Medicalpress
W Ministerstwie Zdrowia przyjęta została kolejna edycja programu polityki zdrowotnej, którego celem jest zapewnienie samowystarczalności Rzeczypospolitej Polskiej w krew i jej składniki w lata 2027-2032, na ten cel resort przeznaczy kwotę ponad 130 mln złotych.

 
W 2025 roku dzięki ofiarności ponad 650 tys. Honorowych Dawców Krwi pobrano blisko 1,6 mln donacji krwi i jej składników. Jednym z nadrzędnym celów Ministra Zdrowia jest bezpieczeństwo obywateli, stąd realizacja zadania zapewnienia samowystarczalności Polski w krew i jej składniki. Zapewnienie samowystarczalności w zakresie krwi i jej składników to jedno z najważniejszych zadań systemu ochrony zdrowia, tak aby móc zagwarantować pacjentom niezbędne leczenie. Podkreśla to również Światowa Organizacja Zdrowia, która zapewnienie samowystarczalności wskazuje jako ważny cel narodowy.

Zadanie to realizowane jest poprzez utrzymanie określonej liczby donacji krwi i jej składników, utrzymanie stałej liczby świadomych Krwiodawców, w tym poprzez zwiększenie świadomości społecznej w zakresie honorowego krwiodawstwa, ale również działania nakierowane na zwiększenie świadomości zdrowego stylu życia i zdrowego sposobu odżywiania wśród Krwiodawców. Ogólnopolska kampania społeczna „Twoja krew, moje życie” skutecznie przypomina, że każde oddanie krwi jest wyrazem odpowiedzialności i solidarności z potrzebującym, chorym człowiekiem.

– Przez ostatnie lata ogólnopolska kampania społeczna „Twoja krew, moje życie” skutecznie przypominała, że każde oddanie krwi jest wyrazem odpowiedzialności, solidarności i troski o drugiego człowieka. Dziękuję za realizację tej szlachetnej misji – podkreśla minister zdrowia Jolanta Sobierańska – Grenda i dodaje: Z perspektywy Ministerstwa Zdrowia nadrzędnym celem wszystkich podejmowanych działań jest bezpieczeństwo i zdrowie obywateli. Postawiliśmy przed sobą ambitne zadanie, budowania społecznej świadomości wokół idei bezinteresownego ratowania życia poprzez honorowe krwiodawstwo.  Dlatego konsekwentnie wspieramy jej rozwój.

Krew jest bezcennym lekiem, którego pomimo usilnych, wieloletnich starań podejmowanych na całym świecie, dotychczas nie udaje się wyprodukować metodami laboratoryjnymi. Jedynym sposobem pozyskania krwi nadal jest jej oddawanie przez innych ludzi. W 2025 roku taki osób było ponad 650 tysięcy, dzięki którym pobrano blisko 1,6 mln donacji krwi i jej składników.

– Sprawne funkcjonowanie publicznej służby krwi, której filarem są Krwiodawcy, to jednak coś więcej niż tylko liczby. Każda jednostka oddanej krwi to uratowane zdrowie lub życie – mówi Magdalena Kramska, zastępczyni dyrektora w Departamencie Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia.

Honorowi Dawcy Krwi z wyróżnieniami

„Twoja krew, moje życie” to hasło ogólnopolskiej kampanii społecznej, której kulminacyjnym punktem są obchody Światowego Dnia Krwiodawcy, który przypada 14 czerwca. Ale już dziś w Warszawie zaplanowano uroczyste podsumowanie akcji promującej honorowe krwiodawstwo.

Kampania społeczna, jak również dzisiejsza uroczystość, realizowane są w ramach programu polityki zdrowotnej Ministra Zdrowia pn. „Zapewnienie samowystarczalności Rzeczypospolitej Polskiej w krew i jej składniki na lata 2021-2026”.

– Naszym nadrzędnym celem było budowanie społecznej świadomości wokół idei ratowania życia. W realizowanej kampanii podkreślaliśmy, że Honorowy Dawca Krwi to człowiek wrażliwy na potrzeby innych, który bezinteresownie dzieli się najcenniejszym darem, własną krwią, aby nieść pomoc pacjentom wymagającym leczenia krwią lub jej składnikami. Dzisiejsze wyróżnienia to wyraz głębokiej wdzięczności dla osób, które swoją postawą udowadniają, że największą wartością jest drugi człowiek. Każdy Honorowy Dawca Krwi to filar systemu ochrony zdrowia, a ta gala jest najlepszym dowodem na to, jak wielką siłę ma społeczna solidarność – dodaje Sebastian Twaróg, Dyrektor Narodowego Centrum Krwi.

Za zaangażowanie w honorowe krwiodawstwo uhonorowanych zostanie 126 laureatów wytypowanych przez 21 RCKiK w poszczególnych kategoriach:

Wręczono będą także statuetki specjalne za szczególne zaangażowanie w promocję honorowego krwiodawstwa.

W ramach podkreślenia Światowego Dnia Krwiodawcy, obchodzonego corocznie 14 czerwca, wytypowanym przez 23 CKiK Krwiodawcom, którzy oddali co najmniej 20 litrów krwi, bądź odpowiadające tej objętości ilość jej składników wręczone zostaną odznaki wraz z legitymacją „Honorowy Dawca Krwi – Zasłużony dla Zdrowia Narodu”.

Uroczystości w Warszawie odbywają się przy udziale przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia na czele z wiceministrami: Tomaszem Maciejewskim i Katarzyną Kęcką.

Źródło: MZ

Liczba dawców krwi i jej składników rośnie z roku na rok. Centra krwiodawstwa odnotowują coraz więcej donacji. Niestety trudności finansowe ochrony zdrowia nie omijają publicznej służby krwi. Z danych Narodowego Centrum Krwi wynika, że łączny zysk netto wszystkich Regionalnych Centrów Krwi i Krwiolecznictwa w 2024 roku był o ponad 75 proc. niższy niż w jeszcze dwa lata wcześniej. Dane za 2025 rok pozostają nieznane ze względu na trwający okres rozliczeniowy.
Krew ludzka to płynna tkanka ustrojowa, której nie sposób zastąpić żadną inną substancją. Wykorzystuje się ją podczas operacji oraz leczenia schorzeń związanych z układem krwiotwórczym, takich jak nowotwory czy zaburzenia krzepnięcia, które nierzadko mają charakter przewlekły. Z tego względu system publicznej służby krwi pełni kluczową rolę w funkcjonowaniu ochrony zdrowia, zapewniając bezpieczeństwo i ciągłość leczenia pacjentów w całym kraju. Krwiodawstwo oparte jest na zasadzie dobrowolności, a donacje krwi i jej składników odbywają się honorowo w duchu solidarności społecznej.

Eksperci podkreślają, że Polska ma jeden z najlepiej funkcjonujących systemów zbiórki krwi na świecie.

Jak wynika z danych przekazanych przez Narodowe Centrum Krwi, liczba osób decydujących się na zostanie krwiodawcą w ostatnich latach stopniowo rośnie. W 2022 roku zarejestrowano ponad 600 tys. dawców, w 2023 roku było ich ponad 617 tys., a w 2024 roku prawie 628 tys. Podobnie zwiększa się liczba donacji – w 2022 roku odnotowano prawie 1,39 mln donacji, w 2023 roku – około 1,46 mln, a w 2024 roku – ponad 1,5 mln. Dane obejmują wszystkie Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) w Polsce.

Pomimo wzrostu liczby krwiodawców i donacji w ostatnich latach sytuacja finansowa publicznej służby krwi pozostaje niepokojąca. Z danych wynika, że łączny zysk netto wszystkich RCKiK od 2022 roku systematycznie spada. W 2023 roku placówki odnotowały łączny zysk netto prawie o połowę niższy niż w roku poprzednim, a w 2024 roku spadł on do poziomu poniżej 25 proc. wartości sprzed dwóch lat. Liczby te wyniosły odpowiednio: ponad 63,3 mln zł w 2022 roku, prawie 38,5 mln zł w 2023 roku oraz nieco ponad 14 mln zł w 2024 roku.

W tym samym czasie, jak wyjaśnia Narodowe Centrum Krwi, wycena opłat za krew była ustalana w sposób łączący efektywne wydatkowanie środków publicznych z zapewnieniem bezpieczeństwa, jakości i dostępności krwi dla pacjentów. Natomiast udział kosztów osobowych w całkowitych wydatkach RCKiK utrzymywał się na zbliżonym poziomie. Dane za 2025 rok nie są jeszcze dostępne ze względu na trwający cykl rozliczeniowy.

Sytuacja finansowa publicznej służby krwi stała się przedmiotem debaty publicznej i parlamentarnej. 26 stycznia br. podczas posiedzenia Podzespołu ds. Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia strona społeczna zaapelowała o rozwiązanie problemu zaległości finansowych szpitali wobec RCKiK. Zgodnie z danymi pozyskanymi przez Federację Przedsiębiorców Polskich, na koniec 2025 roku zadłużenie wyniosło niemal 100 mln złotych w skali kraju. Brak terminowych płatności wpływa negatywnie na płynność finansową placówek i zaburza ich funkcjonowanie. Po posiedzeniu wystosowano również pismo do Narodowego Centrum Krwi z prośbą o przekazanie szczegółowych informacji w tej sprawie.

Do tematu powrócono 12 lutego br. podczas posiedzenia sejmowej Podkomisji stałej do spraw organizacji ochrony zdrowia. Dr Sebastian Twaróg, dyrektor Narodowego Centrum Krwi, zapewnił, że Centrum monitoruje sytuację i analizuje ją na bieżąco. Dodał również, że dane finansowe RCKiK za 2025 rok będą dostępne po zakończeniu trwających obecnie rozliczeń, czyli do 31 marca br.

Źródło: Komunikat Prasowy

Jak wynika z informacji przekazanych przez 21 Regionalnych Centrów Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK), część podmiotów leczniczych nie reguluje w terminie należności wobec placówek publicznej służby krwi. Zaległości dotyczą przede wszystkim szpitali znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Brak terminowych płatności wpływa negatywnie na płynność finansową RCKiK i może zagrażać stabilności ich funkcjonowania. Łączna wartość przeterminowanych zobowiązań z tego tytułu sięga niemalże 100 mln złotych.
Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) pełnią ważną rolę w systemie ochrony zdrowia. Odpowiadają za pobór, przechowywanie i dystrybucję krwi oraz jej składników, dbając jednocześnie o bezpieczeństwo zaopatrzenia w krew szpitali w całym regionie. Dostępność krwi jest niezbędna do ratowania życia i zdrowia pacjentów – wykorzystuje się ją podczas operacji, transfuzji, terapii onkologicznych oraz leczenia chorób hematologicznych. Ograniczenia funkcjonowania RCKiK może mieć poważne konsekwencje dla sprawności działania systemu ochrony zdrowia, szczególnie ratownictwa medycznego i lecznictwa szpitalnego. W Polsce działa 21 takich placówek, tworząc podstawę sieci publicznej służby krwi.

Z danych przekazanych przez Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w ramach dostępu do informacji publicznej wynika, że część szpitali nie reguluje w terminie należności wobec placówek publicznej służby krwi. Największe zaległości zanotował RCKiK w Warszawie – wartość przeterminowanych zobowiązań na 22 grudnia 2025 r. wyniosła 20 756 352,46 zł. Drugą najwyższą wartość odnotował RCKiK w Lublinie – do 30 grudnia 2025 r. zaległości sięgnęły 14 615 874,33 zł. Łączna wartość przeterminowanych zobowiązań z tego tytułu opiewa na kwotę 94 598 743,71 zł, czyli niemalże 100 mln zł.

Trudności w regulowaniu zobowiązań wobec RCKiK to jeden z wielu problemów, z jakimi borykają się szpitale. W 2025 r. wiele podmiotów leczniczych w całym kraju znalazło się pod znaczną presją finansową spowodowaną sytuacją Narodowego Funduszu Zdrowia. Dyrektorzy szpitali wielokrotnie informowali o opóźnieniach w wypłacaniu środków przez płatnika publicznego, pogłębiających zadłużenie placówek.

Część szpitali, zmuszona do szukania oszczędności, podjęła decyzje o ograniczeniu przyjmowania pacjentów, przesuwaniu bądź odwoływaniu planowanych wizyt i zabiegów czy likwidacji najbardziej kosztochłonnych oddziałów. Pojawiały się również sygnały dotyczące opóźnień we włączaniu nowych pacjentów do programów lekowych.

Takiego zawirowania i kryzysu finansowego jeszcze w systemie naszej ochrony zdrowia nie było – podsumował Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, podczas rozmowy w TVN24 w grudniu ubiegłego roku.

Ministerstwo Zdrowia jest świadome sytuacji i publicznie przyznaje, że niezbędne jest podjęcie pilnych działań, które umożliwią rozwiązanie problemów strukturalnych, w tym ustabilizowanie sytuacji finansowej. Dotychczasowe działania miały jednak głównie charakter doraźny. Jak poinformował Narodowy Fundusz Zdrowia, w 2025 r. plan finansowy instytucji został zwiększony o niemal 33 mld zł, a całkowity budżet osiągnął wartość 217 mld zł. Pomimo tego środki nie wystarczą na pokrycie wszystkich potrzeb. Obecnie w parlamencie procedowana jest ustawa budżetowa na 2026 r. Według szacunków resortu zdrowia, kwota przeznaczona na zdrowie pozostaje zbyt niska i w systemie zabraknie w przyszłym roku ok. 23 mld zł.

Stan finansów publicznych budzi obawy również innych interesariuszy systemu. W lutym ubiegłego roku eksperci Instytutu Finansów Publicznych oraz Federacji Przedsiębiorców Polskich w raporcie pt. „Finanse ochrony zdrowia pod ścisłym nadzorem procedury nadmiernego deficytu” alarmowali, że luka finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia w latach 2025-2028 może wynieść łącznie nawet ćwierć biliona złotych. Jako główne przyczyny wskazano zobowiązania Funduszu, które nie znajdują pokrycia w dochodach pochodzących ze składek zdrowotnych. Zdaniem ekspertów, bez podjęcia realnych działań zmierzających do ograniczenia kosztów płatnika oraz zapewnienia Narodowemu Funduszowi Zdrowia stabilnych źródeł finansowania, problemy z rozliczaniem świadczeń będą narastać w kolejnych latach.

Kryzys systemu ochrony zdrowia i wynikające z niego problemy finansowe szpitali w całej Polsce mają negatywny wpływ na funkcjonowanie Regionalnych Centrów Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Opóźnienia w regulowaniu zobowiązań mogą prowadzić do utraty płynności finansowej przez placówki i utrudniać realizację podstawowych zadań. Tymczasem RCKiK stanowią ważne ogniwo systemu, zapewniając dostęp do krwi i jej składników wykorzystywanych do leczenia pacjentów.

Źródło: Komunikat Prasowy

W świadomości Polaków krew w nasieniu kojarzy się z rakiem prostaty, ale czy słusznie? Najnowsze badanie SW Research, przeprowadzone na zlecenie marki Domowe Laboratorium, pokazuje, jak mężczyźni reagują na taki objaw. Co trzeci respondent (27%) przyznał, że gdyby zauważył krew w nasieniu byłby przerażony, a 22% automatycznie pomyślałoby o chorobie nowotworowej. Równocześnie niemal połowa (46%) zadeklarowała, że natychmiast skonsultowałaby się z lekarzem. Obecność krwi w nasieniu może oznaczać różne problemy, od infekcji dróg moczowych po kamicę nerkową, aż po raka prostaty, dlatego każda taka sytuacja wymaga niezwłocznej konsultacji.
 
Krew w moczu lub nasieniu jest jednym z najczęściej wskazywanych przez Polaków objawów raka prostaty. Aż 39,8% respondentów kojarzy ten symptom z chorobą nowotworową. Na pierwszym miejscu znalazły się trudności w oddawaniu moczu (40%), a niewiele rzadziej wskazywano osłabiony lub przerywany strumień moczu (38%) oraz częstą potrzebę oddawania moczu, zwłaszcza nocą (38%).

Ponad jedna trzecia ankietowanych wymienia, jako objaw raka prostaty, uczucie parcia na pęcherz (35,7%) oraz ból lub pieczenie przy oddawaniu moczu (35,1%). Z kolei 33% zwraca uwagę na bóle w pachwinach lub mosznie, a 28% łączy chorobę z problemami z erekcją. 22% kojarzy raka prostaty z bólami w obrębie pleców i miednicy, a 20% z bolesnym wytryskiem. Wiele z tych objawów faktycznie może być związanych z nowotworem, ale mogą również świadczyć o innych problemach urologicznych.

Gdy pojawia się krew jedni idą do lekarza, inni najpierw szukają odpowiedzi w sieci

Na pytanie o realne zachowanie w sytuacji zauważenia krwi w moczu lub nasieniu, mężczyźni w pierwszej kolejności deklarują wizytę u lekarza: 46% wskazało tę odpowiedź. 35% poddałoby się kompleksowym badaniom, a 31% szukałoby informacji w Internecie. Ponieważ ankietowani mogli wskazać 3 reakcje, które jako pierwsze przyszły im na myśl, to wielu z nich (20%) przyznało, że rozpoczęłoby samoobserwację, co oznacza dalszą zwłokę w diagnostyce. U części respondentów pojawiłby się wyraźny lęk: 27% badanych byłoby przerażonych, 22% automatycznie pomyślałoby o raku, a 10% wskazało, że przeżyłoby załamanie. Co dziesiąty mężczyzna myślałby o reakcji rodziny (7%). Zaledwie 1% ankietowanych przyznał, że nie zmieniłby nic w swoim postępowaniu.

– Rak prostaty przez wiele miesięcy, a nawet lat, może nie dawać żadnych objawów. Zdarza się, że symptomy związane z oddawaniem moczu nie świadczą jednoznacznie o obecności nowotworu. Dzieje się tak dlatego, że jeśli guz rozwija się poza obszarem uciskającym cewkę moczową – czyli na zewnętrznej powierzchni prostaty – może rosnąć zupełnie bezobjawowo. Często spotykamy pacjentów, którzy przychodzą do gabinetu zaniepokojeni, ponieważ zauważyli krew w nasieniu i automatycznie łączą ten objaw z rakiem prostaty. To błędne myślenie. Obecność krwi w nasieniu bardzo rzadko ma związek z nowotworem – w rzeczywistości jest to objaw bardzo zaawansowanego raka prostaty, a takie przypadki zdarzają się wyjątkowo rzadko. W zdecydowanej większości sytuacji – nawet w 70% przypadków – krew w nasieniu jest objawem przejściowego stanu zapalnego w drogach wyprowadzających nasienie – mówi dr Anna Bonder-Nowicka, urolog, seksuolog, ordynator oddziału urologii Szpitala Praskiego w Warszawie.

Dwa podstawowe badania, które mogą uratować życie

Lekarze są zgodni: każdy niepokojący objaw powinien być sygnałem alarmowym i skłonić do badań profilaktycznych. Jednym z nich jest oznaczenie poziomu PSA, czyli specjalnego białka wytwarzanego przez komórki nabłonka gruczołu krokowego. To podstawowe i najpowszechniej stosowane badanie diagnostyczne, które można wykonać zarówno w laboratorium, jak i samodzielnie w domu, korzystając z prostego testu dostępnego w aptekach. Problem polega na tym, że Polacy wciąż mają niewielką wiedzę na temat PSA: aż 64% mężczyzn nigdy nie słyszało o testach do samobadania, a co trzeci nie ma świadomości, czym właściwie jest oznaczenie PSA i że chodzi o białko produkowane przez prostatę. Wielu nie potrafi też wskazać, czy badanie wykonuje się z krwi czy z moczu, co pokazuje, że edukacja w tym obszarze nadal jest niewystarczająca.

Drugim kluczowym badaniem jest badanie per rectum, czyli palpacyjne badanie prostaty przez odbyt. Choć trwa krótko i jest niezwykle ważnym elementem diagnostyki, wciąż budzi dużo emocji. Większość mężczyzn kojarzy je jednak z dyskomfortem (47%), skrępowaniem i zakłopotaniem (40%), a nawet wstydem. Wielu boi się bólu podczas badania (26%), część odczuwa strach (24%). Warto się jednak badać, bo mimo że oba podstawowe badania nie cieszą się zbyt dużą wiedzą i wzbudzają niechęć, to jednak mogą uratować życie.

Wyniki badania SW Research dla marki Domowe Laboratorium pokazują, że aż 47% Polaków kojarzy je przede wszystkim z dyskomfortem, a 40% z poczuciem skrępowania, które często skutecznie zniechęca do wizyty w gabinecie. Co czwarty mężczyzna (26%) obawia się, że badanie będzie bolesne, a 24% przyznaje, że odczuwa strach na samą myśl o jego wykonaniu. Dla wielu to wciąż temat związany ze wstydem, niepewnością i lękiem przed oceną. Co dziesiąty ankietowany przyznaje, że odczuwa też lęk przed niekontrolowanymi reakcjami ciała podczas badania np. wzwodem (14%).

Listopad, uznawany na całym świecie za miesiąc męskiego zdrowia. Celem międzynarodowej kampanii Movember jest edukacja społeczeństwa i zachęcenie mężczyzn do badań profilaktycznych w kierunku raka prostaty i jąder.

Zachęcamy do pobrania całego raportu „Męska choroba, wspólna sprawa” W publikacji znajdą Państwo nie tylko dane z badania opinii, ale także komentarze i wskazówki ekspertów: dr Anny Bonder-Nowickiej, urologa i ordynatora Oddziału Urologii Szpitala Praskiego w Warszawie, Anny Kozickiej, fizjoterapeutki dna miednicy, oraz Dominiki Gołąb, psycholożki i seksuolożki: https://domowelaboratorium.pl/data/include/cms//Raport_Wiedza_Polakow_na_temat_raka_prostaty_listopad_2025.pdf

 
Źródło: Komunikat Prasowy
Postęp w leczeniu hemofilii odmienił sytuację pacjentów dotkniętych tym schorzeniem. Choroba, która kiedyś prowadziła do niepełnosprawności i poważnych powikłań, dziś może być skutecznie kontrolowana za pomocą nowoczesnych metod profilaktyki i leczenia. Wyzwaniem wciąż jednak pozostaje zapewnienie równego dostępu oraz utrzymanie ciągłości opieki w systemie ochrony zdrowia dla wszystkich pacjentów. Te zagadnienia szczegółowo przeanalizowali eksperci z firmy analitycznej EconMed Europe oraz Uczelni Łazarskiego. W rezultacie powstały dwa raporty systemowe, które opisują aktualny stan opieki nad chorymi, kluczowe wyzwania oraz możliwe kierunki rozwoju systemu leczenia hemofilii w Polsce. Dokumenty te zaprezentowano 28 października br. podczas konferencji w Warszawie.
Eksperci przygotowali pogłębione analizy dotyczące obecnego stanu, największych wyzwań oraz kierunków zmian systemu leczenia hemofilii w Polsce. W efekcie powstały dwa systemowe raporty: „Hemofilia. Stan obecny i kierunki rozwoju” Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego pod red. dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki oraz „Systemowa analiza organizacji i funkcjonowania leczenia pacjentów z hemofilią wraz z implementacją” autorstwa EconMed Europe. Wnioski z obu raportu są komplementarne.

Raporty wskazują na istotną lukę systemową i nierówny dostęp do nowoczesnych terapii profilaktycznych, które poprawiają jakość życia oraz stan zdrowia chorych. Choć leczenie jest objęte refundacją, dostęp do innowacyjnych metod profilaktyki ma tylko część pacjentów. Brak powszechnej dostępności stanowi istotną niezaspokojoną potrzebę zdrowotną.

Naszym celem w tym raporcie było po pierwsze skwantyfikowanie dorobku, jaki mamy dzisiaj w polskim systemie ochrony zdrowia, i powiedzenie: „dużo nam się udało”, ale również nakreślenie drogi do tego, żebyśmy byli jeszcze lepsi – powiedziała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Analizy wykazały również, że całkowite koszty hemofilii daleko wykraczają poza finansowanie leków i procedur medycznych. Koszty pośrednie związane z absencją w pracy, ograniczoną aktywnością zawodową czy koniecznością opieki, stanowią niemalże połowę wszystkich wydatków. Eksperci podkreślają, że zapewnienie kompleksowej opieki i skutecznej profilaktyki pozwoli zredukować koszty ponoszone przez pacjentów, system, a także społeczeństwo.

W przypadku hemofilii kluczowe znaczenie ma koordynacja opieki. Im bardziej zintegrowana jest ścieżka pacjenta i im lepsza współpraca między ośrodkami, tym skuteczniejsze leczenie. To uniwersalna zasada, która dotyczy również innych chorób rzadkich – powiedział dr Michał Seweryn, prezes EconMed Europe, specjalista zdrowia publicznego i epidemiologii, współpracownik Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego.

Obecnie leczenie hemofilii finansowanie jest w ramach dwóch ścieżek – Narodowego Programu Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewnych Skaz Krwotocznych (NPLH), który ma charakter programu polityki zdrowotnej i obejmuje wszystkie grupy wiekowe, oraz programu lekowego B.15, dedykowanego dzieciom z ciężką hemofilią A i B. Od 2022 r. oba te programy są finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.  

Musimy mieć prawo korzystania z postępu naukowego i dawać polskim obywatelom takie samo prawo dostępu do najnowocześniejszych technologii – powiedziała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Jednak koszty leczenia hemofilii obejmują nie tylko leki. Chorzy i ich bliscy często są zmuszeni do ograniczenia swojej aktywności zawodowej, co bezpośrednio wpływa na ich sytuację materialną. Część pacjentów wybiera alternatywne formy zatrudniania czy pracę nieodpłatną.

W naszej analizie pacjenci informowali m.in. o częstych zwolnieniach lekarskich, konieczności redukcji czasu pracy czy rezygnacji z aktywności zawodowej z powodu choroby. Podobne zjawisko obserwujemy wśród opiekunów dzieci z hemofilią – połowa z nich zadeklarowała, że musiała zrezygnować z pracy, a kolejne 30 procent ograniczyło wymiar etatu. To pokazuje, że ekonomiczne konsekwencje hemofilii dotykają całych rodzin – powiedział dr Michał Seweryn, prezes EconMed Europe, specjalista zdrowia publicznego i epidemiologii, współpracownik Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego.

Dlatego dziś coraz więcej uwagi poświęca się profilaktyce, która pozwala zapobiegać krwawieniom i ich następstwom. Najpoważniejsze powikłania, takie jak uszkodzenia stawów, mogą prowadzić do postępującej niepełnosprawności. Skuteczna profilaktyka nie tylko chroni sprawność pacjentów, ale również ogranicza koszty leczenia i opieki.

Mogę powiedzieć, że w tej chwili ta opieka w Polsce nad chorymi z hemofilią jest naprawdę na dobrym poziomie. Świadczy o tym na przykład ilość jednostek czynnika (…), który posiadamy do dyspozycji na mieszkańca w Polsce – powiedział prof. dr hab. n. med. Jacek Treliński Ośrodek Leczenia Hemofilii i Innych Zaburzeń Krzepnięcia Krwi z Wojewódzkiego Wielospecjalistycznego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi.

W szczególnej sytuacji znajdują się pacjenci pediatryczni. Wczesne wdrożenie odpowiedniego leczenia i profilaktyki ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia prawidłowego rozwoju dziecka.

Zmiana, która nastąpiła teraz od października rozszerzenia dostępności – zarówno do leku podskórnego, jak i do czynników o przedłużonym działaniu – pozwoli na optymalne zabezpieczenie wszystkich pacjentów pediatrycznych do ukończenia 18 roku życia, tak abyśmy mogli mieć spersonalizowaną w pełni tego słowa znaczenia terapię – powiedziała dr hab. n. med. Olga Zając-Spychała pediatra, hematolożka i onkolożka dziecięca, mgr psychologii, Regionalny Ośrodek Leczenia Hemofilii i Pokrewnych Skaz Krwotocznych Dla Dzieci w Poznaniu.

 
Raporty można pobrać ze stron internetowych EconMed Europe oraz Uczelni Łazarskiego.
EconMed Europe: „Systemowa analiza organizacji i funkcjonowania leczenia pacjentów z hemofilią wraz z implementacją”
Uczelnia Łazarskiego: „Hemofilia. Stan obecny i kierunki rozwoju”

Źródło: Komunikat Prasowy

Zapotrzebowanie na osocze i leki produkowane z tego cennego składnika krwi stale rośnie. W wielu przypadkach nie da się ich zastąpić żadną inną formą terapii. Dla setek tysięcy pacjentów są jedyną szansą na zdrowie i życie, a liczba wskazań do ich stosowania cały czas wzrasta. „Osocze to płynne złoto, które płynie w naszych żyłach. Potrzebujemy zwiększyć jego dawstwo w Polsce” – mówiła prof. Sylwia Kołtan, konsultant krajowa w dziedzinie immunologii klinicznej, podczas konferencji z cyklu „Healthcare Policy Roundtable”, poświęconej polskiej polityce osoczowej na tle europejskim.
Wydarzenie zorganizowane 12 lipca przez Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” i Instytut Rozwoju Spraw Społecznych zgromadziło czołowych polskich i zagranicznych ekspertów w dziedzinie osocza oraz przedstawicieli instytucji publicznych i organizacji pacjentów.

W czasie pandemii COVID-19 Polacy doświadczyli kryzysu związanego z dostępnością do produktów osoczopochodnych, która jest uzależniona od ilości poboru osocza. Najwięcej donacji odbywa się w Stanach Zjednoczonych, skąd aż 40% osocza jest eksportowane do krajów europejskich. Na skutek pandemii poziom dawstwa tego składnika krwi obniżył się, powodując deficyty leków produkowanych z osocza na rynkach w całej Europie. O tym, jak uniezależnić Polskę od dostaw osocza z zagranicy i zapewnić możliwie jak największą samowystarczalność w zakresie produktów osoczopochodnych dyskutowali zaproszeni uczestnicy konferencji.

Rosnące zapotrzebowanie na leki osoczopochodne

Obserwowane w ostatnich latach rosnące zapotrzebowanie kliniczne na leki z ludzkiego osocza związane jest z coraz lepszą diagnostyką wielu chorób, a co za tym idzie, rozszerzeniem wskazań terapeutycznych do ich stosowania.

Leki produkowane z osocza mają bardzo szerokie zastosowanie, m.in. u pacjentów po transplantacji narządów i tkanek, operacjach kardiochirurgicznych, z ciężką niewydolnością serca, hemofilią, pokrewnymi skazami krwotocznymi oraz w profilaktyce konfliktu serologicznego. Wykorzystywane są również w leczeniu oparzeń i wstrząsów, w pierwotnych i wtórnych zaburzeniach odporności, a także w hematoonkologii, neurologii oraz wielu chorobach rzadkich.

„W naszym szpitalu mamy ogromny program leczenia dzieci z wrodzonymi błędami odporności, gdzie w ciągu zaledwie roku zużycie osocza zwiększyło się o połowę, co jeszcze bardziej podkreśla potrzebę skutecznego zarządzania zasobami tego składnika krwi” – przekazał dr Marek Migdał, dyrektor Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. Dodał, że w trakcie pandemii przybyło wielu nowych pacjentów z zespołem PIMS, którzy wymagali immunosupresji przy stosowaniu dużych dawek immunoglobulin.

Prof. Kołtan zwróciła uwagę na potrzebę zapewnienia dostępu do pełnego zestawu preparatów osoczopochodnych, aby pacjenci mogli być leczeni w sposób optymalny. „Jako klinicyści powinniśmy mieć możliwość doboru najlepszej, spersonalizowanej terapii dla danego pacjenta” – oceniła. Z kolei prof. Karina Jahnz-Różyk, konsultant krajowa w dziedzinie alergologii, wskazała, że dużym osiągnięciem było wprowadzenie możliwości leczenia pacjentów immunoglobulinami podawanymi podskórnie, które chorzy mogą sobie aplikować samodzielnie w domu. „Korzysta z nich coraz więcej pacjentów, spada liczba podań dożylnych” – dodała.

Jak powstają leki z osocza?

Produkcja leków pochodzących z osocza to wyjątkowo skomplikowany proces, który zaczyna się od pobrania cennego surowca – ludzkiego osocza krwi. Ta życiodajna substancja jest pozyskiwana od zdrowych dawców, którzy dobrowolnie oddają ją, aby uratować życie innych ludzi. Jak podkreślił dr Tomasz Kluszczyński, autor Zielonej Księgi „właściwe wykorzystanie immunoglobulin”, proces od pobrania do dostarczenia gotowego leku pacjentowi może trwać nawet do 12 miesięcy. W tym czasie odbywa się odpowiednie przetwarzanie zebranych komórek oraz dokładne testowanie ich bezpieczeństwa, aby nie zagrażały pacjentom potencjalnymi patogenami od dawców osocza.

Brakuje osocza do produkcji leków

„Rosnące zapotrzebowanie na produkty osoczopochodne skutkuje wzrastającym zapotrzebowaniem na samo osocze, niezbędne do ich wytworzenia” – podkreśliła prof. Kołtan.

W Polsce ilość pozyskiwanego osocza jest stosunkowo niewielka i wynosi jedynie 5,2 litra na 1000 mieszkańców. To zdecydowanie mniej w porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

„Jeśli popatrzymy na takie kraje jak Czechy, Austrię, Niemcy czy Węgry, to obserwujemy wielokrotnie więcej pobieranego osocza per capita niż w Polsce, nawet dziesięciokrotnie. Są to kraje, w których istnieje koegzystencja dwóch różnych systemów poboru osocza – publicznego i prywatnego. W ramach tego drugiego działają prywatne ośrodki, w których można oddać osocze” – podkreślił dr Kluszczyński.

Większość osocza jest pozyskiwana w Polsce z krwi pełnej, co stanowi aż 97% całości, podczas gdy jedynie 3% pochodzi z o wiele bardziej efektywnej plazmaferezy. Ta druga metoda polega na pobraniu od dawcy krwi pełnej do separatora osocza, który automatycznie dokonuje oddzielenia osocza od krwinek czerwonych – są one cyklicznie zwracane dawcy podczas donacji. W przypadku plazmaferezy można jednorazowo oddawać 600 ml osocza, co dwa tygodnie, dzięki czemu możliwe jest pozyskanie jego znacznie większych ilości niż podczas konwencjonalnego pobrania krwi. Dla porównania, krew pełną można oddawać rzadziej, jednorazowo w ilości 450 ml.

Prof. Kołtan podkreśliła, że w Polsce osocze pozyskiwane jest odwrotnie niż na całym świecie.

„Gdyby objętość osocza pozyskiwanego metodą plazmaferezy w przeliczeniu na 1000 mieszkańców wzrosła z 0,6 litrów do 20 litrów, to zwiększylibyśmy rocznie objętość pozyskiwanego osocza z ok. 25 000 litrów na ok. 755 520 litrów” – dodała.

Z kolei prof. Jahnz-Różyk zwróciła uwagę na ogromną ilość potrzebnego osocza do leczenia pacjentów.

„Aby móc leczyć przez rok jednego pacjenta z niedoborami odporności potrzebnych jest 130 donacji osocza. W przypadku niedoboru alfa-1-antytrypsyny – 900, a w hemofilii aż 1200” – wyjaśniła specjalistka.

Cel: zwiększyć pobór osocza

Zgromadzeni eksperci wskazywali, że bez zwiększenia poziomu donacji osocza i efektywności jego przetwarzania, niedobory produktów osoczopochodnych, których doświadczyliśmy w trakcie pandemii, będą się powiększać, zagrażając bezpieczeństwu lekowemu Polski. Kwestię tę podnosiła w dyskusji również dr n. społ. Aurelia Ostrowska, dyrektor Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia w Ministerstwie Obrony Narodowej.

„Musimy podnosić społeczną świadomość na temat dawstwa osocza, która obecnie jest bardzo niska” – zaznaczyła prof. Małgorzata Pac, kierująca Kliniką Immunologii w Instytucie „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”. Do tej pory w przestrzeni publicznej temat osocza funkcjonował jedynie w kontekście COVID-19 i dawstwa ozdrowieńców. O ile oddawanie krwi pełnej jest mocno ugruntowane, to pozyskiwanie samego osocza wymaga szczególnego zachęcania społeczeństwa do jego donacji.

W trakcie konferencji wskazywano na potrzebę wprowadzenia odpowiednich rekompensat, które mobilizowałyby dawców do oddawania osocza. Maarten Van Baelen, dyrektor wykonawczy Plasma Protein Therapeutics Association Europe (PPTA), zauważył, że cztery kraje europejskie, w których pobór osocza jest najwyższy, czyli wspomniane wcześniej Czechy, Austria, Niemcy, i Węgry, zapewniają dawcom rekompensatę o stałej stawce. Takie rozwiązanie jest obecnie przedmiotem debat w Unii Europejskiej, toczących się w ramach prac legislacyjnych nad tzw. Rozporządzeniem SoHO, które dotyczy norm jakości i bezpieczeństwa substancji pochodzenia ludzkiego – w tym także osocza. Dyskusja w Brukseli koncentruje się w tym obszarze wokół zgodności zasad dobrowolnej i nieodpłatnej donacji z przyjęciem stałej stawki rekompensaty.

W Polsce obecnie zarówno dawcy osocza, jak i krwi pełnej mają takie same przywileje. Otrzymują posiłek regeneracyjny o równowartości 6-7 tabliczek czekolady, mogą skorzystać z ulgi podatkowej, a także z dwóch dni wolnych od pracy, przysługujących im w dniu pobrania oraz w dniu następnym.

„Przepisy dotyczące krwi i osocza powinny być w tym zakresie zróżnicowane. Donacja osocza możliwa jest co dwa tygodnie, stąd za jego oddanie przysługują aż 52 dni wolne, natomiast za oddanie krwi pełnej, którą można oddawać rzadziej – do 12 dni wolnych” – zaznaczył Maarten Van Baelen.

Zaproszeni uczestnicy wskazywali, że dodatkowe dni wolne za oddanie krwi i osocza stanowią duże obciążenie dla pracodawców. Odniósł się do tej kwestii obecny na konferencji prof. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych.

„Dwa dni wolne dla dawców są rzeczywiście rozwiązaniem dyskusyjnym. Zwolnienia generują tak duże koszty dla systemu, że prawdopodobnie ekwiwalent finansowy byłby mniejszym kosztem dla budżetu państwa. Nie powinniśmy tego traktować jako opłaty dla dawcy, ale raczej jako zwrot poniesionych kosztów w związku z donacją. To trudny temat, będziemy o tym dyskutować” – przekazał prof. Sierpiński.

W trakcie spotkania wskazano również lukę w obowiązującym prawie – studenci, gospodynie domowe i osoby prowadzące działalność gospodarczą nie mają możliwości skorzystania z ulg podatkowych, ani dni wolnych. W ich przypadku rekompensata za oddanie krwi i jej składników jest aktualnie znikoma.

Czy Polska doczeka się własnej fabryki osocza?

W kraju toczą się obecnie prace legislacyjne w obszarze osocza. Projekt ustawy o krwiodawstwie i krwiolecznictwie jest już po etapie międzyresortowych uzgodnień i konsultacji publicznych. Nowe przepisy mają poprawić pobór i gospodarowanie osoczem, aby uniezależnić Polskę od dostaw z zagranicy i zapewnić niezakłócony dostęp do terapii osoczopochodnych dla pacjentów. Wśród projektowanych rozwiązań znalazło się utworzenie Narodowego Frakcjonatora Osocza, który miałby przetwarzać osocze na produkty osoczopochodne.

„Wokół fabryki osocza w Polsce od wielu lat krążą czarne chmury. Obecnie mamy trzecie podejście i jesteśmy o kilka prostych dalej, niż kiedykolwiek udało się to zrobić. Chcielibyśmy, żeby jeszcze w tej kadencji rządu ustawa o krwiodawstwie i krwiolecznictwie, tworząca jednocześnie system polityki osoczowej w Polsce, została przyjęta przez Radę Ministrów” – przekazał prezes ABM, który jest także Pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów ds. Rozwoju Sektora Biotechnologii i Niezależności Polski w Zakresie Produktów Krwiopochodnych.

„Najważniejsze jest stworzenie rozwiązań systemowych, czyli opracowanie polityki osoczowej w ramach ogólnej polityki zdrowotnej kraju. W międzyczasie trzeba znaleźć możliwości, żeby przetwarzać osocze” – ocenił Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich.

Eksperci medyczni są zgodni, że aktualny poziom poboru osocza w Polsce nie zapewnia wystarczających ilości surowca do opłacalnego frakcjonowania na poziomie krajowym.

„Żeby zbudować fabrykę, trzeba mieć najpierw co w niej przerabiać. Musimy zwiększyć pobór osocza za pośrednictwem plazmaferezy co najmniej dwukrotnie. Wówczas utworzenie Narodowego Frakcjonatora Osocza miałoby sens” – oceniła prof. Kołtan.

Specjaliści wskazywali, że w Polsce wykorzystuje się klinicznie tylko 16% pobranego osocza – reszta to jego nadwyżki. Uczestnicy konferencji podkreślali, że dywersyfikacja sprzedaży nadwyżek osocza dla różnych podmiotów mogłaby przyczynić się do zwiększenia efektywności gospodarowania osoczem.

O dążeniu do samowystarczalności w zakresie poboru osocza i jego przetwarzania mówił dr Tomasz Kluszczyński.

„Nie ma w Europie kraju, który byłby w pełni samowystarczalny. Konsumpcja leków osoczopochodnych nie zawsze wyznacza poziom samowystarczalności. Samowystarczalność to tak naprawdę ilość leków produkowanych z osocza, która jest potrzebna, żeby zaspokoić rzeczywistą potrzebę medyczną pacjentów. A jest ona prawdopodobnie 2-3 razy większa niż zużycie tych preparatów” – ocenił.

Unijne Rozporządzenie SoHO – jak wpłynie na gospodarkę osoczem w Polsce?

Tematyka osocza i produktów osoczopochodnych podejmowana jest nie tylko w Polsce, ale również w Unii Europejskiej. Równolegle w Brukseli trwają prace legislacyjne nad Rozporządzeniem UE ws. norm jakości i bezpieczeństwa substancji pochodzenia ludzkiego przeznaczonych do zastosowania u ludzi (tzw. Rozporządzenie SoHO).

Dr n. pr. Tymoteusz Zych, autor opinii Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego ws. unijnego rozporządzenia, zwrócił uwagę, że ułatwi ono import osocza poprzez wzajemne uznawanie pomiędzy krajami zezwoleń wydanych dla banków tkanek, które dostarczają osocze w innych państwach członkowskich.

„Projekt przewiduje także obowiązek tworzenia krajowych planów awaryjnych dotyczących substancji pochodzenia ludzkiego o krytycznym znaczeniu. Chodzi o zapewnienie łańcuchów dostaw w sytuacjach, kiedy mogą zostać one zaburzone. To wszystko oznacza bardzo konkretne oszczędności w skali Unii Europejskiej” – wyjaśnił prawnik. Proponowane zapisy rozporządzenia przewidują także bardzo silne gwarancje praw dawców substancji pochodzenia ludzkiego, w tym osocza.

Dr Zych wskazał jednocześnie, że polski i europejski obszar prawny w zakresie polityki osoczowej będą podlegały zmianom w sposób paralelny, jako że treść unijnego rozporządzenia wpływa bezpośrednio na polski porządek prawny.

Małgorzata Bogusz, prezes Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych i członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego przekazała, że wnioski z debaty i rekomendacje ekspertów specjalizujących się w tematyce osocza, którzy uczestniczyli w konferencji, zostaną opublikowane w formie raportu i przekazane decydentom w Warszawie oraz Brukseli.

Źródło: Instytut Rozwoju Spraw Społecznych

Średnie dzienne zapotrzebowanie na krew w Polsce to około 4 tys. jednostek, rocznie dokonuje się około 1,3 mln pobrań od dawców. Dużym problemem w optymalizowaniu gospodarki banków krwi jest dostosowanie zapasów do przewidywanego popytu. Polacy opracowali platformę wykorzystującą algorytmy, które wyręczają ludzi w tych obliczeniach. Zdaniem ekspertów możliwości sztucznej inteligencji można wykorzystać również w innych procesach związanych z prowadzeniem zbiórek krwi. Modele językowe mogłyby umawiać krwiodawców na wizyty.
– Sztuczna inteligencja ma zastosowanie w regionalnych centrach krwiodawstwa, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Pomaga poprawić pracę takich centrów krwiodawstwa poprzez optymalizację pewnych procesów. Modele sztucznej inteligencji potrafią powiedzieć, ile krwi należy wyprodukować bądź też ilu dawców należy zaprosić i zrobić to w sposób optymalny, czyli żeby tej krwi nie było za dużo, bo wtedy się przeterminuje i będzie zmarnowana, ale też żeby nie było za mało, bo wtedy jest panika i musimy tej krwi poszukiwać bardzo na cito – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Mateusz Zaborski z AIDA Diagnostics, polskiego dostawcy inteligentnych rozwiązań dla centrów krwiodawstwa.

System AIDA Blood wykorzystuje sztuczną inteligencję do danych historycznych i aktualnych do wspomagania podejmowania optymalnych decyzji dotyczących inwentaryzacji krwi i jej składników. Modele sztucznej inteligencji opracowują informacje o aktualnej sytuacji i przewidywaniach na przyszłość. Informacje te są wzbogacone o sugestie, które umożliwiają łatwiejsze podejmowanie decyzji wpływających na efektywność pracy ośrodków. Polska firma opracowała też moduł AI/Data Science szacujący sugerowany poziom inwentaryzacji krwi do przeprowadzenia w danym dniu połączony z oceną ryzyka wystąpienia niedoboru składników krwi na kolejne dni. Algorytmy są dostosowywane do charakterystyki każdego konkretnego banku krwi na podstawie ich specyficznego zbioru danych.

– Kiedy spojrzymy na ośrodki, które zajmują się krwią, to zobaczymy, że często mają problemy chociażby z podstawową cyfryzacją. W tych ośrodkach często wciąż pracuje się na papierze, nie ma dobrych systemów elektronicznych. Ale też nie jest tak źle, ponieważ w szczególności nasze polskie ośrodki są otwarte na te innowacje, współpracują z nami, korzystają z naszych modeli. Jest to kilka centrów krwiodawstwa w kraju i wydaje się, że takie sugestie czy wspomaganie modelami zyskuje uznanie – zauważa Mateusz Zaborski.

Wzorcowy model gospodarowania krwią funkcjonuje na przykład w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku. Automatyzacja procesów weszła tam na najwyższy poziom, ponieważ raporty dotyczące przychodów, rozchodów i stanów magazynowych koncentratu krwinek płytkowych są tam tworzone raz dziennie przez roboty, które następnie wysyłają te dane do platformy AIDA. Przygotowanie takiego raportu w normalnych warunkach wiązałoby się ze żmudną pracą ludzi. Zastąpienie ich pracy pracą robotów pozwala też uniknąć błędów, które mogłyby się pojawić przy sporządzaniu papierowej dokumentacji.

Zdaniem ekspertów sztuczna inteligencja mogłaby znaleźć zastosowanie również w innych obszarach działania systemu krwiodawstwa i krwiolecznictwa, na przykład w procesie komunikacji.

– Kiedy spojrzymy na dawców, którzy tę krew przynoszą i bez nich nie byłoby właściwie tego rynku, to tutaj wciąż mamy takie archaiczne metody jak dzwonienie czy nawet za granicą wysyłanie listów. Rozwiązanie takie jak ChatGPT Free mogłoby być wykorzystywane, żeby kontaktować się z dawcami, umawiać ich na wizyty. Nie musielibyśmy dzwonić czy do nich pisać, tylko to modele mogłyby tych dawców umawiać i umawiać ich w sposób optymalny, tak żeby przychodziło ich tylu, ilu trzeba, i takich grup, jakich naprawdę potrzebujemy – uważa specjalista.

Z przekazanej na styczniowym posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia informacji na temat funkcjonowania krwiodawstwa i krwiolecznictwa w okresie 2019–2021 roku wynika, że średnie dzienne zapotrzebowanie na krew to 4 ty. jednostek. W czasie pandemii, z uwagi na ograniczenie liczby przeprowadzanych operacji, utrzymywało się ono na poziomie 2,5 tys. W Polsce jest około 600 tys. krwiodawców, którzy dokonują do 1,3 mln donacji rocznie.

źródło: newseria

Średnie dzienne zapotrzebowanie na krew w Polsce to około 4 tys. jednostek, rocznie dokonuje się około 1,3 mln pobrań od dawców. Dużym problemem w optymalizowaniu gospodarki banków krwi jest dostosowanie zapasów do przewidywanego popytu. Polacy opracowali platformę wykorzystującą algorytmy, które wyręczają ludzi w tych obliczeniach. Zdaniem ekspertów możliwości sztucznej inteligencji można wykorzystać również w innych procesach związanych z prowadzeniem zbiórek krwi. Modele językowe mogłyby umawiać krwiodawców na wizyty.
– Sztuczna inteligencja ma zastosowanie w regionalnych centrach krwiodawstwa, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Pomaga poprawić pracę takich centrów krwiodawstwa poprzez optymalizację pewnych procesów. Modele sztucznej inteligencji potrafią powiedzieć, ile krwi należy wyprodukować bądź też ilu dawców należy zaprosić i zrobić to w sposób optymalny, czyli żeby tej krwi nie było za dużo, bo wtedy się przeterminuje i będzie zmarnowana, ale też żeby nie było za mało, bo wtedy jest panika i musimy tej krwi poszukiwać bardzo na cito – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Mateusz Zaborski z AIDA Diagnostics, polskiego dostawcy inteligentnych rozwiązań dla centrów krwiodawstwa.

System AIDA Blood wykorzystuje sztuczną inteligencję do danych historycznych i aktualnych do wspomagania podejmowania optymalnych decyzji dotyczących inwentaryzacji krwi i jej składników. Modele sztucznej inteligencji opracowują informacje o aktualnej sytuacji i przewidywaniach na przyszłość. Informacje te są wzbogacone o sugestie, które umożliwiają łatwiejsze podejmowanie decyzji wpływających na efektywność pracy ośrodków. Polska firma opracowała też moduł AI/Data Science szacujący sugerowany poziom inwentaryzacji krwi do przeprowadzenia w danym dniu połączony z oceną ryzyka wystąpienia niedoboru składników krwi na kolejne dni. Algorytmy są dostosowywane do charakterystyki każdego konkretnego banku krwi na podstawie ich specyficznego zbioru danych.

– Kiedy spojrzymy na ośrodki, które zajmują się krwią, to zobaczymy, że często mają problemy chociażby z podstawową cyfryzacją. W tych ośrodkach często wciąż pracuje się na papierze, nie ma dobrych systemów elektronicznych. Ale też nie jest tak źle, ponieważ w szczególności nasze polskie ośrodki są otwarte na te innowacje, współpracują z nami, korzystają z naszych modeli. Jest to kilka centrów krwiodawstwa w kraju i wydaje się, że takie sugestie czy wspomaganie modelami zyskuje uznanie – zauważa Mateusz Zaborski.

Wzorcowy model gospodarowania krwią funkcjonuje na przykład w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku. Automatyzacja procesów weszła tam na najwyższy poziom, ponieważ raporty dotyczące przychodów, rozchodów i stanów magazynowych koncentratu krwinek płytkowych są tam tworzone raz dziennie przez roboty, które następnie wysyłają te dane do platformy AIDA. Przygotowanie takiego raportu w normalnych warunkach wiązałoby się ze żmudną pracą ludzi. Zastąpienie ich pracy pracą robotów pozwala też uniknąć błędów, które mogłyby się pojawić przy sporządzaniu papierowej dokumentacji.

Zdaniem ekspertów sztuczna inteligencja mogłaby znaleźć zastosowanie również w innych obszarach działania systemu krwiodawstwa i krwiolecznictwa, na przykład w procesie komunikacji.

– Kiedy spojrzymy na dawców, którzy tę krew przynoszą i bez nich nie byłoby właściwie tego rynku, to tutaj wciąż mamy takie archaiczne metody jak dzwonienie czy nawet za granicą wysyłanie listów. Rozwiązanie takie jak ChatGPT Free mogłoby być wykorzystywane, żeby kontaktować się z dawcami, umawiać ich na wizyty. Nie musielibyśmy dzwonić czy do nich pisać, tylko to modele mogłyby tych dawców umawiać i umawiać ich w sposób optymalny, tak żeby przychodziło ich tylu, ilu trzeba, i takich grup, jakich naprawdę potrzebujemy – uważa specjalista.

Z przekazanej na styczniowym posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia informacji na temat funkcjonowania krwiodawstwa i krwiolecznictwa w okresie 2019–2021 roku wynika, że średnie dzienne zapotrzebowanie na krew to 4 ty. jednostek. W czasie pandemii, z uwagi na ograniczenie liczby przeprowadzanych operacji, utrzymywało się ono na poziomie 2,5 tys. W Polsce jest około 600 tys. krwiodawców, którzy dokonują do 1,3 mln donacji rocznie.

źródło: newseria

Leki z osocza, będącego jednym ze składników krwi, to jedyna gwarancja nie tylko zdrowia, ale i życia dla setek tysięcy ludzi, a zapotrzebowanie na nie rośnie. W ostatnich latach byliśmy świadkami kryzysów z dostępem do tych terapii. Jedyny sposób na to, aby nie dochodziło do dramatu, jest zwiększenie dawstwa osocza oraz możliwości jego przetwarzania. To kierunek, w którym Polska chce zmierzać w najbliższych latach.
O tym wszystkim była mowa podczas międzynarodowej konferencji „Osocze ratuje życie” zorganizowanej 7 października br. w Instytucie – „Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka” przez tę placówkę oraz Instytut Rozwoju Spraw Społecznych. Wzięli w niej udział m.in. naukowcy, klinicyści, przedstawiciele pacjentów oraz instytucji publicznych. Wydarzenie było częścią jubileuszowego 10. Międzynarodowego Tygodnia Świadomości o Osoczu.

Według dr. Radosława Sierpińskiego, prezesa Agencji Badań Medycznych zapewnienie potrzebującym leków produkowanych z osocza to kwestia nie tylko bezpieczeństwa zdrowotnego, ale wręcz narodowego. Leki te mają bowiem coraz szersze zastosowanie, a jednocześnie w wielu wskazaniach nie mają żadnych zastępników.

Zastosowanie leków z osocza:

Biorący udział w konferencji eksperci medyczni podkreślali, że powyższa lista nie wyczerpuje wszystkich wskazań, w których stosowane są leki osoczopochodne. Jak wyjaśniła prof. Małgorzata Pac, jeśli pacjent potrzebuje leku o działaniu immunomodulującym – istnieją możliwości jego zastąpienia. Jeśli jednak lek zastępuje białko czy białka, których organizm chorego nie wytwarza, nie da się leku produkowanego z osocza czymkolwiek zastąpić.

„To jedyna opcja terapeutyczna dla pacjentów z pierwotnymi niedoborami odporności (PNO). Nie mają alternatywy. Dla innych pacjentów są najbezpieczniejszą i najbardziej efektywną opcją leczenia, jak w chorobach neurologicznych” – mówiła prof. Sylwia Kołtan z Collegium Medicum Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy, krajowa konsultant w dziedzinie immunologii klinicznej.

Prof. Karina Jahnz-Różyk, krajowa konsultant w dziedzinie alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego podała, że jeśli chodzi tylko o grupę pacjentów z pierwotnymi (wrodzonymi) niedoborami odporności, obecnie w ramach programów lekowych lekami osoczopochodnymi w 2020 roku leczonych było 2351 chorych, natomiast liczba pacjentów, którzy otrzymywali te leki poza programami lekowymi wyniosła ponad 42 tysiące. W Europie pacjentów zmagających się tylko z PNO jest około 44 tysięcy.

Jednocześnie eksperci podkreślali, że trudno sobie wyobrazić pracę zaawansowanego oddziału bez dostępu do osocza i leków osoczopochodnych.

„W Centrum Zdrowia Dziecka tylko w ubiegłym roku zużyliśmy 190 tys. dawek osocza i 18 tys. gramów immunoglobulin” – powiedział dr Marek Migdał, dyrektor CZD.

A prof. Piotr Kaliciński, chirurg i transplantolog z CZD podkreślił, że z punktu widzenia lekarza na oddziale szpitalnym podstawową potrzebą jest wypisanie zapotrzebowania na leki osoczopochodne w razie konieczności i niezwłoczne otrzymanie ich na taki wniosek.

Leki te dosłownie ratują życie. Tomasz Kluszczyński, autor białej księgi „Społeczno-ekonomiczna wartość leków osoczopochodnych” wskazał, że zanim zostały wprowadzone do leczenia pierwotnych niedoborów odporności, przeżywalność tych chorych nie przekraczała 30 proc.; w hemofilii średnia długość życia wynosiła około 19 lat, a dziś jest to ponad 70 lat. Dziś ci pacjenci nie tylko żyją, ale kształcą się, pracują, zakładają rodziny.

Zapotrzebowanie rośnie

W czasie konferencji podkreślano, że stale i dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na leki z osocza. Jak mówili eksperci, wynika to ze splotu kilku czynników.

Prof. Małgorzata Pac, kierująca Kliniką Immunologii w CZD wskazywała na przykład, że dzięki dostępowi do coraz lepszych narzędzi diagnostycznych częściej i wcześniej niż w latach ubiegłych stwierdza się choroby, w których terapia opiera się na lekach produkowanych z osocza.

W ostatnich latach coraz większe grupy pacjentów uzyskują skuteczne leczenie zaawansowanymi farmakoterapiami (np. w chorobach autoimmunologicznych, w hematoonkologii itp.). Ratują życie, ale nie są one jednak wolne od skutków ubocznych i u pewnych grup pacjentów dochodzi do rozwoju wtórnych niedoborów odporności, w przypadku których trzeba sięgać po leki osoczopochodne.

Dr Sierpiński zwrócił uwagę, że już prowadzone są prace naukowe nad stosowaniem leków pochodzących z osocza w terapii chorób neurodegeneracyjnych, a obecnie stosuje się je już w dermatologii w ciężkich chorobach skóry niejako poza wskazaniami rejestracyjnymi.

Deficyty i ryzyko dramatycznych sytuacji

Leki wytwarzane z osocza stanowią szczególny rodzaj farmaceutyków: wytwarza się je z ludzkich komórek. Czas od pobrania osocza do aplikacji gotowego leku potrzebującemu pacjentowi wynosi nawet 12 miesięcy – chodzi nie tylko o odpowiedne przetworzenie pozyskanych komórek, ale i dogłębne sprawdzenie ich bezpieczeństwa, aby nie zakazić chorych potencjalnymi patogenami dawców osocza.

Jednocześnie produkcja tych leków zależy przede wszystkim od dawstwa, przy czym – jak wyjaśniał Tomasz Kluszczyński – w sytuacji, jeśli osocze pobiera się z krwi pełnej, możliwe jest uzyskanie 200 ml od jednego dawcy, a jeśli w procesie plazmaferezy – nawet ponad 600 ml. Aby produkować leki, trzeba mieć zapewnioną całą siatkę dawców. Prof. Jahnz-Różyk wskazała, że tylko na roczną terapię jednego pacjenta z PNO potrzeba około 190 donacji osocza. Jak mówiono na konferencji, jeden dawca może oddawać osocze w Polsce nie częściej niż raz na dwa tygodnie (w procesie plazmaferezy).

Maarten Van Baelen, dyrektor wykonawczy PPTA (Plasma Protein Therapeutics Association) zwrócił uwagę, że z powodu ograniczeń w czasie pandemii dawstwo osocza spadło w Europie o około 14 proc., na czym ucierpiała produkcja leków, a zatem i pacjenci.

Deficyty leków osoczopochodnych zdarzają się. Jak mówił Adrian Goretzky, prezes Fundacji Instytut Edukacji Zdrowotnej, którego zdrowie i życie jest uzależnione od tych medykamentów, ostatnio do takiej sytuacji w Polsce doszło wiosną tego roku. Lekarze obecni na konferencji przyznali, że nie zdarzyło się, by leków osoczopochodnych całkowicie zabrakło, ale występowały niedobory. Prof. Kołtan mówiła, że dochodziło wtedy do racjonowania leków.

„Musieliśmy dawać mniejsze, suboptymalne dawki, osobiście szukałam ośrodków dla pacjentów, którzy w swoich ośrodkach nie mogli dostać leków” – mówiła.

Widmo kolejnych kryzysów nie jest nierealne

„Najbardziej boję się, że w sytuacji niedoboru to my padniemy ich ofiarą, bo niejako jesteśmy >>na końcu tej kolejki<<, a mamy coraz więcej chorych, którzy potrzebują leków osoczopochodnych” – mówił prof. Cezary Kępka, zastępca dyrektora ds. nauki Narodowego Instytutu Kardiologii.

Jego obawa wynika z tego, że kardiologia nie wiąże się w oczywisty sposób ze stosowaniem leków pochodzących z osocza, gdy tymczasem coraz częściej są one w tej dziedzinie z powodzeniem wykorzystywane.

Tomasz Kluszczyński mówił, że w kontekście potencjalnych deficytów leków przydałoby się zorganizowanie zespołów klinicystów z różnych dziedzin, którzy opracowaliby priorytety i zasady postępowania w takich sytuacjach. Zgadza się z nim prof. Kołtan, która uzupełniła, że na wzór dystrybucji szczepionek przeciwko COVID-19 należałoby stworzyć odpowiednie, solidarystyczne mechanizmy na poziomie ogólnoeuropejskim w sytuacji deficytu leków z osocza.

Konieczne zwiększenie poziomu dawstwa osocza

Uczestnicy konferencji podkreślali nierównomierny poziom zarówno dawstwa osocza, jak i jego frakcjonowania na terenie Europy. Tomasz Kluszczyński wskazał, że 40 proc. osocza pobieranego w Europie pochodzi z Niemiec. Ponadto na naszym kontynencie tylko cztery kraje mają „nadwyżki” pobieranego osocza (nie znaczy to, że nie jest ono wykorzystywane; wprost przeciwnie – zyskują na tym pacjenci z innych krajów; na dodatek, z przyczyn klinicznych warto, by osocze pochodziło od dawców z różnych regionów geograficznych – przyp. red.). Kraje z „nadwyżkami” pobieranego osocza to Niemcy, Austria, Węgry i Czechy. Jak podano na konferencji, w każdym z tych krajów system dawstwa jest publiczno-prywatny (działają np. prywatne ośrodki pobierania osocza). Przewidziane są niewielkie rekompensaty dla dawców za poświęcony czas i dojazd, ewentualnie dzień wolny od pracy.

Krajem, który obecnie podnosi poziom dawstwa osocza, są Włochy. Dr Alice Simonetti z Włoskiego Stowarzyszenia Krwiodawców mówiła, że dawstwo zogniskowane jest wokół prężnych stowarzyszeń, które nie tylko grupują dawców, ale i promują ideę dawstwa osocza i pozyskują nowych.

Dyskutanci nie mieli wątpliwości, że poziom dawstwa osocza trzeba w Polsce zwiększyć. Powoływano się tu na przykład udanej promocji dawstwa komórek macierzystych ze szpiku – Polska jest obecnie jednym z potentatów europejskich, i nie tylko, w tej dziedzinie.

Będą zmiany

Podczas konferencji podniesiono, że nad zmianą regulacji związanych z dawstwem osocza oraz produkcji na jego bazie leków pracuje obecnie zarówno Parlament Europejski, jak i szereg instytucji i organów unijnych. Zmiany będą również w Polsce.

„W tej chwili przygotowujemy ustawę systemową, która zamieni starą ustawę o krwiodawstwie. Jest już prawie gotowa i wkrótce projekt trafi do konsultacji zewnętrznych. Jeśli wszystkie prace się powiodą, możemy myśleć o wprowadzeniu tej ustawy w życie w połowie przyszłego roku” – zapowiedział dr Sierpiński.

Jak wyjaśnił, projekt zawiera zapisy przewidujące zbudowanie zakładu frakcjonującego osocze (innymi słowy fabryki, która będzie wytwarzać leki osoczopochodne), ale w pierwszej kolejności odpowiedniego „biura”, które zajmie się pozyskiwaniem licencji i niezbędnego know-how do produkcji leków.

„Fabryka to widoczny, ale końcowy efekt. Wcześniej konieczne są prace, które umożliwią końcową produkcję” – zaznaczył. Wyjaśnił, że budowę można by zacząć na początku 2024 roku.

Jednocześnie uczestnicy dyskusji wskazywali, że konieczne jest podniesienie świadomości dawstwa osocza i jego promocji, przy czym do ustalenia będą takie kwestie, jak organizacja pobierania osocza oraz ewentualne rekompensaty dla dawców.

„Nie wystarczy mieć fabrykę frakcjonowania osocza, ale trzeba mieć przede wszystkim osocze” – podkreślił Tomasz Kluszczyński.

Dr Sierpiński wskazał, że jeśli zachować zasadę dwóch dni wolnego dla dawcy osocza za każdą donację, stworzyłoby to problemy dla pracodawców. Na ten sam problem zwrócił uwagę Kamil Sobolewski z Pracodawców RP, który wyliczył, że jeśli jeden dawca oddawałby osocze dwa razy w miesiącu, zyskiwałby dodatkowe ponad 40 dni urlopu.

„Ekwiwalent finansowy powinien być osiągalny. Zwrot kosztów dojazdu, rekompensata za poświęcony czas” – mówił dr Sierpiński.

Tego rodzaju rozwiązania stosowane są w krajach o wysokim dawstwie osocza.

Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polski, wyraził nadzieję, że tym razem uda się doprowadzić do takich zmian legislacyjnych, organizacyjnych i edukacyjnych, że Polska nie tylko będzie pozyskiwać więcej osocza, ale też produkować leki na jego bazie.

Fakty o osoczu i jego pobieraniu

Osocze to płynny składnik krwi, zawierający białka m.in. albuminy, immunoglobuliny (stosowane np. w zapobieganiu i leczeniu konfliktu serologicznego, zaburzeniach odporności, chorobach autoimmunologicznych) oraz czynniki krzepnięcia (stosowane w leczeniu skaz krwotocznych).

Jak pobiera się osocze w toku plazmaferezy:

Osocze można też pobierać z krwi pełnej; wówczas jego objętość z jednej donacji to zaledwie ok. 200 ml a pobór jest możliwy tylko kilka razy w roku.

Źródło: Serwis Zdrowie

Leki z osocza, będącego jednym ze składników krwi, to jedyna gwarancja nie tylko zdrowia, ale i życia dla setek tysięcy ludzi, a zapotrzebowanie na nie rośnie. W ostatnich latach byliśmy świadkami kryzysów z dostępem do tych terapii. Jedyny sposób na to, aby nie dochodziło do dramatu, jest zwiększenie dawstwa osocza oraz możliwości jego przetwarzania. To kierunek, w którym Polska chce zmierzać w najbliższych latach.
O tym wszystkim była mowa podczas międzynarodowej konferencji „Osocze ratuje życie” zorganizowanej 7 października br. w Instytucie – „Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka” przez tę placówkę oraz Instytut Rozwoju Spraw Społecznych. Wzięli w niej udział m.in. naukowcy, klinicyści, przedstawiciele pacjentów oraz instytucji publicznych. Wydarzenie było częścią jubileuszowego 10. Międzynarodowego Tygodnia Świadomości o Osoczu.

Według dr. Radosława Sierpińskiego, prezesa Agencji Badań Medycznych zapewnienie potrzebującym leków produkowanych z osocza to kwestia nie tylko bezpieczeństwa zdrowotnego, ale wręcz narodowego. Leki te mają bowiem coraz szersze zastosowanie, a jednocześnie w wielu wskazaniach nie mają żadnych zastępników.

Zastosowanie leków z osocza:

Biorący udział w konferencji eksperci medyczni podkreślali, że powyższa lista nie wyczerpuje wszystkich wskazań, w których stosowane są leki osoczopochodne. Jak wyjaśniła prof. Małgorzata Pac, jeśli pacjent potrzebuje leku o działaniu immunomodulującym – istnieją możliwości jego zastąpienia. Jeśli jednak lek zastępuje białko czy białka, których organizm chorego nie wytwarza, nie da się leku produkowanego z osocza czymkolwiek zastąpić.

„To jedyna opcja terapeutyczna dla pacjentów z pierwotnymi niedoborami odporności (PNO). Nie mają alternatywy. Dla innych pacjentów są najbezpieczniejszą i najbardziej efektywną opcją leczenia, jak w chorobach neurologicznych” – mówiła prof. Sylwia Kołtan z Collegium Medicum Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy, krajowa konsultant w dziedzinie immunologii klinicznej.

Prof. Karina Jahnz-Różyk, krajowa konsultant w dziedzinie alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego podała, że jeśli chodzi tylko o grupę pacjentów z pierwotnymi (wrodzonymi) niedoborami odporności, obecnie w ramach programów lekowych lekami osoczopochodnymi w 2020 roku leczonych było 2351 chorych, natomiast liczba pacjentów, którzy otrzymywali te leki poza programami lekowymi wyniosła ponad 42 tysiące. W Europie pacjentów zmagających się tylko z PNO jest około 44 tysięcy.

Jednocześnie eksperci podkreślali, że trudno sobie wyobrazić pracę zaawansowanego oddziału bez dostępu do osocza i leków osoczopochodnych.

„W Centrum Zdrowia Dziecka tylko w ubiegłym roku zużyliśmy 190 tys. dawek osocza i 18 tys. gramów immunoglobulin” – powiedział dr Marek Migdał, dyrektor CZD.

A prof. Piotr Kaliciński, chirurg i transplantolog z CZD podkreślił, że z punktu widzenia lekarza na oddziale szpitalnym podstawową potrzebą jest wypisanie zapotrzebowania na leki osoczopochodne w razie konieczności i niezwłoczne otrzymanie ich na taki wniosek.

Leki te dosłownie ratują życie. Tomasz Kluszczyński, autor białej księgi „Społeczno-ekonomiczna wartość leków osoczopochodnych” wskazał, że zanim zostały wprowadzone do leczenia pierwotnych niedoborów odporności, przeżywalność tych chorych nie przekraczała 30 proc.; w hemofilii średnia długość życia wynosiła około 19 lat, a dziś jest to ponad 70 lat. Dziś ci pacjenci nie tylko żyją, ale kształcą się, pracują, zakładają rodziny.

Zapotrzebowanie rośnie

W czasie konferencji podkreślano, że stale i dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na leki z osocza. Jak mówili eksperci, wynika to ze splotu kilku czynników.

Prof. Małgorzata Pac, kierująca Kliniką Immunologii w CZD wskazywała na przykład, że dzięki dostępowi do coraz lepszych narzędzi diagnostycznych częściej i wcześniej niż w latach ubiegłych stwierdza się choroby, w których terapia opiera się na lekach produkowanych z osocza.

W ostatnich latach coraz większe grupy pacjentów uzyskują skuteczne leczenie zaawansowanymi farmakoterapiami (np. w chorobach autoimmunologicznych, w hematoonkologii itp.). Ratują życie, ale nie są one jednak wolne od skutków ubocznych i u pewnych grup pacjentów dochodzi do rozwoju wtórnych niedoborów odporności, w przypadku których trzeba sięgać po leki osoczopochodne.

Dr Sierpiński zwrócił uwagę, że już prowadzone są prace naukowe nad stosowaniem leków pochodzących z osocza w terapii chorób neurodegeneracyjnych, a obecnie stosuje się je już w dermatologii w ciężkich chorobach skóry niejako poza wskazaniami rejestracyjnymi.

Deficyty i ryzyko dramatycznych sytuacji

Leki wytwarzane z osocza stanowią szczególny rodzaj farmaceutyków: wytwarza się je z ludzkich komórek. Czas od pobrania osocza do aplikacji gotowego leku potrzebującemu pacjentowi wynosi nawet 12 miesięcy – chodzi nie tylko o odpowiedne przetworzenie pozyskanych komórek, ale i dogłębne sprawdzenie ich bezpieczeństwa, aby nie zakazić chorych potencjalnymi patogenami dawców osocza.

Jednocześnie produkcja tych leków zależy przede wszystkim od dawstwa, przy czym – jak wyjaśniał Tomasz Kluszczyński – w sytuacji, jeśli osocze pobiera się z krwi pełnej, możliwe jest uzyskanie 200 ml od jednego dawcy, a jeśli w procesie plazmaferezy – nawet ponad 600 ml. Aby produkować leki, trzeba mieć zapewnioną całą siatkę dawców. Prof. Jahnz-Różyk wskazała, że tylko na roczną terapię jednego pacjenta z PNO potrzeba około 190 donacji osocza. Jak mówiono na konferencji, jeden dawca może oddawać osocze w Polsce nie częściej niż raz na dwa tygodnie (w procesie plazmaferezy).

Maarten Van Baelen, dyrektor wykonawczy PPTA (Plasma Protein Therapeutics Association) zwrócił uwagę, że z powodu ograniczeń w czasie pandemii dawstwo osocza spadło w Europie o około 14 proc., na czym ucierpiała produkcja leków, a zatem i pacjenci.

Deficyty leków osoczopochodnych zdarzają się. Jak mówił Adrian Goretzky, prezes Fundacji Instytut Edukacji Zdrowotnej, którego zdrowie i życie jest uzależnione od tych medykamentów, ostatnio do takiej sytuacji w Polsce doszło wiosną tego roku. Lekarze obecni na konferencji przyznali, że nie zdarzyło się, by leków osoczopochodnych całkowicie zabrakło, ale występowały niedobory. Prof. Kołtan mówiła, że dochodziło wtedy do racjonowania leków.

„Musieliśmy dawać mniejsze, suboptymalne dawki, osobiście szukałam ośrodków dla pacjentów, którzy w swoich ośrodkach nie mogli dostać leków” – mówiła.

Widmo kolejnych kryzysów nie jest nierealne

„Najbardziej boję się, że w sytuacji niedoboru to my padniemy ich ofiarą, bo niejako jesteśmy >>na końcu tej kolejki<<, a mamy coraz więcej chorych, którzy potrzebują leków osoczopochodnych” – mówił prof. Cezary Kępka, zastępca dyrektora ds. nauki Narodowego Instytutu Kardiologii.

Jego obawa wynika z tego, że kardiologia nie wiąże się w oczywisty sposób ze stosowaniem leków pochodzących z osocza, gdy tymczasem coraz częściej są one w tej dziedzinie z powodzeniem wykorzystywane.

Tomasz Kluszczyński mówił, że w kontekście potencjalnych deficytów leków przydałoby się zorganizowanie zespołów klinicystów z różnych dziedzin, którzy opracowaliby priorytety i zasady postępowania w takich sytuacjach. Zgadza się z nim prof. Kołtan, która uzupełniła, że na wzór dystrybucji szczepionek przeciwko COVID-19 należałoby stworzyć odpowiednie, solidarystyczne mechanizmy na poziomie ogólnoeuropejskim w sytuacji deficytu leków z osocza.

Konieczne zwiększenie poziomu dawstwa osocza

Uczestnicy konferencji podkreślali nierównomierny poziom zarówno dawstwa osocza, jak i jego frakcjonowania na terenie Europy. Tomasz Kluszczyński wskazał, że 40 proc. osocza pobieranego w Europie pochodzi z Niemiec. Ponadto na naszym kontynencie tylko cztery kraje mają „nadwyżki” pobieranego osocza (nie znaczy to, że nie jest ono wykorzystywane; wprost przeciwnie – zyskują na tym pacjenci z innych krajów; na dodatek, z przyczyn klinicznych warto, by osocze pochodziło od dawców z różnych regionów geograficznych – przyp. red.). Kraje z „nadwyżkami” pobieranego osocza to Niemcy, Austria, Węgry i Czechy. Jak podano na konferencji, w każdym z tych krajów system dawstwa jest publiczno-prywatny (działają np. prywatne ośrodki pobierania osocza). Przewidziane są niewielkie rekompensaty dla dawców za poświęcony czas i dojazd, ewentualnie dzień wolny od pracy.

Krajem, który obecnie podnosi poziom dawstwa osocza, są Włochy. Dr Alice Simonetti z Włoskiego Stowarzyszenia Krwiodawców mówiła, że dawstwo zogniskowane jest wokół prężnych stowarzyszeń, które nie tylko grupują dawców, ale i promują ideę dawstwa osocza i pozyskują nowych.

Dyskutanci nie mieli wątpliwości, że poziom dawstwa osocza trzeba w Polsce zwiększyć. Powoływano się tu na przykład udanej promocji dawstwa komórek macierzystych ze szpiku – Polska jest obecnie jednym z potentatów europejskich, i nie tylko, w tej dziedzinie.

Będą zmiany

Podczas konferencji podniesiono, że nad zmianą regulacji związanych z dawstwem osocza oraz produkcji na jego bazie leków pracuje obecnie zarówno Parlament Europejski, jak i szereg instytucji i organów unijnych. Zmiany będą również w Polsce.

„W tej chwili przygotowujemy ustawę systemową, która zamieni starą ustawę o krwiodawstwie. Jest już prawie gotowa i wkrótce projekt trafi do konsultacji zewnętrznych. Jeśli wszystkie prace się powiodą, możemy myśleć o wprowadzeniu tej ustawy w życie w połowie przyszłego roku” – zapowiedział dr Sierpiński.

Jak wyjaśnił, projekt zawiera zapisy przewidujące zbudowanie zakładu frakcjonującego osocze (innymi słowy fabryki, która będzie wytwarzać leki osoczopochodne), ale w pierwszej kolejności odpowiedniego „biura”, które zajmie się pozyskiwaniem licencji i niezbędnego know-how do produkcji leków.

„Fabryka to widoczny, ale końcowy efekt. Wcześniej konieczne są prace, które umożliwią końcową produkcję” – zaznaczył. Wyjaśnił, że budowę można by zacząć na początku 2024 roku.

Jednocześnie uczestnicy dyskusji wskazywali, że konieczne jest podniesienie świadomości dawstwa osocza i jego promocji, przy czym do ustalenia będą takie kwestie, jak organizacja pobierania osocza oraz ewentualne rekompensaty dla dawców.

„Nie wystarczy mieć fabrykę frakcjonowania osocza, ale trzeba mieć przede wszystkim osocze” – podkreślił Tomasz Kluszczyński.

Dr Sierpiński wskazał, że jeśli zachować zasadę dwóch dni wolnego dla dawcy osocza za każdą donację, stworzyłoby to problemy dla pracodawców. Na ten sam problem zwrócił uwagę Kamil Sobolewski z Pracodawców RP, który wyliczył, że jeśli jeden dawca oddawałby osocze dwa razy w miesiącu, zyskiwałby dodatkowe ponad 40 dni urlopu.

„Ekwiwalent finansowy powinien być osiągalny. Zwrot kosztów dojazdu, rekompensata za poświęcony czas” – mówił dr Sierpiński.

Tego rodzaju rozwiązania stosowane są w krajach o wysokim dawstwie osocza.

Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polski, wyraził nadzieję, że tym razem uda się doprowadzić do takich zmian legislacyjnych, organizacyjnych i edukacyjnych, że Polska nie tylko będzie pozyskiwać więcej osocza, ale też produkować leki na jego bazie.

Fakty o osoczu i jego pobieraniu

Osocze to płynny składnik krwi, zawierający białka m.in. albuminy, immunoglobuliny (stosowane np. w zapobieganiu i leczeniu konfliktu serologicznego, zaburzeniach odporności, chorobach autoimmunologicznych) oraz czynniki krzepnięcia (stosowane w leczeniu skaz krwotocznych).

Jak pobiera się osocze w toku plazmaferezy:

Osocze można też pobierać z krwi pełnej; wówczas jego objętość z jednej donacji to zaledwie ok. 200 ml a pobór jest możliwy tylko kilka razy w roku.

Źródło: Serwis Zdrowie

Profilaktyczne badania morfologiczne są dostępne dla każdego, trwają zaledwie kilka minut, a mogą uratować życie. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele do powiedzenia ma nasza krew i że prosta diagnostyka jest kluczem do rozpoczęcia dialogu z naszym organizmem. Światowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi, który obchodzimy 28 maja, to dobra okazja, aby przypomnieć, że regularne badanie krwi może ustrzec przed rozwojem wielu groźnych chorób, w tym nowotworów krwi i szpiku kostnego – mówią organizatorzy kampanii edukacyjnej „Odpowiedź masz we krwi”.
Dlaczego warto poznać lepiej swoją krew?
Krwi, której dorosły człowiek ma od ok. 4,5 do 5,5 litrów w organizmie[1], może zagrażać aż 130 typów i podtypów nowotworów hematologicznych[2], do których należą m.in.: ostra i przewlekła białaczka szpikowa, ostra i przewlekła białaczka limfocytowa, mielofibroza oraz chłoniaki, w tym np. szpiczak plazmocytowy, chłoniaki Hodkina czy chłoniaki nieziarniste. Ich wykrycie jest możliwe dzięki prostemu badaniu – morfologii krwi obwodowej. Największą zaletą tego badania jest wsparcie diagnostyki wielu chorób krwi i układu krwiotwórczego na wczesnym etapie. Jak podkreślają eksperci – nie warto czekać z badaniem na pojawienie się objawów, ponieważ te są nieoczywiste i łatwo je przeoczyć. – Objawy nowotworów krwi i szpiku mogą przypominać zmęczenie, infekcję bądź przeziębienie. Należą do nich: męczliwość, nocne poty, gorączka, utrata wagi czy bóle mięśni i stawów. Często ignorowane przez pacjentów są powodem do odwiedzenia lekarza i wykonania podstawowej morfologii krwi. Jednak pacjenci powinni wykonywać badanie nie tylko wtedy, gdy pojawiają się niepokojące objawy, ale systematycznie – minimum raz w roku – co pozwoli na regularny wgląd w stan organizmu lub wykrycie choroby na wczesnym etapie, co sprzyja dalszemu leczeniu – mówi prof. dr hab. n.  med. Grzegorz Basak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych, Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Warto wiedzieć!
28 maja w Światowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi, na całym świecie porusza się problem zachorowalności na nowotwory krwi. Czerwony znak „&” to symbol Święta, wyrażający solidarność z osobami cierpiącymi na nowotwory krwi. Tego dnia zarówno pacjenci, ich rodziny i przyjaciele, a także dawcy – łączą się i wzajemnie wspierają. Dlaczego nowotwory krwi stanowią tak poważny problem?
Sprawdź czy to już czas na morfologię i zinterpretuj wynik
Organizatorzy i eksperci kampanii „Odpowiedź masz we krwi” nie tylko edukują o potrzebie wykonywania regularnych badań morfologii krwi, chorobach krwi i szpiku kostnego oraz ich niespecyficznych objawów, ale także – szukają rozwiązań, które będą w praktyczny sposób wspierać pacjentów i lekarzy w diagnostyce. Jednym z takich rozwiązań jest aplikacja BloodLab stworzona przez lekarzy i programistów z Polski, która dostarcza spersonalizowaną interpretację wyników badań laboratoryjnych. – BloodLab jest narzędziem, które analizuje wyniki badań laboratoryjnych w oparciu o odchylenia, w odniesieniu do innych parametrów, wieku czy płci pacjenta. Pacjent otrzymuje opis nieprawidłowości oraz wskazówki co do potrzeby konsultacji z lekarzem danej specjalizacji, a lekarz informacje nt. diagnostyki różnicowej, sugerowanych dalszych badań czy prawdopodobne scenariusze kliniczne. To kolejny krok w kierunku wczesnej diagnostyki –  mówi prof. dr hab. med. Grzegorz Basak.

Na stronie kampanii „Odpowiedź masz we krwi” – https://omwk.pl, oprócz linku do aplikacji BloodLab, pacjenci mogą sprawdzić za pomocą krótkiej ankiety, czy już nadszedł czas na wykonanie kolejnej morfologii, wskazówki, jak przygotować się do badania i wiele informacji dotyczących niespecyficznych objawów oraz przebiegu chorób krwi i szpiku. Na platformie można także wykonać test ryzyka nowotworów krwi i szpiku, pobrać przygotowane materiały edukacyjne dla dzieci oraz dorosłych, a także zapoznać się z animacją, która przeniesie nas do świata krwi i naszego organizmu.

O kampanii „Odpowiedź masz we krwi”
„Odpowiedź masz we krwi” to kampania edukacyjna poświęcona chorobom krwi i szpiku, w tym nowotworom hematologicznym. Celem inicjatywy jest upowszechnienie wiedzy nt. chorób krwi i szpiku kostnego, ich niespecyficznych objawów, przebiegu i metod leczenia. Intencją Partnerów kampanii jest poprawa wykrywalności chorób hematologicznych poprzez edukację nt. objawów i istoty wczesnej diagnostyki w powodzeniu terapii oraz upowszechnienie morfologii, jako jednego z podstawowych narzędzi diagnostycznych. U podstaw kampanii leży przekonanie, że choć choroby krwi i szpiku kostnego mają różne przyczyny i objawy, łączy je jeden wspólny mianownik – nieprawidłowości, wykrywane w morfologii krwi obwodowej.
Partnerami Głównymi kampanii edukacyjnej „Odpowiedź masz we krwi” są Polskie Towarzystwo Hematologów i Transfuzjologów, Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej, Instytut Hematologii i Transfuzjologii oraz Stowarzyszenie Hematologia Nowej Generacji. Partnerem Społecznym kampanii jest Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych, Partnerami Medialnymi portal hematoonkologia.pl oraz Głos Pacjenta Onkologicznego. Patronat honorowy nad kampanią objęli konsultant krajowy w dziedzinie hematologii – Prof. nadzw. dr hab. n. med. Ewa Lech-Marańda, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny pracy – Lek. Paweł Wdówik oraz konsultant krajowy w dziedzinie geriatrii – Prof. dr hab. med. Tomasz Kostka. Inicjatorem kampanii jest Novartis.
 
 
[1] https://www.livescience.com/32213-how-much-blood-is-in-the-human-body.html [Dostęp: 20.05.2022]
[2] https://hematoonkologia.pl/informacje-dla-chorych/news/id/3003-rozpoznanie-i-leczenie-nowotworow-ukladu-krwiotworczego [Dostęp: 20.05.2022]
[3] https://www.politykazdrowotna.com/63778,co-30-sekund-ktos-na-swiecie-dowiaduje-sie-ze-ma-nowotwor-krwi  [Dostęp: 20.05.2022]
[4] Ibidem
[5] World Blood Cancer Day 2020: Understanding the types and symptoms, „The health site” Dostępny w Internecie: https://www.thehealthsite.com/diseases-conditions/blood-cancer/world-blood-cancer-day-common-types-and-their-symptoms-748028/) [Dostęp: 13.05.2022]
[6] „HEMATOLOGIA ONKOLOGICZNA – ASPEKTY KLINICZNE, EKONOMICZNE i SYSTEMOWE” Warszawa 2015, ikona Link zewnętrzny www.instytuty.lazarski.pl [Dostęp: 13.05.2022]
[7] . Badanie „Badania krwi i wiedza na ich temat wśród Polaków” przeprowadzone przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia w dniach 6-12.02.2018 r. metodą CAWI na liczącej 1000 osób reprezentatywnej próbie losowej Polaków w wieku 18-65 lat.
[8] Ibidem
[9] Ibidem
Profilaktyczne badania morfologiczne są dostępne dla każdego, trwają zaledwie kilka minut, a mogą uratować życie. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele do powiedzenia ma nasza krew i że prosta diagnostyka jest kluczem do rozpoczęcia dialogu z naszym organizmem. Światowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi, który obchodzimy 28 maja, to dobra okazja, aby przypomnieć, że regularne badanie krwi może ustrzec przed rozwojem wielu groźnych chorób, w tym nowotworów krwi i szpiku kostnego – mówią organizatorzy kampanii edukacyjnej „Odpowiedź masz we krwi”.
Dlaczego warto poznać lepiej swoją krew?
Krwi, której dorosły człowiek ma od ok. 4,5 do 5,5 litrów w organizmie[1], może zagrażać aż 130 typów i podtypów nowotworów hematologicznych[2], do których należą m.in.: ostra i przewlekła białaczka szpikowa, ostra i przewlekła białaczka limfocytowa, mielofibroza oraz chłoniaki, w tym np. szpiczak plazmocytowy, chłoniaki Hodkina czy chłoniaki nieziarniste. Ich wykrycie jest możliwe dzięki prostemu badaniu – morfologii krwi obwodowej. Największą zaletą tego badania jest wsparcie diagnostyki wielu chorób krwi i układu krwiotwórczego na wczesnym etapie. Jak podkreślają eksperci – nie warto czekać z badaniem na pojawienie się objawów, ponieważ te są nieoczywiste i łatwo je przeoczyć. – Objawy nowotworów krwi i szpiku mogą przypominać zmęczenie, infekcję bądź przeziębienie. Należą do nich: męczliwość, nocne poty, gorączka, utrata wagi czy bóle mięśni i stawów. Często ignorowane przez pacjentów są powodem do odwiedzenia lekarza i wykonania podstawowej morfologii krwi. Jednak pacjenci powinni wykonywać badanie nie tylko wtedy, gdy pojawiają się niepokojące objawy, ale systematycznie – minimum raz w roku – co pozwoli na regularny wgląd w stan organizmu lub wykrycie choroby na wczesnym etapie, co sprzyja dalszemu leczeniu – mówi prof. dr hab. n.  med. Grzegorz Basak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych, Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Warto wiedzieć!
28 maja w Światowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi, na całym świecie porusza się problem zachorowalności na nowotwory krwi. Czerwony znak „&” to symbol Święta, wyrażający solidarność z osobami cierpiącymi na nowotwory krwi. Tego dnia zarówno pacjenci, ich rodziny i przyjaciele, a także dawcy – łączą się i wzajemnie wspierają. Dlaczego nowotwory krwi stanowią tak poważny problem?
Sprawdź czy to już czas na morfologię i zinterpretuj wynik
Organizatorzy i eksperci kampanii „Odpowiedź masz we krwi” nie tylko edukują o potrzebie wykonywania regularnych badań morfologii krwi, chorobach krwi i szpiku kostnego oraz ich niespecyficznych objawów, ale także – szukają rozwiązań, które będą w praktyczny sposób wspierać pacjentów i lekarzy w diagnostyce. Jednym z takich rozwiązań jest aplikacja BloodLab stworzona przez lekarzy i programistów z Polski, która dostarcza spersonalizowaną interpretację wyników badań laboratoryjnych. – BloodLab jest narzędziem, które analizuje wyniki badań laboratoryjnych w oparciu o odchylenia, w odniesieniu do innych parametrów, wieku czy płci pacjenta. Pacjent otrzymuje opis nieprawidłowości oraz wskazówki co do potrzeby konsultacji z lekarzem danej specjalizacji, a lekarz informacje nt. diagnostyki różnicowej, sugerowanych dalszych badań czy prawdopodobne scenariusze kliniczne. To kolejny krok w kierunku wczesnej diagnostyki –  mówi prof. dr hab. med. Grzegorz Basak.

Na stronie kampanii „Odpowiedź masz we krwi” – https://omwk.pl, oprócz linku do aplikacji BloodLab, pacjenci mogą sprawdzić za pomocą krótkiej ankiety, czy już nadszedł czas na wykonanie kolejnej morfologii, wskazówki, jak przygotować się do badania i wiele informacji dotyczących niespecyficznych objawów oraz przebiegu chorób krwi i szpiku. Na platformie można także wykonać test ryzyka nowotworów krwi i szpiku, pobrać przygotowane materiały edukacyjne dla dzieci oraz dorosłych, a także zapoznać się z animacją, która przeniesie nas do świata krwi i naszego organizmu.

O kampanii „Odpowiedź masz we krwi”
„Odpowiedź masz we krwi” to kampania edukacyjna poświęcona chorobom krwi i szpiku, w tym nowotworom hematologicznym. Celem inicjatywy jest upowszechnienie wiedzy nt. chorób krwi i szpiku kostnego, ich niespecyficznych objawów, przebiegu i metod leczenia. Intencją Partnerów kampanii jest poprawa wykrywalności chorób hematologicznych poprzez edukację nt. objawów i istoty wczesnej diagnostyki w powodzeniu terapii oraz upowszechnienie morfologii, jako jednego z podstawowych narzędzi diagnostycznych. U podstaw kampanii leży przekonanie, że choć choroby krwi i szpiku kostnego mają różne przyczyny i objawy, łączy je jeden wspólny mianownik – nieprawidłowości, wykrywane w morfologii krwi obwodowej.
Partnerami Głównymi kampanii edukacyjnej „Odpowiedź masz we krwi” są Polskie Towarzystwo Hematologów i Transfuzjologów, Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej, Instytut Hematologii i Transfuzjologii oraz Stowarzyszenie Hematologia Nowej Generacji. Partnerem Społecznym kampanii jest Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych, Partnerami Medialnymi portal hematoonkologia.pl oraz Głos Pacjenta Onkologicznego. Patronat honorowy nad kampanią objęli konsultant krajowy w dziedzinie hematologii – Prof. nadzw. dr hab. n. med. Ewa Lech-Marańda, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny pracy – Lek. Paweł Wdówik oraz konsultant krajowy w dziedzinie geriatrii – Prof. dr hab. med. Tomasz Kostka. Inicjatorem kampanii jest Novartis.
 
 
[1] https://www.livescience.com/32213-how-much-blood-is-in-the-human-body.html [Dostęp: 20.05.2022]
[2] https://hematoonkologia.pl/informacje-dla-chorych/news/id/3003-rozpoznanie-i-leczenie-nowotworow-ukladu-krwiotworczego [Dostęp: 20.05.2022]
[3] https://www.politykazdrowotna.com/63778,co-30-sekund-ktos-na-swiecie-dowiaduje-sie-ze-ma-nowotwor-krwi  [Dostęp: 20.05.2022]
[4] Ibidem
[5] World Blood Cancer Day 2020: Understanding the types and symptoms, „The health site” Dostępny w Internecie: https://www.thehealthsite.com/diseases-conditions/blood-cancer/world-blood-cancer-day-common-types-and-their-symptoms-748028/) [Dostęp: 13.05.2022]
[6] „HEMATOLOGIA ONKOLOGICZNA – ASPEKTY KLINICZNE, EKONOMICZNE i SYSTEMOWE” Warszawa 2015, ikona Link zewnętrzny www.instytuty.lazarski.pl [Dostęp: 13.05.2022]
[7] . Badanie „Badania krwi i wiedza na ich temat wśród Polaków” przeprowadzone przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia w dniach 6-12.02.2018 r. metodą CAWI na liczącej 1000 osób reprezentatywnej próbie losowej Polaków w wieku 18-65 lat.
[8] Ibidem
[9] Ibidem
Tak szybko, jak zasypujesz solą plamę na obrusie, gdy rozlejesz choć kroplę czerwonego wina, tak szybko zgłoś się do lekarza, gdy w moczu pojawi się, choć kropla krwi. To może być pierwszy objaw rozwijającego się raka pęcherza moczowego! Ale jeśli rak pęcherza zostanie wcześnie zdiagnozowany, szanse przeżycia i całkowitego wyleczenia wynoszą ponad 90%! Dlatego tak ważna jest świadomość objawów tej choroby i szybkie reagowanie – niezwłoczny kontakt z lekarzem, wykonanie badań diagnostycznych i podjęcie leczenia.
Bardzo niekorzystne jest natomiast odwlekanie wizyty u lekarza od momentu zauważenia krwi w moczu. To objaw dla wielu osób wstydliwy i właśnie wstyd jest głównym powodem odkładania konsultacji z lekarzem. A w tym czasie rak rozwija się i rokowania stają się coraz gorsze – mówi Krystyna Wechmann, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, która prowadzi kampanię edukacyjną RAK PĘCHERZA – WYKRYJ I LECZ!. W maju – miesiącu świadomości raka pęcherza moczowego – chcemy przełamać barierę wstydu i apelujemy: Nie wstydź się – działaj! Nie czerwień się – idź do lekarza!
 
Według danych Światowej Koalicji Pacjentów z Rakiem Pęcherza (World Bladder Cancer Patient Coalition, WBCPC), nowotwór ten jest rozpoznawany każdego roku u ponad 570 tys. osób na świecie, a 1,7 miliona osób żyje z tą chorobą. Jest to 10. najczęstsza choroba nowotworowa i 13. przyczyna śmierci z powodu raka. W Polsce, według danych z Krajowego Rejestru Nowotworów, rocznie na raka pęcherza zachorowuje około 8 tys. osób, a około 4 tys. pacjentów umiera z tego powodu. Jest to zatem istotny problem i duże wyzwanie dla zdrowia publicznego. Ale te statystyki wcale nie muszą być ta dramatyczne – rakowi pęcherza można zapobiegać, można go wcześniej diagnozować i można skuteczniej leczyć!

Szacuje się, że aż połowa przypadków zachorowań na raka pęcherza jest skutkiem palenia tytoniu. Kolejna 1/3 – to skutek zawodowej ekspozycji na różne szkodliwe substancje chemiczne. Oznacza to, że można znacząco ograniczyć ryzyko zachorowania na raka pęcherza – nie paląc i unikając narażenia na toksyczne chemikalia. Oprócz tego czynnikami ryzyka nowotworu pęcherza są przewlekłe procesy zapalne w obrębie pęcherza, ekspozycja na niektóre leki, w tym również na leki stosowane w onkologii klinicznej oraz przebyta radioterapia na obszar miednicy. To z kolei oznacza, że pacjenci leczeni z powodu raka stercza lub raka odbytnicy, powinni mieć wykonywane regularne badania kontrolne w kierunku raka pęcherza.

Najczęściej występującym pierwszym objawem raka pęcherza moczowego jest bezbolesny krwiomocz. Pojawienie się krwi w moczu jest sygnałem alarmowym, którego nie można zignorować, zawsze należy wykonać w takim przypadku wnikliwą diagnostykę onkologiczną – mówił prof. dr hab. n. med. Jakub Kucharz z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Skłodowskiej Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, podczas konferencji „Zanim będzie za późno – profilaktyka i nowoczesna diagnostyka warunkiem skutecznej terapii”, która odbyła się 20 kwietnia 2022.

Krwiomocz widoczny jest, jako czerwone lub różowe zabarwienie moczu. Nawet jedna kropla krwi w moczu może być objawem rozwijającego się raka pęcherza moczowego lub dróg moczowych. Dlatego, tak samo szybko, jak szybko posypujemy obrus solą, gdy rozleje się na nim, choć kropla czerwonego wina, udajmy się do lekarza, gdy zauważymy w moczu, choć kroplę krwi. Nie bagatelizujmy krwiomoczu, nawet jeśli minął! Wypranie obrusa z plamy z wina rozwiązuje problem, ale w przypadku krwi w moczu jedynym rozwiązaniem jest wizyta
u lekarza
– dodaje dr n. med. Iwona Skoneczna ze Szpitala Grochowskiego im. dr med. Rafała Masztaka w Warszawie, onkolog specjalizujący się w nowotworach urologicznych. Inne objawy mogące świadczyć o raku pęcherza to częstomocz dzienny lub nocny; dolegliwości przy oddawaniu moczu, takie jak szczypanie lub pieczenie; bóle w podbrzuszu; zatrzymanie moczu; czy objawy kolki nerkowej.

Specjaliści dzielą nowotwory pęcherza moczowego na dwie grupy: nowotwory nienaciekające błony mięśniowej pęcherza (czyli takie, które znajdują się na powierzchni pęcherza) oraz nowotwory naciekające błonę mięśniową (czyli takie, które wrastają w głąb pęcherza). Od tego, z którym nowotworem mamy do czynienia, zależy sposób leczenia i rokowania.

– W przypadku raków pęcherza nienaciekających mięśniówki, rokowanie jest dobre. Podstawowym leczeniem jest elektroresekcja, czyli zabieg usunięcie guza z pęcherza moczowego, niekiedy połączona z leczeniem za pomocą wlewów dopęcherzowych, jeśli lekarz oceni, że ryzyko nawrotu choroby jest duże. Leczeniem raków nienaciekających mięśniówki pęcherza zajmują się urolodzy. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku nowotworów naciekających mięśniówkę, gdyż jest to choroba o znacznie większym potencjale złośliwości i większym potencjale do tworzenia przerzutów odległych. W takim przypadku należy przeprowadzić operację usunięcia pęcherza wraz z przylegającymi narządami, czyli u mężczyzn wraz prostatą, a u kobiet wraz z częścią narządu rodnego. Operacja ta, nazywana radykalną cystektomią, jest dużym, okaleczającym zabiegiem, w trakcie którego konieczne jest wykonanie urostomii. Po operacji nie jest bowiem możliwe oddawanie moczu w naturalny sposób, lecz spływa on do specjalnego woreczka przyklejanego do skóry. Niestety, nowotwór, który wrasta w ścianę pęcherza moczowego, ma także tendencję do wrastania do naczyń krwionośnych, co oznacza, że dosyć łatwo daje przerzuty. Dlatego jeszcze przed operacją cystektomii lub zaraz po niej, pacjent powinien otrzymać okołooperacyjną chemioterapię lub immunoterapię. Jest to leczenie, którego celem jest wyeliminowanie mikroprzerzutów i tym samym poprawa odległych rokowań pacjentów – mówił prof. Jakub Kucharz.

Co jeśli rak pęcherza został rozpoznany dopiero w stadium przerzutowym lub rozwinął się do takiego stadium? Tacy pacjenci otrzymują leczenie chemioterapią, której rodzaj jest uzależniony od stanu ogólnego chorego, jego sprawności, wydolności nerek i obecności chorób współistniejących. Istnieją też opcje terapeutyczne dla pacjentów, którzy nie kwalifikują się do chemioterapii.

Kampania edukacyjna RAK PĘCHERZA – WYKRYJ I LECZ!, prowadzona przez Polską Koalicję Pacjentów Onkologicznych od maja 2021 roku, ma na celu zwiększenie świadomości społeczeństwa i wiedzy pacjentów oraz zwrócenie uwagi lekarzy na tę chorobę. Działania edukacyjne prowadzone są na stronie internetowej kampanii www.rakpecherza-wykryjilecz.pl oraz na profilu na Facebooku www.facebook.com/rak.pecherza.wykryj.i.lecz. Na Facebooku działa też zamknięta grupa wsparcia dla pacjentów z rakiem pęcherza i ich bliskich www.facebook.com/groups/rakpecherzawykryjilecz
Patronat nad kampanią sprawują Polskie Towarzystwo Urologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, Polskie Stowarzyszenie Pielęgniarek Onkologicznych oraz Polskie Towarzystwo Pielęgniarek Stomijnych. W maju – miesiącu świadomości raka pęcherza moczowego – przyłączamy się do apelu Światowej Koalicji Pacjentów z Rakiem Pęcherza: Nie czerwień się – idź do lekarza!
 
źródło: PKPO