Medicalpress
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) ostrzega, że w przyszłorocznym budżecie państwa na ochronę zdrowia zabraknie co najmniej 23 miliardów złotych. Choć projekt spełnia ustawowy wymóg przeznaczenia 6,8% PKB na zdrowie, rzeczywiste potrzeby finansowe systemu znacznie przewyższają gwarancje ustawowe. Z danych opublikowanych w najnowszej, 14. edycji Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia wynika, że koszty świadczeń rosną 2,5-krotnie szybciej niż inflacja, a sytuacja finansowa szpitali systematycznie się pogarsza. Zdaniem ekspertów, konieczne jest zwiększenie finansowania o ponad 45 mld zł, aby faktycznie osiągnąć w 2027 r. cel ustawowy 7% PKB na zdrowie.
Najnowsza, 14. edycja „Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia” Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) przedstawia porównanie planowanych poziomów publicznych nakładów na ochronę zdrowia z istniejącymi potrzebami i zobowiązaniami. Choć przedstawiony projekt budżetu państwa gwarantuje spełnienie ustawowego wymogu przeznaczenia 6,8% PKB na zdrowie (licząc bieżące wydatki względem PKB sprzed dwóch lat), potrzeby wydatkowe znacznie wyprzedzają istniejące gwarancje ustawowe. Planowany budżet NFZ na przyszły rok wynosi 217,4 mld zł, w tym 26 mld zł z dotacji podmiotowej z budżetu państwa. To kwota zdecydowanie zbyt mała, by wypełnić wszystkie zobowiązania wynikające z obecnego stanu prawnego. W 2026 r. NFZ będzie potrzebował co najmniej 240 mld zł.

Zgodnie z szacunkami FPP, planowane nakłady na ochronę zdrowia w przyszłym roku wyniosą 6,83% PKB, liczone zgodnie z metodologią ustawową, tj. wydatki z bieżącego roku odniesione do PKB sprzed dwóch lat. Porównując PKB i wydatki z tego samego roku, tak jak liczy się wydatki na potrzeby porównań międzynarodowych oraz krajowe nakłady na inne cele, np. obronność, wydatki na zdrowie wyniosą 5,97% PKB. Aby osiągnąć faktyczny poziom nakładów na zdrowie w 2027 r. równy ustawowemu celowi 7% PKB, konieczne będzie zapewnienie dodatkowego finansowania systemu na poziomie 45,1 mld zł.

„Projekt budżetu na kolejny rok w obszarze ochrony zdrowia realizuje >>plan minimum<<, czyli wypełnia zobowiązania wynikające z ustawy, ale nie uwzględnia rzeczywistej dynamiki kosztów w systemie. Oznacza to, że NFZ w dalszym ciągu będzie mierzył się z wyzwaniami płynnościowymi, dopóki w trybie doraźnym nie zostanie uruchomione dodatkowe finansowanie w ciągu roku. Sytuację będzie utrudniać jednak wyczerpanie dostępnych rezerw – w ciągu ostatnich dwóch lat stan funduszu zapasowego obniżył się z 26 mld zł do 2,2 mld zł, a wartość nieopłaconych przez NFZ świadczeń ponadumownych przesuniętych na kolejny rok urosła z 0,8 mld zł do 6,3 mld zł” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Poza sytuacją płynnościową, wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia jest efektywność kosztowa. Jak wynika z analizy FPP przedstawionej w ramach „Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia”, w latach 2016-2024 poziom nominalnych wydatków na świadczenia opieki zdrowotnej w ramach NFZ zwiększył się o 160,3%, lecz liczba wykonywanych świadczeń jedynie o 9,8%.

„Wydajemy coraz więcej na leczenie, lecz nie dostajemy dużo więcej w zamian, przynajmniej w wymiarze ilościowym. Jednostkowy koszt pojedynczego świadczenia w NFZ przez ostatnie 9 lat urósł o 137%, podczas gdy poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych podniósł się w tym samym czasie o 52,1%. Innymi słowy, poziom cen usług medycznych finansowanych przez NFZ rósł 2,5-krotnie szybciej niż inflacja. Bez wątpienia jednym z czynników dodatkowo napędzających koszty w ostatnich latach jest obowiązująca od 2022 r. nowelizacja ustawy o sposobie ustalania najniższego zasadniczego wynagrodzenia w ochronie zdrowia – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W ramach „Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia” na bieżąco analizowana jest również sytuacja finansowa sektora podmiotów leczniczych, na które bezpośrednio oddziałuje stan finansów NFZ. Od początku 2024 r. można zaobserwować niepokojący wzrost zobowiązań wymagalnych SPZOZ – z 2,5 mld zł w 1 kw. 2024 r. do 3,4 mld zł w 1 kw. 2025 r., co oznacza wzrost 38,4% w ujęciu rok do roku. Jest to najszybszy systematyczny wzrost zobowiązań SPZOZ od wielu lat. Może to świadczyć o tym, że podmioty lecznicze coraz częściej reagują na opóźnienia w niektórych płatnościach ze strony NFZ na przedłużanie terminu zapłaty z tytułu realizowanych na ich rzecz dostaw lub usług.

Źródło: FPP

Foto: FPP
Polacy obecnie najbardziej boją się chorób, przede wszystkim swoich bliskich. W drugiej kolejności drżą przed pogorszeniem stanu własnego zdrowia. Do tego widać, że prawie co trzeci badany obawia się utraty wartości pieniądza, w tym inflacji, co jeszcze nie tak dawno temu było na pierwszym miejscu. Tak wynika z raportu, którego celem było ustalenie źródeł największych lęków i obaw Polaków. Wynika z niego też, że obecnie najmniej rodacy boją się wahań cen nieruchomości, zachowań mobbingowych, uzależnienia od używek bądź ich działań, wypadku komunikacyjnego oraz utrudnionego dostępu do leków.
Ponad tysiąc Polaków zostało poproszonych o podanie swoich największych lęków z listy 53 różnych sytuacji mogących powodować niepokój. Respondenci mogli wybrać maksymalnie 5 kwestii. Najwięcej wskazań dotyczyło choroby najbliższych – 37,5%. Na drugiej pozycji w zestawieniu pojawił się lęk przed utratą własnego zdrowia – 33,6%. Trzecie miejsce zajął strach związany z inflacją i utratą wartości pieniądza – 29,8%. Tak wynika z niedawno opublikowanego raportu pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”. Dr Rafał Cekiera, prof. UŚ, zastępca Dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zauważa, że trzy pierwsze lęki dotyczą najważniejszych dla Polaków wartości, tj. rodziny, zdrowia i bezpieczeństwa bytowego.

– Z różnych wcześniejszych badań wynika, że rodzina i zdrowie są dla Polaków nadrzędnymi dobrami. Z kolei wskazanie na inflację może być przejawem niepewności, w której funkcjonujemy. Mieliśmy w ostatnich latach dwa nieprzewidywalne zdarzenia – najpierw pandemię, a później wojnę w Ukrainie. Doprowadziły one do wzrostu cen. Ostatnio nałożyła się na to jeszcze niepewność związana z nowym prezydentem USA i pytaniami o przyszłość światowego porządku. W konsekwencji zaczynamy się obawiać, czy to nie spowoduje zawirowań związanych z wartością pieniądza, a ostatecznie nie wpłynie na jakość naszego życia – zauważa socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Pytany o wysokie miejsce inflacji na liście odczuwanych przez Polaków obaw, Michał Murgrabia, współautor ww. raportu z platformy ePsycholodzy.pl, wyjaśnia, że z psychologicznego punktu widzenia lęk związany z utratą wartości pieniądza wywodzi się z poczucia utraty kontroli nad własnym życiem.

– Pieniądze są jednym z kluczowych elementów zapewniających bezpieczeństwo, a spadek ich wartości może budzić frustrację, niepokój i poczucie zagrożenia. Inflacja szczególnie mocno uderza w osoby, które nie mają oszczędności lub których wynagrodzenia nie rosną w tempie pozwalającym na utrzymanie dotychczasowego standardu życia. To właśnie ta grupa społeczna jest najbardziej narażona na chroniczny stres związany z przyszłością finansową – dodaje Michał Murgrabia.

W pierwszej piątce powodów obaw i leków widać również napływ imigrantów – 24,6%, a także atak terrorystyczny (18,7%). Zdaniem dra Michała Pieniasa z Uczelni Łazarskiego, lęki społeczne przed osobami z innych regionów świata w dużej mierze wynikają z populizmu stosowanego przez polityków. Obawy przed migrantami są bezpodstawne, bo obcokrajowcy rzadko kierują się do Polski, ale wybierają kraje o bardziej rozwiniętej gospodarce. Mimo to może dochodzić do pewnych konfliktów na tle ekonomicznym, a część Polaków obawia się o miejsca pracy.

– Niektórzy Polacy boją się, że przybysze zza wschodniej granicy mogą wykonywać tę samą pracę za niższe stawki. To jest jednak pewna mrzonka, bo kwestie wynagrodzeń reguluje Kodeks pracy. Co tyczy się strachu przed atakami terrorystycznymi, to w Polsce nie mamy hermetycznej społeczności imigranckiej zamkniętej w gettach, co zdarza się na zachodzie Europy. W Polsce jest też inny typ imigranta zarobkowego – uzupełnia dr Pienias.

Raport wykazał również, że najmniej wskazań otrzymała obawa związana z wahaniami cen nieruchomości – 0,3%. Zdaniem dra Rafała Cekiery, prof. UŚ, wynika to z tego, że jakkolwiek temat cen mieszkań i domów jest ważny i związany z podstawowymi potrzebami bytowymi, to jednak dotyczy określonej grupy respondentów.

– Myślę, że cenami mieszkań interesują się przede wszystkim osoby, które zakładają, że być może w nieodległej przyszłości zbudują dom lub kupią mieszkanie. Ci, którzy takich planów nie mają lub z powodów finansowych mieć nie mogą, niekoniecznie żyją tym tematem. W tym doszukuję się przyczyny tak niewielu wskazań – wnioskuje profesor Uniwersytetu Śląskiego.

Niski odsetek wskazań lęków związanych z wahaniem cen nieruchomości zaskakuje Michała Pajdaka, drugiego ze współautorów raportu z platformy ePsycholodzy.pl. Przypomina on, że w 2023 r. podpisano 510,9 tys. aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości. To wprawdzie o 3,8% mniej niż rok wcześniej, ale jest to jednak duża grupa kupujących. Raport też pokazuje, że niewielu Polaków boi się zachowań mobbingowych – 0,4%, a także uzależnienia się od alkoholu lub innych używek bądź działań, np. hazardu, seksu czy zakupów – również 0,4%. Ponadto rzadko występuje lęk przed wypadkiem komunikacyjnym oraz utrudnionym dostępem do leków – po 0,8%.

– Te lęki nie są traktowane przez ogół społeczeństwa jako największe zagrożenia. Wynika to zarówno z różnic w doświadczeniach życiowych, jak i z mechanizmów psychologicznych, które sprawiają, że ludzie koncentrują się na niebezpieczeństwach postrzeganych jako natychmiastowe i realne w ich codziennym życiu – dodaje Michał Murgrabia.

Z kolei Michał Pajdak twierdzi, że Polacy mogą uważać, że uzależnienia to problem, który dotyczy tylko części społeczeństwa, zaś mobbing nie zdarza się na masową skalę. Nękaniu w pracy czy wypadkom komunikacyjnym poświęca się też mniej uwagi medialnej, więc mogą być traktowane jako mało prawdopodobne zagrożenia w porównaniu do problemów finansowych, które dotykają niemal wszystkich.

– To, czego się boimy, często zależy od tego, co przeżyliśmy. Ktoś, kto doświadczył mobbingu, będzie traktował go jako realne zagrożenie, podczas gdy dla innych może być to abstrakcja. Media i otoczenie kreują też określone lęki. Wysoka inflacja jest niepokojąca, ale staje się jeszcze bardziej realna, gdy codziennie słyszymy o niej w mediach. Niektóre lęki są wypierane, bo są zbyt trudne do przepracowania. Może dlatego tak niski wynik miały uzależnienia. Ludzie wolą ich nie dostrzegać jako zagrożenia dla siebie – podsumowuje Michał Pajdak.

źródło: Monday News

Jak wynika z raportu pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”, obecnie blisko 94% społeczeństwa boi się przynajmniej jednego spośród 37 możliwych wkrótce czarnych scenariuszy. Najwięcej rodaków obawia się chorób najbliższych osób. Drugie miejsce w rankingu ma własna choroba. Z kolei na trzeciej pozycji jest inflacja, w tym utrata wartości pieniądza. Co ciekawe, ten aspekt w poprzednich edycjach badania był numerem jeden. Aktualnie w pierwszej piątce widać też wzrost cen żywności w sklepach, a także podwyżkę kosztów energii elektrycznej i ogrzewania. Z kolei upadek wspólnoty kościelnej i wahania cen nieruchomości zamykają bieżącą listę lęków i obaw Polaków.
Jak pokazuje najnowszy raport pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”, oparty na cyklicznym badaniu opinii społecznej na ponad tysiącu osób, blisko 94% dorosłych Polaków boi się przynajmniej jednego z prawie 40 scenariuszy podanych w ankiecie. Ponad 2% uczestników sondażu niczego się nie obawia. Mniej niż 1% respondentów lęka się czegoś, co nie zostało uwzględnione przez badaczy. Z kolei przeszło 3% jest niezdecydowanych.

– Większość badanych obawia się najbliższej przyszłości, bo ostatnie lata były trudne społecznie, ekonomicznie i politycznie. Obecna sytuacja jest o tyle ciekawa, że jesteśmy w cyklu kilku kampanii wyborczych, mając już za sobą wybory parlamentarne, a przed nami – wybory samorządowe, do Parlamentu Europejskiego i prezydenckie. Wszystko to podnosi coraz bardziej poziom lęków społecznych dotyczących głównie braku dostępu do służby zdrowia, inflacji, bezpieczeństwa energetycznego, potencjalnej napaści Rosji na Polskę czy nielegalnego napływu imigrantów. To wszystko stanowi paliwo wyborcze. Politycy wykorzystują je, by zbijać kapitał polityczny – mówi dr Michał Pienias z Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Mając na uwadze aktualną sytuację, autorzy realizowanego badania poszerzyli ostatnio do 37 pozycji listę możliwych lęków i obaw. Uczestnicy sondażu mieli wskazać wszystko, czego obawiają się, że może wystąpić w najbliższym czasie. Tym razem najwięcej osób, czyli blisko 49% ankietowanych, zaznaczyło choroby najbliższych. Co ciekawe, w poprzednich edycjach raportu na szczycie obaw była inflacja, w tym utrata wartości pieniądza.

– Inflacja spadła z pierwszego miejsca, ale pamiętajmy, że lęk przed chorobami bliskich ma też wymiar ekonomiczny. Może objawiać się zwiększonymi wydatkami na profilaktykę zdrowia. Z punktu widzenia politycznego to kluczowy temat. Dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, czas oczekiwania i jakość świadczonych usług to bacznie obserwowane kwestie przez Polaków – zapewnia Michał Pajdak, jeden ze współautorów raportu z platformy ePsycholodzy.pl.

Na drugim miejscu w zestawieniu widać lęk przed własną chorobą, stratą swojego zdrowia – prawie 39%. Inflacja, w tym utrata wartości pieniądza, jest na trzeciej pozycji – niemal 38%. W TOP5 jest też wzrost cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach – blisko 31%, a także podwyżka kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 30%. Jak komentuje Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl, wskazywanie przez około co trzecią osobę obaw dotyczących ww. kwestii sugeruje, że poważnie dręczą one społeczeństwo. W obliczu trudności zdrowotnych, ekonomicznych oraz społecznych lęki przed chorobami mogą być aktualnie bardziej akcentowane.

– Do skutków sytuacji pandemicznej należą problemy zdrowotne osób, które przeszły COVID19. Polacy mają w pamięci trudności w dostępnie do lekarzy specjalistów, wynikające z długich kolejek i braków kadrowych w służbie zdrowia. Lęki o sprawy zdrowotne mogą zatem nasilać się sezonowo. Natomiast czynniki ekonomiczne zawsze mają duży wpływ na poczucie bezpieczeństwa obywatela. W ostatnich latach zostało ono zaburzone przez wysoką inflację, wynikającą nie tylko z wojny w Ukrainie, ale też z błędów popełnionych przez miniony rząd oraz Narodowy Bank Polski – wyjaśnia ekspert z Uczelni Łazarskiego.

Poza pierwszą piątką w zestawieniu występują takie zagrożenia, jak anomalie pogodowe (mrozy, śnieżyce, huragany, powodzie) – blisko 29%, obniżenie jakości życia – ponad 28%, napływ imigrantów – przeszło 25%, śmierć najbliższych – prawie 23%, a także powrót pandemii – niecałe 23%.

– Temat napływu imigrantów wykazuje wyjątkową dynamikę. Rok temu obawiało się go 17%, a pół roku temu – 23%. Oznacza to, że ten problem jest widoczny i stale rośnie, a Polacy doświadczają go w praktyce. I nie chodzi tu tylko o kwestie wynikające z wojny. W wielu małych miejscowościach pojawiają się licznie imigranci zarobkowi z Azji. Wnoszą oni do gospodarki nowe umiejętności, siłę roboczą i przedsiębiorczość. Wspierają też wzrost gospodarczy poprzez zwiększanie potencjału produkcyjnego i konsumpcji. Jednak wielu Polaków może mieć poczucie, że przyjezdni zabierają im pracę bądź robią konkurencję na rynku – zwraca uwagę Michał Pajdak.

Podsumowując, należy wskazać, że najmniej lęków i obaw budzi wśród Polaków upadek wspólnoty kościelnej – blisko 3%. Nieco więcej osób boi się wahań cen nieruchomości – ponad 4%, rozpadu własnego związku lub rozwodu – przeszło 5%, wzrostu cen walut – 6%, a także wypadku komunikacyjnego – ponad 7%.

Źródło: MondeysNews

Wyniki kolejnej edycji, realizowanego co pół roku badania, dotyczącego największych obaw i lęków Polaków, pokazują, że na pierwszy plan tym razem wysuwa się temat zdrowia. To jest trochę zaskakujące, bo poprzednio przez długi czas najbardziej niepokoiła rodaków inflacja. Na liście 37 potencjalnych zagrożeń aż 48,9% ankietowanych wskazało choroby najbliższych. Głównie boją się ich seniorzy i najmniej zarabiający rodacy. Do tego na drugim miejscu w zestawieniu jest choroba i strata własnego zdrowia – 38,8%.
W TOP5 widać też inflację, utratę wartości pieniądza – 37,8%, wzrost cen żywności – 30,9%, a także podwyżkę kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 30%. Autorzy badania zwracają uwagę na to, że lęk o zdrowie – swoje i najbliższych – może być podszyty problemami finansowymi Polaków i trudnościami w dostępie do pełnej opieki zdrowotnej. 

Autorzy badania przygotowali listę 37 lęków i obaw. Respondenci mieli wskazać wszystko, czego się obawiają, że może wystąpić w najbliższym czasie. Tylko 2,4% ankietowanych niczego się nie boi. 0,8% uczestników sondażu lęka się czegoś, co nie zostało uwzględnione w ankiecie. Z kolei 3,3% badanych nie potrafi się określić. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl pt. „BIEŻĄCE LĘKI I OBAWY POLAKÓW” opartego na cyklicznym sondażu.

– Naprawdę nikły odsetek Polaków nie ma żadnych lęków. Zdecydowana większość przeżywa obawy, co jest efektem wielu czynników, takich jak wciąż wysoka inflacja, wzrost cen w sklepach czy wojna w Ukrainie. Wyniki wyborów parlamentarnych i polityczna niepewność także wpływają na atmosferę społeczną – komentuje psycholog Michał Murgrabia, jeden ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Na liście lęków i obaw najwięcej osób, czyli 48,9% ankietowanych, wskazało choroby najbliższych. – Po dominacji zagrożeń finansowych w poprzednich edycjach badania, na pierwszy plan znów się wysuwa obawa o zdrowie bliskich osób. Jednak ta kwestia również ma wymiar ekonomiczny. Może objawiać się zwiększonymi wydatkami na profilaktykę zdrowia. Z punktu widzenia politycznego to również wciąż kluczowy temat. Dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, czas oczekiwania, jakość świadczonych usług to bacznie obserwowane sprawy przez Polaków – mówi Michał Pajdak, drugi z współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Lęk dotyczący choroby najbliższych wskazało więcej kobiet niż mężczyzn (56,9% vs. 40%). Podały go głównie osoby w wieku 65-74 lat (wśród nich 52,9%), z miesięcznym dochodem netto poniżej 1000 zł (55,3%), a także z wykształceniem wyższym (50,8%). Przede wszystkim dotyczyło to mieszkańców miast liczących od 20 tys. do 49 tys. ludności (53,4%).

– To oczywiste, że seniorzy, których emerytury często są dość skromne, a także najmniej zarabiający Polacy, mogą najmocniej obawiać się o zdrowie najbliższych. W sytuacji choroby w rodzinie mogą mieć trudności z udzieleniem pomocy. Często wiąże się to przecież ze znacznymi wydatkami finansowymi. Obecnie nawet zakup podstawowych leków na przeziębienie może dla takich osób być poważnym kosztem – przekonują pracujący przy raporcie analitycy z UCE RESEARCH.

W TOP5 zestawienia największych lęków i obaw widać też takie kwestie, jak choroba, utrata własnego zdrowia – 38,8%, inflacja, utrata wartości pieniądza – 37,8%, wzrost cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach – 30,9%, a także podwyżka kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 30%. Autorzy badania przypominają, że w poprzednich edycjach (np. z czerwca ub.r. i grudnia 2022 roku) inflacja i utrata wartości pieniądza zajmowały mocne dwa pierwsze miejsca.

– Wskazywanie przez około co trzecią osobę obaw dotyczących chorób, utraty zdrowia, inflacji, straty wartości pieniądza, wzrostu cen żywności oraz kosztów energii sugeruje, że te kwestie stanowią znaczący obszar zmartwień społeczeństwa. Interpretować to można jako wyłanianie się obrazu obaw zdrowotno-ekonomicznych. W obliczu trudności zdrowotnych, finansowych i społecznych obawy o zdrowie mogą być aktualnie bardziej akcentowane. Pandemia sprawiła, że zdrowie stało się priorytetem, a ekonomiczne zmartwienia są często związane z brakiem środków na opiekę medyczną czy dostępem do podstawowych produktów – wyjaśnia Michał Murgrabia.

Dalej w zestawieniu znajdują się takie zagrożenia, jak anomalie pogodowe (w tym mrozy, śnieżyce, huragany, powodzie) – 28,7%, obniżenie jakości życia – 28,4%, napływ imigrantów – 25,3%, śmierć najbliższych – 22,9%, a także powrót pandemii – 22,6%.

– Temat napływu imigrantów wykazuje wyjątkową dynamikę. Rok temu obawiało się tego zjawiska 17%, a pół roku temu – 23%. Oznacza to, że ten problem jest widoczny i stale rośnie, a Polacy doświadczają go w praktyce. I nie chodzi tu tylko o imigrację wynikającą z wojny. W wielu małych miejscowościach pojawiają się licznie imigranci zarobkowi z Azji. Wnoszą oni do gospodarki nowe umiejętności, siłę roboczą i przedsiębiorczość. Mogą wspierać wzrost gospodarczy poprzez zwiększenie potencjału produkcyjnego i konsumpcji. Jednak wielu Polaków może mieć poczucie, że przyjezdni zabierają im pracę bądź robią konkurencję. Ten temat wymaga natychmiastowej akcji edukacyjnej – alarmuje Michał Pajdak.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 37 lęków i obaw, na samym jej końcu jest upadek wspólnoty kościelnej – 2,6%. Przed nią są wskazania dotyczące wahań cen nieruchomości – 4,2%, rozpadu własnego związku lub rozwodu – 5,4%, wzrostu cen walut – 6,3%, a także wypadku komunikacyjnego – 7,3%.

– Końcówka listy jest klasyczna, bowiem są to kwestie, które Polacy od wielu lat uznają za mało prawdopodobne, że się wydarzą lub nie dopuszczają do siebie tego typu myśli. Ale niektóre sprawy też zwyczajnie mogą ich nie dotyczyć. Stąd też nie powinno dziwić, że akurat ww. scenariusze wskazało najmniej rodaków. Do tego nie wydaje się także, żeby szybko to się zmieniło – podsumowują analitycy z UCE RESEARCH.
 

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1042 dorosłych Polaków w ramach realizacji cyklicznego raportu pt. „BIEŻĄCE LĘKI I OBAWY POLAKÓW”.

źródło: UCE Research

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że koszty wykonawców zamówień publicznych drastycznie wzrosły w wyniku inflacji i presji płacowej. Obecnie szczególnie dotkliwy staje się ogromny wzrost kosztów pracy, który będzie się jeszcze bardziej nasilać. Wynika to z niezwykłego, dwukrotnego wzrostu płacy minimalnej w ciągu dwóch kolejnych lat, tj. w 2023 i 2024 roku, o niemal 20%.
Dlatego konieczna jest waloryzacja – co będzie korzystne zarówno dla wykonawców, jak i zamawiających. Dla
wykonawców waloryzacja to jedyny ratunek przez stratami w długoterminowych umowach na rzecz instytucji państwowych i samorządowych. Dla zamawiających waloryzacja kontraktów jest rozwiązaniem korzystniejszym niż rozpisanie nowego postępowania, nie zakłóca płynności dostaw i usług, pozwala też zamawiającym oszczędzić czas i środki, które byłyby konieczne przy rozpisaniu nowego przetargu. Nowy przetarg dostarczy zaktualizowane oferty,których ceny uwzględnią dzisiejsze warunki realizacji usług i będą znacznie wyższe.Z punktu widzenia utrzymania dyscypliny finansów publicznych współpraca z dotychczasowym wykonawcą zazwyczaj jest tańsza i efektywniejsza niż nowy przetarg. To przekonanie ustawodawcy w swoich opiniach podzielili: Prezes Urzędu Zamówień Publicznych i Prokuratoria Generalna RP.

„Obecna sytuacja makroekonomiczna sprawia, że jako dostawca nie mamy już możliwości realizacji usługi, przy zachowaniu dotychczasowych standardów. Utraciliśmy równowagę ekonomiczną, która panowała między w dniu podpisywania umowy. Nie tylko zachowanie jakości usług, ale nawet ich świadczenie będzie wymagać zwiększenia kwoty wynagrodzenia wynikającej z naszej umowy o ponad 20 procent. Przywrócenie realnej wartości wynagrodzenia z dnia zawarcia umowy, zapewni zwrot poniesionych kosztów i wyjście ze spirali strat w kontraktach publicznych. W  przeciwny razie będzie bardzo trudno utrzymać stabilność firmy i zatrudnienie” – wyjaśnia wykonawca zamówień publicznych w branży usług.

„Istnieją podstawy prawne umożliwiające zmianę wynagrodzenia. Jest to przede wszystkim art. 455 ust. 1 pkt. 4 Prawa Zamówień Publicznych. Aby zachęcać zamawiających do waloryzacji wynagrodzeń ustawodawca wprowadził dodatkowo przepis szczególny – art. 48 ustawy z dnia 7 października 2022 r. o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców. Celem ustawodawcy jest zapobieżenie rozwiązywaniu umów o zamówienie publiczne w sytuacjach nieprzewidzianych i nadzwyczajnych. A z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

„W mojej ocenie opinie UZP i Prokuratorii mają uniwersalne znaczenie. Zwróćcie Państwo uwagę na konstrukcję prawa zamówień publicznych. W art. 436 i 439 mówimy o klauzulach waloryzacyjnych, które dotyczą standardowych sytuacji. Natomiast sytuacji niestandardowych, nadzwyczajnych dotyczy przepis art. 455 ust. 1 pkt 4” – wskazał Hubert Nowak, Prezes Urzędu Zamówień Publicznych podczas Kongresu FPP „Dialog o gospodarce”.

„Aktualne są nasze rekomendacje, szczególnie co do stanu prawnego. Jeżeli zmiany na rynku mają charakter gwałtowny i nie były możliwe do przewidzenia, zamawiający uprawniony do tego, żeby – w zgodzie z Prawem Zamówień Publicznych – dokonać waloryzacji w koniecznym zakresie. My sami to rekomendujemy, gdy mamy na to wpływ. Sami też napisaliśmy w naszych rekomendacjach, że mogą być sytuacje takie, w których niedokonanie waloryzacji nie musi być oceniane jako działanie gospodarne. Czyli, że to waloryzacja w określonych sytuacjach może być działaniem właściwym dla dobrego gospodarza. Jednak warunkami takiego działania jest jego prawna dopuszczalność oraz ocena, że waloryzacja jest działaniem korzystniejszym niż doprowadzenie do ziszczenia się scenariusza alternatywnego” – zaznaczył Mariusz Haładyj, Prezes Prokuratorii Generalnej RP podczas Kongresu FPP „Dialog o gospodarce”.

Stanowisko Prokuratorii Generalnej RP /wyciąg/:
„Prokuratoria Generalna rozumie waloryzację wynagrodzenia jako urealnienie wynagrodzenia wykonawcy z uwagi na wzrost cen materiałów lub innych kosztów niezbędnych do realizacji umowy, który skutkuje powstaniem znacznej nierównowagi ekonomicznej stron umowy. Wobec ryzyka występowania zjawisk trudnych lub nawet niemożliwych do przewidzenia na etapie zawierania umowy, a mających przemożny wpływ na procesy gospodarcze (np. konflikt zbrojny, pandemia), stosowanie mechanizmów waloryzacji wynagrodzenia jest w wielu przypadkach uzasadnione, a wręcz konieczne (…). Niedokonanie waloryzacji wynagrodzenia wykonawcy może nie tylko poważnie zachwiać równowagą ekonomiczną stron na niekorzyść wykonawcy, ale częstokroć może prowadzić do negatywnych konsekwencji dla zamawiającego, tj. do skutków mniej korzystnych niż stosowna zmiana umowy.”

Źródło informacji: Federacja Przedsiębiorców Polskich

Obecnie 48,9% Polaków doświadcza pogorszenia zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku z wysoką inflacją. Przeciwnego zdania jest 41,8% rodaków, a niepewnych tego stanu pozostaje 9,3%. W zeszłorocznej edycji ww. problem był mniejszy. Widać zatem, że skala zjawiska niebezpiecznie rośnie. Oprócz seniorów, na swój stan skarżą się też ludzie w wieku 18-24 i 35-44 lat. Autorzy analizy ostrzegają, że z powodu samej absencji w pracy osób ubezpieczonych, spowodowanej zaburzeniami psychicznymi, gospodarka może tracić nawet 9,2 mld zł rocznie. A to tylko jedno z wielu następstw ww. sytuacji, w związku z czym straty mogą wynosić nawet kilkanaście mld zł rocznie. 

Jak pokazuje najnowsza odsłona cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji”, autorstwa UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, obecnie 48,9% Polaków stwierdza, że doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku z wysoką inflacją. Tak działa na rodaków m.in. wzrost cen w sklepach i spadek realnej wartości dochodów. 41,8% osób nie odczuwa tego, a 9,3% – nie potrafi tego stwierdzić. 
Wyniki są alarmujące. W dużym skrócie można powiedzieć, że blisko 15 mln Polaków może się zmagać z ww. problemami w związku z wysoką inflacją, która odcisnęła trwałe piętno na całym społeczeństwie. To będzie ciągnęło się przez kolejne lata. Z badania wynika również, że najczęstszym objawem tego jest stres, na który – wg naszych obliczeń – może skarżyć się nawet ok. 7,5 mln Polaków. Wskaźnik osób, które doświadczają pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, rośnie. I to odbija się też na gospodarce. Biorąc pod uwagę jedynie absencję w pracy osób ubezpieczonych z powodu zaburzeń psychicznych, można szacować straty minimum na poziomie od 7,4 do 9,2 mld zł rocznie – wylicza Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.
Wspomniana strata dotyczy 23,8 mln dni absencji chorobowej w 2022 roku. Oprócz tego należy wziąć pod uwagę koszty zastępstwa nieobecnych pracowników, tj. ich rekrutację i szkolenia. Do tego trzeba dodać następstwa opóźnionej, niewykonanej należycie pracy i utraconych klientów, a także obciążenia wynikające z infrastruktury służby zdrowia i prywatnej opieki medycznej pracowników.
Powyższa kwota to tylko jeden ze składników. Pozostałe mogą być dodatkowo kilkukrotną tego wartością i wynosić nawet kilkadziesiąt miliardów zł rocznie. Warto też zaznaczyć, że absencje wynikające z zaburzeń psychicznych i zachowań były aż trzykrotnie wyższe w 2022 r. niż nieobecności w pracy spowodowane chorobami nowotworowymi. Niemniej ujawnione przypadki to tylko niewielki odsetek populacji doświadczającej pogorszenia własnego zdrowia psychicznego. Nasze badanie pokazuje skalę zjawiska – alarmuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Do tego analitycy UCE RESEARCH przypominają, że w lipcu ub.r. mniej Polaków niż obecnie doświadczało ww. problemów, tj. 43,7%. Przeciwnego zdania było 44,2%, a nie potrafiło tego określić – 12,1%. – Dynamika zjawiska jest rosnąca i możemy oczekiwać dalszych wzrostów. Jeżeli dwucyfrowa inflacja zostanie z nami do końca roku i wówczas powtórzymy badanie, to wyniki znów się pogorszą. W grudniu br. nawet ok. 60-70% respondentów może stwierdzić, że doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego. Do tego sama hamująca inflacja też nie jest gwarancją, że temat zniknie, bo problem długo się zbierał i w pewnym sensie się nawarstwił – prognozuje współautor badania.

Jak tłumaczą eksperci z platformy ePsycholodzy.pl, z reguły Polacy mają poczucie, że inflacja jest sporo wyższa niż oficjalnie podawana przez GUS. Jednak najważniejsze jest to, że tego typu myślenie dodatkowo pogarsza ich stan. A to prosta droga do różnego rodzaju zaburzeń i schorzeń, w tym tych najgroźniejszych dla życia i zdrowia, a także do kolejnych strat dla gospodarki.
Ponadto tzw. malejąca inflacja, często komunikowana np. przez polityków, wcale nie oznacza spadku cen towarów i usług, a jedynie mniejszą dynamikę ich wzrostu. Ale podejrzewam, że sporo konsumentów nie rozumie tego w ten sposób, co później przy sklepowej kasie bądź półce objawia się szokiem bądź frustracją. Inflacja zrobiła też sporą wyrwę finansową wśród Polaków, którzy mają zadłużenie w opłatach za mieszkanie lub dom. Ona będzie się pogłębiać, bo przecież są również inne bieżące opłaty. I to jeszcze bardziej pogorszy samopoczucie Polaków – zaznacza Michał Pajdak.
Polacy mogą od dłuższego czasu doświadczyć inflacji na własnej skórze, nie tylko rozumianej jako wzrost cen, ale także bezpośrednich tego skutków, np. zwolnień, ograniczenia pracy czy braku perspektyw. To bezpośrednio wpływa na pogorszenie zdrowia psychicznego. 
Pogorszenie tej sytuacji, patrząc na to rok do roku, nie powinno nikogo dziwić, ponieważ ostatni okres to właściwie epicentrum szalejącej inflacji i emocje do tego zbierają się w Polakach. Najgorsze jest to, że tego nawarstwienia wcale nie tak łatwo będzie się pozbyć, mimo że obecna inflacja, wg oficjalnych statystyk, spada. Problem się rozlał i będziemy musieli ponieść tego konsekwencje. Warto jeszcze zauważyć, że spadająca inflacja wcale nie musi wpływać na to, że ogólnie kondycja psychiczna Polaków się poprawi – stwierdza Michał Pajdak. 
Obecnie częściej skarżą się na pogorszenie zdrowia psychicznego kobiety niż mężczyźni (51,8% vs 45,6%). Z kolei patrząc na grupy wiekowe respondentów, widać, że ten problem deklarują przede wszystkim seniorzy w wieku 75-80 lat – 100%. Dalej w zestawieniu są osoby mające 18-24 lata – 61,5%, a następnie – 35-44 lata – 51,4%. Z kolei na samym końcu są Polacy w wieku 55-64 lat z wynikiem 37,6%. 
Wyniki we wszystkich grupach wiekowych są wysokie i przerażające. Z punktu widzenia pracodawców, na szczególną uwagę zasługują młodzi Polacy, głównie reprezentanci tzw. pokolenia Z. Wśród nich notowane są m.in. największe wskaźniki wypalenia zawodowego. I jeżeli młoda osoba wchodzi na rynek pracy z takimi problemami, to często jest dużo mniej efektywna. Warto też dodać, że wówczas taki stan trwa kolejne lata, jeśli nie poddaje się ona terapii. Dla pracodawców to oczywiście wyjątkowo niebezpieczny trend – analizuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Analitycy z UCE RESEARCH informują, że o pogorszeniu swojego stanu w związku z inflacją mówią przede wszystkim osoby zarabiające 5000-6999 zł netto miesięcznie – 56,9%. Dalej w zestawieniu są rodacy deklarujący dochody na poziomie 3000-4999 zł – 49,2%, a także 1000-2999 zł – 47,9%. Natomiast na końcu zestawienia znajdują się respondenci, którzy nie ujawniają wysokości swoich zarobków – 40,8%. Przed nimi widać ankietowanych z dochodami poniżej 1000 zł – 42,9%. 
Zarobki w wysokości 5000-6999 często nie pozwalają na zaspokojenie ambitnych potrzeb, szczególnie klasy średniej. Osoby, które je osiągają, mają często wieloletni i jednocześnie duży kredyt na dom lub mieszkanie, a czasem nawet na drogi samochód. A jak wiadomo, w czasie szalejącej inflacji raty kredytów mocno poszły w górę, natomiast zarobki – już niekoniecznie. Do tego wszystko dookoła podrożało. Osobom w takiej sytuacji będzie najtrudniej poprawić swoją kondycję psychiczną, bo ich potrzeby wciąż rosną, a oni mają nawarstwione bieżące problemy, które ciężko finalnie i pozytywnie pozamykać – komentuje Michał Pajdak.
Uwzględniając poziom edukacji respondentów, widać, że o ww. problemach mówią przede wszystkim osoby ze średnim i z wyższym wykształceniem – odpowiednio 50,2% i 50%. Nieco rzadziej wspominają o nich Polacy z podstawowym lub z gimnazjalnym wykształceniem – 45,8%, a także z zasadniczym zawodowym – 36,6%. 
Dla osób z wyższym czy ze średnim wykształceniem dość trudna sytuacja materialna w dobie wysokiej inflacji może być frustrująca. Chcą więcej zarabiać, ale nie mają takich możliwości bądź są one mocno ograniczone, np. z uwagi na miejsce zamieszkania. Dlatego ich zdrowie psychiczne jest narażone na szwank – dodaje Pajdak.
Patrząc jeszcze na wielkość miejscowości, można stwierdzić, że ww. problemy dotykają głównie osoby z miast liczących 50-99 tys. mieszkańców – 58,2%. Dalej są rodacy z największych polskich aglomeracji, tj. co najmniej 500-tysięcznych – 51,9%. Na końcu zestawienia widać Polaków z miast mających 200-499 tys. ludności – 42,8%, a także osoby ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców – 42,9%. 
Zestawienie wyników dot. stopnia edukacji i miejsca zamieszkania, ewidentnie pokazuje, że wysoka inflacja najgorzej wpływa na osoby ze średnim wykształceniem z mniejszych miejscowości. Właśnie im jest najtrudniej zmienić pracę i wynegocjować wyższe wynagrodzenie. Ciężej jest im też cokolwiek odłożyć, żeby w gorszych czasach mieć lepszy komfort życia, a to potrafi mocno negatywnie wpłynąć na psychikę człowieka – podsumowuje Michał Pajdak.
 
***

Ww. wyniki pochodzą z cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji. Edycja II, I-II kwartał 2023 r.”, wykonanego m.in. na podstawie badania opinii publicznej, które zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl w pierwszej połowie czerwca br. wśród 1030 dorosłych Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

Z danych NFZ wynika, że w I kw. br. w 4 województwach pacjenci odczuwający ból czekali na wizyty u stomatologa jeden dzień. W pozostałych, tzw. stabilnych przypadkach czas oczekiwania wynosił w całej Polsce średnio 15 dni. W 4 województwach trwało to nawet do 28 dni. Eksperci przewidują, że w najbliższych latach trudniej będzie uzyskać pomoc ze środków publicznych, gdyż coraz mniej dentystów decyduje się na zawarcie kontraktu z NFZ. Jednocześnie przybywa pacjentów, którzy potrzebują korzystać z państwowej opieki stomatologicznej. W dobie wysokiej inflacji coraz mniej Polaków stać na płatne leczenie, zwłaszcza że prywatne gabinety mocno podniosły ceny, by pokryć koszty prowadzenia działalności.

Gdzie najdłużej, a gdzie najkrócej?

Jak wynika z oficjalnych danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w I kwartale br. w większości województw osoby z bólami zębów były przyjmowane na wizyty w gabinetach stomatologicznych współpracujących z NFZ-em w dniu zgłoszenia. Natomiast gdy pacjent nie skarżył się na ból, oczekiwanie wynosiło średnio 15 dni w całej Polsce. 
Pacjent z bólem zęba powinien zostać przyjęty na wizytę w dniu zgłoszenia w każdym gabinecie, który ma podpisaną umowę z NFZ-em. Natomiast po godzinie 19.00 w dni robocze i w weekendy pełnione są dyżury w placówkach stomatologicznej pomocy doraźnej. To tłumaczy, dlaczego przypadki pilne przyjmowane są od ręki. Dane udostępnione przez NFZ nie są zaskakujące – komentuje dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL.
Należy podkreślić, że czas oczekiwania na wizytę różnił się w poszczególnych województwach. Nie w każdej części Polski pacjent z bólem (przypadek pilny) miał szansę na leczenie jeszcze tego samego dnia. W woj. mazowieckim, opolskim, warmińsko-mazurskim i wielkopolskim średni czas oczekiwania w takiej sytuacji trwał 1 dzień. Osoby bez bólu (przypadki stabilne) najdłużej czekały na wizytę w woj. kujawsko-pomorskim (28 dni), podkarpackim (24 dni), mazowieckim i warmińsko-mazurskim (po 20 dni). Najszybciej byli przyjmowani do gabinetów w lubelskim (5 dni), świętokrzyskim (6 dni) i dolnośląskim (8 dni). 
Na te wyniki wpłynęły takie czynniki, jak liczba pacjentów, ilość dostępnych przychodni i lekarzy, infrastruktura, organizacja systemu opieki zdrowotnej, a także lokalne uwarunkowania. W  województwach, w których średni czas oczekiwania był krótszy, mogą być wystarczające zasoby medyczne. Być może systemy opieki zdrowotnej są lepiej zorganizowane, co umożliwia pacjentom szybszy dostęp do lekarzy stomatologów. Na takich obszarach może przypadać większa liczba przychodni i stomatologów na jednego pacjenta lub mniejsza liczba osób wymagających państwowego leczenia. Z kolei tam, gdzie średni czas jest dłuższy, może istnieć problem z brakiem wystarczającej liczby przychodni i stomatologów lub ze zwiększoną liczbą pacjentów – wyjaśnia dr Przybylska.
Biorąc pod uwagę ww. różnice, centrala NFZ zastrzega, że średni czas oczekiwania nie oddaje rzeczywistości. I jak tłumaczy, w każdym województwie można znaleźć przychodnię, która ma pierwszy termin przyjęcia w ciągu kilku, kilkunastu dni, a przypadki pilne są w zasadzie przyjmowane od ręki. Do tego NFZ zachęca pacjentów do korzystania z portalu pacjent.gov.pl, który pomaga w znalezieniu przychodni blisko miejsca zamieszkania dysponującej w miarę szybkim terminem przyjęcia.

Czas oczekiwania będzie się wydłużał

Dr Irena Przybylska przewiduje, że czas oczekiwania na leczenie przypadków stabilnych będzie się wydłużać. Coraz więcej placówek rezygnuje z kontraktów z NFZ-em, natomiast chętnych pacjentów na takie leczenie przybywa ze względu na rosnące koszty codziennego życia i zubożenie rodaków. 
Polacy są zmuszeni ograniczyć swoje wydatki ze względu na wysoką inflację i rosnące koszty życia. Natomiast stomatolodzy udzielający świadczeń prywatnie musieli w ostatnim czasie podnieść ceny swoich usług z uwagi na coraz wyższe koszty materiałów stomatologicznych, mediów, utylizacji odpadów medycznych oraz rosnące pensje pracowników. To wszystko sprawiło, że prywatna wizyta w porównaniu do lat ubiegłych mocno zdrożała. Polacy, niejednokrotnie nie mogąc sobie pozwolić na takie wydatki, wybierają placówki udzielające świadczeń refundowanych – dodaje ekspertka.
Dr Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, zauważa, że coraz mniej placówek jest zainteresowanych pozyskiwaniem kontraktów NFZ na leczenie. – Nie rośnie liczba gabinetów zainteresowanych współpracą z NFZ. Od półtora roku mamy ogromny wzrost kosztów utrzymania praktyk lekarskich. To koszty niezależne przecież od lekarzy, które dotyczą przede wszystkim energii i czynszu. Do tego dochodzi wzrost kosztów materiałów. Wszystko razem powoduje, że pewne procedury medyczne nadal są na granicy opłacalności – zauważa dr Paluszek.

Przestarzale technologie i długie kolejki

Spadek liczby gabinetów współpracujących z NFZ będzie skutkował tym, że wydłuży się czas oczekiwania na wizytę. Dr Irena Przybylska mówi, że taką tendencję już teraz widać. Problemem jest jednak nie tylko to, że trzeba czekać coraz dłużej. Niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia jest niewystarczający i tylko część procedur stomatologicznych objętych jest finansowaniem. 
Usługi oferowane przez lekarzy przyjmujących w placówkach posiadających kontrakty z NFZ oparte są o przestarzałe technologie, a obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom oferować lepszych rozwiązań stomatologicznych za dopłatą. Kolejną trudnością dla pacjentów korzystających z placówek z kontraktem z NFZ jest czas oczekiwania na wizytę specjalistyczną, np. u periodontologa lub ortodonty. Niejednokrotnie odbywa się ona po kilku miesiącach lub nawet – latach. W takich sytuacjach nie jest możliwe interdyscyplinarne, wielospecjalistyczne leczenie wymagające wizyt u lekarzy wielu specjalności. Alternatywą dla pacjentów wymagających kompleksowego leczenia pozostają właściwie prywatne kliniki stomatologiczne – podsumowuje dr Przybylska.
źródło: Monday News
 
 
 
Zespół analityczny MyBestPharm, wziął pod lupę nawyki zdrowotne i żywieniowe Polaków. Przeprowadził badanie ankietowe w 10 największych miastach Polski weryfikując m.in. temat wpływu inflacji na nasze przyzwyczajenia w kwestii dbania o zdrowie.
W toku badań sprawdzono, w których miastach najwięcej mieszkańców musiało ograniczyć wydatki na jedzenie z powodu inflacji oraz w których miastach wydaje się najwięcej na zakupy spożywcze przy dzisiejszych cenach. Zweryfikowano również częstotliwość poddawania się profilaktycznym badaniom zdrowia i wyniki nie są zadowalające. Dodatkowym aspektem badania było sprawdzenie, ilu Polaków i w których miastach najwięcej zmieniło swoje nawyki żywieniowe i zdrowotne po pandemii, w których miastach mieszka najwięcej wegetarian oraz jaka część społeczeństwa w największych miastach stosuję suplementację. 
Oto kilka najciekawszych faktów wynikających z raportu: 
Całość raportu można przeczytać pod adresem: https://mybestpharm.com/nawyki-zdrowotne-i-zywieniowe-polakow-w-czasach-inflacji 

źródło: Zespół analityczny Mybestpharm
źródło foto: https://mybestpharm.com/nawyki-zdrowotne-i-zywieniowe-polakow-w-czasach-inflacji/
Zespół analityczny MyBestPharm, wziął pod lupę nawyki zdrowotne i żywieniowe Polaków. Przeprowadził badanie ankietowe w 10 największych miastach Polski weryfikując m.in. temat wpływu inflacji na nasze przyzwyczajenia w kwestii dbania o zdrowie.
W toku badań sprawdzono, w których miastach najwięcej mieszkańców musiało ograniczyć wydatki na jedzenie z powodu inflacji oraz w których miastach wydaje się najwięcej na zakupy spożywcze przy dzisiejszych cenach. Zweryfikowano również częstotliwość poddawania się profilaktycznym badaniom zdrowia i wyniki nie są zadowalające. Dodatkowym aspektem badania było sprawdzenie, ilu Polaków i w których miastach najwięcej zmieniło swoje nawyki żywieniowe i zdrowotne po pandemii, w których miastach mieszka najwięcej wegetarian oraz jaka część społeczeństwa w największych miastach stosuję suplementację. 
Oto kilka najciekawszych faktów wynikających z raportu: 
Całość raportu można przeczytać pod adresem: https://mybestpharm.com/nawyki-zdrowotne-i-zywieniowe-polakow-w-czasach-inflacji 

źródło: Zespół analityczny Mybestpharm
źródło foto: https://mybestpharm.com/nawyki-zdrowotne-i-zywieniowe-polakow-w-czasach-inflacji/
Trzecia już edycja badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl pokazuje, że zdrowie psychiczne Polaków pogarsza się w szybkim tempie w powiązaniu z inflacją. W lipcu br. 43,7% rodaków dostrzegało u siebie taki problem, a 44,2% nie zauważało go. Obecnie już 50,9% ankietowanych potwierdza spadek formy psychicznej, a 37,9% respondentów nadal tego nie odczuwa. Odsetek osób niezdecydowanych utrzymuje się na stałym poziomie. Tego typu kłopoty zgłaszają głównie osoby w wieku 18-22 lat. Na pierwszym miejscu listy objawów jest częstsze uczucie niepokoju. Na początku zestawienia widać też obniżenie nastroju, stres, lęk, zaburzenia snu oraz problemy z motywacją. Niestety, ta sytuacja prawdopodobnie dalej będzie się pogarszać, do czego szczególnie może się przyczynić sezon grzewczy i ewentualny wzrost bezrobocia. 
Z trzeciej edycji raportu „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji” wynika, że obecnie 50,9% rodaków obserwuje u siebie pogorszenie zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku ze wzrostem inflacji. Podwyżki cen w sklepach i rat kredytów oraz obniżenie wartości dochodów nie wpływają w ten sposób na 37,9% respondentów. Z kolei 11,2% nie potrafi tego realnie ocenić.
 
– Ponad połowa Polaków łączy kwestię finansów osobistych z pogorszeniem swojego stanu psychicznego. Obserwowane zjawisko nie jest już tylko społecznym problemem, ale przede wszystkim przybiera wymiar ekonomiczny i gospodarczy. Tutaj można przywołać choćby falę zwolnień lekarskich z powodu depresji, stresu czy po prostu złego samopoczucia psychicznego – komentuje Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Eksperci z UCE RESEARCH ostrożnie szacują, że wytworzone w ten sposób koszty dla państwa i gospodarki mogą opiewać nawet na ponad 2 mld złotych rocznie. Na to składają się wypłaty z tytułu zwolnień lekarskich, ale też straty firm, powstałe np. wskutek braku obecności bądź mniejszej wydolności dotkniętych tym problemem pracowników. I te koszty z roku na rok będą coraz wyższe, bo problem rośnie z miesiąca na miesiąc.
 
– Inflacja jest zauważalna w większości miejsc na świecie, co jest dość nową sytuacją dla nas wszystkich. Nic więc dziwnego, że wiele osób odczuwa zaniepokojenie. Pomocna może być wiara we własną sprawczość i zaradność w trudnych sytuacjach, najlepiej poparta doświadczeniami z przeszłości. Jednak utrzymywanie jej w sobie, bez względu na okoliczności, wymaga sporej praktyki, polegającej na uważności na swoje uczucia, emocje i myśli, a także reakcje ciała, np. na złe wiadomości gospodarcze – mówi psycholog Michał Murgrabia, drugi ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Autorzy analizy przypominają również, że pod koniec lipca tego roku, w ramach drugiej edycji badania, 43,7% Polaków dostrzegało u siebie symptomy pogorszenia zdrowia psychicznego w związku z wysoką inflacją. Przeciwnego zdania było 44,2% rodaków. Różnica między tymi grupami była prawie niezauważalna. Wtedy też 12,1% osób było niezdecydowanych. I ten poziom utrzymał się. Jednak badacze przewidują, że w kolejnych miesiącach odsetek niezadeklarowanych może jeszcze spaść wraz ze wzrostem liczby osób cierpiących na różnego typu problemy psychiczne, wywołane rosnącą inflacją, a także pogłębiającymi się turbulencjami gospodarczymi, tym bardziej, że wskazane wyżej problemy cały czas występują. 
 
– Problem narasta w społeczeństwie wraz ze wzrostem inflacji, która działa na wszystkich uczestników rynku, jednak z inną siłą i w różnym czasie. Wydaje się, że to dopiero początek wielu ludzkich dramatów. Kwestie czysto finansowe będą wpływać również na relacje małżeńskie, co może spowodować większą liczbę rozwodów bądź separacji – zaznacza Michał Pajdak.
 
Autorzy badania dodają również, że problem może się spotęgować w momencie, kiedy Polacy realnie zaczną odczuwać podwyżki cen energii, gazu i paliwa. Na razie wchodzimy w sezon zimowy i nie widzimy jeszcze wysokich rachunków, choć zapewne już się nimi martwimy. Natomiast gdy pojawią się realne rachunki do zapłacenia, to bardziej dotrze do wszystkich, w jakiej są sytuacji. Wtedy też samopoczucie rodaków znacznie się obniżać. Najgorsze nastroje zapewne będą na wsiach i w małych miastach, czyli wszędzie tam, gdzie opala się domy węglem i zwyczajnie mniej się zarabia. Jeżeli do tego wzrośnie bezrobocie, to będzie kolejny powód do pogorszenia się kondycji psychicznej wielu Polaków.
 
– Niektórzy ekonomiści na rynku mówią, że inflacja trwa dość krótko, żeby jej wzrost poważnie zaniepokoił większość społeczeństwa. Ale to tylko pozory. Sytuacja rozgrywa się w krótkim, ale dość intensywnym okresie, dużo szybciej niż w normalnym i stabilnym czasie. Im dłużej będą rosły ceny, szczególnie żywności i te związane z energią, tym bardziej sytuacja będzie się pogarszała. Ze skutkami tego będziemy niestety walczyć latami. Obecnie jedyną nadzieją byłoby szybkie zduszenie inflacji. Jednak, jak widać po różnych analizach i danych, na razie nie ma na to dobrej przestrzeni – podkreśla Michał Pajdak. 
 
Badacze zwracają także uwagę na to, że ostatnio kobiety narzekają na pogorszenie swojego stanu psychicznego prawie tak samo często jak mężczyźni (51,2% vs 50,6%). Deklarują to głównie osoby w wieku 18-22 lat (60,7%), z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 7000-8999 zł (65%), a także z podstawowym lub z gimnazjalnym wykształceniem (54,1%). Ponadto przeważnie informują o tym mieszkańcy miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. ludności (58,4%). 
 
– Osoby młode nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji zawodowej. Często też borykają się z wieloma wyzwaniami związanymi z początkiem dorosłego życia. Ponadto jeszcze nie miały okazji sprawdzić się w czasie kryzysu i zobaczyć, że dadzą sobie radę. Brak wcześniejszych doświadczeń utrudnia poczucie sprawczości i myślenie o pozytywnym scenariuszu. To nie jest oczywiście niemożliwe, ale z pewnością może być nieco bardziej stresujące w porównaniu do osób, które zarządzają finansami osobistymi już od dłuższego czasu. Stając się dorosłymi i samodzielnymi osobami, z upływem czasu tworzymy swoje sposoby na poradzenie sobie z konkretnymi sytuacjami i adaptujemy się do części wyzwań, które nie pobudzają nas tak intensywnie, jak na początku miało to miejsce – wyjaśnia ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Ankietowani wskazali również, które z szesnastu objawów pogorszenia stanu zdrowia psychicznego doskwierają im w związku z inflacją. Na pierwszym miejscu w tym zestawieniu jest częstsze uczucie niepokoju – 60%. W większym stopniu dotyka ono kobiet niż mężczyzn (66,9% vs 53,4%). Mają z tym problem głównie osoby w wieku 56-80 lat (63,2%), z dochodami miesięcznymi netto w wysokości 1000-2999 zł (65,1%), a także z podstawowym lub z gimnazjalnym wykształceniem (69,2%). Przeważnie skarżą się na to mieszkańcy miast liczących co najmniej 500 tys. ludności (62,4%).
 
– Temat inflacji generuje ogólny niepokój. Ludzie rozmawiają o podwyżkach cen i spadku dochodów z rodziną i ze znajomymi. Wiele starszych osób przypomina sobie sytuację gospodarczą lat 80. i 90. XX wieku oraz jej skutki, a także długoterminowy proces wychodzenia z recesji. Te doświadczenia pozostają w pamięci na lata. Do tego kobiety reagują bardziej emocjonalnie. To efekt tradycyjnego modelu rodziny, w której to one odpowiadają za zakupy i domowy budżet. Z kolei osoby o niskich kwalifikacjach i pracujące na część etatu mogą obawiać się zwolnień w przypadku ograniczenia produkcji – tłumaczy Michał Pajdak.
 
Na kolejnych miejscach w ww. zestawieniu widać obniżenie nastroju – 55,2%, stres – 41,3%, a także lęk – 35,2%. Dalej są zaburzenia snu – 19,6%, jak również problemy z motywacją – 18,5%.
 
–  Stany, w których dominuje lęk, często powiązane są z obniżeniem nastroju. To, co ogólnie nazywamy stresem, nierzadko łączy się z zaburzeniami snu. Jeżeli takie problemy utrzymują się przez dłuższy czas, warto zwrócić się o pomoc do kogoś z zewnątrz. Długotrwałe poczucie lęku, niewyspania czy niepokoju może znacznie obniżyć jakość życia, w tym poczucie efektywności w pracy i spełniania się w życiu osobistym – przekonuje Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Na końcu zestawienia jest nasilenie symptomów uzależnień (hazard, Internet, zakupoholizm i pracoholizm) – 2,2%. Przed nim widać zmniejszony lub zwiększony apetyt – 3,7%, a także utratę zainteresowań – 7,9%. Ponadto 1,7% ankietowanych ma inne objawy, niż wymienili autorzy badania. Natomiast 2,8% respondentów nie potrafi określić symptomów pogorszenia swojego zdrowia psychicznego.
 
– Zaburzenia behawioralne, bo o nich myślimy, mówiąc o uzależnieniach, oznaczają wewnętrzny przymus wyboru danego zachowania, np. patologicznego hazardu. Trudno go opanować lub zaprzestać. Niestety w niektórych grupach społecznych część uzależnień zyskała aprobatę, np. pracoholizm czy zakupoholizm. Ponadto wiele uzależnionych osób nie dostrzega oznak swojego problemu, dlatego może on być dużo częstszy, niż wynika z deklaracji ankietowanych – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.
 
 
***
Badanie „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji” jest realizowane cyklicznie. Obecna edycja została przeprowadzona metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na reprezentatywnej próbie 1065 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

źródło: uceresearch.com

Trzecia już edycja badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl pokazuje, że zdrowie psychiczne Polaków pogarsza się w szybkim tempie w powiązaniu z inflacją. W lipcu br. 43,7% rodaków dostrzegało u siebie taki problem, a 44,2% nie zauważało go. Obecnie już 50,9% ankietowanych potwierdza spadek formy psychicznej, a 37,9% respondentów nadal tego nie odczuwa. Odsetek osób niezdecydowanych utrzymuje się na stałym poziomie. Tego typu kłopoty zgłaszają głównie osoby w wieku 18-22 lat. Na pierwszym miejscu listy objawów jest częstsze uczucie niepokoju. Na początku zestawienia widać też obniżenie nastroju, stres, lęk, zaburzenia snu oraz problemy z motywacją. Niestety, ta sytuacja prawdopodobnie dalej będzie się pogarszać, do czego szczególnie może się przyczynić sezon grzewczy i ewentualny wzrost bezrobocia. 
Z trzeciej edycji raportu „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji” wynika, że obecnie 50,9% rodaków obserwuje u siebie pogorszenie zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku ze wzrostem inflacji. Podwyżki cen w sklepach i rat kredytów oraz obniżenie wartości dochodów nie wpływają w ten sposób na 37,9% respondentów. Z kolei 11,2% nie potrafi tego realnie ocenić.
 
– Ponad połowa Polaków łączy kwestię finansów osobistych z pogorszeniem swojego stanu psychicznego. Obserwowane zjawisko nie jest już tylko społecznym problemem, ale przede wszystkim przybiera wymiar ekonomiczny i gospodarczy. Tutaj można przywołać choćby falę zwolnień lekarskich z powodu depresji, stresu czy po prostu złego samopoczucia psychicznego – komentuje Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Eksperci z UCE RESEARCH ostrożnie szacują, że wytworzone w ten sposób koszty dla państwa i gospodarki mogą opiewać nawet na ponad 2 mld złotych rocznie. Na to składają się wypłaty z tytułu zwolnień lekarskich, ale też straty firm, powstałe np. wskutek braku obecności bądź mniejszej wydolności dotkniętych tym problemem pracowników. I te koszty z roku na rok będą coraz wyższe, bo problem rośnie z miesiąca na miesiąc.
 
– Inflacja jest zauważalna w większości miejsc na świecie, co jest dość nową sytuacją dla nas wszystkich. Nic więc dziwnego, że wiele osób odczuwa zaniepokojenie. Pomocna może być wiara we własną sprawczość i zaradność w trudnych sytuacjach, najlepiej poparta doświadczeniami z przeszłości. Jednak utrzymywanie jej w sobie, bez względu na okoliczności, wymaga sporej praktyki, polegającej na uważności na swoje uczucia, emocje i myśli, a także reakcje ciała, np. na złe wiadomości gospodarcze – mówi psycholog Michał Murgrabia, drugi ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Autorzy analizy przypominają również, że pod koniec lipca tego roku, w ramach drugiej edycji badania, 43,7% Polaków dostrzegało u siebie symptomy pogorszenia zdrowia psychicznego w związku z wysoką inflacją. Przeciwnego zdania było 44,2% rodaków. Różnica między tymi grupami była prawie niezauważalna. Wtedy też 12,1% osób było niezdecydowanych. I ten poziom utrzymał się. Jednak badacze przewidują, że w kolejnych miesiącach odsetek niezadeklarowanych może jeszcze spaść wraz ze wzrostem liczby osób cierpiących na różnego typu problemy psychiczne, wywołane rosnącą inflacją, a także pogłębiającymi się turbulencjami gospodarczymi, tym bardziej, że wskazane wyżej problemy cały czas występują. 
 
– Problem narasta w społeczeństwie wraz ze wzrostem inflacji, która działa na wszystkich uczestników rynku, jednak z inną siłą i w różnym czasie. Wydaje się, że to dopiero początek wielu ludzkich dramatów. Kwestie czysto finansowe będą wpływać również na relacje małżeńskie, co może spowodować większą liczbę rozwodów bądź separacji – zaznacza Michał Pajdak.
 
Autorzy badania dodają również, że problem może się spotęgować w momencie, kiedy Polacy realnie zaczną odczuwać podwyżki cen energii, gazu i paliwa. Na razie wchodzimy w sezon zimowy i nie widzimy jeszcze wysokich rachunków, choć zapewne już się nimi martwimy. Natomiast gdy pojawią się realne rachunki do zapłacenia, to bardziej dotrze do wszystkich, w jakiej są sytuacji. Wtedy też samopoczucie rodaków znacznie się obniżać. Najgorsze nastroje zapewne będą na wsiach i w małych miastach, czyli wszędzie tam, gdzie opala się domy węglem i zwyczajnie mniej się zarabia. Jeżeli do tego wzrośnie bezrobocie, to będzie kolejny powód do pogorszenia się kondycji psychicznej wielu Polaków.
 
– Niektórzy ekonomiści na rynku mówią, że inflacja trwa dość krótko, żeby jej wzrost poważnie zaniepokoił większość społeczeństwa. Ale to tylko pozory. Sytuacja rozgrywa się w krótkim, ale dość intensywnym okresie, dużo szybciej niż w normalnym i stabilnym czasie. Im dłużej będą rosły ceny, szczególnie żywności i te związane z energią, tym bardziej sytuacja będzie się pogarszała. Ze skutkami tego będziemy niestety walczyć latami. Obecnie jedyną nadzieją byłoby szybkie zduszenie inflacji. Jednak, jak widać po różnych analizach i danych, na razie nie ma na to dobrej przestrzeni – podkreśla Michał Pajdak. 
 
Badacze zwracają także uwagę na to, że ostatnio kobiety narzekają na pogorszenie swojego stanu psychicznego prawie tak samo często jak mężczyźni (51,2% vs 50,6%). Deklarują to głównie osoby w wieku 18-22 lat (60,7%), z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 7000-8999 zł (65%), a także z podstawowym lub z gimnazjalnym wykształceniem (54,1%). Ponadto przeważnie informują o tym mieszkańcy miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. ludności (58,4%). 
 
– Osoby młode nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji zawodowej. Często też borykają się z wieloma wyzwaniami związanymi z początkiem dorosłego życia. Ponadto jeszcze nie miały okazji sprawdzić się w czasie kryzysu i zobaczyć, że dadzą sobie radę. Brak wcześniejszych doświadczeń utrudnia poczucie sprawczości i myślenie o pozytywnym scenariuszu. To nie jest oczywiście niemożliwe, ale z pewnością może być nieco bardziej stresujące w porównaniu do osób, które zarządzają finansami osobistymi już od dłuższego czasu. Stając się dorosłymi i samodzielnymi osobami, z upływem czasu tworzymy swoje sposoby na poradzenie sobie z konkretnymi sytuacjami i adaptujemy się do części wyzwań, które nie pobudzają nas tak intensywnie, jak na początku miało to miejsce – wyjaśnia ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Ankietowani wskazali również, które z szesnastu objawów pogorszenia stanu zdrowia psychicznego doskwierają im w związku z inflacją. Na pierwszym miejscu w tym zestawieniu jest częstsze uczucie niepokoju – 60%. W większym stopniu dotyka ono kobiet niż mężczyzn (66,9% vs 53,4%). Mają z tym problem głównie osoby w wieku 56-80 lat (63,2%), z dochodami miesięcznymi netto w wysokości 1000-2999 zł (65,1%), a także z podstawowym lub z gimnazjalnym wykształceniem (69,2%). Przeważnie skarżą się na to mieszkańcy miast liczących co najmniej 500 tys. ludności (62,4%).
 
– Temat inflacji generuje ogólny niepokój. Ludzie rozmawiają o podwyżkach cen i spadku dochodów z rodziną i ze znajomymi. Wiele starszych osób przypomina sobie sytuację gospodarczą lat 80. i 90. XX wieku oraz jej skutki, a także długoterminowy proces wychodzenia z recesji. Te doświadczenia pozostają w pamięci na lata. Do tego kobiety reagują bardziej emocjonalnie. To efekt tradycyjnego modelu rodziny, w której to one odpowiadają za zakupy i domowy budżet. Z kolei osoby o niskich kwalifikacjach i pracujące na część etatu mogą obawiać się zwolnień w przypadku ograniczenia produkcji – tłumaczy Michał Pajdak.
 
Na kolejnych miejscach w ww. zestawieniu widać obniżenie nastroju – 55,2%, stres – 41,3%, a także lęk – 35,2%. Dalej są zaburzenia snu – 19,6%, jak również problemy z motywacją – 18,5%.
 
–  Stany, w których dominuje lęk, często powiązane są z obniżeniem nastroju. To, co ogólnie nazywamy stresem, nierzadko łączy się z zaburzeniami snu. Jeżeli takie problemy utrzymują się przez dłuższy czas, warto zwrócić się o pomoc do kogoś z zewnątrz. Długotrwałe poczucie lęku, niewyspania czy niepokoju może znacznie obniżyć jakość życia, w tym poczucie efektywności w pracy i spełniania się w życiu osobistym – przekonuje Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.
 
Na końcu zestawienia jest nasilenie symptomów uzależnień (hazard, Internet, zakupoholizm i pracoholizm) – 2,2%. Przed nim widać zmniejszony lub zwiększony apetyt – 3,7%, a także utratę zainteresowań – 7,9%. Ponadto 1,7% ankietowanych ma inne objawy, niż wymienili autorzy badania. Natomiast 2,8% respondentów nie potrafi określić symptomów pogorszenia swojego zdrowia psychicznego.
 
– Zaburzenia behawioralne, bo o nich myślimy, mówiąc o uzależnieniach, oznaczają wewnętrzny przymus wyboru danego zachowania, np. patologicznego hazardu. Trudno go opanować lub zaprzestać. Niestety w niektórych grupach społecznych część uzależnień zyskała aprobatę, np. pracoholizm czy zakupoholizm. Ponadto wiele uzależnionych osób nie dostrzega oznak swojego problemu, dlatego może on być dużo częstszy, niż wynika z deklaracji ankietowanych – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.
 
 
***
Badanie „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji” jest realizowane cyklicznie. Obecna edycja została przeprowadzona metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na reprezentatywnej próbie 1065 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

źródło: uceresearch.com

Z najnowszego badania opinii, przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wynika, że w ostatnich miesiącach ponad 80 proc. seniorów nie wykupiło recepty na leki.[1] Aż 95 proc. badanych przyznało, że ich domowy budżet jest obciążony wydatkami na lekarstwa, a ich zakup mógłby spowodować, że emerytom nie wystarczyłoby na inne potrzeby, w tym na jedzenie. Rosnąca inflacja, która we wrześniu br przekroczyła 17 proc., pożera domowe budżety emerytów.
Na dodatek, jak podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, polscy seniorzy nie mają zbyt wielu oszczędności, rzadko dorabiają do emerytury, a świadczenia emerytalne są ich jedynym źródłem dochodu.  
 
Jeszcze na początku tego roku (w styczniu) inflacja plasowała się na poziomie 9,4 proc. W czerwcu, jak wskazywał GUS, wynosiła już 15,5 proc., w sierpniu 16,1 proc. a we wrześniu 17,2 proc. (względem analogicznych okresów roku poprzedniego).[2] Ekonomiści spodziewali się – oczywiście – kolejnych wzrostów cen i usług, ale nie aż w takiej skali. Na dodatek głośno mówi się o tym, że wskaźniki GUS to jedno, a faktyczne ceny to drugie. HRE Investments powołując się na dane Eurostatu podało informację, że koszty utrzymania i prowadzenia domu wzrosły w Polsce w ujęciu rocznym (w sierpniu) o blisko jedną czwartą.[3] A trzeba tu podkreślić, że emeryci mają na utrzymaniu niejednokrotnie stare domy, które wymagają modernizacji, remontów, a ich ogrzanie wykracza często poza senioralny budżet.

– Emeryci są jedną z grup społecznych, która najmocniej odczuwa szalejącą inflację. Średnia emerytura w Polsce to 2545 zł brutto, ale mimo waloryzacji i dodatkowych świadczeń (np. przysłowiowej trzynastki) wielu seniorom nie wystarcza na podstawowe potrzeby. Najnowsze badanie Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wykazało, że w ostatnich miesiącach 82 proc. emerytów nie wykupiło recept. To zatrważające, zwłaszcza że mowa niejednokrotnie o poważnych schorzeniach lub chorobach przewlekłych – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.
 
Wizyty w aptece obciążają sakwę
Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK cylicznie publikuje informacje na temat zadłużonych Polaków. Seniorzy nie wypadają w nich najlepiej. Osoby w wieku 60+ są zadłużone na ponad 10 mld zł a ta wartość wciąż rośnie. Co najbardziej drenuje senioralne budżety? Wśród największych wydatków emerytów, już po uregulowaniu podstawowych opłat za media oraz zakupie żywności, wciąż pozostają leki. Ponad 60 proc. emerytów wydaje nie tylko na lekarstwa, ale również preparaty medyczne. Sporą część wydatków zajmują usługi lekarskie i rehabilitacyjne (co piąty senior przeznacza na nie swoje emeryckie środki). Wysoko uplasowała się również benzyna, czy koszty związane z komunikacją miejską. Najmniej pieniędzy zostaje na hobby i pasje.
 
– Problemem jest nie tylko inflacja, rosnące koszty leków, czy też żywności. Problemem jest podejście osób w wieku produkcyjnym do swojej własnej emerytury. Mówię tu o odsuwaniu faktu, że kiedyś wszycy będziemy emerytami. Dla większości seniorów świadczenia emerytalne otrzymywane od Państwa są jedynym źródłem dochodów. Seniorzy nie mają zbyt wielu oszczędności, rzadko dorabiają na emeryturze, jeszcze rzadziej prowadzą własny biznes, który przynosiłby dochody – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Emerytura przyszłości powinna być jak puzzle, a do senioralnego budżetu powinno wpadać kilka strumieni finansowania. Podstawowym „puzzlem” wciąż będą świadczenią państwowe, społeczne (w Polsce z ZUS), po drugie – świadczenie od pracodawcy, zakładowe (świadczenia kapitałowe, PPK, PPE), po trzecie – świadczenia z innych, dobrowolnych źródeł, czyli zabezpieczenie finansowe, o które każdy emeryt będzie musiał zadbać indywidualnie (IKE, IKZE, renta dożywotnia z nieruchomości, lokaty i inwestycje dobrowolne).

 
 
 
[1] https://portal.abczdrowie.pl/miazdzacy-raport-przez-inflacje-musza-zrezygnowac-z-lekow-bo-nie-stac-ich-na-jedzenie
[2] Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wg. GUS, szczegóły m.in. https://www.money.pl/gospodarka/inflacja-w-polsce-wrzesien-2022-r-oficjalne-dane-gus-6817890452691808a.html
[3] https://wgospodarce.pl/analizy/118000-w-ciagu-roku-koszty-utrzymania-mieszkania-mocno-wzrosly
źródło: Komunikat prasowy
Z najnowszego badania opinii, przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wynika, że w ostatnich miesiącach ponad 80 proc. seniorów nie wykupiło recepty na leki.[1] Aż 95 proc. badanych przyznało, że ich domowy budżet jest obciążony wydatkami na lekarstwa, a ich zakup mógłby spowodować, że emerytom nie wystarczyłoby na inne potrzeby, w tym na jedzenie. Rosnąca inflacja, która we wrześniu br przekroczyła 17 proc., pożera domowe budżety emerytów.
Na dodatek, jak podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, polscy seniorzy nie mają zbyt wielu oszczędności, rzadko dorabiają do emerytury, a świadczenia emerytalne są ich jedynym źródłem dochodu.  
 
Jeszcze na początku tego roku (w styczniu) inflacja plasowała się na poziomie 9,4 proc. W czerwcu, jak wskazywał GUS, wynosiła już 15,5 proc., w sierpniu 16,1 proc. a we wrześniu 17,2 proc. (względem analogicznych okresów roku poprzedniego).[2] Ekonomiści spodziewali się – oczywiście – kolejnych wzrostów cen i usług, ale nie aż w takiej skali. Na dodatek głośno mówi się o tym, że wskaźniki GUS to jedno, a faktyczne ceny to drugie. HRE Investments powołując się na dane Eurostatu podało informację, że koszty utrzymania i prowadzenia domu wzrosły w Polsce w ujęciu rocznym (w sierpniu) o blisko jedną czwartą.[3] A trzeba tu podkreślić, że emeryci mają na utrzymaniu niejednokrotnie stare domy, które wymagają modernizacji, remontów, a ich ogrzanie wykracza często poza senioralny budżet.

– Emeryci są jedną z grup społecznych, która najmocniej odczuwa szalejącą inflację. Średnia emerytura w Polsce to 2545 zł brutto, ale mimo waloryzacji i dodatkowych świadczeń (np. przysłowiowej trzynastki) wielu seniorom nie wystarcza na podstawowe potrzeby. Najnowsze badanie Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wykazało, że w ostatnich miesiącach 82 proc. emerytów nie wykupiło recept. To zatrważające, zwłaszcza że mowa niejednokrotnie o poważnych schorzeniach lub chorobach przewlekłych – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.
 
Wizyty w aptece obciążają sakwę
Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK cylicznie publikuje informacje na temat zadłużonych Polaków. Seniorzy nie wypadają w nich najlepiej. Osoby w wieku 60+ są zadłużone na ponad 10 mld zł a ta wartość wciąż rośnie. Co najbardziej drenuje senioralne budżety? Wśród największych wydatków emerytów, już po uregulowaniu podstawowych opłat za media oraz zakupie żywności, wciąż pozostają leki. Ponad 60 proc. emerytów wydaje nie tylko na lekarstwa, ale również preparaty medyczne. Sporą część wydatków zajmują usługi lekarskie i rehabilitacyjne (co piąty senior przeznacza na nie swoje emeryckie środki). Wysoko uplasowała się również benzyna, czy koszty związane z komunikacją miejską. Najmniej pieniędzy zostaje na hobby i pasje.
 
– Problemem jest nie tylko inflacja, rosnące koszty leków, czy też żywności. Problemem jest podejście osób w wieku produkcyjnym do swojej własnej emerytury. Mówię tu o odsuwaniu faktu, że kiedyś wszycy będziemy emerytami. Dla większości seniorów świadczenia emerytalne otrzymywane od Państwa są jedynym źródłem dochodów. Seniorzy nie mają zbyt wielu oszczędności, rzadko dorabiają na emeryturze, jeszcze rzadziej prowadzą własny biznes, który przynosiłby dochody – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Emerytura przyszłości powinna być jak puzzle, a do senioralnego budżetu powinno wpadać kilka strumieni finansowania. Podstawowym „puzzlem” wciąż będą świadczenią państwowe, społeczne (w Polsce z ZUS), po drugie – świadczenie od pracodawcy, zakładowe (świadczenia kapitałowe, PPK, PPE), po trzecie – świadczenia z innych, dobrowolnych źródeł, czyli zabezpieczenie finansowe, o które każdy emeryt będzie musiał zadbać indywidualnie (IKE, IKZE, renta dożywotnia z nieruchomości, lokaty i inwestycje dobrowolne).

 
 
 
[1] https://portal.abczdrowie.pl/miazdzacy-raport-przez-inflacje-musza-zrezygnowac-z-lekow-bo-nie-stac-ich-na-jedzenie
[2] Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wg. GUS, szczegóły m.in. https://www.money.pl/gospodarka/inflacja-w-polsce-wrzesien-2022-r-oficjalne-dane-gus-6817890452691808a.html
[3] https://wgospodarce.pl/analizy/118000-w-ciagu-roku-koszty-utrzymania-mieszkania-mocno-wzrosly
źródło: Komunikat prasowy