Medicalpress
Już w pierwszych dniach po wejściu w życie nowych zasad finansowania badań diagnostycznych przez NFZ pojawiły się sygnały dotyczące wstrzymywania zapisów i wydłużających się kolejek. Z danych programu Alivia Onkoskaner oraz rozmów z placówkami medycznymi wynika, że pacjenci mają coraz większy problem z umówieniem się na tomografię, rezonans, gastroskopię i kolonoskopię.
1 kwietnia weszło w życie zarządzenie Prezesa NFZ, zgodnie z którym badania wykonane ponad limit wskazany w kontrakcie zawartym pomiędzy szpitalem, a NFZ nie będą już rozliczane w pełnej wysokości. Za nadwykonania w tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym Fundusz zapłaci szpitalom tylko 50 proc. stawki, a w gastroskopii i kolonoskopii 60 proc.

Choć formalnie świadczenia nie zostały ponownie objęte limitami, mechanizm finansowy już dziś działa jak przed 2019 rokiem, kiedy limity świadczeń diagnostycznych powodowały wielomiesięczne kolejki i opóźnienia w diagnostyce.
Pierwsze sygnały z placówek pokazują, że nasze obawy były uzasadnione. Widzimy wydłużanie się terminów, brak nowych grafików, a w części miejsc całkowite wstrzymanie zapisów. To oznacza, że pacjenci już odczuwają skutki oszczędności wprowadzonych przez NFZ – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych z Onkofundacji Alivia.
“Nie prowadzimy zapisów ze względu na obostrzenia w limitach”
 
Onkofundacja Alivia, w ramach programu Alivia Onkoskaner, monitoruje dostępność badań w całej Polsce. Już 1 kwietnia odnotowała alarmujące informacje z placówek.
 
W jednej z placówek w Łodzi pacjenci słyszą, że terminy rezonansu i tomografii już się wydłużyły, mimo że jeszcze niedawno można było zapisać się szybciej. W innej placówce, również w Łodzi, wstrzymano zapisy na gastroskopię i kolonoskopię.
 
Podobna sytuacja wystąpiła w jednym ze szpitali w województwie lubelskim, gdzie pacjentom wprost przekazano, że zapisy zostały wstrzymane z powodu obostrzeń w limitach, a najbliższe terminy mogą pojawić się dopiero w czerwcu.
 
Rejestratorka, zapytana przez tajemniczą pacjentkę z Alivia Onkoskaner o terminy gastroskopii, poinformowała, że placówka obecnie nie prowadzi zapisów z powodu ograniczeń związanych z limitami. Dodała, że najbliższa możliwość umawiania badania może pojawić się dopiero w czerwcu. Sytuacja wyglądała też identycznie w przypadku kolonoskopii.
Takie przykłady tylko potwierdzają, że to są właśnie te mechanizmy, przed którymi ostrzegaliśmy: placówki zaczynają hamować przyjęcia, bo nie wiedzą, czy wykonane badania będą finansowane. Dla pacjenta oznacza to jedno – więcej niepewności i dłuższe czekanie na diagnozę – podkreśla Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.
 Najbardziej ucierpią pacjenci przed diagnozą i po leczeniu
 
NFZ zapewnia, że nowe zasady nie obejmą pacjentów z kartą DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego). Problem tkwi jednak w tym, że wielu chorych nie trafia na szybką ścieżkę onkologiczną na początku diagnostyki. Pierwsze objawy są najczęściej diagnozowane przez lekarza POZ (Podstawowej Opieki Zdrowotnej) lub specjalistę, który kieruje pacjenta właśnie na tomografię, rezonans czy badania endoskopowe. Dopiero wynik tych badań pozwala podejrzewać nowotwór i wystawić kartę DiLO.
 
Oznacza to, że najbardziej zagrożeni są pacjenci przed postawieniem diagnozy oraz osoby po leczeniu onkologicznym, które potrzebują badań kontrolnych już poza ścieżką DiLO.
 
Fundacja Alivia ponownie apeluje do decydentów
 
Mimo zapewnień, że nowe przepisy nie będą dotyczyły pacjentów onkologicznych, rzeczywistość wygląda inaczej. Nawet 1/3 pacjentów onkologicznych nie korzysta z diagnostyki w tym trybie DiLO. Ograniczenia finansowe mogą przełożyć się na realne zmniejszenie dostępności badań.
 
W związku z wejściem zmian w życie i potrzebą pilnej reakcji Onkofundacja Alivia skierowała pisma do Minister Zdrowia, Ministra Finansów, oraz Przewodniczącej Sejmowej Komisji Zdrowia. To jednak dopiero początek działań – istnieje bowiem ryzyko dalszych, bardziej dotkliwych ograniczeń w ochronie zdrowia. Pacjenci mogą ponownie stanąć w obliczu wydłużających się kolejek do diagnostyki.
 
W swoich ostatnich apelach Fundacja domaga się ujawnienia planowanych dalszych oszczędności NFZ, przedstawienia ich wpływu na dostęp pacjentów do świadczeń, publicznego monitorowania skutków decyzji płatnika, oraz zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmowej Komisji Zdrowia.
 
Alivia Onkoskaner będzie monitorował skutki zmian
 
Fundacja Alivia zapowiada dalsze monitorowanie dostępności badań poprzez program Alivia Onkoskaner, który codziennie sprawdza terminy w placówkach w całej Polsce.
Jeśli już pierwszego dnia po zmianach słyszymy o wydłużeniu terminów i wstrzymaniu zapisów, to w kolejnych tygodniach problem może się tylko pogłębiać. Będziemy to systematycznie dokumentować i pokazywać opinii publicznej – zapowiada Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych z Onkofundacji Alivia.
 
źródło: Fundacja Alivia
 
W Polsce rocznie mamy ponad półtora miliona nieodwołanych wizyt lekarskich. Tymczasem Children’s Specialized Hospital w New Jersey, USA, zmniejsza liczbę nieobecności pacjentów na wizytach o 63% w jednej klinice dzięki SAS i partnerowi Pinnacle Solutions Cary.
13 stycznia 2026, Warszawa – SAS, światowy lider w dziedzinie danych i sztucznej inteligencji, oraz partner Pinnacle Solutions pomagają Children’s Specialized Hospital (CSH) w transformacji opieki pediatrycznej dzięki wykorzystaniu danych i analityki predykcyjnej. Jako część systemu RWJ Barnabas Health w stanie New Jersey, CSH poszukiwał innowacyjnych sposobów na ograniczenie liczby nieodwołanych wizyt oraz zarządzania zasobami, wdrażając rozwiązanie zaprojektowane tak, aby przynosiło mierzalne rezultaty.

Partner SAS, Pinnacle Solutions, wprowadził rozwiązanie Predictive Health Solutions Patient No-Show Predictor, oparte na platformie SAS® Viya® i hostowane w Amazon Web Services. Rozwiązanie to pomaga szpitalom analizować wzorce dotyczące nieodwołanych wizyt oraz identyfikować możliwe do podjęcia działania, wykorzystując bezpiecznie zarządzane dane szpitalne i dane z harmonogramów w celu tworzenia profili ryzyka na poziomie pacjenta.

Nasza współpraca z SAS pomaga nam tworzyć i dostarczać innowacyjne rozwiązania, które przynoszą mierzalną poprawę w opiece nad pacjentami – powiedział DJ Penix, prezes Pinnacle Solutions. – Zbudowanie Patient No-Show Predictor na SAS Viya umożliwiło nam realny wpływ na poprawę zdrowia pacjentów.

Children’s Specialized Hospital dysponował rozległymi danymi pacjentów i harmonogramów, rozproszonymi w wielu systemach, które zespół zintegrował w celu uzyskania lepszych wyników. Integracja tych źródeł danych była kluczowa dla przekształcenia surowych informacji w wartościowe i użyteczne analizy. Unikalne partnerstwo SAS i Pinnacle Solutions pozwoliło CSH podejmować decyzje oparte na danych, poprawiające wyniki leczenia pacjentów oraz efektywność operacyjną. CSH odnotował 8,5% spadek liczby nieobecności pacjentów w całej swojej sieci klinicznej oraz imponującą redukcję o 63% w jednej klinice w początkowej fazie wdrożenia.

Współpraca z SAS i Pinnacle Solutions dała naszemu zespołowi narzędzia do lepszej obsługi pacjentów i wsparcia personelu – powiedział Charles Chianese, wiceprezes i dyrektor operacyjny Children’s Specialized Hospital. – Rozwiązanie Predictive Health Solutions Patient No-Show Predictor pomaga nam zrozumieć, co wpływa na opuszczanie wizyt, i podejmować działania zapobiegawcze, co prowadzi do mniejszej liczby nieobecności i lepszej opieki nad naszymi pacjentami.

W przeciwieństwie do samodzielnych rozwiązań programowych, oferta SAS i Pinnacle łączy wiodącą w branży analitykę z ekspercką wiedzą sektorową. Patient No-Show Predictor agreguje i analizuje dane z systemów planowania oraz historię wizyt, aby wskazać, które nadchodzące wizyty pacjentów są najbardziej narażone na nieobecność, a jednocześnie zapewnia, że pacjenci otrzymują przypomnienia o wizytach dostosowane do ich preferencji i potrzeb. Dzięki intuicyjnym interfejsom użytkownika, zaprojektowanym dla osób zajmujących się planowaniem wizyt i personelu szpitalnego, rozwiązanie ułatwia identyfikację pacjentów zagrożonych nieobecnością oraz pozwala na pogłębioną analizę danych w czasie rzeczywistym, przy jednoczesnym zapewnieniu zgodności z przepisami HIPAA.

Zaawansowana analityka i sztuczna inteligencja zmieniają ochronę zdrowia, przekształcając dane w praktyczne wnioski, które poprawiają jakość życia – powiedział John Carey, starszy wiceprezes ds. globalnych kanałów w SAS. – Dzięki programowi SAS Partner Program umożliwiamy partnerom takim jak Pinnacle Solutions wykorzystanie możliwości SAS Viya do tworzenia innowacyjnych rozwiązań. Praca Pinnacle z Children’s Specialized Hospital pokazuje, jak partnerzy SAS pomagają placówkom medycznym zapewniać lepszą opiekę pacjentom, optymalizować działalność operacyjną i podejmować decyzje, które naprawdę mają znaczenie.

Aby dowiedzieć się więcej o tym, jak SAS i Pinnacle Solutions zmieniają ochronę zdrowia, odwiedź:
https://www.sas.com/en_us/customers/childrens-specialized-hospital.html

Źródło: Komunikat Prasowy

Planowane przywrócenie limitów na badania obrazowe i wizyty u specjalistów budzi poważne obawy o dostępność diagnostyki, szczególnie w chorobach, w których czas odgrywa kluczową rolę. Powrót do ograniczeń może ponownie wydłużyć kolejki do poziomu sprzed 2018 roku, zagrażając terminowemu rozpoznawaniu i leczeniu tysięcy pacjentów.
Rząd planuje ponowne wprowadzenie limitów m.in. na badania obrazowe finansowane przez NFZ – w tym rezonans magnetyczny i tomografię komputerową. Dla pacjentów, zwłaszcza tych w trakcie diagnostyki, decyzja ta może mieć dramatyczne skutki. Rak nie poczeka, a system już dziś nie jest w stanie zapewnić terminowych badań. Wprowadzenie limitów cofnie nas do czasów rekordowych kolejek sprzed 2018 roku.
Rak jest jednym z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce i na świecie. Co czwarty z nas zachoruje na nowotwór, a co piąty umrze z tego powodu. Tylko w latach 1999–2022 na raka  zmarło 2,2 mln osób – tyle, ile liczą razem Kraków, Łódź, Katowice i Szczecin. W 2023 roku diagnozę usłyszało ponad 192 tysiące Polaków, a z chorobą nowotworową żyje już ponad 1,2 mln osób. Polska utrzymuje jedne z najwyższych wskaźników umieralności na raka w UE. 

200 dni czekania na badania może znów stać się normą
Onkofundacja Alivia w ramach projektu Alivia Onkoskaner (wcześniej Kolejkoskop) od 2014 roku monitoruje czas oczekiwania na badania obrazowe w blisko 800 placówkach medycznych w Polsce. Informacje o dostępności terminów pozyskiwane są metodą tajemniczego pacjenta, co pozwala dokładnie sprawdzić realny czas oczekiwania dla osób korzystających ze świadczeń finansowanych przez NFZ. 
Najnowsze dane z portalu Alivia Onkoskaner pokazują, że obecnie średni czas oczekiwania na badanie rezonansem magnetycznym w Polsce to 89 dni w trybie normalnym i 65 w trybie pilnym. Na badanie tomografią komputerową czeka się średnio 46 dni w trybie normalnym i 33 w trybie pilnym. To długo, ale w marcu 2018 roku, przed uwolnieniem limitów finansowania pacjenci czekali średnio aż 201 dni na rezonans magnetyczny i 73 dni na tomografię komputerową. Teraz ta sytuacja może się powtórzyć.
Przywrócenie limitów proponowane przez Ministerstwo Zdrowia, jako jeden z elementów planu oszczędnościowego NFZ, to prosta droga do katastrofy w diagnostyce nowotworów – wielu pacjentów jest przecież diagnozowanych poza szybką ścieżką onkologiczną. 
– Pacjenci nie mogą być zakładnikami decyzji administracyjnych i problemów finansowych NFZ. Każdy dzień opóźnienia diagnostyki to realne zagrożenie dla życia – zwłaszcza dla pacjentów onkologicznych. Jeśli limity wrócą, cofniemy się o lata, a wielu chorych straci szansę na skuteczne leczenie – komentuje Aleksandra Ciompała, Koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.
Już dzisiaj w wielu placówkach w Polsce umówienie się na badania obrazowe w najbliższych miesiącach jest praktycznie niemożliwe. W Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na badanie rezonansem magnetycznym nie ma wolnych terminów do końca czerwca 2026 w trybie stabilnym i pilnym, a pacjenci są informowani, że nie wiadomo, czy placówka będzie miała kontrakt z NFZ w przyszłym roku. Podobna sytuacja jest w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie. W placówce Bonus-Diagnosta w Bydgoszczy nie ma już zapisów na rezonans do końca kwietnia, na CITO natomiast terminy są dostępne za 106 dni. W praktyce oznacza to, że wielu pacjentów już dziś – jeszcze przed wprowadzeniem limitów – ma ograniczony dostęp do kluczowych badań diagnostycznych.

Kryzys w ochronie zdrowia
Polski system ochrony zdrowia znalazł się na krawędzi. Według szacunków w budżecie NFZ w 2026 r. może zabraknąć nawet 23 mld zł, a doraźne dokładanie środków przez rząd nie rozwiązuje problemu. Planowane cięcia przekraczające 10 mld zł oznaczają ograniczenia w finansowaniu kluczowych świadczeń: od kardiologii i POZ, przez okulistykę i chirurgię kręgosłupa, po badania obrazowe i programy lekowe.
Sytuację dodatkowo pogarszają narastające koszty funkcjonowania systemu – przede wszystkim ustawowe podwyżki wynagrodzeń dla personelu medycznego, które z roku na rok mocno obciążają budżet NFZ. Brakuje jednocześnie reform zapewniających stabilne, przewidywalne finansowanie.
W efekcie polska ochrona zdrowia znajduje się w stanie trwałej niewydolności, a dostęp pacjentów do diagnostyki i leczenia jest dziś bardziej niż kiedykolwiek zagrożony.
Onkofundacja Alivia podkreśla, że badania obrazowe oraz możliwość konsultacji specjalistycznych są fundamentem diagnostyki, w tym onkologicznej. To od ich dostępności zależy czas postawienia diagnozy i rozpoczęcia leczenia, które dają realną szansę na wyleczenie lub wydłużenie życia pacjenta. W chwili, gdy wiele placówek już teraz nie ma dostępnych terminów, a część czeka na  przedłużenie kontraktów, ponowne wprowadzanie limitów może sparaliżować cały proces diagnostyczny.
Joanna Frątczak-Kazana z Fundacji Alivia podsumowuje – Nie możemy dopuścić do tego, aby pacjenci ponosili konsekwencje decyzji politycznych, które doprowadziły do obecnej sytuacji. W ostatnich latach, mimo ostrzeżeń ekspertów, decydenci zapewniali, że sytuacja finansowa NFZ jest pod kontrolą. Nie była i nie podjęto odpowiednich działań we właściwym czasie. Obywatele nie mogą ponosić konsekwencji nieodpowiedzialnej polityki i mają prawo do bezpieczeństwa zdrowotnego. Nie chcemy umierać w kolejkach. 

Źródło: materiał prasowy

Od 4 marca br. wszedł w życie nowy przepis Ministerstwa Zdrowia – obowiązek korzystania z aplikacji AP KOLCE przy rejestrowaniu pacjentów na wybrane świadczenia medyczne. Nowe przepisy ponadto poszerzają listę monitorowanych specjalizacji medycznych. Co to oznacza w praktyce?
Nowe przepisy w opinii resortu zdrowia wpłyną na sposób prowadzenia kolejek do lekarzy, konkretnie przyśpieszą wizytę.

Dane NFZ pokazują, że w pierwszym półroczu 2024 roku liczba wizyt lekarskich nieodwołanych przez pacjentów wyniosła 764 tysiące (stanowi to 4,6 proc wszystkich zaplanowanych świadczeń). Dzięki aplikacji AP KOLCE („Aplikacja Kolejki Centralne”) zostanie ograniczone tzw. „no-show” – nie przychodzenie przychodzenia na umówione wizyty lekarskie.

Aplikacja AP KOLCE usprawni system
Wprowadzenie centralnej aplikacji AP KOLCE usprawni nie tylko proces zarządzania listami pacjentów oczekujących na wizytę do specjalisty, ale także ograniczy długie (kilka miesięcy) kolejki do tychże specjalistów w publicznej służbie zdrowia.

Bez wątpienia szykuje się rewolucja. Obecnie, na wizytę do lekarza chory oczekuje nawet kilkanaście miesięcy, co w przypadku postępującej przypadłości jest kluczowe w procesie leczenia i wyleczenia. Pacjenci zmuszeni są korzystać z prywatnych usług, na które bardzo wiele osób po prostu nie stać. 

Jak podkreśla resort zdrowia, wprowadzenie nowych przepisów rejestracyjnych pozwoli na wyeliminowanie między innymi rejestrowania kilkakrotnie tego samego pacjenta, na to samo świadczenie do kilku placówek medycznych. Do tej pory takie zdarzenia były nagminne.

Działanie aplikacji AP KOLCE i scentralizowana baza danych, umożliwi NFZ identyfikowanie i ewentualnie blokowanie tego typu wielokrotnych zapisów przez jedną i tą samą osobę na ten sam rodzaj świadczenia. Taki mechanizm ma w sposób zdecydowany nie tylko dać gwarancję bardziej sprawiedliwego dostępu pacjenta do lekarza, ale także wyraźnie wpłynąć na skrócenie kolejek.
 
Rejestracja do lekarza na nowych zasadach – harmonogram przyjęć pacjentów  
W myśl nowo obowiązujących przepisów, obowiązkiem świadczeniodawców, do których należą przychodnie i poradnie specjalistyczne, jest prowadzenie harmonogramu przyjęć pacjentów (udostępnionej przez NFZ) w centralnej aplikacji AP KOLCE.

Oznacza to, że dane o zapisanych pacjentach, jak i wolnych terminach wizyt będą gromadzone w jednym systemie. Do tej pory takim obowiązkiem były objęte tylko cztery specjalizacje: kardiologia, endokrynologia, onkologia, ortopedia i traumatologia narządu ruchu. Obecnie MZ rozszerzył wykaz o kolejne osiem specjalizacji, i tak do systemu wpłyną poradnie:
Jednakże obowiązek prowadzenia list będzie wchodził w życie, w różnych terminach:
Nowe przepisy nie zwiększą biurokracji
NFZ zapewnia, że wprowadzone nowe przepisy w żaden sposób nie przedłożą się na zwiększenie biurokracji a nawet przyczynią się do jej zmniejszenia – wpisywanie terminów do aplikacji ma zastąpić dotychczasowe sprawozdania papierowe oraz raporty cząstkowe.

Nowe przepisy dają Funduszowi wgląd do bieżących, aktualizowanych w czasie rzeczywistym danych o liczbie oczekujących, w tym najbliższych wizytach w skali kraju. NFZ zaznacza, że ułatwi to monitorowanie nieprawidłowości – czytamy w uzasadnieniu projektu rozporządzenia.  

Chcąc sprawniej reagować na rosnące wciąż kolejki do specjalistów, Fundusz zapowiada szczegółowe analizy czasów oczekiwania na wizytę.

Jak działa aplikacja AP KOLCE
Stworzona przez NFZ aplikacja AP KOLCE jest narzędziem informatycznym i służy do obsługi list oczekujących na wybrane świadczenia medyczne. Od teraz (tj. 4 marca br.) lekarze, jak i rejestracje poradni specjalistycznych mają obowiązek wprowadzenia do systemu danych każdego zapisanego pacjenta, terminu jego wizyty, w tym informację o pierwszym wolnym terminie dla nowych zgłoszeń.

AP KOLCE wprowadza także udogodnienie w postaci sms przypominającego, w którym pacjent zostanie poinformowany o terminie zaplanowanej wizyty. Dzięki temu, będzie czas na ewentualne odwołanie wizyty. Tym samym na zwolnione miejsce będzie mogła wskoczyć kolejna osoba.

Bardzo ważne jest to, że centralna baza terminów pozwoli kierować pacjentów tam, gdzie oczekiwanie na wizytę jest najkrótsze. Zmniejszy to nierówności w dostępie do specjalistów w różnych regionach kraju.

W opinii ekspertów, pacjenci pierwsze rezultaty zmian powinni zauważyć już w najbliższych miesiącach, wraz z włączaniem kolejnych specjalizacji do systemu AP KOLCE.
 

Żródła: bankier.pl, finanse.wp.pl
Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
 
 
Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że problem nieodwoływanych wizyt lekarskich jest znaczny i przy tym kosztowny. Nie przewidują jednak na dzień obecny finansowych kar z tego tytułu, upatrując rozwiązanie problemu we wdrożeniu centralnego systemu e-rejestracji. Skala nieodwoływania wizyt lekarskich jest ogromna – aktualnie wynosi około 1,3 mln wizyt rocznie.
Przy tym jest to problem niezwykle kosztowny. Jakiś czas temu do Sejmu trafiła petycja, której autor domagał się drakońskich finansowych kar dla osób, które nie odwołują wizyt lekarskich. Ministerstwo Zdrowia ma jednak swoje plany.
 
Planujemy wdrożenie centralnego systemu e-rejestracji. Dzięki niemu pacjent będzie mógł umówić termin wizyty u wybranego świadczeniodawcy lub tam, gdzie kolejka jest najkrótsza. System wyeliminuje przypadki nieodwoływania porad (dzięki wysyłce przypomnień o terminie i ułatwieniu odwołania wizyt). Zapewni optymalne wykorzystanie terminów (również tych, które zwalniają się w ostatniej chwili). Przygotowujemy projekt w tej sprawie. O szczegółach wkrótce będziemy informować. – odpowiedziało nam (czyt. red. medicalpress) Biuro Komunikacji Ministerstwa Zdrowia.
 
Lekiem na problem SMS-y przypominające
 
W 2023 roku NFZ wysłał blisko 12 milionów SMS-ów z przypomnieniem o wizycie do specjalisty, badaniu czy hospitalizacji. Usługa jest realizowana dla pacjentów z całej Polski. Powiadomienie na telefon ma zmniejszyć skalę nieodwołanych wizyt.
 
Szacujemy, że między innymi dzięki naszym wiadomościom SMS i wsparciu dla kampanii „Odwołuję. Nie blokuję” skala nieodwołanych wizyt w systemie publicznym zmniejszyła się o około 100 tys., porównując 2022 i 2023 rok. – tłumaczy Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.
 
Problem nieodwołanych konsultacji lekarskich dotyczy całego sektora medycznego
 
Problem nieodwołanych i zbyt późno odwoływanych konsultacji lekarskich jest poważny i dotyczy całego sektora medycznego (publicznego i prywatnego) w Polsce. – zauważa Justyna Gościńska-Bociong, dyrektor Komunikacji i Marki Korporacyjnej w Medicover. – Nieodwoływane wizyty znacząco utrudniają efektywną pracę podmiotu medycznego – sprawiają, że czas, który lekarze mogliby poświęcić na konsultację, nie jest właściwie wykorzystany. Uniemożliwia to optymalne zarządzanie zasobami, co w konsekwencji przekłada się również na wycenę świadczeń. Pamiętajmy jednak o czynniku ludzkim – warto podkreślić, że brak wcześniejszego anulowania wizyty lub planowanego zabiegu odbiera innym pacjentom możliwość skorzystania z usług. – zaznacza Gościńska-Bociong.  
 
W Medicover od lat zachęca się pacjentów do odwoływania wizyt odpowiednio wcześniej. Stale jest usprawniana i rozwijana ścieżka obsługi pacjenta, między innymi poprzez wdrożenie i rozwijanie aplikacji Medicover OnLine, dzięki której pacjent może sam w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca, za pomocą swojego telefonu, m.in. zarezerwować, odwołać lub zmienić datę planowanej wizyty.
 
Staramy się namawiać pacjentów do odwoływania wizyt poprzez pozytywną narrację i edukowanie, że wcześnie odwołana wizyta to szansa na zdrowie, a nawet życie dla kolejnej osoby, która może z tego terminu skorzystać. Nasze własne działania edukacyjne, jak i zaangażowanie w ogólnopolską kampanię #ODWOŁUJE #NIEBLOKUJE (obejmującą ponad 600 placówek medycznych z prywatnego i publicznego sektora) powoduje, że wskaźnik nieodwoływanych u nas wizyt systematycznie spada.  – mówi Justyna Gościńska-Bociong.  
 
To nie NFZ ponosi koszty nieodwoływanych wizyt lekarskich
 
Trend nieodwoływanych wizyt lekarskich powoli rośnie, szacuje się, że w przyszłym roku nie odwoła swoich wizyt około 1,5 mln osób. Gdyby na wszystkie „puste” miejsca można by było zapisać innych oczekujących pacjentów, w większości specjalności lekarskich czas oczekiwania wynosiłby tylko kilka dni lub tygodni, a nie miesięcy. Niedogodność tę sprawdziłem w swojej własnej lekarskiej praktyce, która ma charakter diagnostyczno-zabiegowy” – mówi dr n. med. Piotr Warczyński, menedżer, ekspert w zakresie organizacji ochrony zdrowia, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2014-2017, i dodaje: – Chodzi tutaj o wykonywanie badań i zabiegów endoskopowych. Średnio, tygodniowo nie przychodzi danego dnia od jednego do trzech pacjentów. Pół biedy, kiedy pacjent nie przyjdzie na badanie wyłącznie diagnostyczne, bez „znieczulenia”, gdy czeka nie niego „tylko” lekarz endoskopista i pielęgniarka endoskopowa. O wiele większym problemem jest nieobecność na badaniu w znieczuleniu, gdy na pacjenta czeka lekarz i pielęgniarka endoskopowa, oraz lekarz i pielęgniarka anestezjologiczna. Koszty tej nieobecności nie ponosi NFZ, lecz podmiot leczniczy wykonujący te procedury z wyłączeniem wynagrodzeń personelu medycznego, który w większości przypadków nie dostaje tych wynagrodzeń pracując na kontraktach. Wydaje mi się, że to jest podstawowy problem, NFZ bezpośrednio na tym nie zależy, poza wizerunkiem medialnym, ponieważ są to wymiernie finansowe korzyści – 1,5 mln nieodbytych wizyt razy koszt konsultacji lub badań, to sporo niewydanych pieniędzy, w kraju, w którym społeczeństwo przeznacza na system opieki zdrowotnej najmniej ze wszystkich krajów unijnych. – wskazuje dr Warczyński.
 
W opinii dr Piotra Warczyńskiego, większość Rządów w postaci Ministrów Zdrowia starało się z tym problemem walczyć, jednak nie zauważało powyższego mechanizmu. Problem ten próbowano regulować między innymi poprzez rejestrację wyłącznie osobistą, telefoniczną lub elektroniczną, niemożnością ponownego wykorzystania tego samego skierowania czy skreślenia z listy oczekujących i wreszcie poprzez skierowanie wyłącznie elektroniczne, podlegające ścisłej kontroli, gdzie nikt w systemie nie jest anonimowy. Wszystkie te metody jednak nie zadziałały.  Czy poza systemem potwierdzania i przypominania o wizytach, badaniach i małych zabiegach, który jest niezwykle istotny, ale nie do końca skuteczny, można coś innego zastosować?
 
Po pierwsze edukacja
 
Część ze specjalistów organizacji ochrony zdrowia proponuje nałożenie kar finansowych na osoby nieodwołujące bez uzasadnienia świadczeń medycznych. Ten pomysł wydaje się nietrafiony” – mówi dr Piotr Warczyński, ekspert w ochronie zdrowia. 

Po pierwsze, przed wprowadzeniem takich kar należałoby wzorem większości krajów europejskich wprowadzić system przedpłat, drobnych wynoszących kilka euro opłat za każdą konsultację lekarską, wypisanie i realizację recepty, czy też pobyt szpitalny. Okazuje się, że nawet w tych państwach, gdzie takie systemy funkcjonują np. we Francji, próba wprowadzenia takich kar jest negatywnie przyjmowana przez większość społeczeństwa. Tak, więc w naszym przypadku Rząd, który jest świadom populistycznych oczekiwań naszego społeczeństwa, nie zdecyduje się nie tylko na tego typu kary, ale również nie wprowadzi sygnalizowanych powyżej dopłat do świadczeń. Po drugie trudno wyobrazić sobie taki system, który byłby sprawiedliwy. Ponieważ żyjemy w socjalnej Europie, która „wszystko” daje nie oczekując od obywateli wzajemności, system taki musiałby uwzględniać finansowy status społeczny obywateli, system odwołań od decyzji, ponieważ zdarzają się sytuacje, w których fizycznie nie można odwołać wizyty. Koszt obsługi bez wątpienia zostałby przekierowany na przychodnie i szpitale, które będąc w złej sytuacji finansowej gwałtownie by protestowały. Jak zatem rozwiązać ten problem?Wydaje się, że na tym etapie rozwoju naszego społeczeństwa przede wszystkim pozostaje szeroka edukacja o społecznych i finansowych kosztach nieodwoływania wizyt. To trudne, gdy większość obywateli naszego kraju nie wie, że wszystko co oferują kolejne Rządy pochodzi z naszych podatków i składek. Może najpierw trzeba od tej edukacji zacząć? – podsumowuje ekspert.  
 
Na edukacji skupia się także Justyna Gościńska-Bociong, dyrektor Komunikacji i Marki Korporacyjnej w Medicover. – Z naszego dotychczasowego doświadczenia, w tym: również po udziale w II  edycjach kampanii #ODWOŁUJE #NIEBLOKUJE, widzimy, że najlepiej sprawdza się edukacja i pozytywna komunikacja. Zależy nam przede wszystkim na tym, by budować społeczną odpowiedzialność. Mamy przekonanie, że edukowanie pacjentów na temat skali problemu oraz szukanie rozwiązań systemowych i technologicznych ułatwiających odwoływanie wizyt jest wspólnym zadaniem sektora ochrony zdrowia w Polsce. Dzięki wielośrodowiskowym wysiłkom udaje się wypracowywać rozwiązania, które mają szansę znacznie wpłynąć na poprawę sytuacji. Mowa tu np. o Karcie Dobrych Praktyk dla Placówek Medycznych, wdrożonej podczas pierwszej edycji kampanii #ODWOŁUJE #NIEBLOKUJE, czy Karcie Dobrych Praktyk dla Pacjenta, będącej efektem drugiej edycji kampanii i przyjętej przez Radę Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.”
 
Na razie problem nieodwoływanych wizyt lekarskich funkcjonuje w systemie. Jest nadzieja, że planowane rozwiązania się przyjmą i co za tym idzie – zmniejszy się ilość osób nieodwołujących wizyt. Jeżeli tak się nie stanie, przewidywane jest wprowadzenie innych narzędzi – informuje resort zdrowia.

 
źródło: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Od 2021 roku czas oczekiwania na badanie rezonansem magnetycznym i tomografią komputerową regularnie się wydłuża. W ciągu ostatnich 3 lat kolejki do badań wraz z opisem wzrosły dwukrotnie, a w niektórych województwach nawet pięciokrotnie! Obecnie, najgorsza sytuacja jest na Pomorzu i w Małopolsce. Dane Onkofundacji Alivia pokrywają się z terminami udostępnionymi przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
W kwietniu 2019 roku uwolnione zostały limity finansowania badań rezonansem magnetycznym i tomografią komputerową, co przyczyniło się do skrócenia czasu oczekiwania w kolejkach. Niestety nie na długo, bo już od 2021 roku obserwujemy odwrócenie trendu. 3 lata temu na badanie rezonansem magnetycznym w trybie normalnym wraz z opisem pacjenci w Polsce czekali średnio 58 dni. Teraz jest to 121 dni. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku tomografii komputerowej. W 2021 pacjenci oczekiwali na badanie wraz z opisem 34 dni, a w tym roku to już 60 dni. 

Dlaczego dostęp do szybkiej diagnostyki obrazowej stale się pogarsza?
Coraz więcej skierowań na badania, zbyt mała dostępność lekarzy radiologów oraz trudności w skontaktowaniu się z placówkami, a co za tym idzie nieodwoływanie umówionych terminów przez pacjentów, to główne przyczyny problemu.

„Wydłużenie czasu oczekiwania na badania, szczególnie rezonansem magnetycznym, ma kilka obiektywnych przyczyn. Uwolnienie limitów NFZ – badań tomografii komputerowej (TK) i rezonansu magnetycznego (RM) spowodowało olbrzymi napływ skierowań na te procedury, co w sposób automatyczny wydłużyło czas oczekiwania zarówno na badania jak i opisy. Po drugie, zgodnie z informacją Najwyższej Izby Kontroli z 2022 roku, ponad 80% rozpoznań klinicznych stawianych jest na podstawie badań obrazowych. Tym samym gros wszystkich chorych z określonym podejrzeniem klinicznym musi przejść przez szereg badań takich jak: USG, TK, czy RM. Mimo olbrzymiego wysiłku radiologów pracujących obecnie w Polsce, a także uruchomienia systemu teleradiologii w wielu szpitalach i mimo rekordowego napływu do specjalności radiologia i diagnostyka obrazowa młodych lekarzy, nie jesteśmy w stanie w sposób wystarczający poprawić obecnej sytuacji” – mówi prof. dr hab. n. med. Jerzy Walecki, krajowy konsultant w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. 

Na trudności w kontakcie z placówkami zwracają uwagę konsultanci Onkofundacji Alivia, którzy regularnie dzwonią do ośrodków medycznych, jako “tajemniczy pacjenci”, w celu umówienia badań obrazowych czy pierwszej wizyty onkologicznej. Wiele połączeń kończy się niepowodzeniem. 

“Dodzwonienie się do placówki medycznej jest dla pacjenta nie lada wyzwaniem. Jest wiele ośrodków, gdzie niezależnie od pory dnia linia jest zajęta lub nikt nie odbiera. Z doświadczeń naszych konsultantów wynika, że najłatwiej dodzwonić się do placówek na początku tygodnia – w poniedziałek i wtorek. Już od połowy tygodnia, a w szczególności w piątki, każda próba połączenia kończy się niepowodzeniem. Najłatwiej skontaktować się z placówkami prywatnymi posiadającymi kontrakt z NFZ, a najtrudniej z większymi szpitalami i centrami onkologii” – mówi Aleksandra Ciompała, Koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.

W kolejkach pacjenci czekają nawet pół roku
Najdłużej na rezonans magnetyczny w trybie normalnym czekają pacjenci w województwie pomorskim – aż 169 dni, a najkrócej w województwach: opolskim i łódzkim – 44 dni. Ze skierowaniem na “cito” najdłuższa kolejka jest w województwie lubuskim – 120 dni, a najkrótsza w łódzkim – 29 dni.

Na tomografię komputerową w trybie normalnym w województwie małopolskim czeka się 92 dni, a w podlaskim – 12. W trybie pilnym najdłuższa kolejka jest w województwie małopolskim – 69 dni, a najkrótsza w świętokrzyskim – 9 dni.

Badanie PET-CT w województwie śląskim może być wykonane za 79 dni w trybie zwykłym oraz za 49 dni w trybie “na cito”. Najkrótsza kolejka do tego badania jest w województwie lubelskim – w trybie normalnym 11, a w trybie pilnym – 5 dni.

Na pierwszą wizytę onkologiczną bez skierowania najtrudniej jest się umówić w województwie zachodniopomorskim. Pacjenci zmuszeni są czekać w kolejce aż 151 dni, czyli ponad 5 miesięcy! Najkrótsze terminy na taką wizytę są w województwie warmińsko-mazurskim – 8 dni. Z kartą DILO najszybciej do lekarza onkologa można dostać się w województwie lubuskim (6 dni), a najdłużej czeka się w świętokrzyskim (45 dni).
Powyższe dane dotyczą czasu oczekiwania w lutym 2024 roku.

A co z opisem?
Wykonanie badania obrazowego to jednak dopiero połowa sukcesu. Do tego dochodzi jeszcze uzyskanie opisu. Tylko w nielicznych ośrodkach pacjenci czekają na wynik od kilku do kilkunastu dni roboczych. W praktyce, wiele placówek medycznych nie jest w stanie zapewnić płynności wykonywania badań oraz ich opisów, co skutkuje wielomiesięcznym oczekiwaniem na postawienie diagnozy.

“Kolejki na badanie diagnostyczne długie… na opis trzeba czekać powyżej 10 tygodni, pomimo że na CITO. Jak ominąć kolejki, skoro nie mam czasu tyle czekać?” – pisze pan Maciek z woj. wielkopolskiego.

Wg danych Onkofundacji Alivia, średni czas oczekiwania na opis w ciągu ostatnich 3 lat wzrósł ponad dwukrotnie. W 2021 roku pacjenci czekali na opis rezonansu magnetycznego w trybie normalnym 14 dni, a tomografii komputerowej 11 dni. Obecnie, czas oczekiwania na opis rezonansu wydłużył się aż do 31 dni, a tomografii do 22 dni. A to średnie krajowe. W niektórych regionach pacjenci zmuszeni są oczekiwać znacznie dłużej np. w województwie małopolskim – nawet 53 dni. 

“Za tymi liczbami stoją przecież pacjenci i ich rodziny, którzy w napięciu czekają na diagnozę. W takich momentach kilkanaście dni oczekiwania na opis wydaje się wiecznością. Aż ciężko sobie wyobrazić co czują chorzy, którzy na wynik czekają kilka tygodni. A przecież w chorobie nowotworowej liczy się przede wszystkim czas – jak najszybsze rozpoznanie i rozpoczęcie leczenia. Niestety przez taką organizację systemu wielu pacjentów onkologicznych, już na samym starcie zmagania się z chorobą, może zostać pozbawionych szansy na powrót do zdrowia. Oczekujemy, że Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia podejmą działania, które w obliczu znacznego wzrostu zapotrzebowania na badania obrazowe, doprowadzą do skrócenia kolejek do badań oraz uzyskania ich opisów, a co za tym idzie diagnozy” – mówi Aleksandra Ciompała z Onkofundacji Alivia.

źródło: Alivia

Kolejka do badania rezonansem magnetycznym w trybie normalny wynosi średnio 80 dni i jest o 22 dni dłuższa niż w październiku 2021. Dodatkowo na opis badania chorzy czekają 27 dni. To o tydzień dłużej niż dwa lata temu. Nieznacznie wydłużył się czas oczekiwania na badanie z opisem tomografii komputerowej. W 2021 było to 51 dni, obecnie 56. Onkofundacja Alivia zbadała również, jak długo czeka się na pierwszą wizytę u onkologa. Bez skierowania to aż 39 dni. Warto też zwrócić uwagę na znaczne rozbieżności między województwami.
Sprawa dostępności świadczeń zdrowotnych oraz kolejek do badań i specjalistów od lat budzi wiele kontrowersji i jest przedmiotem ożywionych dyskusji. Uwolnienie limitów finansowania badań rezonansem magnetycznym i tomografią komputerową w kwietniu 2019 roku spowodowało znaczne skrócenie czasu oczekiwania w kolejkach, jednak już od 2021 roku obserwowany jest trend rosnący. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest mała dostępność radiologów oraz urządzeń wykorzystywanych do diagnozowania obrazowego. Według raportu Health at Glance 2023 Polska ma jeden z najniższych wskaźników wśród państw OECD w zakresie liczby urządzeń do wykonywania rezonansu magnetycznego, tomografii komputerowej i PET w przeliczeniu na milion mieszkańców.
Nie lepiej wypadamy pod względem liczby wykonywanych badań (TK, RM, PET). Średnia wśród państw OECD wynosi 254 badania w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. W Polsce wykonuje się ich jedynie 171, co stawia nas w rankingu na 6 miejscu od końca. Wyprzedzamy jedynie Kostarykę. Rumunię, Bułgarię, Chile i Wielką Brytanię. Mimo że liczba urządzeń z roku na rok rośnie, samo środowisko radiologów wskazuje na kolejny problem – niewystarczającą liczbę specjalistów opisujących badania. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce mamy ich niewiele ponad 4,2 tysiąca. 2 Choć wg raportu NIK liczba radiologów w latach 2017-2021 wzrosła o 14%, to wciąż brakowało ich w niemal 1⁄3 skontrolowanych podmiotów.

Nierówności w dostępie do badań obrazowych widać gołym okiem

Różnice pomiędzy województwami w dostępie do badań sięgają nawet 94 dni. To oznacza, że jedni pacjenci mogą czekać na badania nawet 4 razy dłużej niż inni, mimo tego, że płacą takie same składki zdrowotne. Najdłużej na tomografię komputerową w trybie normalnym czekają pacjenci w województwie małopolskim – 82 dni, a najkrócej w województwie podlaskim – 12 dni. W trybie pilnym sytuacja wygląda podobnie. Najdłuższy czas oczekiwania jest w województwie małopolskim – 48 dni, a najkrótszy w podlaskim – 9 dni.

Na rezonans magnetyczny w trybie normalnym w województwie małopolskim czeka się 124 dni, a w świętokrzyskim – 30. Ze skierowaniem na “cito” najdłuższa kolejka jest w województwie lubuskim – 101 dni, a najkrótsza w świętokrzyskim – 19 dni.

Na badanie PET-CT w trybie normalnym i pilnym najdłużej czeka się w województwie śląskim. Dokładnie 65 dni w trybie zwykłym i 59 dni “na cito”. Najkrótsza kolejka w trybie normalnym jest w województwie podkarpackim – 14 dni, a w trybie pilnym – w województwach: opolskim, podkarpackim i świętokrzyskim – 14 dni.

Do onkologa bez skierowania? Tu też trzeba mieć dużo szczęścia i wykazać się sprytem

Od kwietnia 2023 roku Onkofundacja Alivia, oprócz kolejek do badań obrazowych, bada też dostęp do lekarzy onkologów. Sprawdzana jest długość oczekiwania na pierwszą wizytę w trybie zwykłym oraz pilnym.

Średnio w Polsce na pierwszą wizytę do onkologa bez skierowania w trybie zwykłym, zgodnie z danymi za październik 2023 roku, czeka się 39 dni, a z kartą DILO 23 dni. Warto przypomnieć, że cały proces diagnostyki wstępnej w ramach karty DILO nie powinien przekraczać 28 dni.

“Prowadzone są drogie i wysokozasięgowe kampanie uświadamiające pacjentów, jak ważny, w chorobie onkologicznej, jest czas, szybka diagnoza i rozpoczęcie terapii. Tymczasem pacjent z podejrzeniem lub wstępną diagnozą choroby onkologicznej, który powinien zostać przyjęty w trybie pilnym, na wizytę oczekuje kilka tygodni, a potem kolejne na diagnostykę. To może spowodować zaprzepaszczenie szans na skuteczne leczenie, a często również wyleczenie” – komentuje Aleksandra Ciompała, Koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.

Na pierwszą wizytę do onkologa obecnie najdłużej czekamy w województwie kujawsko-pomorskim – w trybie zwykłym 123 dni, a w trybie pilnym (DILO) 117 dni. Najszybciej można umówić się do tego specjalisty, niezależnie od trybu (normalny/ DILO), w województwie świętokrzyskim – czas oczekiwania to 7 dni.

Powyższe dane dotyczą czasu oczekiwania na pierwszą wizytę onkologiczną 
w październiku 2023 roku.

Nowa władza, stare problemy

“Skrócenie kolejek oraz zwiększenie dostępu do świadczeń medycznych jest jednym z priorytetów Onkofundacji Alivia. Będziemy apelowali do nowego ministra zdrowia o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia odpowiedniej diagnostyki chorób nowotworowych oraz monitorowania efektywności leczenia w tej dziedzinie. Będziemy zwracali się również do placówek medycznych, w których terminy badań są najdłuższe z prośbą o wyjaśnienie przyczyn tej sytuacji oraz podjęcie działań na rzecz poprawy dostępności świadczeń o szczególnym znaczeniu dla pacjentów z podejrzeniem lub rozpoznaniem choroby nowotworowej” – mówi Joanna Frątczak-Kazana, Wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.

Źródło informacji: Alivia – Fundacja Onkologiczna

W oparciu o dane regularnie udostępniane przez placówki medyczne działające w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia powstał raport przedstawiający, jak przez ostatnie 8 lat wydłużył się czas oczekiwania do poszczególnych lekarzy specjalistów: dermatologa, endokrynologa, gastrologa, kardiologa, laryngologa, neurologa, okulisty oraz ortopedy.
W związku z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi SwiatPrzychodni.pl. zbadał, jak od momentu objęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 roku, zmienił się czas oczekiwania na wizytę u lekarzy specjalistów. Wyniki tej analizy znajdują się w opublikowanym raporcie.
 
W oparciu o dane regularnie udostępniane przez placówki medyczne działające w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia powstał raport przedstawiający, jak przez ostatnie 8 lat wydłużył się czas oczekiwania do poszczególnych lekarzy specjalistów: dermatologa, endokrynologa, gastrologa, kardiologa, laryngologa, neurologa, okulisty oraz ortopedy.

Raport uwzględnia dane zebrane w okresie od listopada 2015 roku, czyli od chwili objęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, do sierpnia 2023 roku. W analizie brane pod uwagę były jedynie przypadki stabilne, czyli te, które nie wymagały natychmiastowej interwencji lekarza specjalisty.

Analizowane dane wyraźnie pokazują, że w ciągu 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości średni czas oczekiwania pacjentów na specjalistyczną konsultację lekarską w ramach NFZ uległ prawie dwukrotnemu wydłużeniu. W 2015 roku średnia z mediany czasu oczekiwania wynosiła 84 dni, a obecnie sięga 164 dni.

czas oczekiwania u lekarzy specjalistów w Polsce
Do jakich specjalistów kolejki wydłużyły się najbardziej?
Jak pokazują liczby, w badanym okresie najbardziej wydłużyły się kolejki na wizytę u gastrologa – ze 120 do 301 dni. Natomiast największy wzrost wyrażony w procentach miał miejsce w przypadku poradni dermatologicznych – wyniósł 362% (z 21 do 76 dni). Niemniej jednak, mimo tych znaczących wzrostów, nadal najdłuższe kolejki do specjalistów występują w poradniach endokrynologicznych.

Które miasta w czołówce?
Raport zawiera dane z całej Polski a wyniki zostały podzielone względem miast wojewódzkich. Największy wzrost długości czasu oczekiwania na konsultację medyczną odnotowano w Szczecinie, zaś najmniejszy wzrost – we Wrocławiu

czas oczekiwania u lekarzy specjalistów w poszczególnych miastach wojewódzkich

Pełna wersja raportu pod tytułem „Porównanie dostępu do wybranych świadczeń ambulatoryjnej opieki zdrowotnej w okresie od listopada 2015 do sierpnia 2023” zawiera konkretne liczby oraz szczegółowo przedstawia jak sytuacja zmieniła się w różnych miastach. Serdecznie zachęcamy do zapoznania się z jego treścią.

źródło: Świat Przychodni
Co roku w Polsce diagnozowanych jest ponad 170 tysięcy chorób nowotworowych – u wielu pacjentów w zaawansowanym stadium. Problemem jest niedostateczna profilaktyka, ale również kolejki do poradni onkologicznych i badań diagnostycznych. A to właśnie badania obrazowe są tak istotne w wykrywaniu nowotworów oraz ocenie skuteczności leczenia onkologicznego. Niestety dane z maja 2023 roku są alarmujące. W niektórych województwach pacjenci w trybie normalnym czekają nawet 126 dni na rezonans magnetyczny, 81 dni na tomografię komputerową i 152 dni na PET-CT!  
Nowe wyniki zamieszczone na portalu Alivia Onkoskaner (dawniej Kolejkoskop) pokazują, że najbardziej wydłużył się czas oczekiwania na rezonans magnetyczny. W trybie normalnym pacjenci czekają już 75 dni, czyli o 13 dni dłużej niż w zeszłym roku. Na “cito” 56 dni – o 12 dni dłużej niż w maju 2022 roku. 

Pacjenci muszą też wykazać się cierpliwością czekając w kolejce na wykonanie badania PET-CT. Ze skierowaniem w trybie zwykłym to średnio 42 dni (o 6 więcej niż rok temu), a w trybie pilnym 28 dni (o 4 dni więcej niż w maju 2022 roku).  

“Długie kolejki do badań PET CT mogą wynikać z jednej strony ze znacznego wzrostu ilości zlecanych i wykonywanych badań, a z drugiej strony z problemów kadrowych oraz braku optymalnego wykorzystania istniejącej infrastruktury. Na przykład  we Francji w 2022 na statystycznym aparacie PET/CT wykonano ponad 5,5 raza więcej badań niż w Polsce – podkreśla Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.

Przepaść między województwami
Onkofundacja Alivia porównuje też długość kolejek do badań obrazowych w poszczególnych województwach. Wyniki jasno pokazują, że na szybkość wykonania badania ma wpływ miejsce zamieszkania. W niektórych województwach pacjenci czekają na wykonanie badania nawet 4 miesiące dłużej niż w innych. 

“Porównując kolejki w poszczególnych województwach widać ogromne dysproporcje, przede wszystkim w dostępie do badań rezonansem magnetycznym. Niewiele lepiej jest w przypadku tomografii komputerowej czy badania PET-CT. Różnice między województwami to nawet 100 dni i więcej. Pamiętajmy, że wykonanie badania to jedno, ale do tego dochodzi przecież jeszcze czas oczekiwania na opis oraz na wizytę lekarską w celu skonsultowania wyniku. Podczas gdy w jednym województwie pacjent czeka tylko kilka dni, w innym ten czas wydłuża się nawet do kilku miesięcy! A przecież rak nie poczeka” – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych Onkofundacji Alivia.

W kolejce od 7 do 152 dni 
Najdłużej na tomografię komputerową w trybie normalnym czekają pacjenci w województwie małopolskim – 81 dni, a najkrócej w województwie podlaskim – 10 dni. W trybie pilnym sytuacja wygląda podobnie. Najdłuższy czas oczekiwania jest w województwie małopolskim – 47 dni, a najkrótszy w podlaskim – 7 dni.

Na rezonans magnetyczny w trybie normalnym w województwie lubuskim czeka się 126 dni, a w mazowieckim – 40. Ze skierowaniem na “cito” najdłuższa kolejka jest w województwie lubuskim – 103 dni, a najkrótsza w warmińsko-mazurskim – 29 dni.

Na badanie PET-CT w trybie normalnym i pilnym najdłużej czeka się w województwie mazowieckim. Dokładnie 152 dni w trybie zwykłym i 72 dni “na cito”. Najkrótsza kolejka w województwie opolskim – w trybie normalnym 10 dni, a w trybie i pilnym – 8 dni.

Powyższe dane dotyczą czasu oczekiwania na badania w maju 2023 roku.

Nie płać za badanie, jeśli płacisz składkę NFZ
Tak długi czas oczekiwania na wykonanie badania powoduje, że wielu pacjentów decyduje się zrobić je prywatnie. Niestety koszt to od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Nie wszyscy pacjenci mogą sobie pozwolić na taki wydatek i zmuszeni są wtedy czekać nawet kilka miesięcy. Skutkiem może być opóźnienie rozpoczęcia leczenia, a w konsekwencji zmniejszenie szans na wyzdrowienie.

Z pomocą chorym przychodzi Onkofundacja Alivia, która sprawdza czas oczekiwania na wykonanie badań w ponad 300 miastach w Polsce. Konsultanci Alivia regularnie dzwonią do ośrodków medycznych jako “tajemniczy pacjenci” w celu umówienia pierwszej wizyty onkologicznej czy badań obrazowych. W ten sposób uzyskują rzetelne dane o terminach, które następnie publikowane są na portalu Onkoskaner.pl 

“Dzięki portalowi Onkoskaner chorzy mogą nie tylko znaleźć najkrótszą kolejkę do badań, ale też sprawdzić czas oczekiwania na opis oraz skuteczność połączeń do placówek medycznych. Dodatkowo jeśli pacjentowi uda się uzyskać wcześniejszy termin niż ten podany na www.onkoskaner.pl może to zglosić administratorowi, a konsultanci Alivia zweryfikują podaną informację i dokonają odpowiedniej aktualizacji na portalu” – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych Onkofundacji Alivia.

źródło: Alivia

Z danych NFZ wynika, że w I kw. br. w 4 województwach pacjenci odczuwający ból czekali na wizyty u stomatologa jeden dzień. W pozostałych, tzw. stabilnych przypadkach czas oczekiwania wynosił w całej Polsce średnio 15 dni. W 4 województwach trwało to nawet do 28 dni. Eksperci przewidują, że w najbliższych latach trudniej będzie uzyskać pomoc ze środków publicznych, gdyż coraz mniej dentystów decyduje się na zawarcie kontraktu z NFZ. Jednocześnie przybywa pacjentów, którzy potrzebują korzystać z państwowej opieki stomatologicznej. W dobie wysokiej inflacji coraz mniej Polaków stać na płatne leczenie, zwłaszcza że prywatne gabinety mocno podniosły ceny, by pokryć koszty prowadzenia działalności.

Gdzie najdłużej, a gdzie najkrócej?

Jak wynika z oficjalnych danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w I kwartale br. w większości województw osoby z bólami zębów były przyjmowane na wizyty w gabinetach stomatologicznych współpracujących z NFZ-em w dniu zgłoszenia. Natomiast gdy pacjent nie skarżył się na ból, oczekiwanie wynosiło średnio 15 dni w całej Polsce. 
Pacjent z bólem zęba powinien zostać przyjęty na wizytę w dniu zgłoszenia w każdym gabinecie, który ma podpisaną umowę z NFZ-em. Natomiast po godzinie 19.00 w dni robocze i w weekendy pełnione są dyżury w placówkach stomatologicznej pomocy doraźnej. To tłumaczy, dlaczego przypadki pilne przyjmowane są od ręki. Dane udostępnione przez NFZ nie są zaskakujące – komentuje dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL.
Należy podkreślić, że czas oczekiwania na wizytę różnił się w poszczególnych województwach. Nie w każdej części Polski pacjent z bólem (przypadek pilny) miał szansę na leczenie jeszcze tego samego dnia. W woj. mazowieckim, opolskim, warmińsko-mazurskim i wielkopolskim średni czas oczekiwania w takiej sytuacji trwał 1 dzień. Osoby bez bólu (przypadki stabilne) najdłużej czekały na wizytę w woj. kujawsko-pomorskim (28 dni), podkarpackim (24 dni), mazowieckim i warmińsko-mazurskim (po 20 dni). Najszybciej byli przyjmowani do gabinetów w lubelskim (5 dni), świętokrzyskim (6 dni) i dolnośląskim (8 dni). 
Na te wyniki wpłynęły takie czynniki, jak liczba pacjentów, ilość dostępnych przychodni i lekarzy, infrastruktura, organizacja systemu opieki zdrowotnej, a także lokalne uwarunkowania. W  województwach, w których średni czas oczekiwania był krótszy, mogą być wystarczające zasoby medyczne. Być może systemy opieki zdrowotnej są lepiej zorganizowane, co umożliwia pacjentom szybszy dostęp do lekarzy stomatologów. Na takich obszarach może przypadać większa liczba przychodni i stomatologów na jednego pacjenta lub mniejsza liczba osób wymagających państwowego leczenia. Z kolei tam, gdzie średni czas jest dłuższy, może istnieć problem z brakiem wystarczającej liczby przychodni i stomatologów lub ze zwiększoną liczbą pacjentów – wyjaśnia dr Przybylska.
Biorąc pod uwagę ww. różnice, centrala NFZ zastrzega, że średni czas oczekiwania nie oddaje rzeczywistości. I jak tłumaczy, w każdym województwie można znaleźć przychodnię, która ma pierwszy termin przyjęcia w ciągu kilku, kilkunastu dni, a przypadki pilne są w zasadzie przyjmowane od ręki. Do tego NFZ zachęca pacjentów do korzystania z portalu pacjent.gov.pl, który pomaga w znalezieniu przychodni blisko miejsca zamieszkania dysponującej w miarę szybkim terminem przyjęcia.

Czas oczekiwania będzie się wydłużał

Dr Irena Przybylska przewiduje, że czas oczekiwania na leczenie przypadków stabilnych będzie się wydłużać. Coraz więcej placówek rezygnuje z kontraktów z NFZ-em, natomiast chętnych pacjentów na takie leczenie przybywa ze względu na rosnące koszty codziennego życia i zubożenie rodaków. 
Polacy są zmuszeni ograniczyć swoje wydatki ze względu na wysoką inflację i rosnące koszty życia. Natomiast stomatolodzy udzielający świadczeń prywatnie musieli w ostatnim czasie podnieść ceny swoich usług z uwagi na coraz wyższe koszty materiałów stomatologicznych, mediów, utylizacji odpadów medycznych oraz rosnące pensje pracowników. To wszystko sprawiło, że prywatna wizyta w porównaniu do lat ubiegłych mocno zdrożała. Polacy, niejednokrotnie nie mogąc sobie pozwolić na takie wydatki, wybierają placówki udzielające świadczeń refundowanych – dodaje ekspertka.
Dr Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, zauważa, że coraz mniej placówek jest zainteresowanych pozyskiwaniem kontraktów NFZ na leczenie. – Nie rośnie liczba gabinetów zainteresowanych współpracą z NFZ. Od półtora roku mamy ogromny wzrost kosztów utrzymania praktyk lekarskich. To koszty niezależne przecież od lekarzy, które dotyczą przede wszystkim energii i czynszu. Do tego dochodzi wzrost kosztów materiałów. Wszystko razem powoduje, że pewne procedury medyczne nadal są na granicy opłacalności – zauważa dr Paluszek.

Przestarzale technologie i długie kolejki

Spadek liczby gabinetów współpracujących z NFZ będzie skutkował tym, że wydłuży się czas oczekiwania na wizytę. Dr Irena Przybylska mówi, że taką tendencję już teraz widać. Problemem jest jednak nie tylko to, że trzeba czekać coraz dłużej. Niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia jest niewystarczający i tylko część procedur stomatologicznych objętych jest finansowaniem. 
Usługi oferowane przez lekarzy przyjmujących w placówkach posiadających kontrakty z NFZ oparte są o przestarzałe technologie, a obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom oferować lepszych rozwiązań stomatologicznych za dopłatą. Kolejną trudnością dla pacjentów korzystających z placówek z kontraktem z NFZ jest czas oczekiwania na wizytę specjalistyczną, np. u periodontologa lub ortodonty. Niejednokrotnie odbywa się ona po kilku miesiącach lub nawet – latach. W takich sytuacjach nie jest możliwe interdyscyplinarne, wielospecjalistyczne leczenie wymagające wizyt u lekarzy wielu specjalności. Alternatywą dla pacjentów wymagających kompleksowego leczenia pozostają właściwie prywatne kliniki stomatologiczne – podsumowuje dr Przybylska.
źródło: Monday News
 
 
 
W Polsce zaczyna brakować lekarzy nefrologów. Według danych Ministerstwa Zdrowia nefrologia ma aktualnie najniższą liczbę specjalistów na 100 tysięcy ludności w Polsce, a czas oczekiwania na wizytę u lekarza może wynosić ponad rok. Tymczasem liczbę pacjentów zmagających się z przewlekłą chorobą nerek szacuje się już na 4,7 miliona. Braki kadry lekarskiej obniżają dostępność i jakość opieki nefrologicznej.
Nefrologia znalazła się w grupie specjalizacji z najniższym wskaźnikiem liczby lekarzy specjalistów na 100 tysięcy mieszkańców w stosunku do średniej wartości dla kraju: w 2021 roku wskaźnik ten wyniósł 3,5 tysięcy, a w 2020 3,6 tysięcy lekarzy nefrologów[1],[2]. 

Część nefrologów odchodzi na emeryturę, a młodzi specjaliści często wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków pracy. Specjalistów zaczyna brakować w skali całego kraju, a kolejki do poradni nefrologicznych wydłużają się. Sytuację komplikuje nadmierne obciążenie lekarzy biurokracją – mówi dr n. med. Marta Serwańska-Świętek, nefrolog, transplantolog, zastępca dyrektora medycznego DaVita Polska

Obecnie mamy ogółem 1452 lekarzy nefrologów. Dla porównania – kardiologów jest około 4 razy więcej (5282). Problem jest na tyle poważny, że istnieją poradnie nefrologiczne, w których nie ma nefrologów zatrudnionych na stałe. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w 2021 roku przeciętny czas oczekiwania na wizytę w poradni nefrologicznej przekraczał 100 dni[3].

Jeszcze 15-20 lat temu trzeba było czekać na zwolnienie się miejsca na rezydenturę ze specjalizacji nefrologicznej. Wówczas nie było łatwo się na nią dostać z powodu dużej konkurencji. Obecnie na 5 miejsc specjalizacyjnych jest 2 chętnych kandydatów. Według danych z Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi jeszcze w 2013 roku dyplom nefrologa odebrało 84 osoby, podczas gdy w 2022 roku – już 33, a wiosną 2023 roku jeszcze mniej – tylko 22[4]

Nefrologia obecnie uchodzi za trudną, a jednocześnie dającą gorsze możliwości finansowe specjalizację. Tymczasem coraz więcej osób potrzebuje opieki nefrologa – szacuje się, że prawie 4,7 mln osób w Polsce jest dotkniętych chorobami nerek. Nerki odpowiadają za prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu, a zaburzenie ich pracy jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia i życia. Dlatego powinniśmy zachęcać młodych lekarzy do wyboru tej specjalizacji. Przy tak dużej skali zachorowalności i spadającej liczbie specjalistów, konieczne jest uznanie nefrologii za specjalizację deficytową i rozważenie gratyfikacji finansowych dla lekarzy, którzy ją podejmują – wyjaśnia dr n. med. Marta Serwańska-Świętek.

Lekarze nefrolodzy pracują na oddziałach nefrologicznych, nefrologiczno-transplantacyjnych, w poradniach nefrologicznych oraz na stacjach dializ. Nefrolog specjalizuje się w leczeniu chorób nerek oraz pozostałych elementów układu moczowo-pęcherzowego – jest odpowiedzialny za profilaktykę, diagnozowanie oraz leczenie schorzeń nefrologicznych.

Mówi się, że interna jest królową medycyny, a nefrologia – koroną. To wymagająca, a jednocześnie dająca lekarzowi szerokie horyzonty specjalizacja, gdyż jest bardzo rozległa pod względem liczby zagadnień. Obejmuje choroby nerek oraz przekrojową wiedzę z obszaru interny, transplantologii, diabetologii, kardiologii czy urologii. Przewlekła choroba nerek często spowodowana jest innymi chorobami, takimi jak nadciśnienie, cukrzyca, niewydolność serca. Dlatego nefrologa nie ogranicza się do leczenia jednego narządu czy układu, lecz pozwala spojrzeć na pacjenta dużo szerzej. Holistyczne podejście do leczenia powinno być stosowane powszechnie, także w innych obszarach medycyny, tym bardziej teraz, gdy społeczeństwo starzeje się i rośnie współchorobowość. Jako lekarze nie powinniśmy leczyć jednej choroby niezależnie od innych współwystępujących schorzeń – dodaje dr n. med. Marta Serwańska-Świętek.

Diagnostyka chorób nerek rozpoczyna się od lekarza internisty. W celu wykrycia przewlekłej choroby nerek wykonywane jest proste badanie ogólne moczu, wskaźnik ACR oraz oznaczenie stężenia kreatyniny w surowicy krwi. Pacjent otrzymuje skierowanie na te badania od lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli wyniki budzą wątpliwości, kierowany jest na konsultację nefrologiczną. Osoby znajdujące się w grupie ryzyka powinny regularnie wykonywać badania. Dotyczy to osób z cukrzycą, palących tytoń, z nadciśnieniem tętniczym, chorobami sercowo-naczyniowymi, chorobami nerek występującymi w rodzinie, zakażeniami układu moczowego czy nadmierną masą ciała.

Przewlekła choroba nerek ma charakter postępujący. Kiedy narząd przestaje pracować, pacjent wymaga leczenia nerkozastępczego: transplantacji lub dializoterapii, która jest zabiegiem ratującym życie. W Polsce dializowanych jest regularnie ponad 20 tys. osób. PChN to obecnie jedno z najczęściej występujących schorzeń cywilizacyjnych – na całym świecie choruje na nie już prawie 700 mln ludzi. W Polsce szacunki mówią nawet o 4,7 mln osób, które żyją z chorobami nerek, a z roku na rok jest ich coraz więcej.

Bibliografia

[1] Obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 27 sierpnia 2021 w sprawie mapy potrzeb zdrowotnych, https://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2021/69/akt.pdf[2] Baza Analiz Systemowych i Wdrożeniowych https://basiw.mz.gov.pl/mapy-informacje/mapa-2022-2026/analizy/kadry-medycze/kadry-medyczne/ 
[2] Baza Analiz Systemowych i Wdrożeniowych https://basiw.mz.gov.pl/mapy-informacje/mapa-2022-2026/analizy/kadry-medycze/kadry-medyczne/                                           
[3] j.w.                                                                                                              
[4] https://www.cem.edu.pl/index.php 

źródło: DaVita

W Polsce zaczyna brakować lekarzy nefrologów. Według danych Ministerstwa Zdrowia nefrologia ma aktualnie najniższą liczbę specjalistów na 100 tysięcy ludności w Polsce, a czas oczekiwania na wizytę u lekarza może wynosić ponad rok. Tymczasem liczbę pacjentów zmagających się z przewlekłą chorobą nerek szacuje się już na 4,7 miliona. Braki kadry lekarskiej obniżają dostępność i jakość opieki nefrologicznej.
Nefrologia znalazła się w grupie specjalizacji z najniższym wskaźnikiem liczby lekarzy specjalistów na 100 tysięcy mieszkańców w stosunku do średniej wartości dla kraju: w 2021 roku wskaźnik ten wyniósł 3,5 tysięcy, a w 2020 3,6 tysięcy lekarzy nefrologów[1],[2]. 

Część nefrologów odchodzi na emeryturę, a młodzi specjaliści często wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków pracy. Specjalistów zaczyna brakować w skali całego kraju, a kolejki do poradni nefrologicznych wydłużają się. Sytuację komplikuje nadmierne obciążenie lekarzy biurokracją – mówi dr n. med. Marta Serwańska-Świętek, nefrolog, transplantolog, zastępca dyrektora medycznego DaVita Polska

Obecnie mamy ogółem 1452 lekarzy nefrologów. Dla porównania – kardiologów jest około 4 razy więcej (5282). Problem jest na tyle poważny, że istnieją poradnie nefrologiczne, w których nie ma nefrologów zatrudnionych na stałe. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w 2021 roku przeciętny czas oczekiwania na wizytę w poradni nefrologicznej przekraczał 100 dni[3].

Jeszcze 15-20 lat temu trzeba było czekać na zwolnienie się miejsca na rezydenturę ze specjalizacji nefrologicznej. Wówczas nie było łatwo się na nią dostać z powodu dużej konkurencji. Obecnie na 5 miejsc specjalizacyjnych jest 2 chętnych kandydatów. Według danych z Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi jeszcze w 2013 roku dyplom nefrologa odebrało 84 osoby, podczas gdy w 2022 roku – już 33, a wiosną 2023 roku jeszcze mniej – tylko 22[4]

Nefrologia obecnie uchodzi za trudną, a jednocześnie dającą gorsze możliwości finansowe specjalizację. Tymczasem coraz więcej osób potrzebuje opieki nefrologa – szacuje się, że prawie 4,7 mln osób w Polsce jest dotkniętych chorobami nerek. Nerki odpowiadają za prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu, a zaburzenie ich pracy jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia i życia. Dlatego powinniśmy zachęcać młodych lekarzy do wyboru tej specjalizacji. Przy tak dużej skali zachorowalności i spadającej liczbie specjalistów, konieczne jest uznanie nefrologii za specjalizację deficytową i rozważenie gratyfikacji finansowych dla lekarzy, którzy ją podejmują – wyjaśnia dr n. med. Marta Serwańska-Świętek.

Lekarze nefrolodzy pracują na oddziałach nefrologicznych, nefrologiczno-transplantacyjnych, w poradniach nefrologicznych oraz na stacjach dializ. Nefrolog specjalizuje się w leczeniu chorób nerek oraz pozostałych elementów układu moczowo-pęcherzowego – jest odpowiedzialny za profilaktykę, diagnozowanie oraz leczenie schorzeń nefrologicznych.

Mówi się, że interna jest królową medycyny, a nefrologia – koroną. To wymagająca, a jednocześnie dająca lekarzowi szerokie horyzonty specjalizacja, gdyż jest bardzo rozległa pod względem liczby zagadnień. Obejmuje choroby nerek oraz przekrojową wiedzę z obszaru interny, transplantologii, diabetologii, kardiologii czy urologii. Przewlekła choroba nerek często spowodowana jest innymi chorobami, takimi jak nadciśnienie, cukrzyca, niewydolność serca. Dlatego nefrologa nie ogranicza się do leczenia jednego narządu czy układu, lecz pozwala spojrzeć na pacjenta dużo szerzej. Holistyczne podejście do leczenia powinno być stosowane powszechnie, także w innych obszarach medycyny, tym bardziej teraz, gdy społeczeństwo starzeje się i rośnie współchorobowość. Jako lekarze nie powinniśmy leczyć jednej choroby niezależnie od innych współwystępujących schorzeń – dodaje dr n. med. Marta Serwańska-Świętek.

Diagnostyka chorób nerek rozpoczyna się od lekarza internisty. W celu wykrycia przewlekłej choroby nerek wykonywane jest proste badanie ogólne moczu, wskaźnik ACR oraz oznaczenie stężenia kreatyniny w surowicy krwi. Pacjent otrzymuje skierowanie na te badania od lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli wyniki budzą wątpliwości, kierowany jest na konsultację nefrologiczną. Osoby znajdujące się w grupie ryzyka powinny regularnie wykonywać badania. Dotyczy to osób z cukrzycą, palących tytoń, z nadciśnieniem tętniczym, chorobami sercowo-naczyniowymi, chorobami nerek występującymi w rodzinie, zakażeniami układu moczowego czy nadmierną masą ciała.

Przewlekła choroba nerek ma charakter postępujący. Kiedy narząd przestaje pracować, pacjent wymaga leczenia nerkozastępczego: transplantacji lub dializoterapii, która jest zabiegiem ratującym życie. W Polsce dializowanych jest regularnie ponad 20 tys. osób. PChN to obecnie jedno z najczęściej występujących schorzeń cywilizacyjnych – na całym świecie choruje na nie już prawie 700 mln ludzi. W Polsce szacunki mówią nawet o 4,7 mln osób, które żyją z chorobami nerek, a z roku na rok jest ich coraz więcej.

Bibliografia

[1] Obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 27 sierpnia 2021 w sprawie mapy potrzeb zdrowotnych, https://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2021/69/akt.pdf[2] Baza Analiz Systemowych i Wdrożeniowych https://basiw.mz.gov.pl/mapy-informacje/mapa-2022-2026/analizy/kadry-medycze/kadry-medyczne/ 
[2] Baza Analiz Systemowych i Wdrożeniowych https://basiw.mz.gov.pl/mapy-informacje/mapa-2022-2026/analizy/kadry-medycze/kadry-medyczne/                                           
[3] j.w.                                                                                                              
[4] https://www.cem.edu.pl/index.php 

źródło: DaVita

7 marca odbyła się konferencja prasowa Fundacji Watch Health Care pt. „Jak długo w kolejkach do lekarzy czekają kobiety” połączona z prezentacją najnowszych wyników Barometru WHC #KobietawKolejce. Pierwsza edycja tego raportu po raz pierwszy opublikowana została w marcu zeszłego roku. Dokument skupia się na problemach zdrowotnych dotyczących wyłącznie kobiet oraz na jednostkach chorobowych, które znacznie częściej występują u kobiet. Analizowanych jest 75 świadczeń z 13 dziedzin medycyny.
Tegoroczne wyniki prezentują się następująco (w nawiasie wyniki z roku 2022):
Nagranie z konferencji znajduje się TUTAJ.
Raport do pobrania znajduje się TUTAJ
             
W systemie jest stabilnie źle
– Po raz kolejny dodzwanianie się do placówek było bardzo utrudnione. Placówki często nie są w stanie podać konkretnej daty, proszą o kontakt w innym terminie, a często telefon po prostu milczy. Tegoroczny Barometr WHC „Kobieta w kolejce” pokazuje, że średnio, kobiece kolejki właściwie… stoją. Różnice na plus i na minus są na granicy błędu statystycznego – między 0,1 a 0,3 miesiąca. Oczywiście każdy dzień krócej w kolejce cieszy, tak jak każdy dzień dłużej martwi – mówi prezes Fundacji, Milena Kruszewska. – Widzimy, że w tym systemie jest po prostu stabilnie źle – podsumował założyciel Fundacji, Krzysztof Łanda.

Zdarzają się również większe różnice rok do roku, jeśli chodzi o długość kolejek. Wydłużyła się „kobieca” kolejka do endokrynologa – z 7 mies. do 11 mies. Na rekonstrukcję piersi poprzez wstawienie implantu typu ekspander pacjentki onkologiczne zaczekają 11,9 mies., a w zeszłym roku czekały 7 mies. O miesiąc wydłużył się czas oczekiwania na operację nietrzymania moczu metodą TOT – pacjentki muszą czekać obecnie 5,7 mies. na pomoc. Ponad trzy miesiące dłużej kobiety muszą czekać na laparoskopię diagnostyczną – to już 4,4 mies. – i ponad miesiąc dłużej na kolposkopię, tu kolejka trwa 3,2 mies.

Na szczęście na mammografię, cytologię i do ginekologa dostać się można w kilka-kilkanaście dni. Eksperci podczas konferencji zgodzili się, że ułatwiony dostęp do tych świadczeń wynika z faktu, że kobiety po prostu… nie korzystają z nich. – Ponad 80 proc. kobiet w Polsce nie wykonuje bezpłatnego badania cytologicznego, w związku z czym często zgłaszają się na takim etapie zaawansowania nowotworu, że można im zaoferować już tylko leczenie paliatywne – wskazał prof. Tomasz Paszkowski, ginekolog z III Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
 
Etapowość leczenia, czyli odyseja diagnostyczno-lecznicza
Fundacja WHC poświęca także uwagę problematyce etapowości leczenia. Poniżej przykłady ograniczeń, w których sumujący się czas oczekiwania do kolejnych etapów diagnostyki i leczenia jest szczególnie bolesny dla pacjentki i decyduje o jej szansie na powrót do zdrowia bądź o przeżyciu.

Dla przykładu, czas od diagnozy bolesnych, obfitych i nieregularnych miesiączek do zabiegu usunięcia torbieli endometrialnych metodą tradycyjną wynosi 308 dni (w zeszłym roku były to 233 dni). Czas od diagnozy niespecyficznych objawów raka jajnika do operacji metodą laparotomii pośrodkowej wynosi 199 dni (było 145 dni). Czas od podejrzenia raka tarczycy do usunięcia tarczycy wynosi 651 dni (było 536 dni), z kolei czas od podejrzenia raka piersi w badaniu mammograficznym do mastektomii całkowitej wynosi 85 dni (było 77 dni).
 
System widziany oczami pacjenta
Po raz pierwszy w Barometrze WHC znalazły się fragmenty notatek ankieterów dzwoniących do przychodni i szpitali, by dopytać się o czasy oczekiwania do poszczególnych świadczeń. – To dzięki nim możemy przyglądać się systemowi ochrony zdrowia oczami pacjenta – mówi prezes Fundacji, Milena Kruszewska.

W przypadku anoreksji zagrażającej życiu lub psychozy, 16-letnia dziewczynka przyjęta powinna być „na ostro”. Jednak ankieter podający się za ojca dziewczynki usłyszał, że placówka jest przeładowana: łóżek na oddziale jest 20, a przyjętych pacjentów 32.

Podczas rozmowy padły nazwy ośrodków w województwie mazowieckim, które przyjmują dzieci z opisanym wskazaniem i informacja, że w przypadku, „kiedy wszystkie łóżka są zajęte, to mazowieckie prosi o pomoc inne szpitale w Polsce i dzieci przewozi transportem szpitalnym”.

W jednym ze szpitali na wschodzie kraju ankieter otrzymał informację, że jest „brak miejsc, nie jest prowadzona lista oczekujących, w przypadku pilnym należy zgłosić się na izbę przyjęć, jeśli lekarz zdecyduje, że jest taka konieczność, zostawi pacjentkę na oddziale”.

Także w jednym z miejsc w województwie zachodniopomorskim ankieter usłyszał: „brak miejsc”. Został poinformowany, że czas oczekiwania na przyjęcie to kilkanaście miesięcy, a w tym momencie na liście oczekujących jest zapisanych ok. 40 dzieci.
 
Za statystykami stoją ludzkie tragedie
Eksperci podczas konferencji rozmawiali także o systemowych aspektach refundacji bewacyzumabu. Niestety polskie pacjentki nie mają możliwości korzystania z tego leku w nawrotowym raku jajnika, jajowodu i pierwotnym raku otrzewnej. Chwalili za to refundację niraparibu, która znacznie poprawiła dostęp Polek do innowacyjnego leczenia.

Eksperci zgodnie apelowali, by jak najszybciej udostępnić bezpłatne szczepienia przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV). Prof. Tomasz Paszkowski, ginekolog z III Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie ocenił, że zapowiadany przez Ministerstwo Zdrowia termin rozpoczęcia szczepień jest mało realny, wziąwszy pod uwagę, że jeszcze nie ruszył przetarg. – Jako człowiekowi, który patrzy w oczy pacjentkom umierającym na raka szyki macicy, a nie na statystyki, jest mi już boleśnie obojętne, którą szczepionką będziemy szczepić – przyznał.

Również zdaniem Joanny Stryczyńskiej-Kazubskiej, pediatry, członkini Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, dyskutowanie obecnie o tym, która szczepionka jest lepsza, jest złą drogą i środowisko medyczne powinno o tym pamiętać, by nie zapędzić się w tego rodzaju debaty, które mogłyby opóźnić rozpoczęcie akcji szczepień. – Wszystkie szczepionki są dobre, nie ma znaczenia, która zostanie wybrana – dodała.

Eksperci wskazywali też na rosnącą rolę diagnostyki molekularnej w leczeniu pacjentek z nowotworami kobiecymi i rosnące zapotrzebowanie na transfer nowoczesnej technologii diagnostycznej w onkologii klinicznej. – Jest diagnostyka, ale nie ma pomysłu, w jaki sposób ją ustrukturyzować. Nawet w założeniach Krajowej Sieci Onkologicznej zakłada się istnienie jednostek centralnych, okręgowych i laboratorium, koniec. Tylko co to ma znaczyć, w jaki sposób ma być refundowane? Nie wiemy – zwróciła uwagę Justyna Marynowska, diagnostka laboratoryjna, wiceprezes Związku Pracodawców Opieki Integrowanej Opartej na Wartości „SPOIWO”.
 
Dostęp pacjentek do innowacyjnego leczenia
W ostatnich latach Ministerstwo Zdrowia, dzięki pracy m.in. wiceministra Macieja Miłkowskiego, znacząco poprawiło dostęp do innowacyjnych leków, jednak pomimo systematycznego wzrostu liczby dostępnych terapii skierowanych do kobiet, grupa ta wciąż boryka się z ograniczeniami w dostępie do innowacyjnego leczenia. Stosunkowo niski odsetek PKB wydawany na ochronę zdrowia nie napawają optymizmem na przyszłość.
W latach 2019-2022 na stronach Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji utworzono 981 zleceń dotyczących przygotowania analizy weryfikacyjnej AOTMiT, stanowiska Rady Przejrzystości i rekomendacji Prezesa Agencji.

4,5 proc. (44) stanowiły zlecenia dotyczące produktów leczniczych stosowanych w chorobach typowych dla kobiet (rak piersi – 14, stwardnienie rozsiane – 11, RZS – 4, migrena – 7, narządy płciowe – 5, toczeń rumieniowaty – 2, zapalenie pęcherza moczowego – 1).

Większość przeanalizowanych technologii wykorzystywanych szczególnie wśród kobiet uzyskała warunkowe/negatywne rekomendacje/stanowiska.
 
 
 
źródło: WHC