Medicalpress
Wojskowa służba zdrowia może niedługo stanąć przed poważnym kryzysem kadrowym, który wpłynie na bezpieczeństwo i zdolności obronne kraju. Problem niedoborów personelu stale się pogłębia, na co wpływają system kształcenia, niedostosowany do specyficznych realiów służby w armii, trudne warunki pracy i czynniki finansowe, bo wynagrodzenia lekarzy wojskowych są dużo mniej atrakcyjne niż te oferowane w sektorze cywilnym. Dlatego też w kontekście wzrostu zagrożeń międzynarodowych i wojny w Ukrainie niezbędne są reformy systemu kształcenia, ścisła współpraca placówek wojskowych i cywilnych oraz zwiększenie atrakcyjności służby medycznej w wojsku.

– To jest absolutnie przyszłościowy temat. Wojna w Ukrainie pokazała, że system ochrony zdrowia jest jednym z zasobów decydujących o tym, czy państwo i społeczeństwo są bezpieczne w czasie kryzysu – podkreśla gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Kształcenie lekarzy wojskowych to jeden z kluczowych elementów bezpieczeństwa medycznego państwa. Jednak w Polsce ten system stoi przed dużymi wyzwaniami. Po likwidacji Wojskowej Akademii Medycznej w 2002 roku obecnie lekarze wojskowi są kształceni na Wydziale Wojskowo-Lekarskim Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, we współpracy z Akademią Wojsk Lądowych we Wrocławiu. W ramach limitu ministra obrony narodowej studenci kierunku lekarskiego odbywają szkolenie medyczne na uczelni cywilnej, jednocześnie realizując moduły wojskowe. 

– Biorąc pod uwagę specyfikę kształcenia na potrzeby Sił Zbrojnych, głównym problemem, z jakim się spotykamy, jest fakt, że to kształcenie odbywa się w pewnym oderwaniu od struktur wojskowych, a konkretnie od szpitali wojskowych. W Łodzi nie ma żadnego klinicznego szpitala wojskowego, a zatem kształcenie na potrzeby wojska odbywa się na bazie miejscowej uczelni cywilnej – mówi gen. broni prof. Grzegorz Gielerak. – Często mamy do czynienia z sytuacjami, kiedy absolwenci wydziału wojskowo-lekarskiego, kształceni w takich właśnie warunkach, trafiają do służby i tu następuje zderzenie z rzeczywistością, które bywa bolesne. Efektem tego jest bardzo duża liczba odejść lekarzy albo bezpośrednio po studiach, albo tuż po uzyskaniu specjalizacji. Tym samym nakład, jaki Siły Zbrojne ponoszą na to kształcenie, jest marnowany.

Jak wskazuje, kształcenie medyków wojskowych musi uwzględniać specyficzne aspekty związane z reagowaniem na sytuacje kryzysowe, takie jak działania wojenne, ale też np. katastrofy naturalne czy zagrożenia epidemiologiczne. Dzięki temu lekarze są odpowiednio przygotowani do udzielania pomocy w wymagających, często ekstremalnych warunkach. Jednak obecnie brak możliwości zdobywania praktycznych doświadczeń w warunkach zbliżonych do realiów służby wojskowej powoduje, że absolwenci często nie są przygotowani do specyficznych wyzwań pracy w armii. Brak im doświadczenia np. w leczeniu urazów typowych dla służby wojskowej, takich jak rany postrzałowe, obrażenia wynikające z eksplozji czy skutki długotrwałej ekspozycji na stres bojowy.

– Medycyna wojskowa charakteryzuje się dość dużą specyfiką wynikającą z tego, w jakich warunkach działają lekarze wojskowi. Nie wspominając o aspektach wynikających np. z różnych stref klimatycznych czy zagrożeń epidemiologicznych. To są też m.in. kwestie medycyny nurkowej, hiperbarycznej, lotniczej, zagadnienia dotyczące różnego rodzaju stresorów, jakim poddawany jest żołnierz, czyli stres pola walki, a także specyficzne obrażenia wynikające nie tylko z ran pola walki, ale i w warunkach pokoju, gdzie najczęściej są to różnego rodzaju obciążenia fizyczne i psychiczne. To jest specyfika medycyny wojskowej, którą musi zrozumieć, poznać i w praktyce stosować każdy medyk – mówi dyrektor WIM w Warszawie.

Pod koniec stycznia podczas konferencji w Warszawie przedstawiciele uczelni i instytucji medycznych zaprezentowali model zintegrowanego kształcenia lekarzy cywilnych i wojskowych. Nowy system zakłada zacieśnienie współpracy między sektorem wojskowym a cywilnym w dziedzinie medycyny – zdaniem autorów koncepcji system przed- i podyplomowego kształcenia lekarzy powinien maksymalnie wykorzystywać zasoby struktur wojskowych oraz instytucji cywilnych, w tym opracowywane przez nie technologie i generowaną wiedzę. Eksperci podkreślają, że programy edukacyjne powinny się koncentrować na rozwijaniu umiejętności oceny sytuacyjnej i szybkiego podejmowania decyzji oraz wdrażania innowacyjnych rozwiązań w medycynie wojskowej. Ważny jest tu również rozwój technologii podwójnego zastosowania – integracja kompetencji wojskowych i cywilnych pozwoli na udoskonalenie takich technologii, jak telemedycyna, systemy monitorowania zdrowia w czasie rzeczywistym oraz technologie mobilne.

– Przede wszystkim uczelnia powinna kształcić medyków kompleksowo, czyli zarówno z perspektywy potrzeb medycznych, jak i powinien być szeroko reprezentowany program dotyczący specyfiki medycyny wojskowej. To jest zadanie wiodących szpitali wojskowych, które współuczestniczą w tym procesie kształcenia. Rolą uczelni jest również to, aby dysponując zasobami z różnych dziedzin, często nowoczesnych technologii, które dziś decydują o postępie w medycynie, budować szczególne możliwości rozwoju – wyjaśnia dyrektor WIM w Warszawie.

Wydział Medyczny UW współpracuje z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i kilkoma stołecznymi szpitalami. Władze uczelni zapowiedziały, że chcą udoskonalać ten kierunek właśnie poprzez umożliwienie wspólnie z WIM-em kształcenia dla lekarzy wojskowych.

– Studenci Wydziału Medycznego UW mają możliwość, na razie w zakresie zajęć fakultatywnych, zapoznać się ze specyfiką medycyny katastrof, medycyny pola walki. Jest to unikalna wiedza, przypomnę, w Polsce nie kształcimy na żadnym etapie kształcenia przed- ani podyplomowego w tym zakresie, a zatem jest to na pewno ciekawe. Kolejny element to jest kwestia badań i rozwoju. Potrzeby wojska w zakresie biotechnologii, technologii medycznej są często inne, niż ma środowisko cywilne, a zatem uniwersytet staje przed wyzwaniami, które my stawiamy, a my współuczestniczymy w rozwiązywaniu tych problemów i tworzeniu technologii – podkreśla gen. broni prof. Grzegorz Gielerak.

Braki kadrowe sukcesywnie się pogłębiają, stanowiąc coraz bardziej realne zagrożenie dla wojskowego systemu ochrony zdrowia i zabezpieczenia medycznego. Eksperci szacują, że te niedobory kadrowe sięgają już 40–60 proc. w zależności od specjalizacji, dlatego system kształcenia lekarzy wojskowych w Polsce wymaga pilnych reform.

 Ten system powinien być spójny, powinien obejmować stricte kształcenie medyczne i kształcenie wojskowe i – co najważniejsze – nie powinien zamykać się na etapie kształcenia przeddyplomowego. On powinien być spójny w zakresie przed- i podyplomowym, żeby to kształcenie, zdobywanie umiejętności medyka wojskowego odbywało się nie tylko do czasu uzyskania przez niego dyplomu, ale obejmowało też podnoszenie kompetencji na dalszych etapach – mówi ekspert. – W ten sposób ścieżka rozwoju będzie dzięki temu bardziej atrakcyjna, będzie motywowała tych ludzi do służby, a jednocześnie będzie gwarantować Siłom Zbrojnym, że w ich szeregach będą się znajdowali najlepiej wykształceni, kompetentni medycy.

Jak podkreśla, dzięki ścisłej współpracy sektora wojskowego i cywilnego w ciągu pięciu–siedmiu lat można zmienić system kształcenia lekarzy na potrzeby wojskowości.

– Jeżeli przyjmiemy model rozwoju indywidualnego, czyli tworzenia osobnej uczelni na wzór Wojskowej Akademii Medycznej, tutaj należy przyjąć, że ta perspektywa układa się w dekady. Czy to będzie jedna, dwie, a może trzy dekady, wszystko jest interakcją różnego rodzaju czynników, na czele z potrzebami kadrowymi, ale też z zasobami materialnymi, jakie są niezbędne do tego, aby takie warunki uczelni stworzyć – ocenia ekspert.

Kwestia edukacji to niejedyny problem w budowaniu kadr medycznych na potrzeby Sił Zbrojnych. Tym, co przyczynia się do odpływu kadr, są też m.in. trudne warunki pracy, brak stabilnej ścieżki kariery oraz czynniki finansowe, bo wynagrodzenia lekarzy wojskowych są dużo mniej atrakcyjne niż te oferowane w sektorze cywilnym. W prywatnych placówkach medycznych i szpitalach cywilnych specjaliści mogą liczyć na znacznie wyższe zarobki, co powoduje, że wielu młodych lekarzy nie widzi sensu wiązania swojej kariery z armią.

 Lekarze wojskowi funkcjonują na takich samych zasadach jak kadra wojskowa, czyli kwestie dotyczące ich sytuacji materialnej są uregulowane przepisami odgórnymi. Nie jest tajemnicą, bo taka sytuacja ma miejsce we wszystkich krajach NATO, że uposażenie lekarzy wojskowych dalece odbiega od sytuacji, jaka występuje na lokalnym rynku medycznym. Dlatego żeby lekarze chcieli podejmować służbę w wojsku, trzeba im stworzyć warunki konkurencyjne do obowiązujących na tym rynku. Warunki związane m.in. z tym, w jakich miejscach pracują, jak te miejsca są wyposażone i jaka jest ścieżka ich osobistego rozwoju – mówi gen. broni prof. Grzegorz Gielerak.

źródło: Newseria.pl

W 2050 roku osób starszych w Polsce może być już blisko 12 mln, czyli będą one stanowić 40 proc. społeczeństwa. Postępujące starzenie się populacji stanowi wyzwanie w kontekście rozwoju opieki geriatrycznej i długoterminowej. Już teraz największym problemem w tych obszarach jest brak kadr. W najbliższych latach znaczna część personelu zatrudnionego w opiece długoterminowej przejdzie w wiek emerytalny. Bez odpowiednich działań podjętych już teraz niedobór kadry medycznej i opiekuńczej w opiece długoterminowej może już niedługo osiągnąć krytyczny poziom.

– Opieka długoterminowa mierzy się z bardzo dużymi wyzwaniami. Pierwszym filarem, który zabezpiecza opiekę długoterminową, są kadry, a z tym mamy problem – ocenia Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”. – Mamy trudną sytuację demograficzną związaną ze starzeniem się społeczeństwa. W związku z tym potrzebujemy więcej personelu do opieki długoterminowej.

Udział osób starszych w populacji mieszkańców Polski systematycznie rośnie. W 2023 roku liczba ludności Polski wynosiła 37,6 mln, w tym blisko 9,9 mln stanowiły osoby w wieku 60 lat i więcej. Według prognozy GUS populacja osób w wieku 65+ wzrośnie w 2060 roku do 11,8 mln i będzie ona stanowiła prawie 40 proc. ogółu ludności.

W starszym wieku rośnie nie tylko ryzyko chorób, ale także utraty sprawności w codziennym funkcjonowaniu. Raport GUS „Ludność w wieku 60+. Struktura demograficzna i zdrowie” podaje, że co trzecia osoba w wieku 65+ ma trudności z wykonywaniem czynności związanych z podstawową samoobsługą. W przypadku bardziej złożonych czynności potrzeba pomocy jest znacznie większa.

Z „Mapy potrzeb zdrowotnych na lata 2022–2026” Ministerstwa Zdrowia wynika, że w 2019 roku ze świadczeń pielęgnacyjnych i opiekuńczych w ramach opieki długoterminowej finansowanych ze środków NFZ skorzystało ok. 110 tys. pacjentów. To tylko niewielki odsetek faktycznie potrzebujących pomocy. W wielu przypadkach opiekę nad osobami starszymi przejmują ich rodziny, ale nie zawsze są w stanie sprostać temu wyzwaniu.

 Praca w opiece długoterminowej nie cieszy się dużym powodzeniem z wielu względów, jeden to wynagrodzenia, czyli sprawy finansowe. Tych zawodów w opiece długoterminowej jest wiele, poczynając od lekarzy o specjalności geriatria, poprzez pielęgniarki, również o specjalizacji geriatrycznej, ale także specjalizacji zachowawczej i innej, po personel pomocniczy. Tutaj jest duża zasługa opiekunów medycznych, którzy mogą pracować i mają wykształcenie zgodne do opieki długoterminowej – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Niestety personelu z opieki długoterminowej ubywa. Nie wynika to wyłącznie ze spraw finansowych, chociaż one niewątpliwie są bardzo ważnym czynnikiem, ale również ze starzenia się personelu medycznego, w tym lekarzy, pielęgniarek, ale także opiekunów medycznych, którzy wybierają ten zawód.

Opracowany przez resort zdrowia: „Kompleksowy przegląd możliwości tworzenia w szpitalach powiatowych ośrodków opieki długoterminowej oraz oddziałów geriatrycznych w Polsce” wskazuje, że średni wiek pielęgniarki w opiece długoterminowej to 50 lat, w tym ponad 14 proc. jest w wieku emerytalnym. Widoczna jest też silna dynamika starzenia się pielęgniarek na oddziałach geriatrycznych – średni wiek pielęgniarki wynosi 48 lat, w tym niemal 9 proc. jest w wieku emerytalnym.

NIK w raporcie „Funkcjonowanie medycznej opieki geriatrycznej” zwraca uwagę na strukturę wiekową personelu pielęgniarskiego w kontekście dużej dysproporcji w liczbie pielęgniarek mających kwalifikacje w zakresie geriatrii, opieki długoterminowej, opieki paliatywnej, pielęgniarstwa internistycznego i zachowawczego, a szczególnie na duży odsetek personelu w wieku powyżej 40 lat. Może to powodować, że w przyszłości będzie brakowało pielęgniarek, a co za tym idzie, że zaistnieje problem w zapewnieniu pacjentom w starszym wieku opieki na właściwym poziomie.

– Pielęgniarska opieka długoterminowa jest bardzo trudna. Często pielęgniarki muszą samodzielnie podejmować decyzje, być specjalistami w różnych dziedzinach: kardiologii, interny, pulmonologii i innych. Dlatego niewiele osób podejmuje się pracy w opiece długoterminowej. Ponieważ jest ona bardzo mało wynagradzana w tym systemie, pielęgniarki traktują ją raczej jako dodatkowe źródło dochodu, a podstawowym etatem jest oddział w leczeniu stacjonarnym. Jeżeli rezygnują z dodatkowego źródła zatrudnienia, jest to właśnie opieka długoterminowa, dlatego ten system w tej chwili jest tak mało obsadzony kadrami – tłumaczy prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

NIK przekonuje, że kluczowym problemem w rozwoju geriatrii w Polsce, dotychczas nierozwiązanym, pozostaje zbyt mała liczba personelu medycznego mającego kwalifikacje w tej dziedzinie. W 2021 roku specjalizację w dziedzinie geriatrii miało 532 lekarzy. Według profesora Tomasza Kostki, byłego konsultanta krajowego, docelowa liczba geriatrów powinna wynosić w Polsce 3 tys. lekarzy. Kwalifikację z zakresu geriatrii, opieki długoterminowej czy paliatywnej w tym samym czasie miało nieco ponad 11,1 tys. pielęgniarek.

– Na szczęście pielęgniarki wiekowe, bo tak należy powiedzieć, zabezpieczają w tej chwili opiekę długoterminową. Ale braki są bardzo duże – podkreśla Magdalena Osińska-Kurzywilk.

W listopadzie 2024 roku pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów protestowało kilka tysięcy pielęgniarek i położnych wspieranych przez ratowników medycznych oraz diagnostów medycznych. Reprezentanci pielęgniarek i położnych z całej Polski mówili o codziennych problemach, z którymi się borykają. We wszystkich wypowiedziach przewijał się problem braku kadr, do którego przyczyniają się ciężkie warunki pracy, brak lub nieprzestrzeganie norm zatrudnienia, nieuznawanie kompetencji i związana z tym niemożność zaplanowania ścieżki kariery zawodowej.

– Środowisko pielęgniarek i położnych jest w tej chwili bardzo podzielone. Część świadczeń, które wykonuje pielęgniarka, są finansowane z Ministerstwa Zdrowia i to są wszystkie świadczone usługi w zakładach czy w podmiotach leczniczych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, to są ZOL-e, ZPO, oddziały szpitalne, oddziały geriatryczne czy pielęgniarska opieka długoterminowa. Drugimi świadczeniami są świadczenia wykonywane m.in. w domach pomocy społecznej. Te pielęgniarki nie są już objęte podwyżkami, które dostały wszystkie osoby zatrudnione w podmiotach leczniczych. To spowodowało podział pielęgniarek i protesty – mówi prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

źródło: newseria.pl

Gwarancja ustalonej liczby specjalistów w odniesieniu do liczby pacjentów, aby polepszyć jakość leczenia i zagwarantować bezpieczeństwo pacjentom oraz lekarzom – to priorytet Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), który postuluje wprowadzenie norm minimalnego zatrudnienia lekarzy specjalistów w publicznych placówkach medycznych. – Naszym celem jest to, aby w szpitalach była stabilność kadrowa, aby pacjenci byli leczeni z najnowszymi osiągnięciami wiedzy medycznej – mówi przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat.
16 września odbyło się spotkanie przedstawicieli Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) z Ministerstwem Zdrowia. Tematem poruszanym podczas spotkania były normy zatrudnienia lekarzy na umowach o pracę w publicznej ochronie zdrowia.

Brak regulacji dotyczący minimalnej liczby lekarzy specjalistów na oddziałach szpitalnych zaburza system

Jak tłumaczy w rozmowie z Medicalpress przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat, lekarze nie mają norm zatrudnienia (poza anestezjologami, którzy wywalczyli je w czasie strajku) są tylko normy kontraktowania.

Nie będziemy tolerować przepisów, że wystarczą dwa etaty lekarzy specjalistów, aby oddział mógł uzyskać kontrakt z NFZ. I jak w takiej obsadzie można zapewnić ciągłość świadczeń? Na odpowiednim poziomie szkolić rezydentów, wypełniać dokumentację medyczną, oznaczać stopień refundacji leków, mieć czas dla pacjentów i zapewnić bezpieczeństwo pacjentom i sobie? To jest nierealne do wykonania – podkreśla.

W opinii przewodniczącej OZZL, opracowanie i wprowadzenie norm minimalnego zatrudnienia specjalistów na etacie w publicznych podmiotach leczniczych i zobowiązanych do udzielenia całodobowych świadczeń zdrowotnych ma być gwarantem specjalistycznego zabezpieczenia jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych oraz bezpieczeństwa dla pacjentów I lekarzy.

Dlatego chcemy opracować normy zatrudnienia w przeliczeniu na pacjenta w zależności od specjalizacji/czyli zabiegowe, niezabiegowe i psychiatria/ordynacja dzienna i dyżurowa, stopień referencyjności podmiotu. Chcemy opracować te normy we współpracy z MZ, dyrektorami szpitali a przede wszystkim z lekarzami, którzy pracują w takich patologicznych warunkach. Bo jak określić, że lekarz nierzadko rezydent na dyżurze ma pod opieką kilkadziesiąt pacjentów a w specjalistycznych szpitalach psychiatrycznych nawet 100 do 200 pacjentów? – pyta retorycznie Cebula-Kubat.

Wypracowanie norm to proces długotrwały, ale nie jest niemożliwy do zrealizowania
 
Jak podkreśla przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat, praca dotycząca wypracowania norm jest trudna i będzie długotrwała, ale nie jest niemożliwa.
 
Nie podam konkretnych liczb, ile chcielibyśmy, by było na pacjenta, bo to wymaga uszczegółowienia na podstawie wykonywanych analiz zatrudnienia. Naszym celem jest to, aby w szpitalach była stabilność kadrowa, aby pacjenci byli leczeni z najnowszymi osiągnięciami wiedzy medycznej i by pacjenci czuli się bezpiecznie. Z normami zatrudnienia wiąże się czas pracy, aby lekarze mogli pracować na jednym etacie, w bezpiecznych warunkach i za godziwą płacę – podsumowuje.

źródło: Medicalpress, autor: red. Katarzyna Redmerska
Nowotwory złośliwe stanowią jedno z najpoważniejszych wyzwań współczesnej medycyny, a sytuacja w Polsce jest szczególnie alarmująca. Według Krajowego Rejestru Nowotworów, liczba nowych zachorowań na raka dynamicznie rośnie. Obecnie, ponad miliom osób żyje w naszym kraju z chorobą nowotworową. Coraz bardziej dotkliwy staje się zatem niedobór kadry medycznej w dziedzinie onkologii. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, liczba lekarzy praktykujących ten zawód wynosi 1168 osób. Oznacza to, że średnio na jednego lekarza onkologa przypada rocznie tysiąc pacjentów, z czego 145 to nowo zdiagnozowani chorzy.
Co więcej, dane z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego pokazują, że w naborze na specjalizacje w
postępowaniu kwalifikacyjnym jesień 2023, co drugie miejsce w dziedzinie onkologii klinicznej pozostało wolne. W sześciu województwach na specjalizację zdecydowała się jedna osoba, a w województwie zachodniopomorskim – nikt.

– Niedobór kadr onkologicznych jest jednym z głównych problemów, z którymi mierzy się system opieki zdrowotnej. Priorytetem więc staje się inwestycja w zwiększenie liczby lekarzy, pielęgniarek i innych specjalistów w dziedzinach onkologii, dlatego te działania stanowią jeden z filarów Narodowej Strategii Onkologicznej – wskazuje prof. Piotr Rutkowski, pełnomocnik dyrektora NIO–PIB ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych.

Jednym z działań zmierzających ku zmianie tego stanu rzeczy jest powołanie w 2022 roku przez Narodowy Instytut Onkologii Studenckiego OnkoForum (SOF), którego celem jest promocja onkologii wśród adeptów medycyny.
Jedną z kluczowych inicjatyw Studenckiego Onko-Forum jest organizowana już po raz trzeci konferencja naukowa – SOF24.

– Chcemy obalić mit o bezradności onkologii. Dziś ta specjalizacja nie jest tą samą, którą my wybieraliśmy będąc na studiach. Dziś onkologia to symbol dynamicznego rozwoju w medycynie. Poprzez działania SOF pragniemy pokazać, że onkologia to także szansa na skuteczną pomoc dla wielu pacjentów. omawiając nowe możliwości i rozwiązania w walce z nowotworami i dając szansę na praktyczną naukę podczas warsztatów – mówi opiekun Studenckiego Onko-Forum profesor Marek Dedecjus, na co dzień kierujący Kliniką Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej w NIO.

– Podkreślając rolę konferencji, prof. Dedecjus zaznacza, że Onko-Forum nie tylko zachęca młodych ludzi do zainteresowania się onkologią jako dziedziną przyszłości, ale również stwarza im realne możliwości rozwoju naukowego i zawodowego – szczerze wierzę, że takim inicjatywom możemy mieć nadzieję na przeciwdziałanie niedoborowi kadr onkologicznych i poprawę jakości opieki nad pacjentami z chorobami nowotworowymi w Polsce – dodaje prof. Dedecjus.

Podczas wydarzenia prezentowane są najlepsze prace studenckie, a ich abstrakty zostają opublikowane w prestiżowym periodyku „Nowotwory. Journal of Oncology”. Co więcej, autorowi najlepszej pracy zostaje przyznany grant edukacyjny, umożliwiający wyjazd na doroczny kongres European Society of Medical Oncology (ESMO) – jedno z najważniejszych wydarzeń w dziedzinie onkologi w Europie. To, co wyróżnia SOF spośród innych inicjatyw, to wsparcie ze strony wybitnych polskich i zagranicznych autorytetów związanych z onkologią. Ich udział jako prelegentów na konferencji nadaje wydarzeniu międzynarodowy wymiar i dodatkową wartość edukacyjną.

– W tegorocznej edycji Studenckiego Onko-Forum swój udział potwierdzili między innymi profesor Thierry Philip, Przewodniczący Zarządu Instytutu Curie w Paryżu, oraz Profesor Matteo Lambertini, Przewodniczący Komitetu Młodych Onkologów Europejskiego Towarzystwa Onkologicznego (ESMO) oraz wiele autorytetów z polskich ośrodków onkologicznych w tym oczywiście z Narodowego Instytutu Onkologii – za co jesteśmy bardzo wdzięczni – mówi Paulina Kalman, prezeska SOF i studentka 5. roku medycyny na WUM.

Wśród przyczyn jakie młodzi ludzie podają jako te, które zniechęcają ich do wyboru onkologii są między innymi duże obciążenie psychiczne pracą i przeświadczenie, że rak to „wyrok”, z uwagi na brak skutecznych terapii.

– W mojej ocenie kluczowa jest zmiana narracji panującej wokół onkologii. Musimy przestać mówić tylko o walce czy wojnie i zacząć mówić o nadziei i szansie. Absolutnie nie umniejszam ciężarowi diagnozy choroby nowotworowej, ani temu z jak trudnymi emocjami wiąże się praca w tym zawodzie. Nie to jednak faktu, że ta dziedzina niesamowicie się rozwija i oferuje coraz to nowe metody leczenie, a co za tym idzie – szanse na wyleczenie. To ma znaczenie dla pacjenta, lekarza, i wreszcie, dla tych, którzy będą leczyć nas w przyszłości – czyli dzisiejszych studentów – zaznacza Rzeczniczka Prasowa Narodowego Instytutu Onkologii Monika Dzienyńska-Dyk — Zaczynając pracę w Instytucie usłyszałam: są rzeczy, których nie da się zrobić dopóki, ktoś nie wie, że się nie da i je zrobi. I tak właśnie, krok po kroku wspólnie ze studentami i ich mentorami z NIO, odczarowujemy onkologię, pokazując jak wiele można zrobić dzięki jej postępowi.

Tegoroczna konferencja to dwa intensywne dni, pełne wykładów i prelekcji, w których udział weźmie, zdalnie i osobiście w Centrum Konferencyjnym Narodowego Instytutu Onkologii, ponad 300 uczestników. Dużym zainteresowaniem wśród przyszłych onkologów cieszy się cześć warsztatowa, konferencji, podczas której studenci mają szansę ćwiczyć umiejętności praktyczne, tak ważne w dalszym rozwoju drogi zawodowej.

– Medycyna personalizowana to innowacyjna onkologia pozwalająca nam leczyć pacjenta w sposób precyzyjny, ukierunkowany na cechy charakterystyczne guza, a nie tylko na samo rozpoznanie narządowe choroby nowotworowej. To właśnie jest przyszłość tych, którzy dziś studiują a to oni są przyszłością polskiej onkologii, dlatego u nas w Instytucie zawsze będzie dla nich miejsce — podsumowuje dr hab. n. med. Beata Jagielska Dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Już jutro w Narodowym Instytucie Onkologii rozpocznie się Konferencja Studenckie OnkoForum 2024, najważniejsze wydarzenie w bogatym kalendarzu działań podejmowanych przez  SOF. 
https://www.facebook.com/StudenckieOnkoForum 

żródło: NIO-PIB
Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych przyjęło stanowisko popierające nowelizację obywatelskiego projektu ustawy o  zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.
Jesteśmy często pytani jako samorząd zawodowy o stanowisko w sprawie projektu obywatelskiego. Braliśmy udział w zbieraniu podpisów, wielu z nas podpisało się pod tym projektem. Dostrzegamy szereg problemów i wielokrotnie apelowaliśmy o pozytywne zmiany. Problem zmniejszania się liczby pielęgniarek, w wielu regionach stały już ich deficyt, szybki wzrost średniego wieku oraz nowe wyzwania, z którymi spotykają się pielęgniarki i położne w związku ze zmianami demograficznymi i rozwojem medycyny nie są fantazją, a realiami, z którymi mierzymy się w codziennej pracy – mówi Mariola Łodzińska, prezes NIPIP. – Celem jest zatrzymanie pielęgniarek z dużym doświadczeniem i kilkudziesięcioma latami pracy i równoczesne przyciągnięcie młodych. Bo oni zazwyczaj, jeśli podejmują prace w zawodzie, to w prywatnych podmiotach, a nie systemie publicznym.
 
Obowiązująca dzisiaj ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych doprowadziła do konfliktów w środowisku oraz stworzyła pracodawcom możliwość stosowania praktyki oszczędzania przez sztuczne obniżanie wymagań na poszczególnych stanowiskach bez związku z realnie wykonywanymi obowiązkami. W stanowisku czytamy: „Najważniejsze postulaty to zmniejszenie różnic płacowych bez pomijania kompetencji, czyli zarówno wykształcenia jaki i doświadczenia. Oba te aspekty są bardzo ważne w naszym zawodzie. Po drugie bardzo ważny jest postulat uznania wykształcenia posiadanego, a nie wymaganego na danym stanowisku.”
 
Zdaniem Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych zawody pielęgniarki i położnej są szczególnymi zawodami, ze względu na specyficzne warunki pracy, dbanie o bezpieczeństwo zdrowotne pacjenta podczas realizowania świadczeń zdrowotnych, dlatego organizacja i funkcjonowanie tych zawodów wymaga ujednolicenia rozwiązań systemowych, poprzez wprowadzenie motywacyjnego poziomu wynagrodzeń i zapobieganiu nierównościom w poszczególnych grupach wynagrodzeń.
 
 
Stanowisko nr 2 Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych z dnia 13 lutego 2024 r.
w sprawie poparcia nowelizacji obywatelskiego projektu ustawy o  zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych
 
Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych popiera propozycje zapisów zawartych w projekcie ustawy o  zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, który został złożony przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej w Sejmie RP.
 
W opinii Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych obywatelski projekt jest pożądaną i konieczną nowelizacją ww. ustawy, ze względu na sukcesywne i ostateczne zniwelowane różnic i dysproporcji w zakresie poziomu wynagrodzeń pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych. Ostatnia nowelizacja ustawy wprowadziła krzywdzące zasady wynagrodzeń, szczególnie wśród grupy pielęgniarek i położnych, które charakteryzują się bardzo dużym doświadczeniem zawodowym.
 
Zdaniem Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych zawody pielęgniarki i położnej są szczególnymi zawodami, ze względu na specyficzne warunki pracy, dbanie o bezpieczeństwo zdrowotne pacjenta podczas realizowania świadczeń zdrowotnych, dlatego organizacja i funkcjonowanie tych zawodów wymaga ujednolicenia rozwiązań systemowych, poprzez wprowadzenie motywacyjnego poziomu wynagrodzeń i zapobieganiu nierównościom w poszczególnych grupach wynagrodzeń.
 
Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych zwraca szczególną uwagę na właściwy przepis w projekcie ustawy, gdyż kryterium faktycznie posiadanych kwalifikacji na zajmowanym stanowisku, będą podstawą do ustalenia współczynników pracy dla danej grupy zawodowej. Niezwykle ważnym elementem będzie wniesienie przepisu gwarantującego przekazywanie środków finansowych na pokrycie wzrostu minimalnego wynagrodzenia wprowadzone przedmiotową ustawą, a także stworzenie mechanizmu podnoszenia wynagrodzeń zasadniczych pracowników w sposób ciągły, przez cały rok kalendarzowy.
 
 
źródło: NIPIP
Zapowiadany audyt nowych kierunków lekarskich, zwłaszcza tych bez pozytywnej opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej, coraz bliżej. Część środowiska lekarskiego oczekuje wprost ich likwidacji, ale czy to oczekiwanie realne? Uczelnie wykorzystują czas na ponowną weryfikację do wprowadzania działań naprawczych, które mają przekonać PKA do wydania w drugim podejściu pozytywnej opinii. Na decyzję czekają też studenci, którzy w razie potrzeby mają mieć zapewnioną alternatywę.
Wraz z nowym rokiem powrócił temat ponownej weryfikacji nowych kierunków lekarskich. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przypomina, że w Polsce wszystkich kierunków lekarskich działa 36, z czego 14 rozpoczęło kształcenie w październiku 2023 roku. Ze wspomnianych 14, aż 10 nie miało pozytywnej opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA).

Już na przełomie 2023 i 2024 roku nowy minister nauki informował, że planuje kontrole dotyczące kierunków lekarskich tworzonych w ostatnich latach na uczelniach, które nie miały doświadczenia w kształceniu na kierunkach medycznych. Dziś te plany nabierają rozpędu.
Jak informuje resort, kontrole będą w pierwszej kolejności obejmą uczelnie, które nie dostały pozytywnej opinii PKA oraz te, co do których pojawiły się skargi.

– Jest sporo zamieszania, jeśli chodzi o te kierunki lekarskie, mamy sporo skarg. To musi być zrobione spokojnie, żeby przede wszystkim nie ucierpieli studenci – mówi minister nauki Dariusz Wieczorek.

MNiSW informuje także, że kontrole powinny rozpocząć się w ciągu kilku tygodni, a nawet dni. W pierwszej kolejności resort sprawdzi i przeanalizuje dokumenty, które dotyczą spełnienia wymagań wynikających z opinii PKA.

Wszystkie uczelnie, które utworzyły kierunki lekarskie, zostaną sprawdzone przez PKA po roku funkcjonowania kierunku. Ministerstwo zastrzega, że jeśli w toku kontroli potwierdzi się, że niedociągnięcia kierunków bez pozytywnej opinii PKA nie zostały naprawione, będzie to podstawą do cofnięcia pozwolenia na prowadzenie studiów na tym kierunku. Resort nauki podkreśla jednak, że gdyby doszło do takiej sytuacji, studentom zostanie zapewniona alternatywa.

Prof. Gruchała: audyt po roku? To za późno
Prof. Marcin Gruchała, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM) i rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, mówi “Pulsowi Medycyny”, że informacje dotyczące nowo utworzonych w ostatnim czasie kierunków lekarskich bez pozytywnej opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej, jakie pojawiają się w przestrzeni informacyjnej, są póki co zdawkowe.

– Trudno na ich podstawie jednoznacznie wywnioskować, jakie są w tym zakresie plany Ministerstwa Zdrowia oraz resortu nauki na najbliższe miesiące czy tygodnie. Z jednej strony Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego informowało o planowanym audycie nowych kierunków lekarskich, które nie uzyskały akredytacji PKA, z drugiej nowe kierownictwo MZ zapewnia, że nie będą one wygaszane czy zamykane. Stanowisko KRAUM pozostaje w tym zakresie niezmienne: ze względu na liczne sygnały, napływające od studentów nowych kierunków lekarskich, mamy poważne wątpliwości, czy zachowana została należyta jakość kształcenia – mówi prof. Gruchała.

Jeśli zapadnie ostateczna decyzja o audycie kierunków lekarskich bez akredytacji PKA, to w ocenie prof. Gruchały powinien on zostać wykonany jak najszybciej.

– Zdecydowanie powinno mieć to miejsce wcześniej niż po roku funkcjonowania danego kierunku. Im dłużej będziemy zwlekać, tym większa będzie liczba osób studiujących lub zrekrutowanych na studia medyczne, a więc problem będzie narastał. Gdyby audyt wykazał konieczność zamknięcia któregoś z nowych kierunków lekarskich, uczelnie zrzeszone w KRAUM deklarują przyjęcie studentów z tych placówek. Studenci nie mogą ponosić negatywnych konsekwencji tego, że trafili na uczelnie niebędące w stanie spełnić wymogów określonych przez PKA i zapewnić odpowiednich standardów kształcenia – podkreśla prof. Gruchała.
Nie brakuje przy tym głosów, że progi umożliwiające przyjęcie na nowe kierunki lekarskie były niższe niż na uczelniach o ugruntowanej pozycji. Prof. Gruchała przypomina jednak, że są to młodzi ludzie, którzy zakwalifikowali się na studia.

– Są to osoby, które uzyskały status studentów, przechodząc przez proces rekrutacji, dzięki decyzjom podjętym przez państwowe instytucje – a te swoją powagą powinny gwarantować ich moc i ciągłość. Wraz ze statusem studenta uzyskały one więc prawo do dalszego kształcenia oraz jego weryfikacji według zasad jednolitych dla wszystkich uczelni – mówi rektor GUMed.

– Nawet jeśli taka decyzja zostałaby podjęta, nie sądzę, by zamknięte zostały wszystkie kierunki bez akredytacji PKA – są bowiem wśród nich takie, które z powodzeniem wdrażają działania naprawcze, tak aby spełnić standardy dotyczące jakości kształcenia – dodaje prof. Gruchała.

PKA zarzuca uczelniom głównie skromny dorobek naukowy kadry oraz braki w infrastrukturze
“Puls Medycyny” zwrócił się z prośbą o komentarz do trzech uczelni, które uruchomiły lub planują od kolejnego roku akademickiego kierunek lekarski, mimo że nie otrzymały pozytywnej opinii PKA: Politechniki Wrocławskiej, Akademii Tarnowskiej oraz Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu. Żadna z uczelni nie otrzymała jeszcze informacji o terminie ewentualnej kontroli. Politechnika Wrocławska spodziewa się ponownej oceny kierunku lekarskiego wiosną.

Dlaczego uczelniom odmówiono pozytywnej opinii PKA? W opublikowanej przez PKA uchwale Prezydium Komisji zarzuciło Politechnice Wrocławskiej, że uczelnia zaplanowała realizację niektórych zajęć w sposób utrudniający lub uniemożliwiający uzyskanie zaplanowanych efektów uczenia się. Chodzi np. o zajęcia z anatomii.

“Uczelnia wskazuje, że w planowanym programie studiów zapewni studentom kontakt z pacjentem już od pierwszych semestrów zajęć. Niemniej jednak każda obserwacja kliniczna w zakresie anatomii powinna być poprzedzona uzyskaniem wiedzy i umiejętności z tego zakresu podczas pracy na zwłokach i preparatach utrwalonych. Ponadto, zajęciom z anatomii prawidłowej z elementami anatomii topograficznej przypisano treści, które powinny być realizowane na zajęciach z histologii i cytofizjologii wskutek czego liczba godzin zajęć z anatomii prawidłowej z elementami anatomii topograficznej może być zbyt mała na uzyskanie zaplanowanych efektów uczenia się” – czytamy w uchwale PKA.

Jak zaznacza PKA, uczelnia nie przedstawiła też informacji o miejscu i organizacji zajęć w prosektorium. Inne zarzuty dotyczą kadry (w dużej mierze posiadającej dorobek w naukach innych niż medyczne), braku infrastruktury czy warunków rekrutacji. Według PKA istnieje ryzyko, że nie zapewniają one przyjęcia na studia osób posiadających odpowiednią wiedzę i umiejętności.

W przypadku Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu, jak informuje uczelnia, zarzuty dotyczyły przede wszystkim kadry, jej skromnego dorobku naukowego, albo niedostatecznego doświadczenia zawodowego. Zarzuty dotyczyły także niedostatecznej infrastruktury.

– W obu tych kwestach podjęliśmy działania naprawcze – zapewnia prodziekan Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu dr n. o zdr. Urszula Cisoń-Apanasewicz.

Nabór na kierunek lekarski w Akademii Tarnowskiej planowo ma rozpocząć się wiosną latem 2023/2024. Studia na uczelni ma rozpocząć 60 osób.

– PKA wskazała kilka zarzutów, m.in.: nie prowadzenie przez pracowników Uczelni badań w dyscyplinie nauki medyczne, brak dołączonego do wniosku dziennika praktyk, nie wskazanie minimalnej liczby punktów (progu) podczas rekrutacji, czy brak podręczników (lub nieaktualne) w uczelnianej bibliotece. Ponadto wątpliwości PKA wzbudziły zbyt podobne efekty uczenia dla zajęć do wyboru: anatomii funkcjonalnej i anatomii palpacyjnej oraz braki w infrastrukturze. Część zarzutów straciła już moc w wyniku działań podjętych przez uczelnię. Prace nad usunięciem pozostałych zostały już ukończone – informuje Piotr Kopa, rzecznik Akademii Tarnowskiej.

Akademia Tarnowska: złożyliśmy wniosek o możliwość prowadzenia kierunku lekarskiego, bo jesteśmy do tego przygotowani
Czy uczelnie obawiają się wygaszenia już uruchomionych kierunków lekarskich lub tych, które mają rozpocząć rekrutację w nowym roku akademickim? Przedstawiciele tych, których poprosiliśmy o komentarz, zgodnie przyznają, że nie.
– Jesteśmy przygotowani do prowadzenia kierunku lekarskiego, w przeciwnym razie nie składalibyśmy wniosku o możliwość prowadzenia kształcenia na tym kierunku. Warto już na wstępie podkreślić, że zdecydowaliśmy się nie otwierać w tym roku akademickim naboru na ten kierunek z troski o jakość kształcenia, dobro studentów, a w konsekwencji także dobro pacjentów. Widząc jak duże kontrowersje towarzyszyły wdrażaniu tego projektu w innych ośrodkach uznaliśmy, że wszystko musi zostać dopięte na ostatni guzik aby rozwiać wszelkie ewentualne wątpliwości – mówi Piotr Kopa z Akademii Tarnowskiej.

Przypomina przy tym, że w przygotowaniach do uruchomienia kierunku lekarskiego Akademii Tarnowskiej pomaga nam to, że od ponad 20 uczelnia lat kształci na kierunkach medycznych (fizjoterapia, pielęgniarstwo, położnictwo).

– Mówimy o kierunkach bardzo dobrze ocenianych przez Polską Komisję Akredytacyjną, z doskonałą kadrą, bardzo dobrym zapleczem, których studenci zdobywają laury najbardziej prestiżowych konkursów wiedzy i doskonale radzą sobie na rynku pracy. Obecnie najistotniejszą dla nas kwestią jest przygotowywane porozumienie z wiodącym akademickim ośrodkiem medycznym, który objąłby nasz kierunek lekarski opieką merytoryczną. Rozmowy trwają, są zaawansowane i mamy nadzieję niebawem przekazać dobre informacje w tym względzie – dodaje Piotr Kopa.

Jak dodaje, uczelnia kończy prace związane z rozbudową infrastruktury: chodzi o nowy budynek dla Wydziału Lekarskiego, wnioskuje też o potrzebne dofinansowanie z KPO. Ponadto uczelnia skompletowała potrzebną kadrę i posiada porozumienia ze szpitalami z regionu, gdzie odbywałaby się część zajęć dydaktycznych i klinicznych.
Politechnika Wrocławska: zatrudniamy starannie dobraną i doświadczoną kadrę, spokojnie czekamy na audyt PKA

Na Politechnice Wrocławskiej medycynę studiuje 60 osób.

– Na potrzeby nowego wydziału zaadaptowaliśmy zabytkowy budynek przedwojennego wrocławskiego szpitala projektu Maxa Berga. Inwestycja objęła przygotowanie pomieszczeń i pracowni dydaktycznych, a także stworzenie nowoczesnego Centrum Symulacji Medycznej oraz kilku laboratoriów. Obecnie dysponujemy m.in. najnowocześniejszym w Polsce Laboratorium Mikroskopii Wirtualnej, w którym studenci uczą się histologii. (…) Nasi studenci mają w sumie dostęp do kilku milionów preparatów histologicznych – mówi dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, prof. nadzw. PWr, dziekan Wydziału Medycznego PWr.

Uczelnia planuje też doposażenie kluczowych pracowni dydaktycznych w ramach dwóch katedr oraz wspomnianego Centrum Symulacji Medycznej. Dr Dariusz Jagielski informuje też, że od I semestru dla studentów prowadzone są zajęcia praktyczne w wielospecjalistycznych szpitalach partnerskich PWr.

– Na wydziale zatrudniliśmy i wciąż zatrudniamy starannie dobraną i bardzo doświadczoną kadrę medyczną. Np. nauki kliniczne prowadzone będą przez specjalistów większości specjalizacji medycznych. Aktualnie pracuje u nas 72 nauczycieli akademickich, w tym 13 profesorów tytularnych i 19 profesorów uczelni. Za chwilę zmodernizujemy i doposażymy siedem kolejnych pracowni, w tym pomieszczenia dla Katedry Nauk Przedklinicznych, Farmakologii i Diagnostyki Medycznej oraz Katedry Nauk Społecznych i Chorób Infekcyjnych – podkreśla dr Jagielski.

– Spodziewamy się, że kolejna ocena kierunku będzie przeprowadzona przez Polską Komisję Akredytacyjną jeszcze wiosną. Jesteśmy do niej dobrze przygotowani. Biorąc pod uwagę nasze zaangażowanie, skalę poczynionych inwestycji oraz podjęte działania, jesteśmy spokojni, że otrzymamy pozytywną ocenę PKA – dodaje.

Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu: staramy się o własne prosektorium
Na Wydziale Lekarskim i Nauk o Zdrowiu Akademii Nauk Stonowanych w Nowym Sączu w roku akademickim 2023/2024 naukę na kierunku lekarskim rozpoczęło 50 studentów.

– Podejmując decyzje o uruchomieniu kierunku lekarskiego dokładnie przeanalizowaliśmy czy nasza baza pozwala na osiągniecie efektów uczenia się przypisanych do tego kierunku. Podjęliśmy współpracę z np. z Uniwersytetem Radomskim, w którym znajduje się nowoczesne prosektorium i nasi studenci uczą się anatomii. Podpisaliśmy porozumienie z Intercardem sp. z o. o., w którym powstało nowoczesne Wirtualne Laboratorium Serca i Naczyń wyposażone w system urządzeń opartych o modelowanie i wizualizację 3D struktur anatomicznych, umożliwiające nauczanie anatomii poprzez cyfrową symulację obrazów na bazie preparatów medycznych, obrazów radiologicznych i użycia w czasie rzeczywistym urządzeń do obrazowania medycznego (np. USG). Jest to unikalny, nowatorski sposób nauczania anatomii, pozostając komplementarnym do tradycyjnego nauczania z zastosowaniem preparatów – mówi prodziekan Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Akademii Nauk Stonowanych w Nowym Sączu dr n. o zdr. Urszula Cisoń-Apanasewicz.

Podkreśla przy tym, że system nie zastąpi tradycyjnej nauki z zastosowaniem preparatów, stanowi jednak wsparcie edukacyjne.
– Zintegrowane aplikacje do nauki anatomii powstałe w oparciu o anatomiczne modele 3D i realne badania obrazowe skanów ciał człowieka, umożliwiają wyświetlanie obrazów w realnej wielkości ciała i organów człowieka, również w formie wirtualnych stołów anatomicznych, czy wirtualnych sekcji – mówi.

Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu informuje również o zaplanowanym doposażaniu bazy dydaktycznej w sprzęt oraz jej rozbudowie. Nowy obiekt ma zostać oddany do użytku do końca 2025 r.
– Jednocześnie w celu przyspieszenia uruchomienia własnego prosektorium, (…) podjęto decyzję o lokalizacji prosektorium w istniejącym obiekcie dydaktycznym znajdującym się w Kampusie Dydaktyczno-Sportowym, gdzie również usytuowany jest Wydział Lekarski i Nauk o Zdrowiu. Podpisano umowę z firmą architektoniczną na wykonanie programu funcjonalno-użytkowego adaptacji istniejącego budynku ANS w Nowym Sączu na cele prosektorium – podkreśla dr n. o zdr. Urszula Cisoń-Apanasewicz.

Prace związane z adaptacją i wyposażeniem budynku mają rozpocząć się w II kwartale 2024. Oddanie prosektorium do użytku nastąpi najpóźniej do końca 2024 roku.
Emilia Grzela

źródło: infoWire, Puls Medycyny

Czy mamy do czynienia z pogorszeniem jakości kształcenia kadr medycznych? W jaki sposób zachęcić młodych, by składali papiery na uczelnie medyczne, a farmaceuci nie odchodzili z zawodu? Z jakimi wyzwaniami zmierzą się w najbliższych latach pielęgniarki i położne? Co pozostaje złotą zasadą kształcenia? – na te pytania szukali odpowiedzi eksperci podczas konferencji prasowej „Wyzwania w medycynie na rok 2024”.
Jednym z podjętych podczas spotkania zorganizowanego przez „Puls Medycyny” tematów był temat kształcenia kadr medycznych. Postawiono diagnozę, ale też wskazano na wyzwania, które stoją przed studentami, wykładowcami i szerzej – całym systemem ochrony zdrowia.

Prof. Stojko, prorektor ds. studiów i studentów Śląskiego Uniwersytetu Medycznego podkreślił, że na zagadnienia dotyczące kadr medycznych można spojrzeć z punktu widzenia zapotrzebowania na kształcenie oraz jakości samych studiów, czyli m.in. kompetencji nauczycieli akademickich czy dostępnych zasobów dydaktyczno-naukowych. 

„Musimy sobie zdawać sprawę, że uczelnie, które od dawien dawna kształcą lekarzy, mówiąc trywialnie: nie są z gumy” – zaczął profesor.

Dodał, że dysponują one ograniczoną liczbą miejsc dla studentów. Z drugiej strony coraz bardziej odczuwalny jest brak nauczycieli akademickich. Przypomniał, że pierwsze trzy lata medycyny to faktycznie nauka teorii, a nie praca przy łóżku pacjenta, dlatego tak ważne jest zapewnienie dydaktyków, którzy posiadają doświadczenie, kompetencje i wiedzę. Gra toczy się o to, by osoba, która opuszcza mury uczelni była „pełnowartościowym pracownikiem ochrony zdrowia”. Niepokojące jest to, że młodzi ludzie nie garną się do tego, by pozostawać na uczelniach i pracować ze studentami. 

„Niestety odsetek osób, który podejmuje ten trud, a następnie – wcześniej bądź później rezygnuje – jest bardzo duży” – zaznaczył prof. Stojko. Dochodzi też fakt, że kadra dydaktyczna, podobnie jak społeczeństwo, starzeje się.

Eksperci zgodzili się, że wielkim wyzwaniem jest zapewnienie wysokiej jakości kształcenia. Istotne jest to, by studenci i wykładowcy mieli dostęp do nowoczesnych metod kształcenia, pomocy dydaktycznych, dobrze wyposażonych sal i nowoczesnej infrastruktury. Ale to jeszcze nie wszystko, by z uczelni wychodzili dobrze wykształceni ludzie. Jedna rzecz musi temu przyświecać i pozostać złotą zasadą kształcenia – bezpośrednia praca z pacjentem. 

Czeka nas spadek jakości kształcenia?
Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów zwrócił uwagę na ostatnie kontrowersje wokół tworzenia nowych uczelni medycznych. Niektóre z nich nie otrzymały pozytywnej oceny Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Pojawiły się dysproporcje w jakości kształcenia przyszłych medyków, bo nowe uczelnie często nie posiadają wystarczających zasobów dydaktycznych i infrastrukturalnych (trzeba np. dojeżdżać na zajęcia do prosektorium ponad 200 km, nie ma mikroskopów, odbywają się tylko wirtualne zajęcia z anatomii), brakuje też nauczycieli akademickich, a ci którzy prowadzą zajęcia – zdarza się – że nie posiadają odpowiednich kompetencji. Równocześnie Goncerz przypomniał, że pojawiły się nowe standardy kształcenia, które znoszą limit dotyczący liczebności grup, w szczególności grup klinicznych, w których pracują studenci „idąc do pacjenta”. Do niedawna jeszcze takie grupy nie przekraczały sześciu osób i to pozwalało zachować komfort pracy. Teraz takiego limitu nie ma. Dopiero na ostatnim roku pojawia się ograniczenie dla takich grup do pięciu osób, a w uzasadnionych przypadkach – do ośmiu. 
Kolejny problem? Od trzeciego roku zaczynają się zajęcia kliniczne, a nowe standardy – jak zauważył przewodniczący Porozumienia Rezydentów – dopuszczają, że mogą się one odbywać w całości w centrach symulacji.

„Jeśli dobrze rozumiem, można spełniać standardy kształcenia prowadząc zajęcia w dwudziestoosobowej grupie w centrum symulacji” – podsumował.

Prof. Stojko odniósł się do tego wskazując, że uczelnie mają rzeczywiście „pewną dowolność, jeżeli chodzi o kształtowanie konkretnego programu i rozłożenie akcentów”, ale chodzi tutaj o uczenie praktycznych umiejętności przyszłych medyków. Powstaje jednak pytanie. Czy nowoczesna technologia wystarczy, by oddać pacjentom świetnie przygotowanego do pracy lekarza? 

„(Studia – przyp. red.) zaczynamy od praktycznej nauki przedmiotów związanych z podstawami medycyny (…) Ciało ludzkie jest najlepszym atlasem anatomicznym, jeżeli chodzi o naukę. Żaden stół anatomiczny tego nie zastąpi, mimo że mówimy o technice, warstwowym obrazie” – zaznaczył ekspert.

Dodał, że na początku rzeczywiście był zachwyt nad tymi wszystkimi rozwiązaniami technologicznymi, ale najważniejszy jest kontakt z żywym człowiekiem. Wartością tych nowoczesnych rozwiązań jest oczywiście stworzenie interprofesjonalnego zespołu. 

„Staraliśmy się połączyć pielęgniarkę, położnika, diagnostę laboratoryjnego, farmaceutę i dać im pewne zadanie. To kwestia na razie na poziomie centrów symulacji. To jest początek. Próbujemy tego nauczyć. A jak to będzie wyglądać, życie pokaże” – podsumował prof. Stojko.

Równia pochyła w kształceniu?
Zdaniem ekspertów jakość kształcenia będzie spadać. Należy się tym zająć w tej chwili, by pacjentem zajmowali się jedynie dobrze wyedukowani specjaliści. Ostatecznie chodzi przecież o to, by to pacjent czuł się bezpieczny.

Kto zastąpi pielęgniarki i położne odchodzące na emeryturę?
Dr n. med. Anna Janik, położna i wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych zwróciła uwagę, że w ciągu najbliższych pięciu lat staniemy przed dużym wyzwaniem – wiele pielęgniarek i położnych osiągnie wiek emerytalny i odejdzie z zawodu. 

„Na pielęgniarstwie jest bardzo dużo osób już będących w systemie ochrony zdrowia. To nie będzie takie zastąpienie ich wprost” – wyjaśniła wiceprezes NRPiP.

To są często ratownicy medyczni, farmaceuci, dietetycy, opiekunowie medyczni. Ponadto te młode osoby, które kończą pielęgniarstwo wcale nie chcą pracować w szpitalach, wolą zajmować się pacjentami w poradniach. Nowe pokolenie ma też większy problem z kontaktem z pacjentem. A tutaj chodzi o zdobywanie praktycznych umiejętności. 

„My rozpoczynaliśmy praktyki po I semestrze nauki” – wspomina wiceprezes NRPiP. 

Apteka – atrakcyjne miejsce pracy?
Również apteka stała się mniej atrakcyjnym miejscem pracy. Z ok. 35 tys. farmaceutów w aptekach ogólnodostępnych i szpitalnych pracuje 25 tys. Spada też liczba studentów farmacji, a ci którzy podejmują pracę, często z niej rezygnują. Dlaczego? 

Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej przypomniała, że ta praca nie polega tylko na dyspensowaniu leków (wydawaniu), ale także na ich przygotowywaniu, dbaniu o ich jakość, standardy wytwarzania, a w szpitalu na pracy w zespołach interdyscyplinarnych. Wielu z nich jednak odchodzi z aptek, bo nie widzi ścieżki rozwoju zawodowego, wypala się. Podejmuje pracę w hurtowniach farmaceutycznych, badaniach klinicznych, szpitalach. W tym ostatnim miejscu zmniejszono normy ich zatrudniania (1 farmaceuta na 100 łóżek). Młodzi farmaceuci – jak przekazała prezes NRA – liczą na to, że w końcu ich potencjał zostanie w systemie wykorzystany. Tym bardziej, że ich zawód cieszy się sporym zaufaniem społecznym. Chcieliby oferować pacjentom dodatkową opiekę farmaceutyczną: przegląd lekowy; wsparcie pacjenta, gdy lekarz zaleca nowy lek; usługę „drobne dolegliwości” czy wykonywać szczepienia.

„Jeżeli umożliwimy rozwój zawodowy farmaceutom, to młode osoby będą podejmowały studia na kierunku farmacja” – uważa Piotrowska-Rutkowska.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Zauważalna jest tendencja starzenia się kadry medycznej w systemie ochrony zdrowia. Wyzwaniem staje się racjonalne planowanie rozwoju kadr medycznych i zachęcenie odpowiedniej liczby osób do kształcenia na kierunkach medycznych – czytamy w analizie GUS.
Osoby uprawnione do wykonywania zawodów medycznych

W 2022 r. prawo wykonywania zawodu posiadało 310,0 tys. pielęgniarek, 41,1 tys. położnych, 37,9 tys. farmaceutów i 17,9 tys. diagnostów laboratoryjnych. W wartościach bezwzględnych, w stosunku do 2021 r., najbardziej wzrosła liczba pielęgniarek – o 4,2 tys.

Podobnie jak w roku poprzednim, również w 2022 r. zaobserwowano feminizację zawodów pielęgniarek i położnych. W 2022 r. wśród pielęgniarek posiadających prawo wykonywania zawodu odsetek kobiet wyniósł około 97,2%.
W grupie pielęgniarek i położnych widoczne były zmiany w strukturze wiekowej. Nadal obserwujemy wzrost liczby pielęgniarek w wieku 50 lat lub więcej oraz do 39 lat. W 2022 roku najwięcej pielęgniarek uprawnionych do wykonywania zawodu było w wieku 50-59 lat – 98,0 tys., jednak kolejną liczną grupą są pielęgniarki w wieku 60-69 lat (79,2 tys.) i 40-49 lat (55,3 tys.).

Podobnie jak w poprzednim roku, najmniej liczną grupę stanowiły pielęgniarki w wieku 80 lat lub więcej (1,7 tys.) i do 29 lat – 22,5 tys. W 2022 r. pielęgniarek w grupie wieku 70 lat lub więcej było prawie 27,2 tys., co stanowiło 8,7% ogólnej liczby osób z uprawnieniami do wykonywania zawodu pielęgniarki (5,9% w roku poprzednim).
Wśród pielęgniarek zaobserwowano zróżnicowanie struktury wieku mężczyzn i kobiet: wśród mężczyzn dominował udział osób w dwóch grupach wieku: 30-39 lat (powyżej 30% w obu analizowanych latach) i 40-49 lat (powyżej 28%), podczas gdy wśród kobiet zdecydowanie dominowały osoby w wieku 50-59 lat (około 32% w obu analizowanych latach).

Podobne tendencje jak w roku poprzednim wystąpiły w strukturze wieku położnych. W roku 2022 najliczniejsza była grupa położnych w wieku 50-59 lat – 12,1 tys., a ich udział w ogólnej liczbie położnych wynosił 29,5% (we wcześniejszych latach ponad 30%). Drugą pod względem liczby położnych była grupa w wieku 60-69 lat – 9,1 tys., co stanowiło 22,2% udziału. Natomiast najmniej liczna była grupa położnych w wieku 70 lat lub więcej – około 3,3 tys. (2,2 tys. w roku poprzednim). Położnych w wieku 30–39 lat było 4,9 tys. osób, co stanowiło 12% wszystkich osób uprawnionych do wykonywania tego zawodu.

Zdecydowaną większość wśród osób wykonujących zawód położnej stanowiły kobiety (99,8% kobiet w obu analizowanych latach). Całkowita liczba mężczyzn wykonujących w 2022 r. ten zawód wyniosła 78 osób, w 2021 r. – 76, dlatego dane mężczyzn z tej grupy zawodowej zostały ograniczone do danych ogólnych.

Personel medyczny pracujący bezpośrednio z pacjentem

Populacja uprawnionych do wykonywania wybranych zawodów medycznych w Polsce obejmuje wszystkie osoby mające takie prawo, bez względu na status na rynku pracy i miejsce pracy, dlatego bardziej miarodajną informacją w odniesieniu do dostępności personelu medycznego jest liczba osób pracujących bezpośrednio z pacjentem.

Spośród pielęgniarek pracujących bezpośrednio z pacjentem największą ich liczbę odnotowano w 2022 r. w województwach: mazowieckim (34,9 tys.) i śląskim (25,0 tys.). Najniższa liczba pielęgniarek pracująca bezpośrednio z pacjentem wystąpiła w województwach najmniejszych: lubuskim (4,1 tys.) i opolskim (4,7 tys.).

Największa liczba pielęgniarek pracujących bezpośrednio z pacjentem w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców w 2022 r. wystąpiła w województwach: świętokrzyskim (69,0), lubelskim (67,7) i podkarpackim (64,5), a najmniejsza w województwach: pomorskim (45,9), lubuskim (46,6) i wielkopolskim (47,8). Średnia dla Polski wyniosła 57 pielęgniarek na 10 tys. mieszkańców.

Wśród położnych najwięcej osób pracowało z pacjentem w 2022 r. w największych województwach: mazowieckim (4,8 tys. osób), śląskim (3,3 tys.) i wielkopolskim (2,8 tys.), a najmniej w lubuskim (0,5 tys. osób), opolskim oraz w warmińsko-mazurskim (po 0,6 tys. położnych).

W odniesieniu do liczby kobiet mieszkających w województwie – najwięcej położnych wystąpiło w 2022 r. w województwach: podkarpackim (17,1 osób na 10 tys. kobiet) i podlaskim (16,9), a najmniej w województwach: lubuskim (10,7) oraz pomorskim i warmińsko-mazurskim (odpowiednio 11,7 i 11,8). Średnia dla Polski wyniosła 14 położnych na 10 tys. kobiet.

W przypadku diagnostów laboratoryjnych (średnia dla Polski 3,3 w 2022 r.) i farmaceutów (średnia dla Polski 7,5 w 2022 r.) nie ma istotnych różnic pomiędzy średnią osób pracujących z pacjentem w tych zawodach medycznych a liczbą osób w poszczególnych województwach w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców.

W przypadku fizjoterapeutów średnia dla Polski na 10 tys. mieszkańców w 2022 r. wyniosła 9,3 osób (wzrasta z roku na rok), przy czym najwyższy wskaźnik odnotowano w województwie podkarpackim (prawie 16 osób), a najmniejszy w wielkopolskim (5 fizjoterapeutów na 10 tys. mieszkańców).

Liczba osób pracujących bezpośrednio z pacjentem w zawodzie farmaceuty w ostatnich trzech latach (2020–2022) utrzymuje się na tym samym poziomie (powyżej 28 tys. farmaceutów).
Największą liczbą bezwzględną farmaceutów pracujących w aptekach i punktach aptecznych w 2022 r. charakteryzowało się największe województwo: mazowieckie – ponad 4 tys. osób, natomiast najmniejszą województwa o najmniejszej liczbie mieszkańców: opolskie – 661 osób i lubuskie – 582 osoby.

Pełniejszy obraz przedstawia analiza liczby farmaceutów w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców w poszczególnych województwach. Wskaźnik ten był najwyższy w województwach: łódzkim i lubelskim – wyniósł 9 farmaceutów na 10 tys. mieszkańców, najniższy natomiast w województwie warmińsko-mazurskim (5 osób), przy czym średni wskaźnik dla Polski wyniósł w 2022 r. 7,5.

Podobnie jak w grupie osób posiadających prawo wykonywania zawodu pielęgniarki i położnej, odnotowano dominujący udział kobiet wykonujących ten zawód i pracujących bezpośrednio z pacjentem, znacznie wyraźniejszy wśród położnych (prawie 99,8% kobiet w obydwóch latach) niż wśród pielęgniarek, gdzie kobiety stanowiły blisko 96,8% w 2022 r. – o 0,2 p. proc. mniej niż w 2021 r.

Wśród kobiet wykonujących pracę pielęgniarki najliczniejszą grupą były osoby w wieku 50–59 lat, które stanowiły 40% w 2022 r. i 38,8% rok wcześniej. Natomiast wśród mężczyzn dominują osoby w wieku 30–39 lat (33,4%, o 0,1 p. proc. więcej niż przed rokiem).

Całkowita liczba mężczyzn pracujących bezpośrednio z pacjentem wykonujących zawód położnej w 2022 r. wynosiła 61 osób, w 2021 r. – 57. Najliczniejszą grupą wśród położnych kobiet pracujących bezpośrednio z pacjentem w 2022 r. były osoby w wieku 50-59 lat (35,5%, rok wcześniej – 35,9%). Wśród farmaceutów pracujących bezpośrednio z pacjentem przeważają kobiety, w ostatnich 3 latach (2020-2022) ich udział w każdym roku wynosił około 83%.

W grupie pielęgniarek średni wiek osoby pracującej bezpośrednio z pacjentem w 2022 roku wynosił 50 lat. Wśród mężczyzn był on zdecydowanie niższy (ok. 41 lat) niż wśród kobiet (50 lat).

Średni wiek ogółu położnych pracujących z pacjentem w 2022 r. wynosił 47 lat (46 lat w roku poprzednim). Ze względu na ogromną dominację kobiet w zawodzie położnej podobnie wyglądał średni wiek kobiet w 2022 r., który wyniósł około 47 lat i był wyższy niż przeciętny wiek mężczyzn (38 lat).

Wyjaśnienia metodyczne

W odniesieniu do czterech zawodów medycznych: lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych zastosowano wyniki analizy źródeł administracyjnych, w tym głównie rejestrów. Ta metoda pozwoliła na uzyskanie danych wynikowych o znacznie lepszej jakości niż dotychczas stosowane. Prezentowane dane odnoszą się do stanu na dzień 31 grudnia 2022 r., z wyjątkiem danych o absolwentach kierunków medycznych, gdzie wykorzystane zostały dane za rok akademicki 2021/2022.

Dane na temat kadry medycznej pochodzą z Ministerstwa Zdrowia (w tym dane z Ministerstwa Obrony Narodowej), Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz GUS. Dane o kadrze pracującej bezpośrednio z pacjentem dotyczą osób pracujących w placówkach opieki zdrowotnej a także w żłobkach, klubach dziecięcych i domach pomocy społecznej, gdzie świadczona praca uznawana jest jako wykonywanie zawodu medycznego, bez względu na formę zatrudnienia (samozatrudnienie, umowa o pracę, umowa cywilno-prawna). Każdy pracownik jest liczony tylko raz, w głównym miejscu pracy.

Ze względu na niepełną realizację obowiązku statystycznego przez podmioty lecznicze, szczególnie praktyki zawodowe, dane dotyczące osób pracujących z pacjentem mogą być niższe niż stan faktyczny. Dlatego, w wyniku przeprowadzonych prac metodologicznych, dane dotyczące lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych za lata 2020, 2021 i 2022 zostały oszacowane w oparciu wyłącznie o źródła administracyjne, w tym rejestry. Dane te są nieporównywalne z danymi publikowanymi wcześniej.

W pracach nad algorytmem, służącym do oszacowania liczby lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych wykorzystano następujące źródła administracyjne:
W pracach wykorzystano także zbiory opracowane w GUS na potrzeby innych badań statystycznych, np. zbiór BJS (Baza Jednostek Statystycznych), co pozwoliło na uniknięcie powielania części prac.

Źródło informacji: Kurier mp.pl

Dobiega końca projekt „Rozwiń skrzydła – pomóż sobie i innym. Wsparcie dla Ukrainek z branży medycznej” realizowany przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą w ramach kampanii społecznej „Partnerstwo i Zatrudnienie”. W ramach projektu 20 pielęgniarek, lekarek i położnych z Ukrainy zostało objętych kompleksowym wsparciem na drodze do podjęcia pracy w zawodzie w polskim systemie opieki zdrowotnej.
Projekt „Rozwiń skrzydła – pomóż sobie i innym. Wsparcie dla Ukrainek z branży medycznej” obejmował intensywny kurs z podstaw medycznego języka polskiego, cykl szkoleń na temat życia i pracy w Polsce, pracę z doradcą zawodowym oraz wsparcie pełnomocnika w uzyskaniu prawa do wykonywania zawodu na terenie RP. Szczególnie ten ostatni punkt okazał się bardzo pomocny.

Mimo ułatwień w dostępie do zawodów medycznych dla obywateli Ukrainy, procedury są bardzo długie i trwają nawet rok. „Złożyłam dokumenty do Ministerstwa Zdrowia w sierpniu 2022 i od poł roku nie miałam informacji odnośnie mojej sprawy. Przy pomocy Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej udało się uzupełnić brakujące dokumenty i już po miesiącu otrzymałam zgodę Ministra Zdrowia na wykonywanie zawodu pielęgniarki” – podkreśla pani Iryna, jedna z uczestniczek Projektu.

 
W ramach projektu zorganizowana została także wizyta studyjna w Szpitalu Wolskim im. Dr. Anny Gostyńskiej, w trakcie której pielęgniarki i lekarki zwiedziły szpitalne oddziały, SOR, gabinet zabiegowy, a także przychodnię przyszpitalną. Celem było zapoznanie Uczestniczek Projektu z funkcjonowaniem odmiennego od ukraińskiego systemu opieki zdrowotnej w Polsce w praktycznym wymiarze oraz poznanie od wewnątrz pracy swoich koleżanek i kolegów.

Po zakończeniu kursu językowego i cyklu szkoleń odbyło się uroczyste wręczenie zaświadczeń, potwierdzających uczestnictwo w projekcie. Projekt zainicjowany i realizowany przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą przy wsparciu finansowym Kulczyk Foundation w ramach projektu „Cześć, dziewczyny!”

źródło: PUIG
Pod względem liczby pielęgniarek przypadających na 1000 mieszkańców Polska jest w ogonie Europy. Do wykonywania tego zawodu zniechęcają m.in. niskie zarobki, trudne warunki pracy i choroby zawodowe. Średnia wieku pielęgniarek i położnych jest wysoka, a młode osoby niechętnie podejmują pracę w szpitalach, wybierając prywatne placówki. Dodatkowo w połowie ubiegłego roku chaos wprowadziła ustawa o wynagrodzeniach pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, znacznie różnicując zarobki w tej grupie zawodowej. Po roku walki Ogólnopolskiemu Związkowi Zawodowemu Pielęgniarek i Położnych udało się doprowadzić do stworzenia projektu jej nowelizacji, która ma uporządkować sytuację. Pod koniec lipca Sejm odesłał ją do prac w komisjach.
 
– Ustawa o wynagrodzeniach wprowadziła bardzo duży chaos i żeby go naprawić, a przynajmniej zmniejszyć, niezbędne są zmiany. Dlatego nasza organizacja powołała Komitet Ustawy Obywatelskiej i odbyło się pierwsze czytanie w Sejmie. Czekamy w tej chwili na Komisję Zdrowia i na Komisję Finansów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Ronek, wiceprzewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP). – Zmiany, które proponujemy, spowodują przede wszystkim zatrzymanie lawiny pozwów sądowych i zachęcą młode osoby do podejmowania pracy.

1 lipca 2022 roku została wprowadzona nowelizacja ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników podmiotów leczniczych. Związek wskazuje, że ustawa w przyjętym kształcie doprowadziła do licznych degradacji i dyskryminacji zawodowej pielęgniarek i położnych w Polsce. Zaowocowało to falą protestów społecznych i procesów sądowych. Do dziś toczy się blisko 3 tys. takich spraw.

Pielęgniarki mają nadzieję, że przegłosowanie przez Sejm obywatelskiego projektu nowelizacji w pierwszym czytaniu, co nastąpiło 28 lipca, doprowadzi do pozytywnych zmian w sytuacji zatrudnionych. Postulowane zmiany skupiają się wokół czterech zagadnień. Chodzi o podniesienie współczynników pracy dla piątej i szóstej grupy zawodowej, co wpłynie na wzrost ich zarobków. Obecnie w konsekwencji ustawy różnice między wynagrodzeniami tej grupy oraz pielęgniarkami i położnymi z drugiej grupy sięgają 2–3 tys. zł.

 Kolejna sprawa to jest uznaniowość pracodawców w zakresie kwalifikacji, bo ustawa ma zapis „kwalifikacje wymagane”, a nie „kwalifikacje posiadane”. Wnioskujemy, żeby to zmienić, żeby zapobiec dalszej kreatywnej polityce w zakładach pracy i wypłacie wynagrodzeń w oparciu o niższe kwalifikacje, niż faktycznie pielęgniarki i położne posiadają – wyjaśnia Dorota Ronek.

Trzecim żądaniem jest gwarancja przekazywania środków na pokrycie wzrostu minimalnego wynagrodzenia określonego ustawą w ramach systemu świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych.

– W zeszłym roku było to finansowanie na PESEL czy na numer prawa wykonywania zawodu i pracodawcy wtedy chętniej te podwyżki dawali, w tej chwili dają wypowiedzenia zmieniające, chcąc obniżyć wynagrodzenia i zakwalifikować się do niższej grupy w związku z brakiem finansowania tych podwyżek – tłumaczy Dorota Ronek. – I czwarty punkt w projekcie naszej ustawy to jest kwestia podnoszenia wynagrodzenia od następnego miesiąca po podniesieniu przez pielęgniarki i położne kwalifikacji i przedstawieniu dokumentu potwierdzającego.

Z danych Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych wynika, że w ciągu ostatnich kilku lat liczba pielęgniarek przypadających na 1000 mieszkańców zmniejszyła się z 5,2 do 5,1. Średnia dla krajów Unii Europejskiej wynosi 9, w Szwajcarii – 16 (choć Ministerstwo Zdrowia podaje inne dane, zdaniem OZZPiP niewiarygodne). Młodzi ludzie nie mają motywacji, by przychodzić do zawodu. Średnia wieku wśród pielęgniarek wynosi w tej chwili 54 lata, wśród położnych – 50. W 2030 roku 65 proc. pielęgniarek i 60 proc. położnych będzie w wieku uprawniającym do świadczeń emerytalnych. Obecnie blisko 80 tys., czyli aż 1/5 pielęgniarek i położnych, pracuje mimo uzyskania wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę. Z kolei spośród absolwentów szkół pielęgniarskich tylko 60 proc. trafia do publicznej ochrony zdrowia, a szczególnie niechętnie podejmują oni pracę w szpitalach.

– Mamy szansę poprawić sytuację w pielęgniarstwie przed 2030 rokiem, kiedy to 60 proc. pielęgniarek osiągnie wiek emerytalny, ale tutaj trzeba dobrej woli ze strony rządzących. Pewne dobre zmiany się naprawdę odbyły, bo wynagrodzenia na pewno wzrosły, ale są bardzo niesprawiedliwe – mówi wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. – Konieczne są wszystkie zmiany, które były zaproponowane uchwałą rządu i są zawarte w „Polityce Wieloletniej Państwa na rzecz Pielęgniarstwa i Położnictwa”. Ona tak naprawdę nie jest realizowana. To są normy zatrudnienia określone na poziomie minimum w niektórych zakresach, ale są zakresy, jak chociażby psychiatria, gdzie nie ma tych norm i dochodzi do tego, że jest jedna pielęgniarka w trakcie dyżuru.

Kolejnymi postulatami środowiska pielęgniarek i położnych są urlop na poratowanie zdrowia oraz emerytury pomostowe, gdyż – jak wynika z danych OZZPiP – średnia długość życia pielęgniarki wynosi 61–62 lata w związku z chorobami zawodowymi. Związek domaga się także opracowania kompetencji w zależności od kwalifikacji (etapu kształcenia). Brak takiej regulacji powoduje, że pracodawcy nie wykorzystują kompetencji wielu pielęgniarek i położnych, ponieważ nie mają ich świadomości.

źródło: Newseria

W Polsce jest obecnie ok. 80 tys. osób z dyplomem opiekuna medycznego. To duża grupa, porównywalna z liczbą pracowników zatrudnionych w polskim górnictwie. Mimo to opiekunowie medyczni nie mieli dotąd własnej ustawy regulującej tę profesję, choć zabiegają o to już od kilku lat. Szansa pojawiła się wraz z procedowanym właśnie projektem ustawy o niektórych zawodach medycznych, ale na ostatniej prostej wypadł on z harmonogramu prac Sejmu. Opiekunowie medyczni apelują, by został przyjęty na najbliższym posiedzeniu Sejmu 16–17 sierpnia. – Pozostawienie nas bez takiej regulacji cofnie nas w czasie o dobrych kilka lat – wskazuje wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Opiekunów Medycznych Krzysztof Tłoczek.
– Zawód opiekuna medycznego istnieje już od kilkunastu lat i funkcjonuje na podstawie różnych dokumentów, a zakres kompetencji wynika z podstawy programowej – czyli tego, czego opiekunowie są nauczani w szkole policealnej. Natomiast już od dłuższego czasu jest pilna potrzeba takiej ustawowej regulacji, która nie tylko zarysowałaby kompetencje i uprawnienia opiekunów medycznych, ale także relacje z innymi zawodami medycznymi. W 2019 roku zaczęły się prace nad projektem ustawy o niektórych zawodach medycznych, a teraz, po czterech latach, zbliżamy się do końca, ta ustawa powinna być głosowana w Sejmie. W ostatnich tygodniach mamy trochę rewelacji z tym związanych, ale mamy nadzieję, że jeszcze w sierpniu zostanie ona finalnie przyjęta i skierowana do podpisu prezydenta – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Tłoczek.

Dyplom opiekuna medycznego ma w Polsce ok. 80 tys. osób. Ten zawód jest jednym z niewielu, które dotąd nie doczekały się odrębnej regulacji prawnej. Taka szansa pojawiła się wraz z rozpoczęciem prac nad ustawą o niektórych zawodach medycznych. Wprowadza ona przepisy dotyczące kilkunastu zawodów medycznych dotychczas nieuregulowanych ustawowo, w tym m.in. logopedów, psychoterapeutów czy właśnie opiekunów medycznych. W połowie lipca br. przyjął ją już Senat, więc teraz powinna wrócić do Sejmu. Jednak decyzją marszałek Elżbiety Witek niespodziewanie zdjęto ją z porządku ostatniego, lipcowego posiedzenia. Na razie nie ma jej również w porządku kolejnego posiedzenia, które odbędzie się 16–17 sierpnia br. i może być ostatnim w tej kadencji. To zaś budzi duże obawy środowisk medycznych, ponieważ co do zasady ustawy nieuchwalone w danej kadencji wędrują do kosza.

 Robimy wszystko, aby się upewnić, że ustawa będzie głosowana podczas posiedzenia 1617 sierpnia br. Jak na razie nie ma jej w harmonogramie, ale ten harmonogram jest wstępny i mamy nadzieję, że jeszcze się zmieni. Jesteśmy w kontakcie z pozostałymi organizacjami, które zrzeszają opiekunów medycznych, przede wszystkim z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym, wystosowaliśmy wspólne oświadczenie, które przesłaliśmy do marszałek Elżbiety Witek i posłów Komisji Zdrowia, i mamy nadzieję, że spotkamy się ze zrozumieniem – mówi Krzysztof Tłoczek i nazywa oczekiwaną decyzję Sejmu formalnością. – Wiemy, że są inne zawody medyczne, które teraz, w ostatnim momencie stwierdziły, że jednak nie chciały być ujęte w tej ustawie w jej obecnym kształcie. Natomiast zawód opiekuna medycznego jest najliczniejszą profesją w tej regulacji i pozostawienie nas bez tej ustawy cofnie nas w czasie o dobrych kilka lat.

Organizacje branżowe zrzeszające opiekunów medycznych wskazują, że ustawa o niektórych zawodach medycznych została wypracowana w drodze długich negocjacji i spełnia oczekiwania środowiska, które apeluje o jej jak najszybsze wdrożenie.

– Zależy nam na ustawowym uregulowaniu m.in. dlatego, że do tej pory często spotykaliśmy się z zarzutami, że to nie jest zawód medyczny, ponieważ nie posiada regulacji ustawowej – mówi wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Opiekunów Medycznych. – Chodzi jednak nie tylko o to. Ustawa wprowadza m.in. rejestr osób uprawnionych do wykonywania zawodu opiekuna medycznego, co przyda nam się nie tylko do statystyki, ale przede wszystkim ukróci praktyki takie jak zatrudnianie na tym stanowisku osób bez kwalifikacji, bo będzie to zagrożone karą.

Jak podkreśla, ustawa wprowadza też cały szereg innych, potrzebnych rozwiązań, precyzując m.in. zakres kompetencji opiekunów medycznych, który dotąd był bardzo różnie interpretowany, w zależności od decyzji szpitala czy placówki medycznej.

– Nowe kompetencje – takie jak pobieranie krwi czy podawanie leków podskórnie – do tej pory nie miały nigdzie uregulowania prawnego. Teraz mamy taką sytuację, że są już absolwenci posiadający te kompetencje, ale wciąż brakuje regulacji prawnej, która umożliwiałaby opiekunom medycznym pobieranie krwi – mówi Krzysztof Tłoczek. – Kolejna rzecz to prawo i obowiązek ciągłego doskonalenia, ustawicznej nauki. To też jest na plus, ponieważ dotąd często nie było szkoleń kierowanych do opiekunów medycznych. Jeśli jednak ustawa zostanie przyjęta i będzie w niej zapis, że opiekunowie medyczni muszą się doszkalać przez cały okres swojej pracy zawodowej, to sądzimy, że na rynku pojawi się dużo więcej dedykowanych szkoleń.

Rezygnacja z tej regulacji może też oznaczać przyzwolenie na różne nieprawidłowości, które już mają miejsce w szpitalach i placówkach medycznych.

– Spotykamy się obecnie z tym, że dyrekcje niektórych placówek starają się za pomocą porozumień albo wypowiedzeń zmieniających umowę przenosić opiekunów medycznych na inne stanowiska, takie jak asystent pacjenta albo sanitariusz. Dzięki temu mogą im płacić niższe wynagrodzenie. To też się ukróci, ponieważ po wprowadzeniu ustawy ani sanitariusz, ani asystent pacjenta, ani nikt inny nie będzie mógł wykonywać czynności opiekuna medycznego – tłumaczy ekspert.

To niejedyny przykład nieprawidłowości, przez które w związku z brakiem regulacji ustawowej poszkodowani są nie tylko opiekunowie medyczni. Szpital Miejski w Zabrzu całkiem zlikwidował to stanowisko, wobec czego obowiązki opiekunów będą musiały przejąć pielęgniarki, których liczba i tak jest już zbyt mała, przez co są obciążone zbyt dużą ilością pracy.

– Większość szpitali w Polsce to są szpitale powiatowe i tam zawsze pierwszym motywem, jeżeli chodzi o zatrudnianie nowego personelu, są pieniądze. Dlatego wciąż są takie szpitale, gdzie nie ma opiekunów medycznych i nie planuje się ich wprowadzenia właśnie z powodów finansowych. Niemniej jednak tam, gdzie oni już pracują, zespoły pielęgniarskie mówią, że teraz już nie wyobrażają sobie bez nich pracy – mówi Krzysztof Tłoczek.

źródło: newseria

Pamiętajmy, że poprawa organizacji ochrony zdrowia to przede wszystkim wzrost jej finansowania, a to jest na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. I to tylko dzięki wieloetatowej pracy polskich lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia ten system, przy tak opłakanym finansowaniu, jeszcze działa – mówi prof. Krzysztof J. Filipiak.
Ministerstwo Zdrowia podało, że liczba miejsc na kierunkach lekarskich wzrosła z 7 tys. w 2016 roku do 11 tys. obecnie.

Rzeczywiście, liczba miejsc na kierunkach lekarskich wzrosła w podanym przez panią okresie o blisko 60 proc. Żałuję jednak, że nadal nie określono docelowego modelu kształcenia lekarzy w Polsce. Nie wiemy, ilu ich potrzeba, dla ilu państwo zapewni miejsca obowiązkowego stażu podyplomowego, miejsce rezydenckie do otwarcia specjalizacji. Czy system wie, ilu potrzebuje w skali kraju lekarzy specjalistów poszczególnych dziedzin? Gdzie oni mają pracować, jak rozłożyć to zatrudnienie regionalnie, aby zapewnić dostępność do specjalisty i zlikwidować kolejki? Nie prowadzano nawet takiej debaty i stąd zapewne trudno odnieść się do tych statystyk. Pamiętajmy też, że poprawa organizacji ochrony zdrowia to przede wszystkim wzrost jej finansowania, a to jest na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. I to tylko dzięki wieloetatowej pracy polskich lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia ten system, przy tak opłakanym finansowaniu, jeszcze działa.

Czy nowo utworzone kierunki lekarskie dysponują odpowiednim zapleczem dydaktycznym i technicznym, by przyjąć i efektywnie kształcić taką liczbę studentów? Czy nie odbije się to na jakości kształcenia?

Nie jestem osobą, do której powinna pani kierować takie pytanie. Każdą istniejącą, jak i powstającą uczelnię aspirującą do prowadzenia kierunku lekarskiego ocenia Polska Komisja Akredytacyjna (PKA) i to jej opinie są wyznacznikiem, czy dany podmiot dysponuje odpowiednim zapleczem dydaktycznym i technicznym, by przyjąć i efektywnie kształcić przyszłych lekarzy. PKA ocenia kierunek i uczelnię na podstawie aktualnie obowiązujących standardów kształcenia. Wysoko oceniam pracę PKA i każda z ocenianych uczelni wprowadza zmiany i unowocześnia metody, narzędzia, techniki pracy w oparciu o jej okresowe raporty. Czy wszystkie nowo powstające uczelnie dają gwarancję odpowiedniej jakości kształcenia? Nie jestem członkiem PKA, nie umiem zatem odpowiedzieć na to pytanie, ale ostatnio Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM) próbowała pochylić się nad tym problemem, opracowując swoiste rekomendacje, jak takie kształcenie powinno się odbywać. To dobry dokument, mam jednak do niego kilka zastrzeżeń.

Jakich?

Pierwsze zastrzeżenie to reprezentatywność KRAUM dla podmiotów kształcących lekarzy. Wysoko oceniam inicjatywę podjętą przez KRAUM – autorami dokumentu jest zresztą wielu moich kolegów o dużym doświadczeniu w zarządzaniu uczelniami i dydaktyce medycznej. Jest to jednak dokument sygnowany przez rektorów 15 uczelni kształcących lekarzy najdłużej w Polsce oraz rektora CMKP – uczelni niekształcącej w ogóle przeddyplomowo i nie zajmującej się tym zagadnieniem. Mamy zatem 15 rektorów w KRAUM, a uczelni kształcących lekarzy od października 2023 roku już 32, czyli większość z nich nie jest reprezentowana w tym gremium.

Nawet jednak ta pierwsza, historyczna piętnastka to w chwili obecnej uczelnie działające na odmiennych zasadach – część nadzorowana jest przez ministra zdrowia, część – przez ministra edukacji narodowej. Część kształci tylko na kierunkach medycznych („stare”, tzw. dawne akademie medyczne), część to wieloprofilowe uniwersytety. Zapewne należałoby to uwzględnić w funkcjonowaniu tego korporacyjnego ciała, jakim jest KRAUM i prędzej czy później do tego dojdzie.

Drugie zastrzeżenie do opracowanego dokumentu jest już merytoryczne. Część zawartych w rekomendacjach KRAUM postulatów jest kontrowersyjna: rekomendacja, aby kształcenie odbywało się w szpitalach klinicznych posiadających najwyższy stopień referencyjności, w praktyce zapewniona może być tylko w największych ośrodkach akademickich.

Osobnym problemem pozostaje również fakt, że te największe szpitale kliniczne w Polsce – reprezentowane przez moich kolegów z KRAUM – to instytucje najbardziej zadłużone wśród wszystkich ośrodków medycznych w Polsce. Jeżeli według danych o zadłużeniu ogłaszanych przez Ministerstwo Zdrowia, pierwszy z nich dochodzi do zadłużenia 1,5 miliarda złotych, drugi przekroczył już 500 milionów, naprawdę trudno będzie tam rozszerzać działalność dydaktyczną, zwiększać liczbę kształconych lekarzy. Mówię to również jako były pracownik akurat tego najbardziej zadłużonego szpitala w Polsce – UCK CSK Banacha, w którym przepracowałem 24 lata.

Czy w przyszłości takie nagłe zwiększenie liczby miejsc na kierunkach lekarskich wzmocni system ochrony zdrowia?

Nie wiemy, na ile zwiększenie limitu kształconych lekarzy do 11 tys. wzmocni system ochrony zdrowia. Przede wszystkim proszę pamiętać, że te osoby „wejdą do systemu” po 6 latach studiów, roku stażu (czyli za 7 lat), a specjalistami zostaną po następnych 4-5 latach. Czyli de facto zmiany w dostępie do specjalistów odczujemy za minimum 11-12 lat. Poza tym, nadal nie wiadomo, ilu z nich nie zdecyduje się na emigrację, podjęcie zawodu na terenie któregokolwiek kraju Unii Europejskiej, gdzie oferuje się im zdecydowanie lepsze warunki finansowe, socjalne, a przede wszystkim lepiej zorganizowaną pracę w swoim zawodzie. Odsyłam tutaj do jednej rzetelnej wiedzy na ten temat – badań prof. Macieja Duszczyka z Uniwersytetu Warszawskiego, który bada zachowania migracyjne przyszłych polskich lekarzy.

Jakie pan profesor widzi rozwiązanie tego problemu, jakim jest aktualny brak kadr?

Bardzo prosto, sformułowałbym je w pięciu punktach:

  1. Wzrost nakładów na ochronę zdrowia, reforma systemu, która pozwoliłaby zdjąć z lekarzy wiele obowiązków administracyjnych, tak by lepiej wykorzystać ich wiedzę fachową.
  2. Określenie docelowego modelu funkcjonowania ochrony zdrowia, zapotrzebowania na specjalistów, lekarzy podstawowej opieki, przy założeniu przynajmniej takiego finansowania ochrony zdrowia, jak średnia środków finansowych wydatkowanych w krajach Unii Europejskiej na pacjenta.
  3. Po określeniu ilu ma być lekarzy – określenie ilu powinniśmy kształcić i gdzie, ważna będzie odpowiedź, czy zapewnimy im odpowiednią liczbę miejsc stażowych, rezydenckich; trzeba również uwzględnić ruchy migracyjne – zarówno wyjeżdżających, jak i przyjeżdżających do Polski.
  4. Czuwanie nad tym, aby uczelnie kształcące lekarzy w Polsce spełniały wszystkie standardy kształcenia, budowanie autorytetu PKA, wsłuchiwanie się w jej uwagi, nieotwieranie kształcenia lekarzy w miejscach, w których okazuje się później, że na zajęcia z anatomii trzeba dojeżdżać do innego miasta setki kilometrów.
  5. Ścisła współpraca pomiędzy samorządem lekarskim (Naczelna Izba Lekarska), podmiotami nadzorującymi uczelnie kształcące lekarzy, a być może głęboka reforma kształcenia, uzgodnienie kto czuwa nad uczelniami kształcącymi lekarzy (minister zdrowia czy minister edukacji?), co powiązane być musi również z rozstrzygnięciem kwestii nadzoru szpitali, ustaleniem, które z nich mają uczestniczyć w kształceniu lekarzy oraz rozwiązaniem problemu ich zadłużenia, sięgającego dzisiaj miliardów złotych w skali ogólnopolskiej.

źróło: Info Wire, Puls Medycyny

Postulaty pielęgniarek i położnych z majowego protestu, wczoraj ponownie usłyszeli posłowie i posłanki. 13 lipca br. w Sejmie RP, dzięki staraniom Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej oraz Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pielęgniarek i położnych z 5 i 6 grupy. Przemówienie wygłoszone przez przewodniczącą OZZPiP Krystynę Ptok, spotkało się z salwą braw. Postulowane wnioski poparły także kluby i koła poselskie.
– My pielęgniarki i położne towarzyszymy człowiekowi od narodzin aż do śmierci. Jesteśmy obecne w każdym zespole medycznym, który zajmuje się pacjentem. Pacjentem, którym może stać się każdy z nas i każdy członek naszej rodziny – powiedziała na mównicy przewodnicząca Krystyna Ptok, chcąc przybliżyć trudy pracy parlamentarzystom. Bo na zastrzykach i pobieraniu krwi ona się nie kończy i czas, aby ta praca, bez której nie istniałaby ochrona zdrowia, została doceniona. Wystąpienie sejmowe OZZPiP to kolejny krok w kierunku powstrzymania degradacji i dyskryminacji polskich pielęgniarek i położnych, których system płac ogarnął chaos, po wprowadzeniu w życie ubiegłorocznej nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników podmiotów leczniczych.

Pielęgniarki i położne nieustannie walczą z dyskryminacją i degradacją
– Nam wbrew pozorom nie chodzi tylko o pieniądze! – kontynuowała przewodnicząca OZZPiP. – Przeciętna Polka żyje średnio 82 lata. A pielęgniarka zaledwie 62! To 20 lat mniej. Nasza codzienność to 20 km w nogach na 12 godzinnym dyżurze. Dźwigamy ciężary: pacjentów, sprzęt medyczny. A te fizyczne obciążenia to nie wszystko: olbrzymia odpowiedzialność, presja czasu wynikająca z za małej liczby personelu medycznego, narażenie na czynniki biologiczne i chemiczne, konieczność bycia nieustannie czujnym, powoduje olbrzymie przeciążenia psychiczne, stres i nierzadko prowadzi do przedwczesnego wypalenia zawodowego. Czy nasze postulaty są na wyrost? My wiemy, że nasza praca jest ciężka. Satysfakcjonująca, ale trudna i wymagająca. Liczymy na wsparcie i głosowanie za społecznym bezpieczeństwem i pacjentami.

Przemówienie Krystyny Ptok w Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zostało przyjęte brawami parlamentarzystów. Miejscem pielęgniarek i położnych nie powinna być jednak ani sejmowa mównica, ani tym bardziej sale sądowe, które licznie goszczą ów grupę zawodową, która sprawiedliwego wynagrodzenia musi domagać się przed wymiarem sprawiedliwości.

Ministerstwo Zdrowia do dziś nie uwzględniło sugerowanych poprawek w ustawie
Pielęgniarki ostatnio równie często jak na salach chorych są obecne na salach sądowych, gdzie występują przeciwko degradacji i dyskryminacji. Obywatelski projekt zmian w ustawie jest kołem ratunkowym i minimum koniecznych zmian systemowych. Cele środowiska pielęgniarek i położnych, które zostały zawarte w obywatelskim projekcie o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia, to niezmiennie cztery punkty:
  1. Podniesienie współczynników pracy dla 5 i 6 grupy zawodowej, co wpłynie na wzrost ich zarobków.
  2. Powiązanie wynagrodzenia z faktycznie posiadanymi kwalifikacjami przez zmianę zapisu „kwalifikacje wymagane” na “kwalifikacje posiadane”.
  3. Gwarancja przekazywania środków na pokrycie wzrostu minimalnego wynagrodzenia określonego ustawą w ramach systemu świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych.
  4. Zaliczenie każdej pielęgniarki i położnej do grupy o wyższym współczynniku od następnego miesiąca po udokumentowaniu uzyskanych przez nią kwalifikacji.
Pełna treść projektu dostępna jest pod adresem:
https://ozzpip.pl/wp-content/uploads/2023/03/INICJATYWA-2023-informacja-projekt-z-uzasadnieniem.pdf

Transmisja wystąpienia przewodniczącej OZZPiP dostępna jest na:
https://www.sejm.gov.pl/Sejm9.nsf/transmisje.xsp?unid=537715B50AB58AD3C12589E40032509F#

Treść przemówienia Krystyny Ptok dostępna jest na stronie OZZPiP:
https://ozzpip.pl/13-lipca-br-w-sejmie-rp-odbylo-sie-pierwsze-czytanie-projektu-obywatelskiego-ozzpip/

źródło: OZZPIP