Medicalpress
W Ministerstwie Zdrowia przyjęta została kolejna edycja programu polityki zdrowotnej, którego celem jest zapewnienie samowystarczalności Rzeczypospolitej Polskiej w krew i jej składniki w lata 2027-2032, na ten cel resort przeznaczy kwotę ponad 130 mln złotych.

 
W 2025 roku dzięki ofiarności ponad 650 tys. Honorowych Dawców Krwi pobrano blisko 1,6 mln donacji krwi i jej składników. Jednym z nadrzędnym celów Ministra Zdrowia jest bezpieczeństwo obywateli, stąd realizacja zadania zapewnienia samowystarczalności Polski w krew i jej składniki. Zapewnienie samowystarczalności w zakresie krwi i jej składników to jedno z najważniejszych zadań systemu ochrony zdrowia, tak aby móc zagwarantować pacjentom niezbędne leczenie. Podkreśla to również Światowa Organizacja Zdrowia, która zapewnienie samowystarczalności wskazuje jako ważny cel narodowy.

Zadanie to realizowane jest poprzez utrzymanie określonej liczby donacji krwi i jej składników, utrzymanie stałej liczby świadomych Krwiodawców, w tym poprzez zwiększenie świadomości społecznej w zakresie honorowego krwiodawstwa, ale również działania nakierowane na zwiększenie świadomości zdrowego stylu życia i zdrowego sposobu odżywiania wśród Krwiodawców. Ogólnopolska kampania społeczna „Twoja krew, moje życie” skutecznie przypomina, że każde oddanie krwi jest wyrazem odpowiedzialności i solidarności z potrzebującym, chorym człowiekiem.

– Przez ostatnie lata ogólnopolska kampania społeczna „Twoja krew, moje życie” skutecznie przypominała, że każde oddanie krwi jest wyrazem odpowiedzialności, solidarności i troski o drugiego człowieka. Dziękuję za realizację tej szlachetnej misji – podkreśla minister zdrowia Jolanta Sobierańska – Grenda i dodaje: Z perspektywy Ministerstwa Zdrowia nadrzędnym celem wszystkich podejmowanych działań jest bezpieczeństwo i zdrowie obywateli. Postawiliśmy przed sobą ambitne zadanie, budowania społecznej świadomości wokół idei bezinteresownego ratowania życia poprzez honorowe krwiodawstwo.  Dlatego konsekwentnie wspieramy jej rozwój.

Krew jest bezcennym lekiem, którego pomimo usilnych, wieloletnich starań podejmowanych na całym świecie, dotychczas nie udaje się wyprodukować metodami laboratoryjnymi. Jedynym sposobem pozyskania krwi nadal jest jej oddawanie przez innych ludzi. W 2025 roku taki osób było ponad 650 tysięcy, dzięki którym pobrano blisko 1,6 mln donacji krwi i jej składników.

– Sprawne funkcjonowanie publicznej służby krwi, której filarem są Krwiodawcy, to jednak coś więcej niż tylko liczby. Każda jednostka oddanej krwi to uratowane zdrowie lub życie – mówi Magdalena Kramska, zastępczyni dyrektora w Departamencie Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia.

Honorowi Dawcy Krwi z wyróżnieniami

„Twoja krew, moje życie” to hasło ogólnopolskiej kampanii społecznej, której kulminacyjnym punktem są obchody Światowego Dnia Krwiodawcy, który przypada 14 czerwca. Ale już dziś w Warszawie zaplanowano uroczyste podsumowanie akcji promującej honorowe krwiodawstwo.

Kampania społeczna, jak również dzisiejsza uroczystość, realizowane są w ramach programu polityki zdrowotnej Ministra Zdrowia pn. „Zapewnienie samowystarczalności Rzeczypospolitej Polskiej w krew i jej składniki na lata 2021-2026”.

– Naszym nadrzędnym celem było budowanie społecznej świadomości wokół idei ratowania życia. W realizowanej kampanii podkreślaliśmy, że Honorowy Dawca Krwi to człowiek wrażliwy na potrzeby innych, który bezinteresownie dzieli się najcenniejszym darem, własną krwią, aby nieść pomoc pacjentom wymagającym leczenia krwią lub jej składnikami. Dzisiejsze wyróżnienia to wyraz głębokiej wdzięczności dla osób, które swoją postawą udowadniają, że największą wartością jest drugi człowiek. Każdy Honorowy Dawca Krwi to filar systemu ochrony zdrowia, a ta gala jest najlepszym dowodem na to, jak wielką siłę ma społeczna solidarność – dodaje Sebastian Twaróg, Dyrektor Narodowego Centrum Krwi.

Za zaangażowanie w honorowe krwiodawstwo uhonorowanych zostanie 126 laureatów wytypowanych przez 21 RCKiK w poszczególnych kategoriach:

Wręczono będą także statuetki specjalne za szczególne zaangażowanie w promocję honorowego krwiodawstwa.

W ramach podkreślenia Światowego Dnia Krwiodawcy, obchodzonego corocznie 14 czerwca, wytypowanym przez 23 CKiK Krwiodawcom, którzy oddali co najmniej 20 litrów krwi, bądź odpowiadające tej objętości ilość jej składników wręczone zostaną odznaki wraz z legitymacją „Honorowy Dawca Krwi – Zasłużony dla Zdrowia Narodu”.

Uroczystości w Warszawie odbywają się przy udziale przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia na czele z wiceministrami: Tomaszem Maciejewskim i Katarzyną Kęcką.

Źródło: MZ

Fundacja Powszechnego Czytania zainaugurowała IV edycję ogólnopolskiej kampanii #TataTeżCzyta, która zachęca ojców i mężczyzn do wspólnego czytania z dziećmi. Tegoroczna odsłona odbywa się pod hasłem „bo czytanie rozwija mózg”, a jej ambasadorem został Zbigniew Boniek. Organizatorzy podkreślają, że wspólna lektura nie tylko wspiera rozwój poznawczy dzieci, ale także buduje relacje i wzmacnia rolę czytających męskich wzorców w rodzinie. Kampania potrwa do 23 czerwca.
W Muzeum Gazowni Warszawskiej odbyła się inauguracja IV edycji ogólnopolskiej kampanii proczytelniczej #TataTeżCzyta, organizowanej przez Fundację Powszechnego Czytania. Wydarzenie poprowadził Szymon Jachimek, a część naukową gościnnie przygotowali Adam Mirek oraz Dorota Ossowska z Fundacji Poznawczej. Podczas spotkania premierowo zaprezentowano spot tegorocznej odsłony kampanii, która ma potrwać do 23 czerwca.

Tegoroczne hasło brzmi: „bo czytanie rozwija mózg”. Kampania zachęca mężczyzn, przede wszystkim ojców, ale też wszystkich, którzy mogą stać się męskimi wzorcami do aktywnego włączania się we wspólną lekturę z dziećmi – i pokazuje, że czytanie w rodzinie buduje zarówno kompetencje poznawcze, jak i trwałe relacje. Partnerem strategicznym kampanii jest marka Lajkonik.

Nowy spot już dostępny – zobacz i udostępnij.

Podczas wydarzenia odbyła się premiera tegorocznego spotu z udziałem Zbigniewa Bońka, który wspiera inicjatywę. Były piłkarz i trener na planie w Big Book Cafe spotkał się z grupą dzieci, przy okazji dnia zdjęciowego nie zabrakło wspólnego czytania i rozmów. Spot zrealizowany został ponownie według koncepcji agencji kreatywnej Brain, wyprodukowany przez OTO.Film i Orka Film, w tegorocznej odsłonie wyreżyserowany przez Macieja Kowalczuka, będzie emitowany w telewizji, kinie oraz radiu.

Spot dostępny jest online: Oficjalny spot kampanii #TataTeżCzyta2026.

Różne środowiska, jeden przekaz

Tegoroczną edycję wspiera szerokie grono ambasadorów – i właśnie ta różnorodność jest sygnałem: czytanie nie jest dla wszystkich. Kampanię reprezentują m.in. Tomasz Majewski, Anna Dereszowska, Łukasz Orbitowski, Tomasz Rożek, Tomasz Smokowski, Wojciech i Marcin Mannowie, Łukasz Stanek oraz Michał Gulczyński. Sportowcy, ludzie kultury, naukowcy, ojcowie z mediów społecznościowych – każdy z nich, kobiety także, są doskonałymi przykładami i mówią do innej grupy odbiorców.

Dlaczego tata TEŻ czyta?

Kampania pokazuje jak, co i dlaczego warto czytać z dzieckiem. Zwraca też uwagę na konieczność budowania męskich czytających wzorców – bo zaangażowani ojcowie spędzają czas z dziećmi na różnych aktywnościach – uprawiają sport, bawią się, robią wiele ciekawych rzeczy, ale też czytają. Organizatorzy chcą, aby było to widoczne, a samo czytanie stawało się naturalnym elementem życia codziennego. Wczesne sięganie po książkę rozwija mózg, buduje relacje, kształtuje nawyki. Badania pokazują też, że ojcowie podczas wspólnego czytania znacznie częściej wychodzą poza tekst, odnoszą historię do doświadczeń dziecka, zadają pytania otwarte, inicjują dyskusję, kłócą się z bohaterami, improwizują, performują głosem, skłaniają dziecko do myślenia abstrakcyjnego i interpretacji[i]. Wprowadzają tym samym, własny, nieco inny styl – i dlatego właśnie ważne jest, aby to oboje rodzice czytali.

Kampania, którą już zna co siódmy Polak

#TataTeżCzyta odbywa się co roku, na przełomie maja i czerwca, kiedy obchodzimy Dzień Mamy, Dzień Dziecka i Dzień Ojca – doskonałe okazje, które warto wykorzystać do wręczania książkowych prezentów do wspólnego czytania i budowania domowych biblioteczek. Według badań, osoby ze średnim wykształceniem dorastające w domach, gdzie było minimum
80 książek, mają takie same kompetencje, jak absolwenci studiów wyższych z domów, gdzie książek było niewiele.

Dzięki trzem dotychczasowym edycjom kampania zbudowała już rozpoznawalność na poziomie 14% w skali całego kraju – to wynik, który plasuje ją wysoko wśród inicjatyw proczytelniczych w Polsce.

Dołącz – każdy głos się liczy

Kampania ma otwartą formułę – mogą dołączać do niej szkoły, biblioteki, księgarnie, rodzice, firmy. Chodzi o to, aby zaprosić wszystkich do tego, żeby w maju i czerwcu mówić w swoim otoczeniu głośno – że czytamy codziennie, bo naprawdę warto.

Podczas inauguracji wystartowało też wyzwanie online do bycia offline. Organizatorzy przygotowali gotowe grafiki do pobrania i wykorzystania w postach oraz stories z hasłem: „Nie ma mnie tu. Czytam [dziecku]. A Ty?” Paradoks jest zamierzony – social media jako narzędzie do zachęcenia innych, żeby na chwilę je odłożyli. Bo najlepsza odpowiedź na to pytanie brzmi: też czytam. I jest zdjęcie na dowód. Bezpłatne materiały i poradnik wraz z poleceniami książkowymi są dostępne na: www.tatatezczyta.pl

Źródło: Fundacja Powszechnego Czytania

W 2024 roku pacjenci nie odwołali aż 1,4 miliona wizyt u specjalistów – wynika z danych Narodowego Funduszu Zdrowia. To ogromna liczba niewykorzystanych terminów, które mogły uratować zdrowie lub przyspieszyć leczenie innych chorych. Dlatego rusza czwarta edycja ogólnopolskiej kampanii #ODWOŁUJĘ #NIEBLOKUJĘ, realizowanej przez NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta. Jej celem jest jedno: przypomnieć, że odwołanie wizyty to nie tylko obowiązek, ale przejaw odpowiedzialności i solidarności pacjenckiej.
Każdego roku miliony Polaków korzystają ze świadczeń ambulatoryjnych i wizyt u specjalistów. Jednak wielu z nich – z różnych powodów – nie pojawia się na umówionych terminach i nie informuje o tym placówki. Tylko w 2024 roku nieodwołano 1,4 miliona wizyt, co znacząco wydłuża kolejki i ogranicza dostęp do specjalistów.

– Nieodwoływanie wizyt to problem, który dotyczy nas wszystkich – podkreślił Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, podczas inauguracji kampanii. – Każda nieodwołana wizyta to utracona szansa dla innego pacjenta, który mógłby w tym czasie skorzystać z pomocy lekarza.

Kampania #ODWOŁUJĘ #NIEBLOKUJĘ po raz pierwszy została zainicjowana przez Centrum Medyczne CMP w 2022 roku, a dziś jej ideę wspierają najważniejsze instytucje ochrony zdrowia – w tym Narodowy Fundusz Zdrowia i Rzecznik Praw Pacjenta.

773 tysiące niewykorzystanych terminów tylko w pierwszej połowie 2025 roku

Jak poinformował prezes NFZ Filip Nowak, tylko do połowy bieżącego roku nieodwołano już 773 tysięcy wizyt. To oznacza setki tysięcy pacjentów, którzy mogliby w tym czasie uzyskać pomoc. – Nieodwołana wizyta to stracona szansa na zdrowie dla innego pacjenta. Ale też ogromna odpowiedzialność po stronie placówek medycznych, które muszą zapewnić łatwy kontakt i prostą możliwość rezygnacji z wizyty – zaznaczył Nowak.

Łatwiej odwołać wizytę – dzięki e-rejestracji

Od 2026 roku proces umawiania i odwoływania wizyt ma być znacznie prostszy dzięki centralnej e-rejestracji. System będzie przypominał o wizytach, a pacjenci będą mogli odwołać termin jednym kliknięciem przez Internetowe Konto Pacjenta (IKP), telefonicznie, mailowo lub osobiście w placówce.

E-rejestracja ruszy etapami:

Eksperci podkreślają, że system powiadomień SMS i e-mail znacząco zwiększa liczbę odwoływanych wizyt. To proste narzędzie, które realnie skraca kolejki i poprawia dostępność świadczeń zdrowotnych.

Odpowiedzialność po obu stronach

Jak podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta, apel o odwoływanie wizyt nie może być jednostronny. Placówki medyczne również mają obowiązek stworzenia skutecznych kanałów komunikacji z pacjentami – tak, by odwołanie wizyty było szybkie i intuicyjne.

Wspieramy placówki w tworzeniu nowoczesnych systemów rejestracji i przypomnień, ale to one muszą dostosować swoje procedury do potrzeb pacjentów. Tylko wtedy możemy mówić o partnerskim modelu opieki zdrowotnej – podkreślił Bartłomiej Chmielowiec.

Mały gest, wielka różnica

Kampania #ODWOŁUJĘ #NIEBLOKUJĘ przypomina, że każdy z nas ma wpływ na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia. Jedno kliknięcie lub krótki telefon może skrócić czas oczekiwania innej osoby – być może kogoś, kto naprawdę potrzebuje szybkiej pomocy. Odwołanie wizyty to odpowiedzialność, empatia i szacunek dla innych pacjentów. To także realny krok ku lepszej, bardziej dostępnej opiece zdrowotnej w Polsce.

Strona kampanii: https://odwolujenieblokuje.pl/

Źródło: RPP

Depresja nie zawsze ma twarz cierpienia. Czasem kryje się za uśmiechem, perfekcją i nadludzką siłą. Kampania „Zbyt Silni” Fundacji Nie Widać Po Mnie w niezwykle poruszający sposób pokazuje, że również ci, którzy przez lata „dawali radę”, mogą potrzebować pomocy. MedicalPress przyłącza się do głosu, który łamie tabu i przypomina: nawet najmocniejszy fundament może pęknąć, jeśli zbyt długo niesie ciężar świata.

Cisza. Perfekcyjny uśmiech. Codzienność, która z zewnątrz wygląda bez zarzutu. A w środku zmęczenie, bezsenność, poczucie, że nie można już dłużej. To portret ludzi, o których mówi nowa kampania Fundacji Nie Widać Po Mnie – „Zbyt Silni”. To oni przez lata byli fundamentem dla innych. Teraz to ich fundament zaczyna pękać. Czy ktoś im pomoże?

Kampania zwraca uwagę na zjawisko depresji wśród osób, które uchodzą za silne, odporne, skuteczne. To ludzie, którzy rzadko proszą o wsparcie – bo „zawsze dają radę”. Właśnie dlatego, gdy zaczynają się kruszyć, często nikt tego nie zauważa.

„Depresja nie jest chorobą ludzi słabych, ale tych, którzy byli silni zbyt długo – mówi Urszula Szybowicz, prezes Fundacji Nie Widać Po Mnie. – Chcemy pokazać, że za sukcesem, perfekcją czy wiecznym uśmiechem może kryć się ogromne zmęczenie psychiczne. Nasza kampania ma zmienić sposób, w jaki o tym myślimy”.

W spocie kampanii widz obserwuje metaforyczną wieżę ludzi. Strukturę przypominającą katalońskie castells. To symbol sukcesu, determinacji i wspólnego wysiłku. Ale prawdziwa walka toczy się nie na szczycie, lecz tam, gdzie nikt nie patrzy.

„Kiedy w mojej głowie zakiełkowała myśl, że na depresję nie cierpią słabi, ale ci, którzy byli silni zbyt długo, szybko przyszła do mnie myśl, że paralelą tego jest wieża budowana z ludzi rodem z hiszpańskiej tradycji castells” – tłumaczy Michał Krygier, reżyser i scenarzysta kampanii, creative director w Punchline Agency. – Tam również oczy wszystkich zwrócone są ku górze, gdzie widać radość i sukces, tymczasem walka rozgrywa się w fundamencie wieży, na który nikt nie zwraca uwagi, bo nawet nie wie, że tam potrzebna jest pomoc”.

Kampania „Zbyt Silni” nie tylko przypomina, że depresja nie ma jednej twarzy, ale też zachęca do refleksji nad tym, jak często ci „najsilniejsi” potrzebują wsparcia, choć nigdy o to wsparcie nie proszą. Bo nawet najmocniejszy fundament czasem potrzebuje pomocy.

Link do spotu: niewidacpomnie.org/zbyt-silni

Źródło: Fundacja Nie Widać Po Mnie

Kaszel trwający ponad dwa tygodnie to nie zawsze objaw sezonowego przeziębienia. Może być sygnałem gruźlicy – choroby, która wciąż zbiera śmiertelne żniwo także w Polsce. 26 września 2025 r., dzień po Światowym Dniu Płuc, Biuro Krajowe WHO w Polsce wraz z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc rozpoczęły kampanię społeczną „Zwykły kaszel, czy objaw gruźlicy? Sprawdź!”. Jej celem jest zwiększenie świadomości społecznej, przełamywanie mitów i zachęcanie do szybkiej diagnostyki, która ratuje życie.
Wielu osobom gruźlica kojarzy się z odległą przeszłością, jednak wciąż pozostaje poważnym zagrożeniem zdrowotnym, a liczba przypadków systematycznie rośnie. Według danych za 2023 rok na świecie odnotowano około 10,8 miliona zachorowań, z czego 6 milionów dotyczyło mężczyzn, 3,6 miliona kobiet, a 1,2 miliona dzieci. W samym tylko Europejskim Regionie WHO wykryto 225 tysięcy przypadków, natomiast w Polsce – 4436.

Pandemia COVID-19 znacząco osłabiła globalną walkę z gruźlicą. Przerwy w świadczeniach medycznych, utrudniony dostęp do testów oraz opóźnienia w diagnostyce sprawiły, że choroba mogła rozwijać się niezauważenie, powodując nadmierną liczbę zgonów. Sytuacja ta unaoczniła potrzebę ponownego inwestowania w systemy diagnostyczne, edukację zdrowotną, wczesne testowanie i przeciwdziałanie stygmatyzacji. Tylko zwiększanie świadomości społecznej może zapobiec temu, by gruźlica pozostała ukrytą epidemią w cieniu innych kryzysów zdrowotnych.

Choroba ta nie wybiera – dotyka osób w każdym wieku, zarówno mieszkańców miast, jak i wsi. Do najczęściej obserwowanych objawów należą: uporczywy kaszel trwający dłużej niż dwa tygodnie, gorączka, nocne poty, spadek masy ciała oraz przewlekłe zmęczenie. Symptomy te często bywają mylone ze zwykłymi infekcjami sezonowymi, co opóźnia diagnozę. Tymczasem wczesne wykrycie i szybkie leczenie pozwala osiągnąć bardzo dobre wyniki – w 2022 roku wyleczono aż 88% przypadków gruźlicy lekowrażliwej.

– W świecie pełnym podróży i zatłoczonych przestrzeni gruźlica może pojawić się w dowolnym miejscu i w dowolnym momencie – podkreśliła dr Nino Berdzuli, przedstawicielka WHO w Polsce. – Dlatego tak ważne jest szybkie reagowanie i wspólne działania na poziomie globalnym i lokalnym.

Również lekarze zwracają uwagę, że przedłużający się kaszel wymaga konsultacji. – Gruźlica jest dziś chorobą w pełni uleczalną, pod warunkiem wczesnego rozpoznania i właściwego leczenia – przypomina pulmonolog Ivanna Mazur.

Inicjatorzy kampanii apelują: zwycięstwo nad gruźlicą wymaga zaangażowania lekarzy, pacjentów i całych społeczności. Tylko szybka diagnostyka, właściwa edukacja i przełamywanie stereotypów pozwolą powstrzymać jej rozprzestrzenianie. Jeśli kaszel utrzymuje się ponad dwa tygodnie, nie zwlekaj z wizytą u lekarza. Wczesna diagnoza to szansa na pełne wyzdrowienie i ochrona najbliższych przed zakażeniem.

Choć gruźlica bywa uznawana za „chorobę przeszłości”, dane WHO pokazują, że wciąż stanowi realne zagrożenie – także w Polsce, gdzie w 2023 roku odnotowano ponad 4400 zachorowań. Kampania „Zwykły” kaszel czy objaw gruźlicy? Sprawdź!” ma przypominać, że każdy przedłużający się kaszel powinien być powodem do konsultacji z lekarzem. Wczesne wykrycie choroby i wdrożenie leczenia pozwalają na pełne wyleczenie i ochronę najbliższych przed zakażeniem. To wspólne zadanie pacjentów, lekarzy i całego społeczeństwa, aby gruźlica nie pozostała „ukrytą epidemią”.

Źródło: Komunikat Prasowy

Sierpień to Międzynarodowy Miesiąc Świadomości Łuszczycy – choroby, która mimo że dotyka ponad milion osób w Polsce, wciąż pozostaje społecznie niedostatecznie zrozumiana. Kampania „Daj się odkryć”, organizowana przez Dominikę Jeżewską i Annę Tajkiewicz, kolejny raz oddaje głos osobom żyjącym z łuszczycą. Ich celem jest jedno: sprawić, by skóra przestała być źródłem wstydu, a stała się częścią rozmowy o empatii, akceptacji i odwadze. W tym roku projekt wybrzmiewa jeszcze mocniej – nie tylko w sieci i mediach, ale również na ulicach polskich miast, w mobilnych punktach diagnostycznych i przestrzeniach wystawienniczych.
Kampania, organizowana z inicjatywy dwóch kobiet chorujących na łuszczycę – Dominiki Jeżewskiej, edukatorki i twórczyni internetowej znanej jako Pani Łuska, oraz Anny Tajkiewicz, fotografki i psycholożki – stawia na autentyczność, odwagę i siłę społecznej empatii. Hasło przewodnie: „Dlaczego nim się zachwycasz, a boisz się, że ja cię zarażę?” zadaje trudne, ale konieczne pytanie, uderzając w rdzeń społecznych uprzedzeń.

Łuszczyca dotyka ponad 1 miliona Polaków. Wciąż jest jednak niedostatecznie zrozumiana i silnie stygmatyzowana. Chorzy bywają wykluczani, zawstydzani, pomijani. Kampania przypomina, że ich codzienność to nie tylko zmaganie się z objawami, ale też z oceną otoczenia.

Zachwyt dla jednych, dystans wobec drugich – a przecież wygląd to tylko warstwa

W tym roku kampania przybiera wyjątkowo wyrazistą formę. Bohaterowie zdjęć, osoby z łuszczycą, pozują w towarzystwie psów rasy dog niemiecki, których umaszczenie przypomina charakterystyczne zmiany skórne. Ten kontrastowy obraz – piękno „łaciatego” psa kontra lęk przed „łaciatym” człowiekiem – oddaje siłę wizualnego storytellingu.

 Wciąż zdarza się, że ktoś odsuwa się w autobusie, nie podaje ręki, unika kontaktu. A przecież łuszczyca nie zaraża. Tym projektem chcemy znormalizować jej widoczność i odebrać jej stygmat – mówi Dominika Jeżewska.

„Daj się odkryć” to nie tylko manifest społeczny – to zaproszenie do bycia widocznym. Do zabrania głosu w imieniu tysięcy ludzi, którzy każdego dnia chowają swoją skórę, marzenia i plany pod warstwą ubrań i niepewności.

 Wiele osób z łuszczycą rezygnuje z życia, odkłada swoje potrzeby na ‘kiedyś’. Ale ‘kiedyś’ często nie nadchodzi. Dlatego pokazujemy, że akceptacja siebie – także w zaostrzeniu choroby – to akt odwagi i miłości – dodaje Anna Tajkiewicz.

W czasie trwania kampanii na profilach organizatorek oraz partnerów pojawiają się zdjęcia, relacje i historie osób z łuszczycą. Głos oddany bohaterom kampanii wybrzmiewa w mediach społecznościowych, internecie i prasie. Przestrzeń cyfrowa i miejska zamienia się w miejsce edukacji, empatii i rozmowy o widzialności.

Kampania, która wychodzi do ludzi 

Tegoroczna edycja kampanii „Daj się odkryć” to nie tylko poruszające historie i mocny przekaz wizualny, ale też konkretne działania, które dosłownie oraz symbolicznie przybliżają temat łuszczycy do ludzi. Już 8 sierpnia w warszawskiej przestrzeni City Hall odbędzie się wydarzenie towarzyszące kampanii – centralnym punktem będzie wystawa fotograficzna prezentująca bohaterów projektu: osoby z łuszczycą, ich codzienność, emocje i drogę do samoakceptacji. W programie także rozmowy z uczestnikami, specjalistami, psychologami, dermatologami i aktywistami, którzy poruszą społeczne aspekty życia z widzialną chorobą skóry.

W tym roku kampania rozwija się również w kierunku mobilnych działań. Wspólnie z Fundacją Amicus „Daj się odkryć” wspiera projekt Dermabus – nowoczesne, mobilne centrum diagnostyczno-edukacyjne, które latem odwiedza miasta w całej Polsce umożliwiając mieszkańcom bezpłatne badania skóry pod kątem łuszczycy, AZS oraz innych przewlekłych schorzeń dermatologicznych. Pacjenci z potwierdzoną diagnozą otrzymają fachowe informacje i zostaną skierowani do specjalistycznych ośrodków dermatologicznych. Dermabus regularnie przemierza kraj, docierając także do mniejszych miejscowości, zwiększając dostępność do specjalistycznej pomocy. Trasa i lokalizacje dostępne są na stronie Fundacji Amicus: amicusfundacja.org/dermabus.

Ruch, który rośnie z roku na rok

To już kolejna odsłona kampanii, która z roku na rok dociera do tysięcy osób, budzi poruszenie w mediach i inspiruje kolejne osoby do pokazania swojej skóry. Autentyczne historie i mocne zdjęcia poruszają bardziej niż niejedna kampania komercyjna.

Kampania rozwija się w mediach społecznościowych pod hasztagiem #DajSięOdkryć i stale poszerza grono swoich bohaterów, partnerów i wspierających twórców. W kampanię zaangażowali się partnerzy, dla których zdrowie i edukacja to coś więcej niż PR-owe slogany. Wspierają ją m.in.: Genactiv, Cutis, LNE, Hello Zdrowie, ALAB Laboratoria, Eveline Cosmetics, Dexeryl, Fundacja Amicus, Manufaktura Zdrowia i Urody oraz Farmapol.

Kampania „Daj się odkryć” to coś więcej niż coroczna inicjatywa edukacyjna – to ruch społeczny, który skutecznie przełamuje stereotypy, daje przestrzeń dla niedoreprezentowanych głosów i dosłownie wychodzi do ludzi. Pokazuje, że łuszczyca to nie wyrok, a widoczna skóra nie wymaga ukrywania. Dzięki zaangażowaniu organizatorek, partnerów i bohaterów kampanii temat łuszczycy trafia tam, gdzie powinien – do społecznej świadomości, gabinetów lekarskich i codziennych rozmów. A to właśnie widoczność jest pierwszym krokiem do zmiany.

Źródło:Komunikat Prasowy

W szpitalnej codzienności, gdzie kroplówki, badania i procedury często przysłaniają dziecięcą beztroskę, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu proponuje coś wyjątkowego – bajkę. Nie jako ucieczkę od rzeczywistości, ale jako narzędzie wspierające proces leczenia. Latem 2025 r. kampania „Bajka na zdrowie” powróciła z nową odsłoną. Tym razem głosy dzieciom oddali dziennikarze.
Po wiosennej inauguracji, kiedy bajki czytali znani wrocławscy artyści, teraz przed mikrofonem stanęli przedstawiciele redakcji TVN24, TVP3 Wrocław, Gazety Wrocławskiej, Radia Wrocław i RMF FM. Nie przyjechali z kamerami, nie relacjonowali wydarzeń. Czytali. I przypominali, że słowo może leczyć.

– „Chcemy zachęcać rodziców, by zamiast sięgać po telefon lub tablet, wybierali książkę i własny głos. To coś pozornie błahego, ale jak podkreślają również nasi specjaliści, może mieć wielkie znaczenie” – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor USK. – „Obecność bliskiej osoby i wspólna lektura potrafią skutecznie oswoić lęk, odciągnąć uwagę dziecka od trudnych procedur, a przede wszystkim – budować więź. Wszystko to ma pozytywny wpływ na proces leczenia. (…) Dla odmiany dzisiaj kolejny raz pokazujemy, że te starania mogą wychodzić poza ramy stricte leczenia, że ważne jest kompleksowe ujęcie procesu powrotu do zdrowia.”

W kwietniu w Światowy Dzień Książki bajki czytali aktorzy Justyna Szafran i Robert Gonera. Akcja miała nie tylko promować czytanie, ale także zwracać uwagę na niepokojące zjawisko: wszechobecność ekranów na oddziałach. – „Coraz częściej widzimy, że dzieci w salach są 'otulane’ nie niebem opowieści, a niebieskim światłem ekranów. Tymczasem badania jasno pokazują: mózg dziecka, nawet uśpiony przez leki, rejestruje dźwięki, emocje, głos bliskiej osoby” – mówiła wówczas prof. dr hab. Marzena Zielińska z Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej.

Literatura jako narzędzie terapeutyczne

Kampania „Bajka na zdrowie” to coś więcej niż czytanie. To również realna pomoc edukacyjna. We współpracy z partnerami i sponsorami, m.in. Fundacją Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową i firmą Nettle, szpital opracował serię książek dla małych pacjentów i ich rodzin. Inspiracją były poradniki brytyjskiej organizacji Children’s Cancer and Leukemia Group – teksty zostały zaadaptowane do polskich realiów, przetłumaczone i zilustrowane przez zespół USK.

Publikacje, takie jak „Mój brat lub siostra ma nowotwór”, „Ani wypadają włosy” czy „Wojtek i Zosia idą na radioterapię”, w prosty, ale empatyczny sposób tłumaczą, co dzieje się z chorym dzieckiem i jego otoczeniem. Są wykorzystywane nie tylko w Polsce – zyskały uznanie również wśród zespołów medycznych w Anglii i Irlandii.

Najświeższą pozycją w serii jest „Kuba i Martynka w szpitalu” – książeczka o długoterminowych dostępach naczyniowych, takich jak Broviac czy port. Choć niewidoczne, są dla wielu dzieci kluczowym elementem leczenia onkologicznego. Książka powstała w ramach współpracy Działu Farmacji Klinicznej USK i Katedry Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego.

– „Naturalnym odbiorcą naszych działań są dzieci z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK, które często nie rozumieją, co dzieje się wokół nich” – tłumaczy dr Olga Fedorowicz, koordynatorka projektu. – „Dlatego tak ważne było dla nas przygotowanie m.in. książeczki „Kuba i Martynka w szpitalu”, która w prosty, zrozumiały sposób tłumaczy szpitalną rzeczywistość.”

Tekst napisała mgr Ewa Zygadło-Kozaczuk, a publikacja powstała na podstawie doświadczeń pacjentów i personelu. – „Pomaga dziecku zrozumieć, co się dzieje z jego ciałem, dlaczego niektóre rzeczy wyglądają inaczej niż dotychczas i że wszystko, co dzieje się wokół, ma swój sens i cel. Daje poczucie sprawczości i zmniejsza lęk – a to ogromnie ważne w procesie terapii” – dodaje dr Fedorowicz.

Wszystkie książeczki zawierają też informacje dla dorosłych – jak rozmawiać z dzieckiem, jak je wspierać i jak pomóc mu poradzić sobie z emocjami. Na końcu każdej publikacji jest miejsce, by dziecko mogło opisać własną historię.

Dziennikarze w roli lektorów

Zaangażowanie mediów w akcję miało nie tylko wymiar symboliczny. – „Cieszy mnie, że redaktorzy i redaktorki na co dzień współtworzący z nami materiały edukacyjne i informacyjne o terapii nowotworów, tym razem osobiście dołączyli do wsparcia naszych małych pacjentów” – mówi prof. dr hab. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. – „Ich zaangażowanie ma szczególną wartość – pokazuje dzieciom i rodzinom, że są widziani i ważni również poza salą szpitalną.”

Dziennikarze czytali dzieciom zarówno fragmenty najnowszej książeczki, jak i wybrane przez najmłodszych tytuły. Dla wielu była to pierwsza taka wizyta. Ale – jak pokazuje reakcja dzieci – z pewnością nie ostatnia.

Powrót do słowa

Kampania „Bajka na zdrowie” w USK to opowieść o czymś prostym i zarazem fundamentalnym. O sile opowieści, o znaczeniu głosu, o więzi, która potrafi przebić się przez szpitalne mury i procedury. O literaturze, która w szpitalu zyskuje nowy wymiar.

– „Zależy nam, by w szpitalnych salach wracała kultura wspólnego czytania i obecności” – mówi dr hab. Monika Szewczuk-Bogusławska. – „Literatura daje możliwość rozmowy, opisu emocji i wspólnego przeżywania. To nie tylko zdrowy nawyk, ale też skuteczna forma wspierania dziecka w chorobie.”

W świecie, w którym coraz więcej spraw załatwiamy przez ekran, a kontakt z drugim człowiekiem coraz częściej zastępuje emotikon, we wrocławskim szpitalu ktoś otwiera książkę i zaczyna czytać: „Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…”

I wtedy naprawdę zaczyna się magia.

Źródło: USK we Wrocławiu Fot. USK we Wrocławiu

W obliczu postępującej, nieuleczalnej choroby, jaką jest stwardnienie zanikowe boczne (ALS), czas ma kluczowe znaczenie. Tym bardziej, jeśli chodzi o diagnostykę genetyczną, która może nie tylko potwierdzić etiologię choroby, ale w niektórych przypadkach – otworzyć drzwi do leczenia przyczynowego. „Według aktualnych zaleceń każdy pacjent z diagnozą stwardnienie zanikowe boczne (ALS/SLA) powinien mieć wykonane badania genetyczne” – mówi dr hab. n. med. Maria Jędrzejowska, neurolog i specjalista genetyki klinicznej z Zakładu Genetyki Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
Stwardnienie zanikowe boczne to ciężka i szybko postępująca choroba neurodegeneracyjna, która uszkadza neurony ruchowe odpowiedzialne za kontrolę mięśni. Najczęstsza jest tzw. postać klasyczna, stanowiąca około 70 proc. przypadków. „Przebiega ona z osłabieniem i zanikiem dystalnych mięśni jednej kończyny. W tej postaci pierwsze objawy będą dotyczyły ograniczenia wykonywania ruchów precyzyjnych. Pojawią się na przykład trudności z zapinaniem guzików, pisaniem czy potykanie się. Z kolei w postaci opuszkowej, stanowiącej drugą co do częstości formę ALS, choroba zaczyna się od zaburzeń mowy – jej spowolnienia, ściszenia, nieprawidłowej wymowy albo problemów z połykaniem – krztuszenie lub zachłystywanie się płynami, wracanie płynów przez nos” – wyjaśnia dr hab. Maria Jędrzejowska.

Rozpoznanie ALS opiera się na analizie klinicznej i wykluczeniu innych przyczyn. Diagnostyka obejmuje badania neurologiczne, obrazowe, elektrofizjologiczne, analizę płynu mózgowo-rdzeniowego i testy genetyczne. „Nie ma znaczenia ani wiek wystąpienia objawów, ani rodzinność zachorowania. Analiza powinna obejmować przynajmniej cztery geny – C9orf72, SOD1, FUS oraz TARDBP. Postaci genetyczne ALS, czyli takie, w których udaje się zidentyfikować mutację sprawczą, stanowią około 15 proc. zachorowań” – podkreśla ekspertka.

W Polsce choruje na ALS około 3 tys. osób, a rocznie notuje się około 800 nowych przypadków. Chociaż mutacje w genie SOD1 odpowiadają jedynie za około 2–3 proc. przypadków sporadycznych i około 20 proc. rodzinnych, to właśnie dla tej postaci zarejestrowano w Europie pierwsze leczenie przyczynowe. W Polsce, według szacunków, około 100 pacjentów mogłoby skorzystać z terapii modyfikującej przebieg choroby, jeśli zostaną prawidłowo zdiagnozowani genetycznie.

Problemem pozostaje jednak dostępność badań. „W polskich realiach istotnym ograniczeniem jest dostępność do badań genetycznych. Można je wykonać w ramach poradni genetycznej, jednak czas oczekiwania na konsultację jest długi, często nieakceptowalny, biorąc pod uwagę szybki progres choroby” – wskazuje dr Jędrzejowska. Dodatkową barierą jest niska świadomość konieczności wykonania badań genetycznych wśród neurologów. Wielu z nich nie zleca testów, mylnie uznając, że genetyka nie ma znaczenia w diagnostyce rzadkich chorób neurodegeneracyjnych.

„O zakresie badania powinien zadecydować pacjent, ale po szczegółowym omówieniu wszystkich za i przeciw z genetykiem klinicznym. Na każde badanie genetyczne pacjent powinien wyrazić świadomą zgodę” – zaznacza specjalistka.

Tymczasem zidentyfikowanie mutacji otwiera nie tylko możliwość leczenia. Daje też szansę na badania predykcyjne wśród członków rodziny chorego, którzy mogą być nosicielami mutacji. Dla dzieci, rodzeństwa czy kuzynów oznacza to możliwość świadomego planowania przyszłości i ewentualnego wczesnego działania. „W chwili obecnej znanych jest około 40 genów związanych z SLA. Mutacje czterech z nich, wspomnianych wcześniej: C9orf72, SOD1, TARDBP i FUS, są najczęstsze. U około 7 proc. pacjentów z postacią sporadyczną i blisko połowy pacjentów z zachorowaniami rodzinnymi, identyfikuje się mutację dynamiczną genu C9orf72” – wylicza dr Jędrzejowska.

W Polsce ruszyła kampania edukacyjna „Sto żyć. ALS”, której celem jest zwiększanie świadomości społecznej i lekarskiej na temat znaczenia genetyki w tej chorobie. Partnerami inicjatywy są m.in. Polskie Towarzystwo Chorób Nerwowo-Mięśniowych i Krajowe Forum ORPHAN. Informacje o kampanii i materiałach edukacyjnych można znaleźć na stronie https://mnd.pl oraz w mediach społecznościowych.
Jeśli geny mają znaczenie, to dostęp do ich analizy może realnie wydłużyć życie i poprawić jego jakość. W ALS ta szansa jest już dziś – pozostaje tylko zadbać, by nie była zarezerwowana dla nielicznych.

Źródło: Stowarzyszenie Dignitas Dolentium, Newseria

W ostatnich miesiącach temat bezpieczeństwa pracowników ochrony zdrowia wrócił z nową siłą. Po tragicznych wydarzeniach, środowisko medyczne apeluje: potrzebujemy skutecznych narzędzi ochrony – nie tylko formalnych zapisów o funkcjonariuszu publicznym, ale realnego wsparcia. Co dziś działa? Gdzie są luki systemowe? I dlaczego ochrona fizyczna to nie wszystko?
Przemoc w placówkach medycznych wobec personelu jest faktem. Wszelkie nadużycia względem m.in. lekarzy to problem zarówno natury moralnej, jak i prawnej. Niestety nie tak prosto jest zadbać o bezpieczeństwo. – Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać – mówi Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członek Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Po śmiertelnym ataku na lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, Naczelna Izba Lekarska wraz z okręgowymi izbami lekarskimi i w porozumieniu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy oraz Krajową Izbą Ratowników Medycznych, Naczelną Izbą Aptekarską i Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych, ruszyła z ogólnopolską kampanią informacyjną, której celem jest uświadomienie pacjentowi, że personel medyczny jest chroniony tak samo jak funkcjonariusz publiczny i konsekwencją napaści na niego może być więzienie. Kampania NIL ma trafić do wszystkich placówek udzielających świadczeń medycznych: przychodni, szpitali.
 
Ochrona prawna
 
W świetle polskiego prawa: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i farmaceutów obejmuje szczególna ochrona prawna – traktowani są jak funkcjonariusze publiczni (m. in. policjanci, strażacy). Oznacza to, że wszelkie przejawy stosowanej wobec nich przemocy (słownej czy fizycznej), mogą skutkować konsekwencjami prawnymi, w tym także karą więzienia.
 
Przepisy prawa karnego stanowią, że w przypadku naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. W poważniejszych przypadkach (m.in. pobicie), kara może być surowsza.
 
Sfrustrowany pacjent i przyzwolenie na arogancję
 
Coraz częściej dochodzi do ataków pacjentów na personel medyczny. Nie można nie odnieść wrażenia, że ma to związek z rosnącą frustracją pacjentów, wywołaną m. in. niewydolnym systemem ochrony zdrowia, jak i brakiem empatii. Medicalpress zapytało o opinię Katarzynę Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członka Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Frustracja z pewnością tak, ale spowodowana ogólną sytuacją na świecie, strachem, niepewnością, ogólnym zjawiskiem narastających problemów psychicznych – koreluje to ze wzrostem liczby prób samobójczych, rosnącym poziomem uzależnień. Jest to szeroki problem, który dotyka coraz większą grupę społeczną i coraz młodszych ludzi – tłumaczy prezes Michalik. – Dodatkowo społeczeństwo przekroczyło pewne granice społecznej etyki i od dawna istnieje ciche przyzwolenie na arogancję i brak szacunku do grup zawodowych starających się nieść pomoc. Dzisiaj podziw budzą influencerzy.
 
Frustrację pacjentów, jako motor agresji wobec personelu medycznego potwierdza Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej:  Oczywiście, że tak jest, dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby stworzyć wydolny system, w którym pacjent nie traci zdrowia i życia gnijąc w kolejkach, a personel nie jest wypalony m.in biurokracją – podsumowuje.
 
W rozmowie z Medicalpress, Tomasz Król, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, przyznaje, że w ich placówce także dochodzi do ataków na pracowników, zarówno tych werbalnych, jak i fizycznych. – Wewnętrzne rejestry mówią o kilkuset przypadkach w ciągu całego roku. O skali problemu mówi też to, że na samym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK, w 2024 roku było ponad 400 interwencji pracowników ochrony z powodu agresywnych pacjentów – wskazuje, i dodaje: – To jest jedna, czasem dwie interwencje w ciągu dnia, a część z nich kończy się wezwaniem policji. Nie wpływa to dobrze na komfort pracy naszego personelu, szczególnie zatrudnionego na SOR. To właśnie oni udzielają pierwszej pomocy osobom, które często pojawiają się lub są przywożone w stanie upojenia alkoholowego, pod wpływem substancji psychoaktywnych czy w zaostrzeniu objawów różnego rodzaju chorób psychicznych. Specjaliści zamiast móc skupić się na swojej pracy, często muszą odpierać ataki by chronić swoje bezpieczeństwo.
 
Zadbać o jakość ochrony pracowników w szpitalach
 
Pomijając problem natury finansowej (nie wszystkie placówki mogą sobie pozwolić na wynajęcie ochrony), dochodzi do tego problem natury logistycznej – szpitale to przecież miejsca z kilkoma wejściami, wieloma gabinetami. Nie sposób wszystkiego kontrolować. – Obecnie w większości szpitali ochrona to tak naprawdę portiernia/stróżówka i w razie zagrożenia nie jest w stanie udzielić potrzebnej pomocy – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
 
Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie nadmienia problem braku odpowiednich umocowań prawnych. – Ochroniarze, wykrywacze metalu, kamery nie są lekarstwem na agresywne zachowanie pacjentów. Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać.
 
Michalik zapytana o to, czy kamery w przestrzeniach placówek szpitalnych byłyby pomocne w zapobieganiu agresji i jak wytłumaczyć pacjentom, że to nie atak na ich prawa i tajemnicę lekarską, lecz zapewnienie bezpieczeństwa personelowi i im także, odpowiada: – To jest niewytłumaczalne a ciężar tłumaczenia spadłby finalnie i tak na dyrektorów i prezesów szpitali a nie na regulatora.
 
Jest to jedno z omawianych rozwiązań, tak to funkcjonuje w niektórych krajach, że nagrywane jest wejście do gabinetu oraz dźwięk – mówi rzecznik NIL.
 
Monitoring, ale pod pewnymi warunkami
 
W opinii specjalistki od prawa medycznego, adwokat Karoliny Seidel, instalacja kamer w celu zapewnienia lepszej ochrony i bezpieczeństwa personelu będzie zgodna z prawem jednak pod pewnymi warunkami. – Kamery mogą znajdować się w ogólnodostępnych częściach placówek na korytarzach, poczekalniach, w rejestracji czy ciągach komunikacyjnych. Taki monitoring nie wymaga zgody pacjenta, ale placówka powinna wyraźnie informować o jego umieszczeniu np. poprzez tabliczkę na ścianie z taką informacją – tłumaczy ekspertka.
 
Co z innymi pomieszczeniami? 
 
– Monitoring w pomieszczeniach gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych jest możliwy, jednak aby nie naruszał praw pacjenta i tajemnicy lekarskiej, pacjent powinien wyrazić na niego zgodę. W mojej ocenie na piśmie. Ma on służyć zapewnieniu właściwej jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa. W miejscach szczególnie wrażliwych – łazienki,  szatnie i określone gabinety zabiegowe, w których mogą być uwidocznione części intymne u pacjenta, taki monitoring jest co do zasady zabroniony – wyjaśnia adwokat Karolina Seidel.
 
Kamery mogą podnieść poczucie bezpieczeństwa
 
Rzecznik USK we Wrocławiu Tomasz Król, zapytany jak wygląda ochrona w ich placówce, odpowiada, że korzystają ze wsparcia profesjonalnej firmy świadczącej usługi w zakresie ochrony osób i mienia. W obu lokalizacjach szpitala całodobowo dyżuruje kilkudziesięciu pracowników ochrony. Ponadto jest system monitoringu. – Kamery są jednym z rozwiązań technicznych, które mogą podnieść poziom poczucia bezpieczeństwa i potencjalnie wpływać na odstraszanie osób, które mogłyby planować dokonanie ataku na personel lub mienie szpitala. 20 lat temu mieliśmy 19 kamer w szpitalu, w tej chwili mamy ponad pół tysiąca. Ich umiejscowienie w żadnym przypadku nie narusza prawa pacjentów do intymności, a do nagrań ma dostęp wąska grupa pracowników – podkreśla Król, zaznaczając, że kluczowe jest budowanie świadomości społecznej na temat bezpieczeństwa pracy medyków, napotykanych problemów z komunikacją czy najważniejsze – prewencja zachowań niebezpiecznych i penalizacja agresji.

Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress