem – podkreśla Wojciech Pacholicki.

Jak bezpiecznie przejść przez okres upałów?

Wysokie temperatury nie są przeciwwskazaniem do stosowania leków, ale powinny skłonić do większej uważności. Warto regularnie się nawadniać, unikać przebywania na słońcu między godziną 11.00 a 16.00, nosić przewiewną odzież i nakrycie głowy oraz stosować kremy z filtrem.

Osoby przyjmujące leki powinny dodatkowo obserwować swój organizm. Szczególną uwagę warto zwrócić na nietypowe objawy takie jak: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie, zaburzenia koncentracji, zmniejszenie ilości oddawanego moczu, bardzo ciemny mocz czy bolesne zmiany skórne po kontakcie ze słońcem. To symptomy, których nie należy bagatelizować.

Lekarz rodzinny radzi: Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowanego leczenia, najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa z lekarzem rodzinnym. Latem, podobnie jak przez cały rok, nie warto samodzielnie zmieniać terapii. Znacznie bezpieczniej jest zapytać, jak stosowane leki mogą zachowywać się w wysokich temperaturach i na co zwrócić szczególną uwagę.

Źródło: inf pras

Od 12 lipca 2026 r. zacznie obowiązywać nowelizacja rozporządzenia Ministra Zdrowia dotyczącego przewozu przez granicę środków odurzających, substancji psychotropowych oraz prekursorów kategorii 1 na własne potrzeby lecznicze. Zmiana nie oznacza nowych obowiązków dla pacjentów, ale wprowadza nowy wzór dokumentu wydawanego przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego lub właściwego wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego w zależności od kierunku podróży.
Jak podkreśla Główny Inspektorat Farmaceutyczny, nowelizacja dotyczy wyłącznie wzoru dokumentu uprawniającego do przewozu leków zawierających środki odurzające lub substancje psychotropowe na własne potrzeby lecznicze. Dokumenty wydane przed 12 lipca pozostają ważne zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami.

Nowe przepisy nie wprowadzają zakazu przewożenia takich leków ani nie zmieniają zasad uzyskiwania zgody. Ich celem jest uporządkowanie dokumentacji oraz dostosowanie wzoru do obowiązujących przepisów.

Kogo dotyczą przepisy?

Zmiany dotyczą osób podróżujących z lekami zawierającymi substancje kontrolowane, m.in. niektórymi lekami przeciwbólowymi opioidowymi, preparatami stosowanymi w psychiatrii, neurologii czy medyczną marihuaną – o ile zawierają substancje objęte przepisami o środkach odurzających lub substancjach psychotropowych. O tym, czy dany produkt podlega tym regulacjom, decyduje jego skład, a nie fakt, że jest wydawany na receptę.

GIF przypomina również, że procedura zależy od kierunku wyjazdu:

Wniosek warto złożyć z wyprzedzeniem

W związku z okresem wakacyjnym GIF apeluje do pacjentów, aby nie odkładali formalności na ostatnią chwilę. Liczba wniosków przed sezonem urlopowym znacząco wzrasta, dlatego urząd rekomenduje ich składanie co najmniej 15 dni przed planowaną podróżą. Należy uwzględnić nie tylko czas potrzebny na przeprowadzenie postępowania administracyjnego, ale również doręczenie dokumentów. Wnioski złożone tuż przed wyjazdem mogą nie zostać rozpatrzone na czas.

Dokument to element bezpiecznej podróży

Eksperci przypominają, że odpowiednie przygotowanie dokumentacji jest szczególnie ważne w przypadku osób przewlekle przyjmujących leki zawierające substancje kontrolowane. Brak wymaganego dokumentu podczas przekraczania granicy może prowadzić do problemów podczas kontroli celnych lub granicznych.

Dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić, czy stosowany lek podlega przepisom dotyczącym substancji kontrolowanych, a w razie wątpliwości skorzystać z informacji publikowanych przez Główny Inspektorat Farmaceutyczny.

Źródło: GIF

Światowy Dzień Świadomości Hematoonkologii staje się nie tylko okazją do budowania wiedzy o chorobach układu krwiotwórczego, lecz także momentem, w którym wyraźnie widać kierunek zmian systemowych. Zapowiedziany pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, oparty na doświadczeniach już funkcjonujących rozwiązań stanowi ważny krok w stronę bardziej spójnego, przewidywalnego i opartego na jakości modelu opieki.
Współczesna hematoonkologia należy do najbardziej wymagających obszarów medycyny. Zarówno pod względem diagnostyki, jak i leczenia. Choroby układu krwiotwórczego charakteryzują się dużą różnorodnością biologiczną, często dynamicznym przebiegiem i koniecznością stosowania zaawansowanych terapii, w tym leczenia komórkowego. W tym kontekście, ogłoszona 8 kwietnia przez Resort Zdrowia oraz Instytut Hematologii i Transfuzjologii, zapowiedź budowy Krajowej Sieci Hematologicznej staje się naturalną odpowiedzią na potrzebę uporządkowania opieki nad pacjentami i zapewnienia jej jednolitej jakości w skali całego kraju.

Fundamentem budowy sieci ma być pilotaż, który zakłada opracowanie 19 standardowych ścieżek terapeutycznych oraz przygotowanie organizacyjnych podstaw funkcjonowania przyszłej sieci. Jak podkreśla w wystąpieniu inicjującym powołanie Sieci wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk – koncepcja tego rozwiązania powstała już w 2023 roku, natomiast realizacja pilotażu została zaplanowana na okres od 1 lipca 2026 r. do września 2029 r.

Standardy, które porządkują opiekę
Kluczowym elementem przygotowywanego pilotażu, realizowanego przez Instytut Hematologii i Transfuzjologii w partnerstwie z Centrum e-Zdrowia w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS),  będą standardy, które mają realnie uporządkować opiekę nad pacjentem – od jasno zdefiniowanych ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych, przez model organizacji leczenia, aż po zasady współpracy pomiędzy ośrodkami na różnych poziomach referencyjności. To właśnie te rozwiązania mają w praktyce przełożyć się na większą przewidywalność procesu leczenia oraz jego spójną jakość w całym kraju.

– Projekt pilotażu należy więc postrzegać jako przełomowy krok w kierunku ujednolicenia opieki hematologicznej w Polsce – tym bardziej, że już dziś nasz kraj należy do europejskich liderów w tym obszarze.  – mówiła podczas konferencji minister Kacperczyk. Polska została sklasyfikowana na trzecim miejscu w Europie pod względem dostępności do terapii hematoonkologicznych, oferując pacjentom pełen wachlarz nowoczesnych metod leczenia, w tym terapie najwyższej generacji. W samym tylko ubiegłym roku około 400 pacjentów skorzystało z terapii CAR-T, co potwierdza zarówno skalę wdrożenia, jak i dojrzałość systemu.

Doświadczenie, które wyznacza kierunek
Istotnym punktem odniesienia dla budowy nowego modelu jest doświadczenie Krajowej Sieci Onkologicznej i funkcjonujących w niej wyspecjalizowanych ośrodków, takich jak Narodowy Instytut Onkologii, który pełni funkcję Krajowego Ośrodka Monitorującego. Rola ta obejmuje m.in. analizę danych klinicznych, monitorowanie jakości leczenia, opracowywanie wskaźników efektywności oraz wspieranie jednolitego wdrażania standardów w skali całego kraju. To właśnie dzięki temu możliwe jest nie tylko bieżące zarządzanie systemem, ale również jego ciągłe doskonalenie w oparciu o twarde dane i mierzalne rezultaty.

Model ten, oparty na koordynacji, transparentności i jakości, już dziś pokazuje swoją skuteczność. Dlatego budowa Krajowej Sieci Hematologicznej stanowi jego naturalną konsekwencję i rozszerzenie na obszar chorób układu krwiotwórczego. W praktyce oznacza to przeniesienie sprawdzonych mechanizmów organizacyjnych, w tym monitorowania efektów leczenia i zarządzania ścieżką pacjenta, do kolejnego, wysoce wyspecjalizowanego segmentu opieki.

Budując referencjność
Pozycja Instytutu w projektowanym systemie wynika nie tylko ze skali działalności, lecz przede wszystkim z doświadczenia budowanego konsekwentnie od dekad. Szczególnym przykładem tych kompetencji jest działalność Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego – wyspecjalizowanej jednostki, która od momentu powstania, w połowie lat 90., rozwijana była jako miejsce kompleksowej diagnostyki i leczenia tej grupy nowotworów. Od początku jej funkcjonowanie opiera się na ścisłej współpracy interdyscyplinarnej, obejmującej patomorfologię, diagnostykę molekularną czy nowoczesne metody obrazowania, co umożliwia precyzyjne rozpoznanie i dobór terapii zgodnych z aktualnymi standardami światowymi.

– Każdego roku trafia do nas blisko sześciuset nowych pacjentów, w tym chorzy z rzadkimi nowotworami układu chłonnego oraz przypadki wymagające leczenia wysokospecjalistycznego, kierowane z całego kraju. – wyjaśnia prof. Joanna Romejko-Jarosińska kierująca Kliniką.  Prowadzimy także  intensywną działalność terapeutyczną, realizując zaawansowane procedury – w tym autotransplantacje komórek krwiotwórczych oraz nowoczesne terapie komórkowe CAR-T, a równolegle rozwijamy działalność naukową i badawczą, obejmująca liczne projekty krajowe i międzynarodowe oraz szeroki portfel badań klinicznych, zapewniających pacjentom dostęp do innowacyjnych metod leczenia.- dodaje ekspertka.

Pozycja Kliniki jako jednego z wiodących ośrodków hematoonkologicznych w Polsce nie jest rezultatem ostatnich lat, lecz efektem konsekwentnie i długofalowo budowanego doświadczenia. – W 1996 roku wdrożyliśmy jedną z najbardziej intensywnych terapii dla chłoniaka Burkitta (CODOX/IVAC), uzyskując trwałą remisję u pacjentki, która pozostaje zdrowa do dziś. Równolegle klinika aktywnie uczestniczyła w przełomowych badaniach klinicznych – m.in. tych, które potwierdziły znaczenie włączenia rytuksymabu do leczenia chłoniaków grudkowych, zmieniając standardy terapii na świecie. – kontynuuje profesor Romejko-Jarosińska.

Ważnym kamieniem milowym był także rozwój programu przeszczepowego w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie zapoczątkowany w 1997 roku przez profesora Jana Walewskiego Od tego czasu  w klinice wykonano ponad 1500 przeszczepień komórek krwiotwórczych, rozwijając równolegle zaplecze laboratoryjne i współpracę w zakresie terapii komórkowych. Naturalną kontynuacją tego kierunku jest wdrożenie w 2024 roku stosowania terapii CAR-T– jednej z najbardziej zaawansowanych metod leczenia współczesnej hematoonkologii.  To potwierdzenie, że ośrodek od dekad współtworzy i wdraża rozwiązania, które dziś definiują standardy nowoczesnej hematoonkologii i stają się fundamentem projektowanej Krajowej Sieci Hematologicznej.

Kierunek zmian: system, który realnie wspiera pacjenta
Światowy Dzień Świadomości Hematoonkologii staje się nie tylko okazją do budowania wiedzy o chorobach układu krwiotwórczego, lecz także momentem, w którym wyraźnie widać kierunek zmian systemowych. Zapowiedziany pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, oparty na doświadczeniach już funkcjonujących rozwiązań stanowi ważny krok w stronę bardziej spójnego, przewidywalnego i opartego na jakości modelu opieki. To właśnie połączenie wieloletniej praktyki klinicznej, rozwoju nowoczesnych terapii i świadomego projektowania systemu daje realną szansę na dalsze wzmacnianie pozycji Polski jako jednego z liderów europejskiej hematoonkologii – z korzyścią, przede wszystkim, dla pacjentów.
 
 
 
źródło: NIO-PIB
31 marca 2026 r. delegacja europosłów w ramach misji Komisji Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego (SANT) odwiedziła Centrum Produkcyjno-Logistyczne Adamed w Pabianicach. Wizyta była okazją do rozmów o tym, jak odbudować bezpieczeństwo lekowe Europy poprzez wsparcie europejskich producentów leków. To niezbędne, by zapewnić pacjentom w Europie stabilny dostęp do leków.
W skład delegacji weszli: Adam Jarubas, Vytenis Povilas Andriukaitis, Justyna Szczepańska, Marek Kołodziejski, Witold Naturski oraz Alina Ionascu. Delegacji towarzyszyła także poseł Jolanta Zięba-Gzik oraz Aleksandra Jarmakowska-Jasiczek, wiceprezydent Pabianic.
 
Wizyta europosłów w zakładzie produkcyjnym Adamed
 
Wizyta w Pabianicach odbyła się w drugim dniu misji SANT w Polsce. Delegacja Parlamentu Europejskiego zwiedziła część produkcyjną zakładu, obszar kontroli jakości, laboratorium leków wziewnych, pakownię oraz laboratorium mikrobiologiczne.
 
Przewodniczący komisji Adam Jarubas podkreślił, że wizyty w zakładach produkcyjnych pozwalają eurodeputowanym lepiej rozumieć branże, dla których tworzą prawo:
„To, że jesteśmy dziś tutaj pokazuje, że Adamed jest wzorem rozwoju inwestycji, społecznej odpowiedzialności biznesu oraz dobrych relacji z otoczeniem lokalnym. Zależy nam na tym, by jak najczęściej słuchać głosu branży – poznać konkretne informacje, rzetelne diagnozy i realną ocenę sytuacji. Unia Europejska czasem balansuje między przeregulowaniem a niedostrzeganiem pełnego obrazu. Wiemy też, że kraje tzw. starej Unii mają na tym rynku ugruntowaną pozycję, dlatego tym bardziej musimy konsekwentnie i skutecznie zabiegać o interesy Europy Środkowo-Wschodniej, również w kontekście szeroko rozumianego bezpieczeństwa lekowego” – powiedział Adam Jarubas, Przewodniczący Komisji Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego (SANT)
Wyzwania europejskiego sektora farmaceutycznego
 
Delegacja wzięła udział w dyskusji na temat wyzwań europejskiego sektora farmaceutycznego. Wśród najważniejszych wskazano rosnące uzależnienie od Azji w produkcji API generycznych, niespójną legislację, „goldplating” regulacji przy ich wdrażaniu do systemów krajowych, brak koordynatorów ds. bezpieczeństwa lekowego oraz niewystarczające zachęty wspierające konkurencyjność leków „made in EU”.
 
Dodatkowym problemem jest niedopasowanie programów unijnych, takich jak STEP czy FENG, do specyfiki sektora farmaceutycznego.
„Potrzebujemy wsparcia dla rozwoju przemysłu farmaceutycznego – nie tylko w obszarze badań i rozwoju, ale także produkcji. Jeśli Europa chce skutecznie konkurować globalnie, musi mieć stabilne i przewidywalne mechanizmy finansowania. Dziś ich brakuje, a wspierałyby one odbudowę niezależności lekowej Europy” – powiedziała Katarzyna Dubno, Dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych, ESG i Ekonomiki Zdrowia w Adamed Pharma.
Uczestnicy debaty zwracali również uwagę na problem przeregulowania rynku.
„Potrzebujemy przede wszystkim spójnych regulacji. Bez nich europejski sektor farmaceutyczny nie będzie konkurencyjny. Tymczasem część unijnych regulacji – jak choćby dyrektywa ściekowa – wprowadza dodatkowe, często bardzo kosztowne obciążenia dla producentów” – podkreśliła Magdalena Krakowiak, Kierownik Międzynarodowych Relacji Zewnętrznych Adamed Pharma.

Z kolei Vytenis Povilas Andriukaitis, były komisarz UE ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, wskazał na konieczność kompleksowego podejścia do rozwoju sektora: „Także w obszarze leków generycznych powstają rozwiązania o charakterze innowacyjnym. Musimy rozwijać system, w którym badania, inwestycje i innowacje obejmują wszystkie typy działalności. Globalna konkurencja jest dziś bardzo silna, dlatego potrzebujemy regulacji zapewniających równe warunki działania oraz wsparcie dla innowacji na każdym etapie rozwoju” – powiedział.
Delegacja Komisji Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego (SANT) zwiedziła Centrum Produkcyjno-Logistyczne Adamed Pharma w Pabianicach
 
Adamed – polski producent o międzynarodowym zasięgu
 
Adamed to jeden z największych producentów leków w Polsce. Rocznie produkuje 3,6 miliarda tabletek. Firma ma 8 przedstawicielstw na świecie, fabrykę w Wietnamie, a w drugiej połowie roku do grupy Adamed dołączy zakład w Riells w Hiszpanii, który polska firma kupuje od Sanofi.
 
W ramach misji SANT europosłowie spotykają się z przedstawicielami sektora zdrowia i odwiedzają miejsca związane z produkcją leków i funkcjonowaniem systemów ochrony zdrowia. Celem jest poprawa dostępu do leków oraz budowa bardziej odpornych systemów ochrony zdrowia w UE.
 
źródło: Adamed
Dwie nowe metody leczenia szpiczaka plazmocytowego, w tym terapia CAR-T, oraz nowa terapia dla chorych na chłoniaka z komórek płaszcza znalazły się wśród technologii, które zdaniem polskich hematoonkologów najbardziej pilnie wymagają refundacji. Nowa lista priorytetów refundacyjnych TOP TEN HEMATO 2026 powstała w wyniku głosowania zarządu Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.
Na podstawie głosowania członków zarządu PTHiT powstała lista priorytetów refundacyjnych na rok 2026. Na jej czele są dwie nowe terapie do leczenia pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym. W dziesiątce najbardziej potrzebnych leków znalazły się aż 4 terapie CAR-T, we wskazaniach do leczenia szpiczaka plazmocytowego oraz chłoniaka grudkowego. Hematoonkolodzy oczekują także refundacji nowych schematów leczenia z użyciem przeciwciał monoklonalnych, w tym koniugatów oraz inhibitorów kinazy Brutona.

O lekach, które znalazły się na liście TOP TEN HEMATO 2026 mówi prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes PTHIT:

Miejsce 1 – daratumumab (DVRd, DVRd+DR) – szpiczak plazmocytowy, 1. linia
. Schemat daratumumab, bortezomib, lenalidomid i deksametazon (DVRd) w pierwszej linii leczenia nowo rozpoznanego szpiczaka mnogiego u chorych kwalifikujących się do autologicznego przeszczepienia komórek krwiotwórczych, z dalszym postępowaniem podtrzymującym zależnym od statusu MRD, a także schemat DVRd w pierwszej linii leczenia chorych niekwalifikujących się do przeszczepienia. Daratumumab jest przeciwciałem monoklonalnym anty-CD38.

Miejsce 2 – ciltacabtagene autoleucel (Carvykti) – szpiczak plazmocytowy
. Terapia CAR-T z użyciem ciltacabtagene autoleucel u chorych na szpiczaka plazmocytowego w nawrocie lub oporności, po wcześniejszym leczeniu. Ciltacabtagene autoleucel jest autologiczną terapią komórkową CAR-T ukierunkowaną przeciwko BCMA.

Miejsce 3 – akalabrutynib (A+BR) – chłoniak z komórek płaszcza. 
Schemat akalabrutynib z bendamustyną i rytuksymabem (A+BR) w leczeniu chorych z chłoniakiem z komórek płaszcza w pierwszej linii u pacjentów niekwalifikujących się do intensywnego leczenia. Akalabrutynib jest kowalencyjnym inhibitorem kinazy Brutona (BTK) drugiej generacji.

Miejsce 4 – akalabrutynib (AV, AVO) – przewlekła białaczka limfocytowa
. Schematy oparte na akalabrutynibie i wenetoklaksie, z obinutuzumabem lub bez niego (AV, AVO), w leczeniu pierwszego rzutu chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową jako nowoczesna terapia celowana o określonym czasie trwania.  Akalabrutynib jest kowalencyjnym inhibitorem kinazy Brutona (BTK) drugiej generacji.

Miejsce 5 – pirtobrutynib – przewlekła białaczka limfocytowa
. Pirtobrutynib w leczeniu chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową po wcześniejszej terapii inhibitorem BTK, w przypadku oporności lub nietolerancji wcześniejszego leczenia. Pirtobrutynib jest niekowalencyjnym inhibitorem kinazy Brutona (BTK).

Miejsce 6 – lisocabtagene maraleucel (Breyanzi) – chłoniak grudkowy. 
Terapia CAR-T z użyciem lisocabtagene maraleucel u chorych na nawrotowego lub opornego chłoniaka grudkowego po wcześniejszych liniach leczenia systemowego. Lisocabtagene maraleucel jest autologiczną terapią komórkową CAR-T skierowaną przeciwko CD19.

Miejsce 7 – belantamab mafodotin (BPD, BVD) – szpiczak plazmocytowy
. Schematy oparte na belantamabie mafodotin w skojarzeniu z pomalidomidem i deksametazonem lub z bortezomibem i deksametazonem (BPD, BVD) u chorych na nawrotowego lub opornego szpiczaka mnogiego. Belantamab mafodotin jest przeciwciałem monoklonalnym anty-BCMA skoniugowanym z cytotoksycznym lekiem (immunotoksyna).

Miejsce 8 – pirtobrutynib – chłoniak z komórek płaszcza
. Pirtobrutynib w leczeniu chorych na nawrotowego lub opornego chłoniaka z komórek płaszcza, po wcześniejszej terapii inhibitorem BTK. Pirtobrutynib jest niekowalencyjnym inhibitorem kinazy Brutona (BTK).

Miejsce 9 – idecabtagene vicleucel (Abecma) – szpiczak plazmocytowy
. Terapia CAR-T z użyciem idecabtagene vicleucel u chorych na nawrotowego lub opornego szpiczaka mnogiego po wcześniejszym leczeniu obejmującym podstawowe klasy leków stosowanych w tej chorobie. Idecabtagene vicleucel jest autologiczną terapią komórkową CAR-T ukierunkowaną przeciwko BCMA.

Miejsce 10 – axicabtagene ciloleucel (Yescarta) – chłoniak grudkowy
. Terapia CAR-T z użyciem axicabtagene ciloleucel u chorych na nawrotowego lub opornego chłoniaka grudkowego po wielu wcześniejszych liniach leczenia systemowego. Axicabtagene ciloleucel jest autologiczną terapią komórkową CAR-T skierowaną przeciwko CD19.

Tegoroczne zestawienie to już piąta edycja listy priorytetów refundacyjnych w hematoonkologii.

 
żródlo: Rzecznicy Zdrowia, mzdrowie
Ministerstwo Zdrowia opublikowało kolejne obwieszczenie dotyczące wykazu produktów leczniczych zagrożonych brakiem dostępności. Lista liczy 282 pozycje i obejmuje nie tylko preparaty o znaczeniu specjalistycznym, ale także leki stosowane powszechnie, w tym insuliny, szczepionki, leki przeciwzakrzepowe, przeciwpadaczkowe czy stosowane w astmie i schizofrenii. To zestawienie nie jest jedynie dokumentem administracyjnym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami „obowiązkiem wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych jest zgłaszanie do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego leków, których brakuje w 5 proc. aptek w danym województwie”. W dalszym kroku informacja trafia do ministra zdrowia, który publikuje wykaz. System więc działa. Pytanie brzmi, czy działa wystarczająco szybko i skutecznie z perspektywy pacjenta.

W praktyce lista nie oznacza jeszcze całkowitego braku dostępności. Jest raczej sygnałem ostrzegawczym, że w części regionów pojawiają się niedobory. Jednak dla wielu pacjentów ten sygnał przekłada się na konkretne doświadczenie. Poszukiwanie leku w kolejnych aptekach, konieczność zmiany terapii lub jej przerwania, a także rosnące poczucie niepewności.

System antywywozowy, który miał przeciwdziałać niekontrolowanemu eksportowi leków, bez wątpienia ograniczył skalę tego zjawiska. Jednocześnie jednak nie rozwiązał wszystkich problemów związanych z dostępnością. Niedobory wynikają także z czynników globalnych, takich jak zakłócenia w łańcuchach dostaw, ograniczenia produkcyjne czy rosnące zapotrzebowanie na określone grupy leków.

Pytanie, które pojawia się coraz częściej, nie dotyczy już samego monitorowania niedoborów. Dotyczy zdolności systemu do ich zapobiegania. Czy reagujemy wystarczająco wcześnie? Czy mechanizmy zabezpieczające są wystarczające? I wreszcie, czy pacjent może mieć pewność, że jego leczenie nie zostanie przerwane z powodów, na które nie ma wpływu?

Lista leków zagrożonych brakiem dostępności nie jest tylko zestawieniem nazw. To obraz systemu w momencie napięcia. I przypomnienie, że bezpieczeństwo lekowe to nie kwestia procedur, lecz podstawowego prawa pacjenta do leczenia.

Pełną listę można znaleźć: TU

Źródło: MZ