Medicalpress
Sejmowa Komisja Zdrowia przyjęła projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej. Wbrew pozorom nie jest to jednak dowód porażki reformy. Przeciwnie, można odnieść wrażenie, że resort zdrowia postanowił wsłuchać się w głosy szpitali i lekarzy, którzy od miesięcy alarmowali, że część przepisów okazała się nadmiernie skomplikowana i generuje kolejne obowiązki administracyjne.

Kiedy w 2023 roku uchwalano ustawę o Krajowej Sieci Onkologicznej, przedstawiano ją jako jeden z najważniejszych projektów porządkujących opiekę nad pacjentami z chorobami nowotworowymi w Polsce. Sieć miała zapewnić bardziej równy dostęp do diagnostyki i leczenia, poprawić jakość świadczeń oraz ograniczyć różnice pomiędzy poszczególnymi regionami kraju. Dziś, zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu praktycznego wdrażania nowych rozwiązań, Ministerstwo Zdrowia proponuje ich istotną korektę.

Najważniejszą zmianą będzie pełna cyfryzacja ścieżki pacjenta onkologicznego. Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, czyli DiLO, ma zostać zastąpiona jej elektronicznym odpowiednikiem. Do końca 2026 roku możliwe będzie korzystanie zarówno z wersji papierowej, jak i elektronicznej, ale od 2027 roku pozostanie już wyłącznie e-DiLO. Co istotne, dokument ten ma zostać powiązany z rozliczaniem świadczeń realizowanych w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

To rozwiązanie może okazać się znacznie ważniejsze, niż wynikałoby z samej zmiany formatu dokumentu. Przez lata karta DiLO była przede wszystkim narzędziem administracyjnym. Teraz staje się elementem, od którego zależeć będzie funkcjonowanie całego systemu monitorowania pacjenta. Jeżeli cyfryzacja zostanie przeprowadzona sprawnie, możliwe będzie śledzenie rzeczywistej ścieżki chorego od momentu podejrzenia nowotworu aż po zakończenie leczenia.

Drugim filarem zmian jest próba uporządkowania pojęcia koordynowanej opieki. Projekt po raz pierwszy wprowadza definicję ciągłości opieki onkologicznej. Dla pacjentów może to brzmieć abstrakcyjnie, ale właśnie brak ciągłości leczenia jest jednym z najczęściej wskazywanych problemów polskiej onkologii. Chorzy często przechodzą pomiędzy poradniami, oddziałami i placówkami, tracąc czas oraz powtarzając część badań.

Nowelizacja wzmacnia również rolę koordynatora opieki onkologicznej. To stanowisko od początku było jednym z fundamentów KSO, ale dotychczas brakowało szczegółowych regulacji dotyczących zakresu obowiązków i organizacji pracy. Tymczasem doświadczenia wielu krajów pokazują, że dobrze funkcjonujący koordynator może realnie skrócić ścieżkę diagnostyczną i zmniejszyć stres pacjenta.

Równie interesujące są zmiany dotyczące jakości leczenia. Ministerstwo Zdrowia chce przekazać Narodowemu Funduszowi Zdrowia większą odpowiedzialność za monitorowanie wskaźników jakości. W praktyce oznacza to próbę centralizacji procesu oceny placówek i ograniczenia liczby raportów przygotowywanych przez szpitale. To odpowiedź na liczne sygnały płynące z ośrodków onkologicznych, które wskazywały, że ilość obowiązków sprawozdawczych zaczyna utrudniać codzienną pracę.

Nowelizacja przewiduje także wydłużenie okresu weryfikacji ośrodków należących do sieci z dwóch do trzech lat. Dla wielu placówek może to być kluczowa zmiana. Część szpitali obawiała się bowiem, że przy obecnym tempie wdrażania reform i licznych problemach organizacyjnych nie będzie w stanie spełnić wszystkich wymogów jakościowych w zakładanym terminie.

Projekt zawiera również rozwiązania deregulacyjne. Zniknąć ma obowiązek prowadzenia odrębnej infolinii onkologicznej, a część zadań przejmą centralne narzędzia, takie jak e-rejestracja i Telefoniczna Informacja Pacjenta. Resort zdrowia chce także uprościć funkcjonowanie wielodyscyplinarnych zespołów terapeutycznych, które dla wielu placówek okazały się trudne organizacyjnie.

Warto jednak zauważyć, że proponowane zmiany nie rozwiązują wszystkich problemów Krajowej Sieci Onkologicznej. Nadal otwarte pozostają pytania o rzeczywistą dostępność świadczeń, niedobory kadrowe czy różnice pomiędzy regionami. Sama cyfryzacja nie skróci kolejek do diagnostyki, a nowa definicja ciągłości opieki nie sprawi automatycznie, że pacjent szybciej trafi do specjalisty.

Mimo to kierunek zmian wydaje się racjonalny. Po pierwszym okresie funkcjonowania KSO resort zdrowia nie zdecydował się na rewolucję, ale na korektę elementów, które w praktyce okazały się najbardziej problematyczne. To sygnał, że system zaczyna dojrzewać i przechodzi z etapu tworzenia przepisów do etapu ich rzeczywistego wdrażania.

Najbliższe miesiące pokażą, czy cyfrowa karta e-DiLO, silniejsza pozycja koordynatora oraz uproszczenie obowiązków administracyjnych przełożą się na to, co dla pacjentów najważniejsze – szybszą diagnostykę, lepszą organizację leczenia i większe poczucie bezpieczeństwa podczas całej terapii onkologicznej.

Źródło: SejmRP

Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Pacjenta, Narodowy Instytut Onkologii oraz Polskie Towarzystwo Onkologiczne skierowały do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wspólne stanowisko. Dotyczy ono optymalnego, a więc jasnego i prokonsumenckiego brzmienia regulacji tzw. zapomnienia onkologicznego w ramach projektu ustawy o kredycie konsumenckim, wdrażającego dyrektywę CCD2.

Prace nad nowym projektem ustawy o kredycie konsumenckim prowadzi obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z Ministerstwem Finansów. Dotychczas projekt przygotowywał UOKiK. 

Wspólnie dla pacjentów onkologicznych 

Pięć instytucji, w tym Narodowy Instytut Onkologii oraz Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Pacjenta, Polskie Towarzystwo Onkologiczne sformułowało wspólne stanowisko dotyczące jasnej i prokonsumenckiej regulacji tzw. prawa do zapomnienia, w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim. Proponują, żeby po upływie pięciu lat od zakończenia leczenia onkologicznego, choroba nie była przeszkodą w uzyskaniu ochrony ubezpieczeniowej, stanowiącej zabezpieczenie kredytu konsumenckiego. Celem tego działania jest wyeliminowanie praktyk polegających na odmowie zawarcia umowy lub zawyżaniu składek z uwagi na przebytą chorobę onkologiczną. 

Pełna treści pisma.

Potrzebne są jasne i jednoznaczne przepisy

Obecnie osoby, które przeszły chorobę nowotworową, często spotykają się z odmową zawarcia umowy ubezpieczenia na życie czy od utraty pracy albo koniecznością opłacania znacznie wyższych składek. W praktyce może to utrudnić lub uniemożliwić uzyskanie kredytu konsumenckiego wymagającego odpowiedniego zabezpieczenia.

Sygnatariusze stoją na stanowisku, że osoby, które zostały skutecznie wyleczone z choroby onkologicznej, nie powinny być traktowane przez ubezpieczycieli jako grupa podwyższonego ryzyka wyłącznie z powodu swojej odległej historii chorobowej. 

Dlatego instytucje wskazują, że przepisy powinny wprost określać, iż po 5 latach od zakończenia leczenia onkologicznego informacje o chorobie nie powinny być przeszkodą w uzyskaniu ochrony ubezpieczeniowej.

Koniec dyskryminacji osób po chorobie nowotworowej

Sygnatariusze proponują, aby przepis otrzymał następujące brzmienie: „Dane osobowe dotyczące choroby nowotworowej nie mogą być pozyskiwane oraz wykorzystywane do celów związanych z umową ubezpieczenia, stanowiącą zabezpieczenie, o którym mowa w art. 14 ust. 1, jeżeli od dnia zakończenia leczenia onkologicznego upłynęło 5 lat.”

Proponowane brzmienie art. 16 ustawy ma zapewnić pewność stosowania prawa oraz zgodność z dyrektywą i regulacjami dotyczącymi leczenia chorób nowotworowych. Stąd położenie nacisku na to, by zakaz obejmował wszystkie kategorie danych medycznych. Nie może też ograniczać się do samego zawarcia umowy ubezpieczenia. Ma obejmować również etap jej realizacji, czyli wypłaty świadczenia. Pięcioletni okres jest jasnym kryterium powiązanym z zakończeniem leczenia onkologicznego, które już jest stosowane w ramach ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej.

Źródło: NIO

Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – PIB (NIO-PIB) jako pierwszy ośrodek onkologiczny w Polsce uzyskał prestiżową akredytację Organisation of European Cancer Institutes (OECI).
To jedno z najważniejszych europejskich wyróżnień potwierdzających najwyższe standardy w zakresie organizacji opieki onkologicznej, diagnostyki, leczenia, działalności naukowej i edukacyjnej oraz zarządzania jakością. Uzyskanie akredytacji stanowi ważny krok w umacnianiu pozycji polskiej onkologii w europejskim systemie jakości, współpracy klinicznej i badań nad nowotworami.
To niezwykle ważny moment dla całej społeczności Narodowego Instytutu Onkologii. Akredytacja OECI jest dla nas nie tylko wyróżnieniem, ale przede wszystkim zobowiązaniem do dalszego podnoszenia jakości leczenia, bezpieczeństwa pacjentów oraz skutecznego łączenia praktyki klinicznej z nauką. Ten sukces pokazuje, że polska onkologia funkcjonuje dziś zgodnie ze światowymi standardami – mówi Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB.
Trwający wiele miesięcy proces akredytacyjny obejmował wieloetapową analizę funkcjonowania Instytutu oraz intensywną pracę zespołów klinicznych, diagnostycznych, naukowych i administracyjnych. Proces koordynowali dr n. med. Małgorzata Symonides, Naczelny Specjalista ds. Monitorowania Jakości Klinicznej w NIO-PIB, oraz prof. Jakub Kucharz.

Najtrudniejsze w takim procesie jest wykazanie, że jakość stanowi codzienną praktykę całego zespołu, a nie jednorazowy projekt. Standardy OECI są ujednolicone dla wszystkich ocenianych ośrodków i obszarów działalności, dlatego dużym wyzwaniem było uwzględnienie specyfiki kraju i ośrodka, a także złożoności lokalnego systemu ochrony zdrowia oraz organizacji pracy. Z dumą mogę powiedzieć, że udało nam się temu sprostać – podkreśla dr n. med. Małgorzata Symonides.

Uzyskanie akredytacji ma szczególne znaczenie ze względu na skalę działalności i rolę Narodowego Instytutu Onkologii. NIO-PIB jest największym ośrodkiem onkologicznym w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Łączy diagnostykę, leczenie, profilaktykę, badania naukowe i kształcenie, a także uczestniczy w realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej, wdrażaniu Krajowej Sieci Onkologicznej, prowadzeniu Krajowego Rejestru Nowotworów i opracowywaniu wytycznych diagnostyczno-terapeutycznych.

Dla lekarzy i całych zespołów klinicznych ta akredytacja jest potwierdzeniem, że liczy się nie tylko pojedyncza procedura, lecz także cała droga pacjenta – od rozpoznania, przez decyzję terapeutyczną i leczenie skojarzone, aż po opiekę wspomagającą. To właśnie jakość tej drogi stanowi o realnej wartości nowoczesnej onkologii – zaznacza prof. Andrzej Kawecki, Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych.

Cieszy nas fakt, że akredytatorzy OECI pozytywnie ocenili także obszar naukowy działalności NIO. Akredytacja wzmacnia naszą międzynarodową pozycję jako instytutu badawczego i potwierdza potencjał naukowy polskiego ośrodka publicznego, który mimo ograniczonych zasobów finansowych ma szansę stanąć ramię w ramię z najważniejszymi centrami onkologicznymi w Europie – dodaje prof. Michał Mikula, Zastępca Dyrektora ds. Naukowych.

Organisation of European Cancer Institutes (OECI) to międzynarodowa organizacja non-profit utworzona w 1979 roku w Wiedniu. Obecnie zrzesza ponad 180 ośrodków onkologicznych z Europy i innych części świata, wspierając rozwój kompleksowej, interdyscyplinarnej i skoncentrowanej na pacjencie opieki onkologicznej, a także badań naukowych i innowacji. W latach 90. funkcję prezydenta OECI pełnił prof. Andrzej Kułakowski, nestor polskiej onkologii, współtwórca polskiej chirurgii onkologicznej i lekarz przez całe życie zawodowe związany z Instytutem.

Uzyskanie akredytacji OECI przez NIO-PIB może stać się ważnym impulsem dla dalszego rozwoju systemów jakości w polskiej onkologii, wdrażania europejskich standardów oraz ubiegania się o akredytację OECI przez kolejne ośrodki onkologiczne w Polsce – mówi prof. Iwona Ługowska, President-Elect OECI, pełnomocnik Dyrektora ds. Współpracy Międzynarodowej oraz kierownik Centrum Doskonałości Medycyny Precyzyjnej, podkreślając jednocześnie, że dla zachowania pełnej transparentności procesu akredytacyjnego nie brała udziału w pracach związanych z akredytacją NIO – ani po stronie OECI, ani po stronie Instytutu.

Dzięki członkostwu w OECI wielu przedstawicieli Instytutu aktywnie uczestniczy w licznych europejskich inicjatywach dotyczących badań naukowych, rozwoju innowacji oraz organizacji opieki onkologicznej, współtworząc kierunki rozwoju nowoczesnej onkologii w Europie.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej, przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia. Zmiany mają uprościć organizację opieki onkologicznej, ograniczyć obowiązki administracyjne placówek medycznych oraz usprawnić proces leczenia pacjentów. Jednym z najważniejszych elementów reformy będzie wprowadzenie elektronicznej karty diagnostyki i leczenia onkologicznego DiLO, która od 2027 roku ma funkcjonować wyłącznie w formie cyfrowej. Projekt zakłada również większą rolę Narodowego Funduszu Zdrowia w monitorowaniu jakości leczenia oraz doprecyzowanie roli koordynatora opieki onkologicznej.
Proponowane rozwiązania są odpowiedzią na postulaty zgłaszane przez szpitale uczestniczące w Krajowej Sieci Onkologicznej. Celem zmian jest przede wszystkim umożliwienie lekarzom i placówkom większego skupienia na leczeniu pacjentów, a mniejszego na formalnościach.

Jedną z kluczowych zmian będzie wprowadzenie elektronicznej karty diagnostyki i leczenia onkologicznego, czyli karty DiLO. Dokument będzie prowadzony cyfrowo, co ma usprawnić zarówno wystawianie, jak i aktualizację danych dotyczących leczenia pacjentów onkologicznych. System ma częściowo uzupełniać informacje automatycznie dzięki integracji z systemami informatycznymi placówek medycznych.

Przewidziano okres przejściowy – do końca 2026 roku możliwe będzie korzystanie zarówno z papierowej, jak i elektronicznej wersji karty. Od 2027 roku DiLO ma funkcjonować już wyłącznie w formie elektronicznej.

Projekt zakłada także ograniczenie obowiązków administracyjnych szpitali należących do Krajowej Sieci Onkologicznej. Placówki nie będą musiały tworzyć dodatkowych systemów zapisów ani odrębnych infolinii onkologicznych. Funkcje te mają zostać przejęte przez centralne rozwiązania, takie jak e-rejestracja oraz Telefoniczna Informacja Pacjenta Narodowego Funduszu Zdrowia.

Większą rolę w systemie otrzyma również Narodowy Fundusz Zdrowia. NFZ będzie odpowiadał za monitorowanie jakości opieki onkologicznej, analizowanie danych dotyczących leczenia oraz publikowanie wyników oceny jakości. Według projektodawców ma to ograniczyć dodatkowe obowiązki sprawozdawcze nakładane na szpitale i ośrodki monitorujące.

Nowelizacja doprecyzowuje również rolę koordynatora opieki onkologicznej. Jego zadaniem będzie organizacja procesu leczenia pacjenta oraz pomoc w przechodzeniu przez kolejne etapy diagnostyki i terapii.

W projekcie pojawia się także definicja ciągłości opieki onkologicznej. Ma ona ułatwić lepsze połączenie leczenia specjalistycznego z dalszą opieką nad pacjentem, w tym z opieką realizowaną w podstawowej opiece zdrowotnej.

Zmiany obejmą również proces akredytacji placówek medycznych. Procedura ma zostać uproszczona i skrócona, co – jak wskazuje resort zdrowia – pozwoli szybciej wdrażać zaktualizowane standardy jakości i bezpieczeństwa leczenia.

Zgodnie z projektem nowe przepisy mają wejść w życie zasadniczo po 14 dniach od ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw.

Źródło: KPRM

Rehabilitacja i fizjoterapia pacjentów onkologicznych przez lata pozostawały na marginesie debaty o leczeniu nowotworów. Onkologia najczęściej kojarzona jest z chirurgią, chemioterapią, radioterapią czy nowoczesnymi terapiami lekowymi. Tymczasem dla wielu chorych powrót do sprawności po leczeniu, zapobieganie trwałej niesprawności, leczenie obrzęków limfatycznych, przeciwdziałanie sarkopenii czy właściwe przygotowanie do terapii są warunkiem nie tylko lepszej jakości życia, ale także skuteczniejszego leczenia.
Na ten problem zwrócono uwagę podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii, poświęconego działaniom służącym zapewnieniu dostępu do fizjoterapii oraz rehabilitacji dla pacjentów onkologicznych. Przewodniczący podkomisji Marek Hok przypominał, że każdego roku w Polsce rozpoznaje się około 180 tys. nowych zachorowań na nowotwory, a z chorobą onkologiczną żyje ponad 1,2 mln osób.

Rehabilitacja w systemie: jest finansowanie, ale brakuje odrębnej ścieżki onkologicznej

Jak zaznaczała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępczyni dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia, obecnie w systemie nie funkcjonuje odrębny zakres świadczeń rehabilitacji leczniczej przeznaczony wyłącznie dla pacjentów onkologicznych. „Pacjentowi onkologicznemu przysługuje rehabilitacja na podstawie rozporządzenia w sprawie rehabilitacji, oczywiście z dedykowanymi procedurami medycznymi. Wyjątkiem jest wyodrębnienie jednolitego modelu opieki w ramach kompleksowej opieki nad pacjentem z nowotworem piersi, czyli tzw. Breast Cancer Unit, gdzie rehabilitacja stanowi integralny element leczenia” – mówiła przedstawicielka MZ.

Ten wyjątek pokazuje jednak także skalę nierówności. W raku piersi pacjentki mogą korzystać z modelu, który obejmuje wsparcie przed leczeniem, w okresie pooperacyjnym i na dalszych etapach terapii. W jego ramach przewidziano konsultację lekarską, ocenę fizjoterapeutyczną, kinezyterapię, terapię manualną, profilaktykę i leczenie obrzęku limfatycznego, pracę z blizną, ćwiczenia okołokondycyjne, wsparcie psychologiczne i edukację. W innych nowotworach podobne rozwiązania nie są jeszcze standardem.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada jednak kolejne kroki. „Bardzo oczekiwanym świadczeniem, które na wzór Breast Cancer Unit będzie w najbliższym czasie procedowane, jest kompleksowa opieka nad pacjentem z nowotworem klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Unit. Projekt rozporządzenia jest już gotowy i czeka na skierowanie do konsultacji publicznych. W ramach tego modelu również opracowano rehabilitację pacjenta z nowotworem klatki piersiowej” – wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka. Dodała również, że kolejnymi obszarami mają być kompleksowa opieka nad pacjentami z nowotworami urologicznymi i ginekologicznymi, także z modułem rehabilitacji.

Jednym z najmocniej wybrzmiewających tematów była nierównomierność dostępu do świadczeń. Jak mówiła przedstawicielka MZ, Narodowy Fundusz Zdrowia identyfikuje tzw. białe plamy, czyli obszary, w których brakuje zakontraktowanych świadczeniodawców lub dostępność jest znacząco ograniczona. Przyczyny mają charakter zarówno finansowy, jak i podażowy. „Z perspektywy pacjenta onkologicznego skutki ograniczonego dostępu do rehabilitacji są szczególnie istotne, ponieważ opóźnienie rozpoczęcia rehabilitacji może bezpośrednio przełożyć się na ryzyko trwałej niesprawności, pogorszenie wyników leczenia oraz wydłużenie powrotu do aktywności społecznej i zawodowej” – podkreślała Dominika Janiszewska-Kajka.

Z danych przedstawianych podczas posiedzenia wynika, że rehabilitacja jest jednym z istotnych segmentów systemu ochrony zdrowia. Łączna wartość jej finansowania w 2026 roku wynosi ponad 3,5 mld zł. Jednocześnie, jak zaznaczono, nie istnieje osobna pozycja świadczeń określona jako rehabilitacja onkologiczna. Skala korzystania przez pacjentów onkologicznych z fizjoterapii i rehabilitacji jest jednak duża. W samej fizjoterapii ambulatoryjnej liczba pacjentów przekracza 2,5 mln rocznie, z czego ponad pół miliona stanowią pacjenci onkologiczni.

Obrzęk limfatyczny: nie estetyka, lecz ryzyko trwałej niesprawności

Szczególne miejsce w dyskusji zajęły obrzęki limfatyczne, będące jednym z istotnych powikłań leczenia onkologicznego. Prof. Andrzej Szuba, prezes Sekcji Limfologicznej Polskiego Towarzystwa Flebologicznego, zwracał uwagę, że problem dotyczy bardzo dużej grupy chorych. „W raku szyjki macicy jest to nawet do 50 proc. obrzęków limfatycznych kończyn dolnych, w raku piersi 20–50 proc., w zależności od techniki operacyjnej i momentu pomiaru. Rak macicy, rak pochwy czy rak prostaty to nowotwory, które u wielu pacjentów powodują – zwykle po pół roku, roku lub dwóch latach – rozwój obrzęku limfatycznego, mającego bardzo poważne konsekwencje dla dalszego życia i sprawności” – mówił prof. Szuba.

Ekspert podkreślał, że obrzęk limfatyczny nie jest wyłącznie problemem estetycznym. To powikłanie może prowadzić do realnej niepełnosprawności, utraty zdolności do pracy i długotrwałego wykluczenia z normalnej aktywności. „U pacjentek leczonych z powodu raka piersi nawet niewielki obrzęk dłoni może oznaczać utratę zdolności do wykonywania pracy zawodowej, szczególnie jeśli wymaga ona precyzyjnych ruchów. Mówimy o młodych kobietach, które chcą wrócić do aktywności zawodowej, dlatego mówimy tu o profilaktyce inwalidztwa i umożliwieniu tym osobom powrotu do pracy” – zaznaczał prof. Szuba.

W jego ocenie późne trafianie pacjentów do właściwego leczenia jest jedną z poważniejszych luk systemowych. „To jest właśnie taka biała plama systemu. Ci pacjenci trafiają do nas często po wielu miesiącach, a czasem latach wędrówki po różnych ośrodkach, gdzie słyszą: »Wyleczyliśmy pana z nowotworu, dzięki temu pan żyje, ale to jest konsekwencja leczenia i musi się pan z tym pogodzić«. Takie osoby nie powinny do nas trafiać tak późno” – mówił prof. Szuba.

Dr n. med. Janusz Doś, kierownik Zakładu Fizjoterapii Onkologicznej Wielkopolskiego Centrum Onkologii, wskazywał, że w ostatnich latach wykonano ważny krok w zakresie refundacji wyrobów kompresyjnych, ale nadal problemem pozostaje dostęp do leczenia i właściwego postępowania fizjoterapeutycznego. „Leczenie obrzęków limfatycznych jest wieloetapowe, długie, a w konsekwencji również kosztowne, dlatego zdecydowanie większy nacisk powinien być położony na działania profilaktyczne” – podkreślał dr Doś.

Jego zdaniem obecne rozwiązania nadal zbyt mocno koncentrują się na pacjentkach leczonych z powodu raka piersi. „Do tej pory możliwość postępowania przeciwobrzękowego ograniczona jest przede wszystkim do oddziałów dziennych oraz kompleksowej opieki onkologicznej w raku piersi. Powstaje więc pytanie, dlaczego tylko ta grupa pacjentek ma zapewnione wsparcie, podczas gdy pozostali pacjenci i pacjentki pozostają go pozbawieni” – mówił dr Doś. Wskazywał, że wsparcia wymagają także chorzy z nowotworami układu moczowo-płciowego, skóry, ośrodkowego układu nerwowego czy płuca.

Eksperci akcentowali, że profilaktyka jest nie tylko korzystna klinicznie, ale również opłacalna ekonomicznie. Prof. Szuba zwracał uwagę, że obrzęk limfatyczny nie zawsze jest późnym powikłaniem. „Około 50 proc. obrzęków limfatycznych po operacjach onkologicznych pojawia się do drugiego roku po zabiegu, a duża część już w pierwszym roku. To nie jest więc wyłącznie późne powikłanie – profilaktyka jest niezmiernie ważna i powinna rozpocząć się zaraz po operacji” – podkreślał.

Jako przykład wskazywał Prospective Surveillance Model, w którym pacjent po operacji odbywa regularne wizyty fizjoterapeutyczne co trzy miesiące, a przy minimalnych oznakach narastania obrzęku wdrażane jest wczesne zaopatrzenie kompresyjne. „Tego typu profilaktyka daje bardzo dobre efekty zarówno kliniczne, jak i ekonomiczne, ponieważ pozwala zahamować rozwój obrzęku limfatycznego i ograniczyć koszty leczenia” – mówił prof. Szuba. Wskazywał również, że w grupie kobiet po operacjach nowotworów ginekologicznych pacjentki stosujące profilaktyczne pończochy uciskowe w ciągu roku praktycznie nie rozwinęły obrzęku limfatycznego, podczas gdy w grupie bez profilaktycznej kompresji problem dotyczył około jednej trzeciej kobiet.

W dyskusji wybrzmiał także problem jakości i standardów prowadzonej rehabilitacji. Prof. Szuba zwracał uwagę, że w praktyce leczenie obrzęków limfatycznych w rehabilitacji ambulatoryjnej często nie obejmuje bandażowania kompresyjnego, które jest podstawą skutecznej terapii. „Trafiają do mnie pacjentki po tygodniach leczenia opierającego się wyłącznie na drenażu limfatycznym czy masażu pneumatycznym, bez odpowiedniego zaopatrzenia uciskowego, i właściwie nic się nie zmienia. To są wyrzucone pieniądze i marnowanie środków” – oceniał.

Prehabilitacja i aktywność: pacjent powinien być przygotowany do leczenia

Kolejnym ważnym wątkiem była prehabilitacja, czyli przygotowanie pacjenta do leczenia onkologicznego. Arkadiusz Ujma z Krajowej Izby Fizjoterapeutów podkreślał, że pacjenci onkologiczni nie powinni trafiać wyłącznie do standardowej kolejki świadczeń ambulatoryjnych. „To trudne, ale trzeba powiedzieć wprost – ci pacjenci często mają mniej czasu i dlatego powinni być objęci dodatkową, bardziej kompleksową opieką, skierowaną bezpośrednio do osób z konkretnymi nowotworami” – mówił.

Krajowa Izba Fizjoterapeutów, jak zaznaczał Ujma, przygotowała założenia fizjoterapeutycznej opieki onkologicznej. Jednym z postulatów jest wprowadzenie obligatoryjnej wizyty fizjoterapeutycznej na oddziałach oraz szersze wykorzystanie prerehabilitacji. „Pacjent po leczeniu chirurgicznym często ma zupełnie inny stan funkcjonalny i trudniej go właściwie ocenić, dlatego dobrze byłoby badać go także przed zabiegiem, co ułatwiłoby późniejsze planowanie terapii” – wskazywał przedstawiciel KIF.

Na znaczenie rehabilitacji już na etapie hospitalizacji zwracała uwagę również dr n. med. Iwona Makles-Kacy z Centrum Onkologii w Gliwicach. Podkreślała, że powikłania takie jak obrzęk chłonny są często późne, ale system powinien działać wcześniej, zanim dojdzie do trwałych następstw. „Tymczasem pacjenci onkologiczni nie są obecnie objęci opieką rehabilitacyjną podczas hospitalizacji. Mamy określone limity zatrudnienia dla pielęgniarek, natomiast w przypadku fizjoterapeutów – przykładowo w leczeniu raka jelita grubego – jest to pół etatu, co jest dalece niewystarczające” – mówiła.

Dr Makles-Kacy zwracała uwagę, że leczenie onkologiczne samo w sobie jest długotrwałe, wieloetapowe i obciążające fizycznie. Pacjenci są narażeni m.in. na zaniki mięśniowe i sarkopenię, która może pogarszać tolerancję leczenia. „Jeśli mamy pacjenta z rozpoznaną sarkopenią, jego leczenie staje się bardziej obciążające, dlatego tak ważna jest profilaktyka” – podkreślała. W jej ocenie aktywność ruchowa powinna być traktowana jako podstawowa metoda zapobiegania skutkom funkcjonalnym leczenia onkologicznego.

Ekspertka zwracała również uwagę na utrwalone schematy komunikacji z pacjentami. „Pacjent onkologiczny często nie dowiaduje się na oddziale, że kiedy odczuwa zmęczenie, nie powinien pozostawać w łóżku, ale się ruszać. Tymczasem wielu chorych doświadcza zespołu przewlekłego zmęczenia, a na wypisach nadal często powielany jest schemat: »proszę prowadzić oszczędzający tryb życia«. Pacjenci rozumieją to dosłownie – jako brak aktywności” – mówiła dr Makles-Kacy.

W Gliwicach, mimo braku refundacji takiego modelu, funkcjonuje zespół rehabilitacji obejmujący dietetyka, fizjoterapeutę i psychologa. Jak wskazywała dr Makles-Kacy, dobrze przygotowany pacjent sprawniej przechodzi leczenie, szybciej wraca do życia społecznego i zawodowego, a to przekłada się także na korzyści systemowe i finansowe.

Potrzebna szybka ścieżka i miejsce rehabilitacji w opiece koordynowanej

Ważnym postulatem było także lepsze osadzenie rehabilitacji w całej ścieżce onkologicznej. Dr n. med. Jarosław Tałałaj z Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji oceniał, że system nie jest pozbawiony zasobów, ponieważ opiera się na oddziałach rehabilitacji ogólnoustrojowej, które funkcjonują przy ośrodkach onkologicznych i pozwalają obejmować leczeniem pacjentów z różnymi rozpoznaniami. Problemem jest jednak brak szybkiej ścieżki. „Pacjenci onkologiczni trafiają do klasycznej kolejki świadczeń rehabilitacyjnych i nie mają żadnej szybkiej ścieżki, co utrudnia domknięcie całego procesu leczenia” – mówił.

Dr Tałałaj podkreślał, że rehabilitacja nie jest obecnie wpisana ani w ustawę o Krajowej Sieci Onkologicznej, ani w regulacje dotyczące szybkiej ścieżki onkologicznej. W jego ocenie dostępność rehabilitacji powinna zostać dopasowana do potrzeb pacjentów onkologicznych i lepiej osadzona w całym procesie leczenia. Zaproponował również rozważenie włączenia lekarza specjalisty rehabilitacji medycznej do konsyliów onkologicznych. Marek Hok przyznał, że również w karcie DILO warto byłoby uwzględnić perspektywę rehabilitacji i fizjoterapii, a obecność specjalisty rehabilitacji medycznej podczas konsyliów mogłaby być przydatna w dalszym prowadzeniu pacjenta po leczeniu operacyjnym czy chemioradioterapii.

Przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia, odnosząc się do postulatów ekspertów, podkreślała, że resort przygotowuje zmianę rozporządzenia dotyczącego rehabilitacji. Jak mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, Krajowa Izba Fizjoterapeutów pozostaje jednym z głównych partnerów Ministerstwa Zdrowia w tych pracach, a rozporządzenie było przygotowywane wspólnie ze środowiskiem fizjoterapeutów i konsultantami krajowymi. „Padł tutaj postulat prehabilitacji i jest to bardzo ważny kierunek. Minister Zdrowia oczekuje do 30 czerwca realizacji zlecenia przez AOTMiT dotyczącego oceny prehabilitacji. Wsłuchiwaliśmy się w głosy ekspertów i mamy nadzieję, że po otrzymaniu rekomendacji możliwe będzie wdrażanie takich rozwiązań” – mówiła.

Jednocześnie MZ zwracało uwagę na ograniczenia kadrowe i prawne. „Chcielibyśmy zwiększyć dostępność świadczeń rehabilitacyjnych i mamy świadomość istniejących ograniczeń, szczególnie kadrowych. Niektóre rozwiązania dotyczące zasobów personelu mogą mieć istotny wpływ na funkcjonowanie systemu i dostępność świadczeń, dlatego szukamy rozwiązań, które pozwolą ten dostęp realnie zwiększyć” – zaznaczała Dominika Janiszewska-Kajka.

Odnosząc się do propozycji wprowadzania nowych rozwiązań zarządzeniem prezesa NFZ, przedstawicielka resortu wskazywała, że przy braku wyodrębnionego zakresu rehabilitacji onkologicznej nie jest możliwe tworzenie takich świadczeń aktem niższego rzędu. „Dlatego prowadzimy ścisłą współpracę z centralą NFZ nad zmianą rozporządzenia dotyczącego rehabilitacji, która – mamy nadzieję – będzie pierwszym ważnym krokiem poprawiającym dostępność dla pacjentów” – mówiła.

Ministerstwo zapowiedziało także działania w innych obszarach rehabilitacji. W przygotowywanej zmianie rozporządzenia resort chce zwiększyć dostępność do subterraneoterapii, znosząc wymóg unikatowego środowiska, którym obecnie dysponuje tylko Wieliczka, tak aby dopuścić do realizacji tego rodzaju rehabilitacji także inne ośrodki. Wskazano również, że choć nie ma obecnie kompleksowej opieki nad pacjentem z nowotworem tarczycy, obowiązujące przepisy dają możliwość rehabilitacji osób z zaburzeniami funkcji narządu słuchu i mowy, zależnie od wskazań lekarza i kwalifikacji pacjenta.

Kluczowym wnioskiem z posiedzenia była potrzeba odejścia od traktowania rehabilitacji onkologicznej jako dodatku po zakończeniu leczenia. Coraz wyraźniej widać, że powinna być ona częścią skoordynowanej opieki nad pacjentem od początku terapii i po jej zakończeniu. Jak podsumowywał Marek Hok, każda choroba onkologiczna po zakończeniu leczenia kwalifikuje pacjenta do rehabilitacji i fizjoterapii. „To choroba przewlekła i tak powinna być traktowana również w systemie opieki koordynowanej, z uwzględnieniem potrzeb pacjentów w zakresie powrotu do sprawności” – podkreślał przewodniczący podkomisji. 

Źródło: opracowanie własne na podstawie przebiegu posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii z 13 maja 2026 r., poświęconego informacji Ministra Zdrowia na temat działań służących zapewnieniu dostępu do fizjoterapii oraz rehabilitacji dla pacjentów onkologicznych.
W dniach 17–18 kwietnia 2026 roku w Gdańsku odbyła się II Ogólnopolska Konferencja pt. „ „Krajowa Sieć Onkologiczna – między wdrożeniem a dojrzałością systemu. Wyzwania dla szpitali, efekty dla pacjentów, decyzje na przyszłość.”. Wydarzenie zgromadziło rekordową liczbę ponad 350 uczestników z całej Polski – przedstawicieli wszystkich poziomów systemu ochrony zdrowia, w tym dyrektorów szpitali, klinicystów, koordynatorów, ekspertów systemowych oraz przedstawicieli Wojewódzkich Ośrodków Monitorujących wdrażających Krajową Sieć Onkologiczną (KSO).
 
Konferencja organizowana jest wspólnie przez cztery ośrodki: Białostockie Centrum Onkologii, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – PIB w Warszawie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku oraz Wojewódzkie Wielospecjalistyczne Centrum Onkologii i Traumatologii im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. Inicjatywa ma charakter ogólnopolski i oddolny – tworzony przez praktyków systemu, którzy na co dzień odpowiadają za wdrażanie Krajowej Sieci Onkologicznej w swoich regionach.

Uroczystego otwarcia konferencji dokonała Minister Zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda, podkreślając znaczenie konsekwentnej realizacji reformy onkologicznej jako jednego z kluczowych priorytetów systemu ochrony zdrowia oraz rolę Krajowej Sieci Onkologicznej w poprawie jakości i dostępności leczenia onkologicznego w Polsce.

Pierwszy dzień konferencji koncentruje się na aspektach systemowych – organizacji unitów narządowych, jakości i mierników efektywności, roli danych oraz koordynacji opieki. Drugi dzień ma charakter warsztatowy i poświęcony jest praktycznym aspektom funkcjonowania systemu, w tym zarządzaniu ścieżką pacjenta, finansowaniu świadczeń oraz wdrażaniu standardów jakości.

„Skala tej konferencji pokazuje, że Krajowa Sieć Onkologiczna przeszła z etapu koncepcji do etapu działania. Dziś rozmawiamy już nie o tym czy, ale jak skutecznie wdrażać rozwiązania, które realnie poprawiają wyniki leczenia i doświadczenie pacjenta” – podkreśla dr n. o zdr. Jakub Kraszewski, Dyrektor Naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, które jest gospodarzem tegorocznego wydarzenia.

Należy także podkreślić, że konferencja stanowi najważniejszą platformę wymiany doświadczeń pomiędzy ośrodkami wdrażającymi KSO – od poziomu regionalnego po krajowy. Szczególną rolę odgrywają w tym obszarze Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące, które odpowiadają za koordynację i ocenę jakości wdrażania systemu w poszczególnych regionach.

„Nie ma nowoczesnej onkologii bez danych i standardów. KSO daje nam unikalną możliwość budowy systemu opartego na jakości, porównywalności wyników i odpowiedzialności za efekty leczenia” – zaznacza dr hab. n. med. Beata Jagielska, Dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, w ktorym rok temu odbyła się pierwsza edycja wydarzania oficjalnie inaugurująca powstanie Krajowej Sieci Onkologicznej.

Jasno wybrzmiewa także głos praktyków wdrażających KSO na poziomie regionalnym, którzy podkreślają znaczenie codziennej organizacji opieki nad pacjentem: „Krajowa Sieć Onkologiczna to przede wszystkim realna zmiana w doświadczeniu pacjenta. Kluczowa jest w niej rola koordynacji oraz współpracy między ośrodkami, które wspólnie odpowiadają za cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. To właśnie na tym poziomie budujemy jakość systemu” – wskazuje dr n. o zdr. Magdalena Borkowska, Dyrektor Białostockiego Centrum Onkologii.

Nie mniej istotnym elementem konferencji jest również wymiana doświadczeń zarządczych i operacyjnych pomiędzy ośrodkami odpowiedzialnymi za wdrażanie zmian w organizacji opieki onkologicznej

„Największym wyzwaniem nie jest dziś projektowanie zmian, ale ich skuteczne wdrażanie. Potrzebujemy sprawnych zespołów i jasnych procesów, które przełożą założenia KSO na codzienną praktykę kliniczną w każdym ośrodku w Polsce” – wskazuje Dyrektor Wojewódzkiego Wielospecjalistycznego Centrum Onkologii w Łodzi – Magdalena Janus- Hibner.

W programie konferencji znalazły się także sesje dotyczące nowoczesnych technologii, w tym wykorzystania sztucznej inteligencji, cyfryzacji procesów oraz rozwoju opieki wspierającej – psychologicznej, dietetycznej i rehabilitacyjnej. Duży nacisk położono na praktyczne aspekty funkcjonowania systemu, w tym rozliczenia świadczeń oraz wykorzystanie środków publicznych i funduszy europejskich.

Drugi dzień konferencji – w całości warsztatowy – stanowi odpowiedź na rosnące potrzeby ośrodków i umożliwia bezpośrednią pracę nad rozwiązaniami operacyjnymi oraz wymianę doświadczeń pomiędzy uczestnikami.

W konferencji uczestniczy również silna reprezentacja instytucji centralnych odpowiedzialnych za kształt i finansowanie systemu ochrony zdrowia. Obecni są przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, w tym Marek Augustyn, Zastępca Prezesa NFZ, a także Prezes Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji  Daniel Rutkowski. Licznie reprezentowane jest Ministerstwo Zdrowia, m.in. przez kierownictwo kluczowych departamentów odpowiedzialnych za rozwój systemu i inwestycje, w tym Agnieszkę Molendę-Wiśniewską – Dyrektor Departmentu Oceny Inwestycji oraz  Ilonę Hibner – Dyrektor Departamentu Oceny Inwestycji.  W wydarzeniu uczestniczą również przedstawiciele obszaru odpowiedzialnego za rozwój e-zdrowia. Wśród nich obecny jest p.o. Dyrektora Centrum e-Zdrowia  Andrzej Sarnowski, odpowiedzialny za wdrażanie kluczowych rozwiązań cyfrowych w systemie ochrony zdrowia oraz Łukasz Sosnowski I Karolina Tądel – kierujący Departemetem e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia.

Tegoroczna edycja wydarzenia potwierdza, że Krajowa Sieć Onkologiczna wchodzi w etap dojrzałego wdrożenia, opartego na współpracy, danych oraz odpowiedzialności za jakość leczenia. Organizatorzy zapowiadają kontynuację inicjatywy jako stałej platformy dialogu i dalszego rozwoju systemu opieki onkologicznej w Polsce. W przyszłym roku Łódź ponownie stanie się miejscem spotkania ekspertów, którzy będą kontynuować debatę nad jego przyszłością.

Źródło: Komunikat Prasowy

Współczesna onkologia coraz wyraźniej odchodzi od modelu, w którym pacjent przechodzi kolejne etapy leczenia w sposób rozproszony – pomiędzy różnymi poradniami, oddziałami i specjalistami. Coraz większe znaczenie zyskuje natomiast opieka organizowana w ramach wyspecjalizowanych unitów narządowych, które skupiają diagnostykę, decyzje terapeutyczne oraz leczenie w jednym ośrodku i w ramach jednego zespołu wielodyscyplinarnego. W przypadku nowotworów jelita grubego i odbytnicy takim modelem jest Colorectal Cancer Unit (CCU).
W Narodowym Instytucie Onkologii – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie CCU tworzą jednostki zlokalizowane przy ul. Wawelskiej 15 oraz ul. Roentgena 5, które funkcjonują jako jedna spójna struktura organizacyjna. Dzięki temu możliwe jest prowadzenie chorego od momentu rozpoznania, przez kwalifikację do leczenia i terapię skojarzoną, aż po kontrolę wyników leczenia w długiej perspektywie. Analiza około 2,5 tysiąca przypadków pokazuje, że efekty terapii osiągane w warszawskim ośrodku są porównywalne z wynikami uzyskiwanymi w wiodących ośrodkach europejskich.

CCU – uporządkowana ścieżka pacjenta

Colorectal Cancer Unit w NIO-PIB funkcjonuje jako zintegrowana struktura leczenia skojarzonego, diagnostyki i kwalifikacji zabiegowej, a także monitorowania wyników. Taki model organizacyjny pozwala uporządkować ścieżkę pacjenta – od momentu rozpoznania choroby, przez podejmowanie decyzji terapeutycznych, aż po obserwację po leczeniu. W praktyce oznacza to większą spójność postępowania i lepsze wykorzystanie kompetencji zespołu wielodyscyplinarnego.
Jak podkreśla dr n. med. Eryk Chrapowicki, chirurg onkologiczny kierujący strukturą CCU przy ul. Wawelskiej, skuteczne leczenie raka jelita grubego wymaga współpracy wielu specjalistów. „Leczenie nowotworów jelita grubego wymaga nie tylko dobrej chirurgii, ale również właściwej kwalifikacji, współpracy z gastroenterologami, onkologami klinicznymi, radiologami, patomorfologami, dietetykami i personelem odpowiedzialnym za prowadzenie dokumentacji oraz kontroli po leczeniu – dopiero taki model daje możliwość prowadzenia chorego zgodnie z aktualnymi standardami i podejmowania decyzji w oparciu o pełny obraz sytuacji klinicznej”.
Z perspektywy pacjenta najważniejsze jest jednak to, że nie musi on samodzielnie poruszać się pomiędzy kolejnymi elementami systemu ochrony zdrowia. „Pacjent nie zostaje sam z koniecznością poruszania się między kolejnymi elementami systemu, ale jest prowadzony w ramach jednej, logicznie ułożonej ścieżki postępowania. To oznacza większy komfort, mniej niepewności i większą przejrzystość całego procesu” – podkreśla prof. Andrzej Rutkowski, kierownik Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Guzów Neuroendokrynnych, który współtworzył struktury CCU w Narodowym Instytucie Onkologii.
Tak zorganizowany model opieki ma ogromne znaczenie dla chorego. W sytuacji diagnozy onkologicznej pacjent powinien koncentrować się na leczeniu i powrocie do zdrowia, a nie na samodzielnym organizowaniu kolejnych badań czy konsultacji.

Światowe standardy w polskich realiach

Ścieżka diagnostyczno-terapeutyczna w warszawskim CCU została opracowana zgodnie z wytycznymi NCCN, które następnie dostosowano do realiów polskiego systemu ochrony zdrowia. Dzięki temu możliwe jest łączenie międzynarodowych standardów postępowania z praktycznymi możliwościami krajowej opieki onkologicznej.
Dla pacjentów oznacza to większą przewidywalność leczenia oraz sprawniejsze przechodzenie przez kolejne etapy diagnostyki i terapii. „Ścieżka postępowania została uporządkowana zgodnie z wytycznymi NCCN zaadaptowanymi do warunków polskich, co pozwala łączyć światowe standardy z realiami krajowego systemu ochrony zdrowia” – zaznacza prof. Rutkowski.

Wyniki leczenia na poziomie europejskim

Skuteczność modelu CCU najlepiej pokazują wyniki leczenia osiągane w warszawskim ośrodku. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technik chirurgicznych, metod małoinwazyjnych oraz leczenia skojarzonego u pacjentów z bardzo nisko położonymi guzami odbytnicy możliwe jest przeprowadzenie operacji z zachowaniem ciągłości przewodu pokarmowego u około 35 proc. chorych.
W całej populacji pacjentów z rakiem odbytnicy odsetek ten wynosi około 75 procent. Z punktu widzenia chorego są to dane niezwykle istotne, ponieważ odnoszą się nie tylko do skuteczności samego leczenia, ale również do jakości życia po zakończeniu terapii. „Możliwość uniknięcia stałej stomii w grupie chorych z najtrudniej położonymi guzami jest jednym z najbardziej wymiernych efektów nowoczesnego, dobrze zorganizowanego leczenia. Z perspektywy pacjenta jest to różnica fundamentalna” – podkreśla dr Chrapowicki.

Monitorowanie wyników – jeden z kluczowych elementów CCU

Jednym z najważniejszych wyróżników Colorectal Cancer Unit w Narodowym Instytucie Onkologii jest nie tylko skoordynowany model opieki, ale także sposób oceny efektów leczenia. W ośrodku analizie podlega nie tylko sam proces diagnostyczno-terapeutyczny, lecz również jego rezultaty – zarówno bezpośrednie, jak i odległe.
Oznacza to, że ocena jakości opieki nie kończy się na etapie zabiegu czy zakończenia leczenia. Zespół śledzi dalsze losy pacjentów i analizuje wyniki terapii w długiej perspektywie.
W tym celu w ośrodku prowadzona jest prospektywna baza danych obejmująca przebieg leczenia oraz jego efekty odległe. Jak wyjaśnia prof. Rutkowski, „od początku działania CCU w NIO-PIB budowana jest prospektywna baza danych obejmująca nie tylko przebieg leczenia, ale także jego efekty odległe. Obecnie znajduje się w niej około 2,5 tysiąca danych pacjentów, z czego ponad 1100 stanowią chorzy leczeni z powodu nowotworów jelita grubego”.
Takie podejście pozwala analizować nie tylko przebieg leczenia, ale także nawroty choroby, przeżycia oraz trwałość efektów terapeutycznych. Wyniki mogą być następnie porównywane z danymi z najlepszych ośrodków europejskich, co umożliwia stałe doskonalenie standardów leczenia.
Jak podkreśla prof. Rutkowski, osiągane rezultaty powinny być odnoszone do poziomu międzynarodowego. „Wyniki osiągane przez nasz CCU powinny być odnoszone nie do lokalnych osiągnięć, lecz do poziomu europejskiego, i my tak właśnie robimy. Analizy prowadzone w Instytucie pokazują, że nasze rezultaty, zarówno chirurgiczne, jak i długoterminowe, odpowiadają standardom europejskim”.

Model, który zmienia organizację leczenia

Monitoring wyników odległych jest jednym z elementów odróżniających dojrzały ośrodek referencyjny od placówki, która kończy ocenę jakości opieki na etapie wykonania procedury. Analiza rzeczywistych rezultatów leczenia pozwala nie tylko lepiej rozumieć skuteczność terapii, lecz także udoskonalać organizację opieki i podejmowane decyzje terapeutyczne.
Model Colorectal Cancer Unit pokazuje, że wyspecjalizowany unit nie jest jedynie administracyjną strukturą, lecz realnym narzędziem poprawy jakości leczenia. „Dobrze zorganizowany unit nie jest administracyjnym dodatkiem do działalności klinicznej, ale realnym narzędziem poprawy jakości opieki. A w onkologii właśnie to ma największe znaczenie – nie tylko przeprowadzić chorego przez leczenie, lecz zrobić to w sposób dający najlepszą możliwą szansę na dobry wynik i lepsze życie po terapii” – podsumowuje dr Eryk Chrapowicki.

Źródło: materiał opracowany na podstawie aktualności ze strony Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie; cytaty za publikacją źródłową.
Rak pęcherza moczowego pozostaje jednym z tych nowotworów, które w statystykach widać wyraźnie, ale w debacie publicznej przez długi czas zajmowały miejsce na drugim planie. Tymczasem co roku rozpoznaje się w Polsce około 7–8 tysięcy nowych przypadków, a liczba zgonów sięga 3–4 tysięcy. To choroba, która dotyczy przede wszystkim mężczyzn, wiąże się z wysokim odsetkiem nawrotów i wymaga nie tylko leczenia, ale także wieloletniego nadzoru. Problemem nie jest już wyłącznie sam dostęp do terapii. Coraz wyraźniej widać, że jednym z najsłabszych ogniw systemu pozostaje etap wcześniejszy: rozpoznanie pierwszych objawów, reakcja pacjenta, czujność lekarza podstawowej opieki zdrowotnej i sprawne skierowanie do diagnostyki urologicznej.
Największe opóźnienia powstają jeszcze przed rozpoznaniem

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje fakt, że wielu pacjentów trafia do systemu zbyt późno. Dotyczy to zarówno momentu zgłoszenia się do lekarza, jak i dalszego przechodzenia przez ścieżkę diagnostyczną. Dr hab. n. med. Jakub Kucharz, prof. NIO-PIB, kierownik Oddziału Zachowawczego w Klinice Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, zwraca uwagę, że pacjenci bardzo często trafiają do specjalistów już w zaawansowanym stadium choroby. Jak dodaje, wynika to nie tylko z późnej zgłaszalności do lekarza, ale także z ograniczeń w dostępie do urologa oraz z częstych obciążeń współistniejących, które dodatkowo komplikują leczenie.

To właśnie na tym etapie rozstrzygają się późniejsze szanse chorego. Prof. Kucharz podkreśla, że w analizach ścieżki pacjenta z rakiem urotelialnym jako dwa najbardziej problematyczne odcinki wyraźnie wyłaniają się czas od wystąpienia objawów do zgłoszenia się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz czas od wizyty u lekarza rodzinnego do konsultacji urologicznej. W jego ocenie to właśnie tutaj koncentrują się opóźnienia, które później rzutują na stadium zaawansowania choroby w momencie rozpoznania.

Krwiomocz to sygnał alarmowy, ale nie jedyny

W praktyce klinicznej najważniejszym objawem alarmowym pozostaje krwiomocz. Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że „takim objawem wysoce niepokojącym, który powinien zwrócić uwagę już na etapie diagnostyki u lekarzy rodzinnych, jest bezbólowy nawracający krwiomocz, który powinien być sygnałem alarmowym i zmusić pacjentów, aby zgłosili się na diagnostykę pogłębioną do poradni lub oddziałów urologicznych”. Ten sygnał wciąż jednak zbyt często nie uruchamia wystarczająco szybkiej reakcji.

Eksperci zwracali uwagę, że problem nie polega wyłącznie na braku wiedzy pacjentów. Równie istotna jest czujność po stronie systemu ochrony zdrowia. Prof. Kucharz zaznacza, że potrzebna jest „edukacja nie tylko społeczeństwa, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, tak aby zachowywali odpowiednią czujność onkologiczną”. Jak dodaje, w praktyce klinicznej sposób myślenia powinien być bardzo prosty: „jeśli widzimy pacjenta z jakimikolwiek niepokojącymi objawami, najpierw należy wykluczyć nowotwór, a dopiero później rozważać inne przyczyny”.

Ta zasada ma szczególne znaczenie właśnie w raku pęcherza, ponieważ objawy bywają bagatelizowane lub tłumaczone bardziej pospolitymi przyczynami. Krwinkomocz czy krwiomocz są nieraz interpretowane jako skutek leczenia przeciwzakrzepowego, infekcji, intensywnego wysiłku fizycznego czy kamicy układu moczowego. Taki tok rozumowania może wydawać się logiczny, ale równocześnie osłabia czujność onkologiczną.

Prof. Kucharz zwraca uwagę, że nie można uspokajać się wyłącznie dlatego, że pacjent nie prezentuje klasycznego krwiomoczu. „To nie jest tak, że krwiomocz czy krwinkomocz to jedyny objaw. Pamiętajmy, że szereg innych dolegliwości – takich jak ból, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza czy nawracające infekcje dróg moczowych – również wymaga diagnostyki” – podkreśla. Jak dodaje, brak krwiomoczu nie powinien usypiać czujności diagnostycznej: „jeżeli chory ma objawy niepokojące, nie możemy się uspokoić tylko dlatego, że nie ma krwiomoczu. Taki pacjent wymaga diagnostyki, w tym badania cystoskopowego i wykluczenia przyczyny onkologicznej”.

Nie ma prostego screeningu, więc kluczowa pozostaje wczesna diagnostyka objawowa

Rak pęcherza moczowego należy do tych nowotworów, dla których nie istnieje dziś prosty i skuteczny program badań przesiewowych na poziomie populacyjnym. Jak przypominała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia Agnieszka Molenda-Wiśniewska, w praktyce jedynym badaniem, które może zwrócić uwagę na problem już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, pozostaje badanie ogólne moczu. To właśnie ono może ujawnić obecność krwiomoczu i stać się punktem wyjścia do dalszej diagnostyki.

Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że w takiej sytuacji kolejnym krokiem powinno być badanie obrazowe, ale wykonane w sposób pozwalający na rzeczywistą ocenę pęcherza moczowego. „Kolejnym badaniem po badaniu ogólnym moczu, które wskazuje na obecność krwiomoczu makroskopowego albo mikroskopowego, jest badanie USG. Apelujemy do lekarzy rodzinnych, aby zlecali je z pełnym pęcherzem moczowym, ponieważ tylko wypełniony pęcherz sprawia, że badanie może być diagnostyczne” – zaznacza.

Jednocześnie eksperci przypominają, że mimo wielu lat badań nadal nie udało się opracować prostego markera, który mógłby stać się podstawą populacyjnego screeningu raka pęcherza. Jak mówi dr Syryło, „cały czas trwają poszukiwania uniwersalnego markera – zarówno w moczu, jak i we krwi – który pozwoliłby na wczesne wykrywanie raka urotelialnego. Na razie nie mamy jednak markerów o takiej czułości i swoistości, które umożliwiałyby wprowadzenie powszechnych badań przesiewowych”.

System ma narzędzia, ale nie zawsze wykorzystuje je odpowiednio wcześnie

W praktyce oznacza to, że ciężar wczesnego wykrywania nadal opiera się głównie na czujności klinicznej i sprawności organizacyjnej systemu. A z tym, bywa różnie. Dr Bernard Waśko z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i członek Krajowej Rady Onkologicznej przypominał, że właśnie w tej „przedszpitalnej” części ścieżki kryją się największe rezerwy poprawy. Jego zdaniem jeden z kluczowych problemów polega na niewystarczającym wykorzystaniu karty DILO na odpowiednio wczesnym etapie. Jak podkreślał, w części województw karta bywa zakładana dopiero w szpitalu, przed konsylium, co podważa jej sens jako narzędzia przyspieszającego diagnostykę. „Mamy w Polsce bardzo zróżnicowaną sytuację. Mamy wiele do zrobienia w tej części przedszpitalnej diagnostyki, ale mamy do tego narzędzia i zróbmy tak, żeby te narzędzia były stosowane” – mówił.

Rak pęcherza moczowego jest chorobą, w której czas ma wyjątkowo duże znaczenie. Dr Syryło zwraca uwagę, że Polska nie odstaje znacząco od ośrodków europejskich, jeśli chodzi o wyposażenie czy możliwości techniczne. „Problem dotyczy przede wszystkim czasu – zarówno momentu, w którym pacjent trafia do urologa, jak i czasu potrzebnego do podjęcia leczenia radykalnego” – zaznacza. Jak dodaje, diagnostyka pogłębiona, wymagająca badań obrazowych, często się wydłuża, a pacjenci nierzadko zbyt długo oczekują również na sam zabieg. Tymczasem – podkreśla ekspert – cystektomia radykalna powinna zostać wykonana możliwie szybko: „najpóźniej w ciągu około 90 dni, czyli trzech miesięcy. Jeżeli czas oczekiwania jest dłuższy, przekłada się to bezpośrednio na gorsze wyniki leczenia”.

To nie jest jedna choroba i nie wystarcza jedno podejście terapeutyczne

Rak pęcherza moczowego jest chorobą wyraźnie niejednorodną. Jak przypomina dr Syryło, około 70 proc. przypadków stanowią nowotwory powierzchowne, natomiast około 30 proc. – nowotwory naciekające, które wiążą się z odmiennym rokowaniem i wymagają innej strategii leczenia. W wielu przypadkach podstawową metodą terapii pozostaje elektroresekcja przezcewkowa guza pęcherza moczowego wykonywana w oddziałach urologii, która na tym etapie bywa leczeniem wystarczającym. W postaciach naciekających konieczne jest jednak leczenie radykalne, w tym cystektomia, czyli jedna z najbardziej rozległych operacji w urologii.

W tym kontekście środowisko kliniczne coraz częściej zwraca uwagę na potrzebę objęcia refundacją cystektomii wykonywanej z wykorzystaniem chirurgii robotycznej. Dr Syryło podkreśla, że „pacjenci odnoszą z zastosowania tej metody największą korzyść”, apelując jednocześnie do decydentów o rozważenie finansowania tej techniki. Przy tak rozległym zabiegu potencjalne korzyści wynikające z zastosowania chirurgii robotycznej mogą mieć dla chorych szczególne znaczenie.

Nowoczesne leczenie jest dostępne szerzej niż kilka lat temu, ale nadal niepełnie

Nie oznacza to jednak, że w ostatnich latach nie nastąpił postęp. Przeciwnie – rak pęcherza moczowego przestał być obszarem całkowicie pomijanym w nowoczesnym leczeniu systemowym. Prof. Kucharz przypomina, że jeszcze kilka lat temu możliwości terapeutyczne w raku urotelialnym były bardzo ograniczone. „Jeszcze niedawno nie mieliśmy żadnej nowoczesnej terapii dla tych chorych. Program lekowy w ogóle nie istniał w tej chorobie” – zauważa.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. „Pojawiło się wiele nowych możliwości leczenia i można powiedzieć, że znacząca część wartościowych opcji terapeutycznych jest już dostępna dla naszych pacjentów” – podkreśla onkolog.

W tym sensie system przeszedł wyraźną zmianę. Ministerstwo Zdrowia wskazywało, że program lekowy B.141 obejmuje kilka opcji terapeutycznych, zależnie od stopnia zaawansowania choroby: leczenie uzupełniające, podtrzymujące, immunoterapię w chorobie miejscowo zaawansowanej lub przerzutowej, terapie celowane oraz leczenie skojarzone w pierwszej linii u wybranych pacjentów. Z przedstawionych danych wynikało również, że liczba chorych włączanych do programu systematycznie rośnie: z nieco ponad 300 pacjentów w 2023 roku do 894 osób w 2024 roku, a po 11 miesiącach 2025 roku już do 1375 pacjentów. Wydatki na ten obszar przekroczyły 140 mln zł.

Środowisko kliniczne przyznaje, że dostęp do leczenia poprawił się w ostatnich latach w sposób znaczący, ale jednocześnie nie ukrywa, że nadal pozostają istotne luki. Jedną z nich jest pełna dostępność terapii skojarzonych w pierwszej linii leczenia zaawansowanego raka urotelialnego. Organizacje pacjenckie zwracały uwagę, że to właśnie ten brakujący element mógłby dopełnić obecny program lekowy i jeszcze bardziej zbliżyć polską praktykę do aktualnych standardów międzynarodowych. Wśród rozwiązań wskazywano przede wszystkim schemat łączący immunoterapię pembrolizumabem z koniugatem przeciwciało–lek enfortumabem wedotyną, który w badaniach klinicznych wykazał wyraźną poprawę wyników leczenia w porównaniu z dotychczasowym standardem terapii. W sytuacji, gdy takie leczenie ma już ugruntowaną pozycję w międzynarodowych wytycznych i wykazuje przewagę pod względem przeżycia całkowitego lub czasu wolnego od progresji choroby, długie oczekiwanie na decyzję refundacyjną przekłada się na realne konsekwencje dla pacjentów.

Warto przy tym zauważyć, że poprawa dostępu do nowych terapii nie rozwiązuje wszystkich problemów automatycznie. Prof. Kucharz słusznie zaznacza, że na ocenę wpływu nowych refundacji na przeżycie czy czas wolny od nawrotu potrzebny jest dłuższy okres obserwacji. Zmiany w programie lekowym są stosunkowo świeże, w dużej mierze z ostatnich 2–3 lat, dlatego skutki systemowe będą widoczne dopiero z czasem. Nie zmienia to jednak faktu, że kierunek zmian jest oceniany jako ważny i potrzebny.

Chirurgia robotyczna i radioterapia

Równolegle do leczenia systemowego rozwija się również chirurgia robotyczna. Ministerstwo informowało, że liczba takich operacji rośnie, a zabiegi są koncentrowane w głównych ośrodkach, co ma sprzyjać zarówno jakości leczenia, jak i bezpieczeństwu chorych. Przy najbardziej złożonych operacjach znaczenie ma nie tylko dostęp do technologii, ale także doświadczenie zespołu oraz pełne zaplecze diagnostyczne i pooperacyjne.

W dyskusji pojawił się też wątek radioterapii, o którym – jak zauważył prof. Krzysztof Składowski, konsultant krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej – mówi się przy raku pęcherza rzadziej niż o chirurgii czy leczeniu systemowym. Nie oznacza to jednak, że radioterapia nie ma znaczenia. Profesor przypominał, że nie jest to metoda pierwszego wyboru w leczeniu zasadniczym, ale pozostaje ważną opcją uzupełniającą po nieradykalnych zabiegach oraz w leczeniu nieoperacyjnych nawrotów. „To leczenie może przynieść naprawdę ewidentny zysk w postaci długiego przeżycia, wieloletniego nawet przeżycia” – mówił.

Rak pęcherza to choroba przewlekła także po zakończeniu leczenia

Osobnym, ale bardzo istotnym problemem jest przewlekły charakter tej choroby. Jak przypominała przedstawicielka resortu zdrowia, rak pęcherza moczowego wiąże się z bardzo wysokim odsetkiem nawrotów, sięgającym 50–70 proc., zwłaszcza w postaciach nienaciekających. To oznacza, że pacjent nie znika z systemu po zakończeniu leczenia radykalnego. Wymaga wieloletnich kontroli, nadzoru urologicznego i onkologicznego, a niekiedy ponownych interwencji. W 2023 roku w Polsce leczonych lub monitorowanych było 58 tysięcy pacjentów z tym rozpoznaniem, a liczba ta w ciągu pięciu lat wzrosła o około 20 proc.

To właśnie dlatego dyskusja o raku pęcherza nie może ograniczać się do samej dostępności do leków. Równie ważne są organizacja diagnostyki, jakość ścieżki pacjenta, sprawność współpracy między POZ, AOS i leczeniem szpitalnym oraz to, czy system faktycznie wychwytuje chorych na etapie, kiedy nowotwór jest jeszcze ograniczony do pęcherza. Z perspektywy klinicznej i zdrowia publicznego to właśnie tu znajduje się największy potencjał poprawy wyników.

Bez edukacji i czujności onkologicznej system nadal będzie reagował zbyt późno

Nieprzypadkowo więc tak mocno wybrzmiewał wątek edukacji. Dotyczy on nie tylko pierwszych objawów, ale także czynników ryzyka. Jednym z najważniejszych pozostaje palenie tytoniu, nadal zbyt rzadko kojarzone społecznie z rakiem pęcherza moczowego. Tymczasem eksperci przypominali, że to właśnie tytoń jest głównym czynnikiem etiologicznym tej choroby. Zwracano też uwagę na narażenia zawodowe, zwłaszcza w grupach mających kontakt z substancjami chemicznymi, w tym w przemyśle chemicznym, petrochemicznym czy w służbach narażonych na ekspozycję na dym i związki toksyczne.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz choroby, która z jednej strony jest dziś lepiej leczona niż jeszcze kilka lat temu, ale z drugiej nadal zbyt często rozpoznawana zbyt późno. I być może właśnie w tym tkwi sedno problemu. W raku pęcherza moczowego nie wystarczy już mówić tylko o kolejnych technologiach i refundacjach, choć one pozostają ważne. Równie ważne jest to, czy pacjent z pierwszym objawem trafi do właściwej diagnostyki odpowiednio wcześnie, czy lekarz nie zbagatelizuje sygnału ostrzegawczego, czy system nie zatrzyma chorego w kolejkach i rozproszonej ścieżce, zanim w ogóle rozpocznie się leczenie.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii „Rozpatrzenie informacji na temat systemu opieki nad pacjentami z podejrzeniem lub rozpoznaniem raka pęcherza moczowego”, 26 marca 2026 r.; cytowane wypowiedzi pochodzą z tego posiedzenia.
Onkofundacja Alivia opublikowała najnowszy ranking szpitali onkologicznych w Polsce, oparty na tysiącach opinii pacjentów i ich bliskich zebranych w serwisie Alivia Onkomapa. W 2025 roku oceniono 118 placówek, a 10 najlepszych uzyskało średnią powyżej 4,6 w pięciostopniowej skali. Zestawienie pokazuje nie tylko, które ośrodki są najwyżej oceniane przez pacjentów, ale także jak duże znaczenie mają organizacja leczenia, komunikacja i przestrzeganie praw pacjenta.
Portal Alivia Onkomapa od lat gromadzi doświadczenia pacjentów onkologicznych oraz ich bliskich, umożliwiając ocenę zarówno placówek, jak i lekarzy. Dzięki temu powstaje największa w Polsce baza opinii dotyczących leczenia onkologicznego. W corocznym rankingu oceniono ośrodki, które realizują w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia co najmniej dwie z trzech procedur: chemioterapię, radioterapię lub chirurgię onkologiczną. Pod uwagę wzięto placówki, które zebrały minimum 150 opinii pacjentów i ich bliskich.

Najlepsze szpitale onkologiczne w Polsce według pacjentów

Pierwsze miejsce w ogólnopolskim rankingu zdobyło Uniwersyteckie Centrum Kliniczne im. prof. K. Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, które uzyskało ocenę 4,8 w pięciostopniowej skali na podstawie 540 opinii pacjentów. Głosujący szczególnie wysoko oceniają sposób leczenia, przestrzeganie praw pacjenta, opiekę personelu oraz komfort podczas leczenia. Placówka od lat znajduje się w ścisłej czołówce rankingu Alivia Onkomapa, a dwa lata temu została wybrana przez pacjentów Szpitalem Dziesięciolecia.

Na drugim miejscu znalazło się Białostockie Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, które otrzymało ocenę 4,7 na podstawie 915 opinii. W ubiegłym roku to właśnie tej placówce przybyło najwięcej opinii w całym zestawieniu – ponad 200. Pacjenci podkreślają przede wszystkim profesjonalizm zespołu medycznego, poczucie, że są dobrze leczeni oraz przestrzeganie praw pacjenta.
Podium zamyka Mazowiecki Szpital Onkologiczny w Wieliszewie, który uzyskał średnią ocenę 4,7 na podstawie 888 opinii pacjentów i ich bliskich. Placówka jest wysoko oceniana m.in. za komfort, opiekę personelu medycznego, przestrzeganie praw pacjenta.
Oprócz zestawienia ogólnopolskiego Fundacja przygotowuje również rankingi dla poszczególnych województw. Dzięki temu pacjenci mogą sprawdzić, które ośrodki onkologiczne są najlepiej oceniane w ich regionie.
Najwyżej oceniane placówki zbierają bardzo dobre opinie pacjentów, jednak są też szpitale, które oceniane są znacznie gorzej. Najwięcej zastrzeżeń dotyczy organizacji leczenia – w komentarzach często pojawiają się informacje o długim czasie oczekiwania pod gabinetami, opóźnieniach w podawaniu chemioterapii czy przyjmowaniu pacjentów niezgodnie z wyznaczonymi godzinami wizyt. Chorzy zwracają też uwagę na brak jasno określonych godzin przyjęć, co dodatkowo utrudnia planowanie leczenia i zwiększa stres związany z terapią.

Wyzwania systemowe: brak przejrzystych danych o jakości leczenia

W Polsce nadal brakuje rozwiązania systemowego – przejrzystego, ogólnodostępnego monitoringu jakości opieki onkologicznej, który pozwalałby pacjentom porównywać jakość leczenia w konkretnych oddziałach onkologicznych. To oznacza, że ranking przygotowywany przez Onkofundację Alivia jest obecnie jedynym źródłem danych pokazujących doświadczenia pacjentów.

Tymczasem w Europie pomiary doświadczeń i satysfakcji pacjentów są integralną częścią oceny jakości opieki. W Polsce taki system dopiero powstaje. Zgodnie z obowiązującymi przepisami Ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta, pierwsza publikacja wskaźników konsumenckich obejmujących satysfakcję pacjentów, ich doświadczenia, przestrzeganie praw pacjenta oraz sposób komunikacji, ma nastąpić do końca kwietnia 2026 r. Nadal jednak nie wiadomo, czy i na ile dane będą kompletne.

Publikowane obecnie przez NFZ raporty zawierające wskaźniki zarządcze i kliniczne (portal shiny.nfz.gov.pl) są niepełne – brakuje w nich wielu placówek i szczegółowych informacji. 

Ranking przyjaznych szpitali onkologicznych w Polsce stworzony przez Onkofundację Alivia dostępny jest na portalu Alivia Onkomapa.

Źródło: Komunikat Prasowy

Zespół Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie usunął u 52-letniego pacjenta 20-kilogramowy guz nowotworowy. Choć historia może brzmieć jak medyczna sensacja, dla chirurgów onkologicznych zajmujących się mięsakami to część codziennej praktyki. Specjaliści podkreślają, że w przypadku rzadkich nowotworów tkanek miękkich kluczowe znaczenie ma leczenie w wyspecjalizowanych ośrodkach referencyjnych, gdzie doświadczenie zespołu i dostęp do wielodyscyplinarnej opieki bezpośrednio wpływają na rokowanie pacjentów.
To nasza codzienna praca”. Jednocześnie jest to dobra okazja, aby przypomnieć, że leczenie dużych guzów – szczególnie w przebiegu rzadkich nowotworów, takich jak mięsaki – powinno odbywać się w wyspecjalizowanych ośrodkach referencyjnych – mówi prof. Piotr Rutkowski, chirurg onkologiczny, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii. Mięsaki – rzadkie, ale wymagające Mięsaki to nowotwory wywodzące się z tkanek łącznych – mięśni, tkanki tłuszczowej, włóknistej, naczyń krwionośnych czy nerwów.

W przeciwieństwie do częstszych nowotworów nabłonkowych (raków) stanowią niewielki odsetek wszystkich rozpoznań onkologicznych. U dorosłych odpowiadają za około 1 procent nowotworów złośliwych, u dzieci i młodzieży – za kilka procent. W Polsce rozpoznaje się rocznie około półtora tysiąca przypadków mięsaków tkanek miękkich i kości. Wiele ich podtypów to nowotwory rzadkie, a część należy do kategorii tzw. nowotworów ultrarzadkich. Rzadkość choroby powoduje, że w wielu ośrodkach lekarze mają z nią do czynienia sporadycznie, czasem raz w całym okresie aktywności zawodowej. Tymczasem doświadczenie, prawidłowa diagnostyka i właściwa kwalifikacja do leczenia mają w przypadku mięsaków fundamentalne znaczenie – podkreśla prof. Rutkowski. Objawem choroby jest najczęściej powiększający się, niebolesny guz.

W przypadku mięsaków przestrzeni zaotrzewnowej przez długi czas może on nie dawać wyraźnych dolegliwości, a pierwsze symptomy bywają niespecyficzne – uczucie pełności, powiększenie obwodu brzucha, spadek wydolności organizmu. Zdarza się, że zmiana jest mylona z otyłością lub łagodnym rozrostem tkanek. Tak było również w przypadku 52-letniego pacjenta operowanego w Instytucie. Rosnący brzuch przez dłuższy czas interpretowano jako przyrost masy ciała. Dopiero wykonanie badań obrazowych oraz biopsji gruboigłowej pozwoliło na postawienie właściwego rozpoznania. Podstawą jest szybkie wykonanie badań obrazowych i biopsji pod kontrolą USG lub tomografii komputerowej. Diagnostyka nie powinna trwać miesiącami. Im szybciej rozpoznamy mięsaka, tym większe są szanse na skuteczne leczenie – zaznacza profesor.

Skala doświadczenia ma znaczenie Klinika Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii należy do grona najbardziej doświadczonych ośrodków w Europie w leczeniu dużych mięsaków, w tym nowotworów przestrzeni zaotrzewnowej. Zespół wykonuje rocznie około 35–40 operacji pierwotnych guzów tego typu, co – według danych kliniki – plasuje warszawski ośrodek na drugim miejscu w Europie pod względem liczby takich zabiegów. Operowane guzy mają przeciętnie 25–50 centymetrów średnicy, jednak zdarzają się zmiany osiągające 60–70 centymetrów. Największy nowotwór usunięty przez zespół przekraczał 70 centymetrów długości. W ośrodku referencyjnym duży guz nie jest wydarzeniem medialnym, lecz wyzwaniem klinicznym, do którego jesteśmy przygotowani. Kluczowe znaczenie mają doświadczenie zespołu i powtarzalność procedur – mówi prof. Rutkowski.

Leczenie takich nowotworów niejednokrotnie wymaga operacji wielonarządowych, często z rekonstrukcją naczyń i współpracą z chirurgami naczyniowymi. To proces odbywający się przy ścisłej koordynacji wielu specjalistów – chirurgów onkologicznych, radiologów, patomorfologów, anestezjologów, specjalistów żywienia klinicznego i rehabilitantów. Wymaga również właściwego przygotowania chorego, tzw. prehabilitacji. Wyniki potwierdzają skuteczność Doświadczenie przekłada się na konkretne efekty kliniczne. Dzięki rygorystycznemu przygotowaniu chorych i standaryzacji postępowania odsetek powikłań w klinice wynosi około 12 procent, przy średniej światowej w wyspecjalizowanych ośrodkach sięgającej około 20 procent. Jeszcze istotniejsze są wyniki odległe. W ośrodkach referencyjnych szanse na przeżycie i wyleczenie nawet w przypadku dużych mięsaków sięgają około dwóch trzecich pacjentów. Leczenie poza takimi centrami może oznaczać nawet o około 25 procent gorsze rokowanie. W przypadku nowotworów rzadkich liczba wykonywanych zabiegów bezpośrednio koreluje z wynikami leczenia. To zjawisko potwierdzone w wielu analizach międzynarodowych. Dlatego koncentracja leczenia w ośrodkach referencyjnych jest tak ważna – podkreśla prof. Rutkowski.

Krajowa Sieć Onkologiczna – systemowe wsparcie pacjentów Znaczenie właściwego kierowania pacjentów do odpowiednich placówek podkreśla również funkcjonowanie Krajowej Sieci Onkologicznej. Jej celem jest usprawnienie organizacji leczenia nowotworów w Polsce, poprawa współpracy między ośrodkami oraz zapewnienie pacjentom dostępu do leczenia w miejscach o najwyższym stopniu referencyjności. W przypadku nowotworów rzadkich model ten ma szczególne znaczenie. Skupienie diagnostyki i leczenia w wyspecjalizowanych centrach pozwala na lepsze wyniki terapeutyczne i ograniczenie ryzyka powikłań – przekonuje prof. Rutkowski.

Narodowy Instytut Onkologii jest członkiem europejskiej sieci referencyjnej dla nowotworów rzadkich EURACAN. Sieć ta zrzesza wiodące ośrodki zajmujące się leczeniem mięsaków i innych rzadkich nowotworów, umożliwiając wymianę doświadczeń, analizę wyników leczenia i wdrażanie wspólnych standardów. Nasze wyniki są raportowane i porównywane z najlepszymi ośrodkami w Europie. To stały proces doskonalenia jakości leczenia. Pacjent powinien mieć pewność, że trafia do miejsca, które działa według najwyższych standardów – mówi kierownik kliniki. Najważniejsze jest rokowanie pacjenta Ani historia 52-letniego pacjenta operowanego w grudniu, ani historie pacjentów, u których usunięto kilkudziesięciocentymetrowe zmiany, nie są więc opowieścią o „rekordowym guzie”, lecz przykładem tego, jak kluczowe znaczenie mają właściwa diagnostyka i skierowanie chorego do doświadczonego ośrodka.

Najistotniejsze nie jest to, jak duży był guz, lecz to, czy pacjent trafił tam, gdzie mógł otrzymać kompleksowe, bezpieczne i radykalne leczenie. W przypadku mięsaków miejsce terapii może realnie decydować o szansach na przeżycie – podsumowuje prof. Piotr Rutkowski. Czym jest ośrodek referencyjny Ośrodek referencyjny to wyspecjalizowana placówka medyczna o najwyższym poziomie kompetencji w danej dziedzinie, dysponująca zaawansowaną infrastrukturą, wysoko wykwalifikowaną kadrą oraz dużym doświadczeniem w diagnozowaniu i leczeniu rzadkich, skomplikowanych lub szczególnie trudnych przypadków klinicznych. Tego typu jednostki stanowią punkt odniesienia dla innych placówek ochrony zdrowia i często wyznaczają standardy postępowania medycznego. Ośrodki referencyjne odgrywają istotną rolę w systemie opieki zdrowotnej, ponieważ przejmują pacjentów wymagających specjalistycznej wiedzy, interdyscyplinarnej oceny lub zastosowania technologii niedostępnych w jednostkach niższego stopnia. Zwykle pracują w nich zespoły wielospecjalistyczne, co pozwala prowadzić diagnostykę i leczenie w sposób kompleksowy, zgodny z aktualną wiedzą medyczną. Poza działalnością kliniczną ośrodki referencyjne często realizują również zadania naukowe: prowadzą badania, szkolą personel medyczny, opracowują wytyczne i procedury oraz biorą udział w projektach rozwojowych i badaniach klinicznych. W wielu systemach ochrony zdrowia ich status wiąże się także z dodatkowymi wymaganiami dotyczącymi jakości świadczeń, sprawozdawczości i monitorowania wyników leczenia.

Źródło: NIO

Polska onkologia działa dziś pod podwójną presją. Z jednej strony rośnie liczba pacjentów, świadczeń i publicznych nakładów, z drugiej coraz wyraźniej widać, że sam wzrost finansowania nie rozwiązuje problemów związanych z organizacją diagnostyki, dostępnością badań i rzeczywistą drogą pacjenta od podejrzenia choroby do rozpoczęcia leczenia. W tle pozostaje także pytanie, czy system rzeczywiście nadąża za współczesną medycyną precyzyjną, skoro coraz więcej decyzji terapeutycznych zależy nie od samego rozpoznania nowotworu, lecz od jakości, kompletności i szybkości diagnostyki.
Skala wyzwania jest duża. Jak wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia, „Karta DiLO stanowi podstawowy instrument organizujący przyspieszoną ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną w onkologii. Na dzień 4 marca 2026 roku wystawiono ponad 71 tys. kart DiLO. Największy udział w ich wystawieniu ma ambulatoryjna opieka specjalistyczna – 47%, podstawowa opieka zdrowotna odpowiada za około 35%, a leczenie szpitalne za 18%. W ujęciu wieloletnim obserwujemy stały wzrost liczby wystawianych kart DiLO. Zjawisko to nasiliło się po 2020 roku, a w latach 2023–2025 osiągnęło najwyższy poziom.”
Rosnąca liczba kart nie oznacza jednak automatycznie sprawnej diagnostyki. Jak zaznaczała przedstawicielka resortu zdrowia, „Z danych NFZ wynika, że diagnostyka wstępna została zrealizowana w przewidzianym terminie w 58% przypadków, natomiast diagnostyka pogłębiona w 65% przypadków. Dane za 2026 rok wskazują na obniżenie poziomu terminowości diagnostyki onkologicznej.”
W tym samym czasie rośnie skala świadczeń onkologicznych i ich finansowanie. Jak wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka, „W latach 2023–2025 systematycznie rosła liczba pacjentów korzystających ze świadczeń onkologicznych – z około 2,5 mln do 2,6 mln. Wartość refundacji świadczeń onkologicznych wzrosła z 21 mld zł w 2023 roku do 26,8 mld zł w 2025 roku. W 2025 roku refundacja leczenia szpitalnego przekroczyła 22,5 mld zł, podczas gdy ambulatoryjna opieka specjalistyczna wynosiła niespełna 2 mld zł. Istotne znaczenie dla możliwości finansowania świadczeń w 2026 roku ma przekazanie do NFZ dodatkowych 4 mld zł, co zwiększyło dotację podmiotową do poziomu 30 mld zł.”

DiLO jako narzędzie monitorowania

Karta DiLO została wprowadzona jako mechanizm monitorowania diagnostyki onkologicznej. Jak mówił dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego Bernard Waśko, „Karta DiLO służy monitorowaniu diagnostyki w określonych przedziałach czasowych – odpowiednio około 3–4 tygodni dla diagnostyki wstępnej i pogłębionej. Jeżeli spojrzymy na dane zagregowane, to mniej więcej dwie trzecie pacjentów mieści się w tych terminach, około 60% (…) Na pierwszy rzut oka wygląda to więc całkiem nieźle. Natomiast jest to obraz tylko powierzchowny.
Ograniczeniem pozostaje fakt, że system obejmuje tylko pacjentów, którzy od początku zostali włączeni do ścieżki DiLO. „Te czasy możemy mierzyć tylko dla pacjentów, którzy mają założoną kartę DiLO od początku podejrzenia choroby. Natomiast ucieka nam z radaru duża grupa pacjentów leczonych poza systemem DiLO. To jest problem systemowy (…)” – wskazywał Bernard Waśko.
W skali kraju liczba kart może sprawiać wrażenie spójnej z epidemiologią chorób nowotworowych. „Za 2024 rok mamy około 403 tysięcy wystawionych kart DiLO. Jeśli porównamy to z liczbą zachorowań na nowotwory w Polsce, która wynosi nieco poniżej 200 tysięcy rocznie, to relacja kart DiLO do potwierdzonych rozpoznań wynosi nieco powyżej dwa do jednego (…) Problem tkwi jednak w tym, na jakim etapie ta karta jest zakładana.
Kluczowe znaczenie ma moment jej wystawienia. „Istotą problemu jest to, czy karta DiLO zakładana jest na etapie POZ, w AOS, czy dopiero w szpitalu. Karty zakładane w szpitalu również mieszczą się w statystyce, ale w rzeczywistości diagnostyka już wtedy się zakończyła (…) De facto ci pacjenci znikają nam z systemu monitorowania” – mówił Bernard Waśko.
Różnice widać szczególnie w analizach regionalnych. „Jeżeli spojrzymy głębiej w dane, widać ogromne różnice między województwami. W niektórych regionach, jak podkarpackie, lubelskie czy lubuskie, około 40% kart DiLO zakładanych jest dopiero w szpitalu (…) Jednocześnie w tych samych województwach tylko około 10–14% kart zakładanych jest w POZ. Tymczasem są też województwa, w których w POZ zakłada się ponad 40% kart, a w szpitalach zaledwie 7–8%.”
Jednym z planowanych rozwiązań jest wprowadzenie elektronicznej karty e-DiLO. Jak wskazywał Bernard Waśko, „Środkiem zaradczym ma być wprowadzenie elektronicznej karty e-DiLO jako obowiązkowego narzędzia w diagnostyce i leczeniu onkologicznym. Pozwoli to zapewnić kompletność danych i możliwość rzeczywistego monitorowania całego procesu diagnostycznego (…)”
W tym kierunku zmierzają także zapowiadane zmiany organizacyjne. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało wprowadzenie obowiązkowej karty DiLO oraz silniejsze powiązanie ścieżki pacjenta z zaleceniami diagnostyczno-terapeutycznymi i oceną jakości w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.
Znaczenie etapu diagnostycznego widać również w danych epidemiologicznych. „Polska ma o około 10% gorsze wskaźniki umieralności z powodu nowotworów niż średnia unijna. Jednocześnie zachorowalność jest u nas niższa niż w wielu krajach UE (…) W dużej mierze wynika to z problemów na etapie opieki przedszpitalnej” – wskazywał Bernard Waśko.
Na problem zwracają uwagę także organizacje pacjenckie. Z danych przywoływanych przez Fundację Onkologiczną Alivia wynika, że znaczna część leczenia niektórych nowotworów odbywa się poza ścieżką DiLOw przypadku raka gruczołu krokowego nawet około 70%, podczas gdy w raku piersi około 5%. Badanie ankietowe fundacji wskazało również, że jedna trzecia pacjentów otrzymała rozpoznanie po ponad trzech miesiącach od pojawienia się pierwszych objawów, a blisko 20% czekało na diagnozę ponad pół roku.
Dyskusję uzupełnił wątek finansowania diagnostyki obrazowej. W konsultacjach publicznych pojawiła się propozycja zmian w rozliczaniu nadwykonań badań takich jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, kolonoskopia czy gastroskopia, zakładająca rozliczenie części świadczeń po zakończeniu okresu rozliczeniowego z zastosowaniem współczynnika 0,40. Badania obrazowe pozostają jednym z podstawowych elementów diagnostyki onkologicznej, dlatego sposób ich finansowania ma bezpośredni wpływ na dostępność diagnostyki i czas rozpoznania choroby.
Właśnie dlatego tak ważne wydaje się powiązanie przyszłej obowiązkowej e-DILO z rozliczaniem świadczeń i wskaźnikami jakości w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że od stycznia karta DiLO ma stać się obowiązkowa, a ścieżka pacjenta będzie coraz silniej powiązana z zaleceniami diagnostyczno-terapeutycznymi i oceną jakości. Jeżeli te rozwiązania zostaną konsekwentnie wdrożone, mogą pomóc ograniczyć sytuację, w której system formalnie premiuje monitorowanie, a praktycznie wynagradza jego omijanie.

Medycyna precyzyjna nie działa bez uporządkowanej genetyki

Drugim dużym obszarem wyzwań pozostaje organizacja diagnostyki genetycznej i molekularnej. Współczesna onkologia coraz rzadziej opiera się wyłącznie na rozpoznaniu histopatologicznym. Coraz częściej o doborze terapii decydują warianty genetyczne, profile molekularne i markery predykcyjne, a także możliwość wykonania badań w odpowiedniej kolejności, czasie i jakości. W praktyce oznacza to, że genetyka przestaje być dodatkiem do leczenia, a staje się jego elementem warunkującym właściwą terapię.
Jak wskazywała dr hab. Edyta Borkowska, konsultantka krajowa w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej, „Wszystkim nam zależy na tym, aby diagnostyka onkologiczna była jak najbardziej spersonalizowana. Każdy z nas może mieć inne zmiany genetyczne i to właśnie w oparciu o te zmiany możemy być skutecznie leczeni.” Za tym podejściem stoi jednak pytanie o organizację systemu badań: gdzie powinny być wykonywane, kto odpowiada za ich interpretację i jakie standardy powinny obowiązywać.
Prof. Borkowska przypominała, że badania genetyczne i molekularne powinny być realizowane w medycznych laboratoriach diagnostycznych, których funkcjonowanie reguluje ustawa o medycynie laboratoryjnej. W praktyce organizacyjnej pojawiają się jednak rozwiązania, które powodują rozproszenie kompetencji w tym obszarze. W takim modelu szczególnego znaczenia nabiera nie tylko samo wykonanie badania, lecz także sposób interpretacji wyników.
Jak podkreślała konsultantka krajowa, „Technika NGS to nie jest jedna metoda. Mamy sekwencjonowanie pierwszej, drugiej, trzeciej, a nawet czwartej generacji, a każde z tych podejść wymaga wielu lat doświadczenia, aby odpowiedzialnie interpretować wyniki badań. Absolutnie najważniejszym etapem jest interpretacja danych. Odbywa się ona w oparciu o narzędzia bioinformatyczne i bazy danych klinicznych, które pozwalają na właściwą klasyfikację wariantów. Cała trudność polega na rozróżnieniu, który wariant jest patogenny, a który łagodny. To naprawdę nie jest łatwe zadanie i wymaga dużego doświadczenia.”
W tej perspektywie kluczowe znaczenie ma analiza i autoryzacja wyniku, który może bezpośrednio wpływać na decyzję terapeutyczną. Jednocześnie problem nie wynika wyłącznie z dostępności specjalistów. Jak zaznaczała prof. Borkowska, „W Polsce jest obecnie około 280 specjalistów laboratoryjnej genetyki medycznej. Pod ich nadzorem mogą pracować zespoły diagnostów i innych specjalistów, więc jesteśmy w stanie zapewnić tę diagnostykę. Diagnostyka działa najlepiej, gdy mamy duży wolumen próbek. Bardzo proszę, aby kierować ich jak najwięcej – każda próbka, która do nas trafia, na pewno zostanie przeanalizowana. Martwimy się raczej tymi próbkami, które mogłyby do nas trafić, a nie trafiają.
W dyskusji pojawił się także wątek standardów jakości w patomorfologii. Ministerstwo Zdrowia pracuje nad wprowadzeniem docelowego systemu akredytacji zakładów patomorfologii. Wcześniejsze standardy funkcjonowały w formie pilotażu, w którym jednostki spełniające określone wymagania mogły uzyskać czasowy certyfikat akredytacyjny i rozliczać badania na uprzywilejowanych zasadach. Nowe rozwiązania mają wprowadzić stały system akredytacji jakościowej i uporządkować zasady funkcjonowania tych jednostek w systemie ochrony zdrowia.
Zmiany te mają również doprecyzować podział kompetencji między patomorfologią a diagnostyką genetyczną, ponieważ obie dziedziny pełnią w procesie diagnostycznym różne, ale uzupełniające się funkcje. W tym kontekście prof. Borkowska wskazywała: „Czy naprawdę Ministerstwo uważa, że patomorfolodzy – według obecnego programu specjalizacji – są grupą zawodową kompetentną do nadzoru i autoryzacji wyników badań genetycznych? Bardzo prosiłabym o uspójnienie regulacji i przywrócenie jednolitej ścieżki wykonywania badań genetycznych – tam, gdzie od początku były projektowane, czyli w medycznych laboratoriach diagnostycznych.”
Podobny problem organizacyjny sygnalizowała dr hab. Małgorzata Oczko-Wojciechowska z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach. W praktyce część mniejszych ośrodków zleca pojedyncze, fragmentaryczne badania molekularne, co prowadzi do zużycia ograniczonego materiału tkankowego zanim trafi on do ośrodka zdolnego wykonać pełną diagnostykę. W takich sytuacjach może pojawić się konieczność ponownego pobrania materiału lub ograniczenie możliwości dalszych analiz. Ekspertka zwracała również uwagę na ograniczoną dostępność poradnictwa genetycznego dla pacjentów z podejrzeniem nowotworów dziedzicznych.

Testy wielogenowe: nie każda pacjentka potrzebuje chemioterapii

Jednym z przykładów roli diagnostyki molekularnej w podejmowaniu decyzji terapeutycznych są testy wielogenowe stosowane u części pacjentek z rakiem piersi. Ich zastosowanie dotyczy ściśle określonej grupy chorych i sytuacji klinicznej, w której klasyczna ocena patomorfologiczna nie pozwala jednoznacznie określić optymalnej strategii leczenia.
Jak wyjaśniała prof. Renata Duchnowska, specjalistka w dziedzinie onkologii klinicznej, „W raku luminalnym HER2-ujemnym we wczesnym stadium często nie jesteśmy w stanie, na podstawie samych czynników kliniczno-patomorfologicznych, zdecydować, czy pacjentka powinna otrzymać chemioterapię okołooperacyjną, czy wystarczy hormonoterapia. Testy wielogenowe pozwalają lepiej zrozumieć biologię nowotworu – (…) Aktywacja określonych szlaków sprawia, że jeden nowotwór rokuje lepiej, inny gorzej – i jeden wymaga leczenia z udziałem chemioterapii, a inny nie.”
Znaczenie tych badań polega często na ograniczeniu leczenia do sytuacji, w których przynosi ono realną korzyść. Jak podkreślała prof. Duchnowska, „Test wielogenowy wykonuje się tylko raz w życiu – na etapie rozpoznania, przy kwalifikacji do leczenia uzupełniającego. (…) Z badań wynika, że nawet około 50% chorych, które według klasycznej oceny uznalibyśmy za wysokiego ryzyka, w ogóle nie potrzebuje chemioterapii. Jeśli chemioterapia nie przynosi korzyści, to po co ją stosować? To dodatkowe koszty i dodatkowe cierpienie dla pacjentki.”
Testy wielogenowe są uwzględniane w zaleceniach międzynarodowych towarzystw naukowych. Jak przypominał dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej, „Testy wielogenowe są zalecane przez międzynarodowe towarzystwa naukowe, takie jak NCCN czy ESMO. Do AOTMiT trafiły informacje o zastosowaniu tych testów w wielu nowotworach jednocześnie. W efekcie oceniano je w szerokim kontekście, podczas gdy zasadność ich stosowania była udowodniona tylko w raku piersi. Dlatego ponowiono wniosek o ocenę skuteczności tych testów wyłącznie w raku piersi, gdzie ich wartość kliniczna jest udowodniona.”
Ekspert zwracał również uwagę, że chodzi o jedno konkretne badanie o jasno określonej metodologii i populacji pacjentek. „Mówimy tu o jednym, konkretnym badaniu. To nie jest tak, że można je wykonać różnymi metodami – jest to określony test wykonywany w konkretnym laboratorium, w którym został zwalidowany. Populacja pacjentek w Polsce, które mogłyby być objęte tym badaniem, szacowana jest na około 3000 przypadków rocznie. (…)”
Decyzja dotycząca ewentualnego włączenia testów wielogenowych do koszyka świadczeń gwarantowanych ma zapaść po analizie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Jak informowała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia, „14 kwietnia otrzymamy rekomendację z AOTMiT-u w zakresie zakwalifikowania [testów wielogenowych] do koszyka świadczeń gwarantowanych. Zostanie oceniona efektywność kliniczno-kosztowa – podkreślam kliniczna, ponieważ choć argumenty ekonomiczne są ważne, to przeważają aspekty bezpieczeństwa pacjentki. (…) Bardzo uważnie obserwujemy i przyglądamy się temu procesowi analitycznemu, oczekując na wyniki agencji.”
Przedstawicielka resortu zdrowia wskazywała jednocześnie, że analiza ta jest częścią szerszego przeglądu systemu badań genetycznych w onkologii. „Agencja [AOTMiT] otrzymała bardzo duże zlecenie dotyczące uporządkowania badań genetycznych, ponieważ obecnie mamy zbyt duże rozproszenie zarówno procedur, jak i sposobu ich rozliczania. 14 kwietnia dostaniemy efekt pracy agencji, ale także ekspertów, którzy pracują przy realizacji tego zlecenia.”

Szybkość diagnostyki nie zależy wyłącznie od technologii

Nowoczesna onkologia opiera się na patomorfologii i diagnostyce molekularnej. Znaczenie ma nie tylko dostępność technologii, lecz także organizacja procesu diagnostycznego i moment wykonania badań, które wpływają na decyzje terapeutyczne.
Na znaczenie organizacji diagnostyki zwracał uwagę prof. Artur Kowalik ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii. Jak mówił, „Często słyszymy argument, że na badania się długo czeka – i to jest prawda. Tylko trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Duża grupa pacjentów trafia tam, gdzie nie powinna, czyli nie do ośrodków kompleksowych. Materiał jest wożony między placówkami, nie ma własnej patomorfologii, a w dużych centrach, gdzie specjaliści mogą się konsultować na miejscu, wszystko odbywa się znacznie szybciej.”
W wielu przypadkach opóźnienia wynikają z organizacji systemu, a nie z braku technologii. Dotyczy to również badań zaawansowanych. Jak wskazywał prof. Kowalik, „Te drogie testy, o których mówimy, są tak naprawdę dokładnie policzone. Na przykład kompleksowy test CGP w raku płuca dotyczy około trzech tysięcy chorych w całej Polsce (…) Podobnie jest w raku jajnika, gdzie mówimy o około 2,5 tysiąca badań HRD. To nie są więc liczby niekontrolowane.
Jedną z najważniejszych praktycznych barier pozostaje sposób rozliczania. Prof. Kowalik mówił wprost, że „Największą trudnością w praktyce klinicznej pozostaje sposób rozliczania badań. Wiele materiałów pobieranych jest ambulatoryjnie – na przykład biopsje prostaty czy inne biopsje tkankowe – i potem bardzo trudno jest je rozliczyć w ramach refundacji. Podobnie jest z płynną biopsją, o której dziś mówimy coraz częściej. To są realne bariery, które utrudniają lekarzom zlecanie badań.”
Problem dotyczy również interpretacji obowiązujących przepisów. „Według obecnej interpretacji przepisów, jeżeli materiał został pobrany ambulatoryjnie, to badanie można wykonać, ale pojawia się problem z jego refundacją. (…) lekarz ma pacjenta w poradni, widzi potrzebę wykonania badania, a system mu to utrudnia.”
W tym kontekście pojawia się postulat większej koncentracji diagnostyki. „Powinniśmy krok po kroku ewoluować w stronę względnej centralizacji diagnostyki. W Polsce na różnych etapach diagnostyki i leczenia rakiem płuca zajmuje się kilka tysięcy podmiotów. Jak w takim systemie zbierać dane i panować nad jakością? Bez pewnego poziomu centralizacji będzie to po prostu bardzo trudne.”
Skutki rozproszenia widać w podstawowych wskaźnikach diagnostycznych. Jak wskazywał prof. Kowalik, „Tylko około 30% pacjentów z rakiem płuca ma wykonaną kompleksową diagnostykę molekularną. (…) Powód jest prosty – pacjenci trafiają do ośrodków, które nie są przygotowane do prowadzenia takiej diagnostyki.” 

Największym wyzwaniem nie jest brak wiedzy, ale brak spójności

Z tej debaty o diagnostyce wyłania się obraz systemu, który nie cierpi na brak wiedzy eksperckiej ani na brak świadomości problemów. Przeciwnie – środowisko bardzo precyzyjnie wskazuje, gdzie są luki: w monitorowaniu ścieżki pacjenta, w momencie wystawiania karty DILO, w rozproszeniu badań genetycznych, w braku jasnych zasad zlecania i rozliczania procedur, w niedostatecznej centralizacji najbardziej wymagających elementów diagnostyki, w słabym osadzeniu poradnictwa genetycznego i w ryzyku dalszego ograniczania dostępności badań obrazowych. Problem polega na tym, że system przez lata narastał warstwowo, a kolejne rozwiązania nie zawsze były ze sobą zgodne.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi już dziś, czy Polska potrzebuje nowoczesnej diagnostyki onkologicznej, bo to pozostaje bezdyskusyjne. Pytanie brzmi raczej, czy potrafi zbudować taki model organizacyjny, w którym pacjent trafi do właściwego miejsca odpowiednio wcześnie, materiał zostanie wykorzystany racjonalnie, badania zostaną wykonane tam, gdzie są do tego kompetencje, wynik wróci na czas, a finansowanie nie będzie premiowało omijania systemu. Dopiero wtedy wzrost liczby świadczeń i miliardów wydawanych na onkologię może zacząć przekładać się nie tylko na większą aktywność systemu, ale na realnie lepsze wyniki leczenia.

Źródło: zapis posiedzenia Podkomisji stałej do spraw organizacji ochrony zdrowia z 11.03.2026 r. oraz wypowiedzi uczestników posiedzenia

Co trzeci pacjent onkologiczny biorący udział w badaniu Onkofundacji Alivia czekał na diagnozę nowotworu ponad trzy miesiące, a niemal co piąty – ponad pół roku. Badanie pokazuje, na przykładzie realnych doświadczeń, powtarzalne problemy systemowe: stracony czas w diagnostyce, brak koordynacji opieki oraz niewykorzystany potencjał rozwiązań, które mogłyby poprawić sytuację chorych. Tuż przed Światowym Dniem Walki z Rakiem (4 lutego) Alivia publikuje raport „Potrzeby i doświadczenia pacjentów onkologicznych 2026”.
Nowotwory dotyczą dzisiaj niemal każdej polskiej rodziny – według szacunków zachoruje na nie co czwarta osoba, a co piąta z ich powodu umrze. Tylko w 2023 roku diagnozę usłyszało blisko 193 tysiące pacjentów – to tak, jakby w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy zachorowali niemal wszyscy mieszkańcy Radomia. A problem będzie tylko narastał.

Onkofundacja Alivia każdego dnia towarzyszy pacjentom onkologicznym w drodze przez chorobę. Pomaga im sprawnie poruszać się w systemie i pokonywać trudności, jakie pojawiają się po usłyszeniu diagnozy nowotworowej. To właśnie doświadczenia pacjentów były punktem wyjścia do przeprowadzonego wśród Podopiecznych Fundacji badania ankietowego, na podstawie którego powstał raport „Potrzeby i doświadczenia pacjentów onkologicznych 2026”.

Z raportu wyłaniają się dwa główne problemy, z którymi mierzą się chorzy. Największym wrogiem jest czas – pacjenci tracą go na każdym etapie, czekając miesiącami na diagnozę i leczenie. Jednocześnie badanie obnaża słabość systemu, który nie wykorzystuje dostępnych narzędzi, by tę drogę chorym skrócić.

Stracony czas – diagnoza i leczenie przychodzą za późno

W leczeniu nowotworów czas jest czynnikiem krytycznym – każdy miesiąc opóźnienia może oznaczać progresję choroby, gorsze rokowania i mniejsze możliwości terapeutyczne. Tymczasem raport Onkofundacji Alivia wyraźnie pokazuje, że pacjenci w Polsce nadal czekają na diagnozę zbyt długo. 

W 2025 roku, w porównaniu do roku poprzedniego, spadł odsetek osób czekających na diagnozę od 3 do 6 miesięcy. Mimo to, co trzeci pacjent usłyszał rozpoznanie dopiero po upływie 3 miesięcy od zgłoszenia objawów. Aż 20% badanych czekało na diagnozę dłużej niż pół roku!

Opóźnienia wynikają przede wszystkim z długich kolejek do specjalistów oraz na badania obrazowe. Średni czas oczekiwania na wizytę u specjalisty wynosił w 2025 roku 4,2 miesiąca. Z kolei wg danych z portalu Alivia Onkoskaner średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny na koniec 2025 roku wyniósł 2,5 miesiąca, a na tomografię komputerową 1,5 miesiąca. 

Czas stracony w kolejkach w wielu przypadkach przekłada się na rozwój choroby. Tylko co czwarty ankietowany pacjent został zdiagnozowany w stadium początkowym choroby, które daje największe szanse na skuteczne leczenie. Pozostali ankietowani otrzymali rozpoznanie w stadium zaawansowanym miejscowo lub uogólnionym, często już z przerzutami.

Problemy nie kończą się jednak na etapie diagnozy. Choć 30% pacjentów rozpoczęło leczenie w ciągu miesiąca od uzyskania rozpoznania, a 45% w ciągu jednego-dwóch miesięcy, to wciąż co czwarty ankietowany pacjent oczekiwał na rozpoczęcie terapii powyżej sześciu miesięcy.
Niewykorzystany potencjał – organizacja i komunikacja z pacjentem zawodzą

Drugi obszar wniosków dotyczy organizacji opieki oraz bezpośrednich doświadczeń pacjentów. Średnio co trzeci ankietowany negatywnie ocenił przebieg procesu diagnostycznego (32%), co stanowi wynik gorszy niż w poprzedniej edycji badania (28%). Większy odsetek pacjentów zadowolony był z procesu leczenia (80%), jednak również w tym przypadku aż 20% badanych nie było zadowolonych z jego jakości.

Pacjenci relacjonują, że nawet jeśli leczenie w ośrodku jest na wysokim poziomie, to droga do niego bywa pełna barier: “Nie otrzymałam żadnych informacji, co mam dalej robić”, “Zgłosiłam się w kwietniu do onkologa, diagnoza była postawiona dopiero w sierpniu. Przez ten czas badania i oczekiwania na wynik. Doszło do przerzutów”, “Całodniowe pobyty w przychodniach, brak opiekuna, brak psychologa, brak dietetyka” – opisują ankietowani.

Koordynatorzy opieki onkologicznej – szansa na szybką poprawę jakości opieki onkologicznej

Raport wskazuje na niewystarczające wykorzystanie potencjału koordynatorów opieki onkologicznej. Zgodnie z założeniami mieli oni być filarem opieki w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej, jednak praktyka jest zupełnie inna. Choć w porównaniu z rokiem 2024 odsetek pacjentów objętych taką opieką wzrósł o 9 punktów procentowych, to nadal 38 proc. ankietowanych nie otrzymało wsparcia koordynatora na etapie diagnostyki i leczenia. Jednocześnie pacjenci, którzy z tej formy pomocy skorzystali, oceniali ją bardzo wysoko – jako realne wsparcie organizacyjne, logistyczne i emocjonalne: “Bardzo cenię wsparcie Pani koordynator, ustalała dla mnie terminy badań diagnostycznych, dzięki czemu wszystko poszło szybko i sprawnie”, “Mogłam zadzwonić z każdym pytaniem, pilnował, by jak najszybciej wszystko przebiegało”, “Krok po kroku powiedział mi, jak będzie teraz wszystko wyglądać, gdy odebrałam wynik histopatologiczny”. 

Oprócz niewykorzystanej roli koordynatora opieki onkologicznej ankietowani wskazują również na istotne braki w komunikacji z pacjentami w zakresie przekazywania informacji o ich prawach. W 2025 roku jedynie 46% ankietowanych uczestniczyło w konsylium lekarskim, a aż 74% osób, które w nim nie uczestniczyły, nie zostało poinformowanych o takiej możliwości.

Kompleksowy monitoring ścieżki onkologicznej warunkiem poprawy jakości opieki

Kolejnym obszarem, w którym nie wykorzystuje się potencjału, jest kompleksowe monitorowanie ścieżki pacjenta. W teorii narzędziem do tego wykorzystywanym ma być eDiLO, czyli elektroniczna karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, która pozwoli śledzić proces diagnostyczno-leczniczy. Nadal jednak nie ma pewności, kiedy eDiLO zostanie wdrożona w pełnym zakresie. Ponadto nawet po wdrożeniu tego rozwiązania nie zniknie problem monitorowania diagnostyki pacjentów przed uzyskaniem karty.

To właśnie na tym etapie proces diagnostyczny pacjentów najczęściej zostaje wyhamowany. Mimo niepokojących  wyników, podejrzenia nowotworu, czasem wręcz rozpoznania w opisie badań, nie otrzymują karty DiLO. W efekcie nie są objęci szybką ścieżką onkologiczną i pozostają bez wsparcia koordynatora, a ich czas oczekiwania na pomoc jest słabo widoczny dla systemu.

Głos pacjentów i apel o zmiany

W poniedziałek, 2 lutego 2026 roku, Alivia zorganizowała konferencję prasową, na której zaprezentowano drugą edycję raportu „Potrzeby i doświadczenia pacjentów onkologicznych 2026”. Wnioski stały się punktem wyjścia do szerokiej dyskusji o realnych problemach systemu opieki onkologicznej w Polsce. 

W dyskusji udział wzięli m.in. wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, przewodnicząca Krajowej Rady Onkologicznej Beata Jagielska oraz zastępca dyrektora Departamentu Współpracy Biura Rzecznika Praw Pacjenta Marzanna Bieńkowska. Ważnymi elementami spotkania były wystąpienia: Ewy Bakalarskiej – Podopiecznej Fundacji, Barbary Kurdej-Szatan – ambasadorki Onkofundacji Alivia oraz przedstawicielek organizacji pacjenckich:

Podczas spotkania podkreślano, że pacjent powinien być punktem odniesienia do wprowadzania reform w systemie oraz przedstawiono wynikające z raportu rekomendacje, których wdrożenie usprawni opiekę onkologiczną w Polsce:
  1. Koordynator opieki onkologicznej jako standard, dostępny dla każdego pacjenta w diagnostyce i leczeniu.
  2. Monitoring procesu diagnostyczno-leczniczego, czyli pełnej ścieżki pacjenta, zgodnie z kluczowymi zaleceniami. Wdrożenie karty eDiLO.
  3. Powiązanie finansowania świadczeń onkologicznych z ich jakością.
Onkofundacja Alivia podkreśla, że regularne badania potrzeb i doświadczeń pacjentów pozwalają na rzetelną ocenę ich bieżącej sytuacji. Umożliwiają także monitorowanie zmian  w systemie opieki onkologicznej na przestrzeni lat. To niezbędne narzędzie do identyfikacji luk i barier systemowych. Dzięki niemu możliwe jest także wyznaczenia kierunków zmian, które realnie poprawią jakość opieki onkologicznej w Polsce – tak, aby była ona skuteczna, dostępna i przyjazna pacjentom.

Źródło: Komunikat Prasowy

Po sześciu miesiącach funkcjonowania Krajowej Sieci Onkologicznej widać już coś więcej niż tylko nowy schemat organizacyjny. Z wypowiedzi dyrektorów szpitali, konsultantów krajowych i przedstawicieli młodego pokolenia lekarzy podczas briefingu w Narodowym Instytucie Onkologii przebija jedno wspólne przesłanie: system zaczyna realnie zmieniać codzienność pacjentów. Jednocześnie wciąż jest w fazie „rozruchu”, w której każdy błąd, luka i niedoróbka od razu stają się testem wiarygodności tej reformy.
Eksperci nie mają wątpliwości, że fundamentem KSO jest poczucie bezpieczeństwa pacjenta i jego stały dostęp do specjalistycznej opieki. Dyrektorzy ośrodków podkreślali, że w ich szpitalach pacjenci onkologiczni są przyjmowani planowo, a priorytetem pozostaje „bezpieczeństwo i stały dostęp do specjalistycznej opieki onkologicznej”. Pytanie, które powinniśmy zadawać dziś, brzmi: czy ten standard uda się utrzymać w całym kraju, również poza dużymi, wysokospecjalistycznymi centrami?

Wyraźnie widać, że Krajowa Sieć Onkologiczna została pomyślana nie jako kolejny dokument, lecz jako układ naczyń połączonych. Jak podkreśla dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii i przewodnicząca Krajowej Rady Onkologicznej, „w centrum Krajowej Sieci Onkologicznej jest pacjent, ale nic z tego, co udało nam się wypracować, nie wydarzyłoby się bez równorzędnej współpracy między ośrodkami”. To współdziałanie Krajowego Ośrodka Monitorującego, wojewódzkich ośrodków monitorujących i ośrodków SOLO I–III sprawia, że standardy – przynajmniej w założeniu – przestają być zapisami „na papierze”, a stają się narzędziem codziennej pracy.

Jednym z najciekawszych wątków, które wybrzmiały podczas briefingu, jest rola podstawowej opieki zdrowotnej. To właśnie POZ ma być pierwszym, krytycznym etapem ścieżki onkologicznej. Jak mówiła dyrektor Białostockiego Centrum Onkologii Magdalena Borkowska, „nie wyobrażamy sobie, aby POZ nie współpracował z nami. To tam pacjent pojawia się z pierwszym niepokojem onkologicznym”. BCO wypracowało – choćby w raku piersi – „specjalne łącza i szybką informację zwrotną, która trafia do nas natychmiast”. W praktyce oznacza to próbę „uszczelnienia” systemu: ścieżka pacjenta zostaje jasno opisana, a lekarze rodzinni dostają konkretne narzędzia nawigowania pacjenta po systemie.

W Gdańsku ten sam kierunek widać w danych. Dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego dr n. o zdr. Jakub Kraszewski przypomniał, że „ponad 50% kart DILO od lat wystawia POZ – to naturalne, bo to pierwsza linia kontaktu”. UCK nie ogranicza się jednak do apeli – organizuje konferencje dla lekarzy rodzinnych, jeździ do przychodni, stawia na kontakt bezpośredni, który, jak podkreślił dyrektor, „działa najlepiej”. Nowością jest też funkcja edukatora KSO, który codziennie odwiedza przychodnie i tłumaczy zasady ścieżek oraz możliwości Sieci. To ciekawy przykład przełożenia centralnych założeń na bardzo konkretną pracę „w terenie”.

Jeżeli czymś Krajowa Sieć Onkologiczna radykalnie zmienia polską onkologię, to jest to wprowadzenie do systemu nowej, dziś już kluczowej postaci: koordynatora opieki onkologicznej. Jak zauważył prof. Mariusz Bidziński, „koordynatorzy to jeden z fundamentów dzisiejszej rzeczywistości onkologicznej. Pacjent, który dowiaduje się o ciężkim schorzeniu, jest zagubiony; to koordynator przeprowadza go przez skomplikowany proces leczenia”. W tle toczy się praca u podstaw – w NIO od 2024 roku, „na mocy umowy z Ministerstwem Zdrowia”, prowadzone są szkolenia dla koordynatorów, obejmujące zarówno wiedzę merytoryczną, jak i komunikację z pacjentem. „Do tej pory przeszkoliliśmy blisko tysiąc osób. W 2026 roku liczę na kolejny cykl szkoleń” – podsumował profesor. Tu rodzi się kolejne pytanie: czy system będzie w stanie utrzymać i rozwijać tę grupę zawodową, bez której tak naprawdę nie da się mówić o skoordynowanej opiece?

Drugim filarem praktycznej zmiany są standaryzacja ścieżek i check-listy. To brzmi technicznie, ale dla pacjenta oznacza prostą rzecz: mniejszą przypadkowość leczenia. Magdalena Janus-Hibner z łódzkiego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika przypomniała, że „check-listy i ścieżki pacjenta nie są dokumentami ‘do szuflady’. W wielu ośrodkach SOLO I po raz pierwszy stworzyły kompletny, uporządkowany model postępowania”. Dzięki porozumieniom z dwudziestoma ośrodkami SOLO I w regionie łódzkim udało się zbudować wspólną platformę komunikacji i „pacjenci coraz wyraźniej odczuwają, że niezależnie od miejsca leczenia obowiązuje ten sam wysoki standard kliniczny”. To deklaracja, która – jeśli potwierdzą ją dane z kolejnych miesięcy – może być jedną z najważniejszych zmian systemowych ostatnich lat.

W centrum działania Krajowej Sieci Onkologicznej znalazła się także komunikacja. Profesor Piotr Rutkowski podkreślił, że jednym z kluczowych narzędzi stał się uruchomiony w maju Narodowy Portal Onkologiczny. „Portal odwiedziło już prawie ćwierć miliona użytkowników – czyli więcej niż wynosi liczba nowych rozpoznań nowotworów rocznie” – mówił, zwracając uwagę, że serwis dociera nie tylko do chorych, lecz także do całego społeczeństwa, m.in. z przekazem o profilaktyce. Po raz pierwszy publicznie dostępne stały się także standardy diagnostyczno-terapeutyczne: „przygotowaliśmy 27 wytycznych, dostępnych na portalu Onkologia.gov.pl oraz stronie Krajowego Ośrodka Monitorującego kom.nio.gov.pl. Każdy lekarz i pacjent może sprawdzić, jak diagnostyka i leczenie powinny wyglądać”. Transparentność i możliwość porównania realnej praktyki ze standardem to krok, który może wyraźnie zmniejszyć różnice pomiędzy regionami – o ile pacjenci i lekarze faktycznie zaczną z tych narzędzi korzystać.

Jednym z tematów, który zwykle zostaje „w cieniu”, a tu wybrzmiał mocno, jest patomorfologia. Prof. Andrzej Marszałek zwrócił uwagę, że dopiero dzięki Krajowej Sieci Onkologicznej udało się systemowo zająć zarówno brakami kadrowymi, jak i standaryzacją badań. Przez lata narastał niedobór kadr, bo „lata temu zatrzymano kształcenie histotechników”. Teraz, po wprowadzeniu standardów i określeniu ról, „w bardzo krótkim czasie przeszkolić ponad 150 osób z technicznego zakresu przygotowywania i obróbki materiału”. Równolegle do kształcenia doszły bezprecedensowe inwestycje: „ponad 120 milionów złotych trafiło do jednostek diagnostyki patomorfologicznej. Tego w Polsce po prostu nigdy nie było”. To nie jest tylko kwestia sprzętu. Jak podkreślał profesor, „nic w onkologii nie jest tak groźne, jak złe rozpoznanie” – a patomorfolodzy stają się pełnoprawną częścią zespołów wielodyscyplinarnych, współdecydując o wyborze terapii.

Duża część dyskusji dotyczyła także tego, jak mierzyć skuteczność całego systemu. Dyrektor Beata Jagielska przypomniała, że oprócz ustawowego systemu jakości KSO wprowadza własny, oparty na twardych wskaźnikach. Zestawy dla raka piersi i jelita grubego zostały już zatwierdzone, kolejne – dla raka jajnika, płuca i prostaty – są w przygotowaniu. Pierwsze dane są obiecujące: „ponad 75 procent pacjentów rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni od konsylium”. Warto jednak pamiętać, że pozostałe 25 procent to nie zawsze „opóźnienia” – często konieczne są dodatkowe kwalifikacje, zmiany w stanie klinicznym czy po prostu brak zgłoszenia się pacjenta.

Szczególnie interesująco wyglądają dane o leczeniu „jak najbliżej domu”. Jak wylicza dyrektor Jagielska, „w SOLO I blisko 60 procent pacjentów pozostaje na miejscu, w SOLO II jest to około 80 procent, a w SOLO III ponad 90 procent”. To sygnał, że mechanizmy kierowania pacjentów zaczynają działać zgodnie z założeniami – i jednocześnie test dla mniejszych ośrodków, które muszą utrzymać jakość leczenia na poziomie centrów wysokospecjalistycznych.

Analityka i rozliczenia przestały być tłem, a stały się jednym z narzędzi realnej zmiany. Jak mówił dyrektor Jakub Kraszewski, „zaczęliśmy między innymi sprawdzać, jak skuteczne jest działanie choćby w obszarze konsyliów. Wiemy już, że ponad 20% z nich nie odbywa się albo odbywa się nieprawidłowo, więc mamy jasny sygnał, gdzie trzeba poprawić procesy”. W regionach powstają rozwiązania informatyczne rejestrujące elektronicznie „cały ruch pacjentów — konsyliów, zdarzeń, przekierowań pomiędzy ośrodkami”. Jeżeli ten model się utrzyma, po raz pierwszy będziemy mogli mówić o onkologii opartej nie tylko na intuicji i doświadczeniu, ale także na systematycznie zbieranych danych.

Osobnym, ale kluczowym wątkiem są kadry. Dane z CMKP pokazują, że onkologia kliniczna przestaje być „niechcianą” specjalizacją. W 2023 roku wiosenny nabór wybrało zaledwie 7 lekarzy, w 2025 roku już 27; w jesiennej turze liczba rezydentów wzrosła z 60 do 70, a rok do roku – z 84 do 97 osób. Paulina Kalman, lekarka i prezeska Studenckiego Onko-Forum, tłumaczy tę zmianę przede wszystkim zmianą postrzegania specjalizacji: „onkologia przestała być postrzegana jako dziedzina bezradności. To najszybciej rozwijająca się gałąź medycyny, z dostępem do nowych terapii i realną możliwością wyleczania pacjentów”. Do tego dochodzi aktywność środowiska studenckiego – warsztaty, konferencje, wymiana doświadczeń – która realnie wpływa na wybory zawodowe młodych lekarzy.

Po pół roku działania Krajowej Sieci Onkologicznej widać więc zarówno obiecujące wskaźniki, jak i miejsca wymagające pilnej poprawy: niewłaściwie prowadzone konsylia, konieczność dalszej edukacji POZ, utrzymania jakości w mniejszych ośrodkach. Sieć „dojrzewa, uczy się, udoskonala – tak jak robiły to najlepsze systemy onkologiczne w Europie”. Najważniejsze, by w tym procesie nie zgubić tego, co dziś jest jej najmocniejszą stroną: pacjenta, który – jak podkreślali uczestnicy briefingu – jest „lepiej prowadzony, lepiej zaopiekowany i bezpieczniejszy niż kiedykolwiek wcześniej”. Prawdziwym testem będzie to, czy za kolejne sześć miesięcy te słowa nadal będą można powtórzyć, opierając się już nie tylko na pierwszym entuzjazmie, lecz także na twardych, długofalowych danych.

Źródło: NIO