Medicalpress
Wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi wprowadza w Polsce nowe standardy nadzoru nad bezpieczeństwem dostaw wody. Zmiany obejmują cały łańcuch jej dostarczania, od ujęcia i uzdatniania po instalacje wewnętrzne w budynkach. W związku z nowymi obowiązkami dla przedsiębiorstw wodociągowych PGW Wody Polskie, Główny Inspektorat Sanitarny oraz resorty zdrowia i infrastruktury organizują specjalistyczne szkolenia dla dostawców wody.
W ostatnim czasie weszły w życie regulacje, które wprowadzają bardziej kompleksowe podejście do bezpieczeństwa wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Dla każdego z nas oznacza to dużo wyższy poziom bezpieczeństwa wody, która płynie z naszych kranów.

Nowe przepisy dla dostawców wody (przedsiębiorstw wodociągowych czy hurtowych dostawców) wprowadzają ważne usprawnienia i zmiany. Dlatego też PGW Wody Polskie wraz z Głównym Inspektoratem Sanitarnym i przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Infrastruktury przygotowały bezpłatne szkolenia dla podmiotów dostarczających wodę, które odbywają się w dniach 17-18.06.2026 r. w Warszawie.

Uczestnicy będą mieli możliwość zapoznania się z zasadami stosowania nowych przepisów oraz obowiązkami wynikającymi z wprowadzonych zmian. Prezentacje przeprowadzą eksperci z urzędów zaangażowanych w przygotowanie wdrażanych przepisów.

Co zmieniają nowe przepisy

Nowe przepisy poprawiają bezpieczeństwo wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi poprzez nowoczesny system nadzoru i zarządzania ryzykiem obejmujący cały łańcuch dostaw wody – od źródła i ujęcia wody do kranu. Ich celem jest jeszcze skuteczniejsza ochrona zdrowia ludzi poprzez wcześniejsze identyfikowanie i ograniczanie zagrożeń mogących wpływać na jakość wody.

Dostawcy wody mają obowiązek stosować tzw. podejście oparte na analizie ryzyka. Oznacza to ocenę zagrożeń i zarządzanie nimi na każdym etapie dostarczania wody – od ujęcia, przez system zaopatrzenia, aż po instalacje wewnętrzne w budynkach tzw. wewnętrzne systemy wodociągowe.

Nowe podejście obejmuje cały łańcuch dostarczania wody, czyli m.in.:

Dla części nowych wymagań przewidziano okresy przejściowe, aby podmioty odpowiedzialne za dostarczanie wody mogły stopniowo dostosować się do nowych obowiązków.

Większy nacisk na instalacje wewnętrzne w budynkach

Nowe przepisy zwracają szczególną uwagę na jakość wody w instalacjach znajdujących się w obiektach priorytetowych. Zaliczane są do nich m.in. szpitale i domy opieki czy ośrodki turystyczne, a także budynki użyteczności publicznej, w których wytwarzany jest aerozol wodny. Obowiązkowe będzie monitorowanie m.in. zawartości ołowiu oraz bakterii Legionella w ciepłej wodzie. Określono też jak pobierać próbki i jakie działania podejmować w zależności od wyników.

Więcej o przepisach dotyczących wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi

Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 22 maja 2026 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi razem z ustawą z dnia 13 marca 2026 r. zmieniającą przepisy dotyczące zbiorowego zaopatrzenia w wodę oraz odprowadzania ścieków (której przepisy obowiązują od 21 maja 2026 r.), stanowią wdrożenie dyrektywy (UE) 2020/2184 z dnia 16 grudnia 2020 r. dotyczącej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi.

KLIKNIJ PO DODATKOWE INFORMACJE

Źródło: MZ

Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym (PHEIC) w związku z ogniskiem gorączki krwotocznej Ebola wywołanej wirusem Bundibugyo w Demokratycznej Republice Konga. Główny Inspektorat Sanitarny poinformował również o przypadkach importowanych w Ugandzie. Eksperci podkreślają, że choć globalne ryzyko oceniane jest obecnie jako niskie, sytuacja w regionie pozostaje bardzo poważna. Nie istnieje zatwierdzona szczepionka ani specyficzne leczenie przeciw tej odmianie wirusa Ebola.

Czterech pracowników ochrony zdrowia zmarło w ciągu kilku dni

Jak wynika z informacji przekazanych przez GIS, 5 maja 2026 r. WHO otrzymała alert dotyczący nieznanej choroby o wysokiej śmiertelności w strefie zdrowia Mongbwalu w prowincji Ituri w Demokratycznej Republice Konga. W ciągu czterech dni zmarło tam czterech pracowników ochrony zdrowia. 13 maja zespół szybkiego reagowania rozpoczął dochodzenie epidemiologiczne w Mongbwalu i Rwampara Health Zone. Dwa dni później potwierdzono, że zachorowania wywołuje wirus Bundibugyo. Do 15 maja zgłoszono 77 podejrzanych przypadków i 67 zgonów w dwóch strefach zdrowia DRK – Rwampara i Mongbwalu – oraz w Bunia Health Zone. Zidentyfikowano także 65 osób z kontaktu, z czego 15 uznano za kontakty wysokiego ryzyka.

GIS podkreśla, że działania epidemiologiczne utrudniają niestabilna sytuacja bezpieczeństwa oraz ograniczenia w przemieszczaniu się. Część osób z kontaktu rozwinęła objawy i zmarła przed izolacją. Większość podejrzanych przypadków dotyczy osób między 20. a 39. rokiem życia, a ponad 60 proc. stanowią kobiety. Według ekspertów może to wskazywać na znaczącą transmisję wirusa w gospodarstwach domowych i podczas opieki nad chorymi członkami rodziny.

Przypadki także w Ugandzie

15 maja Ministerstwo Zdrowia Ugandy poinformowało WHO o laboratoryjnie potwierdzonym przypadku choroby wywołanej wirusem Bundibugyo u starszego mieszkańca DRK, który przyjechał do Ugandy w celu uzyskania pomocy medycznej. W ciągu kolejnych 24 godzin wykryto drugi przypadek u osoby podróżującej z Demokratycznej Republiki Konga.

Obecnie zdarzenie oceniane jest jako przypadki importowane, bez dowodów na lokalną transmisję wirusa w Ugandzie. Trwa dochodzenie mające ustalić źródła zakażenia i drogi szerzenia się choroby.

Czym jest wirus Bundibugyo?

BVD to jedna z odmian wirusa Ebola wywołująca ciężką gorączkę krwotoczną. Wirus przenosi się na ludzi poprzez kontakt z krwią lub wydzielinami zakażonych dzikich zwierząt, m.in. nietoperzy czy małp, a następnie może szerzyć się między ludźmi.

Okres inkubacji wynosi od 2 do 21 dni. Do czasu wystąpienia objawów zakażona osoba nie jest zakaźna. Choroba zaczyna się zwykle nagle – gorączką, silnym osłabieniem, bólem mięśni, głowy i gardła. Mogą pojawić się także wymioty, biegunka, wysypka, niewydolność nerek i wątroby oraz krwawienia wewnętrzne i zewnętrzne.

W poprzednich ogniskach BVD w Ugandzie i DRK śmiertelność wynosiła od 30 do 50 proc. Ostatnie ognisko tej odmiany Eboli odnotowano w 2021 r. w Demokratycznej Republice Konga – zgłoszono wtedy 59 przypadków, w tym 34 zgony.

WHO zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do wirusa Ebola Zair nie istnieje obecnie zatwierdzona szczepionka ani specyficzne leczenie przeciw wirusowi Bundibugyo. Trwają jednak prace badawcze nad opracowaniem skutecznych metod terapii i profilaktyki.

Źródło: GIS

Główny Inspektorat Sanitarny poinformował o zagrożeniu związanym z jednym z produktów przeznaczonych do kontaktu z żywnością. W wyniku badań przeprowadzonych przez Państwową Inspekcję Sanitarną wykryto migrację pierwszorzędowych amin aromatycznych z łyżki do spaghetti do żywności. Substancje te uznawane są za szkodliwe dla zdrowia, dlatego produkt został wycofany ze sprzedaży, a konsumenci zostali wezwani do zaprzestania jego używania.
Wykryto migrację niebezpiecznych związków

Badania laboratoryjne przeprowadzone w ramach urzędowej kontroli bezpieczeństwa żywności wykazały, że z jednej z dostępnych na rynku łyżek kuchennych przeznaczonych do serwowania makaronu mogą przenikać do żywności pierwszorzędowe aminy aromatyczne. Związki te należą do grupy substancji chemicznych, które w określonych warunkach mogą uwalniać się z materiałów mających kontakt z żywnością.
Pierwszorzędowe aminy aromatyczne są szczególnie niepożądane w materiałach kuchennych, ponieważ część z nich wykazuje działanie toksyczne i potencjalnie rakotwórcze. Z tego powodu przepisy dotyczące bezpieczeństwa materiałów przeznaczonych do kontaktu z żywnością w Unii Europejskiej przewidują bardzo restrykcyjne limity ich migracji.

Szczegóły dotyczące produktu

Ostrzeżenie dotyczy konkretnego produktu dostępnego w sprzedaży detalicznej:
Produkt wycofany ze sklepów

Jak poinformowano w komunikacie, dystrybutor w Polsce – firma TEDi Sieć Handlowa – po otrzymaniu informacji o niezgodności niezwłocznie podjął działania zapobiegawcze.
9 kwietnia 2026 roku produkt został wycofany z sal sprzedaży we wszystkich sklepach sieci na terenie Polski. Jednocześnie przekazano informację do działu jakości w centrali firmy w Niemczech w celu dalszej weryfikacji sprawy i ustalenia przyczyn problemu.
Równolegle organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej prowadzą postępowanie wyjaśniające dotyczące tej partii produktu.

Co powinni zrobić konsumenci

Sanepid apeluje do osób, które kupiły wskazaną w komunikacie łyżkę do spaghetti, aby nie używały jej do kontaktu z żywnością.
Takie ostrzeżenia są standardowym elementem systemu nadzoru nad bezpieczeństwem produktów przeznaczonych do kontaktu z żywnością. Jeśli badania laboratoryjne wskazują na możliwość migracji niepożądanych substancji chemicznych, produkty są wycofywane z obrotu, a konsumenci informowani o potencjalnym ryzyku.
W przypadku wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa produktu zaleca się zaprzestanie jego użytkowania oraz skontaktowanie się ze sprzedawcą lub producentem.

Źródło: komunikat Głównego Inspektoratu Sanitarnego, 10.04.2026

Rynek suplementów diety w Polsce rozwija się dynamicznie od wielu lat i dziś należy do największych segmentów rynku produktów zdrowotnych. Jego wartość szacuje się na około 8 miliardów złotych rocznie, przy czym tempo wzrostu w ostatnich latach utrzymuje się na poziomie około 10 proc. rocznie. Wraz z rosnącą skalą sprzedaży coraz wyraźniej ujawniają się jednak napięcia pomiędzy regulacją prawną, możliwościami nadzoru państwa oraz realnymi praktykami rynkowymi. Z jednej strony system prawny jest rozbudowany i obejmuje liczne przepisy krajowe oraz unijne dotyczące bezpieczeństwa żywności, reklamy czy ochrony konsumentów. Z drugiej – jego stosowanie w praktyce napotyka ograniczenia wynikające z konstrukcji przepisów, rozproszenia kompetencji instytucji oraz skali nieformalnego obrotu produktami funkcjonującymi poza oficjalnym systemem nadzoru.

W debacie nad funkcjonowaniem tego rynku coraz częściej powraca pytanie, czy problemem jest brak regulacji, czy raczej sposób ich stosowania. Dyskusja ta nabiera szczególnego znaczenia w kontekście prac legislacyjnych dotyczących zmian w ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia, a także w świetle rosnącej liczby sygnałów o nielegalnych produktach obecnych w obrocie oraz sporach dotyczących praktyk reklamowych.

System prawny istnieje, ale jego stosowanie rodzi wątpliwości

Jednym z kluczowych elementów systemu nadzoru nad suplementami diety pozostaje ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia. W praktyce szczególne znaczenie ma art. 32 tej ustawy, który daje organom Państwowej Inspekcji Sanitarnej możliwość czasowego wstrzymania wprowadzania do obrotu lub wycofania z rynku produktu niespełniającego wymagań określonych dla środków spożywczych.

W obecnym brzmieniu przepis ten przewiduje możliwość podjęcia takiej decyzji w przypadku podejrzenia niezgodności produktu z wymaganiami prawa. W praktyce oznacza to bardzo niski próg działania organów nadzoru. Już samo pojawienie się wątpliwości co do składu lub sposobu prezentacji produktu może skutkować natychmiastowym wstrzymaniem jego sprzedaży do czasu zakończenia postępowania wyjaśniającego. Jak ujęła to Grażyna Osęka z Foodie Sp. z o. o. Sp. k., „Artykuł 32 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia w obecnym brzmieniu mówi, że w przypadku podejrzenia, iż środek spożywczy niespełniający wymagań znajduje się w obrocie, państwowy powiatowy inspektor sanitarny podejmuje decyzję o czasowym wstrzymaniu wprowadzenia do obrotu lub wycofaniu z obrotu. W praktyce dzieje się to zbyt automatycznie, bez przeprowadzenia postępowań dowodowych i ustalenia stanu faktycznego.”

Z punktu widzenia organów państwa rozwiązanie to ma charakter ostrożnościowy i wynika z zasad ochrony zdrowia publicznego. Taką interpretację przedstawił również Główny Inspektor Sanitarny. W odczytanym podczas posiedzenia piśmie dr Paweł Grzesiowski wskazał, że „Artykuł 32 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia daje organom terenowym Państwowej Inspekcji Sanitarnej możliwość czasowego wstrzymania wprowadzania środka spożywczego do obrotu lub jego wycofania w przypadku podejrzenia, że nie spełnia on określonych wymagań. Celem tego przepisu jest zastosowanie zasady ostrożności wynikającej z rozporządzenia 178/2002. (…) Dalsze zmiany w obszarze suplementów diety mogą być zasadne, jednak powinny zmierzać do ujednolicenia i doprecyzowania wymagań dla tej kategorii produktów, która na poziomie Unii Europejskiej jest regulowana jedynie częściowo.”

Z perspektywy przedsiębiorców mechanizm ten bywa jednak postrzegany jako uruchamiany zbyt automatycznie, bez uprzedniego ustalenia stanu faktycznego i przeprowadzenia analizy ryzyka. W praktyce prowadzi to do sporów administracyjnych oraz postępowań odwoławczych, a w niektórych przypadkach także do roszczeń odszkodowawczych wobec państwa. W ocenie Grażyny Osęki: „Obecne brzmienie przepisów ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia i praktyka nie spełnia standardów prawa UE. Postępowania prowadzone są bez przeprowadzenia ustaleń dowodowych stanu faktycznego, jak również bez odpowiedniej analizy ryzyka, którą nakazują przeprowadzać każdorazowo przepisy unijne. Zasadne jest w związku z tym rozpoczęcie prac nad nowelizacją, która wzmocni standardy dowodowej analizy ryzyka, a tym samym wytrąci argument, że polskie przepisy są niezgodne z prawem unijnym.”

W środowisku prawnym i branżowym pojawia się więc postulat zmiany konstrukcji przepisu poprzez zastąpienie przesłanki podejrzenia przesłanką stwierdzenia naruszenia oraz wyraźne wprowadzenie zasady proporcjonalności w stosowaniu środków administracyjnych. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują, że mogłoby ono uporządkować praktykę stosowania prawa i zbliżyć ją do standardów wynikających z prawa unijnego, które nakłada obowiązek przeprowadzania analizy ryzyka przed zastosowaniem restrykcyjnych środków ograniczających działalność gospodarczą. Jak argumentowała Grażyna Osęka, „W artykule 32 ust. 1 mamy zapis o podejrzeniu, natomiast w ustępie drugim użyto słowa stwierdzenie. Powstaje więc paradoks: w sytuacji naprawdę krytycznej – gdy mamy do czynienia z produktem leczniczym albo wyrobem medycznym ukrytym pod postacią środka spożywczego – organ musi coś stwierdzić. Natomiast w ustępie pierwszym wystarczy samo podejrzenie. W praktyce oznacza to, że inspektor, mając jakiekolwiek pismo z GIS-u czy wątpliwość co do produktu, automatycznie wydaje decyzję o wstrzymaniu.”

To właśnie w tym miejscu pojawia się spór o granice stosowania zasady ostrożności. „Zasada ostrożności nie może być stosowana automatycznie tylko dlatego, że pojawiło się podejrzenie. Musi być poprzedzona analizą ryzyka i ustaleniem stanu faktycznego. Jeżeli państwo chce ograniczyć działalność gospodarczą, musi wykazać dowody, że takie wstrzymanie jest zasadne z punktu widzenia ochrony zdrowia publicznego. Tymczasem obecne brzmienie przepisu powoduje, że w pierwszym ustępie nie wiadomo, jakie podejrzenia mogą być podstawą decyzji” – podkreślała Osęka.

Zmiana ta miałaby charakter punktowy, ale mogłaby wpłynąć na sposób funkcjonowania całego systemu nadzoru nad produktami wprowadzanymi do obrotu.

Najsłabszym ogniwem pozostaje system zgłoszeń do GIS

Jeszcze większe kontrowersje budzi jednak inny element regulacji rynku suplementów diety – system zgłaszania produktów do Głównego Inspektora Sanitarnego.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami każdy suplement diety przed pierwszym wprowadzeniem do obrotu powinien zostać zgłoszony do GIS. Zgłoszenie to stanowi podstawowy element kontroli bezpieczeństwa produktu, ponieważ umożliwia organom nadzoru analizę jego składu, oznakowania i sposobu prezentacji. Jak przypominała dr n. praw. Ewa Butkiewicz, ekspertka Krajowej Rady Suplementów i Odżywek, „Najważniejszą bramką, przez którą musi przejść suplement diety, żeby zostać uznanym za legalny, jest powiadomienie Głównego Inspektora Sanitarnego o pierwszym wprowadzeniu do obrotu. Celem tego powiadomienia jest poddanie produktu kontroli GIS-u pod kątem składu, jakości i oznakowania, co ma służyć zapewnieniu bezpieczeństwa konsumentów.”

W praktyce mechanizm ten nie zawsze działa w sposób skuteczny. Brak zgłoszenia produktu do GIS jest obecnie traktowany jako wykroczenie, za które grozi mandat. Sankcja ta ma charakter wykroczeniowy i w wielu przypadkach nie stanowi realnego czynnika odstraszającego. Jak mówiła Grażyna Osęka, „Mandaty za niezgłoszenie produktu do GIS wynoszą od 20 do 5000 zł i w praktyce często są to kwoty rzędu 500 czy 1000 zł. Przedsiębiorca dostaje mandat, ale nie dostaje nakazu wpisania produktu do systemu. (…) Ja nie chciałam tego tak wprost powiedzieć, ale to się bardzo opłaca. Jeżeli ktoś chce być poza systemem i szybko wchodzić i schodzić z produktami z rynku i nie ma uczciwych zamiarów, to nie powinien zgłaszać się do systemu.”

Jednocześnie przedsiębiorca, który nie zgłosi produktu do systemu, pozostaje w dużej mierze poza jego zasięgiem. Brak notyfikacji oznacza, że produkt nie pojawia się w rejestrze, a tym samym organy nadzoru mogą w ogóle nie mieć wiedzy o jego istnieniu. W praktyce oznacza to, że wykrycie takiego produktu często zależy od przypadkowej kontroli, sygnału od konkurencji lub zgłoszenia konsumenckiego. Osęka zwracała uwagę, że „Jeżeli firma zgłasza produkt do GIS-u, to praktyka wygląda tak, że Główny Inspektor Sanitarny bardzo często odpisuje i prosi o dodatkowe wyjaśnienia. Nierzadko taka notyfikacja powoduje też wizytę inspekcji sanitarnej u przedsiębiorcy. W pozostałych przypadkach inspekcja musi najpierw wiedzieć, że taki przedsiębiorca w ogóle istnieje i że dany produkt został zgłoszony. Jeżeli produktu nie ma w rejestrze, to w wielu przypadkach po prostu nie ma wiedzy, że on funkcjonuje na rynku.

W efekcie powstaje paradoks regulacyjny. Podmioty działające zgodnie z prawem, zgłaszające swoje produkty do systemu, podlegają regularnemu nadzorowi i kontrolom. Natomiast przedsiębiorcy funkcjonujący poza systemem mogą przez długi czas pozostawać niewidoczni dla organów państwa. „To jest niespójność systemowa, która ma bardzo istotne skutki praktyczne. Po pierwsze jest to wykroczenie i zagrożenie finansowe nie jest odstraszające. Osłabia to szybkość działania organów i ich skuteczność, a sankcje w praktyce nie są realnie egzekwowane” – podsumowała Osęka.

Dlatego wśród proponowanych zmian legislacyjnych pojawia się postulat przeniesienia naruszenia polegającego na braku zgłoszenia produktu do reżimu administracyjnych kar pieniężnych. W takim modelu sankcja mogłaby być powiązana z wartością wprowadzonego do obrotu produktu lub osiągniętego przychodu, co w większym stopniu odzwierciedlałoby skalę potencjalnego naruszenia.

Reklama suplementów – obszar szczegółowo regulowany

Równolegle do dyskusji o systemie zgłoszeń i kontroli pojawia się pytanie o regulację reklamy suplementów diety. W debacie publicznej bywa ona przedstawiana jako obszar wymagający nowych przepisów, jednak analiza obowiązujących regulacji prowadzi do odmiennych wniosków. Jak podkreślała Agata Zalewska-Gawrych z Food and Pharma Legal, „Mamy segment rynku, który jest elementem systemu regulowanego na wielu poziomach. Te regulacje bardzo szczegółowe wynikają zarówno z poziomu unijnego, jak i krajowego. (…) To, co można rozważać, dotyczy raczej sposobu egzekwowania już istniejących obowiązków.” 

Kluczowe znaczenie mają przepisy unijne dotyczące informacji przekazywanych konsumentom oraz oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych. „Już z przepisów unijnych, w tym z rozporządzenia 1169, wynika zakaz wprowadzania konsumenta w błąd (…) oraz przypisywania właściwości, których produkt nie posiada” – wskazywała ekspertka.

System ten uzupełniają przepisy krajowe, w tym ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia, ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów czy ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, a w określonych sytuacjach także prawo farmaceutyczne. „Jeżeli suplement diety jest prezentowany w taki sposób, że wynika z niego, iż posiada właściwości lecznicze, mogą mieć do niego zastosowanie przepisy prawa farmaceutycznego” – zaznaczała Zalewska-Gawrych.

Nadzór nad reklamą sprawuje kilka instytucji publicznych. Jak wskazywała mec. Magdalena Wawrzyniak z Food and Pharma Legal, przedsiębiorcy działają w systemie szerokiej kontroli i sankcji: „Mamy również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, gdzie kara może sięgać do 10 proc. obrotu za poprzedni rok finansowy firmy, a także Głównego Inspektora Farmaceutycznego (…) Do tego dochodzi Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Tych podstaw do kontroli i do nakładania kar jest więc naprawdę bardzo dużo.”

W praktyce oznacza to, że system sankcji w obszarze reklamy jest już rozbudowany, a wyzwaniem pozostaje raczej spójność jego stosowania. Jak zwracała uwagę Wawrzyniak, kontrola obejmuje dziś również przestrzeń cyfrową: „Inspekcja Sanitarna bardzo dobrze kontroluje social media. (…) Cytaty z takich komunikatów są wprost przywoływane w decyzjach inspekcji, która stwierdza nieprawidłowości w reklamie.” Jej zdaniem kluczowe znaczenie ma dziś raczej ujednolicenie praktyki działania organów nadzoru niż wprowadzanie kolejnych regulacji.

Istotną rolę w tym obszarze odgrywa również samoregulacja branżowa. Funkcjonujący od lat kodeks dobrych praktyk reklamy suplementów diety określa dodatkowe standardy komunikacji marketingowej i stał się podstawą porozumienia nadawców dotyczącego emisji takich reklam w mediach audiowizualnych. Jak zauważała Agata Zalewska-Gawrych z Food and Pharma Legal, „Na przedsiębiorcach (…) spoczywają rozliczne obowiązki dotyczące zarówno treści komunikacji, jak i formy oraz kontekstu komunikacji reklamowej. Dodatkowo nakłada się na to kwestia samoregulacji i to właśnie ona odzwierciedla dążenie przedsiębiorców do zapewnienia bezpieczeństwa konsumenta poprzez przyjmowanie nawet wyższych standardów niż te, które wynikają wprost z przepisów prawa”.

Szara strefa – problem trudny do oszacowania

Największym wyzwaniem pozostaje jednak funkcjonowanie nielegalnych suplementów diety w tzw. szarej strefie.

Produkty te często nie są zgłoszone do systemu, a ich pochodzenie bywa trudne do ustalenia. „Nielegalne suplementy diety są zwykle produktami niewiadomego pochodzenia. Są wytwarzane w nielegalnych wytwórniach, często za granicą, trafiają do kraju w drodze przemytu albo poprzez przesyłki deklarowane jako coś innego. Warunki ich produkcji są dalekie od standardów, a składy często nieznane lub zanieczyszczone, nierzadko zawierają też substancje zabronione” – mówiła dr Ewa Butkiewicz.

Nielegalne produkty trafiają do sprzedaży różnymi kanałami – od tradycyjnych punktów sprzedaży po platformy internetowe, media społecznościowe czy sprzedaż transgraniczną w ramach e-commerce. W niektórych przypadkach dystrybucja obejmuje także sieci działające w tzw. darknecie.

Skala zjawiska pozostaje trudna do oszacowania. Jak wskazywała dr n. praw. Ewa Butkiewicz, ekspertka Krajowej Rady Suplementów i Odżywek: „Wartość szarej strefy jest w zasadzie nie do oszacowania. W jednym z raportów Najwyższej Izby Kontroli wprost stwierdzono, że jej skali nie potrafią określić ani instytucje publiczne, ani podmioty zajmujące się badaniem rynku. Trudno więc oszacować także wartość należnych danin publicznych, które powinny trafiać do budżetu państwa.”

Zjawisko to ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia ochrony zdrowia konsumentów. Wpływa także na konkurencję na rynku, ponieważ podmioty działające nielegalnie nie ponoszą kosztów związanych z kontrolą jakości, notyfikacją produktu czy spełnianiem wymogów regulacyjnych. Jednocześnie, jak zwracała uwagę ekspertka, państwo ma ograniczone możliwości reagowania. „Walka z nielegalnymi suplementami diety jest utrudniona między innymi przez szczupłe kadry w instytucjach kontrolnych, ograniczone możliwości techniczne i niewystarczające środki finansowe. W praktyce bardzo ogranicza to skuteczną identyfikację i eliminację nielegalnych produktów z rynku.”

Granice kontroli państwa

Z punktu widzenia administracji publicznej jednym z najtrudniejszych obszarów nadzoru pozostaje handel internetowy.

W ostatnich latach liczba małych przesyłek trafiających do Unii Europejskiej wzrosła do poziomu przekraczającego pięć miliardów rocznie. Skala ta sprawia, że kontrola każdej przesyłki jest w praktyce niemożliwa. Jak przyznał Piotr Żak z Departamentu Ceł Ministerstwa Finansów i Krajowej Administracji Skarbowej, „Rzeczą, z którą rzeczywiście się mierzymy i która jest trudna, jest e-commerce. Do Unii Europejskiej w ubiegłym roku trafiło ponad pięć miliardów małych paczek i wszystkie administracje celne mają z tym problem. W przypadku suplementów diety właśnie w takich przesyłkach identyfikujemy największe ryzyko.”

W odpowiedzi na to wyzwanie administracje celne stosują analizę ryzyka oraz specjalne procedury kontrolne. „Już ponad trzy lata temu wprowadziliśmy suplementy diety do tzw. słownika negatywnego. Oznacza to, że nie mogą być odprawiane w uproszczonych procedurach e-commerce. Nawet pojedyncza przesyłka musi być zgłoszona w ramach pełnego zgłoszenia celnego, z pełnym zakresem danych, co pozwala nam prowadzić dokładniejszą analizę ryzyka” – wyjaśniał przedstawiciel KAS.

Jednocześnie administracja skarbowa podkreśla, że jej kompetencje w tym obszarze są ograniczone. Główna odpowiedzialność za nadzór nad rynkiem suplementów diety spoczywa na wyspecjalizowanych organach zajmujących się bezpieczeństwem żywności. Jak wyjaśniał Piotr Żak: „Krajowa Administracja Skarbowa posiada w zakresie suplementów diety pewne kompetencje i stara się je wykonywać we właściwy sposób. Nie jest to jednak nasze kluczowe zadanie, ponieważ w Polsce są powołane organy, które bezpośrednio zajmują się tym rynkiem. Nasze działania koncentrują się głównie na obszarze kontroli celnej.”

W praktyce oznacza to, że skuteczność systemu zależy od współpracy wielu instytucji – od inspekcji sanitarnych, przez organy celne i administrację skarbową, po organy ścigania. Jedną z istotnych cech obecnego modelu jest także rozdzielenie momentu importu od obowiązku zgłoszenia produktu do rejestru GIS. Jak zaznaczał Żak, „Istotne jest to, że obowiązek wpisu suplementu diety do rejestru prowadzonego przez Głównego Inspektora Sanitarnego jest w przepisach oddzielony od formalności celnych. Na etapie importu taki wpis nie musi jeszcze istnieć – może nastąpić później, przed wprowadzeniem produktu na rynek.”

Przedstawiciel KAS zwracał też uwagę na szczególnie trudny obszar produktów z pogranicza kategorii prawnych. „Dużym problemem są produkty z pogranicza – sytuacje, w których przedsiębiorcy deklarują, że dany produkt jest suplementem diety, podczas gdy w naszej ocenie jest to produkt leczniczy. Jeżeli widzimy, że zawiera on substancję czynną typową dla leków, nie traktujemy go jako suplementu i nie dopuszczamy takiej przesyłki do importu” – mówił.

Istotne są również granice możliwości ingerencji państwa na poziomie surowców. W odniesieniu do importu składników wykorzystywanych później do produkcji nielegalnych suplementów Piotr Żak wyjaśniał: „Jeżeli surowiec jest importowany legalnie i nie podlega ograniczeniom w obrocie, każdy może go sprowadzić. Natomiast sposób jego wykorzystania na rynku – czy będzie legalny, czy nie – nie pozostaje już w naszej gestii. To trochę jak z nożem: ktoś może go sprowadzić do krojenia, a ktoś inny użyć do popełnienia przestępstwa.”

Rynek, który wymaga uporządkowania

Analiza funkcjonowania rynku suplementów diety prowadzi do wniosku, że system regulacyjny jest rozbudowany, ale jego skuteczność zależy od kilku czynników: spójności przepisów, realnej egzekwowalności sankcji oraz możliwości monitorowania rynku, który w coraz większym stopniu przenosi się do internetu.

Dyskusja nad zmianami legislacyjnymi koncentruje się dziś wokół trzech głównych obszarów: korekty przepisów dotyczących wstrzymywania produktów z rynku, uszczelnienia systemu zgłoszeń do GIS oraz poprawy narzędzi monitorowania nielegalnych produktów w sprzedaży internetowej. Równolegle trwa spór o to, czy w obszarze reklamy potrzebne są nowe ograniczenia, czy raczej większa przewidywalność stosowania prawa. Nie bez znaczenia pozostaje również rola samoregulacji, która – przynajmniej w ocenie części uczestników rynku – już dziś pełni funkcję porządkującą i wyprzedzającą część rozwiązań ustawowych.

Wszystkie te elementy mają wspólny cel – zwiększenie przejrzystości rynku i wzmocnienie ochrony konsumentów przy jednoczesnym zachowaniu stabilnych warunków działania dla legalnie funkcjonujących przedsiębiorstw.

Źródło: opracowanie redakcji Medicalpress na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Żywności Prozdrowotnej i Żywienia z 25 marca 2026 r.
W przestrzeni cyfrowej zdrowie stało się jednym z najczęściej komentowanych i jednocześnie najbardziej zniekształcanych tematów. Właśnie dlatego NASK oraz Główny Inspektorat Sanitarny podpisały porozumienie o współpracy w zakresie przeciwdziałania dezinformacji, ze szczególnym uwzględnieniem fałszywych treści dotyczących zdrowia i medycyny. Instytucje podkreślają, że wspólne działania mają wzmocnić bezpieczeństwo informacyjne obywateli i zwiększyć odporność społeczeństwa na manipulacje w infosferze.
Skala problemu jest dziś trudna do przecenienia. Informacje o zdrowiu krążą w mediach społecznościowych, podcastach i krótkich materiałach wideo, często pozbawione kontekstu naukowego i odpowiedzialności za skutki. W takim środowisku granica między opinią a faktem zaciera się wyjątkowo łatwo. W efekcie decyzje zdrowotne podejmowane są nie na podstawie wiedzy, lecz emocji i algorytmów.

Szef GIS, dr n. med. Paweł Grzesiowski, nie pozostawia wątpliwości co do wagi inicjatywy. „Współpraca z NASK to konkretne narzędzie w walce z dezinformacją medyczną – zjawiskiem, które może realnie zagrażać zdrowiu i życiu. Sprawdzona informacja może uratować zdrowie, fałszywa – zniszczyć zaufanie do nauki i skutecznych metod leczenia. Dlatego razem stawiamy na rzetelną wiedzę i edukację społeczeństwa. Wierzymy, że działania te realnie wzmacniają odporność informacyjną obywateli”.

Z kolei szef NASK, dr inż. Radosław Nielek, zwraca uwagę na dynamikę współczesnego obiegu informacji. „Dziś informacje o zdrowiu można znaleźć wszędzie – w krótkich, viralowych rolkach, ale też, w tak ostatnio popularnych, dłuższych podcastach. Problem w tym, że nie zawsze trafiamy na fakty. Główny Inspektorat Sanitarny to rzetelne źródło wiedzy m.in. o szczepieniach czy o wycofanych produktach żywnościowych. My w NASK każdego roku zgłaszamy platformom społecznościowym dziesiątki tysięcy dezinformujących materiałów. Nasze partnerstwo to naturalne połączenie – sprawdzonej wiedzy, z codzienną walką z dezinformacją”.

W tle porozumienia jest świadomość, że dezinformacja medyczna nie jest abstrakcyjnym zjawiskiem komunikacyjnym. Dotyczy szczepień, onkologii, transplantologii, badań profilaktycznych, diet, chorób przewlekłych i tak zwanych cudownych terapii. Fałszywe treści rozchodzą się szybko, budzą silne emocje i podważają zaufanie do systemu ochrony zdrowia. W praktyce mogą prowadzić do rezygnacji z profilaktyki, opóźnionej diagnozy, pogorszenia stanu zdrowia, podejmowania ryzykownych pseudoterapii czy nawet zagrożenia życia w sytuacjach nagłych.

Porozumienie zakłada szeroką i długofalową współpracę. Instytucje zapowiadają wymianę wiedzy eksperckiej, opracowywanie rekomendacji i strategii dla instytucji publicznych, wspólne kampanie informacyjne oraz analizę i promocję dobrych praktyk. Celem ma być budowa odpornego społeczeństwa informacyjnego, które potrafi rozpoznawać manipulacje i oddzielać wiedzę naukową od narracji pseudomedycznych.

To istotny sygnał w czasie, gdy zaufanie do medycyny i nauki stało się jednym z fundamentów bezpieczeństwa publicznego. Dezinformacja w obszarze zdrowia nie jest wyłącznie problemem wizerunkowym. Jest realnym czynnikiem ryzyka klinicznego. Jeśli pacjent podejmuje decyzję terapeutyczną na podstawie nieprawdziwych informacji, konsekwencje ponosi nie tylko on sam, lecz także cały system.

Wspólna inicjatywa NASK i GIS wpisuje się w szerszy kontekst budowania kompetencji zdrowotnych społeczeństwa. W świecie, w którym każdy może publikować treści medyczne, a algorytmy premiują sensację nad rzetelnością, rola instytucji publicznych jako wiarygodnych źródeł wiedzy staje się kluczowa. Porozumienie nie rozwiąże problemu natychmiast, ale może stać się punktem zwrotnym w systemowym podejściu do ochrony pacjentów przed skutkami dezinformacji.

Źródło: GIS
W sezonie jesienno-zimowym 2025 2026 jedynie 22,3 proc. dorosłych Polaków przyjęło co najmniej jedno szczepienie ochronne. Aż 77,7 proc. nie poddało się żadnej formie profilaktyki szczepiennej. Takie dane przynosi raport „Polska na szczepieniach 2026” przygotowany przez Kliniki.pl na podstawie badania zrealizowanego metodą CAWI przez agencję SW Research na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski.
Wyniki badania pokazują wyraźnie, że problem niskiej wyszczepialności wśród dorosłych ma charakter systemowy i nie dotyczy wyłącznie pojedynczych grup społecznych. Najczęściej deklarowanym szczepieniem było szczepienie przeciw grypie, które przyjęło 10,4 proc. respondentów. Szczepienie przeciw COVID 19 zadeklarowało 6,2 proc., przeciw wirusowi RSV 6,0 proc., a przeciw krztuścowi 4,9 proc.

Dane te pozostają spójne z informacjami publikowanymi przez Główny Inspektorat Sanitarny. Z danych dostępnych na portalu ezdrowie.gov.pl wynika, że wyszczepialność przeciw grypie w populacji ogólnej utrzymuje się na poziomie około 6 proc., co potwierdza utrzymujący się niski poziom zainteresowania szczepieniami sezonowymi.

Decyzja, nie bariera organizacyjna

Szczególnie istotne są powody rezygnacji ze szczepień wskazywane przez respondentów. Najczęściej nie były to czynniki organizacyjne ani finansowe, lecz decyzje oparte na przekonaniach i postrzeganiu potrzeby szczepienia.

W populacji ogólnej najczęściej wskazywano na przekonanie, że szczepienie nie było potrzebne, co zadeklarowało 25,2 proc. badanych. Brak zaufania do szczepionek wskazało 14,9 proc. respondentów. 12,0 proc. zadeklarowało brak zalecenia lekarza, a 8,9 proc. brak propozycji szczepienia. Obawy przed działaniami niepożądanymi zgłosiło 8,8 proc. badanych.

Znacznie rzadziej wskazywano na bariery praktyczne. Brak czasu deklarowało około 4 do 5 proc. respondentów, wysoki koszt około 2,5 proc., a problemy z dostępnością szczepień miały charakter marginalny.

Oznacza to, że kluczowym problemem nie jest infrastruktura ani organizacja systemu, lecz percepcja ryzyka, potrzeby i bezpieczeństwa szczepień.

Rodzice bardziej aktywni, ale też bardziej nieufni

Raport pokazuje także różnice między grupami społecznymi. Rodzice dzieci do 18. roku życia częściej niż ogół dorosłych podejmowali działania profilaktyczne, ale jednocześnie częściej deklarowali brak zaufania do szczepionek. W tej grupie 19,0 proc. wskazało brak zaufania wobec 14,9 proc. w populacji ogólnej.

Najczęstszym powodem nieszczepienia wśród rodziców pozostawało przekonanie o zbędności szczepienia, które zadeklarowało 23,3 proc. badanych z tej grupy.

Ta ambiwalencja pokazuje, że nawet osoby bardziej zaangażowane w kwestie zdrowotne nie są wolne od wątpliwości dotyczących profilaktyki.

Autorzy raportu podkreślają, że dominujące bariery mają charakter poznawczy i decyzyjny. Oznacza to, że wyzwaniem nie jest wyłącznie zapewnienie dostępu do szczepień, lecz odbudowa zaufania do profilaktyki oraz konsekwentna, jednoznaczna rekomendacja medyczna. Brak zalecenia lekarza wskazany przez 12 proc. respondentów pokazuje, jak duże znaczenie ma komunikacja w gabinecie lekarskim. Rekomendacja specjalisty pozostaje jednym z najsilniejszych czynników wpływających na decyzję o szczepieniu, a jej brak może być odbierany jako sygnał, że szczepienie nie jest konieczne.

W kontekście sezonowych wzrostów zachorowań na grypę, COVID 19 czy RSV oraz narastających ognisk krztuśca, niski poziom wyszczepialności w populacji dorosłych staje się istotnym problemem epidemiologicznym i systemowym.

Pełne wyniki raportu „Polska na szczepieniach 2026” dostępne są na stronie polskanaszczepieniach.pl

Źródło: Materiał Prasowy

Tej zimy pierwszy szczyt zachorowań na grypę w Polsce przypadł w grudniu. Od pierwszych dni stycznia liczba przypadków ponownie rośnie i już znacząco przekracza te grudniowe. Lekarze spodziewają się, że druga połowa lutego może przynieść gwałtowny wzrost infekcji dróg oddechowych. Dlatego przypominają o podstawowych zasadach profilaktyki: częstym myciu rąk i unikaniu kontaktów z chorymi. Apelują też o szczepienia, szczególnie osób starszych i przewlekle chorych. Na tę formę ochrony przed grypą wciąż decyduje się niewielki odsetek populacji.
– W tym roku występują głównie infekcje górnych dróg oddechowych: zapalenie zatok, grypa, COVID-19. Myślę, że szczyt zachorowań na grypę jest jeszcze przed nami. Były święta, było mniej kontaktów społecznych, teraz mamy ferie, więc być może druga połowa lutego będzie okresem, kiedy zachorowań będzie dużo więcej – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Piotr Grzyb, specjalista chorób wewnętrznych, nefrolog z enel-med.

Z danych udostępnionych przez Centrum e-Zdrowia wynika, że pierwszy wzrost zachorowań na grypę przypadł w tym sezonie na połowę grudnia. Notowano wtedy ok. 110 przypadków na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w analogicznym okresie 2024 roku było ich niemal dwa razy więcej (208,7). Od 5 stycznia br. ponownie notowane są wzrosty zachorowań – w trzecim tygodniu tego miesiąca było to ok. 130 przypadków na 100 tys. mieszkańców, a w czwartym – już 270. Rok temu zachorowań było jeszcze więcej, ponad 360, co może oznaczać, że tegoroczny szczyt jeszcze przed nami.

– Objawy zachorowania na grypę są podobne. Najczęściej są to gorączka, bóle mięśniowe, silny ból gardła, kaszel, nocne poty, czasami towarzyszą temu objawy z przewodu pokarmowego, ale najczęściej są to objawy związane właśnie z układem oddechowym – wymienia lekarz.

Jak poinformował Główny Inspektorat Sanitarny, w sezonie 2025/2026 w Polsce i Europie dominuje nowy wariant K grupy A(H3N2), który odpowiadał za ok. połowę nowych zachorowań w grudniu. Szczep charakteryzuje się tym, że szybko się rozprzestrzenia. Niekoniecznie jednak zachorowanie wiąże się z cięższym przebiegiem. GIS podkreślił, że choroba zwykle ustępuje samoistnie po kilku dniach, maksymalnie po tygodniu. Kaszel, zmęczenie i uczucie rozbicia mogą się jednak utrzymywać nawet przez kilka tygodni. Choć grypa zwykle przebiega stosunkowo łagodnie, to może prowadzić do groźnych powikłań – m.in. zapalenia płuc, anginy paciorkowcowej czy zapalenia mięśnia sercowego. Na ciężki przebieg najbardziej narażone są osoby w wieku powyżej 65 lat i dzieci do piątego roku życia, a także kobiety w ciąży i osoby z chorobami przewlekłymi.

– Proszę wszystkich, żeby co roku się szczepili na grypę. To jest udowodniony sposób zapobiegania zachorowaniom, a w szczególności występowania powikłań. Jeżeli ktoś ma nadciśnienie, cukrzycę, otyłość, chorobę sercowo-naczyniową, czyli jest po zawale, przebył udar mózgu, ma przewlekłą chorobę nerek, to powinien się szczepić co roku – apeluje Piotr Grzyb.

W ramach profilaktyki lekarze zalecają też częste mycie rąk wodą i mydłem, a w przypadku gdy nie jest to możliwe – środkiem dezynfekującym na bazie alkoholu, unikanie bliskiego kontaktu z osobami chorymi, a w przypadku wystąpienia objawów grypowych pozostanie w domu.

– Trzeba dbać o swoje kontakty, czyli nie spotykać się z osobami, o których wiemy, że są chore. To jest też apel do pracodawców, żeby nie tolerowali pracowników, którzy przychodzą chorzy na grypę czy z infekcją układu oddechowego, bo oni są w stanie zakazić cały open space. Tak samo, jeśli czujemy się źle, mamy gorączkę, kaszel, nie odwiedzajmy seniorów czy osób chorych, bo będziemy je narażać na zachorowanie, nie tylko grypą, ale być może COVID-em, RSV czy innym wirusem, który powoduje infekcję dróg oddechowych – podkreśla lekarz. – Mam wrażenie, że wróciliśmy do czasów sprzed pandemii. W dalszym ciągu przychodzimy chorzy do pracy, nie myjemy rąk, w związku z czym jest większa liczba infekcji przewodu pokarmowego, których w trakcie pandemii nie było. Nadal jest kiepsko ze szczepieniami, szczególnie jeśli chodzi o grypę czy o COVID-19.

Szczepionkę przeciwko grypie przyjęło dotychczas ponad 2,24 mln osób. To ponad jedna trzecia więcej niż rok temu, ale wciąż tylko kilka procent Polaków. Z kolei przeciwko COVID-19 zaszczepiło się 568 tys. To o około 60 tys. więcej niż rok wcześniej, ale jednocześnie o ponad 200 tys. mniej niż przed dwoma laty. Lekarze obserwują też w społeczeństwie stopniowe odchodzenie od rygorów sanitarnych, które skutkowały ograniczeniem zakażeń w czasach pandemii.

Źródło: Newseria

Główny Inspektor Sanitarny informuje o dobrowolnym, ostrożnościowym wycofaniu wybranych produktów do żywienia niemowląt marki NAN. Decyzja Nestlé Polska S.A. ma związek z potencjalną obecnością cereulidyny – toksycznej substancji wytwarzanej przez bakterię Bacillus cereus.
 
Główny Inspektor Sanitarny został poinformowany przez Nestlé Polska S.A. o rozszerzonym, dobrowolnym wycofaniu określonych partii produktów do żywienia niemowląt. Działanie to ma charakter prewencyjny i wynika z wewnętrznego dochodzenia prowadzonego przez producenta po wcześniejszym wycofaniu dwóch partii produktu NAN OPTIPRO PLUS 1 w grudniu 2025 r. Dystrybutor – Nestlé Polska S.A. – niezwłocznie po uzyskaniu informacji o potencjalnym zagrożeniu rozpoczął proces wycofywania wskazanych partii ze sprzedaży oraz od konsumentów. Rodzice i opiekunowie są informowani o sprawie za pośrednictwem stron internetowych firmy.

Państwowa Inspekcja Sanitarna nadzoruje przebieg wycofania i pozostaje w kontakcie z dystrybutorem, aby zapewnić skuteczne usunięcie produktów z obrotu oraz bezpieczeństwo konsumentów.

GIS stanowczo zaleca, aby nie podawać dzieciom produktów z partii objętych komunikatem. W przypadku zaobserwowania niepokojących objawów po ich spożyciu, należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem.

Produkty wycofane:

Nazwa produktu: NAN Expertpro Total Comfort; 400 g

Numer partii | Data | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Optipro Plus 1; 800 g

Numer partii | Data  | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Optipro Plus 1; 400 g

Numer partii | Data  | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Supremepro 1; 400 g

Numer partii | Data | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Optiproplus 1; 200 ml

Numer partii | Data BB | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Optiproplus 1; 90 ml

Numer partii | Data | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Optiproplus 1; 70 ml

Numer partii | Data  | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Expertpro HA 1; 400 g

Numer partii | Data  | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Supremepro 2; 800 g

Numer partii | Data | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: PRE NAN; 70 ml

Numer partii | Data  | Kraj pochodzenia

Nazwa produktu: NAN Expertpro bezlaktozowy; 400 g

Numer partii | Data | Kraj pochodzenia

Źródło: GIS

W Dzienniku Urzędowym Ministra Zdrowia opublikowano zarządzenie określające szczegółowy zakres czynności Podsekretarzy Stanu oraz Dyrektora Generalnego. Dokument porządkuje strukturę kierownictwa resortu i wskazuje, które departamenty oraz instytucje podlegają poszczególnym członkom kierownictwa. Celem jest zwiększenie przejrzystości i efektywności zarządzania w kluczowych obszarach ochrony zdrowia.
 
Minister Zdrowia kieruje działem administracji rządowej „zdrowie”. Do jego wyłącznych kompetencji należy m.in. podpisywanie rozporządzeń, obwieszczeń i pism kierowanych do najwyższych organów państwowych. Nadzoruje on również centralne instytucje systemu, takie jak Narodowy Fundusz Zdrowia, Agencja Badań Medycznych, Główny Inspektor Sanitarny, Główny Inspektor Farmaceutyczny, Prezes URPL czy instytuty badawcze. Minister odpowiada także za powoływanie i odwoływanie konsultantów krajowych.

Katarzyna Kacperczyk – bezpieczeństwo i polityka lekowa

Podsekretarz Stanu Katarzyna Kacperczyk objęła nadzór nad obszarami bezpieczeństwa, polityki lekowej, inwestycji i współpracy międzynarodowej. Została także przewodniczącą Zespołu Zarządzania Kryzysowego i pełni funkcję zastępcy Ministra Zdrowia podczas jego nieobecności. Do instytucji, które jej podlegają, należą m.in. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Narodowy Instytut Leków.

Katarzyna Kęcka – zdrowie publiczne i kadry medyczne

Podsekretarz Stanu Katarzyna Kęcka odpowiada za zdrowie publiczne, dialog społeczny oraz rozwój kadr medycznych. Została również członkinią Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. W jej gestii znalazły się m.in. Centrum Egzaminów Medycznych, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH oraz uczelnie medyczne.

Tomasz Maciejewski – cyfryzacja i e-zdrowie

Podsekretarz Stanu Tomasz Maciejewski objął odpowiedzialność za cyfryzację i rozwój e-zdrowia, a także za opiekę koordynowaną, lecznictwo i analizy strategiczne. Podlegają mu m.in. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Centrum e-Zdrowia, Centrum Monitorowania Jakości oraz regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa.

Nowy podział kompetencji porządkuje strukturę ministerstwa po ostatnich zmianach personalnych w kierownictwie resortu. Jasne określenie odpowiedzialności poszczególnych wiceministrów ma usprawnić procesy decyzyjne i zwiększyć skuteczność działań, szczególnie w obszarach tak strategicznych jak polityka lekowa, rozwój kadr medycznych czy cyfryzacja systemu ochrony zdrowia.

Całość zarządzenia dotępna jest TU

Źródło: Źródło: Dziennik Urzędowy Ministra Zdrowia, Zarządzenie Ministra Zdrowia z dnia 9 września 2025 r. w sprawie zakresu czynności Podsekretarzy Stanu oraz Dyrektora Generalnego w Ministerstwie Zdrowia

Centrum e-Zdrowia, we współpracy z Ministerstwem Zdrowia oraz Głównym Inspektoratem Sanitarnym, opublikowało interaktywny raport o chorobach zakaźnych. To oficjalne i najbardziej aktualne źródło danych o zachorowaniach i szczepieniach przeciwko sześciu chorobom: grypie, COVID-19, krztuścowi, ospie wietrznej, półpaścowi i RSV. Raport przygotowano w dwóch językach – polskim i angielskim – a dane można analizować w podziale na płeć, wiek oraz lokalizację.
„Aktualne dane o szczepieniach i zachorowaniach to nieocenione źródło wiedzy, które okaże się pomocne przede wszystkim dla lekarzy, w ich codziennej pracy z pacjentami” – podkreśla wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny.

W raporcie znajdziemy nie tylko suche liczby, ale także mechanizm pozwalający na uchwycenie dynamiki epidemicznej w skali kraju. Jak zaznacza Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski: „W przypadku COVID tego typu dane wykorzystujemy już od dawna, aby odpowiednio szybko identyfikować regiony i grupy wiekowe, w których występuje więcej zachorowań. Obecnie będzie to dotyczyło dodatkowo 5 innych chorób, co pozwoli szybciej i bardziej efektywnie reagować. Warto te dane udostępnić społeczeństwu, przede wszystkim w celu budowania świadomości zagrożeń i motywacji do zapobiegania, a personelowi medycznemu w celu ukierunkowania diagnostyki, terapii i profilaktyki”.

Opracowanie tego raportu było możliwe dzięki integracji wielu źródeł informacji. „Metodyka przygotowania raportu została opracowana na podstawie danych pochodzących z wielu źródeł. Wykorzystano informacje raportowane przez podmioty lecznicze do systemu e-zdrowia (P1), m.in. dane o zdarzeniach medycznych i kartach szczepień, uzupełnione o dane demograficzne. Dzięki połączeniu tych zasobów możliwe było stworzenie kompleksowego obrazu sytuacji epidemiologicznej w Polsce” – tłumaczy Radosław Michałek, zastępca dyrektora Centrum e-Zdrowia.

Znaczenie tego narzędzia trudno przecenić. Instytucje zdrowia publicznego zyskują dzięki niemu możliwość szybszego wykrywania ognisk chorób i lepszego planowania polityki zdrowotnej. Lekarze otrzymują narzędzie wspierające diagnostykę i edukację pacjentów. Naukowcy i analitycy mają dostęp do materiału ułatwiającego badania nad skutecznością szczepień i rozprzestrzenianiem się chorób. Dla obywateli natomiast raport staje się źródłem wiedzy, która pomaga podejmować świadome decyzje dotyczące zdrowia – własnego i bliskich.

Za jakość zestawień odpowiadają podmioty sprawozdające do systemu P1. Dlatego twórcy raportu zachęcają do rzetelnego przygotowywania i raportowania danych, bo od ich jakości zależy przejrzystość i wiarygodność obrazu epidemiologicznego w kraju.

Raport jest dostępny publicznie w sieci i stanowi krok w stronę większej transparentności, ale także nowoczesnego podejścia do zarządzania zdrowiem publicznym, w którym kluczowe znaczenie ma wiedza oparta na danych.

Źródło: MZ

 
Dwa wykryte przypadki przecinkowca cholery (Vibrio cholerae) w Polsce wzbudziły niepokój. Jak poinformował Główny Inspektor Sanitarny i Konsultant Krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych we wspólnym komunikacie opublikowanym 25 lipca, w obu przypadkach nie doszło do rozwoju pełnoobjawowej cholery. Zakażenia określono jako wibriozę – infekcję przewodu pokarmowego wywołaną przez przecinkowce, które nie wytwarzają toksyny cholerycznej.
Pierwszy przypadek dotyczył osoby mieszkającej w województwie zachodniopomorskim. „Stwierdzono wibriozę, czyli zakażenie przecinkowcem cholery nie produkującym toksyny” – poinformowano. Jak podkreślają autorzy komunikatu, u żadnej z osób objętych kwarantanną i nadzorem sanitarnym nie rozwinęły się objawy tej choroby, dlatego zakończono postępowanie sanitarne.

Drugi przypadek wykryto w województwie lubelskim. Również tutaj objawy były łagodne i wskazywały na wibriozę. „Do czasu zakończenia badań mikrobiologicznych, wdrożono prewencyjną 5-dniową kwarantannę domową dla osób z najbliższego kontaktu” – czytamy w komunikacie.

Wibrioza to choroba o mniejszym znaczeniu epidemicznym niż klasyczna cholera. Jej przebieg zazwyczaj ogranicza się do dolegliwości ze strony układu pokarmowego – bólu brzucha, wymiotów, biegunki, gorączki i osłabienia. Przenosi się głównie drogą pokarmową, przez skażoną wodę lub żywność. Okres inkubacji wynosi od 3 do 5 dni.

Latem ryzyko zakażenia rośnie, ponieważ wysokie temperatury sprzyjają namnażaniu się przecinkowców w środowisku. „W Polsce od wielu lat obserwuje się okresowo występowanie nietoksynotwórczych przecinkowców w zbiornikach wodnych, szczególnie w sezonie letnim” – przypomina Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski.

W tym momencie, według autorów komunikatu, nie ma podstaw do stwierdzenia zagrożenia epidemiologicznego dla społeczeństwa. Sytuacja jest stale monitorowana.

Wspólny komunikat podpisał również Konsultant Krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych, prof. dr hab. med. Miłosz Parczewski.

Źródło: GIS

Z dniem 11 lipca 2025 r. Minister Zdrowia powierzyła prof. Łukaszowi Balwickiemu funkcję krajowego konsultanta w dziedzinie zdrowia publicznego na kolejną pięcioletnią kadencję. Ekspert Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego kierujący Zakładem Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej GUMed pełnił już tę funkcję wcześniej – od grudnia 2024 roku przez pół roku, jako następca prof. Jarosława Pinkasa.
W swojej nowej kadencji prof. Balwicki zapowiada skoncentrowanie się na najistotniejszych wyzwaniach zdrowotnych Polaków: problemie uzależnień, niskiej skuteczności edukacji zdrowotnej oraz potrzebie systemowych zmian w zakresie profilaktyki.

Wciąż traktujemy profilaktykę jako coś dodatkowego, fakultatywnego, coś, co można załatwić jakąś edukacją. Skoro ludzie piją, to zróbmy jakiś tam program edukacyjny, jeśli uczniowie palą, to powiedzmy im, że to szkodzi. Przekonajmy kogoś powieszeniem plakatu o tym, że palenie uzależnia i powoduje raka. Ale to nie jest zdrowie publiczne. Mamy statystyki, które pokazują niską efektywność edukacji. Ona nie zadziała, jeśli nie będzie otoczona zmianami, które wpłyną na nasze zachowania – tłumaczy prof. Balwicki.

Krajowy konsultant wskazuje, że działania edukacyjne nie wystarczą, gdy w przestrzeni publicznej funkcjonują silne, przeciwstawne bodźce promujące zachowania szkodliwe zdrowotnie. – Mamy tanie wyroby tytoniowe, saszetki nikotynowe w Prime Timie w mediach, alkohol. Możemy włożyć ogromne środki w edukację, ale ona nie zadziała, bo inne mechanizmy będą decydować o naszych wyborach. Zobaczmy własne codzienne wybory – czy przed dokonaniem zakupu za każdym razem głęboko zastanawiamy się nad konsekwencjami? Widzimy coś fajnego, smacznego, szeroko reklamowanego, w dobrej promocji. W takiej sytuacji nawet świadome osoby podejmują nieracjonalne decyzje. Sami lekarze nie są od tego wolni. I nic nie zdziała, jeżeli nie będzie odpowiedzialnych interwencji zdrowia publicznego w tych obszarach. To są zadania dla nas na dziś – podkreśla.

W najbliższych planach prof. Balwickiego znajduje się także analiza przepisów dotyczących dostępu do wody pitnej w instytucjach publicznych oraz zasad korzystania z hulajnóg – szczególnie pod kątem bezpieczeństwa osób z niepełnosprawnościami i ograniczeniami widzenia.

Po krótkiej przerwie między kadencjami prof. Balwicki został powołany również do zespołu BOND przy Głównym Inspektoracie Sanitarnym, który ma wspierać polityki populacyjne poprzez zastosowanie nauk behawioralnych. Wśród priorytetów zespołu znalazły się komunikacja wartości profilaktyki zdrowotnej, w tym szczepień, oraz zwalczanie dezinformacji.

Jak pokazują dane, wyzwania w tym obszarze są ogromne: 65% Polaków uważa, że producenci ukrywają informacje o szkodliwych składnikach żywności, 58% nie ufa bezpieczeństwu GMO, a 30% wierzy, że kolejne pandemie zostały już zaplanowane.

Prof. Balwicki od ponad dekady prowadzi Uniwersytecką Poradnię Antynikotynową, jest autorem licznych publikacji naukowych z zakresu prawa antytytoniowego i epidemiologii e-papierosów wśród młodzieży. Koordynuje kampanie zdrowotne we współpracy z samorządami i pracodawcami, współpracuje z WHO oraz Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego PZH. Jest również członkiem Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk.

Źródło: GUMed Fot: P. Sudara/GUMed

Zachorowania na krztusiec w 2024 roku osiągnęły poziom nienotowany od ponad trzech dekad – ponad 32 tysiące przypadków. Choć ostatnie tygodnie przyniosły spadek liczby zakażeń, eksperci ostrzegają: krztusiec to choroba niezwykle zakaźna, groźna szczególnie dla niemowląt i seniorów, a jedyną skuteczną metodą ochrony pozostaje szczepienie. O roli profilaktyki, potrzebie szczepień przypominających i rosnącym znaczeniu pielęgniarek w systemie ochrony zdrowia mówią dr Paweł Grzesiowski, GIS, oraz dr Karolina Prasek z Medicover.
W ubiegłym roku na krztusiec zachorowało ponad 32 tys. osób. To ok. 35 razy więcej niż rok wcześniej. Ostatnie tygodnie przynoszą wyhamowanie tendencji wzrostowej, ale Główny Inspektor Sanitarny przestrzega przed tą groźną chorobą i wskazuje na konieczność szczepień u dzieci już w okresie niemowlęcym i szczepień przypominających u dorosłych. Dużą rolę w promowaniu tej jedynej formy profilaktyki odgrywają pielęgniarki, które nie tylko informują o korzyściach ze szczepień, ale też mogą do nich kwalifikować.

– Zakażenia krztuścem są zwykle związane z dużą zachorowalnością, ponieważ jest to choroba bardzo zakaźna. Jedna osoba chora, jeżeli w jej otoczeniu są osoby niezaszczepione, może zarazić nawet kilkanaście innych osób – mówi agencji Newseria dr n. med. Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny. – Krztusiec jest chorobą, która wywołuje różnego rodzaju objawy, w zależności od wieku chorego. Mieliśmy w zeszłym roku jeden przypadek śmiertelny niemowlęcia, które zachorowało na krztusiec i doznało powikłań w postaci zapalenia mózgu. To jest najgorsza postać tej choroby i ona występuje najczęściej właśnie u niemowląt.

Rok 2024 został nazwany przez lekarzy rokiem krztuśca. Z danych NIZP PZH-PIB, przedstawionych podczas konferencji w GIS, wynika, że liczba zachorowań wyniosła 32,4 tys. osób. Zaraportowano ok. 35 razy więcej przypadków niż w roku 2023. Są to tylko przypadki zgłoszone do systemu, ale w rzeczywistości znacznie więcej osób mogło przejść tę chorobę. Dla porównania między 2020 a 2023 rokiem liczba przypadków wynosiła między 182 a 922. Od 1990 roku najgorszy pod tym względem był 2016 rok, kiedy liczba ta wyniosła ponad 6,8 tys. Tegoroczne statystyki są już bliskie tego poziomu, choć są nieco niższe niż rok temu.

– Ostatnie tygodnie pokazują, że mamy mniej więcej 10-krotny spadek zachorowalności na krztusiec w stosunku do tego samego miesiąca ubiegłego roku, ale nie wiadomo, jak się sytuacja rozwinie. Po wakacjach dzieci wrócą do szkół, zaczną znowu wymieniać między sobą materiał biologiczny i być może znowu dojdzie do wzrostu zachorowań – mówi dr Paweł Grzesiowski. – Ubiegły rok stał się rekordowy właściwie z nieznanych bliżej przyczyn, bo nie wydarzyło się nic drastycznego, co by miało uzasadnić tak duży wzrost zachorowań. Oczywiście jednym z elementów jest to, że bardzo dużo osób dorosłych nie przyjmowało regularnie szczepionek przypominających przeciwko krztuścowi, a też część dzieci unika tego szczepienia ze względu na decyzję rodziców. Może zatem doszło do pewnej kumulacji różnych czynników, które spowodowały eksplozję zachorowań na krztusiec.

Prof. Ernest Kuchar, ekspert Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych, ocenia, że mogły się do tego przyczynić także popandemiczny dług zdrowotny, kiedy przez kilka miesięcy nie mieliśmy pełnego dostępu do systemu ochrony zdrowia, oraz pojawienie się nowych szczepów choroby.

– Grupą, która ciężko choruje na krztusiec, są małe dzieci, które mogą chorować z bezdechem, ciężkimi napadami kaszlu, uszkodzeniem oskrzeli czy płuc. Zachorowania u dorosłych przebiegają lżej, nie obserwuje się przypadków śmiertelnych, ale obserwuje się wielotygodniowy silny kaszel, który może mieć fatalne następstwa, włącznie z pęknięciem żeber, przepony czy uszkodzeniem tchawicy – wskazuje Główny Inspektor Sanitarny.

Leczenie krztuśca polega głównie na łagodzeniu objawów takich jak duszność, kaszel czy bezdech, ale nie zwalcza samej choroby. Jedyną realną ochroną jest profilaktyka. Krztusiec pozostaje jedną z najczęstszych chorób, którym można zapobiegać poprzez szczepienia. NIZP PZH-PIB wskazuje, że w 2023 roku średni odsetek zaszczepionych wynosił w Polsce 94,5 proc. Jednak w niektórych województwach spadł poniżej 90 proc., co może potencjalnie tworzyć ryzyko epidemiczne. Wysoki poziom zaszczepienia populacji, który zapobiegnie nowym przypadkom zachorowań, powinien się bowiem utrzymywać powyżej 95 proc. Szczepienia są podawane już w siódmym tygodniu życia, właśnie po to, by zapobiec groźnemu zarażeniu u niemowląt.

– Zachęcamy również kobiety w ciąży, żeby przyjmowały szczepionkę przeciwko krztuścowi, bo odporność, która tworzy się w ciąży u mamy, przechodzi przez łożysko i dziecko jest chronione przez pierwsze kilka miesięcy po urodzeniu. A więc żeby mieć kompletną ochronę, dobrze jest, żeby zaszczepiła się kobieta w ciąży, a następnie przystępujemy do szczepienia niemowlęcia – wyjaśnia dr n. med. Paweł Grzesiowski.
W Polsce każda kobieta w ciąży może się bezpłatnie zaszczepić przeciwko krztuścowi w swojej poradni podstawowej opieki zdrowotnej.

Eksperci przypominają, że odporność uzyskana dzięki szczepieniom nie utrzymuje się przez całe życie, tylko zmniejsza się wraz z upływem czasu od szczepienia i zanika w ciągu 4–10 lat. Dlatego zalecane są regularne dawki przypominające co 5–10 lat. Dorośli, którzy nie uzupełnili szczepień, mogą być bezobjawowymi nosicielami i stanowić realne zagrożenie dla niemowląt.

 Szczepienia to inwestycja w zdrowie nas samych i naszych bliskich. Chronią nas przed poważnymi chorobami zakaźnymi, ale również przed powikłaniami, które mogą wystąpić w ich wyniku. Ta prosta, bezpieczna i skuteczna profilaktyka chroni przed zakażeniami wirusowymi czy bakteryjnymi – mówi dr n. o zdr. Karolina Prasek, dyrektorka Działu Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Medicover w Polsce. – W Medicoverze stawiamy duży nacisk na profilaktykę. Nasi specjaliści oraz eksperci, w tym lekarze, pielęgniarki, edukują pacjentów w zakresie szczepień, odpowiadają na nurtujące pytania pacjentów, żeby mogli oni podjąć świadomą decyzję co do przyjęcia szczepienia i tym samym ochrony siebie lub swoich bliskich.

– Przyjmując raz na 10 lat szczepionkę kombo, mamy ochronę przed trzema chorobami (krztusiec, błonica i tężec), z których każda jest inna, ale równie niebezpieczna – mówi Główny Inspektor Sanitarny. – To, czego się najbardziej obawiają pacjenci, to efekty uboczne szczepień. Boją się, że szczepionka mogłaby jakoś zaszkodzić, spowodować pogorszenia zdrowia, więc w tym zakresie musimy być otwarci na wszelkie pytania i wątpliwości.

To wymaga zaangażowania personelu medycznego, również pielęgniarek, w promowanie idei szczepień i wyjaśnianie wątpliwości pacjentów. Rola pielęgniarek na tym się nie kończy – od 2022 roku mogą samodzielnie kwalifikować dorosłych do szczepień ochronnych, co znacząco zwiększa dostępność do profilaktyki.

– W ubiegłym roku wprowadziliśmy wizyty kwalifikacyjne u pielęgniarek, co umożliwiły nam przepisy prawa. Dzięki temu zwiększyła nam się dostępność personelu medycznego, który nie tylko edukuje, uzupełnia wiedzę pacjentów, odpowiada na pytania, ale również stricte kwalifikuje pacjentów do szczepień przeciwko m.in. krztuścowi – mówi dr n. o zdr. Karolina Prasek.

W Medicoverze po umówieniu się na wizytę pacjent przechodzi kwalifikację, wykonaną przez lekarza lub pielęgniarkę, a następnie otrzymuje szczepienie – wszystko podczas jednej wizyty, by jak najbardziej uprościć cały proces.  
 
Jak wskazuje ekspertka, rola pielęgniarki w systemie ochrony zdrowia będzie nadal rosła. Już dziś mogą one samodzielnie diagnozować i leczyć pacjentów, a także przepisywać im niektóre z leków, w tym też refundowane, np. antybiotyki, leki stosowane w infekcjach górnych dróg oddechowych, na pasożyty czy zakażenia układu moczowego. W Medicoverze od ponad dwóch lat jest w ofercie wizyta pielęgniarska dla pacjentów z objawami infekcji górnych dróg oddechowych, którzy nie byli wcześniej konsultowani przez lekarza. Ukończenie konkretnych kursów specjalistycznych czy specjalizacji daje pielęgniarkom szereg dodatkowych uprawnień do samodzielności, np. w zakresie oceny stanu rany oraz zdjęcia szwów, wykonania i oceny wyniku badania EKG, a także spirometrii czy testów skórnych. 

W ramach europejskiej inicjatywy European Nursing Action pielęgniarki w krajach UE zyskują kompetencje w zakresie tzw. zaawansowanej praktyki pielęgniarskiej, która obejmuje m.in.: samodzielne zakładanie cewników centralnych typu PICC (z wysoką skutecznością porównywalną do lekarzy), udział w interdyscyplinarnych zespołach medycznych oraz większą autonomię w podejmowaniu decyzji klinicznych.

źródło: newseria