Medicalpress
Aż 60% pacjentów z POChP czeka na właściwą diagnozę dłużej niż rok, a co trzeci – od 4 do 14 lat. Tymczasem koszty społeczne związane z chorobą sięgają 16 miliardów złotych rocznie. To główne wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP”, którego premiera odbyła się podczas konferencji Fundacji TO SIĘ LECZY.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc nie zaczyna się od dramatycznych objawów. Często przez lata rozwija się pod pozorem „zwykłego kaszlu palacza”, gorszej kondycji, zadyszki przy wchodzeniu po schodach albo zmęczenia, które łatwo przypisać wiekowi. Pacjent stopniowo ogranicza aktywność, przestaje chodzić szybciej, unika wysiłku, rzadziej wychodzi z domu. Zanim trafi do diagnostyki, choroba bywa już zaawansowana, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

O tym, jak wygląda sytuacja pacjentów z POChP w Polsce, rozmawiano podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY, której towarzyszyła premiera raportu “Ścieżka pacjenta z POChP – świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania” opartego na ankiecie przeprowadzonej wśród osób żyjących z chorobą. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 r. wśród 442 osób pacjentów z POChP.

Jak podkreślał Marek Kustosz, prezes Fundacji, była to grupa szczególna: pacjenci aktywnie poszukujący informacji, korzystający ze wsparcia innych chorych i gotowi poświęcić czas na szczegółowe odpowiedzi. – Trzeba pamiętać, że w naszym badaniu uczestniczyli bardzo świadomi pacjenci. To osoby, które interesują się swoją chorobą, szukają informacji, korzystają ze wsparcia innych chorych i są gotowi poświęcić czas na edukację. Wielu z nich choruje od lat, dlatego dobrze zna swoją sytuację zdrowotną. Jeżeli nawet w takiej grupie widzimy problemy z diagnostyką czy leczeniem, to możemy przypuszczać, że w całej populacji pacjentów z POChP wyzwania te są jeszcze większe.

Aż 60% respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym aż 31% od 4 do 14 lat lub dłużej.

U większości pacjentów występowały przed rozpoznaniem objawy. U 87% ankietowanych dominującym objawem była duszność, a, u 57% kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.

Te dane dobrze współbrzmią z doświadczeniem klinicznym ekspertów. Prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, zwracał uwagę, że skala nierozpoznanej choroby pozostaje ogromna: – Patrząc na populację mieszkającą na terenie Polski, mamy około 2–2,5 miliona osób z POChP. Według danych NFZ rozpoznanie ma około 1,3 miliona chorych, co oznacza, że nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm.

Problemem nie jest wyłącznie brak wiedzy pacjentów. To także sposób, w jaki system ochrony zdrowia wychwytuje, albo raczej zbyt często nie wychwytuje osób z narastającą dusznością, przewlekłym kaszlem i wieloletnią ekspozycją na czynniki ryzyka. Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, mówił wprost: – Od wielu lat mówimy o tych samych problemach i niestety niewiele się zmienia. Wciąż bardzo niska jest świadomość społeczna dotycząca POChP – ludzie nie wiedzą, że taka choroba istnieje, nie znają jej przyczyn ani objawów. Jeżeli ktoś pali papierosy, mieszka w zanieczyszczonym środowisku i nie wie, że narastająca duszność czy przewlekły kaszel mogą świadczyć o chorobie, to potrafi z tymi objawami żyć przez wiele lat. W efekcie od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy może minąć nawet kilkanaście lat.

Tymczasem objawy nie zawsze układają się w stereotypowy obraz choroby. Kaszel może być ważnym sygnałem, ale jego brak nie wyklucza POChP. Jak zaznaczył prof. Dąbrowiecki: – Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle. Dlatego każdy przewlekły problem z oddychaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku czy odkrztuszanie wydzieliny powinny skłonić do diagnostyki.

Najważniejszym badaniem pozostaje spirometria, ale właśnie wokół niej ogniskuje się wiele systemowych luk. Z jednej strony jest badaniem podstawowym, z drugiej – wymaga dobrej jakości wykonania i interpretacji. Prof. Śliwiński podkreślał – Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym. Jednocześnie dodaje, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: – Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Potrzebna jest cierpliwość, wiedza i umiejętność właściwej interpretacji wyniku. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby.

To, dlatego ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania. – Od lat postuluję stworzenie centrów doskonałości spirometrycznej. Powinny to być miejsca, w których pracują osoby wyspecjalizowane w wykonywaniu tego badania i potrafią zrobić je naprawdę rzetelnie. Lekarze POZ mogliby kierować tam pacjentów wyłącznie po to, by uzyskać wiarygodny wynik spirometrii. Tylko na podstawie dobrze wykonanego badania można odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent ma POChP i jak bardzo zaawansowana jest choroba.

Jednocześnie część narzędzi już istnieje, ale nie wszędzie działa tak samo. Dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazywał na potencjał programu – Moje Zdrowie” oraz opieki koordynowanej w POZ. – Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne. Dysponujemy narzędziami pozwalającymi identyfikować czynniki ryzyka, kierować pacjentów do diagnostyki i obejmować ich odpowiednią opieką. Pytanie brzmi nie, czy mamy możliwości działania, ale czy wykorzystujemy je wystarczająco rzetelnie i konsekwentnie.

W jego ocenie szczególnie ważna jest ankieta w programie „Moje Zdrowie”, bo pozwala zidentyfikować osoby z czynnikami ryzyka, w tym palące papierosy. – Jedną z największych zalet programu „Moje Zdrowie” nie są nawet same badania laboratoryjne. Najważniejsza jest ankieta, w której pacjent sam wskazuje czynniki ryzyka, między innymi palenie tytoniu. Dzięki temu trafiają do nas osoby zainteresowane swoim zdrowiem, gotowe rozmawiać o wynikach badań i zmianie stylu życia. To ogromna szansa na wczesne wykrywanie chorób, w tym POChP.

Nie zmienia to faktu, że w praktyce rzetelna diagnostyka i leczenie zależą od miejsca, do którego trafi. Prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, ujął to bardzo jednoznacznie: – Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. Pacjent powinien mieć taki sam dostęp do diagnostyki niezależnie od tego, do której przychodni trafi. W ochronie zdrowia nie może być loterii.

To właśnie brak systemowości jest jednym z najbardziej kosztownych zaniedbań. POChP nie doczekała się programu o porównywalnej sile do działań budowanych przez lata w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów. – Od lat budujemy programy dotyczące chorób sercowo-naczyniowych, później powstały rozwiązania dla onkologii, rozwijaliśmy opiekę nad pacjentami po udarach. Tymczasem rozmawiamy dziś o jednej z głównych przyczyn zgonów w Polsce, która nigdy nie doczekała się równie silnego, systemowego programu. To bardzo źle świadczy o naszym podejściu do zdrowia publicznego. – podkreślał Prof. Zielonka.

Konsekwencje tych luk są bardzo konkretne. To pacjenci, którzy przez lata trafiają do różnych lekarzy, ale nie mają wykonanej spirometrii. To osoby, u których duszność tłumaczy się innymi chorobami. To chorzy, którzy są diagnozowani dopiero wtedy, gdy nie mogą już samodzielnie funkcjonować. Prof. Zielonka przywołał własne doświadczenia: – Miałem pacjenta z wieloletnią historią palenia tytoniu, nasilającą się dusznością i wszystkimi klasycznymi objawami POChP. Czekał rok na wizytę specjalistyczną. Został osłuchany i usłyszał, że nie ma obturacji, mimo że nie wykonano mu spirometrii. Później pierwsze badanie spirometryczne wykazało ciężką obturację. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju dysponującym nowoczesnym systemem ochrony zdrowia.

POChP nie jest jednak wyłącznie chorobą płuc. Eksperci wielokrotnie podkreślali jej ogólnoustrojowy charakter. Prof. Dąbrowiecki zaznacza – POChP to nie jest tylko choroba płuc. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Musimy przestać myśleć o niej wyłącznie jako o problemie oddechowym, bo jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

Dlatego tak duże znaczenie ma odpowiednia reakcja na zaostrzenia i im aktywne zapobieganie. Nie są one bowiem gorszym okresem w przebiegu choroby, lecz zdarzeniem, które może przyspieszać jej postęp, pogarszać rokowanie i zwiększać ryzyko hospitalizacji i przedwczesnego zgonu

Aż 64% ankietowanych miała co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35% wystąpiły dwa lub więcej takich zaostrzeń.
 
Tylko 6% pacjentów zadeklarowało, że po wypisie ze szpitala zmieniono lub zintensyfikowano leczenie.

Jak podkreśla prof. Dąbrowiecki Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają zaostrzenia choroby. To właśnie one przyspieszają postęp POChP, pogarszają jakość życia i zwiększają ryzyko hospitalizacji oraz zgonu. Jeżeli pacjent miał dwa zaostrzenia w roku, a po zmianie leczenia nie miał żadnego, to jest bardzo duży sukces terapeutyczny, nawet jeśli nadal odczuwa pewne objawy.

Prof. Śliwiński zwraca uwagę, że leczenie powinno być regularnie weryfikowane właśnie pod kątem zaostrzeń i ryzyka powikłań. Zaostrzenia są jednym z najważniejszych czynników wpływających na przebieg POChP. Im częściej występują, tym gorsze jest rokowanie pacjenta. Wiemy dziś również, że częste zaostrzenia zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego skuteczne leczenie powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat objawów, ale także przez zdolność do zapobiegania kolejnym zaostrzeniom.

Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszych wytycznych Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease GOLD 2026, w których podkreślono, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny leczenia oraz działań zapobiegających kolejnym epizodom. Już pojedyncze umiarkowane zaostrzenie zwiększa ryzyko wystąpienia następnych.

Z punktu widzenia pacjenta problemem bywa jednak niezrozumienie celu leczenia. Chory oczekuje, że po inhalatorze kaszel i duszność znikną. Gdy tak się nie dzieje, odstawia leki, uznaje terapię za nieskuteczną albo traci motywację. Tymczasem w POChP celem nie zawsze jest pełne ustąpienie objawów, lecz poprawa funkcjonowania, ograniczenie duszności, zmniejszenie ryzyka zaostrzeń i spowolnienie postępu choroby. Prof. Dąbrowiecki tłumaczy: – Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią.

Aż 92% respondentów deklarowało, że regularne stosuje leki wziewne,ale aż 30% pacjentów miało wątpliwości, czy prawidłowo stosuje inhalator, a 31% nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.

Ponad połowa respondentów (56%) nigdy wcześniej nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej.

Aż 73% respondentów wskazało, że nie stosuje żadnego leczenia wspomagającego. 

Ten brak edukacji ma bardzo praktyczne konsekwencje. Pacjent może mieć przepisane właściwe leczenie, ale stosować je nieprawidłowo. Może nie wiedzieć, kiedy zgłosić zaostrzenie. Może nie rozumieć znaczenia szczepień. Może nie widzieć związku między paleniem a słabszą odpowiedzią na terapię. Prof. Dąbrowiecki zaznaczył – Pacjenci często mówią wprost: nikt mi nie powiedział, że powinienem się zaszczepić, nikt nie sprawdził, czy prawidłowo używam inhalatora, nikt nie wyjaśnił mi, jak mam stosować leki. Trudno oczekiwać zadowolenia z leczenia, jeśli chory nie otrzymuje podstawowych informacji potrzebnych do skutecznej terapii. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji.

Z perspektywy POZ edukacja również pozostaje jednym z największych wyzwań. Dr Krupa wskazał, że w czasie kilkunastominutowej wizyty pacjent rzadko przychodzi z jednym problemem. POChP konkuruje z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, receptami, skierowaniami i bieżącymi dolegliwościami. – Mamy bardzo dobre wytyczne postępowania w POChP i większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej je zna. Problem polega na tym, że pacjent rzadko przychodzi do lekarza z jednym problemem zdrowotnym. W czasie kilkunastominutowej wizyty trzeba zmierzyć się z wieloma chorobami i wieloma potrzebami chorego, a POChP jest często tylko jednym z kilku tematów wymagających omówienia.

Jednocześnie to właśnie lekarz rodzinny pozostaje najbliżej pacjenta. W zaostrzeniu chory często nie ma szans szybko dostać się do pulmonologa. Dlatego podstawowa opieka zdrowotna nie może traktować POChP jako problemu wyłącznie specjalistycznego. Jak podkreślił dr Krupa: – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może powiedzieć pacjentowi z POChP: proszę iść do pulmonologa, to nie moja sprawa. To właśnie lekarz POZ najczęściej jako pierwszy spotyka się z pacjentem, widzi jego zaostrzenia i problemy dnia codziennego. Musimy mieć kompetencje i poczucie odpowiedzialności, by pomóc choremu od razu, a dopiero później planować dalszą ścieżkę diagnostyczną czy specjalistyczną.

Nowoczesne leczenie POChP istnieje, ale wymaga dobrego doboru i monitorowania. Prof. Śliwiński podkreślił, że polscy pacjenci mają dostęp do wielu nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych, a medycyna coraz wyraźniej zmierza w stronę personalizacji leczenia. Polscy pacjenci mają dziś dostęp do bardzo nowoczesnego leczenia POChP. Dysponujemy wszystkimi najważniejszymi grupami leków rozszerzających oskrzela, zarówno jedno-, jak i dwuskładnikowymi, a także terapiami trójskładnikowymi. Problem nie polega więc na braku leków. Problem polega na właściwym doborze terapii do konkretnego pacjenta i odpowiednim wykorzystaniu dostępnych możliwości leczenia.

Szczególnie ważna staje się także identyfikacja pacjentów z komponentą zapalenia eozynofilowego, którzy mogą odnosić większe korzyści z leczenia przeciwzapalnego. Prof. Śliwiński zaznaczył – Dziś wiemy, że część pacjentów z POChP ma dodatkowo komponent zapalenia eozynofilowego, przypominającego mechanizmy obserwowane w astmie. Takich chorych możemy identyfikować między innymi dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem. To właśnie ta grupa odnosi największe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach.

Dodatkowe korzyści mogą przynosić również wybrane leki stosowane u pacjentów z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i częstymi zaostrzeniami, takie jak inhibitory fosfodiesterazy-4 czy niektóre leki mukolityczne i antyoksydacyjne. Ich zastosowanie jest uzależnione od indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta.

Nowym rozdziałem są terapie biologiczne dla wybranych chorych. Nie są przeznaczone dla wszystkich pacjentów z POChP, ale dla określonej grupy z zapaleniem typu drugiego i nasilonym ryzykiem zaostrzeń. – W ostatnich latach weszliśmy w zupełnie nowy etap leczenia POChP. Zarejestrowano pierwsze leki biologiczne przeznaczone dla pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa. Jednocześnie, jak dodaje ekspert: – Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii. – mówił Prof. Śliwiński.

Co trzeci respondent wskazał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

POChP wpływa nie tylko na układ oddechowy, ale również na zdrowie psychiczne i funkcjonowanie społeczne pacjentów. Jak podkreśla prof. Paweł Śliwiński – Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta.

Potwierdzają doświadczenia pacjentów z grupy wsparcia “POChP – To Się Leczy” – Pacjentom trudniej jest regularnie przyjmować leki, podejmować aktywność fizyczną, uczestniczyć w rehabilitacji oddechowej czy podejmować próby rzucenia palenia. Tymczasem właśnie te działania mają kluczowe znaczenie dla przebiegu choroby i jakości życia. Dlatego opieka nad pacjentem z POChP nie powinna ograniczać się wyłącznie do leczenia objawów ze strony układu oddechowego. Wsparcie psychologiczne, a w razie potrzeby także psychiatryczne, powinno być naturalnym elementem kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi. – zaznaczył Marek Kustosz.

Tylko 28% respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44% ocenia je jako przeciętne, a 28% jako złe lub bardzo złe.

53% respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25% chciałoby dowiedzieć się więcej o rozpoznawaniu zaostrzeń i sposobach reagowania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że koszty późnego rozpoznawania i niewystarczającej kontroli POChP ponosi zarówno pacjent, jak i cały system ochrony zdrowia. Jak przypomina prof. Piotr Dąbrowiecki POChP powoduje ogromne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Mówimy o setkach tysięcy porad, dziesiątkach tysięcy hospitalizacji i kilkunastu tysiącach zgonów rocznie. Koszty związane wyłącznie z POChP szacowane są na około 16 miliardów złotych. Temu można zapobiec – nie musi tak być.

Wyniki ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY pokazują, że nawet wśród pacjentów aktywnie poszukujących wiedzy i wsparcia nadal występują opóźnienia diagnostyczne, problemy edukacyjne i luki w opiece. To rodzi pytanie, jak wygląda sytuacja osób mniej świadomych swojej choroby. POChP nie zaczyna się bowiem w szpitalu, lecz znacznie wcześniej – od zignorowanej duszności, przewlekłego kaszlu, niewykonanej spirometrii czy uzależnienia od nikotyny, z którym pacjent pozostaje sam. I to właśnie na tym etapie system powinien działać najskuteczniej.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Kaszel trwający ponad dwa tygodnie to nie zawsze objaw sezonowego przeziębienia. Może być sygnałem gruźlicy – choroby, która wciąż zbiera śmiertelne żniwo także w Polsce. 26 września 2025 r., dzień po Światowym Dniu Płuc, Biuro Krajowe WHO w Polsce wraz z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc rozpoczęły kampanię społeczną „Zwykły kaszel, czy objaw gruźlicy? Sprawdź!”. Jej celem jest zwiększenie świadomości społecznej, przełamywanie mitów i zachęcanie do szybkiej diagnostyki, która ratuje życie.
Wielu osobom gruźlica kojarzy się z odległą przeszłością, jednak wciąż pozostaje poważnym zagrożeniem zdrowotnym, a liczba przypadków systematycznie rośnie. Według danych za 2023 rok na świecie odnotowano około 10,8 miliona zachorowań, z czego 6 milionów dotyczyło mężczyzn, 3,6 miliona kobiet, a 1,2 miliona dzieci. W samym tylko Europejskim Regionie WHO wykryto 225 tysięcy przypadków, natomiast w Polsce – 4436.

Pandemia COVID-19 znacząco osłabiła globalną walkę z gruźlicą. Przerwy w świadczeniach medycznych, utrudniony dostęp do testów oraz opóźnienia w diagnostyce sprawiły, że choroba mogła rozwijać się niezauważenie, powodując nadmierną liczbę zgonów. Sytuacja ta unaoczniła potrzebę ponownego inwestowania w systemy diagnostyczne, edukację zdrowotną, wczesne testowanie i przeciwdziałanie stygmatyzacji. Tylko zwiększanie świadomości społecznej może zapobiec temu, by gruźlica pozostała ukrytą epidemią w cieniu innych kryzysów zdrowotnych.

Choroba ta nie wybiera – dotyka osób w każdym wieku, zarówno mieszkańców miast, jak i wsi. Do najczęściej obserwowanych objawów należą: uporczywy kaszel trwający dłużej niż dwa tygodnie, gorączka, nocne poty, spadek masy ciała oraz przewlekłe zmęczenie. Symptomy te często bywają mylone ze zwykłymi infekcjami sezonowymi, co opóźnia diagnozę. Tymczasem wczesne wykrycie i szybkie leczenie pozwala osiągnąć bardzo dobre wyniki – w 2022 roku wyleczono aż 88% przypadków gruźlicy lekowrażliwej.

– W świecie pełnym podróży i zatłoczonych przestrzeni gruźlica może pojawić się w dowolnym miejscu i w dowolnym momencie – podkreśliła dr Nino Berdzuli, przedstawicielka WHO w Polsce. – Dlatego tak ważne jest szybkie reagowanie i wspólne działania na poziomie globalnym i lokalnym.

Również lekarze zwracają uwagę, że przedłużający się kaszel wymaga konsultacji. – Gruźlica jest dziś chorobą w pełni uleczalną, pod warunkiem wczesnego rozpoznania i właściwego leczenia – przypomina pulmonolog Ivanna Mazur.

Inicjatorzy kampanii apelują: zwycięstwo nad gruźlicą wymaga zaangażowania lekarzy, pacjentów i całych społeczności. Tylko szybka diagnostyka, właściwa edukacja i przełamywanie stereotypów pozwolą powstrzymać jej rozprzestrzenianie. Jeśli kaszel utrzymuje się ponad dwa tygodnie, nie zwlekaj z wizytą u lekarza. Wczesna diagnoza to szansa na pełne wyzdrowienie i ochrona najbliższych przed zakażeniem.

Choć gruźlica bywa uznawana za „chorobę przeszłości”, dane WHO pokazują, że wciąż stanowi realne zagrożenie – także w Polsce, gdzie w 2023 roku odnotowano ponad 4400 zachorowań. Kampania „Zwykły” kaszel czy objaw gruźlicy? Sprawdź!” ma przypominać, że każdy przedłużający się kaszel powinien być powodem do konsultacji z lekarzem. Wczesne wykrycie choroby i wdrożenie leczenia pozwalają na pełne wyleczenie i ochronę najbliższych przed zakażeniem. To wspólne zadanie pacjentów, lekarzy i całego społeczeństwa, aby gruźlica nie pozostała „ukrytą epidemią”.

Źródło: Komunikat Prasowy

Ogłoszona w marcu 2020 roku pandemia COVID-19 była wydarzeniem, które wstrząsnęło nie tylko systemem ochrony zdrowia, ale całym życiem ekonomicznym i społecznym. Mierzyliśmy się z sytuacją pandemii po raz pierwszy, nikt nie wiedział, co nas czeka, co wzbudzało uzasadniony lęk.
„Jako neurolodzy od początku trwania pandemii COVID-19 zastanawialiśmy się, czy wirus SARS- CoV-2 wpływa na układ nerwowy, a jeżeli tak, to w jaki sposób. Gdy okazało się, że powikłania neurologiczne tej infekcji faktycznie występują u bardzo wielu pacjentów, zaczęliśmy analizować, czy wirus przedostaje się do układu nerwowego, a być może tylko jakaś jego część, i jaką drogą. Dziś nasze największe zainteresowanie, a także niepokój, budzą neurologiczne objawy post-COVID, czyli symptomy ze strony układu nerwowego, utrzymujące się przez wiele miesięcy po przebyciu infekcji wirusem SARS-CoV-2. Ponieważ dotyczą one znacznego odsetka pacjentów, wzmaga to nasze obawy o sytuację polskich pacjentów, potrzebujących pomocy neurologa. Dostęp do lekarzy tej specjalności obecnie jest trudny i konieczne jest podjęcie przez osoby decydujące o systemie opieki zdrowotnej w Polsce pilnych działań. Jako Polskie Towarzystwo Neurologiczne apelujemy o zwiększenie nakładów zarówno na rozwój kadry neurologicznej, jak i na diagnostykę i leczenie chorób układu nerwowego” – mówi prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska z Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Stres związany z zachorowaniem na nieznaną chorobę był na tyle silny, że mógł doprowadzić do różnych powikłań natury neurologicznej i psychicznej, jak chociażby zaburzeń nastroju czy zaburzeń poznawczych, czyli m.in. pogorszenia pamięci i koncentracji. Dość szybko okazało się jednak, że nie są to jedyne objawy neurologiczne towarzyszące infekcji. Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez Europejską Akademię Neurologiczną, do ostrych neurologicznych zaburzeń w przebiegu COVID-19 należą m.in: encefalopatia, udar mózgu, bóle głowy, utrata węchu i zaburzenia ze strony nerwów obwodowych. Czynnikami ryzyka wystąpienia ostrych zaburzeń neurologicznych w przebiegu COVID-19 są: starszy wiek, płeć męska oraz wcześniejsze występowanie schorzeń neurologicznych. U pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiego przebiegu COVID-19 pojawienie się ostrych zaburzeń neurologicznych wiąże się z prawie 6-krotnym wzrostem ryzyka zgonu podczas hospitalizacji. Pojawia się też pytanie – czy objawy neurologiczne znikają wraz z ustąpieniem infekcji, czy stają się problemem na dłużej?

Wirus SARS-CoV-2 a układ nerwowy
Przytoczone powyżej dane skłoniły naukowców do zastanowienia się, czy wirus SARS-CoV-2 przedostaje się do układu nerwowego, a jeśli tak, to jaką drogą. Generalnie koronawirusy nie są bowiem wirusami neurotropowymi, lecz atakują głównie układ oddechowy. Z drugiej strony, wiadomo, że receptory ACE-2, które są celem ataku wirusa SARS-CoV-2, znajdują się również na komórkach glejowych mózgu i neuronach rdzenia kręgowego.
„Aktualnie jest kilka różnych hipotez dotyczących przenikania wirusa do mózgu i płynu mózgowo- rdzeniowego, ale dotychczasowe dowody na jego obecność w tych miejscach są bardzo ograniczone. Wiemy natomiast, że w płynie mózgowo-rdzeniowym pacjentów z COVID-19 dochodzi do określonych zmian immunologicznych (czyli podwyższonego indeksu specyficznych przeciwciał), które są nieobecne u osób zdrowych. Dotychczas nie stwierdzono jednak, czy te zmiany są efektem obecności w ośrodkowym układzie nerwowym wirusa, czy jego fragmentów, np. białka S, które w pewnym momencie cyklu życiowego wirusa odrywa się od niego i funkcjonuje niezależnie. Według jednej z hipotez akumulacja białka S w układzie nerwowym może być przyczyną występowania zespołu post- COVID” – tłumaczy prof. Alina Kułakowska.

Neurologiczne objawy post-COVID
Post-COVID to długoterminowe – utrzymujące się dłużej niż 3 miesiące – skutki zdrowotne, związane z przebyciem zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Możliwych objawów post-COVID jest bardzo wiele, należą do nich: zespół przewlekłego zmęczenia, zaburzenia węchu, problemy z pamięcią, kaszel, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, dyzautonomia (czyli zaburzenia działania autonomicznego układu nerwowego, co może powodować m.in. kołatania serca, zmiany ciśnienia krwi, problemy z termoregulacją, nadmierne pocenie się czy dysfunkcje seksualne), nietolerancja wysiłku fizycznego oraz zaburzenia psychiczne. Wiele z nich dotyczy zatem układu nerwowego, a co niepokojące – zespół post-COVID występuje u znacznego odsetka pacjentów.
Duże amerykańskie badanie, obejmujące prawie 240 tys. pacjentów po przebytej infekcji wirusem SARS-CoV-2 wykazało, że u 34% pacjentów w okresie 6 miesięcy od zachorowania na COVID-19 odnotowano diagnozę neurologiczną lub psychiatryczną, a u osób z ciężkim przebiegiem COVID, wymagającym hospitalizacji, wskaźnik ten wyniósł aż 46%. Wyniki tego badania zostały opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Lancet Psychiatry (2021; 8(5): 416-427). W kontynuacji tego badania, również opublikowanym w Lancet Psychiatry (2022; 9(10): 815-827), które objęło już grupę prawie 1 mln 200 tys. pacjentów po przebytym COVID wykazano, że ryzyko deficytów poznawczych (mgła mózgowa), demencji, psychoz i padaczki było nadal wyższe po 2 latach w grupie post-COVID niż
w kontrolnej.

„To bardzo niepokojące dane, które wskazują, że wkrótce możliwy jest jeszcze większy niż wynikający jedynie z trendów demograficznych, wzrost liczby pacjentów wymagających pomocy lekarza-neurologa. W Polsce liczba neurologów jest niewystarczająca w stosunku do potrzeb, podobnie jak niewystarczające są nakłady i  nwestycje w neurologię. Jako PTN od kilku lat apelujemy o pilne zwiększenie nakładów na rozwój kadry neurologicznej, a także na diagnostykę i leczenie chorób układu nerwowego oraz przeprowadzenie niezbędnych zmian organizacyjnych. Dane z przytoczonych badań stanowią kolejny ważny argument za wdrożeniem zmian jak najszybciej, by uniknąć zapaści w opiece neurologicznej” – podkreśla prof. Alina Kułakowska.


Wirus SARS-CoV-2 a zaburzenia węchu
Zdecydowanie najczęstszym neurologicznym powikłaniem COVID-19 są zaburzenia węchu, które dotyczą aż 60% osób przechodzących infekcję. Zaburzenia te obejmują całkowitą utratę węchu (anosmię), zmniejszoną zdolność do wyczuwania zapachów (hiposmię) lub zaburzenie polegające na tym, że pacjent odczuwa różne zapachy zupełnie inaczej, niż pachną one w rzeczywistości (parosmię).
Co jest przyczyną tych zaburzeń? Jak się dziś wydaje, koronawirus SARS-CoV-2 atakuje tzw. komórki podporowe, które są częścią nabłonka węchowego i wspierają funkcjonowanie neuronów węchowych, ułatwiając im odbiór bodźców węchowych. Oznacza to, że koronawirus zazwyczaj nie uszkadza bezpośrednio neuronów, a niszczy komórki podporowe, które mają zdolność do regeneracji. Dlatego u większości pacjentów zaburzenia węchu są przejściowe i mijają maksymalnie po 6 tygodniach.
„Niestety u około 10% pacjentów zaburzenia węchu, będące konsekwencją COVID-19, są trwałe. U tych osób wirus mógł spowodować molekularne uszkodzenia wewnątrz komórek tworzących nabłonek węchowy, a przez to trwale zaburzyć działanie receptorów węchowych i zmysł węchu” – mówi prof. Alina Kułakowska.
Oprócz zaburzeń węchu, zakażenie wirusem SARS-CoV-2 może mieć inne długoterminowe i poważne konsekwencje zdrowotne, takie jak:

Wyzwania stojące przed polską neurologią
Prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego dodaje, że pandemia COVID-19 była ogromnym wyzwaniem dla całego środowiska medycznego, ale polscy neurolodzy doskonale poradzili sobie z tą trudną sytuacją, zarówno wspierając pacjentów, jak i uczestnicząc w wielorakich badaniach naukowych i inicjatywach edukacyjnych. 

„Pandemia, jak i powszechne występowanie zespołu post- COVID, pokazują, jak dużą rolę we współczesnej medycynie odgrywa neurologia. Stoimy na stanowisku, że neurologia powinna być, obok kardiologii i onkologii, trzecią dziedziną strategiczną w polskim systemie ochrony zdrowia. Wciąż rośnie liczba pacjentów z chorobami układu nerwowego – przede wszystkim z powodu starzenia się naszego społeczeństwa. W listopadzie, czyli miesiącu, w którym wypada Ogólnopolski Dzień Seniora, warto przypomnieć, że według danych GUS, obecnie osoby mające ponad 60 lat stanowią 28% naszego społeczeństwa, a według prognoz w 2050 roku będzie to aż 40%. Oznacza to szybko zwiększające się wyzwania systemowe stojące przed polską neurologią oraz konieczność podjęcia pilnych i kompleksowych działań w kierunku poprawy sytuacji pacjentów ze schorzeniami układu nerwowego” – zaznacza ekspertka.

Źródło informacji: ExpertPR