Medicalpress
Ministerstwo Zdrowia planuje zwiększyć liczbę miejsc na studiach medycznych w roku akademickim 2026/2027. Do konsultacji publicznych trafił projekt rozporządzenia przewidujący przyjęcie łącznie 12 210 studentów na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny. Resort argumentuje, że wyższe limity mają odpowiadać rosnącemu zapotrzebowaniu na kadry medyczne oraz możliwościom dydaktycznym uczelni.

Do konsultacji publicznych trafił projekt rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie limitu przyjęć na studia na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym na rok akademicki 2026/2027. Resort zdrowia zakłada dalszy wzrost liczby miejsc dla przyszłych lekarzy i lekarzy dentystów.

Zgodnie z projektem, limit przyjęć na kierunek lekarski wyniesie 10 705 miejsc, co oznacza wzrost o 1,91 proc. w porównaniu z rokiem akademickim 2025/2026, kiedy limit wynosił 10 504 miejsca. Z kolei na kierunku lekarsko-dentystycznym przewidziano 1 505 miejsc, czyli o ponad 4,4 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy limit wynosił 1 441 miejsc.

Łącznie uczelnie będą mogły przyjąć 12 210 studentów na oba kierunki.

Podział miejsc

Na kierunku lekarskim przewidziano:

  • 7 133 miejsca na studiach stacjonarnych prowadzonych w języku polskim,
  • 1 734 miejsca na studiach niestacjonarnych w języku polskim,
  • 1 838 miejsc na studiach prowadzonych w językach obcych.

Natomiast na kierunku lekarsko-dentystycznym limit obejmuje:

  • 885 miejsc na studiach stacjonarnych w języku polskim,
  • 349 miejsc na studiach niestacjonarnych,
  • 271 miejsc na studiach prowadzonych w językach obcych.

Limity dla 39 uczelni

Projekt rozporządzenia obejmuje 39 uczelni posiadających uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim, w tym 9 nadzorowanych przez Ministra Zdrowia oraz 30 nadzorowanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Limity zostały ustalone z uwzględnieniem możliwości dydaktycznych poszczególnych uczelni oraz zapotrzebowania na absolwentów kierunków medycznych.

Projekt określa również liczbę miejsc w podziale na studia stacjonarne i niestacjonarne prowadzone w języku polskim oraz na studia prowadzone w językach obcych.

Źródło: RCL

Warszawski Uniwersytet Medyczny umocnił swoją pozycję w gronie najlepszych uczelni świata. W najnowszym rankingu Center for World University Rankings (CWUR) na 2026 rok WUM zajął 908. miejsce na świecie, poprawiając ubiegłoroczny wynik o osiem pozycji. Oznacza to, że uczelnia znajduje się wśród najlepszych 4,3 proc. spośród ponad 21 tys. ocenianych uniwersytetów globalnie. WUM uplasował się również na 335. miejscu w Europie, 9. miejscu w Polsce oraz 867. miejscu na świecie pod względem osiągnięć naukowych.
Center for World’s University Rankings oceniło 21291 uniwersytetów na świecie. Ranking opiera się na metodologii, która nie bierze pod uwagę ankiet przygotowywanych przez uczelnie, jak ma to miejsce w przypadku innych zestawień.

CWUR wykorzystuje siedem obiektywnych i kluczowych wskaźników pogrupowanych w cztery obszary:

1) Edukacja: na podstawie sukcesów akademickich absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
2) Zatrudnienie absolwentów: na podstawie sukcesów zawodowych absolwentów uniwersytetu, mierzonych w odniesieniu do wielkości uniwersytetu (25%)
3) Kadra naukowa: mierzona liczbą pracowników naukowych, którzy otrzymali najwyższe wyróżnienia naukowe (10%)
4) Badania:
W Polsce pierwsze miejsce przypadło Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, drugie Warszawskiemu, a trzecie AGH.
Wśród monoprofilowych uczelni medycznych w pierwszej dziesiątce jest WUM (9 miejsce) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (8).

Pełen ranking CWUR znajduje się tu:

https://cwur.org/2026.php

Awans Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rankingu CWUR potwierdza rosnącą pozycję uczelni zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. Szczególne znaczenie ma fakt, że ranking opiera się na obiektywnych wskaźnikach związanych z jakością kształcenia, osiągnięciami absolwentów, potencjałem naukowym oraz wpływem prowadzonych badań. Wynik WUM pokazuje, że polskie uczelnie medyczne skutecznie konkurują z najlepszymi ośrodkami akademickimi na świecie, a rozwój działalności naukowej i edukacyjnej przekłada się na coraz silniejszą pozycję polskiej medycyny i nauki w międzynarodowym środowisku akademickim.

Źródło: inf pras

W Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego odbyło się kluczowe spotkanie Ministerstwa Zdrowia z blisko setką konsultantów krajowych reprezentujących wszystkie najważniejsze dziedziny medycyny – od specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych, po pielęgniarstwo, farmację i obszary wspierające system. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda oraz wiceminister Katarzyna Kęcka podkreśliły, że to właśnie eksperci z pierwszej linii praktyki klinicznej pełnią rolę strategicznych doradców państwa i łączników między nauką, medycyną a polityką zdrowotną. Dyskusja skupiła się m.in. na przyszłości kształcenia kadr, organizacji opieki zdrowotnej, demografii, kompetencjach lekarzy oraz regionalnych rozwiązaniach poprawiających dostęp do świadczeń.
Nowe kierownictwo Ministerstwa zwraca szczególną uwagę na konieczność patrzenia na system w sposób przekrojowy, a nie branżowy. Eksperci, którzy na co dzień mierzą się z realnymi wyzwaniami w swoich specjalizacjach, stają się dla rządu partnerami w budowaniu długofalowych strategii zdrowotnych. To podejście odchodzi od wcześniejszej logiki jednostkowych interwencji i otwiera przestrzeń do dyskusji o fundamentach systemu jakości kształcenia, kompetencjach zawodowych, organizacji opieki i dostępności świadczeń.

Szczególne znaczenie ma tu rola konsultantów krajowych, którzy stoją na styku nauki, praktyki i polityki zdrowotnej. Ich wiedza pozwala rządowi zrozumieć, jakie konsekwencje mają poszczególne decyzje zarówno dla pacjentów, jak i dla kadr medycznych. W tym sensie konsultanci pełnią funkcję pomostu: tłumaczą potrzebę reform w sposób zrozumiały dla administracji i dostarczają wiarygodnych danych, które pomagają wyznaczać priorytety.

Jednym z kluczowych tematów poruszonych podczas spotkania były zmiany demograficzne i ich wpływ na kształcenie nowych lekarzy. Wiadomo, że ver w Polsce reprezentują pokolenia o malejącej liczbie przedstawicieli, co w bezpośredni sposób przełoży się na dostępność specjalistów w kolejnych dekadach. W takim kontekście dyskusja o modelu kształcenia specjalizacyjnego oraz miejscu umiejętności lekarskich w całym systemie nabiera szczególnej wagi. To nie jest już kwestia kosmetycznych zmian, lecz debata o tym, jak przygotować kadry medyczne do pracy w rzeczywistości, która za kilka lat będzie zupełnie inna niż dziś.

Drugim istotnym wątkiem są regionalne różnice w dostępie do opieki. Ministerstwo zwróciło uwagę na projekt Podstawowych Regionów Zabezpieczenia, który ma pomóc uporządkować ścieżki pacjentów i lepiej rozumieć realne potrzeby populacyjne w poszczególnych częściach kraju. To narzędzie, które może okazać się kluczowe w planowaniu usług medycznych i ich finansowania. Jego potencjał polega na tym, że nie koncentruje się na pojedynczych procedurach czy szpitalach, lecz na całej logice przepływu pacjenta przez system.

Istotny był również sam ton rozmowy. Spotkanie nie miało charakteru defensywnego, było raczej poszukiwaniem wspólnego języka. Konsultanci nie tylko zadawali pytania, ale także formułowali propozycje rozwiązań, które mają usprawnić funkcjonowanie systemu. To sygnał, że zaczyna tworzyć się nowy model współpracy, oparty na wzajemnym szacunku i partnerskim dialogu między państwem a ekspertami.

Sektor ochrony zdrowia w Polsce stoi w obliczu wielu wyzwań: niedofinansowania, rosnących oczekiwań społecznych, zmian demograficznych, przełomów technologicznych oraz narastających braków kadrowych. Żaden z tych problemów nie może zostać rozwiązany w izolacji. Dlatego rola konsultantów krajowych – grupy, która widzi system „od wewnątrz”, z poziomu szpitali, przychodni i codziennych decyzji klinicznych jest dziś szczególnie cenna.

Spotkanie w CMKP nie było jedynie formalnością. Wewnętrzny rytm systemu ochrony zdrowia, jego sprawność, zdolność reagowania, jakość usług, kształtuje się właśnie poprzez takie rozmowy. Jeżeli ten dialog będzie kontynuowany w duchu współodpowiedzialności, może stać się jednym z motorów realnej modernizacji polskiej ochrony zdrowia. Czy tak się stanie? Wszystko zależy od konsekwencji i determinacji obu stron. Ale jedno jest pewne: bez współpracy z konsultantami krajowymi nowoczesny system zdrowia nie ma szans powstać.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Czy polska medycyna jest gotowa na wejście na rynek pracy lekarzy bez stażu podyplomowego? Według Porozumienia Rezydentów OZZL — zdecydowanie nie. Organizacja alarmuje, że proponowane zmiany w systemie kształcenia lekarzy mogą doprowadzić do sytuacji, w której młodzi medycy rozpoczną samodzielną pracę z minimalnym doświadczeniem klinicznym. Najnowsze dane z ogólnopolskiego badania obejmującego 720 studentów i stażystów z 22 uczelni medycznych rzucają na ten temat nowe światło — i są niepokojące.
Porozumienie Rezydentów OZZL w swoim stanowisku nie zostawia złudzeń: likwidacja lub skrócenie stażu podyplomowego doprowadzi do obniżenia jakości opieki medycznej. Młodzi lekarze będą rozpoczynać pracę z wyraźnie mniejszym bagażem doświadczeń, szczególnie w zakresie podstawowych procedur medycznych.
Rezydenci podkreślają, że obecny VI rok studiów — choć formalnie „praktyczny” — nie zapewnia studentom wystarczającej liczby możliwości samodzielnego wykonania procedur. Potwierdzają to najnowsze dane.

Badanie wśród studentów: większość nie wykonała podstawowych procedur

Ankieta przeprowadzona wśród studentów V–VI roku oraz lekarzy stażystów pokazała ogromne dysproporcje między teorią, a praktyką.
Do kluczowych wniosków należą:

Co istotne — brak praktyki nie wynika wyłącznie z obaw studentów. Kluczowym problemem okazuje się liczba osób w grupach klinicznych. W grupach powyżej 5 osób większość młodych medyków nie miała realnej szansy, by wykonać nawet najprostsze procedury. To właśnie dlatego rezydenci odrzucają narrację, że „VI rok studiów zastąpi staż”.

Staż podyplomowy: pierwszy realny kontakt z pacjentem

Wyniki badań pokazują, że staż podyplomowy pozostaje jedynym etapem szkolenia, w którym młody lekarz może zdobyć realne, praktyczne doświadczenie kliniczne. Stażyści wykonują wielokrotnie więcej procedur — nie stoją już w tłumie studentów, lecz pracują indywidualnie z pacjentami.

Przykładowo: 56% stażystów samodzielnie wykonało cewnikowanie pęcherza u mężczyzn, podczas gdy wśród studentów było to zaledwie ~30%.
Rezydenci ostrzegają, że usunięcie stażu oznacza dopuszczenie do zawodu lekarzy, którzy nigdy nie mieli okazji wykonać na żywym pacjencie podstawowych czynności. To — ich zdaniem — realnie przełoży się na bezpieczeństwo pacjentów.

Chaos organizacyjny i problemy rekrutacyjne — kolejne ryzyko

Likwidacja stażu oznacza także kumulację dwóch roczników absolwentów, którzy jednocześnie będą walczyć o miejsca rezydenckie.
Według rezydentów może to doprowadzić do:

Dla wielu młodych lekarzy to właśnie staż jest momentem, w którym realnie odkrywają, jak wygląda codzienność różnych specjalizacji.

Rezydenci: najpierw poprawmy kształcenie, potem dyskutujmy o zmianach

Porozumienie Rezydentów OZZL podkreśla, że zanim cokolwiek zmieni się w stażu, konieczne jest gruntowne przeprojektowanie VI roku studiów, aby rzeczywiście stał się praktyczny. Proponowane działania obejmują:

Dopóki te warunki nie są spełnione — jak podkreślają rezydenci — likwidacja stażu to krok w kierunku obniżenia jakości i bezpieczeństwa opieki zdrowotnej.

Dane nie pozostawiają wątpliwości

Wszystkie szczegółowe informacje o dysproporcjach w dostępie do procedur medycznych — także tych związanych z płcią — zostały opublikowane w pracy naukowej „Gender-based disparities in self-reported procedural experience”.

Porozumienie Rezydentów OZZL kończy swoje stanowisko jednoznacznie:
„Staż podyplomowy to fundament bezpiecznej medycyny. Jego likwidacja zaszkodzi i pacjentom, i przyszłym lekarzom”.

Źródło: Porozumienie Rezydentów OZZL