Medicalpress
Zawały serca i udary mózgu częściej się zdarzają u osób, które w ostatnim czasie przeszły zakażenie grypą – ostrzegli eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych. Zaznaczyli, że przed tego rodzaju powikłaniami chroni szczepionka przeciwko grypie.
Zdaniem specjalistów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych szczyt zachorowań na grypę bezpośrednio pokrywa się ze wzrostem liczby zgonów sercowo-naczyniowych oraz częstszymi hospitalizacjami z powodu zaostrzeń niewydolności serca. „Ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych istotnie wzrasta bezpośrednio po zakażeniu wirusem grypy” – zwrócili uwagę w informacji przekazanej PAP. W pierwszych dniach po zakażeniu ryzyko zawału serca rośnie 17-krotnie, a 10-krotnie w przypadku udaru mózgu.

Eksperci OPZChI przypomnieli, że szczepienie przeciw grypie gwarantuje łagodniejszy przebieg infekcji, chroniąc serce przed trwałym uszkodzeniem i groźnymi powikłaniami. Wyniki badań wykazały, że u pacjentów z niewydolnością serca zaszczepienie pozwala na redukcję ogólnego ryzyka zgonu o 21 proc. oraz zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych aż o 23 proc.

Również Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zaapelowało o popularyzację szczepień przeciw grypie jako istotnego elementu profilaktyki sercowo-naczyniowej. Grypa to nie „zwykła sezonowa infekcja” z wysoką gorączką i kaszlem. Dla naszego organizmu jest ona wyzwaniem znacznie wykraczające poza układ oddechowy. Choroba ta zaostrza choroby przewlekłe, w tym schorzenia sercowo-naczyniowe, otwierając drogę zakażeniom wtórnym i drastycznie obniża wydolność organizmu.

„Mechanizmy powikłań obejmują m.in. destabilizację blaszki miażdżycowej wywołaną stanem zapalnym, niedotlenienie mięśnia sercowego ze względu na zwiększone zapotrzebowanie metaboliczne organizmu oraz bezpośrednie uszkodzenie i zapalenie mięśnia sercowego” – tłumaczył prof. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, cytowany w informacji prasowej.

Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych powołali się na badania wykazujące, że wraz ze wzrostem zakażeń grypą, zwiększa się liczba hospitalizacji kardiologicznych. Jeśli w danym miesiącu liczba infekcji grypopodobnych rośnie zaledwie o 5 proc., to liczba hospitalizacji z powodu pogorszenia niewydolności serca zwiększa się aż o 24 proc.

Również zawał serca i udar częściej zdarzają się u osób, które w ostatnim czasie przeszły infekcję. Ok. 6-7 proc. pacjentów po udrze lub zawale przeszły co najmniej jeden epizod infekcji w ciągu poprzedzającego roku. Skutki grypy mogą zatem odezwać się ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie – stwierdzili eksperci OPZChI.

Za szczepienia przeciwko grypie chroniącymi przed powikłaniami sercowo-naczyniowymi opowiedzieli się polscy kardiolodzy. W listopadzie 2025 r. na łamach „Polish Heart Medicine” opublikowali wspólne stanowisko w tej sprawie. Podkreślili w nim, że szczepienia przeciwko grypie zalecane są szczególnie pacjentom kardiologicznym. „W tej grupie dodatkowa korzyść tych szczepień jest szczególnie ważna, gdyż redukują one ryzyko incydentów kardiowaskularnych oraz zgonu” – przekonywali. Niestety – jak dodali – szczepienia przeciwko grypie w Polsce są wciąż na niskim poziomie.

Z badań wynika, że szczepienie przeciwko grypie obniża ryzyko głównych incydentów sercowo-naczyniowych o 36 proc., ryzyko udaru mózgu o 55 proc., a efekt zapobiegawczy utrzymuje się nawet przez 5 lat. U pacjentów z niewydolnością serca szczepienie pozwala o 23-proc. zmniejszyć ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.

„Działanie profilaktyczne corocznych szczepień jest szczególnie istotne w grupach ryzyka, do których należą pacjenci kardiologiczni i osoby starsze. Niestety, ze względu na zjawisko starzenia się układu odpornościowego (immunosenescencji), standardowe szczepionki są mniej skuteczne w tej populacji. Zarówno pacjenci kardiologiczni, jak i osoby starsze należą do grupy najwyższego ryzyka, dlatego powinni być szczepieni w pierwszej kolejności z wykorzystaniem szczepionki wysokodawkowej, opracowanej specjalnie z myślą o ich potrzebach” – ocenił prof. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych.

Szczepionka wysokodawkowa zawiera cztery razy więcej antygenu w porównaniu do standardowych preparatów, dzięki czemu zwykle w większym stopniu pobudza układ odpornościowy. Zalecana jest ona osobom w wieku co najmniej 60 lat, szczególnie narażonym na choroby sercowo-naczyniowe. Według ekspertów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych zapewnia ona o 24,2 proc. wyższą skuteczność w ochronie przed grypą u osób starszych, co przekłada się na zmniejszenie ryzyka hospitalizacji z powodu grypy i zapalenia płuc, a także z przyczyn sercowo-naczyniowych.

Szczyt zachorowań na grypę zwykle utrzymuje się do końca marca i początków kwietnia. Choroba ta występują jednak przez cały rok, również latem. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

W sezonie jesienno-zimowym 2025 2026 jedynie 22,3 proc. dorosłych Polaków przyjęło co najmniej jedno szczepienie ochronne. Aż 77,7 proc. nie poddało się żadnej formie profilaktyki szczepiennej. Takie dane przynosi raport „Polska na szczepieniach 2026” przygotowany przez Kliniki.pl na podstawie badania zrealizowanego metodą CAWI przez agencję SW Research na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski.
Wyniki badania pokazują wyraźnie, że problem niskiej wyszczepialności wśród dorosłych ma charakter systemowy i nie dotyczy wyłącznie pojedynczych grup społecznych. Najczęściej deklarowanym szczepieniem było szczepienie przeciw grypie, które przyjęło 10,4 proc. respondentów. Szczepienie przeciw COVID 19 zadeklarowało 6,2 proc., przeciw wirusowi RSV 6,0 proc., a przeciw krztuścowi 4,9 proc.

Dane te pozostają spójne z informacjami publikowanymi przez Główny Inspektorat Sanitarny. Z danych dostępnych na portalu ezdrowie.gov.pl wynika, że wyszczepialność przeciw grypie w populacji ogólnej utrzymuje się na poziomie około 6 proc., co potwierdza utrzymujący się niski poziom zainteresowania szczepieniami sezonowymi.

Decyzja, nie bariera organizacyjna

Szczególnie istotne są powody rezygnacji ze szczepień wskazywane przez respondentów. Najczęściej nie były to czynniki organizacyjne ani finansowe, lecz decyzje oparte na przekonaniach i postrzeganiu potrzeby szczepienia.

W populacji ogólnej najczęściej wskazywano na przekonanie, że szczepienie nie było potrzebne, co zadeklarowało 25,2 proc. badanych. Brak zaufania do szczepionek wskazało 14,9 proc. respondentów. 12,0 proc. zadeklarowało brak zalecenia lekarza, a 8,9 proc. brak propozycji szczepienia. Obawy przed działaniami niepożądanymi zgłosiło 8,8 proc. badanych.

Znacznie rzadziej wskazywano na bariery praktyczne. Brak czasu deklarowało około 4 do 5 proc. respondentów, wysoki koszt około 2,5 proc., a problemy z dostępnością szczepień miały charakter marginalny.

Oznacza to, że kluczowym problemem nie jest infrastruktura ani organizacja systemu, lecz percepcja ryzyka, potrzeby i bezpieczeństwa szczepień.

Rodzice bardziej aktywni, ale też bardziej nieufni

Raport pokazuje także różnice między grupami społecznymi. Rodzice dzieci do 18. roku życia częściej niż ogół dorosłych podejmowali działania profilaktyczne, ale jednocześnie częściej deklarowali brak zaufania do szczepionek. W tej grupie 19,0 proc. wskazało brak zaufania wobec 14,9 proc. w populacji ogólnej.

Najczęstszym powodem nieszczepienia wśród rodziców pozostawało przekonanie o zbędności szczepienia, które zadeklarowało 23,3 proc. badanych z tej grupy.

Ta ambiwalencja pokazuje, że nawet osoby bardziej zaangażowane w kwestie zdrowotne nie są wolne od wątpliwości dotyczących profilaktyki.

Autorzy raportu podkreślają, że dominujące bariery mają charakter poznawczy i decyzyjny. Oznacza to, że wyzwaniem nie jest wyłącznie zapewnienie dostępu do szczepień, lecz odbudowa zaufania do profilaktyki oraz konsekwentna, jednoznaczna rekomendacja medyczna. Brak zalecenia lekarza wskazany przez 12 proc. respondentów pokazuje, jak duże znaczenie ma komunikacja w gabinecie lekarskim. Rekomendacja specjalisty pozostaje jednym z najsilniejszych czynników wpływających na decyzję o szczepieniu, a jej brak może być odbierany jako sygnał, że szczepienie nie jest konieczne.

W kontekście sezonowych wzrostów zachorowań na grypę, COVID 19 czy RSV oraz narastających ognisk krztuśca, niski poziom wyszczepialności w populacji dorosłych staje się istotnym problemem epidemiologicznym i systemowym.

Pełne wyniki raportu „Polska na szczepieniach 2026” dostępne są na stronie polskanaszczepieniach.pl

Źródło: Materiał Prasowy

Polska znajduje się jeszcze przed kulminacją sezonu grypowego. Jak wynika z informacji publikowanych przez Główny Inspektorat Sanitarny, szczyt zachorowań na grypę nastąpi w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Ostrzeżenie to potwierdził w rozmowie z PAP Paweł Grzesiowski, wskazując, że obecny wzrost liczby infekcji jest etapem poprzedzającym najwyższą falę sezonową.
Dane epidemiologiczne gromadzone przez sanepid pokazują, że liczba zgłaszanych przypadków grypy systematycznie rośnie. W ostatnich tygodniach tempo zachorowań wyraźnie przyspieszyło, co wpisuje się w typowy przebieg sezonu grypowego w Polsce. Specjaliści podkreślają, że obecna sytuacja nie powinna być interpretowana jako schyłek epidemii, lecz jako zapowiedź jej najbardziej intensywnej fazy.

W tym sezonie dominującym patogenem pozostaje wirus grypy typu A, w szczególności wariant A H3N2. GIS zwraca uwagę, że niskie temperatury nie hamują transmisji wirusa. Przeciwnie, sprzyjają jej warunki zimowe, gdy większa liczba osób przebywa w zamkniętych pomieszczeniach, w szkołach, zakładach pracy i środkach transportu publicznego.

Główny Inspektorat Sanitarny przypomina, że mimo postępu medycyny grypa nadal pozostaje chorobą, która może prowadzić do poważnych powikłań. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, pacjentów z chorobami przewlekłymi, kobiet w ciąży oraz dzieci. W tych grupach ryzyko ciężkiego przebiegu infekcji oraz hospitalizacji jest zdecydowanie wyższe.

W kontekście zbliżającego się szczytu zachorowań sanepid apeluje o przestrzeganie podstawowych zasad profilaktyki. Szczególne znaczenie mają szczepienia przeciwko grypie, które nadal można wykonać i które istotnie zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Równie ważne są proste działania codzienne, takie jak częste mycie rąk, unikanie kontaktu z osobami objawowymi oraz pozostanie w domu w przypadku wystąpienia gorączki, kaszlu czy bólu mięśni.

Eksperci podkreślają, że najbliższe dni będą kluczowe zarówno dla systemu ochrony zdrowia, jak i dla samych pacjentów. Wzrost liczby zakażeń może przełożyć się na większe obciążenie podstawowej opieki zdrowotnej, oddziałów szpitalnych oraz szpitalnych oddziałów ratunkowych. Dlatego tak istotne jest, aby nie bagatelizować objawów i odpowiedzialnie reagować na sygnały płynące z organizmu.

Prognozy GIS nie pozostawiają wątpliwości. Szczyt zachorowań na grypę jest jeszcze przed nami, a najbliższe dwa tygodnie zdecydują o skali tegorocznej fali infekcji. To moment, w którym profilaktyka i indywidualna odpowiedzialność mogą realnie wpłynąć na ograniczenie liczby ciężkich przypadków i powikłań.

Źródło: GIS

Tej zimy pierwszy szczyt zachorowań na grypę w Polsce przypadł w grudniu. Od pierwszych dni stycznia liczba przypadków ponownie rośnie i już znacząco przekracza te grudniowe. Lekarze spodziewają się, że druga połowa lutego może przynieść gwałtowny wzrost infekcji dróg oddechowych. Dlatego przypominają o podstawowych zasadach profilaktyki: częstym myciu rąk i unikaniu kontaktów z chorymi. Apelują też o szczepienia, szczególnie osób starszych i przewlekle chorych. Na tę formę ochrony przed grypą wciąż decyduje się niewielki odsetek populacji.
– W tym roku występują głównie infekcje górnych dróg oddechowych: zapalenie zatok, grypa, COVID-19. Myślę, że szczyt zachorowań na grypę jest jeszcze przed nami. Były święta, było mniej kontaktów społecznych, teraz mamy ferie, więc być może druga połowa lutego będzie okresem, kiedy zachorowań będzie dużo więcej – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Piotr Grzyb, specjalista chorób wewnętrznych, nefrolog z enel-med.

Z danych udostępnionych przez Centrum e-Zdrowia wynika, że pierwszy wzrost zachorowań na grypę przypadł w tym sezonie na połowę grudnia. Notowano wtedy ok. 110 przypadków na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w analogicznym okresie 2024 roku było ich niemal dwa razy więcej (208,7). Od 5 stycznia br. ponownie notowane są wzrosty zachorowań – w trzecim tygodniu tego miesiąca było to ok. 130 przypadków na 100 tys. mieszkańców, a w czwartym – już 270. Rok temu zachorowań było jeszcze więcej, ponad 360, co może oznaczać, że tegoroczny szczyt jeszcze przed nami.

– Objawy zachorowania na grypę są podobne. Najczęściej są to gorączka, bóle mięśniowe, silny ból gardła, kaszel, nocne poty, czasami towarzyszą temu objawy z przewodu pokarmowego, ale najczęściej są to objawy związane właśnie z układem oddechowym – wymienia lekarz.

Jak poinformował Główny Inspektorat Sanitarny, w sezonie 2025/2026 w Polsce i Europie dominuje nowy wariant K grupy A(H3N2), który odpowiadał za ok. połowę nowych zachorowań w grudniu. Szczep charakteryzuje się tym, że szybko się rozprzestrzenia. Niekoniecznie jednak zachorowanie wiąże się z cięższym przebiegiem. GIS podkreślił, że choroba zwykle ustępuje samoistnie po kilku dniach, maksymalnie po tygodniu. Kaszel, zmęczenie i uczucie rozbicia mogą się jednak utrzymywać nawet przez kilka tygodni. Choć grypa zwykle przebiega stosunkowo łagodnie, to może prowadzić do groźnych powikłań – m.in. zapalenia płuc, anginy paciorkowcowej czy zapalenia mięśnia sercowego. Na ciężki przebieg najbardziej narażone są osoby w wieku powyżej 65 lat i dzieci do piątego roku życia, a także kobiety w ciąży i osoby z chorobami przewlekłymi.

– Proszę wszystkich, żeby co roku się szczepili na grypę. To jest udowodniony sposób zapobiegania zachorowaniom, a w szczególności występowania powikłań. Jeżeli ktoś ma nadciśnienie, cukrzycę, otyłość, chorobę sercowo-naczyniową, czyli jest po zawale, przebył udar mózgu, ma przewlekłą chorobę nerek, to powinien się szczepić co roku – apeluje Piotr Grzyb.

W ramach profilaktyki lekarze zalecają też częste mycie rąk wodą i mydłem, a w przypadku gdy nie jest to możliwe – środkiem dezynfekującym na bazie alkoholu, unikanie bliskiego kontaktu z osobami chorymi, a w przypadku wystąpienia objawów grypowych pozostanie w domu.

– Trzeba dbać o swoje kontakty, czyli nie spotykać się z osobami, o których wiemy, że są chore. To jest też apel do pracodawców, żeby nie tolerowali pracowników, którzy przychodzą chorzy na grypę czy z infekcją układu oddechowego, bo oni są w stanie zakazić cały open space. Tak samo, jeśli czujemy się źle, mamy gorączkę, kaszel, nie odwiedzajmy seniorów czy osób chorych, bo będziemy je narażać na zachorowanie, nie tylko grypą, ale być może COVID-em, RSV czy innym wirusem, który powoduje infekcję dróg oddechowych – podkreśla lekarz. – Mam wrażenie, że wróciliśmy do czasów sprzed pandemii. W dalszym ciągu przychodzimy chorzy do pracy, nie myjemy rąk, w związku z czym jest większa liczba infekcji przewodu pokarmowego, których w trakcie pandemii nie było. Nadal jest kiepsko ze szczepieniami, szczególnie jeśli chodzi o grypę czy o COVID-19.

Szczepionkę przeciwko grypie przyjęło dotychczas ponad 2,24 mln osób. To ponad jedna trzecia więcej niż rok temu, ale wciąż tylko kilka procent Polaków. Z kolei przeciwko COVID-19 zaszczepiło się 568 tys. To o około 60 tys. więcej niż rok wcześniej, ale jednocześnie o ponad 200 tys. mniej niż przed dwoma laty. Lekarze obserwują też w społeczeństwie stopniowe odchodzenie od rygorów sanitarnych, które skutkowały ograniczeniem zakażeń w czasach pandemii.

Źródło: Newseria

Rok 2026 nie przyniesie jednej spektakularnej epidemii, ale może wystawić polski system zdrowia na próbę serii mniejszych, nakładających się zagrożeń. Grypa i RSV mogą mocniej uderzyć zimą, zmiany klimatu otwierają drzwi nowym chorobom, a dezinformacja medyczna staje się jednym z najistotniejszych problemów zdrowia publicznego. – Największym zagrożeniem nie jest dziś pojedynczy wirus, tylko brak czujności i chaos informacyjny – ocenia dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Prognoza epidemiologiczna na 2026 rok powstała w kontekście szybko zmieniającego się świata: ocieplającego się klimatu, starzenia społeczeństwa, migracji oraz rosnącej mobilności ludzi i towarów. Jej celem nie jest straszenie, ale wskazanie trendów i zjawisk, które już teraz wpływają na zdrowie Polaków i w nadchodzącym roku mogą się nasilić.

Rok 2025 był dobrym przykładem tego, jak łatwo emocje biorą górę nad faktami. Zaczęło się od paniki wokół ludzkiego metapneumowirusa w Chinach, później pojawiały się kolejne alarmistyczne doniesienia – od „nowych śmiercionośnych wariantów grypy” po rzekomo potwierdzoną cholerę. Jednocześnie realne problemy, takie jak choroby zwierząt przy granicach Polski czy powrót dawno niewidzianych zakażeń, wymagały spokojnej, technicznej pracy służb.

– 2025 rok nauczył nas, że kryzys informacyjny potrafi być groźniejszy niż sam patogen – podkreśla dr Jarynowski. – Jeśli komunikaty są niespójne albo przesadzone, ludzie przestają ufać także tym prawdziwym.

Koronawirus pozostaje w obiegu, ale jego rola znacząco się zmieniła. Jesienna fala COVID-19 w 2025 roku była przewidywalna i szybko wygasła, a obecne warianty nie konkurują już z innymi infekcjami sezonowymi.

– COVID stał się jednym z wielu wirusów oddechowych krążących zimą. Wystarczą podstawowe zasady: higiena, wietrzenie i zostawanie w domu w czasie choroby – mówi epidemiolog. Zdecydowanie większy niepokój budzą doniesienia o kolejnych zawleczeniach MERS do Europy oraz rozwój badań nad modyfikowaniem wirusów. – Technologia, w tym sztuczna inteligencja, sprawia, że tworzenie nowych wariantów jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. To wymaga międzynarodowej kontroli i odpowiedzialności – zaznacza.

Najpoważniejszym testem dla zdrowia publicznego na początku 2026 roku będzie jednak sezon grypowy. Wszystko wskazuje na to, że fala zachorowań może być silniejsza niż przeciętnie, choć rozłożona nierównomiernie w czasie i przestrzeni.

– Nie zobaczymy jednego, ogólnopolskiego szczytu. Ludzie będą chorować w różnym czasie w różnych regionach, co w praktyce oznacza lokalne ryzyko braków leków – prognozuje dr Jarynowski. W opinii eksperta, szczególnie trudny może być przełom stycznia i lutego, kiedy wysoka absencja chorobowa obejmie zarówno szkoły, jak i miejsca pracy. Równolegle, albo zaraz po, może dojść do kulminacji zakażeń RSV, zwłaszcza wśród niemowląt.

W ostatnich latach liczba rozpoznań rośnie, częściowo dzięki lepszej diagnostyce.

– Mamy skuteczne narzędzie ochrony najmłodszych: darmowe szczepienia kobiet w ciąży, które przekazują dziecku przeciwciała. To bardzo opłacalne i bezpieczne rozwiązanie, a jednocześnie wciąż niedostatecznie promowane – podkreśla ekspert. Jego zdaniem początek 2026 roku to ostatni moment, by nadrobić zaniedbania z poprzedniego sezonu.

W regionie Europy Środkowej rośnie także liczba zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A. Szczególnie dynamiczna sytuacja dotyczy Czech, co ma znaczenie dla Polaków podróżujących w okresie ferii.

– Ryzyko indywidualne pozostaje niskie, ale w zatłoczonych miejscach, takich jak schroniska czy punkty gastronomiczne, podstawowa higiena rąk robi ogromną różnicę – mówi dr Jarynowski. – Nie ma powodu, by rezygnować z wyjazdów, ale warto świadomie ograniczać ryzyko i rozważyć szczepienie przy częstych podróżach.

Coraz wyraźniej zaznacza się wpływ zmian klimatu na zdrowie. Dłuższy sezon aktywności kleszczy oznacza więcej przypadków boreliozy i kleszczowego zapalenia mózgu, a nowe gatunki kleszczy pojawiają się w miejscach, gdzie wcześniej ich nie było. W cieplejszych wodach rośnie ryzyko zakażeń bakteriami Vibrio, a stojąca, nagrzana woda sprzyja zakwitom toksycznych sinic.

– Choroby, które jeszcze niedawno kojarzyliśmy z południem Europy, stają się także naszym problemem – ocenia epidemiolog.

Niepokojący jest także stały wzrost chorób przenoszonych drogą płciową, widoczny nie tylko w dużych miastach, ale coraz częściej na prowincji. U nas do 2022 r. to był przede wszystkim problem Wrocławia, a obecnie zapadalność na kiły, rzeżączkę i HIV w ziemsko-miejskich powiatach naszego województwa podwyższyły się do poziomu stolicy Dolnego Śląska. Zdaniem dr. Jarynowskiego to efekt zmian społecznych i słabo funkcjonującej edukacji zdrowotnej. – Jeśli młodzi ludzie nie dostają rzetelnej wiedzy w szkole, trudno oczekiwać, że będą podejmować odpowiedzialne decyzje – mówi. Na tle wszystkich tych zagrożeń szczególnie wyróżnia się problem dezinformacji medycznej. Fałszywe alarmy, sensacyjne nagłówki i teorie spiskowe skutecznie podkopują zaufanie do ekspertów i instytucji.

– Możemy mieć najlepsze szczepionki i procedury, ale jeśli ludzie im nie wierzą, system przestaje działać – ocenia dr Jarynowski.

Prognoza na 2026 rok nie jest scenariuszem katastroficznym, lecz ostrzeżeniem. Polska ma doświadczenie, wyszkolone służby i coraz lepsze narzędzia analityczne. Kluczowe będzie jednak wzmocnienie edukacji zdrowotnej, spójna komunikacja i współpraca między instytucjami.

– To będzie rok wielu mniejszych wyzwań naraz. Od tego, jak na nie odpowiemy, zależy, czy przejdziemy go spokojnie, czy w permanentnym kryzysie – podsumowuje ekspert.

Prognozę przygotował dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu we współpracy z Interdyscyplinarnym Zespołem Monitorowania Kryzysowego
i Epidemiologicznego. 

Źródło: Komunikat Prasowy

W sezonie grypowym 2025/26 Polska odnotowała liczbę szczepień, jakiej nie widziano od lat. Według najnowszych danych „Raportu o chorobach zakaźnych” do końca listopada zaszczepiło się ponad 2 mln Polaków. Ta liczba — dokładnie 2 000 744 osoby — przekroczyła o ponad 200 tysięcy wynik całego poprzedniego sezonu, a trend wydaje się być utrwalony.
Tak znaczący wzrost szczepień to znak, że rośnie świadomość znaczenia profilaktyki. Z analizy wynika, że wzrost odnotowano we wszystkich grupach wiekowych, co oznacza, że więcej ludzi — od seniorów po osoby aktywne zawodowo — dostrzega sens ochrony przed grypą.

Wydaje się, że kluczowe znaczenie ma zmiana w dostępności: szczepienia w aptekach i rozszerzona oferta punktów szczepień ułatwiają decyzję. W tym sezonie to właśnie apteki wskazywane są jako często wybierane miejsca immunizacji.

Dlaczego to ważne? Grypa to nie „zwykłe przeziębienie” — choroba może prowadzić do ciężkich powikłań, hospitalizacji, a w grupach wysokiego ryzyka również do śmierci.

Zwiększona wyszczepialność to realna szansa, by ograniczyć skalę fali zachorowań, zmniejszyć obciążenie dla systemu ochrony zdrowia i ochronić tych, dla których grypa może być szczególnie groźna.

Jednak sam wynik — choć imponujący — nie gwarantuje końca problemów. Wciąż wiele zależy od tego, czy wzrost zainteresowania szczepieniami utrzyma się, a także czy kampanie informacyjne i dostępność szczepionek będą podtrzymywane. Ważne jest zwłaszcza dotarcie do tych, którzy dotąd unikali szczepień — osób młodych, pracujących, lub obawiających się kosztów bądź niedogodności.
Równocześnie trzeba pamiętać, że sezon 2025/26 może przynieść nie tylko sukcesy. Wzrost liczby zaszczepionych powinien iść w parze z aktywnym monitorowaniem zachorowań i hospitalizacji — by zweryfikować, na ile szczepienia realnie ograniczają skutki epidemii. Jeśli teraz, przy gwałtownym wzroście wyszczepialności, przypadki grypy będą maleć — będzie to dowód, że profilaktyka zadziałała. Jeśli nie — polski system zdrowia musi przygotować się na cięższy sezon.

Ten rekord szczepień to bez wątpienia dobre wstępne świadectwo zmiany. Pokazuje, że Polacy zaczynają traktować grypę poważnie. Teraz wyzwanie polega na tym, by tę świadomość utrwalić — by szczepienia stały się normą, a nie wyjątkiem.

Źródło: DOZ

Okres jesienno-zimowy w naszej szerokości geograficznej nieodłącznie wiąże się ze wzrostem liczby zachorowań – nie tylko na przeziębienia i grypę, ale również na inne infekcje, w tym rotawirusowe. Przyczyn jest wiele: od zmian warunków środowiskowych, przez spadek aktywności fizycznej i zmiany w diecie, aż po naturalne mechanizmy biologiczne naszego układu odpornościowego.
Niskie temperatury i suche powietrze, szczególnie zimą, sprzyjają przetrwaniu i przenoszeniu wielu wirusów. Dlatego właśnie w tym okresie występuje najwyższe prawdopodobieństwo zakażeń. Dotyczy to również infekcji przewodu pokarmowego. Ogrzewane i rzadko wietrzone mieszkania wysuszają błony śluzowe dróg oddechowych, osłabiając ich funkcję oczyszczającą i zwiększając podatność na infekcje. Smog i zanieczyszczenia powietrza dodatkowo obciążają układ oddechowy.

W okresie jesienno-zimowym mamy również do czynienia z mniejszą aktywnością na świeżym powietrzu oraz mniejszym spożyciem płynów, co dodatkowo wysusza błony śluzowe. Ponadto obserwujemy zmiany w codziennej diecie, które związane są z obniżoną dostępnością świeżych owoców i warzyw. Dodatkowo krótsze dni przyczyniają się znacząco do obniżenia syntezy witaminy D w skórze, co u dzieci i dorosłych może zwiększać podatność na infekcje – wyjaśnia prof. dr hab. n. farm. Paweł Ramos, Kierownik Zakładu Farmacji Aptecznej Wydziału Nauk Farmaceutycznych w Sosnowcu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jesień to także czas powrotu dzieci do żłobków i przedszkoli, co zwiększa ryzyko transmisji wirusów. Zimą częściej zaostrzają się choroby przewlekłe, takie jak atopowe zapalenie skóry (AZS), co wiąże się z suchym powietrzem i obecnością roztoczy.

Należy pamiętać, że na prawidłowy stan i funkcjonowanie naszego układu odpornościowego wpływa racjonalne odżywienie. Niedożywienie, spowodowane niewystarczającym spożyciem witamin oraz mikroelementów głównie cynku i selenu, może upośledzać zdolność organizmu do wspierania wrodzonej odpowiedzi immunologicznej – dodaje ekspert.

Witaminy i mikroelementy wspierające odporność

Najczęściej wskazywaną witaminą jesieni i zimy jest witamina D. Odpowiada ona za modulację układu odpornościowego, wspiera funkcje błon śluzowych i procesy immunologiczne. Pobudza działanie makrofagów i monocytów, które pomagają zwalczać bakterie, a jednocześnie ogranicza nadmierną odpowiedź immunologiczną charakterystyczną dla chorób autoimmunologicznych. Suplementacja witaminy D jest zalecana niemal wszystkim – od niemowląt, przez osoby starsze, po kobiety w ciąży – zawsze po konsultacji lekarskiej.

W Polsce jednak tylko niewielki odsetek populacji ma wystarczający poziom tej witaminy. Eksperci ostrzegają przed nadmiernym jej przyjmowaniem: objawy przedawkowania mogą obejmować nudności, bóle głowy, zaburzenia rytmu serca, zaparcia lub biegunki, a także wysypkę. W trakcie suplementacji warto regularnie kontrolować poziom witaminy D w badaniach laboratoryjnych.

Kolejnym ważnym składnikiem jest witamina C – silny przeciwutleniacz, który neutralizuje wolne rodniki, wspiera działanie leukocytów i barier śluzowych. Może skracać czas trwania infekcji, jeśli jest stosowana w początkowej fazie choroby. Jej źródłem są świeże warzywa i owoce: papryka, natka pietruszki, owoce dzikiej róży, czarne porzeczki, kiwi czy truskawki. Ponieważ witamina C jest wrażliwa na temperaturę, najlepiej spożywać ją w postaci surowej.

Cynk z kolei jest kluczowym mikroelementem odpowiedzialnym za prawidłową pracę komórek odpornościowych i gojenie błon śluzowych. Wspiera organizm w walce z przeziębieniem, jeśli zostanie przyjęty w odpowiednim momencie. Eksperci przypominają jednak, że jego nadmiar (powyżej 40 mg na dobę) może prowadzić do niedoboru miedzi i żelaza, a w konsekwencji – do anemii.

Nie mniej istotne są witaminy A i E, które wspierają błony śluzowe, działają antyoksydacyjnie i wspomagają odporność. Witamina A, oprócz znaczenia immunologicznego, wpływa również na prawidłowe widzenie i stan skóry. Witamina E występuje m.in. w olejach roślinnych, orzechach i nasionach. Obie rozpuszczają się w tłuszczach, dlatego ich nadmierne spożycie wiąże się z ryzykiem kumulacji w organizmie, szczególnie u kobiet w ciąży.

Witaminy z grupy B, zwłaszcza B6, uczestniczą w produkcji hemoglobiny i przeciwciał, wspierając układ nerwowy i odpornościowy. Jednak długotrwałe przyjmowanie bardzo wysokich dawek może prowadzić do neuropatii i uszkodzenia nerwów.

Równie ważne są mikroelementy takie jak selen, żelazo i magnez. Niedobory tych pierwiastków obniżają odporność, a suplementację należy podejmować po potwierdzeniu ich braków w badaniach laboratoryjnych.

Probiotyki – naturalna tarcza ochronna

W ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się mikrobiocie jelitowej, która jest jednym z kluczowych elementów odporności. Probiotyki wzmacniają barierę jelitową, modulują działanie komórek odpornościowych i pomagają w produkcji przeciwciał.

Eksperci przypominają, że skuteczność probiotyków zależy od szczepu bakterii oraz liczby jednostek tworzących kolonie (CFU). – Należy wybierać preparaty probiotyczne, które zawierają przebadane szczepy bakterii o udowodnionym naukowo działaniu – wskazano w opracowaniu. Do najlepiej przebadanych należą m.in. Lactobacillus rhamnosus GG, Lactobacillus acidophilus LC1 czy Lactobacillus casei Shirota.

Rozsądek i bezpieczeństwo w suplementacji

Pomimo szerokiej oferty suplementów, eksperci przypominają: żaden z nich nie zastąpi zdrowego stylu życia. – Nie powinniśmy nadużywać suplementów diety ze względu na kilka aspektów. Suplementy diety nie podlegają takim samym rygorystycznym wymogom dopuszczania do obrotu jak leki – podkreślają autorzy opracowania.

Warto wybierać produkty zarejestrowane jako leki OTC i kupować je wyłącznie w aptekach. Należy unikać niezweryfikowanych źródeł w internecie – wiele dostępnych tam preparatów może być sfałszowanych. Kobiety w ciąży, karmiące, dzieci i osoby z chorobami przewlekłymi powinny każdorazowo konsultować suplementację z lekarzem lub farmaceutą. Badania laboratoryjne, np. poziomu witaminy D, pozwalają dobrać odpowiednią, bezpieczną dawkę suplementu i uniknąć skutków przedawkowania.

Praktyczne wskazówki na zimę

Eksperci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przypominają kilka prostych zasad, które pomagają wzmocnić odporność w sezonie zwiększonej zachorowalności:

Podsumowując – sezon jesienno-zimowy to czas, w którym nasz organizm potrzebuje szczególnej troski. Odpowiednia dieta, sen, ruch, higiena, szczepienia oraz rozsądna suplementacja – zwłaszcza witaminy D, C, cynku i probiotyków – stanowią najlepszą ochronę przed infekcjami.

Źródło: Śląski Uniwersytet Medyczny

Jesień to początek sezonu infekcyjnego, w którym szczególnie osoby po 60. roku życia są narażone na ciężki przebieg chorób wirusowych. Grypa i RSV mogą prowadzić nie tylko do zapalenia płuc czy hospitalizacji, ale również do zaostrzenia chorób przewlekłych i pogorszenia jakości życia seniorów. Eksperci podkreślają, że najskuteczniejszą formą profilaktyki są szczepienia, które w tym roku można zrealizować jeszcze wygodniej – obie dawki, przeciw grypie i RSV, można przyjąć podczas jednej wizyty w przychodni lub aptece. Co więcej, dla wybranych grup pacjentów szczepienia te są bezpłatne.
Zbliżająca się jesień oznacza początek sezonu infekcyjnego, szczególnie trudnego dla osób po 60. roku życia. To właśnie dojrzali dorośli są najbardziej narażeni na ciężki przebieg zakażeń wirusowych i ich powikłania – zarówno w przypadku grypy, jak i RSV. Szersze zastosowanie diagnostyki laboratoryjnej ujawniło, że wiele infekcji przypominających przeziębienie to właśnie RSV, który odpowiadał aż za 92 167 przypadków zakażeń w okresie od stycznia do końca sierpnia 2025 r. Eksperci podkreślają, że najskuteczniejszą formą ochrony przed RSV są szczepienia, które warto wykonać podczas jednej wizyty – razem z sezonowym szczepieniem przeciw grypie. Na RSV nie trzeba szczepić się co roku, ale warto już teraz zapewnić sobie pełną ochronę podczas jednej wizyty w POZ lub w aptece.

Syncytialny wirus oddechowy (RSV), przez lata błędnie utożsamiany głównie z infekcjami wieku dziecięcego, stanowi istotne i rosnące zagrożenie dla seniorów. Może prowadzić do zapalenia płuc, zwiększać ryzyko zawału serca lub pobytu w szpitalu. Na ciężki przebieg zakażenia RSV szczególnie narażone są osoby starsze – już sam wiek powyżej 60 lat zwiększa prawdopodobieństwo poważnych powikłań. Szacuje się, że każdego roku z powodu tego wirusa na całym świecie do szpitali trafia 336 000 seniorów.

Nie czekaj, nim sezon rozkręci się na dobre

W przypadku zakażenia RSV nie istnieje leczenie przyczynowe – dostępną formą profilaktyki jest szczepienie. Nie trzeba szczepić się co roku. ​Eksperci podczas spotkania zorganizowanego 11 września przez Dziennikarski Klub Promocji Zdrowia w Warszawie zaapelowali, by nie zwlekać i przy okazji szczepienia przeciw sezonowej grypie, zabezpieczyć się również przed RSV, zmniejszając tym samym ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia i hospitalizacji.

– Rozpoczynający się sezon grypowy to dobry moment, aby pomyśleć również o profilaktyce przeciw RSV – szczególnie wśród osób po 60. roku życia, które należą do grupy podwyższonego ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia i dla których może okazać się ono poważniejsze w skutkach niż grypa. Osoby po 60. r.ż. wymagają terapii wielokierunkowej, a infekcje takie jak grypa czy RSV mogą zaostrzać przebieg chorób podstawowych i często wymagają hospitalizacji. Leczenie szpitalne jest nie tylko bardziej kosztochłonne, ale powoduje w dłuższej perspektywie pogorszenie rokowania co do długości, a zawsze również – jakości życia pacjenta. Z moich obserwacji wynika, że osoby szczepione mają nie tylko mniejsze ryzyko infekcji, ale także, jeśli one wystąpią, ich przebieg jest łagodniejszy i nie generuje tych ryzyk – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Wydziału Lekarskiego, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Jedna wizyta = jednoczesne szczepienia przeciw RSV i grypie, które w pewnych przypadkach mogą być również bezpłatne

W tym roku po raz pierwszy w Polsce dostępna jest również możliwość bezpłatnego, jednoczesnego szczepienia przeciw grypie i RSV dla wybranych grup pacjentów. Eksperci podkreślają, że takie rozwiązanie pozwala zyskać pełniejszą ochronę w prosty i wygodny sposób – wystarczy jedna wizyta w przychodni lub aptece.

 Jest to nie tylko bezpieczne, ale również wygodne dla pacjenta: ogranicza liczbę wizyt, oszczędza czas i pozwala szybciej zbudować bardziej kompleksową ochronę immunologiczną. Właściwe planowanie i jednoczesne szczepienia to obecnie jedna z najskuteczniejszych strategii profilaktycznych, zwiększających szanse na przejście sezonu infekcyjnego bez powikłań. Należy korzystać z tej możliwości szczególnie, że w tym roku, po raz pierwszy, szczepienia te mogą być realizowane również bezpłatnie dla wybranych grup pacjentów – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Artur Mamcarz. Lista aptek i placówek, w których można się zaszczepić, jest dostępna na stronie: https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/zaszczep-sie-w-aptece .

Odporność na omawiane choroby zakaźne można nabyć poprzez jednoczesne szczepienie na jednej wizycie. – Jak pokazały wyniki badania zrealizowanego w ramach kampanii “Wygraj z RSV. Zaszczep się”, tylko jedna trzecia seniorów wiedziała, że istnieje możliwość realizacji więcej niż jednego szczepienia podczas tej samej wizyty, ale aż 61 procent zadeklarowało, że chętnie by z niej skorzystało. A trzeba podkreślić, że możliwość jednoczesnego szczepienia przeciw grypie i RSV to bardzo sprzyjająca okoliczność. Po pierwsze – zwiększa wygodę pacjentów, którzy w trakcie jednej wizyty mogą zabezpieczyć się przed dwiema groźnymi infekcjami. Po drugie – podnosi odsetek osób zaszczepionych, bo redukuje bariery organizacyjne i czasowe, które dla seniorów bywają istotne. Obie choroby – grypa i RSV – mogą prowadzić do ciężkich powikłań, hospitalizacji, a w konsekwencji utraty sprawności. Jednoczesne szczepienie zmniejsza to ryzyko, a tym samym pomaga seniorom zachować zdrowie, mobilność i niezależnośćkomentuje dr hab. n. med. Tomasz Sobierajski, prof. UW, socjolog, wakcynolog społeczny – Warto też przyjrzeć się temu, co uruchamia decyzję o szczepieniu. Największą moc ma rekomendacja lekarza – niemal dziewięciu na dziesięciu seniorów deklaruje, że wyraźna zachęta ze strony medyka byłaby dla nich wystarczającym powodem, by podjąć decyzję. To rola lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej jako przewodników i źródeł zaufania. Działa też technologia: trzy czwarte seniorów chciałoby dostawać przypomnienia SMS-em lub telefonicznie. Apteka jako miejsce szczepień zyskuje poparcie 62 procent badanych.

Zdrowie to wolność. Polscy seniorzy o pasjach, profilaktyce i szczepieniach

Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego w ramach kampanii “Wygraj z RSV. Zaszczep się”, seniorzy w Polsce pokazują, że wiek nie jest ograniczeniem, ale przestrzenią do realizowania pasji, utrzymywania sprawczości i dbania o zdrowie. Ponad 94 procent badanych deklaruje, że po 60. roku życia można korzystać z życia i spełniać marzenia, a ich codzienność nadal w ogromnej mierze zależy od ich własnych wyborów. Co ważne, to przekonanie jest jeszcze silniejsze wśród osób po siedemdziesiątce. To nie obraz wycofania, ale pełnego uczestnictwa w życiu. W centrum tej dojrzałej aktywności stoi zdrowie – nie jako cel sam w sobie, ale jako narzędzie do jakościowego życia. Aż 96 procent seniorów jest przekonanych, że dbając o zdrowie, mogą realizować swoje plany i marzenia. Motywacje, które stoją za dbaniem o zdrowie, pokazują bardzo ludzki obraz starzenia się. Najważniejsza jest chęć pozostania niezależnym – niemal wszyscy badani wskazali samodzielność jako kluczowy motor działania. Obok niej silną rolę odgrywa rodzina i bliscy, a także zalecenia lekarza. To pokazuje, że zdrowie seniorów nie jest prywatnym projektem, ale czymś, co łączy troskę o siebie z odpowiedzialnością za innych.

 
Materiał powstał w ramach ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej „Wygraj z RSV. Zaszczep się”, której celem jest zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat RSV (syncytialnego wirusa oddechowego) i przekonanie osób 60+ oraz kobiet w ciąży do profilaktyki szczepiennej przeciw RSV.  

RSV (ang. Respiratory Syncytial Virus) to wysoce zakaźny wirus układu oddechowego, który przenosi się drogą kropelkową – jedna osoba może zarazić średnio trzy kolejne. Jego objawy mogą mieć różne nasilenie – od łagodnych po ciężkie. Badania wskazują, że RSV w porównaniu do grypy, może wiązać się z poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi w postaci zapalenia płuc, hospitalizacji i tlenoterapii. Najbardziej narażone są osoby najstarsze oraz najmłodsze, z osłabionym układem odpornościowym: seniorzy powyżej 60. roku życia, niemowlęta poniżej 6. miesiąca życia oraz wcześniaki. Ponieważ nie istnieje skuteczne leczenie przyczynowe RSV, kluczową rolę odgrywa profilaktyka – szczepienie pomaga zapobiegać ciężkim zakażeniom u seniorów, a w przypadku kobiet w ciąży – chronić niemowlęta w pierwszych miesiącach życia.  

Źródło: Komunikat Prasowy

Centrum e-Zdrowia, we współpracy z Ministerstwem Zdrowia oraz Głównym Inspektoratem Sanitarnym, opublikowało interaktywny raport o chorobach zakaźnych. To oficjalne i najbardziej aktualne źródło danych o zachorowaniach i szczepieniach przeciwko sześciu chorobom: grypie, COVID-19, krztuścowi, ospie wietrznej, półpaścowi i RSV. Raport przygotowano w dwóch językach – polskim i angielskim – a dane można analizować w podziale na płeć, wiek oraz lokalizację.
„Aktualne dane o szczepieniach i zachorowaniach to nieocenione źródło wiedzy, które okaże się pomocne przede wszystkim dla lekarzy, w ich codziennej pracy z pacjentami” – podkreśla wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny.

W raporcie znajdziemy nie tylko suche liczby, ale także mechanizm pozwalający na uchwycenie dynamiki epidemicznej w skali kraju. Jak zaznacza Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski: „W przypadku COVID tego typu dane wykorzystujemy już od dawna, aby odpowiednio szybko identyfikować regiony i grupy wiekowe, w których występuje więcej zachorowań. Obecnie będzie to dotyczyło dodatkowo 5 innych chorób, co pozwoli szybciej i bardziej efektywnie reagować. Warto te dane udostępnić społeczeństwu, przede wszystkim w celu budowania świadomości zagrożeń i motywacji do zapobiegania, a personelowi medycznemu w celu ukierunkowania diagnostyki, terapii i profilaktyki”.

Opracowanie tego raportu było możliwe dzięki integracji wielu źródeł informacji. „Metodyka przygotowania raportu została opracowana na podstawie danych pochodzących z wielu źródeł. Wykorzystano informacje raportowane przez podmioty lecznicze do systemu e-zdrowia (P1), m.in. dane o zdarzeniach medycznych i kartach szczepień, uzupełnione o dane demograficzne. Dzięki połączeniu tych zasobów możliwe było stworzenie kompleksowego obrazu sytuacji epidemiologicznej w Polsce” – tłumaczy Radosław Michałek, zastępca dyrektora Centrum e-Zdrowia.

Znaczenie tego narzędzia trudno przecenić. Instytucje zdrowia publicznego zyskują dzięki niemu możliwość szybszego wykrywania ognisk chorób i lepszego planowania polityki zdrowotnej. Lekarze otrzymują narzędzie wspierające diagnostykę i edukację pacjentów. Naukowcy i analitycy mają dostęp do materiału ułatwiającego badania nad skutecznością szczepień i rozprzestrzenianiem się chorób. Dla obywateli natomiast raport staje się źródłem wiedzy, która pomaga podejmować świadome decyzje dotyczące zdrowia – własnego i bliskich.

Za jakość zestawień odpowiadają podmioty sprawozdające do systemu P1. Dlatego twórcy raportu zachęcają do rzetelnego przygotowywania i raportowania danych, bo od ich jakości zależy przejrzystość i wiarygodność obrazu epidemiologicznego w kraju.

Raport jest dostępny publicznie w sieci i stanowi krok w stronę większej transparentności, ale także nowoczesnego podejścia do zarządzania zdrowiem publicznym, w którym kluczowe znaczenie ma wiedza oparta na danych.

Źródło: MZ

 
Od 25 sierpnia 2025 roku apteki staną się nowym miejscem realizacji szczepień ochronnych finansowanych – w całości lub części – ze środków publicznych. To zmiana, która może na stałe odmienić krajobraz polskiej profilaktyki zdrowotnej. Opublikowane 20 sierpnia 2025 r. obwieszczenie Ministra Zdrowia w sprawie wykazu szczepień w aptekach otwiera dorosłym pacjentom możliwość zaszczepienia się przeciw aż jedenastu chorobom.
Na liście znalazły się szczepienia przeciw COVID-19, grypie, kleszczowemu zapaleniu mózgu, błonicy, tężcowi i krztuścowi (w tym również w postaci szczepień monowalentnych przeciw tężcowi lub błonicy), HPV, pneumokokom, półpaścowi, odrze, śwince i różyczce, polio, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B oraz RSV. To szeroki pakiet, który – jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia – ma znacząco zwiększyć dostępność i wygodę korzystania z profilaktyki.

W praktyce oznacza to, że osoby dorosłe, po ukończeniu 18. roku życia, nie będą musiały umawiać się na szczepienia wyłącznie w przychodniach. Wystarczy wizyta w aptece, gdzie – jak zakłada resort – liczba dostępnych terminów i lokalizacji powinna być znacznie większa. To rozwiązanie może też przełożyć się na większy odsetek populacji objętej ochroną przed groźnymi chorobami zakaźnymi.

Czy Polacy wykorzystają tę szansę? Dotychczasowy niski poziom wyszczepialności przeciw grypie, HPV czy WZW pokazuje, że barierą nie zawsze była cena szczepionki, ale często właśnie dostępność i wygoda. Ministerstwo liczy, że przeniesienie szczepień do aptek stanie się impulsem do zmiany nawyków i że pacjenci zaczną traktować szczepienia jako naturalny element dbania o zdrowie, podobnie jak wykupienie recepty.

Warto zauważyć, że to rozwiązanie wpisuje się w europejski trend poszerzania roli farmaceutów w systemie ochrony zdrowia. W wielu krajach apteki są już miejscem, gdzie obok doradztwa farmaceutycznego pacjenci mogą szybko i bez zbędnych formalności skorzystać z podstawowych świadczeń profilaktycznych. Polska, wprowadzając takie regulacje, staje więc w jednym szeregu z państwami, które postawiły na łatwiejszy dostęp do szczepień jako element walki z chorobami zakaźnymi.

Źródło: Dz.U. MZ

 
Sezon 2025/2026 przynosi dobrą wiadomość dla pacjentów w Polsce – szczepionki przeciw grypie Vaxigrip Tetra, Influvac Tetra oraz Efluelda Tetra pozostają objęte refundacją NFZ. Ministerstwo Zdrowia wraz z producentami potwierdzają kontynuację wsparcia finansowego zarówno dla grup szczególnie zagrożonych, jak i dla osób z przedziału 18–64 lat
W nadchodzącym sezonie grypowym pacjenci będą mogli korzystać zarówno z pełnej refundacji szczepionek u wybranych grup, jak i z połowicznej dopłaty w pozostałych przypadkach.

Vaxigrip Tetra i Influvac Tetra będą dostępne bezpłatnie dla dzieci (od 6 msc do 18 lat), kobiet w ciąży i połogu oraz osób powyżej 65. roku życia. Dla dorosłych w wieku 18–64 lata szczepionki te pozostaną refundowane w 50% – z dopłatą w wysokości około 26,40–26,60 zł.
Efluelda Tetra, dla grupy osób powyżej 60 lat, również zachowuje 50% refundację – koszt to około 81,67 zł. Preparat ten, o czterokrotnie wyższej dawce antygenu, od 2024 r. jest szczególnie rekomendowany dla seniorów, gdyż istotnie redukuje ciężki przebieg grypy i hospitalizacje.

Zgodnie z zasadami programu szczepień, wszystkie te preparaty są podawane w postaci iniekcji (czterowalentne). Refundacja wymaga uzyskania recepty od lekarza (lub farmaceuty w określonych przypadkach), a szczepienia można wykonać w poradniach POZ lub w wybranych aptekach. ompozycja szczepionek na sezon 2025/2026 oparta jest na rekomendacjach EMA i WHO, z możliwością stosowania czterowalentnej formuły zawierającej dwa szczepy wirusa B, co zapewnia szeroką ochronę przed dominującymi szczepami.

Refundacja szczepionek przeciw grypie na sezon 2025/2026 została zachowana i obejmuje trzy główne preparaty: Vaxigrip Tetra i Influvac Tetra (pełna refundacja dla dzieci, seniorów, kobiet w ciąży; 50% dopłaty dla dorosłych 18‑64) oraz Efluelda Tetra (50% dopłaty dla osób ≥60). To znacząca korzyść dla zdrowia publicznego, szczególnie w grupach podwyższonego ryzyka. Optymalnym czasem na szczepienie jest okres od września do października, choć można to zrobić przez cały sezon, nawet do wiosny. Szczepienia wykonuje się na podstawie recepty w POZ lub aptece – co ważne, bez zbędnych formalności.

Źródło: Szczepienia.info

Zakaźne choroby nie zniknęły – przeciwnie, znów pukają do naszych drzwi. Grypa, krztusiec, COVID-19 czy odra coraz częściej pojawiają się w statystykach zachorowań. Ich przebieg bywa poważny, zwłaszcza u osób starszych i z chorobami przewlekłymi. Tymczasem skuteczna profilaktyka wciąż pozostaje w zasięgu ręki – wystarczy się zaszczepić.
Program profilaktyczny Moje Zdrowie stanowi narzędzie wspierające pacjentów w podejmowaniu świadomych decyzji prozdrowotnych. Ułatwia dostęp do szczepień, przypomina o terminach i wskazuje konkretne możliwości działania. Warto z tego skorzystać, zanim pojawią się objawy choroby – bo wtedy często jest już za późno.

Dlaczego szczepienia są dziś kluczowe?

Przez lata, dzięki szczepieniom, medycyna skutecznie ograniczyła występowanie wielu chorób zakaźnych. Jednak odporność populacyjna nie jest stanem trwałym – wymaga systematycznego utrzymywania. Gdy poziom zaszczepienia w społeczeństwie spada, choroby wracają. Zakażenia, które wcześniej pojawiały się sporadycznie, dziś znów stają się realnym problemem zdrowotnym.

Szczepienia to nie tylko ochrona indywidualna. To także element solidarności społecznej. Chroniąc siebie, chronimy również osoby, które z różnych względów nie mogą przyjąć szczepionki – m.in. pacjentów onkologicznych, osoby po przeszczepach, chorych na choroby autoimmunologiczne czy zakażonych wirusem HIV. W ich przypadku nawet pozornie łagodna infekcja może prowadzić do ciężkich powikłań, a w skrajnych przypadkach – do zgonu.

Brak szczepień – realne ryzyko, które warto znać

Niepokojącym zjawiskiem jest rosnąca liczba osób, które rezygnują ze szczepień – z powodu dezinformacji, lęku lub przekonania, że choroby zakaźne „już nie występują”. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Odra, która może prowadzić do zapalenia mózgu i trwałego uszkodzenia układu nerwowego, powróciła w Europie. Krztusiec – szczególnie niebezpieczny dla niemowląt – występuje coraz częściej u dorosłych, którzy nie przyjęli dawek przypominających. Zakażenia pneumokokowe czy grypa sezonowa, bagatelizowane przez wielu pacjentów, co roku prowadzą do hospitalizacji i zgonów, zwłaszcza u seniorów.

Szczepienia są jednym z nielicznych narzędzi w medycynie, które pozwalają uniknąć choroby zanim się ona pojawi. To nie tylko decyzja o ochronie zdrowia, ale często także o zachowaniu niezależności, uniknięciu długotrwałej rehabilitacji czy pobytu w szpitalu – mówi Joanna Szeląg lekarka rodzinna z Federacji Porozumienie Zielonogórskie

Jak skorzystać ze szczepień w ramach programu Moje Zdrowie?

Aby zrealizować szczepienia w ramach programu, wystarczy zgłosić się do przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, w której jesteśmy zapisani. Personel medyczny sprawdzi indywidualny kalendarz szczepień, zaproponuje konkretne dawki przypominające i pomoże w doborze szczepień.

W wielu przypadkach szczepienia realizowane są od ręki – w placówkach zrzeszonych w Federacji Porozumienie Zielonogórskie wystarczy jedno zgłoszenie, aby rozpocząć procedurę oraz skonsultować z lekarzem POZ wskazania i przeciwwskazania.

Dla kogo są szczepienia w ramach programu?

Program Moje Zdrowie obejmuje szeroki wachlarz szczepień rekomendowanych w różnych grupach:

W naszej przychodni codziennie rozmawiamy z pacjentami o szczepieniach – opowiada lek. Joanna Szeląg – Często okazuje się, że ktoś ostatni raz szczepił się przeciw tężcowi 20 lat temu albo nie wie, że jako senior przysługuje mu bezpłatna szczepionka przeciw  grypie czy wirusowi RSV

Świadoma decyzja, która naprawdę chroni

Szczepienia to nie moda, lecz sprawdzona forma ochrony zdrowia, której skuteczność potwierdzają dane epidemiologiczne. Dzięki nim zmniejszamy ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, hospitalizacji, a w wielu przypadkach także długotrwałych powikłań. Warto o tym pamiętać i podejmować decyzje, które – choć pozornie proste – mogą mieć kluczowe znaczenie dla zdrowia i życia.

W codziennej praktyce widzę, jak wielu chorobom można zapobiec, działając zawczasu. Szczepienia to jedna z najskuteczniejszych form profilaktyki – prosta decyzja, która pozwala chronić zdrowie. Zdecydowanie zachęcam do szczepień, tym bardziej, że teraz w programie Moje Zdrowie można wykonać je nieodpłatnie – przekonuje ekspertka Federacji

Źródło: Komunikat Prasowy

Podczas przeziębienia lub grypy 40,1% Polaków mierzy temperaturę ciała dopiero po wystąpieniu objawów gorączkowych. 27,9% chorych robi to raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Do tego 77,5% rodaków nie notuje uzyskanych pomiarów. Zaledwie 7,4% badanych zapisuje je i 2,6% robi to dość sporadycznie. Eksperci komentujący wyniki raportu alarmują, że Polacy najwyraźniej nie słuchają zaleceń lekarzy. Z kolei GIS informuje, że tylko w styczniu br. zachorowało na grypę ponad 300 tys. osób, a w lutym odnotowano już 295 tys. zakażeń.
Od początku stycznia hospitalizowano z rozpoznaniem grypy i jej powikłań ok. 23 tys. pacjentów. Natomiast od września ub.r. zmarło z tego powodu ok. tysiąca osób. Jednak Polacy jakby nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.

W oczekiwaniu na objawy
Jak informuje Marek Waszczewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego, w styczniu mieliśmy w Polsce ok. 5 razy więcej zachorowań niż na początku sezonu grypowego, tj. w listopadzie ub.r. – Szacujemy, że tylko w styczniu zachorowało na grypę już ponad 300 tys. osób w Polsce. Sytuacja jest więc poważna. Z gabinetów lekarskich, za pośrednictwem systemów Centrum e-zdrowia, płyną informacje, że jesteśmy już w szczycie sezonu. W lutym było 295 tys. zakażeń – mówi Waszczewski.

Natomiast z najnowszego raportu UCE Research i Warmie pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej, wynika, że podczas przeziębienia lub grypy 40,1% chorych mierzy temperaturę ciała dopiero po pojawieniu się objawów gorączkowych. Do badania zostały zakwalifikowane tylko i wyłącznie dorosłe osoby, które w ciągu ostatnich 6-12 ostatnich miesięcy były co najmniej raz chore i mierzyły temperaturę ciała.

– Fakt, że ponad 40% społeczeństwa sprawdza gorączkę dopiero po wystąpieniu jej objawów, świadczy o braku świadomości dotyczącej znaczenia regularnego monitorowania temperatury podczas choroby. To niestety dowodzi, że Polacy nie są w tym zakresie wyedukowani. Tymczasem wczesne wychwycenie pierwszych sygnałów zaostrzenia choroby umożliwia wdrożenie odpowiedniego leczenia, jeszcze zanim infekcja się rozwinie, co pozwala na jej łagodniejszy przebieg – komentuje Katarzyna Linette z Warmie.

Z kolei dr n. med. Krzysztof Karaś ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie stwierdza, że w obliczu powszechnego dostępu do leków obniżających gorączkę, pacjenci mogą uznawać monitorowanie temperatury ciała za zbędne. – Jednak nie jest to bezpieczna praktyka. Warto promować świadomość znaczenia regularnego pomiaru temperatury, zwłaszcza na początku choroby, aby umożliwić szybszą reakcję na zmiany w stanie zdrowia i uniknąć potencjalnych, groźnych powikłań – alarmuje ekspert.

Uświadamianie zagrożenia
Z raportu wynika również, że 27,9% Polaków mierzy gorączkę raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Natomiast 4,3% osób nie zwraca na to w ogóle uwagi, a 6,4% nie pamięta, jak często sprawdza temperaturę. Autorzy raportu przekonują, że zwłaszcza w okresie drastycznego wzrostu zachorowań na grypę wiedza na ww. temat powinna być szerzona w społeczeństwie dla bezpieczeństwa zarówno osób już chorujących, jak i szczególnie na to narażonych.

– Nadal w polskich szpitalach chorzy zmagają się z groźnymi powikłaniami po grypie, takimi jak zapalenie płuc, a nawet sepsa, która bywa śmiertelna. Część pacjentów przebywa na oddziałach intensywnej terapii. Od początku stycznia hospitalizowano z rozpoznaniem grypy i jej powikłań ok. 23 tys. osób. Natomiast od września ubiegłego roku zmarło z powodu grypy i jej powikłań około tysiąca osób. Wydaje się jednak, że Polacy nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego apelujemy o szczególną troskę i uważność na własne zdrowie. Grypa rozprzestrzenia się bardzo szybko i może być niebezpieczna również dla ludzkiego życia – dodaje Marek Waszczewski.

Według raportu, zdecydowana większość Polaków nie notuje też wyników temperatury podczas choroby. Łącznie dotyczy to 77,5% rodaków. Wśród nich 27,4% raczej tego nie robi, a 50,1% zdecydowanie nie ma tego w zwyczaju. Zaledwie 7,4% ankietowanych prowadzi takie notatki, przy czym 2,6% raczej je wykonuje, a tylko 4,8% – zdecydowanie to robi. Do tego 2,6% sporadycznie stosuje ww. praktykę. 10,4% nie widzi takiej potrzeby, a 2,1% nie pamięta, czy kiedykolwiek to robiło.

– Wielu lekarzy informuje pacjentów o potrzebie monitorowania temperatury ciała, zwłaszcza w przypadku chorób, które mogą prowadzić do poważnych komplikacji. Regularne zapisywanie wyników może pomóc w szybszym wykryciu infekcji bakteryjnych czy nasilenia się stanu zapalnego. W tym kontekście wyniki ww. badania mogą świadczyć o nieprzestrzeganiu zaleceń medycznych i o braku zaangażowania w zarządzanie własnym zdrowiem. Może to również sugerować, że system opieki zdrowotnej niedostatecznie promuje samodzielną troskę o siebie – mówi dr n. med. Krzysztof Karaś.

Cenne dla zdrowia notatki
Do tego Katarzyna Linette dodaje, że regularnie prowadzone zapisy mogą być cenne dla lekarza już na pierwszej wizycie, czyli zanim je zleci. Na ich podstawie lekarz może lepiej ocenić charakter choroby, ewentualnie stwierdzić, czy konieczne są dodatkowe badania.

– Należy wspomnieć również o chorobach przewlekłych, przy których szczegółowy zapis temperatury dostarcza lekarzowi cennych danych o codziennym stanie zdrowia pacjenta. To pomaga dostosować leczenie. Przy zapisywaniu wyników temperatury warto robić dodatkowe notatki, np. uwzględniając moment przyjęcia leków czy pojawienie się nowych objawów. To pozwoli na jeszcze dokładniejsze monitorowanie przebiegu choroby i ułatwi diagnozę lekarzowi – stwierdza ekspertka z Warmie.

Natomiast dr n. med. Karaś zauważa, że wielu pacjentów przyjmuje postawę, że jeżeli nie występuje wysoka gorączka, to monitorowanie temperatury nie jest konieczne. – Tego rodzaju podejście może wynikać z przeświadczenia, że lekarze i system ochrony zdrowia są w stanie poradzić sobie z chorobą, a samodzielne prowadzenie takich zapisów jest zbędne – zaznacza ekspert ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie.

Autorzy raportu podkreślają również, że istnieje duża potrzeba edukowania społeczeństwa o tym, jak ważne jest regularne monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie podczas choroby. – Promowanie prostych narzędzi, służących do tego, może przyczynić się do zwiększenia świadomości obywateli. Takie inicjatywy mogą też pomóc w przekonaniu ludzi, że prowadzenie zapisów, w formie papierowej lub elektronicznej, może poprawić ich bezpieczeństwo. Edukacja społeczeństwa, w ramach publicznych kampanii zdrowotnych i przez system ochrony zdrowia, jest niezbędna, by przekonać ludzi o znaczeniu tej prostej, ale skutecznej praktyki obserwowania zmian temperatury ciała – podsumowuje dr n. med. Krzysztof Karaś.