Medicalpress
Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie uruchomił pięciu Asystentów AI, którzy wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję, bazę wiedzy szpitala i interaktywne mapy 3D, aby wspierać pacjentów oraz ich opiekunów. System pomaga znaleźć poradnie i oddziały, odpowiada na pytania organizacyjne oraz odciąża personel. To pierwsze komercyjne wdrożenie tego rozwiązania, które w przyszłości może trafić także na lotniska, dworce i do urzędów.
 
– Uruchomiliśmy system pięciu awatarów, które mają wspierać rodziny pacjentów w pozyskiwaniu informacji o funkcjonowaniu naszego instytutu. Ta nowoczesna technologia pomoże znaleźć praktyczne informacje osobom, które przyjeżdżają do nas na wizyty ambulatoryjne, oraz tym, które są hospitalizowane – mówi agencji Newseria dr n. med. Marek Migdał, dyrektor Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” (IPCZD). – Co roku odwiedza nas kilkaset tysięcy dzieci i ich rodzin. 52 proc. to pacjenci spoza Mazowsza, którzy bardzo często potrzebują prostych informacji odnośnie do tego, jak jest zorganizowany szpital i jak się po nim poruszać.

Pięciu interaktywnych Asystentów AI zainstalowano w najczęściej odwiedzanych punktach IPCZD, m.in. przy wejściu głównym, w izbie przyjęć czy przy wejściu do poradni specjalistycznych. Pacjenci, ich opiekunowie i osoby odwiedzające mogą za pomocą ekranów dotykowych prowadzić rozmowę z asystentami, którzy udzielają informacji organizacyjnych, pomagają odnaleźć konkretne poradnie, oddziały czy pracownie diagnostyczne, wykorzystując do tego interaktywne mapy 3D. Komunikacja jest możliwa w języku polskim i angielskim.

 Asystent AI powstał po to, by usprawnić komunikację pacjentów i ich rodziców oraz pomóc w nawigowaniu po tym ośrodku, który liczy ponad 30 budynków – podkreśla Arkadiusz Wójcik, dyrektor ICT w firmie Orange Polska, która jest partnerem technologicznym projektu. – To jest jego najważniejsza funkcja. Przekłada się to na spokój rodziców i młodych pacjentów podczas poruszania się po szpitalu. To istotne, biorąc pod uwagę stresogenność całego pobytu w tej instytucji.

Rozwiązanie zostało zaprojektowane tak, aby zapewnić szybki i intuicyjny dostęp do najważniejszych informacji, szczególnie osobom, które po raz pierwszy są w IPCZD. Asystent AI nie zastępuje personelu medycznego ani administracyjnego – jego rolą jest przejęcie prostych, powtarzalnych pytań i ułatwienie dostępu do informacji, dzięki czemu pracownicy mogą poświęcić więcej czasu sprawom wymagającym bezpośredniego kontaktu z pacjentem. To ułatwia funkcjonowanie pacjentów w przestrzeni szpitala, również tych najmłodszych. W strefie gier i aktywności dostępne są bowiem m.in. proste gry ekranowe i gry konwersacyjne wykorzystujące AI, które pozwalają przyjemnie spędzić czas np. w oczekiwaniu na badanie czy konsultację.

Firma Orange Polska odpowiadała za dostarczenie i implementację rozwiązania opartego na sztucznej inteligencji, dostosowanego do potrzeb IPCZD. Jest to pierwsze komercyjne wdrożenie tego rozwiązania. Każde urządzenie z Asystentem AI ma własną antenę 5G z kartą SIM, dzięki czemu jest niezależne od lokalnego połączenia z siecią i ma własne, bezpieczne połączenie z zapleczem rozwiązania. 

 Asystent AI ma zdolność uczenia się, wyciągania wniosków, agregowania informacji, dołączania nowych odpowiedzi na pojawiające się pytania. To jest rozwiązanie uczące się, czyli wykorzystujące znane nam dzisiaj techniki i technologie w zakresie nauczania językowego – wskazuje dyrektor ICT w Orange Polska.

Przedstawiciele firmy wskazują, że w Asystentach AI zastosowano wiele innowacyjnych rozwiązań. Łączą one możliwości generatywnej sztucznej inteligencji z bazą wiedzy konkretnej organizacji (obejmującą regulaminy, procedury, informacje organizacyjne czy mapy obiektów) i z nowoczesnym interfejsem multimedialnym. Dzięki temu mogą być personalizowane pod konkretne branże i wykorzystywane tam, gdzie istotne są szybki dostęp do informacji i jakość obsługi. Czas reakcji wynosi średnio ok. 2 sekund, co pozwala na prowadzenie płynnej i naturalnej interakcji z użytkownikiem. 

 To mogą być np. dworce, lotniska czy punkty obsługi klienta. Taki awatar pomaga rozładowywać kolejki ludzi stojących po informacje oraz udzielić wskazówek, bazując na wewnętrznych informacjach danej instytucji – wskazuje Arkadiusz Wójcik. – Na tym polega nowoczesna technologia, że integrujemy hardware, software i modele językowe oraz wplatamy rozwiązania w zależności od funkcji i potrzeb, które powinny spełnić. Asystent sprawdzi się doskonale również w urzędach, gdzie ułatwi pracę wszystkim osobom obsługującym obywateli.

Jak dodaje, system został zaprojektowany w sposób, który umożliwia jego skalowanie wraz z rozbudową sieci asystentów – zarówno w ramach jednej organizacji, jak i w wielu instytucjach jednocześnie. Architektura rozwiązania pozwala elastycznie zwiększać zasoby wraz ze wzrostem liczby użytkowników i wdrożeń. 

Dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka podkreśla, że wdrożenie Asystentów AI to kolejny etap transformacji cyfrowej instytutu.  

 Nie byłoby to możliwe, gdyby nie środki pozyskane z KPO na wsparcie cyfryzacji, przy czym ok. 20 proc. finansujemy ze swoich środków, uważając, że ta inwestycja jest bardzo potrzebna instytutowi – mówi dr n. med. Marek Migdał. – Nowoczesne technologie to jest nasza domena. W styczniu tego roku Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” otrzymał prestiżową nagrodę Lidera Roku w Ochronie Zdrowia w Polsce w dziedzinie innowacji, nie wśród szpitali pediatrycznych, ale wszystkich szpitali.

W czerwcu warszawskie centrum uruchomiło zmodernizowaną aptekę szpitalną, w której wdrożono jeden z najbardziej zaawansowanych systemów farmacji szpitalnej w Polsce. Obejmuje on m.in. robota aptecznego, zautomatyzowane magazyny, system Unit Dose, w którym każda dawka leku jest indywidualnie przygotowywana i monitorowana, oraz automatyczne apteczki oddziałowe.

– Mamy plan naszej rewitalizacji do 2027 roku i będziemy realizować bardzo dużo takich projektów – zapowiada dyrektor Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”

Źródło: Newseria

Sam fakt, że sztuczna inteligencja potrafi wygenerować poprawnie brzmiącą odpowiedź, nie oznacza jeszcze, że jest w pełni przystosowana do działania w sektorze ochrony zdrowia. Wprost proporcjonalnie do rozwoju możliwości technologii w medycynie rosną obawy o bezpieczeństwo, jakość danych, zgodność z praktyką kliniczną oraz realną wartość dla pacjenta. Dlatego coraz częściej zasadne wydaje się nie pytanie o to, czy AI działa, lecz gdzie i w jaki sposób powinna być wykorzystywana. To zagadnienie było przedmiotem rozmów ekspertów w ostatnim odcinku podcastu „LLMathon: How AI Can Serve Healthcare”.
Podcast stanowi podsumowanie doświadczeń i wniosków z Poland Healthcare Datathon 2025 – inicjatywy zorganizowanej we współpracy środowisk medycznych, naukowych i technologicznych, której inicjatorem był Roche. Podczas Datathonu interdyscyplinarne zespoły pracowały na rzeczywistych, zanonimizowanych danych klinicznych z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku i w praktyce testowały możliwości dużych modeli językowych w polskojęzycznych scenariuszach medycznych.

Wnioski będące pokłosiem wydarzenia stały się punktem wyjścia do kolejnej dyskusji – o tym, jak odpowiedzialnie wdrażać sztuczną inteligencję do systemu ochrony zdrowia. W najnowszym odcinku podcastu, dostępnym na youtubowym kanale Roche, eksperci mówią nie tylko o potencjale dużych modeli językowych, ale również o całej architekturze rozwiązań AI i świadomym procesie jej wykorzystania.

Globalny algorytm musi zdać „egzamin z polskiego”

Choć wiele rozwiązań AI powstaje z myślą o globalnym zastosowaniu, ich skuteczność w ochronie zdrowia zależy od lokalnego kontekstu. Znaczenie mają język dokumentacji medycznej, organizacja pracy placówek, ścieżki pacjenta oraz charakterystyka danych odzwierciedlających specyfikę konkretnego systemu ochrony zdrowia.

Chcieliśmy, aby Healthcare Datathon składał się z wzajemnie uzupełniających się elementów pełnych zarówno merytorycznej dyskusji, jak i praktyki. Pierwszego dnia uczestnicy spotkali się podczas części wykładowej poświęconej zastosowaniom AI w ochronie zdrowia, gdzie swoją wiedzą dzielili się lekarze i eksperci z uczelni technicznych. Z kolei fundamentem drugiego dnia były ćwiczenia praktyczne, w tym m.in. LLMathon – mówi Adam Krenke, dyrektor do spraw strategii w Roche Polska.

Poland Healthcare Datathon 2025 zgromadził ponad 200 uczestników reprezentujących 14 uczelni i ośrodków badawczych z pięciu krajów. W 13 interdyscyplinarnych zespołach współpracowali lekarze, badacze, projektanci doświadczeń użytkownika, specjaliści danych, programiści oraz studenci.

Sztuczna inteligencja zweryfikowana na rzeczywistych danych

Jednym z najważniejszych elementów wydarzenia była możliwość pracy na autentycznych, zabezpieczonych danych klinicznych przekazanych przez Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku.

W ramach Datathonu uczestnicy analizowali setki tysięcy rekordów hospitalizacji, poszukując czynników pozwalających przewidywać ryzyko ponownego przyjęcia pacjenta do szpitala. W ten sposób sprawdzaliśmy, czy algorytmy AI mogą pomóc identyfikować wzorce, które wspierałyby personel medyczny w podejmowaniu decyzji i skutecznym planowaniu opieki nad pacjentami – wyjaśnia Adam Krenke.

Kolejnym filarem projektu był LLMathon, podczas którego uczestnicy oceniali, jak duże modele językowe radzą sobie z pytaniami najczęściej zadawanymi przez pacjentów i lekarzy.

Dziś zarówno pacjenci, jak i lekarze coraz częściej korzystają z narzędzi opartych na AI. Problem polega na tym, że niewiele wiemy o ich rzeczywistej precyzji, jakości odpowiedzi czy ograniczeniach. Chcieliśmy zweryfikować to w praktyce, wykorzystując pytania opracowane wspólnie z lekarzami i organizacjami pacjenckimi – podkreśla ekspert.

Dane są paliwem dla AI, ale muszą być reprezentatywne

Eksperci zwracają uwagę, że skuteczność modeli sztucznej inteligencji zależy bezpośrednio od jakości i reprezentatywności danych, na których zostały wytrenowane.

 
AI może odegrać ogromną rolę w rozwoju ochrony zdrowia, jednak większość dostępnych danych pochodzi z krajów wysoko rozwiniętych. Istnieje ryzyko, że modele będą dobrze odpowiadać na potrzeby określonych populacji, a gorzej radzić sobie w innych grupach. Dlatego projektując algorytmy, należy równie starannie jak w badaniach klinicznych dobierać populacje, na których opierane są dane treningowe – stwierdza Krenke. 

O istocie znaczenia danych wspomina także Anna Romaniuk-Iwaszko, Marketing Network Lead for Digital Solutions w Roche.

Roche od lat rozwija innowacyjne terapie i rozwiązania diagnostyczne. Coraz większą rolę odgrywają także algorytmy kliniczne wspierające decyzje medyczne. Ogromna ilość danych generowanych każdego dnia w systemie ochrony zdrowia nadal pozostaje niewykorzystana. Naszym celem jest przekształcanie tych informacji w praktyczne wsparcie dla lekarzy, tak aby mogli efektywniej wykorzystywać swój czas, a pacjenci szybciej otrzymywali właściwą diagnozę – tłumaczy.

AI zastąpi relację lekarz-pacjent?

Eksperci zgodnie wskazują, że sztuczna inteligencja może wspierać wiele procesów administracyjnych, analitycznych i organizacyjnych, jednak nie powinna być postrzegana jako alternatywa dla pomocy drugiego człowieka.

– Najważniejsze jest to, aby nie stracić z oczu pacjenta. Sztuczna inteligencja pozostaje narzędziem w rękach człowieka. To od sposobu jej wykorzystania zależy, czy będzie realnym wsparciem dla ochrony zdrowia. Medycyna to nie tylko diagnoza i leczenie, ale również troska o jakość życia pacjenta, relacje, empatia i odpowiedzialność – mówi Katarzyna Kaliszewska-Czeremska, Customer Experience Lead and Strategist w Roche.

Podobnego zdania jest Sławomir Molenda, User Experience Expert w Roche Digital Technology.

Obecne modele językowe mogą rozpoznawać emocje i odpowiednio reagować na komunikaty pacjentów, ale nie są zdolne do rzeczywistego współodczuwania czy rozumienia doświadczenia choroby tak jak drugi człowiek. Możemy mówić jedynie o pewnym rodzaju empatii kognitywnej, skupionej na perspektywie intelektualnej i rozumieniu schematów myślowych. AI może wspierać komunikację, jednak nie zastąpi relacji terapeutycznej budowanej między pacjentem a lekarzem – zaznacza.

Istnieją jednak aspekty, w których modele AI mogą być dla pacjenta użyteczne.

Niektóre badania sugerują, że ludzie wolą interakcje medyczne z AI, ponieważ modele te są wolne od osądów czy stygmatyzacji. LLM-y mogą obiektywnie zmniejszać wstyd i w ten sposób pomagać pacjentom – dodaje Molenda.

Interdyscyplinarność warunkiem sukcesu

Jednym z najczęściej powracających tematów podczas wydarzenia była konieczność łączenia kompetencji z różnych dziedzin.

 
Interdyscyplinarność jest kluczowa. W projektach wykorzystujących AI w ochronie zdrowia nie istnieją jednoosobowe rozwiązania. Potrzebna jest wiedza kliniczna, technologiczna, projektowa i komunikacyjna. Dopiero połączenie tych kompetencji pozwala tworzyć rozwiązania niosące rzeczywistą opiekę i pomoc pacjentom – podkreśla Adam Krenke.

Interdyscyplinarności nie brakowało również w trakcie Datathonu – taką formę współpracy szczególnie docenili uczestnicy wydarzenia.

Największym zaskoczeniem była dla mnie otwartość i brak podziałów między studentami, naukowcami oraz lekarzami. Często w świecie akademickim można wyczuć pewien dystans. Tutaj każdy głos był równie ważny, a wszystkich łączyła wspólna misja i chęć wymiany doświadczeń – zauważa Zuzanna Warchoł, studentka Politechniki Gdańskiej. Z kolei Kacper Dobek, doktorant Politechniki Poznańskiej, zwraca uwagę na długofalowe korzyści płynące z projektu.

To doświadczenie pokazało, jak wiele dobrego może wydarzyć się, gdy spotykają się ludzie z różnych środowisk. Efekty Datathonu wykraczają poza Polskę – podobne inicjatywy zaczęły powstawać również w innych krajach Europy, inspirując kolejne zespoły do poszukiwania praktycznych zastosowań AI w medycynie. Namacalnym przykładem może być chociażby grudniowy Datathon we Francji, który, dzięki zdobytej w Gdańsku wiedzy, miałem okazję wesprzeć organizacyjnie – podsumowuje.

Źródło: inf pras

Chirurdzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu przeprowadzili pionierską operację usunięcia guza nowotworowego kości łokciowej z jednoczasową rekonstrukcją kończyny przy użyciu standaryzowanej protezy, dotychczas wykorzystywanej wyłącznie w leczeniu zmian zwyrodnieniowych i urazowych. To pierwszy taki zabieg w Polsce, a według zespołu operacyjnego prawdopodobnie również pierwszy w Europie wykonany z zastosowaniem tego rozwiązania w chirurgii onkologicznej. Zastosowana metoda może zwiększyć dostępność nowoczesnych rekonstrukcji dzięki znacznie niższym kosztom niż indywidualnie drukowane implanty 3D.

Zastosowana podczas zabiegu metoda może oznaczać istotną zmianę w podejściu do rekonstrukcji kończyn po rozległych operacjach onkologicznych. Dotychczas w podobnych przypadkach wykorzystywano najczęściej indywidualnie projektowane implanty wykonywane w technologii druku 3D. Choć pozwalają one na bardzo precyzyjne odtworzenie ubytku kostnego, ich przygotowanie jest czasochłonne i kosztowne, co ogranicza dostępność tej technologii dla wielu ośrodków i pacjentów.

Zespół z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu zdecydował się na inne rozwiązanie. Do rekonstrukcji po usunięciu guza wykorzystano standaryzowaną protezę, która została zaadaptowana do potrzeb chirurgii onkologicznej. Według lekarzy takie podejście pozwala znacząco obniżyć koszty leczenia, a jednocześnie zachować możliwość skutecznej rekonstrukcji kończyny.

Podczas konferencji prasowej dr Adam Domanasiewicz szczegółowo omówił przebieg operacji, przedstawiając zarówno samą technikę zabiegu, jak i przesłanki, które doprowadziły do wyboru właśnie takiego rozwiązania. Jak podkreślał, innowacyjność nie polega wyłącznie na wykorzystaniu nowego rodzaju protezy, ale przede wszystkim na jej adaptacji do potrzeb chirurgii onkologicznej oraz możliwości szerszego zastosowania tej metody u kolejnych pacjentów.

W konferencji uczestniczyli także dyrektor szpitala prof. Wojciech Witkiewicz oraz Christian Leibinger, prezes firmy KLS Martin, produkującej wykorzystaną protezę. Rozmawiano nie tylko o przebiegu samego zabiegu, ale również o potencjale tej technologii w rozwoju nowoczesnej chirurgii onkologicznej narządu ruchu.

Po zakończeniu spotkania z mediami dziennikarze mogli odwiedzić pacjenta. Jak poinformowano, już dzień po operacji jego stan był dobry, a chory zaprezentował pierwsze ruchy operowaną ręką, potwierdzając bardzo dobry wczesny efekt przeprowadzonej rekonstrukcji.

Jeżeli dalsze obserwacje potwierdzą skuteczność zastosowanego rozwiązania, może ono otworzyć drogę do szerszego wykorzystania standaryzowanych protez również w leczeniu nowotworów kości. Zdaniem zespołu operacyjnego pozwoliłoby to zwiększyć dostępność zaawansowanych rekonstrukcji onkologicznych, zwłaszcza w przypadkach dotyczących okolicy stawu promieniowo-łokciowego, gdzie dotychczas możliwości leczenia były ograniczone. Zabieg przeprowadzili dr Adam Domanasiewicz, dr Jacek Martynkiewicz oraz dr Karolina Panasiuk.

Video z zabiegu dostępne w aktualnościach strony internetowej https://wssk.wroc.pl/2966-nowatorska-operacja-onkologiczna

Źródło: wssk.wroc.pl

Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od 1 lipca 2026 roku pełni funkcję rektora Uczelni Łazarskiego. W nowej kadencji zamierza rozwijać uczelnię jako nowoczesny, interdyscyplinarny ośrodek akademicki, łączący medycynę, prawo, biznes i nowe technologie. Jednym z priorytetów będzie wzmacnianie współpracy nauki z praktyką oraz kształcenie specjalistów odpowiadających na wyzwania współczesnego systemu ochrony zdrowia. 
Nowa Rektor jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego środowiska eksperckiego w obszarze ochrony zdrowia, autorką licznych publikacji naukowych i eksperckich oraz członkinią gremiów doradczych najważniejszych instytucji ochrony zdrowia w Polsce. W latach 2015–2025 była wiceprzewodniczącą Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie zasiada m.in. w Radzie Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Od ponad dwudziestu lat związana jest z Uczelnią Łazarskiego, gdzie pełni funkcję Dziekana Łazarski Executive Education oraz Dyrektora Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.

 Uczelnia Łazarskiego ma silne fundamenty, rozpoznawalną markę i społeczność, z której możemy być dumni. Moją ambicją jest rozwijać ten potencjał i uczynić naszą uczelnię jednym z najbardziej nowoczesnych i interdyscyplinarnych niepublicznych ośrodków akademickich w Europie Środkowo-Wschodniej – miejscem, które łączy prawo, biznes, medycynę i nowe technologie w jeden spójny ekosystem wiedzy, badań i innowacji. – mówi dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, Rektor Uczelni Łazarskiego.

Jednym z priorytetów nowej kadencji będzie jeszcze mocniejsza integracja nauki z praktyką, rozwój współpracy z biznesem i administracją publiczną oraz kształcenie absolwentów przygotowanych do rozwiązywania realnych problemów współczesnego świata.

– Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka od lat udowadnia, że potrafi skutecznie łączyć świat nauki z potrzebami gospodarki i administracji publicznej. To właśnie takich liderów potrzebują dziś uczelnie – odważnych, otwartych na zmiany i potrafiących przekuwać wiedzę w realny wpływ na otoczenie. Jestem przekonana, że pod jej przewodnictwem Uczelnia Łazarskiego będzie wyznaczać kierunki rozwoju nowoczesnego szkolnictwa wyższego. – mówi Marta Rosińska-Kortas, Prezydent Uczelni Łazarskiego.

Uczelnia Łazarskiego od ponad 30 lat należy do grona najlepszych uczelni niepublicznych w Polsce. Kształci ponad 5 tys. studentów z kilkudziesięciu krajów na kierunkach z zakresu prawa, ekonomii, zarządzania oraz medycyny. Jej wysoką jakość potwierdzają czołowe miejsca w rankingach „Perspektyw”, „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej”, a także prestiżowe akredytacje krajowe i międzynarodowe. Od roku akademickiego 2026/2027 oferta uczelni poszerzy się o kierunek lekarsko-dentystyczny – pierwsze pięcioletnie studia stomatologiczne prowadzone przez niepubliczną uczelnię akademicką w Polsce.

Dr. hab. n. med. i n. o zdr., dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka: Dziekan Łazarski Executive Education oraz Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. W latach 2015–2025 wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia (członek rady od 2010 r.). Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej Polfy Tarchomin (2024–2026). Dyrektor programu MBA w Ochronie Zdrowia oraz MBA Healthcare Innovation & Technology, kierownik merytoryczny wielu certyfikowanych przez Uczelnię Łazarskiego programów szkoleniowych dedykowanych profesjonalistom medycznym, kadrze zarządzającej placówkami leczniczymi oraz pracownikom instytucji publicznych z sektora zdrowia.

Członkini Rady Naukowej Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Inicjatorka i liderka Sektorowej Rady ds. Kompetencji w opiece zdrowotnej i opiece społecznej. Autorka licznych publikacji naukowych i eksperckich poświęconych ekonomiczno-społecznym aspektom ochrony zdrowia i nowoczesnym modelom jej organizacji i finansowania. Propagatorka koncepcji „Ochrony zdrowia nakierowanej na wartość” (Value Based Healthcare) oraz Hospital Based HTA.

Według miesięcznika MyCompany należy do 15 wpływowych kobiet, które zmieniają oblicze polskiej branży medycznej. Laureatka konkursu Sukces Roku 2022 w Ochronie Zdrowia w kategorii Zdrowie publiczne. Od lat w pierwszej dziesiątce LISTY STU najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia. W kolejnych edycjach plebiscytu Kobieta Rynku Zdrowia znalazła się wśród 50 najbardziej wpływowych kobiet działających w obszarze zdrowia. Wyróżniona prestiżową nagrodą „Wizjonerzy Zdrowia” w kategorii Ambasadorka Zdrowia oraz nagrodą ShEO AWARDS 2026 „WOMEN MASTERS OF HEALTH”. Integratorka ludzi i idei. Za propagowanie wzorów świadomego przywództwa pełnego empatii, szacunku i uważności laureatka pierwszej edycji konkursu „Sustainable Impact” w kategorii Lider.

Źródło: inf. pras.
Foto: Uczelnia Łazarskiego

Narodowy Instytut Onkologii w Krakowie wdraża narzędzia, które zmienią sposób przygotowywania, podpisywania i przechowywania dokumentacji medycznej. W ramach projektu cyfryzacji finansowanego ze środków Krajowego Planu Odbudowy zakupiono 26 tabletów mobilnych, dwa skanery, 27 długopisów biometrycznych oraz 11 ekranów podpisowych.
Nowe wyposażenie pozwoli połączyć kilka dotychczas odrębnych czynności w jeden elektroniczny proces. Dokument będzie można wyświetlić pacjentowi, uzupełnić, podpisać i zapisać bez konieczności przygotowywania kolejnych wydruków. Rozwiązanie znajdzie zastosowanie na oddziałach, w poradniach, pracowniach oraz rejestracjach Instytutu. Istotnym elementem wdrożenia jest powiązanie nowych urządzeń z funkcjonującym w NIO systemem informatycznym.

– Zakończyliśmy etap integracji rozwiązania z systemem HIS. Oznacza to, że formularze, skany i dokumenty opatrzone podpisem elektronicznym będą trafiały bezpośrednio do właściwej dokumentacji pacjenta. Jednocześnie system zachowuje kontrolę uprawnień i pozwala rejestrować, kto oraz w jakim zakresie korzystał z określonych danych – wyjaśnia Adam Gackiewicz z Działu IT NIO w Krakowie.

Tablety będą wykorzystywane m.in. do przedstawiania pacjentom treści zgód, oświadczeń i formularzy. Uzupełnienie danych na urządzeniu mobilnym ograniczy konieczność późniejszego przepisywania informacji z wersji odręcznej. Czytelność zapisów oraz możliwość sprawdzenia wymaganych pól jeszcze przed zatwierdzeniem dokumentu pomogą również zmniejszyć liczbę braków formalnych.

– Dla osób zgłaszających się do Instytutu będzie to przede wszystkim prostszy sposób dopełniania formalności. Pracownik będzie mógł przeprowadzić pacjenta przez formularz, wyjaśnić niejasne punkty i od razu zweryfikować, czy wszystkie wymagane informacje zostały podane. Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, gdy pacjent jest zdenerwowany, osłabiony albo ma trudność z samodzielnym wypełnianiem rozbudowanych druków– podkreśla Katarzyna TarnawskaKierownik Działu ds. Koordynacji Krajowej Sieci Onkologicznej i Wsparcia Działalności Leczniczej.

Do systemu mogą być wprowadzane także materiały dostarczone z innych placówek, w tym wyniki badań, karty informacyjne leczenia szpitalnego, wypisy, opisy zabiegów i operacji, zaświadczenia oraz pozostałe dokumenty istotne dla dalszego postępowania medycznego. Dwa zakupione skanery umożliwią ich przekształcenie do postaci cyfrowej.

Podczas zapisu wykorzystywana będzie technologia OCR, czyli optyczne rozpoznawanie tekstu. Pozwala ona odczytywać treść zeskanowanych stron, a nie traktować ich wyłącznie jako obrazu. Każdy plik zostanie ponadto opisany metadanymi, takimi jak kategoria dokumentu, dane identyfikacyjne oraz miejsce przypisania w historii choroby.

– Dobrze przeprowadzona digitalizacja nie kończy się na wykonaniu skanu. Kluczowe jest uporządkowanie materiału w taki sposób, aby potrzebny dokument można było odnaleźć według jego rodzaju, daty lub związku z konkretnym etapem leczenia. W efekcie powstaje spójny zasób informacji, który wspiera ciągłość opieki i ogranicza konieczność korzystania z rozproszonych archiwów – mówi Krzysztof Wrona, Kierownik Archiwum Zakładowego i Dokumentacji Medycznej.

Długopisy biometryczne umożliwią odwzorowanie podpisu odręcznego wraz z jego cechami charakterystycznymi, natomiast ekrany Wacom posłużą do akceptowania dokumentów bezpośrednio na stanowiskach obsługi. Zastosowanie kilku rodzajów urządzeń pozwoli dopasować sposób pracy do specyfiki danego miejsca oraz rodzaju formularza.

Pełne uruchomienie produkcyjne rozwiązania planowane jest w najbliższym czasie. Inwestycja stanowi kolejny etap rozwoju cyfrowego środowiska NIO w Krakowie finansowanego z środków KPO, w którym technologia ma wspierać zarówno organizację procesów medycznych, jak i sprawną komunikację między pacjentem a personelem.

Żródło: inf pras

W dniach 8-14 czerwca w całej Polsce odbędzie się Ogólnopolski Tydzień Projektów KPO w Zdrowiu, inicjatywa mająca na celu prezentację inwestycji i działań realizowanych dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. W wydarzeniu uczestniczyć będą placówki medyczne, uczelnie i instytucje ochrony zdrowia, które pokażą, w jaki sposób fundusze europejskie wspierają modernizację infrastruktury, rozwój cyfryzacji, poprawę jakości świadczeń oraz wzmacnianie potencjału kadrowego polskiego systemu ochrony zdrowia.

Celem akcji jest pokazanie, jak projekty finansowane z KPO wpłyną na rozwój nowoczesnej opieki zdrowotnej, poprawę jakości świadczeń, zwiększenie dostępności usług medycznych dla pacjentów, wsparcie kadry medycznej, rozwój nauk i badań medycznych.

W ramach wydarzenia placówki medyczne z całego kraju organizować będą m.in. dni otwarte, prezentacje przedsięwzięć, spotkania informacyjne, konferencje, wydarzenia edukacyjne oraz badania profilaktyczne skierowane do lokalnych społeczności.

Akcja ma być okazją do wspólnego pokazania skali inwestycji i zmian w systemie ochrony zdrowia, wdrażanych w różnych regionach Polski. Organizatorzy wydarzeń zachęcają do udziału w nich wszystkich mieszkańców.

Szczegółowe informacje dotyczące wydarzeń oraz lista uczestniczących placówek dostępne są na stronie internetowej akcji: OTP | Mapa KPO

Warto przypomnieć, że blisko 18 miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) zostało przeznaczonych m.in. na modernizację infrastruktury, rozwój cyfryzacji czy wsparcie kadr medycznych. To historyczna reforma sektora ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

Projekt pt. „Broad-spectrum anticancer therapy based on molecules selectively destabilizing the cytoskeleton of cancer cells”, którego kierownikiem jest prof. Piotr Dzięgiel, prorektor ds. nauki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, otrzymał dofinansowanie w konkursie Agencji Badań Medycznych na rozwój projektów badawczo-rozwojowych z obszaru medycyny translacyjnej –  TRANSMED. Projekt, na który ABM przyznała blisko 12 mln zł dofinansowania, będzie realizowany przez konsorcjum czterech uczelni. Jego liderem jest Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu.
Celem projektu jest opracowanie nowego podejścia do leczenia nowotworów – terapii, która mogłaby działać wobec różnych typów raka, a przy tym selektywnie niszczyć komórki nowotworowe bez uszkadzania zdrowych tkanek. To jedno z najważniejszych wyzwań współczesnej onkologii. Wiele dostępnych dziś metod leczenia, choć skutecznych u części pacjentów, wiąże się z istotnymi działaniami niepożądanymi, ponieważ oddziałuje nie tylko na komórki nowotworowe, lecz także na prawidłowe komórki organizmu.

– Nowy projekt zakłada wykorzystanie mechanizmu, który ma pozwolić na bardziej precyzyjne „uderzenie” w komórki raka – wyjaśnia prof. Piotr Dzięgiel, kierownik Zakładu Histologii i Embriologii UMW. – Koncentrujemy się na białku aldolazie A, oznaczanej jako ALDOA. Jest to białko, które w wielu nowotworach występuje w zwiększonej ilości i pełni ważną funkcję w życiu komórki nowotworowej. Zespół badawczy chce wykorzystać fakt, że ALDOA bierze udział w stabilizacji cytoszkieletu, czyli wewnętrznego „rusztowania” komórki.

Cytoszkielet można porównać do konstrukcji nośnej, która utrzymuje kształt komórki, pozwala jej się przemieszczać, dzielić i reagować na otoczenie. Dla komórek nowotworowych, które intensywnie się namnażają i mają zdolność naciekania innych tkanek, taka stabilność jest szczególnie ważna. Zakłócenie tego mechanizmu może sprawić, że komórka nowotworowa traci zdolność prawidłowego funkcjonowania i obumiera.

Właśnie na tym opiera się główna idea projektu: nie chodzi o klasyczne blokowanie enzymatycznej funkcji białka, ale o zakłócenie jego innej, nieenzymatycznej roli – związanej z cytoszkieletem. Według założeń projektu taka strategia może prowadzić do selektywnej śmierci komórek nowotworowych, przy jednoczesnym ograniczeniu wpływu na zdrowe tkanki.

 
Podstawą prowadzonych prac jest cząsteczka oznaczona jako UM0112176. W badaniach wstępnych wykazano, że może ona wiązać się z ALDOA i prowadzić do destabilizacji cytoszkieletu komórek nowotworowych. Efektem tego procesu jest śmierć komórek raka. Co istotne, założeniem projektu jest uzyskanie takich związków, które będą działały możliwie skutecznie na komórki nowotworowe,
a jednocześnie będą bezpieczne dla komórek zdrowych.

Związek wyjściowy ma jednak ograniczenia, które trzeba przezwyciężyć, zanim będzie można myśleć o jego dalszym rozwoju jako potencjalnego leku. Jednym z nich jest niska rozpuszczalność, ograniczająca możliwość zastosowania klinicznego. Dlatego projekt nie polega wyłącznie na badaniu jednej cząsteczki, ale na zaprojektowaniu, syntezie i ocenie nowych pochodnych UM0112176, które będą miały lepsze właściwości.

W ramach zaplanowanych prac naukowcy chcą otrzymać co najmniej 10 nowych pochodnych tej cząsteczki. Następnie spośród nich zostaną wybrane związki o najlepszych właściwościach przeciwnowotworowych. Kolejny etap obejmie ocenę ich zachowania w organizmie, biodostępności, toksyczności i stabilności. Ostatecznym celem jest uzyskanie co najmniej trzech zoptymalizowanych kandydatów na leki, gotowych do dalszych badań przedklinicznych i przygotowania do wczesnych badań klinicznych.

– Projekt będzie koncentrował się przede wszystkim na nowotworach o dużym znaczeniu klinicznym: raku płuca, raku trzustki i raku piersi. To choroby, w których mimo postępu medycyny nadal istnieje ogromna potrzeba nowych terapii spersonalizowanych – tłumaczy prof. Piotr Dzięgiel. – Szczególnie takich, które mogłyby działać skutecznie u pacjentów z bardziej zaawansowaną chorobą lub
w przypadkach oporności na dotychczasowe leczenie.

Ważną częścią projektu będą również prace nad formulacjami liposomalnymi. Liposomy można w uproszczeniu opisać jako bardzo małe nośniki, które pomagają dostarczyć substancję czynną tam, gdzie jest potrzebna. Dzięki nim możliwe jest poprawienie rozpuszczalności leku, zwiększenie jego trwałości w organizmie i ograniczenie niepożądanych efektów ogólnoustrojowych. W przypadku projektowanej terapii takie rozwiązanie może mieć kluczowe znaczenie dla dalszego ulepszania cząsteczek terapeutycznych.

Zespół naukowców zakłada, że dzięki połączeniu nowych pochodnych UM0112176 z odpowiednio dobranymi nośnikami liposomalnymi uda się uzyskać formuły o większej skuteczności i korzystniejszym profilu bezpieczeństwa. Badacze będą sprawdzać zarówno formy wolne związków, jak i formy zamknięte w liposomach, porównując ich aktywność przeciwnowotworową, toksyczność i zdolność utrzymywania się w organizmie.

Istotną cechą projektu jest jego translacyjny charakter. Oznacza to, że badania nie kończą się na poziomie podstawowego odkrycia naukowego, ale mają prowadzić do rozwiązania, które w przyszłości może być rozwijane jako realna terapia dla pacjentów. Projekt łączy zatem kilka obszarów: biologię nowotworów, chemię leków, farmakologię, technologie formulacji oraz ocenę potencjału klinicznego i komercjalizacyjnego.

Taki zakres prac wymaga współpracy specjalistów z różnych dziedzin. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu odpowiada za kliniczny i biomedyczny wymiar projektu, natomiast partnerzy konsorcjum wnoszą kompetencje w zakresie chemii, biologii molekularnej, farmakologii, technologii nośników i analiz niezbędnych do dalszego rozwoju kandydatów na leki. Dzięki temu projekt ma obejmować cały łańcuch prac – od zaprojektowania nowych związków, przez badania ich działania, aż po wybór najlepszych kandydatów do kolejnych etapów rozwoju.

Zgodnie z założeniami proponowany mechanizm działania jest nowy w skali światowej i dotąd nie był wykorzystywany w onkologii. Jeśli wyniki projektu potwierdzą przyjęte hipotezy, może on otworzyć drogę do nowej klasy terapii przeciwnowotworowych. Byłyby one ukierunkowane nie na pojedynczą mutację czy jeden rodzaj nowotworu, lecz na bardziej uniwersalną słabość komórek raka – ich zależność od stabilizacji cytoszkieletu przez ALDOA.

– To szczególnie ważne, ponieważ nowotwory są bardzo zróżnicowane – dodaje kierownik projektu.

– Terapia skuteczna tylko wobec jednego, wąskiego mechanizmu biologicznego nie zawsze sprawdza się u szerokiej grupy pacjentów. Proponowane podejście może mieć potencjalnie szersze zastosowanie, ponieważ nadmierna obecność ALDOA obserwowana jest w wielu typach nowotworów. Właśnie dlatego projekt określany jest jako praca nad terapią szerokozakresową.

Znaczenie projektu wykracza poza sam aspekt naukowy. Nowotwory pozostają jedną z najczęstszych przyczyn zgonów na świecie, a koszty ich leczenia stale rosną. Nowoczesne terapie onkologiczne, choć przełomowe, bywają bardzo drogie i nie zawsze dostępne dla wszystkich pacjentów. Autorzy projektu wskazują, że opracowanie skutecznej i mniej kosztownej terapii mogłoby w przyszłości przynieść korzyści nie tylko kliniczne, lecz także społeczne i ekonomiczne – zmniejszając liczbę hospitalizacji, poprawiając jakość życia chorych i zwiększając szanse na powrót do normalnego funkcjonowania.

Projekt, którego liderem jest Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, to przykład badań łączących ambitną naukę z jasno określonym celem praktycznym. Punktem wyjścia jest nowe spojrzenie na biologię komórki nowotworowej, ale celem końcowym – stworzenie podstaw do terapii, która w przyszłości mogłaby zostać rozwinięta z myślą o pacjentach.

Partnerami UMW w projekcie „Broad-spectrum anticancer therapy based on molecules selectively destabilizing the cytoskeleton of cancer cells” są: Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, Uniwersytet Wrocławski oraz Politechnika Wrocławska. Kwota dofinansowania wynosi 11 874 499 zł, a realizacja projektu została zaplanowana na trzy lata.

W przygotowaniu wniosku wsparcia udzielili: Sekcja Pozyskiwania Projektów Centrum Zarządzania Projektami oraz pracownicy Centrum Transferu Technologii UMW.

Źródło: inf pras

Rozwój medycyny i nauk biomedycznych otwiera dziś nowe możliwości w walce z chorobami nowotworowymi, ale jednocześnie uwidacznia skalę wyzwań związanych z ich wczesnym wykrywaniem i skutecznym leczeniem. Co 40 minut w Polsce ktoś słyszy diagnozę nowotworu krwi, a liczba zachorowań systematycznie rośnie. Jak lepiej zrozumieć chorobę na poziomie komórkowym i zwiększyć skuteczność terapii? Dr Katarzyna Majzner, stypendystka programu L’Oréal–UNESCO Dla Kobiet i Nauki z Wydziału Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazuje, że odpowiedzią mogą być nowoczesne metody biospektroskopowe i bezznacznikowa analiza komórek.
Co 40 minut w Polsce, a co 27 sekund na świecie ktoś słyszy diagnozę nowotworu krwi. W Polsce rocznie diagnozuje się około 9 tys. nowych przypadków nowotworów układu krwiotwórczego i chłonnego. Te dane pokazują skalę wyzwania, przed którym stoi współczesna medycyna szczególnie w obszarze wczesnej diagnostyki oraz skutecznego, dopasowanego do pacjenta leczenia.

W odpowiedzi na te wyzwania naukowcy na całym świecie poszukują innowacyjnych narzędzi, które pozwolą lepiej zrozumieć mechanizmy choroby oraz przewidywać skuteczność terapii. Jednym z obiecujących kierunków są zaawansowane techniki analityczne umożliwiające badanie komórek na poziomie molekularnym, bez konieczności stosowania dodatkowych znaczników czy ingerencji w ich strukturę.

Rozwiązaniem mogą okazać się badania dr Katarzyny Majzner, stypendystki programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki, których celem jest pogłębienie wiedzy z zakresu biomedycyny i przekraczanie ograniczeń obecnie stosowanych metod diagnostycznych. Spektroskopia oscylacyjna, od lat wykorzystywana w przemyśle i farmacji do kontroli jakości leków, surowców, kosmetyków czy żywności, coraz śmielej wkracza również do medycyny. Już dziś testowana jest m.in. w diagnostyce nowotworów, w rozróżnianiu zdrowej i zmienionej chorobowo tkanki podczas zabiegów operacyjnych oraz w badaniach nad wczesnym wykrywaniem chorób metabolicznych.

W przyszłości takie podejście może umożliwić opracowanie nowych metod diagnostycznych, pozwalających szybciej i trafniej wykrywać choroby oraz przewidywać skuteczność terapii u konkretnego pacjenta. To realna szansa na rozwój medycyny spersonalizowanej skuteczniejszej, bezpieczniejszej i lepiej dopasowanej do indywidualnych potrzeb chorych.

O przyszłości diagnostyki nowotworów

Dr Katarzyna Majzner, stypendystka 25. edycji programu L’Oréal–UNESCO Dla Kobiet i Nauki, specjalizuje się w obrazowaniu ramanowskim i bezznacznikowej analizie komórek. Bada mechanizmy działania leków po poziomie molekularnym w warunkach in vitro. Prowadzi fenotypowanie  komórek układu krwiotwórczego oraz badania lekooporności, co jest ważne z punktu widzenia zaawansowanej diagnostyki i celowanej terapii. Równolegle bada podstawy molekularne cytotoksyczności leków na prawidłowych komórkach śródbłonka, którego dysfunkcja związana jest z rozwojem wielu chorób cywilizacyjnych. Jej badania są interdyscyplinarne, na pograniczu chemii, biologii i farmakologii i zmierzają z jednej strony do opracowania nowoczesnych strategii diagnostyczno-terapeutycznych, a z drugiej do pogłębienia wiedzy w szeroko rozumianej biomedycynie, przekraczając ograniczenia obecnie stosowanych metod.

Moim największym marzeniem naukowym jest, aby moja praca miała realne znaczenie dla ludzi – by wyniki moich badań przełożyły się na praktykę kliniczną i stanowiły cegiełkę do opracowania narzędzi diagnostycznych dostępnych w szpitalach, wspierających lekarzy w procesie diagnozowania i leczenia pacjentów. To poczucie, że nauka może realnie zmieniać życie, stanowi dla mnie największą motywację. W szczególności zależy mi na rozwijaniu metod, które pozwolą lepiej zrozumieć i skuteczniej leczyć białaczki oraz inne nowotwory układu krwiotwórczego i chłonnego – mówi dr Katarzyna Majzner.

O stypendystce programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki

 
Dr Katarzyna Majzner jest chemiczką specjalizującą się w fotochemii i spektroskopii. Studia magisterskie ukończyła na Wydziale Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Już na ostatnim roku studiów równolegle zdobywała pierwsze doświadczenia zawodowe w przemyśle farmaceutycznym, pracując jako analityk kontroli jakości, co pozwoliło jej połączyć wiedzę akademicką z praktycznym zastosowaniem nauki.

W latach 2011–2015 realizowała studia doktoranckie na Wydziale Chemii UJ, jednocześnie uczestnicząc w Interdyscyplinarnych Studiach Doktoranckich „Nauki molekularne dla medycyny” (MOL-MED). Stopień doktora nauk chemicznych uzyskała w 2015 roku na podstawie rozprawy pt. „Spektroskopia oscylacyjna w farmakologii śródbłonka”, która została wyróżniona przez Radę Wydziału Chemii UJ.

Od 2015 roku dr Katarzyna Majzner jest zawodowo związana z Wydziałem Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego początkowo jako asystentka w Zakładzie Fizyki Chemicznej, a od 2018 roku jako adiunktka. W sierpniu 2025 roku złożyła do Rady Doskonałości Naukowej wniosek o wszczęcie postępowania habilitacyjnego w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych, w dyscyplinie nauki chemiczne.

Jej ścieżka naukowa obejmuje liczne staże zagraniczne, m.in. w FOCAS Institute w Dublinie, Robert Koch Institute w Berlinie oraz Leibniz Institute of Photonic Technology w Jenie. Doświadczenia te pozwoliły jej pogłębić kompetencje w obszarze biospektroskopii i chemometrii oraz rozwinąć międzynarodową współpracę badawczą.

Dr Majzner była kierowniczką i uczestniczką wielu projektów badawczych finansowanych ze środków krajowych i międzynarodowych, m.in. grantów Sonata (NCN),Iuventus Plus (MNiSW) oraz PHC Polonium (NAWA). W latach 2019–2023 pełniła funkcję Team Leaderki grupy badawczej Uniwersytetu Jagiellońskiego w projekcie Team-Net, realizowanym ze środków Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Dorobek naukowy dr Katarzyny Majzner był wielokrotnie doceniany jest laureatką programu Etiuda (NCN), FNP START oraz stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Jej osiągnięcia były również nagradzane Zespołowymi Nagrodami Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w 2023 roku otrzymała Zespołową Nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia naukowe.

O programie L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki

Celem programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki prowadzonego w Polsce od 2001 roku jest promowanie osiągnięć naukowych utalentowanych badaczek, zachęcanie ich do kontynuacji prac zmierzających do rozwoju nauki oraz udzielenie wsparcia finansowego. Partnerami programu są Polski Komitet do spraw UNESCO, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polska Akademia Nauk oraz UNGC Network Poland. Do 2026 roku w Polsce wyróżniono 137 naukowczyń. Wyboru, co roku dokonuje Jury pod przewodnictwem prof. Ewy Łojkowskiej.

Polska jest jednym ze 118 krajów, w których co roku przyznawane są stypendia dla utalentowanych naukowczyń. Program Dla Kobiet i Nauki jest częścią globalnej inicjatywy For Women in Science, która powstała dzięki partnerstwu L’Oréal i UNESCO. Międzynarodowa nagroda przyznawana jest co roku w Paryżu w ramach For Women in Science Week pięciu laureatkom, których odkrycia dostarczają odpowiedzi na kluczowe problemy ludzkości. 

Źródło: Komunikat Prasowy

Operacja wykonana z odległości 10 tysięcy kilometrów jeszcze niedawno brzmiała jak scenariusz science fiction. Dziś staje się faktem. Polscy chirurdzy przeprowadzili pionierskie zabiegi telerobotyczne z Chin do Warszawy, pokazując, że granice w medycynie przestają mieć znaczenie.
Polska medycyna coraz odważniej wychodzi poza tradycyjne ramy systemu ochrony zdrowia i fizycznej obecności lekarza przy pacjencie. Najnowszy przykład to operacje przeprowadzone przez prof. Piotra Suwalskiego i dr. Pawła Wisza, które mogą być jednym z najbardziej symbolicznych momentów dla rozwoju telechirurgii w Europie.

Zabiegi wykonano z Chengdu, jednego z najważniejszych ośrodków medycznych w Azji, gdzie działa Sichuan University West China Hospital. Pacjenci znajdowali się w Warszawie, w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA. Odległość około 10 tysięcy kilometrów nie była przeszkodą, lecz dowodem na to, że technologia zaczyna redefiniować samą istotę medycyny zabiegowej.

To wydarzenie ma znaczenie znacznie szersze niż pojedynczy sukces technologiczny. Telechirurgia od lat była rozwijana w ograniczonym zakresie, często w warunkach eksperymentalnych. Kluczowym wyzwaniem pozostawały opóźnienia w transmisji danych, bezpieczeństwo połączeń oraz stabilność systemów robotycznych. Każdy z tych elementów w praktyce decyduje o bezpieczeństwie pacjenta.

Dziś widać wyraźnie, że te bariery zaczynają być realnie pokonywane. Skoro możliwe jest przeprowadzenie operacji międzykontynentalnej, oznacza to, że infrastruktura technologiczna osiągnęła poziom pozwalający myśleć o wdrożeniach systemowych, a nie tylko pojedynczych demonstracjach.

Jednocześnie warto zauważyć, że polscy lekarze nie pełnią w tym projekcie wyłącznie roli wykonawców. Są również aktywnymi uczestnikami globalnej debaty o przyszłości chirurgii. Lekarze PIM MSWiA są jedynymi przedstawicielami Europy, którzy nie tylko realizują zabiegi, ale również pełnią rolę ekspercką podczas West China Hospital International Medical Robotics Conference.

Obecność w tym gronie ma znaczenie strategiczne. Telechirurgia to nie tylko technologia, ale także nowe modele organizacji opieki zdrowotnej. W przyszłości może oznaczać dostęp do najlepszych specjalistów niezależnie od miejsca zamieszkania pacjenta. Może też zmienić sposób kształcenia chirurgów, tworząc globalne środowisko współpracy i wymiany doświadczeń.

Jednak za tym potencjałem kryją się również pytania, na które systemy ochrony zdrowia dopiero będą musiały odpowiedzieć. Kto ponosi odpowiedzialność za zabieg wykonany na odległość? Jak zapewnić równość dostępu do takich technologii? Czy telechirurgia stanie się standardem, czy pozostanie rozwiązaniem dla wybranych ośrodków?

Nie bez znaczenia jest również kontekst geopolityczny i technologiczny. Rozwój telechirurgii wymaga zaawansowanej infrastruktury cyfrowej, stabilnych łączy i wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa. W praktyce oznacza to ścisłe powiązanie medycyny z rozwojem technologii telekomunikacyjnych i polityką cyfrową państw.

Sukces polskich lekarzy pokazuje, że Europa nie jest jedynie odbiorcą tych zmian, ale aktywnym uczestnikiem ich tworzenia. W czasach, gdy innowacje medyczne coraz częściej rodzą się na styku kontynentów, takie projekty budują pozycję nie tylko pojedynczych ośrodków, ale całych systemów ochrony zdrowia.

Telechirurgia nie zastąpi klasycznej chirurgii w najbliższym czasie. Może jednak stać się jej naturalnym rozszerzeniem. Zwłaszcza tam, gdzie dostęp do specjalisty jest ograniczony, a czas reakcji ma kluczowe znaczenie.

To, co jeszcze niedawno było pokazem możliwości technologii, zaczyna stawać się elementem realnej praktyki klinicznej. A Polska, dzięki takim projektom, znajduje się w samym centrum tej zmiany.

Operacje przeprowadzone z Chin do Warszawy pokazują, że telechirurgia przestaje być eksperymentem, a staje się realnym kierunkiem rozwoju medycyny. Polscy lekarze nie tylko uczestniczą w tym procesie, ale współtworzą jego standardy, co może mieć znaczenie dla przyszłości opieki zdrowotnej w Europie.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

6 na 12 dzieci z mutacją PUS3 to Polacy, w tym 2-letni Jerzy. Z powodu niszowej skali rodzice sami finansują prace polskich naukowców nad pionierską terapią genetyczną, którą trzeba stworzyć od zera. To unikalny wkład w rozwój światowej biotechnologii. Pierwszy etap prac kosztuje 1 mln euro. Ruszyła zbiórka na Pomagam.pl.
 
Jerzy otrzymał 10/10 punktów w skali Apgar. Jednak szybko okazało się, że jego rozwój odbiega od normy: dramatycznie obniżone napięcie mięśniowe uniemożliwiało mu zupełne poruszanie się i jedzenie pokarmów stałych. Każda czynność, która większości dzieci przychodzi naturalnie, wyciąganie rąk po zabawki, podpór, raczkowanie, siadanie, stanie, wymagała niekończących się godzin pracy z fizjoterapeutą. Nie osiągał kamieni milowych rozwoju i nie rozumiał otoczenia. Chwilę po skończeniu roczku, rodzice Joanna i Jan usłyszeli diagnozę: ekstremalnie rzadka, patogenna mutacja w genie PUS3.

Wszystko zaczyna się od wady w tym konkretnym genie, który odpowiada za produkcję enzymu – syntazy pseudourydyny 3. Jedna literka kodu genetycznego, A (adenina), zostaje błędnie zastąpiona G (guaniną) na pozycji numer 212. W efekcie powstający enzym ma wadliwą strukturę niestabilną termicznie. W temperaturze ludzkiego ciała ulega on szybkiej degradacji, co skutkuje drastycznym spadkiem wydajności biosyntezy białek.

Dla Jerzego i innych dzieci z tą mutacją ten jeden, mikroskopijny błąd oznacza wyrok w postaci choroby o charakterze neurodegeneracyjnym i postępującym. To nie jest zwykłe opóźnienie rozwoju, ale błąd krytyczny, który atakuje cały organizm, m.in. mięśnie, wzrok i układ neurologiczny. Objawami są niepełnosprawność intelektualna, brak mowy (afazja), wady organów wewnętrznych i padaczka lekooporna. Z dnia na dzień choroba pogłębia się, a bez leku te dzieci nigdy nie staną się samodzielne i będą wymagały całodobowej opieki.

„Efekt założyciela” w Polsce

Obecnie na świecie zdiagnozowano 12 osób z mutacją w genie PUS3. Aż połowa z nich to polskie dzieci, a co najmniej 3 pozostałych ma znanych polskich przodków. Naukowcy podejrzewają wystąpienie tzw. efektu założyciela (ang. founder effect). Oznacza to, że ta konkretna mutacja c.212A>G (p.Y71C) pojawiła się wieki temu u wspólnego przodka żyjącego w naszej części Europy, prawdopodobnie na terenach dzisiejszego Śląska.

Badacze szacują, że obecnie w Polsce dziecko z syndromem PUS3 może rodzić się średnio raz na 1-2 lata. Przewiduje się, że w naszym kraju może żyć więcej pacjentów z tą mutacją, u których objawy błędnie zdiagnozowano jako np. mózgowe porażenie dziecięce lub niedotlenienie okołoporodowe.

Polscy naukowcy naprawią błąd w DNA

Ta mutacja genetyczna ma polskie korzenie, a polska nauka ma teraz realną szansę ją naprawić, ratując tym samym życie dzieci z syndromem PUS3. To również przełomowy wkład w rozwój inżynierii genetycznej na skalę światową i perspektywa dla innych chorób spowodowanych błędem w kodzie.

Rozwiązaniem jest terapia genowa. Rewolucyjna technologia, dzięki której nieuleczalne dotąd choroby genetyczne stają się w ostatnich latach możliwe do wyleczenia. Naukowcy wykorzystują bezpieczny wektor wirusowy AAV9, z którego usuwa się materiał genetyczny wirusa, a w jego miejsce wkłada „paczkę” z poprawnym genem PUS3. Wirus wnika do komórek i zostawia tam instrukcję obsługi, dzięki której organizm sam zaczyna produkować brakujący enzym. To nie tylko leczenie objawów, to „naprawianie” systemu operacyjnego organizmu u samego źródła.

Prace nad lekiem prowadzi prof. Leszek Lisowski, światowej klasy autorytet i pionier terapii genowych. Obecnie kieruje jednostką badawczą w Children’s Medical Research Institute w Sydney (Australia) i współpracuje z Gene2Cure Foundation w USA. Kolejnym czołowym badaczem syndromu PUS3 i innych chorób rzadkich o podłożu genetycznym jest prof. Robert Śmigiel. Razem tworzą zespół, który rzuca wyzwanie polskiej mutacji.

Terapia genowa w zasięgu ręki

Ten syndrom jest uznawany za „modelowego kandydata” do terapii genowej. Gen PUS3 jest wyjątkowo mały, co pozwala na precyzyjne umieszczenie go w bezpiecznych nośnikach, co wpływa na bardzo wysoką skuteczność leku. Co więcej mamy do czynienia z tzw. mechanizmem Loss-of-Function. Wystarczy tylko dostarczyć prawidłowy komponent, którego brakuje.

Optymizmem napawają też naukowców badania in vitro. Testy na komórkach pokazały, że po podaniu genu, metabolizm wraca do normy. To potwierdza, że neurony w mózgu, u dzieci takich jak  2-letni Jerzy, nie są martwe, a jedynie „uśpione”. Dostarczenie enzymu może je wybudzić, przywracając mózgowi neuroplastyczność i szansę na rozwój, w tym mowy i ruchu.

Największa bariera: pieniądze

Choć polscy naukowcy mają wiedzę i narzędzia, by stworzyć nowy lek, który uratuje życie dzieciom z syndromem PUS3, na przeszkodzie stoją pieniądze. Z jednej strony są koncerny farmaceutyczne, dla których nie opłaca się tworzenie leku dla kilkunastu pacjentów na świecie, z drugiej brak rozwiązań systemowych dla chorób rzadkich. Tradycyjne ścieżki w tym przypadku są niemożliwe, a pacjenci pozostają sami sobie.

Terapie genowe są to najdroższe leki, jakie istnieją na świecie. Leki wchodzące na rynek z firm farmaceutycznych często przekraczają 3 mln dolarów za dawkę. Jedna dawka jest wystarczająca, żeby tę chorobę wyleczyć, ale mówimy o ponad trzech mln dolarów amerykańskich. My, tworząc ten lek, mamy nadzieję, że on dotrze do dzieci bez takich kosztów, że będzie podany dzieciom za darmo, ale stworzenie samego leku też wymaga dużego nakładu finansowego – mówi prof. Leszek Lisowski.

Diagnoza ultrarzadkiej choroby genetycznej to dla rodzica wyrok podwójny. Z jednej strony patrzymy, jak choroba bezwzględnie odbiera naszemu dziecku sprawność fizyczną i intelektualną. Z drugiej strony zderzamy się realiami medycznego biznesu. Dla firm farmaceutycznych stworzenie leku dla kilkunastu dzieci na świecie jest po prostu nieopłacalne. Usłyszeliśmy, że nic nie da się zrobić – mówi Jan

Kieszczyński, tata 2-letniego Jerzego i założyciel PUS3 Foundation. Rodzice wzięli sprawy w swoje ręce i organizują się oddolnie. Jan Kieszczyński, tata 2-letniego Jerzego, założyciel PUS3 Foundation, która zrzesza rodziców z całego świata posiadających dziecko z tą mutacją, współpracuje ściśle z polskimi naukowcami i Gene2Cure Foundation oraz pozyskuje środki na stworzenie leku. To sytuacja bez precedensu. Rodzice przejmują rolę “big pharmy” i stają się motorem napędowym innowacji w biotechnologii, by uratować nie tylko własne dziecko, ale też inne z syndromem PUS3. W tym celu powstała zbiórka pieniędzy online w serwisie Pomagam.pl: pomagam.pl/jerzyvssyndrompus3

5 mln euro. Ile kosztuje życie?

Opracowanie i produkcja tego typu leku to proces niezwykle złożony i kosztowny. Prace nad nim potrwają 3-5 lat, a całkowity koszt projektu, od fazy laboratoryjnej do momentu podania pacjentom, szacuje się aż na 5 milionów euro.

Obecnie trwa wyścig o zebranie 1 miliona euro, czyli ponad 4,2 mln złotych, aby sfinansować pierwszy etap prac Discovery & Preclinical, który już trwa. Obejmuje on: projektowanie wektora wirusowego,  testy na komórkach pobranych od pacjentów, badania na modelach przedklinicznych oraz badania bezpieczeństwa.

Te choroby genetyczne, o których mówimy, tak jak PUS3, to są choroby postępujące […] Im szybciej, tym lepiej […] Te projekty zajmują dużo czasu i wymagają dużej ilości pieniędzy. Czego chcemy uniknąć, to żeby rozwój tego projektu się zatrzymał w momencie, gdy tych pieniędzy zabraknie i musiał czekać na zbiórkę pieniędzy – apeluje prof. Leszek Lisowski.

Zbiórka dla Jerzego to szansa dla wszystkich dzieci z PUS3, zarówno tych już zdiagnozowanych, jak i tych, które dopiero przyjdą na świat. To moment, w którym polska nauka i społeczna solidarność mogą sfinansować światowy przełom medyczny. Tylko działając razem, jesteśmy w stanie naprawić ten jeden, mikroskopijny błąd DNA o polskich korzeniach i udowodnić, że żadne dziecko nie jest „zbyt rzadkie”, by o nie walczyć.

Źródło: Komuinikat Prasowy

W Aptece Szpitalnej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku rozpoczął pracę drugi robot do przygotowywania leków cytotoksycznych. To kolejny krok w kierunku automatyzacji jednego z najbardziej wrażliwych i obciążających procesów w onkologii szpitalnej, gdzie precyzja, bezpieczeństwo i powtarzalność mają bezpośrednie przełożenie na zdrowie pacjentów oraz warunki pracy personelu.
Leki cytotoksyczne należą do najbardziej wymagających preparatów stosowanych w medycynie. Zawierają substancje o wysokiej toksyczności, które działają nie tylko na komórki nowotworowe, ale również na zdrowe tkanki. Każdy błąd w dawkowaniu, każdy kontakt personelu z preparatem, każda niekontrolowana ekspozycja stanowi realne zagrożenie. Dlatego proces ich przygotowywania od lat objęty jest rygorystycznymi procedurami, a jednocześnie coraz częściej staje się polem dla nowych technologii.

Pierwszy robot do sporządzania leków cytotoksycznych w UCK został uruchomiony ponad dwa lata temu. Teraz dołączył do niego mniejszy, w pełni zautomatyzowany system, który pracuje w środowisku o najwyższych wymaganiach czystości i kontroli. Nowe urządzenie wyposażono w trzy zaawansowane kamery oraz trzy stanowiska do napełniania. Może ono przygotować do 30 indywidualnych dawek leku na godzinę. Starszy robot osiąga wydajność nawet 70 dawek w tym samym czasie, jednak przedstawiciele szpitala podkreślają, że w tym obszarze szybkość nie jest jedynym ani najważniejszym parametrem.

Jak zaznacza mgr farm. Grzegorz Buńko z Apteki Szpitalnej UCK, kluczowe znaczenie ma dokładność i bezpieczeństwo całego procesu. „Dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji urządzenie precyzyjnie odmierza dawki leków i optymalizuje cały proces produkcji. Robot działa przy użyciu jednorazowych systemów zamkniętych, co zapewnia maksymalną ochronę zarówno dla personelu, jak i ochronę środowiska przed skażeniem” – podkreśla farmaceuta. Zastosowanie zamkniętych systemów oznacza ograniczenie kontaktu z substancjami niebezpiecznymi praktycznie do minimum, co w długiej perspektywie ma ogromne znaczenie dla zdrowia pracowników.

Automatyzacja zmienia również realia organizacyjne pracy apteki szpitalnej. Tradycyjne szkolenie farmaceutów do manualnego przygotowywania leków cytotoksycznych jest procesem długim i wymagającym, trwającym nawet pół roku. Obsługa robota znacząco skraca ten czas. Dzięki intuicyjnemu interfejsowi szkolenie może zostać zrealizowane w ciągu kilku godzin, co w warunkach narastających braków kadrowych ma niebagatelne znaczenie.

Na ten aspekt zwraca uwagę dr Wioletta Kaliszan, kierownik Apteki Szpitalnej UCK. „Automatyzacja procesu produkcji leków cytotoksycznych eliminuje konieczność ręcznego odmierzania dawek, co niesie za sobą istotne korzyści, takie jak: redukcja stresu związanego z ryzykiem popełnienia błędu, zmniejszenie obciążenia mięśniowo-szkieletowego, wynikające z pracy z wymuszoną pozycją ciała oraz zminimalizowanie narażenia na kontakt z substancjami niebezpiecznymi” – tłumaczy. W praktyce oznacza to nie tylko większe bezpieczeństwo, ale również poprawę komfortu pracy i mniejsze ryzyko wypalenia zawodowego wśród farmaceutów.

Uruchomienie drugiego robota nie jest jednorazową inwestycją, lecz elementem długofalowej strategii rozwoju apteki szpitalnej. Jak podkreśla dr Kaliszan, „marzeniem zespołu Apteki UCK jest, aby cały proces sporządzania tych leków odbywał się z wykorzystaniem najnowocześniejszych i najbezpieczniejszych rozwiązań. Dzięki zaangażowaniu i wsparciu Zarządu Szpitala to marzenie stopniowo staje się rzeczywistością”.

Na znaczenie tej inwestycji z perspektywy całej placówki zwraca uwagę również dyrekcja Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Jak mówi dyrektor naczelny UCK Jakub Kraszewski, „liczba pacjentów onkologicznych rośnie i należy wprowadzać rozwiązania, które efektywnie zwiększają możliwości pomocy, a przy tym zapewniają bezpieczeństwo naszemu personelowi”.

Historia gdańskiej apteki szpitalnej pokazuje, że automatyzacja w onkologii nie jest już wizją przyszłości, lecz odpowiedzią na konkretne problemy systemu. Rosnąca liczba pacjentów, niedobory kadrowe i coraz większa złożoność terapii sprawiają, że inwestycje w technologie wspierające personel przestają być luksusem, a stają się koniecznością. W tym kontekście drugi robot do przygotowywania leków cytotoksycznych jest nie tylko nowym urządzeniem, ale symbolem zmiany sposobu myślenia o bezpieczeństwie i jakości leczenia w nowoczesnym szpitalu.

Źródło: UCK

Sztuczna inteligencja przestaje być w farmacji narzędziem przyszłości, a staje się realnym elementem codziennej praktyki badawczej, produkcyjnej i regulacyjnej. Wartość globalnego rynku AI w sektorze farmaceutycznym rośnie w dynamicznym tempie, a kolejne przełomy technologiczne – w tym kwantowe uczenie maszynowe, zaczynają wpływać na bezpieczeństwo i skuteczność nowych terapii. Nadchodzący rok może okazać się momentem przełomowym, w którym zaawansowane algorytmy, automatyzacja i nowe regulacje po raz pierwszy przełożą się na realne skrócenie ścieżki rozwoju leków i większą odporność systemu farmaceutycznego.
Globalna wartość rynku sztucznej inteligencji w farmacji wynosiła 1,94 mld USD w 2025 roku i prognozuje się, że wzrośnie z 2,51 mld USD w 2026 roku do około 16,49 mld USD do 2034 roku.

Technologie, które jeszcze niedawno funkcjonowały głównie w laboratoriach badawczych i pilotażowych projektach, zaczynają realnie wpływać na sposób odkrywania leków, prowadzenia badań klinicznych i zarządzania produkcją farmaceutyczną. W centrum tej transformacji znajduje się sztuczna inteligencja – coraz bardziej zaawansowana, wszechobecna i regulowana.

Jednym z najbardziej obiecujących kierunków jest zastosowanie kwantowego uczenia maszynowego (QML) w badaniach klinicznych. W nadchodzącym roku technologie kwantowe mają po raz pierwszy przynieść wymierne efekty w predykcyjnej toksykologii. Dzięki możliwości symulowania złożonych zjawisk mechaniki kwantowej z niespotykaną dotąd precyzją, QML pozwoli wcześniej identyfikować potencjalne zagrożenia bezpieczeństwa nowych cząsteczek.

Dla branży oznacza to jedno: kwantowe uczenie maszynowe zostanie z powodzeniem zastosowane w toksykologii predykcyjnej nowych kandydatów na leki już w 2026 r. Dzięki symulacji złożonych efektów mechaniki kwantowej z niespotykaną dotąd dokładnością, modele te będą sygnalizować potencjalne problemy związane z bezpieczeństwem wcześniej niż klasyczna sztuczna inteligencja, co znacznie zmniejszy wskaźnik niepowodzeń w badaniach przedklinicznych – tłumaczy Brittany Shriver, Head, Global Life Sciences Strategic Advisory, SAS.

Inteligentna produkcja

Równolegle AI coraz mocniej zmienia oblicze produkcji farmaceutycznej. Globalne doświadczenia ostatnich lat – od pandemii po napięcia geopolityczne – obnażyły kruchość łańcuchów dostaw. Odpowiedzią ma być głębsza cyfrowa integracja i automatyzacja. Algorytmy uczenia maszynowego będą wspierać predykcyjne utrzymanie ruchu, wykrywać odchylenia w procesach produkcyjnych w czasie rzeczywistym i automatyzować kontrolę jakości. Coraz większą rolę odegrają także cyfrowe bliźniaki, umożliwiające symulację i optymalizację produkcji „na żywo”, oraz blockchain, który pomoże zapewnić identyfikowalność i zgodność regulacyjną w całym łańcuchu dostaw.

Zmiany dotkną również codziennej pracy zespołów badawczo-rozwojowych i regulacyjnych – mówi Olivier Bouchard, Life Sciences Strategic Advisor, SAS – Agenci AI wchodzą na wyższy poziom. Przestają być jedynie wsparciem dla programistów, a zaczynają automatyzować czasochłonne zadania administracyjne, w tym przygotowanie dokumentacji i obsługę procesów związanych z rejestracją leków. Jednocześnie rośnie znaczenie nadzoru człowieka: w Europie wchodzące w życie przepisy, takie jak EU AI Act, jasno określą odpowiedzialność ludzi za decyzje podejmowane przy wsparciu algorytmów.

W efekcie AI staje się wszechobecna w całym ekosystemie ochrony zdrowia – od marketingu i zaplecza administracyjnego, przez badania i rozwój, aż po zdalną diagnostykę i badania zdecentralizowane. Platformy chmurowe i uczenie maszynowe będą kluczowe dla ograniczania ryzyka niepowodzeń badań klinicznych oraz skracania ścieżki regulacyjnej. Jednocześnie rosnąć będzie znaczenie ładu danych, przejrzystości modeli oraz harmonizacji regulacyjnej – bez nich dalsza cyfrowa transformacja może stracić tempo.

Nadchodzący rok nie będzie więc tylko kolejnym etapem rozwoju technologii. Dla ochrony zdrowia to moment, w którym sztuczna inteligencja – wspierana przez rozwiązania kwantowe, automatyzację i nowe regulacje – zacznie realnie przekładać się na szybsze innowacje, większe bezpieczeństwo pacjentów i bardziej odporny system farmaceutyczny.

Źródło: Komunikat Prasowy

W Szpitalu Medicover przeprowadzono pierwsze w Polsce zabiegi chirurgiczne z użyciem systemu robotycznego da Vinci piątej generacji. Wśród wykonanych procedur znalazły się zaawansowane operacje trzustki, w tym radykalna resekcja i usunięcie guzów. Zespół pod kierownictwem prof. Marka Durlika wykorzystał najnowszą technologię 3D HD oraz narzędzia o wysokiej precyzji, które zwiększają bezpieczeństwo i dokładność zabiegów małoinwazyjnych. Wprowadzenie nowego systemu stanowi ważny krok w rozwoju nowoczesnej chirurgii w Polsce i poszerza zakres dostępnych metod leczenia dla pacjentów.
Wśród przeprowadzonych procedur znalazły się m.in. radykalna resekcja trzustki oraz zabiegi usunięcia guzów trzustki. Operacje zostały wykonane przez zespół chirurgiczny pod kierownictwem prof. dr. hab. n. med. Marka Durlika.

Zastosowany system robotyczny umożliwia chirurgowi wykonywanie zabiegów z wykorzystaniem obrazu trójwymiarowego wysokiej rozdzielczości oraz narzędzi pozwalających na precyzyjne manewrowanie w polu operacyjnym. Zakres wykorzystania technologii robotycznej oraz kwalifikacja pacjentów do zabiegów każdorazowo zależą od wskazań medycznych i decyzji zespołu leczącego.

Wprowadzenie nowego systemu robotycznego do Szpitala Medicover stanowi element rozwoju zaplecza technologicznego placówki oraz poszerzania dostępnych metod leczenia chirurgicznego. Zabiegi wykonywane są przez lekarzy posiadających odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie w chirurgii małoinwazyjnej.

Systemy robotyczne są obecnie wykorzystywane w chirurgii małoinwazyjnej w wielu ośrodkach na świecie. Od momentu wprowadzenia tej technologii wykonano globalnie kilkanaście milionów zabiegów z jej użyciem, a w Polsce – kilkadziesiąt tysięcy od 2018 roku.

Operacje robotyczne to dziś jedna z najważniejszych składowych współczesnej medycyny. Zmieniają sposób leczenia, podnoszą precyzję i bezpieczeństwo zabiegów, a tym samym jakość opieki nad pacjentem”– komentuje Anna Nipanicz, dyrektor Szpitala Medicover.

Źródło: Komunikat Prasowy