Medicalpress
Nowy wariant SARS-CoV-2 coraz częściej gości jako główny temat w mediach. Prof. Piotr Kuna z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi uspokaja. Jego zdaniem powodu do paniki nie ma – choć rosną statystyki zakażeń i zachorowań, to zgonów – nie. Wciąż jednak warto się zaszczepić. Dowiedz się, dlaczego.
Panie profesorze, bać się covid 2022, czy nie bać? Mam wrażenie, że właśnie nakręca się spirala medialnego straszenia…

Spirala straszenia nakręca się i będzie się nakręcała. Wiele osób wciąż szuka sensacji w covidzie. Oprócz inflacji i wojny w Ukrainie jest to nadal bardzo atrakcyjny temat dziennikarski. Ludzi wciąż skutecznie straszy się tą chorobą. Widać – lubią być straszeni.

Jak tegoroczna odmiana choroby wygląda?

Jest inna, nieporównywalna. Po pierwsze, wiemy naprawdę dużo na temat tej choroby. Po drugie mamy szczepionki. Jeśli ktoś zaszczepi się, ma ponad 95 proc. gwarancji, że nie rozwinie zapalenia płuc, nie umrze, nie trafi do szpitala. Mamy więc metody prewencji, z których możemy skorzystać w każdej chwili. Po trzecie, obecna postać wirusa – mówimy o wariancie omikron BA.5, a będą kolejne warianty, daje objawy takie jak przeziębienie lub grypa. W łagodniejszej postaci zachowuje się jak przeziębienie, czyli u chorego pojawia się ból gardła, katar, kaszel, w cięższej postaci daje objawy jak grypa: bóle mięśni, gorączkę, dreszcze, kaszel, katar, ból gardła, osłabienie.

Inaczej jest, jeśli infekcja spowodowana wariantem omikron dotyka osób starszych, schorowanych, z wieloma chorobami przewlekłymi, źle leczonych, pacjentów z nowotworami, z osłabioną odpornością, z chorobami układu oddechowego. Niestety, u nich mogą wystąpić powikłania poinfekcyjne. Jednak powikłania poinfekcyjne, jakie są po covidzie, występują po każdej infekcji, po grypie też. To nic nowego.

Czy nie zaskakuje pana, że mamy wzrost zachorowań latem?

Zaskakuje. Jeśli teraz, w lipcu, w Europie mamy wysyp zachorowań na covid, a wydawało się, że jest to wirus bardziej sezonowy, jesienno – wiosenny, widać, że zachowuje się inaczej. Zobaczymy, czy pik nastąpi w końcówce lipca i na początku sierpnia, a jak dzieci pójdą do szkół, będzie spokój. Może nawet byłoby dobrze, gdyby tak się stało, ale nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie.

Czyli mamy się nie bać, żyć normalnie?

Mam wielu pacjentów, którzy mają mnóstwo obaw i pytają, podobnie jak pani. Podam przykład z życia, z ostatnich dni. Grupa kilkunastu przyjaciół wyjeżdża na urlop za granicę. Dziesięć osób nie stosuje się do żadnych zaleceń, nie nosi maseczek, nie trzyma dystansu, chodzi do restauracji, na dyskoteki. Dwie osoby noszą maseczki cały czas, używają płynu odkażającego, pilnują się na każdym kroku, unikają kontaktów z nieznanymi osobami. Wszyscy wracają do Polski i to te dwie osoby bardzo dbające o siebie zachorowały na covid!

To pokazuje, jak złudna i nieprawdziwa jest nadzieja, że jak będziemy za wszelką cenę unikać wirusa, nie zachorujemy. Otóż zachorować może każdy. Dlatego cały czas mówię, że każdy powinien się zaszczepić. Mamy bardzo dobre dowody na wysoką skuteczność i autentyczne bezpieczeństwo szczepionek w stosunku do ryzyka, jeśli chodzi o ciężki przebieg COVID-19.

Wciąż nie mamy swoistego leku na chorobę wywoływaną przez SARS-CoV-2. Żeby dobrze przejść infekcję, trzeba dbać o ogólny stan zdrowia, leczyć swoje choroby przewlekłe, kontrolować je, dobrze odżywiać się, ruszać się. A kiedy przyjdzie covid, zrobić sobie test antygenowy. Jeśli wynik będzie dodatni, poddać się autoizolacji, natychmiast zadzwonić do lekarza. Pić dużo płynów. Jedyny lek, który zapobiega dalszemu rozwojowi covid w razie infekcji i ma udowodnione naukowo działanie, to wziewny steryd budesonid. Można go podawać w nebulizacji.

Dlaczego w nebulizacji?

Bo to bardzo prosty sposób inhalowania leku. Małe dziecko, staruszek, osoba obłożnie chora będzie umiała to zrobić, wystarczy oddychać powstającym aerozolem. Jeśli ten lek zastosuje się od pierwszego dnia objawów, to według badań opublikowanych w czasopiśmie „Lancet” mamy o 91 proc. mniejsze ryzyko, że choroba rozwinie się w postać ciężką. Badania nad zastosowaniem budezonidu przeprowadzono na uniwersytecie w Oksfordzie. Dowiedziono, że podanie tego leku natychmiast po stwierdzeniu zakażenia SARS CoV-2 redukuje ryzyko rozwoju zapalenia płuc o ponad 90 proc. Leczenie powinno trwać 15 dni.

Badanie zostało przerwane, bo dało tak doskonałe wyniki, że stwierdzono, iż niepodawanie tego leku jest błędem w sztuce i jest szkodliwe dla pacjenta. Tę metodę leczenia zaaprobowała Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych.

Profesorze, a co z maseczkami? Na używanej zbyt długo maseczce – wystarczy 30 minut noszenia, by była ciepła i wilgotna – dotykanej nieumytymi rękami, rozwijają się bakterie i grzyby. Kto w Polsce zmienia maskę co pół godziny, skoro nawet w bogatej Szwajcarii okazało się to problemem? Tam na zlecenie magazynu konsumenckiego „K-Tipp” przebadano 20 jednorazowych masek używanych przez dojeżdżających do Zurychu. Na 11 znaleziono ponad 100 tys. kolonii bakteryjnych, na 3 – ponad milion! Na 14 mikrobiolodzy stwierdzili groźne gronkowce. Na 15 maskach wykryto pleśń i drożdże…

Przecież podałem pani przykład tych dwunastu podróżników, który pokazuje, że w realnym życiu maseczki nie działają. Natomiast, oczywiście, że lekarze, pielęgniarki, jeśli w pracy stosują maski FP2, FP3, bardzo ściśle przylegające do twarzy, zmieniają je co dwie godziny, podkreślam – co dwie godziny – zmniejszają ryzyko zakażenia. Tylko kto zmienia maski tak często?

Układ oddechowy musi się wietrzyć! Żyją w nim biliony bakterii i wirusów. Jeśli go nie wentylujemy, dochodzi do deregulacji i gorszych spraw niż ryzyko zachorowania na covid. Musimy mieć tego świadomość. Poza tym od pewnego czasu nie nosimy maseczek i zachorowań na covid oraz zgonów jest mniej, więc prawda jest bardziej złożona niż większości się to wydaje.

Obecne statystyki nie pokazują ciężkich przebiegów COVID, OIOM-y raczej nie pękają w szwach, a co ciekawe, omikron atakuje w krajach o bardzo wysokim współczynniku wyszczepienia…

Dziś już wiemy, że sześć miesięcy po szczepieniu odporność na zakażenie wirusem SARS CoV-2 praktycznie znika. Najlepszą odporność na zachorowanie, rzędu 50 proc., mają osoby, które się zaszczepiły 3-4 razy i przechorowały COVID. Natomiast jeśli chodzi o odporność na ciężką postać, szczepionki mają ponad 90 proc. skuteczność.

Powtórzę raz jeszcze, jeśli ktoś jest schorowany, starszy, każda infekcja może go rozłożyć. Z tego, co wiem, w statystykach covidowych raportowane są osoby, które trafiają na OIOM z powodu niewydolności oddechowej wywołanej różnymi chorobami, a przy okazji mają COVID-19. Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile ta niewydolność jest swoista dla covid, a na ile jest to infekcyjne zaostrzenie choroby podstawowej. Dzisiejszy raport (red.: pon. 11.07.2022, dane z 10.07.) pokazuje ponad 284 zakażenia, w tym 263 zakażenia nowe, 21 przypadków ponownych. Wykonano 2390 testów, 309 dało wynik pozytywny, nikt nie zmarł. W ubiegłym tygodniu było ponad 1000 oficjalnych zakażeń. Oczywiście, że infekcji jest dużo więcej. Ale przebiegają tak łagodnie, że osoby, które badają się testem antygenowym, są zdziwione dodatnim wynikiem. Ci, którzy trafiają do mnie po takim domowym badaniu, mają świadomość, że wirus jest zakaźny, są odpowiedzialni, nie chcą zarażać innych, zostają przez 5-7 dni w domu i wszystko jest dobrze. Nie widzę powodu do paniki. Widzę powód do odpowiedzialnego zachowania każdego z nas.

Prof. Włodzimierz Gut prognozuje, że raczej nie będzie zgonów i hospitalizacji z powodu tej odmiany omikronu. Musimy jednak przyjąć do wiadomości, że ten wirus z nami zostanie. Szacuje się, że 90 proc. populacji zetknęło się z nim…

Covid stanie się taką samą infekcją, jak grypa i inne infekcje dróg oddechowych. One kierują się swoimi prawami, są inne niż np. infekcje przewodu pokarmowego. Covid najbardziej można porównać do grypy. Stanie się taki jak ona. Szczepienia będą chronić przed najcięższym przebiegiem choroby, ale nie wierzę, żeby nas chroniły przed zachorowaniem. Musimy się oswoić z tym, że covid będzie z nami na zawsze.

Czyli podsumowując: włączamy rozsądek, wyłączamy panikowanie.

Żyjmy normalnie. Wirus już raczej nie zabija. Dlatego nazywam go covid-2022. On się zmienił, jest bardziej zaraźliwy niż delta, ale nie zabija. Taka jest istota wirusa. Nie chodzi mu o zabicie gospodarza, chce się tylko rozmnażać.

Źródło: Serwis Zdrowie

Nowy wariant SARS-CoV-2 coraz częściej gości jako główny temat w mediach. Prof. Piotr Kuna z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi uspokaja. Jego zdaniem powodu do paniki nie ma – choć rosną statystyki zakażeń i zachorowań, to zgonów – nie. Wciąż jednak warto się zaszczepić. Dowiedz się, dlaczego.
Panie profesorze, bać się covid 2022, czy nie bać? Mam wrażenie, że właśnie nakręca się spirala medialnego straszenia…

Spirala straszenia nakręca się i będzie się nakręcała. Wiele osób wciąż szuka sensacji w covidzie. Oprócz inflacji i wojny w Ukrainie jest to nadal bardzo atrakcyjny temat dziennikarski. Ludzi wciąż skutecznie straszy się tą chorobą. Widać – lubią być straszeni.

Jak tegoroczna odmiana choroby wygląda?

Jest inna, nieporównywalna. Po pierwsze, wiemy naprawdę dużo na temat tej choroby. Po drugie mamy szczepionki. Jeśli ktoś zaszczepi się, ma ponad 95 proc. gwarancji, że nie rozwinie zapalenia płuc, nie umrze, nie trafi do szpitala. Mamy więc metody prewencji, z których możemy skorzystać w każdej chwili. Po trzecie, obecna postać wirusa – mówimy o wariancie omikron BA.5, a będą kolejne warianty, daje objawy takie jak przeziębienie lub grypa. W łagodniejszej postaci zachowuje się jak przeziębienie, czyli u chorego pojawia się ból gardła, katar, kaszel, w cięższej postaci daje objawy jak grypa: bóle mięśni, gorączkę, dreszcze, kaszel, katar, ból gardła, osłabienie.

Inaczej jest, jeśli infekcja spowodowana wariantem omikron dotyka osób starszych, schorowanych, z wieloma chorobami przewlekłymi, źle leczonych, pacjentów z nowotworami, z osłabioną odpornością, z chorobami układu oddechowego. Niestety, u nich mogą wystąpić powikłania poinfekcyjne. Jednak powikłania poinfekcyjne, jakie są po covidzie, występują po każdej infekcji, po grypie też. To nic nowego.

Czy nie zaskakuje pana, że mamy wzrost zachorowań latem?

Zaskakuje. Jeśli teraz, w lipcu, w Europie mamy wysyp zachorowań na covid, a wydawało się, że jest to wirus bardziej sezonowy, jesienno – wiosenny, widać, że zachowuje się inaczej. Zobaczymy, czy pik nastąpi w końcówce lipca i na początku sierpnia, a jak dzieci pójdą do szkół, będzie spokój. Może nawet byłoby dobrze, gdyby tak się stało, ale nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie.

Czyli mamy się nie bać, żyć normalnie?

Mam wielu pacjentów, którzy mają mnóstwo obaw i pytają, podobnie jak pani. Podam przykład z życia, z ostatnich dni. Grupa kilkunastu przyjaciół wyjeżdża na urlop za granicę. Dziesięć osób nie stosuje się do żadnych zaleceń, nie nosi maseczek, nie trzyma dystansu, chodzi do restauracji, na dyskoteki. Dwie osoby noszą maseczki cały czas, używają płynu odkażającego, pilnują się na każdym kroku, unikają kontaktów z nieznanymi osobami. Wszyscy wracają do Polski i to te dwie osoby bardzo dbające o siebie zachorowały na covid!

To pokazuje, jak złudna i nieprawdziwa jest nadzieja, że jak będziemy za wszelką cenę unikać wirusa, nie zachorujemy. Otóż zachorować może każdy. Dlatego cały czas mówię, że każdy powinien się zaszczepić. Mamy bardzo dobre dowody na wysoką skuteczność i autentyczne bezpieczeństwo szczepionek w stosunku do ryzyka, jeśli chodzi o ciężki przebieg COVID-19.

Wciąż nie mamy swoistego leku na chorobę wywoływaną przez SARS-CoV-2. Żeby dobrze przejść infekcję, trzeba dbać o ogólny stan zdrowia, leczyć swoje choroby przewlekłe, kontrolować je, dobrze odżywiać się, ruszać się. A kiedy przyjdzie covid, zrobić sobie test antygenowy. Jeśli wynik będzie dodatni, poddać się autoizolacji, natychmiast zadzwonić do lekarza. Pić dużo płynów. Jedyny lek, który zapobiega dalszemu rozwojowi covid w razie infekcji i ma udowodnione naukowo działanie, to wziewny steryd budesonid. Można go podawać w nebulizacji.

Dlaczego w nebulizacji?

Bo to bardzo prosty sposób inhalowania leku. Małe dziecko, staruszek, osoba obłożnie chora będzie umiała to zrobić, wystarczy oddychać powstającym aerozolem. Jeśli ten lek zastosuje się od pierwszego dnia objawów, to według badań opublikowanych w czasopiśmie „Lancet” mamy o 91 proc. mniejsze ryzyko, że choroba rozwinie się w postać ciężką. Badania nad zastosowaniem budezonidu przeprowadzono na uniwersytecie w Oksfordzie. Dowiedziono, że podanie tego leku natychmiast po stwierdzeniu zakażenia SARS CoV-2 redukuje ryzyko rozwoju zapalenia płuc o ponad 90 proc. Leczenie powinno trwać 15 dni.

Badanie zostało przerwane, bo dało tak doskonałe wyniki, że stwierdzono, iż niepodawanie tego leku jest błędem w sztuce i jest szkodliwe dla pacjenta. Tę metodę leczenia zaaprobowała Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych.

Profesorze, a co z maseczkami? Na używanej zbyt długo maseczce – wystarczy 30 minut noszenia, by była ciepła i wilgotna – dotykanej nieumytymi rękami, rozwijają się bakterie i grzyby. Kto w Polsce zmienia maskę co pół godziny, skoro nawet w bogatej Szwajcarii okazało się to problemem? Tam na zlecenie magazynu konsumenckiego „K-Tipp” przebadano 20 jednorazowych masek używanych przez dojeżdżających do Zurychu. Na 11 znaleziono ponad 100 tys. kolonii bakteryjnych, na 3 – ponad milion! Na 14 mikrobiolodzy stwierdzili groźne gronkowce. Na 15 maskach wykryto pleśń i drożdże…

Przecież podałem pani przykład tych dwunastu podróżników, który pokazuje, że w realnym życiu maseczki nie działają. Natomiast, oczywiście, że lekarze, pielęgniarki, jeśli w pracy stosują maski FP2, FP3, bardzo ściśle przylegające do twarzy, zmieniają je co dwie godziny, podkreślam – co dwie godziny – zmniejszają ryzyko zakażenia. Tylko kto zmienia maski tak często?

Układ oddechowy musi się wietrzyć! Żyją w nim biliony bakterii i wirusów. Jeśli go nie wentylujemy, dochodzi do deregulacji i gorszych spraw niż ryzyko zachorowania na covid. Musimy mieć tego świadomość. Poza tym od pewnego czasu nie nosimy maseczek i zachorowań na covid oraz zgonów jest mniej, więc prawda jest bardziej złożona niż większości się to wydaje.

Obecne statystyki nie pokazują ciężkich przebiegów COVID, OIOM-y raczej nie pękają w szwach, a co ciekawe, omikron atakuje w krajach o bardzo wysokim współczynniku wyszczepienia…

Dziś już wiemy, że sześć miesięcy po szczepieniu odporność na zakażenie wirusem SARS CoV-2 praktycznie znika. Najlepszą odporność na zachorowanie, rzędu 50 proc., mają osoby, które się zaszczepiły 3-4 razy i przechorowały COVID. Natomiast jeśli chodzi o odporność na ciężką postać, szczepionki mają ponad 90 proc. skuteczność.

Powtórzę raz jeszcze, jeśli ktoś jest schorowany, starszy, każda infekcja może go rozłożyć. Z tego, co wiem, w statystykach covidowych raportowane są osoby, które trafiają na OIOM z powodu niewydolności oddechowej wywołanej różnymi chorobami, a przy okazji mają COVID-19. Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile ta niewydolność jest swoista dla covid, a na ile jest to infekcyjne zaostrzenie choroby podstawowej. Dzisiejszy raport (red.: pon. 11.07.2022, dane z 10.07.) pokazuje ponad 284 zakażenia, w tym 263 zakażenia nowe, 21 przypadków ponownych. Wykonano 2390 testów, 309 dało wynik pozytywny, nikt nie zmarł. W ubiegłym tygodniu było ponad 1000 oficjalnych zakażeń. Oczywiście, że infekcji jest dużo więcej. Ale przebiegają tak łagodnie, że osoby, które badają się testem antygenowym, są zdziwione dodatnim wynikiem. Ci, którzy trafiają do mnie po takim domowym badaniu, mają świadomość, że wirus jest zakaźny, są odpowiedzialni, nie chcą zarażać innych, zostają przez 5-7 dni w domu i wszystko jest dobrze. Nie widzę powodu do paniki. Widzę powód do odpowiedzialnego zachowania każdego z nas.

Prof. Włodzimierz Gut prognozuje, że raczej nie będzie zgonów i hospitalizacji z powodu tej odmiany omikronu. Musimy jednak przyjąć do wiadomości, że ten wirus z nami zostanie. Szacuje się, że 90 proc. populacji zetknęło się z nim…

Covid stanie się taką samą infekcją, jak grypa i inne infekcje dróg oddechowych. One kierują się swoimi prawami, są inne niż np. infekcje przewodu pokarmowego. Covid najbardziej można porównać do grypy. Stanie się taki jak ona. Szczepienia będą chronić przed najcięższym przebiegiem choroby, ale nie wierzę, żeby nas chroniły przed zachorowaniem. Musimy się oswoić z tym, że covid będzie z nami na zawsze.

Czyli podsumowując: włączamy rozsądek, wyłączamy panikowanie.

Żyjmy normalnie. Wirus już raczej nie zabija. Dlatego nazywam go covid-2022. On się zmienił, jest bardziej zaraźliwy niż delta, ale nie zabija. Taka jest istota wirusa. Nie chodzi mu o zabicie gospodarza, chce się tylko rozmnażać.

Źródło: Serwis Zdrowie

– Należy się spodziewać, że w Polsce w ciągu najbliższych dwóch–trzech tygodni wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności objawowo – mówi dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Sytuacja epidemiczna może się jeszcze zaostrzyć jesienią, kiedy odporność społeczna – nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19 – zacznie się obniżać. To zaś może się przełożyć na wzrost liczby hospitalizacji i zgonów.
– Natomiast można przypuszczać, że teraz sytuacja faktycznie jeszcze nie będzie dla nas aż tak groźna –mówi ekspertka. Jednocześnie przyznaje, że realna liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce jest w tej chwili trudna do oszacowania i może być nawet 20-krotnie wyższa niż oficjalne statystyki.

– Z pewnością nie można myśleć, że jesteśmy już w końcówce pandemii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – Jesteśmy dopiero na początku egzystencji tego wirusa w naszym społeczeństwie i z pewnością zostaniemy z nim na długo. A w tym dokładnie momencie, latem 2022 roku, jesteśmy w trakcie narastania fali zakażeń wirusem SARS-CoV-2, wariant omikron BA.4 i BA.5.

Statystyki Ministerstwa Zdrowia pokazują, że liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce sukcesywnie wzrasta. W poprzednim tygodniu – po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy – przekroczyła 1 tys. potwierdzonych przypadków w ciągu dnia. Z kolei średnia dzienna liczba nowych zakażeń, obliczana na podstawie danych z ostatnich siedmiu dni, w piątek 8 lipca przekroczyła 720, podczas gdy jeszcze 18 czerwca wynosiła 170.

 Dziś bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ilu faktycznie jest w Polsce zakażonych, bo nie mamy formalnego systemu monitoringu – mówi ekspertka. – Te dane, które publikuje Ministerstwo Zdrowia, są danymi bardzo mocno przybliżonymi. Mój kolega, dr Franciszek Rakowski [z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW – red.], sugeruje, że liczba osób zakażonych może być nawet 20–25-krotnie wyższa i jestem gotowa się z tym zgodzić.

W Chinach, z powodu nowych ognisk koronawirusa SARS-CoV-2, już dziesiątki milionów osób są objęte lockdownem, a w dużych miastach ponownie wprowadzone są surowe restrykcje. Liczba zakażeń wywołanych przez bardzo zakaźne subwarianty omikronu BA.4 i BA.5 od tygodni rośnie też w Europie. Ta fala rozpoczęła się w Portugalii na przełomie maja i czerwca, ale teraz wzrost liczby chorych notują kolejne kraje Europy Zachodniej – Włochy, Niemcy (po ok. 90 tys. przypadków dziennie) czy Francja (ponad 120 tys. zakażeń). Coraz częściej mówi się o powrocie do noszenia maseczek.

 Biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji epidemicznej są kraje położone na zachód od Polski, u nas też należy się spodziewać przyrostu liczby osób zakażonych. My jesteśmy opóźnieni względem tych państw o około dwa–trzy tygodnie, więc u nas należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych dwóch–trzech​ tygodni również wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności zakażonych objawowo – prognozuje dr Aneta Afelt. – Ponieważ zgodnie z rytmem przebiegu łańcucha zakażeń mamy do czynienia z taką sytuacją, w której rozwój liczby osób zakażonych objawowo potrzebuje pewnej, dużej liczby osób zakażonych, a pamiętajmy o tym, że duża liczba osób ma przebieg bezobjawowy i one najczęściej nie są świadome tego, że są nosicielami i następnie roznosicielami tego wirusa.

Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że rosnąca liczba zakażeń w Polsce nie stanowi na razie ryzyka dla wydolności systemu opieki zdrowotnej. To może się jednak zmienić, jeżeli nastąpi radykalny wzrost nowych zachorowań, ponieważ – jak wskazuje dr Aneta Afelt – subwarianty omikron BA.4, BA.5 mają bardziej zjadliwy przebieg.

 W tej chwili wszystkie dane, które napływają z krajów zachodnich, wskazują, że te dwa warianty powodują jednak dużo bardziej istotne skutki zdrowotne niż ten pierwotny wariant omikron – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – W krajach takich jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy system jest gotowy do opieki nad pacjentami covidowymi, którzy ciężko przechodzą zakażenie, ale pojawiają się zgony. W tej chwili w Niemczech, w ciągu ostatnich czterech tygodni, było już ponad 190 zgonów wywołanych właśnie tym najnowszym wariantem omikron.

Jak podkreśla ekspertka, latem sytuacja nie powinna się zaostrzyć, ponieważ jesteśmy relatywnie „świeżo” po fali zakażeń z jesieni ub.r. oraz zimy i wiosny br., a także po dawce przypominającej. Mamy więc jeszcze zachowaną odporność populacyjną na świeże zachorowania. Z czasem jednak wyczerpuje się odporność nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19.

– Patrząc na tegoroczną jesień, na odległość w czasie między zaszczepieniem albo naturalnym zakażeniem, coraz większa liczba osób będzie tracić odporność immunologiczną na kontakt z nowym wariantem wirusa. A pamiętajmy, że ten wariant BA.5 umyka naszemu systemowi immunologicznemu, co oznacza, że nasz organizm nie rozpoznaje w pierwszej kolejności ataku tego wirusa jako czegoś, co zna – mówi dr Aneta Afelt.

Jednocześnie ekspertka negatywnie ocenia decyzje Ministerstwa Zdrowia o tym, aby nie wprowadzać na razie środków zaradczych, np. w postaci przywrócenia obowiązku noszenia maseczek. Minister Adam Niedzielski zapowiedział, że nie ma na razie w planach żadnych restrykcji, dopóki liczba hospitalizacji nie przekroczy 5 tys. Obecnie w szpitalach jest kilkaset osób z COVID-19. Ministerstwo liczy bowiem, że dzięki szczepieniom i wysokiej odporności społecznej zwiększona liczba zachorowań nie przełoży się na masowe hospitalizacje i zgony.

– Nie są podejmowane kroki dotyczące przywrócenia biernej ochrony epidemiologicznej, a więc np. noszenia maseczek w miejscach takich jak transport publiczny, kina, restauracje i inne, gdzie jest duża gęstość osób – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy PAN. – Z punktu widzenia ochrony nas, obywateli, przed konsekwencją zakażeń jest to decyzja, która jest nieroztropna. Wariant omikron w każdej z form jest wariantem wysoce zakaźnym na poziomie zakaźności odry, a więc jest rekordowo łatwo przenaszalny. Nie wracamy do restrykcji dystansowania, wracamy do biur, jesteśmy w trakcie wakacji, bardzo chętnie Polacy ruszyli na wakacje zagraniczne, tymi destynacjami są kraje, w których w tej chwili jest duża liczba zachorowań, to oznacza, że wracając do Polski, możemy przyjechać zakażeni.


źródło: newseria

– Należy się spodziewać, że w Polsce w ciągu najbliższych dwóch–trzech tygodni wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności objawowo – mówi dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Sytuacja epidemiczna może się jeszcze zaostrzyć jesienią, kiedy odporność społeczna – nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19 – zacznie się obniżać. To zaś może się przełożyć na wzrost liczby hospitalizacji i zgonów.
– Natomiast można przypuszczać, że teraz sytuacja faktycznie jeszcze nie będzie dla nas aż tak groźna –mówi ekspertka. Jednocześnie przyznaje, że realna liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce jest w tej chwili trudna do oszacowania i może być nawet 20-krotnie wyższa niż oficjalne statystyki.

– Z pewnością nie można myśleć, że jesteśmy już w końcówce pandemii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – Jesteśmy dopiero na początku egzystencji tego wirusa w naszym społeczeństwie i z pewnością zostaniemy z nim na długo. A w tym dokładnie momencie, latem 2022 roku, jesteśmy w trakcie narastania fali zakażeń wirusem SARS-CoV-2, wariant omikron BA.4 i BA.5.

Statystyki Ministerstwa Zdrowia pokazują, że liczba zakażonych SARS-CoV-2 w Polsce sukcesywnie wzrasta. W poprzednim tygodniu – po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy – przekroczyła 1 tys. potwierdzonych przypadków w ciągu dnia. Z kolei średnia dzienna liczba nowych zakażeń, obliczana na podstawie danych z ostatnich siedmiu dni, w piątek 8 lipca przekroczyła 720, podczas gdy jeszcze 18 czerwca wynosiła 170.

 Dziś bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ilu faktycznie jest w Polsce zakażonych, bo nie mamy formalnego systemu monitoringu – mówi ekspertka. – Te dane, które publikuje Ministerstwo Zdrowia, są danymi bardzo mocno przybliżonymi. Mój kolega, dr Franciszek Rakowski [z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW – red.], sugeruje, że liczba osób zakażonych może być nawet 20–25-krotnie wyższa i jestem gotowa się z tym zgodzić.

W Chinach, z powodu nowych ognisk koronawirusa SARS-CoV-2, już dziesiątki milionów osób są objęte lockdownem, a w dużych miastach ponownie wprowadzone są surowe restrykcje. Liczba zakażeń wywołanych przez bardzo zakaźne subwarianty omikronu BA.4 i BA.5 od tygodni rośnie też w Europie. Ta fala rozpoczęła się w Portugalii na przełomie maja i czerwca, ale teraz wzrost liczby chorych notują kolejne kraje Europy Zachodniej – Włochy, Niemcy (po ok. 90 tys. przypadków dziennie) czy Francja (ponad 120 tys. zakażeń). Coraz częściej mówi się o powrocie do noszenia maseczek.

 Biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji epidemicznej są kraje położone na zachód od Polski, u nas też należy się spodziewać przyrostu liczby osób zakażonych. My jesteśmy opóźnieni względem tych państw o około dwa–trzy tygodnie, więc u nas należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych dwóch–trzech​ tygodni również wzrośnie liczba osób zakażonych, w szczególności zakażonych objawowo – prognozuje dr Aneta Afelt. – Ponieważ zgodnie z rytmem przebiegu łańcucha zakażeń mamy do czynienia z taką sytuacją, w której rozwój liczby osób zakażonych objawowo potrzebuje pewnej, dużej liczby osób zakażonych, a pamiętajmy o tym, że duża liczba osób ma przebieg bezobjawowy i one najczęściej nie są świadome tego, że są nosicielami i następnie roznosicielami tego wirusa.

Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że rosnąca liczba zakażeń w Polsce nie stanowi na razie ryzyka dla wydolności systemu opieki zdrowotnej. To może się jednak zmienić, jeżeli nastąpi radykalny wzrost nowych zachorowań, ponieważ – jak wskazuje dr Aneta Afelt – subwarianty omikron BA.4, BA.5 mają bardziej zjadliwy przebieg.

 W tej chwili wszystkie dane, które napływają z krajów zachodnich, wskazują, że te dwa warianty powodują jednak dużo bardziej istotne skutki zdrowotne niż ten pierwotny wariant omikron – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk. – W krajach takich jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy system jest gotowy do opieki nad pacjentami covidowymi, którzy ciężko przechodzą zakażenie, ale pojawiają się zgony. W tej chwili w Niemczech, w ciągu ostatnich czterech tygodni, było już ponad 190 zgonów wywołanych właśnie tym najnowszym wariantem omikron.

Jak podkreśla ekspertka, latem sytuacja nie powinna się zaostrzyć, ponieważ jesteśmy relatywnie „świeżo” po fali zakażeń z jesieni ub.r. oraz zimy i wiosny br., a także po dawce przypominającej. Mamy więc jeszcze zachowaną odporność populacyjną na świeże zachorowania. Z czasem jednak wyczerpuje się odporność nabyta dzięki szczepieniom lub przebyciu COVID-19.

– Patrząc na tegoroczną jesień, na odległość w czasie między zaszczepieniem albo naturalnym zakażeniem, coraz większa liczba osób będzie tracić odporność immunologiczną na kontakt z nowym wariantem wirusa. A pamiętajmy, że ten wariant BA.5 umyka naszemu systemowi immunologicznemu, co oznacza, że nasz organizm nie rozpoznaje w pierwszej kolejności ataku tego wirusa jako czegoś, co zna – mówi dr Aneta Afelt.

Jednocześnie ekspertka negatywnie ocenia decyzje Ministerstwa Zdrowia o tym, aby nie wprowadzać na razie środków zaradczych, np. w postaci przywrócenia obowiązku noszenia maseczek. Minister Adam Niedzielski zapowiedział, że nie ma na razie w planach żadnych restrykcji, dopóki liczba hospitalizacji nie przekroczy 5 tys. Obecnie w szpitalach jest kilkaset osób z COVID-19. Ministerstwo liczy bowiem, że dzięki szczepieniom i wysokiej odporności społecznej zwiększona liczba zachorowań nie przełoży się na masowe hospitalizacje i zgony.

– Nie są podejmowane kroki dotyczące przywrócenia biernej ochrony epidemiologicznej, a więc np. noszenia maseczek w miejscach takich jak transport publiczny, kina, restauracje i inne, gdzie jest duża gęstość osób – mówi członkini Zespołu ds. COVID-19 przy PAN. – Z punktu widzenia ochrony nas, obywateli, przed konsekwencją zakażeń jest to decyzja, która jest nieroztropna. Wariant omikron w każdej z form jest wariantem wysoce zakaźnym na poziomie zakaźności odry, a więc jest rekordowo łatwo przenaszalny. Nie wracamy do restrykcji dystansowania, wracamy do biur, jesteśmy w trakcie wakacji, bardzo chętnie Polacy ruszyli na wakacje zagraniczne, tymi destynacjami są kraje, w których w tej chwili jest duża liczba zachorowań, to oznacza, że wracając do Polski, możemy przyjechać zakażeni.


źródło: newseria