Medicalpress
W wiodącym czasopiśmie naukowym „The Lancet Oncology” o jednym z najwyższych wskaźników oddziaływania na świecie (IF = 41,6), opublikowano wyniki międzynarodowego, wieloośrodkowego badania klinicznego fazy 2 dotyczącego radiochirurgicznej ablacji splotu trzewnego – nowej, bardzo obiecującej metody leczenia bólu u chorych na zaawansowanego raka trzustki. Głównymi autorami publikacji są dr Yaacov R. Lawrence z Sheba Medical Center w Izraelu i dr n. med. Marcin Miszczyk z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.
Badanie „Radiochirurgiczna ablacja splotu trzewnego jako leczenie przeciwbólowe u pacjentów z zaawansowaną chorobą nowotworową” (ang. Celiac plexus radiosurgery for pain management in advanced cancer), przeprowadzono w ośmiu ośrodkach medycznych w pięciu krajach: Izraelu, Polsce, Kanadzie, USA i Portugalii. Zakwalifikowano do niego 125 pacjentów z przerzutowym lub nieoperacyjnym rakiem trzustki oraz towarzyszącym mu bólem o natężeniu 5-10 w skali Brief Pain Inventory (BPI-SF). Dodatkowym kryterium kwalifikacji był wynik oceny sprawności na poziomie 0-2 zgodnie z Eastern Cooperative Oncology Group. Z badania nie wykluczono pacjentów, u których wykonano wcześniej nieskuteczną zabiegową neurolizę lub blokadę splotu trzewnego. Przeciwwskazaniem do radioablacji splotu trzewnego była natomiast wcześniejsza radioterapia w rejonie nadbrzusza. Nie zakwalifikowali się do niej również pacjenci, u których w leczeniu paliatywnym zastosowano już jakąś metodę napromieniania oraz ci, którzy mieli zostać poddani leczeniu radykalnemu.
 
Obiecujące wyniki badania nowej metody redukcji bólu trzewnego
W badaniu zastosowano technikę radiochirurgii, która polega na precyzyjnym podaniu w krótkim czasie jednej wysokiej dawki promieniowania. W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach podobne techniki są wykorzystywane już od wielu lat w leczeniu chorób nowotworowych i niektórych innych zmian patologicznych, jednak dopiero od niedawna lekarze stosują ją w zabiegach o charakterze funkcjonalnym. W tym badaniu zamiast napromieniania całego nacieku nowotworowego, co często wiąże się z toksycznością leczenia, wykorzystano nowatorski pomysł stosowania wysokiej dawki promieniowania jonizującego w celu zmniejszenia przewodzenia bólu przez tzw. splot trzewny, jednocześnie utrzymując bezpieczeństwo poprzez stosowanie nowoczesnych technik planowania radioterapii z gradacją dawki w kolejnych obszarach napromienianych.

Gliwicki Instytut jako pierwszy w Europie i jedyny w Polsce dołączył do badania opisanego na łamach „The Lancet Oncology”, a dr n. med. Marcin Miszczyk z III Kliniki Radioterapii i Chemioterapii, jeden z głównych autorów tej publikacji, jako pierwszy w Europie we wrześniu 2020 r. pod nadzorem prof. dr. hab. Jerzego Wydmańskiego z Zakładu Radioterapii wykonał zabieg radioablacji splotu trzewnego u 61-letniego pacjenta z zaawansowanym nieoperacyjnym rakiem trzustki i bardzo silnym, wyniszczającym bólem, którego nie udało się zredukować przy pomocy farmakoterapii (chory nie kwalifikował się do leczenia innymi metodami).

W sumie w ramach badania z nowej metody leczenia bólu skorzystało w Gliwicach 32 chorych na zaawansowanego raka trzustki. Szacunkowo u 1/3 z nich udało się uzyskać całkowite ustąpienie bólu, co sprawiło, że mogli zupełnie odstawić lub znacznie ograniczyć przyjmowanie leków przeciwbólowych, a u kolejnej 1/3 nastąpiło istotne ale niecałkowite zmniejszenie dolegliwości bólowych o co najmniej 2 punkty w 11-stopniowej skali NRS. Oznacza to, że około dwóch na trzech pacjentów odnosi istotną korzyść z zastosowania tej metody.

Jeżeli skuteczność radioablacji splotu trzewnego w terapii przeciwbólowej rzeczywiście się potwierdzi, może być ona w przyszłości traktowana również jako leczenie standardowe. Oczywiście nie chodzi o to, by wyparła aktualnie dostępne metody, lecz aby stała się kolejną możliwością terapeutyczną. Z technicznego punku widzenia jest to zupełnie inna metoda niż zabiegowa neuroliza czy blokada splotu trzewnego. Ważne jest to, abyśmy mogli ocenić, którzy pacjenci mogliby korzystać z jednej bądź z drugiej metody, bo wzajemnie się one nie wykluczają i można je stosować naprzemiennie. Ma ona bardzo duży potencjał w leczeniu bólu u skrajnie trudnych pacjentów, jakimi są osoby z silnymi bólami neuropatycznymi i trzewnymi w przebiegu raka trzustki – mówił jeszcze w trakcie trwającego badania dr Marcin Miszczyk, który w tym roku z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach przeniósł się do Kliniki Urologii Uniwersytetu Wiedeńskiego, gdzie kontynuuje badania naukowe. Jest też pracownikiem naukowo-dydaktycznym Collegium Medicum Uniwersytetu WSB w Dąbrowie Górniczej.

Na początku 2021 r. ocenę skuteczności radioablacji splotu trzewnego u pierwszego pacjenta leczonego w Europie, u którego zabieg przeprowadzono w 2020 r. w Gliwicach, przedstawiono w formie opisu przypadku na łamach „Współczesnej Onkologii” (Contemporary Oncology/Współczesna Onkologia nr 2, 2021: https://doi.org/10.5114/wo.2021.107689). 16 lipca 2024 r. w „The Lancet Oncology” opublikowano pełne wyniki badania fazy 2. Są dostępne pod adresem https://doi.org/10.1016/S1470-2045(24)00223-7.

Obecnie radioablacja splotu trzewnego uznawana jest przez najważniejsze międzynarodowe towarzystwa naukowe jako jedna ze standardowych opcji terapeutycznych u pacjentów z zaawansowanym nowotworem trzustki i silnymi dolegliwościami bólowymi – podkreśla dr Marcin Miszczyk.
 
Radioablacja może być alternatywą dla innych metod leczenia bólu
Ból towarzyszy wielu chorobom onkologicznym i jest obecny w różnych stadiach ich rozwoju, a jego leczenie jest bardzo ważnym aspektem postępowania terapeutycznego. W przypadku chorych na raka trzustki ból jest częstym objawem tej choroby i może być intensywnie odczuwany w nadbrzuszu i/lub w dolnej części pleców. Powodem jest ucisk lub naciek nowotworu na splot trzewny, nazywany potocznie splotem słonecznym, który jest zlokalizowany za trzustką, na wysokości pierwszego kręgu lędźwiowego. Jest on największym autonomicznym splotem nerwowym i przewodzącym ból w jamie brzusznej. Odpowiada za pracę większości narządów w tej części organizmu i zapewnia równowagę niezbędnych do życia procesów fizjologicznych.

Rak trzustki, podobnie jak inne nowotwory zaawansowane zlokalizowane w jamie brzusznej, może wywoływać ból trzewny, somatyczny i neuropatyczny, wynikający z bezpośredniego uszkodzenia splotu trzewnego poprzez wnikanie komórek nowotworowych pomiędzy struktury splotu, uszkadzanie komórek nerwowych i tworzenie lokalnego stanu zapalnego. Radioablacja splotu trzewnego pokrywa aż dwa z tych rodzajów bólu – ból trzewny i neuropatyczny – tłumaczy dr Marcin Miszczyk.

Ból pochodzący z uszkodzenia splotu trzewnego jest zazwyczaj oporny na działanie leków przeciwbólowych, które w niewielkim stopniu potrafią go zniwelować, a powodują skutki uboczne. Można go redukować, wykonując małoinwazyjne interwencje zabiegowe w obszarze splotu trzewnego, takie jak blokada (czasowe wyłączenie nerwów przez podanie leku miejscowo znieczulającego) lub neuroliza (miejscowe podanie środka niszczącego nerwy). Są to metody bezpieczne i skuteczne, pozwalające na istotne ograniczenie leczenia farmakologicznego. Uchodzą za „złoty standard” postępowania. Niestety, część pacjentów nie kwalifikuje się do takiego leczenia ze względu na znaczne rozmiary guzów, zwłaszcza tych zlokalizowanych w obrębie trzonu i w ogonie trzustki, lub ze względu na masywny naciek guza na naczynia. Była to jedna z przesłanek poszukiwania alternatywnej, małoinwazyjnej metody przeciwdziałania bólowi i doprowadziła do opracowania radiochirurgii splotu trzewnego, która – jak dowiodły wyniki opisanego badania naukowego – może być nieinwazyjną opcją leczenia paliatywnego dla pacjentów z zespołem bólu zaotrzewnowego.

***
W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach chorzy są kwalifikowani do ablacji splotu trzewnego w Zakładzie Radioterapii. Na wizytę można umówić się w rejestracji pod nr. tel. 32 278 80 45.

źródło: NIO-PIB Gliwice

Według nowego raportu opublikowanego właśnie na łamach prestiżowego „The Lancet”, co roku zanieczyszczone powietrze zabija na świecie 6,5 mln ludzi. Co gorsza, liczba ta rośnie. Większość zgonów dotyczy krajów o niskich i średnich dochodach. W Polsce, z powodu głównych typów zanieczyszczeń, rocznie umiera przedwcześnie prawie 50 tys. osób.
Obecne w powietrzu cząstki stałe i lotne toksyny uszkadzają układ oddechowy, podnoszą ryzyko miażdżycy, nowotworów, chorób nerek, czy zaburzeń psychicznych, a także sprzyjają chorobom zakaźnym. Dzieje się tak z powodu różnych mechanizmów.

Badania już od dłuższego czasu wskazują na różnorodne konsekwencje działania trujących pyłów i substancji lotnych obecnych w powietrzu, nawet w stężeniach uznawanych dotąd za bezpieczne. Większe ryzyko chorób układu oddechowego, krążeniowego, nowotworów, przedwczesnych porodów, uszkodzeń nerek, problemów psychicznych – to tylko niektóre ze skutków. Okazuje się, że istnieje jeszcze jedna ciemna strona zanieczyszczeń powietrza – ułatwiają one chorobotwórczym zarazkom zakażanie ludzi.

COVID-19 groźniejszy przez toksyny

Wiele na ten temat nauczyła nas pandemia COVID-19. Już na jej początku naukowcy z Uniwersytetu w Sienie zauważyli, że do największej liczby zgonów z powodu COVID-19 dochodziło w Lombardii i regionie Emilia-Romania – miejscach z europejskiej czołówki pod względem poziomu zanieczyszczenia powietrza.

„Dostarczamy dowodów na to, że ludzie żyjący w rejonach o wysokim poziomie zanieczyszczeń są bardziej narażeni na rozwój chronicznych chorób układu oddechowego i podatni na czynniki zakaźne. Co więcej, długotrwała ekspozycja na zanieczyszczenia powietrza prowadzi do chronicznych stanów zapalnych nawet u młodych, zdrowych osób. Wnioskujemy, że wysoki poziom zanieczyszczeń na północy Włoch powinien być uznany za jeden z czynników wysokiej śmiertelności zanotowanej w tym regionie” – piszą w swojej pracy naukowcy.

Tymczasem na powiązania między ekspozycją na obecne w powietrzu zanieczyszczenia i ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19 wskazują kolejne prace naukowe. Zespół z Harvard Chan School of Public Health doniósł na przykład o związku między wcześniejszym, wieloletnim działaniem toksyn z powietrza i ryzykiem zgonu z powodu COVID-19. Zagrożenie śmiercią rosło aż o 11 proc. na każdy mikrogram cząstek PM 2,5 na metr sześcienny. Norma roczna WHO to tymczasem 10 μg, a zalecana wartość – 5 μg. 

„W miejscach, w których zanieczyszczenie powietrza to przewlekły problem, musimy zwracać szczególną uwagę na osoby szczególnie narażone lub wrażliwe na zanieczyszczone powietrze, na przykład bezdomni czy ludzie z chronicznymi  medycznymi problemami. Osoby te jeszcze bardziej mogą potrzebować pomocy niż przed pojawieniem się koronawirusa” – zwraca uwagę jeden z autorów badania, dr Aaron Bernstein.

W obliczu tego typu rezultatów, badacze z międzynarodowej grupy, w tym z Instytutu Chemii i Chemii Atmosferycznej im. Maxa Plancka spojrzeli na problem globalnie. Na podstawie danych epidemiologicznych oraz satelitarnych informacji o zanieczyszczeniu powietrza oszacowali ich prawdopodobny wpływ na zgony z powodu COVID-19 w różnych częściach świata. Według wyników, obecne w powietrzu cząstki stałe łącznie na świecie przyczyniły się aż do 15 proc. zgonów, w tym do 17 proc. na terenie Ameryki Północnej, 19 proc. – w Europie i aż 27 proc. – w Azji Wschodniej. 

Różne zakażenia bardziej prawdopodobne

COVID-19 nie jest niestety jedyną chorobą, której sprzyja niskiej jakości powietrze. Zespół z University of Washington w grupie kilku tysięcy osób w wieku od 44 do 84 lat odkrył związek między poziomem niektórych zanieczyszczeń w czasie minionych 2-6 tygodni i podwyższonym ryzykiem obecnej infekcji układu oddechowego.

„Nasze badanie dostarcza dowodów na to, że wyższa ekspozycja na cząstki PM2,5, tlenek azotu i dwutlenek azotu przyczynia się do wzrostu ryzyka powszechnych, choć zwykle samoistnie ustępujących infekcji układu oddechowego. Potencjalne obciążenie tymi chorobami – spadek produktywności, wykorzystanie zasobów systemu opieki zdrowotnej, użycie antybiotyków – sugeruje, że kontrola zanieczyszczeń cząstkami oraz emisji spalin może przynieść znaczące korzyści indywidualne i społeczne” – piszą naukowcy.

Podobnych wyników jest więcej, co pokazuje m.in. przeprowadzony przez ekspertów z hiszpańskiego „Universitat Rovira i Virgili” przegląd naukowej literatury na temat korelacji między zanieczyszczeniem powietrza na dworze i wirusowymi infekcjami układu oddechowego. Badacze mówią o „wyraźnym związku” między zachorowaniami, a toksynami w powietrzu wykrytym w różnych badaniach.

Zatrutemu organizmowi trudniej jest się bronić

Trujące cząstki i gazy sprzyjają infekcjom na różne sposoby. Pod wpływem zanieczyszczeń dochodzi np. do uszkodzeń wyściełających drogi oddechowe rzęsek. Tymczasem to pierwsza linia obrony przed patogenami. Do tego stres oksydacyjny uszkadza nabłonek, co ułatwia zarazkom pokonanie tej bariery. Toksyny, jak się okazuje, zmieniają też działanie komórek układu odpornościowego, w tym aktywność ich genów. Czasami dochodzi też do zmian, które specyficznie ułatwiają zadanie konkretnemu zarazkowi. Tak się prawdopodobnie dzieje w przypadku SARS-CoV2.

Otóż laboratoryjne badania pokazały, że obecne w powietrzu cząstki stałe i tlenek azotu powodują wzrost produkcji białka ACE2, a to właśnie z jego pomocą wirus wnika do komórek. Jednocześnie, ponieważ zanieczyszczone powietrze osłabia praktycznie cały organizm, poddany jego działaniu, pacjent ma trudniej w obliczu dowolnej choroby. Gorszej jakości powietrze może też blokować promienie słońca i w ten sposób upośledzać produkcję ważnej dla odporności witaminy D. Niektóre badania wskazują też, że toksyczne cząstki ułatwiają wirusom podróż na większe odległości, ale inne eksperymenty temu przeczą.

Sadza uodparnia bakterie

W groźny dla ludzi sposób mogą przy tym z trujących cząstek korzystać bakterie. Otóż zespół z University of Leicester donosi, że atmosferyczna sadza, czyli tworzące aerozol cząstki sadzy o wielkości poniżej 2,5 mikrometra „drastycznie zmieniają tworzenie przez bakterie biofilmów”. Biofilm to zbudowana z wielu bakteryjnych komórek struktura otoczona różnymi, produkowanymi przez mikroby substancjami. Dobrze przylega do różnych powierzchni i trudno ją usunąć. Na bakterie znajdujące się w biofilmie dużo trudniej jest też oddziaływać lekami. To dlatego powstawanie takich struktur odgrywa kluczową rolę w rozwoju chorób o podłożu bakteryjnym, szczególnie przewlekłych.

Naukowcy zauważyli wpływ sadzy na tworzenie biofilmów przez dwoinkę zapalenia płuc, a także gronkowca złocistego. Co szczególnie ważne, rosła odporność bakterii na antybiotyki. Eksperymenty na myszach pokazały skutki opisanych zmian. Sadza ułatwiała na przykład rozprzestrzenienie się zakażenia dwoinką zapalenia płuc z nosogardzieli do płuc. „Nasze badanie pokazuje, że zanieczyszczenie powietrza wywiera na bakterie istotny wpływ, który był do tej pory pomijany. Wyniki te mają więc ważne konsekwencje odnośnie wpływu zanieczyszczeń powietrza na ludzkie zdrowie i bakteryjne ekosystemy na całym świecie” – piszą badacze. Wniosek z tego, a także z pozostałych badań jest jeden – dbanie o powietrze to konieczność.

Źródło: Serwis Zdrowie

Według nowego raportu opublikowanego właśnie na łamach prestiżowego „The Lancet”, co roku zanieczyszczone powietrze zabija na świecie 6,5 mln ludzi. Co gorsza, liczba ta rośnie. Większość zgonów dotyczy krajów o niskich i średnich dochodach. W Polsce, z powodu głównych typów zanieczyszczeń, rocznie umiera przedwcześnie prawie 50 tys. osób.
Obecne w powietrzu cząstki stałe i lotne toksyny uszkadzają układ oddechowy, podnoszą ryzyko miażdżycy, nowotworów, chorób nerek, czy zaburzeń psychicznych, a także sprzyjają chorobom zakaźnym. Dzieje się tak z powodu różnych mechanizmów.

Badania już od dłuższego czasu wskazują na różnorodne konsekwencje działania trujących pyłów i substancji lotnych obecnych w powietrzu, nawet w stężeniach uznawanych dotąd za bezpieczne. Większe ryzyko chorób układu oddechowego, krążeniowego, nowotworów, przedwczesnych porodów, uszkodzeń nerek, problemów psychicznych – to tylko niektóre ze skutków. Okazuje się, że istnieje jeszcze jedna ciemna strona zanieczyszczeń powietrza – ułatwiają one chorobotwórczym zarazkom zakażanie ludzi.

COVID-19 groźniejszy przez toksyny

Wiele na ten temat nauczyła nas pandemia COVID-19. Już na jej początku naukowcy z Uniwersytetu w Sienie zauważyli, że do największej liczby zgonów z powodu COVID-19 dochodziło w Lombardii i regionie Emilia-Romania – miejscach z europejskiej czołówki pod względem poziomu zanieczyszczenia powietrza.

„Dostarczamy dowodów na to, że ludzie żyjący w rejonach o wysokim poziomie zanieczyszczeń są bardziej narażeni na rozwój chronicznych chorób układu oddechowego i podatni na czynniki zakaźne. Co więcej, długotrwała ekspozycja na zanieczyszczenia powietrza prowadzi do chronicznych stanów zapalnych nawet u młodych, zdrowych osób. Wnioskujemy, że wysoki poziom zanieczyszczeń na północy Włoch powinien być uznany za jeden z czynników wysokiej śmiertelności zanotowanej w tym regionie” – piszą w swojej pracy naukowcy.

Tymczasem na powiązania między ekspozycją na obecne w powietrzu zanieczyszczenia i ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19 wskazują kolejne prace naukowe. Zespół z Harvard Chan School of Public Health doniósł na przykład o związku między wcześniejszym, wieloletnim działaniem toksyn z powietrza i ryzykiem zgonu z powodu COVID-19. Zagrożenie śmiercią rosło aż o 11 proc. na każdy mikrogram cząstek PM 2,5 na metr sześcienny. Norma roczna WHO to tymczasem 10 μg, a zalecana wartość – 5 μg. 

„W miejscach, w których zanieczyszczenie powietrza to przewlekły problem, musimy zwracać szczególną uwagę na osoby szczególnie narażone lub wrażliwe na zanieczyszczone powietrze, na przykład bezdomni czy ludzie z chronicznymi  medycznymi problemami. Osoby te jeszcze bardziej mogą potrzebować pomocy niż przed pojawieniem się koronawirusa” – zwraca uwagę jeden z autorów badania, dr Aaron Bernstein.

W obliczu tego typu rezultatów, badacze z międzynarodowej grupy, w tym z Instytutu Chemii i Chemii Atmosferycznej im. Maxa Plancka spojrzeli na problem globalnie. Na podstawie danych epidemiologicznych oraz satelitarnych informacji o zanieczyszczeniu powietrza oszacowali ich prawdopodobny wpływ na zgony z powodu COVID-19 w różnych częściach świata. Według wyników, obecne w powietrzu cząstki stałe łącznie na świecie przyczyniły się aż do 15 proc. zgonów, w tym do 17 proc. na terenie Ameryki Północnej, 19 proc. – w Europie i aż 27 proc. – w Azji Wschodniej. 

Różne zakażenia bardziej prawdopodobne

COVID-19 nie jest niestety jedyną chorobą, której sprzyja niskiej jakości powietrze. Zespół z University of Washington w grupie kilku tysięcy osób w wieku od 44 do 84 lat odkrył związek między poziomem niektórych zanieczyszczeń w czasie minionych 2-6 tygodni i podwyższonym ryzykiem obecnej infekcji układu oddechowego.

„Nasze badanie dostarcza dowodów na to, że wyższa ekspozycja na cząstki PM2,5, tlenek azotu i dwutlenek azotu przyczynia się do wzrostu ryzyka powszechnych, choć zwykle samoistnie ustępujących infekcji układu oddechowego. Potencjalne obciążenie tymi chorobami – spadek produktywności, wykorzystanie zasobów systemu opieki zdrowotnej, użycie antybiotyków – sugeruje, że kontrola zanieczyszczeń cząstkami oraz emisji spalin może przynieść znaczące korzyści indywidualne i społeczne” – piszą naukowcy.

Podobnych wyników jest więcej, co pokazuje m.in. przeprowadzony przez ekspertów z hiszpańskiego „Universitat Rovira i Virgili” przegląd naukowej literatury na temat korelacji między zanieczyszczeniem powietrza na dworze i wirusowymi infekcjami układu oddechowego. Badacze mówią o „wyraźnym związku” między zachorowaniami, a toksynami w powietrzu wykrytym w różnych badaniach.

Zatrutemu organizmowi trudniej jest się bronić

Trujące cząstki i gazy sprzyjają infekcjom na różne sposoby. Pod wpływem zanieczyszczeń dochodzi np. do uszkodzeń wyściełających drogi oddechowe rzęsek. Tymczasem to pierwsza linia obrony przed patogenami. Do tego stres oksydacyjny uszkadza nabłonek, co ułatwia zarazkom pokonanie tej bariery. Toksyny, jak się okazuje, zmieniają też działanie komórek układu odpornościowego, w tym aktywność ich genów. Czasami dochodzi też do zmian, które specyficznie ułatwiają zadanie konkretnemu zarazkowi. Tak się prawdopodobnie dzieje w przypadku SARS-CoV2.

Otóż laboratoryjne badania pokazały, że obecne w powietrzu cząstki stałe i tlenek azotu powodują wzrost produkcji białka ACE2, a to właśnie z jego pomocą wirus wnika do komórek. Jednocześnie, ponieważ zanieczyszczone powietrze osłabia praktycznie cały organizm, poddany jego działaniu, pacjent ma trudniej w obliczu dowolnej choroby. Gorszej jakości powietrze może też blokować promienie słońca i w ten sposób upośledzać produkcję ważnej dla odporności witaminy D. Niektóre badania wskazują też, że toksyczne cząstki ułatwiają wirusom podróż na większe odległości, ale inne eksperymenty temu przeczą.

Sadza uodparnia bakterie

W groźny dla ludzi sposób mogą przy tym z trujących cząstek korzystać bakterie. Otóż zespół z University of Leicester donosi, że atmosferyczna sadza, czyli tworzące aerozol cząstki sadzy o wielkości poniżej 2,5 mikrometra „drastycznie zmieniają tworzenie przez bakterie biofilmów”. Biofilm to zbudowana z wielu bakteryjnych komórek struktura otoczona różnymi, produkowanymi przez mikroby substancjami. Dobrze przylega do różnych powierzchni i trudno ją usunąć. Na bakterie znajdujące się w biofilmie dużo trudniej jest też oddziaływać lekami. To dlatego powstawanie takich struktur odgrywa kluczową rolę w rozwoju chorób o podłożu bakteryjnym, szczególnie przewlekłych.

Naukowcy zauważyli wpływ sadzy na tworzenie biofilmów przez dwoinkę zapalenia płuc, a także gronkowca złocistego. Co szczególnie ważne, rosła odporność bakterii na antybiotyki. Eksperymenty na myszach pokazały skutki opisanych zmian. Sadza ułatwiała na przykład rozprzestrzenienie się zakażenia dwoinką zapalenia płuc z nosogardzieli do płuc. „Nasze badanie pokazuje, że zanieczyszczenie powietrza wywiera na bakterie istotny wpływ, który był do tej pory pomijany. Wyniki te mają więc ważne konsekwencje odnośnie wpływu zanieczyszczeń powietrza na ludzkie zdrowie i bakteryjne ekosystemy na całym świecie” – piszą badacze. Wniosek z tego, a także z pozostałych badań jest jeden – dbanie o powietrze to konieczność.

Źródło: Serwis Zdrowie