Medicalpress
Rosnąca liczba zachorowań na nowotwory, starzenie się populacji i coraz bardziej złożona biologia chorób nowotworowych sprawiają, że współczesna onkologia znajduje się w punkcie przełomowym. Z jednej strony dysponuje narzędziami, które jeszcze dekadę temu były nieosiągalne – terapiami ukierunkowanymi molekularnie, immunoterapią, leczeniem okołooperacyjnym czy zaawansowaną diagnostyką genetyczną. Z drugiej strony pacjenci wciąż zderzają się z barierami systemowymi, które powodują, że potencjał nowoczesnej medycyny nie zawsze przekłada się na realną poprawę rokowań.
Te wyzwania wybrzmiały wyraźnie podczas panelu poświęconego niezaspokojonym potrzebom pacjentów onkologicznych. Dyskusja została skoncentrowana wokół trzech grup nowotworów: raków skóry, raka płuca oraz glejaków – chorób różniących się epidemiologią i przebiegiem, ale łączonych przez wspólne wyzwania diagnostyczne, terapeutyczne i organizacyjne.

Nowotwory skóry: wyleczalne, ale nie zawsze na czas
W przypadku nowotworów skóry obraz jest pozornie optymistyczny. To najczęstsza grupa nowotworów złośliwych, a większość przypadków rozpoznawana jest na etapie wczesnym i skutecznie leczona chirurgicznie. Jednak właśnie ta „powszechność” sprawia, że część chorych pozostaje poza realnym zainteresowaniem systemu.

Jak podkreślono w dyskusji, czerniak – dzięki rozwojowi leczenia systemowego – stał się w Polsce nowotworem, w którym potrzeby terapeutyczne są w dużej mierze zaspokojone. Problemem pozostaje jednak wczesna diagnostyka oraz grupa chorych z rakami skóry innymi niż czerniak, przede wszystkim rakiem płaskonabłonkowym skóry. W tej populacji obserwuje się stałą, niezmienną liczbę przypadków zaawansowanych, które nie kwalifikują się do leczenia chirurgicznego lub wymagają skojarzonych, trudnych terapii w obrębie głowy i szyi.

Prof. Piotr Rutkowski z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie, zwracał uwagę, że istotnym problemem jest fakt, iż zaawansowane raki skóry nie są objęte szybką ścieżką onkologiczną, co powoduje ich „wypadanie” z systemowych priorytetów. Tymczasem dostępne dziś terapie immunologiczne pozwalają osiągać bardzo dobre odpowiedzi, a dane z ostatnich lat pokazują, że zastosowanie leczenia okołooperacyjnego może poprawić wyniki leczenia lokoregionalnego nawet o ponad 20%. – Zastosowanie dodatkowego leczenia systemowego przez rok zapobiega ponad 20 procentom nawrotów choroby po leczeniu chirurgicznym – podkreślał profesor Rutkowski.

Jednocześnie pojawił się wątek racjonalizacji terapii, w tym tzw. wakacji terapeutycznych, czyli czasowego przerywania leczenia u pacjentów z dobrą odpowiedzią. To rozwiązanie, znane już z leczenia czerniaka, mogłoby – przy zachowaniu bezpieczeństwa klinicznego – przynieść również korzyści ekonomiczne.

Rak płuca: medycyna precyzyjna kontra realia systemu
Rak płuca pozostaje jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych i jedną z głównych przyczyn zgonów onkologicznych, ale równocześnie jest dziś modelowym przykładem tego, jak gwałtownie zmienia się onkologia pod wpływem diagnostyki molekularnej. W niedrobnokomórkowym raku płuca choroba „przestała być jednorodna” – jak podkreślano w dyskusji – i została podzielona na coraz węższe podtypy biologiczne, definiowane przez konkretne zaburzenia genetyczne.

Prof. Dariusz M. Kowalski z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, zwracał uwagę, że rak niedrobnokomórkowy „już dawno został posiekany na różne fragmenty tortu”, a dzięki temu lekarz nie patrzy dziś na jedną jednostkę chorobową, lecz na zestaw chorób o różnych „napędach” molekularnych i różnych odpowiedziach na leczenie. W praktyce przekłada się to na identyfikację wariantów patogennych u znacznej części pacjentów – według profesora w około 50–60% przypadków – dla których istnieją lub pojawiają się terapie ukierunkowane molekularnie. Wśród najczęstszych zmian wymieniał m.in. EGFR (około 15%), ALK (około 5%), ROS1 (około 3%), a także BRAF, RET, MET i NTRK. Właśnie w tym miejscu padło jedno z najmocniejszych zdań całego panelu, które dobrze oddaje skalę przemiany: „pojawiło się nawet sformułowanie rak płuca jako choroba przewlekła, co do niedawna było przecież czystą herezją” – mówił prof. Kowalski, porównując dawne wyniki oparte wyłącznie na chemioterapii (mediana przeżycia około 8 miesięcy i odsetki rocznych przeżyć nieprzekraczające 10%) z obecnymi, kiedy w wybranych grupach chorych – dzięki terapiom celowanym – możliwe są mediany przeżycia rzędu 30, 40, a nawet 50 i więcej miesięcy, z odsetkami przeżyć pięcioletnich przekraczającymi 60–70%.

Zasadniczym warunkiem wykorzystania tego potencjału jest jednak diagnostyka – i to diagnostyka wykonana na początku ścieżki pacjenta. Prof. Kowalski podkreślał, że „od tego nie ma ucieczki”: w niedrobnokomórkowym raku płuca o typie niepłaskonabłonkowym standardem stają się badania wielogenowe wykonywane techniką sekwencjonowania nowej generacji (NGS), a powrót do testów jednogenowych jest drogą wstecz nie tylko klinicznie, ale też organizacyjnie. Problem polega na tym, że materiał patomorfologiczny jest często skąpy – „materiał drobny”, który trzeba oszczędzać – a wykonywanie kolejnych pojedynczych testów może doprowadzić do sytuacji, w której na kluczowe badanie po prostu „nie będzie już materiału”. W praktyce oznacza to, że część pacjentów nadal nie otrzymuje pełnego profilowania molekularnego, mimo że teoretycznie jest ono rekomendowane i dostępne. Profesor wprost przyznawał, że nie byłoby uczciwe powiedzieć, iż „wszyscy mają tego typu badania robione”, bo nie wszystkie ośrodki mają aparaturę, wyszkolone zespoły lub odpowiednie kontrakty. W tym kontekście wybrzmiał też postulat, by zakończyć etap półśrodków i doprowadzić do realnego uruchomienia modelu Lung Cancer Units – ośrodków doskonałości, w których pacjent ma zapewnioną całość diagnostyki i leczenia „pod jednym dachem”, bez utraty czasu na poszukiwanie kolejnych elementów ścieżki w rozproszonym systemie.

Najbardziej konkretną, a zarazem symbolicznie ważną ilustracją różnicy między postępem medycyny a tempem decyzji refundacyjnych była dyskusja o terapii w mutacji BRAF V600E (około 3% pacjentów). Prof. Kowalski mówił wprost, że jest to temat „który troszeczkę boli” środowisko klinicystów i organizacje onkologiczne, bo skuteczne terapie celowane w tym wskazaniu są znane od lat, a pacjenci w Polsce przez długi czas pozostawali bez realnego dostępu w ramach programu lekowego. Jednocześnie zwracał uwagę na dane przemawiające za jak najwcześniejszym stosowaniem terapii skojarzonej encorafenib binimetinib: „ponad 50% żyje 4 lata. A mediana przeżycia wynosi 50 miesięcy” – podkreślał, zaznaczając, że największa korzyść jest wtedy, gdy leczenie optymalne trafia do pacjenta w pierwszej linii, a nie dopiero po mniej skutecznych sekwencjach.

Wątek ten został rozwinięty z perspektywy Ministerstwa Zdrowia przez Mateusza Oczkowskiego, dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, który wskazywał, że w obszarze BRAF proces refundacyjny jest w toku, a resort – jak mówił – sam inicjował rozmowy z firmą, by wniosek refundacyjny w ogóle został złożony po wcześniejszym okresie „długiego oczekiwania”. Jednocześnie podkreślał, że w programie lekowym raka płuca decyzje są trudniejsze nie dlatego, że brakuje dowodów skuteczności, lecz dlatego, że program jest największy i generuje ogromne wydatki dla płatnika. 

W raku drobnokomórkowym płuca – najbardziej agresywnym podtypie, stanowiącym około 15–20% rozpoznań – prof. Kowalski mówił o wieloletnim „nihilizmie terapeutycznym”, bo przez prawie 30 lat nie było badań III fazy, które przekładałyby się na przełom w przeżyciach. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z dołączeniem immunoterapii do chemioterapii w chorobie rozsianej, ale prawdziwie przełomowe – w jego ocenie – stały się dane dotyczące chorych z postacią miejscowo zaawansowaną, którzy po radiochemioterapii mogą otrzymać leczenie uzupełniające: „wydłużamy dwukrotnie medianę przeżycia z 30 do prawie 60 miesięcy” – mówił, wskazując na durwalumab jako element leczenia konsolidującego. Ten fragment został następnie osadzony w realiach procesu refundacyjnego przez Mateusza Oczkowskiego, który potwierdzał, że w drobnokomórkowym raku płuca „są wnioski, proces się dzieje”, a w najbliższej perspektywie czasowej możliwe jest rozstrzyganie kolejnych postępowań, choć część z nich dotyczy alternatyw w obrębie istniejących opcji (np. kolejny inhibitor PD-L1), a trudniejsze są decyzje obejmujące nowe populacje chorych i dodatkowy wpływ na budżet.

Perspektywę kliniczną domknęła prof. Barbara Radecka z Kliniki Onkologii Opolskiego Centrum Onkologii im. prof. Tadeusza Koszarowskiego w Opolu i Uniwersytetu Opolskiego, która podkreślała, że rak płuca jest „modelowym przykładem”, jak biologia molekularna „tnie torcik” na coraz węższe kawałki, a onkologia coraz częściej zaczyna operować w logice chorób rzadkich – nie dlatego, że rak płuca jako taki jest rzadki, ale dlatego, że konkretna aberracja (u 1–2% chorych) tworzy bardzo wąską podpopulację, dla której można znaleźć „klucz do zamka”: „cząsteczce, która pasuje do jakiegoś ‘uszkodzonego’ białka w komórce nowotworowej jak klucz do zamka”. Profesor zwracała uwagę, że część biomarkerów ma znaczenie rokownicze, ale w praktyce terapeutycznej kluczowe są biomarkery predykcyjne – te, które mówią, czy choroba odpowie na konkretne leczenie – i że właśnie dlatego „badamy wszystkich stu, aby znaleźć tych czterech szczęściarzy”. To zdanie bardzo dobrze koresponduje z wątkiem Kowalskiego o konieczności wykonywania paneli NGS na początku ścieżki: bo znalezienie pojedynczego chorego z ALK czy ROS1 „odmienia losy tych ludzi kompletnie”, a bez diagnostyki pacjent w ogóle nie dostaje szansy, by do tej opcji terapeutycznej dojść.

Glejaki – dlaczego to jedne z najtrudniejszych nowotworów w onkologii
Ostatnim obszarem omawianym podczas panelu były glejaki – nowotwory ośrodkowego układu nerwowego, które mimo stosunkowo niewielkiej liczby zachorowań pozostają jedną z największych bolączek współczesnej onkologii. Jak wyjaśnia prof. Radosław Rola z Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, w skali roku w Polsce rozpoznaje się około 3,5 tys. nowotworów układu nerwowego, z czego około 1,7 tys. stanowią nowotwory glejowe. Choć jest to populacja niewielka, charakteryzuje się wyjątkowo wysoką śmiertelnością – liczba zgonów sięga blisko 3,2 tys. rocznie. To pokazuje, jak nieproporcjonalnie ciężkim problemem klinicznym są glejaki w relacji do częstości ich występowania.

Jednym z kluczowych powodów złego rokowania jest biologia tych nowotworów. Glejaki są guzami skrajnie heterogennymi i rosną w sposób naciekowy, migrując wzdłuż dróg nerwowych. Nie są chorobą ogniskową, lecz w praktyce chorobą całego mózgu. To sprawia, że chirurgia – choć pozostaje podstawą leczenia – ma swoje zasadnicze ograniczenia. Przez dekady podejmowano próby radykalnych resekcji, łącznie z bardzo rozległymi zabiegami, takimi jak usunięcie całej półkuli mózgu, jednak doświadczenia te jednoznacznie pokazały, że glejaki nie są chorobą wyleczalną chirurgicznie. Guz potrafi dalej rozwijać się w pozostałej tkance mózgowej, a pacjent ponosi ogromny koszt neurologiczny takiego leczenia.

Współczesna neurochirurgia opiera się więc na koncepcji maksymalnej bezpiecznej resekcji, której celem jest usunięcie jak największej części guza bez generowania nowych deficytów neurologicznych. Oznacza to dążenie do resekcji całej zmiany widocznej w badaniach obrazowych, a w przypadku glejaka wielopostaciowego także obszarów hiperintensywnych w sekwencjach FLAIR, co statystycznie poprawia przeżycie pacjentów. Należy jednak podkreślić, że nawet istotne statystycznie wydłużenie przeżycia w tej grupie chorych często oznacza zysk rzędu kilku tygodni lub miesięcy, co dobrze obrazuje skalę trudności terapeutycznych.

Jednocześnie pojęcie „glejak” obejmuje bardzo zróżnicowaną grupę nowotworów. Obok najbardziej agresywnego glejaka wielopostaciowego istnieją podtypy o znacznie wolniejszym przebiegu, takie jak gwiaździaki rozlane stopnia 2 (G2). Są to guzy rozpoznawane często u młodych dorosłych, nierzadko w trzeciej dekadzie życia, których pierwszym objawem bywa napad padaczkowy. W tej grupie chorych właściwie przeprowadzona operacja w doświadczonym ośrodku może zapewnić wieloletni okres stabilizacji choroby, bez progresji do postaci bardziej złośliwej.

Kluczowe znaczenie w tej populacji ma diagnostyka molekularna. Współczesna klasyfikacja nowotworów ośrodkowego układu nerwowego opiera się na cechach genetycznych, a rozpoznanie gwiaździaka rozlanego G2 nie jest możliwe bez potwierdzenia mutacji w genach IDH1 lub IDH2. Ta mutacja nie tylko definiuje typ nowotworu, ale stała się również celem terapii ukierunkowanej molekularnie. Dodatkowo, w wybranych przypadkach istotne znaczenie terapeutyczne ma identyfikacja innych aberracji, takich jak BRAF V600E, która u części pacjentów z glejakiem wielopostaciowym umożliwia zastosowanie leczenia w trybie RDTL.

Ostatnie miesiące przyniosły w tym obszarze wyraźne przełamanie wieloletniego impasu terapeutycznego. Pojawienie się worasydenibu– inhibitora mutacji IDH – otworzyło nowy rozdział w leczeniu wybranej grupy pacjentów. Lek ten został zarejestrowany w Unii Europejskiej pod koniec ubiegłego roku i jest przeznaczony dla chorych po leczeniu chirurgicznym, u których pozostaje resztkowy guz. Dane z badania klinicznego INDIGO pokazują nie tylko wydłużenie czasu do progresji choroby, ale również istotne odsunięcie w czasie konieczności kolejnych interwencji chirurgicznych lub radioterapii, a w części przypadków nawet regresję zmiany nowotworowej w obserwacji wieloletniej. Choć dotyczy to stosunkowo wąskiej populacji – w skali Polski kilkuset pacjentów – jest to pierwszy od ponad dwóch dekad realny sygnał zmiany paradygmatu leczenia glejaków IDH-zależnych.

Rozwój takich terapii dodatkowo wzmacnia potrzebę leczenia pacjentów w wyspecjalizowanych ośrodkach i tworzenia dedykowanych zespołów wielodyscyplinarnych, obejmujących nie tylko neurochirurgów i onkologów, ale także neuroradiologów, neuropatologów i genetyków. Bez takiej organizacji opieki nawet najbardziej obiecujące przełomy terapeutyczne pozostaną dostępne tylko dla części chorych.

System, który musi nadążyć za nauką
Dyskusja o nowoczesnych terapiach, diagnostyce molekularnej i przełomach w leczeniu raka płuca, nowotworów skóry czy glejaków prowadzi do jednego wniosku: postęp medycyny jest dziś szybszy niż zdolność systemu do jego absorpcji. Nawet najbardziej innowacyjne leki nie zmienią losu pacjentów, jeśli nie będą osadzone w sprawnie działającym modelu organizacyjnym.
Z perspektywy decydenta kluczowa zmiana, jaka dokonała się w ostatnich latach, dotyczy samego sensu leczenia onkologicznego. Jak podkreśla Mateusz Oczkowski, coraz częściej nie chodzi już wyłącznie o wydłużenie życia za wszelką cenę, lecz o trwałą zmianę naturalnego przebiegu choroby. – Nowoczesne leki bardzo często zamieniają chorobę śmiertelną w chorobę przewlekłą. A czasem – jeśli mówimy o leczeniu wczesnej postaci nowotworu – prowadzą do całkowitego wyleczenia. Pacjent w ogóle nie wraca do systemu – mówi Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.

Jak podkreśla, jeszcze kilkanaście lat temu wiele nowotworów było w praktyce wyrokiem śmierci. – Gdy zaczynałem pracę, nie było żadnej terapii dla potrójnie ujemnego raka piersi. Pamiętam list od pacjentki, która pytała, czy jest dostępny lek, o którym słyszała. Nie mogliśmy jej nic zaoferować. Dziś ta choroba ma pełen wachlarz terapii. To pokazuje, jak w ciągu kilku lat choroby śmiertelne stają się chorobami przewlekłymi.

Z klinicznego punktu widzenia oznacza to jednak konieczność pilnego uporządkowania fundamentów systemu. Prof. Piotr Rutkowski zwraca uwagę, że największą niezaspokojoną potrzebą pacjentów onkologicznych nie jest dziś brak kolejnych cząsteczek, lecz pełne wdrożenie Krajowej Sieci Onkologicznej.

„Prawem pacjenta jest przede wszystkim konsylium. To ono usprawnia diagnostykę i pozwala realnie korzystać z nowoczesnych terapii. Do leczenia nie dojdzie, jeśli nie ma dobrej diagnostyki” – podkreśla profesor Rutkowski.

Drugim filarem, który musi zostać wzmocniony, jest profilaktyka. W wielu nowotworach – zwłaszcza skóry, piersi, płuca czy jelita grubego – możliwe jest wykrycie choroby na wczesnym etapie lub nawet jej zapobieganie. Jak zaznaczano w trakcie panelu, działania profilaktyczne nie tylko poprawiają rokowanie pacjentów, ale również realnie zmniejszają koszty leczenia w dłuższej perspektywie. W tym kontekście nadzieje wiązane są m.in. z planowanym rozwojem wyspecjalizowanych jednostek, takich jak Lung Cancer Units, których skuteczność potwierdził już model breast cancer units.

Szczególnego znaczenia nabiera to w obszarze neuroonkologii. W przypadku glejaków sama dostępność innowacyjnych terapii – w tym leczenia ukierunkowanego molekularnie – nie wystarczy bez odpowiedniej struktury opieki. Jak podkreślano, pacjenci z nowotworami ośrodkowego układu nerwowego wymagają rozbudowanych, wielodyscyplinarnych zespołów, obejmujących nie tylko neurochirurgów i onkologów, lecz także genetyków, neuroradiologów i neuropatologów.

Rozwój diagnostyki molekularnej, w tym nowych metod klasyfikacji nowotworów OUN i profilowania metylacyjnego, prowadzi do identyfikacji bardzo wąskich podgrup pacjentów, dla których możliwe jest zastosowanie terapii celowanych z innych wskazań – często z spektakularnymi efektami klinicznymi. To jednak ponownie wymaga systemu, który potrafi takie potrzeby rozpoznać i na nie odpowiedzieć.

Panel poświęcony niezaspokojonym potrzebom pacjentów onkologicznych wyraźnie pokazał, że współczesna onkologia znajduje się na etapie, w którym największym wyzwaniem przestaje być brak wiedzy czy leków, a staje się nim tempo wdrażania zmian organizacyjnych. Od tego, czy system ochrony zdrowia nadąży za nauką, zależy dziś, czy przełomy terapeutyczne pozostaną osiągnięciem wybranych ośrodków, czy staną się realnym doświadczeniem pacjentów w całym kraju.

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie panelu „Niezaspokojone potrzeby pacjentów onkologicznych” konfenrcja Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026

W centrum dyskusji znalazła się rola koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynacja – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia – pozwala pacjentowi poruszać się po złożonym systemie bez poczucia zagubienia. W minionym roku przeszkolono ponad 2 tys. osób, a ponad 1 tys. koordynatorów ukończyło certyfikowane szkolenia, wzmacniając kompetencje zespołów odpowiedzialnych za prowadzenie pacjentów.
Współpraca, koordynacja i jakość opieki coraz wyraźniej wyznaczają kierunek rozwoju polskiej onkologii. Wnioski płynące z konferencji „Onkologia – razem możemy więcej!”, która odbyła się 4 lutego 2026 r. w Światowym Dniu Raka w Centrum Edukacyjno-Konferencyjnym Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie, pokazują, że systemowe zmiany zaczynają przekładać się na realną poprawę ścieżki pacjenta – od podejrzenia choroby po leczenie i rehabilitację.

Wydarzenie, zorganizowane wspólnie przez Narodowy Instytut Onkologii, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Fundacja TO SIĘ LECZY, stało się przestrzenią rozmowy o tym, jak nowoczesna onkologia – oparta na współpracy wielu środowisk – może skuteczniej odpowiadać na potrzeby pacjentów. Patronat honorowy Ministerstwa Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta dodatkowo podkreślił systemowy charakter dyskusji.

Konkretne dane zamiast deklaracji
Jednym z najmocniejszych akcentów konferencji były dane pokazujące postęp w organizacji opieki onkologicznej. Jak podkreślano, w 2025 roku ponad 400 tys. pacjentów otrzymało kartę Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), co oznacza wzrost o 22 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. To nie tylko statystyka – karta DiLO stała się narzędziem umożliwiającym monitorowanie całej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Jak zaznaczyła Dyrektor NIO-PIB dr hab. Beata Jagielska, „zielona karta” to dziś nie tylko formalne otwarcie szybkiej ścieżki, ale realne narzędzie kontroli jakości procesu leczenia. – Tzw. zielona karta to nie tylko szybka ścieżka onkologiczna. Pozwala także na monitorowanie prawidłowości ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Równie istotny jest czas. Dane pokazują, że ponad 77 proc. pacjentów rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni od konsylium.– Ponad 77 proc. pacjentów onkologicznych rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni i co ważne, to leczenie rozpoczyna się po konsylium. – wskazywała dyr. Jagielska.

Dane te pokazują, że skracanie czasu do rozpoczęcia terapii przestaje być wyłącznie postulatem, a zaczyna być standardem organizacyjnym.

Koordynacja jako realne wsparcie pacjenta
W centrum dyskusji znalazła się rola koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynacja – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia – pozwala pacjentowi poruszać się po złożonym systemie bez poczucia zagubienia. W minionym roku przeszkolono ponad 2 tys. osób, a ponad 1 tys. koordynatorów ukończyło certyfikowane szkolenia, wzmacniając kompetencje zespołów odpowiedzialnych za prowadzenie pacjentów.

– Ostatnie lata pokazują, że dzięki współpracy – na prawdę razem możemy więcej. Będziemy wspierać zmiany i rozwiązania, które się już rozpoczęły oraz nowe inicjatywy, w tym obszar profilaktyki. – podkreślała Minister Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. 

Aleksandra Wilk z Fundacji TO SIĘ LECZY podkreślała, że pacjenci coraz częściej chcą być aktywnymi uczestnikami procesu leczenia, brać udział w konsyliach i rozumieć decyzje terapeutyczne. To zmiana, która wymaga nie tylko dobrej organizacji, ale także jasnej komunikacji i poszanowania praw pacjenta.

Jakość konsyliów i standaryzacja ścieżek
Ważnym elementem poprawy jakości opieki są konsylia wielodyscyplinarne (MDT). Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące przygotowały checklisty i ujednolicone ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla poszczególnych nowotworów, co ma ułatwić pracę zespołów i zapewnić pacjentom porównywalny standard leczenia niezależnie od miejsca zamieszkania.

– Czas diagnostyki jest ważny. Nie spoczywamy więc na laurach. W 2026 r. musimy doprecyzować te dane, zobaczyć jakie one są w określonych ośrodkach – zapowiedziała dr hab. Beata Jagielska. – Na pewno poprosimy SOLO III o bardzo ścisłą współpracę z pozostałymi ośrodkami, tak abyśmy mogli skutecznie podejmować działania na rzecz dotrzymania terminów. W planach jest również stworzenie specjalnej, dedykowanej ścieżki dla pacjentów z podejrzeniem nowotworu, która w przystępny sposób wyjaśni dostępne możliwości: od karty DiLO, przez terminy diagnostyczne, konsylium, po rozpoczęcie leczenia.

Równolegle rozwijane są rozwiązania cyfrowe – od e-DiLO po narzędzia telekonsultacyjne – które mają wspierać współpracę między ośrodkami o różnym stopniu referencyjności w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

Ważnym sygnałem systemowej dojrzałości zmian w onkologii jest także krok wykonany na poziomie legislacyjnym. Jak poinformowała podczas konferencji dyrektor Agnieszka Molenda-Wiśniewska z Ministerstwo Zdrowia, Rządowe Centrum Legislacji opublikowało projekty rozporządzeń Ministra Zdrowia w sprawie wskaźników jakości opieki onkologicznej dla poszczególnych poziomów zabezpieczenia opieki onkologicznej Krajowej Sieci Onkologicznej. – Wdrażamy już teraz wskaźniki opieki onkologicznej dla poszczególnych poziomów zabezpieczenia opieki onkologicznej Krajowej Sieci Onkologicznej – mówiła.

Jak podkreślała, publikacja projektów rozporządzeń to jeden z kluczowych kroków w kierunku realnej standaryzacji opieki onkologicznej w całym kraju — nie tylko na poziomie deklaracji, ale mierzalnych, porównywalnych kryteriów jakości.

Diagnostyka patomorfologiczna i molekularna jako fundament
Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że bez wysokiej jakości diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej nie ma dziś mowy o skutecznej, spersonalizowanej terapii. Wprowadzane w części ośrodków jednoczasowe, warunkowe kierowanie na badania molekularne pozwala skrócić czas diagnostyki i szybciej kwalifikować pacjentów do odpowiedniego leczenia. Eksperci wskazywali jednak na konieczność uczynienia tego rozwiązania standardem ogólnokrajowym, powiązanym z jasnym systemem finansowania i kontroli jakości.

– Podstawą diagnostyki nowotworów jest diagnostyka patomorfologiczna i molekularna. Trzeba ją traktować jako inwestycję, ponieważ bez niej nie można zakwalifikować pacjenta do skutecznego leczenia – podkreślała dr hab. Monika Durzyńska.

Z kolei prof. Piotr Rutkowski zwracał uwagę na organizacyjny wymiar diagnostyki molekularnej. – Obecnie udało się w ponad 40 szpitalach wprowadzić warunkowe skierowanie na diagnostykę molekularną – od razu podpisanie zgody przyspiesza czas diagnostyki. Chcielibyśmy, aby było to rozwiązanie systemowe, w całym kraju.

Pacjent po leczeniu nie zniknie z systemu
Nowym, istotnym elementem zapowiadanych zmian jest Paszport Pacjenta Onkologicznego – narzędzie, które ma porządkować opiekę po zakończeniu leczenia. Dokument ma zawierać zalecenia dotyczące badań kontrolnych, rehabilitacji, możliwych powikłań oraz historię choroby, stanowiąc naturalną kontynuację karty e-DiLO.

– Tworzone jest nowe rozwiązanie Paszport Pacjenta Onkologicznego zawierający konkretne zalecenia dla pacjentów po zakończeniu leczenia dotyczące postępowania, badań kontrolnych, rehabilitacji, możliwych powikłań, ale także historię choroby” – mówiła dr n. med. Paulina Jagodzińska-Mucha.

Równolegle rozwijany jest Narodowy Portal Onkologiczny https://onkologia.pacjent.gov.pl/pl (dostępny od ponad 7 miesięcy), który gromadzi w jednym miejscu sprawdzone informacje dla pacjentów, w tym wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne dla poszczególnych nowotworów. To odpowiedź na potrzebę rzetelnej wiedzy w świecie przepełnionym niesprawdzonymi treściami.

Symbol, który ma znaczenie
Konferencję poprzedziło symboliczne odsłonięcie 25. Dzwonu Życia – znaku zakończenia leczenia i początku nowego etapu. W Światowym Dniu Walki z Rakiem ten gest przypomniał, że za każdą procedurą i wskaźnikiem stoi człowiek, a celem onkologii jest nie tylko skuteczna terapia, ale także przywracanie pacjentom poczucia bezpieczeństwa i sprawczości.

Wspólny kierunek
„Onkologia – razem możemy więcej!” to nie tylko hasło konferencji, ale coraz wyraźniej rysujący się kierunek zmian. Dane, rozwiązania systemowe i głosy ekspertów pokazują, że współpraca – między instytucjami publicznymi, środowiskiem klinicznym i organizacjami pacjentów – zaczyna przynosić mierzalne efekty. Kolejnym wyzwaniem pozostaje utrzymanie tempa zmian i ich równomierne wdrażanie w całym kraju, tak aby każdy pacjent miał dostęp do opieki opartej na tych samych standardach.

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie konfernecji: 

https://www.youtube.com/watch?v=bAioWUFeajs 
4 lutego 2026 roku z okazji obchodów Światowego Dnia Walki z Rakiem (World Cancer Day 2026) odbędzie się konferencja edukacyjna “Onkologia – Razem możemy więcej!” organizowana przez Narodowy Instytut Onkologii, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Fundację TO SIĘ LECZY.
Tegoroczne obchody skupiają się wokół znaczenia współpracy interdyscyplinarnej, koordynacji opieki i dialogu pomiędzy instytucjami publicznymi, ekspertami i organizacjami pacjenckimi – wszystko z myślą o dalszej poprawie wyników leczenia i jakości życia pacjentów onkologicznych w Polsce.

W programie:

oraz panele dyskusyjne z udziałem ekspertów klinicznych i org. pacjentów:

Transmisja na żywo na YouTube: 
https://www.youtube.com/live/bAioWUFeajs 
 
Patronat honorowy: Wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, Ministerstwo Zdrowia oraz Rzecznik Praw Pacjenta.
Patronat instytucjonalny: Pracodawcy RP oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Akredytacja dla mediów na:

rzecznikprasowy@nio.gov.pl

źródło: NIO/PIB/FundacjaTOSIĘLECZY

W styczniu 2026 roku do koszyka świadczeń gwarantowanych zostanie włączony program KOS‑BAR – pilotaż wielodyscyplinarnego leczenia otyłości olbrzymiej, który do tej pory funkcjonował w kilkunastu ośrodkach. Inicjatywa, wspierana przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ, obejmuje zarówno przygotowanie do zabiegu chirurgicznego, operację bariatryczną, jak i wsparcie dietetyczne, psychologiczne oraz internistyczne.
Program KOS-BAR, zapowiadany przez Ministerstwo Zdrowia i konsultowany z ekspertami, ma na celu objęcie pacjentów wielodyscyplinarną opieką. Zakłada nie tylko dostęp do leczenia chirurgicznego (bariatria), ale również wsparcie dietetyczne, psychologiczne i internistyczne na każdym etapie terapii – od kwalifikacji do operacji po wieloletnią kontrolę efektów leczenia. Co istotne, świadczenia te będą finansowane ze środków publicznych i dostępne w ramach koszyka świadczeń gwarantowanych.

Program zakłada pełną opiekę nad pacjentem: od diagnostyki, przez operację (m.in. sleeve, bypass), rehabilitację, aż po wieloletni monitoring zdrowia i zmian stylu życia. Już dziś wiadomo, że zakończenie pilotażu w czerwcu 2026 r. nie oznacza przerwy w leczeniu – pacjenci będą mogli korzystać z poszczególnych procedur medycznych finansowanych przez NFZ, choć bez skoordynowanej opieki KOS‑BAR.

Eksperci podkreślają znaczenie systemowego podejścia. Jak zauważył dr hab. Mariusz Wyleżoł z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, otyłość to choroba biologiczna wymagająca kompleksowego leczenia, nie zaś kwestia stylu życia czy wyboru. Program spełnia ten warunek, integrując działania specjalistów z różnych dziedzin – chirurgii, psychologii, dietetyki i rehabilitacji.

Ponadto pilotaż odniósł szybki sukces – do lipca 2024 r. objął ponad 6 000 chorych, co świadczy o realnym zapotrzebowaniu. Finansowanie przedsięwzięcia oparto m.in. na tzw. podatku cukrowym, a pilotaż ma zostać oceniony do końca 2025 r., co posłuży do decyzji o jego stałym wdrożeniu.

Najważniejszy efekt? Zintegrowanie opieki medycznej nad pacjentami z otyłością olbrzymią to krok w stronę zmniejszenia liczby powikłań – takich jak cukrzyca typu 2, nadciśnienie czy choroby sercowo-naczyniowe – a w perspektywie obniżenia kosztów ponoszonych przez system ochrony zdrowia.

To, co teraz wydaje się pionierskie, może stać się nowym standardem w leczeniu chorób cywilizacyjnych. Warto śledzić dalsze decyzje Ministerstwa Zdrowia, zwłaszcza decyzję AOTMiT po ewaluacji programu w 2025 roku.

Źródło: Komunikat Ministerstwa Zdrowia – „Program kompleksowej opieki medycznej dla chorych na otyłość olbrzymią leczoną chirurgicznie” (gov.pl)

W debacie „Po pierwsze: KARDIOLOGIA – wyzwania dla zdrowego życia”, zorganizowanej podczas Polskiego Kongresu Gospodarczego, eksperci z różnych obszarów systemu ochrony zdrowia dyskutowali o pilnej potrzebie wzmocnienia działań profilaktycznych, reformie opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi oraz skuteczniejszej koordynacji ścieżki pacjenta kardiologicznego. Zgodnie podkreślano, że to nie tylko kwestia medycyny, ale również efektywności gospodarczej i społecznej.
Już na początku dyskusji zwrócono uwagę na zaniechania, jakie przez lata narastały w zakresie prewencji. Jak zauważyła dr Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP i kardiolog, „Nie odrobiliśmy lekcji z profilaktyki – ani jako system, ani jako społeczeństwo”. Zasugerowała, że potencjał absolwentów uczelni zdrowia publicznego – edukatorów zdrowotnych – mógłby zostać lepiej wykorzystany m.in. w szkołach, po uzupełnieniu ich wykształcenia o komponent pedagogiczny. Edukacja zdrowotna powinna być obecna nie tylko jako idea, ale jako systemowo wspierany i realizowany proces.
 
Senator przypomniała również o uchwale Senatu RP ustanawiającej rok 2025 Rokiem Profilaktyki i Zdrowego Stylu Życia. „Nie może to być tylko czas konferencji i dyskusji – potrzebujemy realnych efektów zdrowotnych i społecznych” – podkreśliła, wskazując, że skuteczna koordynacja przynosi wymierne rezultaty: krótsze zwolnienia lekarskie, szybszy powrót pacjentów do pracy i życia rodzinnego.
 
Z dużą nadzieją komentowano nowe narzędzia systemowe – zwłaszcza program „Moje Zdrowie”, który w przeciwieństwie do 40+ jest bardziej dostępny i realnie skoordynowany z opieką POZ. Jak zaznaczył Konrad Korbiński, Dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia, program obejmuje również młodsze roczniki – od 20. roku życia – i pozwala na regularne bilanse zdrowia. Po wykonaniu badań pacjent otrzymuje indywidualny plan zdrowotny, a osoby z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym objęte są już na tym etapie elektroniczną kartą opieki kardiologicznej. Dzięki temu możliwe jest nie tylko monitorowanie stanu zdrowia, ale też edukowanie pacjenta i planowanie jego dalszej opieki.
 
Jak wyjaśniał przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia, program „Moje Zdrowie” ma też duży potencjał analityczny: zebrane dane mogą służyć nie tylko do zarządzania ryzykiem, ale również jako materiał do badań naukowych i kształtowania polityki zdrowotnej. Padła także propozycja, by podobne rozwiązania wdrażać w onkologii – jako część szerszej strategii poprawy wczesnej wykrywalności i diagnostyki chorób przewlekłych.
 
Prof. Jarosław J. Fedorowski zwrócił uwagę, że największe koszty ochrony zdrowia pochłania niewielka grupa – pacjenci z chorobami przewlekłymi. „Powinniśmy odejść od silosowego myślenia o POZ, AOS i szpitalu. Potrzebne są organizacje koordynowanej ochrony zdrowia, które będą wynagradzane za utrzymywanie pacjentów w zdrowiu, a nie za liczbę procedur” – zaznaczył, wskazując jako wzorzec model value-based healthcare. Zwrócił uwagę, że koncepcja „szpitala bez ścian” staje się realna, a koordynowana opieka nie powinna być rozdrobniona sektorowo, lecz oparta na efektach zdrowotnych.
 
Lek. Krzysztof Przyśliwski, dyrektor Medyczny Wielospecjalistycznego Szpitala Medicover wskazał z kolei, że choć efektywność jest słowem kluczem w działalności przedsiębiorców, to równie ważna jest jakość życia pacjenta. Przypomniał, że choroby układu krążenia są wciąż główną przyczyną zgonów w Polsce – blisko 200 tys. rocznie, z czego 67 tys. z powodu zawału serca. Jednocześnie przypomniał, że niemal pół miliona osób w kraju żyje po zawale i to właśnie im należy zapewnić skuteczną, długofalową opiekę.
 
Wskazywano również na nierówności w dostępie do świadczeń – zarówno regionalne, jak i instytucjonalne – oraz potrzebę włączenia prywatnych placówek w systemową opiekę koordynowaną. „30% hospitalizacji kardiologicznych realizują podmioty prywatne – ta współpraca jest kluczowa i należy ją rozwijać” – zauważono.
 
Prof. Agnieszka Pawlak z Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podkreśliła wagę wczesnej diagnostyk w chorobach sercowo-naczyniowych – Kluczowa jest wczesna diagnostyka, gdy choroba nie zdąży się zaawansować. Dziś mamy precyzyjne narzędzia: diagnostykę obrazową, a coraz częściej także genetyczną – pozwalającą identyfikować chorobę i dobrać lek do profilu pacjenta. Ponadto wskazała na istotną rolę edukacji pacjentów po hospitalizacji, zwłaszcza tych z niewydolnością serca. „Celem jest nie tylko wydłużenie życia, ale poprawa jego jakości” – mówiła. Zwróciła uwagę na działania podejmowane przez Asocjację Niewydolności Serca PTK, która przygotowuje materiały edukacyjne i narzędzia mające wspierać pacjentów w codziennym życiu z chorobą. Tego typu wsparcie – jak zaznaczyła – może przyczynić się do ograniczenia liczby ponownych hospitalizacji i zwiększenia bezpieczeństwa chorego w warunkach domowych.
 
Uczestnicy zgodzili się, że jednym z kluczowych kroków powinna być standaryzacja opieki i rozwój centrów referencyjnych, które zapewnią najwyższą jakość diagnostyki i leczenia – również w zakresie genetyki i nowoczesnej diagnostyki obrazowej.
 
Na zakończenie panelu zgodnie padła najważniejsza rekomendacja: koordynacja, koordynacja i jeszcze raz koordynacja – nie tylko w wymiarze organizacyjnym, ale przede wszystkim z myślą o pacjencie, który musi umieć odnaleźć się w systemie i być prowadzony przez całą ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną.

 
źródło: redakcja Medicalpress, panel „Po Pierwsze Kardiologia” Polski Kongres Gospodarczy
Zdjęcie: PracodawcyRP,
Alexey_pilipenko