Medicalpress
– Autorzy tego projektu wyszli z założenia, że głównym problemem szpitali jest dziś złe zarządzanie, więc jako receptę wskazują kontrolowanie, sprawdzanie, nadzór, egzaminowanie i ewentualnie wymianę dyrektorów i kadry menedżerskiej – mówi Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. Jak ocenia, w projekcie nowej ustawy o poprawie efektywności szpitalnictwa nie ma żadnych mechanizmów, które sprzyjałyby modernizacji placówek, wprowadzaniu do nich nowych technologii czy pomocy finansowej. Zabrakło też narzędzi, które wspierałyby kompleksową reformę szpitalnictwa w kierunku opieki koordynowanej.
– Polskie szpitale potrzebują kompleksowej reformy w kierunku medycyny koordynowanej, w kierunku tworzenia elementów konkurencyjności w oparciu o wartość, wynik leczenia dla pacjenta. Potrzebują też bardzo poważnego wsparcia inwestycyjnego, szczególnie w obszarze nowoczesnych źródeł energii, nowoczesnych technologii oraz inwestycji w ludzi i infrastrukturę – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Jarosław Fedorowski, prof. nadzw., prezes PFSz.

Obszerny, liczący ponad 150 stron projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa został opublikowany w końcówce grudnia ub.r. Zakłada m.in. nadawanie placówkom kategorii od A do D w zależności od ich sytuacji finansowej, przy czym szpitale z najniższą kategorią C i D będą poddane obowiązkowemu nadzorowi centralnemu. Według niedawnych wyliczeń Federacji Przedsiębiorców Polskich, gdyby kategoryzacja odbyła się według zapisów określonych w aktualnym projekcie ustawy i była oparta na wynikach finansowych szpitali za 2020 rok, to 185 spośród 574 placówek musiałoby poddać się restrukturyzacji, a kolejne 259 z kategorii B miałoby do tego prawo. Zaledwie 130 szpitali otrzymałoby kategorię A.

Projekt przepisów zakłada też zmiany w obszarze zarządzania placówkami. Określono, jakie wymogi będzie musiała spełniać osoba ubiegająca się o stanowisko kierownika podmiotu szpitalnego, której kompetencje będą potwierdzane państwowym egzaminem.

Powołana ma zostać także Agencja Rozwoju Szpitali, która będzie pełnić rolę nadzorcy odpowiedzialnego za restrukturyzację podmiotów medycznych i certyfikację kadry zarządzającej szpitalami oraz za zapewnienie rozwoju sektora szpitalnictwa. Zadaniem ARS będzie m.in. organizowanie i koordynowanie wspólnych zakupów oraz wsparcie finansowe i merytoryczne szpitali, a na jej czele będzie stać prezes powoływany przez ministra zdrowia na sześcioletnią kadencję.

– Z opisu można wywnioskować, że Agencja Rozwoju Szpitali ma zajmować się wieloma z rzeczami, ale niekoniecznie rozwojem. Ona ma przede wszystkim kontrolować i egzaminować dyrektorów szpitali, wyznaczać nadzorców i zarządców, kategoryzować szpitale pod kątem finansowym. Nie ma tu natomiast elementów rozwojowych, tego skoku naprzód, którego wszyscy byśmy sobie życzyli. Przykładowo, żeby szpital mógł zaangażować agencję do pomocy w rozwijaniu nowoczesnych, alternatywnych źródeł energii, cyfryzacji, robotyki czy sztucznej inteligencji, czyli tych elementów, które dziś przesądzają o rozwoju placówek – mówi prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Jak ocenia, w przepisach projektu ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitali jest dość niewiele pozytywnych informacji świadczących o możliwości poprawy ich sytuacji.

– Tam nie ma mechanizmów, które poprawiłyby chociażby współpracę pomiędzy szpitalami czy zachęcały do konsolidacji. Nie ma mechanizmów wzrostu finansowania, które szpitale rzeczywiście by odczuły. Przede wszystkim nie ma mechanizmów zawartych w tytule całej ustawy, czyli dotyczących modernizacji, bo w tej chwili część trudnej sytuacji szpitali jest związana z niedostatecznymi środkami. Natomiast tutaj nie ma zapisów o dofinansowaniu nowoczesnych źródeł energii i zielonych szpitali, nie ma zapisów o pozyskiwaniu pieniędzy europejskich, nie ma żadnych konkretnych informacji. Dlatego trudno dopatrzyć się w tym projekcie czegoś, co w sposób radykalny poprawiłoby zdolność funkcjonowania i sytuację finansową szpitali – wymienia Jarosław Fedorowski.

Zdaniem prezesa Polskiej Federacji Szpitali w systemie opieki zdrowotnej potrzebne są również m.in. takie mechanizmy, które będą sprzyjały współpracy szpitali o różnym poziomie referencyjności oraz współpracy szpitali z innymi elementami systemu – z ambulatoryjną opieką specjalistyczną, podstawową opieką zdrowotną, opieką długoterminową i rehabilitacją. Tego w projekcie nowej ustawy zabrakło.

– Reformowanie tylko jednego elementu systemu ochrony zdrowia, czyli szpitalnictwa, wydaje się nietrafne w sytuacji, kiedy główne problemy zgłaszane przez pacjentów do Rzecznika Praw Pacjenta dotyczą dostępności podstawowej opieki zdrowotnej. Recenzent systemu, czyli pacjent, mówi nam, że z tym właśnie ma największy problem – mówi ekspert. – Po drugie, jest to niewłaściwe w sytuacji, kiedy wszyscy w dalszym ciągu jesteśmy zaangażowani w walkę z pandemią. To angażuje siły zarówno decydentów, jak i dyrektorów szpitali. Tymczasem zapowiedzi o wymaganiach dotyczących np. studiów MBA dla dyrektorów szpitali już jakiś czas temu spowodowały, że w tej chwili wielu z nich szkoli się dodatkowo z zarządzania, choć przecież większość z nich ma ukończone kursy podyplomowe, a gros stanowią wysoko kwalifikowani ludzie. W tak kluczowym momencie my ich częściowo wyłączamy z walki z pandemią, bo oni muszą uczestniczyć w zajęciach i pisać prace dyplomowe.

Projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa krytycznie oceniła już m.in. Unia Metropolii Polskich, Pracodawcy RP oraz Federacja Przedsiębiorców Polskich, która wskazała, że w obecnym kształcie nie uwzględnia ona obecnie interesów i potrzeb pacjentów. Według FPP nowa ustawa powinna też zostać uchwalona dopiero po wejściu w życie innej ustawy – o jakości w ochronie zdrowia – oraz po przeprowadzeniu rzetelnej wyceny wszystkich świadczeń opieki zdrowotnej. To warunek niezbędny do rzetelnej oceny aktualnej sytuacji ekonomicznej podmiotów leczniczych.


– Również Polska Federacja Szpitali negatywnie ocenia projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa, głównie z uwagi na rozbieżność pomiędzy celami wytyczonymi przez autorów a zapisami samego projektu 
– mówi Jarosław Fedorowski.

źródło: newseria

– Autorzy tego projektu wyszli z założenia, że głównym problemem szpitali jest dziś złe zarządzanie, więc jako receptę wskazują kontrolowanie, sprawdzanie, nadzór, egzaminowanie i ewentualnie wymianę dyrektorów i kadry menedżerskiej – mówi Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. Jak ocenia, w projekcie nowej ustawy o poprawie efektywności szpitalnictwa nie ma żadnych mechanizmów, które sprzyjałyby modernizacji placówek, wprowadzaniu do nich nowych technologii czy pomocy finansowej. Zabrakło też narzędzi, które wspierałyby kompleksową reformę szpitalnictwa w kierunku opieki koordynowanej.
– Polskie szpitale potrzebują kompleksowej reformy w kierunku medycyny koordynowanej, w kierunku tworzenia elementów konkurencyjności w oparciu o wartość, wynik leczenia dla pacjenta. Potrzebują też bardzo poważnego wsparcia inwestycyjnego, szczególnie w obszarze nowoczesnych źródeł energii, nowoczesnych technologii oraz inwestycji w ludzi i infrastrukturę – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Jarosław Fedorowski, prof. nadzw., prezes PFSz.

Obszerny, liczący ponad 150 stron projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa został opublikowany w końcówce grudnia ub.r. Zakłada m.in. nadawanie placówkom kategorii od A do D w zależności od ich sytuacji finansowej, przy czym szpitale z najniższą kategorią C i D będą poddane obowiązkowemu nadzorowi centralnemu. Według niedawnych wyliczeń Federacji Przedsiębiorców Polskich, gdyby kategoryzacja odbyła się według zapisów określonych w aktualnym projekcie ustawy i była oparta na wynikach finansowych szpitali za 2020 rok, to 185 spośród 574 placówek musiałoby poddać się restrukturyzacji, a kolejne 259 z kategorii B miałoby do tego prawo. Zaledwie 130 szpitali otrzymałoby kategorię A.

Projekt przepisów zakłada też zmiany w obszarze zarządzania placówkami. Określono, jakie wymogi będzie musiała spełniać osoba ubiegająca się o stanowisko kierownika podmiotu szpitalnego, której kompetencje będą potwierdzane państwowym egzaminem.

Powołana ma zostać także Agencja Rozwoju Szpitali, która będzie pełnić rolę nadzorcy odpowiedzialnego za restrukturyzację podmiotów medycznych i certyfikację kadry zarządzającej szpitalami oraz za zapewnienie rozwoju sektora szpitalnictwa. Zadaniem ARS będzie m.in. organizowanie i koordynowanie wspólnych zakupów oraz wsparcie finansowe i merytoryczne szpitali, a na jej czele będzie stać prezes powoływany przez ministra zdrowia na sześcioletnią kadencję.

– Z opisu można wywnioskować, że Agencja Rozwoju Szpitali ma zajmować się wieloma z rzeczami, ale niekoniecznie rozwojem. Ona ma przede wszystkim kontrolować i egzaminować dyrektorów szpitali, wyznaczać nadzorców i zarządców, kategoryzować szpitale pod kątem finansowym. Nie ma tu natomiast elementów rozwojowych, tego skoku naprzód, którego wszyscy byśmy sobie życzyli. Przykładowo, żeby szpital mógł zaangażować agencję do pomocy w rozwijaniu nowoczesnych, alternatywnych źródeł energii, cyfryzacji, robotyki czy sztucznej inteligencji, czyli tych elementów, które dziś przesądzają o rozwoju placówek – mówi prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Jak ocenia, w przepisach projektu ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitali jest dość niewiele pozytywnych informacji świadczących o możliwości poprawy ich sytuacji.

– Tam nie ma mechanizmów, które poprawiłyby chociażby współpracę pomiędzy szpitalami czy zachęcały do konsolidacji. Nie ma mechanizmów wzrostu finansowania, które szpitale rzeczywiście by odczuły. Przede wszystkim nie ma mechanizmów zawartych w tytule całej ustawy, czyli dotyczących modernizacji, bo w tej chwili część trudnej sytuacji szpitali jest związana z niedostatecznymi środkami. Natomiast tutaj nie ma zapisów o dofinansowaniu nowoczesnych źródeł energii i zielonych szpitali, nie ma zapisów o pozyskiwaniu pieniędzy europejskich, nie ma żadnych konkretnych informacji. Dlatego trudno dopatrzyć się w tym projekcie czegoś, co w sposób radykalny poprawiłoby zdolność funkcjonowania i sytuację finansową szpitali – wymienia Jarosław Fedorowski.

Zdaniem prezesa Polskiej Federacji Szpitali w systemie opieki zdrowotnej potrzebne są również m.in. takie mechanizmy, które będą sprzyjały współpracy szpitali o różnym poziomie referencyjności oraz współpracy szpitali z innymi elementami systemu – z ambulatoryjną opieką specjalistyczną, podstawową opieką zdrowotną, opieką długoterminową i rehabilitacją. Tego w projekcie nowej ustawy zabrakło.

– Reformowanie tylko jednego elementu systemu ochrony zdrowia, czyli szpitalnictwa, wydaje się nietrafne w sytuacji, kiedy główne problemy zgłaszane przez pacjentów do Rzecznika Praw Pacjenta dotyczą dostępności podstawowej opieki zdrowotnej. Recenzent systemu, czyli pacjent, mówi nam, że z tym właśnie ma największy problem – mówi ekspert. – Po drugie, jest to niewłaściwe w sytuacji, kiedy wszyscy w dalszym ciągu jesteśmy zaangażowani w walkę z pandemią. To angażuje siły zarówno decydentów, jak i dyrektorów szpitali. Tymczasem zapowiedzi o wymaganiach dotyczących np. studiów MBA dla dyrektorów szpitali już jakiś czas temu spowodowały, że w tej chwili wielu z nich szkoli się dodatkowo z zarządzania, choć przecież większość z nich ma ukończone kursy podyplomowe, a gros stanowią wysoko kwalifikowani ludzie. W tak kluczowym momencie my ich częściowo wyłączamy z walki z pandemią, bo oni muszą uczestniczyć w zajęciach i pisać prace dyplomowe.

Projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa krytycznie oceniła już m.in. Unia Metropolii Polskich, Pracodawcy RP oraz Federacja Przedsiębiorców Polskich, która wskazała, że w obecnym kształcie nie uwzględnia ona obecnie interesów i potrzeb pacjentów. Według FPP nowa ustawa powinna też zostać uchwalona dopiero po wejściu w życie innej ustawy – o jakości w ochronie zdrowia – oraz po przeprowadzeniu rzetelnej wyceny wszystkich świadczeń opieki zdrowotnej. To warunek niezbędny do rzetelnej oceny aktualnej sytuacji ekonomicznej podmiotów leczniczych.


– Również Polska Federacja Szpitali negatywnie ocenia projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa, głównie z uwagi na rozbieżność pomiędzy celami wytyczonymi przez autorów a zapisami samego projektu 
– mówi Jarosław Fedorowski.

źródło: newseria

Mimo coraz częstszych głosów o początku końca pandemii COVID-19 Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega jednak przed zbyt szybkim znoszeniem restrykcji. WHO wskazała, że patogen wciąż mutuje i nadal może okazać się groźny, a w wielu krajach fala zakażeń wywołanych omikronem nie osiągnęła jeszcze szczytu. Mimo to w Europie coraz więcej państw decyduje się na luzowanie obostrzeń i traktowanie COVID-19 podobnie jak innych chorób układu oddechowego. Polska też do nich należy – w ubiegłym tygodniu minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiadał, że czekają nas kolejne spadki liczby zakażeń i prawdopodobnie już w marcu będzie możliwe zniesienie części obostrzeń.
Według danych Ministerstwa Zdrowia od początku pandemii w Polsce odnotowano w sumie ponad 5,4 mln zakażeń SARS-CoV-2 (w tym 26,1 tys. to ponowne zakażenia), a zmarło 108 137 osób chorych na COVID-19. Spośród 30,2 tys. łóżek covidowych zajętych jest nieco ponad 18,8 tys., a spośród 2613 dostępnych respiratorów wykorzystywanych jest 1137. Eksperci wskazują jednak, że mimo spadku zachorowań w skali całego kraju, notowanego w ostatnich tygodniach ogłoszenie początku końca pandemii w Polsce może być przedwczesne. W dalszym ciągu są bowiem regiony, w których zakażeń SARS-CoV-2 jest coraz więcej, a według statystyk WHO Polska nadal znajduje się w czołówce pod względem liczby zgonów.

– W dalszym ciągu mamy w Polsce dużą liczbę osób hospitalizowanych. Jeżeli chodzi o pacjentów w najcięższym stanie, hospitalizowanych na intensywnej terapii, wymagających respiratora, ten wskaźnik jest w miarę stabilny i oscyluje wokół 30 na milion. W trakcie poprzedniego szczytu, wiosną 2021 roku, ten wskaźnik przekraczał 90, więc aktualnie jest trzy razy niższy. Tym niemniej on spada bardzo powoli, a nawet ma takie wahania, kiedy rośnie, więc wciąż jeszcze trudno mówić na razie o końcu pandemii. Budująca jest jednak wzrastająca liczba osób zaszczepionych, zbyt powoli, ale jednak wzrastająca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii.

Do tej pory w pełni zaszczepionych jednodawkowym preparatem koncernu Johnson & Johnson lub dwiema dawkami szczepionek AstraZeneca, Moderna i Pfizer/BioNTech zostało ponad 21,9 mln Polaków, a dawkę przypominającą przyjęło ponad 10,7 mln osób.

Według Ministerstwa Zdrowia w Polsce szczyt piątej fali pandemii COVID-19 zmierza ku końcowi. Adam Niedzielski podczas konferencji 9 lutego twierdził, że potwierdzają to zarówno spadek liczby zakażeń, jak i liczba badań i zleceń na testy. W niedzielę 13 lutego minister informował na Twitterze, że tygodniowa średnia liczba zleceń na testy (wystawianych przez POZ, infolinie i formularz) od czasu apogeum piątej fali spadła z 76 tys. do 42 tys. W tym samym czasie odsetek pozytywnych testów zmniejszył się z 36 do 29 proc. Zgodnie z decyzją resortu zmieniły się więc zasady izolacji i kwarantanny. Od 15 lutego izolacja trwa siedem dni, podobnie jak kwarantanna dla domowników osoby izolowanej. Od 11 lutego zlikwidowano także kwarantannę z powodu kontaktu z osobą zakażoną. Minister zapowiedział, że prawdopodobnie już w marcu będzie możliwe zniesienie części obostrzeń, aby w czas wiosenny wejść w normalnym trybie funkcjonowania.

– Mamy za sobą już dwa lata pandemii i bardzo wiele osób, które są zaszczepione albo miały już kontakt z tym wirusem, wykształciło odporność. W zależności od tego, kto i jak liczy, to jest od sześćdziesięciu kilku do osiemdziesięciu procent, a są kraje, gdzie ten wskaźnik jest wyższy. Mamy do dyspozycji dwie dodatkowe dawki szczepionki, mamy leki, więc jeśli chodzi o scenariusze rozwoju pandemii, wszystko wskazuje na to, że jesteśmy bliżej końca. Trudno sobie wyobrazić, abyśmy jeszcze przez kolejne dwa lata żyli z tą pandemią tak jak do tej pory, mając już istotne wskaźniki wyszczepienia i skuteczne leki – mówi Jarosław Fedorowski.

Światowa Organizacja Zdrowia na początku lutego przestrzegła jednak przed zbyt szybkim i przedwczesnym znoszeniem restrykcji. Jak wskazała, patogen wciąż mutuje i nadal może okazać się groźny, a w wielu krajach fala zakażeń wywołanych omikronem nie osiągnęła jeszcze szczytu. Mimo to w Europie coraz więcej państw decyduje się na luzowanie obostrzeń – do tej pory taki krok podjęły m.in. Wielka Brytania, Norwegia czy Dania, która zamierza traktować COVID-19 podobnie jak i inne choroby układu oddechowego.

– Działania różnych rządów są ze sobą słabo skoordynowane. Niektórzy, zwłaszcza tam, gdzie wskaźnik wyszczepień jest jednym z najwyższych, otwierają wszystkie możliwe biznesy i znoszą restrykcje. Niektórzy twierdzą, że społeczeństwo jest zmęczone, zwracają uwagę na aspekty psychologiczne, chociażby w zakresie otwierania szkół. To jest dosyć skomplikowana sytuacja. Niewątpliwie musimy myśleć o tym, aby osoby w pełni zaszczepione były w pewien sposób chronione przez nadmiernymi restrykcjami – ocenia prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Jak podkreśla, możemy sobie pozwolić na pewne luzowanie obostrzeń, ale przy jednoczesnym monitorowaniu na bieżąco sytuacji w szpitalach i rozprzestrzenianiu się omikronu. W dalszym ciągu potrzebna jest intensywna promocja szczepień.

– Powinniśmy także bardzo pragmatycznie podejść do nowych leków przeciwwirusowych, bo mamy w tej chwili w naszym arsenale broni do walki z COVID-19 dwa nowe leki. Jeden już jest, drugi został zatwierdzony przez Europejską Agencję Leków. To jest też nasza szansa na to, aby opanować pandemię, czyli pozwolić, aby osoby zakażone o wysokim ryzyku hospitalizacji były skutecznie leczone w domu, a szpitale mogły leczyć innych pacjentów. Tu musielibyśmy popracować nad centrum koordynacji podawania tych leków, a raczej nie obarczać podstawowej opieki zdrowotnej. Dystrybucja leków tego typu dla POZ-ów to poważne wyzwanie. Więc Polska Federacja Szpitali apeluje o stworzenie centrum koordynacji, które by się zajmowało zatwierdzaniem i przepisywaniem recept na nowoczesne leki przeciwwirusowe – mówi Jarosław Fedorowski.

Ekspert ocenia, że jest wiele prognoz i scenariuszy rozwoju obecnej pandemii, ale obecnie wszystko wskazuje, że COVID-19 będzie traktowany podobnie jak np. sezonowa grypa.

– Matematycy patrzą na wykresy dotyczące możliwości replikacji wirusa. Epidemiolodzy będą patrzeć na to, ilu mamy zaszczepionych i ozdrowieńców, a ekonomiści – na aspekty związane z gospodarką. W zależności od tego, kto ma jaki priorytet, te prognozy są różne – niemniej wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z przejściem pandemii w endemię. Będziemy mieli do czynienia z wirusem, który z nami pozostanie, ale będzie powodował lżejsze zachorowania – mówi prezes PFSz.

źródło: newseria

Mimo coraz częstszych głosów o początku końca pandemii COVID-19 Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega jednak przed zbyt szybkim znoszeniem restrykcji. WHO wskazała, że patogen wciąż mutuje i nadal może okazać się groźny, a w wielu krajach fala zakażeń wywołanych omikronem nie osiągnęła jeszcze szczytu. Mimo to w Europie coraz więcej państw decyduje się na luzowanie obostrzeń i traktowanie COVID-19 podobnie jak innych chorób układu oddechowego. Polska też do nich należy – w ubiegłym tygodniu minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiadał, że czekają nas kolejne spadki liczby zakażeń i prawdopodobnie już w marcu będzie możliwe zniesienie części obostrzeń.
Według danych Ministerstwa Zdrowia od początku pandemii w Polsce odnotowano w sumie ponad 5,4 mln zakażeń SARS-CoV-2 (w tym 26,1 tys. to ponowne zakażenia), a zmarło 108 137 osób chorych na COVID-19. Spośród 30,2 tys. łóżek covidowych zajętych jest nieco ponad 18,8 tys., a spośród 2613 dostępnych respiratorów wykorzystywanych jest 1137. Eksperci wskazują jednak, że mimo spadku zachorowań w skali całego kraju, notowanego w ostatnich tygodniach ogłoszenie początku końca pandemii w Polsce może być przedwczesne. W dalszym ciągu są bowiem regiony, w których zakażeń SARS-CoV-2 jest coraz więcej, a według statystyk WHO Polska nadal znajduje się w czołówce pod względem liczby zgonów.

– W dalszym ciągu mamy w Polsce dużą liczbę osób hospitalizowanych. Jeżeli chodzi o pacjentów w najcięższym stanie, hospitalizowanych na intensywnej terapii, wymagających respiratora, ten wskaźnik jest w miarę stabilny i oscyluje wokół 30 na milion. W trakcie poprzedniego szczytu, wiosną 2021 roku, ten wskaźnik przekraczał 90, więc aktualnie jest trzy razy niższy. Tym niemniej on spada bardzo powoli, a nawet ma takie wahania, kiedy rośnie, więc wciąż jeszcze trudno mówić na razie o końcu pandemii. Budująca jest jednak wzrastająca liczba osób zaszczepionych, zbyt powoli, ale jednak wzrastająca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii.

Do tej pory w pełni zaszczepionych jednodawkowym preparatem koncernu Johnson & Johnson lub dwiema dawkami szczepionek AstraZeneca, Moderna i Pfizer/BioNTech zostało ponad 21,9 mln Polaków, a dawkę przypominającą przyjęło ponad 10,7 mln osób.

Według Ministerstwa Zdrowia w Polsce szczyt piątej fali pandemii COVID-19 zmierza ku końcowi. Adam Niedzielski podczas konferencji 9 lutego twierdził, że potwierdzają to zarówno spadek liczby zakażeń, jak i liczba badań i zleceń na testy. W niedzielę 13 lutego minister informował na Twitterze, że tygodniowa średnia liczba zleceń na testy (wystawianych przez POZ, infolinie i formularz) od czasu apogeum piątej fali spadła z 76 tys. do 42 tys. W tym samym czasie odsetek pozytywnych testów zmniejszył się z 36 do 29 proc. Zgodnie z decyzją resortu zmieniły się więc zasady izolacji i kwarantanny. Od 15 lutego izolacja trwa siedem dni, podobnie jak kwarantanna dla domowników osoby izolowanej. Od 11 lutego zlikwidowano także kwarantannę z powodu kontaktu z osobą zakażoną. Minister zapowiedział, że prawdopodobnie już w marcu będzie możliwe zniesienie części obostrzeń, aby w czas wiosenny wejść w normalnym trybie funkcjonowania.

– Mamy za sobą już dwa lata pandemii i bardzo wiele osób, które są zaszczepione albo miały już kontakt z tym wirusem, wykształciło odporność. W zależności od tego, kto i jak liczy, to jest od sześćdziesięciu kilku do osiemdziesięciu procent, a są kraje, gdzie ten wskaźnik jest wyższy. Mamy do dyspozycji dwie dodatkowe dawki szczepionki, mamy leki, więc jeśli chodzi o scenariusze rozwoju pandemii, wszystko wskazuje na to, że jesteśmy bliżej końca. Trudno sobie wyobrazić, abyśmy jeszcze przez kolejne dwa lata żyli z tą pandemią tak jak do tej pory, mając już istotne wskaźniki wyszczepienia i skuteczne leki – mówi Jarosław Fedorowski.

Światowa Organizacja Zdrowia na początku lutego przestrzegła jednak przed zbyt szybkim i przedwczesnym znoszeniem restrykcji. Jak wskazała, patogen wciąż mutuje i nadal może okazać się groźny, a w wielu krajach fala zakażeń wywołanych omikronem nie osiągnęła jeszcze szczytu. Mimo to w Europie coraz więcej państw decyduje się na luzowanie obostrzeń – do tej pory taki krok podjęły m.in. Wielka Brytania, Norwegia czy Dania, która zamierza traktować COVID-19 podobnie jak i inne choroby układu oddechowego.

– Działania różnych rządów są ze sobą słabo skoordynowane. Niektórzy, zwłaszcza tam, gdzie wskaźnik wyszczepień jest jednym z najwyższych, otwierają wszystkie możliwe biznesy i znoszą restrykcje. Niektórzy twierdzą, że społeczeństwo jest zmęczone, zwracają uwagę na aspekty psychologiczne, chociażby w zakresie otwierania szkół. To jest dosyć skomplikowana sytuacja. Niewątpliwie musimy myśleć o tym, aby osoby w pełni zaszczepione były w pewien sposób chronione przez nadmiernymi restrykcjami – ocenia prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Jak podkreśla, możemy sobie pozwolić na pewne luzowanie obostrzeń, ale przy jednoczesnym monitorowaniu na bieżąco sytuacji w szpitalach i rozprzestrzenianiu się omikronu. W dalszym ciągu potrzebna jest intensywna promocja szczepień.

– Powinniśmy także bardzo pragmatycznie podejść do nowych leków przeciwwirusowych, bo mamy w tej chwili w naszym arsenale broni do walki z COVID-19 dwa nowe leki. Jeden już jest, drugi został zatwierdzony przez Europejską Agencję Leków. To jest też nasza szansa na to, aby opanować pandemię, czyli pozwolić, aby osoby zakażone o wysokim ryzyku hospitalizacji były skutecznie leczone w domu, a szpitale mogły leczyć innych pacjentów. Tu musielibyśmy popracować nad centrum koordynacji podawania tych leków, a raczej nie obarczać podstawowej opieki zdrowotnej. Dystrybucja leków tego typu dla POZ-ów to poważne wyzwanie. Więc Polska Federacja Szpitali apeluje o stworzenie centrum koordynacji, które by się zajmowało zatwierdzaniem i przepisywaniem recept na nowoczesne leki przeciwwirusowe – mówi Jarosław Fedorowski.

Ekspert ocenia, że jest wiele prognoz i scenariuszy rozwoju obecnej pandemii, ale obecnie wszystko wskazuje, że COVID-19 będzie traktowany podobnie jak np. sezonowa grypa.

– Matematycy patrzą na wykresy dotyczące możliwości replikacji wirusa. Epidemiolodzy będą patrzeć na to, ilu mamy zaszczepionych i ozdrowieńców, a ekonomiści – na aspekty związane z gospodarką. W zależności od tego, kto ma jaki priorytet, te prognozy są różne – niemniej wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z przejściem pandemii w endemię. Będziemy mieli do czynienia z wirusem, który z nami pozostanie, ale będzie powodował lżejsze zachorowania – mówi prezes PFSz.

źródło: newseria