Medicalpress
Pacjent z niewydolnością serca trafia do szpitala, jest skutecznie leczony, po czym wraca do domu bez zapewnionej dalszej opieki. W tym czasie system wydaje ponad 90 proc. środków właśnie na hospitalizacje, zamiast na leczenie ambulatoryjne i monitorowanie choroby. Eksperci nie mają wątpliwości: to model, który generuje kolejne zaostrzenia i kolejne przyjęcia do szpitala. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii wskazano wprost – rozwiązania są znane, ale nadal nie są wdrażane.
Eksperci uczestniczący w posiedzeniu byli zgodni, że dalsze utrzymywanie obecnego modelu będzie pogłębiało zarówno obciążenie kliniczne, jak i ekonomiczne. W centrum rozmowy znalazły się więc nie tylko dane o skali niewydolności serca, ale także pytanie, dlaczego pacjent nadal trafia do systemu zbyt późno, a po hospitalizacji zbyt często nie otrzymuje opieki adekwatnej do ryzyka zaostrzenia choroby.

Rosnąca skala problemu i kosztów

Dane Narodowego Funduszu Zdrowia nie pozostawiają wątpliwości co do skali problemu niewydolności serca w Polsce. Jak zaznaczył Anatol Gołąb, główny specjalista w Departamencie Analiz, Monitorowania Jakości i Optymalizacji Świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia, „liczba pacjentów z niewydolnością serca w Polsce systematycznie rośnie. Widzimy to konsekwentnie od 2016 roku, niezależnie od poziomu opieki”, a po okresie pandemii system wrócił do trendu wzrostowego również w lecznictwie szpitalnym. Jednocześnie struktura kosztów pozostaje niezmienna: „około 90% wydatków związanych z leczeniem niewydolności serca przypada na lecznictwo szpitalne”, podczas gdy opieka ambulatoryjna i POZ generują jedynie marginalną część kosztów.

Ten obraz potwierdzała prof. Agnieszka Pawlak, zastępca Kierownika Kliniki Kardiologii, Kierownik Pododdziału Niewydolności Serca i Transplantologii PIM MSWiA, która zwróciła uwagę, że mimo skutecznego leczenia w warunkach szpitalnych system nie potrafi utrzymać efektów terapii. „Pacjent z niewydolnością serca jest skutecznie leczony w warunkach szpitalnych – to leczenie ratuje życie. Problem polega jednak na tym, że ten efekt często zostaje później zaprzepaszczony, ponieważ brakuje ciągłości opieki po wypisie. To właśnie ten moment jest najsłabszym ogniwem całego systemu” – mówiła.

Skala obciążenia jest ogromna. „W 2024 roku było to około 660 tysięcy osób hospitalizowanych z powodu niewydolności serca” – przypomniała prof. Pawlak, dodając, że rosnąca liczba świadczeń przekłada się bezpośrednio na wzrost kosztów systemowych. Jednocześnie wiadomo, że znaczną część hospitalizacji można byłoby uniknąć. „Znaczna część hospitalizacji wynika z zaostrzeń choroby, często związanych z retencją płynów, którym można by zapobiec poprzez skuteczne monitorowanie i leczenie ambulatoryjne”.

Na złożoność tych zaostrzeń zwracała uwagę także prof. Renata Główczyńska, konsultant wojewódzka w dziedzinie intensywnej terapii, podkreślając, że niewydolność serca nie jest jednorodnym schorzeniem. „Jednym z podstawowych mitów jest przekonanie, że niewydolność serca to wyłącznie problem lewej komory. Tymczasem musimy pamiętać o niewydolności prawokomorowej, nadciśnieniu płucnym czy ciężkich wadach zastawkowych, które istotnie pogarszają rokowanie i zwiększają ryzyko hospitalizacji”.

Luka po wypisie: krytyczne 14 dni dla pacjenta z niewydolnością serca

Najbardziej krytyczny moment w ścieżce pacjenta to okres bezpośrednio po hospitalizacji. Prof. Jadwiga Nessler, kierownik Oddziału Klinicznego Choroby Wieńcowej i Niewydolności Serca Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. św. Jana Pawła II, nie pozostawiła tu miejsca na wątpliwości: „Pacjent wypisywany ze szpitala trafia w lukę systemową, bo nie ma zapewnionej ciągłości opieki. Efekt jest taki, że nawet 50 proc. chorych wraca do szpitala w ciągu 30 dni, a część z nich w tym czasie umiera”.

Kluczowym elementem, który w tej dyskusji powracał wielokrotnie, była potrzeba zapewnienia pacjentowi realnej kontroli w krótkim czasie po wypisie ze szpitala – najlepiej w ciągu 14 dni.  Prof. Pawlak mówiła wprost: „Pacjent wychodzący ze szpitala powinien dostać wizytę w 14. dniu (…) Na razie ciągle rozmawiamy o tym, że coś będzie, że coś powstanie, że coś się wdroży. Tymczasem pacjenci nam umierają”.

Podobnie senator Gorgoń-Komor zwracała uwagę, że bez realnej dostępności do opieki ambulatoryjnej system pozostaje niewydolny organizacyjnie. „Nie możemy powiedzieć pacjentowi: proszę czekać w kolejce. Co ma zrobić, jeśli w tym czasie się zaostrzy? Ma jechać na SOR? Gdzie on ma być w systemie?” – pytała, wskazując, że brak szybkiej wizyty kontrolnej oznacza w praktyce powrót do hospitalizacji.

Od „gaszenia pożarów” do zarządzania chorobą

Wielu ekspertów podkreślało, że obecny model opieki nad pacjentem z niewydolnością serca ma charakter reaktywny. Prof. Paweł Rubiś, Przewodniczący Asocjacji Niewydolności Serca PTK, trafnie opisał tę sytuację jako „model gaszenia pożarów”, w którym pacjent trafia do szpitala dopiero w momencie zaostrzenia, a wcześniej nie jest objęty odpowiednim nadzorem.

„Choć hospitalizacje stanowią około jednej czwartej świadczeń, generują aż 90 proc. kosztów leczenia niewydolności serca” – zaznaczył, wskazując jednocześnie, że kluczowe jest przesunięcie ciężaru opieki na wcześniejsze etapy choroby. Jednym z proponowanych rozwiązań są oddziały jednodniowe i szybkie interwencje ambulatoryjne. „Pacjent przychodzi rano, jest szybko oceniany, otrzymuje leczenie – najczęściej diuretyczne – i wraca do domu tego samego dnia. To realna alternatywa dla hospitalizacji”.

Jak podkreślała prof. Pawlak, „możemy przejść od modelu reaktywnego – czyli leczenia zaostrzeń w szpitalu – do modelu proaktywnego, opartego na wczesnym wykrywaniu pogorszenia i interwencji w warunkach domowych”.

Koordynacja i cyfryzacja: rozwiązania są znane

Po stronie Ministerstwa Zdrowia odpowiedzią na te wyzwania ma być Krajowa Sieć Kardiologiczna oraz rozwój narzędzi cyfrowych. Piotr Czerwonka, naczelnik Wydziału Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia w Departamencie Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia, podkreślał, że celem jest „prowadzenie pacjenta w sposób zaplanowany i ciągły, a nie tylko w momentach zaostrzenia choroby”, a kluczową rolę mają odegrać koordynatorzy opieki.

Istotnym elementem systemu ma być elektroniczna karta opieki kardiologicznej (EKOK), której obligatoryjne wdrożenie planowane jest na 2028 rok, choć – jak zaznaczył Czerwonka – już teraz trwają prace pilotażowe i szkoleniowe. „Mam nadzieję, że jeszcze po wakacjach będziemy mogli pokazać pierwsze efekty tych prac” – deklarował.

Równolegle rozwijana jest platforma domowej opieki medycznej. „Informacje będą automatycznie zaciągane do systemu. Lekarz i koordynator będą je widzieli, a docelowo pojawią się także powiadomienia związane ze zmianami parametrów, takich jak masa ciała czy ciśnienie” – mówił przedstawiciel MZ.

Jednak w dyskusji wyraźnie wybrzmiała potrzeba doprecyzowania, jak nowe rozwiązania – zwłaszcza w obszarze innowacji i wyrobów medycznych – będą w praktyce włączane do systemu opieki nad pacjentem.
 
Pacjent w systemie: nadal zagubiony

W centrum tej dyskusji pozostaje pacjent – i to, co dzieje się z nim po zakończeniu leczenia szpitalnego. Jak mówi Tomasz Łaszcz, koordynator Sekcji Niewydolności Serca Fundacji TO SIĘ LECZY, „pacjent jest dziś chory, dziś musi być leczony i dziś bardzo często jest zagubiony w systemie, który go po prostu gubi”, co dobrze oddaje doświadczenie wielu chorych pozostawionych po wypisie bez realnego wsparcia.

Najbardziej widocznym problemem jest dostęp do dalszej opieki. „Jeżeli po hospitalizacji pacjent ma czekać pół roku na wizytę u kardiologa, to znaczy, że ten system po prostu nie działa” – podkreśla Łaszcz, wskazując, że ścieżka leczenia powinna być zaplanowana już na etapie wypisu ze szpitala, tak aby pacjent miał zapewnioną ciągłość opieki i konkretne terminy kolejnych wizyt.

Problem ten ma również wymiar systemowy. Jak wskazuje prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, udział ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w leczeniu pacjentów z niewydolnością serca pozostaje niewystarczający, a sama choroba często rozpoznawana jest dopiero w warunkach szpitalnych. „Jeżeli pacjent z podejrzeniem niewydolności serca chciałby zapisać się planowo do kardiologa, to realnie musi liczyć się z czasem oczekiwania rzędu 100–200 dni, a w niektórych regionach nawet blisko 300 dni”.

Jak dodaje, przeciętny pacjent trafia do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej zaledwie około dwóch razy, co rodzi pytanie o realną możliwość prowadzenia skutecznej kontroli choroby.

Do tego dochodzi wymiar psychologiczny choroby. „Pacjenci po rozpoznaniu niewydolności serca bardzo często są przerażeni. Ta diagnoza dla wielu z nich brzmi niemal jak diagnoza onkologiczna”, co przekłada się na dezorientację i trudności w podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.

Na znaczenie prostych rozwiązań organizacyjnych zwraca uwagę także Marek Kustosz z Fundacji TO SIĘ LECZY: „Koordynacja nie musi być od razu czymś bardzo kosztownym, a może rozwiązać ogromną część problemów. Ważne jest też, żeby taka pomoc pojawiała się jak najwcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pacjent już zdąży się zgubić w systemie”.

Jednocześnie w systemie istnieją zasoby, które mogłyby odciążyć lekarzy i poprawić ciągłość opieki. Jak podkreśla dr Ewa Molka, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, „pielęgniarki od lat mają kompetencje do ordynowania leków, kierowania na badania i prowadzenia części procesu diagnostyczno-terapeutycznego. System jednak nie wykorzystuje tego potencjału”.

Model opieki – jak zaznacza – powinien zakładać większe włączenie pielęgniarek w prowadzenie stabilnych pacjentów. „Część wizyt w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej to wizyty kontrolne, które mogłyby być prowadzone przez pielęgniarki. Szacunkowo nawet 15% tych świadczeń można byłoby w ten sposób odciążyć lekarzy”.

Dyskusja pokazała również niespójność w zakresie opieki koordynowanej. Jak wskazywano, obejmuje ona obecnie około połowy placówek podstawowej opieki zdrowotnej – według różnych szacunków około 51% – co oznacza, że znaczna część pacjentów nadal pozostaje poza tym modelem.

Ekonomia i rynek pracy: rosnące konsekwencje

Konsekwencje niewydolności serca wyraźnie widać również poza systemem ochrony zdrowia. Dane ZUS pokazują rosnące obciążenie dla gospodarki. Jak wskazał dr Piotr Winciunas, naczelny lekarz ZUS, „liczba dni absencji chorobowej spowodowanej niewydolnością serca wzrosła z 617 tysięcy dni w 2020 roku do 768 tysięcy w roku ubiegłym”, a liczba pacjentów objętych zwolnieniami wzrosła z 11 do 16 tysięcy.

Jednocześnie pojawia się pewien pozytywny sygnał: „liczba osób przechodzących na rentę spadła – z około 14 tysięcy do 12,3 tysiąca”, co może świadczyć o skuteczniejszym leczeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że koszty systemowe rosną – z 304 mln zł w 2020 roku do 466 mln zł obecnie.

System, który trzeba zmierzyć

Bez mierzenia efektów leczenia nie da się mówić o realnej zmianie systemu ochrony zdrowia. Jak podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia oraz dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, bez jasno określonych wskaźników klinicznych reformy pozostają jedynie deklaracjami. „Jeśli wprowadzamy ścieżkę pacjenta, to musimy równocześnie jasno zdefiniować parametry kliniczne (…) Bez tego my się po prostu oszukujemy”.

Ten sam problem dotyczy nowych programów zdrowotnych. Odnosząc się do programu „Moje Zdrowie”, zwraca uwagę, że brak obowiązku raportowania efektów uniemożliwia realną ocenę jego skuteczności. „To będzie kolejna wielka inwestycja, która być może przyniesie zwrot, ale my nie będziemy umieli powiedzieć, jaki to jest zwrot”.

W szerszym ujęciu dobrze zorganizowana opieka zdrowotna powinna – jak wskazuje – opierać się na trzech filarach: „kompleksowości, koordynacji i orientacji na wynik leczenia”. Tymczasem w praktyce system wciąż koncentruje się na zarządzaniu zasobami, a nie na osiąganych efektach zdrowotnych. „Dziś zbyt często organizujemy system nie po to, by osiągać najlepsze efekty zdrowotne, ale by efektywnie zarządzać zasobami”.

W przypadku niewydolności serca te proporcje są szczególnie wyraźne. „W Europie hospitalizacje generują średnio około 65% kosztów leczenia niewydolności serca. W Polsce jest to ponad 95%. To jest jeden z najważniejszych wskaźników, który powinniśmy monitorować, bo pokazuje, czy system się zmienia”. Jeśli jego udział nie spada, oznacza to, że wprowadzane rozwiązania nie przekładają się na rzeczywistą poprawę funkcjonowania systemu.

Zmiana wymaga nie tylko nowych narzędzi, ale także innego podejścia do finansowania opieki. „Nie powinniśmy finansować pojedynczych procedur, tylko całe plany opieki. To jest fundament nowoczesnych systemów ochrony zdrowia”. Jak podkreśla, Polska ma już doświadczenia pokazujące, że taki model może działać. „Mamy własny przykład – KOS-zawał. To dowód, że w Polsce można stworzyć skuteczny, zintegrowany model opieki, który przynosi realne efekty zdrowotne i ekonomiczne”.

Punkt krytyczny: decyzje zamiast dyskusji

Cała dyskusja prowadzi do jednego wniosku: problem niewydolności serca nie polega już na braku wiedzy czy narzędzi, ale na braku zdecydowanych działań. Jak podsumowała senator Gorgoń-Komor,to już nie jest czas na dyskusję, tylko na podejmowanie decyzji”.

Eksperci są zgodni, że model hospitalocentryczny jest nie do utrzymania – zarówno klinicznie, jak i ekonomicznie. System musi przejść w stronę zintegrowanej opieki ambulatoryjnej, aktywnego monitorowania pacjenta i realnej koordynacji leczenia. Pytanie, które pozostało po tym spotkaniu, nie dotyczy już tego, co należy zrobić, ale jak szybko państwo będzie w stanie to wdrożyć – i czy zdąży przed kolejną falą rosnącej liczby pacjentów.
 
Materiał redakcyjny opracowany na podstawie wypowiedzi uczestników posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii, które odbyło się 17 kwietnia 2026 r. w Senacie RP
Zawał serca nie wybiera terminu – może zdarzyć się także w Wigilię, w Boże Narodzenie czy w długi weekend. W takiej sytuacji kluczowe znaczenie ma szybka reakcja oraz dostęp do dobrze zorganizowanej opieki kardiologicznej.
Święta to czas odpoczynku, rodzinnych spotkań i obfitych posiłków. Niestety to również okres, w którym statystyki pokazują wzrost liczby incydentów sercowo-naczyniowych. W tym czasie częściej dochodzi do zawałów, udarów oraz zaostrzeń chorób serca. Eksperci wskazują na kombinację czynników, takich jak stres, przejadanie się, alkohol, brak snu czy nagły wysiłek (np. intensywne porządki).

Nie czekaj – reaguj natychmiast

Pierwsza i najważniejsza zasada: nie wolno czekać „do końca świąt”. Objawy zawału serca to m.in. silny ból w klatce piersiowej, duszność, zimne poty, nudności, osłabienie czy ból promieniujący do ramienia, szyi lub żuchwy. Każdy z tych symptomów wymaga natychmiastowego wezwania pogotowia ratunkowego. – Im wcześniej otworzymy naczynie wieńcowe przy pomocy angioplastyki i zastosujemy stent, tym szybciej przerwiemy zawał i ograniczymy uszkodzenie serca pacjenta – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman, kardiolog interwencyjny American Heart of Poland. – Dzięki bliskiej odległości od pacjentów w regionach, zespoły ratownictwa medycznego są w stanie dowieźć chorych do pracowni hemodynamiki w ciągu tzw. złotej godziny – dodaje prof. Piotr Buszman.

Udzielenie pomocy w pierwszej godzinie od incydentu nie tylko ratuje życie, ale także obniża ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia serca. Jeśli chory trafi do szpitala w ciągu 1-1,5 godziny od wystąpienia zawału, ryzyko powikłań jest niewielkie. Z każdą kolejną godziną opóźnienia ryzyko to wzrasta nawet do 60%, a śmiertelność – do 90%. Dlatego nie warto zwlekać. W święta szpitale, oddziały ratunkowe i dyżury kardiologiczne – w tym 32 pracownie hemodynamiczne American Heart of Poland i Scanmed zapewniają pełną opiekę medyczną. Ignorowanie objawów znacząco zwiększa ryzyko powikłań i zgonu.

Hospitalizacja to dopiero początek

Jednym z największych osiągnięć polskiej kardiologii jest program KOS-zawał, czyli koordynowana opieka nad pacjentem po zawale serca. Program obejmuje nie tylko leczenie szpitalne, ale także rehabilitację, kontrole kardiologiczne, monitorowanie czynników ryzyka i edukację pacjenta. – Pacjent leczony w programie KOS-zawał otrzymuje natychmiastową pomoc oraz rehabilitację i edukację – podkreśla kardiolog American Heart of Poland.

Efekty leczenia w programie KOS-zawał są jednoznaczne. Już w pierwszym roku po zawale śmiertelność spada nawet o 30–40%. To dowodzi, że o przeżyciu pacjenta decyduje nie tylko szybka interwencja w momencie zawału, ale także dalsza, dobrze skoordynowana opieka.

Eksperci podkreślają, że choć formalnie program trwa rok, to realne korzyści zdrowotne leczenia najlepiej widać w dłuższej perspektywie. Regularne kontrole, rehabilitacja kardiologiczna i kontrola czynników ryzyka (np. wysokiego cholesterolu LDL) znacząco zmniejszają ryzyko kolejnego incydentu.

Co zrobić, gdy jesteś sam?

– Właściwa reakcja może uratować życie – najważniejsze są pierwsze minuty, dlatego nie należy zwlekać i trzeba zadzwonić pod numer 112 lub 999. Ważne jest też otworzenie drzwi wejściowych, co w przypadku utraty przytomności umożliwi służbom ratunkowym szybkie działanie – zaznacza prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Jak dodaje, w oczekiwaniu na pomoc najlepiej usiąść w pozycji półsiedzącej, z podpartymi plecami i uniesionym tułowiem. Taka pozycja zmniejsza obciążenie serca i ułatwia oddychanie. Warto również przyjąć aspirynę, która może spowolnić narastanie zakrzepu.

Czego nie robić?

– Nie chodź po domu ani po schodach i nie próbuj „przeczekać” z nadzieją, że samo przejdzie. Nie kładź się płasko na plecach, ponieważ pogarsza to oddychanie. Nie próbuj też samodzielnie jechać do szpitala – to jedna z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych pomyłek – groźne zaburzenia rytmu i nagłe zatrzymanie krążenia mogą wystąpić w każdej chwili. Usiądź w pozycji półsiedzącej i czekaj na pomoc – stwierdza prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Czy można przygotować się na wypadek zawału?

Ekspert zaleca, aby osoby obciążone czynnikami ryzyka – takimi jak nadciśnienie, cukrzyca, palenie papierosów, wysoki poziom cholesterolu czy przebyty zawał – były szczególnie czujne. – Warto więc: mieć telefon zawsze w zasięgu ręki, trzymać w widocznym miejscu kartkę z numerami alarmowymi, informować bliskich o pojawiających się nowych objawach, regularnie wykonywać badania profilaktyczne, pozostawać pod stałą opieką lekarza rodzinnego i kardiologa – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Źródło: Komunikat Prasowy

Trzecia edycja Centralnego Klubu Pacjenta, zorganizowana przez Fundację „Z sercem do Pacjenta”, pokazała, że Polacy coraz chętniej dbają o zdrowie i korzystają z badań profilaktycznych. W wydarzeniu, które odbyło się 16 października na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie, wzięło udział niemal 3000 osób. Na uczestników czekało aż 70 stoisk z bezpłatnymi badaniami i konsultacjami oraz strefy edukacyjne poświęcone profilaktyce chorób cywilizacyjnych. W sumie wykonano ponad 15 tysięcy badań.

Fundacja „Z sercem do Pacjenta” po raz trzeci zorganizowała Centralny Klub Pacjenta dla mieszkańców z całej Polski. 16 października Superauto.pl Stadion Śląski w Chorzowie zamienił się w strefę zdrowia. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się stoiska edukacyjne poświęcone profilaktyce chorób cywilizacyjnych. Wszystko to miało na celu wsparcie w dbaniu o zdrowie, kształtowaniu zdrowych nawyków oraz wczesnym wykrywaniu potencjalnych schorzeń.

Oficjalne otwarcie wydarzenia odbyło się w obecności Wojciecha Saługi, Marszałka Województwa Śląskiego.  – Kluby Pacjenta to społeczności, które chcemy wspierać, Centralny Klub Pacjenta na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie potwierdza, że jest to potrzeba czasów – mówił Wojciech Saługa.

Jak zaznaczyła Monika Wielichowska,  wicemarszałek Sejmu RP – to wyjątkowe wydarzenie, które przypomina, że zdrowie jest najważniejsze i należy o nie dbać na co dzień.

– Rok 2025 został ogłoszony przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki. Działania Fundacji „Z sercem do Pacjenta” wpisują się w ideę profilaktyki – podkreśliła Beata Libera-Małecka, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

– Spotykamy się już po raz trzeci na Centralnym Klubie Pacjenta i w tym roku przygotowaliśmy jeszcze więcej badań, porad i inspirujących rozmów – powiedziała Katarzyna Kucia-Garncarczyk, prezes Fundacji „Z sercem do Pacjenta”.

– W tym roku planujemy rekordową liczbę aż 100 spotkań Klubu Pacjenta, bo wierzymy, że zdrowie zaczyna się od wiedzy, rozmowy i wspólnego działania – mówiła Izabela Leśkiewicz z Rady Fundacji.

Centralny Klub Pacjenta 2025 – jeszcze więcej badań i punktów medycznych

W jednym dniu i w jednym miejscu uczestnicy mieli dostęp do 70 stoisk z bezpłatnymi badaniami, stref edukacyjnych o profilaktyce chorób cywilizacyjnych, mogli się także spotkać z lekarzami i specjalistami.

– Strefa KOS-zawał przyciągnęła szczególną uwagę uczestników, co cieszy nas jako organizatorów. To ważny program, ponieważ zmniejsza ryzyko kolejnego incydentu sercowo-naczyniowego. Równie chętnie korzystano z badań w kierunku zaćmy, chorób serca, znamion skórnych, a także: mammografii, cytologii, pakietu badań krwi, pomiaru ciśnienia oraz analizy składu ciała. Pokazało to, jak ważne są rozmowy z kardiologiem, diabetologiem, chirurgiem naczyniowym, onkologiem, a także ze specjalistami: farmaceutą, dietetykiem, diagnostą laboratoryjnym, przedstawicielami Narodowego Funduszu Zdrowia oraz specjalistami z Uzdrowiska Ustroń – wymieniła Katarzyna Kucia-Garncarczyk.

Pamiętaj o profilaktyce

Gościem specjalnym Centralnego Klubu Pacjenta był wybitny kardiochirurg – prof. Andrzej Bochenek, konsultant ds. kardiochirurgii American Heart of Poland. Podkreślił, że nic nie zapewni nam zdrowia, jeśli sami nie będziemy o nie dbać, warto o tym pamiętać każdego dnia.

Praktyczna wiedza dla zdrowia

Uczestnicy wzięli udział w krótkich wykładach, tzw. zastrzykach wiedzy, gdzie eksperci dzielili się wskazówkami dotyczącymi profilaktyki i zdrowego stylu życia. – E-papierosy nie są bezpieczną alternatywą dla tradycyjnego palenia. Wdychane opary zawierają substancje chemiczne, które mogą uszkadzać układ oddechowy i sercowo-naczyniowy. Z punktu widzenia profilaktyki chorób cywilizacyjnych najzdrowszym wyborem zawsze pozostaje całkowita rezygnacja z nikotyny – powiedziała lek. Maja Okarmus ze Szpitala św. Elżbiety, American Heart of Poland, w Katowicach.

Serce Śląska – medyczna siła regionu

Podczas gdy uczestnicy dbali o swoje zdrowie – przedstawiciele instytucji publicznych, samorządów i środowisk medycznych rozmawiali o tym, jak skutecznie wspierać profilaktykę i zdrowie publiczne w Polsce.

– Nie sztuką jest zapewnić wysoką jakość leczenia, ale bardzo istotne jest to, żeby zadbać dalej o pacjenta. Żeby trafił na szybką rehabilitację, miał dostęp do konsultacji oraz do opieki koordynowanej – mówił Adam Szlachta, prezes Zarządu American Heart of Poland i Scanmed, podczas panelu  „Serce Śląska – medyczna siła regionu”

– Śląsk jest kolebką kardiologii. Program KOS-zawał jest nielimitowany, co oznacza, że każdy może z niego skorzystać, jeśli zostanie zakwalifikowany – mówiła Katarzyna Adamek, dyrektor Śląskiego OW NFZ.

– Kluby Pacjenta są dla nas klamrą spinającą to, jak należy opiekować się pacjentem kardiologicznym. Profilaktyka jest dla nas ważna i realizujemy ją poprzez Kluby Pacjenta – mówił dr n. med. Paweł Kaźmierczak, członek Zarządu AHP i Scanmed, w panelu „Profilaktyka to nie tylko hasło – skuteczne zastosowanie w praktyce”.

– Profilaktyka to ważny element edukacji. Powinna zaczynać się w już przedszkolach i szkołach – podsumowała Renata Kurlanc, dyrektor Departamentu Edukacji i Promocji Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia.

Po inspirujących dyskusjach ekspertów, do zdrowego stylu życia jako sposobu na pełne energii kolejne  lata  życia przekonywała Mądra Babcia

Mądra Babcia – najsłynniejsza Babcia Internetu, która schudła 60 kg – wprowadziła uczestników w pełną energii atmosferę. Dzieliła się swoimi doświadczeniami oraz sposobami na utrzymanie zdrowia i dobrej formy na co dzień.

Interaktywna edukacja

W Strefie Wiedzy i Edukacji  specjaliści z Medtronic dzielili się wiedzą na temat kardiologicznych urządzeń wszczepialnych, leczenia migotania przedsionków oraz uświadamiali, jak leczyć cukrzycę typu 1 i 2. Goście stoiska mogli się też wcielić w rolę lekarza i spróbować sił przy konsoli robota chirurgicznego.

W strefie edukacji diabetologicznej Abbott można było porozmawiać z edukatorami o samoopiece w cukrzycy przy pomocy specjalnego systemu, odbyły się również grupowe szkolenia na temat cukrzycy i utrzymywania glikemii w zakresie docelowym.

Źródło: Komunikat Prasowy

Kardiologia to nie tylko przywracanie życia wielu pacjentom, ale również program KOS-zawał, finansowany przez NFZ, który po prostu się opłaca i to w wielu wymiarach. Wydłużenie o jeden rok życia w dobrej jakości pacjentowi po zawale kosztuje NFZ blisko 14,4 tys. zł, czyli dziesięć razy mniej niż dopuszcza próg opłacalności leczenia pacjenta przyjęty przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – wynika z analizy finansowej programu, przeprowadzonej pod kierunkiem dr hab. n. med. prof. KAAFM Piotra Buszmana.
W skład zespołu badawczego weszli również: Sylwia Milczarek-Major, Marta Mazur, Aleksandra Kolarczyk-Haczyk, Jacek Rydzek, Paweł Kaźmierczak, Paweł Buszman, Krzysztof Milewski, Mariusz Gąsior, Maciej Rogala, Piotr Jankowski, Krystian Wita.

Wyniki analizy zostały wykonane na podstawie rejestru, który objął 1972 chorych hospitalizowanych w czterech ośrodkach Grupy American Heart of Poland, włączonych do programu od listopada 2017 r. do listopada 2018 r. (Rejestr KOS-MI). Analizę przeprowadzono na podstawie kosztów poniesionych przez płatnika (NFZ). Prof. Piotr Buszman, kierownik Katedry Kardiologii Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego (KAAFM), dyrektor badań przedklinicznych w Centrum Badawczo-Rozwojowym, Grupa American Heart of Poland, wyjaśnił, że obliczono wskaźnik tzw. kosztów-efektywności, aby pokazać, czy program KOS-zawał jest opłacalny z punktu widzenia ekonomicznego. W uproszczeniu to koszt, jaki ponosi płatnik (NFZ), by zapewnić jednemu pacjentowi życie przez rok po zawale w dobrej jakości i bez incydentów (MACCE) (np. udarów mózgu, hospitalizacji z powodu niewydolności serca). Wskaźnik ten wyniósł dokładnie 14 399,94 zł. 

„To kwota porównywalna do kosztów ponoszonych na standardowe programy przesiewowe czy terapeutyczne” – wskazał prof. Buszman w czasie konferencji prasowej zatytułowanej „Efektywność kosztowa programu KOS-zawał. Jak wygląda w praktyce Value-Based Healthcare – opieka zdrowotna oparta na wartości”, zorganizowanej przez Grupę American Heart of Poland. Dla porównania ocena kosztów-efektywności dla programu przesiewowej kolonoskopii w diagnozie raka jelita grubego to ponad 26 tys. zł, a szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 – 6249 zł. 

Tymczasem Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w taryfie obowiązującej od 30 października 2020 r. uznała wysokość progu uzyskania jednego roku w dobrej jakości na poziomie 155 514 zł. A to pokazuje, że w praktyce KOS-zawał jest terapią wysoce opłacalną.

KOS-zawał ogranicza ryzyko śmierci pacjentów
Prof. Buszman podkreślił, że dzięki programowi KOS-zawał udało się ograniczyć śmiertelność pacjentów o 10-30 proc. oraz dużych incydentów sercowo-naczyniowych o 30-40 proc. w porównaniu z chorymi, którzy zostali otoczeni standardową opieką. Natomiast w obserwacji trzyletniej redukcja śmiertelności wyniosła już 38 proc., a hospitalizacji z powodu niewydolności serca 28 proc., pomimo zakończeniu programu po roku. Ponadto pacjent objęty programem w obserwacji trzyletniej uzyskał pół roku w dobrej jakości życia więcej, w porównaniu z pacjentami nieobjętymi tym programem. 
Z analizy wynika, że dzięki KOS-zawał oszczędność płynąca z ograniczenia incydentów sercowo-naczyniowych i uniknięcia ich leczenia wynosi w skali kraju ponad 12,4 mln zł. 

„Nie liczyliśmy tego z perspektywy ZUS, ale wiemy, że każdy uratowane życie, które jest wartością bezcenną, szacowane jest na około 2 mln zł. To dodatkowy aspekt analizy, o którym warto pamiętać” – podkreślił prof. Piotr Buszman. 

Roczny koszt ponoszony przez płatnika na jednego pacjenta w ramach programu, wliczając w to m.in. rehabilitację, ponowne wizyty u kardiologa, nielimitowane procedury, to 6,6 tys. zł (w 2018 r.).

KOS-zawał to nie tabletka
KOS-zawał to program finansowany ze środków publicznych, wprowadzony w 2017 r., dzięki któremu pacjent po zawale, który jest leczony najczęściej angioplastyką wieńcową (PCI), ma szanse na dłuższe życie w zdrowiu. To program – jak zaznaczyli kardiolodzy uczestniczący w konferencji prasowej – rozpoznawalny na świecie. 

„Piękno programu polega na tym, że to nie jest de facto jedna nowa technologia, jedna nowa tabletka, jeden nowy wyrób – to jest koordynacja, połączenie i synergizm tego, co już wiemy, że jest najlepsze dla pacjenta i dostępne w ramach NFZ” – podkreślił prof. Piotr Buszman. 

Pacjent objęty programem może liczyć na roczną, bezpłatną i kompleksową opiekę, która zapewnia mu m.in. rehabilitację kardiologiczną, konsultacje lekarskie i edukację prozdrowotną. Pacjent jest nie tylko „prowadzony za rękę”, ale ma dostęp do nielimitowanych procedur, np. dokończenie drugiego etapu rewaskularyzacji (zabieg umożliwiający pełny przepływ krwi przez naczynie), wszczepienie rozrusznika czy kardiowerter-defibrylatora, elektroterapię, rehabilitację (stacjonarną, ambulatoryjną, hybrydową) oraz co najmniej cztery wizyty w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej zakończone bilansem. 

„Program KOS-zawał to dłuższe i lepsze życie dla pacjenta, bo to liczymy w naszych badaniach klinicznych i analizach kosztów-efektywności programu” – powiedział prof. Buszman.

Nie każdy pacjent po zawale korzysta z programu
Niestety, mimo że program przyczynia się do skutecznej poprawy zdrowia pacjenta po zawale, zmniejsza śmiertelność i oszczędza pieniądze gromadzone przez nas wszystkich w Narodowym Funduszu Zdrowia, to nie wszyscy pacjenci z niego korzystają. Głównym niedociągnięciem programu, który rzutuje na jego efektywność, jest to, że pacjent, aby po przebytym zawale mógł skorzystać z programu, musi uczestniczyć w rehabilitacji, która pozwala powrócić mu do zdrowia. Jednak nie zawsze jest ona dostępna. 

„Program nie jest idealny. Od samego początku zakładał bardzo ważny element, jakim jest rehabilitacja. Z góry było wiadomo, że polska rehabilitacja kardiologiczna jest jeszcze słaba. Jest bardzo mało wysokospecjalistycznych ośrodków, wyposażenie jest słabe, pacjenci muszą dojeżdżać, bo nie we wszystkich szpitalach jest dostępna na miejscu. A jeśli pacjent nie dotrze na rehabilitację, to wykluczany jest z programu” – zwrócił uwagę na ten aspekt prof. Robert Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, kierownik Kliniki Kardiologii w Państwowym Instytucie Medycznym MSWIA w Warszawie.

Kardiolodzy wskazali, że pacjent powinien móc skorzystać z programu, nawet w przypadku, jeśli nie będzie uczestniczył w rehabilitacji. Poza tym każdy z nich powinien być edukowany, by mógł wrócić w jak największym stopniu do życia sprzed choroby. 

„Pacjent (po zawale – przyp. red.) powinien mieć normalizowane ciśnienie, obniżony poziom cholesterolu, dobrą gospodarkę węglowodanową, czyli obniżony poziom glukozy. Powinien być aktywny fizycznie, przyjmować leki regularnie” – wyliczył prof. Gil. Podsumowując – pacjent powinien zmienić swoje przyzwyczajenia.

Do tego potrzebna jest edukacja, zarówno pacjenta, jak i samego lekarza. Na ten element zwrócił uwagę dr n. med. Paweł Kaźmierczak, dyrektor ds. medycznych Grupy American Heart of Poland.

„Pacjent musi być świadomy, jakie korzyści może pozyskać w ramach programu” – zaznaczył dr n. med. Kaźmierczak. W Grupie American Heart of Poland rocznie hospitalizowanych jest ok. 9 tys. pacjentów z zawałem.

Uczestnicy wspomnieli też o istotnej roli koordynatora opieki, który nie tylko czuwa nad wypełnianiem parametrów programu, ale też odpowiada za współpracę z innymi ośrodkami.

KOS-zawał w powiatach? Jak na lekarstwo
Dostęp do programu – jak wskazali eksperci – mają głównie pacjenci, którzy są objęci opieką w dużych ośrodkach. Natomiast program jeszcze za słabo działa w powiatach. Tutaj trzeba koniecznie poprawić dostęp do rehabilitacji. 

„Na Śląsku mamy relatywnie silną rehabilitację. Tego nie da się zrobić w Polsce powiatowej, bo tam jest 40 zawałów w miesiącu, z tego około 18 pacjentów będzie kwalifikowanych do rehabilitacji dziennej i przeciętnego szpitala w tej chwili nie stać na to, żeby ponosił dodatkowe koszty i otwierał oddziały rehabilitacji” – zaznaczył prof. Krystian Wita, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii na Śląsku. Na znaczenie rehabilitacji zwróciła również uwagę senatorka (KO), Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia. Podkreśliła, że ten brak dostępności to bolączka całego systemu ochrony zdrowia, a rehabilitacja jest przecież równie ważna jak leczenie pacjenta. Ma niebagatelne znaczenie nie tylko w kardiologii, lecz także neurologii czy ortopedii. 

Jednocześnie uczestnicy dyskusji zwrócili uwagę na kilka dodatkowych kwestii. Po pierwsze, choć program KOS-zawał jest nieustannie modyfikowany, to do tej pory nie udało się go powiązać z innymi programami, chociażby z tym leczenia pacjentów z zaburzeniami lipidowymi (B.101). Udało się jednak osiągnąć to, że na pierwszej wizycie oznacza się poziom cholesterolu u pacjenta.
Poza tym chodzi o to, by zwiększyć realne zainteresowanie ośrodków tym programem.

„Należałoby się zastanowić, choć to jest trudne, jak to zrobić, by wszystkie ośrodki, które mają kardiologię interwencyjną i mogą włączać tych pacjentów do programu KOS-zawał, w połączeniu z tym programem B.101, przekonać do tego, by do niego weszły” – powiedział prof. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej w Instytucie Kardiologii w Aninie. Jego zdaniem można to osiągnąć na dwa sposoby: zwiększając zachęty lub czyniąc program obligatoryjnym. Ten drugi pomysł okazał się dyskusyjny. Eksperci zgodzili się, że takie podejście nie byłoby dobre, bo jak pokazuje doświadczenie:

„Każde narzucanie Polakowi czegoś źle się kończy” – stwierdził prof. Gil, a prof. Jankowski dodał, że: „Na poziomie urzędnika obligatoryjność rozwiązuje problem, ale nie o to chodzi”.

Eksperci zwrócili też uwagę, że obawy dotyczące tego, że nielimitowane procedury spowodują kolejki do specjalistów, nie sprawdziły się.

„Chciałbym wszystkich zapewnić, że w naszym ośrodku, w którym mamy obecnie ponad 5 tys. pacjentów, średnia liczba wizyt wynosi 4,5. Oczywiście to jest średnia. Mamy pacjenta, który był co miesiąc i odbył 12 wizyt” – powiedział prof. Wita, kierujący Oddziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego w Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

W podsumowaniu konferencji Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia, wskazała, że program KOS-zawał powinien być wzorem dla innych programów w obszarze zdrowia publicznego.
Źródło: Konferencja prasowa pt. „Efektywność kosztowa programu KOS-zawał” zorganizowana przez Grupę American Heart of Poland

Źródło informacji: PAP MediaRoom

1 czerwca 2023 r. Grupa American Heart of Poland obejmuje zarządzanie wieloprofilowym Szpitalem w Sztumie. Pozwoli to na ciągłość funkcjonowania Szpitala i udzielania świadczeń w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Łączne inwestycje Grupy w Szpitalu w Sztumie mogą osiągnąć ponad 100 mln zł! Grupa podpisała umowę na 20-letnią dzierżawę nieruchomości. To ważny etap rozwoju American Heart of Poland w zakresie szpitalnictwa – będzie to już trzeci szpital wieloprofilowy, którym zarządza (po Katowicach i Drawsku Pomorskim).

Szpital jest bardzo potrzebny mieszkańcom powiatu sztumskiego i okolic. Zaangażowanie się spółki American Heart of Poland w zarządzanie Szpitalem zapewni bezpieczeństwo i dostęp do wysokiej klasy procedur medycznych w ramach kontraktu z NFZ. Placówka zostanie zmodernizowana, co wpłynie na poprawę dostępności do opieki specjalistycznej oraz zwiększenie komfortu pacjentów i pracowników placówki. Plan inwestycyjny będzie związany z budynkiem głównym i rehabilitacji – zostanie przeprowadzony kompleksowy remont infrastruktury i zakupiony nowy sprzęt medyczny. Jako gwarancję naszych działań podajemy przykład szpitala w Drawsku Pomorskim, przejęcie tej placówki przez Grupę American Heart of Poland było punktem zwrotnym, który przyniósł za sobą znaczące inwestycje i poprawę funkcjonowania szpitala. W ciągu pierwszego roku po przejęciu tego podmiotu medycznego (przez okres 8 miesięcy) zainwestowaliśmy ponad 15 mln złotych, co umożliwiło przeprowadzenie wielu ważnych działań, mających na celu poprawę jakości świadczeń – wyjaśnia Adam Szlachta, prezes Zarządu American Heart of Poland S.A.
Cesja kontraktów z NFZ jest pełnym potwierdzeniem materializacji naszej umowy ze spółką American Heart of Poland. To oznacza, że szpital w Sztumie nie tylko zostanie uratowany, ale również przystąpimy do zapowiadanego, kompleksowego procesu modernizacji. To niezwykle pozytywna informacja nie tylko dla mieszkańców powiatu sztumskiego, ale również dla wszystkich osób korzystających z usług naszej placówki. Jesteśmy głęboko przekonani, że otwieramy dzisiaj nową, obiecującą kartę w historii szpitala w Sztumie. Chcemy kontynuować najlepsze tradycje naszej placówki, wprowadzając nowoczesne rozwiązania i świadcząc usługi medyczne na najwyższym poziomie. Dzięki temu nasz szpital będzie służył społeczności lokalnej w jeszcze lepszy sposób. Jesteśmy pełni nadziei i determinacji – mówił starosta sztumski, Leszek Sarnowski.
Grupa American Heart of Poland od ponad 10 lat zarządza oddziałem kardiologii w sztumskim Szpitalu, zapewniając całodobową opiekę kardiologiczną w regionie. Rocznie na oddziale kardiologicznym w Sztumie hospitalizowanych jest ponad 1200 pacjentów, w tym ok. 500 pacjentów z zawałem mięśnia sercowego. Grupa American Heart of Poland jako jedyny oddział kardiologiczny w całym regionie Powiśla realizuje program KOS-zawał, czyli specjalistyczną, ciągłą, zintegrowaną, skoordynowaną opiekę dla pacjentów po przebytym zawale mięśnia sercowego. Ułatwia on powrót do codziennej aktywności i znacząco zmniejsza ryzyko kolejnego incydentu sercowo-naczyniowego. 
Grupa American Heart of Poland nie tylko skupia się na zapewnieniu opieki medycznej na europejskim poziomie, ale również dba o satysfakcję pacjentów. Opieka realizowana w ramach programu KOS-Zawał w ośrodkach medycznych Grupy jest bardzo dobrze oceniana przez pacjentów. 
 
Grupa American Heart of Poland funkcjonuje w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej w Polsce, w ramach kontraktu z NFZ. Zapewnia ponad 220 000 pacjentom dostęp do wysokiej klasy procedur medycznych w ponad 20 ośrodkach medycznych w całym kraju. Zatrudnia ponad 800 lekarzy i 2600 pozostałych pracowników medycznych. W skład Grupy wchodzą szpitale wieloprofilowe, oddziały kardiologii, kardiochirurgii oraz chirurgii naczyniowej, poradnie, laboratoria diagnostyczne i pracownie diagnostyki obrazowej, Uzdrowisko Ustroń oraz Centrum Badawczo-Rozwojowe.
 
Kluby Pacjenta – bezpłatne spotkania edukacyjne dla mieszkańców.

Grupa American Heart of Poland przykłada dużą uwagę do działań związanych z edukacją i profilaktyką zdrowotną w zakresie chorób cywilizacyjnych, w ramach współpracy z władzami i społecznościami lokalnymi. Fundacja „Z sercem do Pacjenta” powołana przez Grupę American Heart of Poland organizuje bezpłatne spotkania tzw. Klubów Pacjenta, podczas których specjaliści różnych dziedzin medycyny dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem w zakresie profilaktyki chorób cywilizacyjnych. Dodatkowo, w trakcie spotkań, słuchacze mają możliwość skorzystania z bezpłatnych badań oraz indywidualnych rozmów ze specjalistami. Wszystkie spotkania Klubu Pacjenta Fundacji „Z sercem do Pacjenta” objęte są patronatem honorowym Ministra Zdrowia.
Dotychczas w całej Polsce zorganizowanych zostało już ponad 30 spotkań Klubu Pacjenta. W Sztumie, w dniu 23 marca 2023r. odbył się już pierwszy Klub Pacjenta, pod patronatem Leszka Sarnowskiego, Starosty Sztumskiego oraz Leszka Jana Tabora, Burmistrza Sztumu. Wydarzenie spotkało się z dużym zainteresowaniem mieszkańców oraz lokalnych mediów.  Kluby Pacjenta w Sztumie są realizowane we współpracy z Pomorskim Oddziałem Wojewódzkim NFZ.


źródło: Grupa American Heart of Poland

Kardiolodzy biją na alarm. Choroby układu sercowo-naczyniowego (CVD) wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Około 70 tysięcy osób rocznie doświadcza zawału serca, z czego 20 procent nie przeżyje kolejnego roku, a co trzecia osoba po zawale umrze z przyczyn sercowo-naczyniowych w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów niezbędna jest optymalizacja systemu opieki zdrowotnej. Dzięki planowanym zmianom w leczeniu kardiologicznym oraz wprowadzeniu KOS-Zawał Plus, Polska może stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale.
VI edycja debaty z cyklu „Healthcare Policy Summit” zainicjowanego w 2022 r. przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych była poświęcona profilaktyce i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych oraz opiece nad pacjentem kardiologicznym. 25 kwietnia czołowi polscy kardiolodzy oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej dyskutowali o koniecznych zmianach.

Dane epidemiologiczne zawarte na najnowszym raporcie Uczelni Łazarskiego „Zawał i opieka po zawale” pokazują, że Polska należy do krajów wysokiego ryzyka śmiertelności sercowo-naczyniowej. W 2021 r. zawału doświadczyło 67,7 tys. osób, z czego 65 proc. stanowili mężczyźni, a 35 proc. kobiety. Śmiertelność w zawale serca sięga 9,5 proc. w przypadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej, 12,4 proc. w ciągu 30 dni po zawale oraz 21,5 proc. w ciągu roku.
Pacjent wychodzi po zawale serca ze szpitala ze stosunkowo niską śmiertelnością, ale z powodu choroby niedokrwiennej serca 60 proc. ponownie zachoruje i będzie hospitalizowana – wskazał prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Zdaniem profesora, w Europie Zachodniej już od kilku lat choroby serca nie są główną przyczyną zgonów zarówno w całym społeczeństwie, jak i wśród osób poniżej 65. r.ż., gdzie obywatele tych krajów żyją dłużej niż w Polsce. Działań, które trzeba podjąć jest bardzo dużo, jest to przede wszystkim profilaktyka oraz styl życia.

W opinii eksperta ważna jest również opieka nad osobami najbardziej zagrożonymi, po przebytym zawale serca. Co roku ok 60-70 tys. osób ma zawał serca, a co trzecia z nich umiera w ciągu trzech lat. Te statystyki można odwrócić, dzięki opiece koordynowanej nad pacjentem, która zostanie wprowadzona do codziennej praktyki klinicznej od stycznia 2024 r.

Prof. Mitkowski dodał, że w porównaniu do Danii, Francji, Hiszpanii czy Szwecji Polska wykazuje się wyższym ryzykiem śmiertelności po zawale przy tym samym nasileniu czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie tętnicze czy wysoki poziom cholesterolu. Aby zmniejszyć poziom śmiertelności do poziomu tamtych krajów, należy znacząco obniżyć czynniki ryzyka. Tymczasem chociaż większość pacjentów rzuca po zawale palenie, to już jeżeli chodzi np. o stężenie cholesterolu, ponad połowa nie osiąga celu terapeutycznego.

Obniżeniu stopnia śmiertelności pozawałowej służy między innymi funkcjonujący od 2017 r. program KOS-Zawał, którego celem jest kompleksowa opieka nad pacjentem po zawale, maksymalnie ułatwiająca dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz badań kontrolnych przez cały rok po incydencie. Cztery moduły programu zakładają hospitalizację pacjenta obejmującą leczenie zachowawcze i diagnostykę, rehabilitację kardiologiczną z uwzględnieniem rehabilitacji stacjonarnej, ambulatoryjnej i telerehabilitacji, elektroterapię oraz opiekę specjalistyczną trwającą 12 miesięcy od wystąpienia zawału serca.
KOS-Zawał to plan opieki koordynowanej nad pacjentem po zawale serca. Program ogranicza stopień śmiertelności w ciągu roku po zawale o ponad 30 proc. i o 25 proc. ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Jednak tylko połowa ośrodków – czyli 68 – prowadzi ten program – zaznaczył prof. Mitkowski.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśla, że KOS-Zawał jest sztandarowym i wzorcowym przykładem innowacji organizacyjnej.
Jest to jeden z najbardziej skutecznych, nowatorskich modeli organizacji opieki, którego zazdroszczą nam również lekarze i pacjenci w innych krajach, często z dużo lepiej rozwiniętym systemem – powiedziała dyrektor.
Dr hab. n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, podkreślił, że program KOS-Zawał jest wielkim osiągnięciem polskiego środowiska kardiologicznego i powinien być kontynuowany.
Warto zwrócić uwagę, że od wielu lat program KOS-Zawał nie jest aktualizowany i wymaga ewaluacji. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i będziemy wspólnie się nad tym zastanawiać – dodał prof. Radosław Sierpiński.
Mając na uwadze dobro pacjentów, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z inicjatywą o wdrożenie zmian w programie KOS-Zawał Plus. Pilotaż miałby polegać na bardzo wczesnej i agresywnej interwencji nakierowanej na obniżenie stężenia cholesterolu LDL. Jeśli standardowa terapia nie jest efektywna, wtedy włączane byłyby leki interferujące z białkiem PSCK9 lub inhibitory tego białka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska mogłaby stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale. Gdyby udało się zrealizować ten program, mielibyśmy osiągnięcie na skalę krajową i europejską, a może wręcz na skalę globalną. Cele terapeutyczne byłyby osiągane bardzo szybko – zaznaczył prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
O potrzebie zmiany sposobu myślenia na temat systemu opieki zdrowotnej mówił prof. Rifat Atun z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, dyrektor klastra ds. globalnych systemów opieki zdrowotnej.
Korzyści zdrowotne przekładają się na korzyści gospodarcze i społeczne. Nie można traktować systemu wyłącznie w kategoriach kosztów i problemów z nimi związanych. Dla rządu i społeczeństwa dobrze funkcjonujący system to najlepsza inwestycja, która przynosi korzyści zarówno obywatelom, jak i państwu, gdyż generuje zatrudnienie, rozwój innych sektorów gospodarki i innowacji – podkreślił prof. Atun.
W opinii eksperta, który jest doradcą w WHO i pomógł już usprawnić funkcjonowanie systemów opieki zdrowotnej w 30 krajach świata, każdy system zawodzi w sytuacji dużego szoku, jakim była przykładowo pandemia COVID-19. Dlatego system powinien być bardziej elastyczny, odporny i zrównoważony, a kluczową kwestią dla poprawy funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia jest wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Wtórował mu prof. Mitkowski.
Mówimy o innowacjach, które dają zatrudnienie. Tak więc jest to inwestycja w ludzi, którzy będą produkować pewne dobra związane ze zdrowiem populacyjnym. Potrzebujemy jednak więcej innowacji – stwierdził.
W opinii dr. n. med. Tomasza Latosa, przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, osiągnęliśmy sukces, jeżeli chodzi o część chorób sercowo-naczyniowych. Jednak do pełni szczęścia wciąż brakuje kilku elementów.
Problem zgonów kardiologicznych w Polsce się zmniejszył, jednak wciąż brakuje opieki, prowadzenia pacjenta, który miał ostre stany w schorzeniach kardiologicznych. Pacjent z różnych powodów w tym systemie ginie. Opieka koordynowana w pilotażu przyniesie efekty, jednak brakuje dobrej, systematycznej współpracy między specjalistami. Bardzo ważna jest także promocja profilaktyki, wykluczenie złych nawyków Polaków – wskazał Tomasz Latos.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, uważa, że w pierwszej kolejności należy wyznaczyć cele w grupie pacjentów kardiologicznych, a potem określić, jaką drogą i za pomocą jakich narzędzi ten cel osiągnąć. Konieczne jest także efektywne wykorzystanie danych w celu określenia co i gdzie jest konkretnie potrzebne, przekonania decydentów do proponowanych rozwiązań oraz stworzenie narzędzi do precyzyjnej oceny interwencji.

Dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, zastępca kierownika Kliniki Kardiologii 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu również podkreślał znaczenie danych w medycynie.
Nie możemy marnować 2, 3, 5 lat na sięganie po dane, które już są zgromadzone. One muszą być dostępne błyskawicznie, aby mogły być wykorzystane w celach naukowych i polepszenie opieki zdrowotnej nad pacjentami – powiedział prof. Jagielski.
Zdaniem prof. dr hab. n. med. Piotra Jankowskiego, przewodniczącego Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przy próbach zreformowania systemu opieki zdrowotnej nie można uciec od stylu życia i codziennych wyborów Polaków.
Rola Ministra Zdrowia jest często mniejsza, niż osób z innych sektorów życia publicznego czy edukacji. Nauka, sport, środowisko, a nawet architektura mają znaczący wpływ na społeczeństwo, a tym samym zdrowie populacyjne – stwierdził.
Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, dyrektor Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że konieczna jest definicja rzeczywistych potrzeb i przekierowanie środków tam, gdzie są największe potrzeby, a wykorzystanie środków będzie najbardziej efektywne.
Program KOS-Zawał to słuszna inicjatywa i tam, gdzie jest realizowany, przynosi wymierne korzyści pacjentom. Sęk w tym, że program się nie rozszerza. Największy problem jest z rehabilitacją, na którą nie ma finansowania. KOS-Zawał bez rehabilitacji będzie mniej efektywny – zaznaczył i dodał, że Rehabilitacja po zawale mięśnia sercowego, po każdym incydencie kardiologicznym powinna być nieodłączną częścią leczenia pacjenta.
 
 
źródło: PAP MediaRoom
Kardiolodzy biją na alarm. Choroby układu sercowo-naczyniowego (CVD) wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Około 70 tysięcy osób rocznie doświadcza zawału serca, z czego 20 procent nie przeżyje kolejnego roku, a co trzecia osoba po zawale umrze z przyczyn sercowo-naczyniowych w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów niezbędna jest optymalizacja systemu opieki zdrowotnej. Dzięki planowanym zmianom w leczeniu kardiologicznym oraz wprowadzeniu KOS-Zawał Plus, Polska może stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale.
VI edycja debaty z cyklu „Healthcare Policy Summit” zainicjowanego w 2022 r. przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych była poświęcona profilaktyce i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych oraz opiece nad pacjentem kardiologicznym. 25 kwietnia czołowi polscy kardiolodzy oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej dyskutowali o koniecznych zmianach.

Dane epidemiologiczne zawarte na najnowszym raporcie Uczelni Łazarskiego „Zawał i opieka po zawale” pokazują, że Polska należy do krajów wysokiego ryzyka śmiertelności sercowo-naczyniowej. W 2021 r. zawału doświadczyło 67,7 tys. osób, z czego 65 proc. stanowili mężczyźni, a 35 proc. kobiety. Śmiertelność w zawale serca sięga 9,5 proc. w przypadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej, 12,4 proc. w ciągu 30 dni po zawale oraz 21,5 proc. w ciągu roku.
Pacjent wychodzi po zawale serca ze szpitala ze stosunkowo niską śmiertelnością, ale z powodu choroby niedokrwiennej serca 60 proc. ponownie zachoruje i będzie hospitalizowana – wskazał prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Zdaniem profesora, w Europie Zachodniej już od kilku lat choroby serca nie są główną przyczyną zgonów zarówno w całym społeczeństwie, jak i wśród osób poniżej 65. r.ż., gdzie obywatele tych krajów żyją dłużej niż w Polsce. Działań, które trzeba podjąć jest bardzo dużo, jest to przede wszystkim profilaktyka oraz styl życia.

W opinii eksperta ważna jest również opieka nad osobami najbardziej zagrożonymi, po przebytym zawale serca. Co roku ok 60-70 tys. osób ma zawał serca, a co trzecia z nich umiera w ciągu trzech lat. Te statystyki można odwrócić, dzięki opiece koordynowanej nad pacjentem, która zostanie wprowadzona do codziennej praktyki klinicznej od stycznia 2024 r.

Prof. Mitkowski dodał, że w porównaniu do Danii, Francji, Hiszpanii czy Szwecji Polska wykazuje się wyższym ryzykiem śmiertelności po zawale przy tym samym nasileniu czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie tętnicze czy wysoki poziom cholesterolu. Aby zmniejszyć poziom śmiertelności do poziomu tamtych krajów, należy znacząco obniżyć czynniki ryzyka. Tymczasem chociaż większość pacjentów rzuca po zawale palenie, to już jeżeli chodzi np. o stężenie cholesterolu, ponad połowa nie osiąga celu terapeutycznego.

Obniżeniu stopnia śmiertelności pozawałowej służy między innymi funkcjonujący od 2017 r. program KOS-Zawał, którego celem jest kompleksowa opieka nad pacjentem po zawale, maksymalnie ułatwiająca dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz badań kontrolnych przez cały rok po incydencie. Cztery moduły programu zakładają hospitalizację pacjenta obejmującą leczenie zachowawcze i diagnostykę, rehabilitację kardiologiczną z uwzględnieniem rehabilitacji stacjonarnej, ambulatoryjnej i telerehabilitacji, elektroterapię oraz opiekę specjalistyczną trwającą 12 miesięcy od wystąpienia zawału serca.
KOS-Zawał to plan opieki koordynowanej nad pacjentem po zawale serca. Program ogranicza stopień śmiertelności w ciągu roku po zawale o ponad 30 proc. i o 25 proc. ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Jednak tylko połowa ośrodków – czyli 68 – prowadzi ten program – zaznaczył prof. Mitkowski.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśla, że KOS-Zawał jest sztandarowym i wzorcowym przykładem innowacji organizacyjnej.
Jest to jeden z najbardziej skutecznych, nowatorskich modeli organizacji opieki, którego zazdroszczą nam również lekarze i pacjenci w innych krajach, często z dużo lepiej rozwiniętym systemem – powiedziała dyrektor.
Dr hab. n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, podkreślił, że program KOS-Zawał jest wielkim osiągnięciem polskiego środowiska kardiologicznego i powinien być kontynuowany.
Warto zwrócić uwagę, że od wielu lat program KOS-Zawał nie jest aktualizowany i wymaga ewaluacji. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i będziemy wspólnie się nad tym zastanawiać – dodał prof. Radosław Sierpiński.
Mając na uwadze dobro pacjentów, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z inicjatywą o wdrożenie zmian w programie KOS-Zawał Plus. Pilotaż miałby polegać na bardzo wczesnej i agresywnej interwencji nakierowanej na obniżenie stężenia cholesterolu LDL. Jeśli standardowa terapia nie jest efektywna, wtedy włączane byłyby leki interferujące z białkiem PSCK9 lub inhibitory tego białka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska mogłaby stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale. Gdyby udało się zrealizować ten program, mielibyśmy osiągnięcie na skalę krajową i europejską, a może wręcz na skalę globalną. Cele terapeutyczne byłyby osiągane bardzo szybko – zaznaczył prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
O potrzebie zmiany sposobu myślenia na temat systemu opieki zdrowotnej mówił prof. Rifat Atun z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, dyrektor klastra ds. globalnych systemów opieki zdrowotnej.
Korzyści zdrowotne przekładają się na korzyści gospodarcze i społeczne. Nie można traktować systemu wyłącznie w kategoriach kosztów i problemów z nimi związanych. Dla rządu i społeczeństwa dobrze funkcjonujący system to najlepsza inwestycja, która przynosi korzyści zarówno obywatelom, jak i państwu, gdyż generuje zatrudnienie, rozwój innych sektorów gospodarki i innowacji – podkreślił prof. Atun.
W opinii eksperta, który jest doradcą w WHO i pomógł już usprawnić funkcjonowanie systemów opieki zdrowotnej w 30 krajach świata, każdy system zawodzi w sytuacji dużego szoku, jakim była przykładowo pandemia COVID-19. Dlatego system powinien być bardziej elastyczny, odporny i zrównoważony, a kluczową kwestią dla poprawy funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia jest wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Wtórował mu prof. Mitkowski.
Mówimy o innowacjach, które dają zatrudnienie. Tak więc jest to inwestycja w ludzi, którzy będą produkować pewne dobra związane ze zdrowiem populacyjnym. Potrzebujemy jednak więcej innowacji – stwierdził.
W opinii dr. n. med. Tomasza Latosa, przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, osiągnęliśmy sukces, jeżeli chodzi o część chorób sercowo-naczyniowych. Jednak do pełni szczęścia wciąż brakuje kilku elementów.
Problem zgonów kardiologicznych w Polsce się zmniejszył, jednak wciąż brakuje opieki, prowadzenia pacjenta, który miał ostre stany w schorzeniach kardiologicznych. Pacjent z różnych powodów w tym systemie ginie. Opieka koordynowana w pilotażu przyniesie efekty, jednak brakuje dobrej, systematycznej współpracy między specjalistami. Bardzo ważna jest także promocja profilaktyki, wykluczenie złych nawyków Polaków – wskazał Tomasz Latos.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, uważa, że w pierwszej kolejności należy wyznaczyć cele w grupie pacjentów kardiologicznych, a potem określić, jaką drogą i za pomocą jakich narzędzi ten cel osiągnąć. Konieczne jest także efektywne wykorzystanie danych w celu określenia co i gdzie jest konkretnie potrzebne, przekonania decydentów do proponowanych rozwiązań oraz stworzenie narzędzi do precyzyjnej oceny interwencji.

Dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, zastępca kierownika Kliniki Kardiologii 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu również podkreślał znaczenie danych w medycynie.
Nie możemy marnować 2, 3, 5 lat na sięganie po dane, które już są zgromadzone. One muszą być dostępne błyskawicznie, aby mogły być wykorzystane w celach naukowych i polepszenie opieki zdrowotnej nad pacjentami – powiedział prof. Jagielski.
Zdaniem prof. dr hab. n. med. Piotra Jankowskiego, przewodniczącego Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przy próbach zreformowania systemu opieki zdrowotnej nie można uciec od stylu życia i codziennych wyborów Polaków.
Rola Ministra Zdrowia jest często mniejsza, niż osób z innych sektorów życia publicznego czy edukacji. Nauka, sport, środowisko, a nawet architektura mają znaczący wpływ na społeczeństwo, a tym samym zdrowie populacyjne – stwierdził.
Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, dyrektor Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że konieczna jest definicja rzeczywistych potrzeb i przekierowanie środków tam, gdzie są największe potrzeby, a wykorzystanie środków będzie najbardziej efektywne.
Program KOS-Zawał to słuszna inicjatywa i tam, gdzie jest realizowany, przynosi wymierne korzyści pacjentom. Sęk w tym, że program się nie rozszerza. Największy problem jest z rehabilitacją, na którą nie ma finansowania. KOS-Zawał bez rehabilitacji będzie mniej efektywny – zaznaczył i dodał, że Rehabilitacja po zawale mięśnia sercowego, po każdym incydencie kardiologicznym powinna być nieodłączną częścią leczenia pacjenta.
 
 
źródło: PAP MediaRoom

W dniach 19-21.04.2023 r. odbyły się 27-dme warsztaty Warsaw Course on Cardiovascular Interventions (WCCI) organizowane przez Fundację Wspierania Kardiologii Interwencyjnej pod auspicjami Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz we współpracy EAPCI i EuroPCR. W tworzeniu programu tych najstarszych i jednych z najbardziej prestiżowych warsztatów kardiologicznych w Europie udział wzięli przedstawiciele medycyny sercowo-naczyniowej z całego świata, w tym Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej PTK, Klub 30 PTK oraz grupa Euro 4C EAPCI i European Society of Cardiology. 

Kardiologiczna wioska sław

Jak podkreśla prof. Robert Gil. – Prezes Elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Dyrektor WCCI, po raz pierwszy na WCCI powstała technologiczna wioska kardiologiczna, która cieszyła się dużym zainteresowaniem uczestników.
To były pomieszczenia, w których znajdowały się urządzenia demonstracyjne różnych firm, na których można było „poćwiczyć” wykonywanie różnych zabiegów czy badań naczyniowych. Dotyczyło to obrazowania wewnątrznaczyniowego, wspomagania lewej komory serca, nowych urządzeń zmniejszających blaszkę miażdżycową (orbitalna aterektomia, litotrypsja wieńcowa), krótko mówiąc w ciągu dwóch dni specjaliści pokazywali, jak z tych urządzeń korzystać, jak można je zastosować w sytuacjach klinicznych i jakie są ich niuanse technologiczne. – wymienia profesor. – Ta wioska technologiczna wzbudziła bardzo duże  zainteresowanie, a za najciekawsze z urządzeń uczestnicy uznali to, w którym można było zbudować swój własny prowadnik wewnątrznaczyniowy. Wioska odniosła duży sukces. – kontynuuje. – Po raz już n-ty sprawdził się również format sesji poświęconej konkretnym przypadkom klinicznym na wzór klasycznej sesji EuroPCR  (HWIT- Jak bym leczył takiego pacjenta?). Nota bene, EuroPCR to najbardziej prestiżowe spotkanie kardiologów inwazyjnych w Europie, z którym współpracujemy przy WCCI od lat. W tym roku tematami przewodnimi był pacjent we wstrząsie kardiogennym. Ogromna liczba pytań i zainteresowanie uczestników, żywa dyskusja i budująca wymiana doświadczeń – podsumowuje prof. Robert Gil. 
Dużym sukcesem, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni, jest dynamiczny rozwój i bardzo dobry odbiór dwóch mini warsztatów dla zaawansowanych operatorów odbywających się w trakcie WCCI – Warsaw CTO, dedykowany operatorom zainteresowanym szkoleniem w zabiegach rekanalizacji przewlekłych okluzji wieńcowych, przygotowany przez prof. Maksymiliana Opolskiego (Warszawa) oraz Paula Knaapena (Amsterdam), a także warsztat Warsaw-CHIP poświęcony kompleksowym zabiegom najwyższego ryzyka), którego Dyrektorami są prof. Tomasz Pawłowski (Warszawa) and Mirosław Ferenc (Bad Krozingen). – wymienia prof. Adam Witkowski, Past Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Dyrektor WCCI. – Sale pękały w szwach na sesjach poświęconych tzw. koszmarom kardiologa inwazyjnego, zaskakującym sytuacjom, najcięższym powikłaniom,  spektakularnym zabiegom w większości ze szczęśliwym zakończeniem. My jako praktycy, uczymy się na błędach, również tych cudzych, omawianych na warsztatach. Jesteśmy szczęśliwi, że sprawdziła się pierwszy raz od czasu pandemii stacjonarna formuła naszych warsztatów i odwiedziły nas sławy medycyny sercowo-naczyniowej z całego świata m.in. : Gary Mintz, Yves Louvard, ShaoLiang Chen, Patrick Serruys. – dodaje profesor.
 
Syndemia CHUK
 
Co trzeci Polak umiera na choroby układu krążenia. W tym aż 85 proc. chorych  z powodu miażdżycy, na co wskazuje raport „Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce”, oparty na statystykach Narodowej Bazy Danych Zawałów Serca. Wciąż rośnie także liczba chorych na niewydolność serca. Liczba hospitalizacji wzrosła o 43% w ciągu ostatnich pięciu lat, osiągając najwyższy wskaźnik częstości wśród krajów OECD – ponad 2,5 razy częściej w Polsce pacjenci są hospitalizowani z powodu niewydolności serca niż średnia OECD, co wskazuje na najgorsze rokowanie pacjentów. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne określa Polskę mianem kraju o wysokim ryzyku sercowo-naczyniowym. Po pandemii wzrósł jeszcze bardziej dług zdrowotny, z którym kardiolodzy starają się skutecznie walczyć poprzez koordynowane programy kardiologiczne dokładnie. 
Dług zdrowotny był zawsze, natomiast był utajony. Mówiło się, że chorzy czekają w długich kolejkach do lekarza, szczególnie chorzy kardiologiczni i onkologiczni, bo to są dwie główne przyczyny zgonów w Polsce. Pandemia nałożyła się na niedofinansowanie systemu ochrony zdrowia oraz niezapewnienie wszystkich chorym leczenia w odpowiednim czasie, warunkach i przy pomocy odpowiednich leków i narzędzi, co unaoczniło niewydolność polskiego systemu ochrony zdrowia. W latach 2020-21 było ponad 100 tys. nadmiarowych zgonów., czyli takich, których można było uniknąć. W Polsce, w porównaniu do UE mamy ponad dwukrotnie więcej tzw. właśnie zgonów do uniknięcia, co jest już bardzo złą sytuacja chorych. Dług zdrowotny w Polsce można więc nazwać syndemią, czyli nałożenia zaszłości, pandemii COVID-19  z nowymi bieżącymi problemami w kardiologii. – tłumaczy prof. Adam Witkowski.
Chodzi o to, aby jak najlepiej leczyć naszych pacjentów, jak najbardziej zwiększać dostęp do najnowocześniejszych technologii i farmakoterapii w kardiologii interwencyjnej i kardiologii w ogóle. – mówił podczas Ceremoniii Otwarcia WCCI 2023, prof. Przemysław Mitkowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – W ostatnim czasie, w kardiologii udało się nam m.in. doprowadzić do refundacji optycznej koherentnej tomografii, przed nami działania na rzecz refundacji zabiegów udrożnienia przewlekle zwężonych tętnic wieńcowych i oczywiście poprawa opieki nad pacjentem po interwencjach wieńcowych w programie KOS-zawał, a to zwłaszcza leży nam na sercu. KOS-zawał bardzo poprawił rokowanie w tej grupie chorych, natomiast zdajemy sobie sprawę, że jeszcze nie wszystko co można byłoby zrobić, zostało zrobione. KOS-zawał z pewnością będzie to program, który będziemy rozwijać, bo wymaga on rozwoju dla lepszej opieki nad naszymi pacjentami. – przekonywał.  
 
KOS zawał na plus
 
Podczas dorocznej debaty Media Świadome Kardiologii organizowanej wspólnie z fundacją Instytut Świadomości, temat wariantów opieki nad pacjentami wysokiego i ekstremalnego ryzyka sercowo-naczyniowego był szeroko poruszany przez Ewelinę Pańczyk, Prezes fundacji Instytut Świadomości w debacie z kardiologami i dziennikarzami. Eksperci zgadzają się, że program KOS-zawał powinien być programem obligatoryjnym, ponieważ przełożył się na spadek śmiertelności chorych, czyli najtwardszego punktu oceny, jaki można sobie wyobrazić przy ewaluacji programów medycznych. Obligatoryjność ma szansę zaistnieć od początku 2024 r. Sam program wymaga jednak modyfikacji i uzupełnień, by realizacja programu bardziej przypominała europejska “managed care”, czyli opiekę nadzorowaną, ponieważ chorzy po zawale potrzebują nie tylko lepszej koordynacji, ale też nadzoru nad procesem dochodzenia do zdrowia. 
KOS-zawał to dobra inwestycja w przyszłość Polski, bo w zdrowie Polaków i system finansowy państwa. Jestem za obligatoryjnością programu, który jednak wymaga rozwoju i modyfikacji m.in. budowy i rozbudowy ośrodków rehabilitacji pozawałowej, a jednocześnie tzw. zubożonej wersji programu KOS-zawał dla tych, którzy z różnych przyczyn – zawodowych, życiowych, społecznych nie mogą poddać się systematycznej rehabilitacji, zwłaszcza na terenach wiejskich o niskiej gęstości zaludnienia, gdzie brakuje ośrodków rehabilitacyjnych. Ponadto chory powinien mieć możliwość swobodnego przenoszenia się z jednego ośrodka do drugiego, bo chorych, którzy z różnych przyczyn zmieniają swoje miejsce zamieszkania jest wielu, a oni nawet po zmianie adresu są przypisani na rehabilitację do pierwotnego ośrodka. Pacjent, który miał zabieg w Warszawie i przeniósł się do Szczecina nie jest w stanie dojeżdżać do Warszawy na rehabilitację. Pacjentów z taką sytuacją jest, wbrew pozorom, wielu. Ważnym krokiem naprzód, by w pełni wykorzystywać potencjał programu byłoby zapewnienie pacjentom bezpłatnego transportu do ośrodków rehabilitacji oraz rozszerzenie opcji rehabilitacji hybrydowej, którą pacjent może wykonywać w domu po uprzednim przyuczeniu przez lekarza i jego kontroli nad realizowaniem celów terapeutycznych. – uważa prof. Gil.
Trzeba poruszyć również kwestię uzupełnienia KOS-zawał o program ministerialny B.101 leczenia hipercholesterolemii. Nie wszyscy pacjenci z wysokim i ekstremalnym ryzykiem sercowo-naczyniowym, spełniający kryteria, są włączeni do programu lekowego B.101. Wynika to m.in. stąd, że program prowadzony jest w ograniczonej liczbie ośrodków. Można by to zmienić realizując ten  program lekowy B.101 we wszystkich ośrodkach leczących KOS-zawał. Dzięki temu zwiększylibyśmy dostępność do nowoczesnego leczenia hipercholesterolemii w ramach programu B.101 dla naszych pacjentów. – stwierdza prof. Witkowski. 
 
Rok hipercholesterolemii w Polsce
 
Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wspólnie z Polskim Towarzystwem Lipidologicznym rok 2023 ogłosiło rokiem walki z hipercholesterolemią, ponieważ zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce, w tym ponad 60% populacji dorosłej. Skalę problemu zwiększa fakt bardzo niskiej świadomości występowania hipercholesterolemii zarówno wśród pacjentów, jak i niestety lekarzy, którzy nie doceniają wagi podstawowego badania, jakim jest lipidogram. Jednocześnie panuje w internecie powszechna dezinformacja nt. możliwości i bezpieczeństwa leczenia. Kardiolodzy duże nadzieje wiążą z nowym pomysłem – programem KOS-Zawał+, proponowanym uzupełnieniem programu KOS-zawał dla chorych wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. 
Trzeba uświadomić sobie, że każdy pacjent po pierwszym zawale to chory wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego, a hipercholesterolemia to jeden z głównych czynników nagłego incydentu kardiologicznego. Należy pamiętać że ok. 20 -25% pacjentów po ostrym zespole wieńcowym mimo leczenia statynami i ezetymibem nie osiąga celów terapeutycznych redukcji “złego cholesterolu” i potrzebuje jego dalszej redukcji nowoczesną farmakologią. Dlatego chcemy rozszerzyć program KOS-zawał, by mógł skutecznie monitorować i leczyć chorych z hipercholesterolemią nowoczesnymi lekami obniżającymi cholesterol – już nie tylko statynami i ezetymibem, ale właśnie niezwykle skutecznymi inhibitorami PCSK-9 czy drobnocząsteczkowym RNA. Stąd powstał pomysł pilotażu KOS-zawał+, który w przypadku zgody Ministerstwa Zdrowia, miałby być realizowany początkowo w 7 doświadczonych ośrodkach w Polsce. – wyjaśnia prof. Witkowski. – W programie oznaczenie lipidogramu byłoby częstsze i obligatoryjne oraz dodatkowo pacjent uzyskałby możliwość wejścia do ministerialnego programu B.101 mimo niespełniania kryteriów wejścia założonych przez MZ ze względów finansowych. Wtedy takiego chorego moglibyśmy leczyć zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Gdyby okazało się, że KOS-zawał+ jeszcze bardziej redukuje śmiertelność właśnie przez redukcję cholesterolu, oznaczałoby to, że inhibitory PCSK9 powinny być dostępne w refundacji otwartej dla wszystkich pacjentów po zawale serca.  – dodaje. 
KOS-zawał+ to ogromna szansa dla pacjentów, ponieważ w programie B.101 docelową normą cholesterolu  jest 100 mg/dl, a wiemy, że to dwukrotnie za mało, by skutecznie uniknąć ponownego zawału. Skuteczność leczenia skojarzonego, czyli ezetymibu ze statyną to 65 proc. – wciąż zbyt mało. Dopiero leczenie oparte na nowoczesnych terapiach, w tym na inhibitorach białka PCSK9 pozwala osiągnąć 85 proc. redukcji LDL, czyli cel terapeutyczny praktycznie u każdego chorego. Dzięki nowym lekom dostępnym szeroko zbliżylibyśmy się do europejskich standardów leczenia hipercholesterolemii i zapobiegania zawałom w naszym kraju – dodaje prof. Gil. 
 
Wsparcie decydentów i mediów
 
W tym roku 27-e już Warsztaty WCCI (Warsaw Course on Cardiovascular Interventions) uzyskały rekordową liczbę Patronatów Honorowych i medialnych, najwięcej w prawie 30-letniej historii kongresu. Wydarzenie uzyskało wsparcie Marszałka Senatu RP, Sejmowej i Senackiej Komisji Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny-Państwowego Instytutu Badawczego (NIZP-PZH-PIB), Polskiej Akademii Nauk, Forum Ekonomicznego, fundacji Instytut Świadomości, Rzecznika Praw Pacjenta oraz Naczelnej Izby Lekarskiej.
W tym roku faktycznie możemy pochwalić się rekordową liczbą Patronatów, zarówno honorowych, jak i medialnych. Tym samym jesteśmy pewni, że najważniejsze i najciekawsze informacje płynące z naszych tegorocznych Warsztatów będą szeroko dystrybuowane zachęcając tym samym do udziału w Warsztatach WCCI 2024 i edukując już teraz. Mamy również nadzieję, że tak liczne wsparcie decydentów w zakresie patronatów przełoży się na dobrą i owocną współpracę z naszą specjalizacją w najbliższym czasie, jesteśmy dobrej myśli. – mówi prof. Robert Gil. 
 
źródło: Instytut Świadomości

W dniach 19-21.04.2023 r. odbyły się 27-dme warsztaty Warsaw Course on Cardiovascular Interventions (WCCI) organizowane przez Fundację Wspierania Kardiologii Interwencyjnej pod auspicjami Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz we współpracy EAPCI i EuroPCR. W tworzeniu programu tych najstarszych i jednych z najbardziej prestiżowych warsztatów kardiologicznych w Europie udział wzięli przedstawiciele medycyny sercowo-naczyniowej z całego świata, w tym Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej PTK, Klub 30 PTK oraz grupa Euro 4C EAPCI i European Society of Cardiology. 

Kardiologiczna wioska sław

Jak podkreśla prof. Robert Gil. – Prezes Elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Dyrektor WCCI, po raz pierwszy na WCCI powstała technologiczna wioska kardiologiczna, która cieszyła się dużym zainteresowaniem uczestników.
To były pomieszczenia, w których znajdowały się urządzenia demonstracyjne różnych firm, na których można było „poćwiczyć” wykonywanie różnych zabiegów czy badań naczyniowych. Dotyczyło to obrazowania wewnątrznaczyniowego, wspomagania lewej komory serca, nowych urządzeń zmniejszających blaszkę miażdżycową (orbitalna aterektomia, litotrypsja wieńcowa), krótko mówiąc w ciągu dwóch dni specjaliści pokazywali, jak z tych urządzeń korzystać, jak można je zastosować w sytuacjach klinicznych i jakie są ich niuanse technologiczne. – wymienia profesor. – Ta wioska technologiczna wzbudziła bardzo duże  zainteresowanie, a za najciekawsze z urządzeń uczestnicy uznali to, w którym można było zbudować swój własny prowadnik wewnątrznaczyniowy. Wioska odniosła duży sukces. – kontynuuje. – Po raz już n-ty sprawdził się również format sesji poświęconej konkretnym przypadkom klinicznym na wzór klasycznej sesji EuroPCR  (HWIT- Jak bym leczył takiego pacjenta?). Nota bene, EuroPCR to najbardziej prestiżowe spotkanie kardiologów inwazyjnych w Europie, z którym współpracujemy przy WCCI od lat. W tym roku tematami przewodnimi był pacjent we wstrząsie kardiogennym. Ogromna liczba pytań i zainteresowanie uczestników, żywa dyskusja i budująca wymiana doświadczeń – podsumowuje prof. Robert Gil. 
Dużym sukcesem, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni, jest dynamiczny rozwój i bardzo dobry odbiór dwóch mini warsztatów dla zaawansowanych operatorów odbywających się w trakcie WCCI – Warsaw CTO, dedykowany operatorom zainteresowanym szkoleniem w zabiegach rekanalizacji przewlekłych okluzji wieńcowych, przygotowany przez prof. Maksymiliana Opolskiego (Warszawa) oraz Paula Knaapena (Amsterdam), a także warsztat Warsaw-CHIP poświęcony kompleksowym zabiegom najwyższego ryzyka), którego Dyrektorami są prof. Tomasz Pawłowski (Warszawa) and Mirosław Ferenc (Bad Krozingen). – wymienia prof. Adam Witkowski, Past Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Dyrektor WCCI. – Sale pękały w szwach na sesjach poświęconych tzw. koszmarom kardiologa inwazyjnego, zaskakującym sytuacjom, najcięższym powikłaniom,  spektakularnym zabiegom w większości ze szczęśliwym zakończeniem. My jako praktycy, uczymy się na błędach, również tych cudzych, omawianych na warsztatach. Jesteśmy szczęśliwi, że sprawdziła się pierwszy raz od czasu pandemii stacjonarna formuła naszych warsztatów i odwiedziły nas sławy medycyny sercowo-naczyniowej z całego świata m.in. : Gary Mintz, Yves Louvard, ShaoLiang Chen, Patrick Serruys. – dodaje profesor.
 
Syndemia CHUK
 
Co trzeci Polak umiera na choroby układu krążenia. W tym aż 85 proc. chorych  z powodu miażdżycy, na co wskazuje raport „Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce”, oparty na statystykach Narodowej Bazy Danych Zawałów Serca. Wciąż rośnie także liczba chorych na niewydolność serca. Liczba hospitalizacji wzrosła o 43% w ciągu ostatnich pięciu lat, osiągając najwyższy wskaźnik częstości wśród krajów OECD – ponad 2,5 razy częściej w Polsce pacjenci są hospitalizowani z powodu niewydolności serca niż średnia OECD, co wskazuje na najgorsze rokowanie pacjentów. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne określa Polskę mianem kraju o wysokim ryzyku sercowo-naczyniowym. Po pandemii wzrósł jeszcze bardziej dług zdrowotny, z którym kardiolodzy starają się skutecznie walczyć poprzez koordynowane programy kardiologiczne dokładnie. 
Dług zdrowotny był zawsze, natomiast był utajony. Mówiło się, że chorzy czekają w długich kolejkach do lekarza, szczególnie chorzy kardiologiczni i onkologiczni, bo to są dwie główne przyczyny zgonów w Polsce. Pandemia nałożyła się na niedofinansowanie systemu ochrony zdrowia oraz niezapewnienie wszystkich chorym leczenia w odpowiednim czasie, warunkach i przy pomocy odpowiednich leków i narzędzi, co unaoczniło niewydolność polskiego systemu ochrony zdrowia. W latach 2020-21 było ponad 100 tys. nadmiarowych zgonów., czyli takich, których można było uniknąć. W Polsce, w porównaniu do UE mamy ponad dwukrotnie więcej tzw. właśnie zgonów do uniknięcia, co jest już bardzo złą sytuacja chorych. Dług zdrowotny w Polsce można więc nazwać syndemią, czyli nałożenia zaszłości, pandemii COVID-19  z nowymi bieżącymi problemami w kardiologii. – tłumaczy prof. Adam Witkowski.
Chodzi o to, aby jak najlepiej leczyć naszych pacjentów, jak najbardziej zwiększać dostęp do najnowocześniejszych technologii i farmakoterapii w kardiologii interwencyjnej i kardiologii w ogóle. – mówił podczas Ceremoniii Otwarcia WCCI 2023, prof. Przemysław Mitkowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – W ostatnim czasie, w kardiologii udało się nam m.in. doprowadzić do refundacji optycznej koherentnej tomografii, przed nami działania na rzecz refundacji zabiegów udrożnienia przewlekle zwężonych tętnic wieńcowych i oczywiście poprawa opieki nad pacjentem po interwencjach wieńcowych w programie KOS-zawał, a to zwłaszcza leży nam na sercu. KOS-zawał bardzo poprawił rokowanie w tej grupie chorych, natomiast zdajemy sobie sprawę, że jeszcze nie wszystko co można byłoby zrobić, zostało zrobione. KOS-zawał z pewnością będzie to program, który będziemy rozwijać, bo wymaga on rozwoju dla lepszej opieki nad naszymi pacjentami. – przekonywał.  
 
KOS zawał na plus
 
Podczas dorocznej debaty Media Świadome Kardiologii organizowanej wspólnie z fundacją Instytut Świadomości, temat wariantów opieki nad pacjentami wysokiego i ekstremalnego ryzyka sercowo-naczyniowego był szeroko poruszany przez Ewelinę Pańczyk, Prezes fundacji Instytut Świadomości w debacie z kardiologami i dziennikarzami. Eksperci zgadzają się, że program KOS-zawał powinien być programem obligatoryjnym, ponieważ przełożył się na spadek śmiertelności chorych, czyli najtwardszego punktu oceny, jaki można sobie wyobrazić przy ewaluacji programów medycznych. Obligatoryjność ma szansę zaistnieć od początku 2024 r. Sam program wymaga jednak modyfikacji i uzupełnień, by realizacja programu bardziej przypominała europejska “managed care”, czyli opiekę nadzorowaną, ponieważ chorzy po zawale potrzebują nie tylko lepszej koordynacji, ale też nadzoru nad procesem dochodzenia do zdrowia. 
KOS-zawał to dobra inwestycja w przyszłość Polski, bo w zdrowie Polaków i system finansowy państwa. Jestem za obligatoryjnością programu, który jednak wymaga rozwoju i modyfikacji m.in. budowy i rozbudowy ośrodków rehabilitacji pozawałowej, a jednocześnie tzw. zubożonej wersji programu KOS-zawał dla tych, którzy z różnych przyczyn – zawodowych, życiowych, społecznych nie mogą poddać się systematycznej rehabilitacji, zwłaszcza na terenach wiejskich o niskiej gęstości zaludnienia, gdzie brakuje ośrodków rehabilitacyjnych. Ponadto chory powinien mieć możliwość swobodnego przenoszenia się z jednego ośrodka do drugiego, bo chorych, którzy z różnych przyczyn zmieniają swoje miejsce zamieszkania jest wielu, a oni nawet po zmianie adresu są przypisani na rehabilitację do pierwotnego ośrodka. Pacjent, który miał zabieg w Warszawie i przeniósł się do Szczecina nie jest w stanie dojeżdżać do Warszawy na rehabilitację. Pacjentów z taką sytuacją jest, wbrew pozorom, wielu. Ważnym krokiem naprzód, by w pełni wykorzystywać potencjał programu byłoby zapewnienie pacjentom bezpłatnego transportu do ośrodków rehabilitacji oraz rozszerzenie opcji rehabilitacji hybrydowej, którą pacjent może wykonywać w domu po uprzednim przyuczeniu przez lekarza i jego kontroli nad realizowaniem celów terapeutycznych. – uważa prof. Gil.
Trzeba poruszyć również kwestię uzupełnienia KOS-zawał o program ministerialny B.101 leczenia hipercholesterolemii. Nie wszyscy pacjenci z wysokim i ekstremalnym ryzykiem sercowo-naczyniowym, spełniający kryteria, są włączeni do programu lekowego B.101. Wynika to m.in. stąd, że program prowadzony jest w ograniczonej liczbie ośrodków. Można by to zmienić realizując ten  program lekowy B.101 we wszystkich ośrodkach leczących KOS-zawał. Dzięki temu zwiększylibyśmy dostępność do nowoczesnego leczenia hipercholesterolemii w ramach programu B.101 dla naszych pacjentów. – stwierdza prof. Witkowski. 
 
Rok hipercholesterolemii w Polsce
 
Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wspólnie z Polskim Towarzystwem Lipidologicznym rok 2023 ogłosiło rokiem walki z hipercholesterolemią, ponieważ zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce, w tym ponad 60% populacji dorosłej. Skalę problemu zwiększa fakt bardzo niskiej świadomości występowania hipercholesterolemii zarówno wśród pacjentów, jak i niestety lekarzy, którzy nie doceniają wagi podstawowego badania, jakim jest lipidogram. Jednocześnie panuje w internecie powszechna dezinformacja nt. możliwości i bezpieczeństwa leczenia. Kardiolodzy duże nadzieje wiążą z nowym pomysłem – programem KOS-Zawał+, proponowanym uzupełnieniem programu KOS-zawał dla chorych wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. 
Trzeba uświadomić sobie, że każdy pacjent po pierwszym zawale to chory wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego, a hipercholesterolemia to jeden z głównych czynników nagłego incydentu kardiologicznego. Należy pamiętać że ok. 20 -25% pacjentów po ostrym zespole wieńcowym mimo leczenia statynami i ezetymibem nie osiąga celów terapeutycznych redukcji “złego cholesterolu” i potrzebuje jego dalszej redukcji nowoczesną farmakologią. Dlatego chcemy rozszerzyć program KOS-zawał, by mógł skutecznie monitorować i leczyć chorych z hipercholesterolemią nowoczesnymi lekami obniżającymi cholesterol – już nie tylko statynami i ezetymibem, ale właśnie niezwykle skutecznymi inhibitorami PCSK-9 czy drobnocząsteczkowym RNA. Stąd powstał pomysł pilotażu KOS-zawał+, który w przypadku zgody Ministerstwa Zdrowia, miałby być realizowany początkowo w 7 doświadczonych ośrodkach w Polsce. – wyjaśnia prof. Witkowski. – W programie oznaczenie lipidogramu byłoby częstsze i obligatoryjne oraz dodatkowo pacjent uzyskałby możliwość wejścia do ministerialnego programu B.101 mimo niespełniania kryteriów wejścia założonych przez MZ ze względów finansowych. Wtedy takiego chorego moglibyśmy leczyć zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Gdyby okazało się, że KOS-zawał+ jeszcze bardziej redukuje śmiertelność właśnie przez redukcję cholesterolu, oznaczałoby to, że inhibitory PCSK9 powinny być dostępne w refundacji otwartej dla wszystkich pacjentów po zawale serca.  – dodaje. 
KOS-zawał+ to ogromna szansa dla pacjentów, ponieważ w programie B.101 docelową normą cholesterolu  jest 100 mg/dl, a wiemy, że to dwukrotnie za mało, by skutecznie uniknąć ponownego zawału. Skuteczność leczenia skojarzonego, czyli ezetymibu ze statyną to 65 proc. – wciąż zbyt mało. Dopiero leczenie oparte na nowoczesnych terapiach, w tym na inhibitorach białka PCSK9 pozwala osiągnąć 85 proc. redukcji LDL, czyli cel terapeutyczny praktycznie u każdego chorego. Dzięki nowym lekom dostępnym szeroko zbliżylibyśmy się do europejskich standardów leczenia hipercholesterolemii i zapobiegania zawałom w naszym kraju – dodaje prof. Gil. 
 
Wsparcie decydentów i mediów
 
W tym roku 27-e już Warsztaty WCCI (Warsaw Course on Cardiovascular Interventions) uzyskały rekordową liczbę Patronatów Honorowych i medialnych, najwięcej w prawie 30-letniej historii kongresu. Wydarzenie uzyskało wsparcie Marszałka Senatu RP, Sejmowej i Senackiej Komisji Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny-Państwowego Instytutu Badawczego (NIZP-PZH-PIB), Polskiej Akademii Nauk, Forum Ekonomicznego, fundacji Instytut Świadomości, Rzecznika Praw Pacjenta oraz Naczelnej Izby Lekarskiej.
W tym roku faktycznie możemy pochwalić się rekordową liczbą Patronatów, zarówno honorowych, jak i medialnych. Tym samym jesteśmy pewni, że najważniejsze i najciekawsze informacje płynące z naszych tegorocznych Warsztatów będą szeroko dystrybuowane zachęcając tym samym do udziału w Warsztatach WCCI 2024 i edukując już teraz. Mamy również nadzieję, że tak liczne wsparcie decydentów w zakresie patronatów przełoży się na dobrą i owocną współpracę z naszą specjalizacją w najbliższym czasie, jesteśmy dobrej myśli. – mówi prof. Robert Gil. 
 
źródło: Instytut Świadomości

Hipercholesterolemia to wielki problem polskiego społeczeństwa. Nawet osoby po zawale serca nie przestrzegają zaleceń lekarzy. Jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu (LDL) – alarmuje prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski.

Lekceważenie zbyt wysokiego poziomu cholesterolu jest nagminne w całej naszej populacji. Z danych opublikowanych w ramach kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” wynika, że zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. W naszym kraju problem ten dotyczy nawet 21 mln osób, czyli ponad 60 proc. populacji dorosłej, a w wieku powyżej 65. roku życia – nawet 70 proc. osób.

Rok 2023 ogłoszono „Rokiem Walki z Hipercholesterolemią”. Wielu naszych rodaków nawet nie zdaje sobie sprawy, że ma podwyższony poziom cholesterolu – zwracają uwagę lekarze. Jedynie dwie osoby na dziesięć wiedzą, jaki mają stężenie cholesterolu całkowitego lub złego cholesterolu LDL.

W sieci wiele jest też wprowadzających w błąd nieprawdziwych informacji na temat roli cholesterolu LDL, nasyconych kwasów tłuszczowych oraz powikłań dotyczących stosowania statyn – leków obniżających nadmierny poziom cholesterolu. Autorzy kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” twierdzą, że takich wiadomości jest nawet 7-10 razy więcej niż rzetelnych informacji, przekonujących o tym, że LDL jest niezależnym czynnikiem ryzyka chorób serca i naczyń, a statyny mogą nasze życie skutecznie wydłużyć.

Niepokojące jest, że nawet osoby po zawale serca nie dbają o właściwy poziom lipidów. Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski twierdzi, że jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu. To niepokojące, gdyż osoby te są bardziej zagrożone powtórnym zawałem serca. Dwie trzecie z nich to mężczyźni.

„Zawał serca to nie koniec, a początek problemów” – przekonuje specjalista. Wielu zawałowcom udaje się uratować życie dzięki szybkiemu zastosowaniu angioplastyki udrażniającej naczynia wieńcowe i przywracającej właściwe ukrwienie mięśnia sercowego. Jednak po tym zabiegu konieczna jest rehabilitacja kardiologiczna, zażywanie odpowiednich leków, szczególnie tych obniżających poziom cholesterolu oraz ciśnienie tętnicze krwi (jeśli jest ono również podwyższone). W ten sposób można zmniejszyć ryzyko choroby niedokrwiennej serca oraz powtórnego zawału, który tym razem może już być śmiertelny.

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznaje, że pacjentów po zawale na ogół udaje się przekonać do zaprzestania palenia tytoniu. „Tylko 12 proc. z nich nadal pali papierosy. Wciąż jednak najgorzej jest z obniżeniem poziomu cholesterolu oraz leczeniem otyłości” – zaznacza.

Zgodnie z wytycznymi po zawale serca poziom złego cholesterolu LDL nie powinien przekraczać 55 mg/dl (poniżej 1,4 mmol/l). „Cel ten można osiągnąć poprzez podawanie jak największych dawek – o ile są dobrze tolerowane – silnych statyn, takich jak atorwastatyna lub rosuwastatyna. Jeśli wyjściowe stężenie LDL jest bardzo wysokie, zwłaszcza przekraczające 120 mg/dl (3,1 mmol/l), leczenie można rozpocząć od połączenia statyny z innym lekiem – ezetymibem” – wyjaśnia prof. Przemysław Mitkowski.

Dodaje, że jeśli po 4-6 tygodniach poziom LDL nadal jest powyżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), należy do atorwastatyny i rosuwastatyny również dołączyć lek ezetymib w dawce 10 mg na dobę. Gdy po kolejnych 4-6 tygodniach cholesterol LDL wciąż nie spada poniżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), trzeba do statyn i ezetymibu dołączyć nowoczesny i skuteczny lek inklisiran (zastrzyk podskórny podawany dwa razy w roku) lub tzw. inhibitor białka PCSK9 – zastrzyk podskórny podawany co 2-4 tygodnie.

Cele terapeutyczne częściej osiągają pacjenci po zawale serca objęci programem KOS-Zawał. Powinien być on prowadzony przez ośrodek, w którym chory został poddany angioplastyce. Jednak wciąż nie wszyscy pacjenci są nim objęci, a każdy zawałowiec ma do tego prawo, pod warunkiem, że nie ma żadnych przeciwskazań medycznych i chce w ogóle się zgodzić na taki program. (PAP)

źródło: PAP

Hipercholesterolemia to wielki problem polskiego społeczeństwa. Nawet osoby po zawale serca nie przestrzegają zaleceń lekarzy. Jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu (LDL) – alarmuje prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski.

Lekceważenie zbyt wysokiego poziomu cholesterolu jest nagminne w całej naszej populacji. Z danych opublikowanych w ramach kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” wynika, że zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. W naszym kraju problem ten dotyczy nawet 21 mln osób, czyli ponad 60 proc. populacji dorosłej, a w wieku powyżej 65. roku życia – nawet 70 proc. osób.

Rok 2023 ogłoszono „Rokiem Walki z Hipercholesterolemią”. Wielu naszych rodaków nawet nie zdaje sobie sprawy, że ma podwyższony poziom cholesterolu – zwracają uwagę lekarze. Jedynie dwie osoby na dziesięć wiedzą, jaki mają stężenie cholesterolu całkowitego lub złego cholesterolu LDL.

W sieci wiele jest też wprowadzających w błąd nieprawdziwych informacji na temat roli cholesterolu LDL, nasyconych kwasów tłuszczowych oraz powikłań dotyczących stosowania statyn – leków obniżających nadmierny poziom cholesterolu. Autorzy kampanii edukacyjnej „Razem możemy więcej i lepiej” twierdzą, że takich wiadomości jest nawet 7-10 razy więcej niż rzetelnych informacji, przekonujących o tym, że LDL jest niezależnym czynnikiem ryzyka chorób serca i naczyń, a statyny mogą nasze życie skutecznie wydłużyć.

Niepokojące jest, że nawet osoby po zawale serca nie dbają o właściwy poziom lipidów. Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Przemysław Mitkowski twierdzi, że jedynie 20 proc. z nich osiąga właściwy poziom tzw. złego cholesterolu. To niepokojące, gdyż osoby te są bardziej zagrożone powtórnym zawałem serca. Dwie trzecie z nich to mężczyźni.

„Zawał serca to nie koniec, a początek problemów” – przekonuje specjalista. Wielu zawałowcom udaje się uratować życie dzięki szybkiemu zastosowaniu angioplastyki udrażniającej naczynia wieńcowe i przywracającej właściwe ukrwienie mięśnia sercowego. Jednak po tym zabiegu konieczna jest rehabilitacja kardiologiczna, zażywanie odpowiednich leków, szczególnie tych obniżających poziom cholesterolu oraz ciśnienie tętnicze krwi (jeśli jest ono również podwyższone). W ten sposób można zmniejszyć ryzyko choroby niedokrwiennej serca oraz powtórnego zawału, który tym razem może już być śmiertelny.

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznaje, że pacjentów po zawale na ogół udaje się przekonać do zaprzestania palenia tytoniu. „Tylko 12 proc. z nich nadal pali papierosy. Wciąż jednak najgorzej jest z obniżeniem poziomu cholesterolu oraz leczeniem otyłości” – zaznacza.

Zgodnie z wytycznymi po zawale serca poziom złego cholesterolu LDL nie powinien przekraczać 55 mg/dl (poniżej 1,4 mmol/l). „Cel ten można osiągnąć poprzez podawanie jak największych dawek – o ile są dobrze tolerowane – silnych statyn, takich jak atorwastatyna lub rosuwastatyna. Jeśli wyjściowe stężenie LDL jest bardzo wysokie, zwłaszcza przekraczające 120 mg/dl (3,1 mmol/l), leczenie można rozpocząć od połączenia statyny z innym lekiem – ezetymibem” – wyjaśnia prof. Przemysław Mitkowski.

Dodaje, że jeśli po 4-6 tygodniach poziom LDL nadal jest powyżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), należy do atorwastatyny i rosuwastatyny również dołączyć lek ezetymib w dawce 10 mg na dobę. Gdy po kolejnych 4-6 tygodniach cholesterol LDL wciąż nie spada poniżej 55 mg/dl (1,4 mmol/l), trzeba do statyn i ezetymibu dołączyć nowoczesny i skuteczny lek inklisiran (zastrzyk podskórny podawany dwa razy w roku) lub tzw. inhibitor białka PCSK9 – zastrzyk podskórny podawany co 2-4 tygodnie.

Cele terapeutyczne częściej osiągają pacjenci po zawale serca objęci programem KOS-Zawał. Powinien być on prowadzony przez ośrodek, w którym chory został poddany angioplastyce. Jednak wciąż nie wszyscy pacjenci są nim objęci, a każdy zawałowiec ma do tego prawo, pod warunkiem, że nie ma żadnych przeciwskazań medycznych i chce w ogóle się zgodzić na taki program. (PAP)

źródło: PAP