Medicalpress
Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Pacjenta, Narodowy Instytut Onkologii oraz Polskie Towarzystwo Onkologiczne skierowały do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wspólne stanowisko. Dotyczy ono optymalnego, a więc jasnego i prokonsumenckiego brzmienia regulacji tzw. zapomnienia onkologicznego w ramach projektu ustawy o kredycie konsumenckim, wdrażającego dyrektywę CCD2.

Prace nad nowym projektem ustawy o kredycie konsumenckim prowadzi obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z Ministerstwem Finansów. Dotychczas projekt przygotowywał UOKiK. 

Wspólnie dla pacjentów onkologicznych 

Pięć instytucji, w tym Narodowy Instytut Onkologii oraz Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Pacjenta, Polskie Towarzystwo Onkologiczne sformułowało wspólne stanowisko dotyczące jasnej i prokonsumenckiej regulacji tzw. prawa do zapomnienia, w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim. Proponują, żeby po upływie pięciu lat od zakończenia leczenia onkologicznego, choroba nie była przeszkodą w uzyskaniu ochrony ubezpieczeniowej, stanowiącej zabezpieczenie kredytu konsumenckiego. Celem tego działania jest wyeliminowanie praktyk polegających na odmowie zawarcia umowy lub zawyżaniu składek z uwagi na przebytą chorobę onkologiczną. 

Pełna treści pisma.

Potrzebne są jasne i jednoznaczne przepisy

Obecnie osoby, które przeszły chorobę nowotworową, często spotykają się z odmową zawarcia umowy ubezpieczenia na życie czy od utraty pracy albo koniecznością opłacania znacznie wyższych składek. W praktyce może to utrudnić lub uniemożliwić uzyskanie kredytu konsumenckiego wymagającego odpowiedniego zabezpieczenia.

Sygnatariusze stoją na stanowisku, że osoby, które zostały skutecznie wyleczone z choroby onkologicznej, nie powinny być traktowane przez ubezpieczycieli jako grupa podwyższonego ryzyka wyłącznie z powodu swojej odległej historii chorobowej. 

Dlatego instytucje wskazują, że przepisy powinny wprost określać, iż po 5 latach od zakończenia leczenia onkologicznego informacje o chorobie nie powinny być przeszkodą w uzyskaniu ochrony ubezpieczeniowej.

Koniec dyskryminacji osób po chorobie nowotworowej

Sygnatariusze proponują, aby przepis otrzymał następujące brzmienie: „Dane osobowe dotyczące choroby nowotworowej nie mogą być pozyskiwane oraz wykorzystywane do celów związanych z umową ubezpieczenia, stanowiącą zabezpieczenie, o którym mowa w art. 14 ust. 1, jeżeli od dnia zakończenia leczenia onkologicznego upłynęło 5 lat.”

Proponowane brzmienie art. 16 ustawy ma zapewnić pewność stosowania prawa oraz zgodność z dyrektywą i regulacjami dotyczącymi leczenia chorób nowotworowych. Stąd położenie nacisku na to, by zakaz obejmował wszystkie kategorie danych medycznych. Nie może też ograniczać się do samego zawarcia umowy ubezpieczenia. Ma obejmować również etap jej realizacji, czyli wypłaty świadczenia. Pięcioletni okres jest jasnym kryterium powiązanym z zakończeniem leczenia onkologicznego, które już jest stosowane w ramach ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej.

Źródło: NIO

Ministerstwo Zdrowia proponuje zmianę, która na pierwszy rzut oka wydaje się techniczna, ale w rzeczywistości dotyka jednego z fundamentów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Do wykazu prac legislacyjnych trafił projekt rozporządzenia, który ma umożliwić realizację części świadczeń szpitalnych bez formalnego przyjęcia pacjenta na oddział. W praktyce oznacza to próbę odejścia od modelu, w którym niemal każda procedura realizowana w warunkach szpitalnych wymaga hospitalizacji, nawet jeśli trwa kilka godzin.
Dziś obowiązujące przepisy pozostają pod tym względem sztywne. Pacjent trafiający do szpitala, nawet na krótką procedurę diagnostyczną czy terapeutyczną, musi zostać formalnie przyjęty. Tymczasem, jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, „wielu pacjentów kierowanych do leczenia szpitalnego potrzebuje jedynie krótkotrwałego dostępu do specjalistycznej aparatury i wykwalifikowanego personelu medycznego”. To zdanie dobrze oddaje istotę problemu. System organizacyjny nie nadąża za zmianą technologii i praktyki klinicznej.

Nowy model zakłada wprowadzenie tzw. elastycznej organizacji leczenia. Obejmie on świadczenia, których czas realizacji nie przekracza 12 godzin. To rozwiązanie, które w teorii odpowiada na rosnącą liczbę procedur możliwych do wykonania w trybie krótkoterminowym. Rozwój diagnostyki, technik zabiegowych i monitorowania pacjenta sprawił, że wiele interwencji nie wymaga już wielodniowego pobytu w szpitalu.

Propozycja wpisuje się w szerszy trend widoczny w systemach ochrony zdrowia w Europie, gdzie coraz większy nacisk kładzie się na skracanie hospitalizacji i przenoszenie części świadczeń do trybu dziennego lub ambulatoryjnego. W polskich realiach problemem nie jest jednak wyłącznie sama długość pobytu, ale także sposób organizacji świadczeń i ich rozliczania.

Resort zdrowia przekonuje, że zmiana przyniesie korzyści zarówno pacjentom, jak i placówkom. Pacjent ma szybciej wracać do domu i codziennego funkcjonowania, a szpitale ograniczą koszty niezwiązane bezpośrednio z procedurą medyczną. W tle pojawia się jednak ważniejsze pytanie: czy system jest gotowy na taką zmianę organizacyjną?

Wprowadzenie nowego trybu świadczeń oznacza konieczność przedefiniowania ścieżki pacjenta. Granica między leczeniem ambulatoryjnym a szpitalnym zaczyna się zacierać. Pojawia się obszar pośredni, który wymaga nie tylko nowych przepisów, ale także jasnych standardów postępowania, odpowiedzialności i kwalifikacji pacjentów.

Ministerstwo podkreśla, że bezpieczeństwo pozostaje priorytetem. „W przypadku konieczności przedłużenia pobytu, świadczeniodawca będzie zobowiązany do zapewnienia całodobowego dostępu do hospitalizacji”. To kluczowy zapis, który ma zabezpieczać sytuacje, w których stan pacjenta ulega pogorszeniu. W praktyce jednak oznacza to konieczność utrzymania pełnej gotowości oddziałów, nawet jeśli część świadczeń będzie realizowana poza klasycznym trybem hospitalizacji.

Nowy model może poprawić dostępność świadczeń i lepiej wykorzystać zasoby, w tym kadry medycznej, która będzie mogła koncentrować się na pacjentach wymagających intensywnej opieki. Jednocześnie niesie ryzyko przeniesienia części odpowiedzialności organizacyjnej na lekarzy i zespoły medyczne, które będą musiały podejmować decyzje w warunkach większej niejednoznaczności.

Zmiana, którą proponuje Ministerstwo Zdrowia, dotyka więc nie tylko kwestii formalnych, ale także filozofii działania systemu. To próba przejścia od modelu opartego na strukturach do modelu opartego na potrzebach pacjenta i czasie trwania procedury. Pytanie, czy za zmianą przepisów pójdą odpowiednie narzędzia, finansowanie i organizacja pracy. Bo choć szpital bez hospitalizacji brzmi jak uproszczenie, w praktyce może oznaczać bardziej złożony system niż dotychczas.

Źródło: RCL

Rząd planuje wydłużyć obowiązywanie Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) na lata 2021–2025 o kolejny rok – do końca 2026 r. Projekt rozporządzenia został już przekazany do konsultacji publicznych. Jak podkreślono w uzasadnieniu, decyzja o przedłużeniu wynika z potrzeby zachowania ciągłości działań w obszarze zdrowia publicznego – szczególnie w okresie, gdy Polska mierzy się z rosnącymi wyzwaniami demograficznymi i zdrowotnymi, a jednocześnie trwają prace nad nowelizacją ustawy o zdrowiu publicznym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, NPZ wygasa wraz z końcem 2025 r. Równolegle przygotowywane są jednak zmiany legislacyjne, które mają określić zasady funkcjonowania nowego programu w kolejnych latach. Do czasu ich uchwalenia, wydłużenie obecnej edycji o jeden rok ma zapobiec powstaniu luki systemowej i pozwolić na zachowanie ciągłości prowadzonych działań profilaktycznych, edukacyjnych i organizacyjnych.

Autorzy projektu podkreślają, że opracowywanie nowego dokumentu przejściowego tylko na jeden rok byłoby nieuzasadnione i generowałoby dodatkowe koszty oraz chaos organizacyjny. Wydłużenie obecnej edycji NPZ o kolejny rok pozwoli więc na spokojne wdrożenie zmian legislacyjnych i kontynuację rozpoczętych inicjatyw.

Choć sytuacja zdrowotna Polaków poprawia się m.in. dzięki wzrostowi kompetencji zdrowotnych i lepszym warunkom życia, lista wyzwań pozostaje długa. W uzasadnieniu projektu wymieniono m.in. długofalowe skutki pandemii COVID-19, spadek liczby urodzeń, starzenie się społeczeństwa, wielochorobowość, rosnącą niepełnosprawność i utrzymujące się nierówności w zdrowiu. Szczególną uwagę zwrócono także na wysoką zachorowalność i umieralność z powodu chorób cywilizacyjnych, takich jak choroby układu krążenia, nowotwory czy cukrzyca.

W dokumencie podkreślono, że „koszty leczenia chorób cywilizacyjnych są wielokrotnie większe niż nakłady na ich profilaktykę”. Właśnie dlatego jednym z kluczowych celów NPZ pozostaje wzmacnianie kompetencji zdrowotnych społeczeństwa i promocja prozdrowotnego stylu życia – od edukacji w szkołach po programy lokalne finansowane przez samorządy.

Projekt nowelizacji zakłada utrzymanie większości dotychczasowych zadań oraz aktualizację katalogu instytucji odpowiedzialnych za ich realizację. Wprowadzone zostaną także zmiany porządkowe wynikające z reorganizacji administracji publicznej, a także nowe interwencje odpowiadające na bieżące wyzwania zdrowia publicznego. Program, jak dotychczas, będzie realizowany we współpracy administracji rządowej, samorządów i instytucji wymienionych w ustawie o zdrowiu publicznym.

Autorzy projektu wskazują, że przyjęte rozwiązanie pozostaje w zgodzie z art. 9 ustawy o zdrowiu publicznym, który przewiduje minimalny pięcioletni okres obowiązywania NPZ.

W uzasadnieniu odniesiono się również do doświadczeń innych państw OECD i Unii Europejskiej, podkreślając, że choć modele polityki zdrowotnej są różne, wszystkie kraje rozwijają własne systemy w oparciu o dokumenty strategiczne Światowej Organizacji Zdrowia, takie jak „Zdrowie 2020” oraz nowsze strategie dotyczące chorób przewlekłych i zasobów kadrowych.

Narodowy Program Zdrowia pozostaje również spójny z globalnymi celami rozwojowymi określonymi w Agendzie ONZ 2030, obejmującymi działania na rzecz równości w zdrowiu, zdrowego środowiska oraz profilaktyki chorób przewlekłych. Jak wskazano w uzasadnieniu, przedłużenie NPZ ma zapewnić nie tylko stabilność, ale też możliwość płynnego przejścia do nowego etapu strategii zdrowia publicznego w Polsce.

Źródło: RCL

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wraz z Departamentem Zdrowia i Opieki Społecznej USA (HHS) ogłosiły 9 września 2025 r., że podejmują szerokie działania mające na celu ukrócenie reklam leków skierowanych bezpośrednio do pacjentów, które obecnie często pomijają istotne informacje o działaniach niepożądanych. Przepisy, które FDA zamierza zrewidować, zawierają tzw. lukę z 1997 r., znaną jako „adequate provision”, umożliwiającą producentom ograniczone ujawnianie ryzyk, przekierowując pacjentów do stron internetowych lub infolinii, zamiast pełnych ostrzeżeń w samej reklamie.
FDA wysłała tysiące pisemnych ostrzeżeń oraz około 100 nakazów cease-and-desist firmom farmaceutycznym, które jej zdaniem publikowały reklamy z wprowadzającymi w błąd informacjami albo niedostateczną prezentacją ryzyk.

Wspólnie z HHS agencje te zapowiadają też rozpoczęcie procedury legislacyjnej, której celem jest zamknięcie wspomnianej luki prawnej z 1997 r. i zapewnienie, by reklamy produktów leczniczych zawierały pełne ostrzeżenia o bezpieczeństwie, a także aby informacje dotyczące działań niepożądanych były przedstawiane w sposób jasny, przystępny i zrównoważony z informacją o korzyściach.

Dlaczego FDA reaguje teraz?

Powody są co najmniej trzy:

Jakie mogą być konsekwencje dla firm farmaceutycznych?

Firmy, które nie dostosują swoich reklam, mogą otrzymać nakazy zaprzestania emisji materiałów, warning letters lub inne sankcje administracyjne. Ponadto, zmiany prawne (rulemaking) planowane przez FDA mają doprowadzić do formalnego zobowiązania producentów do ujawniania pełnych informacji o działaniach niepożądanych w samych reklamach — bez odsyłania pacjenta do innych źródeł. W mediach społecznościowych reklamodawcy muszą liczyć się z większą kontrolą, szczególnie jeśli reklamy są sponsorowane lub promowane przez influencerów — obecnie wymogi dotyczące ujawniania takich powiązań są często ignorowane. 

Co to oznacza dla pacjentów?

Dla pacjentów zmiany mogą oznaczać:

Mimo że zapowiedzi są szeroko komentowane i oceniane jako krok w dobrym kierunku, istnieją też wątpliwości:

Dlaczego to ważne dla Polski?

Choć działania FDA dotyczą rynku USA, mają znaczenie globalne. To przykład, że regulacja reklam leków może i powinna być bardziej rygorystyczna. W Polsce również obserwujemy przypadki reklam leków lub suplementów, które prezentują korzyści bez proporcjonalnego przedstawiania ryzyk. Reformy zapowiadane przez FDA mogą być inspiracją dla polskich regulatorów — GIF (Główny Inspektorat Farmaceutyczny) i inne ciała nadzorujące promocję leków mogłyby rozważyć podobne regulacje, zwłaszcza w obszarze reklamy online i influencer marketingu.

Źródło: FDA

Samorząd lekarski ponownie bije na alarm w sprawie tzw. uproszczonych trybów uzyskiwania prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty przez osoby spoza Unii Europejskiej. Podczas briefingu prasowego prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski szczegółowo przedstawił proces ich funkcjonowania, wyliczył związane z nimi zagrożenia i zapowiedział dwa oficjalne apele – do Prezydenta RP i Ministra Zdrowia – wzywające do całkowitej likwidacji tych przepisów.
Jak podkreślił, uproszczone tryby, wprowadzone jeszcze w czasie pandemii, umożliwiają dostęp do zawodu bez rzetelnej weryfikacji kwalifikacji, autentyczności dyplomu czy znajomości języka polskiego. „Sytuacja jest trudna dlatego, że stworzono ogromny bałagan – bałagan legislacyjny i bałagan faktyczny. Dzisiaj w Polsce możemy stwierdzić, że pracują cztery grupy lekarzy. Pierwsza to lekarze z pełnym prawem wykonywania zawodu, którzy podlegają pod izbę lekarską – są w naszym rejestrze. Druga to lekarze z warunkowym prawem wykonywania zawodu, a więc ci, którzy dostali zgodę Ministerstwa Zdrowia, a potem zgłosili się do izby i otrzymali warunkowe prawo wykonywania zawodu. Trzecia to ci lekarze, którzy warunkowego prawa wykonywania zawodu nie otrzymali, ale pracują w ramach zgody resortu. (…) Kolejna grupa to tak zwane prawo wykonywania zawodu na określony zakres czynności. (…) Wiemy już, że ministerstwo, jak podało w odpowiedzi na pytanie jednej z izb, nie ma narzędzi na przykład do weryfikacji dyplomu takiej osoby i jego autentyczności, co sprawia, że my poddajemy w wątpliwość już nie tylko znajomość języka polskiego wśród takich osób” – mówił prezes Jankowski.

Samorząd lekarski ostrzega, że brak nadzoru nad osobami zatrudnianymi w ramach uproszczonych trybów oznacza brak podległości organom odpowiedzialności zawodowej i brak wymogu przestrzegania Kodeksu Etyki Lekarskiej. Do Naczelnej Izby Lekarskiej trafiają skargi pacjentów, którzy nie mogą porozumieć się z lekarzem nieposługującym się językiem polskim. „Walimy głową w mur, w mur walą głową nasi pacjenci, którzy nie mogą dogadać się z lekarzem (…) na izbie przyjęć czy w poradni – a skargi tego typu wpływają do Naczelnej Izby Lekarskiej. Nie mamy więc wyboru i chcemy działać dwutorowo” – dodał Jankowski.

Pierwszy z ogłoszonych apelów (nr 8/25/P-IX) skierowany jest do Prezydenta RP i dotyczy weta wobec ustawy o zmianie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym oraz niektórych innych ustaw. Zdaniem NRL, procedowanie aktu prawnego naruszyło zasady legislacji – pominięto konsultacje z samorządem lekarskim, mimo że projekt przewidywał istotne zmiany w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Ustawa, uchwalona przez Sejm 5 sierpnia i przyjęta przez Senat 7 sierpnia 2025 r., przedłuża funkcjonowanie uproszczonych trybów.

NRL wskazuje, że zawody lekarza i lekarza dentysty wymagają wysokich kwalifikacji i bardzo dobrej znajomości języka polskiego. Brak tej znajomości grozi niewłaściwą diagnozą, błędami w dokumentacji medycznej i utrudnia prawidłową komunikację z pacjentem. W ocenie samorządu utrzymywanie alternatywnych ścieżek dostępu do zawodu oznacza dyskryminację lekarzy kształconych w Polsce i w UE, którzy muszą przejść rygorystyczne procesy edukacyjne i egzaminacyjne.

Drugi apel skierowany jest do Ministra Zdrowia i wzywa do natychmiastowej likwidacji uproszczonych trybów z zachowaniem praw nabytych osób, które już uzyskały uprawnienia na ich podstawie. NRL podkreśla gotowość do współpracy przy przygotowaniu nowych, rzetelnych przepisów.

„Rządzący, decydując się na utrzymanie tzw. uproszczonych trybów wykonywania zawodów, przejmują pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, którzy znajdą się pod opieką osób wykonujących zawód lekarza na podstawie decyzji Ministra Zdrowia – pomimo często niższych kwalifikacji tych osób, braku możliwości zweryfikowania ich wykształcenia oraz niepewnego poziomu przygotowania merytorycznego” – zaznacza Prezydium NRL.

Samorząd lekarski oczekuje niezwłocznej reakcji organów władzy, argumentując, że sprawa dotyczy fundamentalnego bezpieczeństwa pacjentów oraz przejrzystości systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Źródło: Naczelna Rada Lekarska Fot. NIL.org.pl fot.: Alicja Szczypczyk, Dział Komunikacji NIL

7 sierpnia 2025 r. Senat RP jednogłośnie przyjął projekt ustawy wprowadzającej obowiązek umieszczania na opakowaniach napojów alkoholowych oraz w reklamach piwa informacji o szkodliwości spożywania alkoholu przez kobiety w ciąży lub karmiące piersią. Za nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi opowiedziało się 92 senatorów – nikt nie był przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Projekt trafi teraz do Sejmu.

To finał wieloletnich starań – inicjatywa legislacyjna jest efektem petycji złożonej w 2017 r., a Senat podchodzi do niej już po raz trzeci. Tym razem wszystko wskazuje na to, że proces legislacyjny ma szansę zakończyć się sukcesem.

Co przewiduje ustawa?

Senator sprawozdawca Rafał Ambrozik podkreślał, że celem jest ujednolicenie i upowszechnienie ostrzeżeń zdrowotnych: „Napoje alkoholowe, dostarczane do miejsc sprzedaży, będą dostarczane tylko w naczyniach zamkniętych, ale też… będą zawierały (…) oznaczenie informujące o szkodliwości spożywania alkoholu przez kobiety w ciąży lub karmiące piersią”. Analogiczny wymóg obejmie reklamy piwa, które – aby były zgodne z prawem – będą musiały zawierać takie ostrzeżenie.

Szczegółowy wzór, zakres i sposób umieszczania informacji określi minister zdrowia w rozporządzeniu. Projekt przewiduje półroczne vacatio legis oraz 24-miesięczny okres przejściowy, w którym dozwolona będzie sprzedaż opakowań niespełniających nowych wymogów.

Ustawa zawiera także elementy deregulacyjne – ułatwienia dla przedsiębiorców: likwidację opłat za zmiany w zezwoleniach na sprzedaż alkoholu (np. zmiana danych kontaktowych), wydłużenie terminu na zgłoszenie zmian w działalności z 14 do 30 dni oraz eliminację absurdalnych kar, jakie dotąd groziły za drobne błędy w opłatach (nawet o 1 grosz).

Dramatyczne dane o skali problemu

Senator Krzysztof Kwiatkowski przywołał najnowsze badania Instytutu Matki i Dziecka, które – jak powiedział – „radykalnie wywróciły dotychczasową naszą wiedzę o skali problemu”. W badaniu z zastosowaniem analizy próbek włosów kobiet po ciąży stwierdzono, że „w czasie ciąży po alkohol sięgało ponad 50% kobiet”. To wstrząsające dane, biorąc pod uwagę, że spożywanie alkoholu w tym okresie wiąże się z ryzykiem wystąpienia FASD (Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych), prowadzącego m.in. do trwałych deficytów intelektualnych.

„Wiemy oczywiście, że samo oznaczenie nie jest jedynym elementem, który wpływa na to, czy ktoś będzie spożywał alkohol, czy nie, ale jest jednym z narzędzi, którymi dysponujemy” – zaznaczył Kwiatkowski.

Senator przypomniał, że podobne regulacje wprowadziła już Irlandia, a projekt jest zgodny z prawem UE. Wskazał też na szerszy kontekst: „W parlamencie i w rządzie (…) trwają prace dalej idące, jest rozważane (…) zakazu reklamy alkoholu, czy np. zakazu sprzedaży napojów alkoholowych na stacjach paliw”.

Wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny poparł projekt, podkreślając znaczenie trwałego umocowania wymogu w ustawie: „Te zmiany są na tyle poważne i istotne, że powinny uzyskać pewną trwałość, tę trwałość zaś zapewnia ustawa”. Wskazał jednak na ryzyko rozbieżności między treścią ostrzeżeń na opakowaniach a tymi w reklamach i zapowiedział zgłaszanie uwag w dalszych pracach legislacyjnych.

Przyjęcie ustawy przez Senat to dopiero początek drogi. W dalszych pracach – jak zapowiadali senatorowie – kluczowe będzie dopracowanie szczegółów rozporządzenia i zapewnienie spójności przekazu ostrzeżeń. Jednak już dziś wiadomo, że polski ustawodawca – wzorem wielu państw – chce wprowadzić wyraźny, czytelny sygnał: alkohol w ciąży to realne zagrożenie dla zdrowia i życia dziecka.

Źródło: Senat RP. Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z posiedzenia Senatu z 7 sierpnia 2025 r.

Lepszy dialog między organizacjami pacjentów a instytucjami publicznymi może usprawnić funkcjonowanie całego systemu ochrony zdrowia. Takie wnioski płyną z konferencji „Kierunki umacniania dialogu organizacji pacjentów i instytucji publicznych”, która odbyła się 9 lipca w Warszawie. Efektem spotkania ma być m.in. stworzenie przewodnika po systemie zdrowia, który ułatwi organizacjom pacjenckim kontakt z odpowiednimi urzędami i pozwoli na skuteczniejsze uczestnictwo w procesach legislacyjnych i konsultacyjnych.
Spotkanie z udziałem przedstawicieli instytucji publicznych, organizacji pacjentów, parlamentarzystów i ekspertów było kontynuacją prac nad dokumentem „Kierunki umacniania dialogu organizacji pacjentów i instytucji publicznych”. Dokument powstał na bazie warsztatów z udziałem Agencji Badań Medycznych, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, NFZ, Ministerstwa Zdrowia oraz Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Jego celem jest wypracowanie systemowych rozwiązań wspierających dialog i partycypację pacjentów w polityce zdrowotnej.

Zarówno strona rządowa, jak i organizacje pacjentów zgodnie wskazują, że ostatnie lata przyniosły znaczną poprawę w relacjach i otwartości na współpracę. Przedstawiciele instytucji podkreślają jednak, że potrzeba więcej aktywności i „mówienia jednym głosem” przez środowisko pacjenckie, zwłaszcza w sprawach systemowych. Wzmocnieniu tej współpracy ma służyć m.in. nowy przewodnik po instytucjach ochrony zdrowia – narzędzie, które ułatwi orientację w kompetencjach urzędów i procedurach kontaktu.

W toku dyskusji wskazano również na wyzwania, które ograniczają możliwości organizacji pacjentów – głównie brak stabilnego finansowania działalności podstawowej i rzeczniczej, braki kadrowe oraz ograniczony dostęp do decydentów, szczególnie w przypadku organizacji spoza dużych ośrodków miejskich.

Uczestnicy spotkania zwracali uwagę na potrzebę stałej obecności pacjentów w procesie decyzyjnym, a nie jedynie konsultacyjnym. Proponowano również powołanie koordynatorów ds. kontaktów z organizacjami pacjentów w kluczowych instytucjach, a także wprowadzenie ujednoliconych standardów współpracy i systemu konsultacji online, który zwiększy dostępność i transparentność.

Silnym głosem w dyskusji była również kwestia profilaktyki i promocji zdrowia. Przedstawiciele NFZ oraz MZ podkreślali rolę pacjentów jako ambasadorów działań prozdrowotnych – ich osobiste doświadczenia mogą motywować innych do podejmowania działań profilaktycznych, zmiany stylu życia czy przestrzegania zaleceń terapeutycznych. W tym kontekście organizacje pacjenckie mają potencjał, by stać się kluczowym kanałem edukacyjnym i komunikacyjnym.

Konferencja była także okazją do deklaracji konkretnych działań – powstania przewodnika systemowego, rozwoju Forum Organizacji Pacjentów przy NFZ, czy wspólnych kampanii edukacyjnych realizowanych z udziałem KRUS i lokalnych samorządów. Wszystko to ma służyć budowie systemu ochrony zdrowia bardziej otwartego, empatycznego i współtworzonego z pacjentami.

Dialog pacjentów z instytucjami publicznymi nie jest już tylko postulatem – staje się realnym narzędziem zmiany systemu zdrowia. Inicjatywy takie jak przewodnik po instytucjach, wspólne forum czy nowelizacja zasad konsultacji to kroki w stronę systemu opartego na partnerstwie. Aby jednak ten proces był trwały i skuteczny, potrzebne jest wzmocnienie organizacji pacjentów – zarówno organizacyjnie, jak i finansowo – oraz wypracowanie jasnych, jednolitych zasad współpracy. Pacjenci mają głos, który musi być nie tylko słyszany, ale i brany pod uwagę.

Źródło: PAP MediaRoom

Polski system szpitalnictwa stoi przed kolejnym etapem reformy. Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że już w czerwcu przedstawi projekt ustawy mającej na celu modernizację i poprawę efektywności szpitali. Prace legislacyjne nad projektem mają rozpocząć się jesienią, jednak eksperci przewidują, że na jednej ustawie może się nie skończyć.
Ministerstwo Zdrowia planuje przedstawić w czerwcu projekt ustawy dotyczącej reformy szpitalnictwa. Jak informuje portal Rynek Zdrowia, prace legislacyjne nad projektem mają rozpocząć się jesienią. Celem reformy jest poprawa efektywności i jakości świadczeń zdrowotnych w polskich szpitalach.

Wiceminister zdrowia, Wojciech Szafranowicz, podkreśla, że reforma ma umożliwić dyrektorom szpitali szybsze przeprofilowanie oddziałów oraz łączenie placówek w celu uniknięcia dublowania usług. Projekt zakłada również wprowadzenie planów naprawczych dla zadłużonych szpitali oraz możliwość zamiany niektórych świadczeń udzielanych w trybie pełnej hospitalizacji na leczenie ambulatoryjne.

Eksperci zwracają uwagę, że reforma może wymagać więcej niż jednej ustawy, aby kompleksowo uregulować wszystkie aspekty funkcjonowania szpitali. W związku z tym możliwe są kolejne regulacje w przyszłości.

Jak poinformowała ministra Izabela Leszczyna, projekt ustawy jest już na zaawansowanym etapie i na początku kwietnia jej trzecia wersja ponownie trafiła na Stały Komitet Rady Ministrów. Dokument zakłada m.in. elastyczne przekształcanie oddziałów, możliwość łączenia szpitali przez samorządy oraz wdrażanie programów naprawczych. Kluczowym elementem reformy ma być nowy mechanizm finansowy, zgodnie z którym wsparcia szpitalom w programie naprawczym udzielać będzie Bank Gospodarstwa Krajowego.

Podsumowanie:

Reforma szpitalnictwa w Polsce wkracza w decydującą fazę. Ministerstwo Zdrowia planuje przedstawić projekt ustawy w czerwcu, a prace legislacyjne mają rozpocząć się jesienią. Celem reformy jest poprawa efektywności i jakości świadczeń zdrowotnych, jednak eksperci przewidują, że na jednej ustawie może się nie skończyć.
Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia, poinformował, że niebawem zapadnie decyzja w sprawie wpisania do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów rozwiązań dotyczących zakazu sprzedaży alkoholu przez internet, reklamy napojów alkoholowych oraz zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach 22-6. Wartość finansowanych świadczeń w zakresie leczenia uzależnienia od alkoholu wzrosła z 330 mln. zł w 2020 r. do 816 mln. zł w 2023 roku. Dostępność ekonomiczna napojów alkoholowych także znacznie rośnie. W 2023 roku było prawie 120 000 punktów sprzedaży alkoholu, czyli na jeden punkt przypada ok. 330 mieszkańców.
8 stycznia odbyło się posiedzenie sejmowych Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz Zdrowia, poświęcone planom wprowadzenia ograniczeń w reklamie i sprzedaży alkoholu. Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia, poinformował, że niebawem zapadnie decyzja w sprawie wpisania do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów rozwiązań dotyczących zakazu sprzedaży alkoholu przez internet, reklamy napojów alkoholowych oraz zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach 22-6.

Wiceminister przytoczył dane – Wartość finansowanych świadczeń w zakresie leczenia uzależnienia od alkoholu wzrosła z 330 mln. zł w 2020 r. do 816 mln. zł w 2023 roku. Dostępność ekonomiczna napojów alkoholowych, zobrazowana przez liczbę butelek alkoholu jakie można kupić za średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiła w 2023 roku: 1863 butelki piwa, 279 butelek wina oraz 221 butelek mocnego alkoholu. Oznacza to, że pomimo 10% podwyżki podatku akcyzowego w porównaniu do 2021 roku, dostępność ekonomiczna wzrosła znacznie – o 65 butelek piwa, 23 butelki wina i 4 butelki alkoholu wysokoprocentowego. W Polsce w 2023 roku było prawie 120 000 punktów sprzedaży alkoholu, czyli na jeden punkt przypada ok. 330 mieszkańców.

Jak argumentował Wojciech Konieczny, amerykańskie badania udowodniły, że w krajach o niskim i średnim dochodzie, najskuteczniejszym mechanizmem ograniczenia spożycia alkoholu jest ograniczenie dostępności fizycznej, zwłaszcza restrykcje w zakresie godzin sprzedaży. Szczególnie wpływa to na zmniejszenie konsumpcji wśród osób nieletnich oraz pijących nadmiernie. Ponadto, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach nocnych ma dobrze udokumentowaną skuteczność, a sprzedaż alkoholi w internecie jest sprzeczna ze strategią WHO o ograniczeniu dostępności fizycznej do tych produktów.

Na ten moment zielone światło mają 3 z 6 mają propozycji Ministerstwa Zdrowia, które zmierzają do ograniczenia dostępności do alkoholu i przedwczesnej inicjacji alkoholowej:
Zmiany mają być one procedowane jako nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Założenia do wykazu prac rządu wpisano już w październiku ubiegłego roku. Na ten moment nie ma jednak pełnej zgody pomiędzy resortem zdrowia a resortem rozwoju, co do najistotniejszych propozycji. Ministerstwo Zdrowia jest za bardziej radykalnymi rozwiązaniami. Druga strona wskazuje na konstytucyjną zasadę wolności działalności gospodarczej i nie zgadza się na niektóre ograniczenia.

Podczas posiedzenia komisji sejmowych. poseł Ryszard Petru (Polska 2050, Trzecia Droga) zaproponował, żeby podczas zakupu alkoholu przez internet kupujący musiał potwierdzać swój wiek korzystając z e-dowodu, platformy Moje ID czy systemu mObywatel 2.0. W momencie dostawy musiałby okazać kurierowi dokument potwierdzający pełnoletniość. Jak podkreślił, to rozwiązanie uniemożliwi zakup napojów alkoholowych osobom niepełnoletnim, ale nie zakaże dystrybucji internetowej, która jest istotna dla niewielkich polskich firm wytwarzających produkty kategorii premium. Rekomendował też wprowadzenie bezwzględnego zakazu jakiejkolwiek reklamy napojów alkoholowych. Ponadto, zgodnie z propozycją Petru, wszystkie alkohole oraz „napoje imitujące alkohol” miałyby być umieszczone w „odpowiedniej strefie”. Według Petru, w sklepach samoobsługowych nakaz sprzedaży na wydzielonych stoiskach alkoholowych powinien dotyczyć także piwa (alkoholowego oraz bezalkoholowego), a kontrola dokumentu tożsamości powinna być obowiązkowa przy każdym zakupie napoju alkoholowego. Propozycja zakłada również, że znaki ostrzegawcze oraz informacje o zawartości alkoholu mają być umieszczane na wszystkich napojach alkoholowych, w tym na piwie.

– Jesteśmy otwarci na rozmowę i dialog, ale i realizację pewnych rozwiązań na poziomie prawnym – zapowiedział wiceminister rozwoju Michał Jaros. Potwierdził, że resort rozwoju będzie pracować z resortem zdrowia, aby wypracować jak najlepsze przepisy, które będą przede wszystkim działały na korzyść zdrowia obywateli. Wiceminister Jaros odniósł się też do planów ministerstwa zdrowia dot. ograniczenia sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach 22-6. Zaznaczył, że ograniczenie dostępności sprzedaży alkoholu nie może dotyczyć tylko wybranych firm, ale, jeśli jest wprowadzane, powinno obejmować wszystkich.

Poseł Grzegorz Napieralski (Platforma Obywatelska) zwróci uwagę, że problem alkoholizmu nie dotyczy tylko osób uzależnionych, ale całych rodzin i bliskich. – Nie możemy zapominać, że alkoholizm niesie za sobą ogromne straty społeczne i psychiczne, które ponoszą nie tylko osoby uzależnione, ale też rodziny i bliscy. Podkreślił również problem sprzedaży tzw. małpek, które w 90% kupują alkoholicy, a nie przeciętni konsumenci alkoholu. – Mamy duży problem, coraz więcej osób jest uzależnionych i współuzależnionych, coraz więcej dzieci cierpi w powodu uzależnienia rodziców i opiekunów i coraz więcej młodych ma też kontakt z alkoholem przed ukończeniem 18 r.ż.. – dodał.

– Jestem zdania, że sama profilaktyka i edukacja nie zmienią sytuacji, bez działań ekonomicznych. Kiedyś obowiązywały ograniczenia w liczbie i położeniu punktów sprzedaży alkoholu. Obecnie to erodowało. Jestem za wprowadzeniem radykalnych ograniczeń, wskazaniem liczby punktów, które mogą dystrybuować alkohol i za ograniczeniami w sprzedaży w nocy, nie tylko na stacjach benzynowych, ale w ogóle – mówił poseł Bolesław Piecha (PIS).

Adrian Kłos ze Stowarzyszenia „Natura i Ekologia” podkreślił, że codziennie w Polsce sprzedaje się 16 mln. sztuk piwa w opakowaniach półlitrowych, a polscy konsumenci spożywają najwięcej alkoholu w piwie – 55%, to aż 93 litry piwa na osobę rocznie. Piwo jest ogólnie zbyt łatwo dostępne, trafia do dzieci, reklama jest wszechobecna, reklamują je celebryci, nie jest traktowane jak alkohol – wskazywał.

– W zeszłym roku opublikowaliśmy raport dotyczący inicjacji alkoholowej dzieci i młodzieży. Dane są jednoznaczne, zdecydowana większość osób nieletnich rozpoczyna inicjację alkoholową od piwa. Tymczasem dostęp do niego jest nadal zbyt powszechny i łatwy, aż 31% respondentów wskazało, że bez większego problemu kupuje piwo, choć nie ukończyło 18 r.ż.. 70% z problemami, ale także udaje kupić piwo. Powinniśmy dążyć do zakazu reklamy piwa. Reklamy piwa pokazują świetną zabawę, jest luz, przyjaźń, sport, wszystko to sprawia, że mamy społeczne przyzwolenie na jego picie i nie traktuje się go jak alkoholu. Co ważne, w Polsce mamy wiele dobrych przepisów, ale nie są egzekwowane. dlatego tworząc nowe, trzeba pamiętać o mechanizmach ich przestrzegania i monitowania. – zaznaczył dr Janusz Krupa ze Stowarzyszenia Człowieka Świadomego.

Projekt resortu zdrowia ma zostać wkrótce opublikowany w całości opublikowany.

 
źródło: Sejm RP, redakcja A.B.
W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Zdrowia dodało do procedowanych przepisów na temat e-papierosów również restrykcje dotyczące saszetek nikotynowych. Złożona autopoprawka ma zakazać m.in. sprzedaży takich produktów nieletnim oraz przez internet, a także nakazać wycofanie smakowych woreczków. Pracodawcy RP oceniają, że w praktyce wykluczy ona saszetki z rynku bez wprowadzenia oficjalnego zakazu ich stosowania. Zdaniem organizacji to niezgodna z prawem wrzutka legislacyjna, więc projekt powinien ponownie trafić do zaopiniowania, a nawet do konsultacji społecznych.

– Na ostatniej prostej prac, gdy projekt ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych ma już trafić do Sejmu, została zgłoszona kontrowersyjna autopoprawka ze strony Ministerstwa Zdrowia, która wprowadza bardzo rygorystyczne zasady co do saszetek nikotynowych – mówi agencji Newseria Szymon Witkowski, główny legislator Pracodawców RP. – Problem polega na tym, że poprawka ta nie została w ogóle skonsultowana z przedstawicielami rynku, podczas gdy przepisy mówią jasno, że partnerzy społeczni, czyli organizacje pracodawców, związki zawodowe, czyli Rada Dialogu Społecznego, powinni dostać co najmniej 30 dni na skonsultowanie, zaopiniowanie projektu ustawy.

Projekt ustawy (UD 86) w wersji skonsultowanej z rynkiem zakłada kompleksową regulację sprzedaży płynów beznikotynowych do elektronicznych papierosów, również jednorazowych. Proponowane przepisy mają zakazać sprzedaży takich produktów osobom niepełnoletnim, sprzedaży w automatach i przez internet oraz reklamowania e-papierosów. Rząd chce także ograniczyć miejsca, gdzie będzie można używać takich produktów, i wprowadzić obowiązek odpowiedniego znakowania opakowań. Z kolei autopoprawka zakłada, że podobne obostrzenia będą dotyczyć także woreczków z nikotyną, które zostały zaklasyfikowane jako produkty powiązane.

W sytuacji, w której opiniowanie ustawy już się zakończyło, doszło do wrzutki legislacyjnej, która obejmuje restrykcjami kolejny produkt. To nie było przewidziane w pierwotnym projekcie, dlatego jako przedstawiciele pracodawców, przedsiębiorców uważamy, że obowiązek skonsultowania, zaopiniowania wycinka tej ustawy nie został zachowany i że jest to naruszenie przepisów prawa – wyjaśnia Szymon Witkowski.

Eksperci Pracodawców RP oceniają, że autopoprawka na tyle znacząco zmienia uprzednio opiniowany projekt przepisów, że powinien on ponownie trafić do zaopiniowania, a nawet do konsultacji społecznych. Wprowadza ona bowiem nową kategorię produktów, do tej pory nieujętą w proponowanej regulacji, a więc także niekonsultowaną z rynkiem. Dodatkowo dodane przepisy nakładają na producentach konieczność zgłaszania informacji o wyrobach do Prezesa Biura do spraw Substancji Chemicznych co najmniej sześć miesięcy przed dniem wprowadzenia do obrotu nowych lub zmodyfikowanych woreczków nikotynowych,  a także określają maksymalną zawartość nikotyny na poziomie 20 mg/g.

Projekt ustawy zakłada znaczące restrykcje w zakresie saszetek nikotynowych, które tak naprawdę doprowadzą do tego, że ekonomiczny sens ich produkcji w naszym kraju zniknie. W innych krajach Unii Europejskiej takie restrykcje nie występują, oczywiście w niektórych z nich saszetki nikotynowe są uregulowane i powinniśmy stamtąd brać pozytywne przykłady, ale nie całkowicie zakazywać ich produkcji, bo w gruncie rzeczy do tego zmierzają te przepisy – mówi ekspert Pracodawców RP.

Chodzi m.in. o zapis o możliwości sprzedaży wyłącznie woreczków, które zawierają składniki nadające zapach lub smak tytoniu. To oznacza, że wszelkie smakowe produkty będą zakazane. Woreczki nikotynowe, które nie będą spełniać nowych wymogów dotyczących oznakowania czy składu, zgodnie z propozycjami będą musiały być wycofane maksymalnie po pół roku od dnia wejścia w życie ustawy.

– W przepisach nie ma wprost zakazu, ale restrykcje są na tyle duże, że producenci nie będą woreczków produkować. Jeżeli nie będą ich produkować w Polsce, to nie zarobią na tym chociażby polscy plantatorzy tytoniu, rolnicy, którzy od wielu lat tytoń uprawiają, a Polska jest jednym z największych producentów i eksporterów wyrobów tytoniowych na świecie, więc ten rynek u nas jest bardzo istotny. Restrykcje niestety zniszczą jego istotną część. A konsumenci będą mieli swobodny dostęp do saszetek nikotynowych z innych krajów Unii Europejskiej – mówi Szymon Witkowski.

Jak wskazuje, w piśmie przewodnim do autopoprawki przekazano sugestię umieszczenia projektu UD 86 w porządku obrad najbliższego posiedzenia Stałego Komitetu Rady Ministrów. Pracodawcy RP zaapelowali do jego przewodniczącego Macieja Berka, by zgodnie z regulaminem prac Rady Ministrów zwrócił projekt organowi wnioskującemu i zobowiązał go do przeprowadzenia uzgodnień. Tym bardziej że legislacyjnych uchybień jest więcej niż tylko brak konsultacji nowych propozycji.

Doszło do wprowadzenia w projekcie ustawy vacatio legis, które w praktyce uniemożliwia polskim przedsiębiorcom dostosowanie się do tych przepisów. W gruncie rzeczy wejdą one w życie z dnia na dzień, co jest sprzeczne z tym, co rząd obiecywał nam już od dłuższego czasu, czyli miały co najmniej sześciomiesięczne vacatio legis dla przepisów, które nakładają dodatkowe obciążenia, dodatkowe obowiązki na przedsiębiorców – wyjaśnia główny legislator Pracodawców RP.

Zdaniem ekspertów tej organizacji resort zdrowia, proponując autopoprawkę, nie uwzględnił obowiązku notyfikacji przepisów w Komisji Europejskiej. Chodzi konkretnie o zakaz sprzedaży saszetek nikotynowych o różnych smakach i zapachach, czyli produktów legalnie funkcjonujących do tej pory na rynku.

– Biorąc pod uwagę skalę naruszeń i wątpliwości, Pracodawcy RP oceniają krytycznie sposób procedowania tego projektu ustawy. Trzeba nadmienić, że niestety nie jest to też pierwszy taki przypadek – w ostatnim czasie pojawia się wiele projektów ustaw, które są przesyłane do zaopiniowania w skandalicznie krótkim czasie, gdy trudno jest nam przeprowadzić rzetelną analizę często bardzo skomplikowanych projektów ustaw. Czasem nawet te projekty nie są nam w ogóle przekazywane, a czasem, tak jak w tym przypadku, dochodzi do wrzutki legislacyjnej, która całkowicie zmienia sens danego projektu ustawy i nie jest z nami konsultowana – wskazuje Szymon Witkowski.

Woreczki nikotynowe to produkty beztytoniowe, ale zawierające nikotynę, które są umieszczane pod wargą, gdzie nikotyna stopniowo uwalnia się do krwioobiegu. Są one w Polsce legalne i dostępne na rynku, ale zakazana jest ich sprzedaż osobom niepełnoletnim. Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, popularność tych produktów wśród młodych rośnie, bo w praktyce mogą oni bez problemu kupić woreczki w sklepach stacjonarnych i online. 

Z badań Stowarzyszenia Rotary Club Warszawa i Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych na temat dostępności i korzystania z wyrobów nikotynowych przez młodzież wynika, że saszetki nie są najczęściej kojarzonym i stosowanym przez młodzież produktem z nikotyną. Najbardziej rozpoznawalne są podgrzewacze tytoniu (83 proc.) oraz jednorazowe e-papierosy (73 proc.). Dla porównania 18 proc. osób nieletnich wskazało, że wie, czym są woreczki nikotynowe. 

źródło: newseria

Od stycznia do sierpnia br. nałożono więcej grzywien za uchylanie się od obowiązku szczepień ochronnych niż w całym 2023 roku. Zdaniem ekspertów, trudno nie powiązać tego z rosnącymi wpływami ideologii antyszczepionkowej. Do tego znawcy tematu dodają, że narastają społeczne obawy w. kwestii szczepień. Widać to np. po małym zainteresowaniu bezpłatnymi szczepieniami. Jednak Państwowa Inspekcja Sanitarna chce zmniejszenia dolegliwości kar dla rodziców, ze względu na długotrwałość procedur. Za to jest pomysł, żeby szerzej postawić na edukację społeczeństwa. Projekt jest jeszcze w fazie koncepcyjnej.
Więcej grzywien
Z danych przekazanych przez urzędy wojewódzkie i stacje sanitarno-epidemiologiczne (WSSE) wynika, że od stycznia do sierpnia br. nałożono ponad 3 tys. grzywien za uchylanie się od obowiązku szczepień ochronnych. To więcej niż w całym 2023 roku, kiedy takich przypadków było ok. 2,6 tys. Jak zaznacza Marek Waszczewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego, najszybszy wzrost liczby osób uchylających się w ub.r. dotyczył wpływu ruchów antyszczepionkowych oraz osób nieuzasadniających powodów niezaszczepienia dziecka – najczęściej w wyniku zaniedbań.
– Samorząd lekarski z dużym niepokojem obserwuje rosnącą liczbę odmów szczepień ochronnych. Według ostatnich dostępnych danych, w 2024 roku odnotowaliśmy rekordowe poziomy zachorowań w Polsce na zakażenia wirusem RSV – ponad 38 tysięcy od stycznia do połowy października, a także krztuśca – ponad 20 tysięcy  – w tym samym okresie. I trudno nie powiązać tego z rosnącymi wpływami ideologii antyszczepionkowej – komentuje prof. Krzysztof J. Filipiak, przewodniczący Zespołu ds. Farmakoterapii i Polityki Lekowej z Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL).

Lekarze sprawujący opiekę nad małoletnimi niezmiennie mają obowiązek zgłaszania do właściwych państwowych powiatowych inspektorów sanitarnych przypadków, w których nie są realizowane szczepienia obowiązkowe. Marek Waszczewski podkreśla, że od I kwartału br. na poziomie stacji dane te są wprowadzane w formie elektronicznej do Systemu Ewidencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Dzięki temu możliwe jest określenie, które dziecko nie zostało zaszczepione przeciwko konkretnym chorobom. Umożliwi to skuteczne dotarcie do rodziców lub opiekunów z informacjami o szczepieniach oraz ustalenie przyczyny, dla której dziecko nie zostało dotąd zaszczepione.

– Naszym zdaniem, wszyscy wciąż za mało mówimy i robimy w zakresie walki z szarlatanami medycznymi i osobami siejącymi niewiedzę. Doceniamy działania niektórych samorządów lokalnych i osób kierujących uczelniami publicznymi, które nie godzą się na organizowanie na ich terenie, w ich gmachach  – nawet na komercyjnych zasadach – spotkań antyszczepionkowców i denialistów wiedzy. Działanie na szkodę zdrowia publicznego, podkopywanie zaufania do aktualnych metod leczenia, w tym tych ratujących zdrowie i życie powinno być ścigane z urzędu przez Rzecznika Praw Pacjenta, a może nawet Ministerstwo Zdrowia – dodaje prof. Krzysztof J. Filipiak.

Planowane zmiany
Wydanie przez wojewodę postanowienia nie oznacza, że automatycznie wszczynane jest postępowanie prowadzące do wyegzekwowania należności. Jak informuje Joanna Bachanek, rzecznik prasowy wojewody mazowieckiego, każda osoba, która otrzymała postanowienie o nałożeniu grzywny, może złożyć na nie zażalenie do Ministra Zdrowia. I takie środki odwoławcze są wykorzystywane. Rzecznik podkreśla, że grzywna nie jest karą, lecz środkiem egzekucyjnym, który ma nakłonić rodziców do wykonania obowiązkowych szczepień u dzieci. Wysokość grzywien nakładanych na terenie województwa mazowieckiego wynosi każdorazowo 500 zł na jednego rodzica lub opiekuna. Kara jest za jedno niezaszczepione dziecko i może być nakładana nawet kilkukrotnie.

– Dzisiaj kary grzywny za nieszczepienie to są kary w wielkości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Są one ściągane przez wojewodę w bardzo żmudnej i pracochłonnej procedurze egzekucji administracyjnej. Wprowadzono ją w latach powojennych, kiedy podejście do szczepień było zupełnie inne. Chcemy, żeby ten system był zmieniony w taki sposób, aby odejść od grzywien. One są nakładane w długotrwałych procedurach i często kończą się tym, że dziecko osiąga 18. rok życia, więc postępowanie staje się bezprzedmiotowe – informuje rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego.

W planach Państwowej Inspekcji Sanitarnej jest zmniejszenie dolegliwości kar na rzecz kontaktów z rodzinami. Kary zdecydowanie słabiej oddziałują na zmianę ludzkich postaw niż edukacja. Powyższa instytucja chce docierać do rodziców, którzy nie szczepią swoich dzieci, z rzetelnymi i zweryfikowanymi informacjami o szczepieniach. W zalewie informacji, które można znaleźć w przestrzeni internetowej, jest bardzo wiele fałszywych przekazów, a rodzice czują się mocno zagubieni. W postępowaniu inspekcji sanitarnej zamierzeniem jest położenie nacisku na edukację i dostarczanie wiedzy, rozwiewanie wątpliwości, a nie na karanie.

– Projekt jest jeszcze w fazie koncepcyjnej, są to na razie pewnego rodzaju analizy. W przypadkach naprawdę skrajnych proponujemy znacznie mniej dolegliwe, ale skuteczne kary. Jeżeli rodzina zostanie zakwalifikowana jako taka, która permanentnie uchyla się bez medycznych powodów od obowiązku szczepienia dzieci, wówczas proponujemy możliwość nakładania mandatów w procedurze takiej, jaką znamy np. w kwestii wykroczeń drogowych. Tam funkcjonariusz ma do wyboru cały wachlarz środków – od edukacyjnych, a więc pouczenia, poprzez mandaty, aż do bardziej dolegliwych form – wyjaśnia Marek Waszczewski.

Droga do wpłaty
Jak wynika z danych udostępnionych przez urzędy wojewódzkie i WSSE, od stycznia do sierpnia br. liczba dokonanych wpłat w poszczególnych województwach wyniosła przeważnie od kilku do kilkudziesięciu. Ale są też takie obszary, na których widzimy powyżej 100 takich przypadków. Natomiast w tym okresie wpłacone tam kwoty wyniosły zazwyczaj od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

– Procedura egzekucyjna prowadzona jest przez poszczególnych wojewodów oraz, w niektórych województwach, przez wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne. Organem egzekucyjnym właściwym w sprawie prowadzenia egzekucji obowiązku szczepień jest wojewoda. Do niego kierowane są przez państwowych powiatowych inspektorów sanitarnych wnioski o wszczęcie egzekucji administracyjnej jego wykonania. Działanie to jest poprzedzone wystosowaniem do osoby uchylającej się upomnienia. Zawiera ono wezwanie do wykonania obowiązku szczepień ochronnych z informacją o możliwości skierowania sprawy na drogę egzekucji administracyjnej. Następnym krokiem jest sporządzenie przez wierzyciela tzw. tytułu wykonawczego – opisuje Marek Waszczewski.

Z danych przekazanych przez GIS wynika, że w 2023 roku państwowi powiatowi inspektorzy sanitarni wystosowali do osób uchylających się od wykonania obowiązku poddania dzieci szczepieniom ochronnym 7877 ww. upomnień. W tym samym okresie było 4718 tytułów wykonawczych. W 2022 roku takich przypadków odnotowano 3150, w 2021 roku – 1134, w 2020 roku – 696, a w 2019 roku – 3397. Ponadto w ub.r. państwowi powiatowi inspektorzy sanitarni skierowali do osób uchylających się od wykonania ww. obowiązku 4383 wniosków do wojewodów o egzekucję administracyjną obowiązku szczepień. Dla porównania, w 2022 roku było ich 3138, w 2021 roku – 1066, w 2020 roku – 704, a w 2019 roku – 3301.

– Obawiamy się, że niechęć do wykonywania szczepień ochronnych narasta. Widzimy to również w małym zainteresowaniu ze skorzystania z darmowych szczepień przeciwko COVID-19, z bardzo małego odsetka corocznie szczepionych przeciwko grypie. Generalnie w Europie obowiązuje zasada – „im dalej na wschód, tym gorzej ze szczepieniami”. A według najnowszej, tegorocznej publikacji w „The Lancet” podsumowując ostatnie 50 lat, szczepionki ratują co minutę 6 istnień ludzkich w skali globalnej. Liczbę uratowanych można dzisiaj szacować na 154 miliony osób – podsumowuje ekspert Naczelnej Izby Lekarskiej.
 
źródło:
© MondayNews Polska
Do unijnych wytycznych zostaną dostosowane zasady oceny technologii medycznych, stosowane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Nowe przepisy zaczną obowiązywać 12 stycznia 2025 roku. Jest to  pokłosie dostosowania przepisów prawa krajowego do tzw. unijnego rozporządzenia o wspólnym HTA.
W wykazie legislacyjnym prac rządu zostały opublikowane informacje o działaniach dot. projektu i nowelizacji ustawy dotyczącej refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego, a także wyrobów medycznych i ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Pokłosie unijnego rozporządzenia o wspólnym HTA
Jak czytamy w informacji prasowej PAP, praca nad zmianami to pokłosie dostosowania przepisów prawa krajowego do tzw. unijnego rozporządzenia o wspólnym HTA.

HTA jest zbiorem informacji, według których pracują analitycy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Informacje te pozwalają w transparentny sposób przygotowywać analizy, stanowiące formę podsumowania zdrowotnych, społecznych, ekonomicznych oraz etycznych informacji na temat danej technologii medycznej – dane są dostępne także w innych krajach. Agencja swoją pracę opiera na dowodach naukowych, świadczącym m.in. o tym czy dany lek charakteryzuje się skutecznością terapii.

Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, które prowadzi prace nad nowelizacją: „Konieczne jest dostosowanie prawa krajowego poprzez odpowiednie zmniejszenie wymagań w zakresie wniosków o objęcie refundacją i ustalanie ceny zbytu netto oraz dodanie nowych zadań do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.” 

Dodatkowy zapis w projekcie nowelizacji ustawy
W projekcie nowelizacji ustawy zostanie dodany zapis odnoszący się do wniosku o refundację, dokładnie mowa o tym, że składający wniosek o refundację nie jest zobowiązany przedkładać analizy klinicznej, w sytuacji, gdy dane, analizy, informacje, w tym inne dowody zostały złożone przez podmiot opracowujący tę technologię medyczną na szczeblu UE, kiedy odnoszą się one do technologii medycznej w tym samym wskazaniu, jak i w tej samej populacji docelowej jak określone we wniosku i spełniają wymagania dla analiz klinicznych określone w przepisach ustawy o refundacji w zakresie technologii opcjonalnych w rozumieniu tych przepisów.

Raporty ze wspólnej oceny klinicznej  
Na mocy rozporządzenia o wspólnym HTA, państwa członkowskie są zobowiązane do należytego uwzględnienia opublikowanych raportów ze wspólnych ocen klinicznych, jak i wszelkich innych informacji, które są dostępne na platformie informatycznej przy przeprowadzaniu krajowej HTA dotyczącej technologii medycznej, na temat której zostały opublikowane raporty ze wspólnych ocen klinicznych lub w odniesieniu do której, rozpoczęto wspólną ocenę kliniczną – przygotowywana przez resort zdrowia nowelizacja ustawy refundacyjnej dostosuje polskie przepisy do tej reguły.

Projekt ponadto uwzględniał będzie zapisaną w rozporządzeniu UE zasadę, mówiącą, że przy przeprowadzeniu krajowej oceny dotyczącej technologii medycznej, na temat której zostały opublikowane raporty ze wspólnych ocen klinicznych lub w odniesieniu do której rozpoczęto wspólną ocenę kliniczną, państwa członkowskie dołączają raporty ze wspólnej oceny klinicznej prowadzonej na szczeblu państwa członkowskiego. W związku z tym MZ doda jeszcze wymóg dołączenia takiego raportu do analizy weryfikacyjnej Agencji.

Natomiast nowe zadania AOTMiT, dotyczące wykonywania obowiązków wynikających z unijnego rozporządzenia – dodane zostaną w ustawie o świadczeniach zdrowotnych.  

 
źródło: Medicalpress
autor: red. Katarzyna Redmerska
Europejska przestrzeń danych dotycząca zdrowia (European Health Data Space – EHDS) zostanie przyjęta jako unijne rozporządzenie jesienią tego roku, a wkrótce potem wejdzie w życie. Z wprowadzeniem krajowych przepisów stosujących nowe zasady cyfryzacji ochrony zdrowia nie musimy się spieszyć. Ale im szybciej Polska wykorzysta je jako impuls do zmian, tym bardziej skorzystają na tym szpitale, lekarze, naukowcy i przede wszystkim pacjenci. 
  • Europejska przestrzeń danych dotyczących zdrowia (EHDS) to nowa koncepcja  dla gromadzenia danych, takich jak np. wyniki badań, w taki sposób, by placówki medyczne w całej UE miały do nich łatwy dostęp, a zarazem prywatność pacjentów była zabezpieczona.
  • Pierwotne wykorzystanie danych pozwoli lekarzom – zarówno w publicznych, jak i prywatnych ośrodkach – uzyskać pełniejszą informację na temat stanu zdrowia pacjentów i stawiać trafniejsze diagnozy.
  • Wtórne wykorzystanie zanonimizowanych danych dostarczy naukowcom nowego materiału do analiz, co ułatwi wynajdywanie nowych leków czy usprawnienie procedur medycznych.
  • To jak długo będzie trwało faktyczne wdrożenie EHDS zależy od determinacji rządów państw członkowskich. W Polsce jest za to odpowiedzialny Departament Innowacji Ministerstwa Zdrowia.
 
Od czterech lat polscy pacjenci mogą posługiwać się e-receptami. W czasie pandemii wykonano w Polsce 59 mln szczepień, na które zdecydowana większość osób zapisała się online przez Internetowe Konto Pacjenta. Oba te wydarzenia można uznać za kamienie milowe cyfryzacji polskiego systemu ochrony zdrowia, jednak nie jest to jeszcze zakończony proces.

Aby w pełni wykorzystać potencjał nowych technologii w medycynie i opiece zdrowotnej niezbędna jest lepsza integracja systemów przechowujących informacje o pacjentach. Ramy prawne dla niej są już gotowe – przez ponad dwa lata pracowano nad nimi na gruncie unijnym, a wiosną 2024 r. Parlament Europejski przyjął je jako rozporządzenie EHDS. W najbliższym czasie spodziewana jest jego publikacja w Dzienniku Urzędowym UE, a po 20 dniach zacznie ono obowiązywać w państwach członkowskich.

– Jakie będą tego konsekwencje dla Polski? Z początku – żadne. Aby EHDS zaczął obowiązywać muszą zostać przyjęte odpowiednie krajowe przepisy, a UE nie narzuca, podobnie jak w przypadku innych wspólnych regulacji, żadnych terminów zajęcia się tym tematem. Zamiast “kija” stawia na “marchewkę” i pozostawia rządom swobodę, by razem z biznesem, światem nauki i organizacjami społecznymi odkryły zalety, jakie przyniesie pełne uwspólnienie danych zdrowotnych – ocenia Joanna Broy z EIT Health, europejskiej sieci innowatorów w dziedzinie zdrowia, wspieranej przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT), organ Unii Europejskiej.

Korzyści z wprowadzenia EHDS w Polsce

Wejście na kolejny poziom cyfryzacji ochrony zdrowia wiąże się z istotnymi kosztami zarówno finansowymi, jak i organizacyjnymi. Jednak zmiana systemu na bardziej wydajny oznacza zarówno niższe koszty opieki zdrowotnej (poprzez skuteczniejszą i co do zasady tańszą profilaktykę), jak i pozytywne struktrualne zmiany.

1. Lepszy dostęp pacjentów do informacji o ich zdrowiu

Chociaż funkcjonujące od 2018 r. Internetowe Konto Pacjenta już teraz pozwala bez wychodzenia z domu podejrzeć i posunąć naprzód wiele około-medycznych procesów, nadal do sporej części informacji dostęp wymaga osobnej wizyty lekarskiej. EHDS dąży do tego, by pacjenci mieli pełnię informacji o wszystkich procedurach leczniczych w jakich uczestniczą, bądź uczestniczyli w przeszłości.

2. Zebranie informacji o zdrowiu w jednym miejscu

Funkcjonowanie prywatnych placówek medycznych z własnymi bazami danych pacjenta to duże wyzwanie z punktu widzenia cyfryzacji. Dla pacjenta najkorzystniejszą sytuacją jest, gdy lekarze niezależnie od miejsca, w którym pracują, mają dostęp do historii choroby pacjenta i wyników jego badań, również wykonanych gdzie indziej. Ustanowienie unijnego standardu przechowywania i przetwarzania tych danych to duża szansa na uwspólnienie tego zasobu

3. Bezpieczeństwo danych zdrowotnych

EHDS to też okazja do podniesienia poziomu zabezpieczeń danych pacjentów i uszczelnienia procedur dotyczących troski o ich prywatność.

4. Transgraniczny przepływ informacji

Tworząc nowe regulacje wzięto pod uwagę jedną z podstaw Unii Europejskiej – swobodę przepływu osób pomiędzy państwami członkowskimi. Obywatele UE ubezpieczeni w swoich krajach mają prawo do opieki medycznej za granicą, a EHDS dąży do tego, by zajmujący się nimi lekarze zdobyli pełen dostęp do danych zdrowotnych bez względu na bariery językowe. Byłaby to istotna poprawa dla kilkuset tysięcy Polek i Polaków przebywających na emigracji w UE i kolejnych kilku milionów, które odwiedzają je turystycznie i mogą potrzebować nagłej pomocy medycznej.

5. Innowacyjne leki i terapie

Każde wprowadzenie na rynek farmaceutyczny nowej substancji czy wdrożenie nowej metody leczenia wymaga lat badań. W pracach nad innowacyjnymi terapiami bezcennym materiałem okazują się analizy tych już stosowanych, dokonywane w laboratoriach prywatnych firm, uczelni czy publicznych instytucji. Pełna cyfryzacja i dostępność do danych zdrowotnych – przy anonimizacji danych osobowych pacjentów i zachowaniu ich prywatności – pozwoliłaby instytutom badawczym dokładniej analizować skuteczność działań medycznych.

 Unia nie wyznaczyła państwom członkowskim żadnego konkretnego terminu wdrożenia EHDS, bo każdy kraj jest na nieco innym etapie rozwoju w cyfryzacji ochrony zdrowia i mierzy się z nieco innymi wyzwaniami. Są już kraje dość w tym procesie zaawansowane, jak Francja i Irlandia, na których Polska mogłaby się wzorować przygotowując własne krajowe regulacje. Są też polscy eksperci z obszaru innowacji zdrowotnych gotowi podzielić się z Ministerstwem Zdrowia swoją wiedzą. Rząd ma zasób, z którego może czerpać, więc liczymy na to, że prace przygotowawcze nad wdrożeniem EHDS ruszą niebawem pełną parą – podsumowuje Prof. dr hab. inż. Łukasz Albrecht, Prorektor ds. nauki  Politechniki  Łódzkiej, partnera EIT Health w Polsce. 


EIT Health jako europejska sieć wiodących innowatorów w dziedzinie zdrowia, zrzeszająca około 120 partnerów i wspierana przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT), organ Unii Europejskiej, od początku aktywnie wspiera cele Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych. Więcej na ten temat w raporcie “Implementing the European Health Data Space”.

źródło: EIT Health