Medicalpress
Zastosowanie pembrolizumabu jako leczenia neoadjuwantowego i adjuwantowego w terapii zaawansowanego raka regionu głowy i szyi jest skuteczne i dobrze tolerowane przez pacjentów. Do takich wniosków doszli naukowcy ze 192 ośrodków medycznych uczestniczących w badaniu z udziałem 714 pacjentów, którego wyniki opublikowano niedawno w „New England Journal of Medicine” (NEJM). Jednym z polskich ośrodków uczestniczących w tym badaniu był gliwicki oddział Narodowego Instytutu Onkologii.
Immunoterapia zwiększa szanse na wyleczenie

Jedną z podstawowych metod leczenia zaawansowanego raka regionu głowy i szyi jest operacja, która zgodnie z dotychczasowym standardem postępowania jest zazwyczaj uzupełniana radioterapią lub radio-chemioterapią. Opisane w „New England Journal of Medicine” badanie miało na celu pokazanie, że dodanie do tego standardu pembrolizumabu –  przeciwciała monoklonalnego skierowanego przeciwko receptorowi programowanej śmierci komórki, mającego już zastosowanie w leczeniu chorych na inne nowotwory złośliwe (m.in. raka płuca, raka nerki, raka piersi czy czerniaka) – istotnie poprawia wyniki leczenia chorych na nowotwory regionu głowy i szyi – podkreśla główny polski badacz dr hab. n. med. Tomasz Rutkowski, zastępca dyrektora ds. naukowych i kierownik Centrum Wsparcia Badań Klinicznych w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach, polski współautor publikacji w NEJM.

Jak dodaje, do tej pory zastosowanie immunoterapii u chorych na raka regionu głowy i szyi miało udowodnioną skuteczność jedynie w leczeniu niepowodzeń, czyli w sytuacji, kiedy po leczeniu zasadniczym dochodziło u pacjenta do wznowy lub przerzutów odległych. – W tym wskazaniu immunoterapia jest już standardem leczenia. Jednak w grupie chorych leczonych pierwotnie, z intencją wyleczenia, nie miała ona dotychczas udowodnionej skuteczności – mówi dr hab. Tomasz Rutkowski.

W randomizowanym badaniu przeprowadzonym w 192 ośrodkach w Europie, obu Amerykach, Azji i Australii, którego wyniki opublikowano 18 czerwca 2025 r. w NEJM (N Engl J Med. 2025 Jul 3;393(1):37-50. doi: 10.1056/NEJMoa2415434), zastosowano pembrolizumab jako leczenie neoadjuwantowe i adjuwantowe. Uczestników badania podzielono na dwie grupy.

Badanie było dwuramienne. W jednym ramieniu, do którego zakwalifikowano 351 pacjentów, zastosowano dotychczasowy standard leczenia, czyli chirurgię oraz radioterapię lub radio-chemioterapię jako uzupełnienie leczenia operacyjnego. W drugim ramieniu 363 chorym dołączono do standardowego leczenia pembrolizumab, podając im dwa cykle tego leku w odstępie trzech tygodni przed operacją oraz 15 cykli po operacji uzupełnionej radioterapią bądź radio-chemioterapią – wyjaśnia dr hab. Tomasz Rutkowski.

Obiecujące wyniki trzyletniej obserwacji

Badanie trwało od grudnia 2018 r. do października 2023 r. Po trzyletniej obserwacji, w trakcie której oceniano czas od randomizacji do wystąpienia progresji choroby, wznowy, przerzutów odległych lub zgonu z jakiegokolwiek powodu, okazało się, że w grupie kontrolnej, leczonej zgodnie z dotychczasowym standardem, żyjących pacjentów bez choroby nowotworowej było 45,9 proc., natomiast w grupie badanej (otrzymującej pembrolizumab) znamiennie więcej – 59,8 proc. Mediana czasu przeżycia wolnego od progresji, wznowy lub przerzutów odległych również była znamiennie wyższa w grupie otrzymującej pembrolizumab w porównaniu do chorych leczonych według dotychczasowego standardu (odpowiednio 59,7 miesięcy vs 26,9 miesięcy, p=0,004).

Co ważne, leczenie z zastosowaniem pembrolizumabu było dobrze tolerowane. Skutki uboczne III stopnia (najczęstsze to zapalenie błony śluzowej żołądka, neutropenia, popromienne zapalenie skóry) wystąpiły u 44,6 proc. pacjentów w grupie badanej i u 42,9 proc. w grupie kontrolnej. – Jak widać, różnica jest nieznaczna, co oznacza, że pembrolizumab był dobrze tolerowany przez chorych i nie zwiększał toksyczności leczenia w porównaniu do dotychczas stosowanej terapii – komentuje dr hab. Tomasz Rutkowski.

Wzorcowa współpraca i precyzyjna logistyka

W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach do badania zakwalifikowano 37 chorych, a ostatecznie zrandomizowano 22. Jak podkreśla główny badacz, to wieloetapowe leczenie można było sprawnie przeprowadzić tylko dzięki wzorcowej współpracy pomiędzy I Kliniką Radioterapii i Chemioterapii kierowaną przez prof. dr. hab. n. med. Krzysztofa Składowskiego, która specjalizuje się w radioterapii i radio-chemioterapii chorych na nowotwory głowy i szyi, I Oddziałem Chirurgii Onkologicznej na czele z dr. n. med. Cezarym Szymczykiem, Zakładem Patologii Nowotworów, którym kieruje dr hab. n. med. Ewa Chmielik oraz Zakładem Radiologii i Diagnostyki Obrazowej pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Barbary Bobek-Billewicz.

Leczenie było trójetapowe. Najpierw musieliśmy zakwalifikować chorego do operacji, wyznaczając mu termin hospitalizacji w oddziale chirurgii, a następnie zaplanować i przeprowadzić leczenie neoadjuwantowe z zastosowaniem pembrolizumabu w sposób skoordynowany z wcześniej wyznaczonym terminem operacji. Szybko uzyskany wynik histopatologicznego badania pooperacyjnego umożliwił przeprowadzenie konsylium kwalifikującego pacjenta do radioterapii lub radio-chemioterapii uzupełniającej. Równocześnie z tym leczeniem uzupełniającym rozpoczynaliśmy adjuwantową immunoterapię z zastosowaniem pembrolizumabu. Sprawne przeprowadzenie tego wieloetapowego leczenia wymaga dobrej współpracy i koordynacji działań. I chociaż to nie jest nowość, bo współczesna terapia większości nowotworów jest oparta na takim działaniu, to jednak cieszę się bardzo, że do tej grupy dołączyli również chorzy na raka regionu głowy i szyi – tłumaczy dr hab. Tomasz Rutkowski.

Zródło: NIO

Co roku w Polsce ok. 6,5 tysiąca osób zapada na nowotwory głowy i szyi, co stanowi poniżej 5 proc. wszystkich nowotworów złośliwych. Według lekarzy-onkologów, mimo pewnego wzrostu liczby zachorowań, nie grozi nam jednak epidemia tych rodzajów raka. Problem stanowi to, ze chorzy ciągle nie mają dostępu do immunoterapii gwarantującej wysoką przeżywalność.
To nieprawda, że młodzi ludzie nie zapadają na nowotwory głowy i szyi. To nieprawda, że dobra kondycja fizyczna czyni człowieka nieśmiertelnym. Przykładem jest historia Idy Latkowskiej, która, mimo że z happy endem, niech będzie przestrogą.

Ida Latkowska ma 38 lat, jest mamą ośmioletniej dziewczynki. Dziś pracuje, mówi. Z chrypką. Czasem słyszy kąśliwe uwagi: ale pani nieźle zabalowała. Uśmiecha się, bo tylko ona wie, że otrzymała szansę na życie, ceni je, celebruje.

A tak niewiele brakowało, by jej los potoczył się tragicznie, choć zawsze dbała o kondycję fizyczną: jeździła na snowboardzie, biegała, stepowała. Po pracy wraz z byłym mężem uwielbiała pracować w ogrodzie, prowadzili pasiekę.

„Myślałam naiwnie, że aktywność fizyczna ustrzeże mnie przed nowotworem. Niestety, gdy miałam 30 lat i byłam w ciąży, pojawiła się chrypka, potem bezgłos. Byłam leczona na przewlekłe zapalenie krtani. Jeden antybiotyk, drugi, trzeci. Bez efektów. Lekarze mówili: klimatyzacja, ciąża, przejdzie pani. Nie przechodziło” – opowiada Ida Latkowska.

W końcu foniatra, do którego trafiła, odesłał ją do szpitala. Nie przyjęto jej jednak. Usłyszała, że dopiero jak urodzi, a najlepiej jak skończy karmić piersią, można ją poddać narkozie przed pobraniem wycinków. Bo przecież w siódmym miesiącu ciąży nikt nie będzie robił badań. Dziś Ida wie, że ciąża nie jest przeciwwskazaniem do pobrania wycinków.

Gdy córka miała trzy miesiące, zadzwoniono ze szpitala, tego, w którym wreszcie wycinki pobrano, żeby Ida natychmiast przyjechała.  Diagnoza – złośliwy nowotwór krtani. Szok.

Miesiącami nie mogła przełknąć śliny, żyła wyłącznie dzięki kroplówkom. Z tamtego czasu pamięta głównie spacery z córką, pierwszy ząbek, pierwszy kroczek. Wyparła wszystko co czarne. Po radio- i chemioterapii miała trzyletnią remisję. Wróciła do pracy. Niestety, przyszła wznowa. Całkowicie usunięto jej krtań.

Według specjalistów profilaktyka nowotworów głowy i szyi powinna trwać bez względu na wiek pacjenta. Są one specyficznie ulokowane, tam, gdzie znajduje się najważniejsza część ludzkiego ciała, gdzie mieszkają zmysły.

Na początku te nowotwory nie dają wyraźnych objawów. Ot, banalna infekcja jakich wiele. Ale jeśli infekcja nie mija po trzech tygodniach, trzeba zgłosić się do lekarza i liczyć na to, że nie zbagatelizuje objawów. Należy szczególnie zwrócić uwagę na chrypkę (pojawia się w przypadku raka krtani), trudności w połykaniu, niegojące się owrzodzenia w jamie ustnej, jednostronną niedrożność nosa i śladowe krwawienia z jamy nosowej oraz obrzęk, ból, guz na szyi.

Prof. Andrzej Kawecki, onkolog z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego podkreśla, że raki głowy i szyi to bardzo istotny problem kliniczny od lat, ale wbrew opiniom wielu środowisk nie ma epidemii tych nowotworów.

„Owszem, jest lekka tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o zachorowania na te nowotwory. Rocznie w Polsce jest około 6,5 tysiąca przypadków, czyli poniżej 5% wszystkich nowotworów złośliwych. Są to głównie nowotwory nabłonkowe” – tłumaczy prof. Kawecki. „Zmieniają się trendy zachorowalności: jest mniej zachorowań na nowotwory tytoniozależne, alkoholozależne jak rak krtani, natomiast rośnie udział nowotworów gardła i jamy ustnej o etiologii wirusowej, czyli nowotworów zależnych od zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego, HPV. Przy czym nie jest to wzrost dramatyczny” – zapewnia.

Dr Bartosz Spławski z Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi Centrum Onkologii w Warszawie podkreśla, że w ostatnich latach w całej onkologii doszło do przełomu. Pojawiły się nowe leki, tzw. inhibitory punktów kontrolnych układu immunologicznego, czyli immunoterapia. Niestety, nie wszystkie leki z tej kategorii są dostępne dla polskiego pacjenta.

Jak wskazuje dr Spławski, jednym z leków jeszcze niedostępnych dla polskiego pacjenta jest pembrolizumab, inhibitor PD-1. Według eksperta jego zastosowanie w monoterapii, czyli jako wyłącznego leczenia lub w skojarzeniu z chemioterapią, jest najskuteczniejszym leczeniem u pacjentów, u których dochodzi do wznowy choroby po leczeniu radykalnym i nie można ich już leczyć metodami miejscowymi, radioterapią bądź interwencją chirurgiczną oraz u pacjentów, u których dochodzi do rozsiewu choroby do narządów odległych jak płuca czy wątroba.

„Badania pokazują, że zastosowanie immunoterapii pembrolizumabem bądź jego połączenie z chemioterapią w pierwszej linii leczenia choroby nawrotowej lub przerzutowej jest najskuteczniejsze, daje najlepsze wyniki co do przeżywalności chorych” – podkreśla lekarz.

Na dołączenie tych metod leczenia do programu lekowego leczenia nowotworów głowy i szyi pacjenci i lekarze onkolodzy czekają od ponad dwóch lat. Niestety, pandemia pochłonęła wiele środków z publicznego kosza ochrony zdrowia.

„Mamy jednak nadzieję, że już wkrótce ta refundacja pojawi się i będzie można polskim pacjentom oferować najnowocześniejsze i najskuteczniejsze leczenie” – mówi dr Spławski. „Od września 2019 r. mamy dostępną immunoterapię niwolumabem u pacjentów z chorobą nawrotową i przerzutową, ale dopiero w drugiej linii leczenia, po progresji choroby, po zastosowaniu chemioterapii pierwszej linii. Do tamtego czasu w leczeniu chorych z taką chorobą nie były dostępne żadne nowoczesne leki” – wyjaśnia.

O refundacji marzy wielu pacjentów takich jak Ida Latkowska. Kobieta zwraca uwagę, że u chorych na raka krtani, którym usunięto ten narząd, sama proteza głosowa jest zakładana w czasie zabiegu usunięcia krtani i jest refundowana przez NFZ. Ale żeby powstał głos, potrzebne są wymienniki ciepła i wilgoci. A te już refundowane nie są. Taka sytuacja jest tylko w dwóch krajach UE, w Rumunii i w Polsce. Dlatego Ida za refundacją podpisuje się obiema rękami. Przez cztery lata wydaje kilkaset złotych miesięcznie, żeby w ogóle móc mówić. Od przyszłego roku wymienniki mają być refundowane, za co bardzo mocno trzyma kciuki.

„Na jakość życia pacjentów po nowotworze krtani rzeczywiście negatywnie wpływa słaba dostępność elementów związanych ze sztucznym głosem. Świetnie byłoby, gdyby to było refundowane. Wiadomo, że gdy pacjent ma lepszą jakość życia, może wrócić do pracy lub działa na rzecz fundacji, stowarzyszeń” – wskazuje dr Bartosz Spławski. „Refundacja zwraca się więc w dwójnasób. Nie dość, że chory jest zadowolony, to jeszcze nie musi korzystać z rozmaitych zasiłków i zapomóg. Brak refundacji to bardzo krótkowzroczne myślenie” – podsumowuje ekspert.

Obecnie stosowane metody leczenia nowotworów głowy i szyi to: chirurgiczne usunięcie zmiany, radioterapia, chemioterapia i immunoterapia.

Źródło: PAP

Co roku w Polsce ok. 6,5 tysiąca osób zapada na nowotwory głowy i szyi, co stanowi poniżej 5 proc. wszystkich nowotworów złośliwych. Według lekarzy-onkologów, mimo pewnego wzrostu liczby zachorowań, nie grozi nam jednak epidemia tych rodzajów raka. Problem stanowi to, ze chorzy ciągle nie mają dostępu do immunoterapii gwarantującej wysoką przeżywalność.
To nieprawda, że młodzi ludzie nie zapadają na nowotwory głowy i szyi. To nieprawda, że dobra kondycja fizyczna czyni człowieka nieśmiertelnym. Przykładem jest historia Idy Latkowskiej, która, mimo że z happy endem, niech będzie przestrogą.

Ida Latkowska ma 38 lat, jest mamą ośmioletniej dziewczynki. Dziś pracuje, mówi. Z chrypką. Czasem słyszy kąśliwe uwagi: ale pani nieźle zabalowała. Uśmiecha się, bo tylko ona wie, że otrzymała szansę na życie, ceni je, celebruje.

A tak niewiele brakowało, by jej los potoczył się tragicznie, choć zawsze dbała o kondycję fizyczną: jeździła na snowboardzie, biegała, stepowała. Po pracy wraz z byłym mężem uwielbiała pracować w ogrodzie, prowadzili pasiekę.

„Myślałam naiwnie, że aktywność fizyczna ustrzeże mnie przed nowotworem. Niestety, gdy miałam 30 lat i byłam w ciąży, pojawiła się chrypka, potem bezgłos. Byłam leczona na przewlekłe zapalenie krtani. Jeden antybiotyk, drugi, trzeci. Bez efektów. Lekarze mówili: klimatyzacja, ciąża, przejdzie pani. Nie przechodziło” – opowiada Ida Latkowska.

W końcu foniatra, do którego trafiła, odesłał ją do szpitala. Nie przyjęto jej jednak. Usłyszała, że dopiero jak urodzi, a najlepiej jak skończy karmić piersią, można ją poddać narkozie przed pobraniem wycinków. Bo przecież w siódmym miesiącu ciąży nikt nie będzie robił badań. Dziś Ida wie, że ciąża nie jest przeciwwskazaniem do pobrania wycinków.

Gdy córka miała trzy miesiące, zadzwoniono ze szpitala, tego, w którym wreszcie wycinki pobrano, żeby Ida natychmiast przyjechała.  Diagnoza – złośliwy nowotwór krtani. Szok.

Miesiącami nie mogła przełknąć śliny, żyła wyłącznie dzięki kroplówkom. Z tamtego czasu pamięta głównie spacery z córką, pierwszy ząbek, pierwszy kroczek. Wyparła wszystko co czarne. Po radio- i chemioterapii miała trzyletnią remisję. Wróciła do pracy. Niestety, przyszła wznowa. Całkowicie usunięto jej krtań.

Według specjalistów profilaktyka nowotworów głowy i szyi powinna trwać bez względu na wiek pacjenta. Są one specyficznie ulokowane, tam, gdzie znajduje się najważniejsza część ludzkiego ciała, gdzie mieszkają zmysły.

Na początku te nowotwory nie dają wyraźnych objawów. Ot, banalna infekcja jakich wiele. Ale jeśli infekcja nie mija po trzech tygodniach, trzeba zgłosić się do lekarza i liczyć na to, że nie zbagatelizuje objawów. Należy szczególnie zwrócić uwagę na chrypkę (pojawia się w przypadku raka krtani), trudności w połykaniu, niegojące się owrzodzenia w jamie ustnej, jednostronną niedrożność nosa i śladowe krwawienia z jamy nosowej oraz obrzęk, ból, guz na szyi.

Prof. Andrzej Kawecki, onkolog z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego podkreśla, że raki głowy i szyi to bardzo istotny problem kliniczny od lat, ale wbrew opiniom wielu środowisk nie ma epidemii tych nowotworów.

„Owszem, jest lekka tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o zachorowania na te nowotwory. Rocznie w Polsce jest około 6,5 tysiąca przypadków, czyli poniżej 5% wszystkich nowotworów złośliwych. Są to głównie nowotwory nabłonkowe” – tłumaczy prof. Kawecki. „Zmieniają się trendy zachorowalności: jest mniej zachorowań na nowotwory tytoniozależne, alkoholozależne jak rak krtani, natomiast rośnie udział nowotworów gardła i jamy ustnej o etiologii wirusowej, czyli nowotworów zależnych od zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego, HPV. Przy czym nie jest to wzrost dramatyczny” – zapewnia.

Dr Bartosz Spławski z Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi Centrum Onkologii w Warszawie podkreśla, że w ostatnich latach w całej onkologii doszło do przełomu. Pojawiły się nowe leki, tzw. inhibitory punktów kontrolnych układu immunologicznego, czyli immunoterapia. Niestety, nie wszystkie leki z tej kategorii są dostępne dla polskiego pacjenta.

Jak wskazuje dr Spławski, jednym z leków jeszcze niedostępnych dla polskiego pacjenta jest pembrolizumab, inhibitor PD-1. Według eksperta jego zastosowanie w monoterapii, czyli jako wyłącznego leczenia lub w skojarzeniu z chemioterapią, jest najskuteczniejszym leczeniem u pacjentów, u których dochodzi do wznowy choroby po leczeniu radykalnym i nie można ich już leczyć metodami miejscowymi, radioterapią bądź interwencją chirurgiczną oraz u pacjentów, u których dochodzi do rozsiewu choroby do narządów odległych jak płuca czy wątroba.

„Badania pokazują, że zastosowanie immunoterapii pembrolizumabem bądź jego połączenie z chemioterapią w pierwszej linii leczenia choroby nawrotowej lub przerzutowej jest najskuteczniejsze, daje najlepsze wyniki co do przeżywalności chorych” – podkreśla lekarz.

Na dołączenie tych metod leczenia do programu lekowego leczenia nowotworów głowy i szyi pacjenci i lekarze onkolodzy czekają od ponad dwóch lat. Niestety, pandemia pochłonęła wiele środków z publicznego kosza ochrony zdrowia.

„Mamy jednak nadzieję, że już wkrótce ta refundacja pojawi się i będzie można polskim pacjentom oferować najnowocześniejsze i najskuteczniejsze leczenie” – mówi dr Spławski. „Od września 2019 r. mamy dostępną immunoterapię niwolumabem u pacjentów z chorobą nawrotową i przerzutową, ale dopiero w drugiej linii leczenia, po progresji choroby, po zastosowaniu chemioterapii pierwszej linii. Do tamtego czasu w leczeniu chorych z taką chorobą nie były dostępne żadne nowoczesne leki” – wyjaśnia.

O refundacji marzy wielu pacjentów takich jak Ida Latkowska. Kobieta zwraca uwagę, że u chorych na raka krtani, którym usunięto ten narząd, sama proteza głosowa jest zakładana w czasie zabiegu usunięcia krtani i jest refundowana przez NFZ. Ale żeby powstał głos, potrzebne są wymienniki ciepła i wilgoci. A te już refundowane nie są. Taka sytuacja jest tylko w dwóch krajach UE, w Rumunii i w Polsce. Dlatego Ida za refundacją podpisuje się obiema rękami. Przez cztery lata wydaje kilkaset złotych miesięcznie, żeby w ogóle móc mówić. Od przyszłego roku wymienniki mają być refundowane, za co bardzo mocno trzyma kciuki.

„Na jakość życia pacjentów po nowotworze krtani rzeczywiście negatywnie wpływa słaba dostępność elementów związanych ze sztucznym głosem. Świetnie byłoby, gdyby to było refundowane. Wiadomo, że gdy pacjent ma lepszą jakość życia, może wrócić do pracy lub działa na rzecz fundacji, stowarzyszeń” – wskazuje dr Bartosz Spławski. „Refundacja zwraca się więc w dwójnasób. Nie dość, że chory jest zadowolony, to jeszcze nie musi korzystać z rozmaitych zasiłków i zapomóg. Brak refundacji to bardzo krótkowzroczne myślenie” – podsumowuje ekspert.

Obecnie stosowane metody leczenia nowotworów głowy i szyi to: chirurgiczne usunięcie zmiany, radioterapia, chemioterapia i immunoterapia.

Źródło: PAP